Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Lynmouth

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Lynmouth - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Lynmouth - Page 5 Empty
PisanieTemat: Lynmouth [odnośnikLynmouth - Page 5 I_icon_minitime17.02.21 0:10

First topic message reminder :

Lynmouth

Lynmouth to wioska w hrabstwie Devon w Anglii. Wioska leży u zbiegu rzek West Lyn i East Lyn. Na wschód od wsi znajduje się półwysep Foreland Point - najdalej na północ wysunięty przylądek na wybrzeżu Devon i Exmoor. Wybrzeże klifowe wznosi się w najwyższym punkcie na 89 metrów. W 1952 wioskę dotknęła powódź, nieliczni mugole zamieszkujący wioskę uważają, że odpowiedzialna jest za to burza której towarzyszyła ulewa - prawdą jest że te miały miejsce tego dnia, jednak finalnie całość wydarzenia spowodowana była źle rzuconym rzuconym zaklęciem w którego wyniku zginęły 34 osoby. Co roku w nocy z 15 na 16 sierpnia mieszkańcy zbierają się, by w ognisku złożyć dary dla pogody, chcąc ułaskawić ją i prosić, by więcej nie doświadczyła ich w taki sposób. Przeważająca część czarodziejów odnajduje w dorocznych spotkaniach przestrogę, by nie eksperymentować z zaklęciami, nie posiadając ku temu odpowiednich predyspozycji. W połowie roku 1957 mugole zostali przesiedleni do znajdujących się niedaleko wiosek. A Lynmouth stało się całkowicie czarodziejską wioską.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Neala Weasley
Neala Weasley

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : 16!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Lynmouth - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Lynmouth [odnośnikLynmouth - Page 5 I_icon_minitime08.06.21 23:10

Livia zawsze była mi bliska. Choć różna tak strasznie. Przy niej jednak żyć się jakby tak bardziej chciało. Jeszcze bardziej. Bo chcieć to chciało mi się zawsze. Ale może to kwestia samego imienia była. Zawsze mi się ono z samym życiem kojarzyło. A je - to życie - dostrzec można było dosłownie wszędzie. W zwierzętach i ptakach, które skrzydła rozpościerały nad naszymi głowami. W owadach, które przed zimą skrywały się bardziej i mocniej. Ale i samych roślinach, może mniej zimą niż na wiosnę - ale jednak nadal. Krąg zataczały drzewa same w tym zrzucaniu liściu swoich własnych i nowych hodowaniu. No i na to wszystko fakt pomagał, że Livię pamiętałam od zawsze jakby. Od kiedy pamiętam ją pamiętałam. Trochę brzmi jakby sensu nie miało, ale całkowity ma. Mój tata tatę Livii znał, a my razem często gdzieś tam z kimś tam. Ani gdzie, ani z kim nie ważne było. Ważne że ona była i że byłam ja. Najważniejsze. I choć może nie zawsze regularnie i nie tak często jak czasem bym chciałam, to wiedziałam, że przyjazną mi duszą jest i moją też zrozumieć potrafi. Średnio mi się podobało, że ciocia mi samej nie pozwoliła, niby to mówiąc, że Waltera poprosiła, żeby spraw kilka w Lynmouth załatwił, przy okazji też o moją drogę bezpieczną zadbał. Sądziłam, że to raczej w drugą stronę było ale no nie kręciłam nosem bo inaczej dłużej by to zajęło. A jeśli rzeczywiście coś załatwić mu kazała, to przynajmniej nam uprzykrzać czasu nie będzie. Nie chciałam, żeby był blisko, zwłaszcza że musiałam przecież wszystko Livi o tym o czym on słuchać nie powinien powiedzieć. No i o nim przy okazji też. Bo takie rewelacje, to wcale na listy nie były, a ja potrzebowałam cóż rad, to po pierwsze a po drugie pomocnika w zrozumieniu tego wszystkiego, bo jak tak siedziałam i myślałam, to jednak dalej nic nie rozumiałam.
- Livia! - ucieszyłam zaraz jednak marszcząc nos. - Naprawdę musimy lady to lady tamto? - zapytałam jej od razu, widocznie niezadowolona. Walter jedynie skinął Livii głową, oddał mi wodze do Bibi na której jechał i podszedł do tego aurora co z nią był. Zerknęłam na niego, nie próbując ukryć nawet, że chciałabym żeby wziął i te sprawy załatwiać poszedł. Najlepiej obaj niech wezmą i pójdą. Niepotrzebni byli wcale. Głowę zwróciłam znów do Livii unosząc usta w uśmiechu. - Mleka dużo z miodem piję, próbowałaś? - zapytałam rozciągając usta w uśmiechu. Niby to prawda była ale w tą kwitnącość całą to średnio wierzyć mi się chciało. - To Montygon.- wskazałam na kasztanowego wierzchowca. - A to Bibi. - wyjaśniłam, przesuwając dłonią po szyi jasnej klaczy. - Oba uwielbiam, możesz wybrać. - powiedziałam, zostawiając ja na chwilę samą i podchodząc do tego milczącego aurora, żeby mu wyjaśniać, gdzie będziemy jechać i że latać za nami wcale nie trzeba. Obiecałam że trzymać się łąk będziemy i wdać nas będzie o z tego wzniesienia które pokazałam mu palcem dokładnie. Niech sobie tam idą we dwójkę albo on sam. Potem wróciłam do przyjaciółki. - Zdecydowałaś? - zapytałam, nie przestając się uśmiechać. Odbiłam się kilka razy na piętach podskakując krótko w ekscytacji. - Oh, tyle mam ci do opowiedzenia! - emocje przebijał się przez mój głos dokładnie, a uśmiech rozciągał się tak, że byłam pewna, że zaraz mnie wezmą i policzki zacznąć boleć całkiem.




Anything’s possible if you’ve got
enough nerve.

Powrót do góry Go down
Livia Abbott
Livia Abbott

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9963-livia-abbott#301228 https://www.morsmordre.net/t9971-wenus#301492 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle https://www.morsmordre.net/t9973-skrytka-nr-2260#301500 https://www.morsmordre.net/t9972-livia-abbott#301494
Zawód : aktywistka i działaczka na rzecz rezerwatu znikaczy, przykładna młoda dama
Wiek : 16
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
So I won't testify the crimes you're keeping score of. Why don't you throw me to the wolves? I thought you were one.
OPCM : 10
UROKI : 2
ELIKSIRY : 12
LECZENIE : 3
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Zwierzęcousty

Lynmouth - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Lynmouth [odnośnikLynmouth - Page 5 I_icon_minitime10.06.21 18:00

- Dbam jedynie, żebyś nie zapomniała o tym, kim jesteś - zauważyła Livia pogodnie, niezrażona ewidentnym brakiem zainteresowania przyjaciółki względem docenienia swej tożsamości. Była wszakże córką swoich rodziców, pochodziła ze szlachetnego rodu, nawet jeśli mnogość wyposażenia jego bankowej skrytki stopniała niczym lód przy pierwszym tchnieniu upartej wiosny. To, co opowiadano o Weasleyach, jakoby nie należał im się już szacunek, było wierutnym kłamstwem. Jakże można było nie szanować ludzi, którzy swoją dobrocią odratowali setki, jeśli nie tysiące istnień? I to jeszcze kosztem własnej wygody, prywatnego luksusu.
Abbottówna skinęła głową Walterowi, którego kojarzyła zaledwie pobieżnie; wiedziała tyle, że często towarzyszył Neali w dalszych wędrówkach, z pewnością doglądając jej potrzeb w sposób taki, w jaki czynił to dlań człowiek lorda Romulusa. Do Poppy nie śmiałaby bowiem go przyrównywać. Nie był służką, nie podawał parasola ani nie wachlował zarumienionej lady Weasley w letnie popołudnia, co do tego nie miała żadnych wątpliwości - przecież to by się nie godziło, nie wypadało!
- Mleko z miodem? - powtórzyła po rudowłosej towarzyszce, marszcząc lekko tak nos, jak i brwi. - Nie miałam okazji, ale powiem ci, Nealo, że brzmi to okropnie! Mleko powinno dopełniać jedynie herbatę - zawyrokowała z pewnością, choć w myślach zanotowała, by następnym razem powiadomić kuchnię o nietypowych upodobaniach Weasleyówny podczas jej odwiedzin. Jeśli to mogło poprawić jej humor i otulić przyjemnością kubki smakowe, miód z pewnością znajdzie się w spiżarce, z mlekiem bowiem nie było u Abbottów żadnego problemu.
Montygon i Bibi; Livia z urzeczonym uśmiechem przyjrzała się wierzchowcom, ostatecznie zatrzymując się bliżej osiodłanego jegomościa. Barwą sierści przypominał jej włosy, jego imię natomiast brzmiało dumnie i dostojnie, co kazało Abbottównie sądzić, że podobnie będzie i z jego charakterem. - Dosiądę Montygona, skoro pozostawiasz mi wybór. Bibi wydaje się do ciebie przywiązana - i nie mam na myśli jedynie lejców - przyznała z uśmiechem, przy tym znaczącym, proszącym spojrzeniem obarczając towarzyszącego jej mężczyznę, by ten podsadził ją do siodła. Uczynił to, by potem prędko powrócić do Waltera, z którym wdał się w cichą rozmowę.
Dopiero w powolnym stępie Livia pozwoliła sobie uhonorować emocje emanujące z pociesznej przyjaciółki, nawet jeśli od środka pochłaniała ją ciekawość tak rozgorączkowana i dotkliwa, że z trudem przez te kilka chwil odmówiła sobie sięgnięcia po jej dłonie i zapytania co też tak ważnego miało szansę się wydarzyć.
- Opowiedz mi teraz, moja kochana - zwróciła się do Neli, wpatrzona w nią, jednocześnie z wprawną łagodnością wprowadzając Montygona do kłusu. - Co się stało, co sprawiło, że tak różowią ci się poliki? Czy to... Czy jakiś kawaler zwrócił się do twych opiekunów o twoją dłoń? - zapytała z leciutkim zażenowaniem wkradającym się w melodię głosu. Bo przecież co innego mogło tak trzepotać sercem, jeśli nie prawdziwa, przepiękna miłość?




slipping out of notice,
the beats of the heart chime, they are unmistakeably a sign of life. painted as far as the heavens reach, the sky is tinted in a shade of blue. endlessly it repeats itself, almost as if it were atop a boxed garden.
Powrót do góry Go down
Neala Weasley
Neala Weasley

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : 16!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Lynmouth - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Lynmouth [odnośnikLynmouth - Page 5 I_icon_minitimeToday at 2:16

Moje brwi zeszły się ze sobą na krótką chwilę, wyciszając trochę uśmiech, po czym wzięłam i wywróciłam lekko oczami wzdychając prawie cierpiętniczo.
- Ja doskonale wiem, kim jestem, Liv. - odpowiedziałam jej z takim samym niezmąconym spokojem, a może zwyczajnie nie ściągniętą radością. Bo taka też była prawda. Doskonale wiedziałam kim jestem. Znałam swoją historię i wierzyłam w naszą siłę - naszą, jako rodziny. Ale nie uważałam, że powinnam być tytułowana lady - jeszcze nie, może kiedyś, kiedy wedle własnej mojej oceny wezmę i zasłużę na ten tytuł. Dokonaniami których się podejmę, może umiejętnościami które nabędę, może za dobroć, którą okaże. Ale nie teraz, kiedy nie był on niczym poza słowem. Słowem, za którym nie szło nic, co świadczyłoby o mojej szlachetności dosadniej. Poza tym, tytuły wcale nie były potrzebne. Wystarczyło mieć szlachetne serce.
- Mleko z miodem. - powtórzyłam raz jeszcze z uśmiechem widząc jej zmarszczony nos. - Ciepłe mleko z miodem. - rozwinęłam myśl, unosząc niezmiennie kąciki ust. Szczerze wątpiłam, że ono jest za cokolwiek odpowiedzialne, ale skoro Livia domagała się odpowiedzi to jej dałam jakąś. Uniosłam jedną z brwi kiedy nazwała moje mleko okropnym. By zaraz unieść ją jeszcze trochę wyżej, kiedy wspomniała o herbacie. Usta jednak nie straciły nic z rozciągnięcia w uśmiechu. - Spróbuj kiedyś, kto wie, może uznasz że mleko nadaje się też do czegoś innego niż herbaty. - poradziłam jej, kompletnie niezrażona. Bo i zrażać się nie było czym. Potaknęłam krótko głową, kiedy zdecydowała się na Montygona.
- Zaiste wyśmienity wybór. - powiedziałam wybierając piękniejsze słowa, odrobinę rozbawiona. Patrzyłam jak stojący dalej mężczyzna podchodzi, żeby pomóc jej wsiąść na konia. Po prostu tak stałam, trochę zdziwiona, ale w końcu wzruszyłam do własnych myśli ramionami, podchodząc do Bibi, włożyłam stopę w strzemię i z wysiłkiem - ale zauważyłam, że trochę odrobinę mniejszym niż na początku - podciągnęłam się do góry, by przerzucić jedną nogę nad siodłem. Złapałam za wodze i poprowadziłam Bibi po prawej stronie Livii i Montygona. Obejrzałam się za ramię, żeby upewnić się, że nie jadą z nami. Wszystko im dokładnie wytłumaczyłam, a Walter podobno i tak miał co robić. Wróciłam spojrzeniem do Livii unosząc jedną z brwi do góry.
- A różowią się? - zapytałam, puszczając jedną z dłoni wodze i dotykając policzków. Byłam pewna, że zawsze czuje jak się różowią. Jeśli się różowiły nawet jak nie czułam, to byłam stracona już całkowicie. Westchnęłam marszcząc w niepocieszeniu przez chwilę nos. - Od czego zacząć…? - zastanowiłam się, mówiąc właściwie sama do siebie. Pochyliłam się w stronę Livii - ale ostrożnie, żeby nie spaść i ściszyłam głos. - Byłam na potańcówce. - wyjaśniłam jej prostując się w siodle. - Wymknęłyśmy się z Anne nocą. No nie był to mądre, ale Livia. I jakiś kawaler owszem zwrócił się o moją dłoń, ale nie do opiekunów tylko do mnie. Tam jest. - wskazałam brodą za siebie, jeszcze raz zerkając w tamtym kierunku. - A później się pobili! - podniosłam trochę głos, rozszerzając oczy bo nadal jeszcze w to wszystko nie wierzyłam. - A później spędziliśmy noc w lesie. Było strasznie, ale też ekscytująco. Rozumiesz? - zapytałam jej, mając nadzieję, że zrozumie. - Ale to nie wszystko. - mówiłam dalej, marszcząc trochę nos. - Kilka dni temu byliśmy w Blackpool. I tam po pracy zrobili no taką zbiórkę z jedzeniem i muzyką i w ogóle. I taki chłopak poprosił mnie do tańca. Niby nic, ale wiesz co on zrobił na sam koniec?! - zapytałam jej, chociaż wątpiłam, żeby wiedziała skoro jej tam nie było. To nic, zaraz tak czy siak jej wszystko dokładnie powiem.




Anything’s possible if you’ve got
enough nerve.

Powrót do góry Go down
 

Lynmouth

Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Devon-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21