Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Wzgórze Pennine
AutorWiadomość
Wzgórze Pennine [odnośnik]06.04.21 23:13

Wzgórze Pennine

Wzgórze, którego główną atrakcją są niewiadomego pochodzenia skalne koła, przypominające wyglądem części nigdy niezłożonej maszyny. Zdążyły już porosnąć mech, a ich niegdysiejsza forma z czasem zaczęła ulegać zębowi czasu, krusząc się i łamiąc. Mieszkańcy zgodnie przyznają, iż były tam od zawsze i nikt nie jest w stanie konkretnie wskazać czasu, ani ich pochodzenia. Wejście po łagodnym zboczu odkrywa przed odwiedzającymi urokliwą panoramę okolicy. Idealne miejsce na okazyjne pikniki, średnio wymagające wędrówki górskie, a także spontaniczne wyjście z naturą w roli głównej.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wzgórze Pennine Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]07.04.21 12:49
11 października ?
R&F
Zajęło jej nieco czasu, z powrotem przyzwyczaić się do tej bliskości. Wspólna praca w rezerwacie wciąż jeszcze momentami pozostawała w dziwnym zawieszeniu ich siostrzanej relacji. Nigdy wcześniej nie działały razem tak blisko siebie, praktycznie dzień w dzień spędzając ze sobą lwią część czasu, czy wspólnie wracając do Londynu. Fancourt coraz mniej chętnie odwiedzała stolicę, która nie była już taka sama jak te kilka lat temu. Opustoszała, ciemna i w jakiś sposób bezduszna, na każdym kroku odruchowo pragnęło się obejrzeć za ramię, upewnić, że żaden irracjonalny lęk nie kryje się za zakrętem. Derbyshire było inne. Ronja mogła odetchnąć głęboko, pozwalając wilgotnemu powietrzu otoczyć jej grube, czarne włosy spięte wstążką mgiełką. Znalazłszy wolną chwilę, wspólnie zdecydowały się na krótką wędrówkę po okolicy, za cel podróży wybierając charakterystyczny pagórek. W dłoni kobieta dzierżyła wiklinowy koszyk, a w nim marną namiastkę uczty, jaką były świeże jabłka i nieco sucharów z pastą białej fasoli.  Szczęśliwie nie musiały martwić się brakiem jedzenia i podstawowych przedmiotów życia codziennego, również apteka ojca zapewniała stały dostęp do środków medycznych w domu. Fancourt jednak nie mogła nic poradzić na nieopuszczające jej umysłu wrażenie niepewnej przyszłości. Musiały się mieć na baczności, szczególnie brązowooka, która każdą wizytą w stolicy ryzykowała niespodziewaną inspekcją swojej różdżki.
- Już prawie jesteśmy na miejscu, będziemy mogły usiąść bliżej szczytu. - Rzuciła do idącej kilka kroków za nią Faeleen, jednocześnie wzrokiem pochłaniając powoli odsłaniającą się przed nimi panoramę Peak District. Z oddali dało się dostrzec dolinę rzeki i drogę prowadzącą do rezerwatu od południowej strony. Od zawsze łaknęła bliskości z naturą, ciągnęło ją do wysiłku fizycznego i popychania granicy własnej wytrzymałości. Dlatego właśnie tak dobrze odnalazła się w praktyce wushu, łączeniu czasu z energią w idealną całość. Taolu - tak zwane segmenty, z których formułowało się kolejne ruchy, mogły całkowicie dostosować się do charakteru osoby je wykonującej. Ulubioną kategorią Ronji było Chang Quan - podłużna pięść, styl oparty na długodystansowych, szybkich uderzeniach i akrobatycznych unikach.
- Idealne miejsce do odpoczynku. Opowiesz mi dokładnie, jak miewają się smoki. - Na horyzoncie dostrzegała już kamienne koła ułożone w niewielkich stożkach po obu stronach wzgórza. Wystarczyło tylko by przysiadły na jednym z nich i rozłożyły swój piknik do idealnych warunków rozmowy. Kiedy ćwiczy, wszystkie zmartwienia zostawia za sobą. Może się skupić na tym co dzieje się tu i teraz, bez ciężaru trosk spoczywających na jej ramionach. Podobnie zwykła czuć się w towarzystwie Faeleen, a może nawet lepiej. Ronja mogła porzucić swoją maskę, nie przejmować tym, co powie i w jaki sposób dobierać będzie słowa. Ze swoją siostrą mogła być najzwyczajniej w świecie szczera.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]07.04.21 12:49
The member 'Ronja Fancourt' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Wzgórze Pennine CdzGjcQ
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wzgórze Pennine Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]10.04.21 18:17
Nie potrafiła powiedzieć, że się przyzwyczaiła. Obecność Ronji w rezerwacie wciąż potrafiła wywołać skrzętnie maskowane zmieszanie, zaskoczenie; w końcu tak długo była nieobecna. Zajęta swoją własną pracą, swoimi podróżami, podczas których znikała i przeżywała własne koszmary, z dala od spokojnego życia Faeleen. Ale nie mogła narzekać - ciepło, jakie wypełniało jej serce na myśl, że starsza siostra była i najwyraźniej nigdzie się nie wybierała, było silniejsze, niż jakiekolwiek inne, bezsensowne odczucia. Chociaż ją mogła mieć przy sobie cały czas, niewielki fragment ukochanego domu, który zostawiała za sobą z każdą podróżą do pracy, w przestrachu i irracjonalnym, a może właśnie nie, lęku. Nie potrafiła wyzbyć się myśli, że Londyn nie był już bezpieczny, nawet jeśli płynącej w ich żyłach krwi daleko było do miana zbrukanej mugolską krwią. Jednak jaką mogła mieć pewność, iż pozostawiona w mieście rodzina była bezpieczna, niezagrożona nagłym najazdem brutalnych i bezwzględnych władz? Kto nie był z nimi, był przeciwko nim; jedynie krok, zdawałoby się, dzielił świat od takiego podejścia.
Rezerwat był bezpieczny, jakkolwiek paradoksalnie to nie brzmiało. W otoczeniu smoków, istot śmiertelnie groźnych, odnajdywała spokój i poczucie, jakoby wojna nie dotykała jej w żaden sposób. Wykonywała swoją pracę, skupiała się na podopiecznych, acz nadchodził koniec dnia, wystarczył tylko krok poza bramy rezerwatu, by na nowo poczuć dławiący niepokój. Tak samo było tego dnia, gdy wraz z Ronją przechadzały się, jakby nigdy nic, w kierunku jednego, konkretnego pagórka. Zdawała się nie dostrzegać własnych spiętych mięśni, niby gotowych do ucieczki, nie zdawać sobie sprawy z uważnego spojrzenia, jakim badała otoczenie. Dopiero głos siostry wyrwał ją ze stanu, w jakim trwała. Zamrugała kilkukrotnie, rozglądając się uważnie. Do jej uszu nie dochodziło nic, poza odgłosami natury.
Jak tu cicho — zamruczała pod nosem, mrużąc odrobinę powieki. Z jednej strony - to dobrze. Cisza dawała poczucie bezpieczeństwa, świadomość, że były same, jednakże była też niepokojąca, jak chyba wszystko w tych czasach; jak długo mogły wśród niej trwać, jak szybko mogła zostać przerwana? Pewnie znacznie szybciej, niż byłaby w stanie to sobie wyobrażać, mimo że przecież nic nie zapowiadało, by ten stan rzeczy miał ulec zmianie. Odetchnęła mimowolnie, zaraz przymykając oczy i wciągając na nowo świeże powietrze do płuc, coby przynajmniej w ten sposób odegnać złe myśli z własnego umysłu. Pozwoliła sobie nawet na delikatny uśmiech, nieco zbyt sztywny i zbyt marny, kiedy starsza się odezwała. — Miejsce do odpoczynku, a jednak mam opowiadać ci o pracy? — rzuciła rozbawionym tonem, aczkolwiek kiedy tylko usiadły, smokolog odetchnęła. Przecież nie byłaby sobą, gdyby odmówiła rozmowy o smokach. — Młode rosną zdrowo i bezproblemowo, przynajmniej póki co, niektóre już pokazują swoje charakterki; mamy smoczycę, lubię ją nazywać Dàfēng, bo jest jak taka wichura, która mogłaby wyrywać drzewa z korzeniami, gdyby tylko chciała. — Kobieta zaśmiała się, a w jej głosie pobrzmiała nutka ciepła na wspomnienie charakternej smoczycy. Bywała problematyczna, lubiła ustawiać swoje rodzeństwo po kątach, była szybka i nieprzewidywalna. Może i ona, gdy podrośnie, nieco ochłonie, zupełnie jak Faeleen? Cieszyło ją, że mogła obserwować żywot Wichury, jak i reszty miotu. — Jaja chińskich ogniomiotów wciąż się nie wykluły, ale mam wrażenie, że już niedługo je powitamy. Martwi mnie za to ta dwójka z Gringotta, nie chorują, ale widać, że niedługo skończy się ich czas — opowiadała, a na koniec swoich słów jej głos zmarkotniał. Zacisnęła wargi, wyraźnie zmartwiona. Czuła żal na myśl, jak szybko musiało się kończyć życie, którego nawet nie mogły w pełni zaznać. Ale i tak bywało; nie mogli dać za bardzo szansy im, więc pozostawało zapewnić jak najlepsze warunki najmłodszym istotom, by nie musiały dzielić losu, jakiego doświadczyły ogniomioty katalońskie.


I buried the unseemly urges
deep down in the ground with the roots, but it's all coming up to the surface
and I don't know how to be just standing by blankly
not getting angry
Faeleen Fancourt
Zawód : opiekunka smoków
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
endless whispers wakes me up
small mark above my shoulders
the evidence of my wings
OPCM : 13
UROKI : 17
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9567-faeleen-fancourt https://www.morsmordre.net/t9605-zrzeda https://www.morsmordre.net/t9607-motyle-i-cmy https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9627-skrytka-bankowa-nr-2195#292485
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]11.04.21 21:54
Nieświadomie pragnęła nadrobić stracony czas. Kiedy podejmowała decyzję w sprawie pracy w rezerwacie, skłamałaby mówiąc, że nie myślała o Faeleen. Gdzieś w zakamarkach, umysł podpowiadał, że od zawsze miała w sobie potrzebę ochrony, wobec tego, że większość dzieciństwa sama była ochranianą przez brata. Kiedy tamten zniknął na horyzoncie, przez pewien moment Ronja musiała uczyć się na nowo funkcjonować bez tego odwiecznego wsparcia. Bo więź bliźniąt jest inna niż wszystkie i tego nie da się zaprzeczyć. Mogą darzyć się różnorakimi negatywnymi uczuciami, ale koniec końców wszystko sprowadza się do miłości i wsparcia, ciężkiego do pojęcia dla samotnych osób. Po czasie odnalazła w sobie ten spokój, samodzielność i gotowość do przyjęcia tego, co czekają bez spanikowanego rozglądania się po bokach, ale nie chciała dla siostry podobnego losu. Trzy lata różnicy, ale kiedy Ronja obróciła na chwilę głowę w kierunku czarownicy, dostrzegała za sobą szczupłą dziewczynkę o dzikim błysku w oczach i jeszcze dzikszym sercu. Pragnęła być dla Faeleen wsparciem, którego nie doświadczyła intensywnie na przestrzeni jej pracy w Ministerstwie, chociaż w głębi wiedziała, że akurat młodsza panna Fancourt równie dobrze poradzi sobie sama. Od zawsze taka była.
- Spokojnie, prawda? Można odetchnąć po ciągłym zgiełku rezerwatu. Przysięgam, nie wiem, co ci ludzie jedzą na śniadanie, ale czasami krzyczą do siebie głośniej od smoków. - Zażartowała, opierając ciężar ciała o kamienny monument, a koszyk kładąc u stóp. - Prędzej czy później pewnie i tak byś zaczęła, więc wolałam uprzedzić nieuniknione. - Przewróciła oczami, ale na ustach pojawił się łagodny uśmiech. Uwielbiała słuchać Faeleen, w zupełnie innym wymiarze od rozmów, jakie prowadziła podczas swoich sesji. Głos siostry znała tak dobrze, że przymknięcie powiek w niczym nie przeszkadzało od rozróżniania w głowie płynących ze słów emocji podekscytowania i autentycznego zapału. Sama Ronja posiadała dosyć podstawową wiedzę na temat smoków, zdobytą w praktyce wypraw zagranicznych, podczas których najczęściej trzymała się jednak od nich na bezpieczną odległość. Dopiero przybycie do Peak District wzbudziło w kobiecie głębsze zainteresowanie majestatycznymi stworzeniami, nawet jeśli nigdy miała nie dorównać poziomowi Faeleen.
- Dàfēng, brzmi pięknie, musisz mi ją pokazać. - Odpowiedziała w całości po chińsku, próbując przywołać obraz znanych jej smoków rezerwatu. - Mam nadzieję, że ćwiczysz czasami chiński, māma znowu będzie mieć pretensje, że za rzadko mówimy do niej “tak jak trzeba”. - Xiuying nosiła z dumą wspomnienia dawnej ojczyzny, nawet jeśli nie wszystkie należały do najprzyjemniejszych. Ironicznie, również ich ojciec głęboko wpojony miał szacunek do historii swojej rodziny, a ich nietypowa miłość wciąż pozostawała dużym wyróżnieniem i tematem do rozmów na spotkaniach.
- Każdemu dane jest tyle czasu, ile trzeba, musisz być dobrej nadziei. - Pocieszyła siostrę, wyjmując z koszyka dwa jabłka i podając jej jedno, wcześniej przetarłszy je o rękaw. - Ale z pewnością nie przyszło im żyć w łatwych czasach. Nam również. - Brązowooka odwróciła się mocniej w stronę Faeleen, usadawiając się wygodniej na kamiennym wsparciu. - Musisz uważać Fae, rezerwat jest bezpieczny, ale niektóre miejsca... - Pokręciła głową poważnie, usta zaciskając w kreskę. - Nie daj sobie wmówić czegoś, czego naprawdę nie uważasz, każda decyzja powinna być twoją własną. - Bywała w Londynie, spotykała swoich dawnych znajomych, ale po Stonehenge, coś zmieniło się w każdym z nich. Zmuszeni byli wybierać strony, opowiadać się po jednym, albo drugich poglądach, a ulice zabarwiły się szkarłatem. Fancourt z rosnącą obawą i wątpliwościami czytywała coraz agresywniejsze nagłówki gazet, krzycząca na donos sąsiada, śmierć pani z pobliskiej kawiarni i wszechogarniającą ich przemoc. Uzasadnianą czym? Stali na lepszej pozycji, bezwątpienia, obie rodziny czystokrwiste i o rodowodach z łatwością możliwych do potwierdzenia. Nigdy jednak Ronji nie przyszło do głowy, by celowo poświęcać uwagę, a co dopiero znęcać się nad kimś tylko i wyłącznie przez wzgląd na splot przypadków, do jakich nie mogli się odnieść przy swoich narodzinach.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]18.04.21 5:52
Ronja pracująca w rezerwacie była czymś, o czym Faeleen kiedyś nie śmiałaby nawet pomyśleć. Zbyt abstrakcyjny koncept, zbyt nierealny, szczególnie w kontraście do jej częstych nieobecności. A jednak, była tutaj i teraz, stała obok niej na wzgórzu w Derbyshire, jeździła z nią do pracy, wracała. Mimowolna świadomość, iż siostra była bezpieczniejsza tutaj niż gdziekolwiek indziej, wkradała się do umysłu młodszej Azjatki; cieszyła się, ale jednocześnie martwiła, zostawiając resztę rodziny za granicami smoczego świata. Nawet teraz wyjście za bramy rezerwatu okraszone było napięciem i ukradkowymi, nerwowymi spojrzeniami, mimo że przecież były w hrabstwie stosunkowo bezpieczniejszym, niż inne.
Słaby uśmiech zatańczył na jej ustach, gdy usłyszała słowa siostry. Och, tak. Doskonale to znała. W końcu sama potrafiła być tą głośniejszą od smoków. A jadła raczej to samo, co Ronja.
Spokojnie, tak. I niepokojąco — powiedziała jednak po chwili ciszy. Nie było jej intencją psucie atmosfery, wszak przybyły tutaj odsapnąć, aczkolwiek nie potrafiła odgonić od siebie natrętnych myśli, a wraz z tym odzwierciedlających je słów - nie zawsze panowała nad własnym językiem. Odetchnęła ciężko, machnęła dłonią, tym gestem nie tylko próbując przegonić gromadzące się w umyśle najczarniejsze scenariusze, ale i odpowiadając siostrze. To prawda. I tak pewnie sama zaczęłaby temat smoków. Czasami bywała monotematyczna, ale chyba taki był jej urok.
Na kwestię nauki chińskiego jej mina zrzedła na moment, co zaraz skryła odwracając lico, niby to rozglądając się po okolicy. Rzecz problematyczna od najmłodszych lat. Potrafiła wysławiać się w języku matki, w końcu robiła to od najmłodszych lat, choć nie idealnie i nie tak płynnie, jak reszta rodzeństwa. Znaki pisała koślawe, zapominała o liniach i kolejności ich stawiania, a wszelkie błędy wywoływały w niej fale frustracji, chęć rzucenia pędzlem i tuszem o ścianę. Jako dziecko pragnęła uczyć się języka tak, jak uczyło się rodzeństwo, co zdawało się przychodzić im naturalnie; umieć wszystko to, co mówiła jej matka, jednakże wszystko zawsze wychodziło jej słabo. I może teraz szłoby jej lepiej, ale prawda była taka, iż Faeleen zwyczajnie poddała się już dawno. Stała w miejscu i nie szła dalej. Odchrząknęła, jakby w ten sposób palący wstyd miał zniknąć.
Māma chyba już się ze mną poddała — odparła z krzywym uśmieszkiem, czubek buta wwiercając w ziemię, na której spoczęło jej spojrzenie. Ostatecznie westchnęła. — Nie mam do tego głowy — wymamrotała już ciszej, niewyraźnie niczym skarcone dziecko, które miało się przyznać do swojego błędu. Ogromnego i wstydliwego. Zdarzały jej się momenty nagłych zrywów i nauk, przerywanych wspomnieniem zawiedzionego spojrzenia pani Fancourt. Czasami wciąż zadawała sobie pytanie dlaczego nie potrafiła być taka, jak inni.
Chwyciła podane jabłko, obracając je w dłoni. Wpatrywała się w nie tak w zamyśleniu, jakie napłynęło do niej na słowa o jajach. Wtedy też ostatecznie straciła ochotę na posiłek, gdy kiwała powoli głową. Ogniomioty miałyby to szczęście braku świadomości krzywdy, jaka ich otaczała. Nie myślały na takim poziomie, jak myśleli ludzie. Nie obchodziło ich cierpienie jakichś mugoli i mugolaków, nie znały pojęcia czystej krwi. Gnane instynktami nie toczyły walk innych, niż o pożywienie i przeżycie. Żyły na tym samym świecie, a jednocześnie w zupełnie innym.
Bezpieczny... Ale na jak długo? — zapytała, gdy starsza skończyła. Uniosła swoje spojrzenie i wlepiła je w siostrę, poważne i pewne. — Nie dam, Ronja. Nie wciągną mnie w ten... — Ściszyła głos, rozglądając się mimowolnie. Przełknęła ślinę. — W ten absurd. Ale nie o siebie się boję — dokończyła równie cicho. Bała się o resztę rodzeństwa, bała się o rodziców, tak przecież już wymęczonych przez los - wojny odebrały im wszystko. Czy ta też miała odebrać im coś jeszcze? Mieszkali w Londynie, niemalże w samym centrum. Jak długo jednak miał trwać ich spokój, jak szybko mieli zacząć wybierać?
Nie lubiła uzewnętrzniać własnych obaw. Ale tutaj, przy Ronji, tylko we dwójkę, czuła, że mogła.


I buried the unseemly urges
deep down in the ground with the roots, but it's all coming up to the surface
and I don't know how to be just standing by blankly
not getting angry
Faeleen Fancourt
Zawód : opiekunka smoków
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
endless whispers wakes me up
small mark above my shoulders
the evidence of my wings
OPCM : 13
UROKI : 17
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9567-faeleen-fancourt https://www.morsmordre.net/t9605-zrzeda https://www.morsmordre.net/t9607-motyle-i-cmy https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9627-skrytka-bankowa-nr-2195#292485
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]20.04.21 18:09
Dobrze im było w tej wspólnej ciszy. Wszystkie te tłumaczenia, tańczenie dookoła tematu, wymówki i usprawiedliwienia mogły odłożyć na bok, ciesząc się prostotą tej chwili. Faeleen pasowała do Peak District. Tu było jej miejsce i każdy mały detal przypominał Ronji o tym jak długa jeszcze przed nią droga do stania się „jedną z nich”. Na słowa siostry podniosła głowę wyżej, starając się wchłonąć roztaczający przed nimi krajobraz.
- Ostatnio niewiele jest już miejsc, gdzie niepokój mnie opuszcza. Czasami zapominam nawet o jego istnieniu, tak jakby stał się jakąś przykrą częścią zwykłej rzeczywistości. - Niewiele było miejsc, gdzie nie musiano się pilnować, oglądać na każdą potencjalną stronę i wyczekiwać niebezpieczeństw. Zło przybierało różne formy, a każda kolejna stawała się jeszcze trudniejsza do odszyfrowania. Co w końcu można było nazwać nieżyczliwą ciemnością, a co jedynie cieniem mijającym wraz z nadejściem poranka? Ronja przestała próbować uciekać już od tej realizacji, niezadanego pytania, wiszącego w powietrzu za każdym razem kiedy opuszczała rodzinny dom, albo bezpieczne mury rezerwatu. Wiedziała, że ma lepiej niż niektórzy, może nawet większość. Jest w stanie się obronić, zarabia i pracuje na własne utrzymanie, a to więcej niż niektórzy mogą aktualnie robić. Coś jednak nie pozwalało przestać Fancourt szukać, czego jeszcze mogłaby się podjąć, jaki szczegół nie zanalizowała wystarczająco dokładnie.
- Nie poddała, wiesz, jaka ona jest. Surowa, ale myśli o nas. - Jak ja. Chociaż tych słów nie wypowiedziała na głos. Ronja świadoma była ogromnego podobieństwa w powierzchowności, jakie odcisnął na niej wpływ rodzicielki i jej zamiarów. Muzyka, historia, chińska kultura - wiedza potrzebna i wartościowa, ale zarazem wprawiająca kobietę w smutną realizację, iż nigdy do końca nie będzie tym, kim powinna być, nie spełni zamiarów żadnego z rodziców. Bo ojciec, chociaż nie powie tego na głos, dba o linię rodziny i zależy mu na dobrej sławie nazwiska, podczas gdy matka gdzieś w głębi wie, że żadne z ich dzieci nie jest pełnoprawnymi spadkobiercami chińskiej spuścizny. - To nic, czasami mam wrażenie, że moglibyśmy znać na pamięć każdą operę pekińską, a dla niej byłoby to za mało. - Żartobliwy podtekst miał na celu rozluźnić atmosferę, chociaż gdzieś w głębi Ronja zawsze zastanawiała się, czy matka tęskniła za ojczyzną. Na pewno wiele musiała przetrwać, by nie dać się zdławić intensywnością tego, z czym wiąże się życie w Wielkiej Brytanii, pragnienie zachowania własnej tożsamości towarzyszyło jej walce przez całe życie. W końcu nie potrafi chyba przestać, nawet jeśli wszystkie dzieci opuściły już rodzinne gniazdo na dłuższą bądź krótszą metę i poczyniły własne kroki w kwestii dziedzictwa Liu. - Zrobię, co trzeba, żeby utrzymać ten stan rzeczy. Lord Greengrass pozytywnie rozpatrzył prośbę Percivala o pilniejsze patrolowanie granic Derbyshire, nie będziemy zatem stać bezobojętnie jeśli ktoś odważy się podnieść różdżkę.  - Spokojny głos Ronji odpowiadał łagodnemu wyrazu twarzy, jaki skierowała na swoją siostrę, równocześnie unosząc dłoń, by odgarnąć z policzka młodszej Fancourt stargane wiatrem włosy. Ciężko było nie zauważyć łączące ich podobieństwo, te same czarne jak noc włosy i intensywnie brązowe oczy. Dopiero one oferowały istotne odróżnienie, te należące do Faeleen dużo ciemniejsze, te Ronji w świetle intensywnych słonecznych promieni prawie bursztynowe.
- Wiem, wiem, że to ciężkie. Naprawdę widziałam tego sporo Fae. Przyjaciele stojący po przeciwnych stronach barykady, wrogowie przysięgający sobie śmierć. To przerasta nas wszystkich, a głupcy zaogniający konflikt tylko pogarszają sprawę. Widziałam, do czego są zdolni ludzie z Ministerstwa, na przemoc odpowiedzą rzeźnią. A my? Nie mamy nic silniejsze od nas samych na obronę. - Westchnęła płytko, myślami wracając do stolicy. Znajdowali się w niepewnej sytuacji, z której to ona będzie musiała znaleźć wyjście w razie pogarszających się warunków, była to winna ich rodzinie. Zwłaszcza kiedy wieści o ich bracie równały się zeru. Żył, tyle mogła powiedzieć na pewno, więź, która łączyła ich od urodzenia, chociaż ewidentnie osłabiona wciąż pulsowała energią.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]01.07.21 20:45
Toby Hanks był przerażony. Nigdy wcześniej nie widział takiej rany, a pracował w rezerwacie Peak District już przecież prawie calutki miesiąc! Dopiero niedawno skończył Hogwart, a późniejszy staż w Ministerstwie Magii, w Departamencie zajmującym się magicznymi stworzeniami, również należał do przeszłości. Polityczne zmiany wygnały tego piegowatego chłopaka poza mury centrum rządowej propagandy, ale nie żałował zupełnie takiego obrotu sprawy. Przynajmniej do dzisiaj. Wcześniej cieszył się beztroską, choć wymagającą fizycznie pracą na szerokich polach rezerwatu, uwielbiał pomagać starszym smokologom i wcale nie przeszkadzała mu fucha chłopca na posyłki. Znał swoje miejsce, a i tak wszędzie go było pełno. Zgłaszał się do pomocy zarówno przy interwencjach magiweterynarzy, jak i przy sprzątaniu smoczego łajna. Przynosił, wspierał, pomagał jak tylko mógł, dziarsko i bez narzekania biorąc na siebie najcięższe obowiązki. Bywał zmęczony, okrutnie, lecz nigdy nie psychicznie, lecz i na niego przyszła pora - dosłownie przed kilkunastoma minutami był świadkiem potwornego wypadku, do którego musiał wezwać pannę Fancourt. Podobno miała przebywać akurat na wzgórzach Derbyshire, zjawił się więc tam najszybciej, jak mógł, odszukując wzrokiem wśród jesiennych traw dwie sylwetki. Pognał w tamtą stronę co sił w płucach, ledwie wyhamowując przed kocykiem, który zajmowały podobne do siebie, egzotyczne kobiety. Normalnie gapiłby się na nie jak głupi, ale przed oczami ciągle miał krew ściekającą z ramienia starego, poczciwego Henryka...
- Pan...panno Fancourt....w rezerwacie, jest panna potrzebna w rezerwacie, natychmiast - wystękał, pochylając się do przodu i opierając dłonie na kolanach. Zakaszlał, próbując złapać dech po maratonie. Otarł rękawem pot z czoła, do którego przykleiły się jasne jak słoma kosmyki rozczochranych włosów. - Był...wypadek. Smoczy-smoczyca zaatakowała...Henryka - wydusił bez ładu i składu, starając się uspokoić oddech, co nawet mu wychodziło, nie pluł już i nie zaciągał się chłodnym powietrzem tak, jak przed kilkoma minutami. Cały przód jego szaty był skąpany w brunatnej, lśniącej mazi: prawdopodobnie krwi.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Wzgórze Pennine 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]04.07.21 14:14
Tak łatwo było przerwać ulotną chwilę spokoju. W jednym momencie bursztynowe oczy otaczały delikatną twarz młodszej siostry, a w drugim brwi ściągnęły się z niepokojem na widok zbliżającego się do nich Toby’ego. Chłopaka znała jedynie przelotnie, co jakiś czas spotykając wesołą twarz podczas wykonywanych na terenie rezerwatu sprawunków. Nigdy jednak nie widziała na niej tak autentycznego przerażenia, a to nie mogło oznaczać nic dobrego. Biegł bez wytchnienia, a cała szata zabarwiła się karmazynową cieszą, tak dobrze znaną Ronji z codziennych obowiązków. Podniosła się ze skalnego oparcia, podchodząc bliżej z dłońmi wyciągniętymi w geście uspokojenia. Ruchy były więcej niż znajome, automatyczne spojrzenie wodziło po kończynach i korpusie czarodzieja w poszukiwaniu ran czy innych obrażeń. - Głębokie wdechy Toby. Nic ci nie jest? - Zmęczony, spocony i przestraszony, ale wydawał się w jednym kawałku, zdobiąca przód odzieży krew najwyraźniej nie należała do niego.
- Powiedz mi co się stało, na tyle dokładnie na ile jesteś w stanie. - Przekręciła głowę w stronę młodszej siostry, dając sygnał o niepokojącym zajściu. Najwyraźniej ich wspólna przerwa dobiegła końca jeszcze zanim się zaczęła. - Ugryzła? Przydeptała? Pazury, rozcięcie? Będziesz opowiadał w drodze. - Faeleen mogła wciąż pozostać w słodkiej niepewności, ale dla Ronji najistotniejsze były szczegóły. Nie chciała przemęczać chłopaka, zatem zanim zebrała się do wędrówki wzdłuż ścieżki pagórka, z koszyka piknikowego wyciągnęła naczynie wypełnione chłodną już herbatą. Nadała ich dwójce odpowiedniego tempa, skupiając uwagę na stanie swojego towarzysza i jednocześnie, podając mu picie. Im szybciej tam dotrą naturalnie stanowiło najważniejszy aspekt, ale bez wejścia w szczegóły wypadku Fancourt zmuszona będzie sama orientować się w obrażeniach co z kolei zabierze im cenny czas. Czas, podczas którego toczyła się walka o czyjeś życie. Wiedziała o którego Henryka chodzi i sam fakt znajomości imienia nie wróżył nic dobrego. Mężczyzna doświadczony w fachu miał jednak już swoje lata, oraz przypadłości w postaci kilku nieszkodliwych nałogów, czy też miłości do dobrego alkoholu i porządnego jedzenia. Na co dzień niewinne skłonności, w przypadku poważnego wypadku, wraz z podeszłym wiekiem mogły wpłynąć w sposób decydujący na jego stan.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]05.07.21 8:03
Gorący pot ściekał Toby’emu na oczy tak intensywnie, że nawet ocieranie go raz po raz postrzępionym rękawem koszuli nie osuszało go na tyle długo, by mógł wyraźniej zorientować się w sytuacji. Dopiero spokojny, konkretny głos uzdrowicielki sprawił, że chłopak nieco odtajał, postępując zgodnie z wytycznymi czarownicy. Brał głębokie, świszczące wdechy, spoglądając bezradnie wielkimi, wilgotnymi oczami na stojącą naprzeciwko niego Ronję. – Ja…ja jestem cały, ale Henryk…on…och, on nie – wydusił z siebie, prostując się w końcu. Dłonie, dotąd oparte o uda, zawisły teraz wzdłuż ciała, drżąc z niepokoju. Naprawdę nie chciał przeszkadzać pannie Fancourt w prywatnym czasie, ale teraz w ogóle nie krępował się tym najściem, ciągle mając przed oczami okropieństwa, jakie pokryta łuskami bestia poczyniła z ciałem starego, poczciwego smokologa. – Ona go…ja nie wiem, dobiegłem już po, ale widziałem dużo krwi. Jeszcze nigdy nie widziałem jej tyle, pokrywała całą jego klatkę piersiową i… - głos chłopaka wspiął się na wyżyny pisku, gdy przywoływane wspomnienia zamieniły się w brutalne obrazy. Pobladł jeszcze bardziej, zrobiło mu się niedobrze, ale chłodna butelka herbaty pomogła znacząco. Sięgnął do naczynia i wychylił kilka potężnych łyków, aż grdyka zatrzęsła mu się jak u rozwścieczonego ptaka. Przez moment gulgotał tak, jakby miał się zaraz zadławić, ale kiedy odstawił butelkę od ust, mówił już spokojniej i przytomniej. – Wydaje mi się, że go podrapała. A potem przypiekła. Wie panna, szatę miał w strzępach, wydaje mi się, że widziałem jego żebra…Ale może mi się tylko wydawało, trochę mi się słabo zrobiło i w oczach mi wszystko wirowało – przyznał się ze wstydem, podążając za Ronją i jednocześnie rozpaczliwie starając się przekazać magimedyczce jakieś sensowne informacje, mogące pomóc staremu Henrykowi. Bardzo go lubił, doświadczony smokolog był dla niego wzorem, miał swoje dziwactwa i pewne słabości, lecz dla młodego czarodzieja stanowił niedościgniony wzór opanowania oraz spokoju w kontakcie z kapryśnymi trójogonami edalskimi. – A może oberwał ogonem a nie pazurami? Nie wiem, na pewno miał rany cięte. I poparzoną rękę. Chyba osłaniał się nią przed płomieniami. No i nie był przytomny – wyrzucał z siebie na jednym wydechu, gnając przez wzgórza obok Ronji, coraz bardziej przejęty sytuacją. Czy uzdrowicielka zdoła mu pomóc?


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Wzgórze Pennine 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]06.07.21 22:03
Chociaż przywykła do niebezpieczeństwa, daleko Ronji było do braku wzruszenia na ludzką krzywdę. Wręcz przeciwnie, tę umiejętność przedziwnej empatii najczęściej postrzegano jako wadę i słabość, jednak nic nie wskazywało na to, że czarownica podziela zdanie większości.
Swoją uwagę skupiła na młodziku, pozostawiając obecność siostry gdzieś na granicach świadomości tego, że jest bezpieczna, że nie podzieliła losu starszego smokologa. Poprzez takie myśli serce zaciskało mocno obręcz troski na szyi, podczas gdy ponure wyobrażenia wyrzucały do siostrzanych obaw obrazy delikatnego ciała Fae, rozszarpanego przez smoki. Młody Toby równie dobrze mógł za jakiś czas podzielić ten los przez swoją własną nieuwagę, a nawet całkowity splot przypadków. Po plecach przebiegł delikatny dreszcz, zaraz jednak zepchnęła go na drugi plan wobec aktualnej sytuacji i potrzeby ratowania czyjegoś życia.
- W takim razie powiedz, gdzie teraz jest Henryk. Ruszyli go z miejsca, odciągnęli, podnieśli? - Zadała najważniejsze pytanie, pośpiesznie zbierając się do wyruszenia w drogę powrotną do rezerwatu. Nie miała pojęcia, ile czasu jeszcze mają, a każdy kolejny urywek rozmowy, podczas którego Fancourt nie zyskiwała niezbędnych informacji, odejmował od życia starca kilka minut. Nie zamierzała okazać niepokoju, a tym bardziej zniecierpliwienia, wiedząc dokładnie, w jakim stanie znajdował się towarzyszący jej młodzieniec. - Fae, wróć sama, spotkamy się w domu. - Pożegnała siostrę skinięciem głowy, ponownie zwracając swoje słowa do Toby’ego. - Powiedz, gdzie powinnam iść, a potem weź kogoś i każ znaleźć w punkcie medycznym eliksiry przeciwbólowe, czyste materiały i kubeł zimnej wody. Musi być czysta. Przynieście wszystko na miejsce wypadku, będę czekać. - W szerokiej kieszeni okrycia czuła ciężar swojej różdżki, święte drzewo gotowe do działania w dziedzinie, którą znała najlepiej. Dotąd pamiętała dzień zakupu cennego przedmiotu i nieco niezrozumiałe dla małego dziecka słowa starego różdżkarza. Idealna dla wycofanych, ale o stalowych nerwach. Ronja Fancourt nie wychodziła przed szereg bez potrzeby i wbrew własnym decyzjom, ale jego tył od wielu lat chroniła do ostatniej kropli łzy oraz potu, zapewniając pomoc tam, gdzie każdy inny nie spojrzałby drugi raz. Bo przecież nie warto walczyć o sprawy stracone? Fancourt dostrzegała wartość. Dla honoru, dla tradycji i dla troski o drugą osobę, również i Henrykowi zamierzała pomóc, jak tylko potrafiła najlepiej.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]07.07.21 8:19
Młodemu pracownikowi rezerwatu nie było łatwo nadążyć za uzdrowicielką. Mógł pochwalić się znacznie lepszą sylwetką i wyższą wytrzymałością, ale doznany szok, pierwszy taki w jego krótkim życiu, skutecznie wytrącił go z równowagi. Czuł się trochę tak, jakby wypił zdecydowanie za dużo ognistej whisky: kręciło mu się w głowie, w gardle zbierały się mdłości, a gdy zamykał oczy, pod powiekami wykwitały nieprzyjemne obrazy. Dopóki miał przed sobą zadanie, powierzone mu przez przełożonego, adrenalina i poczucie obowiązku trzymały go w ryzach, pozwalając na szybkie działanie, lecz gdy przekazał Ronjii tragiczną informację, opadał z sił. Mimo to starał się zachowywać dorosłą powagę oraz przytomność umysłu. Zimna, kojąca herbata, wychluptana wprost z butelki – skrajnie nieelegancko, ale nie przejmował się w tych okolicznościach gorszeniem towarzyszącej mu kobiety – znacznie w tym pomogła. Gdy odezwał się kolejny raz, brzmiał już znacznie lepiej: nie jak ktoś, kto zaraz padnie na ziemi niczym powalony skuteczną Drętwotą.
- Nie chcieli przenosić go za daleko, leży poza zagrodą. Bali się, że coś mu zrobią. Przelewitowali go, ale strasznie krwawił, naprawdę, nigdy czegoś takiego nie widziałem… – przekazał rzeczowo informacje, w końcu bez zacinania się, dyszenia i dławienia. Nerwowo odgarnął spocone włosy z czoła, tworząc na głowie coś w rodzaju gniazda. Wygląd nie miał teraz najmniejszego znaczenia. – To wschodnia zagroda trójgoonów, ta najbliżej budynku administracji – poinformował, z ulgą przyjmując kolejne, konkretne zadania, pozwalające zapomnieć o widoku – i co gorsze, zapachu – krwi wylewającej się z ciała Henryka. – Oczywiście, proszę panny. Ruszę pierwszy i wszystko przygotuję. Tylko błagam, proszę się pośpieszyć, on wyglądał gorzej niż ranna ramora wyciągnięta z wody - wyrzucił z siebie na jednym wydechu, spoglądając prosto w te dziwne, wąskie oczy uzdrowicielki. Wierzył, że sobie poradzi, że uratuje nieszczęśnika – a on sam zamierzał zrobić wszystko, by jej w tym pomóc. Z przejęciem zagryzł dolną wargę, po czym obrócił się na pięcie, by pomknąć przed siebie, w międzyczasie mocno zaciskając palce na różdżce; zamierzał skorzystać z dobrodziejstw magii i teleportacji, by przenieść się jak najszybciej do konkretnego miejsca rezerwatu i zadbać o to, by magimedyczka posiadała wszystkie niezbędne przedmioty, by udzielić Henrykowi jak najlepszej pomocy.

| ztx2?


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Wzgórze Pennine 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]07.07.21 20:51
| przychodzimy stąd, bonus do rzutów dla Steviego z racji rzuconego Magicusa +22, idzie tura 2

Być może gdzieś na dnie duszy chował zazdrość o to, jak innym udało się ułożyć sobie życie. Dobra materialne nigdy nie były dla niego najważniejsze, w innym wypadku wybrałby zupełnie odmienną profesję, jednak posiadanie domu wypełnionego ciepłem, w którym nic nikomu nie zagraża, nagle stało się obrzydliwą ułudą. Kiedyś próbował stworzyć dla siebie takie miejsce, ale po latach odkrył, że to był ledwie domek z kart, co rozpadał się raz na jakiś czas, a po każdej niedbałej naprawie stawał się bardziej koślawy i chwiejny. Solidne ściany budynku mogły znieść wiele ciosów, jednak inaczej sprawa miała się z ludźmi. Oczywiście winny wszystkiemu był jego trudny charakter, który z czasem stał się jeszcze bardziej paskudny po ujrzeniu zbyt wielu okrucieństw. Innym aurorom udawało się cieszyć życiem rodzinnym, bo jakoś potrafili odciąć się od pracy. Dla Kierana praca była sensem istnienia, kwintesencją wszystkiego, co wpojono mu do głowy w dzieciństwie. Kiedy więc od czasu do czasu trafiał do Doliny Godryka przed spokojne domostwo Beckettów, czasem pierwszym co czuł był ten znikomy żal, o jakim nie mówił nikomu. Twardy, nieugięty auror nie rozprawia o uczuciach, nie rozwodzi się nad błędami z przeszłości, nie porównuje swojej córki do znacznie delikatniejszej córki przyjaciela. Tylko kiedy przyglądał się Trixie, mimowolnie zastanawiał się nad tym, jak inna byłaby Jackie, gdyby dane jej było mieć bardziej wyrozumiałego i cierpliwego ojca. Stevie zdołał przezwyciężyć poczucie straty, Kieran zaś długo otrząsnąć się nie potrafił.
Zrobił się żałośnie sentymentalny przez ostatnie przeżycia.
Rzadko pozwalał sobie na rozluźnienie, tak po prostu być musiało, jak to sobie powtarzał w myślach. I tym razem zdecydował się dołączyć do pielgrzymki po miejscach ukrycia świstoklików, bo taka była jego rola. Właściwie niewiele mógł pomóc w aspektach technicznych, ale za to całkiem porządnie udało mu się zabezpieczyć teren. Potem wbił pociemniałe spojrzenie w melonik, wyglądał jakoś tak smętnie, tym samym stał się podejrzanym obiektem. Wyróżniał się w leśnej scenerii, choć też nie rzucał aż tak bardzo w oczy. To Beckett musiał czynić swą powinność, z czego zresztą wywiązał się wzorowo, co udowodniła poczyniona przez niego ekspertyza. Rineheart był zdania, ze tylko ostatni głupiec mógłby lekceważyć taką masę doświadczenia i zgromadzonej wiedzy, jaką wyróżniał się numerolog. Niby wiele rzeczy przychodzi z wiekiem, jednak ileż trzeba zaangażowania, aby stać się mistrzem w swoim fachu. Wiek nie zawsze idzie w parze z osiągnięciami.
Psidwacze gnidy – warknął pod nosem agresywnie, nie kryjąc odrazy, która momentalnie wymalowała się na jego twarzy. Jeszcze uważniej zaczął się rozglądać po otoczeniu, podczas czynionej obserwacji nie oddalając od towarzysza dalej niż kilkanaście kroków. Jakiś parszywiec skończył tu robotę, więc niby nie było sensu ponownie wałęsać się w pobliżu, jednak Kieran przekonał się wielokrotnie, że zwyrodnialcy lubią wracać na miejsca zbrodni i cieszyć oczy widokiem zmasakrowanych ofiar. Nie odzywał się wiele, nie chcąc odciągać uwagi eksperta od świstoklika, który miał przecież wybuchnąć podczas teleportacji. Wszystko jednak udało się odwrócić, a Kieran za cholerę nie wiedział jak to się właściwie udało, więc tym bardziej doceniał ten wyczyn. A kiedy padła kolejna propozycja działania, zaraz machnął ręką stanowczo.
Nie ma, że nie muszę – odparł zdecydowanie. – Po tej sytuacji to jest wręcz mój zasrany obowiązek. Sam widzisz, jak skurwiele kombinują – dodał ze swojej strony solidny argument, który przekonywał do kontynuowania tej specyficznej wycieczki po dobrym jedzeniu. – Pokaż mi tylko jeszcze mapę z oznaczeniem kolejnego miejsca.
Kiedy tylko upewnił się gdzie dokładnie mają się udać, poruszył dziarsko różdżką, inicjując teleportację na malownicze wzgórze. Chyba trochę jednak straciło na swej urokliwości z racji deszczowej pogody, kiedy ziemię pokrywała szarobura plucha. Było to inaczej niż w lesie, bo oto znaleźli się na otwartym terenie, nic nie powstrzymało podmuchów wiatru przed atakiem na ciała owinięte w grube płaszcze. Kieran nie dął się jednak chłodnym porywom i szybko przeszedł do rzucania czarów. Zaczął od tego najbardziej zaawansowanego, skupiając na odpowiednim ruchu różdżki i wypowiedzeniu inkantacji. – Protecta – po wyczucia rozpływającej się wokół białej magii znów szarpnął różdżką – Carpiene – kolejna wypowiedziana inkantacja, udane zaklęcie, bo magia spłynęła z jego dłoni wzdłuż różdżki aż na jej kraniec. – Salvio Hexia – tym razem poziomym ruchem różdżki spróbował nakreślić granicę bariery, jaka miała uczynić ich obu niewidzialnymi. – Myślę, że możesz działać – zawyrokował z lekka satysfakcją, choć zaraz jego spojrzenie przesunęło się raz jeszcze po otoczeniu. Czy może jednak coś zaburzy względny spokój?

| rzuty wykonane tutaj, wszystkie zaklęcia udane



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : 47
UROKI : 28
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]08.07.21 3:17
Nie dziwnym było jak Kieran obruszył się, gdy usłyszał co tak naprawdę działo się ze świstoklikami. Potrzeba było szerokiej wiedzy numerologicznej i transmutacyjnej, aby zdawać sobie z tego do końca sprawę i o ile Beckett nigdy nie użyłby niesprawdzonego, tak Ci wszyscy ludzie uciekający z wojennych terenów, nie baczyli na to, ufając, że po prostu wszystko będzie dobrze. O ile w ogóle taki świstoklik potrafili uruchomić, bo z tym przecież też różnie bywało. O ile Stevie nie martwił się o umiejętności starego przyjaciela w tym zakresie, tak jego drastyczna zmiana, dziwnie widoczna w ciągu ostatniego miesiąca, przyprawiała więcej pytań, na które nigdy nie miał uzyskać odpowiedzi, bo i też nigdy nie ośmieliłby się niektórych z nich zadać. Czy w wieku takim jak ich można było mieć jeszcze refleksje na temat tego wszystkiego dookoła? Czasy były wyjątkowo niepewne, a mężczyźni dzielili część doświadczeń, drugą częścią zaś różniąc się diametralnie. Zawsze oschły auror, dziś powiedział kilka słów więcej, na które numerolog zareagował dość krótko, nadal niepewny, czy dobrze wtedy zrobił. Zapewne tak, w końcu rozmawiał ze starym Rineheartem, nie bez powodu, pomimo wieloletniej znajomości, wciąż dziwnie się go obawiał, gdzieś z tyłu głowy. Niespotykanym trafem jednak się dogadali. Wymieniając czasem jedno, czasem dwa słowa, czasem o wiele więcej na tematy ich obydwoje interesujące, a czasem zwyczajnie milcząc, popijając piwo, jak to na starych wdowców przystało. Czasy były więcej niż potwornie ciężkie i teraz nawet o piwo bywało trudno. Może i mogli dzisiaj zostać przy ognisku na tyłach ogródku w Warsztacie w Dolinie Godryka, ale potrzeba działania była większa, zwłaszcza gdy obydwoje zdawali sobie sprawę, co leżało na szali, a właściwie co oznaczać mogła ich przegrana w tej wojnie. Każde życie miało znaczenie, taka prawda. Czasem po to, aby zwyczajnie mogło się nim cieszyć, a czasem po to, aby chwycić za różdżkę i iść dalej w bój. Każdy miał swój cel, a przynajmniej każdy powinien go mieć. - No gnidy - potwierdził, w duchu wściekły, że ktokolwiek śmiał grzebać przy świstokliku. Jak można było ryzykować ludzkim życiem... Choć właściwie nie było to ryzyko, przecież twórca katastrofy dokładnie jej pragnął. Aż chciałoby się splunąć, ale się powstrzymał. - Naprawimy te, to pogrzebią w następnych - i taka była prawda, chociaż bardzo niewygodna. - Najlepiej by było wszystkich ich przesiedlić, ale gdzie... Za co? Co będą jedli? - pytania nie miały uzyskać odpowiedzi, bo nie było co na nie odpowiadać. Po prostu było to niemożliwe. - Powinni jednak rozumieć świstokliki, chociaż podstawowe... Aby unikać takich sytuacji - zamarzył mu się świat pełen czarodziejów z wiedzą numerologiczną, choć to również nie było możliwe. - Trzymaj - wskazał na mapę i chwilę później deportowali się na Wzgórzu Pennine. Gdy Kieran rozpoczął rzucanie zaklęć ochronnych, Stevie, aby nie tracić czasu, od razu zmierzył w stronę świstoklika. Starego kalosza porzuconego na boku skały. Wiatr wiał przeraźliwie, ale to nie miało dzisiaj znaczenia. Liczyło się tylko to, aby ten przedmiot naprawić, sprawić, że kolejne kilka osób, które będzie nim uciekać przed atakiem, nie zostanie rozerwana na pół tuż po starcie. Różdżkę przyłożył więc bliżej buta, i próbował odczytać jego zawartość, ale ta wydawała się być nierozwiązana. Z pewnością był mocny, mógł przenieść nawet dużą grupę, ale wydawał się nie zawierać żadnych więcej informacji. Tak jakby ktoś porządnie go wyczyścił. No tak. Wyczyścił. Stevie wyprostował się, przypatrując Kieranowi. - Nie ma na sobie danych, jest bezużyteczny. Wyląduje w tym samym miejscu, z którego startował - wymruczał pod nosem, bardziej do siebie, niż do przyjaciela. - Spróbuję to odtworzyć, ale to potrwa nieco dłużej - podrapał się po wąsie i świadom, że towarzysz nie będzie raczej wyrażał sprzeciwu, przystąpił do pracy. - Saxio - na wszelki wypadek wymamrotał jeszcze pod nosem, celując w swoje ciało, na wszelki wypadek. Zaraz potem uniósł różdżkę nieco wyżej, wskazując nią prosto w Rinehearta. - Saxio - wypowiedział ponownie, aby dodać mu sił. Na wszelki wypadek. - Cito Horribilis - powiedział, wskazując dalej na Kierana.

Żywotność Stevie: 318/318 (za Saxio)
Żywotność Kieran: 366/366 (za Saxio)


Am I going crazy? Would I even know? Am I right back where I started forty years ago?
Wanna guess the ending? If it ever does... I swear to God that all I've ever wanted was
A little bit of everything, all of the time, a bit of everything, all of the time
Apathy's a tragedy, and boredom is a crime. I'm finished playing, and I'm staying inside.
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]08.07.21 3:17
The member 'Stevie Beckett' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Wzgórze Pennine FQ0TXNk
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wzgórze Pennine Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Wzgórze Pennine
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach