Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Zapomniana wioska
AutorWiadomość

Zapomniana wioska

Kto tu mieszkał? Kiedy dokładnie tajemnica tego miejsca zaginęła w pamięci mieszkańców Devon? Ciężko powiedzieć, nikt bowiem nie zna odpowiedzi na te pytania. Dokumenty o wiosce pewnego dnia po prostu zaginęły, a razem z nimi chociażby wiedza na temat nazwy, jaką nosiła. Szepty głoszą, że miejsce to zostało zrównane z ziemią w odwecie za bezpodstawne procesy czarownic prowadzone w przeszłości, ale nie istnieje żaden sposób, by domysły te potwierdzić. Dziś wioska to ledwie kilka drewnianych konstrukcji zdominowanych przez przyrodę. Dachy porasta trawa, niektóre z domów osunęły się częściowo pod ziemię, a dawne forum, na którym zbierali się mieszkańcy, to zlepek kilku kamieni pokrytych mchem.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zapomniana wioska Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

przychodzę stąd

Był tu kiedyś na wycieczce. Na biwaku parę mil dalej, w tamtym lesie. Słońce było już znacznie wyżej, daleko też było temu miejscu do miasteczka Liskeard. Nie tylko ze względu na bydło, a przede wszystkim na zagęszczenie ludzi. Tam też nie można było mówić o tłokach, ale tutaj był całkowicie sam. Nie był w środku miasta, zapomniana przez świat wioska działała na wyobraźnie. - Homenum Revelio - wypowiedział tylko, przyglądając się otoczeniu. Nie wskazywało, aby był tu ktokolwiek, ani jednego wycieczkowicza. Połamane dachy domów, gdzieniegdzie porastające mchem i ta przerażająca cisza. Wziął jeszcze głęboki wdech i wydech, wciąż nie wypuszczając z dłoni różdżki. - Carpiene - zaklęcie nie podziałało. Stał przez chwilę, jak wryty obserwując co się stanie, czy ktoś założył tu zabezpieczenia, które sprowokowane nieudanym czarem wybuchną, pozostawiając na jego twarzy trwały ślad? Devon było bezpiecznym hrabstwem, ale w tak opuszczonych miejscach wszystkiego można było się spodziewać. Gdy nic się nie stało, odetchnął jeszcze lekko, na wszelki wypadek sprawdzając jeszcze jedną rzecz. - Festivo - uf. Wokół nie było czarnej magii, czar nie wskazał również, aby świstoklik został takową zainfekowany. Z czystszym sumieniem, Stevie podszedł więc do niego, przykładając różdżkę do boku. Garnek po kapuście, jaki leżał pod jedną z kompletnie zrujnowanych chat, doskonale wtapiał się w otoczenie, pozostając badziewiem, zwykłym śmieciem. Słońce zaświeciło mu w oczy, przez chwilę wydostając się spomiędzy zimowych chmur, jednak Beckett nic sobie z tego nie zrobił, co najwyżej odrobinę je przymknął. Świstoklik był czysty, ale coś i tak go zaniepokoiło. Wydawało się, jakby był ograniczony. Numerolog podrapał się po brodzie i spojrzał jeszcze raz na to dziwne zjawisko. Liczby budowały wszechświat, a te liczby zdawały się zmniejszać z każdym dniem. Czy przeznaczony dla przynajmniej dziesięciu osób świstosklik, okaże się zbawieniem tylko dla jednej? Na wszelki wypadek postanowił temu zaradzić, mruczane pod nosem inkantacje miały zmienić jego nastawienie. Może po prostu się obraził? Minęło dobre 20 minut pomrukiwania, stukania różdżką w różne części garnka, a także rozmyślania na temat powodów tego zjawiska, ale w końcu zdawało się, że równanie zostało stworzone i zaimplementowane. Był gotowy i sprawny. Beckett ponownie rozejrzał się, ale nikogo nie dostrzegł. Korciło, aby zostawić tu pułapkę, jednak ta mogłaby dopaść niewinnych. Trzeba było zaufać Weasleyom. Poza tym miał być częstym gościem w Devon, mógł to miejsce odwiedzać. Odszedł więc odpowiednio daleko by się deportować, aby żadne cząstki magii nie zostały w tamtym miejscu i nie korciły tych bardziej wścibskich i sprytniejszych znawców numerologii.

zt, przechodzę tutaj


Am I going crazy? Would I even know? Am I right back where I started forty years ago?
Wanna guess the ending? If it ever does... I swear to God that all I've ever wanted was
A little bit of everything, all of the time, a bit of everything, all of the time
Apathy's a tragedy, and boredom is a crime. I'm finished playing, and I'm staying inside.
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett

Powrót do góry Go down

8 stycznia 1958

Chociaż ostatnia potańcówka odbiła się w jej pamięci naprawdę dobrym wspomnieniem, teraz chciała spotkać się ze swoimi przyjaciółkami w nieco innym celu. Doceniała je wszystkie i każdą z osobna – były wytrwałe, inteligentne i chciały robić wszystko aby wspierać się nawzajem, nawet jeżeli, jak każda z nich to zauważyła, pochodziły z zupełnie różnych światów. Teraz zaś potrzebowała ich w jednym miejscu, aby mogły wszystkie porozmawiać o dość ważnej sprawie. Zdawała sobie sprawę, jak bardzo niebezpieczny był obecny świat, a w chwili obecnej też najgorsze było nie umieć się bronić. O ile wobec Jackie nie miała żadnych wątpliwości, tak Prudence i Ronja raczej nie biły się na pięści aby móc się w tym wyćwiczyć.
Dodatkowo, potrzebowała też omówić parę innych kwestii, najlepiej bez czujnych oczu braci, rodziców i kogokolwiek, kto mógłby się w tę rozmowę wtrącać. Nie, nie planowała omawiać z nimi napadu albo czegokolwiek dziwnego, dlatego miała szczerą nadzieję, że tym bardziej przyjdą i nie odstraszą się na jej propozycje. Zawinęła się mocniej w płaszcz, zbliżając się do opuszczonej wioski – wydawało się to idealnym miejscem w którym mogły spędzić czas, nie niepokojone, a fakt, że obecnie znajdowały się na ziemiach Półwyspu, mógł sprawić, że swobodnie poruszały się bez natknięcia się na patrol. Zresztą, dopóki im nie szkodziła, Thalia nie spodziewała się aby Weasleyowie zwracali jej uwagę.
Zjawiła się na miejscu wcześniej, zwyczajowo obchodząc wszystko aby spojrzeć, czy nie ma tutaj kogoś podejrzanego, a chociaż nie umiała rozpoznawać pułapek niemagicznych, być może potrzebując prosić o to kogoś innego aby ją pouczył, albo pokazał jej jak rozpoznawać magiczne pułapki. Może Steffen? On w końcu był tym mądrym, ale może się myliła? Gdyby tylko umiała więcej… No cóż, była pewna, że jeżeli ktoś tutaj się zachował, to Jackie szybko go wytropi i najpewniej wyciągnie z delikwenta wszystko. A póki co Thalia zawitała do jednej z chat, pozwalając sobie zerwać pnącza broniące dostępu do drzwi, wpychając się do środka i rozglądając się po pomieszczeniu, starając się uprzątnąć je chociaż minimalnie, tak aby mogły spędzić tu chwilę. Pogoda nie zapowiadała się najlepiej i wypadało uważać na to.
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Prudence nigdy nie odmawiała przyjaciółkom. Uwielbiała spędzać z nimi czas. Ostatnio same były razem na potańcówce, jednak brakowało wtedy jednej z nich. Następnie widziały się na Sylwestrze, wiadomo jednak, jak to podczas takich imprez - nie miały zbyt wiele czasu, aby porozmawiać. Wszak na wrzosowisku było wtedy wiele osób, z każdym wypadało zamienić choć słowo.
Zabawne było, że mimo iż tak bardzo się różniły, każda była zupełnie inna to udawało im się utrzymywać tą przyjaźń, która je połączyła. Ogromnie ją to cieszyło, miała bowiem świadomość, że zawsze są gdzieś obok i może się zwrócić do nich o pomoc. Tym razem miały się zobaczyć w nieco innym celu. Życie w końcu to nie są same przyjemności. Świat się zmieniał, robił się coraz bardziej niebezpieczny i każda z nich musiała umieć sobie poradzić z niebezpieczeństwami.
Miały siebie - mogły wymienić się doświadczeniem, które już posiadały i dzieli temu podszkolić swoje umiejętności. Ważne było, aby je rozwijać, w końcu potrzebowały świadomości, że są w stanie poradzić sobie z wrogiem.
Różdżka czasem nie wystarczała i trzeba było brać sprawy w swoje ręce. Prudence wiedziała, że nie radzi sobie z tym jeszcze jakoś wyśmienicie, zresztą nie ona jedna, jedyną opcją pozostawały treningi. Grunt, że miała z kim to robić.
Kobiety nie miały łatwo w tych czasach, dobrze było uciec od spojrzeń mężczyzn i bez obserwatorów zajmować się swoimi sprawami. Przynajmniej taki był plan.
Wstała wcześnie, jak miała w zwyczaju. Zaplotła włosy w warkocz, aby jej nie przeszkadzały podczas dzisiejszych zajęć. Ubrała się ciepło, w wełniany, czarny sweter oraz spodnie, które wydawały się być najlepszą opcją do treningu walki wręcz. Na wierzch narzuciła czarny płaszcz z kapturem, po czym wyszła z domu.
Aportowała się w Zapomnianej wiosce, miejscu które wybrały na to spotkanie. Wydawało się być odpowiednie, jak sama nazwa wskazywała raczej nikt nie będzie ich tu niepokoić. Do tego było na Półwyspie, co powinno im gwarantować bezpieczeństwo. Chociaż w dzisiejszych czasach nic nie było pewne.
Przechadzała się po okolicy, kiedy usłyszała dźwięk. Weszła do chaty z której dochodził, mocniej złapała różdżkę, którą miała w kieszeni, w końcu nie wiedziała, kto to może być, wtedy ujrzała Thalię. - Wystraszyłaś mnie! No dzień dobry- odparła z entuzjazmem i podeszła do przyjaciółki.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Zapomniana wioska D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534

Powrót do góry Go down

Miło było spotkać przyjaciółki w Sylwestra, jednak nie miała tak naprawdę okazji, by tamtego dnia porozmawiać z nimi w cztery oczy. Prudence w końcu migdaliła się z Gabrielem, a Thalia i Ronja od razu wyskoczyły na parkiet, w czym oczywiście im towarzyszyła, a głośna muzyka nie sprzyjała prywatnym rozmowom. Tak samo jak ci, którzy szybko do nich dołączyli.
Co prawda nie wiedziała, o czym chciała rozmawiać Thalia, była jednak gotowa na każdy rodzaj rozmowy, nawet przedyskutowanie kradzieży kosztowności ze skarbca jakiegoś Śmiecio… Znaczy Śmierciożercy czy Rycerza Walpurgii. Mogła w końcu pomóc w planie od technicznej strony, nic nie stało na przeszkodzie. Umiała się w końcu skradać. Czuła co prawda, że nie do końca o tym miała być rozmowa, co tylko zwiększało jej ciekawość i sprawiało, że jeszcze chętniej zebrała się na mały spacer. Szczególnie że musiała ochłonąć od jakoś ciągle ją nawiedzających spotkań rodzinnych. Najpierw Vincent, potem ojciec… Wątpiła, że się zmówili, bo ta dwójka rozmawiała ze sobą jeszcze rzadziej, niż ona z nimi, coś jednak było na rzeczy. Jeszcze chwila i na rozmowę do niej będą przychodzić trupy, które już dawno pogrzebała. Wcale by się nie zdziwiła.
Cieszył ją w sumie też fakt, co oprócz rozmowy miało mieć miejsce podczas ich spotkania. W tych czasach umiejętności, które nauczyła się od ojca, jak i w swojej pracy były niezwykle przydatne. W końcu na wyrwaniu różki z reki właściciela pojedynek się nie kończył. Należało go zneutralizować także w tym niemagicznym kontekście, a czasem samemu nie można było sięgnąć różdżki. Zresztą, walka za pomocą własnego ciała była znacznie bardziej satysfakcjonująca i jej trening był wspaniałym sposobem na pozbycie się negatywnych emocji. Czasem i to było potrzebne. Wiedziała, że to jej przypadnie rola instruktora, przygotowała się więc na to odpowiednio.
Na sobie miała czarne, wygodne spodnie z bawełny, włożone w ciężkie buty. Do tego założyła brązowy golf, ciepły, a jednocześnie elastyczny i czarny płaszcz z kapturem naciągniętym na jej głowę, który podczas treningu miała zamiar zdjąć, by nie krępował jej ruchów. Włosy związała w kok z upiętych warkoczy, tak, by jak najmniej jej przeszkadzały.
W ręku trzymała miotłę, na której przyleciała, chcąc przy okazji rozejrzeć się po okolicy. Z góry lepiej było ocenić, czy przypadkiem ktoś niepożądany nie kręcił się wokół ich miejsca spotkania.
Dotarła do wioski, a słysząc znajome głos w jednej z chatek, podeszła do niej, pukając we framugę drzwi, które pozostały otwarte, tak, by nie wystraszyć kobiet nagłym pojawieniem się w środku.
- Dzień dobry, widzę, że już buszujecie po tutejszych ruinach. Znalazłyście coś ciekawego? - weszła do środka i zapytała, opierając się o ścianę, nie zwracając uwagi, że ta do najczystszych nie należała.
Jackie Rineheart
Zawód : Wiedźmia Strażniczka i najemniczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And suddenly life wasn't about living. It was about surviving.
OPCM : 19
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t10316-jackie-n-rineheart https://www.morsmordre.net/t10385-ansgar https://www.morsmordre.net/t10386-one-woman-army https://www.morsmordre.net/f388-lancashire-fleetwood-kent-st-12 https://www.morsmordre.net/t10384-skrytka-bankowa-nr-2299 https://www.morsmordre.net/t10383-jackie-rineheart

Powrót do góry Go down

Na miejsce dotarła jako ostatnia, zatopiona we własnych myślach na tyle głęboko, że nawet ignorując bajeczne krajobrazy Devon. Nowy rok, chociaż miał się jawić jako okres nowych możliwości, rozpoczęła burzliwie i w pewien sposób niepewnie, dopiero cierpliwie dowiadując się, czego tak naprawdę oczekiwały od niej kolejne miesiące. Nie były kobiecie obce również zmartwienia, gdy przed oczami pojawiało się wspomnienie zawieszonego na tablicy rezerwatu ogłoszenia. Teleportując się na tyły wioski, wywoływała zdania lady Greengrass, które zdążyły wbić się Ronji do pamięci. Ziemie otaczające rezerwat, ale też pozostałe tereny rodu znalazły się na linii bezpośredniego i brutalnego ataku zwolenników Czarnego Pana, którzy w zastraszająco szybkim, lub jak kto woli, skutecznym tempie zaskarbili sobie lwią część ośrodków mieszkańców. Doceniała notę wspominającą o ewentualnym wynagrodzeniu dla osób skłonnych pomóc, lecz sama nie wyobrażała sobie żądać za pomoc coś więcej niż bezpieczeństwo tych, którym miała zostać udzielona. Wciąż jeszcze nie rozumiała arystokracji doskonale, jednak wychowanie, w jakim wzrastała, wraz z ostatnio wzmożoną ilością okazji do przebywania z osobami wysoko urodzonymi skłaniały ją do ćwiczenia swoich umiejętności obycia w towarzystwie, a także etykiety podczas rozmów, której oczekiwano. Nie była to nauka prosta, bowiem koniec końców nie wychowywano ją na dworze, a w domu na przedmieściach Londynu, ale małymi krokami czuła jak zdobywa nawet większą niż wcześniej pewność w lawirowaniu skomplikowanym kodeksem zachowań szlachty. Akurat będąc przy szlachcie, jako pierwszą dostrzegła Prudence, dzięki której obliczu, twarz Fancourt rozświetlił lekki, nieco smutnawy uśmiech. Zaraz potem oczy wyłapały z zielonej gęstwiny czuprynę Thalii, a następnie charakterystyczne rysy twarzy Jackie. — Jesteście już wszystkie. Mam nadzieję, że nie musiałyście czekać zbyt długo, zamyśliłam się. — Złączyła dłonie w przepraszającym geście. — Tak, teraz już rozumiem, dlaczego Thalia wybierała miejsce, w którym się mamy spotkać. — Zażartowała miękko, z zainteresowaniem przyglądając się temu co pozostało z dawnych drewnianych konstrukcji. Nie znała tych terenów dobrze, ale akurat ta legenda wyjątkowo mocno kojarzyła się z niedawnymi wydarzeniami, na których myśl, ściskało jej serce i gardło. — Słyszałyście o Staffordshire? W ciągu jednej nocy zrównali prawie całe hrabstwo z ziemią i zawłaszczyli dla siebie. — Spoważniała momentalnie, przybierając na twarz dobrze znaną maskę ostoi spokoju. — Lady Mare Greengrass poprosiła pracowników Peak District o wsparcie w zabezpieczaniu Derby, ale nie jestem pewna czy w tym momencie nie jest to już po prostu minimalizowanie strat. — Lub co gorsza, marnotrawienie wysiłków. O wojnie, Ronja wiedziała prawdopodobnie niewiele więcej niż inni, ale za to umysł ludzki, który stał za każdym małym i wielkim konfliktem, stanowił dla kobiety otwartą księgę. W końcu nie od wczoraj na stoliku nocnym przy łóżku Fancourt spoczywała wierna kopia największego dzieła Sun Tzu. Kto często działa z zaskoczenia, często wygrywa.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083

Powrót do góry Go down

Traktowała to miejsce ostrożnie, z szacunkiem, którego w sobie by się nawet nie dopatrywała wcześniej. A może jednak zawsze tam siedział, może zawsze był w niej, tylko teraz kiedy wszystko dookoła wydawało się rozsypywać, tak w niej rosło jakieś poczucie wsparcia dla świata, który cierpiał już wystarczająco. Podnosiła więc krzesła, odstawiając je ostrożnie, tak jakby ktoś naprawdę miał tutaj wrócić, bo przecież tak mogło być…miejsce może jeszcze miało kwitnąć, a…ona nie miała do końca pojęcia, co mogłoby się zmienić. Przynajmniej dla tych, którzy kiedykolwiek zamieszkiwali to miejsce.
Spoglądała na wchodzące kobiety, jedna po drugiej. Na Prudence, urodzoną w rodzinie, która z założenia miała o wiele więcej niż wszystkie one zebrane w tym miejscu, a jednak szukała jeszcze czegoś innego, co potrzebne było, co wspierało cię nie fizycznie, ale duchowo. Jackie od dawna była młodą gniewną, z rodzinnymi relacjami równie poplątanymi, które mogły spowodować wiele bólu głowy słuchając jedynie o tym, a jednak trzeba było ją też wspierać, tak aby rozumiała, że nie jest sama w swoich problemach. Była też i Ronja, pełna wsparcia dla nich wszystkich, ale nosząca na barkach własne problemy, które wcale nie były łagodzone przez to, że również pochodziła z „dobrej rodziny”.
- Hej, Pru! Mam nadzieję, że nie miałaś zbytnio problemu w podróży tutaj? – Uśmiechnęła się do niej, zaraz też spoglądając na wchodzącą za nią Jackie. Uśmiechnęła się, kiedy tylko zaśmiała się lekko, sięgając po uszkodzony kubek. – Takie cuda znajdujemy! Jak ci się podoba, to wydaje mi się, że domek na wynajęcie.
Parsknęła cicho, zaraz jednak odwracając się w stronę wchodzącej do nich Ronji. Ta ostatnia wydawała się bardziej zmęczona i Thalia już chciała zrzucać to na krab ciężkich ostatnich dni (a może też faktu nie dojścia do siebie po sylwestrze, w końcu wtedy było całkiem sporo kolejek), ale zaraz też usłyszała o tym, co stało się w hrabstwie Greengrassów…jedno miejsce, tak łatwo zdobyte. Ściągnęła brwi, zachmurzona w całym zamyśleniu na ten temat. Krew od razu się w niej wzburzyła i mała ochotę rzucać czym popadnie, co tylko nawinęło się na rękę. Na szczęście lata kłamstwa sprawiały, że potrafiła ograniczać swoją mimikę, zostawiając jednak po sobie ślady gniewu.*
- Co za…będą rządzić państwem z kości i popiołu jeżeli tylko to dla nich oznacza przejęcie władzy. – Jeszcze bardziej świerzbiły ją ręce – miała jednak możliwość wyżyć się podczas walki. Przynajmniej te pierwotne uczucia znajdą jakieś ujście, a ona…ona spróbuje powstrzymać się przed działaniem. W końcu co ona mogła? Nie umiała by w końcu zrobić cokolwiek. Nie dorastała nikomu do pięt na ten moment.
- Czy ty potrzebujesz jakiejś pomocy? Jeżeli w razie czego potrzebujesz szybkiego środka ucieczki, załatwimy ci świstoklik, polecono mi kogoś i na pewno jest to zaufana osoba. A w razie czego będziesz miała szybką możliwość ucieczki. – I może wtedy zabierzesz też kogoś ze sobą. Przeczesała włosy dłonią, w irytacji jeszcze skracając swoje włosy, tak aby nie przeszkadzały jej podczas ćwiczeń. – Na litość, najpierw jakieś dziwne istoty, teraz to…słyszałyście w ogóle? Mówi się o jakiś ciemnych stworach przemierzających ulice…myślicie, że to również coś od nich? Nie zdziwiłabym się…
Nie mogła już się powstrzymać, kopiąc lekko nogę jednego ze stolików, oddychając głośniej i wymuszając na sobie skupienie się na tym co tu i teraz.
- Dlatego musimy jakoś dawać sobie radę. Każda z nas ma umiejętności, które mogą się przydać, ale póki co nie dorastamy do pięt osobom, które chcemy wspierać, albo które stoją naprzeciwko nas. Chciałam was tu zgromadzić, bo jeżeli komuś ufam w tym momencie, to na pewno wam. Nie tylko, nie będę odejmować swoim przyjaźniom poza tym gronem, ale jako kobiety wiecie, że nic nie jest dla nas łaskawe w tych czasach. – Odchyliła się, spoglądając na nie, zaraz też siadając na stole póki jeszcze rozmawiały.
- Gdyby się udało, chciałabym abyśmy ćwiczyły ze sobą. Wymieniały się pomysłami, możliwościami spotkania. Chciałabym też stworzyć coś, co pomoże nam się porozumiewać między sobą na szybko. Mam swój szyfr, którego mogę was nauczyć. Gdybyście chciały i o ile coś takiego was interesu jakkolwiek. – Spojrzała na nie, oczekując odpowiedzi. Pozytywnej, negatywnej…jakiejkolwiek na ten moment.

*kłamstwo II
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Miejsce, które wybrały na dzisiejsze spotkanie wzbudzało w niej mieszane uczucia. Wydawał jej się być to dobry wybór, nikt pewnie nie będzie ich tu niepokoił, jednak aura.. nie była najweselsza. Zastanawiało ją, co stało się z mieszkańcami wioski. Jak to możliwe, że nie pozostała tu ani jedna żywa dusza? Może lepiej, aby się nie interesowała, zapewne informacje, które by uzyskała nie należałyby do tych szczególnie przyjemnych. Wyobrażała sobie, że jeszcze kilka lat temu to miejsce zapewne tętniło życiem, a teraz.. cóż, wypełnione było niewygodną ciszą.
- Problemy, ależ skądże, zresztą nawet jeśli by się jakieś pojawiły, to wiesz, że jestem specjalistą od ich rozwiązywania!- odparła z uśmiechem do Thalii. Tuż za nią pojawiła się Jackie, uśmiechnęła się do niej równie serdecznie. Okropnie cieszyło ją, że spędzą dzisiaj trochę czasu razem, jak za starych, dobrych czasów, choć świat tak mocno się zmienił, ich przyjaźń nadal trwała, co powodowało ogromną radość Macmilan. Mimo, że był tak różne, to jakoś pielęgnowały tą znajomość, widać, że się uzupełniały i każda z nich potrzebowała reszty. Zabawne, że los czasem łączy drogi tak różnych osób.
- A co Jackie szukasz lokalu do wynajęcia? Masz ich tutaj do wyboru, do koloru, gwarantowany brak niewygodnych sąsiadów, nic tylko się decydować!- Humory im dopisywały, wspaniale, dzień w końcu zapowiadał się bardzo przyjemnie.
Jako ostatnia do pomieszczenia Ronja, wydawała się ona Prudence nieco przygaszona, za chwilę miało się wyjaśnić dlaczego. Słuchała uważnie tego, co miała do powiedzenia przyjaciółka. Westchnęła ciężko słysząc informacje, które im przekazała. Mina nieco jej zrzedła. Po raz kolejny wróg pokazał, jak szybko potrafi działać. Zupełnie znienacka zaatakował ziemie rodziny jej matki, będzie musiała się z nimi skontaktować, w końcu byli jej bliscy, spędziła tam sporą część swojego dzieciństwa. - Okropnie szybko działają, jest ich tak wielu, że mogą sobie na to pozwolić. Nas jest mniej, jednak nie możemy się poddawać, musimy walczyć do końca, do ostatniego człowieka.- Macmillan posmutniała, na moment, kiedy się spotkały zapomniała o tym, co działo się na świecie, bardzo szybko jednak została brutalnie przywrócona do rzeczywistości. Wojna trwała i zbierała coraz więcej ofiar.
Złość wypełniała ją coraz bardziej, tym mocniej, że miała świadomość, że jednostki, jak one nie miały żadnego wpływu na to, co działo się wokół. Ta bezsilność bolała najmocniej. - Musimy się zaangażować, zdaję sobie sprawę z tego, że wiele nam brakuje do naszych przeciwników, każda z nas posiada jednak pewne umiejętności, które możemy wykorzystać. Musimy się zaangażować, nie możemy pozwolić im wygrać. Nie chciałabym żyć w świecie, w którym to oni rządzą. Wiem, że same możemy niewiele.. musimy jednak działać, próbować stawić czoła przeciwnikom.- wiedziała o tym, że przyjaciółki również nie chcą zostać bierne, było to w pewien sposób pocieszające. Miała świadomość, że jako kobiety, nie są traktowane do końca poważnie, czyż jednak każda z nich nie osiągnęła już i tak dużo, jak na te ponoć słabszej płci? Podążały za swoimi marzeniami, działały w dziedzinach, które je interesowały pomimo przeciwności, mimo tego, że sporo je to wszystko kosztowało. - Ronjo, jeśli tylko będziesz czegoś potrzebować, drzwi zawsze stoją otworem, zresztą dla każdej z Was, wiecie, że mam nieco lepszą sytuację i gdyby tylko coś się działo możecie zawsze u mnie znaleźć schronienie.- Jackie poszukiwana listem gończym, Thalia, która pakowała się w kłopoty i Ronja, której właśnie świat się walił. - Szyfr wydaje się być bardzo dobrym pomysłem, musimy mieć jakiś awaryjny plan, możliwość na kontaktowanie się ze sobą w każdym momencie.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Zapomniana wioska D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534

Powrót do góry Go down

Nie czuła się w tym miejscu nie na miejscu, raczej, według niej, opuszczona i zarośnięta wioska miała w sobie coś magicznego. Było tu nadzwyczaj cicho, roślinność powoli dominowała nad pozostałościami tego, co kiedyś stworzyły ludzkie ręce, zawłaszczając teraz przedmioty, które kiedyś przywłaszczyły sobie te niezwykle inteligentne zwierzęta na dwóch nogach. A raczej zabierała to, co kiedyś należało do niej, a zostało zabrane i przetworzone. Nie czuła, jakby dotarła do miejsca pełnego duchów. Raczej widziała tutaj mnóstwo życia, które wkradało się w teren, które kiedyś mu wyrwano, przekształcając pod jeden gatunek. Konstrukcja domu próchniała, glina rozsypywała się w pył, metal korodował.
Zawsze pozostawała myśl, że po tym jak wszyscy pozabijają się nawzajem, coś pozostanie, obrastając ich swoimi korzeniami, rozkładając na części pierwsze, które staną się pożywką dla innych istnień.
Uśmiechnęła się na ofertę dziewczyn, kręcąc lekko głową. Puknęła w belkę po jej prawej stronie, sprawiając, że przez dziurę w dachu do środka wpadło trochę śniegu. Spojrzała wymownie na białą kupkę przez jej nogami, by skierować wzrok na dziewczyny.
- Tu chyba nawet zaklęcia za bardzo nie pomogą, wolę swoje mieszkanie w Fleetwood, jest już przynajmniej urządzone. Jeśli kiedyś jednak rycerze postanowią mnie w nim odwiedzić, rozważę przeprowadzkę - odepchnęła się od ściany, samej przeglądając, jakie rzeczy zostały w chatce. Co cenniejsze zapewne zebrali ci, którzy przybyli tu przed nimi, nigdy jednak nie wiadomo, jaki śmieć okaże się dla nas przydatny.
Przerwało jej jednak przybycie Ronni. Uśmiechnęła się do niej, samej chcąc zażartować na powitanie, mina szybko jej jednak zrzedła, gdy usłyszała wieści. Patrzyła na nią chwilę w ciszy, by za chwilę uderzyć pięścią w najbliższą ścianę, sprawiając, że jeszcze więcej śniegu wpadło do środka, a coś w konstrukcji rozpadającego się domu trzasnęło.
- Pierdolone skurwysyny, nigdy nie zależało im na tych, którzy żyją pod ich butem, liczą się tylko oni, reszta jest dla nich jak robaki, które mogą gnieść, bo tak im się podoba. Wytną każdego, kto według nich nie jest godny, każdego, kto im się sprzeciwi, stworzą swoją utopię, nie rozumiejąc, że każde istnienie jest ważne i ma coś wniesienia do swojego świata. Ale nie, oni będą go miażdżyć i dostosowywać od siebie, przynajmniej aż czarna magia sobie o nich nie przypomni i sami się nie pozabijają - mówiła widocznie wzburzona, a w jej oczach krył się groźne iskry. Była wściekła i nie zamierzała tego ukrywać, nie przed osobami, którym ufała i które wiedziała, czują się podobnie do niej.
Odetchnęła, patrząc na chwilę pod nogi, próbując uspokoić myśli, słuchając przy tym dziewczyn. Przytaknęła im, wiedząc, że to najlepsze co teraz mogły zrobić. Rosnąc w siłę, tak, by móc w końcu stanąć naprzeciwko tych, którzy niszczyli świat, którzy one kochały i dać im w zęby, tak, by się więcej nie podnieśli. Było dużo pracy, ale miały determinację. Którą w wielu wypadkach stanowiło przeżycie.
- Jeśli potrzebujesz pomocy, to też wal do mnie śmiało. Przenocuję, pomogę w obiciu komuś, ekhem, twarzy, czy coś. Co tylko zechcesz. I pomysł ćwiczeń jest świetny. Zawsze lepiej mieć kogoś do pomocy, kto poinstruuje i wskaże, co się robi dobrze, a co źle. Zarówno przy walce jak i rzucaniu zaklęć - przejechała dłonią po włosach, zapominając, że je związała, i średnio mogła je przeczesać. Przedreptała w miejscu, by zaraz zatrzymać się i uśmiechnąć, na wzmiankę o szyfrze. Lubiła podobne rzeczy, podobała jej się możliwość pisania wiadomości, których nikt nie odczyta. Kiedyś miała nawet lekcje o tym jak je łamać, nie było to jednak coś, co wzięła sobie głęboko do serca.
- Bardzo mi się podoba ten pomysł. Sposób na szybką komunikację też, byłoby to niesamowicie przydatne. Jestem jak najbardziej za, można w ten sposób nawet pomóc sobie w sytuacjach podobnych do Staffordshire - znów oparła się o ścianę, widać było jednak, że rozpierała ją nagromadzona energia, którą miała ogromną ochotę rozładować.
Jackie Rineheart
Zawód : Wiedźmia Strażniczka i najemniczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And suddenly life wasn't about living. It was about surviving.
OPCM : 19
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t10316-jackie-n-rineheart https://www.morsmordre.net/t10385-ansgar https://www.morsmordre.net/t10386-one-woman-army https://www.morsmordre.net/f388-lancashire-fleetwood-kent-st-12 https://www.morsmordre.net/t10384-skrytka-bankowa-nr-2299 https://www.morsmordre.net/t10383-jackie-rineheart

Powrót do góry Go down

Zmęczenie wcześniej opływające ją falami z każdej strony powoli ustępowało uldze spotkania z przyjaciółkami. Zapomniana wioska miała dzisiaj stać się niemym świadkiem ich spotkania i powiernikiem sekretów, o których nie śmiała rzec komukolwiek innemu. Od razu zauważyła poruszenie kobiet, chociaż spokojny głos Thalii świadczył, że panuje nad swoimi emocjami lepiej niż większość z nich. — Nie wiem, czy tu jeszcze chodzi o władzę. W końcu ostatecznie nie należy ona do nich, prawda? Oddali swoje życia w łaskę Czarnego Pana, a wszyscy wiemy, że ten nie ma litości, tak jak nie ma już żadnej cząstki człowieczeństwa. Jest bezwzględny i nieprzewidywalny. Teraz zażądał Staffordshire, kto wie, co zapragnie zagarnąć dla siebie jutro? — Greengrassowie musieli ciężko odczuć bezsilność wobec obrony własnych ziem po tak niespodziewanym ataku. Fancourt zbliżyła się do zgromadzenia, przy okazji wciąż pozostając czujna na otaczającą ich gęstwinę gruzowisk i duchów dawnych mieszkańców. Devon jak zwykle śpiewało wiatrem swoją pieśń, jednak nie tak radosną jak z opowieści, które słyszała od przyjaciół mieszkających w okolicach. Ziemia zmęczona była walką, a te miejsca wciąż jeszcze mające miano bezpiecznych, można było policzyć na palcach jednej dłoni.
Z wdzięcznością spojrzała na Wellers, kiwając przy tym przecząco głową. — Nic mi nie jest Tully, dziękuję za ofertę, ale dam radę sama. Nie byłam nawet blisko miejsca egzekucji, o wszystkim dowiedziałam się przez innych ludzi i z ogłoszenia lady Mare. Peak jest doskonale chronione, ma ciężkie zaklęcia zabezpieczające teren ze wszystkich stron, ale pytanie brzmi na jak długo, te wystarczą. Trzeba mieć nadzieję, że Rycerze nie zdecydują się na dalszą ofensywę hrabstw. — Właściwie jedyną opcję stanowiła ocena szkód i próba ich zminimalizowania, nie mieli wystarczająco dużej ilości doświadczonych ludzi do skutecznego uzbrojenia, szczególnie gdy większość personelu rezerwatu, miało więcej doświadczenia w polowaniu na zwierzęta niż na ludzi. Gdyby miała przed sobą lustro, Ronja mogłaby bez trudu dostrzec zachodzące w sobie zmiany. Niepokojące podtony przeszłości, która zahartowała mlecznobiałą skórę dłoni na bagnach Rumunii. Fancourt wiedziała co nieco o Śmierci. Wiedziała też o ludziach.
Dziwne istoty? Co masz na myśli? Jedyne, z czym ja miałam do czynienia, to dementor w okolicach Derby. — Skinęła kurtuazyjnie do Prudence, która poznała bardziej szczegółową historię podczas ich treningu z profesorem Villanem.
Podoba mi się pomysł szyfru, na pewno usprawni komunikację i zminimalizuje potencjalne szkody z przechwycenia wiadomości. — Poparła pomysł podobnie jak Macmillan, zakasując przy tym rękawy do łokci. Drewniana ściana rozdmuchana przez uderzenie Jackie, prysnęła odłamkami zgniłego drewna, a twarz Ronji nawiedził grymas smutku. — Jackie… — Szepnęła cicho, ale nie karcąco w stronę Rineheart. Wiedziała, że kobieta nigdy nie kryła się ze swoimi emocjami, jednak gniew, chociaż dobry jako paliwo napędowe czynów, zazwyczaj nie starczał na dłużej. — Dziękuję, wiem, że mogę na was liczyć. Nawet w obiciu twarzy. — Zaakcentowała słowa, wymownie zerkając w stronę brunetki, zaraz też ponownie skupiając uwagę na propozycji treningu. — To dobry pomysł. Nie mam zbyt wielkiego doświadczenia, prócz podstaw sztuki walki, zatem dobrze będzie podchwycić nieco więcej z zaufanymi osobami. Jakiś pomysł jak mamy się podzielić? Wydaje mi się, że Jackie może mieć z nas najwięcej doświadczenia praktycznego. Wnioskując przynajmniej, po tamtej ścianie. — Uśmiechnęła się zawadiacko.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083

Powrót do góry Go down

Nie umiałaby poczuć się w tym miejscu równie swobodnie jak Jackie – czy to może przez wzgląd nieustającego pamiętania, że cokolwiek by się nie działo w tym miejscu, wcześniej byli tutaj ludzie, którzy być może siłą zostali usunięci z własnych domów, w miejscu, w którym po prostu chcieli spokojnie żyć i nie przeszkadzać nikomu i niczemu. A być może bardziej dotyczyło to ciemnej masy upiorów, rozlewających się przed jej spojrzeniem i niczyim innym. W tych momentach jak zwykle dłoń kładła w okolicach pasa, na rękojeści swojego noża, aby móc przywołać chociaż jedną rzeczywistą rzecz do swojej świadomości.
Posłała uśmiech Prudence jej odpowiedź, przełamując tę smutną passę własnych rozważań i skupiając się na czymś, na co miała wpływ, parskając już zupełnie śmiechem, kiedy śnieg dopełnił obrazu nędzy i rozpaczy, upadając idealnie tuż przed Jackie kiedy ta ledwie weszła do środka. Cóż, mogła się cieszyć, że przynajmniej nie tylko ona sama popisywała się gracją i subtelnością. Ostatecznie zwróciła się w kierunku Ronji, unosząc brwi lekko kiedy ta wspomniała o Czarnym Panu. Miała rację, gorzką bo gorzką, ale rację. Bywały dni, kiedy Thalia zastanawiała się, czy w ogóle obudzą się następnego dnia, czy też w nocy przyjdą Rycerze, wycinając wszystkich na lewo i prawo, nie zastanawiając się nawet nad zasadnością swoich działań. To byli ludzie spuszczeni ze smyczy, którzy po prostu chcieli mieć osobiste podwórko do mordowania i zbrodniczych działań, nie patrząc, czy w ogóle miało to sens.
Podeszła ostrożnie do Ronji, przyciskając ją do siebie na chwilę. Niezależnie od tego, czy była bezpośrednim świadkiem egzekucji czy nie, coś na pewno odbiło się na niej i nie trzeba było być mistrzem dedukcji, aby do tego dojść i aby widzieć jej ból. Trwały tak chwilę w uścisku, a przynajmniej ona nie puszczała jej zbyt szybko, wiedząc, że nawet takie nieme wsparcie może być czymś większym. Odsuwając się, złapała jeszcze Prudence aby lekkim ruchem dłoni roztrzepać jej ułożoną fryzurę (chociaż w porównaniu do włosów Thalii wszystko było ułożone), a potem zaraz poklepała po głowie sfrustrowaną Jackie.
- Doceniałabym, gdybyś jednak swój gniew przeniosła na trening, nie na konstrukcję. Chyba, że w ramach ćwiczeń chcemy wygrzebywać się spod ruin, co mogłoby się kiedyś przydać, ale w wypadku gdyby padł nam tutaj jedyny uzdrowiciel, mogło by być nieco ciężko. – Uśmiechnęła się lekko, ale widać było, że sama spoważniała już dawno, pochmurne spojrzenie kierując gdzieś za okno na chwilę, świadomością wracając jednak do nich dość szybko. – Niewiele możemy w czwórkę, nawet z naszymi wieloma umiejętnościami wciąż nie jesteśmy armią ani nawet dobrze wyszkolonym oddziałem. Jeżeli jednak nauczymy się tego, co możemy i co najważniejsze, nauczymy się działać razem, powinnyśmy móc działać skoordynowanie i dawać sobie radę. – Może i ciężko było nazwać ją strategiem, starała się jednak i robiła, co w jej mocy, tak aby zminimalizować straty a maksymalizować zyski. Jak prawdziwy ekonom.
- Nie mam pojęcia, co dokładnie mają na myśli, ale ludzie powtarzają coś o mrocznych istotach przemykających po miastach. Nie wierzę w masową histerię, nie podczas wojny, więc uważajcie na siebie – gdyby coś takiego na was wyskoczyło, najlepiej uciekać. Na bohaterstwo przychodzi czas w innych wypadkach. – Nie było co udawać, że umiało się przełknąć więcej niż się mogło, zwłaszcza, kiedy na szali było własne życie. A to, że takie a nie inne pogłoski budziły w niej jej ukrytą paranoję dotyczącą bezpieczeństwa…cóż, to już inna kwestia.
- Będę pamiętać, Prue, dziękuję za ofertę. Sama mam dość szerokie sieci kontaktu, gdybyście potrzebowały ściągnąć coś zza granicy albo żeby odnaleźć pewien składnik, dajcie znać. Zrobię, co trzeba. – W końcu nie była przemytnikiem na darmo, a wiązanie się z grupami podejrzanych ludzi przynosiło nie tylko problemy w jej wypadku. – A co do nauki…Jakie ma z nas największe doświadczenie chyba, ale jeżeli to nie problem, chciałabym też najpierw przekazać wam parę informacji, jak reagować w wypadku osoby trzymającej nóż i posługującym się nim jako bronią, potem Jackie mogłaby nam pokazać parę dodatkowych ciosów a potem mogłybyśmy poćwiczyć w parach. Szyfr przekaże wam w ciągu tygodnia, chociaż chyba nie muszę wam mówić, jak bardzo jest ważne aby NIKT poza wami nie widział go na oczy.
Posłała im ciężkie spojrzenie, ale do takich rzeczy podchodziła niezwykle poważnie i chyba nie musiała im tego przypominać. Była gotowa osobiście kogoś udusić, gdyby jej sekrety powypływały na wierzch, bo stanowiło to zagrożenie dla niej samej.
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Prue powoli zaczynała się przyzwyczajać do tej wioski i atmosfery, jaka tutaj panowała. Z każdą minutą czuła się tu coraz bardziej pewnie. Cisza przestała ją przerażać, a zaczynała fascynować. Chciałaby zaspokoić swoją ciekawość i dowiedzieć się, jak właściwie się stało, że została ona zapomniana. Czy jest możliwość, że z miastami może wydarzyć się coś podobnego? Ciekawe, jak wygląda taki proces, ile trwa, nie po to się tutaj jednak spotkały, aby rozważać takie sprawy. Jak widać miała w sobie mimo wszystko tego naukowca, pomimo, że ostatnio niezbyt często używała tej strony swojej osobowości, nie dało się ukryć, że gdzieś tam w niej siedziała.
- Może nie ma sensu psuć tego, co się tutaj wydarzyło. To miejsce ma swój urok. Jakby było źle Jackie, to wiesz, gdzie się udać.- sama zresztą nie wyobrażała sobie, że mogłaby pozwolić przyjaciółce zamieszkać w miejscu jak to, po jej trupie. W końcu ona mieszkała w wielkim dworze, gdzie znalazłoby się miejsce dla każdego z jej otoczenia, kto tylko potrzebowałby schronienia, odmowy by nie przyjęła, o czym zapewne sobie zdawały sprawę. Bez sensu byłoby denerwować Lady Macmillan, bo jak się na coś uparła, to trudno było zmienić jej zdanie.
Zauważyła poruszenie na twarzy Rineheart. Zresztą nie ma się co dziwić, ta sytuacja dotykała ich wszystkich, równie mocno, w końcu stały po tej samej stronie barykady. - Prędzej, czy później dobro zwycięży. Jackie, zawsze tak się dzieje. Nie ma szans, żeby tym razem było inaczej. Dosięgnie ich sprawiedliwość, zginą w męczarniach, nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej. Za to, że nie szanują życia, dosięgnie ich sprawiedliwość. Zobaczysz, zapamiętaj moje słowa.- ona sama nie potrafiła zrozumieć zachowania wrogów. Ona była wychowywana jakby w zupełnie innym świecie, uczona szacunku do ludzi, ze względu na ich inne zalety niżeli to, w jakich rodzinach się wychowali. Dlatego podejście nieprzyjaciół było dla niej tak ogromnie abstrakcyjne, nie potrafiła tego pojąć.
- Wolę nie myśleć o tym, czego może chcieć jutro.- rzekła słysząc słowa Ronji. - My na Półwyspie, jak na razie jesteśmy w miarę bezpieczni, dlatego mówię, jak tylko będzie się coś działo, albo po prostu poczujecie się niepewnie, o jakiejkolwiek porze, zawsze możecie się u mnie pojawić, nie mam nikogo bliższego niż wy, nie chciałabym Was stracić, nie wybaczyłabym sobie tego, że ja śpię bezpiecznie, gdy niebezpieczeństwo czai się za rogiem, przez co mogę Was stracić.- miała świadomość, że ludzie codziennie umierali. Nie wyobrażała sobie jednak, że mogłaby stracić którąś z kobiet, która tutaj przed nią stała. Nie wybaczyłaby sobie tego, że nie dopilnowała, że są bezpiecznie, szczególnie, że to przez rodziny jak ona, szlacheckie, w ogóle dochodziło do takich sytuacji.
- Dementora też spotkałam, olbrzyma..- tutaj uśmiechnęła się pokazując swoje ubytki w uzębieniu - i czarnoksiężników, pojawiają się wszędzie, zupełnie znikąd i panoszą po wszystkich miejscach.- ostatnio los nie był dla niej łaskawy i właściwie, gdzie tylko się nie pojawiła to trafiała na wrogów. - Musimy sobie radzić z takimi zdarzeniami, musimy ćwiczyć, w końcu nie wiadomo kiedy i gdzie natkniemy się na wroga, musimy mieć pewność, że nas nie skrzywdzą, szczególnie, że większość z nas nie jest mile widziana wśród drugiej strony.- Prudence nie miała zamiaru się poddawać, wręcz przeciwnie, liczyła, że będą w stanie razem osiągnąć wiele. We cztery miały naprawdę wiele do zaoferowania, musiały działać razem, na pewno będzie to korzystniejsze niż porywanie się samemu z motyką na słońce.
- Oczywiście Thalia, że nikt nie pozna szyfru. Tylko nasza czwórka, nie możemy się dzielić takimi informacjami nawet z najbliższymi. Chętnie się nauczę, jak sobie radzić z nożem, może się nam to przydać w każdym momencie. Też mi się wydaje, że to Jackie mogłaby nas najwięcej nauczyć w walce wręcz, opcja dobrania w pary brzmi dobrze. Może zaczynajmy, szkoda czasu, a wydaje mi się, że każdą z nas szargają emocje, które można w tym przypadku zamienić w coś dobrego.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Zapomniana wioska D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534

Powrót do góry Go down

Powinna się uspokoić, ale nie było to łatwe. Gromadziły się w niej ogromne pokłady frustracji, złości na całą sytuację i na to, jak mało mogła teraz zrobić. W końcu nie mieli pleców u władzy, szlachta, która zgodziła się współpracować z Zakonem to zdecydowana mniejszość, meli niewiele, niektórzy z nich musieli się ukrywać, tak trudno było walczyć. A oni? Po prostu urządzili sobie masakrę, tym samy zmieniając życie wielu istot w piekło, z którego tak ciężko mogło być teraz uciec. Musiała wyrzucić z siebie to wszystko, a że odbiorcą jej kłębiących się w niej emocji była biedna niewinna ściana, cóż, wolała nie uszkodzić później dziewczyn. Ból kostek pozwolił się jej trochę opanować, mogła odetchnąć i rozmawiać już spokojniej.
- Te domy są może i stare, ale jeszcze trochę postoją, tak łatwo nas gruzem nie przykryją. Zresztą, podejrzewam, że gdy zostaniemy zaatakowane na poważnie, to nie będzie już czego zbierać, jak z nami skończą. Chyba trzeba się poduczyć technik, które po prostu nie dadzą im nas tknąć. I działają ognioodpornie - też próbowała się uśmiechnąć, jeszcze nie wychodziło jej to jednak najlepiej. Chciała skorzystać z tej chwili, gdy nie musiała udawać.
- Też jestem ciekawa, o co chodzi z tymi cieniami. Jestem trochę odcięta od Londynu, a zapewne tam mają o tym najwięcej informacji. Muszę chyba odświeżyć jakieś stare kontakty, choć to może nie być łatwe - mruknęła, starając się tym razem przełknąć swoją złość. Nie lubiła myśleć o swoich obecnych ograniczeniach. Czuła się źle w takich momentach, gdy nie mogła załatwić lub zrobić czegoś, co było potrzebne. Godziła się z tym z ledwością, o ile w ogóle.
Cieszyła się więc, że może chociaż poduczyć dziewczyny, by te mogły bronić się lepiej. Nie wiele mogła w tej chwili zrobić, może poza próbą posiadania większej ilości informatorów, bo czuła, że właśnie to jest aktualnie największą jej bolączką, szczególnie że z wieloma osobami straciła kontakt, a w swojej obecnej sytuacji nie była pewna, komu mogła powiedzieć o tym, że w ogóle jest jeszcze żywa i pracuje, tylko nie po tej oficjalnej stronie. Ilu z nich sprzymierzyło się z rycerzami, w sumie tylko po to, by ratować własne życie? Ilu nie wyda jej, gdy uświadomić sobie, że może zarobić za jej sprzedanie?
Znów narastała w niej frustracja, starała się jednak za wiele z niej nie pokazywać, by znów nie martwić dziewczyn. Zmarszczyła jedynie brwi, przytakując, gdy usłyszała coś, z czym się zgadzała i rzucała słabe uśmiechy na próby żartowania.
Musiała jednak w pewnym momencie wtrącić swoje trzy grosze.
- Pru, wiem, że Zakon stara się robić, w co swojej mocy i że walczymy z całych sił. Nie wierz jednak w to, że dobro zawsze będzie twoją tarczą, która cię ochroni. Czasem inni mogą wykorzystać to, że masz serce, które nie znosi krzywd. Po prostu uważaj, bo świat ostatnio zrobił się bardziej brutalny, niż kiedykolwiek myślałam, że może być - zacisnęła nieświadomie rękę na ramieniu pokrytym niezbyt przyjemną blizną. Podejrzewała, że jej słowa nie dotrą do Pru, sama pewnie nie uwierzyłaby w nie, gdyby nie doświadczyła ich na własnej skórze.
Westchnęła, starając się znów trochę pocieszyć, szczególnie że słyszała tak wiele miłych słów o swoich umiejętnościach. Wiedziała, że są lepsi od niej, ale dla większości mogła okazać się nie tak łatwym przeciwnikiem.
- Chętnie zobaczę, jakie sztuczki z nożem mnie zaskoczą i nauczę się, jak sobie z nimi radzić. Co do pokazu ciosów, czasem będę musiała pokazać coś na was, czasem sprawę załatwi jakiś kawałek stabilniejszego drewna. To zależy. I w swoim życiu dochowywałam już tyle tajemnic, że i z tą sobą poradzę, nie martw się Thalio. Emocje jednak bym lekko powściągnęła przed walką w parach. Wiem, że mamy medyka, ale nie róbmy sobie niepotrzebnej krzywdy. W sumie może najpierw zrobimy rozgrzewkę, co by nie połamać się w czasie treningu? Chwilę pobiegamy i rozgrzejemy stawy - rzuciła, kierując się do wyjścia. Nie będą przecież ćwiczyć w domku, który nie do końca poradził sobie z jednym uderzeniem.


I survivedbecause fire inside me burned brighter than the fire around me


Jackie Rineheart
Zawód : Wiedźmia Strażniczka i najemniczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And suddenly life wasn't about living. It was about surviving.
OPCM : 19
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t10316-jackie-n-rineheart https://www.morsmordre.net/t10385-ansgar https://www.morsmordre.net/t10386-one-woman-army https://www.morsmordre.net/f388-lancashire-fleetwood-kent-st-12 https://www.morsmordre.net/t10384-skrytka-bankowa-nr-2299 https://www.morsmordre.net/t10383-jackie-rineheart

Powrót do góry Go down

Uścisk Thalii przyniósł pocieszenie, gdy delikatnie poklepała ramię przyjaciółki, sygnalizując, że emocje zostały ujarzmione. Wsłuchała się następnie w słowa kobiety, marszcząc nieznacznie brwi na wspomnienie nieznanych istot.
- Nie zdziwiłabym się gdyby miały one bezpośrednie powiązanie z obecnie panującym spaczeniem magii. Wykorzystywanie potencjału czarów do niesienia spustoszenia i śmierci w jakiś sposób musi zetknąć się z odpowiedzią siły natury niezależnych od nas samych. - Odparła w zastanowieniu. Nie przybyły tutaj jednak w celu dywagacji naukowych, chociaż stanowiły one bez wątpienia temat znacznie głębszy niż kilka zdań wspomnianych przy okazji poruszenia tematu. Ucinając dyskusję, Fancourt skupiła się na planowanym treningu, kiwając głową przy wspomnieniu doświadczenia Jackie przewyższającej ich zdolnościami samoobrony. Również propozycja nauki szyfru nie wydawała się złym pomysłem, a z pewnością dyskretna komunikacja miała się im przydać w przyszłości.
- Możesz nam zaufać, żadna z tych informacji nie opuści tego kręgu osób. - Przytaknęła przyjaciółce na znak powagi sytuacji, skupiając się na mówiącej Prudence. Jej wiara w dobra stanowiła przyjemną odmianę od typowego obiektywizmu, jakim charakteryzowała się Ronja, toteż uśmiechnęła się z wdzięcznością do blondynki.
- Twoje pozytywne nastawienie jest naprawdę godne pozazdroszczenia. Półwysep z pewnością jest niezwykle ważnym terenem dla sojuszu, a chociaż polityka nie jest moją najmocniejszą stroną, wydaje się, że Kornwalia ma duże szanse zostać bastionem otuchy dla uciekinierów. - Wreszcie wróciwszy ponownie uwagą do towarzyszącej jej Jackie, musiała przyznać, że poniekąd rozumiała frustracje tej z nich, która z łamaniem prawa miała do czynienia na co dzień. Na pewno nie mogło być łatwo obserwować swoją twarz na plakatach obarczonych ceną za własne życie i chociaż Ronja z chęcią zaoferowałaby swoje słowo wsparcia i pocieszenia, wiedziała, że Rineheart raczej nie przystanie na tego rodzaju pomoc. Musiała zatem zadowolić się tylko sposobnością do bycia z nimi, wsparciem tak jak mogła najlepiej bez wykorzystywania umiejętności nabytych jako magipsycholog.
- To, że świat dookoła nas jawi się jako brutalny, nie znaczy, że musimy się tej tendencji poddać. - Zwróciła uwagę na słowa Jackie, jednocześnie zaraz kontynnując. - Oczywiście, należy zachować ostrożność, naiwność nie jest bynajmniej pożądaną cechą. Jedyne, o czym mówię to pewnego rodzaju otwartość. Dobro może i nie jest wszędzie, ale czasami można je znaleźć w najmniej oczekiwanych miejscach, pod najmniej oczekiwanymi formami. - Zakończyła myśl, podwijając rękawy na wspomnienie ewentualnego biegu.
- Jeśli chodzi o Londyn, bywam tam dość regularnie, ale atmosfera nie sprzyja pozyskiwaniu informacji. Mam zarejestrowaną różdżkę na fałszywe nazwisko ze względu na pracę w rezerwacie, a i tak kontrole na ulicach są częstsze niż kiedykolwiek. Noworoczny jarmark roił się od funkcjonariuszy Ministerstwa. - Taka forma aktywności nie należała wprawdzie do najczęściej przez nią uprawianych, ale musiały przygotować się do ewentualnych ćwiczeń w bezpiecznych warunkach. Ruszyła za brunetką na zewnątrz, przyspieszając kroku, a kiedy znalazły się już w regularnym biegu, odwróciła głowę do reszty. - Zastanawia mnie, w jakim stopniu siły Zakonu są faktycznie zasobne w osoby zdolne do walki. Wyobrażenia o niej różnią się od praktyki, a chociaż dzisiejsza nauka może nam wiele dać, to większości ludziom daleko do specjalistów, a przynajmniej mi.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083

Powrót do góry Go down

Spoglądała na każdą z nich, naturalnie póki co odruchowo śpiesząc spojrzeniem w stronę Ronji. Naturalnie na ten moment poświęcała jej nieco więcej uwagi nie przez złośliwości, ale również przez to, że jej sytuacja była najbardziej niestabilna. Prudence miała jeszcze swoją rodzinę która ją broniła, Jackie zaś, gdyby mogła, najchętniej rozdawałaby autografy na swoich listach gończych, a ona sama była jak karaluch – nikt jej nie chciał, ale jakimś cudem przeżywała. Teraz zaś znajdowała się w sytuacji w której Ronja miała problemy, a że były jej przyjaciółkami, musiały ją wesprzeć.
- Mam wrażenie, że ich działania stają się zbyt niebezpieczne, dla wszystkich i nie tylko dla nas. W tym momencie może się okazać, że coś takiego będzie zbyt niebezpieczne, nieprzewidywalne, jak każdy nowy rodzaj magii, w tym wypadku zwłaszcza tak plugawej. Nie wiem, może to moja paranoja, ale spędza mi momentami sen z powiek to, że coś takiego mogłoby wleźć, zrobić jakąś krzywdę…może to po prostu mało groźne halucynacje? A może to jakieś zagraniczne dziwne demony? Kto wie, co przynoszą ze sobą Traversy kiedy znów przypływają. – Gdyby mogła w tym momencie spalić całą flotę statków, zrobiłaby to bez wahania, nie czując nawet żadnych wyrzutów sumienia ani tego, że mogłaby zachować statek dla siebie. Nie, nic z tego, spalić wszystko.
- Sprawiedliwość, hm? - Odchyliła głowę, wpatrując się przez dłuższy czas w sufit i dopatrując się każdej belki, każdego przedmiotu, czegokolwiek co mogłoby jakoś jej pomóc. Dziwne to być mogło, ale prawda była taka, że nie umiała dzielić nastawienia Prudence. Nie ze względu na niechęć, ale na zastanowienie, które się w niej znajdowało. Tak wiele rzeczy do zrobienia, tak wiele zajęć i problemów…niby nic, ale takie problemy były dla niej zawsze obciążające. – Zastanawiam się, jak będzie wyglądać sprawiedliwość po wojnie. Czy ktokolwiek będzie zainteresowany, aby ten świat, w którym się znajdziemy, był inny od tego, z którego wyszliśmy. Dla was to pewnie bez różnicy, aby po prostu wrócić do tego co dawniej. Dla mnie tamten stan świata był równie niedopuszczalny jak ten obecny. – Zastanawiała się, co widziały w tym jej przyjaciółki. Oczywiście, nie można było zrezygnować z wojny i nagle przystanąć, ale wyszły z zupełnie innego miejsca niż ona. Jak widziały ten świat po wojnie? Jak go sobie wyobrażały? Czym w ogóle miał być „pokój”?
Spojrzała w tym momencie na pozostałe panny, kiwając Ronji głową w podziękowaniu. Jeżeli w tym momencie musiałaby chronić swoich tajemnic w inny sposób…cóż, nie chciała dożyć dnia, w którym musiałaby im coś zrobić, ale tutaj chodziło o coś więcej niż ona sama. Teraz zaś Thalia podniosła się ze swojego miejsca, spoglądając z zaciekawieniem na Jackie kiedy ta wspomniała ciosach.
- W takim razie pozwolicie, że zacznę. Jeżeli chodzi o walkę z kimś, kto uzbrojony jest nożem, cóż…weźcie pod uwagę, że najlepiej by było, gdybyście uciekały i nie podejmowały walki. Nieco paradoksalne, ale jeżeli nie macie ze sobą broni, tak naprawdę nic wam nie pomoże, a bardzo łatwo zabić kogoś wsadzając nóż w odpowiednie miejsce. – Podniosła się ze swojego miejsca, wyciągając swój nóż – jasne ostrze błysnęło nieco, chociaż obecnie wsadziła je w rękaw, chowając je gdzieś obok i przechodząc w inne miejsce. Stała bokiem, nie dało się więc w żaden sposób poznać, że w jej rękawie znalazła się potencjalnie zabójcza broń.
- Jeżeli w tym momencie jednak uciec nie możecie, postarajcie się zyskać dystans. Nóż to broń wymagająca zwarcia, więc w takich wypadkach im dalej od kogoś jesteście, tym bezpieczniejsze jesteście. Najlepiej by było wytrącić mu go z dłoni, w innym wypadku ewentualnie wykorzystać ten czas na teleportację. Jeżeli cios idzie z góry, możecie go zablokować własną ręką. I pamiętajcie moje drogie, że czasem lepiej wyjść pokaleczonym niż martwym. Może zranicie się w ramię, ale wyjdziecie z tego w jakiś sposób. – Zademonstrowała parę podstawowych ciosów, mając nadzieję, że będą wiedzieć, w jaki sposób można kogoś podejść.
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zapomniana wioska

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach