Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Leśny trakt
AutorWiadomość
Leśny trakt [odnośnik]29.07.21 23:36
First topic message reminder :

Leśny trakt

W samym sercu Staffordshire natknąć się można na wyjątkowe miejsce. Leśny trakt, utworzony został pod koniec XIX wieku. Ścieżki pokryto drewnianymi podestami, które wiją się pośród drzew, niezwykłych pomników przyrody, rzeki i wodospadów. Trakt rozwidla się, tworzy kręte połączenia, a drogi schodzą i rozchodzą w różnych punktach. Wielu zachwyca się widokami, pięknem przyrody, szumem drzew i wodospadów. Każdy, kto uwielbia chodzić lub szuka wytchnienia w trudnych chwilach, wybiera się na Leśny trakt, w poszukiwaniu ukojenia, rozwiązania problemów, przemyślenia istotnych kwestii.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Leśny trakt - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Leśny trakt [odnośnik]07.03.22 21:34
Oczywiście przerwanie rzuconego we mnie scabbio nie udało się. Spróbowałem jeszcze raz - Finite Incantatem. - powiedziałem, ale i tym razem mi nie wyszło. Westchnąłem zrezygnowany. No cóż. Ta wysypka nie będzie przecież trwała wiecznie. W końcu mi przejdzie. Muszę tylko pamiętać, żeby nikogo przez przypadek nie dotknąć, bo o ile dobrze pamiętam to jest to bardzo zaraźliwe.
Moja obecność okazała się tu kompletnie zbędna. Wcześniej wydawało mi się, że nie jestem najgorszym magiem, ale rzeczywistość mnie boleśnie zweryfikowała. Okazało się, że to nie to samo co czarowanie w klasach szkolnych czy nawet eksperymenty na alkoholu. Wszystko działo się tak szybko. Nie było czasu na celowanie czy dokładne ruchy różdżką. Nawet chwilami nie było czasu na myślenie. Przemknął mi przez serce żal, że nie przykładałem się bardziej do uroków czy obrony przed czarną magią. Byłbym teraz bardziej przydatny.
Czułem się okropnie. Nie tylko dlatego, że wszystko mnie przeokropnie piekło i swędziało. Czułem się kompletnie bezużyteczny, a to nie było dobrze znane mi uczucie. Pocieszała mnie jedynie myśl, że nie przeszkadzałem nikomu i nikt nie był zmuszony mnie ratować. Chociaż tyle...
Westchnąłem i przetarłem wierzchem dłoni pot z czoła. I to był błąd. Natychmiast obie części ciała zaczęły mnie palić. Mimowolnie skrzywiłem się z bólu i opuściłem ręce, walcząc z pokusą rozdrapania sobie twarzy. Wziąłem głęboki wdech i postarałem się oczyścić umysł. Zerknąłem na Leona, Vincenta a na końcu Elroya. Oni wydawali się świetnie w tym odnajdywać. A ja... chyba po prostu nie jestem do tego stworzony. Myślałem, że potrafię się skupić w ciężkich warunkach i szybko podejmować decyzje. I o ile teraz nie przysporzyłem nikomu kłopotów, tak kolejnym razem może się to skończyć o wiele gorzej. Nie prędko zdecyduję się na kolejną podobną wyprawę, a na pewno nie przed tym jak potrenuje swoje umiejętności. Pole bitewne nie było dla mnie, jeszcze nie.

Em 36/50
Pż 260/260 (psychiczne 30)
Quentin Macmillan
Zawód : Lord, Asystent w Macmillan's firewhisky
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Tak, człowiek jest śmiertelny, ale to jeszcze pół biedy. Najgorsze, że to, iż jest śmiertelny, okazuje się niespodziewanie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10915-quentin-macmillan https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11029-skrytka-bankowa-2392#337704
Re: Leśny trakt [odnośnik]10.03.22 18:04
Wiedział, że pojedynek z czarnoksiężnikami i podobnymi im zbójami mógł być niebezpieczny - jednak niebezpieczeństwo podczas wojny było wręcz chlebem codziennym, którego jednak im jako lordom było dane unikać. Nie doznawali w taki sposób rabunków i zagrożenia jak chociażby obecny tutaj Vincent, więc dlatego miał również nadzieję, że młodzi mężczyźni zyskają podczas dzisiejszej wyprawy nieco więcej doświadczenia i wyniosą nieco nauki ze starcia z bandytami.
Nawet jeśli ich warunki nie były sprzyjające, a i ich rany nie należały do lekkich, dostrzegał jak powoli się poddają i opadają z sił. Używane przez plugawe zaklęcia czarnomagiczne wyraźnie wpływały również na ich ciała i możliwości walki. Choć sami nie byli bez szwanku, wyraźnie byli na wygranej pozycji.
Jeden z atakujących ich mężczyzn nie tylko zaczął się dusić, ale również i powoli tracić przytomność. Pozostali, wyraźnie ranni i osłabieni zaczęli rzucać się do ucieczki, nie chcąc podejmować dalszej walki i bardziej dbając o własne życie.
Elroyowi nie zależało na zemście, na zabiciu tych ludzi - a jednak wiedział, że jeśli ich teraz puszczą wolno, może się to skończyć stanowczo źle dla innych. Grabieżcy, z którymi przyszło im się zmierzyć nie byli osobami, które w przyszłości nie zaczną ponownie sprawiać problemów i kłopotów. Czasem morderstwo wydawało się być jedyną opcją rozwiązania problemów, które ludzie sprowadzali podczas wojny. Lord wolałby wierzyć, że miejsce przestępców jest w więzieniu, jednak w sytuacji, w której była pogrążona Anglia, nie było to tak oczywiste.
- Orcumiano - wycelował w Aidana, pod jego nogi, tak aby uniemożliwić mu dalszą ucieczkę. Wciąż musieli zająć się znajdującymi w tej okolice zwłokami. Ci ludzie, którzy stracili życie, zasługiwali na pochówek. - Lamino! - wycelował zaraz po tym w Volliego, aby ich zatrzymać. Silly wyraźnie już przestał być w stanie rzucać zaklęcia z dołu, w którym się znajdywał.
Aidan wpadł do magicznego dołu ze stękiem, nie będąc wyraźnie w stanie podjąć dalszej ucieczki przez swoje obrażenia, które otrzymał, a drugi mężczyzna zaczął próbować obronić się umiejętnie przed ostrzami. Po niedługim czasie Volly jak i Billy zbiegli z pola walki, jednak sam Elroy nie chciał sprawdzać nawet stanu, w którym znajdywali się pozostali grabieżcy w dołach. Był wręcz pewny, że znajdywali się we własnych grobach...
- Leonie, Quentinie, jak się czujecie? - zapytał spoglądając na chłopców, kiedy walka dobiegła końca. Po tym przeniósł spojrzenie na Vincenta. - Musimy zająć się jeszcze zmarłymi, orcumiano i mobilicorpus powinny ułatwić nam to zadanie. Nie wypada, aby zostawić zmarłych w takim stanie, szczególnie tych którzy zostali zamordowani w tak okrutny i nagły sposób - wyjaśnił, chociaż sam odczuwał, że nie czuł się najlepiej w podobnej sytuacji. Nie przez walkę, bo w tej był biegły - ale w kwestiach śmierci, która ich otoczyła. Atmosfera nie była przyjemna, a i wszystkie zapachy z pewnością przez mróz były o wiele mniej dokuczliwe, nawet jeśli wciąż wyczuwalne.

| rzuty, orcumiano udane, a lamino udane połowicznie.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t10970-elroy-greengrass#334429 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Re: Leśny trakt [odnośnik]11.03.22 0:57
Już gotował się by wykonać następny ruch ofensywny lub chociaż taki, który na dłuższy czas obezwładni ich przeciwników. Jego nadgarstek prawie wykonywał dryg Petryficus Totalus, gdy nagle wrogowie rzucili się do ucieczki, mierząc się z refleksem Elroya Greengrassa. Dwójce z nich, w tym mężczyźnie, który zamęczał Longbottoma podduszającym zaklęciem, udało się zbiec z pola bitwy. Pozostała para natomiast wylądowała w dole, wytworzonym przez zręcznie wykonane Orcumiano. Wśród uwięzionych znajdował się ten, który sprawiał wrażenie najbardziej doświadczonego. Być może był to przywódca tej szajki? Czy należałoby go przesłuchać? Cokolwiek planował zrobić z tymi dwoma Greengrass, nie było to decyzją Leona. Postanowił więc nie odzywać się w tej kwestii.
Na pytanie kuzyna odpowiedział twierdząco, skinieniem głowy. Dostało mu się trochę, prawda, jednak nie na tyle, by teraz użalać się nad sobą. Na pewno był zmęczony. Nie otrzymał jednak nawet obrażeń widocznych dla zewnętrznego oka. Dzięki temu może uda mu się uniknąć w Blyth ojcowskich kazań.
Spróbował uspokoić oddech, mierząc odcinek leśnego traktu, na którym przed chwilą rozgrywała się bitwa. Rozluźnił się nieco – chyba faktycznie walka dobiegła już końca. Wysłuchał więc planu starszego krewnego we względnym spokoju. Nie czuł się zbyt komfortowo zgadzając się na wykonywanie prowizorycznego pogrzebu dla nieznajomych ofiar w środku lasu. Gdyby był na to czas i miejsce, oraz gdyby to zależało od niego, na pewno poszukałby ich krewnych i dokonał godnego pochówku. Znajdowali się jednak w środku wojny domowej. Gdyby warunki im na to pozwalały, na pewno by to zrobili. Nie mógł w tym wypadku podważać zdania Elroya – na pewno i on nie był zadowolony, że zmuszeni byli do takiego czynu.
- Orcumiano! – wymierzył kilka metrów obok leżących pośrodku ścieżki ciał, ziemia pochłonęła jednak urok, jak gdyby nigdy nic i niewzruszona utrzymywała swój stan sprzed chwili – Niech to... – pokręcił zrezygnowany głową, kierując się w stronę ciał – Niech ktoś mnie poprawi, może z przenoszeniem ciał lepiej mi pójdzie. Mobilicorpus! – rzucił w jedne ze zwłok, starając się nie przyglądać się im zbyt dokładnie.
Widok zmarłych nie był mu może obcy, ale na pewno nie był też przyjemny...

rzuty
EM: 29, Ż: 145/190 (kara -10)
Szczęście I (ignoruję efekt krytycznej 1)
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom
Re: Leśny trakt [odnośnik]11.03.22 10:22
Z zamyślenia wyrwał mnie głos Elroya rzucającego zaklęcia. Mimo, że nasi przeciwnicy byli już słabi to walka nie dobiegła końca. Domyślam się, że trzeba rozprawić się z nimi do końca. Podniosłem różdżkę do góry, starając się stłumić grymas bólu spowodowany swędzącymi ranami ocierającymi się o ubranie. Elroy zręcznie unieruchomił dwóch, a pozostała dwójka ruszyła do ucieczki. Drgnąłem chcąc ruszyć za nimi w pogoń, ale widząc kątem oka, że nikt się nie poruszył również zostałem w miejscu. Nie rozumiałem tej decyzji. Przecież Ci ludzie mogą odzyskać siły i czynić więcej zła. Mimo to nie miałem siły i pewności siebie, żeby oponować. Skoro czarodzieje, którzy byli bardziej biegli niż ja podjęli taką decyzje to znaczy, że była słuszna. A co z tymi co nie zdołali uciec? Czy ich tak zostawimy? Czy oni nie żyją? Popatrzyłem się po wszystkich, ale nadal nikt się nie poruszył w ich kierunku. No dobrze...
Spojrzałem na Elroya i uśmiechnąłem się słabo - Nie jest najgorzej - naprawdę nie było. Było jedynie niekomfortowo, żadnych fizycznych obrażeń, żadnych złamać, krwi... Może byłem dla siebie zbyt surowy i nie poszło mi, aż tak źle? Postanowiłem porozmawiać później z Pru, ona powinna wydać obiektywną opinie.
Powiodłem wzrokiem za trupami ścielącymi ziemie. To najgorszy widok. Tylu dobrych ludzi umarło, umiera w tej chwili i będzie umierać. Ta woja... Nie. To nie czas na takie przemyślenia. Chce jak najszybciej stąd odejść. Ponieważ wątpiłem, że i mi się uda Orcumiano, postanowiłem wymyśleć coś innego. Rozejrzałem się, podszedłem do drzewa i wypatrzyłem pod nim sporą gałąź. Idealnie. Żeby tylko jeszcze zaklęcie wyszło. - Acus - wypowiedziałem z intencją zmiany konara w łopatę. Starałem się nie okazać ulgę jaką poczułem kiedy zobaczyłem przed sobą łopatę. - Facere - powiedziałem i łopata zaczęła żwawo kopać groby.

Em 35/50
Quentin Macmillan
Zawód : Lord, Asystent w Macmillan's firewhisky
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Tak, człowiek jest śmiertelny, ale to jeszcze pół biedy. Najgorsze, że to, iż jest śmiertelny, okazuje się niespodziewanie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10915-quentin-macmillan https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11029-skrytka-bankowa-2392#337704
Re: Leśny trakt [odnośnik]11.03.22 13:50
Wiedział, że nie były to przyjemne widoki, a jednocześnie nie mogli przed nimi uciekać. Musieli zająć się tym teraz, pochówkiem tych osób. Czarnoksiężnicy się tutaj kręcili, czego mieli w końcu żywy dowód, a to mogło zawsze być ryzykiem, że ciała zmarłych zostaną jeszcze bardziej zbezczeszczone.
- Pamiętajcie, aby wciąż być ostrożnym - przypomniał młodych lordów. - Mieliśmy do czynienia z czarnoksiężnikami, nie wiemy czy któryś z nich zanim nie przybyliśmy tutaj, nie postanowił stworzyć inferiusów lub czy nie ma ich tutaj więcej - powiedział, samemu wciąż powstrzymując się przed odwracaniem wzroku, tak jak robił to podczas wizyty w Lavedale. Nie mógł sobie na to pozwolić, musiał być silniejszy i ponad to, szczególnie jeśli sam postanowił, że będzie brał czynny udział w obronie tych ludzi, którym wojna najbardziej zagrażała. Nie był do końca pewny jeszcze z czym będzie się to wiązało - bo wachlarz tych działań był ogromny, ale był pewny że nie wycofa się ze swoich postanowień. Był winny choć tyle tym ludziom, którzy ucierpieli przez wojnę najbardziej.
Podszedł do jednego z rowów, do którego wpadł dopiero co uciekający mężczyzna, spoglądając na niego przez dłuższą chwilę. Skrzywił się, czując jak bardzo było nie w porządku, że kolejna osoba musiała umrzeć. A mimo to... nie mógł poradzić wiele na ten fakt.
Dostrzegł, że czarodziej podczas upadku stracił różdżkę. Schylił się po nią, zabierając i chowając, powinni je sprawdzić. Po tym rozejrzał się znów po tych ciałach, które potrzebowali zakopać.
Sam przystąpił również do działania, nie mogąc przecież pozwolić, aby to młodzi podejmowali całe działanie. Orcumiano i mobilicorpus, przenoszenie zmarłych do dołów. Elroy jednak rozglądał się za czymś, co mogłoby pomóc w identyfikacji tych ludzi - chociażby w najbliższych miasteczkach, jeśli udawało im się odnaleźć nie tylko dokumenty, ale chociażby różdżki czy dzienniki, starał się to zebrać. Nie było to wiele, zaledwie poszlaki, ale mogły pomóc odnaleźć ludzi, którzy utracili rodzinę. Podczas wojny zbyt wiele osób zaginęło bez słowa, aby pozwolić, aby stawało się to czymś, na co powinni się godzić. Musieli robić to, co było w ich mocy.
Poprosił również chłopców, aby zwracali uwagę na podobne przedmioty, choć głównie musieli skupić się na zakopaniu ciał. Po wszystkim na ziemi pozostały jedynie ślady po walce i krwi, przedmioty ludzi którzy próbowali zbiec przed śmiercią, lecz zderzyli się z nią w tak brutalny i drastyczny sposób. Nieprzyjemna cisza, chłód szczypiący po policzkach zdawały się jedynie przypominać o tym, że ten szlak nie był przyjazny podróżnym - w końcu sami doznali tego, kiedy tylko dostrzegli kilka godzin wcześniej dementora.
- Dziękuję Leonie, Quentinie. Mam nadzieję, że będę mógł na was liczyć w przyszłości, choć dzisiejszy dzień nie był łatwy dla nas - zwrócił się do młodych lordów, kiedy już ostatnie doły zostały zakopane. Nie mogli poświęcić czasu na odpowiednie upamiętnienie tych ludzi, ale mogli zapewnić im minimum tego, co im się należało po śmierci - pochówek. - Dobrze się dzisiaj spisaliście - pochwalił ich również jeszcze zanim przyszedł czas, aby się rozeszli i powrócili do własnych domów, bogatsi z pewnością o pewnego rodzaju doświadczenie, choć na pewno nie było to przyjemne czy łatwe doświadczenie.
- Dziękuję Vincencie, że dzisiaj nam towarzyszyłeś. Z pewnością gdyby nie twoje umiejętności, sytuacja mogłaby być dla nas o wiele niebezpieczniejsza. Gdybyś potrzebował mojej asysty, proszę, nie wahaj się do mnie zwrócić. Poza lordem, wspieram również działanie Zakonu - zapewnił i Rinehearta zanim wszyscy się rozeszli.

| Zt dla Elroya.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t10970-elroy-greengrass#334429 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Re: Leśny trakt [odnośnik]12.03.22 19:55
Wywołany do sprawnej reakcji, zdążył jedynie prześlizgnąć błękit tęczówek po wszystkich zgromadzonych. Z poważną, skupioną miną, skinął głową w stronę arystokraty, obierając właściwy kierunek. Zachowując ostrożność, wyuczone zasady, skradał się w kierunku oprawców, dając subtelny znak, iż pozostali mogą iść w jego ślady. Kroki były delikatne, przemyślane; gruba, zmrożona warstwa śniegu wydawała specyficzny, zgrzytliwy dźwięk, który na tle ogołoconego lasu, roznosił się ze zdwojoną siłą. Mężczyzna spłycił oddech, wydmuchując kłębki mlecznobiałej pary. Zimno mroziło zarośniętą twarz, uszy, palce zaciśnięte na głogowej broni. Obraz ognistego pobojowiska, był na wyciągnięcie ręki – zdewastowany wóz, służący do szybkiego transportu potrzebnych produktów, przedmioty porozrzucane wzdłuż prowizorycznej ścieżki, naznaczone determinacją zaciekłej walki, ofiarności oraz ostatecznego poświęcenia. Zmarszczył brwi w niezadowoleniu, obrzydzeniu, wyrazie nieukrywanego zdenerwowania. Akt pastwienia się nad dogorywającym ciałem, był nie do pomyślenia… Odgłos uderzenia, paniczny śmiech, satysfakcja wypływająca z każdego, niekontrolowanego ruchu. Nie mogli zwlekać, ani sekundy dłużej. Wyskakując z bezpiecznej kryjówki, wśród gęstych patyków roślinnych zarośli, zaatakowali bez skrupułów. Zaklęcia świsnęły w zimowym przestworzu, pragnąc sprawiedliwości i zadośćuczynienia. Stawał na wysokości zadania, prezentując swój magiczny potencjał. Raz za razem posyłał udane inkantacje, rażąc przeciwnika o wysokich umiejętnościach. Mimo uwięzienia w głębokim dole, bez większego problemu posyłał plugawe zwroty, przyjmujące postać kąsającego węża. Ciemnowłosy nie był w stanie obronić się przed bestią, która kilkukrotnie odbiła się od nóg, przebijając cieniki materiał spodni, zostawiając długie zadrapania i brzydkie siniaki. Walczył zaciekle, oddanie, nie pozostawiając żadnych skrupułów. Nie zabijał, nie wychodził z tego samego położenia, nie zniżał się do poziomu bezmyślności i okropności przedstawianej przez bezwzględnych wrogów. Karał, lecz z odpowiednią strategią. Zaklęcie rozbrajające trafiło przeciwnika. Zauważył jak różdżka wyrzucona w powietrze, upada w grubą zaspę białego puchu. Udało się. Przetrwali oszałamiając Grabieżców niezdolnych do dalszej akcji. Odetchnął z ulgą, nabierając w płuca mroźnego powietrza. Zgiął się w pół, a ręce oparł na kolanach. Chciał odrobinę odpocząć, pozbyć się przeciążenia, przez które kręciło mu się w głowie. Gdy podniósł się na równe nogi, spojrzał na pozostałych oceniając ich stan zdrowia. Choć poturbowani, zmęczeni, nie wymagali natychmiastowej interwencji. Po krótkiej chwili odpowiedział na zasłyszane słowa: – W porządku. Jeśli któryś z was nie czuje się na siłach, mam kilka eliksirów wspomagających. – zakomunikował, a lewa dłoń zatrzymała się na mniejszej torbie przewieszonej wokół sylwetki. Rozejrzał się po zrujnowanej przestrzeni, oceniając możliwości zorganizowania godziwego pochówku. Ziemia była twarda, grudowata, pokryta warstwą kilkutygodniowego lodu. Jedynie magia mogła im w tym pomóc: – Nie traćmy czasu. – rzucił jeszcze, zabierając się do pracy. Podchodząc bliżej, badając podłoże, spoglądając na umiejscowienie drzew, znalazł przystępny skrawek terenu. Dając sygnał, wypowiedział znane słowo: – Orcumiano. – ziemia miała rozstąpić się pod jego stopami. Pozostali wykonywali podobne czynności, przenosząc zbezczeszczone zwłoki, które mogły zaznać w końcu świętego spokoju.

EM: 29/50
Żywotność: 182/207 (-5)


[bylobrzydkobedzieladnie]



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself


Ostatnio zmieniony przez Vincent Rineheart dnia 12.03.22 23:28, w całości zmieniany 1 raz
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 28 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Leśny trakt [odnośnik]12.03.22 19:55
The member 'Vincent Rineheart' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 77
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Leśny trakt - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Leśny trakt [odnośnik]12.03.22 21:37
Groby zostały już wykopane, a ze mnie zszedł już stres po walce. Teraz czułem w piersi ucisk smutku. Widząc te wszystkie ciała, powoli lewitujące do świeżo wykopanych grobów, byłem gotowy nawet jutro stanąć do walki, tylko żeby oszczędzić niepotrzebnej śmierci. Ale przecież to mógłbym być ja. Spojrzałem na Leona. Odrobina pecha i to teraz moje ciało mógł przenosić do dołu z ziemią. Oczyma wyobraźni zobaczyłem matkę płacząca nad moim grobem. Pru siedząca w moim pustym pokoju. Ojca załamanego przy biurku. Nie… nie jestem jeszcze na to gotowy. Nie mam takich umiejętności jak chociażby Leon, który muszę przyznać bardzo mi dziś zaimponował. Kiedyś, w niedalekiej przyszłości na pewno, żeby zmniejszyć ilość potrzebnych grobów. Szkoda, że nie mogliśmy tych ludzi uchronić od śmierci. Dobrze, ze mogliśmy im zapewnić godny pochówek. Chociaż tyle. Za to może mógłbym pomoc w jakiś inny sposób. Może moje pieniądze mogłyby pomoc. Pieniądze zawsze potrafią pomóc. Muszę tylko się zainteresować sprawą i dowiedzieć się jak. Możliwe, że siostra będzie więcej wiedziała. Teraz było mi trochę wstyd widząc martwe ciała, za moje wcześniejsze ignoranctwo. Może gdybym wcześniej coś zadziałał, może właśnie ich bym uratował…
Gdy już groby zostały zakopane, odetchnąłem i uśmiechnąłem się słabo do Vincenta. - Dziękuje, ale to nic takiego. - od razu widać było, że zna się na takich rzeczach. Miał nawet przy sobie eliksiry wspomagające ! Cieszyłem się, że był dziś z nami. Jego umiejętności okazały się bardzo przydatne. Niesamowity człowiek.
Zrobiło mi się trochę cieplej na sercu na słowa Elroya. Jeśli były szczere to znaczyło, że nie byłem dziś aż tak bezużyteczny. Jeśli to była tylko oficjalna formułka.. no cóż. Dla własnego zdrowia psychicznego odsunąłem od siebie tą opcje - Jak najbardziej. - powiedziałem szczerze, mając jednak nadzieje, że taka sytuacja nie nadarzy się szybko i będę miał okazje przed nią trochę potrenować.
Gdy już nadszedł czas gdy mogliśmy wracać do domu lekko skinąłem głową - Dziękuje Panowie. To był zaszczyt walczyć z wami ramie w ramie. - uśmiechnąłem się i już myślami byłem w domu, zastanawiając się czy Pru tam jest i czy będę miał okazje jeszcze dziś opowiedzieć jej co się wydarzyło.

| Zt.
Quentin Macmillan
Zawód : Lord, Asystent w Macmillan's firewhisky
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Tak, człowiek jest śmiertelny, ale to jeszcze pół biedy. Najgorsze, że to, iż jest śmiertelny, okazuje się niespodziewanie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10915-quentin-macmillan https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11029-skrytka-bankowa-2392#337704
Re: Leśny trakt [odnośnik]12.03.22 23:21
Wszystko wskazywało na to, że ich zadanie na leśnym trakcie dobiegało końca. Podczas gdy zajmowali się chowaniem zmarłych, z dołów, do których wpadli szabrownicy nie dobiegł ich żaden odgłos. Co prawda Leon nie pofatygował się by zbadać ciała przeciwników i upewnić się w stu procentach o ich śmierci. Postanowił zawierzyć względnemu spokojowi, z jakim Rineheart i Greengrass przeprowadzali dalsze kroki misji. Chociaż nadal trzeba było uważać, prawdopodobieństwo, iż leżący w dołach czarnoksiężnicy jeszcze im zagrożą, było niezwykle nikłe. Większe niebezpieczeństwo stanowiła szansa, że zanim ich czwórka zdążyła przerwać grupie bandytów, ci zdążyli stworzyć z tych biednych ofiar inferiusy, na co właśnie zwrócił uwagę Elroy.
- Dziękuję, nie ma takiej potrzeby. – odpowiedział zaraz po Quentinie na propozycję złożoną im przez Vincenta.
Czuł się na siłach, by doprowadzić to wszystko do szczęśliwego końca. Jego stan nie wymagał natychmiastowej reakcji, o ile nie czekała ich jeszcze kolejna zaciekła walka. A jak się później okazało – z niczym podobnym nie przyszło się już im w tym miejscu zmierzyć. Sprawnie przeprowadzili prowizoryczne pochówki napotkanych na drodze ciał nieszczęśników i zabezpieczyli teren. Wydawało się, że przynajmniej na razie, do tej części lasu zawitał spokój, a siły czarnej magii zostały tu wyplenione.
Longbottom wysłuchał podziękowań skierowanych w jego i Quentina kierunku, kiedy już skończyli całą robotę. Na początku dzisiejszej akcji powstrzymywać musiał skrzywienie, usilnie próbujące malować mu się na twarzy, gdy słowa jego kuzyna tylko docierały jego uszu. Po tym co przeszli, nie czuł już do niego żalu za ten listowny szantaż emocjonalny. Czy może raczej „ambicjonalny”? Może nie miał już siły, a może po prostu zrozumiał, że Elroy zwyczajnie zachowuje i wypowiada się w taki właśnie sposób, więc nie ma powodu, by brać to wszystko do siebie.
- Naszym obowiązkiem jest dbać o siebie nawzajem. Ród Longbottom jest zawsze gotowy nieść pomoc swoim sojusznikom. – odpowiedział, uderzając w podobne, oficjalne tony.
Zanim ruszył w drogę powrotną, podszedł jeszcze do swojego dawnego przyjaciela z ławki. Sprawiał wrażenie poruszonego dzisiejszymi wydarzeniami.
- Dobrze było cię mieć obok. Jak za szkolnych czasów. Mam nadzieję, że niedługo uda nam się spotkać w przyjemniejszych okolicznościach. A tymczasem bywaj! – uścisnąłwszy go, zwrócił się jeszcze w stronę Vincenta, by i mu podziękować, chociaż skinieniem głowy, po czym dokonał deportacji.

zt
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom
Re: Leśny trakt [odnośnik]13.03.22 18:22
Głębokie, ziemiste wydrążenia, były gotowe do przetransportowania ciał. Najgorsze zadanie było dopiero przed nimi. Magia po raz kolejny okazała się nieocenionym wsparciem. Ręczne przenoszenie przy niepewnym stanie zdrowia fizycznego, mogło przysporzyć ogromną ilość niechcianych problemów. Westchnął krótko, gdy wierzch dłoni przetarł wilgotne czoło. Czuł zmęczenie, dyskomfort, pulsujący ból zranionych członków, towarzyszący podejmowanym krokom. Podszedł do jednego z nieboszczyków, doglądając przestrzeni wokół bestialskiego morderstwa. Skupił się na poszukiwaniu charakterystycznych przedmiotów, pliku dokumentów umożliwiających identyfikację i przynależność czarodzieja. Martwił się, iż nieprzytomni oprawcy zdążyli dokonać ów czynności jako pierwsi; rozgrabić osobisty majątek, spalić wszelkie przesłanki pozwalające na rozpoznanie tożsamości. Działali przemyślanie, skutecznie i szybko. Nie byli szczęściarzami. Zmartwiona rodzina nie miała możliwości odbycia szlachetnej żałoby, pożegnania drewnianej sklejki skrywającej uciemiężone ciało. Wojna odbierała swe krwawe żniwo, nie zważając na konsekwencje, cierpienie oraz najbliższe koligacje. Stawała się coraz bardziej perfidna, bestialska i zorganizowana. Jako reprezentanci rebelianckiej organizacji, nie byli  w stanie zapobiec każdej tragedii – te rozgrywały się niemalże przez cały czas zapełniając upływające, wydłużone minuty. Rozsiane po terytorium rozległej krainy, angażowały zbyt wiele istnień. Wróg miał w tym momencie przewagę, lecz nic nie było jeszcze przesądzone. Po przeniesieniu i wypełnieniu wszystkich wyżłobień, zabrał się za pomoc w zasypywaniu dołów. Staranna czynność, była tu niezbędna; nie chcieli, aby tragiczne skutki atmosferyczne, czy wściekła, nieokiełznana zwierzyna miała możliwość odsłonięcia przygotowanego pochówku. Pracował całym sobą, czując jak mięśnie palą go od wysiłku fizycznego. Pomagał sobie czym mógł, tworząc prowizoryczne narzędzie. Ziemia okazała się twarda, zmrożona i nieprzystępna. Przez dłuży czas przenosił niewielkie ilości zakrywające nieporuszoną sylwetkę. Oddychał przez nos obawiając się, iż niechciane przeziębienie powita go tuż po powrocie. Gdy nadmiar ziemi wydobył się poza przygotowany nagrobek, ciemnowłosy uklepał go starannie. Na samym początku wbił dwa brzozowe patyki w celu zaznaczenia, upamiętnienia ofiar niechcianej masakry. Niewielki gest uspokajający sumienie. Poczekał, aż pozostali zakończą swoją pracę. Udało się. Po krótkiej chwili stanęli przed sobą dokonując podsumowania. Mężczyzna pokiwał głową na odpowiedź dwójki szlachciców. Z niewielkiej torby wyciągnął przygotowaną wcześniej, niewielką butelkę z ziołową wodą podając współtowarzyszom: – Napijcie się. Powinna odrobinę pobudzić i delikatnie rozgrzać. – wyjaśnił z lekkim uśmiechem, aby na końcu umoczyć usta w energetyzującym płynie. Spotkanie chyliło się ku końcowi. Dołączył się do podziękowań mówiąc w stronę młodszych przedstawicieli: – Podziwiam waszą odwagę. Gdybyście potrzebowali treningu, spotkali się z jakąś wątpliwością, jestem do waszej dyspozycji. – rzucił lekko, łagodząc tembr głosu. Skiną głową z wyuczoną uprzejmością. Delikatnie odkręcił się do Lorda Greengrassa, ściskając jego dłoń: – Od tego jestem. – zapewnił. – Oczywiście, będę miał to na uwadze. Ty również nie wahaj się, aby wezwać mniej do pomocy. Uważajcie na siebie. – poprosił, cofając się do tyłu. Dopiero po kilkunastu minutach spaceru postanowił posłużyć się cenną umiejętnością teleportacji.



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 28 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Leśny trakt [odnośnik]06.04.22 8:47
Gawain nie był żadnym wioskowym bohaterem. Akurat wyszedł do wychodka, gdy jego sąsiadów zaatakowała nieznana siła. Wybuch chaty Brownów spowodował, że siła eksplozji wyrzuciła półnagiego mężczyznę na kilka jardów w dal. Szczęśliwie upadł w grubym, śnieżnym puchu i stracił przytomność, ale gdy się ocknął, zrozumiał, że to wcale nie było żadne szczęście. Nie miał powodu do świętowania — wszystkie domy, wszyscy mieszkańcy małej wioski Bubbtropen nie istnieli. Zrównane z ziemią zabudowy, leżące na ziemi ciała, prosiaki uciekły lub zostały skradzione. Jedynie kilka psów szwendało się, stało przy martwych panach albo wyjadało resztki jedzenia. Gawain chodził niczym w transie, nie wiedząc, co się wydarzyło, ale to wszystko sprawiło, że momentalnie wytrzeźwiał. Musiał się stąd wynosić, bo kto wie, czy atakujący nie mieli wrócić i go wykończyć? Zaczął przeszukiwać ruiny w celu znalezienia jedzenia, ale jedyne co znalazł to podziemny składzik jednego z sąsiadów wypełniony jeszcze nieskończonym alkoholem. Ocalały zebrał jednak tyle, ile mógł i z małym tobołkiem ruszył w las, nie szczędząc sobie popijawy. - Szdrajcy! Mordersy! Zabić! Zabić! - rzucał i krzyczał pod nosem, ciągnąc jedynie raz po raz z butelki, która jeszcze mu się ostała. Najeźdźcy niczego nie tracili, nie odkrywając tajnej bimbrowni Jima Fallona — jego alkohol był okropny, ale jednak kopał i robił swoje. A Gawain wypił tego naprawdę sporo, bo co innego mu pozostało? - Hej, ty! - wrzasnął nagle, wskazując niemogącym zostać w jednym miejscu palcem jakąś postać przed nim. To chyba był facet. Tak... Chyba tak. - Byłeś f mojej wiosce?! Byłeś?! - wrzasnął tuż, zanim stracił równowagę i upadł twarzą we wciąż zmarzłe błoto. - Choś tu. Załatwię cię - wymruczał jeszcze w półpłaczliwym półgniewnym tonie, zanim stracił przytomność.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Leśny trakt - Page 3 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Leśny trakt [odnośnik]06.04.22 14:03
Przytłaczające emocje, które od razu osiadły na przemęczonych, przygarbionych ramionach, nie pozwalały na dynamiczny powrót do irlandzkiego domostwa. Przemoczone buty, brodziły w głębokich, leśnych zaspach przybrudzonego śniegu, ulokowanego między strzelistymi, szponiastymi gałęziami. Znalazł się na samym jego skraju, wkraczając w odmęty prawdziwej cywilizacji. Niebo stało się jaśniejsze, przepuszczało króciutkie, pojedyncze promyki. Droga wydeptana przez ludzkie kończyny, prowadziła do pobliskich wiosek i mniejszych miejscowości. Odetchnął z ulgą mogąc ujrzeć drobiny normalności z dala od morderczej walki, objawów śmierci, zbezczeszczonych ciał, ginących z bezwzględnej ręki coraz bardziej bezpośredniego wroga. Był też obolały; czarnomagiczne zaklęcie dotknęło jego ciała. Wąż zdążył podziurawić spodnie, zadrapać piszczele, które w tym momencie pulsowały w tępym, nieprzyjemnym rytmem. Oddychał niespokojnie, czują ciężar nadchodzącej drogi; dlaczego karał się za nieuniknione? Karcił za niedostateczną reakcję, zatracony, ludzki żywot. Nie pogodził się z faktem, iż pochowane jednostki nie były zidentyfikowane. Nie miał pojęcia, czy pozostali członkowie rodziny uszli z życiem. Dokąd pojechali, jak daleko oddalili się od swych bezpiecznych azylów? Wysokie usypiska pozostaną jedynie wspomnieniem, które na zawsze wryje się w pamięć kilku przedstawicieli samozwańczej rebelii. Brodząc przez zmarznięte pole, zbliżając się do pobliskiej miejscowości, na horyzoncie pojawiła się pewna postać. Zmrużył powieki, aby lepiej wybadać jej figurę, atrybuty, które mogły okazać się pułapką. Osoba ta chwiała się na wszystkie strony. Zdarzyło się, iż upadła w miękki puch, aby powstać z głośnym stęknięciem i siarczystym przekleństwem. Rineheart również nie pozostał obojętny – pijany jegomość dostrzegł ruchomy kształt i celując środkowym palcem wychrypiał zaczepkę. Czego chciał? Podchodził coraz bliżej, jednając się z nędznym widokiem: – Coś się panu stało? Jest pan ranny? – zapytał zaraz, zatrzymując się na bezpiecznej odległości. Mężczyzna był w opłakanym stanie. Zmarznięty, wycieńczony, z twarzą opuchniętą od dużej ilości wyskokowych napojów. Dlaczego robił sobie coś takiego? – Wiosce? – powtórzył zaskoczony, nie wiedząc o co mu chodzi. Był agresywny. Różdżka wciśnięta do tylnej kieszeni spodni, była w pogotowiu. Machał rękami, odgrażał się ciężkimi słowami, po czym w jednej chwili, przekręcił się na bok, aby opaść w śnieżną pierzynę. Zakonnik nie zdążył zareagować, przytrzymać, wspomóc. Szybkim skokiem znalazł się przy pijaczynie, unosząc nieprzytomne ciało: – Niech to szlag! – zawtórował, zastanawiając się co robić. – Caldasa. – zaklęcie zamieniające włosy w ogrzewającą wełnę, rozeszło się po sylwetce nieznajomego. Ciemnowłosy ułożył go na śniegu, aby zadziałać natychmiastowo. Wyjął świstek pergaminu i nakreślił kilka słów ogłaszających prośbę pomocy. Jego sowa często kręciła się w pobliżu właściciela, w razie potrzeby szybkiego działania. Głośny gwizd, przywołał brązową Elidor, łapiącą kawałek pergaminu. Miał nadzieję, iż dogoni pozostałych sojuszników, z którymi rozstał się kilkanaście minut temu. Czekając na wsparcie, zajął się niekontaktującym.

| zt



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 28 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Leśny trakt
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach