Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Central Park
AutorWiadomość
Central Park [odnośnik]08.05.16 1:32
First topic message reminder :

Central Park

Jedna z magicznych części parku centralnego wypełniona jest niezliczonymi drzewami czereśni, które dzięki magii zaczynają kwitnąć już wraz z pierwszymi promieniami wiosennego słońca. Najznamienitsi zielarze oraz znawcy alchemii dbają o to, aby różowawe kwiaty kwitły tu od marca do końca lipca, kiedy to przeobrażają się w delikatne, słodkie owoce. Można do woli zrywać je z drzew i delektować się ich smakiem.
Park jest uwielbiany przez dzieci, zakochanych oraz artystów szukających tu inspiracji; spacerującym akompaniuje śpiew słowików oraz kosów. Tylko zimą nie występuje tu cała paleta barw - wtedy śnieżny puch otula wszystkie gałęzie i park skąpany jest bieli, co nie czyni go jednak ani trochę mniej urokliwym.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Central Park - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Central Park [odnośnik]10.11.21 17:17
Każdy miał swoje powody – każdy doświadczał tego samego, choć radzili sobie w zupełnie inny sposób. Ona trzymała się jednego skrawka dawnego życia – nadziei, przeświadczenia, że znajdzie Petera, maleńkiej informacji, którą Marcel ofiarował jej w listopadzie. Starała się ruszyć dalej, znaleźć sobie zajęcie, przede wszystkim pracę – ale wszystko to, co robiła, począwszy od obowiązków domowych po krótsze i dalsze podróże, umotywowane było poszukiwaniami brata.
– Mogę ci jakoś pomóc? – zapytała wprost, choć nie było na to złotego środka; o ile słowa o niespokojnym śnie były prawdziwe. I ona miała problemy z zasypianiem – z zasypianiem i samymi snami, które nawiedzały ją zdecydowanie zbyt często, zbyt intensywnie, odbierając spokój.
Świat, w którym przyszło im żyć co dnia zdawał się wyglądać gorzej. Do tego nie dało się przyzwyczaić, nie dało się zapomnieć. Ludzie tacy jak oni po prostu nie mogli wpasować się do czegoś, co nie należało do nich.
– Wiem, ale... – urwała prędko, bo czy jej własna niepewność i nuta strachu była wystarczająca, by usprawiedliwić nierozsądne zachowanie? Mogła ryzykować tak wiele, nie wiedząc co tak naprawdę było powodem ciszy ze strony Carringtona?
Nie miała pojęcia o wydarzeniach w Tower; nie wiedziała nawet, że chłopcy tam trafili. Jedynie strzępki rozmów i zasłyszane plotki powiedziały jej, że wydarzyło się coś złego. Nie miała pewności, czy Marcela również to spotkało – ale ta cisza była nienaturalna. I nie wróżyła niczego dobrego.
– Ach, racja... – wymamrotała, marszcząc nieco brwi. Może faktycznie zapomniała? Może nie mieli okazji o tym porozmawiać? Odkąd zima na dobre zaszczyciła Anglię, nie zapuszczała się dalej niż to koniecznie; większość czasu spędzała w Dolinie, a widywanie się ze znajomymi, z rodzeństwem Doe czy Nealą faktycznie straciło na intensywności. Thomasa poznała dopiero na sylwestrze – to nie był czas ani miejsce, by rozmawiać o trudach codziennego życia.
Spuściła spojrzenie, gdy chłopak zapytał o Marcela; i równie prędko podniosła je ku górze, gdy powiedział coś więcej.
– C-co? – wyrzuciła z siebie od razu, mocniej oplatając dłonią jego ramię – W Tower? Wylądował w Tower? – starała się mówić szeptem, choć emocjonalność drgała w zgłoskach.
Czuła, że coś jest nie tak. Czuła, że wydarzyło się coś złego – Thomas, co... co się stało...? – zapytała dopiero, kiedy przechodzień ich minął, nie zwracając uwagi na słowa o jakiś światełkach; były wymówką czy jego faktycznym wymysłem – nieistotne. Nie w obliczu tego, co powiedział Doe.



czekam na wiatr co rozgoni ciemne skłębione zasłony;
stanę wtedy na raz ze słońcem
twarzą w twarz
Anne Beddow
Zawód : powsinoga
Wiek : 18
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
świat dziwny jest jak sen
a sen jak świat
OPCM : 14
UROKI : 6
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9261-anne-beddow#281746 https://www.morsmordre.net/t9589-listy-do-ani#291635 https://www.morsmordre.net/t9276-anne-with-an-e#282533 https://www.morsmordre.net/t9277-annie-beddow#282540
Re: Central Park [odnośnik]10.11.21 17:41
- Nie martw się, wszystko okej. Kto nie ma koszmarów? Jest wojna. Jak ktoś potrafi spać spokojnie to chyba nie ma sumienia - wyminął pytanie dziewczyny, bo tak nprawdę to w jaki sposób mogłaby mu pomóc? Zresztą, nie chciał jej obciążać swoimi problemami. W końcu sama miała na pewno ich mnóstwo.
On za to był dobrym kłamcą. I wiedział jak bardzo ciężko czasem zachować twarz, udawać… Chociaż doskonale rozumiał, dlaczego dziewczyna się przejęła.
Kiedy tylko przechodzeń zniknął im z pola widzenia, pociągnął Anne w stronę jakiejś nieco bardziej zaciemnionej alejki. Tak, żeby zejść z głównej ulicy… I żeby niewiele osób na nich zwracało uwagę, chociaż wciąż byli niedaleko parku. Ale większość czarodziejów tutaj wolało iść głównym deptakiem.
- Tower, zamknęli nas za kradzież. A raczej podejrzanie. Mnie, Jamesa, Marcela… On… Marcel… On żyje, ale… Jest z nim źle, okej?- powiedział, a z jego twarzy kompletnie zniknął ten udawany uśmiech i zastąpiło go zmartwienie. Oczywiście, że pluł sobie w brodę przez to co się stało! Ale przynajmniej z tego co rozmawiał z Castorem… to… to będzie dobrze. Odzyska rękę.
Zaraz jednak widząc szok dziewczyny, postanowił się znów do niej lekko uśmiechnąć. Jakby chcąc ją pocieszyć.
- Będzie okej… Ale teraz… Stracił dłoń. Castor, pisałem z nim, podobno ma coś na to, w sensie hoduje mu dłoń czy coś? Nie znam się na tym, wybacz, ale… mówił, że będzie w porządku, tylko, że… Marcel jest… - zagryzł wargę, nie wiedząc nawet jak to określić. Wyglądał strasznie, jakby cała wola życia z niego uleciała. Jak miał to nazwać?
Zaraz jednak pokręcił lekko głową, posyłając jej uśmiech.
- Ucieszy się na twój widok, na pewno. Hej… słuchaj, nie wolisz, żebym przeniósł cię tam pod postacią fretki? Będzie bezpieczniej dla ciebie, nikt cię nie rozpozna… - zaproponował jej po chwili, pamiętając że w podobny sposób w końcu przetransportował Sheilę do Londynu, do Areny. Bo ta była zbyt przerażona, żeby iść samej pod własną postacią i kto mógłby się jej dziwić?
- Proszę, nie… nie wystrasz się na jego widok, okej? Nie jest teraz sobą… - powiedział, wzdychając cicho. Pokręcił zaraz jednak dłonią i posłał jej uśmiech znów. Bo co miał zrobić innego?
- Z Jamesem też jest już dobrze, jest w Irlandii pod odpowiednią opieką. No, ja jestem tutaj i jak widać, też wszystko okej. Mieliśmy uzdrowiciela, Marcel też jest na pewno zaopiekowany…



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Central Park - Page 7 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Central Park [odnośnik]10.11.21 18:02
Miał rację, wojenna rzeczywistość zbierała swoje żniwo niemalże bezustannie. Począwszy od maleńkich, codziennych czynności po wielkie wydarzenia na wiecach miast. Ludziom brakowało spokoju, radości, znikały produkty z półek a zakłady usługowe witały przechodniów tabliczką oświadczającą zamknięcie. Dolina była względnie bezpieczna – jak długo?
Londyn był przecież jej domem; miejscem, w którym przyszła na świat i się wychowała, które znała tak dobrze – wystarczało tak niewiele, by zaczęła czuć się jak intruz. Jak ofiara, zwierzyna wystawiona na czujne oko kłusowników.
Wiatr smagał nagimi drzewami, zlodowaciałe kupki śniegu przesypywały się z miejsca na miejsce, chodnik wciąż był niestabilny; mimo pośpiechu stawiała kroki ostrożnie, wciąż trzymając się kurczowo ramienia Thomasa. Tak było bezpieczniej. I cieplej.
Ale nagle przestała myśleć o bezpieczeństwie i o tym, jak ryzykownym był ich udawany spacer; skrzyżowała spojrzenie z chłopakiem, pełne niezrozumienia, żalu, w końcu paniki – strach doszedł do głosu prędko, choć przyznał, że Marcel żyje.
– Wiedziałam, że coś się stało... – wymamrotała cicho, bardziej do siebie niż do niego, choć mógł to usłyszeć – Za kradzież? Odbiło wam? – szept brzmiący wyrzutem był sykliwy. Postradali zmysły? Dopuszczać się kradzieży w takim miejscu, wśród tylu ludzi?
Wędrowała spojrzeniem po twarzy Doe w popłochu, prędko, z grymasem niezrozumienia i przejęcia wymalowanym na własnej buzi. Jak długo tam byli? Co się stało? Jakim cudem stracił dłoń?
Miała do niego mnóstwo pytań, jednocześnie wciąż mieli tak mało czasu; na moment wstrzymała oddech i przymknęła oczy, kiedy Thomas zaczął opowiadać o Castorze i sposobie, który miał pomóc Marcelowi. Miała nadzieję, że tak rzeczywiście jest.
– Okej? Thomas, do cholery, to nie brzmi okej... – począwszy od ich obecności na tamtym przeklętym placu, przez kradzież i to... co się stało – Odchodziłam od zmysłów, dlaczego nikt z was niczego nie powiedział... Co wam zrobili? – mamrotała nerwowo, w pewnym momencie mimowolnie zaczynając kręcić głową. Tower – mogła jedynie wyobrażać sobie okrucieństwo tej wizyty.
– Fretki? Co? Nie, chyba nie.. – zaczął mówić o jakiejś transmutacji, o bezpiecznym przejściu; choć rzeczywiście warto było się na tym skupić, nie potrafiła, nie w tamtej chwili – Wystraszyć? Nie mów głupstw – rzuciła zaraz potem, instynktownie, choć nie mogła być tego pewna – nie wiedziała jak coś takiego mogło się na nim odbić. Thomas brzmiał...niecodziennie, inaczej – Nie boję się go – zaprzeczyła od razu, kręcąc głową – Boję się o niego, Thomas – rzeczywiście to intuicja ją tu przywiodła? Głupie przeczucie, które okazało się być słusznym?
Wraz z nim skręciła w kolejną uliczkę, zaułek pozbawiony nadmiernego światła. Zamilkła na dłuższą chwilę, w końcu wypuszczając z ust ciężki wydech, by zaraz potem kiwnąć głową.
– Jesteście cali? Na pewno? Nie okłamuj mnie, proszę...


czekam na wiatr co rozgoni ciemne skłębione zasłony;
stanę wtedy na raz ze słońcem
twarzą w twarz
Anne Beddow
Zawód : powsinoga
Wiek : 18
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
świat dziwny jest jak sen
a sen jak świat
OPCM : 14
UROKI : 6
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9261-anne-beddow#281746 https://www.morsmordre.net/t9589-listy-do-ani#291635 https://www.morsmordre.net/t9276-anne-with-an-e#282533 https://www.morsmordre.net/t9277-annie-beddow#282540
Re: Central Park [odnośnik]28.11.21 22:10
- Może, może trochę... Może byliśmy głodni. Nieważne, ważne, że jesteśmy cali - odpowiedział spokojnie, bo też... chyba nie chciał tłumaczyć dziewczynie, że to wcale nie był pierwszy raz kiedy czegoś takiego dopuszczał się razem z bratem. Zwyczajnie w świecie... Nie... Po prostu...
Stało się tak wiele, że sam Thomas wciąż jeszcze nie wiedział jak ma do tego wszystkiego podejść. Jarmark, Tower, Irlandia, Dolina, Cyrk, Londyn... To wszystko... Wszystko było tak dziwne i nienaturalne, tak bardzo wypaczone! Nie był w stanie zdecydować co powinien czuć i co powinien zrobić, a do tego te wszystkie koszmary, które nie dawały mu wciąż żyć.
Uśmiechnął się do niej delikatnie, przepraszająco. Poznał ją dopiero na sylwestrze - nie przeszło mu nawet przez myśl, żeby ją zawiadomić. Cóż, znała wyraźnie lepiej Marcela, może też i Jamesa? Może to dlatego na to nie wpadł, w końcu nie była mu bliska. A jednocześnie poczuwała się do tego, że powinna wiedzieć.
- Przepraszam... Nie pomyślałem o liście, o daniu ci znać o tym - przyznał spokojnie, chMaciaż na pytanie o to, co im dokładnie tam robili, uśmiechnął się nieco szerzej, jakby weslej.
- Żyjemy. To najważniejsze, prawda? - powiedział. - Nie traf tam, my też tam nie będziemy już wracać i... Hej, Anne, spójrz na mnie. Jest okej, wszystko jest dobrze, okej? - powtórzył, chcąc żeby dziewczyna w to uwierzyła, żeby o tym wiedziała, żeby była tego pewna...
Chciał ją pocieszyć, zapewnić, że będzie w porządku. Powinno być w porządku...
Spojrzał na nią jednak nieco smutniej, słysząc jej słowa.
- Anne... On... Nie to miałem na myśli... Po prostu... Ja nawet nie wiem jak to nazwać... On... nie jest teraz sobą, okej? Tak, żebyś wiedziała... - Jemu było ciężko znieść taki widok przyjaciela, a co dopiero jej - co dopiero Paprotce było cieżko znieść Marcela, który nie był sobą, tym uśmiechniętym i żywiołowym chłopakiem, którego przecież znali.
Poza tym, że Marcel nie ma dłoni?
Nie powiedział jednak tego na głos, bo... wciąż nie do końca dochodził do niego ten fakt. Co miał o tym powiedzieć dokładnie? Poza faktem, że nie miał...
- Tak. Wiesz, problemy ze snem... ale... jest w porządku z nami, naprawdę. Żyjemy, to najważniejsze - powtórzył swoją stałą mantrę, a później znów przygarnął do siebie dziewczynę ramieniem, po tym już na nowo prowadząc ją na Arenę Carringtona tak, aby nikt ich nie przyuważył. Nie mógł jej tak zostawić, bo sam doskonale rozumiał, dlaczego ta chciała odwiedzić ich przyajciela.

Zt x2



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Central Park - Page 7 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Central Park
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach