Wydarzenia


Ekipa forum
Ścieżka w lesie
AutorWiadomość
Ścieżka w lesie [odnośnik]26.09.15 22:19
First topic message reminder :

Ścieżka w lesie

Ścieżka wiodąca przez pobliski las, wydeptana pośród rozległych krzew oraz rozłożystych koron drzew zamykających dopływ światła. Gęstość zarośli tworzy zaklętą atmosferę tajemniczości oraz romantyzmu, subtelnie podsycone bladą iskrą niepokoju. Nawet za dnia tę część lasu otula półmrok rozświetlany jedynie wąskimi, rzadkimi prześwitami słońca przez liście wysokich drzew. Słychać pohukiwania sów oraz tętent kopyt zwierząt przemierzających las. 
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ścieżka w lesie - Page 9 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ścieżka w lesie [odnośnik]02.07.21 18:09
Jesteś... - gdzieś pomiędzy bólem, chęcią wyrwania się i pobiegnięcia w las, głodem i gwiezdnym niebem, poczuł jakże ludzką ulgę. Jesteś, jesteś obok.
Jesteś. - ludzką ulgę i zwierzęcą ciekawość. Fenrir pamiętał mgliście innego, warkliwego i dominującego wilkołaka spotkanego w lipcu, ale nigdy nie spędził pełni przy kimś, przy czymś, kogo znał. Albo dopiero miał poznać. Faeria zapachów była znajoma i obca zarazem, oszałamiająca, trudna do nazwania, aż wśród poplątanych myśli na czoło wysunęła się jedna.
-Szczenię. - zwykle Fenrir miał problem z ujęciem uczuć w słowa, ale te zdołał ująć w krótkie, zdecydowane warknięcie. Nie obchodziło go, jak na sprawę zapatruje się szarpiący się z nim o świadomość nudziarz. Za plecami miał młodszego i swoim zdaniem s ł a b s z e g o osobnika, a choć mógłby go zagryźć, to intensywne ludzkie wspomnienia wzbudziły w nim instynkt opiekuńczy.
Wyrażany, rzecz jasna, jedynie tak, jak alfa może podejść do swojego szczenięcia.
Szarpnął się i zawył do księżyca - głośno i przeciągle, zagłuszając wycie i warknięcia tego drugiego.
-S T U L U S Z Y - komunikat rozbrzmiał wyraźnie w warkliwym szczeknięciu. - M Ó J las. M O J A noc. M O J E szczenię. M O J E jedzenie, a T Y jeść po M N I E. - to szczekał, to warczał gardłowo, nakreślając młodemu wyraźne z a s a d y. -Nie słuchaj, a cię zagryzę. - zawarczał odrobinę ciszej, walcząc z głuchym protestem pulsującym gdzieś pod czaszką.
Nie wtrącaj się nudziarzu, jeszcze mi za to podziękujesz.
Szarpnął się kontrolnie, ale łańcuch trzymał mocno. Młody miał rację, chciałby pobiec daleko, w las, w las...
W strzępach świadomości trzepotała pamięć. Pamięć o tym, jak rozplątać łańcuch, o furtce bezpieczeństwa pozostawionej mu przez człowieka.
Proszę, nie...
Zawahał się.
Człowiek był ostatnio dla niego dobry. Pozwolił mu na listy, pozwolił w ludzkiej skórze na więcej niż kiedykolwiek. Zignorowałby jednak człowieka, gdyby ten nie zachował świadomości i nie walczył - a to bolało, bardziej niż łańcuchy.
I gdyby szczenię samo nie chciało się wyrwać i iść w las. A on, jako alfa, musiał zadziałać na przekór szczenięciu i nie poddać się jego bezczelnym żądaniom.
-STOIMY. CZEKAMY. - zarządził, ślepia wznosząc do gwiazd. Jedna lśniła wyjątkowo jasno, a nad nią - trzy inne.
Ładnie. Trochę to zabijało n u d ę.
Obecność szczenięcia też zabijała nudę. Wreszcie coś się działo.
Wreszcie ktoś się dział.
-Kiedyś zjemy cały świat. - zamruczał, uspokajając się odrobinę - choć gotów był szczekać i wyć na każdy przejaw sprzeciwu.

...

...

...

nuda

...

długo jeszcze?

...

okropne łańcuchy

...

o, widać Oriona

...

jeść

Świtało.
Świat eksplodował w pierwszych promieniach słońca i faerii bólu.
Odmiana wcale nie była łatwiejsza.
Zaczął się szarpać i miotać, sierść opadała na leśną ściółkę, mięśnie kurczyły się boleśnie, ciało słabło, słabło, słabło, wracało do gorszej formy, a zapachy stawały się mniej intensywne, jakby od świata i od lasu oddzielała go gruba kurtyna. Nie było już tak gorąco i dobrze jak wcześniej, świat stawał się przeraźliwie zimny.
Nagie ciało opadło bezwładnie w łańcuchach, a Fenrir migotał wciąż na granicach świadomości. Michael walczył tak zażarcie podczas przemiany, że musiał trochę odpuścić podczas odmiany.
Wziął zirytowany, łapczywy wdech, a potem - dzięki gwiazdom za ludzką pamięć - szarpnął łańcuchem w odpowiednim miejscu i się odplątał.
Opadł na kolana, wszystkie mięśnie drżały niekontrolowanie, głupie mięśnie. Odruchowo musnął palcami lewy przegub, ale nic tam nie było.
Chciało mu się wyć.
Odczołgał się na czworakach, kolana dygotały, łapał oddech jeszcze chwilę, aż po kilku sekundach pojawiła się pierwsza ludzko-zwierzęca myśl.
SzczeCastor.
Podparł się o pień i z trudem dźwignął na nogi. Wyglądał jak pijany i nie miał już siły kryć grymasu bólu na twarzy. Przeszedł na drugą stronę drzewa, znalazł wiązanie łańcucha i - hamując zwierzęcą agresję, aby zrobić to z ludzkim skupieniem - rozplątał młodzieńca, śmiesznie drobnego i bladego.
Nagość go nie peszyła, nie teraz.
Chwycił młodzieńca dłonią za podbródek, a drugą za ramię - wyglądał jakby miał się osunąć na ziemię, a Fenrir chciał mu się lepiej przyjrzeć, skrzyżować spojrzenia.
W jego własnych tęczówkach wciąż tańczyło płynne złoto.
-Zrozumiałeś wszystko w nocy? - warknął kontrolnie. Kto tu rządzi?


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him



Ostatnio zmieniony przez Michael Tonks dnia 30.09.22 18:20, w całości zmieniany 1 raz
Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Ścieżka w lesie - Page 9 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Ścieżka w lesie [odnośnik]05.07.21 19:12
Czuł, że nie jest sam. Wystarczyłoby co prawda wyczuć ciepło za plecami, ciepło rozlewające się pomimo zimnoty pnia, ciepło istoty, która była przecież podobna, pachniała nieco inaczej, ale wciąż podobnie, wbrew wszelkiej logice. Nie był do końca pewien, kim jest drugi osobnik, czy ma dobre zamiary, czy nie chce go tylko skrzywdzić. Łańcuch nagle znów zaczął przeszkadzać, pomimo prób wyciszenia natrętnych myśli (Castor wciąż mógł próbować kontrolować bestię, ale nie wydawało się, by miał na tyle sił, aby przeciwstawić się podstawowym i silnym instynktom). Szarpnął się więc raz jeszcze, znów bezskutecznie, bowiem to Michael, nie Fenrir odpowiadał za zabezpieczenia.
Ale to Fenrir doszedł do głosu.
Wyjątkowo irytującego głosu.
— TY STUL — szczenię nie chciało dawać za wygraną. Jaki bowiem wilk chciał zostać zdominowany? Nie byli stadem, wilkołaki raczej ich nie tworzyły. A przeciągłe wycie nie zostawiało wątpliwości co do kwestii łagodności drugiego z wilkołaków. Nastroszone uszy wysłuchiwały. Słuchały warknięć i wyć. Rozchylony pysk wypuszczał parę, dyszał ze złości, lecz dał dokończyć. A to już coś. — Ty S T A R Y! Stary T C H Ó R Z! Ja biegać wcześniej! W lesie jedzenie, D U Ż O jedzenie! Ja G Ł O D N Y!
Pomimo tych rewelacji, nie było słychać dalszych prób uwolnienia się z łańcucha. Castor nie mógł wpłynąć na wilkołacze wycie, gdy z całych sił starał się powstrzymać od zrobienia jakiejś głupoty.
— Tchórz założyć S M Y C Z! SMYCZ ZŁA, TCHÓRZ ZŁY! — i było coś w tym ryku, ostatnim przed serią ostrzegawczych warknięć. Coś, co pokazywało jak na dłoni, że wilkołak cierpiał. Choć oskarżenia wysuwane naprzeciw samozwańczego alfy skończyć się mogły źle, on sam również miał kły. I znacznie, znacznie mniej powodów, by ich nie użyć, gdyby wystąpiło jakiekolwiek zagrożenie. Brawura szła pod rękę z brakiem doświadczenia i nieodczuciem konsekwencji na własnej... sierści.
Ale mimo tych wszystkich wyć, zirytowanych warknień bez większego przesłania, tkwił wciąż w jednej pozycji. Tylko gorąco ulatniające się z jego ciała, tylko warkliwe oddechy dawały pewność, że bestia wciąż tam jeszcze jest. Że mimo wszystko słucha, ale też chce być wysłuchaną.

Wyczekiwał świtu. Wiedział, że z każdą mijającą sekundą traci siły i nie był pewien, czy da radę utrzymać bestię w miejscu jakkolwiek dłużej. Na szczęście świt przyszedł z odsieczą, a Sprout poddał się jego mocy bez protestu. To wilk znów miał więcej do powiedzenia, znów uniósł pysk w górę, by przeciągłym wyciem żegnać się z ojcem—księżycem. Nie rejestrował już uwag bestii za plecami, jeżeli jakiekolwiek w ogóle miała, nie rejestrował nawet podmuchów wiatru mierzwiących coraz to bardziej rzadkie futro, bo ostatnim, co zapamiętał wilkołak, była srebrna smycz.
Znienawidzona. Upadlająca.
Chwilowo jedyne oparcie.
Zawisł bowiem Castor na łańcuchu bezwładnie, nie mając siły utrzymać się na nogach. Niby znów było zimno, lecz krew — gorąca krew, krew przemykająca korytarzami żył, krew tylko w nim, nie na zewnątrz, nie na twarzy ani pod paznokciami — wciąż grzała zbolałe ciało. Kwestią czasu było tylko, aż i to uczucie odleci, pozostawiając tylko śmieszną wydmuszkę człowieka, lalkę na sznurku, którą ponury marionetkarz pozostawił rzuconą niedbale, nawet nie odgarniając złotych loków ze zmęczonej twarzy.
Próbował dźwignąć się na nogi. Wiedział, że tak trzeba, lecz drżące kończyny odmawiały posłuszeństwa. Skupił się więc na oddychaniu. Nie miał siły wymusić na sobie oddychania nosem, łapał więc powietrze ustami. Zimne powiewy spływające w dół ścianek gardła utwierdziły go tylko w przekonaniu, że wył, wył wielokrotnie, podrażnił sobie gardło, coś trzeba było z tym zrobić. Nie wiedział jeszcze co ani jak, jednak przez ułamek sekundy był wdzięczny.
Łańcuchom.
Podłej smyczy, która teraz ochroniła go przed runięciem wprost na twardą ziemię.
Coś poruszyło się gdzieś obok. Nie chciał jeszcze otwierać oczu, ani tym bardziej wypatrywać nadchodzącego zagrożenia. Nie czuł bowiem nikogo obcego, tylko wszystko to, co znał. Kogo znał.
Mike. Cholera, co z nim.
Nim myśl zdążyła w pełni zakwitnąć w jego umyśle, poczuł palce na własnych policzkach. Zaskakująco mocny, zważywszy na okazję, uścisk, podniesienie podbródka. Nie wzbraniał się przed dotykiem, otworzył oczy nawet chętnie. Szare srebro napotkało płynne złoto.
A kącik ust Castora uniósł się w złośliwym, wyraźnie prowokacyjnym uśmiechu.
— A ty? — wymruczał jakoś charkliwie, znów rzucając mu rękawicę. Może dlatego, że wciąż nie był w pełni zdolny do ocenienia sytuacji. Może dlatego, że znów zrobiło mu się cieplej, krew sumiennie docierała we wszystkie konieczne miejsca. Może czuł się pewnie, wsparty tak o jego ciało, znajdując się w pionie dzięki niemu, podświadomie łaknąc jeszcze większego wsparcia.
Dziękuję. Zdawały się mówić jego oczy, jakby słowo to nie mogło przejść przez dumne, wilcze gardło. Ale wciąż spoglądał na niego, z dołu, nieustępliwie pomimo własnej słabości, a równocześnie przekonany o tym, że znów jest bezpieczny.
Był obok. Cały czas.
Ochronił.

| z/t


Myślę sobie, zaraz obudzę się.
Lecz im bardziej spadam,
tym bardziej widzę, że
To wszystko chyba nie jest sen.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
gdzie rzucą kość
będziesz jak szczeniak biegł
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30 +10
UZDRAWIANIE : 7 +1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Ścieżka w lesie [odnośnik]18.08.21 3:08
Szczenię wyło i pyskowało (skąd właściwie znał takie pojęcia?) i nie respektowało jego autorytetu alfy. Słuchając tego szczekotu, Fenrir miał ochotę albo rozszarpać szczeniakowi gardło, albo przewrócić oczami. Ten drugi odruch był… obcy, chyba ludzki. Trudno, nieważne. W wilczej krtani już narastał ostrzegawczy warkot.
- NIC NIE W I E S Z, GŁUPIE SZCZENIĘ MŁODE JESTEŚ DZIECKIEM- - zawył wściekle, przekonany, że ma rację, choć w tej formie nie pamiętał, dlaczego. Coś… coś chyba obiecał człowiekowi. W zamian za coś innego. Ach, tak. Coś dobrego, równie dobrego jak krwista posoka. Znów wzniósł ślepia do gwiazd, przebłysk pamięci, warkot zmienił się na sekundę w cichszy i przyjemniejszy pomruk. -Być różne rodzaje głodu. - podzielił się spontanicznie, ale to przecież nie obchodziło teraz drugiego wilkołaka.
Do tego dochodziło się w swoim czasie. Też kiedyś nie wiedział. A potem to wszystko przestało się liczyć, bo usłyszał ból w skowycie drugiego i przypomniał sobie o własnym cierpieniu i szarpnął się ot tak, kontrolnie, i teraz skamleli obaj.
-SMYCZ Z Ł A… - wydyszła w końcu ciężko, ale nie zamierzał kapitulować. To on tu rządził. Zawył więc do księżyca głośno, ostrzegawczo, a potem szczeknął już wprost do młodszego, w odpowiedzi na oskarżenia.
-TY - BYĆ… MOJE - SZCZENIĘ. - nie był zły, nie był zły, był po prostu za niego odpowiedzialny (kolejne nieznane pojęcie, błysk wspomnienia z innego ciała), bo… -Ludzie tak chcieć i… tak BYĆ. Ty szczenię. - moje, moje, moje, małe i głupie, ale jego - choć właśnie milczało, dysząc gniewnie. Michael zostawił go z rodzicielstwem samego, nie uprzedzając, że to praca niewdzięczna i pewna niezrozumienia.
Może w kolejną pełnię to on zostawi Michaela s a m e g o - ale chyba nie umiałby się wyrzec ekstatycznej potęgi wilczego ciała, nawet dla złośliwej satysfakcji.
I tak mijały niewdzięczne minuty, gwiazdy przesuwały się po niebie, niestety, bo o świcie przyjdzie nudziarz i przyjdą niechciane emocje i obowiązki i…
…w sumie mógłby pozostać sobą…
…jeszcze trochę…
…paroksyzm bólu, pierwsze płomienie słońca, niknący księżyc. Głośne, rozpaczliwe wycie - do rytmu z tym d r u g i m, tak jakby w lesie wył jeden cierpiący wilkołak, a nie dwa.
Ból, ból, ból. Nie ten gorący i zwiastujący siłę, jak podczas przemiany. Tępe skurcze, kruche kości, sflaczałe mięśnie. Kurczył się cały, z potężnej bestii pozostawała żałosna, łysa skorupa. Wył bezradnie, sfrustrowany własną słabością, aż skowyt przerodził się w ochrypły krzyk i rzężący oddech. Z trudem zaczerpnął powietrza, nieświadom, że po policzkach ciurkiem spływają mu łzy. Odplątał palący łańcuch - siłą wypracowanego przez dwa lata nawyku, bo palce miał zdrętwiałe, a ciało drżało w niekontrolowanych spazmach. Żołądek miał boleśnie skurczony, ale wiedział, że zaraz dopadnie go wilczy głód. Chętnie poczołgałby się chwilę na czworakach, rozpaczając nad własnym opłakanym stanem, ale zapach i obecność drugiego człowieka wilkołaka dosłownie postawiły go na nogi.
Odruchowo poszukał w jego tęczówkach tego samego złotego blasku, gorącej dzikości, ale napotkał jedynie zimną stal. Taką, jak łańcuch. Za to szczenię było całe gorące, rozpalone i…
Zsunął spojrzenie na prowokacyjnie wygięte usta, potem jeszcze niżej, aż wziął urwany, zdziwiony wdech.
Cofnąłby się, ale wtedy szczenię upadłoby na ziemię.
Szczenię, szczenię, s z c z e n i ę. - powtórzył w myślach, dogłębnie skołowany. Podniósł wzrok, znów napotkał spojrzenie - wdzięczne, ciepłe, trudne do określenia - i złapał się na myśli, że n i e r o z u m i e. Ta znajomość nie była jego, tylko Michaela, a choć czuł wszystko to, co on - to n i e r o z u m i a ł. Tamtego bólu, nagłego powrotu, chaotycznych emocji niedających się sprecyzować, mieszanki cierpienia i oskarżenia i wdzięczności i zawziętości w minie Castora.
Błękit powrócił do smutnego spojrzenia - Fenrir wycofał się w bezpieczne i ciche miejsce na dnie ludzkiej jaźni, zostawiając Michaelowi ten natłok emocji. To już jego problem.
-Castor… Castor! - wyszeptał panicznie, podtrzymując go stabilniej i spoglądając na niego ze szczerą skruchą.
Nie miałeś go poznać.
Nigdy.
Kolana mu drżały, ciało nadal pulsowało bólem, ale teraz był już człowiekiem, był odpowiedzialny.
-Jestem tu - ja - -Już dobrze, jesteś bepieczny, jesteśmy bezpieczni, lecimy do domu, ubierzemy się… - szeptał, ale to Castor leciał mu przez ręce - więc to Michael go ubrał, najpierw jego, a potem siebie, a potem wpakował przemarzniętego chłopaka na miotłę i pomknęli do domu, w bezpieczne miejsce, gdzie mieli zjeść śniadanie, ale Castor tracił już przytomność, więc Michael pamiętał tylko jak dotarli do sypialni i wreszcie już naprawdę byli bezpieczni.
Castor spał chyba jak zabity, a tama puściła. Mike wtulił twarz w poduszkę, która stłumiła krzyk i rozpaczliwy szloch, bo to wszystko działo się naprawdę i jego przyjaciel był wilkołakiem - i chciał wierzyć, że zasnął choć na moment, ale gdy znów otworzył oczy, na policzkach wciąż miał świeże łzy.

/zt chlip


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Ścieżka w lesie - Page 9 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Ścieżka w lesie [odnośnik]24.08.21 1:55
|2 luty

Las wcale nie chronił przed zimnem. Wiatr ze swobodą hulał miedzy wysokimi, nagimi pniami drzew powodując nieprzyjemny świst wymieszany z szuraniem sypkiego śniegu. Ten cienką warstwą rozprzestrzeniał się po szczytach zasp by zaraz oprzeć się o ledwie wsysające szczyty gałązek niezidentyfikowanego krzewu, chropowatą powierzchnię kory lub pofrunąć dalej. Iskał nieprzyjemnie skórę, kuły w oczy, zmuszały do ich mrużenia. Roztopiony częściowo na końskiej sierści zbijał się w drobinki lodu wplątujące się w ciemną grzywę tworząc osobliwą ozdobę. Raz po raz kołysały się gwałtownie, kiedy to aetonan unosił przednie kopyta dość wysoko. Bez większego problemu swoją masą przedzierał się naprzód, w kierunku wskazanym przez jeźdźca. Anthony niechętnie wyglądał zza ciężkiego kaptura szaty tylko po to by upewnić się, że ciągle podażą za lekkimi wgłębieniami w śniegu, które były metodycznie przykrywane przez nawarstwiający się świeży opad. Nie wiedział do jakiego rodzaju zwierzęcia należał trop. Nie był w stanie wycenić ile czasu upłynęło od momentu kiedy podjął podążania za śladami. Nie był też wstanie wycenić więc jak głębokie były. Czy należały do ciężkiego zwierzęcia które przechodziło tędy już znaczący czas temu, czy wręcz przeciwnie? Być może nie miałby takiego problemu, gdyby towarzyszył mu Samuel ale w tym momencie był sam i w przeciągu kilku najbliższych dni nie miało się to zmienić. Był też głodny więc będąc w podróży, dotarcie do celu w takich warunkach zajmie mu jeszcze dzień lub dwa. Nie mógł nic na to poradzić ale też nie mógł nie spróbować skorzystać z nadarzającej się okazji. Dawno nie miał w ustach mięsa, a przyciskający się do kręgosłupa żołądek doskwierał mocniej niż wszechobecny chłód. Połączenie obydwu tych niedogodności mogła być śmiertelna.
Zebrał wodze zatrzymując konia. Następnie płynnym ruchem zeskoczył na ziemie momentalnie zapadając się po kolana w zaspie. Wydawało mu się, że dostrzegł przy jednym z drzew wskazówkę. Podszedł do niego by podpierając się o jego pień nieznacznie pochylić się nad znaleziskiem..

|k100 na spostrzegawczość, polowanie


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Ścieżka w lesie [odnośnik]24.08.21 1:55
The member 'Anthony Skamander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 95
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ścieżka w lesie - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ścieżka w lesie [odnośnik]24.08.21 3:43
|Poluję na daniela (k76)

Nagi, skostniały pień drzewa był z jednej strony nieznacznie oskubany. Palcami ręki otarł o krawędzie zwracając uwagę na sposób jaki została oskubana kora. Auror nie miał wątpliwości, że ślad zostawiło głodne, roślinożerne zwierzę. Ostrożnie przykucną spoglądając na trop którym podążał z innej perspektywy. Regularność wgłębień oraz wysokość na której drzewo było oskubane pozwalały nasunąć Skamandrowi myśl, że jest w tym momencie na tropie daniela. Nie wiedział czy powinien z tego powodu się cieszyć, czy też nie. Zwierzęta te poruszały się sprawnymi susami i wszechobecne śnieżne zawieje nie były dla nich specjalnym utrudnieniem w ucieczce przed potencjalnym dwunogim drapieżnikiem.
Z zamyślenia wyrwały go szturchający jego głowę koński pysk. Para ciemnych oczu wpatrywała się w niego z zaciekawieniem. Anthony westchnął drapiąc figlarnie gładkie chrapy - Może gdybyś był bardziej rączy... - może wtedy twoje towarzystwo coś by w tej sytuacji zmieniło...? pomyślał poklepując zwierzę po szyi by zaraz przystanąć przy siodle po to by wypakować z niego magiczną kuszę. Celując nią w ziemie naciągnął na cięciwę bełt. Rozpiął klamerki ogłowia, tak by zdjąć je ze swojego miejsca i zsunąć na szyję. Wodze przytroczył dość niedbale do wystającej gałęzi. omiótł przestrzeń wokół zaklęciem łagodzącym warunki pogodowe i zostawił swojego kopytnego towarzysza za plecami. Zakradniecie się w towarzystwie Styksa mogło być efektywne. Anthony samemu łatwiej i zgrabniej wtapiał się w otoczenie samotnych drzew na białym tle. Pogoń w takich warunkach za zdobyczą nie była raczej możliwa. Śnieg był zbyt wysoki by koń mógł swobodnie galopować, a drzewa rozsiane zbyt gęsto by mógł zrobić użytek ze skrzydeł. Auror musiał wytropić i skraść się do swojej ofiary. Najlepiej zrobi to sam.
Śnieg zgrzytał pod jego krokiem. Po dłuższym czasie podróży przez zaspy jego oddech stał się ciężki, lecz wciąż był regularny. Czujne oko w mieszaninie bieli, szarości i czerni dostrzegło ruch. Skamander ostrożnie, powoli przykucną. Jeden z bełtów przytrzymał zębami. Mając obie wolne ręce uniósł kuszę oburącz próbując wycelować po tym, jak zbliżył się na tyle, na ile pozwalały mu na to okoliczności. Wiedział, że miał tylko jedną szansę.

|pierwsza kość: k60 - na odległość od zwierzyny
|druga kość: k100 na strzał do zwierzyny


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Ścieżka w lesie [odnośnik]24.08.21 3:43
The member 'Anthony Skamander' has done the following action : Rzut kością


#1 'k60' : 20

--------------------------------

#2 'k100' : 9
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ścieżka w lesie - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ścieżka w lesie [odnośnik]25.03.22 17:28
26.03.1958, popołudnie

Hep!
Los ponownie zabrał Deimosa z plaży, aby umieścić gdzieś w lesie. I wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby tylko… nie znalazł się na jednej z gałęzi wysokiego, starego drzewa.
Chłopiec najpierw lekko się przestraszył i chwycił się kurczowo szorstkiego, porośniętego mchem pnia, ale później, kiedy już fala paraliżującego gorąca opuściła jego ciało, zdał sobie sprawę, że tak naprawdę, wszystko jest w jak największym porządku. Ba! Jest nawet bardzo fajnie.
Gałąź, na której siedział, była gruba i solidna, szeroka na tyle, że można było się na niej w miarę wygodnie usadowić. Dzięki temu, że nie było jeszcze liści, młody Fancourt miał doskonały widok na rozciągający się horyzont. Słońce było już wysoko, ukryte za szarymi chmurami i wyglądające od czasu do czasu, jakby chciało się przekonać, czy nie omija go coś ciekawego, kiedy zajmuje się jakimiś swoimi słonecznymi sprawami za parawanem z obłoczków. Zrobiło się nawet ciut cieplej, ćwierkały ptaki.
Deimosowi podobało się tak siedzieć na gałęzi, jakby to i on był takim ptakiem, który sobie tu tylko na chwilę przysiadł, żeby tylko odpocząć i lada chwila ponownie ruszy w drogę. Dokładnie jak ten klucz dzikich ptaków, który właśnie przemknął tuż nad głową chłopca, kiedy tylko ten o tym myślał. Zrobiło mu się tak błogo i dobrze, że nawet poobijane kolana i zimno, jakie odczuwał przez niedopasowanie ubrania do pogody, kompletnie mu nie przeszkadzały. Siedział tak sobie i majtał w powietrzu nogami. Był to odruch, nad którym nigdy nie mógł zapanować, mimo tego, że dorośli próbowali z tym walczyć, kiedy tylko zorientowali się że ich dziecko robi coś takiego.
"To nie wypada! Nie wolno!" - tak mówili.
Ale nie było tu ani ojca, ani dziadków. Tylko mama, która ukryła się w gałęziach tuż obok, aby mieć na oku swojego syna. No ale mama to co innego.
Chłopiec tak bardzo skupił się na obserwacji ptaków i na swoich myślach, że kompletnie nie zauważył, że klamerka na jednym z bucików rozpięła się i kiedy mocniej machnął nogą, jeden z butów ześlizgnął mu się ze stopy i poszybował na dół, wcześniej robiąc w powietrzy dość imponujące salto - wprost na głowę idącej ścieżką osoby.
Deimos Fancourt
Zawód : wirtuoz gry na nerwach dorosłych
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I have never tried that before, so I think I should definitely be able to do that.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t10877-deimos-vale#331434 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f404-gloucestershire-cranham-the-mulberry-house https://www.morsmordre.net/t10923-deimos-vale https://www.morsmordre.net/t10924-deimos-o-vale#332809
Re: Ścieżka w lesie [odnośnik]31.07.22 21:52
Kiedyś Florence była wielką fanką przyrody. Cóż, właściwie nadal była, nie było w końcu nic bardziej kojącego niż przyjemny szum wiatru wśród liści. Rzeczka snująca się leniwie między wzgórzami porośniętymi wysoką trawą uważała za prawdziwy skarb. No i nie można było zapomnieć o uroczych zwierzątkach - kolorowych ptakach śmigających w powietrzu, rudych wiewiórkach skaczących po pniach czy puchatych królikach kicających przez zarośla. Marzeniem Florence z przeszłości było przecież wynieść się z miasta i zamieszkać na wsi, właśnie w otoczeniu cudów natury. Dziś nie lubiła jednak cieszyć się tą naturą będąc samej. Co, chyba było dość zrozumiałe. Dziś każde grubsze drzewo stanowiło pewną niewiadomą, każdy zwalony pień czy wzgórze mogło kryć coś - lub raczej kogoś - nieprzyjemnego. Niestety, droga do domu Herberta zawsze wiązała się z tym, że należało przejść kawałek przez las. Nie był to długi odcinek, Merlinowi niech będą dzięki, niemniej komuś, kto znał drogę, przejście go i tak zajmowało konkretne piętnaście minut. Florence na szczęście znała tę ścieżkę niemal tak dobrze, że mogłaby iść tędy z zamkniętymi oczami. Mimo to i tak była zawsze czujna, nasłuchując nietypowych dźwięków, które mogłyby okazać się nadchodzącymi kłopotami.
Całe szczęście póki co zapowiadało się na to, że droga przebiegnie jej bez większych zakłóceń... no, przynajmniej do tej konkretnie chwili, kiedy coś nagle śmignęło kobiecie przed twarzą.
Florence nie mogła powstrzymać się przed krótkim okrzykiem - okrzykiem dość głośnym i przepełnionym zaskoczeniem oraz strachem. Fortescue wypuściła z rąk niesiony koszyk, aby szybko zasłonić sobie usta. Serce biło jej jak oszalałe, kiedy rozejrzała się gorączkowo, z której strony została właśnie zaatakowana. Jej przerażenie szybko zmieniło się jednak w konsternację, kiedy odnalazła wzrokiem rzecz, która tak ją przeraziła.
Kilka głębszych wdechów później Florence podeszła do leżącego na trawie dziecięcego bucika. Schyliła się po niego z pewną rezerwą, mocno marszcząc brwi. Podniosła znalezisko, aby przyjrzeć się mu dokładniej, ale z której strony by na nie nie patrzyła, ewidentnie był to bucik. Dziecięcy i do tego całkiem ładny. Chyba chłopięcy, ale tego nie była w stu procentach pewna.
- Co do... - zaczęła cicho, rozglądając się na boki, zastanawiając się skąd bucik mógł nadlecieć. Potem jednak zdała sobie sprawę, ze pocisk poszybował ku niej z góry, dlatego też to w tę stronę skierowała swój wzrok - i po raz kolejny doznała gwałtownego wyrzutu adrenaliny do krwi, bo oto zobaczyła dziecko siedzące sobie na gałęzi drzewa. Wysoko. Bardzo wysoko. Zdecydowanie zbyt wysoko aby można to było uznać za bezpieczne. Co on tam u licha robił!? - Na Merlina! - zawołała - Poczekaj mały, zaraz cię stamtąd ściągnę!


What is my life?
Am I doing this right?
I just realized that I might

Not know what the hell is going on!

Florence Fortescue
Zawód : Bezrobotna
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
If you can't see anything beautiful about yourself...
Get a better mirror!
Look a little closer!
Stare a little longer!
THEY WERE WRONG
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Ścieżka w lesie - Page 9 Tumblr_p0ebmcr3Ki1wbxqk4o1_540
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue https://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 https://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622

Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Ścieżka w lesie
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach