Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Central Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Central Park - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Central Park - Page 6 Empty
PisanieTemat: Central Park   Central Park - Page 6 I_icon_minitime08.05.16 1:32

First topic message reminder :

Central Park

Jedna z magicznych części parku centralnego wypełniona jest niezliczonymi drzewami czereśni, które dzięki magii zaczynają kwitnąć już wraz z pierwszymi promieniami wiosennego słońca. Najznamienitsi zielarze oraz znawcy alchemii dbają o to, aby różowawe kwiaty kwitły tu od marca do końca lipca, kiedy to przeobrażają się w delikatne, słodkie owoce. Można do woli zrywać je z drzew i delektować się ich smakiem.
Park jest uwielbiany przez dzieci, zakochanych oraz artystów szukających tu inspiracji; spacerującym akompaniuje śpiew słowików oraz kosów. Tylko zimą nie występuje tu cała paleta barw - wtedy śnieżny puch otula wszystkie gałęzie i park skąpany jest bieli, co nie czyni go jednak ani trochę mniej urokliwym.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f232-aldermanbury-5-15 https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Zawód : malarka, przewodniczka
Wiek : 20
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Nic, co ludzkie, nie jest mi obce.
Nawet jeśli to magia.
OPCM : 10
UROKI : 15
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
Po co postępować z głową, skoro można bez

Central Park - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 6 I_icon_minitime28.02.19 10:11

Szanowny pan Zachary Shafiq wzbudzał w niej coraz większy stres. To, jak na nią patrzył i to, jak wyprany z emocji miał głos sprawiało, że Gwen nie miała pojęcia, gdzie ma podziać wzrok. Mimowolnie coraz mocniej przyciskała Vardę do piersi. Czy na pewno dobrze zrobiła, kontaktując się z tym człowiekiem? Czy on przypadkiem nie skrzywdzi jej ukochanej sowy? Gdyby Shafiq był chociaż starszym człowiekiem – jego zachowanie byłaby w stanie łatwiej wyjaśnić, łatwiej zrozumieć. W końcu tacy ludzie mieli różne dziwactwa. Ale żeby tak młody, przystojny mężczyzna zachowywał się w taki sposób?
O… oczywiście, pa… lordzie Shafiq –  odparła niepewnie.
Właściwie czym różnił się czarodziejski lord od „pana”? Królowa nadała im lata temu tytuły? Oczywiście Gwen wiedziała o istnieniu czarodziejskich arystokratów, jednak nigdy nie przykładała większej wagi do cudzego pochodzenia. Nie uczyła się więc wszystkich rodów na pamięć, a o rodzinie Shafiq chyba nigdy nawet nie słyszała. W końcu w Hogwarcie nie było takiego przedmiotu, jak „czarodziejska genologia”, na historii magii zwykła rysować i nie słuchać, a w domu nie miał kto przekazać jej odpowiedniej wiedzy.
Dlatego… dlatego pytam – odparła cichutko, speszona. Wiedziała przecież, że uzdrowiciele zajmują się leczeniem ludzi, ale naprawdę nie wiedziała, do kogo ma się zgłosić.
Już miała dziękować mężczyźnie za fatygę i przepraszać za zmarnowanie jego czasu, gdy ten jednak zaproponował pomoc przy jej ukochanej podopiecznej. Gdy zaproponował diagnozę, Gwen na chwilę zamarła w przerażeniu.
To… to znaczy, że coś ją boli? – spytała płaczliwym wręcz tonem. Nie obchodziło ją, że mogła kupić bezużyteczne zwierzę. Przecież to, że Varda potrafiła nosić listy było tylko „dodatkiem”, a nie głównym celem dla którego ją kupiła. Przede wszystkim chciała posiadać zwierzę, towarzysza, dzięki któremu nie spędzałaby czasu w mieszkaniu zupełnie samotnie. Trafiło na sowę, bo od czasów szkolnych zawsze marzył jej się taki pupil.
Proszę, niech pan… lord… zobaczy. – Drżącymi rękami wyciągnęła sowę w stronę Zachary’ego, jednocześnie zastanawiając się, co będzie mogła zrobić dla Vardy, jeśli okaże się, że sowa nie potrafi latać. Może powinna przygotować dla niej osobne pomieszczenie, w którym mogłaby się wspinać i niszczyć rzeczy do woli? Przecież jeśli nie będzie w stanie latać to będzie jej się przez całe życie nudzić. A tego Gwen zdecydowanie nie chciała.
Jednocześnie gdy wyciągnęła przed siebie sowę coś dziwnego zaczęło przedzierać się przez jej świadomość. Przed momentem, skupiona na tym, jak bardzo niewygodna i zawstydzająca jest ta sytuacja dla niej samej nawet o tym nie pomyślała, ale teraz, stopniowo, zaczęło do niej docierać dlaczego właściwie tak źle się czuje przy tym człowieku… i kto jeszcze tak na nią patrzył.
Najpierw takie spojrzenia pojawiały się w Hogwarcie. To one doprowadziły do tego, że z roku na rok coraz bardziej zamykała się w sobie i że coraz gorzej czuła się w szkole. Potem na dwa lata zapomniała o ich obecności, mieszkając i tworząc w Paryżu, w otoczeniu mugoli. Dopiero niedawno, gdy znów zaczęła bardziej udzielać się w magicznym świecie, zaczęła trafiać na ludzi, którzy spoglądali na nią w ten sposób. Najpierw tym spojrzeniem zaszczycił ją ten młody opiekun smoków w Kent. Potem ta biedna, zamknięta na świat śliczna dziewczyna, którą poznała w galerii sztuki.
Lorda zachowanie… – zaczęła ostrożnie – wynika z mojego pochodzenia, tak? – Zmarszczyła brwi. Z jej głosu zniknęła wcześniejsza niepewność, pojawił się za to zupełnie inny ton. Inny… współczujący?
Gwen poczuła, jak coś ściska jej serce. Czarodzieje… och, ci czarodzieje, jak wielką krzywdę oni sobie nawzajem wyrządzali! Zamykali się na swój własny świat, wszystko inne traktując z pogardą i wyższością. Malarka nie potrafiła jednak czuć w stosunku do nich obrzydzenia. Teraz, po tych kilku latach, zdawała sobie sprawę, że to wynika z ich wychowania, z tego, w jakim środowisku wyrastali i w jaki sposób byli nastawiani przez swoich rodziców. Jej nie miał kto wyjaśnić nazw rodów. Im – wspaniałości mugolskiego świata. I tego, jak wiele dobrego mogliby czerpać, gdyby połączyli obydwa światy, albo przynajmniej podchodzili do tego wszystkiego w bardziej zdrowy sposób. Dlatego w Gwen nie pojawiała się już złość, nie czuła też, że jest od nich gorsza. Po prostu im… współczuła. Choć pewnie dla nich było to zupełnie irracjonalne.
To jest tak smutne – dodała po chwili, wzdychając. Nie myślała nad słowami; po prostu musiała to z siebie wyrzucić. – Oby tylko nie doprowadziło do śmieci kolejnych milionów. – Przełknęła głośno ślinę.
W końcu Adolf Hitler także doprowadził do wojny, do tej straszliwej wojny, przez swoje uprzedzenia w stosunku do innych. Oby tylko okazało się, że czarodzieje nie mają takiego lidera z taką siłą przebicia. Wolała nie myśleć, co mogłoby się wydarzyć, gdyby ktoś taki się ujawnił.
Że też młody uzdrowiciel, niewątpliwie uzdolniony, o tych przepięknych, błękitnych oczach, musiał dać się zmanipulować rodzinie i magicznemu światu w taki sposób.





Nie będę milczećani kłaniać się prawom zrodzonym z pogardy.
Powrót do góry Go down
Zachary Shafiq
Zachary Shafiq

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale zatruć eliksiralnych i roślinnych
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Damaged people are dangerous.
They know they can survive.
OPCM : 13
UROKI : 8
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty
 magic

Central Park - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 6 I_icon_minitime20.03.19 16:54

Pozostawał w całkowitej, od lat niezmiennej świadomości, jaki wpływ wywierała sama jego obecność pośród niżej urodzonych. Bycie lordem, a przede wszystkim egipskim szajchem kładło na kark ciężar obowiązków, z którymi się urodził i był gotów pełnić je w przyświecającej temu doskonałości. Być może z tego względu mógł wydawać się człowiekiem na wskroś oschłym i oziębłym, wszak taką fasadę nosił na co dzień, to tylko absolutny głupiec mógł posądzić go o okrucieństwo nazywane barbarzyństwem.
Nie urągał doskonałości odebranego wychowania; chełpił się tym i czuł nieprzymuszony, niemal spontaniczny powód do dumy tylko dlatego, że był członkiem jednej z najstarszych rodzin, jakie stąpały po tym świecie. Nie widział także powodu, aby nie okazywać mu – i z odpowiednią wzajemnością – należytego szacunku, gdy posiadało się w swych rękach zaszczyt nazywania siebie czarodziejem bądź czarownicą. Niewiedza słono kosztowała, a za błędy płaciło się nie zawsze łagodnie i miło. Wkraczając pośród arystokratyczny blask należało dołożyć wszelkich starań, aby okazać się godnym zapamiętania, nie zaś sztandarowym przykładem popierającym odwieczny argument, jakoby jedynie prawdziwie urodzeni czarodzieje mogli przebywać w ich świecie.
Nie okazał jednak żadnej konsternacji. Pracując w Świętym Mungu przywykł do konsternacji pacjentów trafiających przed oblicze kogoś tak innego jak on, potomek kapłańskiego, egipskiego rodu, lecz chyba nie miał przed sobą pacjentki niepotrafiącej upleść jednego składnego zdania wyrażającego myśli prosto i klarownie. Mylił się; nie wnikał w pełen szczegółów obraz jej zachowania. Jeśli speszyła ją tak oczywista prośba, by zwracała się do niego w prawowity i jedynie słuszny sposób, nie mógł na to wiele poradzić. Właściwie nie mógł uczynić nic, aby naprawić jej świat padający do stóp prawdziwych władców tego świata. Zaledwie poruszył delikatnie barkami, ofiarowując najbardziej dostojną pozę, jaką mógł w tej konkretnej chwili wykonać – uzdrowiciela zdolnego do cudotwórstwa.
Może boleć. — Niejednoznacznie potwierdził, nie udzielając czystej w odbiorze odpowiedzi. Co do tego nigdy nie mogło być absolutnej pewności. Trucizny z czasem opuszczały organizm, złamane kości zrastały się, nie oznaczało to jednak, że przypadek zatrucia czy złamania nie mógł objawić się w przyszłości drobnym, kolącym bólem. Wszystkie konsekwencje były dozwolone tak długo, jak prawdziwe były ich przyczyny. W tym wypadku pogląd ten miał dla niego całkowitą rację bytu.
Przejął sowę bez większego wahania, lekko poruszając barkiem, na którym siedział Ammun, by nie robił niczego, co mogło zakłócić spokój – ten i tak powoli zbliżał się ku granicom. Wiedział, jak należało obchodzić się z rannym ptactwem; zachował należytą ostrożność, trzymając obce mu stworzenie w rękach. Powoli uniósł ręce wyżej, chcąc obejrzeć sowę wzrokiem, nim zaczął palcami przeczesywać pióra, by wreszcie zajrzeć pod skrzydła, odginając je wolno, odnotowując w pamięci każdą reakcję zwierzęcia na ruch wymuszony z jego strony. Najprostsze odgłosy sowy wiele mogły powiedzieć i nie potrzebował do tego ogromnej wiedzy; swoje własne przypuszczenia zdołał już wysnuć.
Tak jak wspominałem, wygląda to na problem ze skrzydłami. Możesz poszukać magizoologa zdolnego naprawić wyrządzoną jej krzywdę albo kupić nową sowę. Ta obecnie nie jest w stanie przenosić listów. — Odezwał się, wygłaszając ostatecznie swoją diagnozę. Tyle był w stanie zrobić i tyle zarekomendować ze spokojem drżącym pod wpływem zasłyszanych w trakcie oględzin słów. Zmrużonym, przeszywającym spojrzeniem obdarował Grey, wyciągając ręce z sową, by odebrała swojego pupila jak najszybciej. Nie zamierzał reagować w bardziej wyniosły czy nieelegancki sposób. Dobre wychowanie, pomimo pojawiających się właśnie przesłanek, nie pozwalało mu tak otwarcie okazać pogardy.
Jeśli poczułaś się urażona, panno Grey, możesz wystosować list do nestora mego rodu z prośbą o zadośćuczynienie. Z całą pewnością pochyli się nad twoim przypadkiem i okaże stosowną wyrozumiałość — odparł obojętnym tonem, całkowicie nie rozumiejąc emocji w jej głosie. Ton, który usłyszał wzbudził w nim jedynie namiastkę złości, lecz powstrzymał ją, uwalniając z siebie nikłą cząstkę sarkazmu. — Bez względu na pochodzenie powinniśmy okazywać sobie należyty szacunek, panno Grey. To, że wywodzisz się z rodziny mugoli, nie zwalnia cię z obowiązku odpowiedniego poruszania się w czarodziejskim społeczeństwie, jeśli rzeczywiście chcesz do niego należeć. — Odpowiedź spłynęła z jego ust szybko, nieco bardziej gardłowo, uwydatniając tym samym ten szczególny aspekt mówienia w więcej niż jednym języku. Arabski akcent był dla niego całkowicie naturalny i na co dzień nie pojawiał się w jego wypowiedziach, będąc jedynie subtelną naleciałością czyniącą go jeszcze bardziej egzotycznym człowiekiem stąpającym po zimnym, angielskim lądzie.






Powrót do góry Go down
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f232-aldermanbury-5-15 https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Zawód : malarka, przewodniczka
Wiek : 20
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Nic, co ludzkie, nie jest mi obce.
Nawet jeśli to magia.
OPCM : 10
UROKI : 15
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
Po co postępować z głową, skoro można bez

Central Park - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 6 I_icon_minitime22.03.19 23:28

Gwen zadrżała. Za długo zwlekała, by cokolwiek zrobić z Vardą. Powinna szybciej zareagować. Kupiła ptaka, którego mogło coś boleć i przez kilka dni zupełnie nie zwracała na to uwagi! Jeśli sprawi sobie kolejne zwierzę to pierwsze, co zrobi to pójdzie sprawdzić jego stan zdrowia. Nie mogła sobie więcej pozwolić na takie błędy. W końcu biorąc pod opiekę jakiekolwiek zwierzę była swoistą panią jego losu… a Gwen zdecydowanie nie chciała wypadać w tej roli źle. Szczególnie w stosunku do tych mniejszych i absolutnie bezbronnych w stosunku do człowieka braci.
Pójdę – powiedziała z przekonaniem. Zakup nowej sowy nie wchodził w grę, przynajmniej na razie: Varda, mimo swojego charakteru, była dla Gwen zbyt bliska, aby malarka była zdolna tak szybko wymienić ją na kolejną sowę, tylko dlatego, że ta ma problem ze zdrowiem. Poza tym w małym mieszkaniu nie miała miejsca na dwa takie stworzenia, a nie miała najmniejszego zamiaru oddawać gdziekolwiek Vardy.
Na twarzy Gwen pojawiło się zdziwienie, gdy usłyszała kolejne słowa lorda Shafiqa. Nestor… Kim w ogóle jest nestor? I czemu miałaby pisać do jakiejkolwiek obcej osoby w związku z inną prawie obcą jej osobą, która i tak wcale „bliższą” stać się raczej nie chciała?
Ja… co…? Po co miałabym w ogóle to robić? – spytała, nawet nie próbując ukryć zaskoczenia. Miała też ochotę dodać, że przecież wcale nie czuje się urażona, a przynajmniej nie tak, jak powinna się czuć. Przecież to nie wina stojącego przed nią człowieka, że został wychowany w taki, a nie inny sposób. Że nikt nie pokazał mu całego oglądu świata, a jedynie – jak nauczona doświadczeniem Gwen przypuszczała – jego niewielki wycinek, niepozwalający mu na obiektywne rozpatrzenie sytuacji.
Kolejne słowa Zacharego wprawiły ją w jeszcze większe zdumienie. Choć z drugiej strony ludzcy lekarze też potrafili być niezdrowo dumni z tego, kim byli. Kto wie, może w magicznym świecie tendencja była podobna. Wzięła jednak głęboki oddech, próbując się opanować.
Jak rozumiem… chyba jednak popełniłam błąd, kontaktując się z lordem. Ale jeśli pytanie o pomoc to w tej części świata przejaw braku szacunku to chyba muszę wyrazić najszczersze współczucie. Czy lord jednak kiedykolwiek zastanawiał się, jak wygląda edukacja w szkole magii? Pragnę zauważyć, że ani młodzi czarodzieje z magicznych rodzin nie uczą się w niej odpowiednio obcowania w świecie mugoli, który chcąc nie chcąc jest po części ich światem, ani też uczniowie z rodzin niemagicznych nie dostają odpowiedniej pomocy w tym, by się w nim odnaleźć, musząc robić wszystko na własną rękę. Zgodnie więc z tokiem rozumowania lorda, żadne z nas w tej chwili nie okazuje sobie należytego szacunku, choć wydaje mi się, że trudno w tym przypadku obwiniać jakiegokolwiek czarodzieja. Wychowanie w tej kwestii wydaje mi się kluczowe.
Gwen zamilkła dość niespodziewanie, sama się sobie dziwiąc, że z jej ust wyszedł właśnie taki monolog. W tej samej chwili zaczęła się zastanawiać, czy wypowiedziane przez nią słowa mają jakikolwiek logiczny sens i uzasadnienie. Niestety, było już zbyt późno na analizę. Wypowiedzianych słów nie dało się cofnąć.





Nie będę milczećani kłaniać się prawom zrodzonym z pogardy.
Powrót do góry Go down
Zachary Shafiq
Zachary Shafiq

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale zatruć eliksiralnych i roślinnych
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Damaged people are dangerous.
They know they can survive.
OPCM : 13
UROKI : 8
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty
 magic

Central Park - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 6 I_icon_minitime25.03.19 15:01

Sucho przytknął zasłyszanej odpowiedzi. Oczywiście, że pójdzie. Widział, jakim uczuciem darzyła to biedne zwierzę skazane na niewiedzę właścicielki i, choć chciałby coś zrobić, nie mógł uczynić nic, co mogłoby poprawić jej żywot. Decyzja zapadła; Zachary nie miał na nią żadnego wpływu – nie chciał go mieć. Pozostawanie w cieniu, z dala od kwestii mogących jakkolwiek wiązać jego osobę z pospolitymi działaniami wciąż stanowiło priorytet ważny, niezwykle istotny, a przede wszystkim niezmienny. Nawet jeśli jego polityczne zorientowanie ulegało w ostatnim czasie mniejszym bądź większym zmianom, rdzeń – fundament świadomości – pozostawał identyczny, nierozerwalnie zgodny z przekonaniami wyniesionymi z rodowej chluby. Nikt ani nic nie mogło sprawić, by zmienił swoje spojrzenie na tę część świata, a tym samym nie sądził, żeby znalazł się ktokolwiek spoza szlacheckiego stanu, kto byłby w stanie choć trochę pojąć ideę krążącą w jego żyłach.
Zdaje się, że moja prośba uraziła panienki godność, panno Grey — odparł obojętnie. — W takim wypadku zasadnym jest domagać się przeprosin nie tyle ode mnie, co od nestora rodu, z którego pochodzę. To chyba dość proste, czyż nie? — Uzupełnił tym samym tonem, pozwalając sobie na odrobinę sarkazmu płynącego z prostego przekonania, że ta biedna czarownica nie miała absolutnie zielonego pojęcia, w jakim kierunku płynęły jego słowa ani czego dotyczyły. Mimo zadowolenia kiełkującego wewnątrz z tego powodu, nie okazał go w żaden sposób. Własne rozochocone ego ukrył, zatrzymał pod maską chłodu, podejmując się znużenia tak często okazywanego wtedy, gdy tłumaczył swoim pacjentom zalecenia odnośnie przepisywanego specyfiku na dręczące ich dolegliwości; nie sądził jednak, by gwałtowna edukacja w tym zakresie miała przynieść jakkolwiek wymierne profity, szczególnie po tym, co usłyszał.
Brew lekko drgnęła, będąc jedynym widocznym gestem z jego strony. Czyż naprawdę musiał zniżać się do takiego poziomu i wszystko tłumaczyć jak papirusowi wyrastającemu na skraju delty Nilu rosnącemu na przekór wszystkiemu i wszystkim, byle tylko pokazać swoją własną niedołężność. Czyżby właśnie tego chcieli wielbiciele, miłośnicy mugolskiego szlamu – zjednać ich doskonałość z czymś tak pospolitym, zakrawającym o nierozumną głupotę? Nie rozumiał tego, nie chciał zrozumieć, odcinając się ostatecznie od czegokolwiek z tym związanego. Nie mógł jednak opuścić tego pomylonego spotkania, nie uświadamiając swojej rozmówczyni, w jak wielkim błędzie się znajdowała.
Chyba przemówiłem do panienki zupełnie innym językiem niż jest powszechnie stosowany — wymamrotał, całkowicie oddając sarkastyczny charakter tego stwierdzenia. — Prośba o pomoc pozostaje nieco inną prośbą niż tą, którą złożyłem nieco wcześniej, ale najwyraźniej nie jest panna w stanie pojąć tej subtelnej różnicy, a ja nie strzępię języka bez powodu. — Poruszył lekko barkiem, nakazując Ammunowi odsunąć się, odlecieć na Wyspę i czekać, by nie musiał być świadkiem tego, co działo się w tym miejscu. — A czy mugole uczą się o moim świecie? — zapytał niemal od razu. — Odpowiedź jest wszystkim doskonale znana i nie trzeba podawać dla niej wyssanych z palca argumentów. To, że panna nie ma pojęcia o świecie czarodziejów, jest wyłącznie panienki problemem, nie szkoły magii, do której uczęszczała, wszak ta szkoła uczy o magii, nie o świecie jej pozbawionym, czyż nie? — Kontynuował dalej, mówiąc nieco wynioślejszym tonem niż zwykle. Jeśli w związku z poczynioną prośbą oczekiwała dowodów na brak szacunku, zamierzał jej dobitnie wyjaśnić argumenty, dla których ona powstała. — Jeśli posiada panna obiekcje co do świata czarodziejów, tak innego, lepszego od tego, z którego panna pochodzi, sugeruję przełamanie własnej różdżki na pół i porzucenie tego wszystkiego, co świat ten ma do zaoferowania, skoro nie potrafi panna podążać za jego zasadami. Jeśli nie umie panienka zrobić tego sama, z wielką przyjemnością uczynię to osobiście, bo właśnie udowodniłaś mi, panno Grey, że nie zasługujesz na miano czarownicy. — Urwał na moment, obrzucając ją chłodnym, niemalże lodowatym spojrzeniem. — Wiesz, jak mówi się o czarodziejach i czarownicach twojego pokroju? Szlama, członek magicznego rynsztoku domagający się praw oraz wielkości tych, którzy przez wieki tworzyli czarodziejską społeczność i utrzymywali ją w doskonałości. Szacunek, który pannie okazałem był jedynie mą dobrą wolą, a tobie najwyraźniej jej brakuje. — Stwierdził ostatecznie, wkładając w definiowane słowo pełnię własnego przekonania, pełnię wyższości, którą posiadał nad nią, a przede wszystkim całkowitą doskonałość, którą obnosił jej, z którą pozwalał jej obcować, by mogła napawać się blaskiem egipskiego słońca, co nie zostało należycie docenione i tym samym coraz mocniej utwierdzało go w przekonaniu, że ktoś z jej pochodzeniem powinien być bezwzględnie odcinany od czarodziejskiego świata. Uważał ją za winną popłochu, który siali inni, wszak to jej myślenie o zjednoczeniu tworzyło cały ten absurd, w którym się znaleźli i nie mógł oprzeć się wrażeniu, że wszystko to powoli zaczynało układać się w doskonale spasowaną układankę.






Powrót do góry Go down
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f232-aldermanbury-5-15 https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Zawód : malarka, przewodniczka
Wiek : 20
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Nic, co ludzkie, nie jest mi obce.
Nawet jeśli to magia.
OPCM : 10
UROKI : 15
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
Po co postępować z głową, skoro można bez

Central Park - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 6 I_icon_minitime26.03.19 22:21

Gwen kompletnie nie rozumiała, w jaki sposób to spotkanie mogło zejść na takie tory. Nie chciała przecież w niczym urazić lorda Shafiqa. Po prostu takie zachowanie zasmucało ją, więc to wyraziła, a potem on pociągnął temat dalej i… to nie tak miało wyjść!
Czemu ten dorosły, przystojny mężczyzna o niewątpliwym talencie do leczenia ludzi swoim zachowaniem przypominał jednego z tych nastoletnich ślizgonów? Czy z wiekiem nie powinno przychodzić zrozumienie? Gwen nie potrafiła tego pojąć. Nastolatkowie mogli mieć swoje kompleksy, mogli zachowywać się niemiło i nieprzyjemnie. Nie byli w końcu w pełni wykształconymi ludźmi, ich błędy nie były w pełni ich błędami. Ale Zachary Shafiq był człowiekiem dorosłym i w pełni odpowiadał za swoje słowa oraz czyny.
Zmarszczyła brwi.
Czy lord się z choinki urwał? – spytała. – Skoro mugole nie mają pojęcia o istnieniu świata magii to jak mają się o nim uczyć? Ale zapewniam, że mugolska edukacja jest o wiele bardziej kompleksowa, niż ta magiczna i gdyby ich sytuacja była inna bez wątpienia wykładaliby także i na ten temat.
Gwen co prawda nie przeszła całej mugolskiej edukacji (czego obecnie mimo wszystko trochę żałowała), ale przecież uczęszczała do „zwykłej” szkoły. Wiedziała, jak olbrzymią ilość tematów poruszały w niej lekcje i o ile lepiej były dopasowane do wieku dzieci. Przynajmniej jej zdaniem.
Och, a więc teraz przeszliśmy na „ty”? – oburzyła się, kładąc rękę na biodrze. – Szanowny Zachary robi z siebie wielkiego lorda, a nie potrafi nawet zachowywać się godnie w stosunku do kobiety z problemem! Na całe szczęście to nie tobie decydować, kto czarodziejem jest, a kto nie, wielki i szanowny „lordzie” Shafiq.
Przeszło jej przez myśl, że choćby chciał to i tak nie byłby w stanie zniszczyć jej różdżki, bo tej Gwen przy sobie po prostu nie miała. Cóż… przejęła się swoją sową zdecydowanie za bardzo. Poza tym to nie był pierwsza sytuacja, w której nie trzymała tego kawałka drewna przy sobie. W końcu to nie on świadczył o jej osobie czy umiejętnościach. Nie definiowała się przez różdżkę, czego chyba nie można było powiedzieć o stojącym przed nią mężczyźnie.
Wzięła głęboki oddech, próbując się uspokoić. Już dawno nikt tak nie wyprowadził jej z równowagi. Gdy uczęszczała do Hogwartu mogła pozwalać się tak traktować, ale teraz dorosła. Była pewniejsza siebie, znała swoją wartość, przynajmniej do pewnego stopnia. I czuła, że nie może pozwolić, aby jakiś samozwańczy lord tak ją traktował. Z drugiej strony wrzask i krzyki także raczej nie leżały w jej naturze, dlatego gdy odezwała się po raz kolejny, jej głos znów brzmiał spokojniej.
Patrzenie na jedną stronę medalu jest bardzo wygodne, „lordzie” Shafiq. Ale daje tylko połowiczny obraz sytuacji. Szkoda tylko, że tego nie jesteś w stanie zrozumieć. Z resztą, nie ty jeden. Ale może jednak kiedyś zrozumiesz, że patrzenie tylko na czubek swojego własnego nosa to tylko droga do zguby? Zaledwie kilka lat temu odszedł z tego padołu pewien mugol, który też sądził, że to jego część świata jest najlepsza i najważniejsza, wiesz? I wywołał wojnę, która pochłonęła miliony. Tego chcesz jako uzdrowiciel? I nie, tu bycie mugolem, czy nie-mugolem nie ma znaczenia, Zachary. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, niezależnie od tego, czy magia nam sprzyja, czy nie. – Pokręciła ze zrezygnowaniem głową. Jej ton był już niemal zupełnie spokojny.
Wyciągnęła ręce po swoją sowę.
Mogę odzyskać Vardę? Pójdę już. To… to chyba po prostu nie ma sensu.
W końcu komuś o tak zatwardziałych poglądach, wpatrzonym tylko w swój idealny świat, trudno wyjaśnić cokolwiek. Gwen wyrzuciła z siebie to, co leżało jej na sercu i właściwie obojętne jej było, co z tym faktem zrobi Zachary. Teraz chciała tylko odzyskać swojego ptaka i zapewnić mu odpowiednią opiekę. To było najważniejsze, nie jakiś „niby-lord-uzdrowiciel”.





Nie będę milczećani kłaniać się prawom zrodzonym z pogardy.
Powrót do góry Go down
Zachary Shafiq
Zachary Shafiq

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale zatruć eliksiralnych i roślinnych
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Damaged people are dangerous.
They know they can survive.
OPCM : 13
UROKI : 8
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty
 magic

Central Park - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 6 I_icon_minitime27.03.19 12:14

Brew drgnęła ponownie; tym razem nieco bardziej wymownie, jakby sygnalizowała, że jej posiadacz był gotów do odrzucenia chłodnej maski i zaprezentowania prawdziwego oblicza komuś, kto istotnie nie miał pojęcia, z kim właśnie zadzierał. Nim jednak to nastąpiło, z jego ust wydobył się gardłowy śmiech pełen kpiny oraz udawanego rozbawienia, choć wyraz twarzy pozostał niezmiennie twardy, surowy, z jasnych jak słonecznie niebo oczu posyłając gromy.
Waż na słowa — ostrzegł jedynie, mając całkowicie za nic obelgi, którymi właśnie zaczęła go obrzucać. Istotnie nie spodziewał się niczego innego; wprawdzie oczekiwał pokory, zrozumienia oraz dostrzeżenia błędu w prowadzonym przez nią zachowaniu, jednakże okazało się to prawdziwą mrzonką. Nie była zdolna do czegoś takiego, widział to doskonale i jedynie żałował, że ktoś taki śmiał zaburzyć jego blask. Było już za późno na cofnięcie tego, co padło – nie odczuwał skruchy do ani jednego słowa, które wypowiedział. Ofiarował jej całkowitą prawdę, a ona ją odrzuciła. Mugole zawsze odrzucali to, co kuło ich w oczy, jeśli nie potrafili tego pojąć swoim wybrakowanym rozumem. Żadnej nowości nie odkrył, z identycznymi zachowaniami mając styczność jeszcze w Egipcie, gdy kroczył po targach z rarogiem na ramieniu, w towarzystwie krewnych, robiąc to, czego oczekiwano po szajchu noszącym nazwisko Shafiq.
Nie otrzymałaś pozwolenia, by zwracać się do mnie moim imieniem ani tym tonem — odparł, całkowicie ignorując jej słowotok, uznając to wszystko za coś tak ważnego jak brzęczenie muchy nad uchem. Nie rozumiał jej zachowania ani tego, skąd wzięło się to nagłe uniesienie własnym honorem, gdy dał jej dostatecznie rozsądne rozwiązanie uzyskania tego, czego tak chciała. Najwyraźniej angielskie kobiety, te pozbawione odpowiedniego wychowania puszczane były samopas i mogły robić wszystko, na co miały ochotę. Nie uznawał zatem za nic dziwnego, że prawdziwa arystokracja trzymała się z dala od tego siedliska zgorszenia i robiła wszystko, by nie dopuścić do dalszej eskalacji.
Poruszył tylko nieznacznie ramionami, po raz kolejny słysząc swoje imię. Miał ochotę roześmiać się z jej ignorancji, z jej istotnie coraz większej w jego oczach niewiedzy, choć istotnie w podobnej sytuacji stała większość (jeśli nie cała) arystokracji, nie wiedząc, że imię rozgłaszane przez jego ojca nie było jego prawdziwym. Przypadki te pozostawały jednak całkowicie odrębne; drżące skupienie wciąż krążyło wokół sytuacji – lecz nie analizował tego, jak zaistniało to wszystko. Gwizdnął lekko, przywołując do siebie Ammuna, ruchem głowy wskazując swoją rozmówczynię, by konsekwentnie naruszył jej przestrzeń. Nie musiał wyrządzać krzywdy. To nie było konieczne, wszak pozostawał w całkowitej pewności, że spotkanie to zapamięta na długo.
Wspomnisz moje słowa, gdy będziesz dławić się własną krwią — zaczął, kolejny raz ignorując jej słowotwórcze zapędy — w rynsztoku, gdzie twoje miejsce, szlamo. — Bezceremonialnym ruchem wepchnął ranną sowę w ręce kogoś, kto za grosz nie posiadał szacunku do wyższych sfer i z rarogiem na ramieniu wyminął ją, kierując się ku najbliższemu wyjściu z tego miejsca. Cóż za nieporozumienie zaszło w tym wszystkim; całkowita strata czasu, którego już nie odzyska.

| z/t x2






Powrót do góry Go down
Matthew Bott
Matthew Bott

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : Smoczy łowca w Peak District
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 20/35*
SPRAWNOŚĆ : 30/50
Genetyka : Wilkołak

Central Park - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 6 I_icon_minitime28.03.19 22:51

|16 października

Nie wierzyłem, że ta noc się w końcu skończyła. Ten cały zamek i w ogóle, zjawy, schody, diable sidła, przeklęte złoto, gadające obrazy... Trzeba było jednak mocniej wyśrubować stawkę za ten cały cyrk. Co prawda plus był taki, że Delaney przynajmniej miał załatwionego uzdrowiciela, więc no - nieprzyjemniejsze atrakcje zaraz znikły z twarzy rąk, czy nogi. Nie było żadnych szram po tłuczonym szkle, prażonej ręki, czy pokąsań po czarno-magicznej żmiji lub ran diabelskich sidłach. Nie sprawiało to jednak, że nie czułem się jakbym przez to nie przeszedł. Tym bardziej, że wciąż musiałem jakoś się dostać do mieszkania by to odespać. Zwłaszcza, że jutro czekał mnie pierwszy dzień pracy.
Podróż ze Szkocji do serca Londynu oczywiście nie była krótka. Gdy skracałem sobie drogę w stronę Nokturnu przez magiczny park było już jakoś koło południa. W zasadzie nie bardzo i tak na to zwróciłem uwagę bo byłem zajęty szczękaniem zębami. Moje ubrania prócz tego, ze poszarpane to wciąż były wilgotne i nie za bardzo miały ochotę schnąć w takim chłodzie. I niby cholera było te dwanaście stopni, lecz z tym wiatrem to jednak miałem wrażenie, że na minusie. Nie było szans nawet na to by odpalić fajka. Skrzywiony dziarsko wiec przemierzałem wytyczony przez siebie szlak wzrokiem już łapiąc uliczkę po drugiej stronie parku oraz ulicy w której to miałem zniknąć. Prawdopodobnie byłem trochę oderwany i roztargniony z powodu zbliżającej się pełni bo w ogóle nie zauważyłem, że na kogoś wpadłem. A właściwie ktoś wpadł na mnie i się odbił.
- O kurwa, sorka - mruknąłem zaskoczony zaraz jednak będąc gotowy pomóc ofierze losu.




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Lily MacDonald
Lily MacDonald

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 https://www.morsmordre.net/t3545-kukulka https://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 https://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 https://www.morsmordre.net/t4801-skrytka-bankowa-nr-878#102962 https://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Zawód : Ex iluzjonistka, obecnie wytwórca i naprawiacz mebli.
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Creagan an fhithich!
OPCM : 5
UROKI : 13
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Central Park - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Central Park   Central Park - Page 6 I_icon_minitime01.04.19 0:22

Poszła wysłać list do rodziny. Potrzebowała sowiej poczty, bo mugolska raczej nie miała szans działać, kiedy wszystko w świecie mugoli wybucha i świruje. Starała się za wiele nie myśleć, wysłała do domu nawet jakąś lepszą maść bo mama narzekała na oparzenia i zamierzała za maksymalnie trzy dni ruszyć do Szkocji na kilka dni żeby zobaczyć jak sobie radzą i może trochę tam pomóc.
Myślami była już po części w podróży, nie na tyle jednak żeby nie zwrócić uwagi na stłuczkę i i bardzo dobrze znajomy głos. Jakaś kobieta podniosła się przy pomocy Matta i zaraz odeszła w swoją stronę, mamrocząc przy tym coś niezadowolona, a Matt wyglądał co najmniej jakby go w ręcznej pralce wyprano, przeszorowano na tarce i wyrzucono. Lil ruszyła w jego stronę czym prędzej, choć widząc że nie ma krwi ani nic takiego, odetchnęła z lekką ulgą.
- Matt. - odezwała się, by zwrócić na siebie jego uwagę, a jednocześnie przyjrzeć mu się uważniej, kiedy na nią spojrzał.
Pewnie zachlał i wleciał do jakiejś fontanny. Założyła ręce na piersi, kiedy znalazła się bliżej, obserwowała go ale nie miał żadnych siniaków czy stłuczeń więc przynajmniej chyba się nie bił. To plus. W sumie już dawno nie widziała żeby wyglądał jak potłuczony kartofel - ciekawe czy tego unikał, czy unikał tylko pokazywania się jej w takim stanie.
- Ciężka noc?
Odezwała się zaraz tonem może lekko sarkastycznym, zamierzając go podręczyć biednego i skacowanego, bo on też ją dręczył. Choć po chwili zwróciła uwagę na jeden bardzo dziwny fakt - nie śmierdział alkoholem. Uniosła więc brwi zdziwiona i nawet trochę zmartwiona mimo, że jakoś bardzo źle w sumie nie wyglądał.
- Co ci się stało? - kiedy najpewniejszą z opcji wykluczyła, w sumie nie miała pojęcia co podejrzewać. Jakaś anomalia go trzepnęła? - Wyglądasz jakby cię całego wyprano. - dodała jeszcze mały komplement. I czekała na wyjaśnienia, choć ruszyła z nim, bo ewidentnie był przemarznięty, nie ma sensu go tu zatrzymywać.




Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Powrót do góry Go down
 

Central Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19