Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Brzeg

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Brzeg   27.09.15 15:21

First topic message reminder :

Brzeg

Kamienisty brzeg pełen odłamków muszelek, bursztynów oraz tego co zostanie pozostawione przez przypływ. Nie ma tutaj wzniesień, miękkiego piasku, by usiąść i podziwiać zachód słońca. Niemniej ta część wybrzeża przyciąga wielu spacerowiczów. Kto wie, może jeśli odpowiednio wytężysz wzrok, pomiędzy zwykłym żwirem i muszelkami odnajdziesz coś ciekawego?


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Brzeg   08.11.15 22:14

To już ten etap? W końcu nadeszła ta chwila? W dziewczynki porzucają marzenia o wielkie miłości…o księciu na białym koniu. Nie będzie uśmiechów, nie będzie serc ani tęcz. Zostaje tylko poczucie krzywdy i narastająca wraz z nim chęć zemsty. Stracona niewinność by zmiażdżyć swoich wrogów i podnieść się do rangi boga. Krew jest wszystkim, co mamy…ona zrobi z nas morderców, oszustów, trucicieli i łgarzy. Ta myśl przyszła jej do głowy gdzieś między słowami Allison. No tak przecież przeznaczeniem nowego pokolenia jest przewyższyć to poprzednie…a nauczono nas tylko jednej drogi. Kto jest bardziej bezwzględny ten wygrywa - Chciała już wypowiedzieć swoje myśli na głos, ale powstrzymała się od ostatniej sekundzie. Lepiej było zatrzymać je dla siebie. Przecież Allison i tak już o tym wie. Megara widzi to w jej oczach. Robią się podobne do tych, które sama widziała w lustrze… robią się zimne.
Megara skupiła się na słowach kuzynki. Może miała rację a może nie. Ale to, co miała w sobie było jej zasługą czy to tylko geny, który postanowił ujawnić się w niej a nie w, którymś z jej rodzeństwa. Znowu kolejne pytania. Ta tendencja do podważania wszystkiego kiedyś ją wykończy. Uśmiechnęła się na ostatnie zdanie, które padło z ust kuzynki. Tak, tutaj miała racje.
Tuż po tym jak przesyłka została jej wręczona podeszła do Allison kładąc jej dłoń na ramieniu. - Wszystko dzięki podobnym genom. - uśmiechnęła się wesoło chcąc, choć trochę rozjaśnić ten mrok, który ją ogarnął. Zaraz jednak odeszła od niej kilka kroków skupiając swoją uwagę na przesyłce. - Nie wiem jak ty, ale ja się spodziewam bomby biologicznej. - mruknęła z lekki przekąsem otwierając liścik. Czytając go przewróciła znudzona oczami. Czego innego mogła się po nim spodziewać? Jeszcze zanim otwarła pudełko rzuciła liścik w objęcia ognika, który wciąż koło nich latał. Jeden problem z głowy. Otwarła pudełeczko unosząc lekko brwi. Chusta…gdyby nie była od niego uznałaby ją nawet za ładną. Wyciągnęła ją na wierzch kilko zwinnymi ruchami robiąc z niej pętlę jak dla skazańca. Podeszła do Allison i zarzuciła ją jej na szyję. - Jedwabna pętla na szyję. Zostanę wisielcem. - podsumowała wszystko z przekąsem. Dopiero patrząc na chustę spoczywającą na szyj Allison zdaje sobie sprawę, że jest w barwach Carrowów. - I to jeszcze oznakowanym. Jakby mu pierścionek nie wystarczył. - warknęła z wyraźnym rozdrażnieniem. Nie chciała prezentów. Nie od niego. - Myślisz, że jak ją spalę i powiem, że zerwał mi ją wiatr to coś się stanie? - spytała rzecz jasna retorycznie. Liścik wyraźnie wskazywał na to, że podobny numer nie przejdzie.


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Brzeg   09.11.15 0:06

Trzeci dzień festiwalu, wieczór

Światło, jakie padało na twarz Inary, tym razem nie pochodziło z płomieni czerwonego ogniska. Miejsce każdego wieczoru oblegane, tym razem nie stało się celem wizyty alchemiczki. Nie próbowała też nikogo zaczepiać, na powitania uśmiechała się, ale każdemu zaproszeniu odmawiała.
Jedyne miejsce, które odwiedziła - był zagajnik i wróżba, na jaką się skusiła, by chwilę po tym zniknąć. Według woskowej figurki, wydawało się, że los powinien jej sprzyjać, ale jak to wyglądało w rzeczywistości?
Błądziła na festiwalu, porywana od jednych cieni do drugich. Zupełnie jak listek na wietrze, porywany tańcem wiatru, wirując, drgając, opadając...i wznosząc się, jakby próbowała sięgnąć gwiazd. Może tak własnie było? Czy jednak nie sięgała za wysoko?
Ciepły wieczór napełnią ją kropelkami wspomnień, które płynęły wartkim nurtem myśli, rozgrzewając ciało, niczym krew w żyłach. Wspomnienia podróży, przygód, spotkań, które...odciągały ją od niespokojnej teraźniejszości. Festiwal, choć stanowił przyjemną odskocznię, niemal namacalnie sygnalizował, czym Inara miałaby się w najbliższym czasie przejmować. Drżała, gdy słone nakazy, rysowały jej niespokojne obrazy przyszłości.
Na brzeg zawędrowała wcześniej.  Ominęła widoczne postaci, które przemykały samotnie lub w parach, by samej, usadowić się na płaskim kamieniu. Podciągnęła stopy wyżej, ściągając buciki i zrzucając je na ziemię. Podparła się dłońmi przed sobą, pozwalając, by czarne włosy opadały swobodnie na ramiona, targane od czasu do czasu, ciepłym powiewem wiatru. Zamykała oczy, by wyraźniej czuć, jak powiew muska jej policzka, a pasma włosów tańczą, łaskocząc skórę karku.
Choć wieczór zbliżał się ciemnymi krokami, rozjaśniały go blade promienie pojawiającego się księżyca, przyjemnie rozświetlały falującą taflę. Ciemny błękit zwiewnej sukienki lśnił, jakby podświetlany błyskającymi iskrami, tańczącego na wodzie blasku. Dłońmi wodziła niżej, po kamienistym podłożu, od czasu do czasu, tylko zerkając na postaci w oddali. Jedna z nich jednak nie znikała na horyzoncie, a sylwetka mężczyzny, stawała się coraz bardziej rozpoznawalna.
Nawet nie myślała, że coś w jej chłodnej jak dłonie duszy - zapłonie leciutko, trącając niewyraźne, nierozpoznawalne jeszcze struny. Usta momentalnie ułożyły się w odwróconą podkówkę. Oczy, z nieskrywaną radością, zatrzymały się na twarzy Percivala.
Szedł powoli, ale wyraźnie kierował się w jej stronę - rozpoznał Inarę. Przez chwilę widziała go oczami, jak kilka lat wstecz, dumny łowca, który szedł do jej namiotu, by prosić o przygotowanie eliksiru, a w międzyczasie zająć ją rozmową o dalszych wytycznych wyprawy.
Inara nie potrafiła wskazać dlaczego, ale ten akurat mężczyzna, nie peszył jej, gdy pracowała. Swobodnie mogła skupiać się na warzeniu eliksiru i jednocześnie, od czasu do czasu, odpowiedzieć mu półgłosem na zadawane pytanie. Mógł po prostu obserwować, a dziewczyna i tak dobierała właściwie proporcje i składniki.  Zupełnie jakby rzucał na nią zaklęcie. A może rzucał? W końcu, kto by pomyślał, by zetknąć ich po kilku latach niewidzenia? Nieprzewidywalność losu, na prawdę ją czasem zaskakiwała..skąd więc pomysł, by wierzyć wróżbom?
- Zdaje się, że tak - twarz czarnowłosej powędrowała wyżej, spoglądając spod czarnych rzęs na znajomą sylwetkę i ta bynajmniej nawet nie próbowała zachować powagi - nie jestem tylko pewna, czy widząc takiego gentlemana, zechce się tutaj jeszcze pojawić - mrużyła oczy, a usta tym bardziej błyszczały w uśmiechu, gdy dostrzegała drgające wargi Notta.
Ledwie widocznie, odsunęła się na bok, dostrzegając tylko, jak łowca przysiadł obok niej, przytrzymując rąbek jej sukienki. Blisko. Słowa, jak płynna lawa, chciały wydostać się w przestrzeń, ale jego oblicze, które znalazło się z pytaniem, na krótką chwilę wstrzymało jej oddech - tym samym tamując słowa. Spojrzenie zielonych źrenic, przeszyło jej własne, ciemne, trafiając gdzieś w niespokojny zakamarek serca. Nawet nie wiedziała, że w oczach mężczyzny, rzeczywiście można się topić. Usta rozchyliła, mrugając nieznośnie szybko rzęsami, by w końcu odchylić nieznacznie głowę na bok - już z uśmiechem, albo ulgą, która oderwała kołatanie.
- Chyba zostałam postawiona przed faktem dokonanym? - spojrzenie powędrowało do męskiej dłoni i policzka, które go potarło, tego samego, w który - może zbyt pochopnie - zostawiła jeszcze przedwczoraj ślad swoich ust. Mimowolnie wyciągnęła swoją dłoń, by ostatecznie się cofnąć, może zbyt gwałtownie, zastanawiając się, co właściwie chciała z nią zrobić. Odegnała niesforną, napływającą myśl - Teraz nie mam wyjścia...nawet jakbym chciała wstać, to nie mogę - zaśmiała się, patrząc w dół, dopiero teraz wyciągając smukłymi palcami materiał sukienki - już mi kiedyś tak zrobiłeś - przypomniała mu, choć jak zwykle - brak było jakiejkolwiek nagany, raczej rozbawione prawie-oburzenie, tak uroczo przedrzeźniające szlacheckie zasady. Tak jak wtedy - i teraz się śmiała, próbując powstrzymać dłońmi swój głos.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real



Ostatnio zmieniony przez Inara Carrow dnia 10.11.15 0:31, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
organizator smoczych wypraw badawczych
32
Szlachetna
Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

6
35
0
0
0
11
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg   09.11.15 20:05

Nie wiedział, co tak naprawdę przygnało go na brzeg, zmuszając go tym samym do dobrowolnego (te dwa słowa, wbrew pozorom, wcale nie brzmiały w jego głowie sprzecznie) uczestnictwa w festiwalowym teatrzyku, odgrywanym pod sztandarem wiecznej miłości. W normalnych okolicznościach już dawno byłby z powrotem w Londynie, namiętnie oddając się na zmianę pracy oraz rozrywkom, mającym na celu pomóc mu o owej pracy zapomnieć. Tymczasem upragniona spirala autodestrukcji odpłynęła tymczasowo gdzieś poza horyzont, czy to topiąc się w ciemnych falach, których szum zalewał mu uszy, czy to chowając się za niegroźnymi obłokami. Czuł się zaskakująco dobrze i świadomość kompletnego niezrozumienia własnych motywów, uwierała go tylko chwilami.
Jeszcze nie tak dawno całkiem skutecznie wmawiał sobie, że chodziło o odnowienie znajomości i zwyczajną, przyjacielską troskę; nie potrafił udawać, że nie dostrzegł wyrazu twarzy Inary, gdy z przymkniętymi powiekami przyciskała do siebie odnalezioną zgubę. Z pozoru niespecjalnie wartościową (chociaż z drugiej strony, co on mógł wiedzieć na temat damskiej biżuterii), ale wydającą się skrywać znaczenie ukryte i dla niego póki co niedostępne, acz jeśli miałby zgadywać, postawiłby całkiem pokaźną sumę na istnienie mocnego związku między lśniącym amuletem, a przeszłością dziewczyny. Znał ten rodzaj uwiązania i braku swoistego zamknięcia z autopsji i bez problemu potrafił rozpoznać go u kogoś innego – zwłaszcza u kogoś, z kim zdarzało mu się spędzać dwadzieścia cztery godziny na dobę. Ale chociaż ciekawość odnośnie historii, którą miała do opowiedzenia, z całą pewnością odznaczała się w jego aktualnym stanie emocjonalnym dosyć mocno, to coś mu podpowiadało, że wcale nie chodziło tylko o to.
Ostatni powód był bardziej subtelny i przez to nieuchwytny; ulotny jak ledwie wyczuwalny zapach bzu w wieczornym powietrzu, który prześladował go co najmniej od dwóch dni, pojawiając się w absurdalnych i zupełnie przypadkowych momentach i miejscach. Chwilami podejrzewał wręcz, że wariuje, i że znajomo – obcy stan roztargnienia pomieszanego z ekscytacją był w rzeczywistości efektem podstępnego wybiegu ze strony Prewettów, którym przecież nigdy nie należało ufać. A przynajmniej nie, jeżeli chodziło o przyjęcia i wydarzenia towarzyskie wszelakiego rodzaju.
Tamtego wieczoru jednak trudno było mu się nie uśmiechać, gdy bez chwili zawahania, w jakiś naturalny sposób podejmowała jego grę, nieco prześmiewczo i lekko traktując wyniosłe, szlacheckie obyczaje. Które tak czy inaczej kompletnie nie pasowały ani do scenerii, ani do sytuacji; sztywne ukłony i wyszukane formułki, zestawione z jakże arystokratycznym siedzeniem na gołej ziemi, wypadałyby co najmniej groteskowo. O dziwo, niektórym z gości zdawało się to nie przeszkadzać, bo zmierzając w stronę brzegu został zmuszony do wymiany paru takich właśnie uprzejmości.
W pierwszym momencie nie zrozumiał jej uwagi; chwilowa konsternacja musiała odznaczyć się wyraźnie na jego twarzy, spowodowana zarówno słowami, jak i przerwanym w połowie gestem, ale sekundę później wskazała na sukienkę, której fragment znikał pod jego spodniami i wszystko stało się jasne. Roześmiał się cicho, podnosząc się nieznacznie, żeby ułatwić jej wyciągnięcie błękitnego materiału. – No to teraz przynajmniej wiemy, że moje nienaganne maniery wciąż są na swoim miejscu – odpowiedział, przenosząc spojrzenie z nieszczęsnej tkaniny na Inarę. – Wybacz – dodał, dla podkreślenia szczerości przeprosin teatralnie przyciskając dłoń do klatki piersiowej, w miejscu, gdzie powinno być serce. Raczej żartem, niż serio; jakoś nie mógł wyobrazić sobie panny Carrow, robiącej mu awanturę o pogniecioną sukienkę, choć większość czarownic na tym etapie uznałaby zabawę za zmarnowaną.
Mając to na uwadze, z tym większym przekonaniem wyciągnął z kieszeni butelkę alkoholu; gdyby chodziło o kogoś innego, zapewne zastanowiłby się pięć razy, zanim zaoferowałby tak plebejski trunek, ale w trakcie wspólnych wypraw wychylił niejedną szklankę w towarzystwie siedzącej obok niego uroczej damy i… wiedział lepiej. – Chyba przegrałem kiedyś jakiś zakład – wyjaśnił, tak naprawdę nie do końca pewien, kiedy, ani czy w ogóle owy zakład miał miejsce, a tym bardziej – czy faktycznie go przegrał, ale nie przeszkadzało mu to zupełnie. – I nigdy nie dopełniłem swojej części.
Wspinając się na wyżyny wyrafinowania, przetransmutował dwa niewielkie kamyki w prostokątne szklanki, po czym jedną z nich podał swojej towarzyszce. – To jak, świętujemy twoje zwycięstwo, czy tylko nasze szczęśliwe spotkanie po latach? – zapytał, przypominając sobie o konkursie alchemicznym, w którym Inara miała brać udział.




love, I have wounds
only you can mend


Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t653-allison-avery https://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison https://www.morsmordre.net/t815-allie https://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg   09.11.15 21:00

Cel uświęca środki, w których nie należy przebierać. Nawet kosztem własnej siebie. Czymże jest zmiana własnego nastawienia, chwilowe okrucieństwo wobec osób, które przecież zasłużyły na takie traktowanie? Jeśli to ma być wyjście z tej sytuacji, warto wyciszyć własne sumienie i spróbować odciąć te liny, którymi zostałyśmy spętane wraz z podpisaniem umowy przedmałżeńskiej. Może uda się nam wpaść na plan idealny, cichy i subtelny, tak by jak najmniej odczuć płynących z niego konsekwencji. Najłatwiej byłoby stworzyć jakąś potężną truciznę, uwarzenie jej nie jest żadną przeszkodą, problemem nie jest także wcielenie planu w życie, a konsekwencje jakie z sobą niesie zabójstwo. Zbyt młode i zbyt piękne, by przez jakichś zadufanych w sobie gargulców zostać skazane na odebranie wolności, nie sądzisz? Z jaskimi smoka wprost na spotkanie z krakenem. Tylko odpowiedni szantaż jest w stanie coś zdziałać. - Poznaj swojego wroga, zanim zadasz cios. Rozdaj na nowo karty – wiem, że łatwo mówić, jednak jest to wykonalne, na pewno twój brat posiada sekrety, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. To nic trudnego, skoro on nie miał skrupułów, by wepchnąć cię wprost w ramiona Carrowa. - A póki co zagraj mu na nosie, zrób coś na przekór i pokaż mu, że nie jest w stanie cię utemperować... Chyba nie chciałby cię widzieć na wyścigu, czyż nie? - pytam retorycznie, choć to oczywiste, Deimos zakłada, że zasiądziesz na trybunach. Co jeśli znalazłabyś się w siodle jako jego rywalka? Na moich ustach pojawia się wredny uśmieszek, choć to przecież tylko niewielka uszczypliwość w jego kierunku.
- Szkoda, że nigdy nie byłam mistrzem transmutacji – przyglądam się brzegowi chusty, którą zarzuciłaś mi na szyję, niczym pętle wisielca. Chyba do tych kolorów będę odczuwać mimowolne obrzydzenie, podobnie jak do barw rodu Selwynów. Ani mi ani tobie nie jest do twarzy w takiej kolorystyce. - Myślę, że możesz go udusić tą chustą - śmieję się, ściągając pętle z własnej szyi - Chodź, odprowadzę cię do namiotu – ujmuję cię pod rękę, by jeszcze popleść na jakieś luźniejsze tematy, trochę cię odstresować, zanim znów będziesz skazana na towarzystwo rodziny. Pomimo, że ten dzień miał być spędzony w przyjemnym towarzystwie, czego właściwie wyczekiwałam, nadmiar informacji i komplikacji sprawia, że cieszę się, że w końcu dobiega ku końcowi.

| zt




I sit alone in this winter clarity which clouds my mind
alone in the wind and the rain you left me
it's getting dark darling, too dark to see

Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Brzeg   10.11.15 16:47

Zanim przyjechała do Londynu, długo zastanawiała się nad powodami powrotu. Jakkolwiek nie liczyła wszystkich "za" i "przeciw", wciąż nie potrafiła postawić sprawy jasno. Podobała jej się wolność, której - w mniemaniu nestora rodu Carrow - Inara nadużywała.
Któż jednak na miejscu dziewczyny chciałby wracać do świata tak...ciasnego w myśleniu, pełnego dwuznaczności, dopatrywania arystokratycznych niuansów, rozmów, które pozbawione były prawdy. Choćby chciała, nie potrafiła się zgodzić na takie zasada, którymi - już dawno gardziła. Oczywiście, nie wszystkie były przykre, wciąż bowiem wierzyła, że prawdziwa szlachecka natura, tkwi tam w środku, tylko zarośnięta i opleciona, nagromadzonymi...brudami.
Londyn miał jednak pewną przewagę pod innymi względami. Po pierwsze - ojciec. Wiedziała, że tęsknił, choć błogosławił jej każda wyprawę i wybór, widząc, jak wiele cech przejęła tak po nim...jak i Lilianie. Miała tu też Lizkę, z która - w końcu mogła spędzić nieco więcej czasu. Z biegiem miesiąca, okazywało się, że postaci ze wspomnień - powracają - tak jak ona, do Londynu. Kimś takim był Percival, którego obraz wciąż żywo płonął w jej pamięci, czy...na starym rysunku, którego czarne, atramentowe kontury odnalazła wczorajszego wieczoru w swoich rzeczach.
Długo się wpatrywała w znajome lica i ze zdziwieniem zauważyła, jak bardzo skupiała się na jego oczach. Choć brakło zieleni Nottowych źrenic, to czarne kontury wpatrywały się w nią, jakby z lustrzanego odbicia, albo bardziej tego, widzianego na tafli wody. Choć świetlisty wieczór, gdy powstał malunek - poznali się, Inara nigdy mu nie wytłumaczyła, czemu wtedy miała umazane w atramencie palce, którymi a propos, pobrudziła jego koszulę.
Absurdalny pomysł kusił ją, by zabrała ów rysunek na dzisiejsze spotkanie, ale wciąż nie mogła się przełamać. Schowała na powrót, wśród kilku pamiątek, tuż obok błękitnej, ukochanej ozdoby.
Na brzegu siedziała we względnym spokoju. Dostrzegała przemykające cienie innych czarownic i czarodziei, ale większość zajęta szeptaniem, bądź śmiechem - nie zwracała uwagi na jedną z kilku, samotnych postaci.
Wodziła wzrokiem po ciemnej toni, próbując wyłapywać pojedyncze błyski świateł. Dopiero znajoma sylwetka, zwróciła jej źrenice w stronę nadchodzącego.
- Potwierdzam - uniosła brwi wyżej, wpatrując się w gest i dłoń, która powędrowała do jego piersi - To nie jest konieczne - choć wiedziała, że było w tym więcej przekory i żartu, wyciągnęła drobne palce, by przechwycić rękę Percivala i przesunąć na skalne siedzisko. Uderzyło ją ciepło, jakie od niego biło. Sama miała wrażenie, że jej skóra niedługo zacznie blednąć od chłodu. A nawet nie czuła zimna. Pora była ciepła i nawet wieczór traktował ją łagodnymi powiewami, niosąc ze sobą wilgotne krople, które osiadały na jej włosach, tworząc chwilami misterną kompozycję.
Klasnęła w dłonie ze śmiechem, kiedy Percy magicznie wyciągnął z kieszeni bardzo znajomy trunek. Coś, czym się wielokrotnie raczyli podczas wypraw, więc ledwie wstrzymywała rozbawienie.
- Nie chyba, tylko na pewno - wykrzywiła usta, oczy powędrowały wyżej, do twarzy mężczyzny, łapiąc go w siec swego spojrzenia - i w dodatku nie jeden! Ile butelek wziąłeś? bo dziś chyba nie starczyłoby wieczora, byś dopełnił całości - śmiała się już bez oporów, a jej głos niósł się razem z bryzowym wiatrem, by dotrzeć gdzieś, do zabłąkanych fal. Tak samo, jak zapach bzu, który cieniutką mgiełką, otaczał włosy alchemiczki.
- A spotkanie nie wystarczy do świętowania? - dotknęła wskazującym placem warg, w niemej, udawanej próbie zamyślenia - Eliksir wykonałam, ale znaleźli się lepsi w tej branży...tylko nie myśl, że straciłam na umiejętnościach! Chyba po prostu ten wywar wyczuwał, że nie nadaję się do tego typu receptur -cienka nitka niepewności, wpełzła w ton jej głosu. Nie rozumiała, czemu wyczuwała w wypowiedzianym zdaniu jakąś niezgodę. Czyż nie mówiła wielokrotnie, że miłosne eliksiry nie są dla niej? Że kpi z ich wartości, bo nie rozumie, czemu służą?
Przyjęła z wdzięcznością jego transmutacyjne dzieło, obróciła w palcach, patrząc przez ścianki naczynia, na swego rozmówcę - brakuje nam tylko prób podgrzewania alkoholu w moim kociołku - dodała, kiedy zabawny obraz ze wspomnień, wtargnął w jej myśli. Niespokojna myśl skupiła się na uśmiechu, którym łowca tak łatwo we wspomnieniu operował.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery https://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 https://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
wiedźmia straż
25
Szlachetna
Kawaler
vicious
vengeful
victorious
6
19
0
0
10
32
3
8
Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Brzeg   10.11.15 18:10

Pierwszy dzień festiwalu zostawił za sobą gorycz, którą ciężko mi było przetrawić, nie w smak było mi szukanie mojej drogiej narzeczonej i odgrywanie teatrzyku zakochanego bez reszty, niecierpliwie wyczekującego ślubu młodzieńca, dlatego też przez polanę, na której odbywały się zawody alchemików, przemknąłem pospiesznie, prześlizgując się spojrzeniem po skupiających się na kociołkach uczestnikach, by już po chwili wędrować dalej, bez bliżej określonego celu. Byle dalej, byle automatycznie, byle bez oglądania się na siebie.
Nie wiem sam, kiedy nogi zaniosły mnie na brzeg, dokładnie w miejsce, gdzie zaledwie dzień wcześniej rujnowałem swoje relacje z kobietą, której kiedyś dałbym wszystko. Bezchmurne niebo raziło ożywionym błękitem, a niewzruszone dramatami rozgrywającymi się w Weymouth fale rozbijały się o kamieniste wybrzeże, po którym spacerowałem nieco zbyt szybko, by napawać się pięknem okolicznej natury, starając się zaciśnięte w wąską kreskę usta zmusić do lekkiego uśmiechu. Z miernym efektem.
Ze słów mijanych przeze mnie ludzi, będących w absurdalnie dobrych humorach, wyłapałem dopiero co ogłoszone wyniki konkursu, dziwiąc się nieco, że Soren w zmaganiach prześcignął swoją bliźniaczkę, lecz przyjmując to bez większego wzruszenia. Cisnąłem w morze ostatni płaski kamień, obserwując jak kilkakrotnie odbija się od niespokojnej powierzchni przed pójściem na dno, by odwrócić się w przeciwnym kierunku z zamiarem opuszczenia terenu festiwalu i wysłania do Linette kolejnego listu z wymówkami wyjaśniającymi nasze ponowne rozminięcie się, wtedy jednak mignęła mi przed oczami znajoma sylwetka, a moje plany momentalnie się zmieniły.
- Evandro - odezwałem się miękko, ruszając za panną Lestrange i szybko się z nią zrównując. Jej biała sukienka, równie nieskazitelna co ponadprzeciętna uroda, była nienachalnym, lecz jakże ożywczym powiewem świeżości, pośród wszystkich panien, starających się za wszelką cenę prześcignąć w czarowaniu niebanalną garderobą - nie ulegało najmniejszej wątpliwości, że tu obecna młódka odziana chociażby w łachmany przyćmiłaby jakąkolwiek niewiastę nawet w najznakomitszej sukni balowej świata. - wszystko w porządku? - zapytałem, jakże banalnie, gdy poza bijącym od pólwili urokiem dostrzegłem nerwowość jej ruchów i zacięty wyraz twarzy o delikatnych rysach.
- Gratuluję świetnego wyniku w zawodach. Wieści się szybko rozchodzą. Tym razem dobre wyjątkowo szybciej od złych. - dodałem, nawiązując do zasłyszanego werdyktu jury, ledwie powstrzymując się od nieco skwaszonego uśmiechu przy drugiej części wypowiedzi, która niemalże automatycznie wyleciała z moich ust, gdy w oczy rzucił mi się pobłyskujący pierścionek na smukłej dłoni blondynki. - Przejdziemy się? - zaproponowałem, wysuwając w kierunku kobiety ramię i starając się nie tracić rezonu z powodu owego rażącego mnie w oczy elementu biżuterii. Choć bieg zdarzeń zawsze zdawał się być oczywisty, fakt, że knujący przeciwko mnie Rosier po tylu latach w końcu dopiął swego, zakłuł mnie nieprzyjemnie w miejscu, które już od dawna wydawało się być nienaruszalne.




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Evandra C. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t578-evandra-lestrange https://www.morsmordre.net/t621-florentin#1749 https://www.morsmordre.net/t629-evandra#1794 https://www.morsmordre.net/t1074-sypialnia-evandry#6552 https://www.morsmordre.net/t982-evandra-lestrange#5408
Alchemiczka
23
Szlachetna
Zamężna
Smile, because it confuses people. Smile, because it's easier than explaining what is killing you inside.
0
1
30
4
0
0
1
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Brzeg   10.11.15 23:36

Drgnęła, gdy ktoś niespodziewanie wypowiedział jej imię, widocznie spięta i zdenerwowana, mimo usilnych starań, by zachować choćby pozorny spokój - jednak nie był to Tristan. Nieśpiesznie obróciła się w kierunku impertynenta, który śmiał ją zatrzymać, by uświadomić sobie, że był nim znany od dziecka Perseusz; dawno nie słyszała jego głosu, dopiero widok jego zmęczonej twarzy przywołał wspomnienia, a także nieco uspokoił.
- Perseuszu - przywitała go cicho, próbując odzyskać kontrolę nad swym głosem; wszak była damą, dobrze wychowaną panienką, nie mogła drapać, nawet jeśli musiała się na kimś wyżyć. Nawet jeśli i Avery uraził jej dumę, będąc niewiernym narzeczonym. Przywołała na usta niewielki, lecz wyćwiczony do perfekcji uśmiech, skrywając emocje za maską wpojonej wraz z wychowaniem maski. Spuściła wzrok tylko na chwilę, kiedy wiatr zawiał mocniej i znów zakrył jej lico za niesfornymi, puszczonymi luzem włosami. Mało arystokratyczna fryzura, lecz czy nie był to festiwal dla wszystkich? Zabawa, która miała łączyć wszelkie stany, mimo panujących na co dzień podziałów i niepokojów? Wzniosła dłoń ku swym blond puklom, niechętnie afiszując się ze zdobiącym palec rubinem.
- Czuję się nieswojo, wśród tych wszystkich ludzi - odpowiedziała po chwili, próbując wybrać jedną z wielu cisnących się na usta odpowiedzi. Bo czy powinna rozmawiać z nim o Tristanie? Czy powinna poruszać jakikolwiek bliższy sercu temat? Podzieliła ich tamta kobieta, zdrada zniszczyła łączącą ich nić wypracowanego wspólnymi staraniami zaufania... Lecz czy nie mogła wesprzeć się na jego ramieniu w tej trudnej dlań chwili? Sama dopiero co myślała o poszukiwaniu męskiego towarzystwa, o wzbudzeniu zazdrości w przeklętym Rosierze i nie obchodziło jej w tej chwili, na ile to rozważne, albo co powiedzą o tym inni arystokraci.
Poza tym, czyż to nie Perseusz napisał do niej po porwaniu? Czy nie okazał troski...? Powinien zrozumieć, że nie czuła się dobrze wśród tych tłumów, na dodatek - samotna.
- Dziękuję, choć chyba znasz mnie na tyle, by wiedzieć, że drugie miejsce nijak mnie nie satysfakcjonuje - odpowiedziała, również wyginając usta w widocznym doskonale grymasie. Nie umiała pogodzić się z przegraną, nie miała zamiaru udawać, że werdykt jury był dla niej choćby najmniejszym zaszczytem... Choć otrzymała tytuł jednej z najlepszych alchemiczek Anglii.
- Och - dodała krótko, gdy zrozumiała, że Avery pojął już, co zdobi jej palec i jaka uroczystość odbędzie się za kilka piekielnie krótkich miesięcy. Odwróciła znów wzrok, by spojrzeć w stronę morza i spróbować odnaleźć w nim zburzony dawno spokój; zamarła na krótką chwilę, oddychając ciężko, zaś na koniec westchnęła boleśnie.
- Gdzie podziały się czasy naszej beztroskiej młodości, Perseuszu? Kiedy jeszcze nie musieliśmy drżeć przed wpisanym w naszą krew obowiązkiem - podjęła, próbując zachować spokojny ton głosu, choć nie potrafiła ukryć pobrzmiewającego w nim rozgoryczenia. Rosier wzbudzał w niej zbyt dużo emocji, by mogła zapanować nad nimi na żądanie, zaś zachowanie rodziny wprawiało ją w prawdziwą furię. Zdradzili ją, najbliżsi!
- Z chęcią - dodała krótko, korzystając z wyciągniętego przez mężczyznę ramienia, chwytając je delikatnie, lecz pewnie; górująca nad nią sylwetka Perseusza gwarantowała ochronę przed co silniejszymi porywami wiatru, zaś dzięki zaoferowanemu wsparciu nie musiała obawiać się, że założone przez nią pantofelki doprowadzą do kolejnego urazu. Obdarzyła go wdzięcznym, choć bladym uśmiechem, próbując przypomnieć sobie, kiedy ostatnio mieli okazję, by porozmawiać twarzą w twarz, niekoniecznie w towarzystwie dziesiątek innych arystokratów.
- Również nie wyglądasz, jakbyś bawił się tutaj dobrze. Gdzie podziała się twoja urocza narzeczona? - podjęła miękko, bez widocznych emocji. Oni również powinni bawić się w swoim towarzystwie, pokazywać wszem i wobec, że już niebawem, a będą należeć do siebie; najwidoczniej i ich narzeczeństwo nie należało do najbardziej ugodowych.


Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
organizator smoczych wypraw badawczych
32
Szlachetna
Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

6
35
0
0
0
11
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg   11.11.15 15:57

Pogrzebane wspomnienia wracały do niego falami, powoli acz konsekwentnie przebijając się przez zbite warstwy teraźniejszości. Zabawne, do tej pory nawet nie zdawał sobie sprawy, że odruchowo je od siebie odepchnął; w którymś momencie musiał wymazać z pamięci całą związaną z wyprawami przeszłość, w jakiejś desperackiej próbie powrotu do punktu zero – gdy jeszcze nie miał na sumieniu spopielonych mugoli, życia członka wyprawy i zniszczonej przyjaźni. Najprawdopodobniej sądził, idąc jakimś naiwnym i idiotycznym tokiem myślowym, że taki reset pomoże mu pozbyć się zarówno palących wyrzutów sumienia, jak i gorzkiego żalu, ale na tym etapie wiedział już, że nie mógł bardziej się pomylić. Nieistotne, czy błędne były już same założenia, czy coś poszło nie tak w procesie powolnego leczenia – skutki okazały się opłakane, bo nie tylko nie poczuł się lepiej, ale odepchnąwszy od siebie wszystko, co kiedykolwiek uważał za dobre, został z tym całym syfem kompletnie sam, zagłębiając się w brudne odmęty coraz głębiej i głębiej.
Ale może nie bezpowrotnie? Coraz częściej łapał się przecież na krótkich, ulotnych chwilach, w których znowu mu się chciało, i w których przyszłość nie zlewała się w jeden szary, mętny nurt z teraźniejszością, a faktycznie zostawiała miejsce na śladowe ilości nadziei. Złudnej, czy nie – to już podlegało osobnej ocenie, liczył się jednak fakt, że w ogóle cokolwiek czuł, nawet jeżeli ograniczało się to do mikroskopijnych impulsów, tak łatwych do pomylenia z czymś innym. Czy to możliwe, że tylko wyobrażał sobie ledwie zauważalną falę ciepła, która podążyła jak cień za dotykiem chłodnych palców? Nie wiedział; ale i tak ścisnął je lekko między własnymi, jakby przez sekundę zastawiał się, czy ich tam nie zatrzymać, zanim posłusznie oparł dłoń o płaski kamień.
Na pewno nie było ich tyle – zaprotestował ze śmiechem, marszcząc brwi w udawanej konsternacji, jakby zastanawiał się intensywnie, ale celowo nie przyznawał jej racji, choć przecież oboje wiedzieli doskonale, że ją miała. Nigdy nie był najlepszy w przewidywaniu przyszłości, ani na poziomie dosłownym, ani bardziej metaforycznym (może gdyby zrozumiał to wcześniej, nie spowodowałby tragedii), co sprawiało, że w dziewięciu przypadkach na dziesięć po prostu obstawiał źle, myląc się spektakularnie. Już chyba większe szanse miałby, gdyby po prostu zdawał się na ślepy traf, niż opierał się na domysłach. – Ale zapobiegawczo nie będziemy opijać wszystkich dzisiaj, nie wiem, jakie stężenie alkoholu w organizmie jest śmiertelne. – Odkorkował butelkę. – No i szkoda wykorzystywać na raz tyle okazji – dodał, akcentując ostatnie zdanie jakoś koślawo; zupełnie jakby urwało się w połowie, a nie zakończyło kropką.
Percival odchrząknął cicho, czy to z faktycznej potrzeby, czy w próbie zatarcia chwilowego zawahania, po czym wprawnie nalał trunku najpierw do szklanki Inary, a później do swojej. Odstawił butelkę na ziemię, zamiast niej podnosząc przejrzyste naczynie i pochylając je lekko w stronę dziewczyny, jak do toastu. – W takim razie za spotkanie – powiedział, śledząc wzrokiem jej pogrążoną w wieczornym półmroku twarz. – A w twoje umiejętności nigdy nie śmiałbym zwątpić – zapewnił szczerze, mając w pamięci te wszystkie kryzysowe sytuacje, w których niepozorna alchemiczka ratowała całą wyprawę. I nie tylko to.
W odpowiedzi na jej następne słowa zaśmiał się krótko. Pociągnął łyk alkoholu, czując w przełyku znajome, przyjemne pieczenie. – Jeszcze nic straconego – rzucił, trochę też do samego siebie?, jeszcze raz zerkając na znajome rysy, po czym na kilka chwil przeniósł spojrzenie na wodę, zazwyczaj przejrzystą, teraz niemal zupełnie czarną. Milczał przez moment lub dwa, ale cisza w towarzystwie Inary – o dziwo – wcale mu nie ciążyła; wprost przeciwnie, wydawała się prawie tak samo kojąca na jej lekki głos, wyciągający na wierzch dobre wspomnienia, o których istnieniu dobrowolnie zapomniał.
- To jak – odezwał się w końcu, biorąc następny łyk ognistej – powiesz mi, co takiego przypadkowo uratowałem razem z twoim naszyjnikiem? – zapytał, z przyzwyczajenia już odszukując wzrokiem jej spojrzenie i dopiero teraz uświadamiając sobie, że widział ten wisiorek tysiące razy wcześniej, a mimo to nigdy nie przyszło mu do głowy zadanie tego pytania.
Chyba naprawdę musiał być okropnym przyjacielem.




love, I have wounds
only you can mend


Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
6
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Brzeg   11.11.15 19:19

Kiwnął tylko głową, gdy usłyszał wytłumaczenie Lyry, dlaczego tak szybko odeszła poprzedniego dnia. Ulgę, jaką odczuł, zakrył bardzo skutecznie drugą emocją - radością, która odznaczyła się na jego twarzy szerokim uśmiechem. Miło było patrzeć na dziewczynę, gdy najzwyczajniej w świecie cieszyła się życiem. Był wdzięczny przypadkowi, że nie zmąciły jej samopoczucia ostre słowa, wypowiedziane przez Allison.
Podążył spojrzeniem za wzrokiem Lyry, także chłonąc krajobraz.
- Masz rację, jest całkiem bajkowo - przytaknął, nadal się uśmiechając. Zerknął znów na Lyrę, a do głowy wtargnęła mu niespodziewana myśl - jak bardzo siostra Garretta różniła się od narzeczonej Alexa. A co, jeżeli historia potoczyła by się inaczej? Czy byłoby to możliwe, że właśnie z idącą obok niego dziewczyną mógłby się związać? Chcąc nie chcąc zaczął porównywać obie kobiety. Gdy Lyra niosła radość i ciepło, Allison chłód i zdystansowanie. Lyra cieszyła się z drobiazgów, Allison zaś ciężko było dogodzić. Były niczym zupełne przeciwieństwa. Obie poznał w nieprzychylnej, trudnej sytuacji, a ich relacje kształtowały się zupełnie inaczej. Może wynikało to z różnicy wieku, która była zdecydowanie mniejsza między Lyrą a Alexem niż Alexem a Allie. Ale raczej wynikało to z pierwotnej różnicy podejść obu pań. Naturalność kontra całkowita nienawiść. Tak, to zapewne w tym był pies pogrzebany.
Z zamyślenia wyrwał go głos rudowłosej, śpiewnie niosący mu pytanie.
- Ach, pierwsze dwa dni upłynęły mi dość leniwie. Ot, raczenie się trunkami i leniwe szwendanie się po Weymouth - odpowiedział i błysnął zębami w uśmiechu. - Nie zajrzałem jeszcze jednak na jarmark, muszę poświęcić mu choć chwilę w nadchodzących dniach. Może znajdę coś interesującego, a podobno można tam nabyć czerwone kryształy. A Ty Lyro? Widziałaś już wszystkie stałe atrakcje festiwalu? - zapytał.
Pociągnął wzrokiem po horyzoncie. W oddali majaczyły dwie niewyraźne sylwetki ludzkie, natomiast nie dalej niż trzysta stóp od nich od morskiego krajobrazu odcinał się wyraźną linią pomost.
- Przejdziemy się po pomoście? - zaproponował, wskazując głową solidną, drewnianą konstrukcję.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Brzeg   11.11.15 20:30

Odwzajemniła uśmiech Alexa. Także wyglądał na zadowolonego z ich spotkania i podziwiał widok, jaki się przed nimi roztaczał. Na plaży było przepięknie. Idealny dzień na przyjemny spacer. Potrzebowała tego spokoju i piękna, by odpocząć po pewnym przykrym wydarzeniu mającym miejsce pod koniec lipca, kiedy to padły na nią niesłuszne podejrzenia o praktykowanie czarnej magii, za co w rzeczywistości była odpowiedzialna niejaka Melanie Karkarov, która podszywała się pod Lyrę i na akcję odnalezienia której nastolatka, już po oczyszczeniu z podejrzeń, została zabrana przez aurorów i była świadkiem śmierci jednego z nich, co mocno odcisnęło się na jej delikatnej psychice. Podobnie jak obawy, że Melanie mogłaby nadal stanowić dla niej zagrożenie. Alex jednak o niczym nie wiedział, a Lyra nie zamierzała mu o tym mówić, na pewno nie tak od razu. Po co psuć miły spacer mówieniem o tak nieprzyjemnych rzeczach?
- Muszę koniecznie namalować taką scenę – powiedziała, wciąż idąc obok niego.
Lyra nie znała Allison, ale może rzeczywiście były od siebie skrajnie różne. Może to kwestia tego, że panna Weasley była taka młoda i nie została jeszcze bardzo dotkliwie doświadczona przez życie, więc wciąż nie zatraciła tej dziecinnej radości i beztroski, tym bardziej, że miała bliskich, którzy ją wspierali i na których mogła polegać. Nie była sama na świecie. Nawet ostatnie wydarzenia nie zdołały całkowicie jej popsuć, i w momentach, kiedy jej myśli były zaabsorbowane czymś innym niż tamten dzień, zachowywała się tak, jak zawsze, smutniejąc dopiero wtedy, kiedy coś znowu przypomniało jej o problematycznej sytuacji.
Ale teraz prawie o niej nie myślała. Obecność Alexa miała na nią dobry wpływ, co odkryła już w Mungu. Zawsze, gdy przychodził do jej sali, mogła zapomnieć o dolegliwościach poklątwowych i cieszyć się, że po prostu był.
- Cieszę się – powiedziała. – Ja również spędziłam ten czas raczej spokojnie. Spacerowałam, trochę rozmawiałam ze znajomymi, szkicowałam... Chyba też muszę wybrać się na ten jarmark, bo jeszcze tam nie byłam. I na plecenie wianków. Ciekawe, czy ktoś wyłowi mój?
Lyra nieszczególnie wierzyła w różnego rodzaju wróżby, ale jak większość młodych dziewcząt, marzyła o zasmakowaniu prawdziwego uczucia, zanim rodzina wyznaczy dla niej narzeczonego.
- A co słychać u ciebie tak poza festiwalem? – zapytała jeszcze, po czym, słysząc propozycję przejścia się po pomoście, skinęła głową. – Jasne, bardzo chętnie.
Ruszyli więc w tamtą stronę, a Lyra zbierała się w sobie do zadania mu kolejnego pytania.
- Właściwie... Bardzo chciałam cię o coś spytać – zaczęła, wahając się na moment i patrząc prosto w jego twarz. Pewnie już przypuszczał, czego była ciekawa do tego stopnia, że od dłuższego czasu nie dawało jej to spokoju. – Tamtego dnia, kiedy przyszedłeś do naszego mieszkania i rzuciłeś na mnie zaklęcia sprawdzające... Bardzo szybko zniknąłeś, i to trochę mnie niepokoi. Czy udało ci się dowiedzieć czegoś ciekawego na temat tego, co pokazało zaklęcie?
Weszli na pomost. A Lyra z niecierpliwością, ale i pewnym niepokojem czekała na odpowiedź. Bała się ewentualności, że jego szybkie zniknięcie w popłochu mogło wiązać się z jakimś nieprzyjemnym odkryciem.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Brzeg   11.11.15 23:07

Ciemniejące niebo, wcale nie napawało ją tęsknotą. Wcale. I choć powtarzała sobie to "wcale", to...wcale tak nie było. Tęskniła mocniej niż przypuszczała, a postawna, przystojna sylwetka jej przyjaciela, tak mocno utrwalała to pragnienie.
Mogła przyglądać się, jak znikające promienie słoneczne, tańczące na falach, tworząc na tafli niezidentyfikowane wzory, które Inarze - wciąż przywodziły zatarte wspomnienia. Przez ostatnie dwa dni, często wracała do tych konkretnych, związanych z wyprawami, smokami, gwieździstym niebem, widocznym z namiotu i..Percivalem.
We wspomnieniach, pochylała się przejęta nad kociołkiem, próbując najszybciej jak się dało, zmusić kociołek do współpracy i uwarzyć eliksir, kiedy smoczy płomień pozostawił brzydkie ślady na dłoniach Notta. Widziała też ich samych, siedzących przy ognisku, z metalowymi kubkami w rękach, z których sączyli cierpki alkohol, z pasją opowiadających o przebiegu łowów. Albo wszystkie te zakłady...w których łowca zwyczajowo przegrywał. Zwyczajowo, bo jeśli wygrywał - to z przytupem, aż echo niosło po wszystkich twarzach. Nie mogła się wtedy nie śmiać, nie mogła nie łapać jego dłoni i nie mogła nie patrzeć, jak on sam rozlewa wygrany trunek do nadstawianych kubków.
Nie pamiętała tylko, czemu tak się uparli, by wygraną - zawsze był ten sam alkohol, niby magiczny eliksir, stając się niemal rozpoznawalną chorągwią zakładów. Tak było. A teraz?
Teraz, ciężko było oderwać spojrzenie od jego oczu bez rosnącego, wciąż cichutkiego głosiku, który podsuwał Inarze dziwne obrazy, a właściwie, aspekty jego osoby. Choćby sposób w jaki się poruszał, albo mówił, albo..jak układały się jego usta, gdy kąciki warg unosiły się w uśmiechu. Czemu tak bardzo przykuwały jej uwagę? czemu wyrywała się w niej myśl, by sprawdzić ich fakturę? Głupia myśl...przecież to niemożliwe dla niej, prawda?
A dłoń, czy nagłe napięcie na drobnych palcach, było przywidzeniem? za dużo tych pytań miała i zbyt wiele myśli ciągnęło ją w kierunku, którego nie potrafiła przewidzieć.
- Mogę ci kilka przypomnieć! - nachyliła się odrobinę, jakby miała do przekazania konspiracyjne wieści - ale nie jestem pewna, czy powinnam. Za dużo tam było głupot - zawtórowała dźwięcznie śmiechem, odsuwając się na powrót do swej bezpiecznej przestrzeni. Ulga i nagła tęsknota - wymieszały się, wplatając w jej oczy, obie te emocje - Teoretycznie powinnam to wiedzieć. Z alkoholem, trochę jak z eliksirami. Ciekawe mogą być konsekwencje - Umilkła, kiedy nagły powiew przyniósł znajomy, cierpko-ognisty zapach otwartego alkoholu - Uznam twe słowa, jako obietnicę - odpowiedziała, nieco ciszej niż zamierzała, przymykając powieki, pod którymi zapalała się kolejna nieznana iskra.
Przyjęła alkohol, oplatając palcami stworzoną szklaneczkę. Obserwowała, gdy się nachylał, dostrzegając - nawet pod koszulą, drgające mięśnie pleców. Tyle czasu minęło, a nie stracił nic ze swego wigoru i siły. Drgnęła, gdy przysunął się, dopiero w drugim momencie rozumiejąc cel - toast. Wypuściła niepostrzeżenie powietrze, które nie wiedzieć czemu, zatrzymało się w płucach o kilka uderzeń serca za długo.
- Za spotkanie - powtórzyła, otrząsając się z chwilowego nieporuszenia. Dźwięczny brzęk, cichutko rozniósł się, gdy oba naczynia zwarły się na chwilę, jakby będąc przedłużeniem ich dłoni. Na dalsze słowa po prostu posłała mu swój szeroki uśmiech, by zaraz potem zamoczyć usta w oferowanym trunku. Zatrzymała się w tym geście, przez chwilę smakując na języku - wcale nie aż tak wykwinty alkohol, a mimo to z przyjemnością przyjmowała piekące tchnienie w gardle.
- Następnym razem, zapraszam więc do siebie - wyrwało jej się szybciej, niż zdążyła pomyśleć, jak zabrzmiały słowa. Czyli...chciała kolejnego spotkania. Nawet zaprzeczając , nie mogła zmienić znaczenia wypowiedzianej treści. Zamrugała, kryjąc chwilową niepewność pod uśmiechem. Nie, czemu miała się peszyć? Czyż nie mogła zaprosić na spotkanie przyjaciela?
W ciszy upiła kolejny łyk półprzezroczystej cieczy. Milcząco podciągnęła nogi na skalne siedzisko, chowając bose stopy pod śliskim materiałem sukienki. Oparła policzek o kolano, by swobodnie spoglądać na pochyloną postać Percivala. W mroku, wydawało się, że te blade promienie, jakie jeszcze migały, zatrzymywały się na jego włosach, ślizgając się też po twarzy, jakby obrysowywały jej kontur. Uniosła głowę dopiero, gdy się odwrócił i zadał to pytanie.  Źrenice kryły niepewność, choć nie były związane ze strachem i treścią, którą przecież obiecała przekazać. Jej największym kłopotem, okazały się słowa, które..nie potrafiły ułożyć się w proste zdanie. zagryzła dolną wargę, przez chwilę patrząc wprost w zieleń Percivalowych oczu.
- Nie jest tajemnicą, że matka, zostawiła mego ojca - siliła się, żeby nie powiedzieć "zostawiła mnie i mego ojca" - ale, kiedyś, dawno dawno temu...byliśmy całkiem wesołą rodzinką - przerwała, by jeszcze raz zacisnąć ząbki, może zbyt mocno przygryzając usta. Przecież, to tylko stara historia, wypłowiała. Nie powinna więc sprawiać trudności, prawda?
Alkohol, który zaraz potem przełknęła, zapiekł, gdy dotknął maleńkiej ranki na wardze, którą przecież sama zrobiła przed chwilą - Kiedy się urodziłam, Liliana otrzymała od tatki ten błękitny wisiorek, chyba na znak radości z mego przybycia - widać nie cieszyła się z tego tak bardzo. Upiła kolejny łyk, chyba nieco za szybko pochłaniając zawartość swojej szklaneczki. Spuściła wzrok, zerkając na swoje dłonie, by dostrzec, jak nieporadnie zaciskały się na błękitnej materii. Po co? Przecież była silna, przeszłość już dawno przestała ją boleć. Przynajmniej - wciąż sobie to powtarzała. I w końcu - nie była jedyną osieroconą szlachcianką. Wielu było takich, którzy przeżywali o wiele większe tragedie. Na jej twarz na powrót zagościł uśmiech, z ulgą przyjmując, że nie dostrzega w spojrzeniu Percy'ego żadnej nagany - Kiedy zniknęła, zabrała ze sobą wszystko, łącznie z tym drobny symbolem mojej bytności. A ja...zaraz po szkole wpadłam na jej trop. Oczywiście w Paryżu. Ile jednak bym nie szukała, wszystko urywało się w jednym mieszkaniu. I mimo, że przeszukiwałam je wielokrotnie, jedynym śladem, że na pewno tam mieszkała - był pozostawiony przy kominku naszyjnik - kto nie znał Inary, mógł powiedzieć, że przecież ktoś mógł go tam po prostu podrzucić, albo zgubić. Alchemiczka była jednak w pełnym przekonaniu, że zostawiła go tam jej matka. Celowo, by wiedziała, ze to od niej. czarnowłosa zbyt często, będąc jeszcze dzieckiem, siadywała z Liliana i ojcem przy kominku, które się stało centrum wszelkich ich spotkań.
- Wiem, że to banalna historia, nie kryje się za nią wielka tajemnica, ale dla mnie, ten wisiorek, to jedyny łącznik z...Lilianą - zakończyła, opierając brodę o swoje kolana. Nie czuła żalu, w niepojęty sposób rosło w niej przekonanie, że przy łowcy, nie musiała się niczego obawiać.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
organizator smoczych wypraw badawczych
32
Szlachetna
Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

6
35
0
0
0
11
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg   13.11.15 0:33

Nigdy nie rozumiał, dlaczego pamiętał ją głównie z wypraw. Przecież wcale nie spotkali się po raz pierwszy na nieskończonych, egzotycznych rozdrożach; jako przedstawiciele szlacheckich, czarodziejskich rodzin, żyjących ze sobą we względnej zgodzie, mijali się przez większość życia, czy to wymieniając niewidzące spojrzenia na salonach, czy teatralnie wywracając oczami za plecami krewnych. Nie potrafił co prawda przywołać konkretnego wspomnienia, związanego z tymi przyjęciami – wszystkie zlewały się w jego umyśle w chaotyczną całość, tak, że nie był w stanie odróżnić jednego od drugiego, ani umieścić ich w jakimś konkretnym punkcie w przeszłości – ale wiedział, że miały miejsce i że z całą pewnością zwrócił na nią uwagę nie raz, ani nie dwa. Trudno było tego nie zrobić; zapewne nie zdawała sobie z tego sprawy, ale jako posiadaczka jednego z najbardziej szczerych uśmiechów świata, wnosiła ze sobą fantomowe światło wszędzie tam, gdzie się pojawiała, nie pozwalając, by stłumiły je mroki dusznej, arystokratycznej otoczki. Nawet zanim tak naprawdę ją poznał, nie umiał pozostać obojętny na igrające w jej oczach ogniki, przyciągające go jak magnes. Być może popełniał grzech nadinterpretacji, ale dostrzegał w niej tę samą lekkoduszność, którą co prawda zagubił jakoś po drodze, ale która od dziecka nie pozwalała mu usiedzieć na miejscu i sprawiała, że miotał się między młodzieńczymi marzeniami na długo po tym, jak już z hukiem opuścił wiek nastoletni.
A jednak; zawsze widział ją właśnie tak jak teraz – swobodną, roześmianą, gdzieś na kamienistym brzegu, zupełnie jakby perspektywa upchnięcia jej w zatęchłej rezydencji budziła w nim odruchowy, przyprawiający go o niewyjaśnione wzdrygnięcie dysonans. Takie same odczucia wywoływała zresztą kiedyś wizja jego, będącego częścią tego samego obrazka, z tym, że z czasem zobojętnił się do tego stopnia, że przestało mu to przeszkadzać. A przynajmniej tak sobie wmawiał, wciąż broniąc się głupio przed przyznaniem się do porażki; nawet po tylu latach nie nauczył się przegrywać z honorem, obrażając się dziecinnie i obracając plecami do całego świata.
Dziwiło go trochę, że jej obecność nie działała na niego frustrująco; była w końcu nierozerwalną częścią przegranych marzeń, których wspominanie – świadome bądź nie – niemal zawsze budziło w nim automatyczny odruch obronny, nierzadko połączony ze skierowaną w losowym kierunku agresją. Tym razem czuł tylko spokój i jakieś nieokreślone rozluźnienie, na które pozwalał sobie jedynie w towarzystwie mikroskopijnej grupy osób, i które wbrew pozorom nie miało nic wspólnego z otumaniającym działaniem alkoholu. Opór przed zagłębianiem się w podstępnych odmętach przeszłości zniknął, a on pozwalał jej prowadzić się między wspólnymi wspomnieniami za rękę, w osłupieniu stwierdzając, że nie czuje charakterystycznego rozczarowania ani bólu. Śmiał się, autentycznie się śmiał, przypominając sobie te wszystkie chwile, w których wygłupiali się jak para dzieciaków, nie przejmując się, że im nie wypadało. Nie wiedział, kiedy dokładnie odkrył w niej bratnią duszę, ani kiedy zaczął pozwalać jej czytać z siebie jak z otwartej księgi, dziwiąc się jedynie, jak łatwo było mu całkowicie jej zaufać. Chociaż zazwyczaj kojarzyło mu się to z powolnym i mozolnym przełamywaniem granic, w jej przypadku okazało się po prostu naturalną koleją rzeczy i być może dlatego nie czuł kompletnie żadnego ryzyka, pozwalając jej – tak zwyczajnie i bez zastrzeżeń – wrócić do swojego życia.
Myślę, że o tych konsekwencjach też sporo możemy powiedzieć – powiedział rozbawiony, krzywiąc się z teatralnym zażenowaniem, gdy nawiedziła go kolejna fala wspomnień. Tęsknił trochę za tą lekkomyślnością i absolutnym niezważaniem na efekty uboczne, ale akurat do tego już nigdy nie miał wrócić; namacalne i widoczne gołym okiem powody mógł obserwować codziennie, za każdym razem, gdy jego wzrok przypadkowo natrafiał na pokrywające przedramiona blizny. Mimo że nadgryzione zębem czasu przeżycia również częściowo wyblakły, zdawały się pozostawić w polu jego widzenia niewielką, ciemną plamkę, sprawiając, że nawet gdy się uśmiechał, pozornie beztrosko i czasami nawet nie myśląc o uwierającej go przeszłości, robił to z jakąś gorzką, nieuchwytną nutą. Której sam nie do końca był świadomy, czy może – nauczył się ją ignorować, przyzwyczajając się do jej obecności i traktując ją bardziej jak milczącego, pozostającego na krawędzi wzroku ducha.
Zastanawiał się, czy tę subtelną zmianę dostrzegała też Inara, początkowo błędnie interpretując jej ledwie zauważalne (nie był pewien, czy przypadkiem sobie ich nie wyobrażał) zawahania, które delikatnie burzyły wyryty w jego pamięci obrazek. Być może oboje się zmienili; a może znów źle interpretował fakty, widząc drugie dno tam, gdzie wcale go nie było.
Przechylił lekko szklankę, pozwalając, by oba naczynia stuknęły się brzegami. – To i następne – dodał, bez wahania przyjmując zaproszenie, zupełnie jakby wcale nie spędził ostatnich miesięcy odcinając się od wszystkiego i wszystkich w powolnym procesie zsuwania się po równi pochyłej.
Czuł na sobie jej spojrzenie, nawet kiedy na nią nie patrzył; informowało go o nim subtelne mrowienie na karku, zauważalne, ale nie budzące ani niepokoju, ani irytacji. Nie spłoszył się też, kiedy ich oczy w końcu się spotkały, chociaż miał wrażenie, że nieco inaczej reagował na te sekundy milczącego połączenia. Nie negatywnie – po prostu inaczej.
Nie przerywał jej również, gdy mówiła, pozwalając słowom swobodnie przepływać między nimi i starając się skupić na nich niepodzielnie uwagę, nie do końca zdając sobie sprawę, że jej przygryziona warga i odruchowa potrzeba objęcia jej ramionami znacznie mu to utrudniały. Nie poruszył się jednak, przez dłuższą chwilę jedynie słuchając, mimowolnie podążając myślami razem z nią; do niezamkniętej przeszłości, w pogoni za ulotną postacią matki, do dalekiego Paryża, w poszukiwaniu jakiegoś wyjaśnienia. I chociaż sam nigdy nie odczuwał specjalnej więzi z rodziną, traktując ich bardziej jako coś oczywistego, co trzeba było znieść, to przecież rozumiał, na swój pokrętny sposób przekładając te wszystkie rozterki na całkowicie inną historię. Nie przepraszał już, że zapytał, mimo że momentami znów czuł się jak intruz, wkradający się ukradkiem za niedomknięte drzwi; zamiast tego prawie nieświadomie wyciągnął wolną rękę, zaciskając lekko własną dłoń na dłoni Inary i niewerbalnie namawiając ją do wypuszczenia niebieskiej tkaniny spomiędzy palców.
- Nie myślałaś o tym, żeby szukać dalej? – zapytał ostrożnie, przyglądając się uważnie rysom jej twarzy, jakby w poszukiwaniu ukrytych słów, których nie zdecydowała się wypowiedzieć. A później, zanim zdążył ugryźć się w język, dodał: - Wiesz, nie musisz robić tego sama.
Przechylił się w bok, szturchając ją lekko ramieniem, zarówno dla rozluźnienia atmosfery, jak i w jakiejś próbie przekazania jej wsparcia, ale bez konieczności wykorzystywania słów, które jak zwykle odmawiały mu posłuszeństwa. – Nie miałbym nic przeciwko kolejnej wyprawie w nieznane.




love, I have wounds
only you can mend


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Brzeg   13.11.15 20:17

Czy światło, które w nim widziała, było rzeczywiste? I cień, ten ciemny promień, który przemykał przez jego źrenice, był prawdziwy?
Inara, była jedną z tych osób, które wierzyły w moc spojrzenia, wierzyła też, że w nich rzeczywiście kryje się coś więcej. Można było kpić z tego podejścia, lecz alchemiczka niezachwianie stawiała w tej materii swoje zdanie ponad niezrozumiałe obiekcje. Może dlatego, że zbyt często, to co dostrzegła w oczach swoich rozmówców, odzwierciedlało się w rzeczywistości? To, że nagłe cienie, drgnienia i błyski, nie były tylko grą świateł. Z tej racji, panna Carrow bez skrępowania wpatrywała się w oczy towarzystwa, które ją otaczało, dlatego, tak chętnie zatrzymywała się w zielonych tęczówkach Percivala. I choć - rzeczywiście mogła tak się tłumaczyć, cieniutki, jak srebrzysta, pajęcza nić, głosik mówił jej, że to nie jest jedyny powód.
Zastanawiała się, co inni dostrzegali w jej spojrzeniu - jeśli oczywiście odwzajemniali jej wyzwanie. W końcu - świat arystokracji zdusił tę (a przynajmniej się starał) manierę, szczególnie wśród kobiet, którym przecież nie wypadało zachowywać się tak wyzywająco. To była domena mężczyzn - tak mówiono, ale Inara chyba nigdy nie troszczyła się o sankcjonowanie tej zasady. Czy była w tym bezczelna? Zapewne. Więcej jednak dopatrywała się pogodnej szczerości, której..niektórzy się bali, inni atakowali oburzeni, ale byli i tacy, co przenikali i rozumieli tę beztroskę spojrzenia.
To była jedna z cech, która zwróciła Inarę ku młodemu paniczowi Nottowi. Nawet jeszcze w czasach, gdy tylko mijali się na salonach, odwzajemniał wzrokowe wyzwanie jej ciemnych źrenic, czy zdawkowy uśmiech, który posyłała.
Czy wiedziała, co kryje się za obliczem jego oczu?
Jeśli nie wiedziała tego na początku - każda wyprawa, na którą ją zaprosił, kształtowała tę wiedzę. Miało to jednak cenę, a może raczej wartość?. Im mocniej Inarowa aura,  przenikała Łowcę, tym silniejsza wracała do alchemiczki z maleńką częścią jego duszy. Ile on zdążył w niej odkryć? Ile ona wypatrzyła? Nigdy tak naprawdę nie zapytała. I on nie zapytał, a teraz cichutko żałowała.
Wciąż nie pamiętała, czemu urwał im się kontakt. Czy było to przed ostatnią wyprawą, na której nie mogła się pojawić? Czy może tak przyzwyczaiła się do jego obecności, głosu i dotyku, że zapomniała, jak się pisze listy?
Pytania jak te, odpływały, gdy tylko owa obecność ujawniła się obok niej. Na powrót słyszała dźwięczny ton niskiego głosu, wdychała zapach skóry, pozbawiony ostrej nuty smoczego ognia, którym kiedyś był na wskroś przesiąknięty. Przez to, wciąż kojarzyła go z ogniem i ciepłem, które z wybitym podwójnie, rytmem serca, wyczuwała, przez przypadkowe dotknięcie dłoni.
- Lepiej więc nie przypominajmy, bo wpadnie nam do głowy jakiś dziki pomysł...- urwała, wyobrażając sobie ich małe testy. Było w nich tyle samo zabawy, głupoty co i niepewności, gdy nie wymierzyli odpowiednio swoich sił. Przykładowo, próbowała kiedyś upić się i przejść sznurowym mostkiem nad rzeką, twierdząc, że dotrzyma mu kroku, co..oczywiście skończyło się jego spektakularna wygraną. I koniecznością wyciągania jej z wody. Oczywiście, że było to głupie, ale co z tego? A teraz, nawet ona nie oddawała się zbyt często lekkomyślnościom, choć, zależało to od osób, które jej towarzyszyły. Byłby skłonna stwierdzić, że Percival łatwo pociągnąłby ją za sobą, gdyby wpadł mu pomysł. Ciekawe, czy podziałaby to w drugą stronę?
- Pamiętasz, że moja dumna rodzina hoduje aetonaty? Co byś powiedział...jakbyśmy zwinęli dwa memu kochanemu kuzynowi? Tylko na przejażdżkę! I tak pewnie się przyzwyczaił, że mój ojciec co jakiś czas tak robi...- gwałtownie zatkała usta, a źrenice rozszerzyły się - tylko mnie nie wydaj! Ale..jak będziesz towarzyszem zbrodni, to nie będziesz miał wyjścia - odchyliła dłonie, by ukazać drgające usta i próby powstrzymania ich przez niekontrolowanym śmiechem. Nie wyszło. Szczególnie, gdy patrzyła na jego wyraz i uśmiech. Nawet milczenie, które wcale nie przeszkadzało.
Nie przerwał jej ani jednym słowem, nawet, gdy wydawało się, że mówiła chaotycznie, nawet nieskładnie, próbując dociec, co za treść mu przekazywała.  Nieodgadnione, dziwnie kojące spojrzenie, jakim ją raczył, kiedy tylko unosiła swój wzrok, wzniecał w jej myślach spokój i szum, który wzmógł się, gdy poczuła dotyk na swojej dłoni. Coś na kształt dreszczu, przemknęło przez całe jej drobne ciało, kumulując znajome ciepło, gdzieś w zakurzonych zakamarkach serca.
Wypuściła w końcu zmięty materiał sukienki i bezwiednie splotła palce na dłoni mężczyzny. Wyrazy, które miały paść, zastygły na moment, niby zatrzymane czasem i błądzącym po jej twarzy spojrzeniem.
- Wielokrotnie - wydusiła w końcu, zmuszając usta do poruszenia. Zamarły znowu, gdy dotarło do niej znaczenie dalszych słów. A może coś przeoczyła? - masz..kogoś konkretnego na myśli? - starała się wybrnąć, włączając niepewny uśmiech na poranione zawahaniem usta.
Na gest Łowcy odpowiedziała, po prostu opierając się o "zaoferowane" ramię. Tym samym odwróciła głowę w stronę ciemniejących fal, które wydawały się  toczyć jakąś walkę ze ślizgającymi się po nich błyskami świateł.
Dłoni Percy'ego jednak nie puściła. I nawet nie próbowała się z tego tłumaczyć, przynajmniej dopóki on sam nie rozluźni palców. Może przez to ciepło, które falami sunęły teraz nie tylko przez jej dłoń?
- Zdaje się, że to ty miałeś prosić o co chcesz, a wychodzi, że masz zamiar znowu mi pomagać - słowa padły, ale wciąż nie odwracała głowy, jakby wypatrzyła coś magicznego w kamienistej przestrzeni brzegu.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
organizator smoczych wypraw badawczych
32
Szlachetna
Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

6
35
0
0
0
11
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg   14.11.15 14:01

Rozbrzmiewający w wieczornym powietrzu śmiech Inary zdawał się mieć jakieś niewytłumaczalne, ożywcze działanie, roznosząc się wzdłuż brzegu i mieszając się z delikatnym, miarowym szumem fal. Zapomniał już, jak bardzo lubił ten dźwięk, co prawda niepokojąco często zwiastujący kłopoty, ale też niezawodnie wyrywający go z trącącego zgorzknieniem starca marazmu, w który zdarzało mu się wpadać. Wtedy; obecnie przebywał w nim niemal nieustannie, wmawiając sobie, że tak było łatwiej, bezpieczniej, właściwiej. Oszukiwał samego siebie (w jakiejś żałosnej próbie odpokutowania za grzechy?), odkładając tylko kolejne kłamstwa do rosnącego stosu, który powoli zaczynał chybotać się na boki, grożąc przysypaniem go całkowicie.
Tamtego wieczoru wydawał się jednak wyjątkowo odległy, zupełnie jakby promieniujące od Inary światło rozproszyło rzucane przez niego cienie, sprawiając, że nie wyglądał już tak groźnie i beznadziejnie. Widział jaśniej, czując się trochę jak człowiek, który wyszedł na zewnątrz po bardzo długim przebywaniu w mroku i zamknięciu, i nie mógł uwierzyć, że powietrze nie wszędzie było tak zatęchłe, jak w jego znienawidzonym biurze. Chociaż wciąż wydawało mu się nieprawdopodobne, żeby kiedykolwiek miał w sobie taką samą lekkość i beztroskę, jak siedząca obok niego dziewczyna (a przecież wiedział, że tak było), to coraz częściej łapał się na tym, że oddychał swobodniej, a jej słowa, brzmiące jak (celowo, bądź nie) kolejne wyzwanie, nie wywoływały w nim sprzeciwu, a ostrożną ekscytację. Trochę zapomnianą, ale znajomą.
Znów się zaśmiał, patrząc na nią z niedowierzaniem i kręcąc głową, jakby nie do końca przekonany, czy mówiła poważnie, czy tylko się z nim droczyła. Pozornie; podskórnie wiedział doskonale, że ani jedno z jej słów nie było rzucone na wiatr. Chciał jej odmówić tylko przez sekundę; krótką, w której zdrowy rozsądek i ten trudny do przerwania bezruch przeciągały szalę na swoją stronę. Ale później do głosu doszły też inne czynniki – wrodzony pociąg do wyzwań, którego przecież nie dało się całkowicie wyeliminować, oraz natura dziecka, w wieku lat trzydziestu niespecjalnie już mu przystająca. Zabawne, nawet po tylu latach wpadał w dokładnie te same pułapki, fizycznie niezdolny do zignorowania siły perswazji, płynącej z tych orzechowych oczu, które iskrzyły gwałtownie za każdym razem, gdy ich właścicielce przychodził do głowy nowy pomysł. Nie potrafił zliczyć, ile razy ulegał jej urokowi, zgadzając się na rzeczy, które zgodnie z wszelkimi prawami fizyki, nie miały prawa się udać, tylko dlatego, że nie miał serca gasić tego entuzjazmu, tak przecież rzadkiego wśród znajomych mu osób, a wśród szlachcianek – niemal niespotykanego.
To jest skrajnie nieodpowiedzialny i absurdalny pomysł – powiedział tonem teatralnie poważnym, zupełnie jakby ganił ją za zachowywanie się w sposób nieprzystający osobie z jej rodowodem. Krucha maska pękła jednak już przy kolejnym zdaniu, poddając się najprawdopodobniej drgającym kącikom ust. – Powiedz tylko, gdzie, kiedy i co wygrywa pierwszy na mecie – dodał, jeszcze do końca nie wierząc we własne słowa i przez moment mając wrażenie, jakby wypowiedział je ktoś inny.
Dziwne rozluźnienie towarzyszyło mu jeszcze dłuższą chwilę, wyparowując stopniowo (aczkolwiek nie całkowicie) w trakcie opowieści Inary; zupełnie jakby ich śmiech przez jakiś czas wybrzmiewał w powietrzu, odbijając się o pokrywające plażę kamienie. Fakt, że z jakiegoś powodu wciąż zdawała się mieć do niego zaufanie, skutkował nieokreślonym ciepłem, rozpływającym się powoli po jego klatce piersiowej, chociaż gdzieś tam na krawędzi świadomości złośliwy głosik szeptał, że był oszustem. Zagłuszał go jak potrafił, zataczając kciukiem bezwiedne okręgi na wierzchu obejmowanej, drobnej dłoni, mając nadzieję, że uwierająca go przeszłość nie była jeszcze w stanie wydostać się na zewnątrz. Uwierała go zresztą tylko mgliście, bo całą uwagę skupiał na słowach Inary, zdającej się nagle zgubić jakąś część tej charakterystycznej dla niej pewności.
Spojrzał na nią spod zmarszczonych brwi, jakby nie do końca rozumiejąc, o co pytała, bo wydawało mu się, że jego wypowiedź można było zrozumieć tylko na jeden sposób. Uśmiechnął się jednak, tym razem bardziej z jakimś milczącym zapewnieniem, niż z wesołością. – Ktoś tam przychodzi mi do głowy – powiedział cicho. – Trochę z niego gbur, ale ma słabość do nierozważnych brunetek.
Odetchnął bezgłośnie, kiedy oparła się o jego ramię, ani przez moment nie zastanawiając się, jak musieli wyglądać dla postronnego obserwatora; gest wydał mu się całkowicie naturalny, choć wciąż zaskakiwał go brak jakiegokolwiek oziębienia w ich relacji, nawet pomimo dzielących ich miesięcy, w których zmieniło się wszystko.
Zastanowił się przez chwilę nad odpowiedzią, mimowolnie podążając za jej wzrokiem i zawieszając go na jakimś nieokreślonym punkcie w oddali. Osobiście wcale nie widział tego w ten sposób; nie był jakimś wielkodusznym altruistą, a w jego lekko rzuconej propozycji było – wbrew pozorom – więcej egoizmu, niż można było na pierwszy rzut oka podejrzewać. Chociaż prawdą było, że nigdy nie odmówiłby jej pomocy, niezależnie od konsekwencji i okoliczności, to tym razem nie chodziło tylko o to. I zapewne wyjaśniłby jej to wszystko, gdyby tylko nie był całkowicie beznadziejny w ubieraniu myśli w słowa.
Jedno nie wyklucza drugiego – powiedział więc po prostu, po raz kolejny – sam nie wiedział już, który – zastanawiając się, jak to się stało, że w ciągu dwóch dni przeszli od milczenia do planowania wspólnych wyjazdów. – Może możemy pomóc sobie nawzajem – dodał jeszcze, nie do końca świadomie wypowiadając na głos obijające mu się po głowie myśli.




love, I have wounds
only you can mend


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Brzeg   14.11.15 21:27

Nie chciała się zastanawiać, dokąd to wszystko zmierzało. Nawet, gdyby mocno się skupiła, nie potrafiła wskazać kierunku. Nie myślała też, że owo rozkojarzenie ma związek z promieniującą zielenią źrenic mężczyzny, który siedział tuż, tuż - obok. Był w końcu kimś, kto nie należał ani do przeszłości - której obrazy wciąż jawiły jej się tak żywe. Ani tym bardziej przyszłości, której niewyraźne kształty, wciąż na nowo rysowały swoje oblicza. Zupełnie tak, jak jej niektóre malunki, które rysowała tuż po przebudzeniu - niewyraźne, pełne wpatrzonych w nią oczu, obserwujących. Tylko tu, w tym konkretnym przypadku - miały kolor zielony. I chciała go więcej.
Wieczór i spotkanie, traktowała, jako bardzo naturalną kolej rzeczy. W końcu - nie widzieć tyle przyjaciela, z którym spędzała tyle czasu na wyprawach, przyjmowała jako pewnik jego obecność. Niezmiennie, z tym samym zaufaniem, na które sobie zasłużył - nie bez powodu.
Dostrzegała w Percivalu magnetyzującą wręcz aurę, która odnowiła się, gdy spotkała go pierwszego dnia festiwalu. List, który wcześniej dostała, w jednej chwili zmiótł panikę i strach, jakie się narodziły, gdy zdała sobie sprawę ze swej straty. I nie był to jedyny raz, gdy tak ją ratował. Choć prawdopodobnym było, że sam rzeczony - nie był aż tak świadom swoich zasług. A może? Czy widział jaki wpływ miał, na młodszą od siebie szlachciankę, której drogę nakreślił i upewnił? Że mogła w Łowcy odczytać podobny do niej, beztroski śmiech, że podążał za jej głosem, za wyzwaniem - nawet podsuwającym głupie pomysły, a poruszane nagłym impulsem serca? Że oferował jej swoją siłę, nawet kiedy sam nie był jej pewien? I choć Inara swoją drobna posturę, nadrabiała charakterem, to z zaskoczeniem patrzyła na mężczyznę, który potrafił zgasić jednym, ostrym spojrzeniem niepochlebne słowa, które ktoś - niefortunnie przy nim - skierował ku młodej alchemiczne.
Czarnowłosa pól-polka choć uważała się za odporną, na niechętne głosy, wskazujące ją sobie palcami, ulegała swej wrażliwości, odbierając takie słowa - jako ataki. Kiedyś, w szkole, potrafiła wdać się w bojkę, uważając, że sama musi poradzić sobie z kłopotem. Percy przełamał tę barierę. I nawet nie zauważyła, kiedy wpuściła go w progi swoich myśli.
Wydawało jej się, że śmiech Percivala się zmienił. Początkowo, brzmiała w nim cienka - zdaje się ukrywana - ciemna nuta smutku? a może bólu? czy jednak pustki, której śladowe ilości od czasu do czasu łapała w jego oczach?
Niezależnie od powodów zmiany, głos przenikał na wskroś, torpedując jej głowę niepoprawnymi myślami. Stop! Przecież Inara tak nie umiała. Czy coś niepoprawnego działo się z jej chłodnym, zakurzonym do tej pory sercem?
- Wiem - dodała odzwierciedlając tę samą, teatralną pozę - dlatego jest tak pociągający - i kolejna cecha, która tak wciągała dziewczynę. To co nieodpowiedzialne i zazwyczaj niebezpieczne - kusiło ją najmocniej. Stąd jej wyprawy, stąd podróże i niepoprawne zachowania, stąd...niebezpiecznie teraz drgająca granica, którą kiedyś sobie postawiła - wobec mężczyzn.
- Jak to co? pamiętasz ten alkohol? - uniosła brwi, usta zacisnęła, próbując nie poddać się fali jego śmiechu. Oczywiście, była skazana na porażkę - i..może jeszcze zadanie! kto przegra, musi wykonać jedno polecenie wygranego - nachyliła się ku Łowcy, teraz rzucając mu bezpośrednie wyzwanie. Wiedziała, że nie odmówi, nie mógł. A ona nie mogła opuścić spojrzenia, które na chwilę na sobie zatrzymali.
Nie mogła też zignorować drżenia, gdy palce mężczyzny przesuwały się po jej dłoni. Impuls, jak płynna lawa odbijał się śladem, nie tylko na ręku.
Nawet, jeśli był to tylko nieświadomy odruch, nie zatrzymała go.
Przygryzła wargi raz jeszcze, gdy spojrzał na nią spod ciemnych brwi. Cienka zmarszczka rysowała mu się na czole, a tęczówki rozszerzyły, jakby w pytaniu, które nie nadeszło. Padła za to odpowiedź, ubarwiona uśmiechem. Złapała się na tym, że i jej ton przycichł, jakby samoistnie chciał się zgrać z dźwiękiem jego głosu.
- Widać nierozważna brunetka ma słabość do tego gbura - głos umilkł, wraz chwilą, gdy blade policzki dziewczyny skierowały się w stronę poszarpanej brzegowej linii. Czy chciała ukryć w ten sposób nagły ucisk, zlokalizowany przy piersi? Czy tylko zapomniała się w prostocie dotyku i ciepła sączącego się przy zetknięciu ich ramion?
- W takim razie, jedź ze mną Percy - odwróciła w końcu głowę od ciemności szumiących fal, by natrafić na profil jego twarzy. Kontury, rysujące linię szczęki, ciemnej bródki, ukrytych w cieniu oczu, ust...była zaskakująco wyraźna - nie chcę być tam sama - szepnęła, tak bardzo lękając się prawdziwości tych słów. Przecież ona zawsze próbowała być sama. Odsuwała od siebie każdego mężczyznę, który stanął zbyt blisko jej serca. wszyscy znikali pod chłodną odmową jej oczu - a jeśli moja obecność w jakikolwiek sposób może być pomocą dla ciebie, to nie chcę nikogo innego - utrzymywała swój wzrok na licu mężczyzny, przyznając sama przed sobą, że czeka, gdy ten odwróci się do niej. A jednocześnie przestraszona, że może zaraz to zrobić. Absurd gonił absurd, ale..i tak brnęła dalej.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
 

Brzeg

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Prawy brzeg rzeki
» Brzeg
» Lewy brzeg rzeki
» Kamienisty brzeg rzeki
» Brzeg Tamizy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18