Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9 ... 16  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Salon   12.06.16 19:02

First topic message reminder :

Salon

Znajdujący się w kwaterze salon nie należy do największych, nie odznacza się też przepychem. Jego wystrój jest skromny, choć przytulny; przywodzi na myśl coś związanego z domem, daje poczucie bezpieczeństwa. Jedną z pokrytych kremową tapetą ścian zajmuje stary zegar, a gdzieniegdzie wiszą puste ramki, jakby przygotowane do tego, aby zakonnicy włożyli do nich swoje zdjęcia.
W salonie znajdują się dwie sporych rozmiarów brązowe kanapy, do których przystawiony jest niewysoki stolik wykonany z ciemnego dębowego drewna. Na nim, a także na wszystkich innych powierzchniach w pomieszczeniu, pełno jest przeróżnych drobiazgów, które nie wiadomo kto tu zostawił i które nie wiadomo do czego służą.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Minnie McGonagall
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1950-minerwa-mcgonagall https://www.morsmordre.net/t1967-niktymene#27808 https://www.morsmordre.net/t1966-minnie https://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 https://www.morsmordre.net/t3213-minnie#53350
Badaczka natury wilkołaczych przemian, asystentka profesora transmutacji
20
Półkrwi
Panna
Be careful as you go,
cos little people grow.
10
5
0
0
25
0
10
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Salon   13.07.16 3:34

Po rozwieszeniu jemioły z Margaux (jak doskonale wyszło!) oraz przyozdobieniu choinki z Foxem, Minnie wraz z pozostałymi zasiadła do wigilijnego stołu. Poprzednio nie bardzo miała okazję poznać tutaj wszystkich, święta wydały jej się doskonałą okazją do zawarcia nowych znajomości. Na święta nie mogła wrócić do domu, wybierając magię wyparła się świata mugoli. Z kim mogła je spędzić lepiej, niż ze swoimi nowymi przyjaciółmi? Z jakiegoś powodu wierzyła we wszystkich tu zebranych, w ich odwagę, szczerość i bohaterstwo, które dopiero pokażą nadchodzące dni. Z rozbawieniem uśmiechnęła się na oczko Benjamina, rozpakowując własny prezent. Po zdjęciu papieru jej oczom ukazała się paczka słodkości, ale ile ich było! I wszystkie pochodziły z Hogsmeade, dla Minnie, która dopiero co opuściła szkołę, był to naprawdę urokliwy prezent. Tęskniła za niejednym sklepikiem z uczniowskiej wioski, promiennym uśmiechem obdarzyła zarówno Michaela jak i Herewarda, nie wiedząc, od którego z profesorów otrzymała ten wspaniały prezent.
- Bardzo dziękuję! - zawołała więc w nieznane, rozkładając słodycze na stole. Sama wszystkiego przecież nie zje, a dzielenie się sprawiało jej jeszcze więcej radości niż branie! Kątem oka zerknęła na Garretta, który bezbłędnie rozpoznał ją jako autorkę maskotki. Uśmiechnęła się - lekko, subtelnie, nie przyznając się do prezentu - przecież przyniosła je pierwsza gwiazdka! Obserwowała, jak wznoszone były pierwsze toasty, samej raczej stroniąc od alkoholu. Mówiła raczej niewiele, trzymając w dłoni jedno z opakowań czekoladowych żab i przyglądała się ożywionemu zwierzęciu, delektując się wszechobecnym szczęściem. Każde święta powinny tak wyglądać. Dalekie od trosk i wszystkiego, co działo się za oknami tej ukrytej chatki, dalekie od polityki, pogróżek Ministerstwa, Grindelwalda... dalekie od wszystkiego, po prostu - beztroskie. Dobrze było widzieć ich wszystkich takich, uśmiechniętych i roześmianych.
Prawie wszystkich, ale o tym nie powinni dziś myśleć.
Uśmiechnęła się w zamyśleniu, kiedy Garrett zauważył, że królikowi zaświecił się nos - w ten dzień wcale nie powinien się świecić. W ten dzień wszyscy powinniśmy być szczęśliwi. Dobrze, że tak szybko zgasł. Obejrzała się przez ramię na odchodzącą parę, by ledwie chwilę potem skinąć Cynthii głową, ich zdrowie. Sięgnęła po kubek grzanego wina - na jedno nawet ona mogła sobie pozwolić - by wznieść z nią ten toast. Jej spojrzenie uciekło za Cassianem, zdawał się być przybity, milczący, lecz Minerwa tym razem postanowiła nie interweniować i poczęstowała się jedną z wyśmienitych babeczek Florence. Coś tu jednak nie grało... chyba muzyka.
Zmarszczyła brew, no tak, profesor Bartius.
- A może... zamiast tej muzyki, spróbujemy coś zaśpiewać? - rzuciła luźno, zupełnie niewinnie. Była przekonana, że czarodzieje się starali, ale... te instrumenty rzępoliły naprawdę tragiczną muzykę.




Kto pierwszy był człowiekiem?
Kto będzie nim ostatni ?


Powrót do góry Go down
Cornelia Mulciber
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1919-cornelia-mulciber https://www.morsmordre.net/t1944-odyseusz#27509 https://www.morsmordre.net/t1943-cornelia-aka-psyche https://www.morsmordre.net/f132-harley-street-10-4 https://www.morsmordre.net/t1945-cornelia-mulciber#27510
aktorka
30
Półkrwi
Wdowa
Someday I'll wish upon a star,
wake up where the clouds are far behind me
Where troubles melts like lemon drops, high above the chimney top
That's where you'll find me
8
7
0
0
1
0
Czarodziej
another story

PisanieTemat: Re: Salon   13.07.16 22:52

Może coś w tym było. Może faktycznie tak piękny kubek nadawał się bardziej do gorącej herbaty z płatkami róży albo kakao z pianką niż alkoholu - prawdę mówiąc, Cornelia nie uważała się za osobę do wydawania opinii w tej kwestii, ponieważ zdarzało jej się ostatnio pijać Ognistą we wszystkim, zaczynając od kubków, a kończąc na wpadających w ręce słoikach. Przezornie powstrzymała się zatem od wypowiedzi. Na całe szczęście Cynthia szybko przeszła do innych kwestii, budząc przede wszystkim rozbawienie i rozczulając zapewne sporą część obecnych z Cornelią na czele, na co nie można było zareagować inaczej, jak tylko potwierdzeniem toastu i upiciem z własnej szklaneczki.
- Tak myślę - przyznała się do podejrzeń co do twórcy wspaniałego prezentu, z zadowoleniem oglądając jak zachwycona Cynka podziwia rozweselające lustereczko, które w tych smutnych czasach mogło zrobić wiele dobrego - przynajmniej zdaniem Cornelii, która od ponad tygodnia raczyła się na polecenie Cassandry specyfikiem antydepresyjnym i zaczęła odczuwać wyraźną różnicę. Lusterko mogło być tylko kolejnym krokiem w stronę jako-takiego ładu psychicznego rozdygotanej blondynki. - Cynthio, czy to ty jesteś autorką tych wypieków? - zapytała, chcąc podtrzymać rozmowę, a przy okazji racząc się jednym z ciastek. Z tego co zauważyła, większość osób starało się korzystać podczas przygotowań ze swoich talentów, na co wskazywały przecież i niezwykle zróżnicowane prezenty. Choć nie wszystko przecież wyszło (a niech cię, Fox, i te twoje skarpety!), bo w końcu nie myli się tylko ten, kto nic nie robi, jakby to powiedziała mamusia. Gdyby żyła. Ale nie żyła, więc teraz mruczała to sobie pod nosem Cornelia, patrząc na te nieszczęsne skarpety i słuchając zawodzenia Szopenoszant.
- Tak, chyba już dostatecznie wczuliśmy się w klimat - potwierdziła z powagą słowa Minnie, rozglądając po pomieszczeniu. Korciło ją, by trzasnąć w instrumenty jakimkolwiek zaklęciem uciszającym, ale jakoś tak... nie wypadało? Nie na pierwszych świętach, Cornelio.
Tylko co mieli śpiewać? Liczyła na to, że padnie konkretna propozycja i to z jakiejś innej strony.


Powrót do góry Go down
Michael Tonks
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1856-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t2738-poczta-michaela https://www.morsmordre.net/t1895-michael https://www.morsmordre.net/f213-lavender-hill-124 https://www.morsmordre.net/t2154-michael-tonks
nauczyciel zaklęć
35
Mugolska
Wdowiec
...
15
24
0
0
5
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   14.07.16 13:21

Michael, pogrążony w myślach, przez chwilę milczał, sięgając pamiącią przed laty, do swoich ostatnich świąt z żoną. Dopiero po chwili, gdy zauważył sylwetkę przyjaciółki, wyrwał się z zadumy i uśmiechnął się, widząc, że do pokoju wchodzi Cynthia i siada obok niego. Przesunął się nieco, żeby zrobić jej więcej miejsca i natychmiast zwrócił się w jej stronę, patrząc, jak oglądała swój kubek, który najwyraźniej dostała w prezencie.
Nie chciał teraz babrać się w przeszłości, której już nie odzyska, więc musiał zaabsorbować swą uwagę teraźniejszością.
- Niestety, nie mam pojęcia - rzekł; to nie on przyniósł tu dzisiaj ten konkretny podarunek. - Ale muszę przyznać, że naprawdę ładny drobiazg... I słyszałaś, jak wcześniej chwaliłem twoje wypieki?
Dołączył się do toastu wzniesionego przez Garretta, również mając nadzieję, że za rok spotkają się w takim samym (a może nawet większym?) gronie, a później, gdy napił się swojego trunku i odstawił naczynie na stół, znowu sięgnął po jakieś wypieki, próbując różnych ciastek, babeczek i tak dalej. Właściwie to starał się kosztować po trochu wszystkiego, większość potraw była przyrządzona naprawdę dobrze.
- Za to zastanawiam się, kto jest autorem mojego prezentu - zwrócił się do Cynthii, pokazując jej trzymaną na kolanach paczkę ze skarpetami, słodyczami i notatnikiem. Póki co nie miał pomysłu, ale może to był ktoś, kto również uwielbiał słodycze... I dobrze znał się na czarach, sprawiających, że tyle łakoci zmieściło się w wełnianych skarpetach?
Jednocześnie uśmiechnął się z lekkim smutkiem, widząc, jak ciasteczkowy ludzik, który jak wiedział z ich poprzedniego spotkania był dziełem Cynthii, został tak szybko rozczłonkowany i pozbawiony swojego ciasteczkowego "życia". Chwilę później odwrócił wzrok od jego smutnych resztek i zauważył przy kominku samotnego Cassiana, który z daleka od wszystkich odpakowywał swój prezent.
- Cassianie, chodź tutaj do nas, przy stole jest dużo miejsca - zawołał go również zaraz po Cynthii, żal mu było mężczyzny, który w taki dzień był samotny.
Dostrzegł także swoją byłą uczennicę, Minnie, która właśnie rozpakowała paczkę ze słodyczami i skinęła głową w stronę jego i Herewarda. Michael odwzajemnił uśmiech; cóż, dobrze przeczuwał, że łakocie z Miodowego Królestwa będą doskonałym wyborem, zwłaszcza dla kogoś, komu podobnie jak on czasy młodości w Hogwarcie kojarzyły się bardzo pozytywnie nawet po latach.
Skinął z aprobatą na propozycję, by to sami zakonnicy zaśpiewali coś w zastępstwie zawodzących instrumentów, które coraz bardziej fałszowały. Sam jednak nie miał na tyle pewności siebie, by zacząć, bo nie pamiętał, kiedy ostatni raz śpiewał coś, nie licząc nucenia pod nosem mugolskich piosenek od czasu do czasu, czy śpiewania kołysanek córce, kiedy ta była malutka. Spojrzał więc na siedzącą obok niego Cynthię, ciekaw, czy i tym razem ich zaskoczy, dała się w końcu poznać jako zwariowana i bezpośrednia osoba, i wcale by się nie zdziwił, gdyby to ona zaskoczyła ich wszystkich jakimś ciekawym pomysłem.


Powrót do góry Go down
Cynthia Vanity
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t984-cynthia-vanity#5464 https://www.morsmordre.net/t1056-gabrys#6288 https://www.morsmordre.net/t1055-arcydobra-uzdrowicielka-wita#6280 https://www.morsmordre.net/f221-moonflower-avenue-24-7 https://www.morsmordre.net/t1057-cynthia-vanity
uzdrowicielka na oddziale wypadków przedmiotowych, cukierniczka, właścicielka Słodkiej Próżności
33
Półkrwi
Wdowa
Dziś rano cały świat kupiłeś,
za jedno serce cały świat,
nad gwiazdy szczęściem się wybiłeś,
nad czas i morskie głębie lat.
7
5
0
8
1
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   14.07.16 20:48

Och – odrzekłam zaaferowana, za bardzo nie wiedząc, czy zwracam się do Cornelii, czy Michaela. Oboje bowiem poruszyli temat moich ciasteczek, które, krótko mówiąc, się nieco spaliły. Babeczki wyszły lepiej, doskonale w sumie, ale miałam je non stop na oku i przygotowywałam je wraz z Florką. Musiałam przyznać, że niezłe z niej apodyktyczne ziółko było w kuchni.
Moje, moje, aczkolwiek nie są górnolotne. Mimo wszystko, mam nadzieję, że smakują nienagannie – odparłam z rozbawionym uśmiechem. Raczej nic nie mogło ich uratować, jedynie uprzejmość zebranych w ocenie, co również w jakimś dziwnym, niespotykanym pewnie trafem, wprawiało mnie w dobry nastrój. Taki klimat świąt zakonowych…? Nie wszystkim wszystko wyszło pomyślnie, więc nie byłam w tym osamotniona. Gorzej, jeśli jedynie ja zrobiłabym coś nie za bardzo dobrze, a tak…? Powinniśmy się z tego śmiać. W jedności siła…?
Zaś twojego prezentu… nie mam pojęcia, kto przygotował, ale cudne są te skarpetki – przyznałam równie entuzjastycznie, co zwykle, ale też niezwykle, gdyż ich wzór naprawdę mi się podobał. Nawet pogłaskałam Michaela po plecach. Niech spróbuje w nich nie chodzić, to sama mu o nich przypomnę.
Zerknęłam w międzyczasie na Minnie, na której propozycję nikt nie zareagował, więc postanowiłam co nieco nawiązać do tego pomysłu, gdyż był całkiem przyzwoity i mógł jeszcze bardziej ocieplić nasz świąteczny klimat.
A co się tyczy zaś piosenki, panno McGonagall… Kolędy znam jedynie mugolskie, ale sądzę, że pewnie każdy zna naszą cudowną Celestynę – zaczęłam, uśmiechając się przy tym do Minnie. Miałam nadzieję, że sama kojarzy tę konkretną czarownicę i wspomoże mnie w śpiewie. [Nie mam pojęcia, kiedy powstała piosenka Kociołek pełen gorącej miłości.] Zawsze, zresztą, mogliśmy powrócić do Cichej nocy czy czegoś podobnego.
Przyjdź, rozpal mój kociołek – zaczęłam, mając nadzieję, że ktoś podłapie ze mną resztę. Trochę głupio byłoby mi tak samej śpiewać… prawdopodobnie, bo kto wiedział takiego postrzeleńca jak ja. – Będziesz o niego dbał. Uwarzę ci mocnej miłości, byś w cieple dziś się grzał. Przyjdź, w mym kociołku zamieszaj… – śpiewałam roześmiana. Ile ja bym dała, by każdy tu zebrany był równie szczęśliwy, co ja.




» Ratujmy Ziemię! «
To jedyna planeta, na której występuje czekolada.
Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
15
0
0
5
1
6
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Salon   17.07.16 0:01

Podobno święta wypadało spędzać w gronie rodzinnym. Na moje (nie)szczęście miażdżąca część Malfoyów nie uznawała mojego istnienia, więc o grzaniu się w cieple domowego ogniska mogłem zapomnieć, choć znając chłodne nastroje panujące w Wilton, atmosfera mogła nie oddawać książkowego wzorca. Kiedy tylko na moim drewnianym pierścieniu pojawiła się magiczna data, nie miałem wątpliwości, że mimo przeciwności losu w tym roku przy choince usiądę z r o d z i n ą. Może nieco odbiegającą od przyjętego wzorca. Taką wybrakowaną, doszytą naprędce. Z pozoru zróżnicowaną i niepasującą – a jednak tworzącą jedność. W chacie pojawiłem się stosunkowo wcześnie; kilka osób już krzątało się po budynku jak i na zewnątrz, przygotowując go do wieczornej uroczystości, a z kuchni unosiły się pyszne zapachy, na przemian z tymi, które mogły znaczyć tylko o katastrofie kulinarnej. Zanim w salonie pojawiła się choinka, postanowiłem wspaniałomyślnie pomóc Cornelii przy skarpetach na prezenty. Choć nadal nie obdarzyłem jej wotum zaufania, święta podobno stanowiły magiczny czas pojednania. Niemniej, pomimo mojej fantastyczności, nasza współpraca szła raczej fatalnie. Szczere chęci nie wystarczyły, a skarpety prezentowały się raczej mizernie. Po pierwsze – w ogóle nie przypominały skarpet, wyglądały raczej na podłużne, wełniane worki z wystającymi witkami. Po drugie – kiedy już napełniły się prezentami, część z nich najzwyczajniej spadła, a część – o zgrozo – zaczęła lewitować, więc nawet a r t y s t y c z n a ręka Cornelii nie ujarzmiła kapryśnych skarpet. Na całe szczęście okazały się wystarczająco wytrzymałe, by nie pluć swoją zawartością na salonową podłogę. Zdecydowałem jednak nie fukać na byłą Krukonkę, zresztą wybiegałem swoje czasy i nie lubiłem przypisywać pakietu umiejętności podstawowych do danej płci. Że kobiety powinny znać się na szyciu i czyszczeniu garów, a panowie na skręcaniu cygar i polowaniu. Cóż za staromodny światopogląd!
Po jakimś czasie salonu wjechała chwiejąca się choinka, i tym razem również ręce do pracy okazały się niezbędne. Współpraca z Minnie poszła mi już o wiele lepiej, co było dość pokrzepiające i dawało choćby cień szansy na to, że posiadałem strzępki talentu artystycznego. A może był to tylko nagły przebłysk geniuszu? Albo towarzystwo utalentowanej McGonagall? Poza gwoździem programu, czyli choinką (ubraną w szyszki, suszone owoce, laski cynamonu i najróżniejsze słodkości, które wykradliśmy z kuchni), rozwiesiliśmy także kilka girland pod sufitem i wieniec z ostrokrzewu, zajmując dumne miejsce nad kominkiem.
Było świątecznie.
Zakonnicy powoli zaczęli gromadzić się w pomieszczeniu, pierwsze przekąski wylądowały na wspólnym stole, a po otworzeniu prezentów polała się ognista, której jeden łyk rozgrzał mnie lepiej, niż ciepło buchające z kominka. Pomimo widma ostatnich wydarzeń poczułem wewnętrzny spokój. Byli tu przecież wszyscy, których uważałem za najbliższych – roześmiani, nawet pomimo porażek, które i tak nie były w stanie zrujnować świątecznej atmosfery. Nawet Weasley zyskał żywszych kolorów. Nie było wątpliwości co do tego, że Margie perfekcyjnie wykonała swoje zadanie z rozwieszeniem jemioły. Kiedy oboje po chwili ulotnili się  z salonu, wymieniłem kilka porozumiewawczych spojrzeń z Benem, jakbym desperacko poszukiwał odpowiedzi na to, czy to, co widziałem było prawdziwe, czy może ognista mi zaszkodziła i wywołała jakieś halucynacje.
- Ledwie zmoczył usta w alkoholu, a ten już miota nim jak klątwa imperiusa. - Dodałem, z dzikim rozradowaniem wpatrując się w drzwi, za którymi zniknęła para gołąbeczków.
Chyba nigdy nie dojrzeję.
W końcu zanurkowałem dłonią w skarpecie opatrzonej moim imieniem, ze zdziwieniem uznając, że jest pusta. Już wyławiałem spojrzenie Cornelii, jako pierwszej podejrzanej o przedziurawienie mojej skarpety i ukrycie mojego prezentu, kiedy moje palce natrafiły na jakiś drobny element o gładkiej, chłodnej fakturze. Cały zaaferowany wyjąłem drobiazg, błyskawicznie rozpoznając miniaturę motocykla.
- Niech zgadnę - Skamander! - Rozejrzałem się energicznie w poszukiwaniu ciemnej czupryny aurora, by w końcu zatrzymać na nim wzrok. - Dzięki, stary. Już od dłuższego czasu myślałem o zakupie motocyklu, ale jakoś tak nie mogłem się w sobie zebrać...
Po chwili, na hasło ognista, razem z pozostałymi udałem się do sali obrad.
zt > sala obrad
[bylobrzydkobedzieladnie]





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.


Ostatnio zmieniony przez Frederick Fox dnia 17.07.16 19:08, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   17.07.16 4:56

Serdecznie zapraszamy na niezapomnianą świąteczną zabawę! Znajdzie się tam miejsce zarówno dla osób pijących, jak i niepijących, a im nas będzie więcej, tym weselej.

Jeżeli ktoś mimo wszystko nie chce uczestniczyć w integracji w towarzystwie Ognistej, nie ma przymusu - pozostałe tematy w kwaterze stoją otworem dla wszystkich, którzy pragną poprowadzić w nich wątki.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Cornelia Mulciber
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1919-cornelia-mulciber https://www.morsmordre.net/t1944-odyseusz#27509 https://www.morsmordre.net/t1943-cornelia-aka-psyche https://www.morsmordre.net/f132-harley-street-10-4 https://www.morsmordre.net/t1945-cornelia-mulciber#27510
aktorka
30
Półkrwi
Wdowa
Someday I'll wish upon a star,
wake up where the clouds are far behind me
Where troubles melts like lemon drops, high above the chimney top
That's where you'll find me
8
7
0
0
1
0
Czarodziej
another story

PisanieTemat: Re: Salon   17.07.16 9:32

Choć chwilę wcześniej wszystko zamierało i zaczynało przypominać nieco prawdziwie rodzinne, nieco nudnawe święta, tak nagle akcja zaczęła pędzić na łeb na szyję, a świat nabierał rumieńców. Prawdę mówiąc, Cornelia nie pomyślałaby, że wspólne świąteczne śpiewy rozpoczną się od Celestyny i jej przeboju - i to nie kwestia uprzedzeń czy narzekania na śpiew Cynki, zwyczajnie nie tego się spodziewała. Prędzej kolęd, taka z niej tradycjonalistka (zanim zwiała z domu, święta zawsze wiązały się ze śpiewem, co zaszczepiła nawet w swoim małym mieszkanku na Nokturnie, zmuszając Grahama, Wasyla i innych nieszczęśników do wysłuchiwania wokalnych popisów). Przez moment siedziała jak wryta, wiodąc oczami od Minnie do Cynki i z powrotem, niepewna, czy powinna się może dołączyć, podziwiać w milczeniu, czy może wyjść do toalety. Na domiar złego poczuła na sobie jak zwykle oskarżycielskie spojrzenie Lycusa zwanego Foxem, który najchętniej zamknąłby ją w szafie na klucz za samo oddychanie i sądził chyba, że cokolwiek by się nie działo, to akurat jej wina, ale cóż, nie była w stanie cofnąć się w czasie i powiedzieć młodszej sobie, że to nieszczęsne noszenie książek jest formą zalotów, a mężczyźni, jak wiadomo, pragną za takie uczynki jakiejś sowitej nagrody. Przejmowała się tym jeszcze pół miesiąca temu, ale po rozpoczęciu kuracji gryfonią (Cassandra odkryła sposób na depresję, magipsychiatrzy jej nienawidzą!) była w stanie odpuścić sobie wiele rzeczy, o które do tej pory by się obwiniała.
Od Kociołka pełnego gorącej miłości (jakby sam fakt, że to Celestyna nie wystarczał) i spojrzenia spod lisa uratowało ją na szczęście czyjeś wspomnienie o Zakonowej zabawie w sali obrad. Tak, to było zdecydowanie coś, na co była gotowa. I choć w pierwszej chwili nie zorientowała się, że chodzi o zwyczajną popijawę z elementem ryzyka, to przecież i to nie zmieniłoby jej decyzji.
Hej, nic przecież nie zbliża bardziej, niż wspólne leżenie pod stołem!

[zt -> sala obrad]


Powrót do góry Go down
Michael Tonks
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1856-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t2738-poczta-michaela https://www.morsmordre.net/t1895-michael https://www.morsmordre.net/f213-lavender-hill-124 https://www.morsmordre.net/t2154-michael-tonks
nauczyciel zaklęć
35
Mugolska
Wdowiec
...
15
24
0
0
5
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   17.07.16 15:28

Tonks posłał przyjaciółce uśmiech.
- Oczywiście, są znakomite. - Nie mógłby powiedzieć inaczej, choć ciastka nieco się przypaliły, ale za to babeczki wyszły bardzo dobrze i natychmiast zgarnął kolejną. Jak tak dalej pójdzie, to opuści kwaterę tocząc się jak kulka.
Kiedy Cynthia pogłaskała go po plecach, początkowo poczuł się nieco dziwnie (w końcu odwykł od tego typu poufałości), ale zaraz po tym uśmiechnął się serdecznie, ponownie owijając swoje prezenty w papier. Niezależnie, kto je podarował, na pewno postarał się o staranne przygotowanie upominku.
Okazało się też, że Cynthia potraktowała poważnie jego luźną propozycję i zaczęła śpiewać. Uśmiechnął się szerzej i nawet miał ochotę się przyłączyć, ale zanim zrobił cokolwiek, ktoś zaproponował udanie się do sali obrad na dalszą część zabawy.
- To co, idziemy, Cynthio? - zaproponował, wstając i wyciągając rękę do przyjaciółki, jakby zapraszając ją do tego, by poszła razem z nim, bo na pewno byłoby mu milej w towarzystwie kogoś, kogo znał, bo większość członków zakonu mimo wspólnego świętowania wciąż była mu obca, choć kilku oczywiście znał, jak Magrit i jej męża, Herewarda czy Minnie.

| zt, do sali obrad


Powrót do góry Go down
Minnie McGonagall
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1950-minerwa-mcgonagall https://www.morsmordre.net/t1967-niktymene#27808 https://www.morsmordre.net/t1966-minnie https://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 https://www.morsmordre.net/t3213-minnie#53350
Badaczka natury wilkołaczych przemian, asystentka profesora transmutacji
20
Półkrwi
Panna
Be careful as you go,
cos little people grow.
10
5
0
0
25
0
10
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Salon   17.07.16 18:45

Odwzajemnienie uśmiechu przez profesora Tonksa pomogło jej domyślić się, że jej prezent pochodził własnie od niego, wdzięcznie skinęła głową, bez zastanowienia pochłaniając musa świstusa, które wyłożyła już wcześniej na stole, częstując wszystkich tu obecnych. Fakt, że jej propozycja została chętnie podchwycona, nieco podniósł ja na duchu - naprawdę wszyscy mieli dość tego okropnego rzępolenia. Powinna kiedyś wpaść po godzinach do profesora i zainteresować się, czy wszystko było u niego w porządku. Ostatnimi czasy był tak potwornie rozkojarzony, że zaczynała się obawiać, czy nie wydarzyło się coś niepokojącego. Kiedy pani Vanity zaczęła śpiewać piosenkę Celestyny, Minnie jej zawtórowała:
- Przyjdź, w mym kociołku zamieszaj… - dołączyła do niej pod koniec ze śmiechem, kiedy Zakonnicy powoli zaczęli odchodzić od stołu. Uśmiechnęła się na koniec do Cynthii, po czym i ona zeskoczyła z krzesła i podążyła za pozostałymi, po drodze ciągnąc za rękę Cassiana.

zt




Kto pierwszy był człowiekiem?
Kto będzie nim ostatni ?


Powrót do góry Go down
Cassian Morisson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t2183-cassian-t-morisson#33199 https://www.morsmordre.net/t2797-whisky#45280 https://www.morsmordre.net/t2247-witaj-w-piekle#34028 https://www.morsmordre.net/f225-blackhorse-lane-13-5 https://www.morsmordre.net/t2795-cassian-tobias-morisson#45256
UZDROWICIEL ODDZ. URAZÓW POZAKLĘCIOWYCH
33 LATA
Mugolska
Wdowiec
I will not budge for no man’s pleasure, I
3
5
9
16
0
1
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   18.07.16 21:37

Cassian niechętnie dołączył się do innych. Czuł się poniekąd trochę winny, że spędzał czas, jaki w tym okresie roku poświęcał swojej zmarłej rodzinie, obcym ludziom. Większości z nich nie znał. Za namową kilku co prawda przysiadł przy stole – albo może bardziej skusiła go Ognista, którą popijał – ale mimo to nie czuł rodzinnej atmosfery. Święta wprawiały go w nostalgiczny nastrój. Było mu wygodniej na zewnątrz, rąbiąc drewno. Nie musiał wtedy pogrążać się w swoich rozmyślaniach. Fizyczny wysiłek go rozpraszał. Skupiał myśli na zmęczeniu, nie wokół jego depresyjno-apatycznej osobowości. Obserwował raczej innych niż brał udział w wymianie zdań. Słuchał wielu, a wielu tylko udawał, ze słucha. Każde słowo, które mu się nie podobało zapijał alkoholem. Z utęsknieniem porzucił go na stole, kiedy wszyscy zebrali się żeby przenieść się do prawdziwej zabawy. Chciał oponować, ale Minerwa pociągnęła go za rękę. Uznał, że to już zbyt powszechna tradycja żeby w ten sposób zmuszać siebie nawzajem do obierania kierunków, które były im nie w smak. Zanim jednak zdążył wymyślić jak jej odmówić, znalazł się w innym pomieszczeniu razem z innymi.

| zt




I don't want to understand this horror
There's a weight in your eyes

I can't admit

Everybody ends up here in bottles



Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
6
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   18.07.16 22:49

Toast zaproponowany przez Garretta wywołał w Lexie to dziwne uczucie - jak gdy na pogrzebie wdasz się z kimś w rozmowę i zostaniesz rozbawiony, tyle że nab odwrót. Takie poczucie "nie na miejscu". Minął ponad miesiąc odkąd stracili Luno, Cressidę i Rogera - tylko, ale równocześnie i aż. Takie podejmowali ryzyko, musieli się z nim liczyć każdego dnia, nawet dziś. Jednak owo dziś miało taką magiczną moc, dzięki której pozwalało zapomnieć na chwilę o strasznych czasach, w których przyszło im żyć.
Alexander wychylił szklaneczkę, po czym znów uśmiechnął się szeroko. Gdy rudy oddalił się gdzieś z Margo również i Selwyn wstał, jednak tylko po to, by kilkukrotnie błysnąć fleszem tu i tam, za co zebrał zarówno parę nagan, jak i uśmiechów. Zapatrzył się na chwilę w ogień trzaskający jeszcze z lekka nieśmiało w kominku, jednak kątem oka wychwycił, jak Cassian rozpakowuje swój prezent. Selwyn przybrał swobodną pozę, opierając się ramieniem o ścianę i opierając jedną z nóg na palcach, postawiwszy ją za tą, ja której trzymał głównie balans. Rybka musiała wprawić obdarowanego w swego rodzaju zakłopotanie - Alexander jednak nie speszył się tym. Nie było przecież codziennym dostawać tak... nietypowy prezent. Zaraz jednak jego myśli zyskały przerwane, bowiem wszyscy ruszyli do sali obrad. Kto wpadł na ten pomysł? Nie wiadomo. Zapowiadało się jednak ciekawie. Lex więc znów się wyszczerzył i podążył śladem pozostałych.

|zt w wiadome miejsce




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Cynthia Vanity
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t984-cynthia-vanity#5464 https://www.morsmordre.net/t1056-gabrys#6288 https://www.morsmordre.net/t1055-arcydobra-uzdrowicielka-wita#6280 https://www.morsmordre.net/f221-moonflower-avenue-24-7 https://www.morsmordre.net/t1057-cynthia-vanity
uzdrowicielka na oddziale wypadków przedmiotowych, cukierniczka, właścicielka Słodkiej Próżności
33
Półkrwi
Wdowa
Dziś rano cały świat kupiłeś,
za jedno serce cały świat,
nad gwiazdy szczęściem się wybiłeś,
nad czas i morskie głębie lat.
7
5
0
8
1
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   18.07.16 23:47

Och! Coś mi mówiło, że długo będziemy wspominać tegoroczne święta. Zakończyłam piosenkę wraz z panną McGonagall, po czym westchnęłam lekko rozczulona. Na dodatek przypomniało mi się, że Michael wciąż dzielnie bronił moich ciastek, jak gdyby nie miały przy sobie niepożądanej przyprawy zwanej inaczej spalenizną.
Nim ruszyliśmy się ze swoich miejsc, złapałam jeszcze babeczkę i po chwili to bardziej ja ciągnęłam Michaela niż Michael mnie, ale czy to istotne? Wszyscy zmierzaliśmy do sali obrad, gdzie zaraz mieliśmy grać, bawić się, śmiać. Spędzać wspólne chwile, póki mogliśmy. Będzie super!

| z/t




» Ratujmy Ziemię! «
To jedyna planeta, na której występuje czekolada.
Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde https://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 https://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
your worst battle
is between what you know
and what you feel
12
4
10
3
16
0
5/37
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Salon   15.10.16 20:47

Nie zdawała sobie jeszcze sprawy z tego, co będzie czekało na nią, kiedy już ostatecznie przyjdzie przez próg Zakonu Feniksa. I może faktycznie dobrze, że Barty na razie nie mówił jej o złamanych nogach i wybitych zębach, chociaż to zapewne były najmniejsze z obrażeń, jakich doznawali zakonnicy. Dowie się przecież w swoim czasie, kiedy na jej twarzy pojawi się pierwsza krwista nić, a dłoń po raz pierwszy zostanie wykręcona przez inną, silniejszą i większą. Ale do tego nie było jej spieszno.
Póki Bartek mówił o marchewkach i przesadzaniu dyń, mogła słuchać go przez całą wieczność, pozwalając, by idea ratowania świata osiadła miękko na dnie jej podświadomości.
- Zaraz, chwila - uśmiech opuścił jej usta, ustępując miejsca zadziwieniu i żywemu entuzjazmowi rozlewającemu się jasną barwą po jej twarzy. - Czy ty właśnie podałeś mi gotowy przepis na przesadzanie dyń?
Kiedy szli przed siebie, a raczej, kiedy oboje udawali, że potrafią przejść w śniegu dystans na własnych nogach, nie używając przy tym teleportacji, Eileen prawie zagłębiła się po kolana w jednej z większych zasp opierających się o stary, zaniedbany nagrobek. Nie zwróciła uwagi na nierówne, mokry plamy na swojej sukience, które powstawały po zetknięciu ze śniegiem, cały swój proces myślowy sprzedając jednej idei. Zamiana królików w dynie.
- Barty, ty geniuszu! Zamienić dynię w królika, ona przekicałaby tam, gdzie trzeba albo samemu ją tam przenieść, a potem zostałaby odczarowana. Tak po prostu! - mówiła, słowa wypluwając z siebie z prędkością pięciu królików na sekundę, czas na wzięcie oddechu pozostawiając sobie tylko na kropce. - Na gacie Merlina, to jest takie...ła!
Jeśli zapytacie kiedyś człowieka, jak to się stało, że się przewrócił, w dziewięciu przypadkach na dziesięć (niepotwierdzona sonda czarodziejska) ten ktoś odpowie, że się zwyczajnie potknął. Eileen odpowiedziałaby tak samo. Nie wiedziała jednak tylko, czy powodem tego potknięcia był but Bartka, czy może jednak niezidentyfikowany bliżej obiekt nagrobkopodobny. Wstała szybko, z ulgą widząc, że i Herewardowi podniesienie się z ziemi nie sprawiło problemów. Widząc jego mokrą tiarę i krople kapiące z jej rogów, roześmiała się w głos. Dobrze, że śmiech nie zakłóca teleportacji.

Okolice chaty, której notabene nie widziała, od razu skojarzyły jej się z rodzinnym domem. W pobliżu rósł las, teraz wyglądający jak pokracznie wykrzywione potwory zapraszające do swojej paszczy. Ale ona się nie bała. Nie lasu. Chociaż ten niegdyś był powodem jej kilku nieprzespanych nocy.
Wzięła głęboki wdech i ostatecznie otrzepała swoje ubranie ze śniegu, wciąż uśmiechając się zarówno ustami, jak i oczami. Jasno, bez poczucie, że gdzieś daleko żyje ktoś, kto zagraża teraz całej społeczności czarodziejów. Kiedy stała tutaj, dokładnie w tym miejscu, czuła się jakoś... bezpiecznie. Stabilnie, bez bagażu pełnego ponurych i ciężkich doświadczeń.
A może to tylko zasługo bliskości waćpana z rudą głową.
Przybliżyła się jeszcze trochę i stanęła na palcach, by móc wyszeptać mu do ucha coś, co zauważyła.
- Nie chcę psuć całej tajemnicy, ale tu chyba niczego nie ma, Barty.
Albo było, a ona jadła za mało marchewek i oślepła. Hereward przecież nie był paranoikiem!




The responsibility of love:
To keep another's heart safe



Ostatnio zmieniony przez Eileen Wilde dnia 29.10.16 17:55, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty https://www.morsmordre.net/t626-merlin https://www.morsmordre.net/t674-bartus https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Żonaty
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
20
3
0
0
25
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Salon   29.10.16 17:08

Czy to śmiech Eileen, czy okolice chaty Zakonu, która kojarzyła się z bezpieczeństwem, Hereward poczuł się wyjątkowo dziecięco, choć jeszcze przed chwilą zamartwiał się wciąganiem pewnego króliczka w bardzo niebezpieczną zabawę. Przewracanie się w zaspy śniegu i lód spływający po kręgosłupie mrożącą czubki rudych włosów falą sprawiły, że wszystkie beztroskie wspomnienia związane z lepieniem bałwanów i bitwami na śnieżki na błoniach Hogwartu. Czasem dalej miał ochotę na podobne zabawy, jako nauczyciel jednak nie mógł sobie na to pozwolić. A przynajmniej nie powinien robić tego zbyt często. Tutaj jednak nie było uczniów, a on wziął na chwilę wolne od nauczycielskich obowiązków, więc mógł zachować się niepoważnie. W kwaterze też raczej nikogo nie było, a nawet jeśli, to Barty był przekonany, że Zakonnik z radością dołączyłby do zabawy w śniegu. Dlatego Hereward gdy tylko znalazł się na miejscu złapał trochę białego puchu w dłonie i uformował z niego piękną śnieżkę, którą rzucił wprost w Eileen, gdy ta pojawiła się na miejscu. Obdarzył ją niewinnym uśmiechem który zmienił się w szczery śmiech, gdy Barty usłyszał niepokój w głosie kobiety.
- Musisz przejść po prostu test - powiedział zmuszając się do zachowania powagi. - I jeśli go zdasz, wtedy ukaże ci się nasza Kwatera. To bardzo potężna magia.
Miał tylko nadzieję, że zabrzmiał dostatecznie dobrze, by Eileen przynajmniej na chwilę uwierzyła w magiczny test. W zasadzie, Hereward wcale by się nie zdziwił, gdyby taki faktycznie istniał. Po pojawiającym się w nocy Dumbledorze, feniksie i innych cudach jak zatrzaśnięcie w świstokliku będącym skarpetą, jakieś zadanie na odnalezienie kwatery nie byłoby specjalnie ekstrawaganckie.
Schylił się udając, że wiąże sznurówkę, kiedy tak naprawdę zakrywał nogą kolejną śnieżkę. Jej przeznaczenie było dość oczywiste. Schował ją jednak za plecami, kiedy wstał i popatrzył na Eileen z poważną miną.
- Chodzi o to, że trzeba udowodnić, że jest się godnym i zdeterminowanym - wzruszył lekko ramionami jakby chciał pokazać, że sam do końca nie wie, po co ten test. Wyjął jednak różdżkę zza pazuchy i ukłonił się jak przed pojedynkiem.
- Musisz mnie pokonać - mruknął i rzucił śnieżkę przed siebie chowając drewniany patyczek z powrotem do kieszeni. Tym razem nie potrafił powstrzymać zawadiackiego uśmiechu którego nie powstydziłby się pięciolatek po zjedzeniu świeżych ciastek z kuchni, kiedy mama nie patrzyła.




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde https://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 https://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
your worst battle
is between what you know
and what you feel
12
4
10
3
16
0
5/37
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Salon   29.10.16 23:50

Zakon Feniksa wydawał jej się poważny, dorosły, dojrzały, pełen zawiłości człowieka, który przekroczył już tę magiczna granicę nacechowanego odpowiedzialnością wieku. Nigdy nie połączyłaby go z bitwą na śnieżki tuż przed tajemniczą, niewidzialną kwaterą, w której gromadzili się ci dorośli i dojrzali czarodzieje, by debatować nad następnymi krokami gwarantującymi ludzkości kolejny dzień względnego pokoju. Właśnie z tego powodu śnieg, który rozbryznął się na jej nosie, tak bardzo ją zaskoczył. Więc pisnęła i wyprostowała się jak struna, twarz zalewając grymasem spłoszonego gryzonia. Zamrugała kilkakrotnie, palcami wędrując do czubka nosa, który nosił jeszcze ślady białego puchu. Zrobił się czerwony.
- Test? Ale przecież... oh, Barty! To ja już wolę te dynie zamieniać w króliki!
Nie domyślała się, że chodziło tu tylko o śnieżną zabawę, która swoje korzenie miała już w czasach łupanego kamienia. To było przecież tak proste! Jak dodanie dwa do dwóch! Dotarło to do niej dopiero po chwili. Dokładnie wtedy, gdy zdała sobie sprawę z ilości śniegu rozciągającego się dywanem pod ich stopami i z odległości, jaka powstała między nią a Herewardem. A więc chciał się bić. No dobrze.
Będzie miał bitwę.
- Sędziego nie mamy się co spodziewać, prawda? - na jej ustach pojawił się cień szelmowskiego uśmieszku. Dłonie sięgnęły w stronę ziemi, by zebrać z niej parę warstw klejącego się śniegu i uformować z niego kulkę.
Nawet nie zdążyła się do końca wyprostować, kiedy zamachnęła się porządnie i wystrzeliła z palców pocisk, jakby była żywą katapultą. Ten niemal wyminął się z kulą tnącą powietrze i zbliżającą się do niej z zatrważającą szybkością. Zmniejszyła swoje rozmiary ciała, nagle stając się małym, puchatym królikiem, i wróciła z powrotem do swojego naturalnego wzrostu, gdy kulka z wyraźnym pyknięciem wpadła w zaspę tuż za nią. Eileen roześmiała się w głos, aż jej policzki zrobiły się czerwone jak dojrzałe pomidory. Tak, wróćmy do czasów, kiedy wszystko było o wiele prostsze, nieschematyczne, gdzie wytyczane ścieżki nie były pokryte cierniami, a kradzież ciastek karana była tylko bezradnym westchnięciem i przestawianiem słoika z ciastkami na półkę wyżej. Podrzuciła w dłoni uformowany chwilę wcześniej śnieżny pocisk.
- Mam rozumieć, że wszystkie chwyty dozwolone?
Kulka świsnęła w powietrzu. Miała już plan. I to był bardzo zły plan.




The responsibility of love:
To keep another's heart safe

Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 16Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9 ... 16  Next

 Similar topics

-
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Bar i salon gier "Chaco Taco"
» Salon
» Bar i salon gier "Chaco Taco"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Stara chata-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18