Wydarzenia


Ekipa forum
Brzeg
AutorWiadomość
Brzeg [odnośnik]27.09.15 15:21
First topic message reminder :

Brzeg

Kamienisty brzeg pełen odłamków muszelek, bursztynów oraz tego co zostanie pozostawione przez przypływ. Nie ma tutaj wzniesień, miękkiego piasku, by usiąść i podziwiać zachód słońca. Niemniej ta część wybrzeża przyciąga wielu spacerowiczów. Kto wie, może jeśli odpowiednio wytężysz wzrok, pomiędzy zwykłym żwirem i muszelkami odnajdziesz coś ciekawego?

Wianki

Organizowane w Weymouth pod przewodnictwem Prewettów uroczystości od setek lat łączyły czarodziejów niezależnie od ich pochodzenia, majętności i zajmowanych stanowisk. Miłość wszyscy świętowali wspólnie. Sierpień był czasem radości i spokoju dopóki nie rozpętała się wojna. Wynegocjowane w czerwcu zawieszenie broni pozwoliło czarodziejom i czarownicom na powrót do tradycji po dwóch latach walk i rozlewu krwi. Choć strach nie opuszczał ludzi, pozwolił im na chwilowe odetchnięcie od toczonych bitew i ucieczkę przed koszmarami.

Weymouth na nowo wypełniło się śpiewem, słodkimi zapachami, gwarem rozmów i przede wszystkim ludźmi. Tradycyjnie wianki plecione były przez panny, które ofiarowały je kawalerom. Zrywały kwiaty w samotności rozmyślając o własnych uczuciach, ale dziś plotły je także zamężne czarownice, w parach i grupach, ufając, że w ten sposób przypieczętują swój związek. Z kwietnymi koronami kierowały się ku plaży, gdzie puszczały na wodę wianki. Tam zainteresowani nimi kawalerowie, mężowie, narzeczeni i sympatie rzucali się  morskie fale, by wyłowić dla wybranki serca jej wianek. Stara tradycja mówi, że panna nie może odmówić tańca kawalerowi, który wyłowi jej wianek.

Wśród świętujących czarodziejów krążą ceremonialne misy wypełnione pszenicznym piwem zmieszanym z fermentowanym kwiatowym miodem, tradycyjny napój Lughnasadh. Ze wspólnych mis pili wszyscy, przekazując je sobie z rąk do rąk. Naczynia zapełniały charłaczki w zwiewnych sukienkach noszące przy sobie duże miedziane dzbany.

Jeśli chcesz wziąć udział w zabawie, musisz zejść bliżej brzegu celem puszczenia na wodę lub wyłowienia wianka i zanurzyć w niej nogę lub rękę. Należy wówczas rzucić kością opisaną jako wianki.  Postać męska może wyłowić dowolny wianek kobiety, która wcześniej wypuściła go na wodę (liczy się pierwszeństwo odpisu) lub postaci NPC, jeżeli na wodzie nie ma żadnych wianków należących do postaci.
W wiankach może wziąć udział nieograniczona ilość multikont, nieograniczoną ilość razy, ale każda postać może tylko raz rzucać kością Wianki. Rzucać kością Wianki nie mogą postaci, które pojawiły się na Wielkiej uczcie w Londynie. W losowaniu mogą brać udział wyłącznie aktywne postaci.
Wyjątkowo w temacie może przebywać więcej niż jedno konto tej samej osoby jednocześnie.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 31.01.23 19:08, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Brzeg - Page 32 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Brzeg [odnośnik]09.12.23 11:45
Kąciki ust drgnęły jej na widok pełnego konsternacji Michaela, który naprawdę musiał uwierzyć, że cały wolny czas poświęcą na rozmowach o gotowaniu. Wierzyła, że znajdą wiele innych tematów do rozmów, ale nie mogła się powstrzymać, by nie utrzeć nudnej zapewne w męskich oczach wizji rozmawiania wyłącznie o gotowaniu. I choć sama była wielką fanką i dla niej czas spędzony w kuchni zawsze wiązał się z radością i przyjemnością miała tak wiele pytań do Ady i wewnętrznych potrzeb — jeszcze utajonych, nienazwanych, rozbudzonych ledwie ciekawością wywołaną obecnością kobiety — które mogła zaspokoić, że nie zamierzała ograniczać się wyłącznie do przepisów. Rozbawiona męską reakcją, która była dokładnie tą, na którą liczyła, uniosła jedną brew, a usta spięła w cwany uśmieszek.
— Och, naprawdę? Byłam we Francji, choć tylko przez moment — podjęła temat, zerkając na czarownicę. Mogła się tego spodziewać, miała przecież to coś, co widziała w tamtych kobietach, które spoglądały na nią z pewną podejrzliwością i pobłażliwością. Błysk w oku, filuterność i pewność siebie, która przyciągała uwagę nie tylko mężczyzn, ale także mniej pewnych siebie kobiet. Mimo wszystko wyglądała miłej, przyjaźniej od nich.— Nie bardzo mi się podobało — przyznała, nim ktokolwiek zdążył spytać. Uśmiechnęła się przepraszająco do żony Michaela. Zaraz potem zerkając na mężczyzn, gdy zaczęli dogadywać termin.
— Tak. Mamy namiot w czwartej linii od przodu — wspomniała, próbując nakierować ich na dokładniejsze miejsce. — Poćwiczyć, co? — spytała wścibsko, zerkając na męża. — Dla mnie zawsze będą mali— sprostowała, uśmiechając się szeroko. Przez ten okres, gdy bywała w Oazie często, a czasem codziennie, zżyła się z ludźmi mieszkającymi tam.
Nie odpowiedziała na jego prowokację. Patrzyła mu uparcie w oczy, przez chwilę nieruchomo, w końcu zadzierając lekko brodę. Nie poniósł, te słowa i ta myśl rozgrzewały ją od środka i dodawały pewności, kiedy czasem ją traciła. Nie żałował. Wciąż był tak samo pewien swojej decyzji, wciąż tak samo z niej pewny i usatysfakcjonowany. Czasami bała się, że jej nacisk coś zmienił; że gdyby nie jej wyznanie te myśli nigdy by do niego nie przyszły, ale przecież nawet gdyby — nawet gdyby to był tylko moment, chwila, nawet gdyby za jego działaniami stało ludzkie poczucie osamotnienia i potrzeby związania się z kimś dla jej zaspokojenia, nie miałaby mu czego wybaczać. Byłaby szczęśliwa i kochałaby go tak samo za to, próbując dać mu to, co mogła, co miała, próbując uszczęśliwić go jak tylko potrafiła. Te ciche zapewnienie, pewność w jego oczach i niegasnące uczucie było jak szczypanie skóry, gdy nie wierzyła we własne szczęście i to, że marzenia naprawdę mogły się spełniać. Sprowadzał ją na ziemię, udowadniał, że to działo się naprawdę. Po chwili już śledziła tor jego wędrówki. Z boku, spod firany rzęs obserwowała ze spokojem jak zdejmuje buty i wchodzi do wody. Z pewnością siebie mężczyzny, zdecydowaniem i poświęceniem dla tradycji. Nie odejmując od niego oczu przesunęła palcami wolnej dłoni na szyję, by złapać za kosmyki włosów za uchem. Oderwała spojrzenie od niego tylko na chwilę, by spojrzeć na piękną muszlę, którą obróciła w dłoniach, a potem skryła w ukrytej w spódnicy kieszeni. Unosząc wzrok natrafiła na wyjątkowo przypadkowe zagranie w wodzie.
— Popatrz, kochanie, czy to nie Hugh? — spytała, pochylając się do Amelki i pokazując jej chłopca, który płynął prosto po jej wianek. Uśmiechnęła się, a potem z przejęciem otworzyła usta i chwyciła się za pierś, by dać wyraz bohaterskości młodzieńca. Billy był jednak pierwszy. Stanął przed nią przemoczony, a w włosów prosto na nos skapywała mu woda. Wstała, dotykając dłonią piersi z westchnieniem. — Och, to prawda — wyszeptała, uśmiechając się promienie. — Był pan bardzo dzielny, przez chwilę bałam się, że... ten wianek odpłynął tak daleko, tam musiało być tak głęboko! Takie niebezpieczne — szepnęła, mierząc go spojrzeniem, aż w końcu pochyliła się delikatnie, uginając nogi, by mógł złożyć na jej skroniach kwietną koronę. Zerknęła jeszcze na wianek, między kwiatki zaplątała się alga. Sugestywnym spojrzeniem skłoniła męża do wyjęcia morskiej trawy z wianka.— Bohater zasłużył na jeden taniec — Uśmiechnęła się zaczepnie, śmiało chwytając mokrego czarodzieja pod ramię, przysuwając się do niego bliżej. Nie ruszyła się jednak z miejsca, patrząc jak młody chłopiec wybiega z wody ze śmiechem, by od razu, ze śmiałością i praktycznie bez pytania włożyć Amelce wianek na głowę. — I chyba powinniśmy omówić zasady sprawiedliwej rywalizacji...— mruknęła, spoglądając na Williama z boku.  Oszukiwał. Pomógł Hugh wyłowić wianek córki. — No, dalej. Czas na taniec — zachęciła Hugh, który tak samo bez pytania złapał nieśmiałą dziewczynkę za dłoń i pociągnął do przodu, bliżej ognisk. — Więc?— spytała, nagląco, przytulając się do jego zimnego i mokrego boku. Jej sukienka zawilgła z jednej strony, aż w końcu zatrzymała się w miejscu i stanęła przed nim, puszczając jego ramię, by ułożyć dłoń na ramieniu, a drugą wsunęła w jego dłoń. Cieszyła się. Naprawdę była szczęśliwa — tyle lat na to czekała. Tyle lat wystawała przy brzegu, śledząc jego poczynania i kierunek, szukając go wzrokiem i cicho licząc, że tym razem to jej wianek pojawi się najbliżej. I dziś się udało.

Zt


Here stands a man

With a bullet in his clenched right hand
Don't push him, son
For he's got the power to crush this land
Oh hear, hear him cry, boy


Ostatnio zmieniony przez Hannah Moore dnia 23.12.23 7:23, w całości zmieniany 1 raz
Hannah Moore
Hannah Moore
Zawód : Wiązacz mioteł
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna


take me back to the night we met


OPCM : 25 +8
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Brzeg - Page 32 0a431e1c236e666d7f7630227cddec45ce81c082
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Re: Brzeg [odnośnik]09.12.23 12:27
dla Sue

Fakt, z taką kombinacją cech Penny nie miałem najmniejszych szans i dziewczynka robiła ze mną, co chciała. Ale nie narzekałem i cieszyłem się, że namówiła mnie na ten Festiwal. Przytaknąłem więc, kiedy Sue go zachwalała. Miała rację. Wprawdzie żałowałem, że nie mogę się nim cieszyć całkowicie z powodu... swojej przypadłości, ale było jak było. A z Susie u boku czułem się od razu jakiś spokojniejszy o tą swoją fobię. Sam nie wiem czemu. Może po prostu skutecznie odciągała moje myśli od tego i tyle wystarczało?
Czy Argus był uzdrowicielem? Oczami wyobraźni zobaczyłem skwaszoną minę Filcha i mimowolnie parsknąłem śmiechem. To byłby jeden z najgorszych kandydatów do zajmowania się pacjentami, byłem o tym przekonany. Nieczuły, opryskliwy, przesadnie pedantyczny... jeszcze byłby gotów opierniczyć rannego, że ma czelność krwawić na świeżo umytą podłogę!
- Nie, nie... on tam tylko sprząta - odparłem jednak szybko, bo przecież głupio było się tak śmiać, kiedy Sue nie wiedziała nawet z czego. I nawet nie umiałem jej tego za bardzo wytłumaczyć - jak pozna Gusa, to zrozumie. I choć wciąż trzymało mnie rozbawienie dodałem wcale się nie nabijając:
- Śmieję się, bo nie mieliśmy najlepszego początku znajomości, ale generalnie to dobrze, że zajmuje się Lecznicą. Teraz mogę się skupić na pracach w Dolinie - wyjaśniłem pogodnie. - No i w tym Kurniku... - uśmiechnąłem się blado. - Mamy lepsze i gorsze dni, ale generalnie cieszę się, że ktoś jest w domu. Szczególnie jeśli jedną z tych osób jest Penny - zakończyłem trochę rozbawiony. Argus był trudnym współlokatorem, ale coraz lepiej się dogadywaliśmy, a jeśli nie, to dziewczynce jakoś zawsze udawało się prędzej czy później zażegnać sytuację kryzysową.
- A jak w Ruderze? Wybacz, że ostatnio o nią nie zahaczyłem... Powoli się zaludnia? - zapytałem z ciekawości i... troski. Wiedziałem doskonale jak to jest siedzieć samemu w domu pełnym wspomnień i na dłuższą metę... mnie osobiście to niszczyło.
- Jarmark jest super... ale - potarłem w zakłopotaniu kark - chyba trochę za dużo się tam dzieje i dawkuję sobie atrakcje - odpowiedziałem, a potem zasłuchałem się, kiedy opowiadała o Festiwalu. Zaśmiałem się o anegdotę o chlebie. Wierzyłem jej, że był największy jaki widziała. Organizatorzy ewidentnie wzięli sobie za punkt honoru, żeby ani przez chwilę nikt się nie nudził. Może Sue się da namówić jeszcze na jedną z atrakcji? Ale to postanowiłem zapytać później, bo najpierw czekał nas przecież wspólny taniec! I cieszyło mnie, że miała do tego podobne podejście, co ja.
Chwyciłem jeszcze swoje rzeczy, nałożyłem buty i ruszyliśmy w stronę, skąd dobiegała nas skoczna muzyka. Brzmiała trochę irlandzko, tak mi się przynajmniej skojarzyło, a że mi się podobała i już wiedziałem, że nie muszę znać żadnych kroków, tylko po prostu zatańczyć, to obawy zeszły na drugi plan.
- Gram - przytaknąłem. - Kiedy mieszkałem w Londynie, to nawet próbowałem tak trochę dorobić - dodałem. - Fajna sprawa... a ty na czymś grasz? Albo śpiewasz? - zagadnąłem zerkając na nią z ciekawością chwilę przed tym jak dotarliśmy do potańcówki. Gitarę oparłem gdzieś z boku, żeby mi nie przeszkadzała, a potem wyciągnąłem do Sue rękę z uśmiechem. Plan był taki, że mamy się po prostu dobrze bawić, więc kiedy tylko złapała mnie za rękę zacząłem z entuzjazmem podrygiwać w takt muzyki. Może nie byłem najlepszym tancerzem, większość swoich ruchów improwizowałem, część zmyślałem, ale nieważne. Tańczyłem całym sobą, jak zawsze. Mogło nie być idealnie, mogło być śmiesznie, byle tylko Sue spoglądała na mnie od czasu do czasu tymi roześmianymi, wesołymi oczami.


Make love music
Not war.
Louis Bott
Louis Bott
Zawód : Drugi Kogut Kurnika, dorywczo może coś naprawić
Wiek : 22
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Look up at the night sky
We are part of this universe,
we are in this universe,
but more important than both of those facts is that
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Mugol
universe is in us
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t1671-louis-bott https://www.morsmordre.net/t1846-niemugolska-poczta-lou#24237 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t5152-louis-bott
Re: Brzeg [odnośnik]09.12.23 19:24
| Mare

Ach, korona ślubna... nic nie mogłem poradzić na chwilowe ukłucie smutku, które zwalczyłem uniesieniem brwi, kiedy wsłuchiwałem się w opowieść lady Mare. Philomena też miała kwiaty we włosach, skromne, drobne, inne niż wianki puszczane na morskie wody - sama poprosiła mnie o wybór i choć mogłem zdecydować się na najbardziej wymyślne gatunki, stanąć na głowie by je zdobyć, ze wszystkich możliwych opcji wybrałem najprostszą trybulę leśną oraz białą koniczynę. Drobne kwiaty trybuli nie odwracały uwagi od panny młodej, koniczyna miała przynieść jej szczęście - wielogodzinne poszukiwania czterolistnej zostały przerwane paroma drzemkami, lecz było warto. Uśmiechnąłem się na tę myśl, trochę uciekając wzrokiem, lecz nie na długo - nie na tyle, by sprawiało to nienaturalne wrażenie, ostatecznie nie szalałem z rozpaczy, nie zamykałem się w ścianach własnych myśli.
- Wierzę, że musiała wyglądać wspaniale. Jak często trafiacie na kwiaty podczas takich poszukiwań? Jestem skłonny uwierzyć, że przed waszą rodziną ukazują się nieco chętniej niż przed resztą świata - przyznałem, absolutnie nie złośliwie. Mieli do nich rękę, byli z nimi związani, może i naturalne szczęście do tychże okazów krążyło w ich krwi. Kiwnąłem głową, gdy zapytała o kadzidło bazujące na wyjątkowym składniku. Ostatnio miałem okazję wykonać je w nieco zmodyfikowanym wydaniu, używając odłamka spadającej gwiazdy. - Silne, istotnie. Wprawdzie kadzidło nigdy nie dorówna eliksirom, ich działanie jest łagodniejsze, bardziej sugestywne i ulotne, bo czerpiemy z nich ułamek mocy, wdychamy tylko opary. Kwiat paproci pomaga rozplątać język, jest sercem kadzidła prawdy. To nie Veritaserum, oczywiście, zwyczajnie utrudnia kłamstwo, usypia czujność, trochę otępia krytyczne myślenie, przez co trudniej jest prawdy uniknąć - wyjaśniłem cierpliwie.
Do tanecznych kroków mogłem mieć mniej serca i zdolności, ale uspokajający głos lady Mare trochę mnie pocieszył, napawając nadzieją na wybaczenie ewentualnych potknięć. Wolałbym ich uniknąć, zwłaszcza jeśli taniec uznawany był za prosty, ale byłbym głupcem, próbując gwarantować sobie - a szczególnie jej - że bezbłędnie wykonam nieznane figury. Kobieta była sympatyczna, urocza, po pierwszych wymienionych zdaniach potrafiłem poczuć się przy niej swobodniej niż na samym początku rozmowy - mimo dzielących nas różnic, których przecież nie dało się wymazać. Rozwiały się też pierwsze wahania, teraz odnosiłem wrażenie, że uprzejmość i wyrozumiałość nie musiały brać się wyłącznie z etykiety, sztywne ramy często odejmowały konwersacjom ciepła i najczystszej życzliwości, a lady Greengrass nie mógłbym ich odmówić.
Kwestię daru ucięliśmy naturalnie, wyczuwając, że temat nie odbiłby w weselsze barwy, a takich potrzebowaliśmy tutaj, podczas festiwalu lata. Drugi kluczowy punkt tradycji przede mną, niemal czułem na sobie wyczekujące spojrzenia Caer i Aenghusa. Skinąłem głową, gotów podążać za wskazówkami doświadczonej w tańcu czarownicy, starając się przy tym pilnować dystansu, aby zupełnym przypadkiem nie znaleźć się zbyt blisko - na początku właśnie to mnie stresowało, ale po paru chwilach okazało się, że podstawy walca rzeczywiście nie były trudne.
- Dokonała lady niemożliwego - stwierdziłem z pełnym uznania uśmiechem. Powolne tempo sprzyjało nie tylko ciężarnej, ale i mnie, nie musiałem zanadto wychodzić poza swoje senne ruchy. Starałem się oczywiście włożyć w taniec nieco energii, nie planowałem tu zasypiać, ale wciąż - dawało mi to spory komfort. - To znaczy, bez mistrza walca zupełnie by się nie udało, ale taka partnerka to niezastąpiony skarb - przyznałem, skłoniwszy się lekko, pozwalając sobie na pociągnięcie niewinnego żartu, po którym nie wzbraniałem się od dalszej pogawędki. Nie chciałem zatrzymywać jej zbyt długo, ale zniknąć tuż po tańcu - też niespecjalnie.
- Dziękuję za wspaniałe towarzystwo, lady Greengrass. Nie mogłem lepiej przypadkowo trafić - przyznałem, nie mając pojęcia, że poniekąd czytam jej w myślach.

| zt, dziękuję <3


who are you when you're haunted by the ruin?
Wilkie Despenser
Wilkie Despenser
Zawód : wróżbita, zielarz
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec

and so it goes
the stillness covers my ears
tenderly, until all sound disappears

OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +2
UZDRAWIANIE : 5 +3
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11928-wilhelm-despenser https://www.morsmordre.net/t11958-aura#369875 https://www.morsmordre.net/t12167-wilhelm-despenser#374784 https://www.morsmordre.net/f446-szkocja-feldcroft-klepka https://www.morsmordre.net/t11957-skrytka-bankowa-nr-2590#369864 https://www.morsmordre.net/t11961-wilhelm-despenser#369888
Re: Brzeg [odnośnik]09.12.23 20:34
| Lou

Śmiech Louisa wywołał w niej trochę konsternacji, ale głównie podążyła za jego rozbawieniem, czując jak uśmiech mimowolnie rozgościł się na ustach. W takich momentach zawsze kończyła szalenie zaciekawiona myślami rozmówcy, sytuacja musiała być dosyć wyrazista, skoro na tak proste pytanie reakcja okazała się tak żywa. Kiwnęła głową, ze zrozumieniem przyjmując wstępne wyjaśnienie - to rzeczywiście zmieniało postać rzeczy, a kiedy usłyszała więcej, mogła z powodzeniem wydumać sobie szczegółowe historie, które tak lubiła kreować w głowie. Dawno tego nie robiła, przytłaczająca rzeczywistość wyparła pewne przyzwyczajenia, ale miło było wiedzieć, że jeszcze gdzieś się kryją. W podobny sposób tłumaczyła zdania z nieznanych języków, od zera wymyślając znaczenie słów, bazując na tym, co w sercu grało.
- Tym bardziej muszę ich poznać - stwierdziła wesoło. - W sumie, jak już tak mówisz o pracach w Dolinie... myślisz, że byłbyś w stanie zbudować jakiś taki nieduży i skromny kurnik? Ja nawet mam na to swój sposób, można go zrobić z kalosza, ostatnio opowiadałam o tym cioci, ale nie wiem, czy jednak nie ma na to lepszych metod niż użycie buta - odpowiedziała w zastanowieniu. - No, w każdym razie, widziałam tu dużo przemiłych kur i koniecznie chcę zabrać jakąś do Rudery, a nie wiem, czy pod ziemią byłoby jej dobrze. Może przez chwilę tak, ale na dłużej... sama nie wiem - wzruszyła ramionami, obiecując sobie, że jeszcze to kiedyś gruntownie przemyśli. - Oczywiście jeśli będziesz miał chwilę, załatwiłabym wszystko i zrobiła obiad - zaproponowała, dostrzegając przy okazji algę, uczepioną nogi Louisa. - Patrz, nawet masz świetlistą algę - zauważyła z uśmiechem.
- W Ruderze coraz lepiej, co prawda mamy jeszcze miejsce, ale mieszkam z rodzeństwem, więc trochę łatwiej poczuć się tam znów jak w domu - przyznała ze skromnym uśmiechem. - Udało nam się posprzątać, to było niezłe wyzwanie, trochę stresu też się trafiło - osiwiały Artemis, to dopiero była przygoda... - ale koniec końców stopniowo jest coraz lepiej.
- Trochę śpiewam, nigdy nie udało mi się opanować żadnego instrumentu, chociaż próbowałam, ale śpiewałam od... hmm... odkąd pamiętam - przyznała, dopiero teraz to zauważając. W ich rodzinie było to całkiem naturalne, nawet się nad tym nie zastanawiała. Życie z muzyki zawsze wydawało jej się fascynujące, nigdy jednak nie próbowała wnikać, na ile jest możliwe, trzymając się idealistycznej myśli, że da się z tego utrzymać bez większego trudu.
Taniec przychodził jej lekko, gładko i przyjemnie, a mając obok Louisa mogła pozwolić sobie na wolność i dziwactwa, znów lekko zaskoczona, jak łatwo było odnaleźć się w jego towarzystwie. Udało się zapomnieć o bólu, cieniach i nieszczęściach, co w ostatnich miesiącach graniczyło z cudem i mimo prób - wcale jej się nie udawało. Kiedy nie spoglądała na odciśniętą na niebie kometę, zamiast tego całą swoją uwagę ograniczając tylko do towarzystwa, muzyki i oczyszczającego ruchu - ten jeden, jedyny raz mogła czuć się naprawdę dobrze. Nie szczędziła sobie śmiechu, przemykając pod ramieniem Louisa, którego bliskość przyjmowała z ulgą. Wianek skończył trochę marnie, wyraźnie nosząc ślady energicznych podrygów, parę razy musiała go łapać, ale ostatecznie przetrwał i uparła się, że nie zdejmie go do samego końca, w domu zaś ususzy - o tym jednak nie powiedziała. Tańczyć chciała do upadłego, dzięki temu miód pitny, który udało im się dorwać niedługo później, smakował jeszcze lepiej.
- Pozwolę ci odpocząć - zarządziła łaskawie, cała zasapana, ale i roześmiana, przytrzymując na głowie wianek, który zgubił już połowę piórek. - A później idziemy zwiedzać!

| zt :pwease:


how would you feel
if you were the sunset
sailing alone
behind the mountains?
how would you feel
if you were the sunrise
woke up at dawn
once in a lifetime?



Susanne Lovegood
Susanne Lovegood
Zawód : pracownica rezerwatu znikaczy
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

I will be your warrior
I will be your lamb


OPCM : 20 +8
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 31 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Brzeg - Page 32 JkJQ6kE
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f304-dolina-godryka-rudera https://www.morsmordre.net/t5129-szuflada-sue#111192 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
Re: Brzeg [odnośnik]28.12.23 12:33
Robiło się późno.
Niebo pociemniało, sprawiając że pomarańczowo-czerwone punkty ognisk zajaśniały jeszcze bardziej, mglista łuną przykrywając krzątające się nieopodal sylwetki. I ich dopadł nadciągający zmierzch, co Anne odczuwała na odkrytej skórze, pamiętającej jeszcze morską kąpiel, której wątpliwej przyjemności zdążyła doświadczyć jakiś czas temu. Nos już jej nie bolał, diable ziele łagodnie otumaniło zmysły i wprowadziło ją w dość przyjemny nastrój, który utrzymywał się zaskakująco długo, podsycany rozmową z przyjaciółmi, śmiechami, w końcu tańcem z Jimmym, który do skocznej piosenki Elvisa porwał ją w symfonii nieskomplikowanych, energicznych ruchów.
W końcu zniknął – on jako kolejny, bo wędrowców po festiwalowych włościach było coraz więcej; odprowadzała go wzrokiem przez jakiś czas, dopiero po dłuższej chwili zerkając na Castora – teraz już Olivera – i Nealę, którzy zostali z nią na brzegu plaży.
Mieli też rozpalić ognisko, ale Liddy, która zadeklarowała się do zbierania gałęzi gdzieś zniknęła; sterta drobnych patyków faktycznie leżała w pobliżu, ale rozpalenie jej chyba na nic by się zdało w obliczu narastającego wiatru od strony morza.
– Faktycznie, to może dobry pomysł, robi się coraz chłodniej – odparła po jakimś czasie, kiedy Neala rzuciła propozycją na kolejną rundkę alkoholu, niedługo później także chwytając jej dłoń i ciągnąc w kierunku ów butelki – I jakiś koc. Może pójdę po coś ciepłego? – zaproponowała, a wzrok przeskoczył po twarzach rudowłosej przyjaciółki, później Olivera, który był dla niej dziś tak wyjątkowo miły; później Beddow zerknęła na Steffena, który wydawał się jakiś dziwnie nieobecny.
– Tak, wiecie co, pójdę do namiotu. Wezmę co będzie, wszyscy jesteśmy trochę zziębnięci – zaproponowała, odrobinę za długo patrząc na Summersa – Skołuję też coś dla chłopaków i Liddy. Zajmiecie się tym ogniskiem? – podnosząc się z ziemi otrzepała dłonie poznaczone gdzieniegdzie piaskiem, kontrolne spojrzenie rzucając raz jeszcze w stronę Cattermole’a.
– I nie wypijcie wszystkiego! – rozbawienie zadrgało w podniesionym głosie, a dziewczęcy podbródek skinął na butelkę, przy której siedziała panna Weasley. Puściła jej jeszcze oczko, na odchodne, by zaraz potem odwrócić się na pięcie i podreptać w stronę namiotów, do których drogę jakiś czas wcześniej wskazała jej Neala. Jakoś trafi.

anne zt z wątku wianków i zt z wiankowej szafki


chmury wiszą nad miastem
czekam na wiatr co rozgoni ciemne skłębione zasłony, stanę wtedy na raz — ze słońcem twarzą w twarz
Anne Beddow
Anne Beddow
Zawód : powsinoga
Wiek : 18 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
choć nie chcę budzić się, nie umiem spać
świat dziwny jest jak sen

a sen jak świat
OPCM : 9 +5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9261-anne-beddow#281746 https://www.morsmordre.net/t9589-listy-do-ani#291635 https://www.morsmordre.net/t9277-annie-beddow#282540
Re: Brzeg [odnośnik]11.02.24 16:54
Billy, Hania, Mike

Spojrzała na Michaela spod oka, w milczeniu obiecując mu, że za ten przebrzydły fortel będzie cierpiał katusze i to w najgorszym dla mężczyzny wydaniu. Billy i Hannah nie musieli jednak wiedzieć, że z kuchnią jej raczej nie po drodze, więc Adda dzielnie kontynuowała robienie dobrej miny do złej gry.
Aha. Na żaby ― odparła, gdy towarzysząca Williamowi czarownica wyraziła lekkie zdumienie. ― Sama za nimi nie przepadam za bardzo, za to przyrządzam je po mistrzowsku ― zełgała gładko i z niewymuszonym urokiem kłamcy, który łga dużo i często. Zatrzepotała niewinnie rzęsami, gdy wróciła spojrzeniem do Michaela.
Michael za to uwielbia je jeść, prawda, kochanie? Ostatnio tak się nimi zajadałeś, że nie chciałeś nic więcej. Ani kurczęcia w sosie, ani zupy… och, a wiesz co? To chyba w takim razie te dwa kilogramy mięsa z reema będę musiała oddać… ― westchnęła umęczona, jakby nagła sympatia Michaela do żab pokrzyżowała jej plany ― …a myślałam, że poproszę Kerrie… ach, ale to już nie ważne, zrobimy ci po prostu parę żabek. Wolisz w galarecie? A może sauté? ― świergotała dalej, doskonale pilnując słodkiego tonu dobrej już-prawie-żony, której leży na sercu jedynie dobro mężowskiego brzucha.
Francja potrafi być cudowna ― odparła Hannah ― ale potrafi być też bardzo odpychająca. Szczególnie Paryż. Ale ze mną ― mrugnęła go niej wesoło ― na pewno by ci się podobało. Słowo daję.
Rozmowa rozmyła się w męskich wspominkach Tyneham, spotkań i ćwiczeń, a już chwilę później nadszedł czas na puszczenie wianka. Nie spodziewała się, że Michael będzie się aż tak strasznie, bardzo teatralnie, ociągał z wyłowieniem go. Obserwacja tego, jak podpływa po swój łup była co najmniej angażująca, a gdy wyłonił się na brzeg ― cały mokry i ociekający wodą ― spotkał go pomruk aprobaty.
No, no ― gwizdnęła cicho ― uważaj, bo na ślub też się spóźnisz. Albo zmienimy kolejność: najpierw noc poślubna, potem uroczystość.
Nie protestowała, gdy postanowił zgarnąć obiecany tradycją taniec, nawet przeciągnęła ten moment nieco dłużej niż wymagała ustawa, co jakiś czas zerkając ciekawsko w stronę Billy’ego i Hannah. Ci wydawali się także zajęci sobą i swoim tańcem, a bliskość dobrych znajomych działała na nią w kojący sposób, skłaniając do dalszych wygłupów i figli. Do zachodu słońca było jeszcze trochę czasu, mogli go spędzić w towarzystwie Moore’ów, a potem…
Cóż, potem miały dziać się rzeczy w które do tej pory lekko nie dowierzała.

|zt Mike i Adda


When you're not looking
I'm someone else

Adriana Tonks
Adriana Tonks
Zawód : podwójna agentka, rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
And you don't know the
consequences
of the things you say
I'll be your operator, baby
I'm in control
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 30 +5
CZARNA MAGIA : 1 +2
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11438-adriana-adda-de-verley https://www.morsmordre.net/t11442-rodzynka#353850 https://www.morsmordre.net/t12085-adriana-tonks#372538 https://www.morsmordre.net/f177-somerset-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t11444-skrytka-bankowa-nr-2503#353855 https://www.morsmordre.net/t11449-adriana-de-verley#353913

Strona 32 z 32 Previous  1 ... 17 ... 30, 31, 32

Brzeg
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach