Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Opuszczona wieża
AutorWiadomość
Opuszczona wieża [odnośnik]17.06.21 18:39
First topic message reminder :

Opuszczona wieża

Ta dziwna konstrukcja wyrasta spomiędzy fal spokojnego jeziora w północnej części Kornwalii, stojąca na okrągłym wzniesieniu może przypominać miniaturową twierdzę. Kamień od wielu lat porasta mech, natomiast otaczająca wieżę aura sprawia, że wędrujących po borach mugoli przeszywają dreszcze niesprecyzowanego niepokoju. Właścicielem tego miejsca w dawnych wiekach był alchemik, którego imienia nie zapisały karty historii; był samotnikiem pracującym nad miksturami mającymi za zadanie przepędzać ciemne moce, lecz eksperymenty obróciły się przeciwko niemu. Z ciała pozostał ledwie proch, a laboratorium znajdujące się pod ziemią, w piwnicach, obróciło się w ruinę. Od czasu ów nieszczęśliwego wypadku wieża pozostała niezamieszkana i niezagospodarowana.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczona wieża - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Opuszczona wieża [odnośnik]26.07.21 19:25
W porównaniu do tego jak czuł się zaraz po powrocie, to w tym momencie nie było mu nic. Choć tak naprawdę fizycznie nigdy mu nic nie było, jedynie mięśnie mu się zastały, to jednak psychika wtedy pozostawiała dużo do życzenia. Poradził sobie jednak, chociaż nie było lekko i wymagało to dużo czasu, więcej niż się spodziewał. W każdym razie teraz było już naprawdę bardzo dobrze, czasami nawet zapominał o tym co się wydarzyło.
- Bardzo to doceniam. - powiedział spokojnie uśmiechając się do niej łagodnie.
No cóż, prawda była taka, że znaleźli się w bardzo patowej sytuacji. Od niej rodzina wymagała zostawienia swojego życia, porzucenia marzeń na rzecz obowiązków, on nie chciał jej stracić ale jednocześnie nie chciał by ona musiała wyjść za kogoś innego. Co prawda sam jeszcze nie do końca myślał o oświadczynach i ślubie, chociaż taka myśl jak najbardziej już kilka razy przeleciała przez jego głowę. Jednak na początek należało rozwiązać problem, przed którym stanęli.
- Prudence... - zaczął spokojnie przypominając sobie jednocześnie słowa jej kuzyna, na temat tego, że zrobi wszystko aby to się rozpadło - Nie chcę żebyś rezygnowała z rodziny. Wiem jak ciężkie to jest, bo sam odsunąłem się od rodziny i nawet jeśli to było tylko na pół roku to jednak mimo wszystko to zrobiłem. Nie chcę żebyś musiała wybierać... - pokręcił głową, a po chwili westchnął cicho - Ale świadomość, że mógłbym cię stracić...że w pewnym momencie nie mógłbym cię zobaczyć, przytulić...być świadkiem twego pięknego uśmiechu sprawia, że... - zamilkł.
Wiedział, że nie będzie łatwo. Wychodząc z dworu Macmillanów wiedział na co się piszę, wiedział, że teraz będzie jeszcze trudniej kiedy jej rodzina wie o ich relacji. Wiedział, że będzie pod górkę, ale mimo wszystko chciał o to walczyć. Nie wiedział jeszcze dokładnie jak będzie o nich walczył, ale był przekonany, że na pewno to zrobi. Coś wymyśli, żeby ona nie musiała rezygnować z rodziny...zrobi wszystko co w jego mocy by była szczęśliwa. Zależało mu na jej szczęściu i to bardzo, śmiał twierdzić, że nawet bardziej niż na swoim. Wszedłby dla niej w ogień i jeszcze raz przyjął na klatę Avadę jeśliby było trzeba.
Z pewnością w mniemaniu niektórych zachowywał się jak wariat. Przecież widzą sie dopiero trzeci raz w życiu... ale najwyraźniej te trzy spotkania i wszystkie wymienione listy wystarczyły, by jego serce wypełniło uczucie, którego nie czuł jeszcze nigdy do żadnej kobiety. Z jednej strony był na początku przerażony tym wszystkim, potem jednak dotarło do niego jak wspaniałe to wszystko jest.
Uśmiechnął sie na jej słowa i skinął lekko głową.
- Jeśli tylko wyrazisz taką chęć z przyjemnością obudzę w tobie więcej takich uczuć. - mruknął cicho, a czując jak zaplotła dłonie na jego szyi uśmiechnął się lekko w jej usta i przeszedł go przyjemny dreszczyk.
Moment później, czując się bardziej ośmielony tym, że nie dostał po twarzy, pogłębił pocałunek, jednocześnie jego dłonie zjechały bardziej na jej talię, tym samym mocniej ją do siebie przysuwając.


Between life and death
you will find your true self, you will know what you are and what you never expected to be
Gabriel Tonks
Zawód : Szpieg
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony - no nie powiedziałbym.
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 Ten co martwy chodzi wśród żywych
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9947-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t9987-pimpek#301926 https://www.morsmordre.net/t9990-zombie-zbiera-znajomych#301965 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10857-skrytka-nr-2261#330979 https://www.morsmordre.net/t9988-gabriel-tonks#301946
Re: Opuszczona wieża [odnośnik]26.07.21 22:10
Macmillan wolała nawet sobie nie wyobrażać, jakie to musiało być trudne. No bo, jak to można oberwać zaklęciem, które ma cię zabić, już wiesz, że umierasz, że nie ma nic, koniec, i nagle łapiesz ponowny oddech. Otwierasz oczy i wracasz do miejsca, w którym byłeś przed chwilą. No może nie do końca, bo wiesz, że nie powinieneś istnieć. Nie potrafiła sobie tego wyobrazić, przerastało to ją, każdego by chyba przerosło. Jak bowiem pogodzić się ze śmiercią. Może ta świadomość, że dostało się drugą szansę? Nie każdy bowiem mógł ją dostać. Sama chyba nie chciałaby nosić takiego brzemienia, pewnie by sobie z tym nie poradziła, była za słaba, przynajmniej sobie z tego zdawała sprawę.
- Nie musisz doceniać, wystarczy, że będziesz pamiętał, że jestem.- Doceniała to, że się przed nią otworzył, że nie bał się mówić, co go spotkało. Oznaczało to, że jej ufał, a to było dla niej w tym momencie najistotniejsze, bo ona również się przed nim otworzyła. Byli pełni tajemnic, zupełnie z różnych światów. Jednak właściwie, czy jej to w czymkolwiek przeszkadzało? Nie. Wzbudził jej zainteresowanie już podczas pierwszego spotkania, a mało kto potrafił ją zainteresować swoją osobą.
Prudence w żadnym stopniu nie była gotowa na małżeństwo, wydawało się jej to być zbyt mocno zobowiązujące, a ona chyba nie do końca potrafiła sobie radzić z takimi rzeczami. Miała wrażenie, że jeśli kiedykolwiek wyjdzie za mąż, za jakiegoś mężczyznę, to jej życie się skończy. Zupełnie straci swoją osobowość i zostanie po prostu żoną, która ma siedzieć w domu i dbać o dom. Nie mogła pogodzić się z taką wizją, a narzucanie jej, aby w przeciągu dwóch lat skończyła właśnie w taki sposób wydawało się być najgorszą torturą.
- Sama również tego nie chcę, jednak ta cała sytuacja.. jest patowa. Na pewno nie ulegnę, nie chciałabym żyć w świadomości, że jesteś gdzieś obok, a ja nie mogę się do Ciebie zbliżyć.- Pierwszy raz w życiu, w towarzystwie mężczyzny czuła się jak teraz. Zupełnie nie panowała nad tym uczuciem. Pojawiło się znienacka i przepełniło całe jej ciało i umysł. Łapała się na tym, że ciągle miała przed oczami jego osobę, choćby chciała nie umiała przestać. Nie widziała innego rozwiązania, jak po prostu się temu poddać, ile można bowiem walczyć? Dlaczego zresztą miałaby sobie odmawiać tej przyjemności, skoro i tak spotkało ją to tak późno? Nie kontrolowała tego, w końcu nie można zapanować nad takimi uczuciami, wydawało jej się nawet być to zbyt szalone jak na nią. Nie spodziewała się bowiem, że kiedyś spotka ją coś takiego.
- Wyrażam chęć, jestem cała do Twojej dyspozycji..- dolny kącik wargi drgnął jej w uśmiechu. Nie spodziewała się ze swoich ust usłyszeć takich deklaracji, co też on z nią robił, jej ciało domagało się jego dotyku, nie potrafiła z tym walczyć. Wspięła się jeszcze na palcach, nie zamierzała szybko odrywać swoich ust od jego, wszak marzyła o tym już od dawna. Nie chciała tego przerywać, zatraciła się zupełnie w jego ramionach. Całowała go tak zachłannie i gwałtownie jakby się bała, że za chwilę może gdzieś zniknąć i go straci.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Opuszczona wieża - Page 2 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Opuszczona wieża [odnośnik]02.08.21 18:35
Gabriel starał się o tym nie myśleć. Nie rozpamiętywać tego wszystkiego co się wydarzyło. Owszem, była to niecodzienna sytuacja, wątpił aby po świecie chodził taki drugi jak on, ale jednak nigdy nie dopytywał się jakim cudem wrócił do życia. Może popełniał przez to błąd, bo kto wie, może można by dzięki tej wiedzy uratować wiele innych osób... ale on stwierdził, że nie chce wiedzieć. Koszmary, głos z tyłu głowy namawiający do strasznych rzeczy, początkowy brak kontroli nad swoją magią były wystarczającymi argumentami by nie zagłębiać się bardziej w temat.
- Wiem i bardzo to doceniam. Chciałem byś to wszystko wiedziała. - powiedział z uśmiechem słysząc jej słowa.
Wiele dla niego znaczyły. Dzięki nim wiedział, że go rozumie, że go wspiera i przede wszystkim, że się go nie boi i on może jej ufać. W jego przypadku zaufanie do drugiej osoby było przywilejem, na którzy rzadko było go stać. W czasach w jakich przyszło im żyć należało uważać z kim się rozmawia, co się mówi, bo nigdy nie było wiadomo czy rozmówca nie należał do wrogiego obozu.
- Myślę, że nie zniósłbym takiej sytuacji. Kiedy wiedziałbym, że jesteś obok, a jednak jesteś poza moim zasięgiem. - powiedział kręcąc głową na jej słowa.
Sytuacja była ciężka, ale wiedział, że oboje jakoś to rozwiążą. On z niej nie zrezygnuje, nie ważne czym jeszcze Anthony by mu groził i jakimi zakazany by rzucał, po prostu nie i koniec. Jednocześnie odnosił wrażenie, że ona ma podobne zdanie co do tego tematu. Nie zaplanowali tego co się między nimi działo, nie mieli na to wpływu, ale żadne z nich nie chciało z tego rezygnować. Było to bowiem coś niesamowitego i nowego zarazem, co pielęgnowane może przetrwać wszystko.
- Obiecuję, że nie pożałujesz. - mruknął z uśmiechem w jej słodkie wargi.
To z jaką pasją go całowała, rozwiało wszelkie jego wątpliwości. Świat w około nich się nie liczył, była tylko ona i on, na szczycie opuszczonej wieży. Miał ją tak blisko siebie, smakował jej słodkich ust, nic więcej mu do szczęście nie było potrzebne. Po chwili zabrał dłonie z jej talii i przeniósł je na jej policzki. Ułożył je na nich delikatnie, po czym odsunął się lekko i spojrzał jej w oczy uśmiechając się przy tym.
- To tylko potwierdza moje słowa, że jesteś niesamowita. - powiedział cicho nie odrywając wzroku ani na moment od jej oczu.


Between life and death
you will find your true self, you will know what you are and what you never expected to be
Gabriel Tonks
Zawód : Szpieg
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony - no nie powiedziałbym.
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 Ten co martwy chodzi wśród żywych
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9947-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t9987-pimpek#301926 https://www.morsmordre.net/t9990-zombie-zbiera-znajomych#301965 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10857-skrytka-nr-2261#330979 https://www.morsmordre.net/t9988-gabriel-tonks#301946
Re: Opuszczona wieża [odnośnik]03.08.21 12:14
Dla Prue było to dosyć wyjątkowe, że mężczyzna, który przed nią stał był kiedyś martwy. Zastanawiała się pod względem naukowym, jak to wszystko właściwie działa. Chętnie zorientuje się lepiej w temacie, może znajdzie odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Na pewno tak tego nie zostawi, bo mocno zainteresował ją ten temat. Będzie musiała poszukać jakiejś literatury, a może nawet specjalistów, którzy mają jakąś wiedzę.
- Cieszy mnie to, że odważyłeś się ze mną tym podzielić. To na pewno nie było dla Ciebie łatwe.- widać, że zaczęli już sobie ufać. Nie chcieli mieć przed sobą tajemnic, chociaż każde z nich z początku wolało się wszystkim nie dzielić. Czasy nie sprzyjały nawiązywaniu nowych relacji, jednak czy można stworzyć coś trwałego, kiedy jego podstawą było kłamstwo? Czy w zasadzie ukrywanie pewnych informacji można uznać za kłamstwo? Dużo miała teraz pytań, które zostawiła dla siebie, wygodniej było ich bowiem nie zadawać, przynajmniej jak na razie. Miała zamiar po prostu cieszyć się tym, że są tutaj razem, w końcu tyle czekali na to spotkanie.
- Nie chciałabym do tego doprowadzić, myślę, że nie poradziłabym sobie z tą samą świadomością. - ciągnęło ją do Gabriela, nie znała wcześniej takiego uczucia, nie sądziła, że będzie dane jej je poczuć równie silnie w stosunku do innej osoby. Zresztą nie chciała nikogo innego, tylko jego. Był tym, na którego czekała tyle lat, może nie do końca trafiła z oczekiwaniami rodziny, aktualnie jednak się tym zupełnie nie przejmowała. Liczyło się tylko tu i teraz, a na konsekwencje przyjdzie czas.
-Jestem pewna, że nie pożałuję. - nie miała ochoty odrywać swoich ust od jego. Mogłaby tak stać w tym miejscu, w jego objęciach. Nic więcej się nie liczyło, tylko ta bliskość. Chciałaby, żeby zawsze już był gdzieś obok.
- Ty również, nie spotkałam jeszcze kogoś takiego Gabrielu. - oczy jej błyszczały, widać było, że jest szczęśliwa. Ostatnio nie było to częste. Zamierzała przestać przejmować się konwenansami, wszak życie było zbyt krótkie, szczególnie podczas takich niepewnych czasów.
- Niestety, czas już na mnie. Muszę wracać do domu, bo będą się niepokoić. - chociażby chciała, musiała jeszcze się dostosować, nie miała bowiem pomysłu, jak to wszystko rozegrać, była jednak coraz bliższa podjęcia jednej z najtrudniejszych decyzji w swoim życiu.

// zt x 2


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Opuszczona wieża - Page 2 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Opuszczona wieża [odnośnik]01.09.21 10:58
17 stycznia 1958

Wpatrywała się bezmyślnie w horyzont przed sobą, prześlizgując się po okolicy całkiem nieobecnie. Powinna uważać, powinna skupiać się na tym, czy ktoś nie nadchodzi. Wiedziała właśnie, jakie błędy popełniała, ale nie umiała ich przerwać. Zmęczenie ciążyło jej na barkach, miała wrażenie, że jej nerwy coraz mocniej się napinają, a mimo to, nawet w tym miejscu, gdzie panowała cisza i spokój, nie mogła stać w spokoju i nie przejmować się wszystkim. Zmierzała z jednego miejsca do drugiego, ostrożnie wyciągając nóż i podrzucając go w dłoniach. Kochała to ciężkie uczycie stali i drewna pod dłonią, faktu, że trzymała coś co jej ciążyło i co dawało jej siłę w obecnej sytuacji. Nawet jeżeli wszystko się sypało, nawet przy jej problemach nie chciała się zgodzić na bycie bezbronną. Różdżka i nóż zapewniały jej to poczucie, że nawet, jeżeli coś się stanie, będzie miała czym się bronić, albo dzięki czemu wybawić się z problemów…gdyby to było potrzebne.
Trafiła do tego miejsca już wcześniej. Lord Macmillan obiecał jej przekazanie dwóch miejsc, a gdy współpraca się uda to nawet więcej, ale wiedziała, że powinna też liczyć na siebie i działać na własną rękę. Opuszczona i zrujnowana wieża wydawała się idealnym miejscem, chociaż musiała liczyć, że w obecnych czasach każda lokacja była pewnie przeczesywana po parę razy. Musiała poprosić Steffena o pomoc w zabezpieczeniu tego miejsca, a przynajmniej jego części – skrytka byłaby tu idealna i nie wymagałaby aby ktoś fatygował się do miasta i wyglądał podejrzanie przewożąc skrzynie z towarem.
Cisza jednak zapadła, pozwalając, aby odgłosy okolicy zdominowały dźwięk jej oddechu, a pluskanie wody zagłuszyło bicie serca. Dłonią zakryła oczy, zaraz też rozsuwając nieco palce aby spojrzeć po okolicy i dojrzeć na granicy wzroku zbłąkane i czarne sylwetki. Nie cierpiała ich i chciała, aby zniknęli, do tego jednak potrzebowała jeszcze działań ze strony Vincenta, a mimo to…teraz potrzebowała jakiegoś ciepła i zrozumienia. Szkoda tylko, że nie potrzebowała o nie poprosić.
Może więc w zamian za to chciała mieć nieco dla siebie? Odpoczynku, ale też i spotkań z dawnymi znajomymi ze szkoły. Twarze niewidziane od dawna potrafiły napawać nadzieją, a Billy…ciekawa była, jak się zmienił. Zerkał na nią z listów gończych, ale to nie był on. Billy terrorystą? Nigdy w to nie wierzyła. Parsknęła cicho, przestawiając skrzynki w swojej okolicy. Miała teraz parę rzeczy do zabrania i miała nadzieję, że William pozostał tak dobrym lotnikiem, jakim był wcześniej. A może i nawet lepszym?
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Opuszczona wieża [odnośnik]05.09.21 14:07
List od Lavinii był dla niego zaskoczeniem – minęło mnóstwo czasu, odkąd widzieli się po raz ostatni, i w pierwszej chwili nie rozpoznał jej charakteru pisma w skreślonej na pergaminie wiadomości, potrzebując paru sekund na przypomnienie sobie jej twarzy, śmiechu i ogniście rudych włosów migających na boisku, pojawiających się w polu jego widzenia zawsze tuż przed wściekłym furkotaniem nadlatującego tłuczka. Wiedział, że przyjaźniła się z Cillianem, a jej imię od czasu do czasu przewijało się w ich rozmowach, ale w ostatnich latach zwyczajnie nie było im po drodze; on najpierw zajęty był Quidditchem, później – wszystkim innym; ona pływała na statkach – tak słyszał – choć nie miał pojęcia, dokąd; odległe krainy i wyspy rozsiane po morzach zawsze brzmiały dla niego tak samo odlegle, bez względu na to, gdzie nie byłyby zlokalizowane. Jego świat był znacznie mniejszy niż jej – ograniczony do ziemi, na której się urodził i wychował, terenów, z którymi był nierozerwalnie związany; chociaż czasami myślał o wyjeździe, i o tym, że mógłby w ten sposób zapewnić córce życie z dala od widma wojny, to ostatecznie zawsze tę myśl odrzucał – raz już próbował ucieczki – w efekcie wszystko to, czego się bał, zabierając ze sobą; nie mógłby zostawić ich po raz drugi, rodzeństwa, przyjaciół, Hannah; Zakonu Feniksa – z nim także związał się już na zawsze, a noszony na rzemyku pierścień ze starego srebra przypominał o tym łagodnym ciężarem.
Widok wyłaniającej się spomiędzy drzew konstrukcji wyrwał go z plątaniny myśli; dostrzegł kobiecą sylwetkę, nie skierował się jednak w jej stronę od razu, najpierw odbijając nieco w bok, żeby zrobić szeroką pętlę wokół zmarzniętego jeziora – rozglądając się przy tym uważnie, przeczesując spojrzeniem pobielone gałęzie drzew, szukając wśród cieni takich, których nie powinno tam być. To był już odruch, nawyk; sprawdzenie terenu, upewnienie się, że byli bezpieczni – oraz że nikt za nim nie leciał.
Okolica wydawała się pusta i nieruchoma, nie licząc kilku wystraszonych ptaków, które poderwały się do lotu, gdy się do nich zbliżył; zawrócił więc, robiąc ostry zwrot, a później pikując w dół – żeby płynnym ruchem zeskoczyć z miotły tuż nad ziemią, lądując obok rudowłosej kobiety. Wilgotny śnieg ugiął się od jego butami, ale utrzymał równowagę bez trudu, ściskając miotłę w jednej ręce, a drugą poprawiając ciepły szalik zawiązany pod szyją. W miarę, jak robiło się zimniej, dłuższe trasy stawały się coraz bardziej uciążliwe – bo wiejący nieustannie wiatr potrafił przedrzeć się przez każdą warstwę ochronnych ubrań. – Lavi – odezwał się, posyłając jej szeroki uśmiech; nogi ciągnęły go do przodu, a ramiona najchętniej zamknęłyby ją w niedźwiedzim uścisku, przypominając sobie lata, kiedy byli tylko parą Gryfonów, częścią sportowej drużyny, która wtedy wydawała się najważniejsza na świecie – ale ostrożność kazała mu jeszcze zaczekać, poszukać drugiego dna tam, gdzie prawdopodobnie go nie było. – Ślizgon, który w d-d-drugiej klasie zwinął Silly’emu wszystkie książki i rozrzucił je p-p-po błoniach – pamiętasz, co wrzuciliśmy mu do k-k-kociołka? – zapytał, opierając rączkę miotły o bark, żeby móc rozprostować zdrętwiałe od długiego lotu palce; poruszał nimi kilka razy, czekając, aż wróci do nich krążenie – jednocześnie posyłając Lavinii pytające spojrzenie. Ta prawdziwa na pewno pamiętała – i tylko ona, odwet, zakończony widowiskowym wybuchem w pracowni alchemicznej, był ich małą tajemnicą.


I've polished this anger and now it's a knife
William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Opuszczona wieża [odnośnik]07.09.21 9:35
Nie spodziewała się, aby ją pamiętał – minęło w końcu sporo czasu, a ona, w przeciwieństwie do Billy’ego, nigdy nie czuła się związana z tym państwem, opuszczając je gdy tylko miała ku temu okazję, uciekając od miejsca w którym niewiele dobrego ją spotkało i równie niewiele dobrego ją czekało. Tacy jak ona nie mieli zbyt wielkich szans, bez wybitnych pamięci, bez zaplecza rodzinnego czy w ogóle wspierającej rodziny. Wiedziała, że Reggie pomógłby jej bez większego zastanowienia, nie mogła jednak wykorzystać Weasleyowskiej uprzejmości i dobroci by płynąć na niej przez życie. Wybrała więc statki, wybrała, co jej się wtedy wydawało, wolność, teraz zaś już nawet sama nie wiedziała, co to dokładnie było.
Wróciła jednak nie dla siebie i nie dla kraju, bo sentyment nigdy jej tu nie trzymał, ale dla ludzi. Dla przyjaciół. Dla Moorów, Tonksów, Weasleyów, Sproutów…dla wszystkich innych, którzy mogliby potrzebować pomocy, ale nie była pewna, czy sama się w tym odnajdzie. Wydawało się, że zaistniała już jakaś bariera, której nie umiała przebić i ludzie odsuwali się sami, chociaż robiła co mogła, aby tego nie robili. W irytacji przeczesała włosy dłonią, chociaż i tak niewiele im to zaszkodziło, fryzura bowiem napuszyła się jak zwykle, falą rudych loków i za nic nie dawała się ujarzmić, chyba że metamorfomagią.
Świst w powietrzu wydawał się zwracać uwagę, a przynajmniej na tyle, aby mogła się wyprostować i odsunąć, dając Williamowi miejsce na wylądowanie. Od razu też wpatrywała się w niego z zaciekawieniem, zainteresowana, jak lata wojny mogły go wymęczyć i czy jednak nie potrzebowałby pomocy. W tym miesiącu wysłała na tyle zapasów na ile mogła Tonksom, wiedząc, że przyda im się to w momencie kiedy kolejny z nich trafił na listy gończe. A ona w końcu mogła jakoś pomóc. Cillian pisał co prawda tylko o papierosach, ale może lepiej aby też coś im wysłała w kolejnym miesiącu. Robiło się tego sporo, ale to już jej nie dziwiło.
- Billy! – Starała się nie krzyczeć z ekscytacji na jego widok, ciesząc się z jego obecności, ale zaraz też uśmiechając się kiedy podekscytowany szept wyrwał się z jej ust. Zaśmiała się, kiedy wspomniał o zdarzeniu ze szkoły, nie spodziewając się, że to jeszcze zostało w jego pamięci.
- Naprawdę pamiętasz jak wrzuciliśmy fajerwerki to kociołka Sledgera? Matko, byłam paskudna w tej szkole! – zaśmiała się, już bez ogródek podchodząc do Moora i przyciskając go do siebie, oddychając z radością, że pojawił się na miejscu. – Wszystko w porządku? Droga nie była zbyt ciężka?
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Opuszczona wieża [odnośnik]23.09.21 0:54
Oczywiście, że pamiętał – a przyciszony, podszyty podekscytowaniem głos, który rozległ się w otaczającej ich przestrzeni, tylko dodatkowo ściągnął jego myśli do minionych dni, w większości zapomnianych, choć nie do końca; wypełnionych radosnymi okrzykami i tupotem kilku par rzucających się do biegu stóp, marzeniami snutymi nad słonecznym brzegiem jeziora, świstem powietrza w uszach, gdy rzucał się w pogoni na złotym zniczem, przekonany, że schwytanie go przed szukającym przeciwnej drużyny stanowiło prawdziwą kwestię życia i śmierci. Uśmiechnął się, częściowo w reakcji na tę niespodziewaną falę wspomnień, częściowo – w odpowiedzi na otaczające go bezceremonialnie ramiona. – Jak mógłbym zap-p-pomnieć? Pamiętasz, jak wyglądał? Całe czoło miał osmalone, z dwóch b-b-brwi zrobiła mu się jedna – odpowiedział wesoło, już bez większego zawahania odwzajemniając uścisk; pozwalając sobie jednocześnie na oddech ulgi, przyjęcie do wiadomości faktu, że Lavinia była cała i zdrowa. – I nie byłaś wcale p-p-paskudna, zasłużył sobie – dodał, tak teraz, jak i wtedy święcie przekonany, że wymierzenie stosownej kary za krzywdę wyrządzoną jego najbliższym nie było niczym dziwnym ani nieodpowiednim.
Cofnąwszy się o krok, rozejrzał się dookoła, jakby starając się zrozumieć, jakie zadanie przyszykowała dla niego czarownica; póki co trudno mu było zgadnąć. – Ciężka nie, ale jest zimno jak d-d-diabli – odpowiedział, przytakując lekko na znak, że wszystko było w porządku. Nie było – informacje o kolejnych porażkach docierały do nich ze wszystkich części kraju, następni z jego przyjaciół trafiali na drukowane przez przeklęte ministerstwo listy gończe, a im robiło się chłodniej, tym trudniejsza stawała się sytuacja zarówno w Oazie, jak i na półwyspie – ale przez ostatnie tygodnie nauczył się unikać bezpośredniej odpowiedzi na to pytanie prawie bezwiednie, odruchowo; starając się skupiać na tym, co rzeczywiście było w porządku – nawet jeśli ta lista wraz z każdym tygodniem stawała się krótsza. – A ty? Nie miałaś żadnych p-p-problemów? – zapytał, ponownie przenosząc spojrzenie na Lavinię; zmarszczył czoło, ściągając brwi ku sobie i przez moment mnąc w ustach następne słowa. – Nie wiedziałem, że jesteś w k-k-kraju – dodał powoli, tak naprawdę mając na myśli: nie powinno cię tu być. Powinna była uciekać jak najdalej, wykorzystać fakt, że mogła; tu nie czekało jej nic dobrego – oprócz kolejnych bitew i walki, w którą zdecydowała się zaangażować, choć przecież nie musiała.
Ale kim był, żeby mówić komukolwiek, co było dla niego właściwe? – No więc? – zagadnął po chwili, zacierając dłonie w geście oznaczającym, że był gotów do zabrania się do pracy. Od stania w miejscu robiło mu się zresztą zimno, chętnie by się ruszył; potrzebował jedynie wskazówki – dokąd. – Co dziś r-r-robimy? Twój list niewiele zdradzał – zauważył, posyłając jej pytające spojrzenie. Bez zdziwienia czy dezaprobaty, przelewanie na papier istotnych informacji już dawno przestało być rozsądne i bezpieczne – choć na co dzień starał się nad tym nie zastanawiać, zwyczajnie akceptując fakt, że chwile zawahania, w których niepewna dłoń zawisała przed skreśleniem kolejnego słowa na pergaminie, na dobre weszły już do ich rzeczywistości.


I've polished this anger and now it's a knife
William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Opuszczona wieża [odnośnik]26.09.21 1:42
Wiedziała, że to co minęło, nie będzie już możliwe do odzyskania – nie przez to, że czasy zastały ich takie, a nie inne, ale również przez fakt, że każde z nich przeszło swoją drogę. Niewiele wiedziała o tym, jak działał Billy (czy też lepiej było powiedzieć, że tę opowieść znała bardziej z listów od Cilliana niż z życia, nie dlatego, że nie interesowała się Moorami, ale ciężko było być na bieżąco bez regularnej korespondencji), ale sama wiedziała, że w niej również zaszła różnica. I że ta różnica nie była dostrzegalna na pierwszy rzut oka, a tak krótkie spotkanie nie mogło sprawić, aby poznali siebie całkowicie. Musiała więc trzymać tego, co w nim dobre i co wspomniała. Teraz zaś, trzymając go w ramionach przez tę krótką chwilę, mogła się po prostu cieszyć. Szczerym, dziecięcym, naiwnym uczuciem.
- Pamiętasz, jak wylałam całą butelkę atramentu na głowę lady po tym, jak nauczyłam się rzucać kameleona? – Zachichotała cicho, odsuwając się i dając mu przestrzeń, pilnując jak tylko mogła, by nie drażnić go zbytnio, bo wiedziała, że towarzystwo jej mogło być przytłaczające. Zaraz też przyjrzała mu się jeszcze uważniej od góry do dołu, szukając śladów…sama do końca nie miała pojęcia, jaki śladów, ale czegoś, co mogło jej powiedzieć nieco więcej o Billym. I o tym, czy nie trzeba by mu było pomóc w jakiś sposób, którego głośno nie sprawdzał.
- Czy potrzebujesz może jakiegoś futra albo czegoś ciepłego? Mogę zapytać po znajomych w handlu, czy nie mają na zbyciu coś odpowiedniego, więc jeżeli byś potrzebował, to zawsze mogę znaleźć kontakt do kogoś. Albo wykorzystać swoje inne zdolności… - W sumie i tak miał się dowiedzieć dzisiejszego wieczoru, na czym dokładnie polegała jej praca, więc nie było sensu woalować to pięknymi i pustymi słowami, które na dłuższą metę nie pokrywały się z rzeczywistością.
- Jestem bezdomną rudą żeglarką Billy, nie wiem czy w moim wypadku nie da się nie mieć kłopotów. Ale droga jest zawsze dla mnie czymś naturalnym. – Podrapała się lekko po policzku, nie chcąc wpędzić go w zakłopotanie, ale jak zawsze mówiąc o wszystkim, co jej ślina na język przynosiła. Musiała jakoś to opanować, bo ponowne wpędzanie swoich rozmówców w zaniepokojenie i zmęczenie weszło jej w nawyk. Szybko postanowiła zmienić temat, odsuwając się jeszcze bardziej i podchodząc do skrzynek ustawionych w kącie.
- Potrzebuję przetransportować parę rzeczy. Musimy obskoczyć parę miejsc w hrabstwie, będą też musiała cię poprosić, abyś dostarczył odpowiednio pomniejszony towar do lorda Macmillana…chyba, że masz jakieś pokrewne kontakty, do kogo mogłoby to trafić, ale wolałabym osobiście. O ile masz na to siłę, ale nie znam lepszego lotnika od ciebie. A to są towary z przemytu, oczywiste więc, że łatwiej będzie, aby trafiały bezpośrednio. Nic niebezpiecznego, tylko trudniej dostępne leki dla ludzi, ale nie powinno to wpaść w niepowołane ręce, a nawet jeżeli lokacje są zabezpieczone, cóż…przezorny zawsze ubezpieczony. – Potarła jedną dłonią o drugą, zastanawiając się, czy powiedziała wszystko na czym jej zależało, czy coś jednak pominęła.
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Opuszczona wieża [odnośnik]12.10.21 18:00
Zaśmiał się – kiwając głową na znak, że pamiętał, choć incydent, o którym wspomniała Lavinia, majaczył w jego pamięci raczej mgliście, zlewając się z całą mozaiką innych, mniej lub bardziej wyraźnych. Lubił je czasami wspominać – przy kubku gorącej herbaty albo trzaskających płomieniach kominka, w chwilach, w których wciąż jeszcze zdarzało mu się czuć bezpiecznie; choć nie zdawał sobie z tego do końca sprawy, używał tych wspomnień i obrazów do wyparcia innych, zalewających jego umysł częściej niż byłby skory przyznać, świeższych; naznaczonych rdzawym odorem krwi i strachu, wilgoci gromadzącej się na pokrytej grubą warstwą brudu posadzce, ludzkiego nieszczęścia, śmierci, szelestu czarnych szat i świstu oddechu, razem z ciepłem wysysającego z powietrza całą nadzieję i radość. Chciał wierzyć, że zostawił to za sobą – Azkaban, przede wszystkim, ale też pogrążoną w półmroku polanę, i niewielki pokój, w którym po raz ostatni spotkał znienawidzonego szmalcownika – ale były momenty, w których wydawało mu się, że to wszystko przywarło do niego już na zawsze, brudząc skórę fantomowymi smugami; tak jak teraz – gdy wyłapywał badawcze spojrzenie czarownicy, nie potrafiąc nie zastanawiać się, co takiego widziała, patrząc na jego twarz, sylwetkę, dłonie. Cofnął je instynktownie, sięgając karku i drapiąc się po nieistniejącym miejscu gdzieś na szyi, odruchowo odwracając spojrzenie, a w myślach szukając czegoś – czegokolwiek – co mógłby powiedzieć, żeby odwrócić od siebie uwagę.
Nie zdążył, słowa Lavinii zmusiły go, żeby ponownie na nią spojrzał, uśmiechając się z lekkim zakłopotaniem. Jeszcze do tego nie przywykł – do ludzi proponujących mu bezinteresowną pomoc, tak po prostu, bo mogli. – Mam wszystko, czego mi p-p-potrzeba – odpowiedział, wahając się jednak na ostatnich sylabach – ale jeśli t-t-trafiłyby ci w ręce jakieś ubrania dla dzieci… albo po p-p-prostu mniejsze, takie, które mogłyby p-p-pasować na siedmiolatkę, to chętnie bym je odkupił – dodał, nie pytając o to, kim byli tajemniczy znajomi Lavinii. Podejrzewał, że innymi żeglarzami – lub handlarzami, którzy transportowali swoje towary na statkach. – Dla córki – doprecyzował po chwili. Trixie co prawda obiecała mu już pomoc z uszyciem płaszcza na zimę dla Amelii, ale sama Amelia rosła jak na drożdżach – potrzebowała też innych rzeczy, sukienek, swetrów, butów; czułby się niezręcznie zrzucając wszystko to na jedną osobę, zwłaszcza, że Trixie pomagała też mieszkańcom Oazy.
Nie masz się gdzie z-z-zatrzymać? – zapytał z troską, wyłapując tę informację spomiędzy wierszy; spojrzał na Lavinię pytająco, mówiła o tym tak lekko – ale wiedział przecież doskonale, jak smakował brak stałego dachu nad głową. Kiedy wrócił do kraju, prawie rok wcześniej, też nie miał się gdzie podziać – i wciąż nie wiedział, jak wtedy poradziłby sobie, gdyby nie Oaza; maleńka chata może i nie opływała w luksusy, ale pomogła mu stanąć na nogi.
Nie oponował, kiedy płynnie przeszła do innego tematu, odnotowując jednak w pamięci, żeby spytać o jej sytuację Cilliana; podejrzewając, że nie tylko mógł wiedzieć na ten temat więcej, ale też prawdopodobnie był kimś, od kogo upartej czarownicy łatwiej byłoby przyjąć pomoc. – Chcesz zabrać to w-w-wszystko za jednym razem? – zapytał, przyglądając się skrzyniom, a później przykucając przy nich; chwytając za jedną z nich i unosząc nieco, żeby zważyć ją w dłoniach. Była ciężka. – Jeśli zmniejszymy ich ciężar, t-t-to możemy p-p-przymocować je z tyłu, na miotle. Przedmioty w środku m-m-muszą być tylko równo rozłożone, żeby całość nie p-p-przeważała na żadną stronę – powiedział, sprawdzając po kolei wszystkie kolejne skrzynie; działał przy tym bez zastanowienia, prawie mechanicznie – przez ostatnie miesiące odbył już wystarczająco dużo kursów, żeby takie przygotowania weszły mu w krew; z każdym kolejnym uczył się czegoś nowego, głównie na własnych błędach. – Gdzie dokładnie chcesz je d-d-dostarczyć? Jeśli masz jakąś mapę, m-m-możemy zaplanować od razu t-t-trasę, żeby nie wracać się za każdym razem do p-p-punktu zero, ani cofać bez sensu – zapytał, unosząc na Lavinię spojrzenie. – Przesyłkę do P-p-puddlemere dostarczę osobiście, to żaden problem – przytaknął. Był tam prawie codziennie.


I've polished this anger and now it's a knife
William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Opuszczona wieża [odnośnik]17.10.21 12:08
Lubiła swoich znajomych i przyjaciół właśnie w takich chwilach – uśmiechów, które mogły wybrzmiewać beztrosko, chociaż przez moment wyłuskując z siebie całe zmartwienie i smutek. Wiedziała, że Billy miał ich sporo, a zawiśnięcie na plakacie zdecydowanie nie pomagało w obecnym życiu i przetrwaniu. Może niekoniecznie mogła postawić się na miejscu Moora – w sumie na pewno nie mogła się postawić na jego miejscu, gdyż przeszedł przez tyle, że nie umiałaby sobie tego wyobrazić gdyby tylko o tym wiedziała – ale wiedziała, jak to jest chować się po kątach, jak to ciężko jest znaleźć miejsce dla siebie, jak problematyczne było czasem zdobywanie jedzenia. Ostatnimi czasy zaczęła żałować, że w ogóle ujawniła się jako kobieta na statku, decyzja, którą wykonała bardziej impulsywnie niż z przemyślenia, licząc, że zdejmie to z niej ciężar chowania się i udawania kogoś, kim nie jest. Gdyby pozostała mężczyzną, być może teraz grałaby skrzypce pierwszego oficera, a dzięki temu miałaby o wiele lepsze zarobki i mogłaby swoim przyjaciołom dostarczać lepsze produkty i więcej jedzenia. Głupia była, ale za idiotyzm też się płaciło.
Dla Williama jednak miała teraz jedynie ciepły uśmiech, odbijający się w jej niebieskich oczach dość wyraźnie, oraz zadanie. Miała nadzieję, że żadne z nich dziś nie zawiedzie zaufania, które położone w nich było przez ród Macmillan, a zamiast tego uda im się wykonać chociaż część z dzisiejszej trasy. Nie miała bladego pojęcia, do jakich lotów przyzwyczajony był Billy – chociaż lotnikiem był dobrym, to na pewno! – oraz jak dopisze im pogoda i ile tak naprawdę miał czasu, który mógł jej tu poświęcić, dlatego przygotowała parę tras, z których wykonanie chociaż jednej dzisiaj uzna za sukces.
- Oczywiście, że rozejrzę się za ubraniami. Wiem, gdzie ostatnio była dostawa, a także odświeżaliśmy kontrakt z jedną firmą, powinnam móc coś załatwić. Pozostawię to w jednym z miejsc, jak będziesz mieć chwilę to wpadniesz po paczkę, bo nie sądzę, aby nawet przy pomniejszeniu udało się zabrać wszystko. W razie gdybyś potrzebował coś jeszcze, to daj mi znać. – Nie mówiła mu oczywiście, że planowała już wysłanie paczki z paroma produktami, nawet jeżeli zarzekał się, że nic mu potrzebne nie jest. Nie wyglądał na tyle przekonanego, a wiedziała, że po prostu czasem ciężko było się przemóc i poprosić o pomoc. Niektórzy nie umieli, inni nie chcieli być ciężarem.
- Tak? Nie? Mam znajomych i miejsce u rodziny, ale mam też dość niebezpieczną pracę. O ile nie będzie to dom w pełni obłożony pułapkami i zaklęciami, to chyba będę musiała wybierać momentami pustostany. Cóż, uroki życia. – Nie wydawała się jakoś rozpaczać z tego powodu, wiedząc, że w wielu wypadkach sama zadecydowała o takim a nie innym stanie rzeczy. Uśmiechnęła się pocieszająco, wiedząc, że nie było to zmartwienie jego na ten moment. Powinien zająć się swoją rodziną.
Obserwowała go ostrożnie, dając mu przestrzeń i nie przeszkadzając, bo wiedziała, że potrzebował przestrzeni i nie stania mu nad głową.
- Wszystko jest już odpowiednio rozłożone. Jeżeli damy radę zabrać wszystko na raz, będzie niesamowicie, ale z drugiej strony wiem, że może być ciężko, dlatego spokojnie, oceń, ile dasz radę nawet przy pomniejszemu. Mam trasę. – Z torby wyciągnęła złożoną mapę, rozkładając ją i pokazując zaznaczone różnymi kolorami, wyznaczając w zależności od tego, jak mogła.
- Najkrótsza trasa, jaką możemy zrobić to Liskeard, Wadebridge i potem Puddlemere, najdłuższa zaczyna nas w Liskeard, potem do St. Austell, potem Turo, następnie Helston i Penzance na samym końcu, a w drodze do Puddlemere Reduth, Perrranporth i Waderbridge. Możemy też podzielić te trasy jakbyś chciał wykonać cześć z nich w późniejszym terminie, jeżeli Anthony nie miałby nic przeciwko, w końcu to towar dla niego. Do końca miesiąca musze rozdzielić wszystko albo przekazać to do odpowiednich punktów, ale nie musisz poświęcać się temu całkowicie jeżeli masz już inne zobowiązania.
Były różne możliwości poruszania się po drodze, dlatego nie chciała wykorzystywać Willa, nawet jeżeli w sumie to była częściowo jego praca.
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Opuszczona wieża [odnośnik]31.10.21 20:12
Nie lubił prosić o pomoc. Nie dlatego, że w jakiś sposób godziło to w jego dumę – chociaż i w tym kryło się z pewnością ziarno prawdy, wyrastające na przekonaniu, że miał sporo błędów do odpracowania – ale głównie ze względu na świadomość, że tak, jak wojna nie oszczędziła jego i jego rodziny, tak też nie oszczędzała nikogo. Większość ludzi, których spotykał na drodze – przyjaciół, ale i nieznajomych, czarodziejów, którzy zatrudniali go do pomocy przy drobnych remontach i tych, którym dostarczał oznakowane specjalnie paczki – borykała się z własnymi problemami; nawet jeśli przyznawali się do nich rzadko, zakrywając cierpienie życzliwym uśmiechem, to z czasem nauczył się je dostrzegać: w pionowych bruzdach wyrytych na zmarszczonym czole, w spojrzeniach zatrzymujących się bezwiednie na ramkach z ruchomymi fotografiami, w tęczówkach przesłoniętych niewidoczną warstewką smutku. Nie pytał ich o to – nie chcąc wyciągać na wierzch zakopanych głęboko koszmarów, ale też starał się przede wszystkim nie stanowić dodatkowego ciężaru, powtarzając sobie, że on jeszcze nie miał tak najgorzej; a odkąd wraz z córką i rodzeństwem zamieszkał w Irlandii, na obcej niegdyś ziemi odnajdując okruchy spokoju i bezpieczeństwa, zdarzały mu się momenty – jaśniejsze plamy słońca przedzierającego się przez gęste chmury – kiedy wydawało mu się, że czuł się szczęśliwy.
Dziękuję – odpowiedział szczerze, odpowiadając jej ciepłym i pełnym wdzięczności uśmiechem. – Ty t-t-też – gdybyś czegoś p-po-potrzebowała – nie wahaj się odezwać – dodał, z głosem pobrzmiewającym szczerością; bez fałszywej uprzejmości. – Mamy też wolny p-p-pokój gościnny, jeśli kiedyś wiatr p-p-przywiałby cię do Irlandii – rzucił, nie naciskając już na kwestię zamieszkania, ale pozostawiając zaproszenie otwarte – w razie, gdyby Lavinia któregoś dnia zechciała (lub była zmuszona) z niego skorzystać. Zdawał sobie sprawę, że była raczej wolnym duchem, ale nałożone przez Justine zaklęcia sprawiały, że ich dom w górach Derryveagh był tak bezpieczny, jak tylko mógł być; a nawet gdyby tak nie było – wątpił, by jej obecność stanowiła dla nich większe zagrożenie niż fakt, że jego twarz znajdowała się na wystawionych przez ministerstwo listach gończych.
Zobaczymy, co da się z-z-zrobić – odparł, pochylając się nad skrzyniami i chwytając za boki najpierw jedną z nich. Była ciężka, ale na tyle poręczna, że zawieszenie jej na miotle nie powinno sprawić żadnych problemów. – Dobra, zacznijmy od t-t-tego. Masz jakąś linę? – zapytał, rozglądając się, a w międzyczasie wyciągając różdżkę z wewnętrznej kieszeni kurtki. – Libramuto – mruknął, stukając lekko końcem różdżki w wieko skrzyni – po krótkotrwałym drżeniu drewna orientując się, że zaklęcie zadziałało dokładnie tak, jak powinno. Odkąd został kurierem, jego używanie weszło mu w nawyk, przychodząc z coraz większą łatwością i naturalnością.
Przyciągnąwszy do siebie linę, zaczął owijać nią skrzynię, przeciągając ją pośrodku wszystkich boków; najpierw wzdłuż dna, później wszystkie końce krzyżując wreszcie na samej górze i łącząc ze sobą silnym węzłem. – Przywiążemy ją na środku m-m-miotły. Na początku uwiązywałem je z tyłu, ale przy m-m-mocniejszym wietrze za bardzo ją wtedy zn-n-nosi – wyjaśnił, przywołując do siebie miotłę, a później pozwalając jej lewitować na wysokości mniej więcej metra nad ziemią. – Co tam jeszcze mamy? – zapytał, kilka razy szarpiąc za końce węzła, żeby upewnić się, że był wystarczająco wytrzymały.
Wagę kolejnych pakunków zmniejszył jeszcze kilkakrotnie, jutowe worki dowiązując do boków skrzyni, a resztę przymocowując na górze – tak, by znajdowały się za plecami Lavinii, która miała lecieć za nim jako pasażerka. Pracując nad równomiernym rozmieszczeniem towarów, przez cały czas słuchał uważnie słów czarownicy, kiwając głową i starając się umiejscowić w przestrzeni wymieniane przez nią miejsca. Długa trasa brzmiała jak wyzwanie, ale przy dobrej pogodzie mieli szansę ją pokonać. – A więc tak czy inaczej lecimy n-n-najpierw do Liskeard – podsumował, prostując się i otrzepując o siebie dłonie. – Odłóżmy decyzję o d-d-dalszej trasie do czasu, aż tam dotrzemy. Jeśli nie dopadnie nas żadna śnieżyca, odbijemy na p-p-południe. – Do St. Austell. – Co ty na to? – zapytał, ostateczną decyzję pozostawiając jej.
Zanim ruszyli, sprawdził raz jeszcze, czy utrzymująca pakunki konstrukcja nie była w żadnym miejscu zbyt luźna, a później przełożył pewnie nogę przez miotłę, czekając, aż Lavinia usiądzie za nim. – Możemy? – zapytał, odwracając się przez ramię; z tej pozycji nie widział jej twarzy, zaczekał więc a na odpowiedź – a później ostrożnie, na uwadze mając dodatkowy ciężar w postaci towarów, odepchnął się stopami od ziemi, przez pierwszych kilka metrów wznosząc się bardzo powoli – starając się wyczuć miotłę i to, jak zachowywała się pod takim obciążeniem. Dopiero później pochylił się do przodu, łagodnym łukiem zawracając ich we właściwym kierunku i obierając kurs na pierwsze z miejsc na liście.

| Co nas czeka na miejscu?

1 – Jest piękna pogoda, śnieg skrzy się w słońcu, a niebo jest bezchmurne; dobra widoczność sprawia, że nie mamy problemu z rozeznaniem się w terenie, ale i jesteśmy łatwo dostrzegalni.
2 – Im bliżej jesteśmy celu, tym gęściej z nieba sypią grube, pozlepiane płatki śniegu; docierając do pierwszej kryjówki, mamy już mokre włosy i ubrania oklejone topniejącym śniegiem.
3 – Im wyżej się wzbijamy, tym silniejszy wieje wiatr; gwałtowne podmuchy raz po raz spychają nas z kursu, a zawiązane na dole paczki chwieją się groźnie na boki.



I've polished this anger and now it's a knife
William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Opuszczona wieża [odnośnik]31.10.21 20:12
The member 'William Moore' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczona wieża - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Opuszczona wieża [odnośnik]04.11.21 19:42
Nauczyła się wiele – od momentu przyjścia na świat musiała nastawiać się na przetrwanie. Starała się pomagać tym jeszcze słabszym, ale kiedy niewiele się mogło, efekt był znikomy. Właśnie dlatego robiła co w jej mocy, kiedy przychodziło do realnych efektów. Kiedy więc nie mogła spędzić nocy na statku -musiała szukać schronienia na własną rękę. Kiedy nie mogła danego dnia zjeść obiadu – musiała pomyśleć o ewentualnych resztkach, które ludzie wyrzucali na śmietnik. Wszystko, aby przetrwać i wszystko, aby dać sobie jakoś radę. Była przygotowana na takie czasy o wiele lepiej niż ci, którzy do tej pory wiedli porządne i normalne życie…jakkolwiek tę normalność chciałoby się zdefiniować. Dlatego mogła zrobić to co potrafiła i dać ludziom o wiele więcej szans na przetrwanie. W tym także rodzinie Billy’ego, bo samemu łatwiej dawało radę się wdrożyć w takie procesy.
- Dziękuję, Billy. – Uśmiech, który mu posłała, był wyjątkowo ciepły, a dodatkowe klepnięcie go w ramę miało go jakoś zapewnić o tym, że wszystko było w porządku. – Będę o tym pamiętać, ale najpierw praca, potem przyjemności.
Przeniosła się bliżej skrzyń, sięgając po linę i rzucając ją w kierunku Moora. Przynosiła kolejne pakunki, z fascynacją obserwując, jak sprawnie wiąże wszystko. Wiedziała, że zawsze był bardzo dobrym lotnikiem, ale od tego momentu rozumiała też, że częściowo poświęcił swoje działania Macmillanom – częściowo, bo chyba zajmował się czymś jeszcze. Zawsze jednak kochała to, jak niektórzy sprawnie potrafili działać, zwłaszcza pod presją, a wypracowane przez nich systemy były sprawne i nie nastręczały większych wątpliwości co do tego, czy dana osoba była prawdziwym zawodowcem.
- Parę paczek, mam nadzieję, że nic nie stracimy po drodze. – Ostrożnie złapała linę, pozwalając też sobie na pomoc Williamowi, sprawnie wiążąc każdy z kolejnych węzłów, uśmiechając się kiedy tylko mogła. Było to…w jakiś sposób niesamowite i sprawne, gdy tylko to robiła. Lata pływania na morzu i związywania węzłów zdecydowanie sprawdzały się teraz i w jakiś sposób było to dziwne, że tak łatwo przychodziły jej czynności z innego zakresu. Zazwyczaj działała w dość specyficznych dziedzinach.
- Dobrze, zobaczymy w trasie. Wiem, że ciężko się komunikować w powietrzu w nieznany warunkach, jeżeli będę ci potrzebowała coś powiedzieć, to klepnę cię lekko w kark, jak będziemy musieli się zatrzymać, to zrobię to trzy razy. – Kark wydawał się lepszym miejscem niż ramię, bo to otulone cieplejszym płaszczem mogło nie dawać takiego samego odczucia. Usiadła za nim, uśmiechając się lekko do siebie – póki co nie siedziała na morzu, pozostawiając wodę dla powietrza - łapiąc się mocno Williama. Wierzyła w dobre prowadzenie miotły, ale wolała nie mieć spotkania z gruntem przy pierwszej lepszej okazji.
Na szczęście nie musiała się bać – lot z nim wydawał się póki co wprost obfitować w szczęśliwe wydarzenia, obecnie w dobrą pogodę. Kto wie, może Billy przynosił szczęście innym i zawsze warto go było mieć ze sobą? Była w stanie w to uwierzyć, Moory zawsze sprawiały, jakby ich towarzystwo było kojące. W wyjątkowym jak na nią milczeniu obserwowała chmury i okolice, wzdychając cicho kiedy odchyliła głowę, pozwalając aby jej włosy rozwiane były nieco bardziej.
Wylądowali na dachu małego budynku, położonego gdzieś na obrzeżach miasteczka – niewielu ludzi się tu zapuszczało, a sama budowla sprawiała wrażenie takiej, która zawalić się miała lada chwila. Stawiała jednak pewnie stopy na jej powierzchni, nie martwiąc się tym zbytnio, wiedząc, że da sobie radę. Była już w tym miejscu, zwinnie więc poruszała się po okolicy.
- Zróbmy tak, że ja będę odbierać paczki i wymieniać je z tymi, które mam tutaj. Będzie to szło szybciej, niż samo działanie. Powiedz mi tylko, jak widzisz nasze perspektywy? Damy radę dłuższą trasę póki co? – Odwiązywała paczki, otwierając wejście na dach i ustawiając wszystko w środku, ostrożnie wymieniając to z nowymi rzeczami – złapała nowe paczki, podstawiając je Billyemu do zmiany ich wagi, dopiero potem dołączając do niego aby móc wszystko przymocować. – Będziesz w stanie powiedzieć Macmillanowi jaką konkretnie trasę obraliśmy? Czekają mnie jeszcze inne obowiązki, ale zajmę się po tym tymi miastami. – Dawała sobie radę póki co, ale jeżeli będzie potrzebna jej pomoc albo miejsc będzie za duża, będzie musiała o tym porozmawiać z Anthonym. Przyda się parę dodatkowych osób do pomocy.
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Opuszczona wieża [odnośnik]11.12.21 16:23
Odnajdywał w tym jakiś spokój – w przebiegającej w ciszy pracy, linie przesuwającej się gładko pod palcami, znajomym ciężarze dźwiganych z miejsca na miejsce pakunków; unoszący się w mroźnym powietrzu zapach drewnianych trocin i pasty Fleetwooda mgliście kojarzył mu się z domem – i czymś jeszcze, z cichym wnętrzem zamkniętego na cztery spusty sklepu na ulicy Pokątnej. Uśmiechnął się bezwiednie, mocniej pociągając za jeden ze sznurów, żeby upewnić się, że stworzona z niego uprząż nie miała puścić w locie; gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mu, że tak będzie wyglądać jego przyszłość – że będzie latał nad ogarniętymi wojną hrabstwami, a nie wypełnionym wiwatami boiskiem – zapewne by w to nie uwierzył. Dziś nie wierzył już z kolei, że powrót do przeszłości był możliwy; że kiedykolwiek przestanie oglądać się przez ramię – że przyjdzie dzień, w którym zdejmie z domu ochronne zaklęcia, bo zwyczajnie nie będą już potrzebne. – Co to za węzeł? – zapytał nagle, orientując się, że od paru sekund przyglądał się tkwiącej w dłoniach Lavinii linie; przekrzywił głowę, starając się z pamięci odtworzyć jej ruchy, ale zgubił się gdzieś w połowie. Zastanawiał się, czy nauczyła się go na statku – w trakcie jednej z tych odległych podróży, kończących się w miejscach, których nie potrafił sobie nawet wyobrazić.
W p-p-porządku – przytaknął, zgadzając się z zaproponowanym przez czarownicę systemem komunikacji, choć wyglądało na to, że póki co miał być niepotrzebny – bo gdy tylko wzbili się ponad drzewa, żeby po pierwszych chwiejnych metrach wylecieć na otwartą przestrzeń, zza gęstych do tej pory chmur wychyliło się nieśmiało słońce, a niebo zaczęło się stopniowo oczyszczać, miejscami pokazując nawet skrawki niewidzianego dawno błękitu. Wiatr, wysoko w powietrzu wiejący niemal nieustannie, był zimny, ale niezbyt uciążliwy – sprawiając, że Billy prawie miał ochotę polecieć dłuższą trasą, byle tylko nie musieć jeszcze lądować. Nie zrobił tego, z uwagi na przezorność obierając kurs prosto na pierwszy oznaczony na mapie punkt, podczas przelotu ponad polami ani na moment nie tracąc też czujności; wiedział, że idealna pogoda dla nich była jednocześnie idealną pogodą dla wszystkich innych – a chociaż szmalcownicy na terenie półwyspu pojawiali się rzadko, a już na pewno rzadko działali otwarcie, to nie brakowało tu obecnych wszędzie grup mugoli i czarodziejów, którzy w walce o przetrwanie atakowali każdy transport, na jaki udałoby im się natrafić.
Tym razem mieli jednak szczęście; zniżył lot, w międzyczasie wykonując łagodną pętlę nad okolicą, żeby z jednej strony upewnić się, że nie śledziły ich żadne wrogie spojrzenia, a z drugiej – unikając tym samym mocniejszego pochylania miotły w dół. Pakunki, choć zaczarowane, wciąż były dosyć ciężkie, silnie reagowały więc na każdą zmianę kierunku; trzeba było bardzo uważać, żeby nie wprawić ich w kołysanie, a tym samym nie pozbawić całości równowagi. – To tutaj? – upewnił się, kiedy zawisnęli na moment ponad dachem zniszczonego budynku, który wyglądał, jakby mógł w każdej chwili zarwać się pod ich ciężarem; czubki skórzanych butów musnęły drewnianą belkę, a on sam instynktownie odwrócił się przez ramię, czekając na potwierdzenie i dopiero później ostatecznie lądując na konstrukcji – w miejscu, które wydawało się najwygodniejsze. – Dobra. P-p-pomogę ci tylko z tym – zgodził się, zsuwając się sprawnie z miotły, a później przykucając, żeby pomóc Lavinii odwiązać wskazane przez nią paczki. Nie był do końca pewien, na czym polegała cała ta wymiana – ani kto miał później odebrać to, co zostawią – ale nauczony doświadczeniem o to nie pytał; ufał Macmillanom, poniekąd ufał też samej czarownicy – wierzył więc, że cokolwiek transportowali, miało finalnie trafić we właściwe ręce. – Póki co nie zanosi się na załamanie p-p-pogody, więc leciałbym dłuższą – nie wiadomo, kiedy następnym razem t-t-trafi się taki dzień – odpowiedział, prostując się i pocierając bezwiednie łuk brwiowy; jednocześnie przyglądał się, jak kobieta odkładała paczki wewnątrz kryjówki, wyciągając z niej kolejne – której odebrał od niej bez słowa, odruchowo wyciągając różdżkę, żeby zająć się przygotowaniem ich do transportu. – Jasne, p-p-przekażę mu wszystko – przytaknął; latał nad tymi terenami od dłuższego czasu, znał je więc już całkiem dobrze – a nazwy charakterystycznych punktów i miasteczek wryły mu się w pamięć wystarczająco mocno, by był w stanie wskazać na mapie pokonaną trasę. – Jak właściwie t-t-trafiłaś do Macmillanów? – zapytał z zainteresowaniem, znów przykucając, żeby przymocować do lewitującej miotły nowe paczki; przez chwilę lustrował wzrokiem to, co już się pod nią znajdowało, szukając najlepszego miejsca do umieszczenia nowego obciążenia. Kiedy się zdecydował, przyklęknął na jedno kolano, ostrożnie wsuwając pakunek, a później zabierając się na wiązanie kolejnych węzłów. – No, powinno być w p-p-porządku. Czego szukamy w St. Austell? – zapytał, pamiętając, że to był kolejny punkt dłuższej wersji trasy.


I've polished this anger and now it's a knife
William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Opuszczona wieża
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach