Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Błękitny staw
AutorWiadomość
Błękitny staw [odnośnik]16.07.19 20:55
First topic message reminder :

Błękitny staw

To wyjątkowo czarujące, choć niewielkie jezioro położone w północnej części hrabstwa, w pewnym oddaleniu od miast i miasteczek, jest lubianym miejscem wypoczynku czarodziejów zmęczonych zgiełkiem codzienności. Jego nazwa wzięła się stąd, że w pogodne, bezchmurne dni powierzchnia wody wydaje się niebieska. Szczególnie upodobały je sobie pary; w znajdującej się przy nim przystani można wypożyczyć łódkę, i w pogodne dni łatwo dostrzec na jeziorze jakąś zakochaną parę urządzającą sobie mały, romantyczny rejs. W tym stosunkowo niewielkim jeziorze nie żyją kelpie, można za to spotkać łabędzie oraz srebrzyste, drobne rybki, które kryją się wśród wodorostów, gdy nad nimi przepływa łódka. W głębszych częściach jeziora podobno znaleźć można również druzgotki, więc amatorzy kąpieli mimo wszystko muszą zachować ostrożność. W noc przesilenia letniego niektórzy czarodzieje świętują ten moment poprzez puszczanie na wodę lampionów i splecionych z okolicznych kwiatów wianków. Przy jednym z brzegów można znaleźć wyjątkowo dorodne lilie wodne, stanowiące dodatkową atrakcję tego miejsca.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Błękitny staw - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Błękitny staw [odnośnik]12.10.21 15:57
Zjawił się tu głównie po to, aby upewnić, że jeden z najdalej wysuniętych na północ punktów Anglii odbierze sygnał z Devon. Nie mógł ocenić tego na bieżąco, audycje miały dopiero ruszać, ale z wprawnym okiem i przede wszystkim wieloletnim doświadczeniem było to możliwe. Było zimno, mróz właściwie wkradał się w płuca bardziej niż dym z nabitej tytoniem fajki. Uścisnął dłoń najpierw Kieranowi, a potem młodemu Weasleyowi, który to dzisiaj miał podążyć w przeciwnym kierunku. Czuł, jakby to przyjaciel był w znacznie większym niebezpieczeństwie, poszukiwany listem gończym na terenie całej Anglii był w wiecznym zagrożeniu, chociaż... Znając Rinehearta nieszczególnie się tym zajmował. Jako auror musiał być przyzwyczajony do najgorszych ataków i najpodlejszej magii, a jednak nie porzucił ideałów, oddając się w całości Zakonowi. Jego zniknięcie na ponad miesiąc Stevie przepłacił nerwami, jasne było, że ktoś z kim znał się od ponad czterdziestu lat, był elementem jego życia. Nawet jeśli niezbyt wylewnym, to jednak wystarczająco bliskim, aby jego córka mogła nazywać go wujkiem, tak samo jak Steviego nazywały dzieci Kierana.
- Nie jest ze mną aż tak źle - uśmiechnął się pod wąsem, spoglądając na wyrośniętego mężczyznę. Dałby radę się obronić, ale nie miał praktycznie pojęcia na temat magii ofensywnej. Nie był mistrzem pojedynków, całe życie poświęcił numerologii i transmutacji. A jednak wojna potrafiła całkowicie zmienić postrzeganie świata i własnych celów. Gdy odłączyli się od młodzieńca, Beckett wyprostował się nieco bardziej, chcąc nadgonić kroku zmierzającym w stronę jednego z domostw aurora. - To tam ich kryją? - wypowiedział niemal szeptem, na wszelki wypadek rozglądając się jeszcze po okolicy, czy nikt ich nie słyszy. W słowie ich chodziło oczywiście o mugoli, którzy to wciąż byli przeganiani z tych ziem. Dostarczenie im radia, sprzętu, który odpowiadać miał za dobre słowo, zdawało się być zadaniem nie tylko ważnym, ale też zwyczajnie dobrym. Z dachu tego domu mógł też sprawdzić sygnał, chociaż oblodzony nie wydawał się najbezpieczniejszy. Buty, które przygotowała mu Trixie miały chronić przed poślizgnięciem się, ale i tak wizja wejścia tam straszyła. Zapukali więc do pierwszych drzwi, a tam o dziwo, widok poszukiwanego aurora miał oznaczać dla tych ludzi bezpieczeństwo. O ile ich nie wystraszy...
- Dzień dobry. Jestem Stevie Beckett... - zaczął, witając się z mężczyzną, który niepewnie otworzył drzwi. - Przysyła nas Zakon, mamy coś dla was. Możemy wejść? - spytał szybko, a gdy drzwi uchyliły się, na wszelki wypadek trzymając różdżkę w pogotowiu, wszedł za Kieranem do środka. Ten musiał mieć przy sobie pluskwy, zapewne część trafiła do Uriena, ale i Stevie na wszelki wypadek wziął ich trochę. Oczekiwał jednak na jakiś niewerbalny sygnał od przyjaciela, że może zacząć mówić, że jest bezpiecznie. Co za chory świat? A jednak nie chcieli z niego uciekać, za wszelką cenę i każdym sposobem walcząc o siebie samych i tych ludzi, teraz zagnieżdżonych zapewne w pokojach, ukrywanych przed szmalcownikami, przed śmiercią.


Am I going crazy? Would I even know? Am I right back where I started forty years ago?
Wanna guess the ending? If it ever does... I swear to God that all I've ever wanted was
A little bit of everything, all of the time, a bit of everything, all of the time
Apathy's a tragedy, and boredom is a crime. I'm finished playing, and I'm staying inside.
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett
Re: Błękitny staw [odnośnik]31.12.21 16:38
17.03

To było gdzieś tutaj - a może nie? W szarości poranka wszystkie stawy w Krainie Jezior wyglądały tak samo. Nie potrafił skupić się na pracy, pacjentów i tak dzisiaj ani wczoraj nie było, nie potrafił skupić się na niczym. Odesłał Deimosa do dziadków na weekend, nie chciał by syn widział go w tym stanie. Nie chciał patrzeć mu w oczy, nie po tym jak płakał nad obcym człowiekiem w ramionach obcego człowieka (nie, nie obcego - pacjenta, a oni nie byli obcy, czasem oni byli wszystkim, co się liczyło), a nie mógł uronić ani jednej łzy nad Beatrice.
Wczoraj po południu odwiedził Munga, pytając o szczupłego blondyna, pytając o nieprzytomnego człowieka - ale jego ulubiona pielęgniarka nic nie wiedziała, a ona wszystko wiedziała. List od Olivera wcale nie rozjaśniał sytuacji. Korciło go chwycić za pióro, ale gdy po nie sięgał, dłoń mu drżała. Z przerażeniem rozpoznał w swoich gestach wściekłość - obcą, niepokojącą. Uczucie, od którego zawsze pragnął uciec.
Uciekł więc, pośpiesznie nakładając płaszcz i teleportując się gdzieś w pobliżu miejsca zbrodni. Powietrze nie pachniało dziś śmiercią, wiatr nie był przeraźliwie mroźny, wszystko wydawało się przerażająco normalne. Tak, jakby nikt nikogo nie pozbawił tutaj duszy.
Dlaczego? - zastanawiał się, mając wrażenie, że skronie płoną mu żywym ogniem. Od wczoraj głowa mu pękała, może od nerwów, może od płaczu. Polityka nigdy nie była sprawiedliwa, ale nie mogła być aż tak... okrutna, prawda? To musiał być przestępca, musiał. Na pewno zrobił coś bardzo złego. Tylko, co trzeba zrobić, by zasłużyć na taką karę? Nie rozpoznał jego twarzy, twarzy której nie zapomni już nigdy, z żadnego z listów gończych. Zatem musiał uczynić mniej, był anonimowy, za jego głowę nie było żadnej nagrody.
Podobno przestępca zawsze wraca na miejsce zbrodni. Hector Vale czuł się winny, więc chodził nerwowo nad jeziorem, tak jakby to miało uspokoić skołatane nerwy, wysiłek fizyczny pomaga, ból w nodze od wczoraj minął, ale dziwnie było tak bez bólu, więc wyginał uporczywie palce aby wyłamać je ze stawów, aby znowu cokolwiek poczuć.

ekwipunek:
- Eliksir uspokajający (1 porcja, moc. 50) [04.01.1958]
- Mieszanka antydepresyjna (2 porcje) [04.01.1958]
zarejestrowana różdżka i dokumenty


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Błękitny staw [odnośnik]31.12.21 17:12
Nie mógł wrócić do domu, zanim nie upewnił się, że to tylko jednorazowy przypadek. Że gdzieś wokół Krainy Jezior nie roiło się od ludzi bez duszy, których podły los złapał nieprzygotowanych, zupełnie tak jak i c h dwa dni temu. Nie potrafił spojrzeć sobie w oczy, bo chyba nie zasługiwał. Ciocia Cynthia zaopiekowała się nim porządnie, dała miejsce do spania i trochę ciepłego jedzenia, z którego nic nie mógł przełknąć. Czuł, że musiał tam wrócić.
Od momentu, w którym sowa Hectora Vale — tego samego, któremu jako Castor Sprout wykonywał talizman — ciekawy był, czy zobaczy go kiedyś na jego palcu — odnalazła go także w Lancashire, nie tylko w Dolinie Godryka. Na list odpisał zdawkowo i prędko; nie zamierzał więcej wracać do gabinetu w Walii, przynajmniej tak sobie założył, gdy z niego wychodził, ale ta poranna wizyta w Krainie Jezior zweryfikowała wszystkie jego plany. Nie spodziewał się, że to tak się skończy. Nie potrafił tego przewidzieć i z tego powodu był na siebie zły.
Nie chciał o tym rozmawiać; co właściwie mógłby o tym powiedzieć? Zjawić się we Wrzosowej Przystani jak gdyby nigdy nic, zalec na kanapie i oznajmić wszem wobec, że dziś nie mógł pomóc niewinnemu człowiekowi, bo nie potrafi rzucać odpowiednich zaklęć? Że doprowadził do katastrofy? Że sam nie potrafiłby się obronić, gdyby przyszła taka okazja?
Gdy wylądował wreszcie nad jeziorami, czy też nad stawem, nie wierzył w to, co zobaczył. Nie wierzył, że Hector Vale znów postanowił postawić tu stopę, nie wtedy, gdy przecież p r o s i ł go o to, by został w Walii, dla własnego spokoju i bezpieczeństwa! A może to po prostu jego umysł płatał mu figle? Był zmęczony, nie jadł, prawie nie spał. Przez myśl przeszło mu, że mógłby wysłać list do Michaela, przynajmniej do niego. Dać mu znać, że żyje, choć co to za życie.
Najpierw jednak chciał dowiedzieć się, czy powinien gniewać się na swojego magipsychiatrę. Czy to, co widział, było rzeczywistością, czy wyłącznie podszeptem zmęczonego umysłu. Nie miał innego sposobu, jak przyspieszyć kroku.
Przyspieszyć kroku, choć starał się stąpać możliwie najostrożniej i najciszej. A gdy wreszcie przystanął za sylwetką starszego mężczyzny, znów ułożył dłoń na jego barku, znów odwrócił go przodem do siebie, może zbyt prędko. Może zbyt silnie.
— Hectorze, dlaczego się mnie nie słuchasz? — w jego głosie pobrzmiała irytacja. Ta sama, która układała się w pionowej zmarszczce pomiędzy jasnymi brwiami, gdy szarobłękitne spojrzenie zawiesił na jego twarzy. Sam Castor—Oliver nie wyglądał dobrze, to widać było na pierwszy rzut oka. Nie mógł jednak odpuścić pewnego... niepokojącego odkrycia. Jeżeli znał się na czymś w zakresie zdrowia i komfortu psychicznego, potrafił wyłapać nerwowe tiki, do których sam się uciekał.
Wyłamywanie palców było jednym z nich.
Cień niezadowolenia przemknął przez jego szarawą twarz, wolna dłoń przykryła wyłamywane palce pod kopułą zimnego dotyku.

| ekwipunek: różdżka, miotła, szata i buty ze skóry tebo (+27 do żywotności), eliksir ochrony, eliksir znieczulający, eliksir uspokajający (+60), eliksir niezłomności (+106)


Myślę sobie, zaraz obudzę się.
Lecz im bardziej spadam,
tym bardziej widzę, że
To wszystko chyba nie jest sen.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
gdzie rzucą kość
będziesz jak szczeniak biegł
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Błękitny staw [odnośnik]31.12.21 17:12
The member 'Castor Sprout' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Błękitny staw - Page 3 QxblXwt
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Błękitny staw - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Błękitny staw [odnośnik]31.12.21 18:47
Z zaskoczeniem podniósł wzrok, rozchylił lekko usta. To zjawa, figiel sumienia? Nie, blady Oliver odezwał się, a dotyk upewnił go, że był prawdziwy.
-Masz takie zimne dłonie. - wychrypiał, z pozoru ignorując wcześniejsze słowa. Spojrzenie miał nieobecne, puste, pod oczyma malowały się głębokie cienie. Ewidentnie nie spał przez ostatnią noc, może dwie.
Wzdrygnął się, gdy powiał zimny wiatr i...
...zacisnął mocniej dłoń na palcach Olivera, zbyt mocno, nieświadom, że mogło go to zaboleć. Nie musiał się odwracać, by wiedzieć, by czuć co przechodzi właśnie gdzieś za jego plecami. W jasnych oczach odbiło się autentyczne, zwierzęce niemal przerażenie. Tym razem we wspomnieniach nie widział pogrzebu Beatrice - znów czuł się jak dwa dni temu, znów widział pocałunek dementora, bezbronnych siebie i Olivera. Instynktownie postąpił o krok do przodu, gdzieś przez warstwy strachu znów przebijała się odpowiedzialność za pacjenta. Lęk był jednak tak wielki, że Hector zapomniał o swojej gwarancji bezpieczeństwa, o dokumentach i zarejestrowanej różdżce. Uporczywie wracał myślami do tamtego pocałunku dementora, szczerze bojąc się, że tym razem to on padnie jego ofiarą.
Zmusił sine wargi do poruszenia się, wypowiadając swoje - jak w tej sekundzie sądził - ostatnie słowa.
-Nie szpital, tylko nie szpital. Nie chcę żyć bez duszy, obiecaj mi. - wyszeptał, nie mając odwagi się odwrócić, nie odrywając oczu od chmurnych tęczówek Olivera i ściskając jego palce tak mocno, jakby były ostatnią kotwicą. Drugą rękę zacisnął na rzeźbionej główce sowy tak mocno, że metal aż odbił się na skórze czerwonymi pręgami.
Skoro mógł mówić, to najwyraźniej ciężar w piersi nagle zelżał. Ale było tak zimno...
-Poszedł, prawda? - uświadomił sobie, szczękając zębami. Poszedł. Zostawił ich. Żyli. Nieprędko zawita znów do Cumberland.
Dłonie Olivera były już lodowate, ale prawie tego nie czuł - jego własne przemarzły równie mocno. Dopiero, gdy zerknął w dół, zobaczył zbielałą skórę, rozpoznał pierwsze oznaki rychłych odmrożeń. -Musimy... musimy... ciepło. - wymamrotał, cofając się o krok od blondyna i próbując sięgnąć po różdżkę. Palce miał zgrabiałe, ale powinien móc wykonać prosty gest. Nakierował drewienko na pobliskie krzaki, niech płoną.
-Incendio. - iskra była za słaba, ale z uporem powtórzył. -Incendio! - i suche gałęzie zajęły się ogniem. Hector chwycił Olivera za nadgarstek i pociągnął w stronę prowizorycznego ogniska. -O...grzejmy się dopóki nie damy rady się teleportować. Do gabinetu, chodźmy do gabinetu. - szepnął tonem nie pozostawiającym przestrzeni na słowo sprzeciwu. Do domu. Po chwili rozbrzmiały dwa trzaski teleportacji. Dali radę.

rzuty
/zt x 2 ogrzewać się dalej tu


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Błękitny staw
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach