Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Brzeg

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Brzeg   27.09.15 15:21

First topic message reminder :

Brzeg

Kamienisty brzeg pełen odłamków muszelek, bursztynów oraz tego co zostanie pozostawione przez przypływ. Nie ma tutaj wzniesień, miękkiego piasku, by usiąść i podziwiać zachód słońca. Niemniej ta część wybrzeża przyciąga wielu spacerowiczów. Kto wie, może jeśli odpowiednio wytężysz wzrok, pomiędzy zwykłym żwirem i muszelkami odnajdziesz coś ciekawego?


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Perseus Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery https://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 https://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t2783-skrytka-bankowa-nr-318#44957 https://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
Zawód : wiedźmia straż
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
vicious
vengeful
victorious
OPCM : 6
UROKI : 19
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Brzeg   01.05.16 20:03

Specyficzne, przynajmniej w moich oczach, więzi łączące mnie z Evandrą odbijały się znacząco na tym, jak bardzo filtrowałem wypływające z moich ust informacje. Przez jakiś czas w moim życiu miałem przecież solidne podstawy do sądzenia, że nic nie stoi na przeszkodzie, bym mówił jej więcej, wszak podpisaliśmy stosowne papiery, będące pierwszym krokiem do sformalizowania sojuszu naszych rodzin i wszystko stawało się tak banalnie proste; panna Lestrange znała mnie w czasach, w których jeszcze, na dobrą sprawę, nie znałem sam siebie, a kolejno upływające lata stopniowo i skutecznie zacierały głęboko zakorzenioną we mnie chęć do trzymania przed nią jak największej ilości tajemnic. Może pozostawiałem jej jedynie poszlaki, nie mogąc pewnych rzeczy przedstawić wprost, lecz nie wątpiłem, że sprawnie łączyła fakty w całość. Ale to było stare przyzwyczajenie, które musiało ulec zmianie. Dlaczego więc z wyczuciem słonia w składzie porcelany przekroczyłem tę delikatną granicę i łamałem jasno nakreślone zasady? Moje spojrzenie prześlizgnęło się po delikatnej twarzy półwili, teraz ściągniętej targającymi ją emocjami, które tak doskonale maskowała. Odwzajemniłem lekki uśmiech, w myślach jednak ganiąc się po raz kolejny za tak przeraźliwy nietakt.
Spacerowaliśmy więc dalej, powolnym krokiem, śledząc przy tym niewzruszone niczym fale, rozbijające się o brzeg i tonąc nie w morskiej wodzie, a własnych rozmyślaniach - mogło się to okazać zaskakujące, lecz nie czułem żadnej niezręczności wywołanej chwilowo panującą ciszą, nie w jej towarzystwie. Zwróciłem się półprofilem w kierunku szlachcianki, przysłuchując się uważnie jej słowom i pozwalając lekkiemu uśmiechowi wpełznąć na moje usta.
- Nie mogę odmówić ci racji - pokiwałem głową, godząc się całkowicie z panną Lestrange i nie mogąc oprzeć się myśli, jak przyjemne było to uczucie, podpisać się pod jej słowami po raz kolejny, bez konieczności ujmowania czegokolwiek, zupełnie jak kiedyś, nim poróżniły nas sprawy, których nie sposób było powstrzymać. - Takie życie, chociaż niewiarygodnie wygodne i pożądane przez wszystkich, zdawałoby się być przeraźliwie puste. Wysoce cenię nasze tradycje i obyczaje, ale każdy powinien mieć coś jeszcze, jakąś szerszą perspektywę, dziedzinę, w której się realizuje i sferę bez intruzów. Obawiam się tylko, że jest do prosta droga do pracoholizmu - ostatnie z moich słów nabrały nieco ponurego wydźwięku, tylko wzmocnionego przez wieńczący je krótki śmiech. Kto by pomyślał, że bezpieczną przystanią okaże się być praca?
Może właśnie ta różnica kłuła mnie w oczy najdotkliwiej, różnica pomiędzy Evandrą a Linette, bo oto ta pierwsza od paru lat konsekwentnie dążyła do wyznaczonego celu, realizując się w przejawianej od zawsze pasji alchemicznej, a druga błądziła jak zagubione dziecko we mgle, zmieniając plany i profesje jak rękawiczki, dostarczając mi tylko kolejnych powodów do sądzenia, że jest w swoich działaniach kompletnie niepoważna. Spiker w radiostacji? Kelnerka w herbaciarni Lovegoodów? Co będzie kolejne, pomoc stajenna u Carrowów?
- Mamy jeszcze czas na budowanie - chociażby w pojedynkę, jeśli druga osoba okazuje się być niekooperatywna. Tylko czy faktycznie ten czas mieliśmy? Ostatnie tygodnie zlewały się w jedno, dziwaczne pasmo, w którym nie widziałem żadnego ładu i składu, czy tak miała wyglądać reszta mojego życia? Wieczne przepychanki, bezustanne rozgoryczenie, niecierpliwe wyczekiwanie na lepszy moment, który nigdy nie nadchodzi? Nie chciałem zarażać Evandry nieodstępującym mnie na krok defetyzmem, szczególnie, kiedy rozmawialiśmy normalnie pierwszy raz od tak dawna, a jej głowa wydawała się nie być wolna od zmartwień. Przytaknąłem po raz kolejny, lecz tym razem już z mniejszym przekonaniem. Czy faktycznie sam wybrałem ścieżkę, którą podążałem? Nie była przecież ona moim pierwszym wyborem, dramatycznie zmienionym po wypadku jeszcze w latach szkolnych - nie lubiłem wracać myślami do tego okresu z wielu różnych powodów, ale czasami w mojej głowie brzęczał nieznośny głos, echo zamierzchłych plotek o nieprzypadkowej genezie owego wypadku i o jego korzeniach w Shropshire.
- Powinniśmy już wracać, odprowadzę cię - stwierdziłem nagle, wyrywając się z niemalże filozoficznej zadumy, gdy dostrzegłem, jak daleko przesunęło się słońce na swojej trajektorii. Nie potrafiłem nawet stwierdzić ile mniej więcej czasu minęło od naszego niespodziewanego spotkania na brzegu. Czy rodzina Evandry nie będzie się niepokoić jej przedłużającą się nieobecnością? Uśmiechnąłem się ciepło do blondynki, nim zawróciliśmy, by udać się w drogę powrotną. Nie zamęczałem jej już zbyt ponurymi retorycznymi pytaniami, na które żadne z nas nie potrafiłoby nawet wystosować jednoznacznej odpowiedzi, a wszelkie wspomnienia w rozmowie zajmującej nas w trakcie ostatniego etapu spaceru odwoływały się do dobrych czasów, szerokim łukiem omijając ten etap w naszej znajomości, gdy nie zasługiwałem na nic więcej, jak tylko na rozczarowanie w oczach niedoszłej żony. Czyżby podświadoma chęć pokazania jej, że się zmieniłem, że wydoroślałem? Może tak - a może nie. - Chciałbym, żebyśmy porozmawiali kiedyś, w lepszych okolicznościach, jeśli oczywiście się zgodzisz. Jest… parę rzeczy, parę niedomówień - dodałem po chwili namysłu z lekkim roztargnieniem, dopiero kładąc fundamenty pod rozmowę, która równie dobrze mogła się nigdy nie odbyć. Dotarliśmy już do serca Weymouth, wypełnionego tłumem roześmianych ludzi, świętujących sierpniowy festiwal, a nasze spotkanie dobiegło końca, którego nie wypadało przedłużać. - Uważaj na siebie, Evandro - powiedziałem w ramach pożegnania, ściszając głos zupełnie automatycznie, a nie z myślą, że którykolwiek z przypadkowych przechodniów miałby zwietrzyć sensację. Pochyliłem się w kurtuazyjnym geście, by ucałować smukłą dłoń szlachcianki, a gdy ta oddaliła się w sobie tylko znanym kierunku, odwróciłem się na pięcie, by opuścić festiwalowe tereny i wymazać z pamięci krzyczący czerwienią pierścień rodowy Rosierów. Żeby tylko równie łatwo dało się wymazać i samego Rosiera.

| zt x 2 :pwease:




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg   08.12.17 14:16

Czerwcowy kulig

Kiedy wszyscy z utęsknieniem wyczekiwali nadejścia ciepłego lata, anomalie zesłały na Wielką Brytanię śnieg w ilościach, których w samym Londynie nie widziano od stu lat. Korzystając z tej okazji, dla poprawienia nastrojów, 17 czerwca na plaży w Weymouth zorganizowano czarodziejski kulig, na który ściągnięto najlepsze i najbardziej wytrzymałe konie.

Teren plaży, gdzie miał rozpocząć się kulig został specjalnie na tę okazję przygotowany i zabezpieczony przez czarodziejów, mających nie dopuścić do pojawienia się anomalii. Wzdłuż linii brzegowej wbito chorągwie rodowe, na piasku, przy oczekujących saniach rozłożono zwierzęce skóry, a w powietrzu lewitowały tace z kieliszkami wypełnionymi dobrze rozgrzewającym niealkoholowym napojem owocowym.

Dla każdego uczestnika kuligu przewidziany jest drobny, miły upominek.

Rozpoczęcie

Tuż po przybyciu na miejsce, przed Wami zjawia się elegancko ubrany czarodziej, który podczas całego kuligu pozostaje wyłącznie do waszej dyspozycji. Jego obowiązkiem jest przyprowadzić specjalnie wybrane dla was konie oraz sanie, a także spełniać wszystkie wasze zachcianki do momentu rozpoczęcia i po jego zakończeniu.

W kuligu może wziąć udział dowolna para lub grupa osób. Nim rozpoczniecie swoją podróż, jedno z was przy dowolnym poście musi wylosować zestaw niezbędny do wzięcia udziału w podróży, a składa się on z sań(które maksymalnie pomieszczą 4 osoby) i rumaków. W tym celu należy rzucić kością k3 i k6, a wylosowane wyniki zestawić z poniższym opisem.

Sanie


  • 1 — Sporej wielkości sanie, które od wielu lat cieszą się dużą popularnością wśród wszystkich użytkujących. Ten model — Świst — wydaje się na pierwszy rzut oka dość surowy — ciemne, mahoniowe drewno obite brudną zielenią, pozbawione zbytecznych ozdobników poza błyszczącymi czarnymi kamieniami. Mimo to bardzo dobrze amortyzują nierówności, a obite najlepszą blachą felgi nie dają odczuć podróżnym żadnych niedogodności. W tym roku po raz pierwszy dodatkowo do wnętrza dodano niedźwiedzią skórę, którą można wykorzystać jako okrycie, jak i dodatkową warstwę siedzącą.
  • 2 — Wyjątkowo duże i wygodne czarodziejskie sanie, wyprodukowane z niezwykłą precyzją i starannością przez najlepszych magikołodziejów. Mgnienie Oka są uznawane za najbardziej luksusowe ze wszystkich magicznych sań wykorzystywanych do czarodziejskich zaprzęgów. W drewnie z niezwykłą skrupulatnością wyżłobiono florystyczne motywy i skropiono je odrobiną najprawdziwszego złota. Wnętrze wyłożono gęsim pierzem, co zdecydowane podnosi komfort jazdy — podróżny może odnosić wrażenie jakby siedział we własnym fotelu, który idealnie się do niego dostosowuje. Tłoczenie z bordowej satyny nadaje środkowi niezwykle luksusowego wystroju.
  • 3 — Ekspresowy Zwrotek to sanie nowoczesne, po raz pierwszy wprowadzone na czarodziejski rynek w 1951 roku przez Nikolaja Straussa. Mają nieco inny kształt niż sanie klasyczne, wydają się bardziej opływowe, smukłe, i subtelne. Wyprodukowano je z drewna judaszowca i wzbogacono o jaśniejsze elementy brzozy, które nadają im niecodziennego stylu. Wewnątrz wytłoczono je specjalną, dwuwarstwową baranią wełną i okryto fioletowym atłasem. Początkowo może budzić skrajne odczucia — wydaje się chłodny, lecz doskonale przepuszcza gromadzone generowane od spodu ciepło i dba o dobre samopoczucie podróżnych nawet w czasie najmroźniejszych wyjazdów.


Rumaki

  • 1 — dwa wysokie białe ogiery maści tarantowatej
  • 2 — jedna siwa klacz, jedna siwa w hreczce
  • 3 — dwie, nieduże białe klacze
  • 4 — jeden siwy wałach, jedna biała klacz
  • 5 — dwa wysokie siwe wałachy
  • 6 — jeden potężny ogier maści białej


Kiedy wszystko jest już gotowe, a wy zajmujecie swoje miejsce w wyznaczonych saniach, rozpoczynacie kulig. W tym celu należy na końcu posta dopisać nazwiska osób zasiadających w jednych saniach i hasło Ruszyli. Zgodnie z kolejnością startu będziecie zajmować określone miejsce w zastępie i nie zmieni się ono do samego końca, niezależnie od ilości i kolejności pisanych przez Was postów, a także chwili zakończenia. Każdy powóz dzieli pewien dystans — widzicie tylko to co dzieje się przy powozie przed wami i za wami. Możecie zakończyć grę w dowolnym momencie, uznając, że przez całą drogę trzymaliście się swojego szeregu.

Przygody podczas podróży
Podczas podróży możecie w dowolnym momencie rzucić kością k10. Odpowiada ona za nadprogramowe zdarzenia, które zachodzą wyłącznie wokół was.

  • 1 — Nie dzieje się zupełnie nic, spokojnie jedziecie dalej.
  • 2 — Niespodziewanie, tuż przed wami pojawiają się mosiężne kielichy z doskonałym grzanym winem. Mają za zadanie umilić wam dalszą drogę. Nie wzięcie trunku lub wypicie go do końca sprawia, że kielichy znikają. Jednorazowa degustacja na pewno was rozgrzeje, dwukrotna(jeśli drugi raz wylosujecie tą opcję) wprawi was w świetny nastrój, a po trzecim(jeśli trzeci raz wylosujecie tę kość) razie poczujecie lekki stan upojenia.
  • 3 — Wasze konie na moment się zbuntowały i zjechały nieco z drogi. Wprawny woźnica trzymał jednak rękę na pulsie. W porę zmusił je do powrotu, nim wypadliście z drogi. Osoba z prawej lekko wpada na osobę siedzącą po jej lewej.
  • 4 — W waszych saniach uruchomiły się dodatkowe opcje. Na jedną turę przysłoniła Was niewidzialna kurtyna, zza której żaden z innych uczestników kuligu was nie dojrzy. Cichutko rozbrzmiała romantycznie brzmiąca muzyka klasyczna, a przestrzeń pomiędzy wami wypełnił zapach róż.
  • 5 — Nie dzieje się zupełnie nic, spokojnie jedziecie dalej.
  • 6 — Organizator kuligu postanowił uraczyć was najlepszymi przysmakami na ciepło. Przed każdym z was zmaterializował się gorący półmisek z drobnymi przystawkami na złotych widelczykach, m.in. gęsiną, dziczyzną, jagnięciną. Będzie towarzyszył wam dopóki z niego nie zrezygnujecie. Jeśli wylosujecie go po raz drugi tacę z przystawkami zajmą słodkości.
  • 7 — Między wami pojawiły się maleńkie, iskrzące elfy, które obsypały was złotym pyłkiem. Miał on niezwykłą właściwość, zrobiliście się nienaturalnie rozmowni.
  • 8 — Woźnica zauważył, że przysypiacie. Nie mógł pozwolić wam na nudę, do końca pozostał jeszcze kawałek. Chcąc was rozbudzić, spiął lejce i zacmokał na rumaki, które zarżały ochoczo i zgodnie z jego wolą ruszyły slalomem. Osoba z lewej lekko przysuwa się bliżej osoby z prawej, a w następnym poście osoba z prawej przesuwa siebie i osobę z lewej na sam brzeg sań.
  • 9 — Nie dzieje się zupełnie nic, spokojnie jedziecie dalej.
  • 10 — Podczas podróży organizator zadbał o wasze poczucie estetyki. Nad waszymi saniami zaczęły strzelać fajerwerki w kolorystyce waszych rodów, zwieńczając magiczny pokaz iskrzącym godłem wysoko nad Waszymi głowami. Jeśli jesteście czysto krwistymi czarodziejami fajerwerki przybierają złoty kolor, a na końcu niebo zalewa fala spadających iskier.



Kolejność w kuligu
1.
2.
3.




Powrót do góry Go down
Edgar Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Zawód : łamacz klątw, B&B, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 15
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 23
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg   08.12.17 23:58

Durham, tak jak pozostała część Wielkiej Brytanii, zostało zasypane warstwą puszystego śniegu. Niedawno zielony i kwitnący ogród zamienił się w białe królestwo, a tryskająca wodą fontanna w lodową rzeźbę. Długie sople lodu zwisały złowieszczo z dachu i rynien, natomiast chłodne mury posiadłości zdawały się być jeszcze zimniejsze, chociaż zaczęły być rozgrzewane paleniem we wszystkich kominkach. Edgar myślał, że to sytuacja przejściowa - pogoda ostatnimi czasy szalała równie mocno co magia, wcale nie zdziwiłby go fakt zimy stulecia zamieniającej się z dnia na dzień w suszę. A jednak dzisiejszego poranka ponownie rozbudził go odgłos skrzata, dyskretnie dokładającego drewna do ognia. Spróbował zignorować jego obecność, opatulając się mocniej kołdrą i ciepłym kocem - nigdy nie lubił zimy, zawsze preferując afrykańskie upały od brytyjskiego chłodu. W takich momentach szczególnie tęsknił za swoimi wielotygodniowymi wyjazdami: za promieniami słońca miło grzejącymi twarz, za kąpaniem się w ciepłej morskiej wodzie, za parzącym w stopy piaskiem.
Zamiast tego poczuł na twarzy mroźne powietrze, co ostatecznie zmusiło go do opuszczenia rozgrzanego łoża. Niechętnie wstał, czując jak na jego ciele pojawia się gęsia skórka, zamykając uchylone okno. Musiało być późno, był w komnacie sam. Zszedł więc na dół, czując potrzebę zapełnienia swojego żołądka podwójną porcją jedzenia, jakby miało mu to pomóc w przezwyciężeniu wszechobecnego chłodu. Oczywiście nie mógł zapomnieć o kuligu - przypomniała mu o nim żona, dzieci, nawet skrzat. Ostatnie na co miał ochotę tego dnia to przebywanie na zewnątrz, ale miał w zwyczaju dotrzymywać danego słowa - skoro obiecał kulig to się na niego uda.
Wkrótce po śniadaniu spotkał się ze swoim rodzeństwem i Aldorą, by móc w czwórkę teleportować się do Weymouth. Niechętnie musiał przyznać, że widoki w tych rejonach są piękne. Niechętnie - bo to jednak ziemie należące do Prewettów, szlachty śmiechu wartej. Miał nadzieję nie spotkać tutaj zbyt wielu rudowłosych osób - ich nie lubił jeszcze bardziej od niskich temperatur. Poprawił bordowy szal i kołnierz swojego czarnego płaszcza, który przecież miał leżeć głęboko w szafie przez najbliższe pół roku, łapiąc Aldorę za rękę. Nie chciał, żeby się gdzieś tutaj zgubiła i natknęła na nieodpowiednie osoby. Miał nadzieję, że kulig przypadnie jej do gustu pomimo nieobecności matki i rodzeństwa - ci jednak nie mogli się dzisiaj tutaj zjawić. Marius wciąż był za mały na takie atrakcje, lady Burke rozłożyła choroba, tak jak mniejszą lady Burke. Aldora za to zdawała się mieć końskie zdrowie, jakkolwiek brzydko nie brzmiałoby to w odniesieniu do arystokratki - to zapewne zasługa jej aktywnego trybu życia. Quentin i Wynonna - cóż, prawdę mówiąc nie spodziewał się z ich strony chęci na wzięcie udziału w tym wydarzeniu, ale kiedy już pojawił się na miejscu, i jemu zaczął wdawać się ten zimowy i niemalże świąteczny nastrój.
Przywitał się z elegancko ubranym czarodziejem, który momentalnie pojawił się obok nich, pytając go o sanie. W międzyczasie zdjął z tacy jeden z kieliszków, a upewniwszy się co do jego zawartości, zaproponował drugi córce.

Rzucam na sanie, następny niech rzuca na konie oww
[bylobrzydkobedzieladnie]




We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens



Ostatnio zmieniony przez Edgar Burke dnia 09.12.17 0:05, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg   08.12.17 23:58

The member 'Edgar Burke' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 2


Powrót do góry Go down
Aldora Burke
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t5502-aldora-burke https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5504-aldorka#126248 https://www.morsmordre.net/
Zawód : Wielka Księżna Durham
Wiek : 6
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Bim-bom, bam-bim-bom,
skąd wiedzieć wszystko, komu bije dzwon?
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Brzeg   12.12.17 2:02

- Tato, czy sanie będą dzwonić? - Nigdy dotąd nie była na kuligu. A w każdym razie nigdy dotąd nie była na kuligu, który pamięta - czarodzieje często mówią, że coś robiła, choć wcale tego nie pamiętała. Na przykład, że była mała taka mała jak Marius i tak jak on nic nie rozumiała. I co najlepsze - myśleli, że im wszystkim uwierzy. Absurd, prawdziwa lady nie może wyglądać jak mały potwór. Trochę ją to martwiło, Marius miał w końcu zostać dziedzicem rodu - a jeśli niczego się nie nauczy i dalej będzie takim małym potworem, to nikt go nigdy nie weźmie przecież na poważnie. Ale to nic, Mariusa na szczęście tutaj nie było i nikt nie musiał wokół niego skakać. Żałowała, że nie było jej siostry, ale z pewnością lepiej się poczuje, kiedy przyjdzie do niej z nowym dzwoneczkiem i pokaże, jak dzwonił na kuligu. Były razem od urodzenia, dziwnie było być osobno - choć czasem nie było innego wyjścia. W końcu, spadł śnieg a wokół nich, dzieci, działy się ostatnio bardzo dziwne rzeczy. W negatywnym tego słowa znaczeniu, nie rozumiała ich - choć potrafiła dostrzec, że krzywdziła tych, których krzywdzić nie chciała. Tutaj miała być od tego bezpieczna - przynajmniej tak mówił tata. A tata ma zawsze rację.
Pojawiła się z ojcem, mocno zaciskając piąstkę wokół jego znacznie większej dłoni, ubrana w szary płaszcz zdobiony czarnymi wstawkami o dużych, srebrnych guzikach. Na głowie miała elegancki beret chroniący ją przed odmarznięciem, a na drobnych dłoniach skórzane rękawice skrojone specjalnie na dziecięcą dłoń. Grube rajstopy, które wystawały spod granatowej spódnicy wystającej spod płaszcza wbite były w niewysokie skórzane botki na niskim obcasie. Wokół szyi owinięty miała delikatny, jedwabny szal, który miał chronić ją przed chłodem, czarny, przetkany srebrną nicią. Nigdy nie lubiła kolorów, kiedy wolno jej było podejmować decyzję, wybierała barwy zimne i stonowane. A kiedy jej ulegano, preferowała czerń, ponoć nieprzystającą do dziecięcej fantazji - dla niej idealną, a dla ogółu idealnie kontrastującą z wszechobecną bielą.
- Tato, czy w czerwcu zawsze pada śnieg? - Była ciekawa świata, lubiła dowiadywać się nowych rzeczy a nade wszystko lubiła rozumieć. Nigdy dotąd latem nie napotkała podobnych atrakcji i była niemal pewna, że miało to swój powód: że tak się dziać nie powinno. Więc, co się właściwie działo? Coś było nie tak. Ewidentnie, i nie chodziło w tym wszystkim tylko o nią. Kiedy spadły pierwsze płatki śniegu, oglądała je zza okna, konsekwentnie odmawiając lepienia bałwana. Widziała w tym, podświadomie, a może wyrażając własne pragnienia, jakiś rodzaj zagłady. Nie rozumiejąc jej przyczyn ani celu. Pamiętała już przecież kilka wakacji, trzy a w porywach nawet cztery. Kiedy jeszcze była mała, a to tak dawno temu, w czerwcu zawsze świeciło słońce. W porządku, nie zawsze, często padał deszcz, ale nigdy nie był to śnieg. Z kolejnymi napotykanymi czarodziejami, którzy najwyraźniej mieli przeprowadzić ich przez ten kulig i z którymi pokrótce pomówił ojciec, witała się mało dbałym dygnięciem, każdorazowo mocniej ściskając dłoń ojca. Również dygnięciem, choć znacznie bardziej elegantszym, podziękowała ojcu za kielich z napojem, którego nie mniej elegancko wypróbowała, biorąc niewielki łyk. Było jej zimno i właściwie chciało jej się pić, ale nie chciała też popisać się przed ojcem plebejskimi manierami. Nauki guwernantek tak nie do końca szły w las, po prostu nie zawsze miała chęć ochotę ich przestrzegać.
- Tato, czy... mogę przywitać się z końmi? - zapytała na koniec, obrzucając spojrzeniem sanie, ich niewątpliwy luksus nie uczynił na niej większego wrażenia - była do niego przyzwyczajona i zaskoczyłby ją inny przebieg sprawy. Zwierzęta ożywiały w niej zainteresowanie, toteż dość prędko przekierowała uwagę na nie, podziwiając sierść, majestat i oczy: oczy koni naprawdę potrafiły wyrażać wiele, cóż, mając oko większe od jej zaciśniętej pięści, musiały nosić w sobie wszak równie wiele emocji.

rzucam na koniki




mój mały przyjacielu, ukołyszę cię do snu,
na zewnątrz jakaś twarz spogląda nam do okna lu - li - la

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg   12.12.17 2:02

The member 'Aldora Burke' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 6


Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 31
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg   16.12.17 21:25

Zima w czerwcu. Gdyby ktokolwiek powiedział mi o tym jeszcze kilka tygodni temu, uznałbym go za wariata. A dziś wstając z łóżka odczuwam dotkliwe zimno. Wzdrygam się, po czym wsuwając bose stopy w miękkie kapcie podchodzę do okna. Prawie nigdy nieodsłaniana zasłona tym razem uchyla rąbka tajemnic - świat za oknem jest biały. Moje brwi unoszą się wyżej i wyżej, aż do samego sufitu. Zostawiam kotarę (na szczęście niezakurzoną) w spokoju. Krzyżuję ręce na piersi i chodzę wokoło pokoju. Nie mogę się przyzwyczaić do nowej-starej rezydencji. Zamek Durham, najbardziej ponury na świecie, chociaż nie straszą w nim duchy - to znów mój dom. Pracownia alchemiczna jest zdecydowanie większa, tak samo jak pokoje, włącznie z sypialnią, jednak trudniej utrzymać tu należytą temperaturę. Zwłaszcza, kiedy szwankuje magia. A może tylko mi się wydaje? Może to tylko ta cholerna trauma krwi krążąca w żyłach niezbyt dokładnie? Chłodne ręce, chłodne stopy i chmurne czoło. Siadam z powrotem na miękkim łożu, po czym ląduję na plecach na pościeli. I wpatruję się w spód ciemnego baldachimu, splatając palce na klatce piersiowej. Z początku uważam to za dzień jak co dzień - dopiero nieśmiałe zjawienie się skrzata z przypomnieniem o kuligu wyrywa mnie z otępienia. Prawie o nim zapomniałem! Szykuję się dość długo i intensywnie - nikt nie może mieć wątpliwości z kim ma do czynienia. Czarna szata zdobiona srebrnymi dodatkami, szary szal opatulający szyję oraz czarne, skórzane rękawiczki. Braknie czapki, ale uważam, że wyglądam w niej bezsensownie. Pewnie będę tego żałował podczas marznięcia w saniach, ale trudno, słowo się rzekło, nogi niosą mnie już poza obręb własnych komnat. Spotykamy się wszyscy w salonie, skąd po zwyczajowych, krótkich przywitaniach udajemy się do Weymouth.
Wyjątkowo urokliwego miejsca - taka szkoda, że Prewettowie zapewne doprowadzą tę krainę do ruiny, jak Weasley’owie swoją siedzibę. Gdyby nie ich sprzymierzenie się ze szlamami możliwe, że dalej cieszyliby się wspaniałymi krajobrazami oraz wyborną rezydencją, obecnie zamiast tego mogą poszczycić się statusem nędzarzy. Ich przyjaciele niebezpiecznie zbliżają się do granicy dobrego smaku oraz idiotyzmu, jakim odznacza się zachowanie przyjacielskich bądź pozytywnych stosunków względem pozbawionych magii robaków. To trochę hipokryzja stąpać po ich terenach licząc na wyborną, zimową zabawę, ale nikt z nas wydaje się tym zbytnio nie przejmować. Najważniejsze, że całość wydarzenia wygląda naprawdę przyzwoicie, tak samo jak sanie, które z gustem wybrał Edgar. Prezentują się naprawdę dobrze.
Taka szkoda, że oprócz Aldory nie mogła się tu zjawić jej siostra oraz matka. Co prawda zabrakłoby miejsc w jednym szeregu, ale to nic, mogliśmy się udać na dwa i też byłoby dobrze. Poprawiam jeszcze swój szalik - dopiero po upewnieniu się, że serwowany napój nie zawiera alkoholu, zabieram dla siebie jedno z naczyń. Upijam kilka niewielkich łyków, zaiste rozgrzewające. Zerkam to na bratanicę, to na milczącą jak zwykle Wynonnę. Doszedłszy do naszego powozu, młodsza lady Burke wybiera jednego z koni.
- Świetny wybór - mówię do niej z zadowoleniem. Staję jednak w bezpiecznej odległości od silnego ogiera - zwierzęta nigdy mnie nie lubiły, ze wzajemnością. Długo musiałem przed jazdą ugłaskiwać te wszystkie stworzenia, żeby móc wreszcie na nich jeździć i nieskromnie mówiąc, kiedyś byłem w tym naprawdę świetny. Szkoda, że choroba zabrała mi możliwość cieszenia się z tego sportu, całkowicie strącając mnie do rodzinnego interesu oraz pracowni alchemicznej. - Lady pozwolą - rzucam, kiedy wszystkie przygotowania dobiegają końca. Naturalnie zamierzam obu paniom pomóc dostać się do sań, żebyśmy mogli już ruszyć… w przygodę?




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg   20.12.17 0:14

Urokliwa plaża w Weymouth była żywym wspomnieniem rudego łba, niegodnego noszenia szlachetnego nazwiska, lecz Magnus obiecał sobie, że dzisiejszego dnia nie da się wyprowadzić z równowagi. Odgonił zatem natrętne myśli, jakby miał do czynienia z tłustą muchą - oby nie wypatrzył dziś szpetnej twarzy Fluviusa wśród arystokratów, tłumnie śpieszących na nieoczywistą zabawę. Kulig w połowie czerwca brzmiał abstrakcyjnie, lecz Rowle żył przecież w świecie, gdzie nie takie cuda się zdarzały. Martwił się jednak - załamanie pogody nie pozostawało wszak dziełem wypadku, ani psotnego zaklęcia, a czegoś większego, co zaburzyło cały ład panujący dotychczas na Wyspach Brytyjskich. Konna przejażdżka wygodnymi saniami miała przynieść znamiona spokoju, zatuszować niekonsekwencję natury i oddać władcom to, co im się słusznie należało. Beztroską zabawę.
Wyjątkowo bez dzieci. Magnus przywykł do ciepłych rączek ściskających go z obu stron, nie znosił orszaku guwernerów i opiekunów, przez których rodzinne spacery wydłużały się do rozmiarów kolumn, a on z Moirą i tak nie mieli szans zamienić ze sobą choćby słowa, bo te sępy wnet pochwyciłyby każdy, nawet najcichszy szept prywatnej konwersacji. Rezygnował zawsze z tej szopki, oddając córki w ręce nauczycieli w domu lub w wypadku absolutnego braku czasu. Zdarzało się to coraz częściej, wypalone znamię na lewym przedramieniu nie było kuriozalną ozdobą - a i praca w redakcji mnożyła stojące przed nim obowiązki. Obecnie zawieszone gdzieś w przestrzeni: trzymał żonę za dłoń obleczoną w skórzaną rękawiczkę, spacerując z nią wybrzeżem i wbrew szalejącym wokół anomaliom i dziwom, czuł rozlewające się w jego środku ciepło. Brzuch Moiry rósł, a wraz z nim rósł jego syn, ciąża pozostawała bezpieczna, więc i Magnus był radosny, wdzięczny za chwilę ulgi i oddechu od maratonu myśli i czynów, oscylujących wokół krwi, patroszenia, czy pozbawiania głów. Obrazek pierworodnego jasno rysował się pod powiekami mężczyzny - widział młodszego siebie, ćwiczącego cruciatusy w lochach Durmstrangu na ukaranych szlabanem miernotach półkrwi - lecz zaspokajało to wyłącznie głęboko osobiste ambicje, luźno związane z większym planem, z służbą, którą przyjął i z kajdanami obowiązków, w jakie zakuł się samodzielnie. Pierwsze popołudnie od dawana, jakie miało należeć do nich... Coś musiało pójść nie tak, bo kobietą szarpnęły gwałtowne mdłości, a z jej nosa pociekła krew. Wkurwił się ostro, gdy przytrzymywał żonę i zebrała się przy nim spora grupa gapiów, na czele z jego teściem, bezpardonowo wydzierającym Moirę z jego czułych ramion i bredzącym coś o szpitalu. Splunął w miejsce, gdzie ten stał jeszcze przed chwilą: nie miał najmniejszego zamiaru uganiać się za nim i dopytywać wielkiego łaskawcy, co strzeliło mu do łba, by kraść mu jego zaobrączkowaną własność, która od ponad dziesięciu lat była z nim bezpieczna. Zapalił papierosa i zaciągając się nerwowo, kontynuował chaotycznie spacer, patrząc spode łba na gromadzące się licznie rodziny, pamiętając, by kiwać głową w ramach powitania, chociaż nie ukrywał przed nikim morderczego wzroku. Stojąca na jego drodze lady Rosier też nie mogła liczyć na względy, nadal wyglądał, jakby chciał kogoś zabić, kiedy zwracał się do niej (dziewczęcia jeszcze) bardzo obcesowo, ale równocześnie tak, jakby miał ją za równą sobie.
-Palisz? - rzucił, zacierając dystans wieku i zastanawiając się, czy Tristan jej na to pozwalał, czy może wymykała się ze swoimi przyjaciółkami, korzystając z nieuwagi francuskich przyzwoitek i uczyła się zaciągać damskimi fajkami - mi to nie przeszkadza - zapewnił, samemu sztachając się papierosem i kiwając Fantine głową, nie powinna stać tu samotnie -słyszałem, jak Lennan Flint przechwalał się, że pojedzie z tobą w powozie. Moim zdaniem to nadęty bufon - rzekł, idąc powolnym krokiem ku mężczyźnie w schludnym uniformie, najpewniej pilnującemu przebiegu imprezy. Eleganckim ruchem ściągnął jeden z kieliszków z lewitującej tacy i kurtuazyjnie podał go Fantine - skoro miał ją za towarzyszkę, postanowił zadbać o nią, jak o własną żonę.
-Dobry wybór - skwitował cicho, zadowolony, że przyjęła naczynie i pozostała przy nim, z pewnością zabawi ją lepiej od przyczajonego młokosa, który i tak posłużył mu wyłącznie jako narzędzie do zakręcenia się przy miłej pannie, która opowie mu o czymś więcej, niż mazidłach do makijażu i najmodniejszym wzorze koronki tego lata. Raz spotkał taką jedną i zostawił ją zapłakaną pośrodku sali balowej, puszczając wiązankę, po której zwiędły magiczne kwiaty rosnące w pobliżu.

|i rzucam na saneczki


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg   20.12.17 0:14

The member 'Magnus Rowle' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 3


Powrót do góry Go down
Wynonna Burke
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3517-wynonna-persephone-burke https://www.morsmordre.net/t3530-tryton#61808 https://www.morsmordre.net/t3529-lady-burke-na-salonach#61753 https://www.morsmordre.net/t3531-wynonna-burke#61812
Zawód : Łowca rzadkich ingrediencj, ex alchemik
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Im difficult, but I promise
I'm worth it.
OPCM : 7
UROKI : 7
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
Snow Queen

PisanieTemat: Re: Brzeg   28.12.17 4:01

Była znów wolna – przynajmniej chwilowo, przynajmniej dopóki nestor wraz z ojcem nie znajdą innego mężczyzny, którego przyjdzie jej poślubić. Kilka krótkich chwil, które pozostawały jej trwać na tak znanym, dobrym, właściwym i odpowiednim gruncie. W równie znajomych ścianach wielkiego zamczyska w Durham, którego nie chciała opuszczać, choć wiedziała, że będzie musiała a ta chwila – choć odwlekła, zbliżała się nieustannie.
Anomalie które zatrzęsły Londynem na początku maja oszczędziły jej jednostkę, chociaż zdążyła się już zorientować, że była jedną z tych, którzy po prostu miały szczęście. Dziwne wydarzenia przetoczyły się przez Londyn wydzierając z domów nawet szlachetnie urodzonych, pozostawały zniszczenia i strach który zalęgł w sercach. Przyniosły też niecodzienną pogodę.
Nie to znów, by w czerwcu Londyn topił się pod słońcem na niebie, rzadko jednak można było obserwować w nim śnieg, który białym puchem otaczał wyżyny i gałęzie drzew, na których pierwsze liście pojawił się całkiem niedawno.  
Diametralna zmiana pogody nie była jej jednak na rękę, bowiem jakiekolwiek próby pozyskania ingrediencji na obrzeżach miasta kończyło się fiaskiem. Większość zwierząt schowała się przed mrozem, na które nie była gotowa i fakt ten irytował i frustrował Wynonnę, która właściwie ugrzęzła w zimnych murach rodzinnego zamku.
Dlaczego zgodziła się na kulig?
Tego też nie wiedziała. Przecież nie bawiły jej takie rozrywki - nie przepadała za nimi już jako dziecko i wątpiła, by teraz miało się to zmienić, jednak coś ją przekonało. A może bardziej ktoś choć nie powiedziałaby tego na głos. Starała się nie faworyzować siostrzenic, ale jednak nijak nie mogła odnieść wrażenia, że jakimś sposobem bliższa jej sercu jest Aldora. Gdyby ktokolwiek zapytał ją dlaczego z pewnością zbyłaby go milczeniem. I tym razem nie dlatego, że przeważnie milczała, a właśnie dlatego, ze sama nie znała odpowiedzi na to pytanie. Z zaciekawieniem przyglądała się siostrzenicy, choć trudno było doszukiwać się jej śladów na jej twarzy - ponurej i niezmiennej jak zawsze. Słuchając jej słów, próbowała sobie przypomnieć, czy i nią targała ciekawość za dziecka - wiedziała, że tak, od zawsze była inna, niezdolna całkiem zmieścić się w określone przez społeczeństwo ramy. Przyjęła pomoc brata w końcu znajdując się w kuligu, a gdy już zajęła w nim swoje miejsce sięgnęła do kieszeni płaszcza, by wyciągnąć z niej zawinięty w brązowy pakunek przedmiot, który skierowała w stronę siostrzenicy nie wypowiadając słowa. Nie, nie miała urodzin, nie było też żadnego ze świąt na które mogłaby otrzymać podarunek, jednak kiedy tylko mogła pamiętała o małej kolekcji dzwonków, którą z zapałem kolekcjonowała dziewczynka. Więc gdy jechała gdzieś, pamiętała, by przywieźć kolejny do jej kolekcji.




You say

"I can fix the broken in your heart You're worth saving darling".
But I don't know why you're shooting in the dark I got faith in nothing.


Powrót do góry Go down
Flavien Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5559-flavien-lestrange#129850 https://www.morsmordre.net/t5572-jean-claude#130040 https://www.morsmordre.net/t5570-flavienowe#130037 https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5579-skrytka-nr-1373#130152 https://www.morsmordre.net/t5578-flavien-lestrange#130148
Zawód : pomocnik dyrektora artystycznego rodowej opery
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
De la musique avant toute chose,
Te pour cela préfère l’Impair.
OPCM : 15
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg   29.12.17 0:33

Świat pogrążył się w chaosie, czego wyrazem była szalejąca aura, bogata w mroźne już nie tylko noce, ale także dnie. Puch spoczywał na angielskim krajobrazie nie robiąc sobie nic z tego, że była późna wiosna, zakrawająca już niemal o lato. Nie lubiłem zimy. Nie przepadałem za chłodem, za lodem skrzącym się przy brzegu plaży, zimną wodą, przez którą syreny nas nie odwiedzały; nie podobał mi się także śnieg szpecący naszą piękną posiadłość. Tęskniłem za prawdziwym słońcem, wyścigach na hipokampusach, wymagających cieplejszej pogody i przede wszystkim odpowiedniej temperatury otaczającej wyspę Wight wody. Nie cierpiałem grubych szat, czapek ani szalików, zamarzających w skórzanych rękawicach dłoni. Dlatego nosiłem się modnie, cienko; ledwie ciemnogranatową szatę sięgającą kostek, czarne spodnie, wysokie buty na połysk i… to wszystko. Wystawiona na zimny wiatr szyja, zaczerwienione od mrozu uszy oraz skostniałe dłonie były dzisiejszego dnia moim znakiem rozpoznawczym. Jak tylko sięgałem wzrokiem, nie zauważyłem w promieniu kilku metrów nikogo równie lekkomyślnego jak ja. Nie myślałem o tym, jakie sprawiałem wrażenie, na pewno eleganckie. Mniej elegancko pocierałem rękę o rękę, chuchając sobie w palce po każdym jednym kroku, kiedy twarde podeszwy zatapiały się w miękkim śniegu.
Ominęło mnie wiele widoków, ale część z nich zdołałem dostrzec rzucając badawcze spojrzenia krajobrazowi. Znów pomyślałem, że Weymouth wiele zyskałoby w letniej odsłonie, jak w tamtym roku podczas Festiwalu Miłości. Dziś trudno było zauważyć we mnie jakiekolwiek pokłady zadowolenia lub zachwytu. Zmierzałem do chorągwi wytyczających drogę przyszłego kuligu, witałem się z każdym znajomym mi czarodziejem i wypatrywałem panny Baudelaire. Powinna trochę odpocząć od trudów dnia codziennego oraz nieprzyjemnych zdarzeń, jakich była uczestniczką. Zasługiwała na to. Z tego też powodu nakreśliłem do niej krótki list z datą oraz miejscem spotkania, nie powinna zabłądzić. W końcu nie przyjmowałem odmowy.
Powitałem ją lekkim uśmiechem, po którym sięgnąłem do wirującej, srebrnej tacy. Podałem jej jeden z bezalkoholowych trunków, zimne palce oplotły drugie z naczyń. Skinięciem głowy przywitałem także elegancko ubranego mężczyznę, który przedstawił się jako osoba pomagająca z trudnym wyborem niezbędnego kuligowi ekwipunku. Przed nami rozpościerały się trzy rodzaje sań do wyboru, ale to nie one przykuły moją uwagę. Piękne, wspaniałe konie stojące nieopodal aż prosiły się o pogłaskanie ich chrap. Oczy rozbłysły iskrą zaciekawienia, ale ruszyłem w ich stronę. Jeszcze.
- Zechciałabyś wybrać któreś z tych sań? Tak chyba byłoby sprawiedliwiej – odezwałem się do Solene, wskazując podbródkiem w kierunku atrakcji. Chwilę później ująłem jej dłoń, oglądając sylwetkę półwili z niegasnącym zachwytem. – Jak zwykle wyglądasz olśniewająco, Solange. Tylko gdzie twój uśmiech oraz zadowolenie? Właśnie wyruszamy na podbój Prewettów, to wymaga niezachwianej pewności siebie i niekończącej się radości – dodałem, gestami zachęcając ją do udania się w kierunku sań. Dzięki temu mogłem obejrzeć wszystkie wierzchowce i wybrać ten zestaw, który najlepiej sprawdziłby się podczas zimowej przejażdżki.




na brzeg
wpływają rozpienione treny
w morzu płaczą syreny,
bo morze jest gorzkie

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg   29.12.17 0:33

The member 'Flavien Lestrange' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 2


Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Brzeg   29.12.17 2:14

Od próby porwania minął miesiąc, niecała doba, dwa listy wzywające na złożenie zeznań i jedna prywatna, wymuszona wizyta aurorska w skromnych progach na Lavender Hill. Cały ten czas nie wychodziła z posiadłości, oddając się swoim rozrywkom i popadając chyba nawet w minimalną paranoję, że zaraz ktoś będzie próbował porwać ją sprzed domu lub co gorsza - z domu, niechronionego żadnymi zaklęciami. Jednak natarczywość i troska wujostwa zaczynała uwierać ją na tyle, że postanowiła w końcu opuścić wyścieloną jedwabiami sypialnię, choć i tu po pewnym czasie widziała pewną przeszkodę: bardziej od zbytecznej troski uwierała ją świadomość, że pojawienie się półwili gdziekolwiek zawsze zwracało uwagę otoczenia. Niezależnie od tego jak bardzo chciałaby tego uniknąć, wiedziała, że z pewnością znaczna część osób zdziwi się jej widokiem i roztaczaną wokół aurą, psując pożądany spokój i pogodę ducha. Dlatego gdy dostała list z propozycją spotkania, nie śmiała odmawiać, upatrując w tym idealnej okazji do pokazania opiekunom, że wszystko jest w porządku, a ona jest względnie bezpieczna w towarzystwie lorda Lestrange - zdziwiła się jedynie okolicznościami, wiedząc, że Flavien niezbyt przepadał za podobną pogodą. Ubierając się ciepło, wygodnie i w ciemniejsze barwy, niż zwykle, wskazujące na niezbyt dobry nastrój, zjawiła się na miejscu przed czasem. Wyuczona szacunku do czasu zarówno swojego, jak i czyjegoś, szybko odszukała swojego towarzysza, dyskretnie rozglądając się po obecnych osobach. Z każdą z nich przywitała się w miarę możliwości, uświadamiając sobie, że tak naprawdę chyba po raz pierwszy widzi ich w tak... niecodziennych okolicznościach. Nie zamierzała jednak przyglądać im się dłużej, niż to konieczne, skupiając swoją uwagę na towarzyszu. Ujęła kieliszek w jedną, a palce Flaviena w drugą dłoń, uśmiechając się doń czarująco, lecz faktycznie - z niezadowoleniem.
- Mój uśmiech został zmrożony, podobnie jak twoja szyja, palce i uszy, Flavienie. Czy po raz kolejny musimy przerabiać ten temat? - Odparła spokojnie, ale lord Lestrange mógł być pewien, że i na to była w stanie coś poradzić i podobnie jak on - nie przyjmowała odmowy. Znając go od bardzo dawna doskonale wiedziała, że stawiał wygląd ponad wygodę i warunki atmosferyczne i nie pomyliła się za bardzo w tej kwestii. Dlatego już po chwili oplotła jego szyję jednym z dwóch pachnących delikatnymi perfumami kaszmirowych szali, które ubrała na wszelki wypadek, wcale nie burząc koncepcji jego wyglądu. Liczyła na to, że doceni ten drobny gest, a kawałek przyjemnego materiału chociaż minimalnie ochroni go przed zimnem. Później zaś skierowała się w kierunku sań, obserwując każde z nich z uwagą, choć nie ukrywała, że większym zainteresowaniem darzyła konie, zerkając w ich kierunku już od samego początku. Po dokonaniu wyboru, ruszyła w stronę zwierząt, spoglądając na dwie klacze stojące trochę dalej, niż prezentujące się na pierwszym planie ogiery. Siwa nie ujęła jej serca aż tak bardzo jak ta druga, nakrapiana brązowymi plamkami na całym ciele, choć obie wywołały na jej ustach szczery uśmiech.  
- Te są piękne. - Spoglądając pytająco na towarzyszącego im nieznajomego i odszukując w jego spojrzeniu zezwolenia, wysunęła ostrożnie dłoń w kierunku jednej z nich. Z delikatnością godną motyla pogłaskała konia po czole, zauważając, że chyba nie przejawia szczególnej agresji, skoro przymknął oczy i nadstawił łeb do dalszego dotyku. - Dokonałeś już wyboru? - Spytała po chwili, uświadamiając sobie, że przecież podzielili sprawiedliwie wybór wyprawki i ten nie leżał w jej rękach, a przy okazji z trudem odsunęła się od klaczy, krzyżując ręce za plecami.

|wybieram sanki


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg   29.12.17 2:14

The member 'Solene Baudelaire' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 2


Powrót do góry Go down
Edgar Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Zawód : łamacz klątw, B&B, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 15
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 23
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Brzeg   29.12.17 18:26

- Nie, w czerwcu zazwyczaj nie pada - odpowiedział, nieświadomie mocniej ściskając jej niewielką dłoń, kiedy wokół zaczęło się pojawiać więcej osób. Wśród nich zauważył kilka znajomych twarzy - nie za wiele, rzadko pojawiał się na oficjalnych przyjęciach arystokratów (choć po wzięciu ślubu i tak częściej niż by sobie tego życzył), ale tylko nieliczne z nich faktycznie darzył szacunkiem. Niechętnie musiał przyznać, że większość szlacheckich rodów schodzi na psy przez to swoje uwielbienie mugoli. Na kuligu nie spostrzegł jeszcze wielu przedstawicieli rodzin takich jak jego, choć możliwe, że mieli ważniejsze rzeczy do zrobienia i nie mieli czasu na zabawy takie jak ta. Sam z pewnością nigdy by się tutaj nie pojawił gdyby nie Aldora - ona natomiast była jeszcze dzieckiem i miała pełne prawo do takich rozrywek, jak bardzo Edgar by za nimi nie przepadał. - Nie w Wielkiej Brytanii. Są jednak kraje, gdzie śnieg pada również latem i nie jest to nic zaskakującego - dodał, witając się uprzejmym skinieniem głowy z Magnusem, który stał parę metrów dalej. Szanował Rowle'ów - pozostawali jedną z nielicznych ostoi czarodziejskiej tradycji, nawet jeżeli mieli swoje za uszami. Takie ostoje mógł zliczyć na palcach jednej ręki, a jednak rody takie jak Prewettowie wciąż mocno trzymały się swojej wątpliwej reputacji, nie znikając ze skorowidzu Cantankerusa Notta. W zasadzie nie powinien tutaj przychodzić - tak, już nie popełni tego błędu, pojawiając się jedynie w miejscach, które prezentowały sobą jakiś poziom. Właściciele hrabstwa Dorset mogli mamić oczy luksusowymi saniami i najlepszymi końmi, ale wciąż pozostawali zdrajcami kilkusetletniej tradycji. - Możesz. Sprawdź czy mają dzwonki - zaproponował, przypominając sobie o pytaniu, które zadała mu podczas wyjścia z domu. Wciąż nie pojmował skąd się wzięła u niej ta pasja, ale nie krytykował jej - wręcz przeciwnie, przywoził dzwonki do kolekcji, kiedy tylko miał taką możliwość. Zastanawiał się tylko kiedy jej to przejdzie i czy w ogóle. Nie przypominał jej o zasadach obcowania z końmi, wierzył, że doskonale wie jak powinna się zachować. Sam również podszedł bliżej ich eleganckich sań, zatrzymując się na moment przy białym ogierze. Był piękny, nie dało się temu zaprzeczyć. Pogłaskał go po czole, uprzednio zdejmując z dłoni skórzaną rękawiczkę. Przestał, kiedy zauważył jak reszta jego rodziny wsiada do sań. Usiadł naprzeciwko siostry i córki, czując jak jego ciała zapada się w miękkim gęsim pierzu - w takich warunkach mógł jechać. Zawiesił zaciekawiony wzrok na Aldorze, kiedy Wynonna podała jej niewielki pakunek. Był niemalże stuprocentowo pewny co znajduje się w środku, dziewczynka zapewne też. Oderwał od niej wzrok na moment, żeby sprawdzić godzinę. Za chwilę powinni wyruszyć.


Aldora Burke, Wynonna Burke, Quentin Burke i Edgar Burke
Ruszyli.




We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Powrót do góry Go down
 

Brzeg

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 11, 12, 13  Next

 Similar topics

-
» Prawy brzeg rzeki
» Brzeg
» Lewy brzeg rzeki
» Kamienisty brzeg rzeki
» Brzeg Tamizy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18