Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Palarnia opium
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Palarnia opium

Największe pomieszczenie w piwnicach pod sklepem Borgina & Burke'a. Do palarni można dostać się trzema drogami. przechodząc przez zaplecze sklepu, przez tunele w piwnicach Śmiertelnego Nokturnu oraz przy pomocy sieci fiuu. Drewniany, zdobiony sufit, dźwiga ciężar brylantowych żyrandoli sprowadzonych z najdalszych zakątków świata. Każdy rozpalany jest tylko na okazyjne spotkania. Palarnia liczy sobie kilkanaście stolików otoczonych fotelami obitymi czerwonym materiałem. Pomimo tego, że palarnia znajduje się w piwnicy, sufit jest na tyle wysoki, co umożliwiło stworzenie drewnianego półpiętra. Wystrój zawiera również bar z alkoholem wszelkiej maści. Od czasu do czasu w palarni organizowane są koncerty na żywo.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Palarnia opium  - Page 14 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Cały cyrk, cała zabawa możnych i zamożniejszych dobiegała końca. Gdyby był tu jej szanowny brat, być może emocje byłyby prawdziwsze i bardziej wybujałe, teraz jednak - pozostało jej tylko uniknąć krótkiego ziewnięcia. Spoglądała ostatni raz po wszystkich obecnych przy stoliku i poza nim, zaś chłodny błękit odbił swoje znużenie lekko opadającymi powiekami. Była trochę jak uwielbiane przez nią koty - trzeba było jaskrawości, wielu działań i zmian, aby skupić jej uwagę na długo. Teraz myśli kołatały się tylko wokół znalezionej zabawki, nieoczekiwanego gościa imprezy i ścisku w gardle, który ledwo pokonała żegnając się z pozostałymi gośćmi. Muzyka tuli zmysły, ale incydent, jaki stał się na koncercie, rozbudził resztki emocji, gasząc nimi kiełkujący zdrowy rozsądek. Nie powinna się tym unosić, skoro powinna czcić rodzinne ideały maską bezemocjonalności i niewzruszoną duszą. Teraz jednak do głosu doszła ta ułomna, ludzka część jej emocji. Pustej, albo wręcz przepełniona dziewczęcość. Chora naiwność napędzała przypadkowością przekornego, niezrozumiałego losu. Piękna przypadku, który sprowadził drewnianego konika w jej ręce, gdy opuszki palców gładziły miękki materiał sukni. Była przy tym głupiutka, a jeszcze głupsza, gdy nie znalazła odpowiedzi na zadane przez rodzinę pytania, a jej rola - nikłe światełko przydatności w murach Bulstrode Park - sprowadziła się do stanowienia pustej ozdoby, którą nigdy nie chciała być. Czy właśnie to robią z ludźmi emocje, uczucia? Odbierają rozum i napędzają fascynację niezrozumiałymi błahostkami? Właśnie tak powinna się czuć, gdy los przyrządził z niej obiekt kpin, sprowadzając Vane’a na scenę? 
Głupota Vivienne, jesteś absolutnie głupia. Taniec pozorów kończył się wraz z falującymi połami sukni, kiedy opuszczała mury palarnii. Burgund skryty w niciach sukni doskierwał kontrastem rudawym kosmykom włosów, zaś piękno zdobionej biżuterii ukrywało sponiewierający spojrzenie smutek, który przedzierał się pomiędzy błękitnymi tęczówkami. Delikatność, pełna gracja ruchów. Tylko to potrafiła pokazać, denny teatrzyk manier i wyglądu. Denny, niski poziom przydatności. Wszystko przez emocje, uczucia, tęsknotę. Wyimaginowane wspomnienia wyryte przez złaknione prawdziwości mary senne. Dobrze, że choć koncert był udany.
 /zt i ja, dużo spóźnione, przepraszam.


and just in time, in the right place

steadily emerging with grace

Vivienne Bulstrode
Vivienne Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
shuffling the cards of your game
and just in time
in the right place
suddenly I will play my ace

OPCM : 10
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Zwierzęcousty
skryta pośród szarości.
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8796-vivienne-l-bulstrode https://www.morsmordre.net/t8813-listy-do-vivienne#262276 https://www.morsmordre.net/t8811-it-s-all-lies-darling https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8814-vivienne-bulstrode

Powrót do góry Go down

Przez kilka dobrych chwil próbował zrozumieć, co zaszło w trakcie licytacji. Mimo intensywnych prób wytężenia wzroku, Edward zdawał się przemierzać odosobnienie smutku, gdy jego stawka została podbita przez innego lorda. Niesmak urazy wykwitł na jego twarzy szybko, dość gwałtownie, lecz równie szybko przekształcił się w zachwyt, kiedy usłyszał głos swojego drogiego kuzyna. Wzrok powędrował ku sylwetce Tristana prędko, lecz leniwie prześlizgnął się po dość mrocznej atmosferze palarni Burke'ów. Nauczony biegiem lat nie potrafił powstrzymać się od obserwacji, od analizy każdego skrawka ubrania, fałd materiału układających się to gładko, czasami zmarszczonych tam, gdzie on, Edward Parkinson, nie życzyłby sobie tego. Wieloletnie doświadczenie nauczyło go jednak, że nie miał wpływu na tego rodzaju detale. Wtedy też, niemalże przerażony potencjalnym uszkodzeniem kreacji poprzez przybranie nieodpowiedniej pozy, wzrokiem biegł ku eleganckim szwom. Łączeniom materiałów zawsze przykładał staranność i wręcz nie potrafił wyjść z samozachwytu nad tym, w jaki sposób udało się mu skomponować suknię jego młodszej siostrzyczki.
Odettę obserwował czujnie. Bacznie spoglądał na każdy jej gest, uważnie wsłuchiwał w słowa, gotów zareagować, uratować reputację najpiękniejszej i najbliższej jego sercu damy, osłonić własną piersią przed niegodziwą próbą pokonania jej w potyczce słów, obszarze, w którym nie miała aż tak wielkiego doświadczenia. Opiekuńczy gest wobec niej pojawiał się mimo woli Edwarda. Powoli przesunął dłoń po stole okrytym obrusem, po czym delikatnie schwycił jej palce i zacisnął na nich własne, sygnalizując swoją nieustającą obecność. Nie zamierzał jej opuścić. Nigdy. I nie zamierzał komukolwiek pozwolić, by mu ją odebrano, choć spodziewał się, że niejeden kawaler kręcił się wokół niej i czynił zaloty.
Prychnięcie pełne niezadowolenia zamarkował kolejnym, wyćwiczonym już za młodu ruchem dłoni ku pole marynarki. Opuszkami palców przejechał po drogim materiale, a w wypielęgnowane paznokcie schwycił nieistniejący pyłek, który pełnym gracji ruchem odłożył na bok, by opadł na podłogę, i przybrał niewinną minę, ponownie włączając się w rozmowę.
Doprawdy, uroczy wieczór. Jestem wręcz oczarowany tym, jak głęboką i pełną przejęcia atmosferę udało się osiągnąć w tym... niepozornym miejscu — wtrącił w takt słów siostry, uśmiechając się lekko. — Jestem nieco głodny, skarbie. Może przed powrotem do domu wstąpimy do któregoś z lokali i zjemy kolację na mieście? Aquilo, dołączysz do nas? — Wprost zwrócił się do lady Black, zawieszając na niej wyczekujące spojrzenie, z którego oczywistym było, iż odmowa stanowiłaby poważny nietakt. Nie wyobrażał sobie, by została tutaj sama. I oczywiście w milczeniu oferował bezpieczne odprowadzenie na Grimmuald Place. Nie śmiał podobnej propozycji składać Cordelii. Wielce nietaktownym było, by tak młodziutka dama, na dodatek w towarzystwie ojca, słyszała tego rodzaju propozycję. Nie przed towarzyskim debiutem, który z całą pewnością był dla niej ogromnie istotnym doświadczeniem. Sam doskonale pamiętał swój występ sprzed lat i wspominał go naprawdę ciepło, często wracając do wydarzeń tamtej nocy. Jak i wielu innych, które później spędził w Paryżu, w towarzystwie Tristana oraz lokalnej śmietanki towarzyskiej.
Lady Malfoy, spotkał mnie prawdziwy zaszczyt. Twoje towarzystwo jest naprawdę urocze i liczę, że wkrótce uda nam się spotkać ponownie. I oczywiście w trakcie Noworocznego Sabatu. — Zwrócił się do młodziutkiej damy, spoglądając nań z całym swym urokiem, który był w stanie wykrzesać w tym miejscu. Liczył, że – pomimo wieku – pozostawił po sobie odpowiednio dobre wrażenie, ale o to zamierzał ze szczegółami wypytać Odettę, kiedy tylko z powrotem znajdą się w Broadway. Było jeszcze tyle rzeczy, które musieli przedyskutować przed snem, nie wspominając o dość późnej kolacji, na którą właśnie zabierał ją oraz Aquilę. Miał ledwie nadzieję, że listopadowa noc nie okaże się zbyt chłodna i wilgotna, choć wziął pod uwagę, dobierając stosowny płaszcz na tę okazję.

z/t Edward
Edward Parkinson
Edward Parkinson
Zawód : krawiec, projektant
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wild things that turn me on
Drag my dark into the dawn
OPCM : 2
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9457-edward-parkinson-budowa#288270 https://www.morsmordre.net/t9541-czarus https://www.morsmordre.net/t9540-rece-drza-gdy-zbieram-twoja-miare#290099 https://www.morsmordre.net/f170-gloucestershire-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t9572-skrytka-nr-2183 https://www.morsmordre.net/t9573-edward-parkinson#291128

Powrót do góry Go down

Słowa płynęły w powietrzu niczym najprzyjemniejsza melodia, dotąd wymykająca się spod smukłych palców lady doyenne Burke oraz eleganckich ruchów smyczka prowadzonego przez zdolną rączkę lady Primrose. Przyjemne zdania, pieszczotliwe metafory, utarte przeszłością oraz wymaganiami uprzejmości krążyły wokół srebrno-złotych skroni, wpadając do umysłu ukradkiem, lecz nie robiąc tam rabanu znacznego, gdy chaber oczu ujmował już czule amulet wystawiany. Musiała go mieć, to nie podlegało żadnej wątpliwości - była wszak kruchą, pełną wrażliwości lady i wprost wymagano od niej, by ową troskę oraz dobroć serca światu ukazała, nim na dobre zagości weń już w pełni dorosła, do szlachetnego grona przyjęta. I to wcale nie tak, iż czyiś błękit tęczówek w jej myślach się błąkał; psotą na ustach męskich, wąskich się rozkładającą, odciągał uwagę od towarzystwa wspaniałych dam. Spodoba mu się, szlachetna krew śpiewała w błękitnych liniach żył, gdy tak o swoją zdobycz walczyła niczym najwspanialsza lwica, dzielna oraz odważna a przy tym niepozbawiona wdzięku, oraz delikatności. Dumnie wyprostowała się, unosząc brodę go góry, pełna powagi, którą zaraz promienny uśmiech zrujnował na wieść, iż starania dziewczątka nie poszły na marne, że wygrała i zyskała wprost niesamowity prezent dla ulubionego członka rodziny. Zachwycona swym zwycięstwem, oddawała się słodyczy konwersacji, z urokliwym rumieńcem na bladych policzkach, którego nie rujnowały kolejne dzieła wystawiane na aukcji. Małe maszkary, jak łagodnie je określiła, nie przypadły do gustu Eurydice wcale. Miały zbyt ciemne kolory, za mało kwiatów, jakieś takie wulgarne się wydawały i nie zawierały ani jednego jednorożca. Albo króliczka. Oburzające. Chociaż sama za końmi nie przepadała, tak to stworzenie uznawane za jedno z ładniejszych, na pewno lepiej by się prezentowało, niż pokrzywione twarze. Zapłakałaby rzewnie, gdyby głos pana brata wzniósł się ponad inne, jeśli postanowiłby skazić śliczne ściany ich pałacyku takim bezguściem. Na szczęście Leander był jej dzielnym lwim rycerzem, niesamowicie mądrym oraz godnym podziwu, oczywiste było, że podobne dzieła nie wzbudziły w nim zainteresowania. Jego niezwykły gust oraz ich specjalna więź, którą na pewno dzielili pomimo zaprzeczenia samego zainteresowanego, powstrzymały go przed popełnieniem błędu. To i może palący, obrażony straszliwie wzrok chabrowych tęczówek niemal wypalających dziurę w tyle głowy czarodziejowi. Co faktycznie zadziałało, tego nigdy się nie dowiedzą, chociaż Euri absolutnie stawiała wszystkie cukrowe ciasteczka, na ich telepatyczne porozumienie siostrzano-braterskie. Ach, jak wspaniale czas płynął u boku rodziny, pośród kochanych wyznań oraz emocjonujących - mniej, lub bardziej - walk o rzadkie przedmioty. Kiedy wydarzenie chyliło się ku końcowi, lady Nott pozostawała zauroczona oraz zachwycona, dziękując na pożegnanie gospodarzom za tak przemiłą gościnę. Gdyby tylko powrót był przyjemniejszy, a nie przez pozbawiony kwiatów Nokturn. To musi się zmienić, zdecydowanie bukieciki poprawiłyby nastrój okolicy, lecz zanim na dobre lokal opuścili, Eurydice wspięła się na samiutkie czubki pantofelków, by móc sięgnąć do ucha szanownego brata i przestraszonym szeptem zapytać.
- Ślimaczki naprawdę są mordercami?

| zt


Magic tumbled from her pretty lips and when she spoke the language of the universe – the stars
sighed in unison
Eurydice Nott
Eurydice Nott
Zawód : Twórca magicznych perfum
Wiek : 18 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Keep your eyes on me
'til I'm the last thing you see
OPCM : 1
UROKI : 5
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9141-eurydice-nott https://www.morsmordre.net/t9303-hermes https://www.morsmordre.net/t9311-eyes-so-blue https://www.morsmordre.net/f349-nottingham-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t9320-skrytka-nr-2145 https://www.morsmordre.net/t9330-eurydice-nott

Powrót do góry Go down

Kolejne przedmioty poddawane były licytacji, obserwowała jak ta rozgrywa się przed ich oczami unosząc łagodnie kąciki ust ku górze. Przeniosła wzrok na kuzyna, kiedy ten odpowiadał na zadane pytanie lorda Burke. Jej słowa były jedynie prawdą. Niestety, była osobą która rzadko poddawała się podrygom serca. Której nie trzeba było nowych błyskotek, a jeśli myślała o zakupie, to czegoś, co mogłoby być dla niej użyteczne. Wielkie obrazy równie wielkich mistrzów choć piękne, nie były w stanie jej zadowolić.
- Nie mogłoby nas zabraknąć. - zapewniła Primrose, kiedy ta znalazła się przy ich stoliku. Uśmiech który skierowała ku niej był szczery. Ich rody od zawsze łączyła przyjaźń, a Melisande w Primrose odnajdywała towarzyszkę ciekawych rozmów. Jej głowa nie była zamknięta, a chęć działania godna podziwu.
Jasne spojrzenie na kilka chwil zetknęło się z tym, należącym do młodszego brata Alpharda. Nie uciekła wzrokiem, przez kilka sekund mierząc się nim z Rigelem. Fakt, że zasiadał przy stole z Tristanem, pozwalał wysnuć jej wniosek - czy prawdziwy? To się miało dopiero okazać. Dopiero pytanie siostry obok odciągnęło jej wzrok ku niej. Zmarszczyła odrobinę nos. By zaraz skinąć krótko głową i uśmiechnąć się.
- Nie krępuj się. - Fantine lubowała się w sztuce - może rozumiała ją po prostu lepiej niż ona. Jeśli miała chęć spróbować zyskać ten obraz, mogła ją wspomóc, nie znalazłszy niczego interesującego dla siebie. Niestety dzisiaj, nie miały szczęścia - a może Fantine nie miała i musiała obejść się smakiem nie mogąc zabrać upragnionego dziła do różanej rezydencji.
Poczuła wędrujące po niej spojrzenie, dlatego przesunęła wzrok trafiając nim na Leandra, który wędrował już dalej. Krótką chwilę obserwowała jego sylwetkę przypominając sobie, że i on znajdował się przy tym samym stoliku. Cóż, dzisiejszy dzień z pewnością niósł garść innych informacji.
Koniec licytacji, powoli kończył też całość wydarzenia. Podniosła się więc, by razem z bratem, jego żoną, siostrą i kuzynem opuścić to miejsce. Pożegnała z zajmującymi miejsca przy ich stoliku Zacharym i lady Carrow, po czym ruszyła w stronę szatni po swoje odzienie wierzchnie. Musiała przyznać, że mimo niewielkiego incydentu całość przebiegła sprawnie.

| zt



the whole new world just behind
one breath.

Melisande Rosier
Melisande Rosier
Zawód : badacz-behawiorysta smoków, przyszły dyplomata rezerwatu Kent
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : n/d
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615

Powrót do góry Go down

16 listopada 1957

Znałem ten ciężki zapach. W pewnym stopniu można rzec, że przyzwyczaiłem się do swądu, który wdzierał się do piersi wraz z przestąpieniem przez próg palarni. Wciąż wyczuwalne były opary sprzed poprzedniego dnia. Wiedziałem o imprezie, której niestety nie miałem okazji obsługiwać, jednakże dawało mi to jedno z oczywistych przeświadczeń - należy jeszcze podszlifować swoje zdolności językowe, którym wciąż brakowało tak wielkiej biegłości, jak bratu. Na szczęście potrafiłem nadrobić to umiejętnościami obserwacji, które mówiły mi wystarczająco dużo, jak choćby teraz, kiedy podczas własnej zmiany zabrałem się za to, co pozostawił mi wcześniejszy kompan. Posępny typ, nie mówił zbyt dużo, ale dogadywaliśmy się przednio, bo przecież musieliśmy jakoś funkcjonować, aby lordostwo było zadowolone, nie wspominając już o samej klienteli.
Przekroczyłem próg zaplecza, już z progu zauważając, jak dużo było jeszcze do zrobienia. Część fajek i szisz nie zostały odpowiednio wyczyszczone, jakby ktoś jedynie je przeniósł do pomieszczenia i pozostawił mi możliwość rozpoczęcia pracy właśnie od tego. Bez zbędnych pytań wyciągnąłem różdżkę, rozpoczynając cały monotonny proces, któremu należała się odpowiednia uwaga. Poszczególne elementy nie mogły obejść się bez ręcznego polerowania, a była mowa oczywiście o końcówkach fajek, dzięki którym użytkownicy mogli wdychać opary opium. Bez zaniechania reszty obowiązków zerknąłem w kierunku głębszej części zaplecza pracowniczego palarni, gdzie powinny znaleźć się resztki z uprzedniego dnia dostawy. Było tego mało, a to oznaczało, że w ciągu godziny pojawi się również jeden z tych gadatliwych oprychów, którym tak ciężko przychodziło mi podawać rękę. Wciąż zmuszałem się do bratania z postaciami, jakie dotychczas omijałem szerokim łukiem. Na ulicach Nokturnu wciąż ciężko było zrozumieć, kto w rzeczywistości ma zamiar zrobić krzywdę, a kto jedynie wygląda, jakby miał ochotę zaciągnąć do zaułka z myślą postraszenia i wyciągnięcia wszystkich sykli z mieszka. Niejednokrotnie musiałem sięgnąć do własnych oszczędności, które uspokajały przechodniów zastawiających mi drogę z różdżką skierowaną w moją stronę. Czasy nie były lekkie, ale również okolice miejsca pracy potrafiły przepędzić wymoczków do Pokątnej, gdzie skupiały się bardziej przyjazne magiczne sklepy.
Usłyszałem, jak zaklęcie czyszczące przerwało swoją pracę przez lekko opuszczony nadgarstek, którym czarowałem. Sterylizacja była bardzo ważna, wciąż pamiętałem, jak łatwo przechodziły różne okropne choróbska w Leningradzie, nic dziwnego, że starałem się, aby tutaj nie dochodziło do żadnych nieprzyjemności z tym związanych. Nigdy nie wiadomo, jak duży wpływ miało po sobie korzystanie z jednego, tego samego naczynia. Nawet jeśli nie zamierzałem na to pozwalać. Obowiązki pracy musiały zostać spełnione co do joty! Nie zostałem zatrudniony dla samych przyjemności, choć te widoczne były na każdym kroku, bo przecież przebywanie w sklepie o takiej renomie. Sam fakt, że przy większych staraniach zdołałbym dostać się w pobliże artefaktów na górze... ręce zaczęły jeszcze sprawniej szorować poszczególne elementy fajek z poprzedniego dnia. Zastanawiałem się, w jaki sposób przebiegało całe przedsięwzięcie. Pewne było jedno, należało jeszcze wysprzątać podłogę, umyć stoły i posegregować cały asortyment. Klientela schodziła się o konkretnej godzinie, wystarczyło mi jedno zerknięcie na księgę rezerwacji, do których musiałem być przygotowany. Nie zamierzałem zaniechać żadnej z tych czynności. Początkowo zająłem się jednak uprzątnięciem szklanych przedmiotów do opium, które musiały zostać przesortowane i odpowiednio ułożone. Czas w tym miejscu płynął całkowicie inaczej, dlatego nawet nie byłem zdziwiony, kiedy ostatni z ekskluzywnych przedmiotów został odłożony jeszcze przed czasem, który wyznaczyłem na tę czynność.
Pozostało mi jeszcze uprzątnąć sale, gdzie blaty nie świeciły taką czystością, jaką powinien odznaczać się wysoce rekomendowany lokal. Pierwsze co zrobiłem, było zaklęcie, jednak dla pewności przemknąłem po stołach szmatą, zmuszając się do zagryzienia zębów na myśl, że ktoś mógłby mnie spotkać właśnie takiego... aby stać za kontuarem w sklepie wyżej, musiałem wykazać się swoją postawą, a ta nie mogła budzić żadnych zastrzeżeń, toteż zwyczajnie postanowiłem wykonać to, co należało możliwie najprecyzyjniej i najlepiej w czasie jak należy. Może lord Xavier Burke nie był obecny tu i teraz, ale z pewnością dobrze wiedział jakie efekty pracy posiadali poszczególni pracownicy, szczególnie nowi jak ja. Dotychczasowa kadra pracownicza nie wydawała się zbyt wylewna, jednakże rozumiałem ich zaniechanie do rozmów z postacią tak świeżą i młodą jak ja. Nie wiedzieli, czy mogą mi ufać, a to nie dziwiło mnie nawet w najmniejszym stopniu. Dodatkowym minusem była kwestia mojego pochodzenia, które budziło pewne zastrzeżenia. Nie dość, że sam Nokturn był podejrzany, to jeszcze osoba zza granicy przyjeżdżająca do kraju owładniętego wręcz wewnętrzną wojną domową... zdecydowanie coś było nie tak. Niestety żadne z nich nie miało przyjemności posiadania tak wielu doświadczeń z życia w Leningradzie, gdzie sytuacja była nawet cięższa, niż im się zdawało. Dotychczas nawet nie próbowałem porównywać tych dwóch krajów, bo przecież wiadome było, że to właśnie ZSRS jest potężniejsze i wspanialsze niż te przeklęta wyspa, ale tutaj mogliśmy, choć na chwilę odetchnąć. Osobiście nie czułem żadnego rozluźnienia, choć to potrafiłem zrzucić na rękę, która posuwistym ruchem doczyszczała stoły. Jeszcze jeden i za dziesięć minut powinna pojawić się dostawa. Pół godziny pierwsza rezerwacja, do której wydawałem się niemal przygotowany. Ostatnie czego potrzebowałem to upewnienie się, że w przypadku opóźnienia zaopatrzenia będę w stanie odpowiednio ugościć pierwszych gości.
Świeże obrusy zawirowały w powietrzu, kiedy z należytą starannością nakrywałem stół. Każda czynność wymagała odpowiedniej staranności, na którą nawet nie próbowałem się oszczędzać, bo przecież właśnie te małostki składały się na całokształt. Każdy odwiedzający palarnię powinien wiedzieć o tym, jak dobrze opiekowano się nie tylko jego komfortem, ale również wystawnością sali. Omiotłem wzrokiem całe pomieszczenie, dochodząc do punktu, w którym to zauważyłem wypalone świeczki. Nie omieszkując wymiany praktycznie każdego miejsca, przeszedłem się wraz z nowymi źródłami światła, przypadkiem polewając sobie rękę gorącym woskiem. Syk wydobył się z mojego gardła. Zgromiłem miejsce ostrym spojrzeniem spod ściągniętych brwi. Niedługo zajęło mi oporządzenie dłoni oraz wyczyszczenie jej z zasklepionej w ciągu kilku sekund substancji. Dokończyłem ustawianie nowych świec, aby zaraz przejść do przygotowywania pierwszych fajek. Goście musieli mieć przecież wszystko zapewnione w czasie tak, aby ich apetyt na opium nie przeszedł zbyt szybko. Nazwisko, na które została wprowadzona rezerwacja była mi znana, ten dżentelmen nie lubił czekać. Wydawało się, że był jednym z fascynatów palarni, jedynym mankamentem było to, że nie lubił czekać. Ostrzegano mnie przed nim, dlatego z należytym przygotowaniem zająłem się tym, co niezbędne dla wypalenia rozluźniającej substancji. Dostawa się spóźniała, jednakże nie to stało się moją główną zagwozdką. Usłyszałem otwierające się drzwi z tunelu w piwnicach Śmiertelnego Nokturnu, przybył pierwszy gość. Bez zająknięcia poszedłem go przywitać, kierując do stołu dla trzech osób. Momentalnie otrzymałem zamówienie opium oraz informację, że pojawią się jeszcze dwie postacie, dla których również miałem przygotować dwa kieliszki z bezalkoholowymi napojami. Wprawni użytkownicy opium wiedzieli, w jaki sposób należy obchodzić się z dodatkami w postaci picia. Bez zająknięcia skłoniłem się do gościa, dopytując jedynie o kwestie dotyczące jego zamówienia i komfortu, na jaki sobie życzy. Dźwięki muzyki delikatnie przebijały się w tle, kiedy nabijałem substancję z maku lekarskiego do specjalnego koszyczka, który podgrzewał się przez magicznie zaczarowany ogień podtrzymujący temperaturę naczynia i wyzwalające opary. Nie czekając na zaproszenia, zaniosłem przygotowane naczynie, zaraz donosząc również bezalkoholowy napitek, którego sobie życzył.
Wracając za blat baru, usłyszałem skrzypnięcie drzwi na zapleczu pracowniczym, czyli dostawa przyjechała. Skierowałem swoje kroki do miejsca, gdzie należało zająć się kolejnym elementem typowego dnia pracy. Należało przecież utrzymać porządek funkcjonowania całego przedsięwzięcia.

| zt.
Kostya Kalashnikov
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089

Powrót do góry Go down

Burke był naprawdę zadowolony z tego wieczoru. Wszystko przebiegło dokładnie tak jak sobie to zaplanowali z Primrose. Damy Burke odwaliły kawał dobrej roboty na scenie, Xavier nawet jeśli był obecny przy większości prób to był jak zawsze oczarowany grą kuzynki i żony kuzyna. Ich zabiegi połączenia alkoholu i oparów unoszących sie w powietrzu również podziałały tak jak pierwotnie zakładali. Widział po minach i reakcjach zgromadzonych gości, że każdy z nich doświadczył różnych działań. Z pewnością również dzięki temu zapamiętają ten wieczór.
Pieniądze zostały zebrane, szlachta pokazała, że można na nich liczyć. Nawet jeśli chodziło tylko o pokazanie się i wbicie przeciwnikom politycznym igły, to oni, jako Burkowie, osiągnęli swój założony cel.
W raz z końcem licytacji, sama uroczystość powoli dobiegała końca. Widział, że ich goście powoli zaczynają zbierać się do domów. Inni jeszcze postanowili chwilę zostać, co oczywiście cieszyło go. Jako gospodarz dzisiejszego wieczoru i nie tylko żegnał się osobiście z wychodzącymi gośćmi. Uścisnął dłoń Ministra dziękując za przybycie, ucałował wierzch dłoni jego córki jeszcze raz napominając jak pięknie i zjawiskowo dzisiaj wygląda. Podobnie pożegnał się z Lady Parkinson oraz Lady Black, dziękując za pojawienie się w jego skromnych progach. Zaraz po tym jak uścisnął dłoń swojego drogiego przyjaciela, klepiąc go po ramieniu i dziękując za to, że był, nawet jeśli nie jest fanem takich zbiegowisk, ucałował wierzch dłoni jego kuzynki, Lady Fantine.
Resztę gości również pożegnał jak należy, a potem już na spokojnie podszedł do baru i spojrzał znacząco na barmana, który po chwili podsunął mu pod dłoń szklankę z jego ulubionym alkoholem. Oparł się o blat, po czym omiótł spojrzeniem pomieszczenie.
- No i pięknie. - mruknął sam do siebie kiwając głową z zadowoloną miną, po czym wziął opróżnił szklanicę.
Uśmiechnął się pod nosem, po czym podszedł do żony. Złapał ją za delikatna dłoń, ucałował jej wierzch, po czym oboje skierowali się w stronę wyjścia. Nałożył Lottcie pelerynę na ramiona, sam ubrał swój płaszcz i oboje opuścili Palarnie.
Jak jutro tu wróci wszystko będzie posprzątane i gotowe na następny dzień roboczy.

zt.


I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are.
You can't hide anything from me.
Xavier Burke
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 12
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819

Powrót do góry Go down

14 stycznia 1958Wizyty na Nokturnie zawsze przyprawiały Perseusa o dreszcze; nie potrafił jednej powiedzieć, czy były one wynikiem targających serce lęków, czy też podekscytowania towarzyszącego bliskości czarnej magii — dziedziny, która od najmłodszych lat fascynowała lorda Blacka, chociaż już dawno przestał patrzeć na nią jak na klucz do osiągnięcia potęgi. Z biegiem lat zaczął doceniać nieco bardziej wysublimowane metody, działania w białych rękawiczkach, pociągania za sznurki zza kurtyny. Zmanipulowanie kogoś i wciśnięcie w jego ręce ostrza zdawało się być ciekawsze, niż zadawanie ciosów samemu.
Ale nie przyszedł tego dnia do sklepu kuzynostwa celem snucia planów zdobycia świata; nie miał na to siły, ani ochoty. Nowy Rok napełniał optymizmem, lecz nie potrafił wymazać jesiennych wydarzeń — śmierci Alpharda, żałoby ogarniającej Grimmauld Place, gorzkiego smaku rozczarowania. O wiele łatwiej było Perseusowi słuchać podobnych historii z ust swych pacjentów; przeżywanie ich samodzielnie było jak wspinaczka na zamarznięty szczyt góry bez liny i toporków. Jedyne, czego pragnął młody magipsychiatra tamtego styczniowego popołudnia, było charakterystyczne dla palonego opium drapanie w gardle towarzyszące mu uczucie rozluźnienia. Na moment zapomnieć o wszystkich problemach i nie czuć własnego ciała — tego najbardziej potrzebował.
Lubił tu przychodzić. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego postać nie budzi na salonach większego zainteresowania, ani tym bardziej strachu (częściej odnosił wrażenie, że niektórzy w ogóle nie pamiętają o jego istnieniu), ale tutaj było inaczej; wystarczyło się przedstawić, wystarczyło tylko powiedzieć Lord Perseus Black, a nikt go nie niepokoił. Był sojusznikiem Rycerzy Walpurgii, wspierał sprawę Czarnego Pana, trwała wojna i naprawdę nikt nie miał powodu, aby uprzykrzać życie swoim. Przynajmniej w to naiwnie pragnął wierzyć.
Przywitał się z pracownikami sklepu i zszedł na dół, do palarni. Był już tu kilka razy, obserwując bacznie w jaki sposób krewni od strony matki radzą sobie z zarządzaniem obiektem; uszczknął nieco tej wiedzy, by sprawniej dysponować własnym — choć wciąż niewielkim i stale naruszanym przez niespodziewane wydatki — majątkiem. Znał więc każdy schodek, wiedział, w którą stronę powinien pójść. Ciężko powiedzieć, żeby czuł się jak u siebie, lecz niewątpliwie poruszał się po palarni pewnie. I rozpoznawał jej zarządców z daleka.
Dobrze cię znów widzieć, kuzynie — najpierw posłał Xavierowi uśmiech, a kiedy znalazł się dostatecznie blisko, uścisnął na powitanie jego dłoń. — Widzę, że mimo wojny interes kwitnie.
A raczej, w czasie wojny najbardziej kwitnie. Najwidoczniej nie tylko ja potrzebuję chwili błogiego zapomnienia.


{.............................}

Ce qu'on appelle une raison de vivre, est en
même temps une excellente raison de mourir.





Perseus Black
Perseus Black
Zawód : Magipsychiatra
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
sztandarem będę ci, tarczą,
twym srebrnym mieczem
OPCM : 0
UROKI : 7
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 18
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9827-perseus-black https://www.morsmordre.net/t9907-andromeda#299725 https://www.morsmordre.net/t9906-cold-in-my-kingdom-size#299689 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t10144-skrytka-bankowa-nr-2244#307565 https://www.morsmordre.net/t9908-perseus-black#299726

Powrót do góry Go down

Odkąd zaprzestał swoich wypraw oraz rozpoczął pracę z bratem na rzecz rodzinnego interesu, Palarnia stała się jego drugim domem, jego trzecim dzieckiem, można by powiedzieć. Oprócz weekendów bywał tu codziennie, zajmował się interesami kilka godzin dziennie. I choć organizacją dostaw zajmował się Craig, on również pilnował by wszystko dochodziło na czas, by pracownicy nie obijali się nawet w momentach kiedy klienci byli zajęci paleniem opium. Zawsze była praca do wykonania, a Xavier był wymagającym pracodawcą. Wszystko miało lśnić, każde szkło, każdy talerz, stoliki miały być czyste, zasłony w lożach dla VIP-ów miały być wyprasowane, alkohol na półce barowej miał być idealnie poukładany, nie mogło być grama kurzu. Wymagał, owszem, ale też nagradzał tych, którzy przykładali się do swojej pracy, na tym polegało prowadzenie własnego interesu.
Teraz, kiedy przygotowywał się do rozbudowania Palarni, spędzał w swoim gabinecie na tyłach o wiele więcej czasu niż zazwyczaj. Czytał, analizował i planował wszystko. Musiał wiedzieć wszystko, taki był. Chciał być przygotowany na każdą ewentualność, nie chciał dać się zaskoczyć dostawcy materiałów budowlanych czy samym robotnikom. Można powiedzieć, że miał już ekipę, znał już koszty robocizny jak i środków potrzebnych do dokonania jego wielkiego dzieła, potrzebował architekta, kogoś, kto pomoże mu przelać na papier to co miał w głowie.
Dzisiaj jednak, wyjątkowo, nie zajmował się tym wszystkim. List od kuzyna zaciekawił go. Nie spotykali się specjalnie często, oboje byli zawaleni pracą, dlatego tym bardziej z chęcią zgodził się na spotkanie. Pamiętał też, że Perseus czasami lubi sobie zapalić, więc od rana kazał już swoim pracownikom przygotować swoja prywatną lożę, by tam mogli sobie na spokojnie usiąść i porozmawiać.
Uśmiech wpłynął na jego usta kiedy zauważył kuzyna przekraczającego próg jego dobytku.
- I wzajemnie Perseuszu, cieszę się, że jesteś. – powiedział spokojnie podchodząc do niego by uścisnąć jego dłoń – Ależ naturalnie. Nigdy nie narzekałem na brak klienteli, więc teraz tym bardziej nie mam prawa narzekać. Ludzie zawsze pragną złapać oddech i znaleźć chwilę dla siebie, więc czy wojna czy nie u mnie przeważnie jest pełno. – zaśmiał się cicho puszczając kuzynowi oczko – Czego się napijesz? Chodź, przygotowałem dla nas loże. – dodał po chwili po czym gestem dłonie wskazał by ten ruszył za nim.
Przeszli przez główną salę, by po chwili znaleźć się w prywatnej loży Xaviera, która była odgrodzona od reszty aksamitną, bordową kotarą, a na siedzeniach były położone wygodne poduszki.
- Rozgość się.


I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are.
You can't hide anything from me.
Xavier Burke
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 12
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819

Powrót do góry Go down

Strona 14 z 14 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14

Palarnia opium

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach