Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Rzeka Tyne
AutorWiadomość
Rzeka Tyne [odnośnik]08.11.21 11:35
First topic message reminder :

Rzeka Tyne

Rzeka Tyne przepływa przez malownicze tereny Northumberland, swój bieg poczynając u dwóch źródeł - północnego, znajdującego się w Lesie Kielderskim oraz południowego, blisko granicy hrabstwa z North East, częściowo podążając wzdłuż historycznego muru Hadriana. Jest siedliskiem wielu gatunków ryb, a nad jej potokiem rozpinają się malownicze, kamienne mosty oraz wiadukty. Rzeka znajduje ujście do Morza Północnego w mieście Newcastle-upon-Tyne. W swoim dolnym biegu umożliwia ruch rzeczny, pełniąc istotna rolę w transporcie węgla wydobywanego we wspomnianym mieście. U jej brzegów mieści się także jedna z największych stoczni w całej Anglii.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Rzeka Tyne - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Rzeka Tyne [odnośnik]27.11.21 0:07
Spojrzałem na młodego lorda badawczo, gdy śmiało wygłosił swoje oburzenie; nie miałem w zwyczaju bić piany w chwilach takich jak ta, gdy liczył się czas, nie dotarcie do powodów. Longbottom miał jednak rację w każdym słowie, które padło z jego ust. Zmarszczyłem czoło, przenosząc czujny wzrok na Podmore’a. To on trzymał pieczę nad portem - był w sile wieku, wiedział, co robił - popełniony błąd wydawał się wręcz niedorzeczny w stosunku do obejmowanego stanowiska. W obyciu wydawał się rozsądnym człowiekiem - ale czy rzeczywiście taki był? Czy mogliśmy mu zaufać? Zacząłem obracać różdżkę w palcach, gdy pytanie Leona zawisło w powietrzu. Podmore milczał przez chwilę, ale kiedy ledwie nabrał powietrza w płuca, było już za późno.
Hasło rzucone przez strażnika było wezwaniem do działania. Wymieniłem krótkie spojrzenie z młodszym aurorem, po czym zwróciłem się jeszcze do zarządcy.
- Powinien iść pan z nami. - Zasugerowałem chłodno, bez nadmiernej sympatii. - Na miejscu są moi ludzie. Wesprą was. Z tłumu nie dam rady koordynować całej akcji.
Ponownie pogłaskał swojego wąsa, a moja podejrzliwość wobec czarodzieja jedynie pogłębiła się. Nastroje na zewnątrz wydawały się bardziej wzburzone niż w chwili, kiedy przybyliśmy. Tłum wyraźnie miał dość czekania w niewiedzy - i, najpewniej, braku uwagi, której się domagał traktowania.
- Jesteśmy tu po to, aby rozwiązać sytuację. Atak na mugoli będzie pożywką dla polityki Malfoya. Lordowie waszych ziem nigdy nie podnieśli ręki na niemagicznych. Jeśli chcecie się z kimś mierzyć, wybierzcie równych sobie. Nas. Wiedzcie jednak, że podniesiecie różdżki na doświadczonych aurorów. - Odparłem gniewnie, a mój mocny głos rozniósł się w tłumie - zadbałem o to, by usłyszało mnie jak najwięcej osób. Niektórzy z gromadzących się musieli rozpoznawać Leona, inni z pewnością poznawali mnie. Wiedzieli, że nie rzucamy słów na wiatr. Że nasze zdanie nie było głosem wyrwanym z tłumu, a tym, który wiódł prym. - Tak myślałem. - Dodałem spokojniej, nie opuszczając różdżki. Moje zmysły pozostawały wyostrzone. - Dajcie nam przejść, zanim dojdzie do kolejnego ataku. - Ludzie Podmore’a obstawiający port potrzebowali naszego wsparcia - i domyślałem się, że z grupą, która ruszyła na statek, mogło już nie pójść równie gładko.
Kiedy ich dogoniliśmy, krzyżowali już różdżki ze strażnikami portu. Trzech czarodziejów i jedna czarownica, drugą udało się obezwładnić - leżała w śniegu, spętana magicznymi kajdanami. Napór był silny, strażnicy obrywali. Spojrzałem porozumiewawczo na Leona, po czym bez wahania wyciągnąłem przed siebie różdżkę, celując najpierw w jednego, a następnie drugiego mężczyznę; zajęci walką nie mieli szans, by zauważyć mknące, niewerbalnie wypowiedziane zaklęcia. Oba petryfikusy ugodziły narwańców w plecy, obezwładniając ich ciała, które legły na śnieg.
- Zawróćcie. Nikogo dziś nie zaatakujecie. - Warknąłem, trzymając trójkę pozostałych na celowniku. - A jeśli to zrobicie, odpowiecie przed panami Northumberland. - Powołałem się na autorytet panujących Longbottomów, licząc na to, że przywróci im to zdrowy rozsądek - bez skutku.
- Longbottomowie nie zrobili niczego w tej sprawie! - Oburzyła się kobieta.
- Skąd ta pewność? Nie rozpoznajecie mojego towarzysza? - Uniosłem brwi w nieco nonszalanckim geście; nie chciałem wdawać się z nimi w walkę na różdżki, podczas gdy słowo było równie sprzyjającym nam oręże. Wierzyłem, że Leon odpowiednio pociągnie temat.

rzuty, em 46


Kundle, odmieńcy, śmieci, wariaci,
obywatele degeneraci,
ej, duszy podpalacze,
Róbmy dym
Frederick Fox
Zawód : Rebeliant
Wiek : 33 (36)
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
fire is catching
and if we burn
you burn with us
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Rzeka Tyne - Page 2 Giphy
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f413-devon-lisia-nora https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Re: Rzeka Tyne [odnośnik]28.11.21 15:49
Nie wiedział, czy właśnie przypadkiem nie został jakąś szczęśliwą maskotką (może rzeczywiście trzeba było wziąć ze sobą Precla), ale wiedział, że nawet jego pochodzenie i doświadczenie nie zda się na wiele, aby całkowicie załagodzić sytuację, jeżeli nie będą mieć przekonujących argumentów. Mugol czy nie mugol, potrzebowali tego, aby ludzie dali im opowiedzieć o sobie i pozwolili załagodzić sytuację. I w ogóle zgodzić się na dalsze rozmowy.
- Nie wiem, czy mówienie „my” odnośnie Zakonu jest na rzeczy, bo ja mogę co najwyżej rzucić w nich kluczem francuskim. – No dobrze, mógłby jeszcze pobić się z nimi na pięści, ale kiedy to było? Starał się dbać o siebie, ale nie był aż tak wysportowany. Może to był czas aby spróbować uzbierać na broń? Jedyny dla niego sposób aby mieć jakąkolwiek szansę przeciwko magii…chociaż pewnie przeciwko pociskom też już coś wymyślili. – Muszą się uspokoić i muszą wiedzieć, że jesteśmy po ich stronie. Dla nich czarodzieje to czarodzieje, przez te wszystkie przesiedlenia nagle brakuje jeszcze więcej niż podczas normalnej wojny. Oczywiście, że takie rzeczy jak mówisz mogą wypchnąć człowieka na skraj problemów wszelakich, ale pamiętaj, że żołnierze przyzwyczajeni są do życia w problemach i bólach, więc może zadziało się jeszcze coś, co miało na to wpływ. Ktoś z nich może też cierpieć na chorobę, jeżeli wywołamy jakieś wrażenia, które obudzą w nich wspomnienia wojny, może być jeszcze gorzej.
Ostrożnie przeszedł za Gabrielem, mając chęć powiedzieć, że czuł się teraz trochę jak doktor Watson towarzyszący Sherlockowi Holmesowi w jego śledztwie, tylko teraz szli przeciwko uzbrojonym ludziom i wcale nie musieli chować żadnego trupa ani badać miejsca zbrodni. Chociaż jeżeli zaraz ich zastrzelą, to oni będą miejscem zbrodni.
Słuchał, co do powiedzenia miał Gabriel, samemu podnosząc dłonie w górę i nie chcąc wykonywać żadnego ruchu, który mógłby sprawić, że stanie się komukolwiek krzywda. Gdyby jednak mieli w nich wystrzelić, na pewno spróbowałby pociągnąć Tonksa ze sobą na ziemie, chroniąc go jakkolwiek przed pociskami. Kiedy jednak postanowili wpuścić ich na pokład, odetchnął głęboko, wchodząc po trapie na pokład statku, lekko wzdrygając się kiedy wyczuł pod stopami to znajome kołysanie. Nienawidził statków. Mimo wszystko wyprostował się, ręce kierując wzdłuż ciała i przykładając dłoń do brwi, stojąc tak parę sekund w salucie.
- Brygadier trzydziestego korpusu ósmej armii Richard Moore, do usług. – Chciał pokazać im, że obydwaj z nowoprzybyłych traktowali ich z powagą i rozumieli, jakie problemy teraz były przed nich doświadczane, teraz zaś ponownie dając Tonksowi szansę na to, aby zabłysnął swoją elokwencją. I w sumie powiedzeniem czego w zasadzie chciał Zakon, bo w końcu młody Moore do końca nie miał pojęcia czego potrzebowali poza rozmową tutaj.
- Służyłem w wojsku, starając się bronić mojego kraju i moje magiczne rodzeństwo od wojny naszej, kiedy oni nie byli świadomi zagrożeń. Rozumiem też, jak to jest dorastać wokół ludzi którzy magią próbują ci zrobić krzywdę. Tutaj jednak nie jest to tak, ci czarodzieje nie są naszymi wrogami. Jeżeli im pomożemy, damy radę przetrwać, musimy jednak działać razem. – Starał się ostrożnie zatrzeć granicę pomiędzy żołnierzami a sobą, pokazując że wcale nie potrzebowali wychodzić do nikogo z bronią, wystarczyło porozmawiać.
- Tyle ludzi podaje się za chętnych do pomocy, ale potem powodują jeszcze więcej problemów. Jaką mamy w ogóle pewność, że na naszej rozmowie zostaniemy wysłuchani, a nie napadnięci? Albo że potem nie zostaniemy pozostawieni sami sobie? Mamy tylko wasze słowo? To dość mało jak na tę sytuację.
Richard Moore
Zawód : Budowlaniec, złota rączka
Wiek : 36
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Kawaler
There are no happy endings.
Endings are the saddest part,
So just give me a happy middle
And a very happy start.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Charłak

