Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Leśny trakt
AutorWiadomość
Leśny trakt [odnośnik]29.07.21 23:36
First topic message reminder :

Leśny trakt

W samym sercu Staffordshire natknąć się można na wyjątkowe miejsce. Leśny trakt, utworzony został pod koniec XIX wieku. Ścieżki pokryto drewnianymi podestami, które wiją się pośród drzew, niezwykłych pomników przyrody, rzeki i wodospadów. Trakt rozwidla się, tworzy kręte połączenia, a drogi schodzą i rozchodzą w różnych punktach. Wielu zachwyca się widokami, pięknem przyrody, szumem drzew i wodospadów. Każdy, kto uwielbia chodzić lub szuka wytchnienia w trudnych chwilach, wybiera się na Leśny trakt, w poszukiwaniu ukojenia, rozwiązania problemów, przemyślenia istotnych kwestii.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Leśny trakt - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Leśny trakt [odnośnik]15.08.21 18:48
The member 'Zachary Shafiq' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 6, 2
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Leśny trakt - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Leśny trakt [odnośnik]15.08.21 19:44
On sam nie ucierpiał, ale z pewną dozą zadowolenia przyglądał się profesjonalnemu zachowaniu towarzyszy. Takie skupienie doceniał, poświęcenie sprawie i przede wszystkim, skuteczność. Nie czerpał satysfakcji z przemocy jako samej w sobie, prędzej z efektów, które oferowała, szybkości dzięki, której własne cele można było spełnić w zaskakująco korzystnym tempie. Wydawali się to rozumieć, władając zaklęciami prężnie i z rozmysłem. Szybko obrzucił wzorkiem teren, uwagę skupiając na imponującym dole w ziemi, do którego zdążyło stoczyć się kilkoro mugoli. Wyciągnąwszy różdżkę przed siebie, szybko wymówił słowa kolejnego zaklęcia. - Prevaricator ossis. - Wypowiedział wyrażenie pewnie, ale po raz kolejny wiązka magii okazała się za słaba, dodatkowo obarczając czarodzieja konsekwencjami użycia czarnej dziedziny sztuki. Gęsta struga krwi spłynęła z nosa Rhysanda, ale nie zrobił z nią nic więcej, zbyt skupiony na dalszych zadaniach, ignorując z uporem tępu ból w pulsujących skroniach. Zrównał krok z Zacharym zauważając, że towarzysz okazuje podobne doświadczenie. Nie zamierzał nic mówić, oboje nie byli skłonni do okazywania słabości, szczególnie w momencie gdy zwycięstwo było tak bliskie, ale liczył, że jego obecność ramię w ramię z towarzyszami będzie jakiegoś rodzaju zapewnieniem, że to w nich jest siła. Obrócił się do kolejnego uciekającego, a rzucone Nervusio sprawiło, że młoda kobieta upadła pod naporem czarnomagicznej inkantacji. Nie poprzestając w swoich działaniach, upewnił się tylko, że Maghnus wciąż jest blisko nich i kierując się w stronę ostatnich ruchów pod dachem składu siana, wyciągnął przed siebie różdżkę, lodowatym tonem mówiąc: - Cruritus. - Ponownie udane, zaklęcie poszybowało z prędkością światła, ostatecznie uciszając nieprzyjemny dla ucha jazgot błagalnych próśb, wreszcie nastała względna cisza. Dopiero teraz w pełni odczuł zadane przez dwa poprzednie zaklęcia obrażenia, a przed jego oczami zapanowała na chwilę całkowita ciemność. Czuł, że jego energia życiowa słabnie, ciało tężej i dodaje sobie dodatkowe ciężaru. Zatrzymał się na moment, przymykając oczy, a przy okazji grzbietem wolnej dłoni ścierając krew spod nosa, by następnie splunąć resztką, która dostała się w usta, na leżące pod stopami truchło. - Bon travail, wiecie co robicie i robicie to dobrze, przyjemność z wami współpracować. - Pochwalił ich wspólny wysiłek z zadowoleniem, głosem odrobinę przyciszonym z bólu. Zapobiegawczo upewniał się przy tym, czy nie przeoczyli jeszcze czegoś, co mogło zbiec wraz ze swoim marnym życiem.

| 200/230, zaklęcia, obrażenia cm



angels would damn themselves for me
Rhysand Selwyn
Zawód : ambasador MKCz, persona polityczna, mecenas sztuki
Wiek : 38
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
fine, make me your villain

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 igni ferroque
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10361-rhysand-m-selwyn https://www.morsmordre.net/t10437-koperty-przy-kieliszku-whiskey#315412 https://www.morsmordre.net/t10439-la-vien-selwyn#315458 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t10441-skrytka-bankowa-nr-2290#315558 https://www.morsmordre.net/t10440-r-m-selwyn#315504
Re: Leśny trakt [odnośnik]16.08.21 10:44
Dzień był intensywny i, w związku z tym, zdecydowanie wyczerpujący jako pierwszy całodzienny festiwal czarnej magii, w jakim Maghnus wziął udział. Chociaż czysta, niczym niepohamowana satysfakcja przepełniała jego ciało, to musiało się również poddać fizycznym aspektom stosowania potężnych i brutalnych zaklęć; jego krok stał się mniej sprężysty, mięśnie nieco sztywne i odrętwiałe, bok przecięty pękniętym naczyniem krwionośnym piekł nieznośnie pod zabarwioną na sino skórą, a pod oczami widniały pogłębiające się sińce zmęczenia. Czuł w kościach, że koniec jest bliski i chociaż bawił się przednio, wybijając szlam co do nogi, wyczekiwał już chwili przerwy i odpoczynku przed zaplanowanymi egzekucjami na wieczór. Przystanąwszy nieopodal krawędzi głębokiego dołu, skierował różdżkę w jednego z mężczyzn, tego, który wydawał się być najsilniejszy. - Accessio - zainkantował, pragnąc opętać go klątwą, która wzbudzi w nim agresję, mającą przerodzić się w bezpośredni atak na współtowarzyszy niedoli uwięzionych na dnie zagłębienia, z którego nie byli w stanie wyjść samodzielnie. Wiązka zaklęcia okazała się być jednak zbyt słaba. Podobny problem tyczył się również Salwyna i Shafiqa, co było ostatecznym dowodem na to, że należało już kończyć. - Vulnerario - spróbował innego zaklęcia, lecz i tym razem spotkało go gorzkie rozczarowanie. Porażkę w zupełnie oczywisty sposób zrzucił na karb wyczerpania i nie próbował już posiłkować się tą samą klątwą, zamiast tego zmieniając gwałtownie plan działania. Gdy jedna z ofiar zalała się krwią w wyniku skutecznych działań Zachary'ego, Maghnus wycelował zitan w jedno z martwych ciał spoczywających w dole. - Putredo - wypowiedział formułę, wykonując odpowiedni gest nadgarstkiem. Procesy gnilne przyspieszyły szaleńczo, a zwłoki zaczęły pęcznieć w mgnieniu oka, docierając aż do granic swoich możliwości. - Zaraz wybuchnie - rzucił ostrzegawczo, cofając się od krawędzi dołu i zachęcając arystokratów, by uczynili podobnie. - Pora zostawić ich samym sobie. Z dołu nie wyjdą, trujące opary i mróz szybko ich wykończą - oznajmił zdroworozsądkowo; spojrzenie piwnych tęczówek prześlizgnęło się po ludziach, którzy odziani byli zaledwie w lekkie ubrania, dalekie od ocieplanych zimowych płaszczy. Zaskoczyli ich, mugole nie mieli czasu uciec do lasu, o chwyceniu odpowiednich ubrań nawet nie wspominając. A mróz tężał z każdą chwilą, wraz z gęstniejącym zmrokiem, który zaczynał ich otaczać. Koniec spotka ich szybciej niż myśleli. - I wzajemnie, panowie, rad jestem, że mogłem wam dzisiaj towarzyszyć - odpowiedział na słowa Rhysanda, odwracając się tyłem do mugoli, jakby już kompletnie zapomniał o ich istnieniu. W Stroke-on-Trent zapewne już gromadziła się reszta.

| rzuty: udane putredo, nieudane accessio, vulnerario


half gods are worshipped
in wine and flowers
real gods require blood


Maghnus Bulstrode
Zawód : badacz starożytnych run, były łamacz klątw, cień i ciężka ręka w Piórku Feniksa
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
gore and glory
go hand in hand
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 death before dishonor
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9868-maghnus-i-bulstrode https://www.morsmordre.net/t9891-helios#299311 https://www.morsmordre.net/t9887-mouth-full-of-white-lies#299287 https://www.morsmordre.net/f377-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t9894-skrytka-bankowa-nr-2246#299355 https://www.morsmordre.net/t9896-maghnus-bulstrode#299374
Re: Leśny trakt [odnośnik]16.08.21 21:26
170/190 (8 psychiczne, 12 osłabienie), -5 do kości

Oszołomienie doznane na skutek osłabienia, zwrócenia się czarnej magii przeciw Zachary'emu towarzyszyło dłuższą, wręcz nieskończoną chwilę. Każdy kolejny oddech brał przez usta, łykając ostre, zimowe powietrze ostrożnie, zdając sobie sprawę, że najbliższy wieczór spędzi w basenie pełnym gorącej, parującej wody po całej łaźni, popijając herbatę. Albo grzane wino bądź cokolwiek innego, co znajdowało się w spiżarni. Opustoszałe domy z pewnością zawierały sporo znalezisk, lecz nie miał ani siły, ani honoru na rabowanie dobytku mugoli. Posiadał wystarczająco dużo galeonów w sakiewce, by sobie poradzić bez tego, za hojność uznając myśl, by biedni czarodzieje, słusznie popierający idee Rycerzy Walpurgii, mogli zająć siedlisko i wykorzystać je dla dobra ogółu. Pozostało jedynie dobić resztki w wądole.
Putredo — wypowiedział cicho formułę zaklęcia, wziąwszy głęboki, pełen przejęcia wdech. Gdy wypuścił go, akacjowe drewno zadrżało wraz z całą dłonią Zachary'ego. Mglista mgiełka uniosła się ze zdobionej różdżki, a Shafiq jedynie zacisnął zęby. Szczęśliwie tym razem nie poniósł konsekwencji i nie zamierzał bardziej naginać dzisiejszych wysiłków. Zmęczenie odbijało się w jego obliczu w sposób wyraźny i zdecydowany. Podobne oznaki dostrzegał z resztą u swoich towarzyszy, nikle rejestrując to, w jaki sposób zabawiali się z ofiarami. Dopiero ostatnia inkantacja Maghnusa otrzeźwiła go i sprawiła, że instynktownie wykonał kilka kroków do tyłu.
Dobrze wykonane zadanie — odezwał się, wskazując dwójce szlachciców ścieżkę, którą mogli bezpiecznie oddalić się od trujących oparów i dogorywającej grupki mugoli. — Odpocznijcie, zregenerujcie siły, a wieczorem zobaczymy się w mieście. — Podjął jeszcze, ufając, że powierzą mu zaufanie w tej oczywistej radzie uzdrowiciela, po której zamilkł, aby w ciszy opuścić zrujnowaną wioskę. Nie oglądał się za siebie, mając w pamięci każdą klątwę, którą się dziś posłużył, które studiował rzetelnie w teorii, wreszcie wcielił w praktykę, z nieukrywaną pasją obserwując krew opuszczającą słabe, wątłe ciała robactwa. Pierwsze zanotowane obserwacje musiał zanotować. Nie mógł zapomnieć tego, jak ciało reagowało na klątwy. Potrzebował odpowiednich notatek, by porównać je ze źródłami, ze zbiorami Doliny Królów. Może nawet z samym dziedzictwem Aleksandrii, gdyby tylko udało się znaleźć dostatecznie dużo czasu na skoordynowanie odpowiednich działań. Nie dzisiaj; wkrótce. Wpierw musiał zmyć siebie całun śmierci, resztki własnej krwi. Przygotować się do zupełnie odmiennej inicjatywy w ruinach starej, mugolskiej katedry. Liczył, że Perseus był już na miejscu i wszystko szło po dobrej myśli.

putredo
z/t x3



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Leśny trakt [odnośnik]13.01.22 22:00
12 stycznia
Teleportował się na ustalone miejsce nieopodal leśnego traktu o ustalonej porze spotkania, rozglądając się już wstępnie po terenie. Denerwował się bardziej niż stresował, mimo braku swojego doświadczenia na polu walki, bo w końcu po latach doświadczenia ze smokami nie był do końca pewny czy wiele mogło go zaszokować. Choć pierwszy raz od wielu lat zaniemówił w szoku, a grobowa cisza wydawała się zapaść w całym Derby, nawet Greensleeves ucichło przy posiłku, kiedy dotarły do nich informacje o obławie w Staffordshire i Warwickshire. Wojna w końcu zawitała w ich progi, a on od razu ruszył, aby naradzić się z innymi mężczyznami odnośnie ich planu działań i listy kontaktów.
Zakon Feniksa i Harold Longbottom byli pierwszymi, do których wypisano listy z prośbami o pomoc, a w następnej kolejności wszyscy aurorzy i wszyscy sprzymierzeńcy, o których lordowie Greengrass byli w stanie pomyśleć.
A dzisiaj stał tutaj odziany w skórzany pancerz, który dotychczas był jedynie ochroną przed smoczym ogniem i siłą podopiecznych - ale od kilku dni był tym, co musiał nosić, aby mieć na uwadze swoje bezpieczeństwo. Na ulicach Derby panował chaos, w całym hrabstwie wybuchły zamieszki, a w Stafford było jeszcze gorzej. Musieli być gotowi na wszystko.
- Lordzie Leonie, lordzie Quentinie... - przywitał się z młodymi lordami, których dzisiaj zaprosił. Umiejętności ich obu powinny im się przydać. Niedoszły wciąż auror i potomek Macmillanów, znający się na transmutacyjnej magii. Miał nadzieję, że ci znali się - ze szkoły bądź z rodzinnych spotkań. Po tym przeniósł wzrok również i na członka zakonu rycerzy, który zgodził się im dzisiaj towarzyszyć.
- Panie Vincencie, cieszę się pańskim przybyciem - zwrócił się, podchodząc do Rinehearta aby uścisnąć mu dłoń. - Nieopodal znajduje się trakt, którym uciekała grupa. Niestety... uciekali w pułapkę. Musimy się przygotować na wszystkie możliwości co do tego, co możemy tam spotkać. Jestem pewny, że jak w całym hrabstwie, i tutaj możemy spotkać się z czarną magią. Możemy również napotkać się na grupy grabieżców, naszym celem jest przegonienie ich. Musimy być gotowi na walkę. Napotkane ciała stanowią pożywienie dla niebezpiecznej zwierzyny, ale również ryzyko powstania inferiusów, więc będzie to jednym z naszych priorytetów, aby dokonać pochówków i oddać również tym ludziom należytą pamięć i szacunek po śmierci. Zginęli w tragicznych okolicznościach przede wszystkim - mówił, rzeczywiście zdenerwowany na samą myśl, że krew niewinnych splamiła ziemie, które jako Greengrass miał pod opieką. Lata praktyki w panowaniu nad gniewem jednak pomagały mu w opamiętaniu się i skupieniu na dzisiejszym zadaniu. - Pochówek zostawiłbym na sam koniec. Najważniejsze jest bezpieczeństwo żyjących. Jeśli nasi grabieżcy uciekną, musimy zawiadomić pobliskie wioski i tereny o nich - dodał pewnie, oczekując pytań i sugestii po zgromadzonych.

| Porządkowo - ostatnia osoba w wątku rzuca na zdarzenia, dajmy sobie czas 72h na kolejkę.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t10970-elroy-greengrass#334429 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Re: Leśny trakt [odnośnik]14.01.22 18:37
12 stycznia

Teleportowałem się na miejsce opisane w liście. Nie miałem nawet szansy się zastanowić nad tą propozycją, ponieważ list przyszedł w trakcie spotkania z ojcem, który nie omieszkał go przeczytać zaraz po tym jak ja to zrobiłem. Słowami "to świetna okazja" została przypieczętowana moja decyzja. Ojciec wyraźnie się ucieszył, że Elroy wziął mnie pod uwagę w "tak ważnej misji". To podobno świetnie świadczyło o mojej rosnącej pozycji. Nie wiedziałem o czym mówi, ale nie ośmieliłem się dyskutować na ten temat. Po za tym wiara w moją "odwaga i poczucie obowiązku godne młodego mężczyzny" zabrzmiało dla mnie jak wyzwanie, więc nawet gdyby decyzja należała do mnie, podjął bym taką samą. W końcu Elroy to rodzina. Daleko i rzadko widywana, ale krew ta sama. A rodzinie się pomaga. Bynajmniej nie rozumiałem czemu akurat do mnie była skierowana ta prośba. Mag specjalizujący się w magii bitewnej czy obronnej, wydawał się bardziej użyteczny. Może w tym spotkaniu było drugie dno? Okaże się niebawem.
Uśmiechnąłem się delikatnie i skinąłem głową na powitanie, tłumiąc dreszcz na dźwięk słowa lord. To tak okropnie oficjalne. A to znaczyło, że trzeba przywdziać formalną maskę. Zdusiłem w zdechnięcie cisnące mi się na usta. Z ulgą przyjąłem obecność dawnego przyjaciela. Mimo, że nasze drogi się trochę rozeszły po skończeniu szkoły, dobrze było mieć kogoś dobrze znanego w tym położeniu. Wyciągnąłem rękę do mężczyzny, którego nie kojarzyłem - Quentin Macmillan. - skinąłem głową. - Miło mi.
Wysłuchałem w skupieniu instrukcji Elroya. Były konkretne i jasne, ale dalej nie rozumiałem swojej przydatności w tej akcji. Nie kwestionowałem jego decyzji, ale czarodziej specjalizujący się w pojedynkach byłby odpowiedniejszym wyborem niż ja. Drugiego dna nie widziałem. Na pewno dam z siebie wszystko i postaram się nikogo nie zawieść i nie narazić na niebezpieczeństwo.
Na koniec pokiwałem głową, zgadzając się z wszystkim co powiedział. Plan brzmiał dobrze. Nie odczuwałem stresu czy niepokoju, możliwe że dlatego że nigdy nie uczestniczyłem w podobnej typu akcji. Miałem przeczucie, że wszystko pójdzie gładko i sprawnie.
Quentin Macmillan
Zawód : Lord, Asystent w Macmillan's firewhisky
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Tak, człowiek jest śmiertelny, ale to jeszcze pół biedy. Najgorsze, że to, iż jest śmiertelny, okazuje się niespodziewanie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10915-quentin-macmillan https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11029-skrytka-bankowa-2392#337704
Re: Leśny trakt [odnośnik]16.01.22 20:09
O wydarzeniach opisywanych w liście wiedział od niedawna, jednak ze względu na wzmożoną ojcowską ostrożność, jaka go jeszcze obejmowała, nie był w stanie z tej wiedzy skorzystać. Niechętny zamiarom szybkiego powrotu do aktywnej represji i skory, jeśli nie całkiem do gaszenia, to na pewno do kontrolowania zapału młodego lorda ojciec nie mógł jednakże utrzymać syna w czterech ścianach w obliczu otrzymanej wiadomości. Ton wystosowanej przez kuzyna prośby nadawał jej status niemal wyzwania. Pomoc Greengrassom była więc już nie tylko społecznym i przyjacielskim obowiązkiem Longbottomów, lecz sprawą honoru i to przede wszystkim dla Leona. Nie mógł odmówić.
Chcę wierzyć, że wspierasz sprawę, za którą walczy również lord Harold Longbottom... Słyszałem, że przeszedłeś trening aurorski. Mam nadzieję, że twój wypadek nie wpłynął na twoją decyzję, i zamierzasz kontynuować tę ścieżkę... Wierzę, że cechuje cię odwaga godna Longbottomów i nie przyniesiesz wujowi powodów do wstydu... Czym zasłużył sobie na tę nutę wątpliwości, na te cicho kwestionujące jego poglądy i szlachetne, waleczne serce insynuacje? Z jakiej przyczyny on, Leon Longbottom, miałby nie wspierać w działaniach swojego wuja, prawowitego Ministra Magii? Doznał poważnych obrażeń stając w obronie tego człowieka podczas zamachu stanu, jako pełnoprawny auror. Chociaż nie byli z Elroyem blisko, ten zdecydowanie wiedział jak nadepnąć kuzynowi na odcisk.
Klamka zapadła. Gotowy bronić swojego dobrego imienia Młody Lew stąpał dwunastego stycznia po leśnym trakcie. Mroźne powietrze, podejmujące nieskuteczne próby penetrowania jego prochowego płaszcza, przypiekało mu jedynie policzki i nos, ledwo wystające zza bordowego szalu.
Była ich czwórka. Zaskoczony, ale niezwykle uradowany obecnością Quentina, zdobyłby się na bardziej przyjacielskie powitanie, ale formalny charakter, jakiego Elroy nadał ich spotkaniu już w pierwszych swoich słowach, zdusił w nim ten odruch. Ostatecznie zadowolić się musieli jedynie bezgłośnym skinieniem głowy. Zresztą plan akcji nakreślony przez starszego kuzyna również pozostawił bez komentarza. Wszystko było jasne. Był gotowy do pracy.
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom
Re: Leśny trakt [odnośnik]19.01.22 15:32
Pierwsze tygodnie zimowego miesiąca nie dawały oczekiwanego wytchnienia. Nowy rok rozpostarł krwawe, wojenne macki na coraz głębszych terytoriach uciemiężonych, angielskich hrabstw. Bezczelny przeciwnik przekraczał umowne granice z najwyższą pewnością, niosąc śmiertelne spustoszenie, cierpienie niewinnej jednostki, niegotowej na przyjście potwornej ostateczności. Zbierali siły. Atakowali realizując konkretny, przemyślany plan. Wykorzystywali potencjał przeklętej magii, mnogie zasoby ludzkie gotowe wymierzać sprawiedliwość, mordować bez wahania, bez mrugnięcia okiem. Rycerze Walpurgii, szmalcownicy, drobni przestępcy, nieposkromieni szaleńcy, niebezpieczne, nieświadome istoty - działały pod dyktando samozwańczego przywódcy pragnącego zniweczyć historyczny dorobek swych wyjątkowych pobratymców. Nie zdołali zareagować w odpowiednim czasie. Odwrócona, rozproszona uwaga nie skoncentrowała się na sojuszniczym, oblężonym terytorium Staffordshire i Warwickshire. Stąpali po spopielonych zgliszczach, ratując wątłe pozostałości. Zmuszeni do zapobiegania wyłapywali zmyślnych rzezimieszków, zabezpieczali teren pod rychłą ewakuację, nieśli gorejące słowo wytchnienia dla najbardziej poszkodowanych, potrzebujących, tracących nadzieję. Musieli powstrzymać kolejną tragedię, zwerbować siły, zagęścić patrole, aby tym razem błyskawicznie odepchnąć nadchodzące zagrożenie.
Z wymuszoną gracją wylądował na oblodzonej, drewnianej płycie, kilkaset metrów od miejsca docelowego. Zjawił się odrobinę wcześniej, chcąc przyjrzeć się jednemu z najbardziej oblężonych skrawków ziemi. Długie, powykręcane gałęzie pobliskich drzew, kiwały się niezgrabnie niesione podmuchem chłodnego wiatru. Lód przyklejony do spękanej kory, obciążał piękno zaspanej przyrody wyczekującej nadejścia upragnionej wiosny. Uważając na każdy krok, przemierzał trasę rozglądając się na wszystkie strony; przeciągłym spojrzeniem okalając ogrom zastałej wody, zatrzymanych wodospadów z wystającymi, zaostrzonymi szpikulcami. W pobliżu nie było ani jednej, żywej duszy. Odetchnął głośno czując jak odsłonięte kończyny napinają się pod wpływem siarczystego mrozu. Ciężki, hebanowy płaszcz okrywał wyziębione ciało. Dłonie zawinięte w skórzane rękawiczki, dotykały najbliższych elementów, podtrzymywały głogową różdżkę uniesioną w okolice prawego biodra. Próbował dostrzec znajome drżenie powietrza, informujące o występujących przeszkodach. Zdawał się na wieloletnią intuicję, pozwalającą wyczuć wibracje pochodzące z niedawnego użytkowania plugawej magii, potrzebnej do rzucenia zmyślnej klątwy, czy śmiertelnego zaklęcia. Przechodząc coraz głębiej, na horyzoncie ujrzał kilka postaci zaangażowanych w dzisiejsze zadanie. Wyprostowana sylwetka o ponadprzeciętnym wzroście wyróżniała się na tle rozbielonego krajobrazu. Broń opuścił wzdłuż nogi, nie chcąc wzbudzać niepotrzebnych podejrzeń. Odchrząknął cicho, przy okazji poprawiając skręcone kosmyki ciemnych włosów. Zatrzymał się przed mężczyznami, stając najbliższej organizatora powiązanego ze smoczą potęgą. – Lordzie Greengrass. – rzucił prosto, wyciągając dłoń w jego stronę, wykonując przyzwoity gest przywitania. Odczekał, aż Smokolog przedstawi pozostałych uczestników. Skinął głową w uprzejmym ruchu, mówiąc: – Lordzie Macmillan, Lordzie Longbottom… – rzucił krótko przyglądając się tak młodym twarzom. Jednostkom wystawionym na pierwszą linię frontu. Każda siła zwerbowana do czynnej walki była teraz na wagę złota. Czas przesuwał się nieubłaganie – dorastali szybciej, pewniej, tak samo jak on. Po krótkiej chwili wsłuchał się w wypowiedź szlachcica kiwając głową ze zrozumieniem. Ostrożności uważność miała być ich sprzymierzeńcem. – Zajmę się sprawdzeniem terytorium pod względem występowania pozostałości czarnej magii oraz klątw. Jeśli coś zwróci waszą uwagę, informujcie od razu. Niczego nie dotykajcie… – poprosił z poważnym wyrazem twarzy, nie wiedząc czego mogliby się spodziewać. – Musimy wtopić się w las, aby nie przywołać niebezpieczeństwa zbyt szybko... – wystąpił o kilka kroków do przodu, przymknął oczy, przekręcił nadgarstek, wykonując dobrze znany ruch: – Herbarius Nuntius. – drzewa zaszumiały znacząco, przekazując informację. Na razie byli bezpieczni: – Drzewa będą informować mnie o czającym się zagrożeniu w każdej postaci. Na razie jest czysto. – poinformował. Płuca wypełniły się świeżym powietrzem, gdy ruszył przed siebie prowadząc grupę. Nie okrzyknął się samozwańczym prowadzącym, chciał znaleźć miejsce na kolejne, pomocne zaklęcie. Usta wyszeptały znajomą inkantację: – Festivo. – zaklęcie wskazujące skupiska czarnej magii, mogło wskazać porzucone przedmioty, naprowadzić na nałożone przekleństwo, pozostałości po śmiertelnym zaklęciu. Naprężył mięśnie chcąc wyłapać choć najdrobniejszą przesłankę: – Nie czuję żadnej plugawości. Jak na razie… – wiedział, że zaklęcie będzie musiało być powtarzane co jakiś czas.

1. Herbarius Nuntius Tutaj
2. Festivo Tutaj

EM: 47/50



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Leśny trakt [odnośnik]19.01.22 15:32
The member 'Vincent Rineheart' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Leśny trakt - Page 2 M0pL6qa
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Leśny trakt - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Leśny trakt [odnośnik]20.01.22 19:07
Uścisnął dłoń Vinceta na powitanie, kiwając delikatnie głową. Cóż, z pewnością przez wzgląd na swój wiek i przyzwyczajenia narzucił dość oficjalny charakter ich dzisiejszego spotkania - jednak nie można było powiedzieć, aby ono takim nie było. Byli lordami i musieli kierować się określonymi rzeczami.
- Leonie, Quentinie, jak dobrze rozumiem powinniście się znać z Hogwartu, prawda? Dzieliliście tę same barwy? - dopytał również spokojnie, bo choć kiedyś nie przepadał za domem gryfa, już dawno wyrósł z tych odczuć. Jeszcze za czasów szkolnych podał sobie ręce z Michaelem Tonksem ku niechęci wielu innych czarodziejów należących do Slytherinu. - Mam nadzieję, że to jedynie pomoże wam z dzisiejszą współpracą... Dobrze radzisz sobie Leonie z białą magią i ofensywną jako auror, mam nadzieję? A ty Quentine z transmutacją jeśli dobrze pamiętam słowa twojego ojca? - upewnił się, że posiadał odpowiednie informacje na temat zgromadzonych młodych. Pierwszą zasadą z wypraw w poszukiwaniu i obserwacji smoków było, aby dobrze znać umiejętności osób zaangażowanych. Na terenie rezerwatu doskonale znał mocne i słabsze strony wszystkich opiekunów smoków. Tutaj, na polu i w Zakonie Feniksa musiał się ze wszystkim zaznajomić w pierwszej kolejności.
Nie spuszczał różdżki, obserwując działanie Vincenta. Wciąż było wiele, czego musiał się nauczyć w praktycznym działaniu w terenie. Przez ostatnie lata wojny w końcu raczej angażował się z cienia, w ostrożny sposób. Dzisiaj wychodził na front, pomagać tym, których zawiódł. Musieli odbić Staffordshire, musieli zadbać aby wszyscy mieszkańcy poczuli, że każdy z lordów i każdy z Zakonu Feniksa jest po ich stronie.
Pokiwał głową, słuchając mężczyzny. Zachowanie ostrożności nie było dla niego niczym nowym - lata doświadczenia przy smokach. Wiedział jak powinien stawiać kroki, choć z pewnością te kilka lat był o wiele lepiej przystosowany do tego, dzisiaj czuł, że musi o wiele więcej czasu spędzić na przemyślanym kroku. Maniery lordowskie ze wszystkim skradaniem nie zawsze szły w parze.
Choć kiedy tylko skupiał się na tym, aby nie podnieść alarmu potencjalnego przeciwnika czyhającego na nich w lesie, dostrzegł jak po krótkim czasie otoczenie wokół nich zaczęło się zmieniać. Mróz był jeszcze bardziej dokuczliwy, a słońce zaszło. Świat wydawał się o wiele szarszy i smutniejszy, o wiele bardziej nieprzyjemny - choć może taki właśnie był?
Był pewny, że wszyscy dostrzegli mężczyznę, który miał paść ofiarą dementora. Chwycił mocniej różdżkę, kierując je w bezduszną istotę. Nie mógł pozwolić na to, aby ktoś został skrzywdzony tuż przed nim, tuż pod jego nosem.
To obiecał sobie z kobietą, którą kochał. Byli cali oddani Staffordshire i Derbyshire, wiedzieli że muszą się poświęcić dla sprawy, i że dzisiaj Elroy musiał wrócić do Derby - tak jak każdego dnia. Aby móc mieć jeszcze jeden taniec z nią, z Mare Greengrass, która od siedmiu lat była jedyną kobietą, o której myślał. Kiedy tańczyli wtedy na sabacie, kiedy rozmawiali zdawkowo i podążali za wyuczonym rytmem. To ciepłe i szczęśliwe wspomnienie czuł jak go rozpala w środku. Nigdy nie mógł przestać się uśmiechać, myśląc o tym dniu - ani kiedy widział delikatnie roześmiane zielone oczy jego ukochanej Mare. Mógł dla niej zrobić wszystko, dokonać wszystkiego. Dla ich córki, dla małej Saoirse, która teraz przebywała w Weymouth.
Nawet teraz nie mógł powstrzymać delikatnego uśmiechu na myśl o jego najbliższych.
- Expecto patronum! - zawołał, a z jego różdżki pomknęła kuna, szybko i sprawnie skacząc po ośnieżonej ścieżce i między drzewami, odganiając stworzenie, które chciało odbierać każdą pozytywną myśl i pozostawiać pustkę. Póki był tutaj obecny, nikomu więcej nie stanie się krzywda. Nie pozwoli na to. Te ziemie spotkało już wystarczająco złego.
Po tym obrócił się, aby skontrolować nie tylko Vincenta, ale i ich najmłodszych towarzyszy. Dementor w końcu nie był czymś, co powinni móc spotykać na co dzień.
- Panie Vincencie, w jakiej jesteśmy sytuacji? Leonie, możesz wspomóc nas homenum revelio? Możemy mieć więcej poszkodowanych lub napastników tutaj - zaproponował, zwracając się do lorda Longbottoma. - Quentinie, powinniśmy się zająć również tym mężczyzną - zasugerował Macmillanowi.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t10970-elroy-greengrass#334429 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Re: Leśny trakt [odnośnik]20.01.22 21:14
Tak jak się spodziewałem spotkanie było, aż nader oficjalnie. Od razu jak na zawołanie pojawił się obraz ojca w mojej głowie. Przecież do tego byłem nauczany całe życie. Mimo to to nie znaczyło, że czułem się w takich sytuacjach komfortowo. Nawet nie zwróciłem uwagi kiedy się wyprostowałem. Westchnąłem w myślach, utrzymując cały czas kamienny wyraz twarzy. Zerknąłem na Leona. Byłem ciekaw, co on o tym myśli. Czy zostało w nim jeszcze trochę tego chłopaka z którym siedziałem w jednej ławce.
Z zamyślenia wyrwał mnie poważny głos. Kiwałem potakująco na kolejne słowa Vinceta, a później patrzyłem z podziwem jak rzuca kolejne zaklęcia. Kurczę. Ten człowiek zna się na rzeczy. Dobrze, że jest tu z nami. Jednocześnie zacząłem jeszcze bardziej wątpić w swoją obecność tutaj. Nie miałem, żadnych przydatnych umiejętności w takich sprawach. Znaczy wiadomo, znałem sporo zaklęć i nie byłem idiotą. Ale... Nie wiem. Nie czułem się na miejscu. Nie miałem pojęcia jak Pru do tego ciągnęło. Różniliśmy się bardziej niż myślałem.
Uśmiechnąłem się na słowa Elroya, nie pokazując po sobie zaskoczenia, że posiada taką wiedzę. Był naprawdę dobrze poinformowanym człowiekiem. - Owszem. Co więcej dzieliliśmy jedno dormitorium. - spojrzałem na dawnego przyjaciela, pozwalając sobie na chwilę nostalgii. Piękne czasu Hogwartu gdzie wszystko wydawało się proste i mało ważne. Szybko odgoniłem od siebie te myśli, to nie był odpowiedni czas na nie. Za to znowu zostałem zaskoczony, czego obawiam się, że nie udało mi się już ukryć. Mój własny rodzony ojciec, mówił komuś, że jestem dobry w transmutację?! Musiało to być przy okazji poruszania tematu firmy. Innej opcji nie widziałem, a ta była dla mnie szokiem. Miałem wrażenie, że dla ojca bardziej się liczą znajomości, umiejętności praktyczne, czy latanie na miotle. Dlatego na nich się skupiałem, chcąc go zadowolić. Ale, że wspominał o moich umiejętnościach praktycznych... - Tak, zgadza się. - potaknąłem pewnie. Nie chciałem się chwalić, ale skromność nie była teraz potrzebna. Domyślałem się czemu Elroy zadał takie pytanie. Jednocześnie wyjaśnił mi powód mojej obecności tutaj. Ulżyło mi. Kuzyn nie będzie za wiele ode mnie oczekiwał.
Podczas wymiany zdań doznałem dziwnego uczucia zmiany otoczenia. W krótkim czasie zrobiło się o parę stopni chłodniej, a gwiazdy jakby zbledły. Rozejrzałem się i zrozumiałem o co chodzi. Dementor. Wyciągnąłem gwałtownie różdżkę z płaszcza, ale Elroy był o wiele szybszy i już wypowiadał zaklęcie. Patrzyłem z podziwem jak kuna przegania stworzenie. Uśmiechnąłem się do kuzyna - Dobra robota - powiedziałem, zanim zdążyłem przemyśleć czy w ogóle wypada tak mówić. Szybko kiwnąłem głową i żwawo podszedłem do mężczyzny, który został przed chwilą uratowany przed utratą duszy. Kilka kroków przed nim zwolniłem, aby go nie przestraszyć. Starałem się też być uważny na ewentualne niebezpieczeństwa. - Czy wszystko w porządku? Jak się pan czuje? - spytałem się łagodnie. Stał przez chwilę w szoku, z mętnym wzrokiem, jakby mnie nie dostrzegając. Gdy już zaczynałem się martwić i powoli wymyślać co z nim zrobić, otrząsnął się. - Tak, tak. Wszystko dobrze. - powiedział wyraźnie zdenerwowany. Przetarł pot z czoła. Wyglądał na zmęczonego, ale ogólnie zdrowego. - Pomóc Panu wrócić do domu? Tu nie jest bezpiecznie. - nadal utrzymywałem łagodny ton. Nie uśmiechało mi się teraz odprowadzać go do domu, ale gdyby o to poprosił nie wahał bym się. - Nie, dziękuje bardzo. Gdyby nie wy... - spojrzał na moich towarzyszy. - Nie wiem czy coś by ze mnie zostało. - uśmiechnął się smutno i westchnął. - Proszę weź to. Wiem, że to nie wiele, ale to wszystko co mam. - wyciągnął w moją stronę monety na dłoni - Proszę przyjmijcie to. Bardzo wam dziękuję. Jesteście dobrymi ludźmi - wolną ręką znów otarł pot z czoła. Uśmiechnąłem się do niego. - Naprawdę nie trzeba. Niech Pan wraca bezpiecznie do domu. - zacząłem się powoli oddalać. Nie potrzebowałem jego pieniędzy. Nie mogłem przy nim zostać, bo by cały czas nalegał. - Napewno wszystko wporządku? - upewniłem się jeszcze raz, mimo że domyślałem się co odpowie. - Tak, napewno. Dziękuje jeszcze raz. - uśmiechną się delikatnie, wyciągnął różdżkę i teleportował się. Ja za to odnalazłem moich towarzyszy i do nich wróciłem.
Quentin Macmillan
Zawód : Lord, Asystent w Macmillan's firewhisky
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Tak, człowiek jest śmiertelny, ale to jeszcze pół biedy. Najgorsze, że to, iż jest śmiertelny, okazuje się niespodziewanie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10915-quentin-macmillan https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11029-skrytka-bankowa-2392#337704
Re: Leśny trakt [odnośnik]23.01.22 11:09
Miał już odpowiedzieć na pytanie o ich relacje, został jednak ubiegnięty. Nic dodać, nic ująć, Quent, przynajmniej na ten moment. W czasach szkolnych byli ze sobą bardzo blisko. Byli dobrymi przyjaciółmi na co dzień, kompanami w akcji, braćmi w opałach, a od czasu do czasu nawet rywalami. Nie z zazdrości czy złorzeczenia, raczej dla sportu i z ambicji. Zdarzały im się spory, lecz tylko w sprawach błahych, co zresztą nie jest niczym nadzwyczajnym. Bywało też tak, że Macmillan podważał stanowisko Longbottoma w ich małej paczce, walcząc o status lidera. Miał wtedy pewnie rację, ale to nie dlatego nadal myślą o sobie ciepło. Niewiele było osób, mogących urazić lwią dumę bruneta, nie tracąc tym samym jego życzliwości czy zaufania. Quentin do takiego grona należał. To, dlaczego, nie było w tej chwili istotne. Ich drogi po ukończeniu szkoły trochę się rozeszły, taka kolej rzeczy. Kurs, a potem praca aurorska, zajmowały większość czasu i przestrzeni życiowej Leona, więc ich wspólny kontakt siłą rzeczy się zmienił, jednakże nigdy się nie urwał, tak jak nie przerwała się między nimi przyjacielska więź. Widzieli się właśnie pierwszy raz od dawna, od czasu przykrego wypadku, a wszystko było jakby na miejscu. Nic się nie zmieniło.
Z drugim kuzynem, który teraz upewniał się co do magicznych umiejętności Longbottoma, nie miał takich relacji. Może to różnica wieku, może mniej przyjazne stosunki między ich rodami, a może Leon po prostu nie lubił być w taki sposób sprawdzany. W dodatku jego ton... To uczucie mogło wynikać też z tego, że chłopak niekoniecznie szanował pracę, jaką trudnił się Elroy. Zdaniem Leona wszystkie przerośnięte jaszczurki na świecie mogłyby wymrzeć.
- Taką mam nadzieję... Przekonamy się. – nie był zbyt pewny swego, zwłaszcza, że to właśnie jego niekompetencja w pracy wysłała go na roczną rehabilitację.
Z podziwem spoglądał więc teraz na każde poprawnie wykonane zaklęcie, bo wiedział, bardziej niż za czasów szkolnych, gdzie próbować mogli do woli w bezpiecznych warunkach, że chociaż byli czarodziejami, na powiedzenie się rzucanych przez nich czarów składało się dużo więcej czynników, aniżeli tylko dobre przygotowanie teoretyczne.
Dosłownie moment po tym, jak Vincent upewnił zgromadzonych, że nie zbierały się wokół nich żadne mroczne siły, zupełnie jak na wezwanie, na drogę wybiegł mężczyzna uciekający przed dementorem. Zaskoczenie wpłynęło tu na czas reakcji, zanim Leon zdążył zrozumieć co się dzieje i sięgnąć po różdżkę, Elroy skutecznie przepędził zabłąkanego upiora. Ścierwo. Nie powinno zapuszczać się ot tak gdzie popadnie. To tylko znak, że głębiej czeka ich więcej niebezpieczeństw.
- Homenum Revelio! – rzucił w odpowiedzi na pytanie przewodnika dzisiejszej eskapady. Był jednak zbyt zaaferowany tym wszystkim co się wydarzyło przez ostatnie kilka minut, że różdżka wypuściła z siebie jedynie kilka iskierek. Presja, jaką wywierał na nim Greengrass, stres związany z pierwszym wyjściem w teren od czasu zamachu stanu, spotkanie po latach... Skup się, Leon, skup się.
- Wybaczcie, jestem trochę zardzewiały, od dawna nie pracowałem. Dajcie mi chwilę. – wytłumaczył, patrząc mimochodem na Vincenta, jakby w cichej nadziei, że uratuje go w tej niezręcznej sytuacji.

EM: 48
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom
Re: Leśny trakt [odnośnik]25.01.22 16:01
Część uwagi koncentrowała się na długowłosym organizatorze, sojusznikach wspierających słuszną część całości wojennego konfliktu. Bystry wzrok, dyskretnie prześlizgiwał się po profilach młodych szlachciców zaangażowanych do czynnej i oddanej walki. Nieobecność trwająca ponad dekadę przyczyniła się do rewolucyjnych, zaskakujących, społecznych zmian. Odchrząknął lekko, gdyż pozostałe siły kierowały się wokół leśnego terytorium, nasłuchując niepokojącego, zmiennego dźwięku, szmeru przesuwanej gałęzi, drżącego, zimowego powietrza zwiastującego nadchodzące niebezpieczeństwo. Jak przez mgłę słyszał rozmowę współtowarzyszy, w którą nie musiał angażować się w pełni - zachowując wszelkie, kurtuazyjne przesłanki. Wykorzystując ów moment, wysunął się do przodu rzucając odpowiednie zaklęcia. Przymknięte powieki, skupienie rozkładające się na każdym milimetrze zziębniętego ciała pozwoliły na pomyślność działania. Wiązki magii poszybowały w rozbielone przestworza, oddając oczekiwany efekt. Drzewa zaszumiały znacząco wyśpiewując konkretne słowa. Ziemia zachowała swą zdrową stabilność, nie wykazując przeciążenia, oblężenia obrzydliwą, plugawą energią. Odetchnął krótko, odwracając się do pozostałych. Przekazując informacje, ruszył do przodu, chcąc przemieścić się do głównej odnogi drewnianego, oblodzonego traktu. Kojarzył to miejsce. Słynęło z malowniczego krajobrazu, letnich, relaksacyjnych spacerów wśród obezwładniającej zieleni zmieszanej z jednostajnym pomrukiem wzburzonego strumyka. Zachowywał należytą ostrożność, dmuchał na zimne, znając specyfikę tak niekreślonych, nieprzewidzianych wypraw. Zamroczeni zbyt pewnym zaufaniem, mogli zbyt pochopnie przegapić konkretny sygnał, niewielki znak informujący o nadchodzącej, złowrogiej niedoli. Wyczuwał zrozumienie, zaangażowanie ze strony arystokratycznej reprezentacji. Oddawali mu znaczącą przestrzeń, pozwalając na przejęcie kontroli. Wyczulone zmysły, nietypowy instynkt, zgrzytliwy szmer wydłużonych gałęzi, pozwoliły wyłapać nieoczekiwaną zmienność. Zatrzymali się. Spojrzał do góry, przyglądając się skłębionemu niebu. Szare chmury okryły widoczną pokrywę. Zimno pochodzące z kryształowej pory roku stało się zupełnie inne, specyficzne, przeszywające każdą, mikroskopijną komórkę. Mięśnie skurczyły się nieznacznie, strach prześlizgnął się po wykręconych wnętrznościach. Znał ten stan. – Coś się zbliża… – wybąknął półszeptem, wyczuwając niepokój zlęknionej natury. Nieznajoma postać wbiegła im naprzeciw uciekając przed piekielnym monstrum. Charakterystyczny trzepot peleryny, wypełnił zacienione przestworze. On sam zachłysnął się niezdrowym powietrzem. Wspomnienia tak prawdziwe, tak żywe pochodzące z podziemnych odmętów prawdziwego więzienia, wróciły niemalże od razu. Błękitne tęczówki odtwarzały obraz zakapturzonej postaci wysysającej żywot niewinnej kobiety. Sunęły za nimi, były dosłownie wszędzie. Zabierały szczęście, zamazywały wspomnienia pozwalające na chwilę wytchnienia, odpocznienia, prawdziwej radości. Lewa dłoń przywarła do skroni, a prawa zadrżała w niekontrolowanym rytmie, gotowa do działania. Zaklęcie dopędzające przeklętą zjawę było trudne, wyczerpujące, wymagające sięgnięcia po najgłębsze przemyślenia dające prawdziwe natchnienie. Czy aby na pewno, nadal posiadał je w swoim wnętrzu? Przyspieszony oddech ograniczał umiejętność  poprawnego oddychania. Ograniczone pole widzenia, wyłączało pozostałych zgromadzonych. Kątem oka dostrzegł, iż Smokolog zareagował w odpowiednim momencie. Wróg pełzający po nieświadomego jegomościa, nachylał się nad jego postacią, pragnąc złożyć śmiertelny pocałunek. Srebrzysta postać pojawiła się między spękanymi palami, uderzając w grafitową nicość. Przepadł, rozpłynął się w popołudniowej jałowości oddając swobodę. Wszystko wracało do normy, choć serce obijało się o ciasną klatkę żeber. Próbował powrócić do rzeczywistości, odpędzić odległe przeżycia, które mimo upływających miesięcy oddziaływały tak destruktywnie i impulsywnie. Jakim cudem wysłannik zmyślnego wroga zapuścił się aż tutaj? Zmarszczył brwi w wyraźnym zadziwieniu i przesunął się bliżej napotkanego, którego ochroną zajął się blondwłosy młodzieniec. – Czy domyśla się pan, dlaczego Dementor ścigał właśnie pana? Skąd się tu wziął? – zapytał spokojnie, aby nie przestraszyć i nie przemęczyć przybysza. – Ja, ja, ja nie… Oni tam są… – wyjąkał zaraz. Zmienny wyraz twarzy informował o przeżytych niegodziwościach. Czyżby przed kimś uciekał? – Kto? Czego chcieli? – kontynuował szybki wywiad wspomagający wyprawę. – Ja, oni, wpadłem w pułapkę… Grozili, uciekłem. Naprawdę już nic mi nie jest… Pójdę... – kontynuował drżącym głosem. Ciemnowłosy trafił w dość czuły punkt. Nie praktykował nachalności. Westchnął ciężko zastanawiając się nad wypowiedzią. Nie byli sami. Wróg czaił się w pobliżu niosąc spustoszenie i zagrożenie… Po raz kolejny musieli wspomóc się magią. Kątem oka zerknął na drugiego, zawziętego młodzieńca próbującego zaklęcia wykrywającego ludzką obecność. I choć dostrzegł niewielką iskrę, inkantacja nie przyniosła zamierzonego efektu. Nerwowa atmosfera udzielała się każdemu: – Spróbuj kolejnym razem podnieść różdżkę nieco wyżej. Zakres ruchu będzie o wiele lepszy. – poradził wykrzywiając kącik ust, po czym sam sięgnął po głogową broń: – Homenum Revelio! – wyartykułował, czekając na efekt. Rozglądał się na wszystkie strony świata, aby po chwili spojrzeć na północno-zachodnią część lasu. Zmarszczył brwi w niezadowoleniu; cztery postacie jarzyły się nikłym światłem. Były w ruchu, w ścisłym skupisku: – Widzę ich. – rzucił. – Cztery postacie, z czego jedna jest leżąca, albo wpółsiedząca. -  zauważył. Czyżby Dementor nie oszczędził nawet ich? – Możliwe, że jest ranna… Sądząc, że ów człowiek uciekał z tamtej strony, mogą być oprawcami, lub ofiarami. Musimy być ostrożni, podkraść się pod te grupę… – zaatakować, lub ponownie uratować.

1. Homenum Revelio tutaj

EM: 45/50



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Leśny trakt [odnośnik]01.02.22 0:47
Nie znał jeszcze wojny - nie tak dobrze jak mógł ją znać Vincent. Co więcej - czy młodzi lordowie mogli być w innej pozycji? Słyszał o wypadku Leona, ale czy od tamtej pory śledził front czy skupił się na odpoczynku?
Mieli przywilej, całą trójką, aby nie musieć bać się i martwić o przetrwanie; aby nie podejmować różdżki i nie musieć walczyć. A mimo to, dzisiaj się tutaj znajdywali i wybierali działanie.
Nie spoglądał na swoich towarzyszy, kiedy pojawił się dementor. Nie zadawał pytań, nie musieli wiedzieć i rozglądać się po sobie, aby wiedzieć, że na każdego z nich ta kreatura działała. Rozpełzły się po Anglii, po wszystkich hrabstwach i był czas, aby powiedzieć im stop - nie miały prawa zjawiać się tutaj. Chociażby miał wygonić każdego dementora osobiście, był w stanie to zrobić. Nie mógł przecież kazać innym dokonać tego samym - nie miał prawa kazać ludziom, którzy i tak już walczyli, walczyć i oddawać się jeszcze bardziej tym cholernym walkom.
Dopiero po chwili, kiedy dojrzał twarz Vincenta, jeszcze mocniej do niego dotarło, że nawet on obawiał się wciąż tych stworzeń i tego, co przynosiła wojna. Każdy się bał, każdy był zły, ale czy w ludziach Zakonu tliła się wciąż nadzieja na to, że wojna się zakończy?
Jeśli nie to on ją wtoczy. Potrzebowali tego wszyscy, celu i myśli, że była nadzieja, choć sam przez ostatnie dni nie wierzył w to, że mogło być lepiej. Kiedy Rycerze Walpurgii weszli na tereny hrabstw, kiedy Czarny Pan osobiście dogląda całopaleń, a ogień trawił niemagicznych i innych, kiedy...
Przemilczał pochwalę Quentina. To wciąż byli chłopcy - wciąż szybciej mówili niż myśleli, sam kiedyś dawał się opanować złości. Z pewnością na tak puste słowa w tym momencie nie było miejsca, najważniejszym było, że jego kuna odgoniła skutecznie dementora.
Po Macmillanie, jego wzrok skierował się na Leona, dostrzegając że różdżka się go nie posłuchała, a po tym słysząc jego tłumaczenie.
- Lordzie Longbottomie, nikt nie wątpi w twoje umiejętności - zapewnił go, nie zwracając się do niego jak do chłopca - i on, i Quentin byli młodymi mężczyznami. Nie wysłałby do nich listów, gdyby wątpił w ich umiejętności. Dementor, do tego informacja o tym co miało miejsce... To nie były łatwe rzeczy do zrozumienia, do oglądania. Sam jeszcze w tę nieszczęsną noc nie mógł zmrużyć oka, kiedy tylko się dowiedział o sytuacjach na ich ziemiach - Staffordshire i Warwickshire. Pogrzeb ofiar, zabezpieczenie rezerwatu, zapewnienie bezpieczeństwa w Derby, dbanie o porządek w pozostałych częściach ich hrabstw.
Magia nie zawsze chciała współpracować, kiedy znajdywało się w nich zbyt wiele emocji.
Przesunął jednak wzrok na Vincenta, kiedy powtórzył zaklęcie i doniósł o obecności sylwetek...
Zmarszczył brwi, słysząc o tym. Czy byli to kolejni ranni? A może powinni się przygotować na walkę?
Skinął krótko głową na lorda Macmillana, chcąc mu dać krótki sygnał, że dobrze zajął się mężczyzną. Potrzeba u młodych zapewnienia, że dawali sobie z czymś rady, czasem mogła być wymagana. Powinni być pewni swoich działań, swojej pozycji - i umiejętności. Nawet kiedy były momenty, kiedy te ostatnie mogły ich zawodzić. Mieli reprezentować swoje rody.
- Vincencie, proszę prowadź. Leonie, Quentinie, miejcie różdżki w gotowości - poprosił, ruszając zaraz po tym za Vincentem, który wiedział, w którą stronę powinni się skierować, aby trafić w ogóle do obcych mężczyzn. Mieli element zaskoczenia, działało to na ich korzyść - mogli podjąć pierwsi decyzję o ataku lub udzieleniu pomocy nieznajomym, choć ze skrawków informacji rozumiał, że bardziej pewny, aby doszło do tego pierwszego.
Ruszając drogą za Rineheartem, zaczął dostrzegać zniszczony wóz, połamane gałęzie i krzaki, ślady walki i dewastacji, które przechodziły tym miejscem, a w powietrzu unosił się zgniły i nieprzyjemny zapach - czarnej magii, śmierci i siarki, choć z reguły ten ostatni zapach rzadko mu przeszkadzał. W końcu był smokologiem.
Zacisnął mocniej różdżkę w dłoni i szczękę w złości, kiedy dostrzegł na ziemi pierwsze ciała. Ci ludzie... Kolejne ofiary, które umarły za cudze wojenki i ideały; dla cudzych kaprysów. A czwórka ludzi, o których wspomniał Vincent, wyraźnie starała się skorzystać z martwych ciał w plugawy sposób, pastwiąc się nad jednym z ciał.

| EM: 48/50; zapraszam do szafki z atakami na grabieżców.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t10970-elroy-greengrass#334429 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Re: Leśny trakt [odnośnik]05.03.22 18:04
/z szafki

Znów musiał walczyć o swoje życie. Nie udało mu się przerwać zaklęcia za pierwszą próbą, dym więc zajmował coraz to większą przestrzeń jego płuc, niemiłosiernie zabierając mu powietrze. Walcząc z nasilającymi się zawrotami głowy, starał się ponownie znaleźć w sobie na tyle dużo spokoju, koncentracji, by tym razem z powodzeniem zakończyć działanie złośliwego zaklęcia.
Finite Incantatem - powtarzał w myślach usilnie, podczas gdy wokół niego, jakby w spowolnionym tempie, rozgrywała się czarodziejska bitwa. Determinacja młodego lorda opłaciła się, gdyż po krótkiej chwili dym zaczął naraz znikać. Pozostawił jednak po sobie swój znak, widocznie osłabiając chłopaka.
Poznać to można było już po następnym ruchu, jakiego się podjął, myśląc, że starczy mu siły, z którą przełamał wyniszczający go efekt, na wyprowadzenie celnego kontrataku. Przeliczył się. Chociaż jeden z przeciwników sam zmagał się z dopiero co otrzymanymi obrażeniami i był podatny na odwet Leona, Longbottomowi nie udało się dobrze wykorzystać tej szansy.
- Ignitio! - płomienna kula ledwo przemierzyła drogę do punktu, w którym mogła zaalarmować Billy'ego o swojej obecności, by zaraz rozpłynąć się w powietrzu.
Ten zaś, zrozumiawszy, iż brunet przełamał jego wcześniejsze zaklęcie, wyciągnął w jego kierunku różdżkę i wykrzyknął:
- Adolebitque!
Coś poszło nie tak. Czy był już na tyle słaby, by nie móc wyprowadzić ciosu? Z końca magicznej broni nie wydobyła się nawet najmniejsza iskierka. Wręcz przeciwnie, zdawać by się mogło, że czarna energia magiczna zamiast wystrzelić naprzód, wessała się w próbującego nią władać mężczyznę. Ten momentalnie pobladł, opuściwszy gardę i złapał się lewą ręką za gardło. W pierwszej chwili Leon pomyślał, że wróg doświadczał lustrzanego efektu... Kto mieczem wojuje, od miecza ginie! Okazało się to jednak niepełną prawdą - z ust przeciwnika wydobył się bowiem nie czarny dym, a jego własna krew. Czy to właśnie cena, jaką się płaci za korzystanie z tak plugawych mocy?
Mężczyzna krztusił się, tracąc witalne siły, widocznie niezdolny do kontynuowania ostrzału. Longbottom miał więc dobrą okazję, by następnym ruchem skutecznie go obezwładnić...


Leon: Ż: 145/190 (76%, kara -10), EM: 32
Billy: 15/80 (19%, kara -60), EM: 38
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Leśny trakt
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach