Wydarzenia


Ekipa forum
Główna ulica
AutorWiadomość
Główna ulica [odnośnik]02.12.12 0:17
First topic message reminder :

Główna ulica

Ulica Pokątna zmieniła się. Kolorowe, błyszczące witryny, które przedstawiały księgi zaklęć, składniki eliksirów i kociołki, były niewidoczne, ukryte pod przyklejonymi na nich wielkimi ministerialnymi plakatami. Większość tych posępnych fioletowych afiszy z zasadami bezpieczeństwa była powiększoną wersją broszur, które rozsyłano latem, a inne przedstawiały ruszające się czarno-białe fotografie znanych przestępców przebywających na wolności. Kilka witryn było zabitych deskami, w tym ta należąca do Lodziarni Floriana Fortescue. Z drugiej strony ulicy rozstawiono wiele podniszczonych straganów. Najbliższy, stojący przed księgarnią "Esy i Floresy", pod pasiastą, poplamioną markizą miał kartonowy szyld przypięty z przodu:

AMULETY
Skuteczne przeciw wilkołakom, dementorom i Inferiusom

Zaniedbany, mały czarodziej potrząsał naręczami srebrnych symboli na łańcuszkach i kiwał w stronę przechodniów. Zauważył, że wielu mijających ich ludzi ma udręczone, niespokojne spojrzenie i nikt nie zatrzymuje się, by porozmawiać. Sprzedawcy trzymali się razem, w swoich zżytych grupach, zajmując się własnymi sprawami. Nie widać było, by ktokolwiek robił zakupy samotnie.
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Główna ulica - Page 38 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Główna ulica [odnośnik]02.01.24 2:23
[data-wybierz, bo to twoje "mugolstwo"!]

W swoim odbiciu w windzie w Ministerstwie widziałem poszarzałą ze zmęczenia twarz i podkrążone z niewyspania oczy, ale wysiłek mieszał się z satysfakcją. Awans napawał mnie radością, a gdy oswoiłem się z niemyśleniem o śmierci odejściu swojego poprzednika, uczucia stały się jeszcze słodsze. Praca się nie kończyła, a jako pedant musiałem zreformować i naprawić wszystko jak najszybciej; nie mogłem odpocząć dopóki nie będę zadowolony, a stażyści zerkali na mnie z mieszanką obawy i niechęci—ale czułem, że żyję. Wczoraj znalazłem wreszcie kilka wydartych nocy godzin, by poćwiczyć w piwnicy czarnomagiczne inkantacje i doczytać jedno zagadnienie teoretyczne. Niestety, nauka czarnej magii nie sprawiała mi tyle satysfakcji, co praca. Wręcz przeciwnie, pomimo pewnych postępów każda próba była okupiona sińcami na ciele i krwotokami z nosa. Ostatnie ćwiczenia skończyłem, gdy różdżka rozgrzała się niebezpiecznie w mojej dłoni, a po przedramieniu przemknął bolesny prąd. Nieufnie oglądałem drewno pau ferro, bo choć rozsądek podpowiadał, że płaciłem za własne niedoświadczenie—to duma kazała mi przynajmniej spróbować obarczyć winą różdżkę. Szczególnie, że nie była ze mną od lat jak poprzednia i zarazem pierwsza. Tą, drugą w życiu, kupiłem ją u Gregorowicza po tym jak w Derbyshire upokorzył i obrabował mnie podstępny mugolak. Postanowiłem znaleźć po pracy chwilę na to, by (uprzejmie, rzecz jasna) podpytać różdżkarza o specyfikę tego drewna i upewnić się, że dobrze współpracuje z czarną magią. Dzięki polityce Ministra Malfoya, takie tematy nie były już w Londynie tabu i liczyłem na wsparcie eksperta.
Na Pokątnej spotkałem się z Dirkiem, swoim ochroniarzem i wygodnym, silnym ramieniem do niesienia dalszych sprawunków, które miałem dziś w planach. Beksa, rodzinny skrzat domowy, była zajęta doprowadzaniem Sallow Coppice do porządku po deszczu meteorytów, a i Dirk musiał się kiedyś zaopatrzyć w składniki alchemiczne i te swoje karty czekoladowych żab (zbierał je i wkładał do albumu po zmarłym synu, głupi sentymentalizm, ale jako dobry pracodawca kwitowałem to bez słowa).
Przed wejściem do sklepu Gregorowicza stał jakiś ciemnowłosy jegomość, zbyt zaaferowany potrząsaniem własną różdżką by widzieć, że niejako zastąpił mi drogę. Wydawał się rozkojarzony i przechadzał się w jedną i drugą stronę przed wejściem do sklepu, wykonując nadgarstkiem gesty, w których rozpoznawałem coś podobnego do Lumos—i które nie przynosiły żadnego efektu. Już miałem stanowczo wyminąć nieznajomego, mrucząc coś o kulturze osobistej przy robieniu miejsca dla wchodzących do sklepu, gdy kolejna nieudana próba zaklęcia mnie zaalarmowała. Jaki czarodziej nie zdołałby rzucić czaru przez cztery razy z rzędu? Zmrużyłem oczy, nakazując gestem dłoni by Dirk przystanął ze mną o metr od nieznajomego. Podejrzliwie zlustrowałem wzrokiem ekscentryczne ubranie bruneta—dziwaczne buty, porządną koszulę i płaszcz rodem z portu—a potem oglądałem, jak po raz kolejny zmaga się z różdżką nie tyle nieposłuszną, co niedziałającą.
Kiedyś, w innym życiu, Layla zabrała mnie do mugolskiego kina na film o magii. Stek bzdur, rzecz jasna, ale asystent czarodzieja miał tam różdżkę—i obchodził się z nią z podobną frustracją i podobnie bezskutecznie. Jak próbowałby czarować mugol, gdyby wierzył, że do magii potrzeba jedynie kawałka drewna—albo nieudolnie chciał udawać czarodzieja?
-Odmawia współpracy? - zagadnąłem nieznajomego, trzymając się na bezpieczną odległość (mugole to dzicz). Uśmiechnąłem się do niego lisio, by nie nabrał podejrzeń. -To na pewno pańska? - żałowałem, że było za ciepło bym ubrał płaszcz z przepastnymi kieszeniami; nie miałem jak chwycić za własną różdżkę by tego nie zauważył. Chętnie wyczułbym jego emocje i kłamstwo, ale mugole to kiepscy kłamcy, może zdołam po prostu je zauważyć. -Kolega miał kiedyś identyczną jak ja, pewnego dnia je pomyliliśmy. - skłamałem samemu (nigdy nie byłbym tam roztargniony, by pomylić własną różdżkę z cudzą), by uśpić jego czujność. Zerknąłem na wejście do sklepu, czy to możliwe, że ukradł różdżkę z niego?


Słowa palą,

więc pali się słowa. Nikt o treści popiołów nie pyta.

Cornelius Sallow
Cornelius Sallow
Zawód : Szef Biura Informacji, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda

OPCM : 8 +3
UROKI : 38 +8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1 +3
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Główna ulica - Page 38 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Główna ulica [odnośnik]04.01.24 23:33
Magia była czymś oczywistym. Czymś z czym budził się rano, korzystał swobodnie i zasypiał. Od dziecka obecna w jego życiu, więc nie wyobrażał sobie, że może jej zabraknąć w życiu.
Deszcz meteorytów sprawił, że nawet jak dla niego życie za bardzo się wywróciło do góry nogami. Przyzwyczajony był do wszelkiej maści sztormów i przeciwności losu, radził sobie z nimi całkiem nieźle, ale nie z tym.
Mały domek wręcz kurna chata, jakby ktoś to nazwał malowniczo, wciśnięta w porcie między dwie, wysokie kamienice, cudem ocalała. Choć nie bez szwanku. Kawałek meteorytu wpadł do domu, musiał go wyciągać ze ściany i potem załatać dziurę. Następnie praca czekała w porcie. Wiele statków zostało uszkodzonych, a Brzask… poszedł na wykałaczki. Trzask pękającego drewna wciąż powracał. Widok przełamanego kadłuba na pół rozdzierał mu serce. Port zaś, ledwie przetrwał. Woda wciąż stała na ulicach, trupy napęczniałe wypływały na powierzchnię, wyławiali codziennie inne. Do tej pracy bardzo potrzebna była magia, ale ta… w ogóle się nie pojawiała. Na początku zwalił to na karb zmęczenia i zamieszania. Jednak gdy się wyspał, różdżka nadal nie działała. Nie mógł rozpalić ognia w kominku, nie mógł przywołać żadnej rzeczy. Magii wokół niego zwyczajnie nie było! Wtedy poczuł lekki strach i panikę. Taką, która zaciska się powoli wokół serca, sprawia wręcz fizyczny ból.
-Kurwa… - Wyrzucił z siebie z irytacją, gdy kolejne próby rzucania zaklęć nie przynosiły efektów. Nigdy wcześniej z niczym takim się nie spotkał. A była to jego różdżka. Ta, którą miał od wielu lat i jeszcze nigdy go nie zawiodła. Wytrzymała lata rejsów, wypraw morskich i wszystkich niebezpieczeństw w jakie wpadał. A teraz… stała się kawałkiem bezużytecznego patyka. Nie widząc innego rozwiązania uznał, że czas wybrać się do wytwórcy różdżek. Gregorowicz wydawał się najlepszą opcją i chyba jedyną do jakiej aktualnie miał dostęp. Nachmurzony jak gradowa chmura przemierzał ulice dążąc do swojego celu; nie zwracał na nikogo uwagi. Jego cel był tuż za rogiem.
Nim jednak wstąpił do środka uznał, że spróbuje jeszcze raz nim całkowicie się ośmieszy. Trzymając w dłoni różdżkę wypowiedział proste, dziecinne zaklęcie - lumos. Nic.
Spróbował jeszcze raz. Znowu nic.
Nie zdawał sobie sprawy, że może wzbudzać sensację, bo co jak co, ale tak proste zaklęcie każdy dorosły wie jak zrobić. Dziwnym jest kiedy cztery razy z rzędu ono nie wychodzi. Nie zorientował się, że jak ważniak mu się przygląda. Wypatruje w nim zdrajcy krwi lub co gorsza - mugola!
-Do stu szyszymor… - Mruknął pod nosem, a potem podniósł głowę słysząc obcy głos tuż obok. -Od wczoraj… - Odpowiedział niechętnie. -Uznałem, że sprawdzę.
Wyjaśnił, nie czuł się w obowiązku odpowiadać, wręcz miał ochotę spławić typa, ale coś w jego spojrzeniu, w posturze ciała mówiło mu, że lepiej tego nie robić. Nawet Fernsby miał jakiś instynkt samozachowawczy. -W ogóle się nie słuchała? Raczej spotkałem się z tym, że obca różdżka nie “czuła” czarodzieja, jak ta która go wybrała. - Dodał jeszcze i przyjrzał się różdżce. Jak nic jego własna. Przecież znał jej ciężar, fakturę. Wiedział jak wygląda. -Jak pan do Gregorowicza to proszę. Spróbuję jeszcze z dwa razy, może jednak za bardzo chcę rzucić czar… - Czuł się jak głupek, jak ten jedenastolatek, który dostał w końcu różdżkę, ale teraz nie był pewien czy właściwie jej używa.


I'm dishonest...
...and a dishonest man you can always trust to be dishonest. Honestly. It's the honest ones you want to watch out for, because you can never predict when they're going to do something incredibly... stupid.
Kenneth Fernsby
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : 15 +3
UROKI : 10 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby
Re: Główna ulica [odnośnik]24.01.24 19:15
Zacisnąłem lekko usta, słysząc wulgaryzm godny portu albo mugolskich dzielnic. Pamiętałem czasy, gdy nerwowo przemykałem po ciemnych ulicach pod mieszkaniem Layli, odruchowo garbiąc się na widok i dźwięk rzucających mięsem młokosów. Layla tłumaczyła mi, że po prostu tak się tutaj mówi i że są niegroźni i pewnie wracają z pubu, ale i tak zawsze bałem się, że mnie okradną—i że będę całkowicie bezbronny. Czarodzieja mierzącego do mnie z różdżki potraktowałbym Drętwotą, ofensywne uroki przychodziły mi łatwo nawet zanim zacząłem walczyć na wojnie; ale przed ujawnieniem magii przy mugolach powstrzymywał mnie Kodeks Tajności. Teraz z niesmakiem wspominałem tamte czasy i to, jaki byłem zastraszony. Bez cenzurowania magii i bez mugoli Londyn wydawał się o wiele przyjemniejszy i bezpieczniejszy.
O ile jakiś mugol nie udawał właśnie czarodzieja na Pokątnej. Byłem na granicy opanowania ilekroć mijałem w stolicy zniszczenia po Nocy Tysiąca Gwiazd—przed trzynastym sierpnia było tu tak pięknie...—i jeszcze mugola tu brakowało!
Nie słyszałem, że jego kolejne przekleństwo dotyczyło stu szyszymor. Znajomość takich słów u niemagicznego dałaby mi do myślenia, ale wymruczał je pod nosem, a podniósł głowę dopiero w odpowiedzi na moje pytanie.
-Ach, i jak tam sprawdzanie? - rozciągnąłem usta w uprzejmym uśmiechu, z autentyczną ciekawością. Kiedyś byłem w cyrku i widziałem karła, ale nigdy nie widziałem mugola z prawdziwą różdżką. Z jednej strony chciałem mu ją zabrać, ale z drugiej byliśmy w centrum miasta, u boku miałem ochroniarza, a w sklepie przebywał Gregorowicz... Chyba. Może powinienem zajrzeć do środka, upewnić się, że intruz nie przywalił różdżkarzowi niczym w głowę? -Różdżkarz na pewno sprawdzi to lepiej. - skwitowałem oczywistą oczywistość, zbliżając się do drzwi do sklepu, ale lekkim łukiem. Skinąłem lekko głową, by Dirk stanął pomiędzy mną, a brunetem. Uniosłem brwi, gdy nieznajomy zastanawiająco trafnie scharakteryzował zachowanie cudzych różdżek. -No tak, ale nieposłuszeństwo też potrafi dać wrażenie charłactwa przy sięganiu po zaawansowane czary. - zgodziłem się. Może jednak miałem przed sobą czarodzieja? Ale jaki czarodziej nie mógłby rzucić Lumos, nawet cudzą różdżka? To nie był zaawansowany czar... -Od dawna ma pan takie problemy? Zatrważające. - rzuciłem z udawanym współczuciem, nie umiejąc tak po prostu poskromić ciekawości i cienia obaw.


Słowa palą,

więc pali się słowa. Nikt o treści popiołów nie pyta.

Cornelius Sallow
Cornelius Sallow
Zawód : Szef Biura Informacji, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda

OPCM : 8 +3
UROKI : 38 +8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1 +3
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Główna ulica - Page 38 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Główna ulica [odnośnik]26.01.24 16:08
Magia była obecna w jego życiu, jak zresztą w przypadku każdego czarodzieja, który wychowywał się w magicznym domu od zawsze. Dlatego też jej nagłe zniknięcie, tak gwałtowne i nieoczekiwane spowodowały pewną irytację. Sądził, że to przez to, że jednak mieszka w miejscu, gdzie deszcz meteorytów swoje zrobił i zniszczył tak wiele miejsc. Jednak nawet oddalenie się od domu niczego nie zmieniło.
Pytania i dociekliwość nieznajomego zaś pogłębiały jego złość i irytację.
-A wygląda jakby działało? - Warknął bardziej niż chciał, po czym westchnął. Opuścił dłonie wzdłuż ciała nadal mocno trzymając różdżkę. Patrzył na różdżkę jak na zdrajczynię, która właśnie sobie z niego zakpiła. Jak miał pracować na statkach jak magia była mu teraz wrogiem, a po prawdzie w ogóle nie istniała. -Zauważyłem wczoraj, że coś jest nie tak. Wtedy była to lekka niedogodność, dzisiaj jest to już problem. - Przeczesał dłonią ciemne włosy, po czym spojrzał w stronę drzwi.-Żeby jeszcze skomplikowane zaklęcia nie wychodziły, ale mówimy o prostych jak zwykłe zapalanie światła. - Odchrząknął, bez możliwości korzystania z magii, czuł się jak bez ręki. -Wchodzi pan? - Zapytał jeszcze wskazując na drzwi, za którymi mogło na niego czekać wyjaśnienie co się właściwie stało. Zerknął na towarzysza gościa, który go tak wypytywał o sprawę z różdżką. Jakiś ochroniarz? Trochę tak wyglądał: milczący i ponury, gotowy spuści łomot jak tylko uznał, że Fernsby jest niebezpieczny. Dzisiaj marynarz jednak nie miał ochoty na mordobicie. Inna sprawa była bardziej paląca.
Podszedł bliżej Sallowa chcąc go wyminąć w drodze do wnętrza sklepu. To zaś powitało ich zapachem kurzu zmieszanego ze starym drewnem. Jeżeli tutaj mu nie pomogą, to nie wiedział gdzie więcej miał iść. Nie musiał długo czekać na pojawienie się czarodzieja, który bystrymi oczami spojrzał na marynarza. Ten zaś położył różdżkę na blacie lady sklepowej.
-Nie działa. - Oznajmił dobitnie. -Nie wiem co się dzieje, ale od wczoraj nie mogę rzucić najmniejszego czaru. Żadnego.
Gregorowicz patrzył beznamiętnie na Fernsbiego, a jedynie cień uśmiechu w kąciku ust dawał znać, że jakoś mu nie wierzy. Ujął różdżkę w palce i przyjrzał się jej dokładnie.
-Osiem cali, wianowłostka, dość giętka, rdzeń pióro bustroducha…Hmmm… - Badał milimetr po milimetrze podaną mu różdżkę, praktycznie czubkiem nosa dotykając drewna. Chwycił ją pewnie między placami i wykonał prosty gest. -Nox
Wszystkie światła zgasły, by zaraz ponownie się zapalić od rzuconego “lumos”. Gregorowicz oddał różdżkę właścicielowi zachęcając, aby uczynił to samo. Niestety w momencie jak Kenneth wypowiedział zaklęcie nic się nie stało. Spojrzał na Gregorowicza.
-I co teraz?


I'm dishonest...
...and a dishonest man you can always trust to be dishonest. Honestly. It's the honest ones you want to watch out for, because you can never predict when they're going to do something incredibly... stupid.
Kenneth Fernsby
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : 15 +3
UROKI : 10 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby
Re: Główna ulica [odnośnik]Wczoraj o 16:26
Mężczyzna jawnie okazał swoją irytację, zupełnie odmiennie niż osoby, wśród których ja się wychowałem. Porywczość to przywilej niższych klas społecznych i mugoli—wpajał mi ojciec, utwierdzając we mnie niewrażliwość na ludzką indywidualność zdarzająca się w każdym środowisku, a tłukąc mi do głowy, że powinienem uśmiechać się na zawołanie i nigdy nie zdradzać emocji. Może dlatego tak fascynowały mnie emocje innych, czasem gwałtowne i klarowne, jak tego bruneta, a czasem starannie ukrywane. Przekonałem się, że emocjom nie wolno ufać. Dlatego nawet teraz nie ufałem oburzeniu i zdenerwowaniu nieznajomego, które mogłoby się zdawać nerwami sfrustrowanego czarodzieja. Mogłoby, ale bardzo sprytny mugol też zareagowałby przecież podobnie, chcąc usprawiedliwić swoje problemy. Dziwne, że kojarzył nazwy zaklęć, ale część niemagicznych mogła się z nimi osłuchać, Kodeks Tajności nie obowiązywał już od dawna.
-Ach. - nie odniosłem się do jego słów inaczej niż pokiwaniem głową i uprzejmym uśmiechem. Postanowiłem go jeszcze poobserwować, uśpić jego czujność. Z Dirkiem u boku i działającą różdżką czułem się bezpiecznie, choć oburzała mnie taka scena w centrum Londynu. Naszego Londynu, naszego oczyszczonego miasta. -Wchodzimy, dziękuję. - potwierdziłem i z lisim uśmiechem wszedłem do środka. Doge przepuścił w drzwiach mugola i wszedł za nami, jak mroczny cień.
Udałem, że oglądam różdżki, kątem oka spoglądając na handlarza i Fernsby'ego.
-Och, wydaje się, że różdżka działa doskonale... prawda, panie Gregorowicz? - odezwałem się z lekką kpiną, gdy zgasły światła. A gdy się zapaliły, celowałem już w bruneta własną różdżką. Doge postąpił ostrzegawczy krok do przodu, również wyjmując swoją.
-Teraz może oszczędzimy sobie wołania patrolu magicznej policji i najpierw pokaże pan swoje dokumenty nam. - zaproponowałem, choć nie była to propozycja do odrzucenia. -W imieniu Ministerstwa Magii żądam, by wytłumaczył nam pan, co robi pan w magicznym mieście i jestem przekonany, że właściciel tego interesu również jest żądny wyjaśnień. Kim jest właściciel tej różdżki? - nalegałem, oburzony tym, że ten typ mógł tutaj wejść—tak bezczelnie!—z różdżką odebraną innemu czarodziejowi. Ta, którą trzymałem teraz w dłoni, była drugą w moim życiu. Pierwszą odebrał mi agresywny mugolak, więc sprawa tym bardziej była dla mnie personalna. Na tamtym złodzieju nie zdołałem się zemścić, stanę zatem w obronie innej, póki co bezimiennej ofiary.


Słowa palą,

więc pali się słowa. Nikt o treści popiołów nie pyta.

Cornelius Sallow
Cornelius Sallow
Zawód : Szef Biura Informacji, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda

OPCM : 8 +3
UROKI : 38 +8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1 +3
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Główna ulica - Page 38 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Główna ulica [odnośnik]Dzisiaj o 9:48
Zemścił w myślach na wszystko, na ten dzień, na meteoryty, na różdżkę, na gościa, który był bardziej wścibski niż mała dziewczynka z piegami, która wraz z babcią mieszkała w jego sąsiedztwie. Tej to się buzia nie zamykała.
Czuł, że się na niego czai jak drapieżnik na ofiarę. Fernsby był młody, ale swoje wypływał na statkach, miał do czynienia z podejrzanym elementem,ba! Nie raz jego brali a ten element. Zwyczajnie widział po ruchach, po tym jak prowadzona jest rozmowa, że coś się dzieje. Nie wiedział kim jest mężczyzna, ale na pewno nie ufał samemu marynarzowi. Mądre. Kenneth też by sam sobie nie zaufał.
-Co do cholery? - Zapytał kiedy zobaczył dwie wystrzelone w siebie różdżki. -Rozum zostawiliście w domu? - Zapytał i tak w miarę grzecznie. Miał tyle instynktu samozachowawczego, że nie chciał bardziej ich drażnić. W pierwszym odruchu chwycił za różdżkę, a potem sobie uświadomił, że przecież nie działała w jego dłoni. - Kim jesteś, że powołujesz się na Ministerstwo i tak chętnie szastasz żądaniami w jego imieniu? - Stanął na równych nogach, nie cofnął się do tyłu, aby nie odebrali tego jako ucieczki. Był gotów do bicia się na gołe pięści jeśli będzie taka konieczność. -Nazywam się Kenneth Fernsby, Pierwszy na Szalonej Selmie pod banderą kapitana Manannana Traversa. A ty mi zaraz powiesz jakim prawem mnie chcesz zatrzymać. - Gnoju. Nie cierpiał jak ktoś zadawał mu kłamstwo tam gdzie go nie było. Marynarz kłamał i to często, ale nie teraz i nie dzisiaj kiedy sprawa była zbyt poważna. W tym czasie Gregorowicz spojrzał na Sallowa.
-Różdżka należy do Kennetha Fernsbiego. - Odpowiedział kiedy wściekły Kenneth wyjmował swoje dokumenty, aby bucowi przed nim udowodnić, że właśnie się zbłaźnił i robi z siebie idiotę. Nagle go olśniło - magicznym mieście. Na ustach pojawił się uśmiech stworzony z mieszaniny niedowierzania i rozbawienia. -Sądziłeś, że jestem… mugolem? - Teraz patrzył na Sallowa jakby zobaczył go pierwszy raz w życiu. Parsknął pod nosem. - Mugol nie przetrwałby w tym mieście minuty, a co dopiero spotkania z czarodziejem.
Następnie spojrzał na Gregorowicza.
-To co z tą moją różdżką, o co chodzi? Muszę wracać do portu, ale chłopakom się nie przydam przy naprawach jak różdżka stała się w moich dłoniach kawałkiem patyka.
Wytwórca różdżek przez chwilę patrzył to na jednego mężczyznę, to na drugiego jakby chciał się upewnić, że mu zaraz nie zdemolują sklepu.
-Problem nie leży w różdżce, ale w tobie. - Wskazał na Kennetha, a ten od razu się usztywnił. Takie teksty mogą sprawić, że narwaniec z kolegą zaraz zamienią jego nos w miazgę. -Nie masz w sobie… magii. - Szukał kolejnych słów. -Trochę jak charłak.. widzisz magię, ale nie możesz jej użyć.
-Co do cholery?! - Słowa różdżkarza go przestraszyły. -Na stałe?


I'm dishonest...
...and a dishonest man you can always trust to be dishonest. Honestly. It's the honest ones you want to watch out for, because you can never predict when they're going to do something incredibly... stupid.
Kenneth Fernsby
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : 15 +3
UROKI : 10 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby

Strona 38 z 38 Previous  1 ... 20 ... 36, 37, 38

Główna ulica
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach