Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Central Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Central Park   08.05.16 1:32

First topic message reminder :

Central Park

Jedna z magicznych części parku centralnego wypełniona jest niezliczonymi drzewami czereśni, które dzięki magii zaczynają kwitnąć już wraz z pierwszymi promieniami wiosennego słońca. Najznamienitsi zielarze oraz znawcy alchemii dbają o to, aby różowawe kwiaty kwitły tu od marca do końca lipca, kiedy to przeobrażają się w delikatne, słodkie owoce. Można do woli zrywać je z drzew i delektować się ich smakiem.
Park jest uwielbiany przez dzieci, zakochanych oraz artystów szukających tu inspiracji; spacerującym akompaniuje śpiew słowików oraz kosów. Tylko zimą nie występuje tu cała paleta barw - wtedy śnieżny puch otula wszystkie gałęzie i park skąpany jest bieli, co nie czyni go jednak ani trochę mniej urokliwym.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
13
6
0
4
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Central Park   04.04.18 19:21

Nigdy nie należała do romantyczek leżących na łóżku i marzących o księciu z jednej z bajek, o których niegdyś opowiadała jej mama. A przynajmniej sądziła że nią nie jest. Chodziła lekko po podłożu, czasem trzymając głowę w obłokach, czasem będąc zbyt naiwną, czasem wierząc zbyt mocno, jednak nigdy nie potrzebowała romantyczności. Tylko w głębi serca leżała prawda ukryta nawet przed nią samą - pragnęła wielkich miłosnych gestów, bukietów kwiatów, muzyki która grała tylko dla niej i księcia. Myślała że swojego już znalazła, niedostępnego, odległego, a jednak dzisiaj zdawał się jeno wspomnieniem - zatartym, nieważnym, gdy na jej drodze pojawił się on.
Tutaj w tym miejscu które było tak znajome, a jednak dziś odkrywała je na nowo. Właśnie tutaj wpadła w jego ramiona i dopiero teraz zrozumiała jaka naprawdę jest miłość. Jak wypełnia całkowicie i aż po same brzegi, jak zapiera dech w piersiach prawie zabierając możliwość wysławiania się, pozostawiając jedynie bezbrzeżne zrozumienie i zaufanie. To, którym obdarzyła go pewnie odnajdując się w jego ramionach. Nie wypuści jej - choć mógłby bez problemu. Nie wiedziała czemu, ale gdzieś podskórnie czuła, że będzie dokładnie tak jak myślała. Jakieś przeczucie? Może coś co dostrzegała w jego spojrzeniu. Nie kwestionowała tego. Ufała.
Pozwoliła by pomógł jej się podnieść. W jego gestach nie dostrzegła zawahania, a jedynie pewność kolejnych kroków których się podejmował. Finalnie znów stała pewnie na dwóch nogach, odkrywając że niechętnie opuszcza jego ramiona. Chciałaby w nich zostać. Chciałaby zapaść się w nich i to w nich dotrwać do kolejnego dnia, a może nawet i do końca świata. Chciała, ale też chciała by się o nią postarał, by nie była czymś co może dostać bez wysiłku, by musiał ją zdobyć - lub co ważniejsze - by chciał.
Na jego słowa uniosła brew, ot stary nawyk, zawieszając niebieskie tęczówki na jego twarzy. Dłoń uniosła się by założyć za ucho kilka jasnych kosmyków włosów. Przekręciła lekko głowę w lewą stronę pozwalając by na jej usta wpełzł leniwy uśmiech.
- Za ratunek przysługuje wdzięczność. - odpowiedziała by zaraz dodać przekornie - Życzenia powinniśmy zostawić złotym rybkom. - stwierdziła splatając dłonie za plecami, w oczach zatańczyły figlarne ogniki, a ona sama cofnęła się badawczo o krok.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Mia Mulciber
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3609-mia-mulciber-budowa#64835 https://www.morsmordre.net/t3846-dimitry#71894 https://www.morsmordre.net/t3650-uwaga-gryze#67008 https://www.morsmordre.net/f161-grimmauld-place-12-5 https://www.morsmordre.net/t3864-mia-mulciber#72368
byłam
22
Czysta
Panna
And I find it kinda funny, I find it kinda sad
That dreams in which I'm dying are the best I've ever had.
10
20
1
0
0
2
2
6
Czarownica

PisanieTemat: Re: Central Park   14.04.18 21:12

O tym, że rzeczywistość miewała bardzo wysublimowane poczucie humoru, przekonywała się wielokrotnie. Najczęściej graniczyło to okrucieństwem, które na Nokturnie tratowany był, jako naturalny i swoisty środek do celu. Mia nie bez przyczyny więc przerzucała doświadczenia na realność świata "poza-marginalnego". I fakt, że została zaatakowana, potraktowała jako pewien fakt, pozbawiony zaskoczenia. Za to wypełnione samozachowawczą reakcję i działaniem. Inaczej - w co mocno wierzyła - znowu miała cierpieć i nikt, nawet w cywilizowanej społeczności nie planował jej pomóc. Nie licząc interesowanych spojrzeń przechodniów, po prostu unikano sceny, które rozgrywała sie w półmroku parku. Była niemal niewidzialna. A przechodzący niedaleko, nawet jeśli dostrzegli zagrożenie, postanowili być zwyczajnie...ślepi.
Ból nie ustawał, a posmak krwi na ustach burzył świadomość łatwiej niż proponowane w ukrytych uliczkach zioła. Mięśnie napięły się do granic możliwości, a czujność - chociaż zamroczona, eskalowała na rejony, których się nie spodziewała. Do całości napięcia i zagrożenie, które rysował umysł Mii nie pasował tylko jeden element. Winowajca. I z każdym popełnionym słowem nieznajomego, w świadomości następował coraz głośniejszy zgrzyt. Nie chodziło nawet o absurdalność stwierdzenia, że nie ona była celem, ale ton, zachowanie i nienaturalny, jak na przypisywane agresorom, światło w spojrzeniu. Mimo nasilającego się wahania, Mia nawet nie myślała, by zatrzymać wymierzony cios. Mężczyzna próbował się zasłonić, ale drobna pięść odnalazła cel, lądując uderzeniem centralnie w splot słoneczny. I to również oddało jej pole do namysłu. Nie atakował więcej, bronił się, wycofując -zgodnie ze słowami - do defensywy.
Proszę wbiło się pod czaszę ja echo. Napięcie i wpajane na kursie nauki podpowiadały, że powinna unieruchomić przeciwnika, nie dać się zaskoczyć, ale niejasne, ledwie wyczuwalny głosik, głosił spokój - Na wyjaśnienia przyjść miał czas, kiedy będziesz już unieruchomiony - zdanie wypuściła niemal na wydechu, dodatkowo stłumiony przez dłoń zaciskająca się na wciąż krwawiącym nosie - Rozumiem, że w męskiej, nie ta zwierzęcej, jak moja, jest atakowanie kobiet? - opuściła podniesioną dłoń, ale  pozostawiła w pogotowiu. priorytetem była próba zatamowania krwotoku, zanim zrobić jej się miało rzeczywiście słabo - Już wystarczająco pomogłeś - tym razem burknęła cicho, ironicznie, robiąc jednocześnie krok w tył. Potrzebowała kogoś, kto znał się na uzdrowicielstwie, albo przynajmniej lepiej wiedział, jak poradzić sobie z przeciekającą już przez palce krwią - Chustka. Podaj ją - wydusiła. Jedyne, czym ona mogła teraz tamować szkarłat, była i tak brudna od juchy chusta na szyi. Nadal trzymała się na dystans, zastanawiając się, czy lepszym pomysłem nie będzie... - muszę dotrzeć do Biura Aurorskiego. Tam mi pomogą - jednocześnie otrzyma pomoc i...jeśli nietypowy napastnik rzeczywiście ...nie planował jej nokautować, to odprowadzi ją na miejsce. Prawda?






Ja walcząca z nim, ze światłem, ze świtem.

Nadeszły fale, ukradły go i zabrały
na wojnę.
Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
15
5
0
0
0
31
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Central Park   14.04.18 22:37

Bajkowa sceneria, bajkowe kwestie i... tylko bohaterowie byli nie z bajki, a jednak znakomicie odnajdywali się w tej farsie, słodko nieświadomi kpiny losu. Magnus nie miał najmniejszej ochoty otrząsac się z kropel rzęsistego deszczu, zatrzymujących się na kołnierzu jego szaty, osiadających na brwiach i włosach, zdobiących przydługą czuprynę szklistym diadem przezroczystcyh perełek i przesyconych, a jakże, odurzającym zapachem eliksiru miłości. Uczucie przyjemnie rozlewało się w jego ciele, nieśpiesznie - ot, początkowo ledwie muskanie promieni słońca na policzkach przerodziło się w delikatne mrowienie klatki piersiowej i rozchodziło się dalej. Kolana miękły, kurczowo zwijał palce w eleganckich półbutach, prawie skręcając się z nagłego napływu rozemocjonowania, które aż krzyczało o ujście napięcia. Starał się zapanować nad dygotem, już zdołali ustalić role, a on był podparciem. Osłoną. Filarem. Bezpieczeństwem. Opiekuńcze określenia idealnie oddawały jego myśli, wcale nie kosmate - nadzwyczaj czyste i niewinne. Nimfa za sprawą Amora wpadła w jego ręce, nie mógł zlekceważyć tak romantycznego sygnału, nie mógł go zbrukać pośpiechem. Na pierwszym planie lśniło uczucie, kotłujące się w nim gwałtownie od chwili, kiedy jej drobne ciało zetknęło się z nim; chude ramiona oparte o tors, twarz jeszcze przesłonięta jdwabistymi włosami. Wyobrażał sobie jej głos, pisk, a kiedy się odezwała, doznał objawienia, ponieważ brzmiała dokładnie tak, jak powinna. Znalazł , choć wcale nie szukał i choć w pierwszym odruchu pragnął jdynie ukłonić się i odejść, tak teraz wiedział, że nie pozwoli dziewczęciu wymknąć mu się tak łatwo. Musiała zostać jego - żona nagle stała się mglistym wspomnieniem niewartym wzmianki, stereotypową kulą u nogi arystokraty, dodatkiem do życia wiedzonego na pokaz. To jasnowłosa panienka była sensem, a jeśli tego nie zrozumiała, to Rowle chętnie wytłumaczy jej to dosłownie. Pozwolił jej się wymknąć - strategia, wróci do niego sama, choćby z czystej wdzięczności - i stanął swobodnie wyprostowany, wpatrując się w nią wzrokiem pełnym uprzejmego zainteresowania. Prawie wybuchł ze złości na jej przekorne słowa i ten okropny dystans, lecz trzymał fason, nonszalancko odchodząc odrobinę i przysiadając na ławce. Noga na nogę, materiał spodni podwinął się nieco, a Magnus odchylił głowę i wyjął z szaty elegancką papierośnicę.
-Nie znasz północnych praw, panienko - cóż z tego, że znajdowali się w Anglii. Nie musiała wiedzieć, kim jest, nie teraz - ratunek oznacza dług do spłacenia - stwierdził, lecz nie wymógł na niej niczego, leniwie odpalając papierosa końcem różdżki. Zaciągnął się i strzepnął popiół na ziemię w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą tkwiła jego stopa. Wyciągnął ku niej swoją dłoń i spojrzał na nią wymownie. To jak będzie?


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
13
6
0
4
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Central Park   Yesterday at 23:06

Nie zwróciła uwagi na lekką mgiełkę, która opadła na jej ramiona, głowę i twarz. Przywykła już do deszczowej pogody kraju w którym przyszło jej żyć i skończyła gniewać się na humorzastą pogodę, która raz wypuszczała zza chmur słońce, by za chwilę zmoczyć swoich mieszkańców deszczem.
Teraz zresztą i tak nie miało to znaczenia.
Właściwie wszystko zdawało się Justine w tej chwili bez znaczenia. A przynajmniej mocno na swoim znaczeniu straciło. Tutaj, teraz w chwili w której spotkała jego swoją bratnią duszę. Przez myśl nie przeszło jej iż może spowodowane być to eliksirem powodującym miłość - a przecież o nim słyszała. Przez myśl też nie przewinął się nawet raz pewien auror z metalowym rumakiem, jakby kompletnie z jej głowy teraz wyciągnięty. Nic inne nie było teraz ważne poza nim - mężczyzną, którego pokochała całkowicie i szczerze i była niemal pewna że i on czuł do niej to samo. Widziała to w jego spojrzeniu, poczuła w dotyku dłoni z którego sama się wysunęła niby niepewna i jednocześnie speszona tym, co sama odczuwała. Obserwowała z przekornym uśmiechem jak zasiada na ławce, patrzyła też spokojnie z przekrzywiona głową jak zapala papierosa zatrzymując spojrzenie na żarzącej się końcówce tytoniowego skręta. Brew nie opadła na jego kolejne słowa a pozostała uniesiona w górze. Obserwowała uważni twarz, którą - była pewna tak jak niczego na świecie - chciała widywać co rano gdy otwierała powieki i usypiać również w nią wpatrując się. Wzrok badał też resztę ciała, będąc równie pewnym, że idealnie mieściłaby się w jego ramionach, jakby zostały stworzone właśnie po to, by obejmować ją. Jak dwa puzzle układanki, które zwyczajnie nie mogły funkcjonować w innych wariantach.
Niebieskie tęczówki prześlizgnęły się z twarzy na dłoń, którą wyciągał w jej stronę. Chciała ją chwycić - dlaczego wiec od razu nie złapała jej zatrzymana na swoim miejscu. Czym? Chyba tylko wrodzoną przekorą. Stała jeszcze przez chwilę jakby ważąc w głowie wszystkie plusy i minusy po czym zrobiła krok do przodu. Niewielki. Zaraz potem następny by w końcu ująć dłoń którą wyciągał w jej stronę, poczuć jego dotyk i zachłysnąć się całą nową gamą doznań.
- Powiedz więc jakiej opłaty oczekujesz. - powiedziała przystając. Nie usiadała jednak nie potrafiąc powiedzieć dlaczego. Na wargi wciągnęła uśmiech, przyjemny, ładny dla oka i duszy. - A ja zobaczę, czy stać mnie by spłacić zaciągnięty dług. - obiecała, choć wiedziała że jeśli poprosi o pieniądze nie będzie w stanie sprostać wymaganiom. Wiedziała też, że wtedy złamałaby jej serce.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
 

Central Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

 Similar topics

-
» Central Park
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18