Wydarzenia


Ekipa forum
Kamienice mieszkalne
AutorWiadomość
Kamienice mieszkalne [odnośnik]07.09.15 23:16
First topic message reminder :

Kamienice mieszkalne

Kamienice mieszkalne piętrzące się wzdłuż odłogi ulicy Pokątnej, niezwykle malownicze, posiadające swój magiczny urok. Dzięki doskonałej lokalizacji mieszkania do wynajęcia są niewielkie, ale przy tym stosunkowo drogie - każdy chce rezydować jak najbliżej najruchliwszej magicznej ulicy. O poranku i w godzinach powrotu z pracy widać tutaj większą ilość czarodziejów i czarownic powracających do domów; w pozostałe godziny jest tutaj spokojniej, tylko czasami można natknąć się na dzieci bawiące się różdżkami z patyków.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kamienice mieszkalne - Page 13 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]07.10.20 18:15
Opadła na wypolerowaną podłogę, pozwoliła, by materiał lawendowego kardiganu przykrył ją niczym peleryna poległego wojownika okalająca wykrwawiające się w ziemię ciało, a wachlarz spoczął obok, niby oręż wysuwający się z bezwładnej już dłoni. Opadła - i czekała na nadchodzącą kaskadę noży wbijających się w dumę, wwiercających się w jej świadomość. Mei Ling bywała - była - bezwzględna w swej surowej ocenie jej postępów. Za każdym razem wyłapywała przejawy niedopracowania i braku perfekcji, którą Wren naiwnie widziała w tańczącym przed sobą odbiciu. Z tygodnia na tydzień upajała się widocznymi postępami, myślała, że poczyniła ich wiele, tak wiele, by mistrzyni w końcu pochwaliła ich rozwój - tylko po to, by w efekcie Ling boleśnie sprowadziła ją na ziemię. Tym razem nie było inaczej. Z odwróconą w przeciwnym kierunku twarzą Chang westchnęła cicho, do siebie, szybko orientując się jednak, że otaczająca ją kaskada luster zdradziłaby przejaw jakiegokolwiek mimicznego niezadowolenia. Umiejętnie powtrzymała zatem rozkwitający na twarzy grymas. Zamiast tego pokiwała głową, podnosząc się najpierw do siedzącej pozycji, by spojrzeć na mentorkę, wolną dłonią ocierając kropelki potu z czoła. Jej kondycja wciąż wołała o pomstę do Merlina.
- Rozumiem - odparła, choć początek jej wypowiedzi miał brzmieć inaczej; rozciągałam się, pragnęła powiedzieć, w ostatniej chwili zmieniając zaoferowaną ripostę. Dyskusje z surowym osądem Mei były bezpodstawne, mogły jedynie urazić starą mistrzynię, niż ocalić dumę młodej uczennicy. A gdy kobieta sięgnęła po swój wachlarz i podniosła się z fotela, to samo poczyniła Wren, powoli wznosząc się na równe nogi. - To pewnie dlatego, że wciąż bliżej mi do wojownika - przyznała bez wstydu. Jej serce gnało do pojedynków, do walki, nawet teraz, gdy wymaganiem była zmysłowa sensualność. Czarownica przeciągnęła się prędko i rozciągnęła mięśnie stóp, jednocześnie obserwując pokaz zaserwowany przez nauczycielkę. Jej ruchy, gesty i mimika - wszystko składało się na bezbłędne, oczarowujące figury niemal nie z tej ziemi. Przepadała za obserwowaniem jej w akcji. Podobnie zresztą Chuntao, jak kiedyś wyjawił jej bez namysłu, tracąc kontrolę nad lakonicznymi wypowiedziami o prywatności. Zagalopował się, dając pierwsze plony podejrzeniu prawdziwej natury łączącej ich relacji. Ale Wren nie podniosła nigdy tego argumentu. - Ma pani rację, qíngfù... Podobno nie bez przyczyny ulubionym tańcem cesarza Taizonga był Książę Lanling w walce. Wciąż ciężko mi znaleźć, wyczuć tę subtelną granicę - westchnęła, nie zrażała się jednak, nie mogła. To oznaczałoby marnotrawstwo zarówno własnych dotychczasowych działań, jak i lekcji oraz czasu Mei. Po tych kilku miesiącach nauk cel stawał się ich wspólnym horyzontem. Dlatego Wren nie traciła rezonu - pozwoliła płycie rozpocząć melodię na nowo i na nowo rozpoczął się jej taniec. Tym razem próbowała podążać za wymaganiem Mei Ling. Stać się tancerką na polu walki, nie wojownikiem uwikłanym w wojnę. Być niejako duchem panującego rozlewu krwi, tańca życia i śmierci, niż jego bezpośrednim wysłannikiem. A gdy po kilku minutach układ dobiegł końca, zastygła w tej samej pozycji, po dłuższej chwili odchylając głowę i spoglądając niepewnie na kobietę. - Czy teraz było lepiej? - spytała. Czuła, że tak. Ale czuła to wiele razy, dopóki starsza wiedźma nie wyrwała jej dumy z chmur.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]08.10.20 17:51
Mei Ling nie zwykła dawać wielu pochwał. Stara szkoła mówiła, że zbyt częste chwalenie ucznia prowadzi do rozleniwienia, zbyt wielkiej pewności siebie oraz pozbawienia odpowiedniej motywacji. Dążenie do perfekcji było jedną z lepszych motywacji, jaką mógł objąć uczeń. Kilka miesięcy nie wystarczyło, aby osiągnąć poziom równy starszej czarownicy. Pani Ling była jednak pewna, że Wren jest na odpowiedniej drodze, aby osiągnąć odpowiedni poziom. Zapewne za kilka lat, poświęconych na długie ćwiczenia.
- Nie zniechęcaj się, drogie dziecko. Silnego cesarstwa nie buduje się w przeciągu kilku tygodni. Potrzeba długich miesięcy, wielu lat na jego zbudowanie. Podobnie jest z tańcem. Musisz ćwiczyć, pracować nad ciałem oraz własnymi ruchami. Jesteś na dobrej drodze, nie powinnaś się poddawać. -Spokojne słowa uleciały z jej ust na widok dziwnej melancholii, jaka według niej pojawiła się w uczennicy. Ostre słowa miały dodawać motywacji, spokojne tłumaczenia chęci do dalszej praktyki. Jeśli dziewczyna się podda, niezmiernie zawiedzie starszą czarownicę. Ciemne spojrzenie otoczyły jej postać. - Ten taniec nie wymaga jedynie pracy mięśni. Musisz się skupić, wejść w rolę tancerki oraz zapomnieć o byciu wojownikiem. Trwa wojna, nie jest to łatwe lecz nieraz to właśnie piękno sztuki, potrafi najmocniej podnieść na duchu. - Z ciepłym uśmiechem podzieliła się jedną ze skrywanych prawd życiowych. W tych ciężkich czasach ulotne chwile wypełnione pięknem bywały cenniejsze od wszelkiego złota oraz wygranych bitew. W tej kwestii to właśnie kobiety wiodły prym; były uosobieniem piękna, ciepła oraz subtelności którą potrafiły oderwać męskie umysły od bitew, dać im odrobinę wytchnienia oraz motywację do dalszej walki. A Mei Ling skrycie wierzyła, że gdyby nie kobiety wszelkie wojny byłyby przegrane. Panna Chang, jeśli posiadała w swoim otoczeniu walczących mężczyzn powinna wiedzieć, jak nimi kierować; jak nieść ukojenie zszarganym umysłom by pomóc im odnaleźć odpowiednią drogę.
- Nauczę cię Księcia Lanlinga, pokażę Ci różnice między wojownikiem i tancerką oraz przekażę Ci tajemnicę, jaka zawładnęła sercem cesarza Taizong. Może wyniesiesz z niego coś do swego życia. - Odpowiedziała, uznając, że ten układ otworzy kobiecy umysł na życiowe prawdy, wskaże czym winien różnić się wojownik od tancerki, nawet jeśli obie te dwie postacie mieściły się w jednym ciele.
Obserwowała. Uważnie oraz dokładnie śledziła ruchy, jakie wykonywała dziewczyna, a gdy muzyka ucichła, zadowolenie przez chwilę przemknęło przez starczą twarz.
- Lepiej. - Odpowiedziała, po czym wstała, aby wymienić płytę w gramofonie. - Powiedz mi, co wiesz o księciu Lanling. - Poprosiła, chcąc sprawdzić czy jej dawny znajomy przekazał jej to, o co go prosiła. Cicha współpraca dwóch mentorów często była wskazana.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Kamienice mieszkalne - Page 13 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]09.10.20 22:58
Coś w jej wnętrzu zakuło boleśnie na posłyszane określenie. Drogie dziecko. Kiedy ostatnio ktoś wystosował wobec niej podobne słowa? Kiedy ostatnio zrobiła to matka, kiedy ojciec? Babka nazywała ją tak często, dziadek stronił od wszelkiego rodzaju przydomków, a rodzice jej matki, cóż, nie miała z nimi najlepszego kontaktu. Wsłuchała się zatem uważnie w melodię głosu Mei, w jej dodający otuchy komentarz tłumaczący powolne początki każdego mistrzostwa; miała rację, jak zwykle, asymilując mądrości, które Wren przecież doskonale znała, a czasami ulatywały z jej pamięci. Czy nie drobnymi kroczkami, małymi, wyważonymi, wspinała się po szczeblach do swej dzisiejszej kariery? Mniej już ponury uśmiech rozciągnął jej usta gdy skinęła w zgodzie.
- I nie zamierzam się poddawać - obiecała nie tyle mentorce, co sobie samej. Czasem miała dość. Leżała na podłodze zmachana, spocona, czerwona, ledwo dogorywająca po wymagających ćwiczeniach, marząc tylko o tym, by szalone przedsięwzięcie rzucić w diabły. Ale wstawała, brała głęboki oddech, tańczyła dalej - rozciągała mięśnie, by następny dzień okazał się łagodniejszy. - Albo doprowadzić do zguby - dokończyła, gdy Mei myśl uwieczniła myślą optymistyczną. Nie raz piękno kobiecych wdzięków prowadziło do wojen, wzniecało je z ognia pasji i niezrozumienia, a one płaciły cenę w imię pragnących ich mężczyzn. Wznosiły własne imperia, czasem kładąc kres wszystkiemu co istniało wcześniej. To Wren chciała pokazać swoim tańcem.
Gdy zakończyła, ponownie podniosła się z leżącej pozycji - tym razem jednak do klęczek, przyglądając się mentorce z uwagą. A zaraz też z niedowierzaniem. Naprawdę? Usta rozchyliły się w niemym zdumieniu, na chwilę odebrało jej mowę, poczuła bowiem jak na jej ramiona spływa dziwna szczodrość. Może na nią nie zasłużyła, a może tak - decyzja należała tylko i wyłącznie do pani Ling, lecz jej podjęcie smakowało abstrakcją. Tamten taniec tańczyła dla Taizonga Wu Zhao, później Wu Zetian; czy to było możliwe, by pewnego dnia zatańczyła go również zwykła Wren Chang?
- Myśli pani, qíngfù, że jestem na to gotowa? Już teraz? Ja... Chyba bałabym się sprofanować ten taniec - przyznała z kwaśnym wstydem wkradającym się do melodii jej głosu. Nieczęstym do zaobserwowania niedowierzaniem we własne umiejętności. Nie chciała podważać decyzji Mei, jej wspaniałomyślności - broń Merlinie, lecz nie chciała też jej rozczarować. Ostatnie tygodnie sprawiły, że dość mocno przywiązała się do obecności kobiety. Jej mentorstwa. Jej nauk. Co jeśli uzna, że Wren rzeczywiście zmarnowała tylko ich wspólny czas, bo nic trudniejszego nie było możliwym do wykrzesania z jej mięśni? Czarne oczy błysnęły koncentracją, brwi ściągnęły się w zamyśleniu a dłonie ułożyły na kolanach. Wyprostowała plecy. - Książę Lanling był nieustraszonym, najzdolniejszym generałem swoich czasów - zaczęła, przypominając sobie lekcje chińskiej historii zasięgnięte od Chuntao przy okazji szlifowania języka. - Jednocześnie był piękny. Smukłej budowy, o łagodnej twarzy - dlatego na polu walki przywdziewał okropną maskę, by zasiać strach w swoim przeciwniku. Symbol maski pojawia się też w jego tańcu - oprócz wachlarza dodawano zatem kolejny enigmatyczny element budujący atmosferę legendy przekazywanej przez choreografię. - Swoją popularnością i sukcesem wzbudził strach w jego bracie, cesarzu. Podejrzenia. W obawie o utratę władzy cesarz wysłał mu beczkę zatrutego wina, przez wypicie którego książę Lanling stracił życie. Legenda mówi, że wiedział. O lęku brata, o tym, że ten planuje go zgładzić. I popełnił samobójstwo, aby ukoić tę niepewność - poświęcenie, którego nie rozumiała. Którego smaku nie znała. Ale czy było to prawdą - tego nie wiedział już nikt. Historia zatarła bowiem wszelki ślad po rzeczywistych wydarzeniach, pozostawiając jedynie ich obrys, cienki, rozmazany, niepewny. - Cztery lata po jego śmierci cesarstwo upadło. Bo nie istniał już najzdolniejszy generał, by je obronić - zakończyła w końcu, przechylając głowę do boku. Miała nadzieję, że niczego nie pogmatwała, ale na to raczej - szczęśliwie - nie wyglądało.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]10.10.20 19:42
Cień uśmiechu zamajaczył na ustach starej czarownicy. Na tę chwilę potwierdzenie znajdujące się w jej słowach wystarczało, by prowadzić dalej lekcję oraz poświęcić dziewczynie więcej czasu. Czas pokaże, co będzie dalej; czy dziewczyna nie zaniecha nauki oraz wykaże odpowiednie zainteresowanie oraz poświęcenie, by poznawać dalsze tajemnice związane z nauczaną przez nią sztuką. Pewnych rzeczy nie dało się przewidzieć, póki jednak chciała się uczyć, słuchała oraz nie zaniedbywała pracy nad doskonaleniem umiejętności, Mei Ling miała zamiar ją uczyć.
Na twarzy starszej czarownicy pojawiło się zamyślenie, a samą odpowiedź przeciągnęła odrobinę, pozwalając niepewności wejść w jej żyły. Podobało jej się, że miała obiekcje - to oznaczało, że nie jest nazbyt przesadnie pewna siebie. Dobrze, nawet bardzo dobrze.
- Nie pojmiesz go podczas jednej lekcji. To skomplikowany układ, możesz zacząć go poznawać. - Odpowiedziała spokojnie. Doskonale wiedziała, ile czasu zajmuje poznanie skomplikowanego układu. Potrzeba było czasu; zrozumienia historii jaką pokazywał oraz emocji, jakie winien ze sobą nieść. Jednocześnie był najlepszym przykładem, na którym dziewczyna mogłaby odróżnić ruchy wojownika od ruchów tancerki.
Wsłuchiwała się w słowa, jakie wypowiadała dziewczyna, delikatnie kiwając głową. Opowieść piękna, lecz nie jasna. Mei Ling powiodła ciemnym spojrzeniem po postaci panny Chang.
- Co o Tym sądzisz? Książę Lanling popełnił samobójstwo czy dał się otruć? Jak Ty postąpiłabyś na miejscu cesarza? Poświęciłabyś brata w imię swoich rozterek? Co zrobiłabyś, jeśli byłabyś księciem Lanling otrzymującym informacje o niepewności brata? - Spytała poważnym, niemal oficjalnym tonem. Pytania były podchwytliwe, co do tego nie było wątpliwości. Mei Ling chciała poznać serce Wren. Sprawdzić, czy będzie w stanie zrozumieć istotę tego tańca ze strony tancerki, nie wojownika. Spojrzeć na historię oczami kobiety - subtelnej, odrobinę tajemniczej, ciepłej... Nie oczami mężczyzny, którymi uczennica często zdawała się patrzeć na otaczający ją świat.
A gdy udzieliła odpowiedzi, stara czarownica rozpoczęła lekcję. Jeśli odpowiedziała poprawnie, Wren miała okazję poznać kilka podstawowych figur opowieści o Księciu Lanling, lecz jeśli jej odpowiedź nie zadowoliła nauczycielki, przyszło jej poznać ćwiczenia, mające odpowiednio rozciągnąć jej ciało, aby było przygotowane do dalszych lekcji.


| zt. dla Lusterka


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Kamienice mieszkalne - Page 13 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]10.10.20 20:23
Skinęła wdzięcznie, rozumiała, później wsłuchując się w szereg pytań okraszonych spokojnym głosem mentorki. Ciemne brwi zmarszczyły się delikatnie, lekko, sugerując idący za jej ciekawością kondukt myśli mających zaoferować szczerą, niezabarwioną fałszem odpowiedź. Nie musiała kłamać w obecności Mei - niewiele przyniosłoby to dobrego w ogólnym rozrachunku, a i sama kobieta nie była jej wrogiem, nie ingerowała w żadną z zakazanych sfer, domagając się tego, czego Wren nie była skora zaoferować. Łączyła je zupełnie inna relacja, pełna bijącego od uczennicy szacunku, zasłużonego, okupionego bólem nieprzystosowanych mięśni, potem spływającym po smukłym ciele i finalnie budowanym krok po kroku pięknie ruchów, które powoli zaczynała dostrzegać w widocznym przed sobą lustrzanym odbiciu. Czarownica odchrząknęła cicho, zbierając swoje przemyślenia w jednolitą całość i ponownie spojrzała na nauczycielkę.
- Myślę, że wiedział o zamiarze brata; że wypił sprezentowane wino z pełną świadomością trucizny - przyznała, przechyliwszy lekko głowę do boku. Spekulowały, oczywiście, nie istniał przecież żaden sposób, by hipotezy zweryfikować, ale Wren coraz chętniej pozwalała sobie kroczyć ścieżkami zamierzchłych legend, o których lata temu opowiadali jej dziadkowie. Nie wszystko wówczas rozumiała, zbyt młoda, by pojąć targające ich bohaterami emocje, dziś czyniła to jednak bez większego trudu. - By chronić kraju tak jak robił to książę Lanling, trzeba w niego wierzyć. Również w człowieka, który stoi na jego czele, monarchę. Skoro był gotów w imię ojczyzny zginąć na polu walki tyle razy, to naturalne, że poświęciłby się także w czterech ścianach swojej posiadłości - mówiła spokojnie, wysnuwała wnioski, odrobinę niepewna, czy z takowymi zgadzała się jej mentorka, ale chwila weryfikacji dopiero miała nadejść. Miały czas. Dużo czasu. Na rozgrzewkę i podwójną prezentację wyuczonego układu poświęciły go dotychczas niewiele, czarownica wiedziała zatem, że spora część lekcji jeszcze przed nimi - a rzadko kiedy rozmawiały o historii tak pięknej, jak dzieje uwiecznionego przez przeszłość księcia. - Ale czy ja posłałabym swojego brata na śmierć... Nie, raczej nie - brwi ściągnęły się odrobinę mocniej. - Nie brata, który przelewa krew w imię dobra moich ludzi. Nie brata, który świadomie usuwa się w cień, by ukoić mój niepewny umysł. Jeśli nie tym jest braterska miłość, poświęcenie, czym jest? - Jej myśli na moment zawędrowały tam, gdzie nie powinny. Do Friedricha, do Daniela, do powoli odbudowywanej przez nich więzi zakopanej przez kłamstwa rodziców i nieprzychylność losu. Nie mogła jednak myśleć o nich zbyt długo, nie takie miała zadanie - szybko zatem powróciła na ziemię, ponownie spoglądając na Mei. - Nie wiem, qíngfù - przyznała na ostatnie z pytań kobiety. - Wybór księcia wydawać by się mógł słuszny, ustąpił bratu, pozwolił mu odzyskać pewność, ale... To doprowadziło do upadku dynastii - skwitowała myśl westchnieniem, na podobne dylematy winny poświęcić dużo więcej godzin nad zieloną herbatą, waga podejmowanych przez jednostkę decyzji była przecież kolosalna, a przyszłość kapryśna.
Test starszej tancerki dobiegł końca, gdzieś w jej oczach zatliło się zadowolenie - i przez następne kilkadziesiąt minut ćwiczyły podstawowe ruchy otwierające choreografię zapomnianego przez Chiny tańca.

zt :pwease:



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]17.10.20 2:37
16 lipca 1957 roku

Ekscytacja błyszczała w szaroniebieskim spojrzeniu, gdy wraz z Belviną przemierzała ulicę Pokątną. Kroki alchemiczki kierowały się w znane rejony, mimo iż czarodziej, z którym przyjdzie im się spotkać, znany był jej jedynie z widzenia. Znajomości wuja Boyle ponownie okazały się być pomocne, nawet jeśli nie wiedział, czemu potrzebowała niektórych informacji. Stary pijak z pewnością by tego nie pojął.
- Mężczyzna nazywa się Clayton Locket. Ma dwadzieścia osiem lat. Kilka dni temu jadł kolację z rodzicami swojej narzeczonej, od tamtego czasu towarzyszą mu potężne migreny. Z tego co mi wiadomo, matka dziewczyny za nim nie przepada, trzpiotka ma ledwie osiemnaście lat. - Zaczęła przyciszonym głosem, owijając dłoń wokół ramienia przyjaciółki, aby jej głos dotarł jedynie do jak najmniejszej ilości uszu, nawet jeśli pozornie mogły być dwiema uzdrowicielkami, ruszającymi na pomoc poszkodowanemu mężczyźnie. - Jestem niemal pewna, że była to trucizna. W dodatku całkiem prosta do przyrządzenia. Pracuje dla wuja, a Clayton zgodził się wziąć udział w naszym małym teście, o ile pomożemy mu pozbyć się migreny. - Uczciwa cena, o trzeba było mężczyźnie przyznać. Panna Burroughs była pewna, że Belvina doskonale poradzi sobie z tym zadaniem. Była pewna, że panna Blythe jest jedną z niewielu osób, którym przyszło poznać to, czym zajmują się jej najbliżsi. Parszywy Pasażer był bardziej jej, niż mogłoby się pozornie zdawać. A ona nie była skora, aby dzielić się tym faktem.
Mijając księgarnię skręciła w dróżkę, prowadzącą na jedno z podwórek. Uważnie powiodła wzrokiem po dość zaniedbanej kamienicy, wyszukując odpowiedniego numeru. - To tutaj. - Ruchem podbródka wskazała odpowiednie drzwi, po jako pierwsza przekroczyła ich próg. Klatka schodowa zdawała się wcale nie odstawać od podwórka, będąc równie zaniedbaną oraz brudną. Stukot pantofelków wybrzmiał w niewielkim pomieszczeniu, gdy przyszło im wspiąć się dwa piętra w górę. W końcu stanęły przed odrobinę obdrapanymi drzwiami. Frances uniosła ostrożnie dłoń, by delikatnie w nie zapukać, po czym powiodła szaroniebieskim spojrzeniem do towarzyszącej jej czarownicy. Miejsce nie wyglądało na przyjemne, musiały jednak jakoś to znieść, by móc sprawdzić owoce swojej pracy.
Kilka chwil później drzwi otworzyła im starsza, przygarbiona czarownica.
- Dzień dobry, pani Locket! Przyszłyśmy do Claytona, to moja przyjaciółka, Belvina. Jest znakomitą uzdrowicielką. - Z ciepłym uśmiechem na wargach, przyjaznym tonem eteryczna blondynka przywitała się z matką mężczyzny.
-Wchodźcie, wchodźcie kochanieńkie! - Starsza czarownica widocznie rozpromieniała na widok dwóch kobiet. Wiedziała, że mają przynieść odpowiednią pomoc umęczonemu synowi. I tym razem panna Burroughs przeszła pierwsza przez próg, podążając za starą czarownicą do niewielkiego saloniku. Samo mieszkanie było skromne, lecz niebywale czyściutkie. Szaroniebieskie spojrzenie niemal od razu spoczęło na twarzy czarodzieja siedzącego na fotelu.
- Cześć, Clayton! Pamiętasz mnie, prawda? I wiesz, po co tu jestem? - Zaciekawienie błysnęło w szaroniebieskich oczach. Łysy czarodziej skrzywił pod wąsem, słysząc jej głos. Widać migrena nie dawała mu spokoju.
-Nie krzycz, Boyle wszystko mi mówił. - Odparł wyraźnie zmęczonym głosem. Frances gestem zachęciła Belvinę, aby weszła głębiej, samej zasiadając przy niewielkim stoliczku. Z torby wyjęła kawałek pergaminu, pióro oraz kałamarz.
- Belvino, czy mogłabyś przeprowadzić najpierw normalną diagnozę? Abyśmy miały pewność, że poszukujemy właśnie tego. - Poprosiła uzdrowicielkę ciepłym, przyjaznym tonem, rozpoczynając zapisywanie notatek zgrabnym, eleganckim pismem.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]03.11.20 21:53
Podążając krok w krok z młodą alchemiczką, rzucała jej co pewną chwilą, krótkie spojrzenie pełne rozbawienia. Widziała jej ekscytację, która bawiła ją szczerze, ale rozumiała dziewczynę. To był jej projekt, jej badania i fakt, że powoli chylił się ku końcowi, musiał budzić zniecierpliwienie. Końcowe efekty zawsze były tymi najbardziej wyczekiwanymi i Bel miała okazję obserwować już podobne zachowania u swego mentora, który będąc równie ambitnym człowiekiem prowadził wiele badań, gdy dodatkowo przyuczał ją do zawodu uzdrowiciela. Dzięki niemu dostała solidne podstawy, aby obecnie móc swobodnie pracować, posiadając pewność w tym co robi, ale również, aby służyć swą wiedzą innym. W taki sposób jak miało to miejsce obecnie, gdy pomagała Frances w kwestiach stricte anatomicznych. Podobało jej się to, dlatego też coraz częściej zastanawiała się czy nie podjąć się jakiś badań na własną rękę, lecz przeczuwała iż rozciągnęłoby się to nieznośnie w czasie, aż niczego by nie dokończyła, pozwalając, by na zapiskach osiadł kurz.
Przeniosła ponownie spojrzenie na towarzyszącą dziewczynę, kiedy ta odezwała się, aby nakreślić sytuację i podać wstępne informacje o pacjencie do którego dziś zmierzały, a który dodatkowo miał zostać królikiem doświadczalnym. Spięcie miedzy rodzicami młodej, a wybrankiem jej serca, zdawało się odpowiednim powodem, aby podać mu coś. Szczęście w nieszczęściu, że zażycie trucizny miało swoje skutki, tylko w taki sposób. Migreny chociaż uciążliwe, można było zwalczyć w dość prosty sposób.- Ma wyjątkowo pomysłową przyszłą teściową, ale nie zwiastuje to dobrze na przyszłość.- podjęła lekkim tonem. Zastanowiła się nad objawami, przypominając sobie wszystkie trucizny, które znała i potrafiła uwarzyć. Znała dwie i obie pasowały z tego, co wnioskowała ze słów alchemiczki.
- Mówisz, eliksir. Caput czy eliksir Hanka Overa? – rzuciła, zerkając na nią z delikatnym uśmiechem.- Oba są proste i całkiem łatwo je dostać… czy jednak źle celuję? – nie wątpiła, że panna Burroughs posiadała imponującą wiedzę w zakresie alchemii, a mało tego, pewnie miała już konkretną odpowiedź, lecz zamiast powiedzieć wprost, dała jej wskazówki. Wiedziała co nieco o rodzinie Frances, ale nie oceniała jej przez ten pryzmat. Bliscy czasami odbiegali mocno od tego, jaka była dana jednostka, sama była przecież tego przykładem. Wśród Blythe nie spotykało się uzdrowicieli, a już na pewno kobiet, które tak jak ona ponad wszystko chciała być niezależna i mimo mijających lat oraz niezadowoleniu rodziny, ani myślała zmieniać sposobu życia.
Podążyła za Fran, a im bliżej były celu, tym bardziej trzymała się nieco z tyłu. To nie tak, że otoczenie odbierało jej pewność siebie, lecz to młodsza dziewczyna była w okolicy bardziej swoja. Poza tym znała ludzi, do których szły, dlatego wolała dać jej prowadzić. Zerknęła na budynek do którego chwilę później weszły, a zatrzymując się przed drzwiami, pochwyciła spojrzenie towarzyszki. Kąciki jej ust uniosły się minimalnie, gdy nie próbowała ukryć uśmiechu, a względem kolejnych minut była nastawiona dość optymistycznie. Uśmiech poszerzył się znacznie, gdy w zasięgu wzroku znalazła się starsza czarownica.
- Dzień dobry.- przywitała się, nadając własnemu głosowi łagodniejszego brzmienia, co robiła wręcz odruchowo w pracy, mając do czynienia z bliskimi pacjentów. Jej podejście często odbijało się na tym jak zachowali się inni, czego miała świadomość. Podążyła za kobietami, przechodząc przez niewielkie mieszkanie, ciemne tęczówki błądziły lekko po otoczeniu, a przynajmniej póki nie znalazły się w pokoju. Skupiła uwagę na mężczyźnie, zauważając już na pierwszy rzut oka, że obecny stan musiał mu mocno dokuczać, co tylko potwierdził w słowach, jakie skierował do Burroughs. Podeszła do niego bliżej, aby ustalić wstępnie, co mu dolegało. Badanie było proste, standardowe, wykonywane dzień w dzień w murach szpitala na każdym oddziale bez wyjątku. Niby nie pracowała na zatruciach, ale urazy pozaklęciowe dostarczały równie wiele różnych przypadków, a od pewnego czasu również poza pracą stykała się z nowymi typami obrażeń do których podchodziła z większa już rezerwą.- Poza silnym bólem dolega ci coś więcej? Jakieś objawy, które pojawiły się z czasem? – spytała nieco ciszej. Wpierw, dostrzegła, że źrenice mężczyzny są mocno zwężone, ale to nie dawało jasnej odpowiedzi, co mu dolega.- Jeśli możesz opowiedz co działo się przed tym, jak pojawiła się migrena. Wszystko co było nietypowe.- poprosiła, bo to często mogło naprowadzić na konkretną przyczynę. Przysłuchiwała się monologowi Claytona, gdy opowiadał jej, robiąc w tym czasie swoje i składając wszelkie objawy w całość.- Ból nasila się w chwili, gdy próbujesz się pochylić? – pokiwała powoli głową, gdy uzyskała odpowiedź twierdzącą. Wiedziała jakie zaklęcie pomogłoby, ale dziś chciała zobaczyć, jak poradzi sobie mikstura nad którą pracowały. Jeśli wskaże to samo, co właśnie wywnioskowała, były na dobrej drodze.
Obejrzała się na Frances, posyłając jej lekki uśmiech.
- Możemy próbować, wszystko pasuje do twoich podejrzeń, więc czas sprawdzić co pokaże nam eliksir.- wyjaśniła.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]06.11.20 19:21
Panna Burroughs wzruszyła delikatnie ramionami na słowa, jakie padły z ust uzdrowicielki.
- Nie, nie koniecznie pomysłową. To całkiem oklepane, ja na jej miejscu sięgnęłabym po inne specyfiki. - Stwierdziła lekko, bez większych emocji w jej głosie. Mieszkając w dokach bardzo często przychodziło jej przyrządzać najróżniejsze trucizny, zamawiane u wuja Boyle przez najpodlejsze z możliwych typów. Pozwalało jej to dorobić do utrzymania, zebrać pieniądze na leki matki oraz powiększyć oszczędności, dzięki którym teraz mogła zamieszkiwać wygodny domek na Szafirowym Wzgórzu. Wielu chętnie używało trucizn do rozwiązywania problemów, niewielu jednak chętnie je przyrządzało… Bądź posiadało wiedzę, jak przyrządzić te silniejsze specyfiki. Elisksilarna wiedza panny Burroughs była rozległa, nie ograniczająca się jedynie do jednego rodzaju eliksirów.
- Caput, z pewnością. Eliksir Hanka Overa przypomina bardziej kaca, raczej nie zaniepokoiłby typa, pracującego w portowych dokach. - Symptomy wskazywały na pierwszy z eliksirów. Frances była pewna, że działania drugiego eliksiru mężczyzna nie zauważyłby przez kolejny tydzień. Chłopcy pana Boyle nie wylewali za kołnierz, tak samo i sam pan Boyle.
Eteryczne dziewczę uważnie prowadziło pannę Blythe kolejnymi uliczkami, by w końcu znaleźć się w odpowiednim podwórku, odpowiedniej kamienicy oraz, finalnie, odpowiednim mieszkaniu. Panna Burroughs miała nadzieję, że jej wstępne założenia okażą się prawdziwe - nie była uzdrowicielem, swoje założenia bazując głównie na posiadanej przez siebie wiedzy powiązanej z alchemią. Działania wszystkich, znanych eliksirów, mając wykute na pamięć.
Panna Burroughs założyła nogę na nogę, by zgrabnym, eleganckim pismem zapisywać przebieg wydarzeń, podczas przeprowadzania testu. Uważnie zapisywała wszystkie słowa, jakie padały z ust zaprzyjaźnionej uzdrowicielki ale i Claytona, mającego niezmiernie przysłużyć się w ich sprawie.
-Nie, tylko ten cholerny ból głowy. - Mężczyzna odpowiedział cicho, krzywiąc się przy każdym słowie, jakie opuszczało usta uzdrowicielki. Wyraźnie niezadowolony z zbyt głośnych słów, opuszczających jej usta. -Byłam na kolacji u przyszłych teściów. Wszystko było normalnie ale później złapała mnie migrena… I do tej pory nie chce odpuścić. Nic innego, nietypowego się nie działo. - Mężczyzna odpowiedział na pytania uzdrowicielki, najwidoczniej nie mając zamiaru utrudniać im przeprowadzenia testów. Wiedział, że gdy już sprawdzą to, co musiały sprawdzić otrzyma odpowiednią pomoc - to było częścią zawartej umowy.
Skinieniem głowy potwierdził przypuszczenia uzdrowicielki, umęczonym spojrzeniem wodząc między jedną a drugą kobietą. W tym czasie panna Burroughs uważnie zapisywała wszystkie ich słowa oraz przygotowywała kolejne rubryczki przeznaczone na notatki. Pamięć bywała zgubna, przez co eteryczna alchemiczka uwielbiała mieć odpowiednio sporządzone notatki, zawierające wszystkie, najpotrzebniejsze detale, jakie mogła potrzebować przy późniejszych etapach tworzenia eliksiru.
Uśmiechnęła się delikatnie do uzdrowicielki, by ze swojej torby wyjąć fiolkę eliksiru. Uważonego wedle przygotowanej wcześniej receptury, mającego ukazać, czy wszystkie założenia jakie przyjęły we wcześniejszych etapach były poprawne.
- Jeśli podano ci truciznę, Claytonie, Twoje dłonie wybarwią się na niebiesko. Nie musisz jednak niczego się obawiać, kolor zniknie maksymalnie po pół godziny. Jeśli odczujesz nudności, zawroty głowy bądź jakiekolwiek inne odczucia, odbiegającego od tego, jak czujesz się w tym momencie, proszę poinformuj nas o tym. - Po tych słowach wstępu, panna Burroughs wstała ze swojego miejsca by podejść do mężczyzny i podać mu fiolkę.
Clayton Locket przyjął ją od blondynki. Wahał się przez chwilę, szybko jednak przypominał sobie o zawartej z pracodawcą umowie, po czym wychylił zawartość fiolki na raz. -Wypite do dna. - Poinformował kobiety, po czym ułożył dłonie na blacie stołu, by były widoczne obu parom zaciekawionych oczu, zerkających w jego kierunku.
- Wspaniale. - Zawyrokowała Frances, wracając na swoje miejsce aby zgrabnym pismem zapisać godzinę spożycia eliksiru. - Za dwie, trzy minuty działanie powinno być już widoczne. - Rzuciła w kierunku Belviny, rzucając jej krótkie spojrzenie. Miała nadzieję, że test przejdzie dokładnie tak, jak powinien, a panna Blythe zareaguje, gdyby stan króliczka doświadczalnego przypadkiem się pogorszył… Była jednak niemal pewna, że do tego nie dojdzie - zbyt wiele godzin spędziła na długich obliczeniach.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]14.11.20 19:29
Spojrzała z uwagą na idącą obok alchemiczkę.
- No proszę, taka zdolna i jeszcze ma zadatki na trucicielkę.- szepnęła, aby te słowa nie dotarły do nikogo poza towarzyszącą jej dziewczyną. Nie oceniała jej w żaden sposób, wiedząc, że czasami trzeba było sięgnąć po pewne środki, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo bądź pozbyć się kogoś przeszkadzającego. Co prawda nie popierała pozbywania się w takowy sposób wszystkich problemów, lecz czasami innego wyboru nie było.- Ile jeszcze ukrywasz, Frances Burroughs? – spytała zaciekawiona ów kwestią. Znała Fran, dobrze, wiedziała o niej dużo i vice versa, a jednak nadal były rzeczy, które wychodziły na światło dzienne w taki przypadkowy sposób.
Słysząc sprostowanie względem trucizny, pokiwała głową. Dobrze obstawiała przy tak znikomych wiadomości względem stanu ich królika doświadczalnego i wahając się jedynie odrobinę przy tych dwóch. Skutki wielu trucizn miała okazję obserwować, ale nie wątpiła, że równie dużo jeszcze jest dla niej do poznania. Może nie powinna, ale miała nadzieję, że nadrobi ów wiedzę z główną korzyścią dla samej siebie. Nie było to pewnie zbyt szlachetne z punktu widzenia uzdrowiciela, ale w tym przypadku mniej ją to obchodziło… ostatnim czasy, nieco inaczej spoglądała na pewne rzeczy.
Dałaby wiele za jak największą ilość tak współpracujących pacjentów, odpowiadających konkretnie, aby uzyskać szybką diagnozę i koniec końców pomoc, po którą przyszli. Rzeczywistość była jednak brutalniejsza, ale przez parę lat pracy nauczyła się radzić sobie w każdych okolicznościach. Analizując wnioski, jakie wyciągnęły podczas rozmowy w drodze na miejsce oraz tego, co opowiadał sam cierpiący, nie miała wątpliwości, co powodowało jego stan. Objawy pasowały idealnie, więc pozostawało jedynie obserwować, jak zareaguje stworzona mikstura i tym samym czy potwierdzi jej wnioski. Pokładała duże nadzieje w tym, co stworzyły, najprawdopodobniej tak samo wielkie, jak alchemiczka siedząca obecnie z boku i skrupulatnie zapisująca każde słowo. Popierała owo podejście, gdy pewne fakty mogły uciec w trakcie, a pergamin był lepszym źródłem niż pamięć.
Słuchała z uwagą, gdy Frances zaczęła wyjaśniać Claytonowi, co teraz nastąpi. Pół godziny to był idealny czas, nie za długi i nie za krótki, gdy ów specyfik miał zostać podany w murach szpitala. Zniknie, nim uzdrowiciele uporają się z problemem, lecz pozwoli na szybkie konsultowanie przypadku pomiędzy oddziałami, gdyby zaszła taka potrzeba. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, pannie Burroughs należały się spore gratulacje, za odpowiednie określenie czasu wchłonięcia się nietypowego koloru.
Kącik jej ust drgnął minimalnie, gdy mężczyzna wychylił zawartość fiolki na raz. Spojrzała na Fran, kiwając delikatnie głową, kiedy padła informacja ile mniej więcej czasu zajmie nim eliksir zacznie działać. Zerknęła kontrolnie na zegar, aby mieć pogląd, jak mikstura zachowa się faktycznie, względem określonych przez alchemiczkę minut.
Odliczając kolejne sekundy, uśmiechnęła się z pewnym zadowoleniem, widząc, jak dłonie mężczyzny nieśmiało nabierają innego odcienia. Uniosła wzrok na twarz mężczyzny, szukając jakichkolwiek oznak, że cokolwiek mogło być nie tak, ale poza lekkim grymasem, który towarzyszył mu od początku, wszystko zdawało się iść dobrze. Mimo to sięgnęła po różdżkę, obracając ohię w palcach.- Wszystko w porządku – stwierdziła cicho, chociaż brzmiało to odrobinę jak pytanie, wypowiedziane ledwie szeptem.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]16.11.20 23:06
Delikatny uśmiech wyrysował się na malinowych ustach dziewczęcia.
- Więcej, niż mogłabyś przypuszczać. - Odpowiedziała jedynie, delikatnie wzruszając wątłymi ramionami. Lubiła uzdrowicielkę, w pewien sposób nawet jej ufała, nie dostatecznie jednak aby odkryć wszystkie, skrywane przez nią karty. Wiele rzeczy nie miała jej okazji powiedzieć, wiele zbyt przykrych, aby wspominać je podczas przerwy w korytarzach Munga bądź zakątkach najróżniejszych herbaciarni. Zapewne dzień, gdy w końcu się otworzy nadejdzie, ciężko było jednak stwierdzić w którym dokładnie momencie. Obecnie jej myśli pochłaniał projekt, jakiego się podjęły. Test oraz ukończenie specyfiku.
Spotkanie zdawało się przebiegać dokładnie tak, jak powinno - Clayton nie stawiał większych oporów, wyraźnie zmęczony bólem, jaki dokuczał mu od kilku dni. Frances miała wrażenie, że w tym momencie zgodziłby się na wszystko, byleby pozbyć się bólu. Dziewczyna zdawała się go rozumieć, doskonale wiedząc, że taki rodzaj bólu z pewnością jest uporczywy.
Potulność oraz posłuszność mężczyzny działały na ich korzyść, pozwalając dokładnie sprawdzić działanie eliksiru, jaki udało im się opracować. Panna Burroughs miała nadzieję, że dobrze opracowały wszystkie dane, a jej udało się dokładnie dobrać wszystkie ingrediencje oraz czynnik magiczny, znajdujący się w eliksirze. Dzisiejszy test miał sprawdzić, czy mikstura faktycznie przynosiła takie działanie, jakie dokładnie zaplanowały.
Uśmiechnęła się delikatnie, gdy wyłapała spojrzenie towarzyszącej jej czarownicy. Ledwie niewielka chwila dzieliła je od dowiedzenia się, jak dobrze wykonały swoją pracę nad eliksirem. Szaroniebieskie spojrzenie błysnęło ekscytacją, gdy pierwsze oznaki działania eliksiru nieśmiało pojawiły się na spracowanej skórze Claytona. Powoli zmieniała kolor z różowawego na delikatnie niebieski. Eteryczna alchemiczka spisała dokładnie czas, po którym pojawiła się pierwsza reakcja oraz wszelkie spostrzeżenia, do jakich mogła dość biorąc pod uwagę alchemiczną część badań, jakie przygotowała.
- Jak się czujesz? - Spytała, przenosząc szaroniebieskie spojrzenie wprost na buzię towarzyszącego im mężczyzny. Fakt, iż jego dłonie zaczynały barwić się na niebiesko był jedynie połową sukcesu. Frances obawiała się, że mikstura może wywołać jakieś skutki uboczne, o których istnieniu mogły jeszcze nie wiedzieć.
- Nie wiem, głowa mnie boli i nie mogę się skupić… - Clayton mruknął, spojrzenie wbijając w swoje dłonie. Ciche westchnienie wyrwało się z ust eterycznego dziewczęcia.
- Belvino? Mogłabyś sprawdzić, czy u Claytona pojawiają się jakieś oznaki skutków ubocznych? To bardzo istotna kwestia. - Poprosiła, przenosząc spojrzenie ba buzię towarzyszące jej uzdrowicielki. Musiały to sprawdzić nim podejmą decyzję o zakończeniu projektu i wypuszczeniu środka w obieg. Panna Burroughs ujęła w dłoń pióro, aby móc zanotować obserwacje panny Blythe.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]24.11.20 23:11
Uniosła kąciki ust, spoglądając na dziewczynę, gdy padła odpowiedź, niezdradzająca niczego ani jednego drobnego szczegółu. Nie naciskała, wiedząc, że pewne rzeczy musiały pozostać słodkimi tajemnicami, które pewnego dnia mogą wypłynąć, a dokładniej, kiedy zaufanie stanie się pewniejsze. Przecież sama skrywała pewne rzeczy, komentowała ciszą przypuszczenia lub tkała ciche kłamstwa, aby zbyć dociekliwe osoby, wchodzące za bardzo w jej prywatność. Na całe szczęście ci, którzy znali ją dość dobrze wiedzieli, że zawsze przyjdzie moment, gdy będzie chciała mówić sama z siebie.
Czekając na efekt podanego eliksiru, wierzyła, że żadna się nie pomyliła, a wszelkie wyliczenia oraz analizy okażą się słuszne. Frances była na to zbyt zdolna, a Ona za dobrze znała ten zakres anatomii, aby popełnić niespodziewany błąd. Tylko dlatego bez wahania zgodziła się pomóc, mając świadomość, że to jakiej pomocy potrzebuje alchemiczka, wpisuje się w zakres jej znany. Obserwowała mężczyznę, gdy grzecznie wychylił zawartość fiolki, a później ułożył dłonie przed sobą, aby widziały wszystko… każdą drobną zmianę. Mimo wszystko spoglądała z coraz większą nerwowością na zegarek, gdy nietypowy kolor wyjątkowo leniwie nabierał na intensywności. Sukcesem było, że wyraźnie działał, lecz czas, jakiego potrzebował, sprawiał, że nabierała odrobiny wątpliwości. Czasami każda sekunda była istotna i nie należało ich tracić. Miała nadzieję, że dopracowanie tego elementu nie będzie trudne, zwłaszcza, że później chciała poruszyć z przyjaciółką ów kwestię.
Kontrolnie sprawdziła stan mężczyzny tuż po pierwszych zmianach spowodowanych miksturą, by w razie niespodziewanej reakcji zareagować wystarczająco szybko. Jednak wszystko zdawało się nadal dobrze, a jedyne co mu dokuczało to nieznośny ból głowy. Ponownie skupiła wzrok na zegarze, podążając ciemnymi tęczówkami za wskazówką, odliczając kolejne sekundy, az do pełnej minuty i dalej.
Zerknęła na Frances, gdy padło pytanie i brak konkretnej odpowiedzi.
