Wydarzenia


Ekipa forum
Palarnia opium
AutorWiadomość
Palarnia opium [odnośnik]27.08.15 0:52
First topic message reminder :

Palarnia opium

★★★
Największe pomieszczenie w piwnicach pod sklepem Borgina & Burke'a. Do palarni można dostać się trzema drogami. przechodząc przez zaplecze sklepu, przez tunele w piwnicach Śmiertelnego Nokturnu oraz przy pomocy sieci fiuu. Drewniany, zdobiony sufit, dźwiga ciężar brylantowych żyrandoli sprowadzonych z najdalszych zakątków świata. Każdy rozpalany jest tylko na okazyjne spotkania. Palarnia liczy sobie kilkanaście stolików otoczonych fotelami obitymi czerwonym materiałem. Pomimo tego, że palarnia znajduje się w piwnicy, sufit jest na tyle wysoki, co umożliwiło stworzenie drewnianego półpiętra. Wystrój zawiera również bar z alkoholem wszelkiej maści. Od czasu do czasu w palarni organizowane są koncerty na żywo.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:46, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Palarnia opium  - Page 15 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Palarnia opium [odnośnik]10.07.22 13:05
Burke pomimo że miał swój ulubiony rodzaj alkoholu, to w związku ze stanowiskiem jakie pełnił musiał się znać na alkoholach. Sam zatwierdził większość podawanych przy barze drinków, kilka jednak zostawił do decyzji swoich pracowników. Klientami Palarni nie byli tylko ludzie z wyżej klasy, którzy przychodzili się zrelaksować. Przychodzili tu również ludzie z gminu, osoby średniozamożne, które w magicznym działaniu opium chciały zapomnieć o trudach dnia codziennego. Tych osób było więcej i Xavier wychodził z założenia, że ci ludzie mają raczej mniej wysublimowany gust. Chcąc nie chcąc, jego pracownicy mieli większy kontakt z tą grupą klienteli i znali ich upodobania alkoholowe. To był właśnie jeden z powodów, dla których Burke stwierdził, że oni również powinni zatwierdzić kilka alkoholi i drinków, bo wiedzieli co pije gmin.
Kiedy słuchał słów Borgina, kącik jego ust lekko drgnął ku górze, kiedy w głowie już rodził mu się plan na zniszczenie smaku Ognistej Whiskey. Proces nie mógł być prostszy, wystarczyło wydać polecenie barmanom aby rozcieńczali whiskey z wodą przed podaniem klientowi. Alkohol będzie wtedy tracił na smaku i procentach, a niezadowoleni smakiem klienci będą prosić o coś innego, o coś co barman będzie miał polecenie zaproponować w zamian.
- Podoba mi się twój tok myślenia Oyvind’dzie. - odparł kiwając lekko głową zadowoloną miną. - Niestety lordowie raczej rzadko zaglądają w nasze progi. Co prawda ostatnio staram się to naprawić, jakoś zachęcić szlachtę do naszego interesu, ale jak sam zauważyłeś, lordowie lubią tradycję, nie przepadają za zbyt gwałtownymi zmianami. Dlatego trzeba to robić powoli i z rozmysłem. - powiedział spokojnie patrząc na swojego pracownika.
Zapamiętał sobie dokładnie jego słowa i na moment się zamyślił.
- Niemniej jednak będę bardzo wdzięczny jeśli spiszesz mi gdzieś nazwy i adresy tych destylarni. Z chęcią się z nimi zapoznam, być może któraś z nich będzie miała odpowiedni poziom i będziemy w stanie w jakiś stopniu zaproponować im współpracę. - spojrzał na niego uważnie.
Chociaż obowiązku Borgina raczej oscylowały w zakresie sklepu, to Xavier zawsze z chęcią wysłuchiwał rad i pomysłów wszystkich pracowników. Oczywiście nie stosował się do wszystkich, bo jednak to on był osobą decyzyjną, ale dobrze było mieć spisanych kilka pomysłów, które po pewnych modyfikacjach mogły mieć pozytywny wpływ na interesy.
- Aquavit? Muszę przyznać, że nigdy nie słyszałem o tym alkoholu. - pokiwał głową z zaciekawieniem – Z chęcią posłucham o nim więcej. Zwłaszcza, że dodanie kminku do alkoholu to coś z czym raczej się nie spotkałem. Jeśli faktycznie byłby to dobry alkohol można by było wprowadzić go do menu. Jesteś mi w stanie coś więcej o nim powiedzieć? - spytał spokojnie lekko opierając się o jedną ze skrzynek.
Burke wychodził z założenia, że człowiek uczy się całe życie, a Xavier był człowiekiem, który bardzo lubił zdobywać nową wiedzę. Zwłaszcza taką, która mogła mu się przysłużyć.


I know what you are doing in the dark

I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 10 +2
UROKI : 11 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 18 +2
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Palarnia opium [odnośnik]14.07.22 1:37
- Tradycje z pewnością są istotne. Nie wątpię, że są destylarnie, które podążają za nimi, lub same posiadają długie, angielskie tradycje - przyznał spokojnie, samemu nie uważając niczego złego w takim podejściu. W końcu to tradycje i zasady stały za dobrobytem wielu rodzin, nawet jeśli nadszarpniętych w aktualnym momencie przez wojnę. Warto było skupić się na przyszłości, jednak nie można było zapominać o przeszłości - wiedza mogła się w końcu zatracić z czasem, kiedy nikt o nią odpowiednio nie dbał.
- Postaram się spisać kilka nazwa i kontaktów - zapewnił, choć niekoniecznie poczuwał się w tej kwestii jako ekspert. W końcu czym innym było picie dla własnej przyjemności, a co innego sprowadzanie alkoholu na jego sprzedaż i obrót. Jego sugestie wywodziły się bardziej z przewidywanych strategii i zachowania klientów, choć nie posiadał odpowiedniego doświadczenia w tym dokładnym polu jeśli chodziło o upodobania klientów względem alkoholi. Mógł wyłącznie zgadywać i próbować poruszyć się w półmroku w tych kwestiach.
Czy ekonomia, czy sposób zarządzania barem a sklepem, mogła być podobna? Z pewnością na niektórych płaszczyznach - niektóre zagrania i obejścia zasad, podejście i manipulacje kierowane w stosunku do klienta, ale przede wszystkim zapewnienie najlepszej możliwej obsługi. Granie z rozwadnianą whisky Macmillanów było ryzykowanym posunięciem, które była potrzeba, aby wprowadzać ostrożnie, aby to nie palarnia została oskarżona o machlojstwa, a wina spadła na właściwy podmiot.
- Oh, oczywiście, nie wydaje mi się on być wyjątkowo popularnym w Anglii. Jest skandynawskim alkoholem, często doprawianym botanicznie i podobnym do ginu. Bardzo popularny i istotny dla kultury północy - wyjaśnił, zastanawiając się moment. - W zależności od regionu i kraju, są różne sposoby na jego przygotowanie jak i picie - wyjaśnił, również wiedząc o tym poprzez rozmowę z innymi uczniami Durmstrangu. Szwedzi, Duńczycy, Norwegowie - zdawał się od każdego słyszeć odrobinę inne informacje. - Nie znam niestety dokładnych wytycznych i różnic. Duński Aalborg słynie z przygotowywania aquavitu z bursztynem, co z pewnością mogłoby brzmieć interesująco dla klientów o większych wymaganiach, już pozycja sama w sobie brzmi całkiem interesująco postawiona w menu - przyznał, zastanawiając się. Podczas lat szkolnych w Durmstrangu, zdarzały się chwile nieposłuszeństwa czy kosztowania w ukryciu tego, czego się nie powinno - czasem spotykały ich za to kary, kiedy innym razem przechodziło wszystko bez większego echa. - W stronach Norwegii zwykło się aquavit za to dojrzewać w dębowych beczkach, zupełnie inaczej się go degustuje, bo w odpowiednim szkle, nie w małych kieliszkach. Oh, i rzadko podaje się je schłodzone. Porównałbym je bardziej do brandy niż do ginu - wyjaśnił, zaraz po tym również dodając:
- Całkiem interesującymi dodatkami jest również i koper włoski czy też kardamon oraz anyż... Jeśli lord myśli o sprowadzeniu nieco tego alkoholu tutaj, do Anglii, mógłbym zasugerować Løiten, posiadający destylarnie w Oslo. Niestety sam nie miałem okazji na kosztowanie, jednak z pewnością jest to nazwa aquavitu, która pojawiała się niezwykle często podczas moich wizyt, jak i nauki w Skandynawii - zapewnił, bo w końcu nie zawsze jako młody czarodziej, posiadało się pieniądze na alkohole z aż tak wysokiej półki. Z czasem zarabiał coraz więcej - a jednak nigdy nie posiadał okazji do skosztowania niektórych marek, których nazwy tak często pojawiały się jako wyjątkowe wśród uczniów Durmstrangu, którzy przecież mogli znać o wiele więcej detali na temat podobnych tworów. Żyli na miejscu, czego niejednokrotnie Oyvind im zazdrościł. Løiten mógł być dla nich tym, czym dla nich, dla Anglików, była Ognista Whisky Macmillanów.
- Jeśli zajdzie taka potrzeba, posłużę lordowi moją znajomością norweskiego w kontakcie z destylarniami - zapewnił również, wiedząc że dumni Skandynawowie, chętniej zapatrywali się na ludzi posługujących się jednym językiem - jak i prośby spisane w nim. Mógł im się dziwić? Niekoniecznie, sam przecież rozumiał dumę z pochodzenia - w końcu ci ludzie w swojej kulturze, również przez kuchnię i alkohol, reprezentowali coś. Nie było dopuszczalnym, aby przekazać to na byle życzenie.


I den skal Fienderne falde

Dalens sønner i skjiul ei krøb
Oyvind Borgin
Oyvind Borgin
Zawód : Pracownik Borgin and Burkes, specjalista od run nordyckich
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Hide away the proof that I had loved you
Never see the truth, that final breakthrough
OPCM : 7
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 9 +2
CZARNA MAGIA : 16 +3
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t11114-oyvind-borgin#342285 https://www.morsmordre.net/t11189-frode https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f419-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t11191-skrytka-bankowa-nr-2433#344452 https://www.morsmordre.net/t11190-oyvind-borgin#344451
Re: Palarnia opium [odnośnik]18.07.22 14:32
Burke wychodził z założenia, że jeśli producent alkoholu, nie ważne jakiego, podąża za tradycjami, które powstały na początku działalności jego interesu i nadal prosperuje, mimo ciężkich czasów, to znaczy, że po pierwsze, jest dobrym biznesmenem, po drugie zna się na swojej pracy. Pielęgnowanie tradycji było według niego ważnym aspektem życia, bo to dzięki nim wiele rzeczy miało tak naprawdę racje bytu. Xavier zawsze, kiedy miał zamiar nawiązać nowe kontakty biznesowe, przede wszystkim te, które miały związek z Palarni, uważnie zbierał informację na temat swoich potencjalnych „wspólników”. W końcu sam wywodził się z rodziny, która posiadała wiele tradycji, których początków czasami nie pamiętali, jednak nadal je pielęgnowali. Było ich tak wiele, chociaż w tym momencie Xavier nie był w stanie przywołać jakieś przykładowej. Bywało z resztą tak, że ich przestrzeganie było tak powszechne, że dla członkow jego rodziny stało się po prostu codziennością. Chociażby sam fakt, że praktycznie każdy z ich rodziny maczał palce w czarnej magii lub w jakiś momencie w swoim życiu zajmował się artefaktami. Chyba nie znał żadnego mężczyzny, który nosiłby nazwisko Burke i nie miał związku z tymi dwoma aspektami. Co innego kobiety oczywiście, chociaż jego kuzynka przecież nie od wczoraj wykazywała duże zainteresowanie czarną magią. Z artefaktami również miała wiele wspólnego, nie raz we dwoje dokonywali ekspertyz w gabinecie na tyłach sklepu.
- Będę wdzięczny. – powtórzył spokojnie, lekko przy tym kiwając głową, po czym wsłuchał się dokładnie w słowa Oyvind’a na temat skandynawskiej wódki.
Podobał mu się pomysł podawania alkoholu z bursztynem. Był przekonany, że gdyby zdecydowali się podawać ten alkohol u siebie, kilku klientów doceniłoby wizualny aspekt tego drinka. Nie wszyscy goście pojawiali się w jego progach tylko po to aby zapomnieć o trudach dnia codziennego przy shishy czy fajkach wypełnionych różnymi odmianami opium, które było sprowadzane z wielu stron świata. Burke szczycił się tym, że tylko u nich można było spróbować różnych odmian tego narkotyku. Sam nigdy go nie próbował, wystarczyło mu, że czasami, chcąc nie chcąc nawdychał się oparów.
Pomysł podawania trunku z koprem włoskim czy anyżem nie koniecznie mu się podobał. Osobiście nie przepadał za takimi dodatkami w alkoholu, niezależnie od rodzaju. Zanotował jednak w pamięci nazwę, którą podał mu Borgin. Miał zamiar usiąść i poczytać o tym alkoholu po ich rozmowie. Może uda mu się zaciągnąć języka w porcie, gdzie znał kilku kapitanów pływających w tamte części świata. Był przekonany, że będą mu w stanie przekazać kilka ciekawych informacji i recenzji tego trunku.
Słysząc propozycję tłumaczenia ze strony pracownika uniósł brew ku górze. Nie był to zły pomysł. Zdecydowanie wolał mieć przy sobie kogoś, kto bez problemu mógłby się komunikować z ewentualnym wspólnikiem niż gdyby się mieli porozumiewać w inny sposób. Wiele rzeczy mogłoby pójść nie tak, a na takie rzeczy Burke nie mógł sobie pozwolić.
- Jeśli dojdzie do takich rozmów z chęcią skorzystam z twojej pomocy. Gdybym miał rozmawiać z Grekami w ich rodowitym języku nie byłoby problemu, skandynawski jednak pozostaje dla mnie tajemnicą. – odparł spokojnie sięgając do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyciągając z niej srebrna papierośnicę, by po chwili zaciągnąć się zapalonym papierosem.
Zerknął w kierunku pracownika, po czym wyciągnął w jego kierunku dłoń z papierośnicą.
- Jak tak opowiadasz, to jestem naprawdę ciekawy smaku tego alkoholu. Nawet jeśli nie trafi na nasze półki, to sam z chęcią go spróbuje. - dodał po chwili kiwając lekko głową.


I know what you are doing in the dark

I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 10 +2
UROKI : 11 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 18 +2
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Palarnia opium [odnośnik]02.08.22 22:10
Istniało wiele smaków skandynawskich, które z doświadczenia wiedział, że nie przypadały do gustów Anglików. Nie przeszkadzało mu to - wręcz przeciwnie. W pewien sposób szczycił się, że jego podobne połączenia smaków, tekstur i dań nie odstraszały ani odrażały. W końcu kuchnia, kultura i historia Norwegii, mimo że nie mieszkał w niej, była i jego spuścizną po przodkach. Tęsknił za Anglią, kiedy znajdywał się na północy - a przebywając w Londynie, tęsknił za Norwegią. Nie mógł być wszędzie, szczególnie nie teraz podczas wojny, i za każdym razem tego żałował.
Ale przecież wiedział, dlaczego jego przodkowie uciekli z tego miejsca. Wiedział, że nawet gdyby tego zapragnął, powrót na stałe nie był taki prosty. Duma bolała, to jak kiedyś jego przodkowie zostali wygnani za oferowaną pomoc - bo ludzie nie rozumieli ich sztuki. Czy tutaj w Anglii mogło mieć miejsce coś podobnego? Na razie nie zapowiadało się na to.
- Norweski jest dla mnie niczym pierwszy język, odbierałem w nim wszak nauki, a jeśli potrzeba będzie i tłumacza od innego języka, postaram się opanować jego podstawy. Skandynawskie języki, w dużej mierze, należą do rodziny germańskich i są niezwykle do siebie podobne - zapewnił, nie wprost poprawiając lorda co do skandynawskiego. Norwegia była na tyle bliska jego sercu, że często bolały go podobne uproszczenia - a jednak nie był w pozycji do wiecznego poprawiania każdego dookoła. Cóż to zresztą byłaby za konwersacja z nim, gdyby zachowywał się w podobny sposób? Wiedział, że często łatwiej było puścić mimo uszu niektóre błędy i słowa, nie reagować. Potrafił być opanowany, a wręcz chłodny - niewzruszony, nieporuszony niektórymi zaczepkami. Tym bardziej, że lorda Xaviera nie podejrzewałby o próby prowokacji swojej osoby.
Przyjął z uśmiechem papierosa, również prędko go odpalając i zaciągając się spokojnie. Miał dzisiaj jeszcze trochę pracy, poza złożeniem zamówienia. Kilka tłumaczeń, kilka wysyłek i oczywiście pilnowanie sklepu zza lady, co często było niezwykle przyjemnym zajęciem. Wątpił, aby dzisiaj w ich progach pojawiło się wielu klientów - zresztą, wcale klienci nie byli aż tak częstym widokiem w Borgin & Burke. Nie każdy miał pieniądze czy odwagę, aby pojawić się w progach sklepy na Nokturnie, nawet jeśli miał użyć do transportu sieci fiuu. Byli niszą, którą jako jedni z niewielu wypełnili w Anglii i nie mieli dla siebie równych w konkurencji.
- Jeśli przyjdzie mi okazja udania się do Norwegii, postaram się przywieść ze sobą butelkę lub dwie, w miarę różnie doprawionych - zaoferował się, choć prawdą było, ze nie był pewny czy w niedalekiej przyszłości uda mu się wybrać na wyprawę w rejony swoich przodków. Chciałby, a jednak nie było to takie proste do zaaranżowania, zarówno w kwestiach finansowych jak i logistycznych, szczególnie podczas wojny.
I musiał pracować tutaj na miejscu, w Borgin & Burke, choć z pewnością kraj, z którego wywodził się zarówno on, ale i Odyn zsyłający wiedzę o runach i klątwach, mógł zapewnić pewnego rodzaju korzyści dla sklepu zajmującego się artefaktami czarno magicznymi.
- Złożę zamówienia w związku z palarnią również, mam jeszcze do policzenia asortyment w pracowni - oznajmił spokojnie, powoli wypalając papierosa i gasząc go w znajdującej się na blacie papierośnicy. Sięgnął po swoje notatki, dopisując tam jeszcze kilka pozycji.
Po tym rzeczywiście już ruszył w stronę wyjścia z palarni - kierując się do pracowni. Czasem łatwiej było zając się wszystkimi potrzebnymi obowiązkami, a później cieszyć się lżejszym dniem w pracy - lub na zapas przygotować baz pod najpopularniejsze klątwy.

| Zt x2?


I den skal Fienderne falde

Dalens sønner i skjiul ei krøb
Oyvind Borgin
Oyvind Borgin
Zawód : Pracownik Borgin and Burkes, specjalista od run nordyckich
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Hide away the proof that I had loved you
Never see the truth, that final breakthrough
OPCM : 7
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 9 +2
CZARNA MAGIA : 16 +3
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t11114-oyvind-borgin#342285 https://www.morsmordre.net/t11189-frode https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f419-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t11191-skrytka-bankowa-nr-2433#344452 https://www.morsmordre.net/t11190-oyvind-borgin#344451
Re: Palarnia opium [odnośnik]09.08.22 15:12
Xavier zawsze szanował ludzi, którzy chętnie uczyli się nowych rzeczy. Zwłaszcza jeśli chodziło o języki. W jego mniemaniu możliwość porozumienia się z obcokrajowcem, w jego kraju, w jego języku zawsze plusowała na dłuższą metę. Sam się o tym przekonał kiedy podczas swojej wyprawy do Grecji nauczył się ich języka. Dzięki temu miał możliwość poznania wielu ciekawych ludzi i udało mu się wiele rzeczy załatwić szybciej, bo nie musiał nikogo prosić o pomoc z tłumaczeniem. Wtedy jednak miał czas, którego teraz mu niestety brakowało i chociaż z chęcią poddał by się nauce kolejnego języka, najzwyczajniej w świecie nie miał na to czasu. Dlatego też pomysł Borgin’a, jakoby mógłby robić za tłumacza podczas ewentualnych rozmów, bardzo przypadła mu do gustu.
Pokręcił lekko głową słysząc słowa mężczyzny i szybko zrozumiał swój błąd.
- No tak, masz całkowitą rację. Skandynawskie języki to rodzina, a nie pojedynczy język. – pokiwał głową jawnie przyznając się do błędu.
Potrafił przyznać się do błędu kiedy wiedział, że go popełnił. Nie wszystko to umieli. Znał kilka osób, które nawet jeśli wiedziały, że się pomyliły ale dalej szły w zaparte. Zawsze go to śmieszyło, przecież mylić się było rzeczą ludzką i każdy miał do tego prawo. Naturalnie, mało kto lubił się mylić, ale tak naprawdę było to nie do uniknięcia.
- Jeśli będziesz miał okazję, to będzie miło. Jednak pamiętaj, że to nic pilnego. Rozszerzanie oferty barowej powinno postępować stopniowo, aby klienci mogli się na spokojnie przyzwyczajać do zmian. – pokiwał głową uśmiechając się łagodnie – Dobrze, w takim razie już cię nie zatrzymuję. W zasadzie sam mam jeszcze kilka obowiązków do wypełnienia dzisiaj. – dodał po chwili.
Zgasił swojego papierosa, po chwili jednak odpalając kolejnego. Wychodząc z magazynu, zamknął dokładnie za sobą drzwi. Co prawda na gości było jeszcze zdecydowanie za wcześnie, ale Burke wychodził z założenia, że lepiej aby nikt nieupoważniony nie zaglądał gdzie nie trzeba. Kilka chwil później wrócił do swojego biura gdzie na nowo zasiadł do raportów i statystyk. Planował remont, więc musiał również dokładnie przejrzeć wszystkie szkice architekta, aby był przygotowanym na zbliżające się spotkanie.

zt x 2


I know what you are doing in the dark

I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 10 +2
UROKI : 11 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 18 +2
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Palarnia opium [odnośnik]11.01.23 19:42
|28.06.1958

Upalne dni dawały się we znaki. Nawet w przyjemnie chłodnych wnętrzach palarni opium dało się odczuć, że na zewnątrz słońce niemiłosiernie paliło. Choć zapadał wieczór, to nagrzane mury utrzymywały temperaturę sprawiając, że ta się nie ochładzała wraz z zachodem słońca.
Większość dnia spędziła w pracowni sklepowej pochylając się nad starymi artefaktami, które ponownie do nich trafiły z prośbą o zweryfikowanie ich użyteczności oraz zabezpieczeń lub klątw jakimi zostały obciążone. Edgar sam poprosił siostrę, aby zajęła się tematem, bo choroba genetyczna znów się odezwała i przykuła go do łóżka. Nie wyglądał wcale tak źle, sądziła, że był to jego wybieg, aby zająć czymś siostrę, a dokładniej jej myśli. Doskonale wiedziała jaki był dzisiaj dzień. Starała się o tym nie myśleć, ale mimo wszystko uporczywe myśli krążyły wokół Kent. Odpędzała je co jakiś czas pracą, zamiatała w głąb własnego umysłu niczym niechciany kurz w rogi pomieszczenia. Robiąc notatki nie zwróciła uwagi jak upływał czas i dopiero przyjście pracownika, który zaniepokojony tym, że lady Burke praktycznie nie wychodzi, zajrzał do niej. Wtedy dopiero spojrzała na zegar i zrozumiała, że spędziła praktycznie cały dzień w pracowni.
Rozmasowując obolały kark uznała, że zajrzy do palarni i posiedzi w spokoju oraz ciszy w jednej z lóż, gdzie nie będzie niepokojona. Ruchu jednak nie było tak dużego jak myślała. Jeszcze było za wcześniej, jeszcze stali bywalcy nie zdążyli opuścić innych miejsc, jeszcze było za gorąco, aby wychodzić na ulicę.
-To co zawsze, lady Burke?- Zapytał mężczyzna za barem sięgając po odpowiednią szklankę. Czarownica kiwnęła jedynie głową, co zostało odebrane jako potwierdzenie i mogła przyglądać się jak dżin z tonikiem zostaje przygotowany. Kostki lodu zastukały delikatnie o kryształowe ścianki gdy drink był stawiany przed nią na ladzie. Lekko cierpki posmak napoju osadzał się na języku i spływał w dół gardła z gorzką nutą, którą tak ceniła. Chłód płynu był przyjemny; koił myśli.
Siedząc, wpatrywała się w jeden punkt, gdy znów umysł skierował swoje ścieżki ku Kent i przyjęciu jakie miało miejsce w pałacowych wnętrzach posiadłości rodowej Rosierów. Ponownie zabolało, wbiło się szpilą w serce zadając kolejną ranę. Już tak nie krwawiła jak na początku miesiąca, ale nadal nie potrafiła przejść obok sytuacji obojętnie. Musiała się w końcu pozbierać. Miała tyle do zrobienia, tak wiele planów i troski, które nic nie wnoszą, nie powinny jej odrywać od pracy nad tymi właśnie planami.
Odetchnęła głębiej i upiła kolejny łyk śmiejąc się z samej siebie, że jakże żałośnie się właśnie zachowuje. Odstawia dramat, którego nie powinno w ogóle być. Małżeństwo to czysty biznes, układ, w który nie można wprowadzać emocji, bo one sieją tylko zamęt. Emocje były zbędne. Należy je schować, głęboko do kieszeni i nigdy nie wyjmować.
Rozmyślania przerwał jej ruch za plecami zwiastujący przybycie gości, to oznaczało, że spod baru powinna teraz się przenieść do loży. Zerknęła przez ramię i uniosła nieznacznie brwi widząc znaną jej postać w progu palarni.
-Pan Macnair. - Zwróciła się do czarodzieja. -Jest pan jednym z pierwszych gości dzisiaj.
Barman natychmiast przystanął gotów przyjąć zamówienie.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 29 +2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Palarnia opium  - Page 15 6676d8394b45cf2e9a26ee757b7eaa37
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Palarnia opium [odnośnik]12.01.23 0:01
Nie zdążyłem się nawet przyzwyczaić do swojej nowej funkcji, a zaraz mijały trzy miesiące odkąd dostąpiłem wyjątkowych zaszczytów. Praca, tak bardzo różniąca się od tej, jaką wykonywałem ponad dekadę, pochłaniała większość dni – czasem nawet traciłem przy niej poczucie czasu. Coraz rzadziej bywałem w Londynie, nie wspominając o Śmiertelnym Nokturnie, gdzie nie tylko miałem mieszkanie, ale i działający biznes. Karczma nie była spełnieniem moich marzeń, bowiem miałem wyższe aspiracje jak przyglądanie się zapyziałym rzezimieszkom, którzy z dziwkami na kolanach przepijali ostatnie knuty, ale mimo to stanowiła swego rodzaju dumę. Zapracowałem na kupno nieruchomości, na jej remont i nikt mi przy tym nie pomagał, nikt mi nic nie ofiarował. Od najmłodszych lat mogłem liczyć tylko na siebie, na własny spryt, motywacje i zaangażowanie, bez jakich z pewnością skończyłbym jak rodziciele. Biedny, rozczarowany egzystencją, szukający winy we wszystkich – tylko nie w sobie. Parszywe robale, ani przez sekundę nie żałowałem, że zakończyłem te dwa marne żywota. Był to mój jeden z pierwszych i zapewne ostatnich aktów litości.
Zjawiłem się w alejce tuż po zachodzie słońca. Wysoka temperatura wciąż dawała o sobie znać, dlatego z ulgą przewiesiłem przez ramię marynarkę nie musząc dłużej prezentować się jak na namiestnika przystało. Ubiór był kolejnym aspektem, do jakiego nie mogłem – a może raczej nie chciałem – przywyknąć, albowiem zamiast wygodnej koszuli oraz luźnej szaty musiałem męczyć się w dopasowanej i schludnej garderobie. Rzecz jasna wielokrotnie pozwalałem sobie na wyjątek od reguły, ale wtem musiałem mieć pewność, że dzień odbędzie się bez oficjalnych spotkań.
Pragnąc uniknąć zaczepek pracowników oraz relacji z ostatnich dni w Mantykorze wybrałem miejsce, gdzie powinienem mieć względy spokój. Liczyłem, że uda mi się w ciszy i bez niechcianego towarzystwa spędzić wieczór przy dobrym, pozornie ochładzającym trunku. Na próżno było szukać smakowitej ognistej na Nokturnie, jednak rodzina Burke zadbała o to, aby klienci mogli się nią częstować w ich progach, dlatego decyzja zapadła właściwie od razu.
Przekraczając progi palarni rozejrzałem się po pustym wnętrzu, a następnie bez dłuższego zastanowienia ruszyłem w kierunku baru. Zająłem jeden z wyższych stołków, po czym przeniosłem spojrzenie na kobietę, która od razu mnie rozpoznała. -Lady Burke- posłałem jej lekki uśmiech i skinąłem głową w ramach powitania. -Najwyraźniej o wiele bardziej dbam o wasz interes, niżeli o swój- zaśmiałem się pod nosem i gdy tylko barman zjawił się przy mnie zamówiłem podwójną ognistą. -Pora jeszcze wczesna- zaznaczyłem w kwestii braku gości i zmarszczyłem nieznacznie brwi zauważając, że sama piła już drinka. -Ale oczywiście nigdy zbyt wczesna na smakowity trunek- dodałem, aby nie wzięła pierwszego stwierdzenia za ujmę. Byłbym hipokrytą, bowiem nierzadko witałem dzień z ognistą w dłoni. -Posępna mina to wynik słabego alkoholu?- spytałem wyginając wargi w szelmowskim wyrazie. Wyglądała na przybitą i jak dobrze kojarzyłem wspominała, że lubowała się głównie winach. Coś się zmieniło?




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Drew Macnair
Zawód : Namiestnik hrabstwa Suffolk, fascynat nakładania klątw, właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +4
CZARNA MAGIA : 60 +7
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f445-suffolk-dunwich-przekleta-warownia https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Palarnia opium [odnośnik]12.01.23 10:04
Zdawało się, że każdy dzień był skupiony wokół pracy. Nie pamiętała kiedy ostatni raz pozwoliła sobie na beztroskę i chwilę wytchnienia. Rzucona w wir obowiązków odhaczała kolejne punkty na liście zadań. Nie chciała też wracać do Durham, ponieważ w gabinecie czekała na nią sterta dokumentów dotyczących kopalni, do których nie miała dzisiaj serca. Inwestycja pochłaniała ją w całości i dodawała skrzydeł, ale też zjadała ogromne ilości czasu i energii, a tą dzisiaj lady Burke nie dysponowała. Postanowiła więc złapać chwilę wytchnienia w palarni, która była jednym z biznesów jakie prowadzili. W ścianach osiadło opium, wtopiło się w strukturę mebli i ozdób, unosiło się w powietrzu tworząc od progu swego rodzaju enklawę, do której chciało się wejść i zwyczajnie odpłynąć. Obecność czarodzieja nie powinna jej dziwić, raczej spodziewała się, że członkowie stronnictwa Rycerzy Walpurgii zachodzą do palarnii i spędzają tu czas. Uśmiechnęła się nieznacznie, ale gest ten nie należał do radosnych.
-W takim razie, jestem wielce zobowiązana. - Odpowiedziała upijając kolejny łyk drinka, który zaraz obok wina był tym, którym się raczyła. Ostatnio dość często. -O którym interesie pan mówi? - Patrząc na jego ubiór mogła się domyślić, że dzisiaj toczył istne batalie z urzędnikami i całą armią petentów. -Chyba dali się we znaki.
Jakiś czas temu zaproponowała mu współpracę i była gotowa wywiązać się ze swojej części. To była kolejna rzecz, która zajmowała jej czas - jarmarki w hrabstwach. Małe świętowanie połączone z promocją każdego regionu, z tego z czego było ono dumne i słynęło. Odbudowywanie kraju po zniszczeniach wojennych nie należało do łatwych, ale przynosiło ogrom satysfakcji. Dobrze się stało, że dwa hrabstwa otrzymały swoich namiestników, to znacznie ułatwiało działanie na ich terenie i przyspiesza całą procedurę, choć byli dopiero na początku drogi, tak wierzyła, że uda im się odnieść sukces.
Wynikiem parszywego humoru - chciała odpowiedzieć bez namysłu, ale w porę ugryzła się w język.
-Dużo pracy i koszmarne upały, niezbyt dobre połączenie. - Odpowiedziała zamiast tego, choć była kiepski kłamcą. Tego jeszcze nie udało się jej osiągnąć, za to była dobra w ukrywaniu własnych emocji. -I prawdopodobnie, trochę za mało alkoholu. - Dodała po chwili, sama się sobie dziwiąc, że w ogóle wyrzuciła z siebie ten komentarz. Barman zaś od razu zareagował i już uzupełniał szklankę lady Burke. Trunek trochę pomógł i nerwy zaczynały się uspokajać, a może to obecność drugiej osoby sprawiała, że nie zatapiała się tak w ponurych myślach.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 29 +2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Palarnia opium  - Page 15 6676d8394b45cf2e9a26ee757b7eaa37
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Palarnia opium [odnośnik]20.01.23 23:29
Nie dało się ukryć, że każdy Rycerz Walpurgii miał w ostatnim czasie ręce pełne roboty. Poszerzenie wpływów i przejęcie władzy nad nowymi hrabstwami było rzecz jasna wielkim sukcesem, ale też odpowiedzialnością, bowiem wróg nie spał i zapewne tylko czekał na moment słabości, który będzie mógł wykorzystać. Patrolowanie nowych granic i reagowanie na każdy incydent bywało czasochłonne, ale to jedyny sposób, aby utrzymać ład i porządek, dla jakiego tak wiele poświęciliśmy. Do tego dochodziły codzienne obowiązki, praca i kształcenie umiejętności, więc wychodziłem z założenia, że każdy wolny moment należy docenić, a przede wszystkim dobrze wykorzystać.
Skinąłem głową na jej słowa, po czym zacisnąłem palce na szkle przysuniętym przez barmana. Wolnym ruchem obróciłem szklankę pozwalając whisky rozlać się po jej ściankach, aż w końcu zasmakowałem trunku czując równie wyczekane, co przyjemne ciepło w klatce piersiowej. Była naprawdę wyborna. -Powinienem częściej odwiedzać swój przybytek, ale interesy hrabstwa są o wiele ważniejsze- rzuciłem, po czym rozglądnąłem się po skromnym, acz eleganckim wnętrzu. Zupełnie nie wpasowywało się ono w nokturnowskie standardy. -Zaraz po tym jak kupiliśmy Mantykorę chciałem w niej zrobić remont, ale na całe szczęście Goyle miał więcej rozumu- zaśmiałem się pod nosem wracając spojrzeniem do towarzyszki. -Pierwszy jegomość udowodnił mi, że brudna od wymiocin podłoga to będzie codzienny widok, więc szybko zrozumiałem, że byłyby to galeony wyrzucone w błoto- dodałem krzywiąc się na samo wspomnienie. Pamiętam jak próbowaliśmy – rzecz jasna dla rozrywki – nakłonić go do wytarcia ich własną szatą, ale wtem delikwent przytulił do nich policzek i po prostu zasnął.
-Miałem na myśli wspomnianą Karczmę- sprecyzowałem orientując się, że przecież nie musiała wiedzieć, iż przybytek należał do mnie. -Klasyczne miejsce spędów lokalnych moczymord. Wieczny hałas, smród i towarzystwo niezbyt atrakcyjnych, półnagich panienek- wzruszyłem lekko ramionami już dawno godząc się z faktem, że tego miejsca nie dało się naprawić. Zarabiało swoje, klientów nie brakowało, a więc mogło żyć swoim życiem – nawet jeśli marnym i wizerunkowo po prostu paskudnym.
Zmrużyłem oczy w pierwszej chwili nie rozumiejąc do czego nawiązywała i dopiero kiedy spojrzałem na swoją marynarkę domyśliłem się, iż chodziło o nowe obowiązki w Suffolk. -Ja im się dałem- wygiąłem wargi w kpiącym wyrazie, po czym upiłem trunku. -A tak na poważnie to mam dosyć rozmów, negocjacji, propozycji i innych tego typu pierdół. Zamiast siedzieć na czterech literach to wzięliby się do roboty i wszystkie sprawy rozwiązalibyśmy już dawno. Nie rozumiem dlaczego ludzie tak bardzo unikają działania, przecież to niepojęte- pokręciłem głową z wyraźną dezaprobatą. W trakcie godzin zmarnowanych na wszelkiej maści dywagacjach załatwiłbym wszystkie problemy, o jakich była mowa.
Byłem ciekaw powodu jej złego nastroju, ale nie zamierzałem naciskać. Unikałem wciskania nosa w nie swoje sprawy, bowiem sam nie lubiłem, kiedy ktoś usilnie próbował wyciągnąć ode mnie prywatne informacje. Czułem, że minęła się z prawdą, ale miała do tego prawo, dlatego pozostało mi unieść szkło w geście toastu. -Zatem możemy wypić za kilka dni wolnego i parę butelek dobrego trunku- na moich wargach pojawił się szelmowski uśmiech.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Drew Macnair
Zawód : Namiestnik hrabstwa Suffolk, fascynat nakładania klątw, właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +4
CZARNA MAGIA : 60 +7
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f445-suffolk-dunwich-przekleta-warownia https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Palarnia opium [odnośnik]24.01.23 11:26
Wojna nie oszczędziła nikogo. Ani bogatych ani biednych, choć wszystkich na inny sposób. wdzierała się swoimi mackami przez szczeliny życia, osadzała się cieniem na każdym dniu, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Choć nigdy nie była na pierwszej linii frontu, poza starciem w podziemiach ochronki w Warwick, tak widziała jej efekty w Durham i innych hrabstwach gdzie przyszło jej działać i wspierać lokalną ludność. Wsparła głowę na dłoni zwracając się w stronę mężczyzny.
-Nie ma pan tam człowieka, który by pilnował i zdawał raporty? - Zapytała, choć przecież wiedziała, że choć kuzyn miał takiego człowieka w palarnii to zachodził na Nokturn niemal codziennie, ale też nie był nestorem. Edgar nim był i nie miał tyle przestrzeni, aby zajmować się sklepem czy palarnią, z drugiej strony posiadał rodzinę, a każdy jej członek czuł się w obowiązku wspierać rodowy interes. Czy Drew Mcnair miał w kimś takie wsparcie? -Może warto zaangażować kogoś jeszcze w pomoc, kogoś kto przejmie część obowiązków? - Nie chciała pytać wprost, ponieważ nie była to jej sprawa, ale sama żyła w ten sam sposób, choć nadal w społeczeństwie pokutował obraz szlachetnie urodzonych dam, jako trzpiotek, które ie mają pojęcia o prawdziwym życiu. Niezwykle plastyczny obraz Mantykory uświadomił jej, dlaczego ani kuzyni ani brat nigdy jej tam nie zabrali. -Najwidoczniej pan Goyle uznał, że po remoncie karczma straci cały swój urok i stałych klientów. - Odparła lekko wymijająco, ciesząc się, że nie przekroczyła progu tego miejsca. Miała dość twarde nerwy, potrafiła odnaleźć się w niejednej sytuacji zachowując zimną krew, ale mimo wszystko nie była odporna na wszystko. Upiła łyk drinka wysłuchując tyrady na temat bezużyteczności pewnych ludzi, a na ustach zaczął krążyć uśmiech pełen zrozumienia ale również rozbawienia. Sama doświadczyła podobnych spotkań wiele razy; rozumiała frustrację jaka toczyła się w głosie czarodzieja. -To przestań rozmawiać. - Powiedziała patrząc na Drew ze spokojem w szarozielonym kolorze tęczówek, stanowczość odmalowała się w głosie sylab. Dopiła swojego drinka, dała znak barmanowi, aby polał kolejnego, a ten bez szemrania wykonał nieme polecenie. -Ciężko mi stwierdzić dlaczego tyle mówią. Z własnego doświadczenia wiem, że jedynymi kieruje chęć wykazania się i pokazania jak dużo robią, inni chcą doprowadzić do zniechęcenia, które sprawi, że odda im pan pełne działanie. Samemu je porzucając. - W tym momencie drzwi do palarni otworzyły się wpuszczając kolejnych ludzi do środka. Przy ladzie zrobiło się tłoczniej. Lady Burke spojrzała na barmana oznajmiając, że ona wraz z panem Macnair udadzą się do loży, tam zaś ma pojawić się trunek. Zeszła ze swojego miejsca i ruchem dłoni zaprosiła czarodzieja na kanapy skryte w półcieniu ścian palarni. Niedługo potem barman przyniósł butelkę ognistej oraz trunek lady Burke przygotowany w kryształowej karafce. Nie musiała martwić się o jej temperaturę, odpowiednie zaklęcie sprawiało, że zawsze była chłodna. -Kiedy mnie zagadywali, zwyczajnie zabrałam się do pracy, nie mogli odmówić, choć patrzyli krzywo, ale to dlatego, że jestem kobietą. W pana przypadku może być inaczej i pójdą za ciosem. - Usiadła w miękkości siedziska, a im dłużej przebywała w towarzystwie czarodzieja, tym bardziej czuła się swobodnie. Nie minęła długa chwila jak obsługa doniosła im fajki z opium; w końcu byli w palarnii. Powoli całe napięcie schodziło z jej ramion. -Nad czym tyle rozmawiali, jeżeli to nie tajemnica?



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 29 +2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Palarnia opium  - Page 15 6676d8394b45cf2e9a26ee757b7eaa37
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Palarnia opium [odnośnik]07.02.23 12:27
Pozostało mi uśmiechnąć, gdy wspomniała o człowieku, który dopilnowałby za mnie interesy w Mantykorze. Miałem sentyment do tego miejsca, choć niejednokrotnie już przyprawiał mnie o wielką irytację – nie było z tego ani pokaźnej sumy pieniędzy, a tym bardziej perspektywy na rozwój. Śmiertelny Nokturn nigdy miał się nie zmienić, każdy kto miał choć mieszek złota uciekał z tej dzielnicy czym prędzej. -Ciężko zaufać komukolwiek pracującemu w podobnej dziurze- pokiwałem wolno głową mając świadomość, że renoma lokalu – jeśli w ogóle można nazwać to renomą – jest w okolicach podłogi. -Mieliśmy już kilku rzekomo zaufanych ludzi, to skończyli jako strawa dla ryb- jeden barman, drugi, trzeci. O dziwo obecny sprawdza się w miarę dobrze, choć ewidentnie brakuje mu jednej klepki. Ważne, że nie kradnie i nie podmienia beczek, a ja nie muszę dokładać.
-Cillian zniknął mi z oczu, pewnie gdzieś się zaszył, zaś Irina wyjechała kilka miesięcy temu- odparłem w kwestii pomocy. W przeciwieństwie do rodziny lady Burke my byliśmy wolnymi ptakami, osobami, które nie przywiązywały wagi do trzymania się razem, w zamkniętej strukturze dążącej do wzmocnienia pozycji. Czasem odnosiłem wrażenie, że mimo prawionych frazesów tak naprawdę tylko mi zależało do odzyskania szacunku wobec nazwiska i korzeni, jakie swą historią przyniosły nam zgubę. -Urok- zacisnąłem wargi, żeby się nie roześmiać. -Imponuje mi lady delikatność w słowach- przechyliłem głowę i uniosłem szkło w geście niemego toastu. -Ja bym to raczej określił wprost- rzuciłem zaraz po tym jak upiłem trunku i oparłem się łokciami o blat baru. Nachyliłem się zbliżając tym samym do dziewczyny, jakobym nie chciał równie wielkiej tajemnicy zdradzać wszem i wobec. -Nawet jakbyśmy wpakowali tam wszelkie oszczędności, to żaden klient by tego nie zauważył. Coś w tym jest, że melina pozostanie meliną nawet jak ubierze się ją w ładne opakowanie- wygiąłem wargi w szelmowskim wyrazie, po czym powróciłem do wcześniejszej pozycji.
Zmrużyłem oczy, kiedy przemawiało przez nią rozbawienie. Czyżby znała podobne zachowanie z autopsji? Nie miałem jednak żalu, bo faktycznie przemawiała przeze mnie swego rodzaju frustracja, a wybuchy podobnej nie były w moim stylu. -Tak właśnie robię i nieszczególnie przypadło im to do gustu- wzruszyłem bezradnie ramionami. Dużo wcześniej zdałem sobie sprawę, że nowa osoba w pewnych kręgach wzbudzała niechęć, tym bardziej gdy szła swoją drogą. -Może dlatego, że nie potrafią nic innego?- pokręciłem głową z lekkim uśmiechem, po czym machnąłem ręką dając tym samym znak, iż nie ma nad czym dywagować. Pewne rzeczy miały nigdy się nie zmienić i ta była najwyraźniej jedną z nich. Oczywiście miałem na to realny wpływ, ale nie wyobrażałem sobie zastąpić każdego człowieka, który hrabstwo i jego strukturę znał o wiele lepiej niżeli ja.
Obserwując poczynania lady ruszyłem we wskazanym przez nią kierunku. Rozsiadłem się na przestronnej loży, po czym chwyciłem w dłoń karafkę i uzupełniłem szkło ognistą. W zasadzie było tu o wiele wygodniej jak przy barze, tym bardziej że z każdą chwilą przybywało nowych gości.
Słysząc słowa kobiety, kolejny, celny cios wymierzony w męską dumę tudzież szeroko pojęty światopogląd, uniosłem na nią wzrok i skupiłem go na jej tęczówkach. -Chyba nic lady nie działa bardziej na nerwy- zaśmiałem się pod nosem. Właściwie przy każdej rozmowie nawiązywała do niezrozumienia powszechnych podziałów, ale nieszczególnie się temu dziwiłem – to, podobnie jak moje spostrzeżenia, mogły wywoływać złość. -O wszystkim i o niczym, typowe, polityczne brednie- odparłem bez cienia zawahania. -Ale może- zacząłem po chwili. -Odpuścimy sobie już te interesy, w końcu mieliśmy od nich odpocząć- zasugerowałem. -Niech lady mi opowie coś więcej o sobie- może i było to nie na miejscu, ale nieszczególnie o to dbałem. -Mieliśmy przyjemność spotkać się już nie raz, a tak naprawdę nic o lady nie wiem. Jakieś hobby? Nabijanie głów mugoli na pale w blasku księżyca?- zachowałem powagę, choć uśmiech cisnął się na usta. Rzecz jasna żartowałem, ale nie byłem przekonany, jak ona to odbierze.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Drew Macnair
Zawód : Namiestnik hrabstwa Suffolk, fascynat nakładania klątw, właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +4
CZARNA MAGIA : 60 +7
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f445-suffolk-dunwich-przekleta-warownia https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Palarnia opium [odnośnik]09.02.23 14:28
Zdawało się jej, ale być może była to tylko jej wyobraźnia, że czarodziej miał lekki żal do swojej rodziny, że niczym te ptaki rozeszli się i każdy podążył swoją drogą, dając się porwać innym wiatrom w życiu. Zaś prowadzenie Mantykory nie należało do jego ulubionych zajęć, ale miał do niej słabość.
-Mogę być w błędzie, ale chyba przemawia przez pana sentyment - podzieliła się swoim spostrzeżeniem, który powinna raczej zachować dla siebie, ale tym razem pozwoliła by język był szybszy niż rozsądek. Wpływ na to miał też wypity alkohol, choć jeszcze dużo go przecież nie spożyła. -Ma pan ten przywilej, że nazwanie rzeczy wprost, nikogo nie zszokuje. - Być może w jej przypadku równie, ale tylko w zaufanym gronie. Poruszanie się w socjecie wymagało delikatniejszych manewrów, lawirowania i umiejętnego korzystani ze słowa. Co wcale nie było dla młodej kobiety takie naturalne jeszcze rok temu. W pewnym momencie swojego życia zrozumiała, że jeżeli chce coś wygrać i uzyskać musi zacząć grać według zasad z czasem korzystając z tego, że znajdują się w nich luki. To były miejsca, w których miała większe pole do popisu. -Na pewno są specjalistami i tego im nie odbieram. Czasami jedynie zbyt duża duma może doprowadzić do niepotrzebnych napięć i kłótni. - Takowych miała za sobą już kilka, kiedy dwie godziny rozmowy przyprawiały o nieznośny ból głowy. Sięgnęła po fajkę nabitą opium i rozpaliła ją delikatnie. Przyjemny zapach, uniósł się wraz z dymem w górę. -Proszę mi wybaczyć, chyba rzeczywiście często o tym mówię. - Sięgnęła po swojego drink, aby ukryć zakłopotanie, zwykle bywał powściągliwa, a teraz coraz śmielej pozwalała sobie wyrażać swoje myśli. Te, przeważnie zarezerwowane, były dla niej samej. Nagła zmiana tematu ją zaskoczyła i zamarła na chwilę na kanapie. Nie spodziewała się tak bezpośredniego tematu, ale z drugiej strony, czemu się dziwiła. Sama zaproponowała przeniesienie się do bardziej ustronnego miejsca w palarni. Jeżeli zaś, dostrzeże ich ktoś kto ma zdecydowanie zbyt długi język, plotki rozejdą się lotem jednej z szybszych mioteł jakie były dostępne. -Ośmielę się nie zgodzić - zauważyła odbijając sprawnie rzuconą piłeczkę tematu w jej stronę. -Wie pan o mnie całkiem dużo. Chociażby to, że jestem siostrą Edgara, angażuję się w działania społeczne, kwestionuję pewne układy i zasady, palę opium… - I zdecydowanie powinnam przestać pić. -Nie obce mi zaklęcia do starcia w boju. - Zaciągnęła się fajką i odstawiła ją na blat stoliczka. -Interesuję się klątwami, tym jak działają, ale to przecież pan też wie. - Przechyliła lekko głowę ku ramieniu patrząc na niego z zaciekawieniem w oczach. Na ustach zaczął się błąkać uśmiech, który został na dłużej w ich kąciku. -Zdecydowanie zbyt krwawe takowe hobby. - Skomentowała pomysł nabijania głów na pal. -Moje zainteresowania kręcą się wokół artefaktów, jazdy konnej, szermierki i skrzypiec. Kiedyś marzyłam, że będę jeździć po świecie w poszukiwaniu magicznych artefaktów. - Pomimo tego, że nie powinna, upiła kolejny łyk drinka. -A pan? Czym się zajmuje w wolnym czasie kiedy nie musi doglądać Mantykory, walczyć z biurokracją i pilnować, aby rebelianci nie urośli za bardzo w siłę?



May god have mercy on my enemies
'cause I won't



Ostatnio zmieniony przez Primrose Burke dnia 09.02.23 14:36, w całości zmieniany 4 razy
Primrose Burke
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 29 +2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Palarnia opium  - Page 15 6676d8394b45cf2e9a26ee757b7eaa37
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Palarnia opium [odnośnik]18.02.23 14:54
-Być może- odparłem z lekkim uśmiechem, po czym nachyliłem się nad stolikiem. -Może tak bez tego per Pan? Czy nie wypada inaczej?- spytałem przyciszonym głosem. Spędzaliśmy wspólnie czas nie po raz pierwszy i ten oficjalny wydźwięk wydawał mi się zbędny, ale nie chciałem jej niczego narzucać z góry. Wiedziałem, że dla niej to była codzienność, ale ja znacznie lepiej czułem się, gdy ktoś po prostu zwracał się do mnie po imieniu. -Chyba, że jeszcze nie zapracowałem sobie na miano kolegi od mocniejszego trunku- zaśmiałem się pod nosem, po czym wyprostowałem i ponownie oparłem o wygodne, elegancko zdobione oparcie. -Czyli już nie muszę się pilnować? Uważać na słowa i inne takie? Niezmiernie mnie to cieszy- wygiąłem wargi w szelmowskim wyrazie, a zaraz po tym upiłem ognistej. Nie dało się ukryć, że tempo mieliśmy naprawdę dobre. Ciekawe jak mocna była głowa lady; trafi do domu o własnych siłach? Opium zapewne tego nie ułatwi.
-Ależ nie mam czego wybaczać, czasem warto się wygadać. Dostrzegam, że ta kwestia ciebie nurtuje- celowo nie użyłem słowa lady tudzież panienka, chciałem zobaczyć jej reakcję. Na salonach może i ktoś spiorunowałby mnie wzrokiem, lecz tu? W zaciszu? Mogła tylko ona sama. Nigdy nie przepadałem za tymi wszystkimi tytułami, sposobami na podkreślenie swej wyższości – bo poniekąd tak właśnie było.
Widziałem po wyrazie jej twarzy, że zaskoczyłem ją zmianą tematu, prawdopodobnie też otwartością. -Bla, bla, bla. Ciekawe było tylko opium- machnąłem ręką. -To wiedzą o tobie wszyscy, zapomniałaś jeszcze wspomnieć o pomocy w sklepie i Rycerzach Walpurgii- zaśmiałem się pod nosem, nie chciałem być złośliwy, nie o to mi chodziło. Oparłem łokcie o blat stolika, a dłońmi otuliłem zdobione reliefem szkło. -Co lubisz, co znacznie mniej, czym się interesujesz poza starożytnymi runami, na kim lubisz zawiesić oko- wyrzucałem z siebie kolejne propozycje pytań, którymi chciałem zasugerować, że znacznie bardziej interesuje mnie ona sama, a nie rodzina czy układy.
Kiedy w końcu otworzyła się nieco bardziej klasnąłem w dłonie, jakby w geście małego triumfu. -O to właśnie chodziło. Szermierka? Zawsze chciałem się jej nauczyć- rzuciłem zgodnie z prawdą, po czym na wzmiankę o poszukiwaniu artefaktów pojawił się błysk w oku. -Co cię powstrzymało? Dlaczego nie ruszyłaś na szlak? Piękne widoki, niesamowita adrenalina i nauka cierpliwości. Czasem mi tego brakuje- odparłem dając jej tym samym jasno do zrozumienia, że parałem się tym zajęciem ładnych parę lat – właściwie to ponad dekadę.
-Piję trunki w towarzystwie pięknych kobiet, albo nabijam głowy mugoli na pal- zaśmiałem się pod nosem. -Drugie hobby uznajmy jako metaforę- puściłem jej oczko. Rzecz jasna nie czyniłem tego dosłownie, ale gnębienie ich, przepędzanie, czy też zabijanie nie było tylko moim obowiązkiem, ale i niesamowitą przyjemnością. -Właściwie to moje zainteresowania skupiają się na runach, nie jestem w stanie niczym cię zaskoczyć- rozłożyłem ręce w geście bezradności. -Na szczęście tego wolnego czasu jest na tyle mało, że nie cierpię na nudę- a szkoda, czasem by się przydało.
-No to teraz powiedz mi coś, co będzie naszą słodką tajemnicą. Te łączą ludzi, czyż nie?- posłałem jej szelmowski uśmiech, a następnie upiłem trunku. Zastanawiało mnie czy się odważy.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Drew Macnair
Zawód : Namiestnik hrabstwa Suffolk, fascynat nakładania klątw, właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +4
CZARNA MAGIA : 60 +7
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f445-suffolk-dunwich-przekleta-warownia https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Palarnia opium [odnośnik]19.02.23 17:06
Nagła propozycja, która wypłynęła z jego strony, sprawiła, że ponownie została zaskoczona, a przecież uważała się za osobę, która nie daje po sobie poznać, że czegoś się nie spodziewała. Alkohol zmieszany z pierwszymi oparami opium robił swoje i o wiele łatwiej było z niej czytać niż normalnie. Pewna zasłona rezerwy, tak typowej dla przedstawicieli rodu Burke, właśnie opadała.
-Co do zasady, panie Macnair, to kobieta powinna wystąpić z taką propozycją. - Zwróciła uwagę, ale nie bez nagany w głosie. Jeszcze na molo zaproponowała mu, że ułatwi mu wejście do socjety, bo choć był znana osobą, uznanym Śmierciożercą, tak szlachta miała swoje zasady. Poruszanie się po nich nie było łatwe ani proste, ale z przewodnikiem szybciej stawiało się pierwsze kroki. W jej życiu kimś takim była matka oraz babcia, dwie kobiety, które wywarły na życie Primrose ogromny wpływ. -Jednakże, jestem skłonna przystać na tę propozycję. - Spojrzała na opróżnioną do połowy szklankę z drinkiem. -Zgadza się, ilekroć się spotykamy, za każdym razem, towarzyszy nam alkohol. - Zauważyła tą przedziwną zależność. W końcu kiedy widzieli się w Suffolk, również przyniosła ze sobą w prezencie butelkę trunku, orientując się, że ten może być podarkiem trafiającym do tego mężczyzny. -A czy kiedyś musiałeś? - Zapytała nim zdążyła ugryźć się w język. Zwalczyła ochotę sięgnięcia po drinka, ale zamiast tego ponownie zaciągnęła się opium. To mogło być dla niej zgubne, przecież wiedziała jakie to ma działanie; powinna się pilnować. A jednak tego nie robiła. Spojrzała na niego czujnie, przełamanie pewnej granicy nigdy nie było dla niej łatwe. Przejście z jednej formy na drugą dawała znać o zmianie relacji, o tym, że pewna więź została nawiązana i obydwie strony były jej świadome, ale z drugiej, była członkiem Rycerzy Walpurgii, a ci zwracali się do siebie w większości po imieniu. Chciał wiedzieć dużo, za dużo na raz. To sprawiło, że zmarszczyła nieznacznie brwi, trochę przytłoczona ilością pytań jakie z siebie wyrzucał. -Jeżeli zdradzę wszystko teraz, nie będziesz chciał ze mną rozmawiać później. - Odparła w kontrze zaskoczona śmiałością własnych słów. Primrose, opanuj się! Nie prowokuj! Skarciła samą siebie w myślach, przecież nie powinna takiej rozmowy prowadzić. Co też czarodziej sobie o niej pomyśli? -Jeżeli zawsze chciałeś, to co cię powstrzymuje? - Zadała mu dokładnie takie samo pytanie jakim on trafił w nią i w jej słaby punkt. Poruszył delikatne struny żalu i poczucia niesprawiedliwości, z którymi walczyła od jakiegoś czasu. Żywy w pamięci był dzień, kiedy miała z Edgarem pojechać na pierwszą wyprawę, gdy z walizką stała, gotowa wyruszyć, ale powstrzymał ją głos dziadka, ówczesnego nestora rodu, który zakazał jej podróży. Oznajmił, że młoda kobieta powinna kształcić się w innym zakresie niż dalekie podróże. Powiadomił, że koniec mrzonek i realizowania swoich pomysłów, czas zająć się obowiązkami. Do dnia dzisiejszego nie potrafiła mu tego wybaczyć. -Rodzina. - Odpowiedziała gorzko na zadane pytanie, a następnie uniosła szarozielone spojrzenie na czarodzieja. -Gdzie podróżowałeś? - Zapytała od razu, jak to miała w zwyczaju gdy Edgar wracał do Durham. To był jej substytut, możliwość doświadczenia, choć trochę, co sam przeżył. Uśmiechnęła się przekornie pod nosem, bo z tym piciem trunków w towarzystwie pięknych kobiet dzisiaj mu nie wyszło. Ale jeszcze wszystko przed nim, mógł w każdej chwili to zmienić. -Dlaczego runy? Co cię w nich tak zainteresowało? - Tym razem to ona piętrzyła pytania nie chcąc samej być pod ciągłym ostrzałem. Przechyliła nieznacznie głowę na bok i odruchowo schowała ciemny kosmyk za ucho. -Chciałbyś czasami cierpieć na nudę?
Tym razem sięgnęła po szklankę i upiła kolejny łyk drinka, który zmieszany z oparami opium dawał przyjemne szumienie w głowie. Takie, które powinno ją ostrzec i dać znać, że to jest ten moment, w którym powinna przestać. Postanowiła zignorować te sygnały.
-Robisz duże kroki. - Zauważyła uważnie mu się przyglądając. -Nie uważa pan… Nie uważasz, że przejście na mówienie sobie po imieniu i zdradzanie sekretów na jednym spotkaniu, to zbyt dużo, jak na jeden raz?
Wystarczy, że pozwoliła sobie na opuszczenie gardy w jego towarzystwie. Wypiła kolejny łyk drinka, tym samym opróżniając szklankę. Zakręciło się jej w głowie. Zacisnęła mocniej powieki czując jak lekkie ćmienie zaczyna pulsować w okolicach skroni. Resztki świadomości wręcz krzyczały, że powinna wracać do Durham.
-Przepraszam… - powiedziała cicho. -Chyba na mnie czas…
Zrozumiała, że przesadziła, że nie powinna pozwalać sobie na tak wiele, przecież wcale nie miała tak mocnej głowy.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 29 +2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Palarnia opium  - Page 15 6676d8394b45cf2e9a26ee757b7eaa37
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Palarnia opium [odnośnik]25.02.23 21:27
Przyglądałem się jej z wyraźnym zaciekawieniem tuż po rzuceniu trywialnej – rzecz jasna na moje przyzwyczajenia – propozycji. Sprawiała wrażenie zaskoczonej, może nawet nieco… speszonej? Kiedy jednak jasno określiła kto w podobnej sytuacji ustalał reguły zaśmiałem się cicho pod nosem i upiłem trunku. Nie byłem tego świadom i nieszczególnie mnie to ubodło. -Zatem jakąś władzę posiadacie- uniosłem wymownie brew. Żartowałem, wiedziałem, iż to była zaledwie kropla w morzu potrzeb, w oceanie możliwości. -Rad jestem, że z każdego naszego spotkania wyciągam jakąś lekcję. Wyobrażasz sobie, żebym z taką propozycją wyszedł do lady Nott?- rzecz jasna bym tego nie uczynił, ale przez krótką chwilę taka myśl pojawiła się w głowie. -Skłamałbym twierdząc, że mi to przeszkadza- wygiąłem wargi w kpiącym wyrazie, po czym rozsiadłem się wygodniej na kanapie i wyciągnąłem ramię wzdłuż oparcia.
Czy kiedyś musiałem? Nie, ale czasem wypadało, więc starałem się wpasować w towarzystwo i nie wychodzić przed szereg. Szanowałem własną niezależność, charakter oraz indywidualizm, ale nie zwalniało mnie to z powszechnie przyjętych norm, jakie należało przestrzegać, aby nie wyjść na durnia. Sytuacje jak obecna, gdy siedzieliśmy tylko we dwoje, była zgoła inna – nikt nie patrzył, nikt nie oceniał, opinię mogła tylko wyrobić sobie sama zainteresowana, a więc swego rodzaju maska mogła zostać zdjęta. Nie lubiłem tych ograniczeń, dlatego tak źle się czułem na salonach. Początkowo komfort ograniczał brak wiedzy na temat zwyczajów, zachowania, zaś wówczas na powszechny, sztuczny uśmiech i powierzchowną kulturę, która znikała gdy tylko zgasły światła. -Kto wie, może chciałem pokazać się z dobrej strony?- rzuciłem nie kryjąc błądzącego w kącikach ust, szelmowskiego uśmiechu. Nie rzuciłem nic wprost, zostawiłem jej przestrzeń do domysłów.
Może faktycznie ilość pytań była przytłaczająca, lecz te namnażały się samoistnie. Nie miałem na tę rozmowę żadnych planów, nawet nie byłem przygotowany, iż w ogóle do takiej dojdzie wszak spotkaliśmy się przypadkiem. Pokręciłem rozbawiony głową i upiłem trunku nim zdecydowałem się odpowiedzieć na jej spostrzeżenie. -Skąd ta pewność?- spytałem zatrzymując spojrzenie na jej tęczówkach. -Cholera, kolejne pytanie. Nie mniej jednak może właśnie odpowiedzi sprawią, że będę oczekiwać kolejnego, wspólnego wieczoru?- znów pytajnik. Dziś nie miała ze mną łatwo.
-Obowiązki- odparłem zgodnie z prawdą. -Nie mogłem sobie pozwolić na dalekie i długie wyprawy ze względu na wojnę, organizację- rozwinąłem nie wchodząc nader w szczegóły. Odkąd powróciłem do Londynu codzienność wywróciła się do góry nogami – moje cele zeszły na drugi plan, choć właściwie trafniejszym było powiedzieć, że uległy zmianie. Pragnąłem służyć Czarnemu Panu, wdrążyć się w struktury i pisać piękną, owianą chlubą i honorem historię prawdziwych czarodziejów. To wymagało ciągłej gotowości, bezwzględnego oddania. -Wszystko ma swoją cenę, lecz nie żałuję, wręcz przeciwnie- dodałem, po czym opróżniłem szkło. Chciałem już sięgnąć po butelkę, aby rozlać następną kolejkę, jednak mój wzrok przykuło zamglone spojrzenie lady. Czyżby opium i domieszka ginu zaczęły działać? Pięknie. Zostałem z na wpół pełną butelką i odurzoną księżniczką. Na szczęście jeszcze mówiła, a jej pytania zdawały się mieć sens, także nie sugerowałem udania się w swoje strony. Z resztą sam czułem już buzujący w krwi alkohol, dlatego wzruszyłem ramionami i finalnie uzupełniłem szklaneczkę.
Rodzina. Cóż innego. To nie pierwsza taka historia. Zamilkłem na moment i zamoczyłem wargi w trunku. Mógłbym rzucić komentarzem, powiedzieć co o tym sądzę, ale to nie miało najmniejszego sensu – zapewne sama doskonale wiedziała, w jakich słowach należało określać takie postępowanie. Tradycja tradycją, ale człowiek był indywidualnością, jednostką, której nikt nie mógł zamknąć w klatce. Na pewno nie bez jego zgody. -Rosja, Gruzja. Głównie wschód- odparłem. Tamte ziemie wciąż kryły wiele tajemnic, mimo że gro poszukiwaczy artefaktów wybierało na swe wojaże właśnie je.
-Bardziej mnie interesuje dlaczego zaśmiałaś się, gdy wspomniałem o pięknych kobietach- uniosłem brew pytająco. -Ale żebym nie wyszedł na ciekawskiego, choć pewnie już za takiego mnie masz, to runy od zawsze były moją pasją. Pradawne, kryjące w sobie potęgę, której żaden śmiertelnik nie jest w stanie okiełznać- uśmiechnąłem się pod nosem nie spuszczając z niej spojrzenia. Zwykle nie wnikałem w czyjąś codzienność, wiedziałem jedynie tyle ile dana osoba powiedziała sama z siebie, jednak lady zdawała się być wyjątkowo zamknięta. Nie tylko pracą człowiek żył i chciałem jej to pokazać, być może zbyt nachalnie – ale byle skutecznie.
-Dlaczego?- wzruszyłem ramionami i oparłem łokcie o okrągły, drewniany stolik. Wyczułem swego rodzaju dystans, urocze zakłopotanie. Zdawałem sobie sprawę, że nieczęsto obcowała z osobami podobnymi mi, ale pech chciał, że dziś musiała przełamać pewne granice. -Gdybyśmy szli krok po kroczku, to może w przyszłym roku dowiedziałbym się jaki trunek lubisz, a tak- wskazałem dłonią jej szkło. -Wiem to już teraz i nie uważam, żeby cokolwiek się stało, czy też zmieniło- wygiąłem wargi w szelmowskim wyrazie i powróciłem do poprzedniej pozycji. Nie chciałem jej naciskać, a tym bardziej wzbudzać dyskomfortu, więc nie ponowiłem swojego pytania, a jedynie przyglądałem się coraz bardziej sennej twarzy. -Pierwszy raz udało mi się tak zanudzić kobietę- zaśmiałem się pod nosem, po czym dźwignąłem na równe nogi i zbliżyłem do lady. Wyciągnąłem w jej kierunku ramię, aby mogła się o niego złapać i bez większych trudności wstać z kanapy. -Pozwól, że cię odprowadzę. Musisz mi tylko powiedzieć gdzie- odparłem licząc, że będzie gotów wydusić z siebie jeszcze te kilka słów. Podobną nadzieję miałem na to, iż nie było to zbyt daleko. Mogła zapomnieć o Durham.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Drew Macnair
Zawód : Namiestnik hrabstwa Suffolk, fascynat nakładania klątw, właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +4
CZARNA MAGIA : 60 +7
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f445-suffolk-dunwich-przekleta-warownia https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Strona 15 z 17 Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16, 17  Next

Palarnia opium
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach