Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Na werandzie oddech lasu

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Cora Howell
Cora Howell

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8263-cora-howell-budowa https://www.morsmordre.net/t8275-listy-do-cory#239409 https://www.morsmordre.net/t8271-corka#239378 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t8273-skrytka-nr-1986#239400
Zawód : przygarniam pogubione kudłonie
Wiek : 30
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Słyszysz pieśń lasu?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Na werandzie oddech lasu - Page 2 Empty
PisanieTemat: Na werandzie oddech lasu   Na werandzie oddech lasu - Page 2 I_icon_minitime24.03.20 18:50

First topic message reminder :

Na werandzie oddech lasu

Wkrótce.

Tutaj łóżko a tam szafa,
tutaj dzieje się zabawa
Kilka słów i zdanek kilka
i opisu jest linijka
nie bądź gałgan dodaj opis,
Daj nam wyobraźni popis


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Florean Fortescue
Florean Fortescue

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Zawód : lodziarz na wygnaniu
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 34
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Na werandzie oddech lasu - Page 2 X8zJ776

Na werandzie oddech lasu - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Na werandzie oddech lasu   Na werandzie oddech lasu - Page 2 I_icon_minitime10.05.20 16:11

Wszystko działo się tak szybko. Nadejście służb, szybka ucieczka. Nie byłem pewny czy wziąłem ze sobą wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. To już drugi raz w przeciągu niespełna kilku miesięcy, kiedy musieliśmy tak przed uciekać. Żal mi było Florence, że przeze mnie musiała tak cierpieć. A dołączyłem do Zakonu między innymi po to, żeby ją bronić. Teraz mogłem się tylko gorzko z tego zaśmiać.
- Za chwilę, Prang - odpowiedziałem ze złością, kiedy tak na nas napadł zaraz po teleportacji. Byłem sfrustrowany całą tą sytuacją. Potarłem dłonią czoło, próbując zebrać galopujące myśli do kupy. - Wszystko wyjaśnimy - dodałem już spokojniej. Nie miałem prawa złościć się na kogokolwiek z obecnych tutaj osób, wszyscy się dzisiaj dla nas narazili. Jeżeli mogliśmy im coś z Bertiem dać, to przynajmniej słowo wyjaśnień. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że pytał o Jackie. Spojrzałem zaskoczony na Bertiego, potem na Erniego, aż wreszcie parsknąłem śmiechem. - Zdecydowanie za wysokie - zgodziłem się z przyjacielem, po czym podszedłem do siostry. Nawet nie wiedziałem co jeszcze mogę jej powiedzieć, jak ją za to wszystko przeprosić. Pogłaskałem więc Norvela, który nagle pojawił się przy moich nogach. Nie ucieknę przed tą rozmową, ale dzisiaj już tyle przeżyliśmy, chyba nie było sensu jej teraz zaczynać.
Wyprostowałem się, kiedy usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Nie wiedziałem kim jest ta dziewczyna, ale już byłem jej wdzięczny za to co dla nas zrobi. Domyślałem się, że skoro Susanne postanowiła nas tutaj zabrać, możemy jej ufać. - Cześć - przywitałem się jakbyśmy wcale nie byli całkiem obcymi jej ludźmi, którzy niespodziewanie pojawiają się na werandzie w środku nocy. Zerknąłem na Berta. Ciekawe czy rozpozna nas po listach gończych. - Wybacz tę nieoczekiwaną wizytę, ale nie zabawimy długo - nawet się uśmiechnąłem, chociaż nasza sytuacja była beznadziejna. Beznadziejna. - Nie, nikt nie jest ranny - na szczęście. Nie bardzo wiedziałem od czego zacząć, kwestię wyjaśnień pozostawiłem więc Sue. Nie wiem ile chciała jej zdradzić, ale chyba im mniej wiedziała tym dla niej lepiej. Zaciekawiony Norvel wbiegł Corze między nogami do domu zanim zdążyłem zareagować.




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
Florence Fortescue

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue https://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 https://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Zawód : Współwłaścicielka lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
If you can't see anything beautiful about yourself...
Get a better mirror!
Look a little closer!
Stare a little longer!
THEY WERE WRONG
OPCM : 4
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
Na werandzie oddech lasu - Page 2 Tumblr_p0ebmcr3Ki1wbxqk4o1_540

Na werandzie oddech lasu - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Na werandzie oddech lasu   Na werandzie oddech lasu - Page 2 I_icon_minitime11.05.20 17:21

Plan się powiódł. Wszyscy po kolei pojawili się na werandzie, począwszy od jej głupiego brata, skończywszy nawet na ghulu z piwnicy Bertiego. Florence w jednej chwili poczuła się tak, jakby ktoś zdjął jej z pleców straszny ciężar. Nadal znajdowali się w beznadziejnej sytuacji, ale przynajmniej nikt nie został w tyle. Nikt nie był ranny, nikogo nie aresztowano. W całej tej tragicznej chwili próbowała znaleźć chociaż tę drobinkę szczęścia, aby jakoś się pocieszyć. Nic nie mogła jednak poradzić na to, że kiedy adrenalina w końcu odpuściła, Florence zwyczajnie się rozpłakała. To było już ponad jej zszargane nerwy. Wydarzenia z ostatnich trzech miesięcy były chyba bardziej dramatyczne niż w ciągu ostatnich dwóch lat. Czuła się tak samo rozbita i bezradna jak w chwili, kiedy razem z bratem stracili oboje rodziców. Po tamtej tragedii jakoś udało jej się znaleźć swoją kotwicę, swoje miejsce. Teraz jednak sytuacja była zdecydowanie gorsza - im wszystkim groziło więzienie, a może i śmierć, nie mieli nawet dachu nad głową, a Florean - jedyna osoba, której Florence była gotowa zawierzyć własnym życiem - okazała się ją okłamywać. I to przez tyle czasu! Jak nóż w plecy!
Przez chwilę jeszcze próbowała powstrzymać łzy, ale na nic się to zdało. Nie zwracając uwagi na nikogo, nie przejmując się tym, że może wyjść na histeryczkę, po prostu usiadła na schodach. Wcześniej adrenalina pchała ją do przodu, wyznaczała jasny cel, kazała uciekać z Rudery. Gdy jednak opadła, nie było niczego, co mogło pomóc Florence powstrzymać się od załamania. Była sfrustrowana, zagubiona, bezdomna i przerażona. Ale przede wszystkim - zła na brata.
Nie została długo na schodach. Mimo że nie wiedziała, gdzie się właściwie znajdują, wolała zniknąć reszcie z oczu. Schować się ze swoimi smutkami i złością. Nie patrzeć ani w oczy zatroskane, ani w te zdradzieckie. nie była w stanie zrozumieć i wybaczyć. Jeszcze nie. Bolało zbyt bardzo, by mogła sobie na to pozwolić. Uciekła, swoje kroki kierując jednak gdzieś nieopodal. Być może w poszukiwaniu korzeni jakiegoś drzewa, gdzie będzie mogła ukoić swoje nerwy. Może innego zacisznego kącika nieopodal jeziora.

zt




What is my life?
Am I doing this right?
I just realized that I might

Not know what the hell is going on!

Powrót do góry Go down
Susanne Lovegood
Susanne Lovegood

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t5129-skrytka-bankowa-nr-1094 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
Zawód : opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

and like pack of wolves
let's not separate

OPCM : 25
UROKI : 5
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 33
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
Na werandzie oddech lasu - Page 2 Tumblr_p0xntqaDx71vjxqfho7_400

Na werandzie oddech lasu - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Na werandzie oddech lasu   Na werandzie oddech lasu - Page 2 I_icon_minitime30.05.20 15:19

Trudno było uspokoić się ze świadomością, że miejsce, do którego wracało się codziennie, nie jest już bezpieczne. Dopiero wyczarowanie patronusa przyniosło Susanne nieco wybawienia od zmartwień, obecność płaszczki oraz pewność, że wiadomość dotrze do brata, działały zbawiennie, od razu zdejmując z barków wielki ciężar. Odetchnęła, obserwując, jak stworzenie się oddala, ale zdębiała zaraz, słysząc słowa Bertiego.
- Do Matta? - powtórzyła pusto, gdy serce zatrzymało się na chwilę, nim ruszyło pędem, a w uszach aż jej zaszumiało. Wybierał się do Londynu, na Pokątną, na Nokturn? Jasne oczy przepełniły się niezrozumieniem i przerażeniem, gdy przeniosła wzrok na przyjaciela. Szczerze mówiąc, miała ochotę się rozpłakać, prawdopodobnie z nadmiaru emocji po dzisiejszych przeżyciach, zacisnęła jednak zęby i pięści. Łzy zatrzymały się pod powiekami, kiedy zamknęła je, kręcąc głową. - Bertie, przemyśl to parę razy - poprosiła, choć miała ochotę zacząć krzyczeć - ona, zwykle tak spokojna i łagodna, była o krok od urządzenia mu awantury. Szanował swoje życie? Miał zamiar jak gdyby nigdy nic mijać plakaty i łazić sobie po stolicy? Pół miasta rzuci się na niego, byle tylko dostać pieniądze! - Są inne wyjścia, nie tam, nie idź tam - dorzuciła z determinacją, lecz nie mogli tak stać i niepokoić Cory, tylko paląca potrzeba wyjaśnienia najścia kuzynce poprowadziła pannę Lovegood do drzwi. Widok znajomej twarzy tylko dodał do całej gamy wzruszenie, lecz teraz Sue upierała się na dzielność, była w trybie działania, adrenalina jeszcze nie odpuściła.
- Zaraz wszystko ci opowiem. Jesteśmy cali, ale potrzebujemy noclegu - przyznała szczerze, zgarniając dłonie kuzynki we własne, choć nie dane było jej przejść prędko do wyjaśnień, gdy dostrzegła Florence, zamierzającą się oddalić.
- Flo... - zaczęła, ale rozumiała aż za dobrze potrzebę samotności w tak trudnej chwili. Zerknęła przelotnie na Floreana, ale dokończyła zdanie, mając nadzieję, że panna Fortescue nie zrobi nic głupiego. - Nie odchodź daleko, uważaj na siebie - poprosiła, już czując, jak wszystko zaczyna ją przytłaczać. Chciała wyperswadować Bertiemu pomysł mieszkania z Mattem, iść za Flo, porozmawiać z Corą... Odwróciła się właśnie do niej, za priorytet biorąc zapewnienie im miejsca na tę noc. Dopiero wewnątrz wyjaśniła sprawę, pomagając w przygotowaniu posłań dla każdego.

| zt dla Sue




through the silence where it hides
let's just hold our hands and not let it drown



and like leaky roof let's cover our holes
let's become the blow of our own woes


Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
there is no place i'm going to
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24*
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Na werandzie oddech lasu - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Na werandzie oddech lasu   Na werandzie oddech lasu - Page 2 I_icon_minitime23.06.20 22:45

I pyk! Z trzaskiem pojawiliśmy się na werandzie, na której stała już reszta mieszkańców... właściwie w aktualnej chwili powinienem chyba powiedzieć reszta bezdomnych. Wzdycham przeciągle wypuszczając z płuc nadmiar powietrza i wreszcie luzuję uścisk na ramieniu Łapserdaka, jeszcze przez krótką chwilę nie wierząc, że naprawdę nam się udało; mrugam kilkukrotnie unosząc spojrzenie na Bertiego - Nie dziękuj mi, tylko jemu - kiwam głową w kierunku skrzata, a on uśmiecha się nieśmiało i kłania, trochę jakby zawstydzony rolą, w której się znalazł. Ja tymczasem przysiadam na schodkach prowadzących na werandę, przesuwając wzrokiem po każdym po kolei. Czy mieliśmy się gdzie podziać? To było dobre pytanie; zawsze mogłem wrócić do domu rodzinnego w Bibury, ale trochę się obawiałem, że jeśli nagle pojawię się tam ze skrzatem pod pachą, Erniem Prangiem na doczepkę i wieściami pokroju "no cześć mamo, a wiesz, magiczna policja wjechała nam na Ruderę w poszukiwaniu terrorystów", to mateczka chyba by mnie nie wypuściła ze swojej meliny aż do zakończenia wojny. To samo zresztą tyczyło się Pranga, areszt domowy murowany. Cóż, wychodziło więc na to, że będę musiał wrócić tam, gdzie wracałem zawsze gdy nie miałem gdzie się podziać - do portu. Teraz jednak wbijam spojrzenie w Erniego ciekaw co też ma do powiedzenia, zaś gdy z jego ust pada pytanie, moje brwi unoszą się na czoło, a spomiędzy warg wypada salwa śmiechu, kręcę z rozbawieniem głową; cały Ernie, będzie mi brakowało mieszkania z nim ścianę w ścianę, nawet jeśli czasem miałem ochotę połamać mu gitarę jak kacowałem, a on akurat uczył się nowych ballad. Będzie mi brakować wszystkich wspólnych posiłków przygotowanych przez kulinarnego wirtuoza Bertiego Botta; tych długich, bezsennych nocy spędzonych w salonie w towarzystwie panny Lovegood; będzie mi brakować zapachu parzonej kawy z rana i tych wydatnych kości policzkowych Floreana, które jak nic innego nadawały się do szkicowania w stylu kubistycznym; ciepłego uśmiechu Florence, który posyłała mi za każdym razem kiedy mijaliśmy się gdzieś w labiryncie podziemnych pomieszczeń; i wreszcie Lany, zazdrosnej o każdą kobiecą sylwetkę za długo przesiadującą w naszych pokojach. Naprawdę zdążyłem zadomowić się w Dolinie Godryka, a teraz, dosłownie w jednej chwili to wszystko trafił szlag, życie ty kurwo, czemu znowu nam to robisz?... Z zamyślenia wyrywa mnie pytanie Sue, więc kiwam głową na znak, że przynajmniej ze mną wszystko w porządku. Przez chwilę przyglądam się jej krótkiej rozmowie ze skrzatem (Panienka Susanne taka miła, Łapserdak cieszy się, że mógł pomóc) i dłuższej z Bertiem - Jeśli znajdziesz nam nowy dom, Bertie, to wprowadzam się w ciemno - kiwam głową, z wolna zbierając się ze schodów. Zanim zdążę otrzepać spodnie na werandzie pojawia się gospodyni tego przybytku, więc witam się z nią kolejnym słabym uśmiechem i kiwnięciem łbem. Milczę, bo inni już spieszą z wyjaśnieniami i jeno przepuszczam pannę Fortescue, odprowadzając ją wzrokiem dopóki nie zniknie gdzieś w gęstwinie. Właściwie nie dziwiła mnie jej reakcja, a samotność bywała czasem bardziej oczyszczająca niż towarzystwo. Kiedy reszta wchodzi do środka, ja również korzystam z zaproszenia, przekraczając próg Kłębka.

/zt






Powrót do góry Go down
 

Na werandzie oddech lasu

Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Gloucestershire, okolice Little Witcombe, Kłębek-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20