- Brak skupienia to skutek, przeciągającej się migreny. Im dłużej będzie trwała, tym stan się pogłębi.- sprostowała słowa mężczyzny, aby Frances nie podciągnęła tego pod skutki podanego parę minut temu eliksiru. Organizmy różnie radziły sobie z truciznami, ale również z objawami, które towarzyszyły zażyciu. Kwestia zatruć nie była czymś, czym zajmowała się codziennie, lecz wytłumianie dokuczliwych objawów, było już czymś powszechnym. Zbliżyła się znów do Claytona i ponownie wykonała ten sam schemat badania. Przyjrzała się tęczówką mężczyzny, sprawdzając reakcję na światło, jednak ból ograniczał szybkość reakcji dlatego nie przejęła się tym konkretnym objawem. Przyjrzała się również skórze na rękach w miejscu, gdzie doszło do zmiany koloru, upewniając się, że nie wystąpiło żadne podrażnienie.- Wszystko jest dobrze. Żadnych zmian, które powinny niepokoić. Organizm reaguje neutralnie na podaną miksturę, brak oznak alergicznych. Odrobinę spowolniony ruch źrenic, lecz tak jak mówiłam to wynik długotrwałego bólu.- wyjaśniła, aby Frances mogła to zapisać, jeśli tylko chciała.
Przeniosła spojrzenie na dziewczynę, z którą przeprowadzały ten mały eksperyment.
- Poczekajmy jeszcze kilka minut, powtórzę badanie. Później poczekamy, aż kolor zniknie i zrobię to jeszcze raz. Chce mieć pewność, że nic nie zaskoczy Nas ani Claytona.- oczywiście na koniec zamierzała pozbyć się również uciążliwego bólu głowy, lecz z tym trzeba było jeszcze chwilę się wstrzymać.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]25.11.20 8:25
Eliksir widocznie działał.
A to oznaczało połowę sukcesu w ich pracy naukowej. Fakt, iż kolor powoli zaczynał pojawiać się na dłoniach mężczyzny oznaczał, że pannie Burroughs udało się opracować odpowiednią recepturę, na podstawie wszystkich, dokładnie opracowanych danych. W spojrzeniu eterycznego dziewczęcia było to niezmiernie dużym sukcesem - opracowanie receptury było zadaniem o wiele trudniejszym, niż jej dopracowanie, przynajmniej w pojęciu Frances. Miała nadzieję, że Belvina wyjawi jej wszelkie wątpliwości bądź spostrzeżenia związane z pracą eliksiru, jakie mogły pojawić się z punktu widzenia uzdrowiciela, pracującego z pacjentami każdego dnia.
Blondynka uśmiechnęła się lekko, gdy słowa Belviny doleciały do jej uszu.
- Dobrze. - Odpowiedziała, chcąc dać znać towarzyszce znać, że przyjęła jej słowa do wiadomości. Szaroniebieskie spojrzenie uważnie przesunęło spojrzeniem po zapisanych notatkach, w poszukiwaniu możliwych błędów w jej zapiskach. Na szczęście żaden błąd się w nich nie pojawił.
Alchemiczka dokładnie obserwowała poczynania uzdrowicielki, gdy ta wykonywała badanie kontrolne. Nigdy nie znała się dobrze na uzdrawianiu, znając jedynie niewielkie, podstawowe inkantacje z zakresu magii leczniczej, to też poczynania przyjaciółki wydawały jej się być zadziwiające oraz fascynujące.
A gdy Belvina zaczęła mówić, panna Burroughs rozpoczęła dokładne spisywanie notatek. Uwzględniła godzinę drugiego testu oraz wszystkie spostrzeżenia, jakie przekazała jej uzdrowicielka.
- Wspaniale, nawet nie wiesz, jak bardzo cieszy mnie neutralna reakcja. - Odpowiedziała z uśmiechem wyrysowanym na malinowych ustach. Gdyby organizm reagował negatywnie, zapewne czekałoby ją ponowne tworzenie całej mikstury, tym razem bazując na ingrediencjach zupełnie innej natury. Wszystko zdawało się iść dokładnie tak, jak powinno.
- I wyleczyć mnie z tego cholerstwa… - Mruknął Clayton, gdy panna Blythe wypowiedziała swój plan. Eteryczna alchemiczka skwitowała jego słowa jedynie delikatnym skinięciem głowy, przenosząc szaroniebieskie spojrzenie na swoją towarzyszkę.
Kolejne minuty mijały w spokojnej atmosferze, przetykanej luźnymi rozmowami. W tym czasie Belvina wykonała kolejne badanie kontrolne, a panna Burroughs dokładnie zanotowała jej słowa. Kilka kolejnych minut później, kolor począł powoli znikać z dłoni Claytona. Frances zanotowała dokładny czas, jaki mikstura potrzebowała aby zabrać kolor z dłoni mężczyzny. W dokładnie nakreślonej tabelce posiadała zapisane wszystkie dane, w których chodziło o czas aby później, w razie potrzeby, mogły dokładnie się im przyjrzeć. I miała nadzieję, że póki co w oczach uzdrowiciela eliksir nie wypadał blado. Gdy dłonie Claytona wróciły do naturalnego kolorytu szaroniebieskie spojrzenie przeniosło się towarzyszącą jej uzdrowicielkę.
- Finalny test, czyż nie? Mam wielką nadzieję, że wszystko będzie tak, jak powinno. - Wypowiedziała spokojnie, jednak w jej spojrzeniu dało się dostrzec odrobinę podenerwowania. Jeśli pojawiły się jakieś reakcje, z pewnością wyjdą dokładnie w tym momencie. I miała nadzieję, że nie będzie ich wiele, a ona nie będzie musiała budować całego eliksiru ponownie od najmniejszych podstaw.
- To powodzenia. - Mruknął mężczyzna, oddając się w dłonie uzdrowicielki.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]06.01.21 0:51
Uśmiechnęła się delikatnie, gdy dziewczyna przytaknęła jej słowom. Nie było powodów, aby panikować, przejmować się objawami niezwiązanymi z eliksirem, a będące wynikiem innej substancji, którą zażył mężczyzna. Wszystko wyglądało obiecująco, nie działo się nic, co powinno ją zaniepokoić i naprawdę cieszyła się z tego powodu. Od początku liczyła, że tworzona mikstura okaże się maksymalnie neutralna dla potencjalnego pacjenta i pierwszy przypadek, w jakim została użyta, zdawał się idealnym. Domyślała się, że mężczyzna już wolałby mieć to za sobą, pozbyć się dokuczliwego bólu głowy i najpewniej ich towarzystwa, czego pewnie nie chciał powiedzieć, zanim nie uzyska pomocy. Nie miałaby mu tego jednak za złe, mało kto lubił, aby na nim eksperymentować. Poza tym czarodzieje na ogół przejawiali niechęć do uzdrowicieli, ale cóż minusy zawodu, który uwielbiała. Powiodła spojrzeniem po rękach mężczyzny, kolor zdawał się w pełni ukształtowany, nabrał intensywności, która nawet w słabym świetle rzucała się w oczy. Z jednej strony dobrze, a z drugiej źle, ale im dłużej zastanawiała się nad tą kwestią, tym bardziej była skora przyznać rację Frances. Barwa musiała być tak mocna, a ręce były idealne, aby ukazać działanie eliksiru. Wyjaśnienie tego pacjentowi, będzie leżało już w gestii uzdrowicieli, którzy zdecydują się sięgnąć po ów miksturę. Gorsze rzeczy trzeba było przekazywać drugiej osobie, więc nawet stażysta powinien dać radę.
Pokiwała powoli głową, podzielając entuzjazm alchemiczki. Taki wynik badania był najlepszym, co mogły dostać obie, jeśli zadziałoby się cokolwiek innego… trzeba byłoby wrócić do początku, sprawdzić gdzie zaistniał błąd. Nie miała nic przeciwko spędzeniu kilku godzin nad księgami, ale jeśli mogła tego uniknąć z powodu pomyłki, tylko lepiej.
- Obawiałam się, reakcji alergicznej. Nie powinna wystąpić, gdy wykorzystane ingrediencje nie są silnymi alergenami, ale mimo to.- zdradziła cicho. Zwykle nie mówiła takich rzeczy przy kimś, kto ledwie kilka minut temu wychylił fiolkę z eliksirem, ale teraz było jednak trochę inaczej. Sprawdzały, badały, wyciągały wnioski. Mogła pozwolić sobie na cień obaw, odrobinę szczerości. Uniosła kąciki ust w wyraźnym uśmiechu, kiedy Clayton upomniał się o część, która obejmowała pomoc jemu.- Oczywiście, wytrzymaj jeszcze chwilę.- jeśli w tym samym tempie kolor zacznie znikać, mężczyzna musiał poczekać max kwadrans, aby mogła mu pomóc.
Kiedy nadszedł ten moment, ponownie pozwoliła sobie na uśmiech, wyraźnie bledszy. Powtórzenie całej procedury wychodziło wręcz machinalnie, te same czynności, identyczne ruchy i na całe szczęście takie same wnioski. Odetchnęła cicho z pewną ulgą, dopiero teraz uświadamiając sobie, jak bardzo była spięta, jak nerwy dawały jej w kość. Martwiła się czymś, co mogło wyjść dopiero teraz, spowodować problemy, które wymagałyby szybkiej reakcji i oznaczały drobną porażkę. Nic takiego nie miało miejsca, co też potwierdziła towarzyszce chwilę później.- Wszystko w porządku. Brak skutków niepożądanych przyjęcia eliksiru, a kolor znikł całkowicie.- mruknęła jeszcze, jakby dla pewności, że mają ten sam wniosek.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]06.01.21 5:28
Panna Burroughs coraz bardziej zdawała się wiedzieć, co robi - wszelkie kwestie powiązane z alchemią stanowiły dla niej coraz mniejsze wyzwanie, a sama dziedzina jaką sobie ukochała, posiadała coraz mniej tajemnic. A to sprawiało, że zbliżała się do spełnienia swoich marzeń o wielkich odkryciach. Frances była przekonana, że mikstura nad którą pracuje z pewnością pomoże w pracy uzdrowicieli, nie tylko w Świętym Mungu ale i innych, prywatnych placówkach uzdrowicielskich. W końcu, od początku kwietnia nie każdy miał wstęp do londyńskiego szpitala.
Clayton spiął się na wspomnienie reakcji alergicznej, to też panna Burroughs posłała mu delikatny, spokojny  uśmiech, chcąc go zapewnić, iż nie ma najmniejszego powodu, aby w jakikolwiek sposób martwił się przeprowadzanym testem.
- Gdy dobierałam składniki miałam tę kwestię na uwadze. Wybrałam naturalne składniki roślinne, sprawdzone w uzdrowicielstwie oraz kosmetyce. Szansa, że wywołają jakąkolwiek reakcję alergiczną jest praktycznie zerowa. - Odpowiedziała spokojnie, jakoby rozmawiali o pogodzie, a nie testowaniu nowej, jeszcze nieznanej mikstury, która mogła wywoływać nieznane skutki uboczne. W tamtym momencie panna Burroguhs nie znała jeszcze wszystkich sposobów, na przewidywanie skutków ubocznych.
- No dobra. - Mruknął mężczyzna, a czas oczekiwania na finalny test zdawał się upłynąć niezwykle szybko. Eteryczna alchemiczka dokładnie zapisywała wszelkie spostrzeżenia, jakie powstały podczas kolejnego odczytu pomiarów, dopisała kilka wzmianek o kolorze uzyskanym na dłoniach.
- Wyśmienicie! Teraz, moja droga, możesz zabrać od Claytona migrenę, jestem pewna, że nie może się tego doczekać. - Wypowiedziała eterycznym półszeptem, nie chcąc dokładać bólu mężczyźnie, który przecież tak przysłużył się ich sprawie.
W czasie gdy Belvina dbała o to, aby mężczyzna otrzymał odpowiednią pomoc, panna Burroughs przejrzała notatki, dodając do nich kilka spostrzeżeń bądź sprostowań, póki jej pamięć była świeża, by finalnie, po kilku długich minutach spakować swoje rzeczy do noszonej torby, łącznie z fiolką po eliksirze. Dłuższym spojrzeniem na twarz przyjaciółki upewniła się, że dolegliwość spowodowana prostą trucizną ustała. Sam Clayton również zdawał się odrobinę wydobrzeć na zmęczonej, podniszczonej twarzy.
- Dobrze, mamy wszystko, czego potrzebowałyśmy. - Zaczęła, wstając od niewielkiego stołu. - Jeśli jakiekolwiek dolegliwości pojawiłyby się u Ciebie w ciągu najbliższych dwóch tygodni, proszę poinformuj mnie o tym. Liczę również, że tak jak się umawialiśmy, dochowasz dyskrecji. Do widzenia, Claytonie. - Tymi prostymi słowami pożegnała się z mężczyzną. Powinien wiedzieć, że złamanie danego jej słowa będzie wiązało się z odpowiednią manipulacją zapijaczonym wujem.
- Jeszcze jeden test i będziemy mogły kończyć pracę. - Rzuciła do Belviny, gdy opuściły kamienicę wracając na pełną witryn Pokątną.

| zt. dla Franeczki :pwease:


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]14.01.21 1:30
Zauważyła reakcję mężczyzny na jej słowa, spodziewała się tego. Usłyszeć coś podobnego z ust uzdrowiciela to raczej coś, czego nie chciał nikt, ale teraz miała chyba odrobinę mniej taktu, względem ich królika doświadczalnego. Musiał przecież domyślać się, że skoro podawały mu coś, co tak skrupulatnie sprawdzały i kontrolowały to każdy nieprzewidziany skutek wchodził w grę.- Spokojnie, reakcja alergiczna mogłaby wystąpić na dłoniach, tylko to brałam pod uwagę i najwidoczniej niepotrzebnie.- wyjaśniła mężczyźnie, co tak naprawdę miała na myśli. Nie musiał się tym przejmować, nic złego nie miało miejsca. Słuchała Frances, gdy ta dodatkowo rozwiała możliwe obawy.- Rozsądnie, ale czego innego mogłam się spodziewać.- odparła z uśmiechem, a w głosie pobrzmiewało ciche rozbawienie, ale i uznanie dla alchemiczki. Oh, nie wątpiła w jej umiejętności, przecież nie jeden raz już udowodniła, że zna się na tym, co okazywało się prawdziwą pasją.
Kiedy po końcowych wnioskach, ostatnich spisanych słowach i upewnieniu się, że mają wszystko, padło potwierdzenie, że to już wszystko, skupiła spojrzenie na Claytonie. Wytrzymał, cierpliwie znosił cały czas w jakim upewniały się, iż nic ich nie zaskoczy, a eliksir sprawował się tak, jak powinien. Nie była tak okrutna, aby kazać mu czekać nadal i mierzyć się z migreną, która mogła zdawać się przybierać na sile, trwając tak długo. Dotknęła końcem różdżki skroni mężczyzny, by wyszeptać prostą inkantację, która bez wątpienia poradzi sobie ze skutkami podanej trucizny.- Decephalgo.- cofnęła dłoń chwile później, spoglądając z uwagą na Claytona. Parę sekund później dostała potwierdzenie, że ból słabł, przestawał dokuczać i utrudniać funkcjonowanie. Tknięta odruchem sprawdziła jeszcze reakcje źrenic, dopytała o odczucia, ale zaklęcie tak jak sądziła, spełniło swoją rolę. Obejrzała się na Frances.- Już po problemie.- poinformowała. Kiedy kilka minut później pożegnały się z mężczyzną i opuściły kamienicę, spojrzała na alchemiczkę.- Upewnij się za parę dni, że wszystko z nim w porządku. Taka długotrwała migrena, jak i zaklęcie mogły go skołować.  To, że przytaknął, może nie oznaczać, że faktycznie przyjął twoją radę.- stwierdziła, mając świadomość, jak zwodnicze potrafiły być przytakiwania pacjentów.
Na wieść o jeszcze jednym teście i zakończeniu ów współpracy, odpowiedziała jedynie uśmiechem.

| zt



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Strona 13 z 14 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14  Next

Kamienice mieszkalne
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach