Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Florean Fortescue

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue http://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 http://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
współwłaściciel lodziarni
27
Półkrwi
Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
15
10
0
0
11
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Florean Fortescue    24.07.16 20:18


Florean Galahad Fortescue

Data urodzenia: 18 czerwca 1929r.
Nazwisko matki: Brown
Miejsce zamieszkania: Londyn, ulica Pokątna
Czystość krwi: półkrwi
Status majątkowy: średniozamożny
Zawód: współwłaściciel lodziarni
Wzrost: 178cm
Waga: 71kg
Kolor włosów: brąz
Kolor oczu: brąz
Znaki szczególne: Kolorowe (nierzadko również ekscentryczne) ubrania i kontrastujący z nimi poważny wyraz twarzy. Blizna na prawym ramieniu. 

 
Biegnę. Biegnę ile sił w nogach, co i rusz oglądając się za siebie. Goniący mnie czarodziej nagle się zatrzymuje. Widzę jak opiera się o ścianę i ciężko dyszy. Może dostaje zawału? Może powinienem zawrócić i mu pomóc? Nie, korzystam z okazji i skręcam w boczną uliczkę. Biegnę jeszcze parę metrów i sam się zatrzymuję. Opieram dłonie na kolanach, próbując uspokoić oddech.

Oto ja, Florean Fortescue.
Przyciągam kłopoty. Zawsze znajdę się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze. Zdążyłem się do tego przyzwyczaić i już chyba nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Po prostu nauczyłem się nie robić sobie złudnych nadziei i zawsze pozostawiam odsetek prawdopodobieństwa na to, że się nie uda. Staram się z nikim nie dzielić swoimi pesymistycznymi myślami, na zewnątrz zawsze postając pogodnym Floreanem. Już wiem, że świat jest niesprawiedliwy, więc wiem też, że ciągłe zamartwianie się nie ma sensu. Wolę afirmować świat i korzystać z życia.
Ale może zacznijmy od początku.
Urodziłem się pod koniec czerwca. Moja siostra strachajło postanowiła wypchnąć mnie na ten okrutny świat, samej próbując zostać w środku. Cóż, nie wyszło, kilkanaście minut później leżała obok mnie. Florean i Florence. Florence i Florean. Od tamtego momentu nierozłączni. Razem poznawaliśmy świat, razem świętowaliśmy pierwsze sukcesy i razem znosiliśmy pierwsze porażki. Byliśmy niemalże jedną duszą w dwóch ciałach - rozumieliśmy się bez słów i zawsze wiedzieliśmy jak sobie pomóc. Wychowywaliśmy się w rodzinie nienormalnej dla mugoli, ponieważ mój ojciec był czarodziejem i nienormalnej dla czarodziejów, ponieważ moja matka była mugolką. Dla mnie nasza rodzina była najzupełniej normalna i nigdy nie miałem problemów z odnalezieniem się w obu światach. To oczywiście zasługa matki, która nigdy nie pozwalała nam zapomnieć o swoich korzeniach i nawet wysłała nas do mugolskiej szkoły, żebyśmy w pełni oswoili się z niemagiczną rzeczywistością. Lubiłem to miejsce, ale Hogwart... Ah, Hogwart! Byłem niesamowicie podekscytowany wizją uczenia się w tym wielkim zamczysku, a to wszystko przez ojca, który niemalże każdego dnia raczył mnie i siostrę jakąś interesującą opowieścią ze swojego życia. Zresztą był historykiem, więc oprócz tego zawsze miał w zanadrzu jakąś ciekawostkę o tym wspaniałym miejscu. Rzucał datami i nazwiskami jak z rękawa, a ja chłonąłem tą wiedzę jak gąbka. Jeszcze przed rozpoczęciem magicznej edukacji połknąłem Historię Hogwartu i kilka innych ksiąg o podobnej tematyce. Ojciec cieszył się, widząc, że zaraził mnie swoją pasją. A zaraził mnie nią na całego! Uwielbiałem udawać rycerza, gladiatora, goblina czy Godryka Gryffindora. Biegałem po domu z patykiem, który oczywiście miał być jego legendarnym mieczem. Wchodząc do Wielkiej Sali na Ceremonię Przydziału, nie byłem tak zaskoczony jak reszta rówieśników. Wszystko to już widziałem w swojej wyobraźni dzięki opowieściom ojca i przeczytanym tomiskom. Raczej porównywałem rzeczywistość ze swoimi wyobrażeniami i wiecie co? Rzeczywistość okazała się jeszcze lepsza. Doskonale pamiętam moment, w którym nauczyciel wyczytał moje nazwisko. Spojrzałem porozumiewawczo na Florence, bo oboje wiedzieliśmy, że za chwilę spotkamy się przy tym samym stole. Usiadłem na chyboczącym stołku i zdenerwowany czekałem na werdykt. Po chwili ciszy usłyszałem krzyk Hufflepuff! i radość, dochodzącą od jednego z długich stołów. Pobiegłem całkiem zadowolony z wyniku i usiadłem wśród roześmianych Puchonów, wbijając swoje spojrzenie w siostrę. Wiedziałem, że zaraz usiądzie obok mnie, a i tak się stresowałem. Bo dlaczego miałaby trafić do innego domu? Byliśmy jak dwie krople wody. Wtedy usłyszałem:
- Gryffindor!
I szczęka mi opadła. Miałem ochotę wstać i krzyknąć, że zaszła okropna pomyłka. Jakim cudem Florence nie trafiła do tego samego domu? Byliśmy nierozłączni i nie wyobrażałem sobie życia bez niej. Jakby inny przydział oznaczał, że nigdy więcej się nie spotkamy, prawda? Cóż, wtedy tak mi się wydawało! Na mojej twarzy musiała ukazać się zdruzgotana mina, bo nowi koledzy Puchoni wyraźnie się zaniepokoili. Przez ten niespodziewany plot twist wcale nie wspominam dobrze początku szkoły, którego przecież tak wyczekiwałem. Czułem się tak... obco i nienaturalnie. Starałem się spotykać z siostrą podczas przerw, siadaliśmy obok siebie na wspólnych zajęciach. Z czasem przywykłem do tej nowej sytuacji i teraz tak sobie myślę, że dobrze nam to zrobiło. Pewnie gdybyśmy trafili do tego samego domu, alienowalibyśmy się od reszty towarzystwa. Zresztą... Ciężko było mi się do tego przyznać nawet przed samym sobą, ale Tiara miała rację. Wcale nie byliśmy do siebie aż tak podobni jak nam się wydawało. Hufflepuff szybko stał się moim drugim domem, wątpię, bym tak dobrze poczuł się wśród Gryfonów.
Nie grałem w quidditcha, nie zostałem prefektem ani przewodniczącym klubu gargulkowego. Tylko raz wziąłem udział w klubie pojedynków, ale szybko z tego zrezygnowałem, bo szło mi fatalnie. Szło mi na tyle fatalnie, że postanowiłem zadbać o swoje cztery litery, przykładając się bardziej do zajęć z obrony przed czarną magią. Nieskromnie powiem, że zacząłem być w tym całkiem niezły! Ale do szkolnego klubu pojedynków już więcej nie przystąpiłem, bo co to za walka, skoro szło mi tylko blokowanie cudzych zaklęć... Za to opanowałem do mistrzostwa nocne ucieczki z pokoju wspólnego i nocne wojaże po zamku. Jeżeli mogło być coś lepszego od Hogwartu to Hogwart nocą. Wszędzie panowała cisza i spokój, przez co uwielbiałem chodzić krętymi korytarzami chociażby po to, żeby przyglądać się śpiącym obrazom. Czasami nawet napotykałem jakiegoś ducha, który z ogromną chęcią dzielił się ze mną swoimi wspomnieniami. Wtedy nauczyłem się poruszać jak myszka, byle tylko nie złapały mnie czujne oczy prefektów naczelnych. Na szczęście nigdy nie byłem szczególnie wysoki, raczej drobny ze mnie gość, więc ciche stąpanie po posadzce czy wciskanie się w wąskie szczeliny nie stanowiło dla mnie problemu. Nie zaskoczę was, kiedy powiem, że moim ulubionym przedmiotem była historia magii. Dobrze pamiętam, że nikt nie chciał siedzieć obok mnie i te miejsca zawsze zostawały wolne dla spóźnialskich. Po prostu słuchałem zafascynowany profesora Binnsa i nie mogłem zrozumieć dlaczego cała reszta śpi, więc zawzięcie ich budziłem. Taki ze mnie sadysta.
Lata Hogwartu minęły mi bardzo szybko. Ani się obejrzałem, a już musiałem przygotowywać się do owutemów. Te nieprzespane noce, te hektolitry eliksirów pobudzających, ten parujący mózg z przegrzania! Na pierwszym miejscu najbardziej stresujących egzaminów dalej stawiam egzamin z teleportacji, ale owutemom było bardzo blisko do pobicia rekordu. Dostałem ocenę wybitną z historii magii, cała reszta poszła mi przeciętnie. Stanąłem przed tym trudnym pytaniem: co dalej?
Dalej było ministerstwo. Czasami zastanawiałem się nad pójściem w ślady ojca naukowca, ale ostatecznie zrezygnowałem z tego pomysłu. Praca w ministerstwie wydawała się być rozsądnym wyjściem, więc zostałem stażystą w Wydziale Duchów. Nawet zacząłem się ekscytować tą pracą do czasu, kiedy zostałem zawalony pracą papierkową. Dosłownie nie widziałem niczego przed sobą, tyle dokumentów leżało na moim biurku. Wróciłem do domu w kompletnej rozsypce, bo nie wyobrażałem sobie reszty życia w ten sposób. To znaczy wyobrażałem sobie! Wyobrażałem sobie siebie jako zgorzkniałego, zgarbionego dziadka z grubymi okularami, który wprawionym ruchem przegląda tysiące dokumentów i w każdym z nich pisze coś swoim wyćwiczonym koślawym pismem. Tylko ta wizja mnie przerażała.
Z czasem zacząłem być bardziej doceniany i dopuszczany do najprawdziwszych duchów. Wtedy zacząłem lubić tą robotę, choć czasami potrafiła być naprawdę uciążliwa. Przede wszystkim wymagała ode mnie dużej plastyczności. Raz musiałem udawać gorliwego zwolennika buntów goblinów, żeby porozumieć się z duchem, nawiedzającym sklep na Pokątnej. Innym razem musiałem już udawać gorliwego przeciwnika gobliniej rebelii, a jeszcze innym w ogóle wyrośniętego goblina. Musiałem być przygotowany na wszystko.Raz nawet zacząłem uczyć się języka goblinów. Wszystko przez kobietę, która spędziła zdecydowanie za dużo czasu pośród tych istot i po śmierci sprzeciwiała się używaniu jakiegokolwiek innego języka. Praca była wymagająca, ale na szczęście momentami naprawdę ciekawa. Obcowanie z duchami to jak obcowanie z żywą historią!
Hmm, ale w każdej historii musi być jakiś kryzys, prawda?
W mojej była nim choroba matki. Spadła na nas wszystkich jak grom z jasnego nieba. Zmarła zaledwie miesiąc po ukazaniu się pierwszych objawów, zanim nawet zdążyłem się oswoić z zaistniałą sytuacją. To był moment, w którym zwątpiłem w siłę magii. Wydawało mi się, że czarodzieje są w stanie zaradzić na każdą mugolską chorobę, tym samym czyniąc z matki osobę niemalże nieśmiertelną. Nie spodziewałem się, że jej śmierć tak źle na mnie wpłynie. Ojciec kompletnie sobie z tym nie radził, a ja... Zgasłem. Wziąłem urlop w pracy, różdżkę rzuciłem w kąt i wychodziłem z domu na całe dnie. To Florence okazała się być tą najsilniejszą, to ona próbowała postawić nas do pionu. Do tej pory mam ogromne wyrzuty sumienia. Powinienem był ją wspierać, ona potrzebowała tego tak samo mocno jak ja, a myślałem wtedy tylko o sobie. Obiecałem sobie, że nigdy więcej nie popełnię tego błędu.
Niestety szybko nadarzyła się okazja, żeby tą obietnicę spełnić.
Ja pomału wracałem do świata żywych (ha, pracując z duchami), tymczasem z ojcem było coraz gorzej. Zacząłem poważnie się o niego martwić. Próbowałem do niego dotrzeć na milion różnych sposobów, ale żaden nie działał. Wiedziałem, że jest z nim źle, jednak nie wiedziałem, że jest z nim aż tak źle. Gdybym tylko się domyślił, że jest do tego zdolny... Chyba nie opuszczałbym go na krok. Popełnił samobójstwo. Nie mógł znieść braku swojej ukochanej żony, swojej Eurydyki. Tak zwykł ją nazywać po śmierci. To mogło mi dać do myślenia, ale każdy człowiek staje się mądry dopiero po fakcie. Florence znalazła go umierającego na podłodze w naszym domu. Tym razem stanąłem na wysokości zadania i byłem przy niej w tych trudnych chwilach. Czy mnie nie zabolała jego śmierć? Zabolała, bardzo zabolała. Tylko tym razem nie miałem zamiaru zamykać się w sobie, bo wiedziałem, że Flo by tego nie zniosła. Zostaliśmy tylko we dwójkę i musieliśmy się wspierać.
Nie mogłem wytrzymać w naszym domu. Wcześniej kojarzył mi się ze szczęśliwymi latami dzieciństwa, po wszystkim kojarzył mi się tylko ze śmiercią i nieszczęściem. Zaproponowałem Flo sprzedaż rodzinnej posiadłości i kupno czegoś mniejszego. Od razu przystała na moją propozycję i tym sposobem wylądowaliśmy na Pokątnej.
Nowe mieszkanie, nowy początek. Wszystko pomału zaczynało iść do przodu. Tylko swoją pracę coraz mniej lubiłem, ale po wszystkich przejściach wmawiałem sobie, że to nie jest powód do smutku. Że są większe problemy niż wykonywany zawód. Chodziłem więc do ministerstwa i użerałem się ze wszystkimi duchami i innymi pracownikami wydziału. Nie potrafię stwierdzić, którzy byli gorsi do współpracy. Aż nagle w moim gabinecie (czyt. w mojej klitce bez dostępu światła i świeżego powietrza) pojawił się duch. Przyszedł do mnie sam z siebie, choć wydawało mi się, że już wcześniej dostałem dotyczące go zgłoszenie. Powiedział, że już wystarczająco długo czekał na zainteresowanie się jego osobą, więc pojawił się u mnie osobiście. Rozumiecie? Specjalnie nawiedzał jedno miejsce, by Wydział Duchów zwrócił na niego uwagę. Już to było podejrzane, ale jego prośba okazała się jeszcze bardziej zaskakująca. Poprosił mnie o odnalezienie konkretnej osoby i przekazanie kilku poufnych informacji. Dlaczego poprosił o to mnie? Dlaczego sam tego nie zrobił? Na te pytania prawdopodobnie nigdy nie uzyskam odpowiedzi. Sprawa na tyle mnie zaintrygowała, że faktycznie zacząłem szukać tej tajemniczej osoby, ale rozpłynęła się w powietrzu. Nie potrafiłem jej odnaleźć, więc w końcu dałem sobie z tym spokój. Czasami przypominam sobie o tej enigmatycznej sprawie, by po chwili znowu o niej zapomnieć.
To była moja ostatnia interwencja w Wydziale Duchów. Wcześniej Florence za moją namową wyjechała do Florencji (sic!) i chyba też muszę się kiedyś tam wybrać, bo wróciła odmieniona. A dokładniej z głową pełną pomysłów, a jeszcze dokładniej z pomysłem założenia własnej lodziarni. Wiem, co myślicie! Powinienem był się roześmiać, poklepać ją po ramieniu i odmówić. Z tym, że ja potrzebowałem tej drastycznej zmiany. Potrzebowałem kolejnego nowego początku. Tym sposobem ona zadała mi pytanie, a ja od razu się zgodziłem. Z przyjemnością wpadłem spóźniony do ministerstwa w najbardziej krzykliwym ubraniu jaki posiadałem i niemal wyśpiewałem swoje własne wypowiedzenie. Poczułem jak spada ze mnie jakiś niepotrzebny ciężar i z nową siłą wziąłem się za tworzenie naszego lokalu. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę, wkładając w to całe swoje oszczędności. Nagle przypomniałem sobie wszystkie mugolskie zasady majsterkowania i wykupiłem pół działu Esów i Floresów przeznaczonego dla pań domu. Zacząłem się też interesować zaklęciami i transmutacją, które miały pomóc mi w tworzeniu nowych smaków lodów. Od założenia naszej lodziarni minęły dwa lata i... na razie jestem szczęśliwy. Nie podoba mi się tylko Grindelwald i jego chore pomysły. Atmosfera robi się coraz gęstsza i obawiam się, że niedługo stanie się coś złego. Obym się mylił.


 
Patronus: Mój patronus przyjmuje formę wydry. Nie wiedziałem dlaczego z mojej różdżki wydobyło się akurat to zwierze, więc od razu poleciałem do biblioteki poszukać informacji na ten temat. Okazało się, że dawni Celtowie uważali wydrę za zwierzę, które zawsze pomaga, chroni i wskazuje bezpieczną drogę. W dodatku wierzyli, że uczy wychodzenia z nawet najcięższego kryzysu. Spodobało mi się to. Jeszcze bardziej polubiłem swoją wydrę. Wyczarowując patronusa przypominam sobie dzień, w którym razem z Florence powiesiliśmy szyld z napisem Lodziarnia Forescue. To był szczęśliwy dzień.


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 15 +1 (różdżka)
Zaklęcia i uroki: 10 +4 (różdżka)
Czarna Magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 11 Brak
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 5 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Język obcy: goblideguckiI1
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
Historia MagiiIII25
RetorykaI2
Ukrywanie sięI2
ONMSI2
ZielarstwoI2
Zręczne ręceI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
MugoloznastwoII20
SzczęścieI5
EkonomiaI5
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Zakon Feniksa  I0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
GotowanieII3
Literatura (wiedza)I0,5
AktywnośćWartośćWydane punkty
Taniec WspółczesnyI1
Latanie na miotleI1
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak-0
Reszta: 4,5


Wyposażenie
   

różdżka, sowa, teleportacja, 11 punktów statystyk

[bylobrzydkobedzieladnie]




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue



Ostatnio zmieniony przez Florean Fortescue dnia 28.07.16 23:23, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Florean Fortescue    09.09.17 16:16

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Krocząc pozytywny krokiem przez przeciwności losu, przykuwa uwagę nie tylko kolorowymi ubraniami. Trzeba przyznać, że pomimo goszczącego na twarzy uśmiechu, chłopak przeszedł w swoim życiu wiele. I to nie tylko z powodu przyciąganych kłopotów, które wręcz do niego lgną. Strata rodziców pokazała mu jak wiele jeszcze musi się nauczyć i nie zapominać, by być oparciem dla swojej siostry bliźniaczki. Całe szczęście, że mają siebie, nieważne jakie przeciwności napotkają na swojej drodze - wiadome jest, że wspólnie będą mieć siłę, by je pokonać. Pomysł na otwarcie lodziarni na pewno pomoże im po stracie rodziny, a Floreanowi na odnalezienie celu w życiu i przełamanie ruty, która owładnęła go w poprzedniej pracy. Mam nadzieję, że lodziarnia z miesiąca na miesiąc będzie się stawać coraz to popularniejsza, dzięki pełnemu zapałowi sercu, które codziennie wkłada w tworzenie wyjątkowych, magicznych smaków.

OSIĄGNIĘCIA
"Jakubie, zrób mi loda"
Do wyboru, do koloru
Walka bez końca (osiągnięcie usunięte ze spisu)
Pan Zagadka (Odsiecz)
Weteran
Światło w Ciemnościach I
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak
Kartę sprawdzał: Allison Avery


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Florean Fortescue    09.09.17 16:16

WYPOSAŻENIE
Różdżka, sowa, pierścień Zakonu Feniksa

ELIKSIRYBrak

INGREDIENCJEposiadane: Brak

BIEGŁOŚCI[25.10.16] Wsiąkiewka +1PB
[14.01.17] Wsiąkiewka +2PB
[22.03.17] Wsiąkiewka +2PB
[13.08.18] Wsiąkiewka +1PB

HISTORIA ROZWOJU[27.07.16] Karta Postaci -860 pkt
[04.08.16] Czara Ognia +10 PD
[27.08.16] Wykonywanie zawodu sty/lut: +50 pkt
[18.10.16] Zakupy (prezent dla BB) - 35 pkt
[25.10.16] Wsiąkiewka (styczeń/luty) + 30 pkt; 1 pkt biegłości
[5.11.16] Osiągnięcie: Do wyboru, do koloru +30 PD
[06.11.16] Wykonywanie zawodu - marzec: +50 pkt
[06.11.16] Mecz Quidditcha - Trybuny +5
[20.11.16] Klub Pojedynków (marzec), +10 pkt
[12.12.16] pierścień Zakonu Feniksa (+3 OPCM)
[25.12.16] Spotkanie Zakonu Feniksa, +10 pkt
[27.12.16] Czara Ognia +10PD
[14.01.17] Wsiąkiewka (marzec): +90 PD, +2 pkt biegłości
[19.01.17] Osiągnięcie (Walka bez końca): +30 PD
[28.01.17] Klub pojedynków (kwiecień), +20 pkt
[03.02.17] Zwrot PD; +80 PD
[06.02.17] Wykonywanie zawodu (kwiecień) +50 PD
[22.03.17] Wsiąkiewka (kwiecień) +90 PD, +2 punkty biegłości
[22.03.17] Wykupienie dodatkowego limitu postaci krwi szlachetnej -800 PD
[02.04.17] Zwrot PD (teleportacja): +1 do transmutacji
[03.06.17] Dodatkowe punkty statystyk (+3 zaklęcia, +2 transmutacja)
[16.06.2017] Aktualizacja postaci: +1OPCM, +2T, -160pd
[22.06.17] Naprawa błędu w statystykach (-1 do zaklęć)
[26.07.17] Odsiecz, +150 PD, +3 punkty biegłości zakonu
[05.08.17] Zdobycie osiągnięcia: Weteran, +100PD;
[12.08.18] Zdobycie osiągnięcia: Światło w Ciemnościach, +30PD
[13.08.18] Wsiąkiewka (kwiecień) +30 PD, +1 PB
[19.10.17] Spotkanie Zakonu Feniksa, +10 PD


Powrót do góry Go down
 

Florean Fortescue

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Lodziarnia Floriana Fortescue

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17