Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Ścieżka w lesie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Ścieżka w lesie   26.09.15 22:19

First topic message reminder :

Ścieżka w lesie

Ścieżka wiodąca przez pobliski las, wydeptana pośród rozległych krzew oraz rozłożystych koron drzew zamykających dopływ światła. Gęstość zarośli tworzy zaklętą atmosferę tajemniczości oraz romantyzmu, subtelnie podsycone bladą iskrą niepokoju. Nawet za dnia tę część lasu otula półmrok rozświetlany jedynie wąskimi, rzadkimi prześwitami słońca przez liście wysokich drzew. Słychać pohukiwania sów oraz tętent kopyt zwierząt przemierzających las. 


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : 5
UROKI : 8
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   02.11.15 16:32

No dobrze poczuła się lekko dotknięta słysząc uwagę od kogoś tak mało wartego jak Yaxleyówna. Oczywiście nie miała zamiaru przepraszać, bo jej zdaniem nie było, za co. W każdej plotce, w każdym obeldze i w każdym stereotypie jest ziarno prawdy, które jasno wskazuje, że dana osoba czymś sobie na to zasłużyła. Meg ziewnęła troszkę ciut za głośno, oczywiście zasłaniając przy tym usta dłonią. - Te wszystkie atrakcje troszkę mnie wykończyły. –dodała niby dla usprawiedliwienia. Chociaż obie dobrze wiedziały, że ta rozmowa jest po prostu przeraźliwie nudna i Meg nie miała zamiaru tego ukrywać. Ich odosobnienie było dla niej zachętą dla wyswobodzenia się zza porcelanowej kraty, chociaż na chwilę. Wyraźnie panna Yaxley nie była do tego zdolna, co czyniło ją w danej chwili mało ciekawym rozmówcą. Zresztą, kto uważający się za niewinnego musi to podkreślać przykładami? - Bardzo się cieszę, że radzisz sobie z tym jakże ciężkim brzmieniem. - kolejne szybkie ziewnięcie. - Swoją postawą dajesz przykład wielu młodym damą. Również i mnie. - skinęła głową w geście szacunku. [i] Drodzy państwo a po tej stronie mamy wspaniały eksponat. Czarownica zakonserwowana w porcelanie! Drugiego takiego obiektu nie znajdziecie państwo nawet na drugim końcu świata! Legenda głosi, że jeśli pojawi się, choć rysa na tym niezwykłym przedmiocie z dna piekieł wyjdą najdziwniejsze monstra[/i[ Naigrywała się w myślach.
Podniosła wzrok na wzmiankę o sukni ślubnej. Jakoś nie wierzyła żeby to ją interesowało, ale czemu miałaby nie odpowiedzieć?
- Oczywiście. Suknia odziedziczona po mojej matce i babce została już do mnie dopasowana. Czym bylibyśmy bez tradycji? Na pewno panienka potrafi to zrozumieć. - uśmiechnęła się grzecznie choć tym razem nie wyglądało to zbyt szczerze. Miała już naprawdę dość tej konwersacji. Na następne pytanie nie miała zamiaru odpowiadać już tak ładnie i grzecznie. Kto wie, może potworom znudzi się siedzenie w piekle i same wydostaną się na powierzchnie? - Czyżby kij, który panienka połknęła nie pozwala panience dostrzec mojego wystającego brzucha? Panienka jest tak blisko z Deimos nie nie zauważyła, że biedak jest bankrutem? Potrzebny mu szybki ożenek i szybki pieniądze. Posiadanie tak wielu córek, co mój drogi ojciec ma pewne wady. Chce wydać mnie szybko za mąż by zapewnić mi jak najwyższy posag zanim kandydaci do rąk moich sióstr wszystko rozkradną.- Nie była zła, nie krzyczała i nie pluła jadem na wszystkie strony. Wróciła do spokojnego, cichego tonu pozwalając przybrać swojej twarzy wyraz zobojętnienia. Najwyraźniej było to widać w jej oczach, które zdawały się praktycznie nie dostrzegać panny Yaxley. Westchnęła ciężko wypuszczając powietrze z płuc. . Wybierz sobie to, które bardziej ci odpowiada. Chociaż pewnie będzie cię to kosztowało wiele wysiłku zawsze możesz sama coś wymyślić.


Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : 2
UROKI : 15
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   03.11.15 19:01

Nie przerywałam jej w jakże długim monologu. Nie dlatego, że mnie zdenerwowała, bo może nie tyle co zdenerwowała, co bardziej działała na nerwy i irytowała swoim zachowaniem. Była jak taka mała wredna żmija, którą ktoś szturchnął, a ona teraz z każdej siły próbuje ugryźć. Ale jej się nie udaje, bo zwyczajnie jest za mała. To ja zachowywałam się jak dziecko, bo mi ktoś zabrał Deimosa? Megara za to nie potrafiła z godnością przyjąć tego, co los dla niej wymyślił.
Dawno nie widziałam tyle jadu – zaczęłam. – Pańska matka i ojciec powinni się za panienkę wstydzić. Wydają panienkę za mąż, za dobrego człowieka, z którym będzie miała panienka wszystko, a tak się im panienka odwdzięcza?
Spojrzałam na nią. Miałam nadzieję, że swoim króciutkim monologiem zmienię tok myślenia tej malutkiej dziewczynki i złożę tym samym przysługę panu Deimosowi oraz jej rodzicom. Między nami zapadła chwila ciszy, ale zanim Megara coś odpowiedziała, kontynuowałam swoją wypowiedź.
Jest panienka taka młoda, kompletnie nie zna życia. Nie istnieje coś takiego, jak miłość. Jest się ze sobą z zasady i trzeba to zaakceptować, czy się tego chce czy nie. Miejscem kobiety jest dom, w którym rządzi mężczyzna i słuchanie go, a nie pokazywanie na prawo i lewo, jak to się bardzo nie podoba decyzja rodziców – dodałam. – Sądzę, że panienki rodzice, jakkolwiek by tego nie robili, wydają panienkę za mąż dla panienki dobra, więc niech się panna Malfoy zacznie zachowywać i przyjmie swoją nową sytuację z godnością.
Jej rodzice na zbyt dużo jej chyba pozwalali. Gdyby skrócili jej smycz, przypilnowali i tak nie rozpieszczali, sądzę, że panna Malfoy byłaby teraz przykładną młodą damą. A tak? Z zewnątrz spokojna, miła, uprzejma, udająca, że wszystko jest dobrze. Z jej słów jednak, bardzo dobrze było widać, jaka jest naprawdę. Mściwa i złośliwa.
Boi się panienka ślubu i go nie chce, to widać na pierwszy rzut oka. Naprawdę bardzo dobrze radzę zastanowić się nad swoim zachowaniem, bo może dzięki temu, panienki związek z panem Carrowem, może nie tyle stanie się szczęśliwy, co przynajmniej znośny – dodałam na zakończenie. – A teraz, pozwoli panienka ze mną. Nie mogę cię zostawić tutaj samej w lesie, gdyby się panience coś stało, nie mogłabym spojrzeć w oczy panienki narzeczonemu.
Spodziewałam się, że Megara zacznie protestować, dlatego odsunęłam się kawałek i nadal świecącą różdżką wskazałam na drogę prowadzącą na teren festiwalu. Uśmiechnęłam się delikatnie pod nosem.
Czy może powinnam przyprowadzić tutaj pana Carrowa albo panienki rodziców? Nie powinna panienka tutaj siedzieć sama – stwierdziłam jeszcze, czekając aż stanie u mojego boku i będziemy mogły wspólnie ruszyć z powrotem na festyn.




Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : 5
UROKI : 8
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   04.11.15 15:55

Wzniosła oczy ku niebu wzdychając ciężko. Trzeba będzie jej kiedyś podrzucić słownik z definicją słowa jad uśmiechnęła się pod nosem. Opuszczając wzrok z powrotem na swoją rozmówczynie nie była już skłonna do najmniejszego wygięcia ust. Yaxley okazała się mocniej zakonserwowana niż się spodziewała. Może na szczerość zareaguje w jakiś ciekawszy sposób. Gdy tylko zbliżyła się do niej Meg szybko się odsunęła. Nie miała zamiaru gdziekolwiek iść z tą kobietą. Przynajmniej do pluty do póki nie powie, co sama na ten temat myśli.
- Oczywiście, że się wstydzą. Ślub jest karą…to chyba oczywiste- szybko przewróciła oczami. – Swoją drogą to dość sugestywne, że to, co dla ciebie byłoby szczęściem i nagrodą dla mnie jest straszną karą. - usta jej drgnęły na znak potwierdzenia komizmu owej zaszłości. Meg jednak wątpiła czy Yaxley będzie wstanie to zrozumieć. Jeśli nawet to pewnie dorobi do tego swoją własną ideologie. Patrząc na Rosalie Meg powoli dochodziła do wniosku, że to biedne dziewczątko naprawdę myślało, że będzie miało na nią jakiś wpływ. Mocno przeceniła swoje zdolności perswazyjne skoro przez dziewiętnaście lat tylko kilku osobą udało się do niej dotrzeć. - Zresztą jak na osobę o dwa lata straszą ode mnie starszą niepotrzebnie silisz się na ogromne filozofie. Ja wiem, że może ci się to wydać niepojęte ale za konwenansami i za…wolą rodziców kryje się jeszcze świat. Urodziłaś się z klapkami na oczach czy ci je magicznie przypawali tuż po narodzinach? Może na bagnach dodają wam czegoś do herbaty?- dywagowała kierując swoje pytania bardziej do siebie niż do niej. Chcąc wyjść z zasięgu dłoni panny Yaxley spokojnie odeszła parę kroków siadając na powalonym konarze drzewa. – Wybacz mi, ale jakoś nie mam ochoty przejmować się twoimi radami ani twoimi problemami. - wzruszyła obojętnie ramionami chwilę później wyciągając różdżkę z kieszeni. - Lumos-- niewielki snop światła wydobył się z jej różdżki. Pomachała nim w stronę drugiego końca ścieżki.
- Biegnij po niego jeśli ci na tym zależy. Ja tu chętnie zaczekam. - uśmiechnęła się od ucha do ucha. Podparła brodę na jednym łokciu. – Na co jeszcze czekasz?- wydała się zaskoczona, że Yaxley jeszcze przed nią stoi. - Na pewno nie może się doczekać nowych plotek na temat mojego zachowania. .- odparła obojętnie mając naprawdę nadzieję, że Yaxley w końcu sobie pójdzie.


Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : 2
UROKI : 15
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   04.11.15 18:44

Pokręciłam głową słysząc jej kolejne zdania. Kim ona była, że zachciało jej się zmieniać świat i szukać życia po za nim. Życie kobiety było zgoła inne, skupione na paru innych rzeczach takich jak przebywanie przy mężu, rodzenie dzieci i zapewnianie ciągłości rodu. Megara zachowywała się tak, jakby, co najmniej, spadła z choinki i poprzewracało się w jej małej główce.
Ślub karą? Chyba poprzekręcały się panience ideały życiowe. Wolałaby panienka zostać starą panną? – zapytałam ze zdziwieniem.
Żyje jakiś inny świat po za rodzicami i rolą kobiety, którą ma do spełnienia? Być może, mnie jednak absolutnie tam nie ciągnęło. Byłam wychowywana tak od małego, ojciec od zawsze wpajał nam, jaka będzie nasza rola, gdy już dorośniemy, a ja będąc starszą i mądrzejszą z sióstr zawsze podążałam za ideałami mojego ojca i tym, czego nauczyli jego. Byłam mu wdzięczna, że tak dużą uwagę przykładał do naszego wychowania i nawet teraz potrafił nas postawić do pionu, gdyby nie to, byłabym pewnie tak samo rozbrykaną laleczką, jak panna Malfoy.
Chyba wydaje się panience, że żyje panna w innym świecie. Konserwatyzm, wola rodziców i rola kobiety są niezwykle ważne i nie można z nich, ot tak, bo ma się jakieś swoje widzimisię, zrezygnować. Przyjdzie taki czas, mam nadzieję, że panienka to zrozumie – odpowiedziałam spokojnie.
Zaczęło robić mi się żal Megary, naprawdę. Była taka biedna z tymi swoimi poglądami i wszystko przyjmowała, jako atak na swoją osobę. A gdyby tylko zaakceptowała swoje nowe położenie byłaby zdecydowanie szczęśliwsza. Współczułam też panu Carrowi, że będzie musiał jej wybryki znosić i się za nią wstydzić w towarzystwie.
Oj panno Malfoy, nie wypada odmawiać starszej koleżance spaceru, tym bardziej, że nie widzę, aby miała tu panienka nic ciekawszego do roboty. Po za tym sądzę, że pan Carrow nie powinien się fatygować po swoją narzeczoną, bo ona się burmuszy gdzieś pod drzewkiem na cały świat – stwierdziłam. – Proszę się nie obawiać, nie mam zamiaru spacerować z panienką dalej, niż do głównej bramy.




Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : 5
UROKI : 8
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   06.11.15 15:48

Wydała z siebie cichy jęk. Słuchając  Rosalie miała wrażenie, że ktoś ją torturuje. Tak, to idealne porównanie.  Po co ona właściwie stara się wzbudzić w niej jakieś ludzkie reakcje?  Jak mogła mieć w ogóle nadzieję, że Yaxley ma coś wspólnego z Ludką istotą? Chciała jej odpowiedzieć, że zdecydowanie bardziej wolałaby zostać starą panną. Mogłaby spędzać czas tak jak jej by to odpowiadało robiąc to co uważała za słuszne. Co z byciem kulą u nogi dla swojej rodziny? Jest nią odkąd przyszła na świat więc nic by się nie zmieniło.  Tym razem zostawiła swoje przemyślenia dla siebie. Yaxley przecież i tak niczego nie rozumie i pewnie wykorzysta to jako pretekst by oskarżyć biedną Meg o szaleństwo. Westchnęła ciężko wnosząc oczy ku niebu.  Przez chwilę miała ochotę ją czymś uderzyć. Cóż… tonący brzytwy się trzyma a taki porządny cios mógłby wbić coś do tej pustej głowy. Ale nie… ponoć z niczym nie należy przesadzać.
Już dobrze Yaxley już dobrze.  Życzę szczęścia w znalezieniu męża i mam nadzieję, że razem spłodzicie tylko przyszłych gwiazd że…bociany ogłoszą strajk . Skomentowała to wszystko  w duchu nie mając już nawet sił by dalej rozmawiać z tą kobietą.  Ocknęła się ze zmęczenia dopiero gdy Yaxley po raz kolejny próbowała ją zmusić do powrotu z nią na teren festiwalu. Co to, to nie! Nigdzie się z nią nie ruszy bez względu na powód czy okoliczności. Megara podniosła się z miejsca wolną rękę otrzepując sukienkę.
- Odmawiam.- odpowiedziała krótko i rzeczowo. - A co do pana Carrowa to moja droga pozdrów go ode mnie gdy znów się zobaczycie. –już nawet nie siliła się na uśmiechy czy jakiekolwiek gesty. Trzeba było stąd zniknąć zanim zanudzi się na śmieć lub za nim Yaxley przekroczy cienką czerwoną linię od, której mówiąc szczerze była dość niedaleko. - Panno Yaxley - skinęła lekko głową w ramach oficjalnego pożegnania. – Nox - machnęła różdżką a ta momentalnie zgasła.  Miała taki prosty plan. Odwrócić się i zniknąć gdzieś wśród drzew. Dojść do namiotów, dostać lampkę wina i zapomnieć o wszystkim. Udało jej się zrobić nawet parę kroków wiodących ku słodkiemu spokojowi.


Powrót do góry Go down
Deimos Carrow
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : 5
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   07.11.15 10:06

W przeddzień wianków (jak twierdzi panna Yaxley w swojej wsiąkiewce, a Megara cóż to za brak wsiąkiewki, może mam ci podrzucić zdjęcia pierścionków wszelkich, którymi cie uwiążę w małżeństwo) Deimos miał kilka nieprzyjemnych rozmów, wciąż w głowie wczorajsze spotkanie z Alison i Megarą, tym bardziej niestosowną rozmowę o przyszłości przyjaźni z panną Yaxley, a przed sobą wyścig konny. Wszystkie obowiązki, które spadły na niego podczas nieobecności Fobosa w kraju (gdzie się włóczysz braciszku!), zajmowały jego głowe na tyle, by mógł nie myśleć o kobietach, które przewijają się przez jego życie. Nie myślał cały dzień, udzielając się o tyle społecznie, o ile można się tego po Carrowie spodziewać. Aż w pewnej chwili znów ktoś doniósł mu o jego narzeczonej.
To był już szczyt. Najpewniej ani Rosalie, ani Megara nie wpadły na to, że wrzeszczenie na siebie jadowitymi słowami w środku lasu, może dojść do kogokolwiek. Ale kto ogladał film Skóra w której żyje, dobrze wie jak wyglądają parki podczas przeróżnych bali. Wiedział także Deimos, ale ani Yaxley ani Malfoy najwyraźniej nie wiedziały. Przyłapane przez bezwstydnego donosiciela, miały zostać właśnie dopadnięte przez rozwścieczonego Carrowa. Który stąpał w ślad za chłopcem na posyłki i denerwował się z każdą chwilą coraz mocniej. Wreszcie wyprzedził chłopaka i kazał mu zaczekać. Poszedł do Megary i Rosalie, wysłuchał co takiego ma mu do zakomunikowania Yaxley, a kiedy wszystkie oskarżenia zostały wypowiedziane, rzekł: - Dziękuję, Rosalie - i wskazał jej młodzieńca, który je nakrył. Rosalie odeszła z nim, więc się jej pozbył. Może nieelegancko, zważywszy na fakt, że to nie pierwszy raz na fesynie tak ją potraktował, lecz nie chciał mieć ani jednego świadka. Więc kiedy odeszli, przenosi wzork na twarz swej pisanej. Wystarczyłoby, żeby była mu posłuszna, przecież nie zrobiłby krzywdy komuś, kto wykonuje jego polecenia. - Siedź cicho - Deimos machnął różdżką, zasłaniając Megarze usta, żeby nie wrzeszczała, kiedy ją prowadzi wgłąb lasu, dalej w każdym razie niż wszyscy podsłuchiwacze świata. Jeżeli chciała się opierać, to zawsze mógł ją przetransportować lewitującą. Trzymając ją za ramię uniemożliwił sięgnięcie do różdżki, którą chowała gdzieś tam, a może jej zabrał różdżkę? W każdym razie zatrzymuje ją po pięciu minutach marszu, puszcza ramię i nim jeszcze odbezpieczy ten granat, którym zowie się jej głowa mówi wzburzony. - Co ty sobie wyobrażasz, nie zrozumiałaś co ci powiedziałem wczoraj? - ochłonąwszy, znów macha różdżką i pozwala jej cokolwiek mówić, chociaż niespecjalnie ma ochotę na to, by tego słuchać. - Yaxley znalazła cię samą w środku lasu, chciała odprowadzić i nie miałabyś żadnych kłopotów, nie dowiedziałbym się. Ty jednak wolisz wszystkim w około rozpowiadać, jaka jesteś biedna i poszkodowana, chować się po lesie, marząc chyba tylko o tym, by coś cię zaatakowało, wiesz co myślę? - i momentalnie znajduje się obok niej, z ręką na gardle, ręką, która ściska je boleśnie, a Megarę wciska w drzewo. Co z tymi różdżkami, możemy uznać, że zabrał jej różdżkę? - Myślę, że się chciałaś z kimś tu spotkać. I myślę, że nie wiesz jaki był to błąd









She was the prettiest hell

I have ever been in

I didn’t mind burning at all.


Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : 2
UROKI : 15
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   07.11.15 10:46

Chciałam być miła, ale z panienką to się chyba nie da – stwierdziłam ostro. – Panno Malfoy – kiwnęłam jej głową patrząc jak gasi swoją różdżkę.
Byłyśmy tak zajęte rozmową, że nawet nie zwróciłyśmy uwagi na to, że ktokolwiek może nas podsłuchiwać. I tak, pod koniec rozmowy, kiedy Megara zaczęła się już oddalać, a ja podążałam za nią wzrokiem, nagle pojawił się obok nas pan Carrow. Spojrzałam na niego zdziwiona oraz na mężczyznę, który mu towarzyszył. Nie można zaprzeczyć, że byłam niezwykle zdziwiona, a pan Carrow, na którego poświeciłam lekko różdżką, dosyć zdenerwowany. Ciekawa byłam ile z naszej rozmowy się dowiedział. Nie dane było mi jednak się tego dowiedzieć, od razu, nawet się ze mną nie witając, wskazał mi mężczyznę, dziękując i tym samym niemalże wyganiając.
Trochę mnie to zdenerwowało, przecież przed chwilą starałam się o to, aby Megara nie została sama w lesie i nic jej się nie stało, a jego dziękuje, bynajmniej nie było podziękowaniem za to. Zacisnęłam jednak usta nic nie odpowiadając. Byłam tą dzisiejszą rozmową tak poruszona, że nie chciałam przez przypadek wybuchnąć na pana Carrowa.
Megaro, panie Carrow – dygnęłam im na pożegnania i bez słowa ruszyłam ścieżką. – Idziemy – powiedziałam ostro za donosicielem.
Byłam na niego trochę zła, jednak nie można mieć mu za złe, chciał być w końcu lojalny w stosunku do swojego pana. Dopiero, gdy doszliśmy do głównej bramy, przystanęłam i spojrzałam ponownie w stronę lasu.
Nie radzę się tam wracać, pan Carrow na pewno będzie wiedział, jeśli ktoś będzie go obserwować – stwierdziłam i bez słowa oddaliłam się.

zt




Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : 5
UROKI : 8
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   07.11.15 11:05

Miało być tak pięknie. Może udałoby się jej nawet zwiać do domu gdyby nikt nie patrzył. Trzy kroki, tylko tyle udało jej się odejść, gdy usłyszała, że ktoś się zbliża. Nie brała nawet pod uwagę, że to może być on, że ktoś mu doniesie o tym, co się stało. Naiwnie wierzyła, że ta rozmowo pozostanie pomiędzy nią a Yaxley i już nigdy nie będzie musiała do niej wracać. Na początku dostrzegła jego cień a później Yaxley zaczęła swoje oskarżenia. Meg wciąż odwrócona do nich tyłem wniosła oczy ku niebu wyrzucając w niebyt pytanie za jakie grzechy? . Odwróciwszy się w ich stronę starała się nie patrzeć na żadnego z nich. Gdzieś pojawiły się w niej uczucie wstydu jak u dziecka, które zostało przyłapane na kradzieży cukierków. Zaraz jednak zastąpiło je znudzenie i niechęć do każdego z osobna. Yaxley zniknęła a w głowie Meg pojawiło się pytanie odnośnie tego czy przypadkiem nie ma na sobie zaklęcia lokalizującego. Słysząc ten dziwny rozkaz na usta Meg już cisnęło się kilka uwag, ale nic z tego. Nie mogła nic powiedzieć a jej różdżka gdzieś przepadła. Jaka była jej reakcja? Przewrócenie oczami. Była zbyt zmęczona i zniechęcona do życia by przejmować się Deimosem i jego wymysłami. Stwierdziła, że trochę sobie na nią po krzyczy tak jak ostatnio i da jej spokój. Ale nie! Wtedy zaczęło się ciągnięcie…to było coś nowego. Jednak z drugiej strony Carrow nie mógł jej nic zrobić, gdy wciąż są tak blisko festynu. Wzięła to po prostu za kolejną groźbę bez pokrycia. Wszyscy powtarzacie to od dnia zaręczyn. Skoro nie działało wtedy, czemu teraz miałoby działać? . Wciąż nie mogąc mówić zostawiła dla siebie odpowiedź. Gdy zdjął zaklęcie nie miała czasu by powiedzieć cokolwiek. To ona zaczęła. Ja nie chciałam z nią w ogóle rozmawiać. Tak Carrow! Maże by zostać wilkołakiem a potem zjeść ci serce! . Kolejna wypowiedź, która miała zostać tylko dla niej. Chociaż ponownym przewróceniem oczami Meg wyraźnie dała znać, co o tym wszystkim myśli. Czekaj, czekaj! Carrow myśli?! Już miała na końcu język kilka odpowiedź na ten zaskakujący fakt, gdy pojawiła się kolejna niespodzianka. Przez kilka pierwszych sekund nie miała pojęcia, co się dzieję. Gdy świat przestał wirować najpierw poczuła pień drzewa wbijający się w jej plecy. Dopiero później dostrzegła rękę Carrowa a na końcu poczuła jak zaciska się na jej gardle. Jeszcze się nie bała…czuła jak w jej żyłach zaczyna pulsować adrenalina. To wszystko dla tego, że wciąż nie potrafiła zrozumieć, co się dzieje. Przecież Carrow nie mógł jej nic zrobić. Nie tu i nie teraz.
- Jeszcze trochę…a pomyślę…że jesteś..,zazdrosny-- udało jej się z siebie wydusić robiąc częste przerwy na złapanie choć najmniejszego oddechu. Swoją drogą, co za błazen z niego. Spotkanie z kimkolwiek w takim miejscu nic by jej nie dało. Później musiałaby się tylko odganiać od natręta. Czuła, że zaczyna słabnąć, ale mimo to nie walczyła. Sama nie wiedziała, dla czego. Powoli wyłaniający się strach zaczął mieszać się z adrenaliną i irytacją tworząc stan dla Meg najbardziej niebezpieczny… ciekawość. - Dość…proszę. - magiczne słowo, które może lepiej zadziałało z przeszklonymi oczami i próbą ratowania się, ale nie tym razem.


Powrót do góry Go down
Deimos Carrow
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : 5
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   07.11.15 22:42

Deimos patrzy na to tak, jakby on postąpił w jej sytuacji. Na pewno urywałby się do lasu, żeby tam sobie spędzać na folgowaniu chwile, kiedy rodzice zajmują się interesami. Nie ufał w to, że pannica, której nie chce ojciec wydać za zaprzyjaźnione rody, tylko sprzedaje komuś z zewnątrz jest osobą godną, co więcej, nie wierzył, że jeszcze jest czysta. Przekonany był o tym, że Megara przyszła się tu spotkać ze swoim kochasiem. I jeżeli miałby być zazdrosny, to było to jak najbardziej uzasadnione. To z nim się powinna spotykać ukradkiem, to że się nie polubili, a ona ma go za potwora, to inna sprawa. Jego spojrzenie szaleje, a on czerpie niewypowiedzianą satysfakcję z tego widoku, który ma pod ręką, kiedy ściskając jej szyję, sprawia że oczy jej praktycznie zaraz wyjdą.
- Nie pozwole, żeby ktoś dotykał moich rzeczy, rozumiesz? - mówi słowa oddzielając je dobitnymi przystankami, co podkreślało ich moc. Chmurna mina nie zwiastowała jednak końca bólu, który sprawiało jej niemożność oddychania. Chociaż rozluźnił nieco uścisk, wciąż trzymał ją jak szmacianą lalkę i kiedy nabrała powietrza, znów uderzył nią o drzewo, żeby się przypadkiem nie zechciała krzykiem wydostać spod jego pieczy. - A żebym miał pewność, że nikt cie nie tknie, to zostawię ci mały prezent - i jakimś cudem udaje mu się tak wygiąć rękę, żeby móc pisać w powietrzu złotymi literami groźbę, której lektura jeżeli Megara będzie grzeczna, będzie tylko widziana przez Deimosa. Kiedy skończył ją pisać, to jeszcze machnął w bok, żeby liery były trochę bardziej pochylone. - Ładne? No to wybierzemy miejsce - i podciągnął jej spódnicę tak, żeby sobie obrać miejsce na udzie idealne, żeby w razie czego bielizna zakryła to przed oczami koleżanek, ale w razie Malfojowego cudzołóstwa, przeczyta to ten, kto przeczyta i będzie już wiedział Deimos, kiedykolwiek spotykając go, gdyż jeden raz przeczytane te słowa groźne wywierają ogromny wpływ na psychikę, stąd nie można już zawrócić, już tylko jest przyznawanie się do czynów złych. Samo zamontowanie śladu na ciele Megary było problematyczne. Po pierwsze musiał poradzić sobie z jej wierzganiem i sprzeciwami, na pewno takie pojawiły się, kiedy wsadził rękę pod spódnicę. Ale to nie było żadne zbereźne szukanie czegoś po ciemku, to była istotna sprawa, wymagająca pośpiechu. Dlatego kiedy tylko odnalazł miejsce, zaraz przypalając skórę wygrawerował na niej owy napis. Ostemplował ją niczym zwierze, bo to Carrow, delikatności nigdy nie było u niego za dużo. Właściwie to nawet jej nie dotknął, bo wszystko było pięknie pozakrywane, to różdżka się świetnie umiała odnaleźć w odmętach sukni festynowej.
A kiedy kończył, odsunął się od niej z obrzydzeniem, bo chociaż nosiła juz jego piętno na sobie, to wciąż była tą samą nieposłuszną panienką. No chyba, że lubi ból i otępiała z niego, bo Carrow jej nie szczędził boleści. Już pomijając te wewnętrzne, to teraz jeszcze opisał jej ciało swoimi inicjałami i krótką, jasną informacją. A po wszystkim otrzepał się i uśmiechnął lekko. - No, teraz będziesz już grzeczna - i patrzył, jak Megara nie wie na czym się skupić, na swoim posiniaczonym gardle, czy na zewnętrznej części uda, całej we krwi i ogniu. Co oczywiście było widoczne dopiero pod suknią, bo z zewnątrz nikt by się nie spodziewał.









She was the prettiest hell

I have ever been in

I didn’t mind burning at all.


Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : 5
UROKI : 8
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   07.11.15 23:55

Nie jestem twoja! Nie jestem rzeczą! chciała krzyczeć ale nie mogła. Wpatrywała się w niego próbując zrozumieć co się dzieje. Próbując zrozumieć co go tak rozwścieczyło. Przecież już wcześniej ją przyłapał. Czy gdyby nie Allison to również skończyłaby w lesie nie mogąc złapać oddechu? Nie chciała wiedzieć, nie chciała już nic wiedzieć. Powinna z nim walczyć, powinna szukać drogi ucieczki ale nie wiedziała jak. Miała wrażenie, że każda sekunda zmienia się w dziesięciolecia. Świat, który znała nagle gdzie przepadł i liczył się jedynie ból. Kolejne uderzenie. Nie była wstanie krzyczeć…mogła tylko cała się skrzywić. Czuła zadrapania na plecach, czuła stróżki krwi, które po nich spływały. W końcu zaczęła się bać.
Nie! Nie!- zaczęła walczyć. Wiedziała, że nie ma najmniejszych szans ale i tak próbowała odciągnąć od siebie jego rękę. Nie! Nie! na nic więcej nie miała już siły. Z coraz większymi oczami wpatrywała się w to co wyprawia. Co on chciał zrobić z tym napisem. Nie mógł jej tego zostawić na ciele. Nie! Nie!- przecież nie była jednym z jego koni by ją oznaczać i to jeszcze w tak okrutny sposób. Czując jak podnosi jej spódnice ostatkiem sił zaczęła wierzgać i wyrwać się na wszystkie strony. Nie! Nie! bała się najgorszego. Miała wrażenie, że zaraz umrze. Tylko kilka sekund wystarczyło by zabrakło jej powietrza i raz na zawsze uwolniła się od Carrowa. Wtedy usłyszała swój własny krzyk. Ten dźwięk ją ogłuszył… świat znów zaczął wirować a ból nogi…jej już nie było…przecież ona spłonęła. Nie miała pojęcia co się dzieje. Wpadła w otchłań do, której nie dochodziły żadne bodźce z zewnętrznego świata. Był tylko ból.
Gdy się od niej odsunął upadła na ziemię niczym lalka, którą teraz właśnie była. Dotyk zimnej ziemi powoli ją otrzeźwiał. Drżące dłonie pobiegły w stronę uda. Mimo przeraźliwego bólu zacisnęła obie dłonie w tym miejscu. To był bodziec, który pozwolił jej odzyskać siłę. Błędny wzrok na reszcie skupił się w jednym miejscu. Mięśnie choć nie miał do tego prawa znalazły w sobie na tyle siły by spiąć się i zmusić resztę ciała do funkcjonowania. To nie było łatwe ale starała się przerobić ból na siłę do tego by dalej życia. Udało jej się podnieść z ziemi. Jedną rękę wciąż zaciskała na udzie drugą podpierała się o drzewo. Krzywiąc się z bólu udało jej się do niego zbliżyć. Działała pod wpływem instynktu, działa pod wpływem bólu. To nie był moment na łzy czy jęki. On przyjdzie za chwilę, on przyjdzie wtedy gdy wróci do domu i zostanie całkiem sama. Odciągnęła rękę od napisu. Była brudna od krwi a ona wyciągnęła ją w jego stronę. Nie myślała o tym, że może za nią chwycić i ją zmiażdżyć. Już w ogóle nie myślała. Zakrwawionymi dłońmi dotknęła jego twarzy i ust zostawiając na nich czerwone ślady. Później zrobiło coś co nie miało racji bytu. Pocałowała go. - Pożałujesz tego…przyrzekam ci to. –dodała cichym ochrypłym głosem odsuwając się od niego. W świetle dnia spokojnie można było uznać ją szaloną. Zresztą tak właśnie się czuła. Fizyczny ból podobnego rodzaju czuła tylko raz w życiu. Nie umiała sobie z nim radzić…to zaciągnęło ją na granice szaleństwa. Oparła się o drzewo zaciskając mocno powieki. Sama się stąd nie wydostanie. Nie było na to najmniejszych szans. Ale nie pozwoli mu się dotknąć. Nie…Nie…. Chciała odzyskać różdżkę. Zaryzykowałaby nawet rozszczepienie jeśli to ma ją stąd wydostać.


Powrót do góry Go down
Deimos Carrow
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : 5
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   08.11.15 0:57

Bawił się tak przednio. Zaśmiewałby się złym śmiechem tryumfu, lecz nie musiał, wszak byli we dwójkę i więcej tego już nie musiał wyczyniać. Jej sprzeciw jedynie go rozbawił, bo nie mogła osiągnąć specjalnie dużego oporu, nie ze swoją małą siłą, nie przy jego zaprawionej przy trenowaniu zwierząt dłoni. Gdyby miał teraz odpowiedzieć, co było przyczyną, chyba by nie umiał złożyć jednego pełnego zdania. Działał w afekcie, nie wiedział do końca co się dzieje, zadawał sobie sprawę tylko z tego, że musi jak najprędzej pokazać Megarze kto tu rządzi. A ona powinna się tym przejąć, pokrzyczy sobie i odpuści. Jak sądził, tak zrobił, z tym, że ona wcale nie klękała załzawiona, ona wstała i wyskoczyła do niego. A później go pocałowała. Tego się nie spodziewał, więc kiedy dziewczyna się odsuwa, on wciąż ma ten słodki posmak na ustach, słodko krwisty posmak, smak i posmak czegoś co było w sprzeczności z całą tą sytuacją, tak wielkie, że wystarczyła chwila, a rozumienie Carrowa zostało wywrócone do góry nogami. Skąd pomysł na pocałunki, czy on wygląda na kogoś kto lubi się całować? Już pomijając fakt, że spodziewał się płaczu, bicia, gryzienia i wrzeszczenia, a to... zbiło go z tropu. Sięga do ust swoich i zdejmuje z nich krew, jej słowa wwiercają się w czaszkę. - Nie próbuj dalej ze mną walczyć - odpowiada, starając się przywrócić sobie rytm - Bo na tym sie nie skończy - wzrok zawieszony w tym punkcie, w którym jeszcze przed momentem była jej twarz, ujawnia, że Deimos wcale nie patrzył na n i ą, patrzył tak aby tylko patrzeć. Złudzeniem było więc jego spojrzenie. Nie świadczyło o prawdzie, cóż było prawdą w tej chwili. Jej krew na jego policzku, jego ustępująca złość, racjonalne myślenie, które powoli dochodziło do głosu? Deimos spogląda na Megarę i już rozumie co jej uczynił. Jego wnętrze ściska zewnętrze, coś kopie go w brzuch i w bólach porodowych zjawi się tak zwany wyrzut sumienia. Dlatego oddaje jej różdżkę, a właściwie to wyciąga ją w ręku do dziewczyny, a kiedy ona po nią sięga, ten na chwilę cofa dłoń. Jak oni wyglądają, czy mogą bezkarnie wrócić na zabawę? Oddaje jej różdżkę, a dłonią sięga do policzka, żeby wytrzeć krew. Kciukiem grzebie na skórze, jakby zdrapywanie szlo mu niezbyt łatwo. A przecież to tylko kobieca krew, nic wielkiego. Jej twarz tak smutna, wciąż pod wpływem niespodziewanej sytuacji. Jego zaś rozluźniona, acz wciąż zaczerwieniona od atrakcji. Jego niedotykające dłonie, jej wstręt do niego. - Idź do domu - bo on też by poszedł najchętniej i pewnie to zrobi zaraz. Musi się tylko upewnić, że Megarze nie wpadnie do głowy chwalenie się nowym tatuażem - I nie mów nikomu.









She was the prettiest hell

I have ever been in

I didn’t mind burning at all.


Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : 5
UROKI : 8
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   08.11.15 9:54

Nie jest wstanie zmusić się by otworzyć oczy. Świat znów zaczął wirować ale mimo to drgnęła niespokojnie słysząc jak znów się odzywa. To nie jest koniec. To dopiero początek. Carrow udowodnił jej, że przez cały czas miała rację. Jest bestią niepodobną nawet do zwierzęcia. Bez honoru, empatii, sumienia czegokolwiek co robiłoby z niego człowieka. Jeśli wcześniej choć raz pomyślała o tym, że powinna dać temu szanse i uspokoić swoje buntownicze zapędy teraz nie było na to najmniejszych szans. Jeśli będzie trzeba zniszczy i jego i siebie.
Otwiera oczy czując na sobie jego wzrok jednak sama nie patrzy w tamtą stronę. Nie może znieść myśli, że jest tak blisko niej. Nie chce go widzieć, nie chce go słyszeć nie chce…nie chce…nie chce… Kątem oka dostrzega swoją różdżkę w jego dłoni. Sięga po nią a gdy on cofa rękę ma wrażenie, że zaraz upadnie na kolana i odpłynie w niebyt. Może to nie jest takie złe miejsce żeby umrzeć. Wówczas on znów wyciąga jej wybawienie. Meg chwyta ją drżącymi dłońmi próbując sobie przypomnieć jak się teleportuje. Nie mów nikomu . Jego słowa obijają się po jej głowie. Woda w jej oczach zmienia się w lód i spogląda na niego ten jeden jedyny raz. Nic nie powie ojcu ani siostrą. Dla całego świata ta sytuacja nigdy się nie wydarzyła. Jednak ktoś będzie musiał jej pomóc. Ktoś będzie musiał pozbyć się siniaków na jej skórze. Ona już dokładnie wiedziała kto to będzie. Zniknęła zostawiając pana Carrowa za sobą. Wróciła do spokojnego cichego domu. Będąc w swoim pokoju udało jej się utrzymać w ręce pióru i wysłać, krótki list z prośbą o ratunek.

/zt


Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
OPCM : 38
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 16
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   10.11.15 19:14

- Zaraza - mruknął tylko, gdy jego zaklęcie spaliło na panewce. Dopiero wtedy zauważył drżenie swoich rąk. Czyżby i on był zdenerwowany? Nieposłuszne nerwy, wyrywając się spod ścisłej kontroli umysłu. Troska, strach, niepewność. Jednak czy miał prawo być zdenerwowany? Spojrzał na Allison, która odpiąwszy pelerynę osunęła się na ziemię, z której spomiędzy palców traw wystawały poskręcane stopy korzeni drzew. Byli gdzieś na niewielkiej arterii, zgubionej w korpusie ogromnego lasu. Wszystko zamiast tętnić życiem trwało jednak nieruchomo, oświetlane zimnym światłem odbijanym przez wiszący na niebie księżyc. W tym momencie las wydał mu się miejscem wymarłym, przekornie zimnym, choć wiedział, że jest ciepło. To w jego wnętrzu zapanował chłód, który przyszedł wraz z lękiem. Lękiem o Allison. Jak miał jej wytłumaczyć, że wcale nie chce jej skrzywdzić? Była taka bezbronna i delikatna. Zawsze mu się taka wydawała, nie ważne czy wrzeszczała w złości czy mroziła go spojrzeniem. Była drobna i nosiła w sobie wiele bólu i tajemnic, które niczym dementorzy, z dnia na dzień coraz bardziej ścigając ją nieubłaganym cieniem przeszłości niweczyli przyszłość. Jej milczenie napawało go uczuciem wewnętrznej niepewności - chwilę wcześniej wykrzywiła usta tak, jakby chciała się zaśmiać, choć teraz siedziała skulona na ziemi, przytłoczona ciężarem rzeczywistości.
Ręce mu opadły i westchnął ciężko. Nie będzie miał łatwo z panną Avery, a ona na każdym kroku musiała mu o tym przypominać, nieświadomie popychając go coraz bardziej w stronę krawędzi, po której przekroczeniu czekała go tylko podróż w dół, w czarne odmęty szaleństwa, których prąd mógł być już zbyt silny, by po raz wtóry wypuścić go ze swych objęć. Westchnął znów cicho, po czym uklęknął na oba kolana i zaczął bacznie obserwować swoją narzeczoną, na plecach czując dziwnie spokojne tchnienie lasu, napawające go zdenerwowaniem. Zamknął na chwilę oczy i wziął głęboki, uspokajający oddech. Spojrzał znów na kobietę i powoli przesunął się bliżej niej. Trzymając różdżkę między zębami, ostrożnie wyplątał pelerynę Allison z chaszczy, po czym złożył materiał i położył go obok na ziemi. Sam natomiast przesunął się jeszcze bliżej, tak że ich ramiona dzieliły ledwie cale.
- Będziesz płakać? - zapytał, mając cichą nadzieję, że odpowiedź będzie przecząca. Szloch tej kobiety już raz targał jego sercem i nie było to miłym uczuciem, gdyż wiedział, że nie umie go powstrzymać oraz, że nie będzie mógł zapobiec kolejnemu jego atakowi.
Czekając na odpowiedź po raz kolejny spróbował się skoncentrować, choć wytężanie słuchu by wyłapać słowa Allison, które mogły być ledwie głośniejsze niż szelest pocieranych o siebie palców, mogło skutecznie zniweczyć jego starania.
- Expecto Patronum - mruknął raz jeszcze. Chciał, żeby to zobaczyła. Albo chociaż skrytykowała go, że jest beznadziejnym czarodziejem. Cokolwiek, naprawdę wszystko, byleby nie płakała.




If you're loved by someone
you're never rejected.


Ostatnio zmieniony przez Alexander Selwyn dnia 10.11.15 19:23, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   10.11.15 19:14

The member 'Alexander Selwyn' has done the following action : rzut kością

'k100' : 72


Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t653-allison-avery https://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison https://www.morsmordre.net/t815-allie https://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Zawód : Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
OPCM : 0
UROKI : 2
ELIKSIRY : 16
LECZENIE : 6
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   10.11.15 21:56

Unoszę głowę, gdy słyszę twoje pytanie. Na wcześniejszą, coraz to bliższa obecność zdawałam się całkowicie obojętna, lecz te proste słowa sprawiają, że znów budzi się we mnie wąż gotowy do ataku. Po to by zabić, wstrzyknąć tym razem śmiertelną dawkę jadu. W tym momencie przypominasz mi Deimosa zwracającego się do Megary… Kpiącego ze słabości, gotowego wyśmiać każde potknięcie. Wydajesz się być tacy jak oni, jak Samael, Deimos, Abraxas, ludzie okrutni, dążący do swego nie bacząc na koszta. Dlatego cierp, odczuj ten sam ból, tak samo mocno, jak krzywdzisz mnie samą swoją obecnością. Gdyż jesteś okrutny, a przecież za to nie przewidziano litości. Czujesz ten płomień, jaki we mnie rozpalasz? Ogień pełen pożądania, tego by nigdy więcej cię nie zobaczyć... Nieważne czy oznacza to twoją śmierć.
Atak nie jest mi jednak dany, nie, gdy po raz kolejny zabierasz się za rzucenie jednego z trudniejszych zaklęć? Powiedz mi, dlaczego tak bardzo chcesz wyczarować tego patronusa? Dziwie się, bo nie potrafię zrozumieć twoich działań. Co się stanie, jeśli ci się uda? Na efekty nie muszę długo czekać. Gdy nad naszymi głowami unosi się kruk, otwieram szerzej usta, które miałam rozchylone do jakiejś kąśliwej uwagi, dawno już zagubionej w moich szalejących myślach. Wyciągam rękę, jakby chcąc go schwytać, poczuć, że jest prawdziwy, lecz przecież to tylko jaśniejąca forma... Dlatego całym strapieniem doskonale widocznym na mojej twarzy obarczam ciebie. - Ten ptak… – kręcę z niedowierzaniem głową. Po raz kolejny, panie Selwyn, tworzysz z mojego mózgu zwykłą papkę, przez co nawet nie wiem, co myśleć o tym wszystkim. To niemożliwe, to wszystko nie jest dziełem przypadku. Omen zwiastujący mi niespokojne czasy, jest też twoim obrońcą, cieniem powstającym z najlepszych wspomnień. Jak coś tak złego może być także nadzieją na przetrwanie? Nie wiem, nie rozumiem, nie pojmuję, dlatego odpowiedzi szukam w tobie, przeszywając cię spojrzeniem. Nie tym, do którego powinieneś już przywyknąć - nie ma w nim lodowatego okrucieństwa, tylko zagubienie we własnych emocjach. Powiedz mi, jak powinnam się zachować? Unieść się gniewem, roześmiać, odejść bez słowa komentarza, a może zalać łzami? Przecież o nie ostatnio tak łatwo. Żądam odpowiedzi - opowiedz mi o wszystkim. Uspokój i naprowadź na właściwy tor, nawet jeśli miałaby to być chwilowa iluzja, bo... nie mam sił na walkę między nami, dzikie batalie wysysające ze mnie wszystkie siły, łzy wsiąkające w poduszkę. Całą energię powinnam skoncentrować na Samaelu, inaczej czuję się zbyt rozproszona, nie potrafię posunąć się nawet o krok do przodu, by zapłacił za wszystkie swoje grzechy. Więc dobrze, jeśli właśnie tego pragniesz, dzięki temu dotrzesz do swoich celów, powiem pas i przyjmę ten pierścionek zaręczynowy. Czyżby nawet i wróżby nie mówiły, że jesteś mi pisany wraz z wszystkimi nieszczęściami? Może... Stanowisz do nich klucz? Chciałabym w to wierzyć.
Ponownie skupiam się na kruku, który nie wydaje się już taki straszny. Po kilku okrążeniach nad naszymi głowami po prostu znika, a w lesie znów zapada ciemność. Wraz z napiętą do granic możliwości ciszą.
Potrzebuję chwili na przeanalizowanie tego wszystkiego, mózg broni się jak może przed przyjęciem tych wszystkich nowości. Zaakceptowanie tak prostego faktu jak cielesna forma twojego patronusa, niszczy wszystkie mury, które próbowałam między nami stworzyć. - To ci dopiero… – szepczę, otwierając w dłoń, w której wciąż znajduje się woskowy kruk, odrobinę zdeformowany od ciepła mojego ciała. Wzdycham ciężko, przygnieciona poczuciem bezsilności, niezdolna do ucieczki czy choćby dalszych słów. Uśmiecham się tylko niezwykle blado, co urealnia moje myśli - kapituluję tym lekkim grymasem. Trwamy po raz pierwszy w zgodnym milczeniu, bez prób wydrapania sobie oczu, niezwykle bolesnego skrócenia życia. Cisza wciąż trwa, w końcu stopniowo przyzwyczajam się do twojej obecności tuż przy swoim ramieniu. Wyczuwalne ciepło twojego ciała nie wywołuje negatywnych emocji… Sprawia, że się rozluźniam. Alexandrze uwierzyłbyś, że jesteś w stanie ukoić moje nerwy samą swoją cichą obecnością? Może mi się wydaje, że napinasz mięśnie, gdy bezwiednie opieram skroń o twoje ramie, niczym w akcie kapitulacji.
- Przepraszam – nie wiem, jak to inaczej ująć, a to słowo wydaje się nic nie znaczące przy wszystkich okrucieństwach jakich dopuściłam się względem ciebie. Nie proszę o wybaczenie za tylko ten dzień, za krzyki, które jeszcze przed chwilą przerywały ciszę lasu, lecz za każde złe słowo, lodowate spojrzenie, czyny, które miały na celu cię zranić. Nawet ja nie dowierzam, że przez moje gardło przeszły jakiekolwiek przeprosiny, szczególnie te niewymuszone, spowodowane skonfrontowaniem się z obrazem własnych czynów. Wzrok wbijam w mrok lasu, gdzie toczy się własne życie, od czasu do czasu migają jakieś świetliki; nie potrafię spojrzeć na ciebie w obawie przed… wyśmianiem. Jakbyś nagle miał przepoczwarzyć się w agresora pojawiającego się w spokojnych, dziecięcych snach.




I sit alone in this winter clarity which clouds my mind
alone in the wind and the rain you left me
it's getting dark darling, too dark to see

Powrót do góry Go down
 

Ścieżka w lesie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Dróżka w lesie
» Opuszczony ludzki Dom, głęboko w lesie. [+18!]
» Ścieżka górska
» Dom w lesie
» Julius Nott

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18