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t10538-richard-moore https://www.morsmordre.net/t10644-listy-do-rysia#322337 https://www.morsmordre.net/t10651-rysiu#322691 https://www.morsmordre.net/f400-somerset-dolina-godryka-pustulka https://www.morsmordre.net/t10649-szuflada-r-m#322600 https://www.morsmordre.net/t11074-richard-moore#340919
Re: Rzeka Tyne [odnośnik]29.11.21 14:15
- Uwierz mi, pracowałem w warsztacie wujka i doskonale wiem ile złego może wyrządzić rzucony klucz francuski. - powiedział mimowolnie kręcąc głową z rozbawieniem.
Miło wspominał czasy kiedy godzinami przesiadywał w wujowym warsztacie ucząc się tych wszystkich nazw części samochodowych czy motocyklowych, poznając tajniki mechaniki i ucząc się jak co działa. Wtedy czuł jakby miał w sobie jednak więcej z mugola niż z czarodzieja. Dopiero z czasem życie zdefiniowało to wszystko i okazało się, że jest kompletnie na odwrót. Jednak teraz musiał się odwołać do swojej mugolskiej części i o dziwo kompletnie nie sprawiało mu to problemu.
- Rozumiem co masz na myśli. Trzeba dobrze dobrać słowa, by nie przywołać traumy i nikogo nie prowokować. Chcemy tylko porozmawiać i namówić ich do współpracy, nie obrażać i niepotrzebnie narażać na stres. Myślę, że ci ludzie doświadczyli go już wystarczająco w swoim życiu. - odparł spokojnie kiwając przy tym głową.
Sam był przykładem człowieka, który jeszcze nie do końca poradził sobie z kilkoma traumami w swoim życiu. Śmierć przyjaciela w jego ramionach odcisnęła na nim bolesną ranę, która jakby od nowa zaczęła się jątrzyć po tym jak przywrócili go do życia. Od tamtego momentu z jego psychiką było źle, niby jakoś sobie radził, ale wiedział, że wystarczy jakiś mały zapalnik, jakaś jedna sytuacja, by kumulowane i tłumione w sobie emocje ujrzały światło dzienne. A to by raczej nie było miłe w skutkach.
Kiedy znaleźli się na mostku, w towarzystwie kapitana, Gabriel starał się skupić swoją uwagę na Mitchellu. Nie było to łatwe biorąc pod uwagę, że stało tam też dwóch innych wojskowych uzbrojonych po zęby, a on sam miał różdżkę schowaną w kieszeni i wydobycie jej pewnie zabrałoby mu trochę czasu. Przypomniał sobie jednak czasy kiedy pracował i dzięki temu udało mu się zachować spokój.
Wysłuchał słów Richarda lekko przy tym kiwając głową. Cieszył się, że tu z nim jest. Na pewno więcej dla nich znaczą słowa jednego z nich, niż kogoś kto jest tylko w połowie mugolem.
- Proszę mi wybacz, Gabriel Tonks. - odezwał się po chwili zdając sobie sprawę, że się nie przedstawił – Swojego czasu pracowałem jako Auror, to taka jakby policja dla czarodziejów. Rozumiem więc wasze stanowisko. Rozumiem, że jesteście nie ufni. Aktualnie rządzący to źli ludzie, którzy nie przejmują się losem mugoli czy też czarodziei nie czystej krwi. Ale to wcale nie znaczy, że wszyscy czarodzieje są źli… Zakon Feniska jest jak… - szukał w głowie dobrego porównaniai w tym momencie podziękował tacie, że zmuszał go swojego czasu do bycia na bieżąco w mugolskim społeczeństwie – Jesteśmy jak Alianci podczas wojny. Nasze ministerstwo to Niemcy, a Czarny Pan to Hitler. Robimy wszystko co w naszej mocy by pozbawić ich władzy, by podkopać ich morale. Pomagamy wszystkim potrzebującym i nie zostawiamy nikogo samemu sobie. - odparł rozkładając ręce by człowiek przed nim widział, że ten nie ma nic do ukrycia.
Lata szkoleń i treningów jednak się przydawały, nawet teraz kiedy dawno nie wykonywał swojego zawodu, bo po prostu nie było na niego popytu. Zerknął przez okno w stronę tłumu w porcie i odszukał wzrokiem Foxa i lorda Longbottoma.
- Tamta dwójka – wskazał spokojnie – To Frederick Fox oraz Lord Longbottom, którego rodzina włada tymi ziemiami. Właśnie uspokajają rozjuszony tłum i starają się ich namówić do współpracy. Żaden z nas nie chce by doszło do walki, ucierpiało by wtedy wielu ludzi, a taki incydent nikomu by nie pomógł, no może propagandzistom ze strony Ministerstwa, którzy tylko by na tym skorzystali by podjudzić bardziej czarodziei przeciwko mugolom. Nie o to chodzi, przecież możemy żyć razem, obok siebie, pomagać sobie. Zarówno Richard jak i ja jesteśmy tego idealnym przykładem. - wskazał na siebie i Moore’a stojącego obok.
Kapitan patrzył na niego w milczeniu jakby kontemplował każde jego słowo. Podniósł się nawet na moment z krzesła by wyjrzeć przez okno w kierunku tłumu. Zauważyl Fox’a i Longbottoma.
- Nie spodziewałem się, że wasza arystokracja wchodzi między ludzi. Słyszałem, że raczej nie bratają się oni z motłochem. - powiedział wyciągając zza pazuchy papierosa i odpalając go.


Between life and death
you will find your true self, you will know what you are and what you never expected to be
Gabriel Tonks
Zawód : Szpieg
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony - no nie powiedziałbym.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 Ten co martwy chodzi wśród żywych
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9947-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t9987-pimpek#301926 https://www.morsmordre.net/t9990-zombie-zbiera-znajomych#301965 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10857-skrytka-nr-2261#330979 https://www.morsmordre.net/t9988-gabriel-tonks#301946
Re: Rzeka Tyne [odnośnik]29.11.21 19:23
”Nas, doświadczonych aurorów”. Takie słowa pokrzepiają serce, szczególnie gdy wypowiada je czarodziej, który chwilę później eliminuje z walki dwóch przeciwników za pomocą idealnie wykonanych niewerbalnych zaklęć petryfikujących. Młodemu nie było jednak dane ekscytować się komplementem, gdyż zaraz zmierzyć musiał się z bolesną prawdą. ”Longbottomowie nie zrobili niczego w tej sprawie”. Powinni zareagować wcześniej. I na pewno bardziej stanowczo.
Ale ostatecznie jest tutaj. I zamierza doprowadzić sprawę do szczęśliwego końca, na ile jest to możliwe.
Usłyszawszy odpowiedź Fredericka, podłapał szybko:
- Nazywam się Leon Longbottom, wzywam was do przerwania ofensywy i wycofania się z powrotem pod kwaterę. Wasze działania stawiają mieszkańców Northumberland w obliczu potencjalnego niebezpieczeństwa i drastycznie zmniejszają szanse Longbottomów na pokojowe zakończenie konfliktu. – mimo że czuł się tu bardziej pewnie niż podczas akcji w Dorset i mówił stanowczo, jak na prawdziwego lorda przystało, spodziewał się, iż jego słowa nie wystarczą, by powstrzymać szturm.
Walka tylko jakby na chwilę zawisła w powietrzu. Atmosfera była napięta, każdy aktywny uczestnik starcia zaciskał dłoń na różdżce w pełnym skupieniu.
- Lord Leon Longbottom?! Czemu zawdzięczamy tę wizytę?! – krzyknęła nagle leżąca w śniegu kobieta w kajdanach - Podobno od ataku na Ministerstwo nie opuszcza pan swojego domu! Niebezpieczeństwa, konflikty, szanse na pokojowe... Wojna jest! Co pan może o tym wiedzieć?! – i nie było na ten argument prostej, zadowalającej dotkniętych nieszczęściami wojny mieszkańców odpowiedzi. A przynajmniej on jej w tej chwili nie miał.
- Cisza! – rzucił do niej jeden z pracowników Podmore'a, na co odwarknął mu buntujący się mężczyzna:
- Czego od nas chcecie?! To z nimi powinniście walczyć!
- To złodzieje! Przestępcy! – dołączyła się kobieta, stojąca trzy metry od niego.
Sytuacja nie łagodniała. Nieubłaganie zbliżał się koniec pertraktacji.
- Opuśćcie różdżki! – zażądał lord Northumberlandu, gotując się już do ataku.
- Nie słuchajcie-- Zostaw mnie! – strażnik portu, chcąc uciszyć awanturniczkę, przycisnął ją do śniegu. Niefortunnie.
- Mam dość! Drętwota! – wyrwała się druga z kobiet, puszczając znowu w ruch całą machinę. Wiązka magicznej energii wypuszczona została w kierunku Leona. Ten zaś nie zwlekając z kontratakiem rzucił: Expelliarmus!
Zanim oba zaklęcia zdążyły pokonać potrzebną do celu drogę, odezwał się jeszcze trzeci głos:
- Luminis virtute! – należący do mężczyzny, którego intencją było ugodzić zaklęciem Foxa. Ciekawe, pomimo ogólnego skupienia, jakie panowało na chwilę przed wznowieniem ataku, żadne z rzuconych zaklęć nie trafiło swojego celu. To bez wątpienia zasługa niepotrzebnych nerwów...
- Pomocy!! Biją nas! – wykrzyknął niespodziewanie odpowiedzialny za ostatnie nieudane zaklęcie, z zamiarem wezwania jakichkolwiek posiłków.
I to widocznie wystarczyło, by z obserwującego ich tłumu wyrwać parę walecznych dusz.
- Uwaga! Biegnie kolejna dwójka! – zauważył inny pracownik portu i wykonał kilka kroków w przód z różdżką wymierzoną w wołającego o pomoc czarodzieja.
Dwóch przed sobą, dwóch na plecach. Kto kogo miał tu w potrzasku?

Rzuty
Leon: EM 48/50
Buntowniczka 1: PŻ 90/90 | OPCM 20 | U 20 | EM 43/50
Buntownik 1: PŻ 100/100 | T 15 | OPCM 20 | EM 43/50
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom
Re: Rzeka Tyne [odnośnik]30.11.21 21:42
- Przyznaj się, co zrobiłeś, że w ciebie rzucono? – parsknął lekko, próbując sobie wyobrazić Tonksa uciekającego przed jakże zbrodniczym kawałkiem metalu. Prawda była taka, że w jakiś sposób doceniał to, że chociaż Gabriel rozumiał obydwa światy z których pochodził, nie uważał jednego ani drugiego za coś, co było czymś obcym i egzotycznym. Rozumiał, że jedyne co je dzieli to magia, ale w obydwu miejscach byli ludzie, którzy kochali, nienawidzili, byli agresywni albo dawali swoje serce na dłoni. Pochodzenie nie miało znaczenia w takich sytuacjach, liczyło się jedynie to, jak mocno działali dla dobra innych i czy potrafili się powstrzymać przed zrobieniem krzywdy. Teraz i Richard miał nadzieję, że wszystko zakończy się dobrze, bo inaczej będzie musiał uciekać.
- Najlepiej by było, gdybyśmy mogli siedzieć. To znacząco uspokaja podczas takich rozmów, nawet jeżeli trzyma ktoś koło ciebie broń. Łatwiej też w razie czego paść na ziemię, a celowanie w leżącą postać jest o wiele trudniejsze ze względu na kąt broni, zwłaszcza jeżeli ktoś stoi dalej. Gdyby jednak doszło do nieprzewidzianego i atakowałby nas ktoś, kto stałby blisko, po prostu uciekaj albo skacz za burtę. Bardzo w ciebie wierzę, ale skoro jesteśmy namówić ich tam do rozmowy, lepiej będzie to wyglądać jeżeli uciekniemy. Gdybyśmy zrobili im krzywdę, wszystko trafi szlag. – Potarł dłonią po twarzy, mając wrażenie, że gdyby coś poszło nie tak, to nawet refleks Tonksa by go nie uratował. Nie mówiąc już o tym, że pewnie mogłoby to tak szybko eskalować konflikt, że żaden z nich nie miałby nawet o tym pojęcia.
Czuł się niepewnie kiedy wyczuwał pod stopami deski pokładu, a chociaż kołysanie nie było silne, najpewniej zupełnie nieodczuwalne dla tych, którzy umieli płynąć po morzach i oceanach, on sam, doświadczając już wcześniej silnej choroby morskiej, nie przepadał za wchodzeniem na jakikolwiek zbiornik wodny. Tu jednak chodziło o coś zupełnie innego niż jego własny komfort, a raczej o ludzkie życie i zmartwienia. Jeżeli im nie pomogą, jeżeli nie zażegnają tego konfliktu, będzie to jedynie początkiem do większej tragedii. Nie chciał zaciskać zębów ani pokazywać swojego niezadowolenia, bo mogło to być negatywnie odebrane przez innych, dlatego sięgając do paska, ścisnął nieco mocniej swoją szczęśliwą monetę zanim nie odwrócił się w kierunku Tonksa.
Niemal zakrztusił się śliną, kiedy usłyszał to porównanie do aliantów i Hitlera, może w szczególności to ostatnie. Tak dziwnie się czuł, kiedy przywołało to do niego wspomnienia, a jednocześnie w jakiś sposób go to bawiło. Nie miał nawet pojęcia czemu, może dlatego, że w tym momencie stanęła mu perspektywa tych wszystkich czarodziejów uciekających przed bronią, mimo to, musiał przyznać, że to było całkiem obrazowe. No i trochę stawiało to ich po jednej linii frontu. Co chcieć więcej? Może poza faktem, że czuł się trochę jakby Gabriel go właśnie przedstawił jako swojego partnera…ale chyba za długo już siedział sam na sam z Preclem, że skończyło się to po prostu takimi rozważaniami.
- Rozumiem obawy, sam bym powiedział, że nieczęsto widzimy szlachtę, a raczej bym dodał, że to przeżytek. Ale Longbottomom leży na sercu nasza sprawa, bo gdyby nie leżała, nie pojawiłby się nawet tutaj. Ale jest gotowy zaryzykować czymkolwiek, tylko po to, aby każdy z nas wyszedł z tego cało i w miarę zadowolony. My, wy, bez różnicy, nie faworyzuje żadnej ze stron. Wielu bogatych chce nas zabić, to fakt. Ale są ci, którzy zaryzykowali własnym życiem, aby tylko wstawić się za nami, bo nie widzą nas jako innych, ale jako ludzi, którzy są im równi. Tylko mają inne umiejętności.
- Czy będzie brał udział w rozmowach, ten wasz lord? Czy jednak przyszedł tu jedynie oglądać? Musimy mieć potwierdzenie w trakcie rozmów, słowa nic nie pomogą, jak za nimi nie będzie stało nic więcej. Jeżeli zaczniemy rozmawiać i spróbujecie nas oszukać… - Kłęby dymu popłynęły w mroźnym powietrzu, kiedy kapitan odetchnął głęboko, spoglądając na nich. – Czy wasz lord zamierza coś zrobić w sprawie zapasów? Sytuacji z zimą? – Chciał posłuchać, jaki przynajmniej wstępny plan mieli, skoro już teraz zapraszali go na rozmowy. A może jeszcze nie mieli i musiał czekać, aż coś wymyślą? Ta dwójka nie była zła, ale łatwe zaufanie mogło się źle skończyć.
Richard Moore
Zawód : Budowlaniec, złota rączka
Wiek : 36
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Kawaler
There are no happy endings.
Endings are the saddest part,
So just give me a happy middle
And a very happy start.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Charłak

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t10538-richard-moore https://www.morsmordre.net/t10644-listy-do-rysia#322337 https://www.morsmordre.net/t10651-rysiu#322691 https://www.morsmordre.net/f400-somerset-dolina-godryka-pustulka https://www.morsmordre.net/t10649-szuflada-r-m#322600 https://www.morsmordre.net/t11074-richard-moore#340919
Re: Rzeka Tyne [odnośnik]01.12.21 13:57
- Ja? Nic. - pokręcił głową z rozbawieniem – Ja zawsze byłem grzeczny. Niczym sobie wtedy nie zasłużyłem. - dodał po chwili.
Oczywiście, że sobie zasłużył, ale jako piętnastolatek wtedy uważał, że nic złego nie zrobił. Nie zmieniało to jednak faktu, że skończył z pięknym, ogromnym siniakiem na czole, jakby nie patrzeć klucz francuski był dość ciężkim narzędziem. Mimo wszystko Gabriel bardzo miło wspominał te wszystkie dni spędzone w wujowym warsztacie. Szczycił się tym, że żył jednocześnie w dwóch światach i potrafił to wszystko ze sobą pogodzić. Tak naprawdę niewiele się te dwa światy od siebie różniły. Naturalnie, czarodzieje mieli troszeczkę staroświeckie podeście do pewnych spraw, no i oczywiście posiadali magię, ale tak poza tym niewiele więcej było różnic między mugolami, a czarodziejami.
- No pewnie będą w nas celować, a we mnie to na pewno. Są nieufni i podejrzliwi w stosunku do czarodziei i wcale im się nie dziwie. Ten cholerny Malfoy robi wszystko by tylko skłócić wszystkich ze sobą. Nawet nastawiają przeciwko sobie czarodziei aby donosili na siebie. - pokręcił głową i westchnął.
Tonks nigdy nie pływał na statkach. Był na nie jedynym, ale kiedy były zacumowane w porcie, nie miał jednak przyjemności nigdy pływać. Nie wiedział więc czy ma chorobę morską czy może jednak nie. Na razie nie czuł się źle, więc mógł się na spokojnie skupić na rozmowie z kapitanem okupantów statku. Poczuł się trochę pewniej więc oparł się wygodnie o stół i pokiwał lekko głową na słowa mężczyzny.
- Będzie również brał udział w rozmowach. Niech pana nie zmyli jego młody wiek. Lordowie mają zdecydowanie inny system wychowawczy niż normalni obywatele, w młodym już wieku potrafią zarządzać i rozmawiać jakby mieli za sobą lata doświadczeń, a przede wszystkim każdy z nich może coś zaoferować. - odparł spokojnie, po czym zerknął na swojego towarzysza – Richard ma rację. Jest wiele rodzin szlacheckich, które popierają aktualnie rządzących i robią wszystko by się nas pozbyć. Jednak są też i tacy, którzy dzielą się swoim majątkiem, zapewniają uchodźcą schronienie i bezpieczeństwo. Wielu z nich, w tym mój znajomy, który również jest lordem jest nawet poszukiwany listem gończym. Wszystko dlatego, że narażają się władzy w obronie osób niemagicznych. Może mi pan wierzyć kapitanie Mitchell, czarodziejom leży na sercu dobro niemagicznemu społeczeństwa. - powiedział spokojnie, po czym zerknął w kierunku portu, gdzie zaczynało się coś dziać.
Tonks miał nadzieję, że fox wraz z Lordem uspokoją tłum, bo jeśli nie daj Merlinie dojdzie do jakiejś napaści na statek, on i Richard będą pierwsi do odstrzału.
- Podczas negocjacji, na które pana zapraszamy mają prowadzić do porozumienia. Chcemy usłyszeć wasze wymagania, my przedstawimy nasze i dzięki temu jestem przekonany, że dojdziemy do konsensusu, który zadowoli obie strony. Jednak już teraz mogę pana zapewnić, że nikt nie zostanie zostawiony sam sobie, bo przecież nie o to chodzi. Chodzi o współpracę, o wzajemne zaufanie...walka między sobie w tym nie pomaga. - pokręcił głową, po czym sam powoli wyciągnął z kieszeni papierosy i zapalił jednego, kto wie, może połączy ich wspólny nałóg.
Mugol patrzył na nich uważnie w milczeniu. Zdecydowanie się nad czymś intensywnie zastanawiał. Spojrzał po swoich ludziach. Wszyscy byli już zmęczeni tą całą sytuacją. Ten czarodziej miał poniekąd słuszność, ale…
- Panie Moore, a pan co o tym sądzi? Jakby nie patrzeć jest pan jednym z nas, ale jednocześnie współpracuje pan z nimi. Można im ufać? - Mitchell zwrócił się do Richard’a unosząc brew ku górze.


Between life and death
you will find your true self, you will know what you are and what you never expected to be
Gabriel Tonks
Zawód : Szpieg
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony - no nie powiedziałbym.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 Ten co martwy chodzi wśród żywych
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9947-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t9987-pimpek#301926 https://www.morsmordre.net/t9990-zombie-zbiera-znajomych#301965 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10857-skrytka-nr-2261#330979 https://www.morsmordre.net/t9988-gabriel-tonks#301946
Re: Rzeka Tyne [odnośnik]01.12.21 23:18
- A czego wy chcecie? - Odpowiedziałem odważnie, mierząc mężczyznę bystrym spojrzeniem - przez chwilę na jego twarzy wydawała się malować konsternacja, która jednak szybko ustąpiła miejsca złości. Zbity z pantałyku, wyprowadził przeciwko mnie atak - całkowicie chybiony. - Powtórzę pytanie - czego chcecie? - Ton mojego głosu był mocny, jasno dając do zrozumienia, że milczenie działało na niekorzyść buntowników. Pytanie zdawało się powoli przedzierać przez oporne bariery czarodziejów, na krótką chwilę powstrzymując ich przed ponownym uniesieniem na nas różdżek. Jednocześnie jeden z ludzi Podmore’a ostrzegł nas przed nadciągającymi zza naszych pleców posiłkami. Moja reakcja była natychmiastowa. Zwróciłem się tyłem do swojego towarzysza, mierząc w biegnących w naszym kierunku mężczyzn. Ślina sama przyniosła inkantację na język - jakbym wykonywał to odruchowo, nie zastanawiając się szczególnie nad doborem odpowiedniego zaklęcia. Miałem za sobą wiele lat doświadczenia w sytuacjach znacznie cięższych, niż bunt w porcie. - Orcumiano - wypowiedziałem chłodno, a promień zaklęcia, który pomknął w kierunku mężczyzny wysuwającego się najbardziej do przodu błysnął potężnie, obnażając przed wszystkimi moje umiejętności, zdecydowanie wykraczające ponad przeciętność. Wydawało się, że buntownik uniósł różdżkę i próbował się bronić, ale zanim dokończył przyzwanie tarczy, grunt usunął się spod jego nóg, pochłaniając jego i towarzysza, a także odcinając drogę między kwaterą Podmore’a, a bezpośrednim przejściem na teren zajmowany przez mugoli. Liczyłem, że wyrwa zniechęci kolejnych do dołączenia się do buntu.
- Zastanówcie się, czy chcecie z nami walczyć, czy rozmawiać. Macie do czynienia z dwójką aurorów. - Ponownie zwróciłem swoje słowa do buntowników, którzy jeszcze przed chwilą odważnie wymierzyli przeciwko nam swoje różdżki. - Chcemy was wysłuchać, nie aresztować. Jak na razie. - Dodałem dosadniej.
- A co z tą dwójką? - Odezwała się kobieta, zadzierając nos do góry.
Podszedłem do krawędzi wyrwy, patrząc na mężczyzn; obaj byli przytomni i poobijani, a kiedy tylko ujrzeli moją twarz, z ich ust padła wiązanka soczystych wyzwisk.
- Nic im nie będzie. - Odsunąłem się od dołu, odpowiadając buntowniczce, która wyraźnie wahała się przed opuszczeniem różdżki. Jej kompan spojrzał na nią niepewnie, jakby szukał potwierdzenia - to ona musiała przewodzić tej grupie. Strażnicy Portu trzymali różdżki uniesione, nie atakowali jednak, na moment zawieszając broń. - Więc jak? Porozmawiamy? - Ponowiłem pytanie; musiała przeprowadzić chłodną kalkulację - wystarczyło, że się pojawiliśmy, a bez większego wysiłku wykluczyliśmy z walki cztery osoby. Musiała być świadoma, że nie zdołają się nam przeciwstawić. Że byli już na straconej pozycji - i otrzymali ostatnią szansę, by odejść z podniesioną głową.
Tym razem wygrał rozsądek. Kobieta skinęła na towarzysza, oboje opuścili różdżki.
- Jesteśmy zmęczeni bezczynnością zarządcy. Nie potrafi poradzić sobie ze sprawą. Chcemy, aby mugole opuścili Lady Bird i by odblokowano rzekę. Widzi pan tamten statek? - wskazała brodą na równie sporych rozmiarów łódź stojącą w porcie, dorównującą Lady Bird. - To nasz. Od dwóch dni nie wypływamy. Tracimy na tym ja, moja załoga, i ludzie, którzy czekają na transport. - Wyrzuciła z siebie gniewnie. - Oni nie okradają tylko Lady Bird. Swoją arogancją nam wszystkim odbierają pracę. - Splunęła na śnieg. - Longbottomowie mogą się cmoknąć w swoje zadki. - Dodała lekceważąco, wyraźnie spoglądając na Leona. - Co niby zamierzacie zrobić? - Uniosła brwi, przechylając głowę.
- Chcemy doprowadzić do skutecznych pertraktacji. Nie chcę nikogo oceniać, ale myślę, że popełniono kilka błędów, które być może jeszcze uda się naprawić. Nasi ludzie udali się do obozu mugoli. Tym bardziej nie możecie teraz zaatakować.
Kobieta niespodziewanie uniosła rękę, wpatrując się w punkt za moimi plecami. Podążyłem za jej wzrokiem, zauważając kolejnych buntowników z uniesionymi różdżkami, stojących po drugiej stronie wyrwy. Na jej znak zaniechali ataku, wyczarowując jedynie magiczne liny, by pomóc wydostać się uwięzionym w dole mężczyznom.

rzuty, orcumiano zabrało buntownikom 30 pż, em 43


Kundle, odmieńcy, śmieci, wariaci,
obywatele degeneraci,
ej, duszy podpalacze,
Róbmy dym
Frederick Fox
Zawód : Rebeliant
Wiek : 33 (36)
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
fire is catching
and if we burn
you burn with us
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Rzeka Tyne - Page 2 Giphy
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f413-devon-lisia-nora https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Re: Rzeka Tyne [odnośnik]02.12.21 16:09
- Powiedzmy, że ci wierzę – parsknął lekko, ściągając jeszcze rękawiczki aby odsłonić spracowane dłonie, spoglądając jeszcze dookoła. Ostrożnie rozejrzał się jeszcze po okolicy, starając się zapamiętać, gdzie się kto znajdował oraz jaka była sytuacja w tym miejscu. Nie spodziewał się, aby Gabriel działał sam, ale skoro byli na tyle pewni, że wysyłali go samego, to na pewno znaczyło, że oni dawali sobie radę, ilu ich tam było. A skoro tak, musieli zrobić z Gabrielem wszystko co mogli, aby nie podpaść komukolwiek na miejscu. I przekonać ich, że mimo tej sytuacji, wszyscy powinni porozmawiać i Zakon Feniksa zrobi co tylko w ich mocy, aby tę sytuację rozwiązać.
- Damy ich przekonać, będziemy dobrej myśli. W razie czego po prostu rób wszystko, aby przetrwać. Z tego co wiem, macie magię leczniczą, jeżeli nie strzelą ci w żadny ważny organ, myślę, że wykaraskasz się z tego bez problemu. Gdyby coś…cóż, niewiele ci mogę poradzić jeżeli chodzi o ewentualną pomoc z takimi ranami poza uciskaniem, jakimś kawałkiem tkaniny albo dłonią. – To nie tak, że chciał być złośliwy, ale gdyby Gabrielowi coś się stało, na niewiele by się zdał poza możliwością ściągnięcia go z pokładu. Czy inni ludzie w tym miejscu mieli umiejętności lecznicze? Nawet nie miał pojęcia, ale bardzo, bardzo chciał zakładać, że tak. Nie chciał stracić Tonksa w czymś, co nawet nie było wojną.
Spoglądał na Gabsa ciekaw, jak on reaguje na przebywanie na statku, ale wydawało się, że radził sobie dobrze. Zazdrościł mu dobrze, ale musiał zebrać się w sobie i pozwolić sobie na spokojne oddychanie i brak paniki na fakt, że pokład wydawał się huśtać o wiele mocniej niż naprawdę. Mimo to odetchnął głęboko, żałując że nie miał tu Precla i spokojnie spojrzał na kapitana i toczącego z nim dialog Tonksa. Gotowy był potwierdzić jego słowa, gdyby kapitan zwrócił się w jego stronę, tak jakby w nim szukał ostatecznego potwierdzenia. I Richard wiedział, rozumiał jego obawy. Ciężko było pogodzić swoje życie z sytuacjami, które obecnie rzucał na nich świat. Walczyć z ludźmi, którzy jednym gestem mogli rozdzielić wodę albo unieść w powietrze wielkie skały. To przerażało. I sprawiało, że człowiek zastanawiał się, jak ma walczyć o siebie i przetrwać.
- Doskonale rozumiem obawy. Wychowałem się z rodzeństwem, które magią posługiwało się od kiedy mieli po klika lat. Przebywanie z nimi w jednym domu było zarówno rozdzierającym bólem jak i niepewnością, czy kiedyś nie użyją tego przeciwko mnie. Ale potem dotarło do mnie, że nie miało i nie ma znaczenia, czy oni mają magię, czy jednak tylko ja nie jestem kimś uzdolnionym w ten sposób. Moja matka z jakiegoś powodu wybrała mojego ojca i nie miała nic przeciwko temu czy w jego żyłach płynie ta sama krew co w jej. – Opowiadał nieco z własnych przeżyć i własnej historii, ale chciał, aby rozumieli jego powody i żeby mogli zrozumieć, że cierpienie od magii przejawiało się na różne sposoby, ale nigdy to nie była wina tych, którzy starali się bronić. I ich bronić.
- A potem poznałem Gabriela i zrozumiałem, że nie różnimy się od siebie tak, jakby chcieli zaprezentować to ci, którzy wzięli nasz na cel. Pan Tonks jest kimś, na kim mogę polegać w każdej sytuacji, z kim mogę porozmawiać i który nie uważa się za lepszego bo wychowała go magiczna szkoła. Jesteśmy żołnierzami, panie Mitchell. Wiemy, jak to jest walczyć na cudzej wojnie i poświęcać się za innych, co robią ci ludzie, którzy przyszli załagodzić tę sytuację, a którzy dotąd stracili rodzeństwo, rodziców czy innych bliskich, których nawet magia nie przywoła do życia. Wiemy również, jak to jest doświadczać okrucieństwa wojny i że nikt nie powinien w tym trwać. Dlatego prosimy o rozmowę.
Dowódca milczał dłuższą chwilę, twarz przecierając dłonią. Był zmęczony, otoczony swoimi ludźmi, ale jednocześnie było ich tak niewielu przeciwko tym, którzy bardzo chętnie podaliby jego głowę na tacy. Nie przetrwają tu długo bez pomocy, a jednocześnie, jeżeli spróbują uciec z materiałami i zapasami, ktoś na pewno ich potem dopadnie. Spojrzenie kierował od twarzy Richarda, do Gabriela, aż na tłum i to co się działo, ostatecznie odchylając się i strzepując popiół na ziemię.
- Dobrze, porozmawiamy. Jednak jakikolwiek mamy osiągnąć wynik, chcę mieć zapewnienie, że nikomu z ludzi nie stanie się krzywda ani nie będą narażeni na niebezpieczeństwo, ani też że pod moją nieobecność nikt nie spróbuje dorwać się do statku. Wszystko ma być ustalone na rozmowie. Jeżeli ktokolwiek z was, nie ważne, czy magiczne czy nie, spróbuje jakoś przejąć pałeczkę i ominąć rozmowy, żadna umowa nie dojdzie do skutku.
Richard Moore
Zawód : Budowlaniec, złota rączka
Wiek : 36
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Kawaler
There are no happy endings.
Endings are the saddest part,
So just give me a happy middle
And a very happy start.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Charłak

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t10538-richard-moore https://www.morsmordre.net/t10644-listy-do-rysia#322337 https://www.morsmordre.net/t10651-rysiu#322691 https://www.morsmordre.net/f400-somerset-dolina-godryka-pustulka https://www.morsmordre.net/t10649-szuflada-r-m#322600 https://www.morsmordre.net/t11074-richard-moore#340919
Re: Rzeka Tyne [odnośnik]03.12.21 15:50
- Cieszę się, że się dogadaliśmy. - powiedział z uśmiechem kiedy Richard powiedział, że mu wierzy.
Nie było sensu wchodzić teraz w szczegóły dlaczego dostał kluczem francuskim w czoło. Nadejdzie kiedyś odpowiednia chwila by się pośmiać z tej historii, ale nie dzisiaj. Dzisiaj, teraz należało się skupić na czymś ważniejszym.
- Pocieszyłeś nie ma co. Mam jednak dziwne wrażenie, że jakby już mieli strzelać to będą mimo wszystko celować w ważne organy. - pokręcił głową i uśmiechnął się niby to rozbawiony, ale nie było tak do końca.
Nie widziało mu się oberwać z mugolskiej broni. Należało zrobić wszystko tak by nikt nie ucierpiał. By po prostu rozmawiali sobie na spokojnie, przekonali mugoli do współpracy bez żadnych komplikacji. I musiał przyznać, że szło im to naprawdę całkiem nieźle. Ich słowa najwyraźniej docierały do kapitana i mugol powoli zaczynał rozumieć, że raz, nie mają złych intencji, a dwa, że chcą pomóc rozwiązać całą tą sytuację w pokojowych warunkach.
Słuchał słów Moore’a kiedy ten opowiadał o swoich doświadczeniach z czarodziejami. Lekko uśmiechnął się kiedy ten wspomniał o nim, ale po chwili uśmiech zniknął z jego twarzy. Wspomniał o śmierci, o stracie najbliższych. Tonks na moment odpłynął wspomnieniami do śmierci matki, do własnej śmierci, z której niewiele pamiętał, jedyne co mu zostało to skutki uboczne, z którymi walczył do dzisiaj. Po chwili wrócił myślami do kabiny, w której się znajdowali. Kątem oka zerknął na port i uniósł brew ku górze widząc jak Fox jednym machnięciem różdżki zawala ziemię pod nogami czarodziejów, którzy biegli w ich kierunku z wyciągniętymi różdżkami. „Na Marlina, żeby tylko nie odwalił tego co ostatnio” pomyślał przypominając sobie ostatni pokaz Frederick’a. Nie odbiło by się to dobrze na rozmowach prowadzonych na statku, a nawet mogłoby się to skończyć tragicznie dla nich.
Po chwili wrócił wzrokiem do kapitana Mitchell’a mając nadzieję, że mężczyzna jest skupiony bardziej na ich rozmowie niż na tym co się aktualnie dzieje w porcie. Widać było, że rozpatruje wszystkie za i przeciw. Było jasne jak słońce, że teraz kiedy oni tu byli, a na dole był tłum niezadowolonej gawiedzi, nie było opcji by spokojnie opuścili statek z jego towarem.
- Może być pan pewny panie kapitanie, że pańscy ludzie będą bezpiecznie podczas rozmów. Żaden z nas nie pozwoli aby coś im się stało. W zasadzie myślę, że dobrym rozwiązaniem będzie jeśli pójdzie pan z nami, pod naszą eskortą tak jakby, a pańscy ludzie mogą śmiało zostać na statku. - zaproponował takie rozwiązanie – Zapewniam, że nikt nie będzie przejmował pałeczki. Chcemy się dogadać, załatwić sprawę tak aby wszyscy byli zadowoleni. Nie chodzi nam tu o żadną przewagę czy coś w tym stylu. - pokręcił głową, po czym dopalił papierosa i zgasił go w kapitanowej popielniczce.


Between life and death
you will find your true self, you will know what you are and what you never expected to be
Gabriel Tonks
Zawód : Szpieg
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony - no nie powiedziałbym.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 Ten co martwy chodzi wśród żywych
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9947-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t9987-pimpek#301926 https://www.morsmordre.net/t9990-zombie-zbiera-znajomych#301965 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10857-skrytka-nr-2261#330979 https://www.morsmordre.net/t9988-gabriel-tonks#301946
Re: Rzeka Tyne [odnośnik]04.12.21 19:35
Nieudolną potyczkę stanowczym ruchem przerwał znów Frederick Fox. Pokaz jego umiejętności zdecydowanie ostudził zapał tłumu i zmniejszył morale wśród potencjalnych furiatów, gotowych włączyć swoje różdżki do konfliktu. Imponował zresztą nie tylko przeciwnikom - z całą pewnością nie znajdował się w okolicy nikt, kto mógłby dorównać mu w walce.
Udało mu się również na nowo zawiązać rozmowę. Leon opuścił więc gardę. Przez chwilę miał jeszcze ochotę odpowiedzieć na lekceważący komentarz kobiety zręcznie wyprowadzonym urokiem. Była to jednak jedynie myśl, którą szybko zdusił w zarodku. Byli przecież aurorami.
- Dziękuję, przekażę rodzinie pozdrowienia. – odrzekł chłodno - A tymczasem niech mi pani odpowie, proszę uprzejmie, jak doszło do obecnej sytuacji? Dlaczego Lady Bird wypłynęła z portu? Czy nikt nie sprawdził stanu rzeki? Na jakiej podstawie dostaliście na to zgodę? Zarządca portu nie kwapił się do wyjaśnień, więc mam nadzieję, że dowiemy się czegoś od was?
Kiedy szuka się wiarygodnych informacji, rozmowa z podirytowaną kapitan nie wydaje się raczej dobrym wyborem, ale to błędne założenie. Zwłaszcza jeśli chce się dowiedzieć więcej o popełnionych przez zarządcę portu błędach.
- Skąd mam wiedzieć? To nie moja robota, – wzruszyła gwałtownie ramionami i dodała gniewnie – myślicie że chcieliśmy wypłynąć na lód? Według mnie to Podmore albo nie wiedział, albo wiedział, ale liczył na szczęście. To bardzo istotny transport i pewnie chciał go puścić za wszelką cenę. Nie muszę mówić, że szczęścia to on nie ma. A brakuje mu też rozwagi...
Leon obejrzał się na Foxa, po czym zwrócił się znów do kobiety:
- Przecież to człowiek z doświadczeniem. Jak mógł do tego dopuścić?
- To jedno mieć doświadczenie, a drugie umieć z niego korzystać. Zwłaszcza w czasach próby, jak teraz. Zresztą, on nigdy nie był mózgiem operacji, organizacja w porcie zeszła na psy od czasu śmierci starego Lockwooda, jego zastępcy. Od trzech lat jest nie najlepiej, nie wiem jak udawało mu się to trzymać w kupie do tej pory.
- A co potem? Czemu zostawiliście statek na mieliźnie bez opieki? Dlaczego natychmiast nie pozbyliście się przeszkody i nie zawróciliście do portu, żeby dokonać napraw?
- Jak już mówiłam, to nie nasza robota! To Podmore i jego ludzie doprowadzili do wypadku i oni powinni zająć się tym wszystkim. Zrobiłam burdę, stary ostatecznie kazał nam opuścić pokład i upewniał, że jego pracownicy przejmą pałeczkę. Nie śpieszyło im się widocznie, odłożyły jełopy pracę na później, w nocy zjawili się mugole, a co dalej to już wiecie...
- Nie jestem żeglarzem, jednak wydaje mi się, że zapewnienie bezpieczeństwa rejsu oraz działania ratownicze to także wasza „robota”. Myślę, że wina za powstanie tego incydentu nie leży tylko po stronie zarządu-- ale to nieważne! – uciął szybko kobiecie, chcącej już coś odpowiedzieć na jego insynuacje - Podmore popełnił dużo kardynalnych błędów i musiał być świadomy konsekwencji... Dlatego poinformował Longbottomów tak późno. – tu spojrzał na Fredericka - Bał się straty stanowiska. – a niepotrzebną zwłoką doprowadził do jeszcze większej eskalacji konfliktu.
Wygląda na to, że port nad rzeką Thyne przywita u siebie niedługo nowego zarządcę.
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom
Re: Rzeka Tyne [odnośnik]05.12.21 13:17
O przyjemnych rzeczach takich jak to, za co Gabriel obrywał, mogli porozmawiać później, a przynajmniej Richard miał szczerą nadzieję, że będą mogli porozmawiać potem. Musieli się jednak skupić na ich zadaniu, bo jeżeli zawiodą i nie uda im się pomóc tym ludziom…cóż, jeżeli będą mieli szczęście, to dadzą radę porozmawiać o czymś o wiele później, ale jeżeli nie…westchnął ciężko do własnych myśli, mimo wszystko wyprostowując się. Może dobrym motywem byłoby zacząć nosić nóż? Może Gabriel kojarzył, gdzie w tych czasach dawałoby się nabyć pistolet? Nie pogardziłby i takim zabezpieczeniem.
- Idziemy przed uzbrojonych ludzi którzy niewiele mają do stracenia, skoro już przekroczyli wiele granic. Nie możemy ich traktować w rozmowie jak szaleńców, ale jeżeli widzisz kogoś z bronią, zawsze, ale to zawsze musisz go uznać za zagrożenie. Niezależnie od tego, czy ma ją zabezpieczoną czy nie i niezależnie od tego, czy ta osoba jest przyjazna. – Pamiętał bardzo dobrze, że pierwszą informacją kiedy dostał karabin do ręki było to, by każdą broń traktować jako tę, która może zrobić ci krzywdę.
Wszedł na statek mając nadzieję, że obydwoje mają to w pamięci. Sam jeszcze spoglądał po twarzach tych, którzy znajdowali się na miejscu. Zmęczonych. Zirytowanych. Pełnych niechęci. Wiedział, co bycie tutaj im przypomina i wiedział, że najchętniej wróciliby do domu. Ale musieli coś jeść i musieli jakoś przetrwać, odwoływali się więc do tego, co umieli i do czego wykonania zmusiło ich teraz życie. Jeżeli jakkolwiek mogli przetrwać, chcieli to zrobić i chciał im pomóc, aby robić tego jednak nie musieli.
Gabriel wydawał się rozumieć a pozostała część zdawała się również uspokajać sytuację w porcie, co znaczyło, że dość dobrze zapowiadały się przyszłe możliwości rozwiązania sytuacji. Nie znaczyło to, że z Tonksem mogli sobie odpuścić namawianie do pokojowego rozwiązania, ale przynajmniej sytuacja dookoła nie wywierała presji, która mogłaby pogorszyć ich rozmowy. Uwagę więc mógł już zwrócić w stronę kapitana, ostrożnie słuchającego, co do powiedzenia w tym momencie miał przewodniczący grupy.
- Zrobimy inaczej, panie Tonks. – Widać, że mężczyzna zastanawiał się nad odpowiedzią, pocierając brodę i rozważając swoje następne słowa bardzo ostrożnie. – Jeden z panów pójdzie ze mną, drugi zostanie tutaj. Tak aby każdy z nas miał świadomość co się wydarzy, jeżeli coś pójdzie nie tak.
Mowa była oczywiście na pozostaniu niejako w koncepcie zakładnika, ale sam Richard nie miał w sumie tego za złe. Wiedział, że to pozwoliłoby im się czuć pewni, bo w końcu byli tu obcy, co znaczyło, że zaufanie im na słowo wymagało dużych pokładów zaufania, co w tych czasach było prawdopodobnie niemożliwe.
- Mogę zostać… - rzucił spojrzenie Gabrielowi, mając nadzieję, że to zgłoszenie się też jakoś przemówi do Gabriela. Mogli być tutaj w jednym celu, ale to Tonks bardziej wiedział, jak zrównoważyć działania dla Zakonu i dla mugoli. Richard mógł jedynie wspierać ludzi ze statku, ale jeżeli jego towarzysz uważał, że bardziej przydałby się poza tym pokładem, mogąc dodać perspektywę na nowo, nie chciał się kłócić. Nawet w tym musieli pokazać jeden front i Moore nie mógł prezentować po sobie wątpliwości, niechęci albo też braku umiejętności, mogąc tym wpędzić ludzi w prawdziwe problemy.
Richard Moore
Zawód : Budowlaniec, złota rączka
Wiek : 36
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Kawaler
There are no happy endings.
Endings are the saddest part,
So just give me a happy middle
And a very happy start.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Charłak

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t10538-richard-moore https://www.morsmordre.net/t10644-listy-do-rysia#322337 https://www.morsmordre.net/t10651-rysiu#322691 https://www.morsmordre.net/f400-somerset-dolina-godryka-pustulka https://www.morsmordre.net/t10649-szuflada-r-m#322600 https://www.morsmordre.net/t11074-richard-moore#340919
Re: Rzeka Tyne [odnośnik]07.12.21 19:42
Spoglądałem na Longbottoma, gdy ten zdecydował się zabrać głos i porozmawiać z kobietą - jeśli wierzyć jej słowom, samą kapitanką, nie była więc osobą z pierwszej łapanki. Sądząc jednak po posłuchu, jaki wzbudzała wśród zbiegających się ludzi, musiała zajmować wysokie stanowisko. W pewnym sensie było to imponujące, zachowywałem jednak ostrożność, bacznie obserwując otaczających nas buntowników, a także ludzi Podmore’a, którego autorytet zawisł na włosku. W napiętej sytuacji każdy mógł unieść różdżkę i rozbić w pył chwilowe zawieszenie broni. Moje czujne, aurorskie oko nie spoczywało.
Skinąłem ostrzegawczo młodszemu Longbottomowi głową, chcąc tym samym dać znać, by powstrzymał się od oceny. W tej sytuacji trudno było zaufać którejkolwiek ze stron.
- Wszyscy ci ludzie są od ciebie? - Zapytałem kobiety, wskazując na tłum, który zebrał się pod kwaterą.
- Część moich, część z innych statków. A część nie wiadomo skąd. A skoro już o ludziach mowa… może odczarujecie moich marynarzy nim zamarzną? - Uniosła lekceważąco brwi, patrząc na spetryfikowanych mężczyzn, którzy nie mogli wyzwolić się spod mojego zaklęcia.
- Nie, dopóki nie będziemy mieć pewności, że nie zamierzacie wchodzić nam w drogę. - Odpowiedziałem jej stanowczo, wymieniając z nią ostre spojrzenie. Dążyła do swego - tak samo jak ja - ale póki co wszystko wskazywało na to, że nasze cele były zbieżne i polegały na odblokowaniu ruchu rzecznego.
- Wam? A kim ty jesteś, jeśli mogę zapytać? Jak niby wasza obecność ma zmienić sytuację? - Zapytała z wyraźną nutą sceptycyzmu, łypiąc na sporo młodszego od niej Longbottoma, nie szczędząc przychylności i mnie.
- To ten z plakatów. Fox. - Głos zabrał mężczyzna, który wcześniej próbował mnie oślepić.
- Zgadza się, jestem tym z plakatów. Nazywam się Frederick Fox. - Wszedłem mu w zdanie, zanim ktokolwiek inny zdołał to zrobić. - Ze mną - lord Leon Longbottom. Jak już wspomnieliśmy, obaj jesteśmy aurorami. - Marynarze nie wydawali się jeszcze przekonani, ale nie atakowali, słuchali - nie zważałem więc na ich dystans, który w zaistniałej sytuacji nie był dla mnie zaskoczeniem. Byli sfrustrowani. - Nasza obecność zmienia sytuację, ponieważ jak już wspomnieliśmy, wysłaliśmy na Lady Bird dwójkę nieuzbrojonych ludzi, którzy świetnie znają obyczaje mugoli. - Nie była to do końca prawda, co najmniej jeden miał ze sobą różdżkę, ale blef przyszedł mi gładko. Mimowolnie spojrzałem w kierunku okrętu. Widziałem zarys sylwetki Gabirela w towarzystwie jakiegoś mężczyzny, ale ani śladu Becketta. Zaniepokoiło mnie to, ale być może Pan Stevie zdecydował się zakamuflować i obserwować wszystko z ukrycia? Jak na razie niczego nie mogłem przypuszczać.- Kto zaatakował pierwszy? Jak to wszystko naprawdę wyglądało? - Zwróciłem się do kobiety; jej nozdrza zawachlowały, a na usta wstąpił grymas, ostatecznie jednak po chwili ciszy zabrała głos.
- Podmore wysłał swoich ludzi na Lady Bird. Najpierw raz, drugi, trzeci. Nie wiem co tam dokładnie zaszło, ale dziś zaczęli w nich rzucać zaklęciami. Jak moi ludzie to zobaczyli, od razu wyrwali się do walki, z czasem zaczęli przychodzić też ludzie z miasta. Wtedy Podmore zmienił taktykę i zamiast w mugoli, zaczął uderzać nas. Niezdecydowany dureń. - Prychnęła.
- Czy tak było? Potwierdzicie tę wersję? - Kolejne pytanie skierowałem do pracowników portu, którzy stali za plecami kapitanki.
- Tak. To my rozpoczęliśmy atak. - Odezwał się jeden z nich.
- Czy dostaliście taki rozkaz od zarządcy? - Cisza, która zapadła po moim pytaniu wydawała się wymowna. Jeden z mężczyzn w końcu nie wytrzymał napięcia.
- Nie.
- A czy dostaliście rozkaz, by odeprzeć atak buntowników? - Kontynuowałem.
- Tak.
- Kim jest kapitan Lady Bird? Gdzie go znajdziemy? Chcemy usłyszeć jego wersję. - Swoje słowa ponownie skierowałem do pracowników portu.
- Kapitanem jest Jonathan Levine. Powinien być po drugiej stronie statku, chciał przyjrzeć się uszkodzeniom dzioba.
- Jesteście w stanie go tu ściągnąć, nie przyciągając uwagi mugoli? Podmore twierdził, że możemy liczyć na wasze wsparcie. To pilne. - Przykazałem, a jeden z pracowników skinął mi głową, natychmiast kamuflując się przy użyciu magii - przez chwilę mój bystry wzrok był w stanie dostrzec go przechodzącego obok mugoli mimo rzuconego zaklęcia, ale po chwili straciłem go z oczu, licząc na to, że niedługo wróci. Tymczasem musieliśmy poczekać nie tylko na powrót jego, ale i Tonksa z Beckettem - nie dopuszczając do kolejnego ataku.


Kundle, odmieńcy, śmieci, wariaci,
obywatele degeneraci,
ej, duszy podpalacze,
Róbmy dym
Frederick Fox
Zawód : Rebeliant
Wiek : 33 (36)
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
fire is catching
and if we burn
you burn with us
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Rzeka Tyne - Page 2 Giphy
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f413-devon-lisia-nora https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Re: Rzeka Tyne [odnośnik]07.12.21 22:30
- Naturalnie. Tak naprawdę w dzisiejszych czasach każdy może być zagrożeniem, nie zależnie czy ma broń czy różdżkę. - pokręcił głową z rezygnacją na własne słowa.
W jakich to czasach przyszło im żyć. Tak naprawdę można było ufać jedynie najbliższym, chociaż w niektórych przypadkach nawet im nie zawsze można było ufać. Oczywiście nie miał na myśli swoich najbliższych i przyjaciół, ale znał takich, którzy zostali zdradzeni przez rodzinę, przez najlepszych,, wieloletnich przyjaciół. Niczego nie można było być teraz pewnym. Miał nadzieję jednak, że taki stan rzeczy nie utrzyma się długo. Wszyscy już byli zmęczeni tą sytuacją, tym wiecznym życiu w strachu o żyje swoje i bliskich.
Doskonale widział to zmęczenie i znużenie na twarzach mugoli stacjonujących na statku. Mógł się założyć, że woleli by teraz być we własnych domach z rodziną, ale tak naprawdę nie mieli wyjścia i byli tutaj. Byli tu, bo musieli jeść, byli tu, bo byli zmęczeni bezczynnością, byli tu, bo postanowili w końcu wziąć sprawy w swoje ręce. I on to doskonale rozumiał. Może nie do końca pochwalał ich zachowanie, ale wiedział co ich do tego zmusiło i podejrzewał, że pewnie gdyby to on był na ich miejscu uczyniłby dokładnie to samo.
Kiedy kapitan się zastanawiał nad odpowiedzią, Gabriel zerknął przez okno na port. Chyba udało im się opanować sytuację, w każdym razie nie latały zaklęcia. Oczywiście nie było opcji by był w stanie usłyszeć o czym rozmawiają, ale było widać, że w końcu doszli do etapu konwersacji zamiast machania na siebie różdżkami. To dobrze wróżyło. Miał w każdym razie taką nadzieję. W tym momencie zaczął się zastanawiać gdzie tak właściwie podziewał się jego pierwotny partner, pan Beckett? Zniknął mu z oczu jak tylko wyszedł z biura zarządcy, ciekawe co teraz robił. Po chwili jednak przerwał swoje rozmyślania, gdyż kapitan w końcu się odezwał. Słysząc jego propozycję uniósł brew ku górze. Nie był do końca przekonany co do tego. Zostawianie w tyle przyjaciół nie było w jego typie, nigdy tak nie robił. Już chciał zaprotestować, kiedy Richard zaproponował, że to on zostanie. Spojrzał na niego lekko zaskoczony i przez moment patrzył w milczeniu. Rozważał poważnie wszystkie za i przeciw, analizował całą sytuację.
W końcu westchnął i pokiwał głową.
- Dobrze, możemy tak zrobić. Tak będzie fair myślę, ale Richardzie, jesteś pewien swojej decyzji? - spytał przyjaciela patrząc na niego uważnie, a moment później przeniósł wzrok na kapitana – Mam pana słowo, że mojego przyjacielowi włos z głowy nie spadnie? - uniósł brew ku górze.
W końcu chodziło tu o zaufanie idące z dwóch stron. Jeśli on nie będzie miał pewności, że Richard jest bezpieczny na statku kiedy oni będą prowadzić rozmowy, nie ma mowy żeby tu został. Ci ludzie byli uzbrojeni po zęby, mieli przewagę liczebną. To wcale nie była komfortowa sytuacja.
- Ma pan moje słowo panie Tonks. Pan Moore będzie całkowicie bezpieczny z moimi ludźmi.- pokiwał głową, po czym wyciągnął dłoń w jego kierunku, podnosząc się z fotela.
Tak, dopóki i on będzie bezpieczny wśród nas. Cwaniak.” pomyślał Tonks, powstrzymując uśmieszek, po czym jeszcze raz spojrzał na przyjaciela, a potem na dłoń kapitana. Nie uściśnie jej dopóki nie będzie miał pewności, że Rich naprawdę chce tu zostać robiąc z sobie tym samym zakładnika.


Between life and death
you will find your true self, you will know what you are and what you never expected to be
Gabriel Tonks
Zawód : Szpieg
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony - no nie powiedziałbym.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 Ten co martwy chodzi wśród żywych
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9947-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t9987-pimpek#301926 https://www.morsmordre.net/t9990-zombie-zbiera-znajomych#301965 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10857-skrytka-nr-2261#330979 https://www.morsmordre.net/t9988-gabriel-tonks#301946
Re: Rzeka Tyne [odnośnik]10.12.21 1:59
Nie do końca mógł poprzeć stwierdzenie Gabriela, nie z braku wątpliwości wobec samego Tonksa, ale głównie przez wzgląd na to, że nie znał w pełni możliwości „różdżek” – przedmiotu od zawsze mu niejako obcego, chociaż widział go niejednokrotnie: wąskie patyki, czasem nawet zdobione, wydobywające z siebie różne kolorowe (albo i nie) światła, które potrafiły zrobić coś. Ale co? Gdzie był ich limit? W czym dokładnie tkwił? Znał wiele broni, od pistoletów, przez karabiny, aż po noże i okazjonalnie czołgi, a chociaż nie znał wszystkich, rozumiał ich ograniczenia. Jakie miała różdżka? Tego nikt mu nie powiedział i do tego ciężko było się przyznać.
Nie wiedział już nawet, czy każdego posiadacza różdżki miał traktować, jako potencjalne niebezpieczeństwo, tak aby być gotowym na to, że każde odwrócenie plecami do takiej osoby mogło być jego ostatnim. Nie chciał w to wierzyć, nie chciał tak patrzeć na kogokolwiek bliskiego – na Billa, który ledwie dukał słowa, ale zawsze Richard widział w nim sporo zdecydowania, kiedy trzeba było stanąć za tym, co słuszne, Volans, który chociaż wydawał się oazą spokoju, miał w sobie sporo wrażliwości do rodziny, Cillian, żartobliwy pisarz który jednak miał w sobie sporo głębokich przemyśleń, Jenny, która mimo lekkiego roztrzepania, potrafiła załatwić sprawy nad wyraz sprawnie i Aidan, który mimo swojej nieśmiałości, potrafił pokazać czułość każdemu. Nie chciał traktować ich tak jakby byli ich zagrożeniem. Gabriela też nie chciał. Ale czuł się przy nich całkiem bezbronny…
Może dlatego czuł takie zdenerwowanie, kiedy tylko znalazł się w tym miejscu, ale nie odczuwał zagrożenia ze strony ludzi na statku, paradoksalnie, a bardziej martwił się o eskalację konfliktu pomiędzy jego ludźmi a czarodziejami. Jego ludźmi. Nie chciał nazywać się mugolami, jak jakimś gatunkiem zwierzęcia, po prostu nie. Ostrożnie przetarł twarz dłonią, zastanawiając się, co jeszcze się wydarzy, bo miał przeczucie, że wiele rzeczy jeszcze może pójść nie tak. Czy teraz musieli tak żyć, martwiąc się o ludzi z bronią i ludzi z różdżkami stojącymi po przeciwnej stronie.
Spojrzał na Gabriela, dopiero teraz przyglądając mu się dokładnie. Widział na jego twarzy zmartwienie, rozumiał też skąd się ono pojawiło. Ale musieli doprowadzić sprawę do końca i wiedzieli to oboje, dlatego bez wahania pokiwał głową.
- Jestem pewien. Lepiej się sprawdzisz tam niż tutaj, Gabriel. – Miał też świadomość, że mugole mogą lepiej się poczuć kiedy na miejscu zostanie „jeden z nich”, a nie czarodziej, a Richard mógłby też wykorzystać ten czas na przywoływanie nieco lepszych wspomnień z wojska, a gdyby dzięki temu złapali jakieś porozumienie…może nawet lepiej nastawili by się na dalszą współpracę z miejscowymi? Lepiej było zakończyć ten dzień mając przynajmniej jedno dobre wspomnienie.
- W takim razie, panie Tonks, proszę prowadzić. Mam nadzieję, że nie ma pan nic przeciwko, że wezmę moją broń? Podejrzewam, że pan również nie przyszedł tutaj z pustymi rękoma. – Mężczyzna może i był skory do pertraktacji, ale niechętnie oddawał możliwość środków samoobrony; nie urodził się też wczoraj, więc w jego mniemaniu, mężczyźni też weszli na to miejsce trzymając coś w zanadrzu, a jeżeli nie…cóż, mógł się pomylić. Ale lepiej było być żywym wykazując podejrzliwość, niż prezentować się jako martwy ufający głupiec.
Uścisnął rękę Gabriela, czekając też na to, aż ten poprowadzi ich do rozmowy. Cokolwiek miałby powiedzieć.
Richard Moore
Zawód : Budowlaniec, złota rączka
Wiek : 36
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Kawaler
There are no happy endings.
Endings are the saddest part,
So just give me a happy middle
And a very happy start.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Charłak

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t10538-richard-moore https://www.morsmordre.net/t10644-listy-do-rysia#322337 https://www.morsmordre.net/t10651-rysiu#322691 https://www.morsmordre.net/f400-somerset-dolina-godryka-pustulka https://www.morsmordre.net/t10649-szuflada-r-m#322600 https://www.morsmordre.net/t11074-richard-moore#340919
Re: Rzeka Tyne [odnośnik]10.12.21 17:41
Wszystko znów zawisło, zatrzymało się. Był to jednak bardziej moment jakiejś stagnacji, przymusowego oczekiwania niż jak wcześniej, skupienia i gotowości. Przynajmniej ze strony pokonanej już grupki buntowników i ich kapitan. Pozostali na miejscu pracownicy portu zajęli się spetryfikowanymi i obezwładnionymi czarodziejami, dwójka stanęła też nad wyrwą z zamiarem pilnowania uwięzionych w niej delikwentów.
Czujność należało jednak zachować. Skoro to portowi jako pierwsi użyli siły w stosunku do mugoli, nie można było być już pewnym niczego. Wyglądało na to, że sytuacja w porcie była bardziej skomplikowana niż można się było spodziewać. Podmore nie panował nie tylko nad zebranym pod kwaterą tłumem, ale też nad swoimi własnymi robotnikami. To kolejna obserwacja obnażająca niski poziom kompetencji zarządcy. O ile słowa pani kapitan, co zdaje się podkreślić chciał Fox swoją wobec niej postawą, powinno się traktować z odrobiną rezerwy i dystansu, faktom zaprzeczyć nie sposób.
A fakty działały na dużą niekorzyść dla obecnego opiekuna tego portu. Już samo dopuszczenie do powstania takiego problemu, wcale przecież możliwego, którego przewidzenie nie wymagało umiejętności jasnowidza, stawiało słuszność utrzymywania takiego człowieka na takim stanowisku pod znakiem zapytania. Do tego wszystkie kolejne decyzje i przeoczenia, mniejsze zdarzenia, jakie doprowadziły do eskalacji konfliktu. Leon już całkiem poważnie zastanawiał się nad poruszeniem tematu zmiany warty przy rzece Tyne, kiedy tylko uporają się jakoś z zastanym tu bałaganem.
Zresztą, może kryje się tu jeszcze coś więcej, czegoś jeszcze nie wiedzą? Zagryzał nerwowo wargi, starając się odpędzić od siebie kłęby dystrakcyjnych myśli, nie mógł się w nich pogrążyć, stojąc w samym oku cyklonu.
Na całe szczęście, przerywając tę niezręczną, dziwną scenę oczekiwania, pojawił się wśród nich sam oczekiwany, w obstawie dwóch pracowników portu. Mężczyzna wyglądał na takiego, co w swoim życiu widział już niejedno i przeżył sztormy o wiele gorsze niż ten, który tego dnia szalał nad Tyne. Nie straszny był mu widocznie nawet mróz, gdyż stał przed nimi w rozpiętym kapitańskim płaszczu, spod jakiego wyglądał gruby czerwony sweter bez golfa i marynarskie spodnie. Głowę osłaniały mu jedynie prawie całkiem już posiwiałe, średniej długości włosy. Biła od niego śmiertelna powaga, ale również jakiegoś rodzaju starcze zniecierpliwienie – jakby nie miał czasu i uwagi dla głupich pytań i niepotrzebnych uwag.
Zmierzył wzrokiem wszystkich tu obecnych, badając zapewne komu w ogóle warto poświęcić chwilę z życia i parę oddechów. Zatrzymał się w końcu na Fredericku. Nie pomylił się.
- No, co jest?
Wystrzelił pewnie, pominąwszy zbędne powitanie i introdukcję.
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom

Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Rzeka Tyne
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach