Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Wyspa Achill

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Achill - Page 8 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Wyspa Achill - Page 8 Empty
PisanieTemat: Wyspa Achill [odnośnikWyspa Achill - Page 8 I_icon_minitime22.04.16 14:58

First topic message reminder :

Wyspa Achill

Wyspa Achill jest jedną z pereł znajdującego się na zachodnim wybrzeżu hrabstwa Mayo. Mugole zdają sobie sprawę z istnienia czterech wiosek na południu wyspy, ale dwie pozostałe, zamieszkane wyłącznie przez czarodziejów, pozostają poza zasięgiem ich wzroku. Ze względu na bogatą florę wyspy, w magicznych osadach można spotkać głównie alchemików pozyskujących stąd rzadkie składniki potrzebne do uwarzenia skomplikowanych eliksirów.
Wśród młodych, śmiałych czarodziejów szczególnie popularna jest wyjątkowo stroma część wybrzeża zwana Klifem Zdobywców. Plotki głoszą, że gdy odłoży się różdżkę na bok i skoczy na główkę do wody, to na samym dnie zatoki odnajdzie się niezwykły skarb. Niebezpieczeństwo stanowią jednak langustniki ladaco, homaropodobne stworzenia żyjące nieopodal wybrzeża; ich ugryzienia są niezwykle niebezpieczne, skutkują bowiem pechem trwającym przez cały tydzień.
Ale kto wie, może jeżeli zdecydujesz się skoczyć, uda ci się wyłowić nagrodę?

1-20 - Złośliwy langustnik kąsa cię w jedną z kostek - wygląda na to, że najbliższy tydzień nie będzie dla ciebie najszczęśliwszy (-5 do wszystkich rzutów do końca fabularnego tygodnia).
21-50 - Coś mieni się złotem i choć z początku wydaje ci się, że to tylko gra świateł, podpływasz bliżej i okazuje się... że to kilka złotych monet! Twoja radość nie trwa jednak długo: po kilku godzinach odkrywasz, że odnaleziony skarb zniknął, będąc tylko złotem Leprokonusów.
51-90 - Na dnie zatoki dostrzegasz niezwykłą roślinę, którą kojarzysz z zamierzchłych zajęć z zielarstwa; nie mylisz się, to skrzeloziele!
91-100 - Wydaje ci się, że tym razem nie dopisało ci szczęście - dostrzegasz tylko kępy wszechobecnych wodorostów. Nie poddajesz się jednak i nurkujesz nieco głębiej, by wkrótce dostrzec Zwierciadło Niechcianej Prawdy jakby czekające na to, aż je wyłowisz.
Lokacja zawiera kości.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Achill - Page 8 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Wyspa Achill - Page 8 Empty
PisanieTemat: Re: Wyspa Achill [odnośnikWyspa Achill - Page 8 I_icon_minitime12.09.20 12:46

The member 'Frances Burroughs' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 16


Powrót do góry Go down
Wren Chang
Wren Chang

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
tell her i wasn't scared.
OPCM : 9
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Wyspa Achill - Page 8 Empty
PisanieTemat: Re: Wyspa Achill [odnośnikWyspa Achill - Page 8 I_icon_minitime12.09.20 17:54

Oczywiście, że wiedziała. Musiała, nie była przecież pozbawiona zmysłu wzroku, zmęczenie nie otępiało aż tak procesów myślowych. Ale za nic w świecie nie przyznałaby teraz Burroughs racji. Nawet jeśli za jej słowami kryło się zmartwienie, troska, czarownica nie była w stanie wokalnie uznać jej słów; w takim wypadku nadałaby im moc, urzeczywistniła swój stan, który tak skrupulatnie starała się zaleczać eliksirami nasennymi i krwią mugolskich dziewic aplikowaną na własną twarz. Wszystko to było winą koszmarów. Nawiedzały ją pod osłoną nocy, sprawiały, że nie mogła bronić się przed ich wyniszczającym orężem uwitym ze snów, raz po raz, co kilka godzin, stawiały ją na równe nogi i zmuszały do ocierania potu z czoła. Nie mówiła o tym Frances. Nie podzieliła się z nią pokłosiem lipcowego popołudnia spędzonego w katedrze, ani dnia, w którym razem z Lyanną Zabini dopuściła się kolejnego mordu. Do tej pory podobne sytuacje zrzucała na karb wypadku przy pracy, ogląd ten zmienił się jednak w momencie, gdy z krańca kasztanowego drewna wystrzeliły sztylety wbijające się w bezbronne dziewczątka.
Czuła teraz jak wszystko to odchodzi w niepamięć. Ogarnięte nieważkością ciało spadło z klifu, ułożyło się tak, by rozbić się o taflę w sposób kontrolowany, możliwie bezbolesny, i z zadowoleniem stwierdziła, że wciąż żyje gdy dokoła niej powietrze zamieniło się na niemal przyjemnie ciepłą wodę. Nie napotkała pod sobą ukrytego pod morską pianą głazu. Nie złamała karku. Nie rozejrzała się nawet za pierwszym potworem czającym się wśród wysokich alg; czyżby stopniowe oswajanie swojego strachu zaczynało przynosić pierwsze efekty? Wren zmusiła mięśnie do współpracy, przyzwyczaiła się do braku gruntu pod stopami, i rozejrzała dokoła, wzrokiem poszukując Frances. Wizja nie była tak ostra jak na powierzchni, kształtu alchemiczki nie dało się jednak przegapić i wiedząc, że również jest bezpieczna, Chang rozpoczęła własne poszukiwania. Płynęła przez dłuższą chwilę, w okolicy nie dostrzegając niczego wartego uwagi, raz wypłynęła też na powierzchnię by złapać kolejny oddech i przedłużyć eksplorację. Dopiero kawałek dalej od miejsca, gdzie wpadła do wody, przed jej oczyma nieopodal dna zamajaczyła znajoma roślina. Nie mogła się mylić - krótkie oględziny potwierdziły jej naturę, przywiodły do myśli wspomnienie zajęć zielarstwa, na których dowiedziała się o zbawiennych dla pływaków wartościach skrzeloziela. I, choć cenne, nie było ono mimo wszystko skarbem, którego z ekscytacją odkrywcy mogłaby poszukiwać. Nie przypominało porzuconej pośród piasków pirackiej skrzyni skrywającej złoto dawnych ludów. Zapomnianego przez czas artefaktu o ukrytej, zapieczętowanej w pełnej drogocennych diamentów formie. Musiała jednak zadowolić się tym, co przeznaczył jej los.
Wypuszczając przez nos kilka bąbelków zerwała porcję skrzeloziela i odepchnęła się stopami od mułu, kierując się w stronę miejsca, w którym widziała zmąconą przez wodną otchłań formę Frances. Wyglądała na zakłopotaną. Coś kąsało jej kostkę, przyczepiło się do niej na chwilę i Wren podpłynęła bliżej, dopiero wówczas rozpoznając stworzenie. Tyle było z jej legend. Prędkim ruchem pomogła znajomej wyswobodzić się z atencji podwodnego mieszkańca, po czym podała jej wolną dłoń i skinieniem wskazała na rozświetloną promieniami słońca taflę wody, do której winny powrócić. Ukąszenie langustnika nie było przyjemne - wolała zatem obejrzeć je w bardziej kontrolowanych warunkach i w miarę swych możliwości zaoferować pomoc, przynajmniej na ugryzienie. Jego skutek zapewne już rozpływał się w żyłach alchemiczki. I pomyśleć, że ciekawość klifu należała właśnie do niej - tymczasem los zakpił z niej swoim zwyczajem, wynagradzając jedynie niechęć, jaką do ów miejsca żywiła Wren.





it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Powrót do góry Go down
Frances Burroughs
Frances Burroughs

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Zawód : Alchemiczka, asystentka profesora
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Beauty may be dangerous, but intelligence is lethal.
OPCM : 5
UROKI : 2
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 3
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Wyspa Achill - Page 8 Empty
PisanieTemat: Re: Wyspa Achill [odnośnikWyspa Achill - Page 8 I_icon_minitime13.09.20 16:55

W zasłyszanych legendach nie pamiętała niczego, co mogłoby wskazać jakikolwiek, negatywny skutek skoku po za śmiercią. Nie wiedziała, że akurat te wody zamieszkują paskudne langustniki przynoszące pecha. Szaroniebieskie spojrzenie z zaciekawieniem przyglądało się dnu morza, gdy skrupulatnie przemieszczała się w kierunku, w którym powinien znajdować się brzeg.
Nie spodziewała się ugryzienia, tak samo jak nie spodziewała się bólu, z jakim było ono związane. Syknęła, część powietrza z płuc uwalniając w morską toń. Obróciła się, próbując uwolnić się od podłego, morskiego zwierzęcia. I niemal odetchnęła z ulgą, gdy postać Wren znalazła się tuż obok niej, pomagając uwolnić się z objęć podłego langustnika. Pod wodą ugryzienie z pewnością nie wyglądało dobrze, gdyż szkarłat jej krwi począł pozostawiać po sobie ślady w postaci czerwonych obłoczków.
Alchemiczka ujęła dłoń Wren i kiwnęła głową, bezgłośnie zgadzając się by wypłynąć na powierzchnię. Gdy tylko poczuła, że woda nie otacza już jej głowy, panna Burroughs wzięła głęboki wdech, chcąc odetchnąć pełną piersią.
- Myślałam, że gdzieś zniknęłaś. - Rzuciła do towarzyszącej jej czarownicy. Ciężkie westchnienie wyrwało się z dziewczęcej piersi, a szaroniebieskie spojrzenie powiodło po otoczeniu. Brzeg zdawał się być niedaleko, a czającej się kilka metrów pod nimi langustniki nie stanowiły dobrego towarzystwa. - Chyba powinnyśmy wyjść na brzeg. Nie chcę być ugryzioną po raz drugi. - Zaproponowała, mimowolnie przenosząc się w tamtym kierunku. Ugryzienie bolało, w wodzie jednak poruszanie się przychodziło łatwiej. Nie kierowała swojego wzroku pod wodę, ani nie unosiła pogryzionej kostki nad powierzchnię, chwilowo nie chcąc tego oglądać. Ugryzienie skutkowało utratą odrobiny entuzjazmu panny Burroughs, mającej zbyt wiele do czynienia z pechem w swoim krótkim życiu. Z drugiej jednak strony, czymże jest tydzień w porównaniu do pechowych, piętnastu długich lat spędzonych w dokach? Z pewnością niczym wielkim.
Frances popłynęła w kierunku brzegu, by zatrzymać się kilka metrów od niego. Ostrożnie stawiając stopy, delikatnie utykając na ugryzioną kończynę ruszyła przez niewielkie skały, by przysiąść na jednej z tych większych. Póki co, pech zdawał się jeszcze w pełni nie rozwinąć, lecz panna Burroughs nie chciała kusić losu. Mokra halka przylepiła się do jej ciała podkreślając kobiecą sylwetkę, do tej pory skrywaną przez dziewczęce suknie.
Ostrożnie, pociągnęła nogę w górę, by zerknąć na ślady ugryzienia, na powierzchni chyba prezentujące się całkiem dobrze. - Chyba nie wygląda źle, prawda? - Spytała swojej towarzyszki, ostrożnie odsuwając mokre pukle włosów z twarzy. Mimo iż jeszcze pracowała w szpitalu nie zwykła oglądać ran, całe dnie spędzając w przytulnych, spowitych półmrokiem pracowniach alchemicznych.




Well if you want to
make me cry,
That won't be so hard to do.
If you should say goodbye,
I'll still go
on lovin you

Powrót do góry Go down
Wren Chang
Wren Chang

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
tell her i wasn't scared.
OPCM : 9
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Wyspa Achill - Page 8 Empty
PisanieTemat: Re: Wyspa Achill [odnośnikWyspa Achill - Page 8 I_icon_minitime13.09.20 22:35

Rzeczywiście - alchemiczka nie miała w życiu lekko, a los najwyraźniej musiał podkreślić to również dziś, zsyłając na nią towarzystwo zawistnego langustnika, którego Wren ośmieliła się kopnąć na odchodne, w tył jego formy, nie ryzykując podzieleniem losu towarzyszki. Płynąc potem ku promieniom światła pozostawała czujna; upewniała się, że Frances może poruszać się bez szwanku pomimo szoku jakiego musiała doznać w spotkaniu z morskim stworzeniem, aż do momentu, w którym obie wynurzyły się spod wody i zaczerpnęły świeżego powietrza. Było cieplejsze niż temperatura obejmującego je żywiołu, co czarownica przyjęła z zadowoleniem. Zdecydowanie bardziej odpowiadał jej widniejący nieopodal brzeg niż niezbadane głębiny - choć do nich wydawała się podchodzić dziś spokojniej. Bez paraliżującego ją dotychczas strachu.
- Bo zniknęłam. Szukałam tego - odparła i ponad powierzchnię wody uniosła lewą dłoń. Spomiędzy palców wystawały bladozielone witki skrzeloziela, pokryte niezbyt lepkim śluzem i wilgocią. Skarb zdecydowanie cenniejszy od nieszczęścia, jakie wśród głębin, blisko mulistego i pokrytego porostami dna spotkało Burroughs. Choć Wren nie potrafiła całkowicie docenić oferowanych przez niego możliwości - wiedza ograniczała się do szansy na podwodne eksploracje bez strachu o niedostatek tlenu, nie wiedziała jednak, czy wykorzystać go można było w zaawansowanych, najlepiej drogocennych miksturach.
W ciszy zgodziła się ze słowami Frances, przystała na jej propozycję, podpłynęła do piaszczystego zbocza tworzącego linię brzegową i z morza wydostała się gładko, wolną dłonią wyciskając wodę z kruczych włosów. W tym samym czasie alchemiczka przycupnęła na jednym z większych kamieni, przejęta odniesioną raną - nic dziwnego. Wren ruszyła w jej kierunku, zmarszczyła brwi i przyjrzała się zaczerwienionemu śladowi uważnie.
- Nie wygląda. Powinnam poradzić sobie z ugryzieniem, ale z tym, co langustnik wpuścił do twojego krwioobiegu - raczej nie - stwierdziła, oferując towarzyszce swoje ramię. Chodzenie sprawiało jej problem, zauważyłby to ślepiec, a do szczytu klifu dzieliła je długa ścieżka. Pokonały ją wspólnymi siłami - a gdy znalazły się blisko swoich ubrań i różdżek, Wren pomogła złotowłosej usiąść na rozłożonym na trawie kocyku i pochwyciła drewno kasztanowca, pochylając się nad jej kostką. - Curatio vulnera - wypowiedziała spokojnie, pewnie, koniuszek różdżki utrzymując kilka cali ponad kąsaną raną. Zgodnie z założeniem zagoiła się bez większego problemu, na skórze nie pozostał ni jeden ślad; martwiącym był jedynie efekt, którego Chang usunąć nie potrafiła. Najbliższe dni pokażą z jakim skutkiem ubocznym przyjdzie zmierzyć się pannie Burroughs. - I po bólu.
Czarownica wyprostowała się ponownie i ze swej torby wyszukała fiolkę, w której umieściła skrzeloziele. Zakorkowała je bezpiecznie, by w podróży nie spróbowało wyślizgnąć się na inne przedmioty, a następnie, tak przygotowane, schowała do wewnętrznej kieszeni skórzanej przestrzeni. Dopiero wtedy sięgnęła po zapomnianą do tej pory sukienkę, ukracając skutek przytwierdzającego ją do podłoża zaklęcia, i nasunęła ją z powrotem na ciało, nie siląc się jednak by wysuszyć się zaklęciem. Wolała czuć ten przyjemny chłód - był orzeźwiający, zbyt orzeźwiający, by dalszą część popołudnia - oby mniej wywrotową - spędzić bez niego. Przynajmniej nie tak szybko.
- Cóż, Frances, wygrałaś - zgłodniałam - przyznała z lekkim uśmiechem i usadowiła się na kocu obok złotowłosej, chcąc odwrócić jej uwagę od nieudanego polowania na skarby w miejscu, które ze swej szczodrości słynęło w miejscowych legendach. - Ty na pewno też. Co tam masz? - ruchem głowy wskazała na koszyk, bladą twarz kierując natomiast w stronę słońca. Liczyła, że nabierze choć trochę letniego koloru, który odwróci uwagę od fioletu malującego się pod oczyma.





it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Powrót do góry Go down
Frances Burroughs
Frances Burroughs

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Zawód : Alchemiczka, asystentka profesora
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Beauty may be dangerous, but intelligence is lethal.
OPCM : 5
UROKI : 2
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 3
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Wyspa Achill - Page 8 Empty
PisanieTemat: Re: Wyspa Achill [odnośnikWyspa Achill - Page 8 I_icon_minitime16.09.20 18:44

Oczy panny Burroughs z zainteresowaniem przyjrzały się zdobyczy Wren, a z jej ust wyrwało się ciche och. Skrzeloziele było rośliną dlań znaną, czasem wykorzystywaną w eliksirach. Uśmiechnęła się delikatnie ciesząc się, że chociaż jej udało się zaznać odrobiny szczęścia dzisiejszego dnia. Lepiej tak, niż gdyby obie zostały ukąszone przez langustnika, będąc zmuszonymi do mierzenia się z podwójnym pechem. Pojedyncza jego dawka z pewnością wystarczyła.
- Przydatna roślina, czasem jej używam w pracy. - Odpowiedziała, wzruszając delikatnie ramionami. Jeśli panna Chang chciała dowiedzieć się więcej na temat skrzeloziela mogła zadać jej odpowiednie pytanie. Praca alchemika wiązała się ze znajomością roślin. I nie dało się tego w żaden sposób przeskoczyć.
Zaniepokojenie ugryzieniem wydawało jej się naturalne, zwłaszcza gdy pulsujący ból rozlewał się po jej kostce, a morska toń sprawiała, że każde, nawet najmniejsze zadrapanie wyglądało poważniej oraz drastyczniej. Kąciki malinowych ust uniosły się delikatnie, gdy usłyszała potwierdzenie z ust Wren.
- Przywykłam do pecha, tydzień to nie tak długo. Z resztą, niedługo mam mieć gościa. Pomoże mi. - Odpowiedziała, ubierając słowa w ciepły, pozytywny ton głosu. Nie chciała martwić Wren, nie chciała zamartwiać się sama będąc pewną, że da radę przetrwać nadciągający tydzień. Delikatnie ujęła oferowane ramię, by powoli, nie dając po sobie poznać niewygody, ruszyć na szczyt klifu.
A gdy tam dotarły, poprawiła mokrą halkę i przysiadła, wyciągając ugryzioną nogę. Szaroniebieskie spojrzenie uważnie lustrowało ruchy czarownicy, gdy wyciągała różdżkę, aby zaleczyć ugryzienie. Ciepły, dziękczynny uśmiech pojawił się na twarzy eterycznej alchemiczki. - Dziękuję. - Odpowiedziała ciepło, z wyraźną wdzięcznością w głosie. Nadal zaskoczona tym, że niektórzy interesowali się jej osobą, gotowi udzielić jej pomocy. Było to zjawisko nowe, lecz wyjątkowo miłe.
W przeciwieństwie do towarzyszki wysuszyła halkę zaklęciem, jasnym puklom pozwalając wyschnąć samoistnie, bez udziału magii. Frances sięgnęła po swoje ciuchy. Podciągnęła halkę na wysokość połowy uda, po czym ujęła jedną z jasnych pończoszek. Wywinęła ją, naciągnęła na jasną nogę, by przypiąć ją do pasa, znajdującego się pod halką.
- Och! Zrobiłam nam kanapki w kilku wersjach, tartę jabłkową, koreczki serowe oraz zabrałam trochę świeżych owoców. - Odpowiedziała. Nim jednak założyła drugą pończoszkę, otworzyła koszyczek by wyjąć z niego wszystkie, przywiezione ze sobą smakołyki, zajmując nimi dobrą jedną trzecią część koca. Z uśmiechem na ustach, Frances wyciągnęła również zestaw do herbaty, aby przygotować również po filiżance gorącego naparu.
- Częstuj się, nie wiedziałam, co dokładnie lubisz, więc przygotowałam wszystkiego po trochu. - Rzuciła do Wren, rozlewając gorący napój do dwóch, kwiecistych filiżanek. Smukłe palce wsunęły drugą pończoszkę na drugie udo panny Burroughs, która chwilę później wstała, by założyć na siebie nową suknię, skrupulatnie poprawiając ułożenie materiału na jej drobnym ciele. - Wiesz, tak się zastanawiałam… Myślisz, że byłybyśmy zobaczyć testrale? Dużo o nich czytałam, a wtedy w katedrze… Myślisz, że to się liczy? - Napomknęła o tym, co chodziło jej po głowie, by odsunąć myśli od pechowego ukąszenia.




Well if you want to
make me cry,
That won't be so hard to do.
If you should say goodbye,
I'll still go
on lovin you

Powrót do góry Go down
Wren Chang
Wren Chang

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
tell her i wasn't scared.
OPCM : 9
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Wyspa Achill - Page 8 Empty
PisanieTemat: Re: Wyspa Achill [odnośnikWyspa Achill - Page 8 I_icon_minitime18.09.20 18:28

Kanapki, tarta, koreczki, owoce, herbata... Wren zastygła w szczerym zdumieniu, przyglądając się wykładanym na powierzchnię koca przysmakom przyniesionym tutaj przez towarzyszkę. Czy naprawdę zadała sobie tyle trudu tylko po to, by ją nakarmić? Nieznane ciepło rozlało się po wnętrzu piersi czarownicy na tę myśl, a blady rumieniec wkradł się na policzki - nie była przyzwyczajona do podobnej wspaniałomyślności. Poczuła jak przez chwilę jej oddech staje się ciężki. Powoli wypełnia płuca, opada na ich dno, a potem ponownie ucieka przez rozchylone usta, wypuszczając z jej ciała to nagłe zaskoczenie. Nie chciała dać go po sobie poznać. Instynkt uczył kamuflować emocje, nawet te dobre, układać je na dnie świadomości i chować tam przed światem. W obawie, że pewnego dnia zostaną wykorzystane przeciwko niej. Ufała Frances, oczywiście, że ufała - ale stare nawyki wyplenić było trudno niczym najbardziej uparte chwasty.
- Nie musiałaś - zauważyła w końcu, nie w pełni rozumiejąc skąd w alchemiczce brała się owa troska. Owe oddanie. Postanowiła jednak nie rozmyślać na tym zbyt długo, w dość niepewnym geście sięgnęła po najbliższą kanapkę i uniosła ją do ust, gryząc pierwszy kęs. Najpierw mały, ostrożny, diabelnie przy tym smaczny. Nie wiedziała nawet, w którym momencie pochłonęła połowę przysmaku, czując nagle jak ciężkim kamieniem na żołądku okazał się do tej pory ignorowany głód. Ostatnimi czasy nie dojadała, zaniedbywała podstawowe potrzeby na rzecz pracy, intensywnych, groźnych myśli władających fałdami mózgu, dotąd nieznanych pragnienień. Dopiero w momencie dobroci otrzymanej od Frances połączyła się ponownie z fizycznością. Jadła szybko, prawie zachłannie, lecz nie w sposób do cna pozbawiony manier. Nie chciała przecież zbłaźnić się umorusaną twarzą czy zaplamioną sukienką. - Jesteś aniołem - przyznała cicho pomiędzy dwoma łykami herbaty, tym samym wyrażając swoją wdzięczność. Nie przywykła przecież do formowania słowa dziękuję. Nie na stopie prywatnej, w kontaktach przestających wymagać kurtuazyjnych formułek i stosownej elegancji. - Będę musiała jakoś się za to odwdzięczyć - wymamrotała bardziej te słowa kierując już do siebie niż do spoczywającej obok towarzyszki. Dobroć kojarzyła się jej z długiem. Z koniecznością spłacenia go szybko, wyzbycia się wiszącego nad głową fatum uzależnienia od nieodwzajemnionych przysług. Nawet teraz, na poziomie świadomym wiedząc, że Burroughs najprawdopodobniej nie oczekiwała odeń niczego w zamian. Była miła, troskliwa z natury - a to budziło w Wren niepewność. Nie umiała reagować inaczej. Jeszcze nie. Może pewnego dnia Frances nauczy ją nowych zachowań.
Pomruk zamyślenia odpowiedział najpierw na zadane przez nią pytanie. Czarownica odstawiła pustą filiżankę na spodek i wolną dłonią przeczesała wciąż wilgotne kosmyki.
- Na pewno - odparła po chwili zdecydowanym, pozbawionym wahania głosem. Poważnym. - Przynajmniej tyle przyszło nam - tobie - z krnąbrności Mary. Była pierwsza, widziałaś, jak odchodzi. To powinno wystarczyć - jeśli nie, przy Susan była już blisko. Mówiła też o Frances - bo ona sama śmierć widziała już wcześniej. Najczęściej wymierzaną własną dłonią, czy tego chciała, czy nie. Nie wiedziała tylko czy doprowadzenie do ustania czynności życiowych było tym samym, co obserwacja ostatniego tchnienia. Być może testrale nie życzyły sobie być widzianymi przez morderców. - Chcesz ich kiedyś poszukać? - spytała, odsuwając myśli od wspomnień początków swej pracy. Dzień był na to zdecydowanie zbyt przyjemny.
Podwieczorek trwał jeszcze dobrych kilkadziesiąt minut, zanim słońce skryło się za szarawymi chmurami zwiastującymi nadchodzący deszcz. To wystarczyło, by zdecydowały się odejść z klifu - Frances pragnęła jeszcze porozmawiać z okolicznymi alchemikami, Wren zdecydowała się zatem jej towarzyszyć, a później obie aportowały się z wyspy.

zt x2 <3





it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Powrót do góry Go down
Cedric Dearborn
Cedric Dearborn

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Zawód : ex-auror, rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
chcesz zabić i zniszczyć,
zniewolić nienawiść


ja też
OPCM : 29
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Achill - Page 8 66aab98705f7bc0cefe476433f25a02d

Wyspa Achill - Page 8 Empty
PisanieTemat: Re: Wyspa Achill [odnośnikWyspa Achill - Page 8 I_icon_minitimeToday at 15:54

16 sierpnia

Odkąd utraciłem stałe źródło dochodu z Biura Aurorów, byłem zmuszony chwytać się najróżniejszych zajęć, byle zarobić trochę galeonów. Miałem swoje oszczędności zachowane na czarną godzinę, ale wydawało mi się, że mogła nastać jeszcze czarniejsza niż obecnie. Moja twarz nie zdobiła wciąż plakatów z listami gończymi, więc udawało mi się zdobywać najróżniejsze zlecenia. Początkowo chwytałem się nawet i fizycznej roboty w tartaku, czy przy budowie, lecz z czasem zaczęły się rozchodzić wieści, że jestem człowiekiem od trudnych zadań. A takie miał dla mnie czarodziej pochodzący z Irlandii północnej, Colin Fiennes; pięćdziesięcioletni mężczyzna odchodzący od zmysłów ze zmartwienia o swoją córkę, która ledwie ukończyła Hogwart zeszłej wiosny. Carolyn zaginęła przeszło dwa tygodnie wcześniej. Nad ranem rodzice znaleźli w pustym pokoju zaścielone łóżko i list, w którym prosiła, by jej nie szukać, lecz wszystkim wydawał się on podejrzany - pismo ponoć wydawało się odmienne od tego, jakie kreśliła sama Carolyn. Fiennes chciał, aby odnaleźć jego córkę, dowiedzieć się, co się z nią stało. Czy naprawdę uciekła sama i porzuciła rodziców, co było do niej niepodobne? Pozostawił mi wybór - czy będę działał sam, czy znam kogoś, kto mógłby mi pomóc.
Tak się składało, że miałem kogoś takiego. Któż mógłby nadać się do tego lepiej niż wiedźmia strażnika i metamorfomag? Maeve Clearwater nie narzekała na nadmiar galeonów, więc namawianie jej, by pomogła mi w tym śledztwie nie zajęło wiele czasu. Po niemal dwóch tygodniach poszukiwań, rozmów z jej przyjaciółmi, mieszkańcami wioski, w której mieszkała, przeszukaniu pokoju - trop poprowadził nas na irlandzką Wyspę Achill. Mieliśmy podstawy, by sądzić, że przebywa w domu na skraju jednej z wiosek przy północnym wybrzeżu. Wyglądał na opuszczony, lecz udało nam się dowiedzieć, że należał do niejakiego Jamesa Bradleya, z którym Carolyn utrzymywała kontakty przed zaginięciem. Pytanie brzmiało, czy z własnej woli, czy też nie. Może się zakochała i uciekła z mężczyzną, którego rodzice mogliby nie zaakceptować, lecz jej ojciec płacił nam za to, byśmy to sprawdzili. Za Bradleyem zaś ciągnęła się dość nieciekawa sława.
Popołudniem szesnastego sierpnia trwaliśmy z Maeve w pobliżu, zza bariery niewidzialności obserwując dom, w oczekiwaniu, aż kilkoro czarodziejów, którzy weszli tam około godziny czternastej, opuści go. We dwoje moglibyśmy mieć problem, by stawić czoła tak dużej grupie.
- Gdyby udało nam się odciągnąć jednego, mogłabyś chyba zmienić się w niego i wrócić do domu, prawda? - spytałem cicho, ogniskując na twarzy Maeve badawcze spojrzenie.





when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Powrót do góry Go down
 

Wyspa Achill

Powrót do góry 
Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Irlandia-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21