Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Kamienice mieszkalne
AutorWiadomość
Kamienice mieszkalne [odnośnik]07.09.15 23:16
First topic message reminder :

Kamienice mieszkalne

Kamienice mieszkalne piętrzące się wzdłuż odłogi ulicy Pokątnej, niezwykle malownicze, posiadające swój magiczny urok. Dzięki doskonałej lokalizacji mieszkania do wynajęcia są niewielkie, ale przy tym stosunkowo drogie - każdy chce rezydować jak najbliżej najruchliwszej magicznej ulicy. O poranku i w godzinach powrotu z pracy widać tutaj większą ilość czarodziejów i czarownic powracających do domów; w pozostałe godziny jest tutaj spokojniej, tylko czasami można natknąć się na dzieci bawiące się różdżkami z patyków.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kamienice mieszkalne - Page 14 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]24.01.21 17:39
tędy

No i bajlando, tak se myślę, że jak daliśmy radę bez chryi pomazać okazałe budynki w centrum miasta, to na Pokątnej, już nie tak tłocznej, jak zawsze, też sobie poradzimy. Z palcem w wiadomej części ciała, no bo co to dla nas. Z każdym upiększonym budynkiem wzrasta moja pewność siebie i tak se myślę, że właściwie to po co nam te całe podchody. Jak dotąd nie słyszę żadnych kogutów, ani suk drących mordę, odgłosów pałowania - też nie. Spokojnie, sielsko i anielsko; jakiś berbeć gryzie lizaka, siedząc na ukruszonych schodkach przed domem, jedną ręką odbijając małą, kauczukową piłeczkę. Jakby dać go na plakat, można by się nie połapać, że mamy tu wojnę domową, a inne brzdące w jego wieku normalnie się... utylizuje. Zaciskam pięści, ciężko mi, kurwa, zrozumieć, że to dzieje się naprawdę. Nie wiem, na ile dla Bojczuka to wciąż tylko żart, zagranie na nosie Malfoyowi i jego plecom, bo dla mnie, powolutku nakręca się to na poważny krok.
W jedyną słuszną stronę?
Nie, ponieważ dalej borykam się z fleszbekami ze Stonhenge. Oni też mordowali ludzi; inaczej już niż w obronie własnej. Boję się, jak sam zostałbym potraktowany, gdybym do nich przyszedł i poprosił o pomoc, może o schronienie. Mogliby od razu przeznaczyć mnie na odstrzał albo dać do kuchni. Wszystkim braknie zapasów, a na wojnie, na pewne uczynki przymyka się oko. Chmurnieję, lecz nie zwalniam kroku - przynajmniej Bojczuk nie zobaczy po mojej twarzy ani grama rozterki. Robimy to dla zabawy, żeby kopnąć w dupę radykałów i pokazać im, co sądzimy o nich i wprowadzonym porządku.
No, trzymajmy się tej wersji.
Jako, że sukces uderza do głowy, robimy się bezczelni i Johnatan jakby nigdy nic maluje se po ścianie czyjegoś domu - licząc po oknach, mieszka tu co najmniej dwanaście rodzin, razy średnio, czterech członków, mamy z tego czterdziestu ośmiu potencjalnych donosicieli.
-No, jazda z kurwami, Bojczuk - dopinguję go, gdy ten tak finezyjnie układa swój wierszyk. Odczytawszy go, ryknąłem śmiechem - oni się zesrają, jak to zobaczą, mówię ci - zarzekam, ale poważnieję, kiedy na klatce schodowej ktoś zapala światło - spływamy stąd - zarządzam, dając nura w ciemną alejkę. Zaczynam widzieć swoje stopy, a to niedobrze, znaczy, że eliksir przestał działać i trzeba wrócić do tajniaczenia. Szlag by to.

(3/3 tura eliksiru kameleona)


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Duch
Kamienice mieszkalne - Page 14 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]24.01.21 17:40
Docieramy na Pokątną, tak niepodobną do tej, którą pamiętałem z pierwszej wizyty. I z późniejszych, zanim wojenny pył osiadł na londyńskich kamieniczkach. Pusto, szaro, z nieba wciąż siąpi mżawka, a ja ponownie wznoszę swoje narzędzie zbrodni, czyli pędzel (kto by pomyślał, że kiedykolwiek do tego dojdzie?) i kreślę więcej liter.

BY UCHRONIĆ ŚWIAT OD DEWASTACJI, BY ZJEDNOCZYĆ WSZYSTKIE LUDY NASZEJ NACJI, NIENAWIŚCI I ZDRADZIE NIE PRZYZNAĆ RACJI, BY GWIAZD DOSIĘGNĄĆ BĘDZIEMY WALCZYĆ

Teraz to mnie trochę poniosło, ale w imię dobrych idei. Napis jest tak jebitny, że pojedyncze wyrazy widać pewnie nawet z Nokturnu. Pół kamienicy zajebane antyrządowymi hasłami, nie ma bata, żeby tego nie zauważyć. To dobrze, im więcej oczu skieruje się w tę stronę tym lepiej. Sam już nie wiem ile w tym zostało zabawy, a na ile to poważna sprawa i chyba nie chcę tego roztrząsać w tym momencie, bo po pierwsze jeszcze bym zaczął myśleć o konsekwencjach, a po drugie nie ma na to czasu. Na eliksirach się nie znam, nie mam pojęcia kiedy przestanie działać i obyśmy zdążyli opuścić miejsce zbrodni. Mój Merlinie, ZBRODNI, pomyśleć, że za takie coś mogliby nas nawet powiesić i to na publicznej egzekucji w centrum stolicy, jako paskudnych wrogów Nowego Porządku, tak jak tamtych bogu ducha winnych biedaków, którzy, mam nadzieję, są teraz w lepszym świecie. Panie, świeć nad ich duszą. Amen - To najwyżej będzie jebać w całym Londynie - śmieję się cicho, jednak kiedy w oknie miga światło, to prawie podskakuję i rzucam się do ucieczki jeszcze zanim Morgan zdąży mnie pogonić. Znikamy w kolejnej alejce, zaś w ciemności zaczynam dostrzegać kontury jego sylwetki, ze mną pewnie wygląda to tak samo - źle, chociaż i tak odwaliliśmy kawał dobrej roboty; niemniej apetyt rośnie w miarę jedzenia i wcale nie chcę teraz przestawać. Może polecimy na oparach i szybko skrobniemy jeszcze parę słów? Gdzieś na uboczu, skoro najbardziej chodliwe punkty i tak udało nam się już załatwić i to jak elegancko. Mucha nie siądzie, a jak siądzie to oby się posrała wraz z całym Ministerstwem.

/ztx2 --> tutaj




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : 3
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]22.03.21 22:44
|20.10.1957

W mieszkaniu panuje cisza. Jedynymi dźwiękami mącący ten duszny bezruch, są miarowe tykanie zegara i ciche chrapanie ofiary. Śpi błogo, zupełnie nieświadoma tego, co za chwilę zamierzam z nią zrobić. A raczej - z nim.
Dla pewności sprawdzam jeszcze, czy delikwent postawił jakiekolwiek zabezpieczenia... ale, na szczęście, nie był na tyle zapobiegawczy, żeby to zrobić. Jego strata. Aż nie wierzę, że ktoś mógł być na tyle głupi, żeby zawinąć kolekcjonerowi ukochane cacko i nie obawiać się, że zostanie znaleziony? Nie, no, tu musiał być jakiś haczyk.
Tyle że… zupełnie nic na to nie wskazuje, bo teren po prostu jest czysty. Nie wyglądało też, aby była tu jakakolwiek klątwa i też żadnego jazgotliwego psidwaka... Nawet sowy nie ma - rozproszone w oknie światło latarni pada kształt, który okazuje się pustą żerdzią.
Tego typa miałam na oku już od jakiegoś czasu, bacznie obserwowałam jego dzień, bazując na informacjach od klienta, które okazały się wyjątkowo przydatne. Wiem gdzie facet, gdzie kupuje jedzenie, chodzi na coś, co chyba można nazwać piwem, że zawsze przed snem pali w oknie zleżały. Im dłużej o tym myślę... to tym bardziej wydaje mi się to pokręcone. Kurwa, może ci kolekcjonerzy po prostu się nawzajem tak okradają? Dwóch jebniętych kolesi, posługujących się szaraczkami lepszej lub gorszej jakości. Sposób na umilenie sobie życia podczas wojny.
Ten pechowiec ewidentnie jest nowicjuszem w fachu. Ale... to nie mój problem.
Wchodzę cicho, ostrożnie zamykając za sobą drzwi. Naciągam kaptur na głowę, twarz ukrywam za czarnym strzępkiem materiału i idę wprost do niego. Nie przeciągam sprawy - unieruchamiam go skutecznie, zanim jeszcze zdąży się obudzić, ale upewniam się, że szybko zda sobie sprawę, w jak wielkiej dupie się właśnie znalazł. W tym czasie ustawiam tymczasowe zabezpieczenie, aby na pewno nikt nam nie przeszkodził w rozmowie.
Porządne Muffliato - i po kłopocie. Przecież nie chcemy niepotrzebnie niepokoić sąsiadów. Nie muszą wiedzieć, że typ ostatecznie ląduje, przywiązany do kuchennego krzesła. Jak moczy się ze strachu, kiedy w końcu przystępuję do bardziej stanowczej formy przymusu. A wystarczyło powiedzieć mi od razu, kiedy prosiłam o przekazanie informacji, gdzie ukrył ten cholerny kradziony pierścień. Następnym razem nie będę mówić z angielskim akcentem rodem z doków. Posprawdzam, jak sprawdza się norweski.
No ale. Gdzie słowa nie pomagają, tam na pewno pomoże brudna szmata na ryj i Balneo. Wyłamanie paru stawów. I zębów.
Czy mogłabym wlać w niego Veritaserum? Mogłam.
Czy przez tyle lat bycia w zawodzie mogłam nauczyć się Legilimencji, żeby w subtelniejszy sposób pozyskiwać informację? Pewnie tak.
Ale wtedy nie byłoby zabawy. Na dodatek nie mam wolnych funduszy i sił przerobowych na marnowanie eliksirów na ścierwa, czy zaśmiecanie sobie umysłu niepotrzebnymi wspomnieniami obcych ludzi. Wolę tak - tradycyjnie. Standardowo. Szczerze. Pracodawcy również za to mnie cenią. A z gustami klientów się nie dyskutuję.
Magicznie pozbywam się krwi i kropel wymiocin z ubrania. Cóż, dzisiaj poszło szybciej, niż się spodziewałam. Ale, to trzeba mu przyznać, trzymał się dzielnie - brawo dla niego, że nie złamał się przy etapie pierwszym. Co go nie zabiło, to go wzmocni. Może nauczy się, żeby zainwestować w lepszą ochronę mieszkania, jeśli chce zostać w tym biznesie.
Zgarniam towar, ukryty w ładnym pudełku, gdzieś między jego brudnymi gaciami, usuwam zaklęcia i swoje ślady. Nie chcę zostawić po sobie żadnych tropów. Typa zostawiam na podłodze - zemdlał. Jebać go.
Wychodzę z kamienicy ostrożnie, jednak krok mam pewny, jakbym sama tu mieszkała, albo skoczyła na chwilę po szklankę cukru. Zachowanie normalności - to klucz, żeby się porządnie ukrywać. W końcu tak bywa, że najciemniej jest pod latarnią.
Tylko że tym razem wyraźnie zdaje sobie sprawę z tego, że nie wszystko poszło zgodnie z moim planem. Czuje na sobie czyjś wzrok. Jest lepki jak pajęczyna. Co za spierdolone miasto. Idę jeszcze parę kroków, ale cholera, żadnej bocznej uliczki. Przyklejone do siebie kamienice, tworzą idealny mur. No cóż. Z rękawa wyciągam różdżkę i przygotowując się na unik i atak.




Ostatnio zmieniony przez Zlata Raskolnikova dnia 20.05.21 13:26, w całości zmieniany 1 raz
Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półgoblin
Kamienice mieszkalne - Page 14 LbyMwHj
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793
Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]26.04.21 12:08
Opasłe woluminy potrafiły zaskoczyć. Strona za stroną zgłębiałem się w świat cyfr i liczb, które tłumaczone były w najpiękniejszym języku świata - rosyjskim. Cyrylica współgrała ze spisanymi uniwersalnie numerologicznymi zapisami, których skomplikowane formy tkwiły gdzieś przy końcu tomu. Każdy wdech mieszał stęchłe powietrze pokoju z duszącą starością pożółkłych kartek. Koczowaliśmy od jednego miejsca do drugiego, szukając wciąż własnej idylli, którą mógł zagwarantować jedynie bezpieczny powrót do Leningradu, gdzie nikt nas by nie szukał. Niestety realia były inne i zostaliśmy zmuszeni tu zostać jeszcze dłużej, kto wie... być może, kiedy wszystko ucichnie zdołamy tam wrócić?
Kromka za kromką smarowana była masłem, a ją przykrywały poszarpane cząstki flądry w artystycznym i apetycznym nieładzie, nie było to jednak główne danie, a tylko dodatek do jajecznicy zmieszanej z podsmażoną cebulką i kawałkami małej dyni. Kiryl - mój bliźniak potrafił czasem działać cuda, szczególnie jeśli chodziło o coś związanego z obieraniem, krojeniem, a nawet zwyczajnym mieszaniem, miał po prostu dar. Starałem się od czasu do czasu w czymś pomóc, jednakże największą rolę głównego kucharza sprawował on i nie śniło mi się nawet, żeby próbować odebrać mu ten jakże zaszczytny tytuł. Dobrze wiedziałem, kiedy należy ustąpić i dać wykazać się tym, których zdolności faktycznie odpowiadają słowom, tym bardziej że miałem wtedy okazję sięgnąć po kolejną księgę, tym razem związaną ze Starożytnymi Runami. Przerwa na kilka łyków wody, bo przecież nigdy nie wolno kłaść obok tak drogocennych rzeczy żadnych napojów czy też jadła; stała zapobiegawczość.
Z bratem nie musimy rozmawiać, żeby żyć obok siebie. Zbyt przyzwyczajeni do funkcjonowania obok siebie po prostu robimy swoje. Obiadokolacja upłynęła, a po niej mój czas nauki, musiałem w końcu wyjść z domu i nie wiedzieć dlaczego był to późny wieczór. Poznawanie miasta nocą miało w sobie pewien urok, któremu nikt nie był w stanie zaprzeczyć, nawet ja, choć nijak podobały mi się te dziwaczne budynki, może jedynie rzygacze i ich rzeźby...
Krocząc w stronę jednej z częściej uczęszczanych przez czarodziejów ulicę, co widoczne było głównie po ubiorze, postanowiłem wejść w nieznaną sobie uliczkę kamienic mieszkalnych i dopiero tam przeżyłem potężne zaskoczenie. Zwodniczo niska postać wyszła z drzwi jednego budynku, prężnym i całkiem znajomym krokiem idąc wzdłuż drogi w tym drugim kierunku. Przymrużyłem oczy, chcąc dodatkowo skupić się na postaci niczym orzeł wypatrujący swojej ofiary, ale przecież nigdy nie byłem drapieżnikiem, to nie w moim stylu.
Płynnym krokiem zacząłem wędrować w dystansie za wątłego wzrostu, zakapturzoną postacią. Czy to mogła być ona? Przecież przez kilka tygodni wręcz prosiłem się o krzywdę przez swoje ostentacyjne wypatrywanie w niziołkach ciotki. Tylko czasem nie trzeba szukać, żeby odnaleźć. Nadzieja przez chwilę zaświtała w mojej lekko wybitej z rytmu piersi. Ręka nieświadomie zacisnęła się mocniej na trzonie różdżki. Zacisnąłem szczękę, gotów w każdym momencie ją rozluźnić i wypowiedzieć zaklęcie. Pomimo środka miasta różne męty pałętały się po ulicach, a ten tutaj tyle ile napawał nadziei, przywoływał również tyle niepokoju.
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089
Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]20.05.21 13:25
Odliczam wdechy i wydechy, czekając na pierwszy atak. Ale żadne zaklęcie czy klątwa nie leci w moją stronę. Na co czekasz? Czego chcesz? Po co za mną idziesz? Sytuacja jest specyficzna, jak i miejsce - sam środek całkiem ładnej uliczki w przyzwoitej dzielnicy.
Kurwa.
No cóż. Chyba nie mam chyba innego wyboru. Jest to ryzykowne, ale lepiej dmuchać na zimne. Odwracam się na obcasach i celuję w osobę podążająca za mną.
-Colloshoo! - rzucam szybko bez większej próby celowania. To był błąd, bo zaklęcie poleciało gdzieś w bok i walnęło w okoliczny śmietnik. Metaliczne łupnięcie przepędziło kota, który właśnie w nim grzebał.
Ja pierdołę.
Już byłam gotowa rzucić kolejny czar - tym razem Drętwotę, bo po co się pierdolić, tym bardziej że mimo latarni na ulicy nadal było ciemno - jednak coś mnie powstrzymało. To coś było znajomą sylwetką, którą pewnie bym poznała nawet po pijaku i we mgle.
Nigdy nie rozumiałam, jak to jest, że ludzie nie odróżniają od siebie bliźniąt i dają się tak łatwo robić w chuja prostym trikiem z podmianą. Nawet jeśli ciała i rysy twarzy mieli podobne to sposób, w jaki się poruszali, patrzyli i to, jak brzmiały ich głosy, były kompletnie inne. A już w ogóle widziało się więcej różnic, kiedy mieszkało się z takimi bliźniętami pod jednym dachem przez wiele lat. Dlatego nie było mowy, żeby takich kiedykolwiek, z kimkolwiek pomylić.
No chyba, że mam halucynację przez braki procentów we krwi.
Ale nie. To musi być on.
-Kostja? - mój głos jest słaby, aż dziwnie się go słucha. - Kostja, czy to ty?
Język odzwyczajony od rodzimego rosyjskiego lekko się buntuje, przez co z trudem wypowiadam to krótkie zdanie.
-Co ty tu robisz? Jak… Jak tu się znalazłeś? Kirill jest z tobą? Nic wam nie jest? - pewnie nie powinnam bombardować młodego tymi wszystkimi pytaniami, ale nie mogę przestać. Czuje i ulgę i panikę na raz. Jeśli tu są, to dostali mój list… tylko dlaczego nie dali mi znać? Bali się?
Nie do końca wiem, co robić, bo nigdy nie byłam dobra w te klocki. Ale wiedziałam jedno - zrobię wszystko, żebyśmy znowu byli rodziną. Szczególnie po tym, co się stało w Leningradzie. Już nigdy nie popełnię podobnych błędów.

czaruję... ale nie wychodzi


Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półgoblin
Kamienice mieszkalne - Page 14 LbyMwHj
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793
Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]23.06.21 22:21
Zauważyłem nagły ruch, obrót postaci idącej przede mną i różdżkę, która świsnęła w akompaniamencie zaklęcia. Uderzyło gdzieś w bok, dobrze, ktoś nie był skupiony... Ona nie była skupiona, jednak przestało być to tak pomyślne, bo przecież miałem ją za wykwintnego szermierza magicznego... cóż takiego chodziło po jej głowie? Byłem przekonany, że nie chodziło o naszego ojczyma, którego zabiła z zimną lub ciepłą krwią, szkoda, że nie miałem okazji się temu szczegółowo przyglądać. Obserwacja ostatnich błysków w jego oczach mogłaby napawać prawdziwą przyjemnością. Momentalnie na myśl przyszedł mi ten mężczyzna - mugol, który zginął od mojej różdżki... tam nie było czasu na te przyjemności. Przepłoszony kot zwrócił moją uwagę, która momentalnie skupiła się na niskiej kobiecie, choć ja widziałem w niej kogoś innego. Nasze małe zbawienie. Zdołalibyśmy poradzić sobie sami, radziliśmy sobie, ale zawsze mogło być lepiej. Kiedy opuszczałem różdżkę, gotów się bronić zacząłem powracać myślami do tamtego czasu... w tydzień przed śmiercią matki zniknęła dlaczego?
- Ciociu - powitałem ją rosyjskim językiem, nawet nie siląc się na szczególne uprzejmości w obcym języku, jakim był brytyjski. Mój akcent był nieskazitelny, choć wciąż walczyłem z tym nawykiem zaciskania szczęki, to dobrze wiedziałem, że przy niej, choć ta jedna bariera mogła być zdjęta. Przez to wszystko nawet pozwoliłem ręce z różdżką opaść niżej. Moja uraza do niecelnie rzuconego zaklęcia minęła gdzieś w eterze.
- Jesteśmy tutaj, mogę do niego zaprowadzić... - zaproponowałem praktycznie od razu, bo przecież dobrze wiedziałem, że z nią nie należało bawić się w żadne uprzejmości, mogliśmy przejść do chłodnych konkretów, tak jak lubiłem. - W tę stronę. - zaproponowałem, wskazując otwartą dłonią stronę, z której przyszedłem, a mój gest jak zwykle wyglądał, jakbym zapraszał ją do tańca, a nie pokazywał, gdzie należy się udać.
- Zanim się z nim spotkamy, powiedz mi... odeszłaś przez... was? - spytałem nieszczególnie nastawiony na to emocjonalnie, bo przecież nie interesowało mnie praktycznie nic poza faktami, nie mogło, nie tu i teraz, nigdy. Pozwalanie sobie na takie słabości mogło kosztować zbyt wiele, abym śmiał opuszczać ten ciasno zbudowany mur, który wydawał mi się stalowy. Właśnie dzięki temu dobrze wiedziała, że nie musi trzymać przede mną tajemnicy, tym bardziej że widziałem pewne znaki ich wyjątkowej oziębłości. Kiro, zwykle pozostawał na to nieszczególnie czuły, jednakże ja zwykle wiedziałem, co łączy ludzi, choć nigdy nie myślałem, że było pomiędzy nimi coś więcej niż szczególnie bliska więź. W naszym kraju nie mówiło się o homoseksualizmie, bo w ZSRS nie ma gejów ani lesbijek. Zwykle z tego samego śmialiśmy się przy naszych bohemistycznych odjazdach po narkotykach, chyba nawet brakowało mi tych czasów i towarzystwa. Tutaj wszyscy wydawali się jakby bardziej sztywni i to nie w tym sensie, jakim powinni, ale to był już temat na inne rozważania. Starałem się mimo wszystko oddzielać życie seksualne własnej matki... - Kiro... nie wie. - dopowiedziałem delikatnie, starając się jakoś złagodzić jej pędzące myśli, które mogły opacznie zinterpretować moje słowa. Staliśmy przed wejściem do karczmy, zostały już tylko minuty do spotkania z bliźniakiem w budynku, jeśli miała mi coś powiedzieć, to teraz.

| przechodzimy tutaj x2
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089
Re: Kamienice mieszkalne [odnośnik]28.08.21 0:12
Kamień spadł mi z serca. Byli tu obaj, chociaż nadal nie wiem, czy bezpieczni, czy zdrowi, czy nie głodni i czy nie zmarznięci. Jak tu trafili? Dlaczego akurat tu - w epicentrum rozpierdolu. Podążali moim śladem? A może po prostu wpadli na podobny pomysł. Przecież trudno jest szukać ludzi w kraju, gdzie panuje wojna i chujnia. Sama już to przerabiałam.
Spojrzałam w stronę, która wskazywała ręka Kostii, potem na niego.
-Dobra, prowadź.
Gdybym mogła, już bym biegła. Musiałam się upewnić, czy z Kirillem wszystko jest w porządku, a wiedziałam, że póki nie zobaczę tego na własne oczy, to nie będę w stanie się uspokoić. Pierdolony Londyn. Pierdolona blokada magiczna. Niby tu wszyscy tacy promagiczni, cholerni piewcy czystej krwi, a każą porządnemu człowiekowi zapierdalać z buta jak jakiś w dupę jebany mugol.
Chciałam już być na miejscu i moje myśli były skupione tylko na tym, przez co nie od razu dotarło do mnie pytanie wypowiedziane przez Kostje. Ale kiedy w końcu do mnie zrozumiałam, o co właściwie pyta, moje nogi mimowolnie odmówiły posłuszeństwa, aż musiałam się zatrzymać. Na szczęście staliśmy już przy samym wejściu do budynku.
-Posłuchaj. To skomplikowana sytuacja. - nie wiem, ile oni wiedzą. Na pewno nie byli ślepi i głupi. Musieli widzieć wspólne posłanie - zajęłam miejsce, które wcześniej należało do ich ojczyma, czy bliskość, o której nie mówi się głośno. Na pewno zauważyli, że z Wjerą łączyło mnie coś więcej. W końcu to mądre chłopaki.
Zaciskam pięści i prostuje się, żeby ulżyć spiętym mięśniom ramion.
-Wasza matka, - wiem, że mogłabym inaczej to powiedzieć, ale formułując zdanie w taki sposób, tworzę pewien dystans, bufor bezpieczeństwa. - Za bardzo tęskniła za swoim mężem.
Czy wiedzieli, że to ja go zajebałam? O tym też nie mam pojęcia, więc po co ryzykować. Powiem im to kiedyś, ale nie dziś. To nie czas ani miejsce, żeby dokładnie opisywać całą sytuację. Takie rozmowy powinno się prowadzić w bezpiecznym domu, przy jedzeniu i alkoholu, a nie tak bez sensu - na ulicy. W biegu. Pojedynczo.
-A ja nie byłam nim. - dodaję cicho.
Słowa te smakują gorzko, jak żółć.
-Kirillowi możemy nie mówić na razie, jeśli uważasz, że nie jest gotów.
Powoli robie kolejny krok do przodu - w stronę drzwi, chociaż nogi mam jak z ołowiu.
-Znajdziemy kiedyś czas, żeby o wszystkim porozmawiać. Choć już. - rzucam, po czym po prostu wchodzę do środka.


Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półgoblin
Kamienice mieszkalne - Page 14 LbyMwHj
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793

Strona 14 z 14 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14

Kamienice mieszkalne
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach