Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Ścieżka w lesie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Ścieżka w lesie   26.09.15 22:19

First topic message reminder :

Ścieżka w lesie

Ścieżka wiodąca przez pobliski las, wydeptana pośród rozległych krzew oraz rozłożystych koron drzew zamykających dopływ światła. Gęstość zarośli tworzy zaklętą atmosferę tajemniczości oraz romantyzmu, subtelnie podsycone bladą iskrą niepokoju. Nawet za dnia tę część lasu otula półmrok rozświetlany jedynie wąskimi, rzadkimi prześwitami słońca przez liście wysokich drzew. Słychać pohukiwania sów oraz tętent kopyt zwierząt przemierzających las. 


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
6
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   14.11.15 15:36

Alexander przymknął oczy, gdy wypowiedział inkantację. Pozwolił, aby wspomnienie wypełniło go całego, od czubka głowy aż po koniuszki palców u stóp. Czarne pióra, lśniące blaskiem odbijanym przez śnieg, mocny, ciemny dziób, mądre oczy i śmiech, dźwięk jego własnego śmiechu, wśród wirujących płatków śniegu. Szczęście - niczym niezakłócona radość, wyłączająca myślenie, zakrywająca problemy, ukazująca piękno wokół człowieka. Gdy znów otworzył oczy widział, jak ze strumienia srebrzystego światła płynącego z jego różdżki formuje się duży kształt ptaka, rozpościerając skrzydła szybujący wśród gałęzi okrytych plamkami liści. Na warzy Lexa zagościł uśmiech. Udało mu się, mimo całej tej grandy. Czyli był jeszcze zdolny do odczuwania całkowicie czystych, pięknych emocji.
Zerknął na Allison, która z lekko rozchylonymi ustami, wyciągając rękę, wyglądała jak dziecko. Na chwilę obecną z jej twarzy można było wyczytać jedynie zaskoczenie i frasunek, jakby czegoś nie rozumiała, jakby prawda była zbyt trudna do pojęcia. Gdy się odzywa, jej głos nie zakłóca ciszy i spokoju lasu - wręcz przeciwnie, wypełnia obcą pustkę, tłumi echo nieobecności, niczym ostatni element układanki wpasowany w całość.
Zastanawiał się, czy była w stanie przetworzyć wszystkie fakty. Zadziwianie panny Avery chyba w tym momencie stało się jedną z ulubionych czynności Alexandra. Była teraz taka inna. Nie zimna, tylko taka... akurat. Neutralna. Czyżby udało mu się ją przekonać, że wcale nie stanowi zagrożenia?
- Tak, kruk. To mój patronus - szepnął tylko, także podążając wzrokiem w tę samą stronę, co jego narzeczona. Spojrzał jednak na nią ponownie, czując jej oczy wwiercające się przez powłoki w jego duszę. Szukała odpowiedzi. Chciała ich, chciała je otrzymać, bo sama nie mogła ich znaleźć. Szukała ukojenia. Wytrzymał ten wzrok, nie miał jednak słów, by się odezwać. Poza tym, zniszczył by moment. Niemo wpatrywał się więc w nią, chcąc by zrozumiała, że jest i będzie, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba. Czuł się teraz jak ktoś bardzo, bardzo stary, obarczony ogromną odpowiedzialnością. Czyli tak wyglądała dojrzałość do związku? To o tym mówiła Lizzie? Nie wiedział, o co wtedy jego kuzynka zrobiła taki raban. Może nie grzeszy wielką cyfrą wieku, ale przecież... przecież to wszystko przychodziło naturalnie. Cisza dla niego była już nie taka straszna, nawet gdy kruk już zniknął, a Alexander, niezłączony już spojrzeniem z powodu kapitulacji wzroku Allison, wpatrywał się w ciemne ostępy lasu.
Poczuł nagle ciężar na swoim ramieniu, a woń zielonych jabłek dotarła do niego intensywniejszą falą. Odruchowo oparł policzek o głowę Allison, trwając w tej pozie i czerpiąc garściami ze spokoju płynącego z ich kontaktu. Powinien czuć się dziwnie, nieprzyzwyczajenie powinno uruchomić odruchy samozachowawcze - jednak nie czuł się nieswojo z taką Allison przy boku. Bez płaczu, bez krzyku, bez obojętności. Mógłby tak codziennie.
Przepraszam.
Jedno słowo. Jedno słowo, trzy sylaby. Tak mało. Tak mało wystarczyło, by wybaczył.
Wciągnął powietrze głęboko do płuc, oprócz jabłek czując jakby...
- Płomień zapałki. I zielone jabłka. Pachniesz ogniem i zielonymi jabłkami. Tak pachnie moja amortencja - powiedział, nie zmieniając pozycji, a jego głos pod wpływem wypowiedzianego na głos uświadomionego sobie faktu przepełniony był dość spokojnym, acz jednak zaskoczeniem.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t653-allison-avery https://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison https://www.morsmordre.net/t815-allie https://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   19.11.15 19:18

Ja albo ty. Niczym walka o śmierć lub życie. Każdy ruch dokładnie wyważony i przemyślany, lecz co jeśli niczym w szachach przewrócę króla? Kapituluję i gratuluję ci wygranej. Nawiązując tą więź, która nie ma prawa istnienia, nie potrafię dalej z tobą walczyć. Może wprowadzisz mnie do grobu, może pokażesz nowe horyzonty, lecz nieważne, co czeka mnie z tobą. W tej krótkiej chwili zdaje się, że nasza przyszłość nie może być zła - zdajesz się oparciem, osobą, której można zaufać. Bije od ciebie taka pewność, że nie mogę myśleć, że będzie inaczej, nagle z wroga stajesz się sojusznikiem. Może to desperacja szukać przyjaciół w samej smoczej jamie. Otwórz szeroko oczy, dostrzeż co mnie gnębi, moje najgłębsze lęki. Czy zdołasz ochronić mnie przed moim największym koszmarem? Choć to wątpliwe, w tej chwili wszystko wydaje się realne – godząc się na tę umowę, sprawiasz, że lądujemy na jednym wozie.
Nie rozumiem, czemu, ale mi wybaczasz wszystkie te okropności, które uczyniłam. I jeszcze opowiadasz mi bajki dla dzieci, które stopiłyby serce niejednej panny, pragnącej romantycznych uniesień. Uśmiecham się smutno, dobrze, że pozycja na twoim ramieniu gwarantuje mi, że nie dostrzeżesz tego lekkiego grymasu. Może ta bajka o amortencji jest całkowitą bzdurą, może powinnam odwdzięczyć się tym samym, tak dla spokoju, lecz byłoby to zbyt duże kłamstwo. Doskonale wiem, jaką mieszankę wyczuwam w swoim eliksirze miłosnym... i nie masz z nim nic wspólnego.
- Oh... Ja nią, czy może ona mną? - zaskakujesz mnie tym wyznaniem, może czuję się zbyt swobodnie, że te słowa przychodzą mi tak po prostu na język? - Czyżby ktoś tutaj stracił głowę? - to głupi żart, cichy szept mający przerwać tę powagę, lecz działający w całkowicie odwrotny sposób, powietrze zdaje się gęstnieć, cicha staje się namacalna niczym przed wielką burzą. Co dla mnie nią będzie? Twój śmiech, uświadomienie mi, że dałam się złapać na tak prostą sztuczkę? A może stwierdzenie, że w głowie mam coś nie tak od nadmiernego wąchania oparów różnorodnych eliksirów? Prostuję się odrobinę, ściągając głowę z twojego ramienia, lecz wciąż patrzę w ciemny las przed nami, jakby to miało mnie ochronić przed konfrontacją z tobą. Powinnam zapaść się już pod ziemię?


Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
6
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   27.11.15 20:03

Spokój.
Czuł spokój.
Harmonia lasu, harmonia ich oddechów. Magia drobnych gestów, cichych słów, kruchej delikatności. Poczuł się jednak trochę dziwnie, wyjawiając Allison zapach swojej amortencji. Czuł się niczym nastolatek (którym przecież ledwie przestał być!) mówiący podobającej mu się dziewczynie, że ładnie wygląda, albo coś. Na szalone szorty Merlina, dobrze, że nie zaczął się pocić i jąkać jak jakiś leszczowaty szczurek!
Sam Alex się zastanawiał, jak to konkretnie jest z tym zapachem miłosnego eliksiru.
- Ciężko mi powiedzieć, kto czym, czy też co kim, pachnie. Ostatnio po prostu... coraz bardziej zaczynam wierzyć w przeznaczenie, nie ważne jak głupio to brzmi czy też jak bardzo jest to naiwne. Po prostu... dziwnie - powiedział, wpatrując się w las.
Podobała mu się ta taka poniekąd... swoboda, jaką znaleźli w przebywaniu ze sobą. Swoboda i bezpieczeństwo? A może tylko obecny przed chwilą patronus sprawił, że opanowały ich te uczucia?
Następnego pytania się nie spodziewał, spinając się lekko. Gdy Allison przestała się opierać o jego ramię chciał krzyknąć, nie pozwolić jej przerwać tego momentu. Nie musiał się siebie pytać, wiedział już, że zaczyna tonąć. Poddał się fali uczucia, na własne życzenie zadurzył się w niej. Choć może to słowo było hiperbolą, to na pewno wiedział, że rzeczywiście traci głowę. Nie musiał tego przyznawać na głos. Zamiast tego powoli wyciągnął rękę w stronę dłoni Allison, po czym delikatnie zahaczył swój mały palec o jej, pozwalając tak spocząć ich złączonym rękom, zapamiętując jej dotyk, ciepło, miękkość skóry, jednocześnie oczy wlepiając gdzieś przed siebie, znów czując ogarniający go spokój.
Tak, odpowiedział tylko w myślach. Zdecydowanie stracił dla niej głowę, choć nie planował tej emocjonalnej dekapitacji tak prędko.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t653-allison-avery https://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison https://www.morsmordre.net/t815-allie https://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   03.12.15 0:42

Zostaw świat za sobą, zostaw wszystkie ciężary problemów na twoich ramionach, tak będzie lepiej, właściwiej, gdy pozwolisz się… oczarować. Magią drobnych gestów, którymi czynisz tę chwilę magiczniejszą – wykraczającą poza zwykłe ramy festiwalu. Gdyby Soren rzeczywiście dbał o swoje przyzwoitkowe obowiązki, w końcu jest moim towarzyszem podczas tygodnia, pewnie zapadałby na jedną z mugolskich przypadłości związaną z sercem. I moje serce zachowuje się inaczej, nie tak jak powinno. Ulega temu wszystkiemu – słowom wypowiadanym przejmującym szeptem, ciepłu twojej dłoni, delikatnemu ściskowi w okolicach żołądka… Temu całemu zamroczającemu zauroczeniu.
Będziemy mogli rozmawiać, lecz nie teraz, dobrze? Będziemy mieli na to czas: dni, tygodnie, by podzielić się swoimi obawami, wreszcie wyjaśnić sobie wszystko od początku, by móc zakończyć ten wstęp do prawdziwego koszmaru, który nie będzie miał prawa istnienia. Gdyż… Sprawiasz, że daję ci szansę - być może żałowałabym, gdybyś jej nie otrzymał? Pokaż mi, że mogę ci zaufać, że w kontakcie z tobą nie spłonę niczym drobna gałązka wrzucona w objęcia szalejących płomieni. Alexandrze, nie proszę cię o pomoc w stworzeniu bezpiecznej przystani – nie chcę bogactwa, służących mi skrzatów, szaf pełnych sukien, wystarczy mi niewielki zakątek, gdzie będę mogła odetchnąć od mroku wiszącego nade mną.
Nie rozumiem swoich uczuć, na które pomału się otwieram, nie rozumiem ciebie - co sprawia, że tracisz głowę? Mały żart potrafił zamieszać w moich myślach niczym jakiś szalony alchemik, walczący z przypalającym się eliksirem. Powinnam uciec przed wybuchem?
- Alex? - głos przypomina szmer, pełen niepewności co się właśnie dzieje. Powiedz mi, że będziesz obok, strzegąc moich snów i zwykłych, codziennych pragnień. Będziesz obok, by zapewnić pustkę, która pozostała w moim sercu, ledwo co zabliźniona, po ranie wyrwanej ponad pół dekady lat temu.




I sit alone in this winter clarity which clouds my mind
alone in the wind and the rain you left me
it's getting dark darling, too dark to see

Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
6
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   11.12.15 22:38

Cztery litery, znak zapytania. Tak słodko brzmiały na jej ustach, spijał to słowo wypowiedziane cichym szeptem długo, do syta, każdej zgłoski przedłużając brzmienie, zachowując je w myślach - dźwięk, obraz, dotyk, zapach. Serce biło mu w piersi mocno, może odrobinę zbyt szybko. Znów czuł się jak młodzik, pierwszy raz będąc tak nagim emocjonalnie od wielu lat. Mogła z niego czytać, mogła uformować go niczym świeżą, czerwoną glinę - mogła pogładzić, musnąć, zgnieść, rozerwać. Zachowując swą autonomię był gotów właśnie taką gliną być, która będzie właśnie tym, czego będzie potrzebowała. Zacisnął mały palec na chwilę mocniej, gdy odwrócił się do niej po wybrzmieniu swego imienia. Popatrzył się na nią przeciągle, chłonąc spojrzeniem delikatne rysy twarzy, owale oczu, krzywizny ust. Przestudiował cienie, jakie księżyc rzucał w tym momencie na jej lica, padając pod tym jednym, szczególnym kątem. Przeanalizował ją nie szkiełkiem i okiem, a czuciem. Prawą rękę nadal trzymając połączoną z jej palcem, lewą sięgając ku jej policzkowi, nadal chłonął. Nie interesowała jego umysłu obecnie logika. Przesunął dłoń niewiele dalej, palcami już delikatnie oplatając krawędź jej szyi. Patrzył jej w oczy, trzymał ją - był. Chciał, żeby to wiedziała, by jej świadomość to przyjęła. Był. Choć oboje nie byli w najlepszym stanie duszy, mogli przecież wzajemnie się załatać. Chciał tego. Tylko czy Allison też?
Nie wiedział kiedy, ale ich twarze zetknęły się ze sobą. Najpierw nosami, zniekształcając obraz wszystkiego wkoło, oprócz oczu. Jej oczu. Tych pięknych, sarnich źrenic, jak często o nich myślał. Gdy tak trwali chwilę, w symbiozie ze sobą i we wspólnym rytmie z otaczającym ich lasem, obrócił lekko głowę - wystarczyło bardzo niewiele, a jego usta znalazły się na jej. Całował delikatnie, niespiesznie, nienachalnie. Jakby robił to pierwszy raz. Może nawet niepewnie? Ale w tej niepewności pełno było uroku, uczucia, tej jedynej, niepowtarzalnej magii.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t653-allison-avery https://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison https://www.morsmordre.net/t815-allie https://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   24.12.15 23:50

Ile czasu musi upłynąć zanim pokonamy dzielące nas obawy, zanim zwalczymy uprzedzenia, by spróbować żyć obok siebie, w końcu zacząć się poznawać? Bez złości, bez poczucia beznadziejności i uległości wobec wydanych decyzji przez osoby wyżej. Dzisiejszy wieczór wydaje się idealny na poczynienie pierwszych kroków w tym kierunku, nie sądzisz? Właśnie teraz, przecież nigdy wcześniej nie pozwalałam na bycie tak blisko całkowicie obcej osobie. Bo jesteś obcy? Jednak pomimo to trafiasz do mnie jak ktoś całkiem znany. Może potrzebuję tego zatracenia, by wyrwać się ze szponów przeszłości i przyszłości wykreowanej przez chorego brata?
Jednym spojrzeniem wypełniasz moje myśli sprzecznościami, sprawiającymi, że zamieram, gdy przenikasz wprost w głębiny mojej duszy swoim wzrokiem. Odkrywasz te rany wciąż niezabliźnione, jednak dla ciebie tajemnicą pozostaje źródło ich pochodzenia. Z każdą chwilą niepewności pogłębiają się, czy na pewno chce, byś je odkrył? To wymagałoby zaufania, być może nawet zaangażowania, które naraziłoby mnie na kolejne rany. Jednak nie wycofuję się, nie potrafię uciec od twego wzroku, od szansy, którą chcesz mi zaoferować. Bądź. Tutaj, teraz, coraz to bliżej. Spraw, że odżyję niczym nadszarpana gałąź zapomnianej rośliny, karmiona tym razem czymś innym niż mieszanką obaw, wyrzutów, obrzydzenia, przerażenia. Tego właśnie potrzebuję, wsparcia i zrozumienia, obecności drugiej osoby, z którą wypełnię karty historii od nowa, zapominając o starych zarówno z wielką ulgą, jak i ze ściskającym sercem. Nie ma innego wyjścia, drogi na skróty - to dla mnie i dla ciebie będzie bolesny proces, jednak tylko razem możemy spróbować. Nie odważę się przerwać tej ciszy między nami, nie odwrócę głowy. Powinnam pozwolić ci na odcięcie sznurków wiążących mnie z przeszłością – ukoisz mój przepełniony lękami umysł, zaleczysz popękane serce. Zrób to. Chłonę emocje zawarte w twoim spojrzeniu, niczym zaklęta, już ani myśląc o ucieczce – może to irracjonalne, Alexandrze, ale pragnę więcej, twojej bliskości i pewności; wiem, że odczuwasz podobnie, chcesz kobiety, z którą zapomnisz o własnych ranach i porażkach, z którą wypełnisz obowiązki wobec rodu już wcale nie tak ciążące. Wcale nie potrzebujesz ducha u swojego boku, dlatego – zrób to.
Właśnie teraz, gdy jesteśmy w lesie, nikt nas nie obserwuje, zawróć mi w głowie tak, bym nie mogła wycofać się ze swoich decyzji. Może dlatego i ja całuję cię z uczuciem… nieprzeznaczonym dla kogoś innego; tym razem nie oddaję się nierealnym pragnieniom. Tym razem należę tylko do ciebie.
Sprawmy, że las zapłonie.
Niech płonie.




I sit alone in this winter clarity which clouds my mind
alone in the wind and the rain you left me
it's getting dark darling, too dark to see

Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
6
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   16.01.16 16:35

Na czym polega magia danej chwili? Ciężko jest to jednoznacznie określić. Czasem sam nastrój wystarcza, by uznać coś za naznaczone innością. Dla niektórych zaś to osoba, z którą się dany moment dzieli nadaje uroku zdarzeniom. A kolejny znów powie, ze to właśnie dziejące się rzeczy tworzą urok chwili. Gdy by ktoś zapytał się teraz Alexandra, co dla niego jest najbardziej magiczne w tej chwili, nie wahałby się ani chwili. Wszystko składało się na ten perfekcyjny moment, jedyny w swoim rodzaju, ale to ona była najważniejsza. Gdyby na jej miejscu była teraz jakakolwiek inna kobieta, magia między nimi dzielona nie byłaby aż tak piękna. Wszystko inne to był tombak, substytut. Teraz czuł, ze tego właśnie szukał, do tego był stworzony. Do przebywania z kobietą, która wydawała się być dawno zaginionym elementem układanki. Miał przecież wszystko: pieniądze, pozycję, wykształcenie, pracę, dom. Jego życie było idealnie komfortowe i monotonne... do czasu aż poznał Allison i po pewnym czasie poddał się jej, niczym człowiek dobrowolnie zakładający na kark niewolniczy łachman. Był jednak teraz szczęśliwy. Mógł zagubić się w jej włosach, jej skórze, jej ustach.
Nie przerywając pocałunku, ostrożnie przemieścił Allison na swoje kolana, zmniejszając dzielący ich dystans. Ich pocałunek, z początku delikatny, pogłębił się - jakby każde z nich wiedziało, że to jest ten moment. Jakby miało nie być następnego dnia.
Gdy już ich usta się rozłączyły, noc powoli chyliła się ku końcowi. Trwali tak, przytuleni, pozwalając światu na chwilę zapomnieć o ich istnieniu.

|zt x2




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Czara Ognia
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 https://www.morsmordre.net/u731contact https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153
n/d
0
n/d
n/d
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   11.12.16 22:42

Para nr 3

Burza była znaczna. Pioruny sypały się z nieba, wieszcząc jeszcze większą ulewę niż... szalała już teraz. Raiden znajdował się w samym centrum akcji poszukiwawczej czarownicy, która zniknęła kilka dni temu. Zdążył rozdzielić się z pozostałymi towarzyszami, zwiększając w ten sposób zasięg przepatrywań. Zaginiona była widziana ostatni raz właśnie na skraju leśnej ścieżki w towarzystwie mężczyzny. Miała na sobie czerwony płaszcz. I chociaż zaklęcia przeciwdeszczowe ułatwiały poruszanie się pośród nadciągającej ulewy – z każdą chwilą tracili cenne tropy. A jakieś być musiały.

Carter zatrzymał się na ścieżce, w której tkwiło wyraźne wgłębienie. Ktoś lub coś musiało przez chwilę leżeć w tym miejscu. Ciężko jednak było uzyskać więcej śladów, gdy woda ściekała bo brzegach, zmywając kolejne tropy. Musiał się śpieszyć.

To nie był dobry dzień na samotne wędrówki. Tym bardziej, gdy łapała cię burza, przeszkadzając w spacerze, jakiemu oddawała się Sophia. Może dla innych – graniczący z idiotyzmem, ale nawykła do specyficznych warunków Falwey – po prostu ignorowała spływające po niej, deszczowe krople. W nienaturalny sposób – miejsce kojarzyło jej się z wojenną zawieruchą, gdy musiała przedzierać się przez leśne ostępy. Wspomnienia potrafiły przyciągać niebezpieczeństwa…i nim zdążyła odrzucić od siebie myśl – jej krok zachwiał się, gdy postawiła stopę na czymś miękkim. Spojrzenie w dół pozwoliło dostrzec czerwień – poszarpana, pobrudzoną błotem i mokrą, ale kolor wciąż był widoczny. Pod nogami, Sophia miała właśnie rękaw czegoś, co kiedyś można było uznać za płaszcz. Na pewno – bez właściciela. Zanim podjęła jakiekolwiek dalsze kroki, tuż obok zamajaczyła sylwetka zbliżającego się mężczyzny.
Wróg? Czy przyjaciel?

Datę spotkania możecie założyć sami. Czara Ognia nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Wszystko jest w Waszych rękach.
Miłej zabawy!  




Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   28.12.16 22:04

7 kwietnia
To przypominało mu czasy, gdy był jeszcze szczeniackim członkiem brygady i szukali samowolnych wilkołaków. Z nosem praktycznie ciągle przy ziemi, szukając jakichkolwiek śladów, przypominał swoich indiańskich przodków, tropiących zwierzynę. Dzięki temu że nie od razu poszedł w stronę wykształcenia czystko policyjnego, znał parę sztuczek, które sprawiały, że był lepszy w poszukiwaniach w terenie. Burza szalała nad jego głową, a wielkie krople wody moczyły jego płaszcz wnikając głębiej pod ubranie. Czuł mokre plamy na klatce piersiowej, jednak nie zważał na to. Wiatr z deszczem na przemian siekały mu policzki, skapując z powrotem na ziemię. Pełna błota zamazywała wszystkie ślady, które po niej pozostały. A on nie miał czasu. Musiał się spieszyć. I to teraz.
Miała tylko szesnaście lat. I była bardzo piękna. Młoda czarownica, której zgłoszenie o zaginięciu zostało im przekazane przez zrozpaczonych i zaniepokojonych rodziców. Przyszli z fotografią córki, twierdząc, że nie wróciła do domu na noc w zeszły czwartek i do tej pory nie wróciła. Raiden wytrząsł z rzezimieszków zamieszkujących okolicę, w której mieszkała jej rodzina, że wałęsała się razem z pewnym czarodziejem podejrzanej reputacji. Cholerne sukinsyny! Nie było to pierwszy raz, kiedy dostawali takie zgłoszenia i to wszędzie. W Chicago było dokładnie to samo. Zabierali czarownicom wszystko co miały i pozostawiali. Lub robili coś znacznie gorszego. Sama myśl o tym kazała poderwać się Carterowi w górę i pobiec dalej. Wciąż miał w głowie, że jeszcze nie jest za późno. Przecież widziano ją na skraju lasu w czerwonym płaszczu z mężczyzną. W pewnej chwili trafił na leśną ścieżkę, gdzie od razu zobaczył ślad po czyimś ciele. Leżała tutaj... Miała skrępowane ręce... Czołgała się w tę stronę, a potem... Ktoś ją podniósł. Raiden podniósł spojrzenie, wpatrując się w stronę, gdzie były skierowane ślady i ruszył w tamtą stronę.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Sophia Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3785-sophia-fawley https://www.morsmordre.net/t3844-joan#71833 https://www.morsmordre.net/t3843-niedonoszony-zarodek-wojny#71832 https://www.morsmordre.net/f140-irlandia-czarne-szczyty-domostwo-w-dolinie https://www.morsmordre.net/t3914-sophia-fawley
Tłumaczka run
34
Szlachetna
Panna
'Sé do bheatha, a bhean ba léanmhar,
Do b' é ár gcreach tú bheith i ngéibheann,
Do dhúiche bhreá i seilbh méirleach,
Is tú díolta leis na Gallaibh.
2
10
2
5
2
1
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   04.01.17 20:02

W pogodny dzień wcale by się nie zdziwiła.

W pogodny dzień po prostu minęłaby ten strzęp i poszła dalej. A bo to mało ludzi, mało mugoli zostawia w lesie swoje śmieci? Gdyby tak nie lało, pomyślałaby, że to jakiś zdziczały zwierzak wyciągnął kawał szmaty z kontenera na śmieci.

Ale lało i grzmiało, a Sophia poczuła przypływ irracjonalnej ekscytacji - zastrzyk siły i energii, jakby wypiła o jedną kawę za dużo. Avanti o popolo, alla riscossa, zagrało jej nagle w głowie na widok krwistej czerwieni. Jak dobrze, że tak naprawdę to nie krew!

Obejrzała się nagle, słysząc kroki. Bandiera rossa, bandiera rossa! Jakiś mężczyzna szedł w jej stronę i na pewno już ją zobaczył, a był wysoki i szeroki, sporo od niej większy. Pewnie już ją zobaczył, ale cóż z tego. Nawet jeżeli liczył na jej pieniądze (że mógł liczyć na ciało, nie przyszło jej nawet do głowy - zupełnie nie bała się mężczyzn po tym, ile wśród nich przeszła), zawsze mogła miotnąć w niego urokiem. Bo tak po prawdzie, była pewna że to jakiś mugol.

Nie chcąc niepotrzebnie się narażać na złamanie zasad tajności, weszła kilka kroków w las. Może jednak jej nie zauważy. A może, co wydało jej się najbardziej prawdopodobne na platformie ściśle racjonalnej, to nie żaden bandzior, tylko zwykły facet, który po prostu ją minie i pójdzie dalej.


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   06.01.17 15:47

Szukał ją w dzikim amoku, nie mogąc przestać się zastanawiać czy właśnie się nie spóźnił. Czy wciąż żyje. Ale dopóki nie znaleźli ciała wszystko było możliwe. Liczyła się każda sekunda, a on zamierzał ją wykorzystać. Wszystko go bolało od długiego wysiłku, plecy nawalały, gdy z nosem przy ziemi szukał śladów, na rękach miał pęcherze od trzymania mocno ściśniętego drzewca różdżki. Do tego mięśnie drżały, gdy na zmianę Raidenowi było ciepło, a zaraz zimno. Pogoda wcale nie pomagała w ratowaniu sytuacji, ale musiał się nastawić na to, że nic z tym nie zrobi. Nie było czasu, by czarować warunki atmosferyczne. Chciał ją znaleźć. Już teraz. Szesnastoletnią dziewczynkę, która jeszcze mogła wrócić do rodziców. Popełniła błąd. Bardzo duży błąd, ale nie zamierzał pozwolić, żeby zapłaciła czymś więcej niż tylko strachem. Biegnąc przez las, skacząc przez krzaki, starając się zachować równowagę w błocie, zdał sobie sprawę, że bał się. Okropnie się bał, że ją zawiedzie. Chciałby jej właśnie powiedzieć, że idzie już na pomoc. Że wielka grupa policjantów jej szuka i jest coraz bliżej. Żeby dodało jej to otuchy. Mógł jedynie o to prosić w myślach, wiedząc, że nigdy się to nie spełni. Ale nie miało to znaczenia. Nie miało dopóki nie przestawał biec. Zachwiał się, gdy stanął na jakimś kamieniu. Ale zachował równowagę, szukając spojrzeniem dalszej drogi. Wydawała się sensowna. Wyklepana przez mieszkańców lasu, a później poszerzona przez spacerowiczów. Idealna by ciągnąć za sobą dziewczynę. Na pewno szli tędy, a nie przedzierali się przez gęste krzakory. Carter poprawił dłoń na różdżce i zmusił się do podbiegnięcia na małą górkę, chociaż w tych warunkach nie było to takie proste. Woda ciągnęła jego płaszcz w dół, marynarka pod spodem, kamizelka, koszula... Wszystko przemokło, a spodnie niemiłosiernie mu ciążyły. Jednak w końcu znalazł się na górze, by stanąć oko w oko z majaczącą przed nim postacią. Widział ruch po lewej stronie na linii drzew. Nie był to żaden z jego kolegów z pracy, więc Raiden nie zamierzał ryzykować. Kto do cholery znalazłby się w tym miejscu w taką pogodę?! Odpowiedź nasuwała się sama.
- Stać! Policja! - krzyknął i zanim cokolwiek się wydarzyło, rzucił Expelliarmus w stronę nieznajomej postaci. Nie miał zamiaru ryzykować. Nie kiedy gdzieś tutaj kryła się porwana dziewczyna i odpowiedzialny za to sukinsyn.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Sophia Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3785-sophia-fawley https://www.morsmordre.net/t3844-joan#71833 https://www.morsmordre.net/t3843-niedonoszony-zarodek-wojny#71832 https://www.morsmordre.net/f140-irlandia-czarne-szczyty-domostwo-w-dolinie https://www.morsmordre.net/t3914-sophia-fawley
Tłumaczka run
34
Szlachetna
Panna
'Sé do bheatha, a bhean ba léanmhar,
Do b' é ár gcreach tú bheith i ngéibheann,
Do dhúiche bhreá i seilbh méirleach,
Is tú díolta leis na Gallaibh.
2
10
2
5
2
1
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   22.01.17 20:07

Czerwony błysk zaklęcia zlał się z czerwienią oderwanej szmatki. Przepysznie!

Sophia spięła się cała, natychmiast uniosła obie ręce w górę. Wzrokiem szukała różdżki, która nie mogła upaść daleko, ale nie szło jej to zupełnie - cały czas zerkała na gliniarza, nie chcąc spuścić go z oczu.

Wiedziała, że policjant nie ma prawa jej ruszyć. Ale był przedstawicielem władzy, a ona nie ufała władzy brytoli. I nie ufała władzy tej starej torby Tuft.

- Czego ty chcesz? - zawarczała ochryple, zupełnie nie jak dama.

Aha! Jest i różdżka. Drobny kroczek w jej stronę. I kolejny, w tył. I zakrycie gałki obcasem. Wyglądała jakby się niepewnie wycofywała, ale wystarczyłby jeden ruch, gdyby tylko musiała...

...oby nie musiała.


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   30.01.17 22:59

Różdżka była na pewno bezpieczna. Zaklęcie nie wpływało na jej strukturę, a gdy będzie chciał, zawoła Accio i po sprawie. Nic prostszego. Ale teraz nie obchodził go dyskomfort, który czuł ów czarodziej. Był policją i do cholery właśnie prowadził pościg. Nie wierzył w przypadki i nie zamierzał w nie wierzyć. A na pewno nie w tym momencie, nie w tym miejscu. Szczególnie tutaj. Na kompletnym zadupiu wędrowałby sobie jakiś przyjemniaczek? Wolne żarty. Kto w dodatku wychodził jak niebo zapewne zwalało im się na głowy.
- Gdzie ona jest?! - krzyknął, starając się przekrzyczeć deszcz i szalejącą burzę. - Gdzie dziewczyna?!
Podszedł bliżej i mógł dopiero teraz zauważyć, że miał do czynienia z kobietą. Nieco zbiło go to z tropu, ale nie miało to znaczenia. Nie miał zresztą tego luksusu, którym był czas. Czuł jak ten uciekał mu przez palce. Dosłownie w zabójczym tempie. Czy poszukiwana przez niego dziewczyna jeszcze żyła? Co jeśli właśnie tracił ten cholerny czas?! I dlaczego ta kobieta milczała?! Musiał się dowiedzieć od niej wszystkiego. Jeśli nie zamierzała współpracować, trudno. Kajdanki powinny załatwić sprawę, dlatego lepiej dla niej żeby mówiła. I to bez kłamstw.
- Dziewczyna i facet! Byli tu! - warknął ponownie.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   09.03.17 21:33

Właśnie dla takich dni chciał być policjantem. Pościg z czasem. Niknące w deszczu ślady. Zapach burzy i niebezpieczeństwa unoszący się w powietrzu. Lubił ryzykować chociaż bardziej irytowało go to, że jeszcze nic nie znaleźli niż to, że ciągle walczyli z czasem. Rozdzielili się biegnąc za kolejnymi śladami. Zobaczył ciężki odcisk buta i pomyślał, że musi być blisko. To go zmobilizowało jeszcze bardziej. Biegł szybciej wyglądając jakiejś sylwetki w tle. Biegł, biegł, biegł i biegł. Szybciej i szybciej czując, że gdyby zwolnił ślady całkowicie zniknęłyby zlane deszczem. Ocknął się dopiero gdy wpadł na coś ciężkiego. A raczej na kogoś. Wprawdzie nie był najlepszy z najlepszych, a burzy to się trochę bał. Policjantem też nie chciał zostać, bo to robota niebezpieczna i słabo płatna. Chlapa była potworna i biegnąc nic nie widział, a biegł tak szybko mają nadzieje, że zaraz dobiegnie do samochodu i nadzwyczaj w świecie przeczeka tą paskudną pogodę. Raiden to był dopiero policjant. On to wszystko wiedział, a Lucas mógł się do niego tak wiele nauczyć. Może gdyby nie był taki leniwy to nawet by się skusił, ale w takiej sytuacji po prostu robił co trzeba i był gdzie mu kazali mając cichą nadzieje, że nigdy nikt nie wyciągnie w jego stronę różdżki i, że on nie będzie musiał nigdy jej wyciągać. Zaklęcia były takie skomplikowane, a jak się nie skupisz to jeszcze sobie krzywdę zrobić możesz. A w taką pogodę? To kto wie co się dzieje z mokrą różdżką. Lepiej nie próbować. Życie było niebezpieczne i gdyby nie fakt, że ojciec załatwił mu tę pracę to pewnie siedziałby sobie w wygodnym foteliku w Ministerstwie Magii, pisałby sobie jakieś protokoły, albo i nie. Życie mogło być dobre. A tak wpadł teraz na Raidena, który aż się zachwiał zaskoczony, a jego różdżka upadła prosto w kałużę. Tą przewagę wykorzystała kobieta i rzuciła się niknąc zaraz w drzewach. Lucas próbował jeszcze ją złapać, ale w końcu machnął tylko ręką spoglądając na swojego partnera. - Chyba skończyliśmy, co? - zapytał ze wzruszeniem ramion.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ścieżka w lesie   09.03.17 21:51

Nie usłyszał zbliżającego się za plecami mężczyzny. Był tak skupiony na kobiecie, że zupełnie nie spodziewał się ataku z boku. Ktoś go popchnął, zachwiał się, a różdżka zniknęła w błocie. Carter pochylił się w przód, by przekoziołkować w stronę kałuży i wyłowić z niej swoją własność. Zaraz też stanął z powrotem na nogi i wycelował w stronę napastnika. Który okazał się ciapą z biura policyjnego. W tym samym czasie kobieta zdążyła zbiec. Przez tego debila. Cholerny żółtodziób, którego wszyscy policjanci unikali. Raiden nie musiał być w oddziale londyńskim nawet miesiąc, by się o tym przekonać. Ten dzieciak był jak wrzód na psim tyłku. Unikali go dosłownie wszyscy i nie można było się im dziwić. Nikt go nie tykał ze względu na starego. Tym razem jednak Carterowi puściły nerwy.
- Ty kretynie! - krzyknął Raiden i złapał go za mundur, przyciągając do siebie. Był wściekły na tego przykurcza, który jedynie właził mu pod nogi. Nie tego oczekiwał w tym dniu po swoim zespole. Wiedział, że musieli go zabrać, bo naciskał na to jego ojciec, ale nie zamierzał traktować go pobłażliwie. Nie było jednak czasu, żeby go naprostować. Musieli znaleźć tę dziewczynę i porywacza. Jak on do cholery tego chciał! Już zamierzał znowu coś powiedzieć, gdy zauważył coś nad ramieniem tego fajfusa. - Padnij! - krzyknął, odrzucając go w bok między krzaki i posyłając w stronę atakującej sylwetki mężczyzny zaklęcie petryfikujące. Obok niego znajdował się czerwony płaszcz. Ten sam w którym widziano porwaną. Mamy cię, skurwielu, pomyślał Raiden, schylając się przed jasnym snopem.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
 

Ścieżka w lesie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Dróżka w lesie
» Opuszczony ludzki Dom, głęboko w lesie. [+18!]
» Ścieżka górska
» Dom w lesie
» Julius Nott

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18