Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Lynmouth
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Lynmouth

Lynmouth to wioska w hrabstwie Devon w Anglii. Wioska leży u zbiegu rzek West Lyn i East Lyn. Na wschód od wsi znajduje się półwysep Foreland Point - najdalej na północ wysunięty przylądek na wybrzeżu Devon i Exmoor. Wybrzeże klifowe wznosi się w najwyższym punkcie na 89 metrów. W 1952 wioskę dotknęła powódź, nieliczni mugole zamieszkujący wioskę uważają, że odpowiedzialna jest za to burza której towarzyszyła ulewa - prawdą jest że te miały miejsce tego dnia, jednak finalnie całość wydarzenia spowodowana była źle rzuconym rzuconym zaklęciem w którego wyniku zginęły 34 osoby. Co roku w nocy z 15 na 16 sierpnia mieszkańcy zbierają się, by w ognisku złożyć dary dla pogody, chcąc ułaskawić ją i prosić, by więcej nie doświadczyła ich w taki sposób. Przeważająca część czarodziejów odnajduje w dorocznych spotkaniach przestrogę, by nie eksperymentować z zaklęciami, nie posiadając ku temu odpowiednich predyspozycji. W połowie roku 1957 mugole zostali przesiedleni do znajdujących się niedaleko wiosek. A Lynmouth stało się całkowicie czarodziejską wioską.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Lynmouth - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


- Jak to po co? - zapytałam spoglądając w kierunku przyjaciółki widocznie nie potrafiąc zrozumieć pytania. Uniosłam brwi, żeby zaraz zmarszczyć nos widocznie zastanawiając się nad zadanym pytaniem. - Zawsze sądziłam, że po to, żeby sobie poradzić, kiedy nikogo nie będzie obok. - zaryzykowałam w końcu odpowiedzią, wzruszając ramionami. Wysłuchała kolejnych słów wypowiadanych przez Livię z ponownie wnikającym niezrozumieniem na twarz, żeby za chwilę uśmiechnąć się szczerze, tak, że uśmiech całą twarz objął. - Trochę rozciągania, czy naciągania jeszcze nikomu nie zaszkodziło. - jakoś nie bardzo przejęłam się tym wyciąganiem i to jeszcze nadmiarowym. Kiedy Brendan uczył mnie jeździć, uczył tak, żebym była w stanie zrobić to sama. Na cóż byłaby mi jazda konna, gdybym nie była w stanie na konia sama wsiąść, albo potrzebowała kogoś, kto obok zawsze będzie, żeby mi pomógł. Co gdybym musiała uciekać, jak wtedy na nim miałabym się znaleźć? Kompletnie niepraktyczne. Wywróciłam oczami na to dodawanie uroku, bo wcale urokliwa nie byłam - co do tego jednego pewność miałam.
Zaskoczona spojrzałam w kierunku mojej towarzyszki, kiedy z jej ust wyrwało się piśnięcie. Zaraz zmarszczyłam brwi i wydęłam usta. Naprawdę mogłam? Ostatecznie, to jednak nadal było Devon - zdawałam sobie sprawę, że mniej bezpieczne. Ale sądziłam, że James i Marcel nie pozwoliliby by stała nam się krzywda. Ostatecznie obaj wydali mi się silni, a Marcel dodatkowo niespotykanie nietykalny, jeśli szło o unikanie mknących ku niemu ciosów.
- No, to nie specjalnie przecież. - odpowiedziałam jej, rozprostowując brwi. - Specjalnie nie zamierzam przecież. - bo nie zamierzałam i nie planowałam ponownie się do lasu wymykać, żeby noc w nim spędzić. Wtedy to jakoś tak samo wyszło. Co mogłam na to wziąć i poradzić, jak w sytuację taką los mnie rzucił a ja po prostu pozwoliłam jej się z prądem porwać. Mało rozsądnie, ale tak kusząco.
- Oh, hm, nie do końca. - przyznałam zgodnie z prawdą, uśmiechając się jednak nie zrażona tym, że to mój pomysł nie był. Cieszyłam się, że Devon potrafiło się zjednoczyć i pomagać sobie wzajemnie. - To nie tyle nasza pomoc, ile ich samych sobie samym. - zastanowiłam się na głos, bo jedynie pomagaliśmy w organizacji całego przedsięwzięcia, nadzorując je i pomagając w podzieleniu tego, co zostało zniesione. Reszta była całkowicie zależna od ludzi, a ci okazali swoje wielkie serca. - Prawda?! - wydarło się z moich ust zaraz po jej stwierdzeniu, czy określeniu zachowania chłopaka. - Na szczęście, nie skradł tego właściwego, tylko złożył swój na policzku. - dotknęłam palcem miejsca w które mnie marszcząc brwi żeby się zastanowić. - Dość zaskakująco? Nawet przyjemnie, gdyby nie tak kompletnie nie na miejscu. - wypowiedziałam szczerze niezmiennie marszcząc rude brwi, nie mając oporów, żeby prawdę szczerą i samą powiedzieć jej, bo przecież duszą moją bratnią była. - Potem mi list napisał. - dodałam jeszcze zerkając ku niej.
- Zawsze. - zgodziłam się, raz jeszcze tym jednym prostym, krótkim słowem pieczętując naszą przysięgę.


Anything’s possible if you’ve got
enough nerve.

Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : 16!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909

Powrót do góry Go down

Ukłucie poczucia winy było raptowne, głębokie, sięgając duszy. Kiedy nikogo nie będzie obok... Życie Neali tak różne było od jej własnego, nie miała wokół siebie rodziców czy dzielnych braci, nie cieszyła się luksusem spozierającym z każdego kąta wypolerowanej posiadłości, a Livia zdawała się czasem o tym zapominać. Nie było jej łatwo, z pewnością nie. Dziewczątko zamilkło na moment i spuściło spojrzenie na skórzane wzniesienie siodła widoczne przy skrawku eleganckiej sukni, po czym odchrząknęła cichutko i znów zerknęła na pannę Weasley ze swego rodzaju determinacją migoczącą w oczach.
- Nigdy nie będzie tak, kochana, że nikogo nie będzie obok. Nie zostaniesz sama, obiecuję - nawet jeśli chodzić by miało o podsadzenie do siodła. Wiesz bowiem, że u nas, w Dunster Castle, wśród mojej rodziny jesteś jej częścią - zadeklarowała płomiennie, z rzadko spotykaną pewnością. Ale musiała uświadomić to ognistowłosej przyjaciółce: jedno życzenie wystarczyłoby do tego, by zaproszenie do siedziby rodu Abbott okazało się permanentne, chętnie poprosiłaby o to swego pana ojca, o pozwolenie, o to, by zakwaterować i zadbać o Nealę odpowiednio, gdyby ta tylko zechciała przyjąć pomoc. A mieć ją u swojego boku na stałe... Serce Livii aż rwało się do tego marzenia. Być może w końcu nie byłabym sama.
Z przeciągłym westchnieniem kapitulacji wysłuchała o tym, iż kompanka więcej w ramiona kłopotów zmierzać nie pragnęła, toteż dziewczę kiwnęło głową z ulgą i wysłuchało dalszej części opowieści. W Somerset nie brakowało ludzi dobrej woli, z pewnością udałoby się zorganizować podobne przedsięwzięcie - ale czy była na stosownej pozycji, by sugerować to krewniakom? Z inicjatywą winna wychodzić pani matka, leciwsza, mądrzejsza, dużo bardziej doświadczona, nawet jeśli młodzieńcze serduszko rwało się każdego dnia do pomocy i usychało wiedząc, że zbyt wiele zrobić nie może.
- Inspirujesz mnie - przyznała zawstydzona. - Chociaż kilka razy w tygodniu staram się odwiedzać rynki Somerset, by ulżyć w trudniejszym handlu, chciałabym też pocieszyć ich czymś... Większym. Huczniejszym. Widzieć wiele uśmiechów, nie tylko kilka - na moment przygryzła wolną wargę i spojrzała na Nealę, szukając u niej słów poparcia, być może i po prostu zachęty. Weasleyównie przewodziła swoboda, której nie posiadała Livia, zakochana w sztywnych ramach i sprawiedliwym przewodnictwie starszyzny rodowej. Dlatego też nie wychodziła dotychczas przed szereg.
W policzek? Dobry Merlinie, to wiele wyjaśniało! Poliki nastolatki zarumieniły się jeszcze mocniej, gdy zdała sobie sprawę w jakich kierunkach pognała jej wyobraźnia, z zażenowaniem karcąc się w myślach. Lady Abbott chrząknęła nieporadnie i przyspieszyła nieco kłus wierzchowca; nawet przyjemnie, i tego Neala spróbowała przed nią. Czym była ta gorzkość zalewająca od środka gardło? Zazdrością? Chyba powinna cieszyć się z przygód porywających serce przyjaciółki, tymczasem... Pragnęłaby doświadczyć ich sama.
- I cóż napisał ci w tym liście? Zdradzisz mi kolejną tajemnicę? - poprosiła, na powrót przywołując uśmiech na twarz. Któż by pomyślał, że Walter okaże się takim romantykiem?

czy coś przeszkadza nam w miłej przejażdżce?
k1 - zupełnie nic, jest spokojnie
k2 - z pobliskiej chatki wybiega szczekający pies. konie są płoszą, mogą się nawet potknąć, przez chwilę odmawiając nam posłuszeństwa
k3 - spłoszony koń staje dęba, w wyniku czego któraś z nas spada z siodła. możesz sobie wybrać która!


slipping out of notice,
the beats of the heart chime, they are unmistakeably a sign of life. painted as far as the heavens reach, the sky is tinted in a shade of blue. endlessly it repeats itself, almost as if it were atop a boxed garden.
Livia Abbott
Zawód : działaczka na rzecz rezerwatu znikaczy, młoda dama
Wiek : 16
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
So I won't testify the crimes you're keeping score of. Why don't you throw me to the wolves? I thought you were one.
OPCM : 10
UROKI : 2
ALCHEMIA : 12
UZDRAWIANIE : 3
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
https://www.morsmordre.net/t9963-livia-abbott#301228 https://www.morsmordre.net/t9971-wenus#301492 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle https://www.morsmordre.net/t9973-skrytka-nr-2260#301500 https://www.morsmordre.net/t9972-livia-abbott#301494

Powrót do góry Go down

The member 'Livia Abbott' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Lynmouth - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Właściwie, to nie widziałam w tym wsiadaniu żadnego problemu - bo i jaki miałabym widzieć? No brałam wsiadałam i jechałam. Zaskoczyło mnie trochę to, że Livia nie brała i nie wsiadała, ale ostatecznie wynik był ten sam. A ja też sama lubiłam rzeczy robić. Raz tylko ostatnio pozwoliłam pomóc sobie wsiąść na konia, ale to tylko i wyłącznie dlatego, że siodła on nie miał, a ja sama kontuzję nogi sobie sprawiłam. Kiedy z ust Livii wydobyły się kolejne słowa zmierzyłam ją spojrzeniem wsłuchując się w wypowiadane słowa.
- Nią też się czuję. - zgodziłam się z krótkim skinieniem głowy. - Ale Livia, nie możesz tego obiecać. A ja lubię kiedy wiem, że coś mogę, nawet jeśli nie muszę. - wypowiedziałam jej jeszcze unosząc wargi w uśmiechu. Wolałam być gotowa. Jednak w jakiś sposób, życie tyle lat z aurorem, sprawiło, że sama - starałam się przynajmniej - być rozsądna no i gotowa na różne rzeczy. Wiedziałam, że Brendan nauczył mnie jeździć, czy pływać, nie dla rozrywki, a żebym w przyszłości mogła wykorzystać te umiejętności, kiedy potrzeba taka zajdzie. Nie miałam właściwie pojęcia, że Livia mnie przesiedlać chciała. Wiedziałam że w Dunster Castle zawsze przywitają mnie miło i wdzięczna za to byłam i jej i wujkowi.
Obiecać mogłam, że specjalnie w kłopoty pchać się nie będę, ale nie miałam wpływu na to, że same potrafiły mnie znaleźć i w nie wrzucić. Wtedy po prostu zamierzałam.. cóż, nie dać się im za bardzo podtopić.
- J-ja? - zapytałam zdumiona, kiedy Livia o tym całym inspirowaniu mówiła. Jakoś tak siebie w kwestii tej całej inspiracyjnej nie widziałam, ale właściwie nie pytałam dalej, wsłuchując się w wypowiadane słowa, na które zmarszczyłam trochę bardziej nos, widocznie się nad tym zastanawiając.
- Mam pewien pomysł, Livia. I będę potrzebować twojej pomocy w jego realizacji. Może nie huczniejszy, ale trochę większy. - zapowiedziałam przyjaciółce spoglądając w jej kierunku. Bo taka prawda była, że coś po głowie mi już chodziło, ale najpierw musiałam wziąć i się zorientować bardziej w pewnych kwestiach. - Muszę tylko dowiedzieć się kilku rzeczy i będziemy działać. - zapowiedziałam jej nie pytając o to, czy mi pomoże, byłam pewna, że tak jak i ja, chciała zaangażować się w pomoc ludziom, którzy wybrali życie na terenach właśnie tych nad którymi w jakiś sposób i jej rodzina i moja sprawowały jakoś pieczę.
- Oh, cóż… Przepraszał, zwracając się tytułem i nazwiskiem, którego mu nie podałam. Podpisując imieniem, które nie należało do niego. Ale… Trochę w liście, listach zwrotnych nie byłam za miła. Jak tak myślę łagodniej mogłam, ale wiesz - ja to ja. Nadal uważam, że jak zrobił robić nie powinien. No i pewnie przeprosiny bym przyjęła, gdybym osoby o tym konkretnym imieniu i nazwisku którego użył nie znała. - tłumaczyłam dalej. - Ale nie ma co zawracać sobie tym głowy. Więcej już go raczej nie spotkam. - stwierdziłam, nawet nie wiedząc jak w tamtej chwili bardzo się mylę. - Wracajmy. - poprosiłam, bo słońce zaczynało się powoli chylić ku zachodowi, a jeszcze w miejsce noclegów własnych dojechać musiałyśmy. - Jak zwykle, Livia, widzieć ciebie, to sama przyjemność była. - pożegnałam się, ściskając ją jeszcze na pożegnanie zanim w powrotną drogę się wybrałam, machając jej na pożegnanie ręką z grzbietu.
Tak, to zdecydowanie był dobry dzień.

| zt x2?


Anything’s possible if you’ve got
enough nerve.

Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : 16!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909

Powrót do góry Go down

4 stycznia

Nowy rok, nowe szanse. Skamander wraz ze swoją grupą czynili kolejne kroki na przód w celu realizacji zamierzonych ustaleń. Dziś z Cedrickiem odwiedzili już dwa czarodziejskie miasteczka i zmierzali w kierunku trzeciego - Lynmouth. Anthony wątpił by udało im się zajechać gdziekolwiek dalej. Noce stawały się naprawdę chłodne i niebezpiecznie było koczować pod gołym niebem.
- Spędzimy tam noc, a potem ruszymy dalej. Jest to w sumie jedno z większych magicznych miasteczek w okolicy więc myślę, że będzie dobrze jeżeli wzbudzimy trochę zainteresowania wśród miejscowych. Przez noc może część przemyśli sprawę i przed naszym wyruszeniem dalej pojawi się jeszcze kilku chętnych... - westchnął chcąc w tym momencie w wielu miejscach na raz. Bardzo mu zależało na tym by objechać do 9 stycznia jak największą ilość czarodziejskich miasteczek mając nadzieję, na to że część młodych czarodziei przebywających na przerwie świątecznej postanowi przedłożyć bunt ponad naukę. Być może było to z jego strony nieco nikczemne myślenie, lecz potrzebowali ludzi. Młodych, szybko przyswajających wiedzę, sprawnych.
Kiedy znaleźli się na obrzeżach i zabudowania wioski zaczynały się wokół nich wznosić Anthony zatrzymał swojego wierzchowca na grzbiecie którego siedział - Znajdź miejsce w którym moglibyśmy przeprowadzać wywiad z chętnymi. Jakaś gospoda, karczma lub noclegowania. Wybierz miejsce biorąc pod uwagę możliwość łatwego jego opuszczenia. Jeżeli będzie trzeba nałóż zabezpieczenie. Zresztą wiesz - Anthony już w poprzednich miesiącach popadał w lekką paranoję. Pracował nad sobą, lecz tak jak kiedyś swobodnie czuł się w tłumie tak teraz dość niechętnie podchodził do wizji przebywania nie na swoim terenie z nie swoimi ludźmi. Były jednak rzeczy które należało zrobić bez względu na osobiste sprzeciwy, obiekcje. Obecność Cedrica mu to w tym momencie ułatwiała. Był jedyną osobą w okolicy, której mógł powierzyć zapewnienie bezpieczeństwa - Ja pójdę do urzędu miasta spotkać się z burmistrzem. Widzimy się na placu głównym. - chodzenie od drzwi do drzwi takim większym miasteczku mijało się z celem. Musieli rozegrać to tak, by to chętni przychodzili do nich. Wymagało to podjęcia odpowiednich działań co Skamander wyraźnie robił. Na odchodne złapał spojrzenie z Cedrikiem posyłając mu nieme powodzenia, a następnie zachęcił eatonana by stępem zmierzał w stronę urzędu miasta.


iustitias vestras iudicabo


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 50
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933

Powrót do góry Go down

Czy nowy rok mógł okazać się lepszy od ubiegłego? Powoli traciłem na to nadzieję. Nie sądziłem, aby zmiana jednej cyferki i przełożenie kartki w kalendarzu może cokolwiek zmienić, jeśli sami nie weźmiemy spraw w swoje ręce z o wiele większym zaangażowaniem. Przede wszystkim jednak - z dużo większym przemyśleniem. Musieliśmy się zastanowić nad tym jak kolejne działania ułożyć w bardziej skuteczną całość. Początek stycznia przyniósł więcej nadziei, że coś się ruszy do przodu. Plany biura aurorów, które razem ze Skamanderem zaczęliśmy bezzwłocznie wcielać w życie już na samym początku roku wyglądały obiecująco. Przynajmniej w teorii. Równały się podróżom - najpierw po Devon, którą odbywałem z Anthonym. On, jak zwykle, na swoim aetonanie, ja towarzyszyłem mu na miotle, choć zima jaka nastała, najsurowsza jaką ktokolwiek pamiętał w tym kraju, nie sprzyjała takim podróżom. Dłonie marzły mi nawet w rękawiczkach.
- Myślę, że w ogóle powinniśmy zostać tu do jutrzejszego popołudnia. Dziś poinformować o planach i jak to ma wyglądać. Dać czas na zastanowienie i prośbę o przekazanie wieści innym. Niech to przemyślą przez noc, a może nazajutrz przyprowadzą sami kogoś jeszcze - odpowiedziałem Skamanderowi. Decyzja o podjęciu takiego szkolenia nie mogła być dyktowana impulsem i chwilą. Uważałem, że powinniśmy dać im ciut więcej czasu. Kilka godzin zaś niczego w naszym przypadku nie zmieni.
Dotarłszy do Lynmouth, niewielkiej wioski w Devon, zostałem przez Anthony'ego oddelegowany, aby znaleźć jakąś karczmę na spotkanie. Skinąłem głową, on tu dowodził, spodziewałem się więc, że będzie sam chciał porozmawiać z burmistrzem miasteczka. Moje towarzystwo nie było tu do niczego potrzebne, lepiej nie tracić czasu. Wylądowałem na jednej z uliczek i przełożyłem pas miotły przez tułów.
- W porządku. Popytam też o jakiś nocleg - odpowiedziałem drugiemu aurorowi, wyciągając z kieszeni papierosa, po czym ruszyłem uliczką sam, skinąwszy mu głową na pożegnanie. Nie sądziłem, aby miał problem z rozmową z burmistrzem. Devon znajdowało się pod pieczą Weasleyów, którzy dołączyli do sojuszu zaproponowanego przez Archibalda Prewetta. Nasze plany powinny go wręcz ucieszyć.
Wioska nie była duża, szczególnie odkąd wyprowadzili się stąd przed laty mugole, karczm więc nie zostało tu dużo. Zdecydowałem się od razu popytać wśród napotkanych mieszkańców i wskazano mi przybytek Pod Złotym Jabłkiem i kierunek, w którym miałem podążyć. Droga tam zajęła mi zaledwie kilkanaście minut. Rozpoznałem je po szyldzie i rosnącej obok jabłoni. Wyglądał raczej zwyczajnie - jak większość takich miejsc dla czarodziejów. Budynek z czerwonej cegły, ciemny dach, w oknach światła. Miło było wejść do środka i się zagrzać. Było tylko kilku gości, więc mogłem poprosić na bok barmana i porozmawiać z nim krótko. Okazało się, że jest nawet lepiej niż sądziłem - nie dość, że na górze miał kilka kwater do wynajęcia, to do sali głównej przylegała druga, mniejsza komnata, którą mogliśmy nająć za parę groszy. Przystałem na to, zapłaciłem mu część z góry, po czym z żalem opuściłem karczmę nie wypiwszy nawet herbaty - dotarłem na plac główny i czekałem na Skamandra wypalając drugiego papierosa, choć burczało mi w brzuchu. W końcu zamajaczył mi na horyzoncie.
- Jak poszła rozmowa z burmistrzem? - spytałem.


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Lynmouth - Page 6 Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054

Powrót do góry Go down

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Lynmouth

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach