Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Schronisko dla magicznych stworzeń
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Schronisko dla magicznych stworzeń

Schronisko zlokalizowane jest w głębi szkockich borów nad brzegiem niewielkiego leśnego jeziora; podzielone na kilka dużych wybiegów i dwa podłużne budynki stanowi swoistą enklawę w liściastej głuszy, a spokój znajdują tu przeróżne zwierzęta domowe - od szczurów po psy - i magiczne stworzenia. Większe okazy, jak smoki czy jednorożce, są od razu transportowane do odpowiednich rezerwatów, ale pozostałe magiczne stworzenia znajdą tu bezpieczeństwo i profesjonalną opiekę specjalistów. Każdy z odwiedzających schronisko może wybrać sobie jedno z dostępnych stworzeń i je adoptować, ale trzeba uważać - pod urokiem słodkich i smutnych oczu nietrudno się rozpłynąć; w rezultacie wielu gości schroniska wychodzi nie z jednym, ale nawet z kilkoma zwierzakami, zapewniając im nowy, lepszy dom. Po schronisku swobodnie chodzi stado kotów, które miauczeniem zwiastują nadejście kolejnych gości; z kolei w budynkach spotkać można lelka wróżebnika, niuchacza i królika należące do właściciela i niepodlegające adopcji.

W lokacji można zdobyć kota. Warunkiem otrzymania zwierzaka jest rozegranie sesji na co najmniej 5 postów oraz rzut kostką. Jeśli wynik wypadnie między 10-35, 61-85 lub wyrzucisz 100, kotek wędruje w twoje łapki. Każda osoba z sesji może rzucić raz kostką; sesję z rzutem można rozegrać jedną postacią tylko raz w ciągu cyklu fabularnego (nie miesiąca fabularnego); po wygraniu kotka tą samą postacią nie możesz adoptować kolejnego.


Lokacja zawiera kostki.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Schronisko dla magicznych stworzeń - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


18.12.56r


Mróz szczypał w policzki, zaróżawiał je wkradał się pod każdy skrawek materiału który nie dość mocno okalał skórę. Wydychane powietrze wydostawało się na świat gęstą, jasną parą, mieszając się z równie gęstymi płatkami śniegu i w sumie to dzięki świątecznej atmosferze człowiek mógł trochę zapomnieć o tym, że pogoda jest odrobinkę anormalna, czy raczej anomalna. Przynajmniej Bertie starał się, kiedy liczył potrzebne wypieki na rodzinne spotkanie, biegał za prezentami, zdobił swój lokal w świąteczny nastrój czy puszczał w Ruderze świąteczne piosenki, radośnie rozwieszając wszędzie jemiołę.
Podsumowując - Bertie kochał święta całym sercem i od zawsze, zawsze też już na pół miesiąca przed zaczynał je przeżywać i wszystko przygotowywać, w jego domu dało się słyszeć pierwsze świąteczne piosenki, czy wyczuć zapach winnego grzańca na cynamonie i goździkach. Właśnie takim grzańcem uraczył siostrę, zanim ruszyli do schroniska, skąd zamierzał zabrać kolejne stworzenie do swojego małego zwierzyńca.
- Będę robił też coś w Ruderze dla przyjaciół w dzień przed rozinnymi świętami. Wpadnij koniecznie. - zapowiedział zaraz. Szli z Aną niewielką ścieżką między drzewami. Tutaj śnieg był odrobinę rzadszy, część opadu była blokowana przez koronę drzew. W odległości dało się już słyszeć odgłosy wydawane przez mieszkające nieopodal zwierzęta. - W domu pewnie jak co roku będzie solidny chaos. Trzy lata temu wuj Bob przyleciał na swoim dywanie, kolekcjonuje je. No i wleciał prosto na stół, bo go nie wyhamował, dywan go zawinął, zaczął tarzać, a pod nim dwa ciasta mamy. - stwierdził ze szczerym rozbawieniem, choć wtedy na prawdę martwił się o życie dziadka. Nie to, żeby dywan był aż tak niebezpieczny. Rozjuszona mama za to - owszem. - Biedny człowiek. Choć właściwie co roku ktoś ma wielkie wejście, wyjście albo coś. Pewnie się domyślasz z resztą.
Ana mogła nie pamiętać, jednak miała brata który bardzo lubił gadać, miała kuzynów, miała rodziców i bardzo rozległą rodzinę o której dziwnych i często pokracznych opowieści nasłuchała się już bez wątpienia co nie miara, a kilku sama nawet miała już szansę być świadkiem. Bycie Bottem po prostu takie było i tyle.
Kiedy dotarli pod samo schronisko i zostali wpuszczeni do środka, Bertie zaczął się rozglądać. Najchętniej zabrałby ze sobą wszystkie zwierzęta. Przesuwał spojrzeniem po kolejnych stworzeniach magicznych i niemagicznych, kotach, kugucharach, psach, także tych kopytnych. Wszystkie były wspaniałe.
- Dobra. To teraz ta trudniejsza część. - stwierdził. Plusem był fakt, że zwierzęta zdawały się być tu całkiem szczęśliwe i zadbane, więc myśl o tym że duża część tu zostanie nie była tak przykra jak można było tego oczekiwać. - Musi się dogadać z Rogerem i Jerrym. - czyli nie może zacząć polować na królika, choć tego tak na prawdę nie przewidzą. W razie czego Bertie będzie musiał poświęcić zwierzakom więcej czasu niż pierwotnie zakładał - choć czy byłoby to złe?
- Jak idzie w Mungu swoją drogą? - zagadnął, bo w sumie to sam o swojej pracy mówił szalenie dużo - przez półtorej miesiąca ekscytacja i świeżość tego wszystkiego może lekko opadła, jednak chyba przez okres świąteczny nadal szalenie wiele się działo. Choć czy w Mungu miało prawo dziać się mniej, szczególnie teraz w okresie szalejących anomalii?
Dotarli do psich zagród. Opiekun nie pozwolił im wejść do środka narazie, obserwował więc kolejne czworonogi, a jego spojrzenie podążało w szczególności za jasnym, niewysokim kundlem którego ogon nie przestawał latać w obie strony.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 25
UROKI : 40
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Schronisko dla magicznych stworzeń - Page 4 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott

Powrót do góry Go down

szybciorem kończymy z Cysią nasz listopadowy wątek i się ulatniamy!

Dla Caileen czas stanął w miejscu i nie zanosiło się na to, aby sama z siebie chciała go kiedykolwiek popchnąć z powrotem naprzód. Symbolika tego spotkania była dla niej ogromna, w pewnym sensie nawet obezwładniająca: gdyby miała je traktować jak każdą inną pogawedkę, bezpowrotnie zepsułaby całe przeprosiny i raczej nie mogłaby liczyć na sukces. A zależało jej – nieważne, że uważała siebie za ofiarę ani że ofiarą rzeczywiście nawet tamtej pechowej nocy była. Już będąc z Tuilelaith nauczyła się wartości kompromisów. Oczywiście w przypadku nader ambitnej Irlandki ta wartość często bywała czysto fizyczna i tutaj nie znajdowała żadnego zastosowania. Ba, jako główny powód wielkiej kłótni, nie wolno było o niej nawet pomyśleć.
Na wieść o domniemanym duszeniu Kajka skrzywiła się głupio, jak gdyby usłyszała najdziwniejszą rzecz świata. Bojowa posterunkowa, zawsze nad wyraz dumna z tego, że to ona była tą silniejszą, nagle czuła się duszona? Żeby tylko tak chętnie przyznawała się do słabości, kiedy nie chodziło o godzenie się po sprzeczce!
– A ty kp... – Findlayówna w ostatniej chwili ugryzła się w język i powstrzymała uwagę o kpinach, choć nie poluzowała uścisku ani trochę. Dopiero później, kiedy sama też zaczęła czuć narastającą niezręczność, postanowiła odpuścić. Pech chciał, że od razu tego pożałowała.
– Nie rób mi tak – mruknęła, z nie do końca udawanym poirytowaniem machając dłonią przed twarzą, starając się odgonić wrogie palce. Niech będzie, że włosy czesał jej wiatr, ale nikt nie będzie sobie pozwalał na pogarszanie sytuacji.
I na tym się tak właściwie skończyło. Przez dłuższą chwilę władzę sprawowała cisza, przeplatana szumem deszczu. Może długi uścisk nie byłby taki znowu najbardziej niezręczny.
– Nie mogłam cię znaleźć. Masz wolne?
W normalnych okolicznościach łatwo byłoby wymyślić jakiekolwiek lepsze pytania, ale sytuacja, gdzie nie można normalnie się uśmiechnąć do własnej najlepszej przyjaciółki i porozmawiać zupełnie o niczym była niewygodnie daleka od normalności. Może gdyby Kajka nie puściła werbalnych przeprosin Cysi mimo uszu, zamiast tego wręczając jej w prezencie własne, to wszystko byłoby trochę prostsze? Samo przytulenie to jeszcze nie wszystko, a Królową Argyll należało tego kiedyś nauczyć.
Caileen Findlay
Caileen Findlay
Zawód : muzykantka / alchemik
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
through faith united
in unity, undefeated
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t6825-caileen-findlay#178275 https://www.morsmordre.net/t6847-donald-macwillavry#178931 https://www.morsmordre.net/t6846-the-queen-of-argyll#178923 https://www.morsmordre.net/f238-pokatna-22-3 https://www.morsmordre.net/t6849-skrytka-bankowa-nr-1706#178938 https://www.morsmordre.net/t6848-c-findlay#178932

Powrót do góry Go down

Trudno było uwierzyć, że Caileen była tą, która schowała dume i przyszła tutaj sama, z własnej woli. Przedziwne, nietypowe jak na nią zachowanie, ale pozytywnie zaskoczyło Marcellę, która jakby nie patrzeć odezwała się w tej sprawie pierwsza. I było to dla niej bardzo ważne, przez ten miesiąc czasu wydarzyło się tyle rzeczy... Coś, czego nie mogła powiedzieć Caileen, również. Gdy objęcia dziewczyny ją złapały, przymknęła oczy przypominając sobie sprany blask niebieskich oczu i korzenny, ciężki zapach żółtego swetra. Poczuła ścisk gdzieś w klatce piersiowej, migrujący w stronę żołądka, cięzki do zniesienia i nieprzyjemny.
Poczucie winy.
Nie rozumiała czemu się pojawił ten stary przyjaciel, z którym była za pan brat już tyle lat. Marcella zawsze uważała, że przyjaciół powinno się stawiać na pierwszym miejscu, jednak postępowanie Findlay doprowadziło ją do momentu, kiedy nie wiedziała, co jest odpowiednie. I pojawił się wyrzut, nie była pewna czy powinna to wszystko utrzymywać... Rozmowy ze Sproutem ją zajmowały, nie chciała, by został zapomniany, a źle to znosił. Tak dawno go nie widziała gdzieś blisko dawnych znajomych. Musiała po prostu zadbać, że przyjaciółka się nie dowie. O słodkim smaku gruszkowego wina i cieniu iskier pobladłych oczach, od których odbił się płomień niewielkiej świeczki.
Charakterek Caileen nigdy nie ustępował nostalgii czy skrusze. Nigdy nie udało im się nauczyć kompromisów, zwykle to Figg wyciągała rękę pierwsza, jednak tym razem ta dłoń została odrzucona, nie chciała napierać bardziej, a później po prostu nie miała na to czasu.
Jej życie kręciło się wokół Zakonu Feniksa i pracy, co brzmi źle i brutalnie. Anomalie spowodowały, że chaos ciągnął za sobą świat, nie zatrzymując się ani na chwilę.
- Tak, pierwsze od dwóch tygodni. - Powiedziała. Właśnie dlatego nie potrafiła ustać w miejscu. Przez ten czas ciągle była w locie, ciągle badała jakieś sprawy zaginięć, porwań, problemów z magią, która szalała jak tornado i zabrała ze sobą wielu ludzi oraz stworzeń. Widok okropny, trudno było pogodzić się z takim stanem rzeczy.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216

Powrót do góry Go down

4 października - teoria panmagiczna


Jej stara miotła odmawiała już posłuszeństwa. Nie latała na niej od dawna, porzucona w domu pana Wrighta czekała na powrót właścicielki. Była pewna, że ojciec pastował ją co niedziele, zgodnie ze swoim cotygodniowym rytuałem.
Odkąd pamiętała popołudniem zasiadał przy stole w swoim warsztacie, dbając o ekwipunek swojej rodziny. Nawet po tym jak jej członkowie już dawno opuścili rodzinny dom. Uczucie żalu zaciskało się na krtani za każdym razem gdy przyłapywała go na tym, że się zapominał. Że czasami zamiast trzech mioteł było cztery.
Okoliczności sprowadziły ją do rodzinnej Szkocji. Już pierwszego dnia, gdy zmaterializowali się wraz z Jaydenem tak blisko jej dawnego domu, z tyłu głowy dudniła niewygodna myśl. Rozbiła się po kościach czaszki, męczyła, zmuszała do zastanowienia się nad podjętymi decyzjami. Upartość sprawiała, że trzymała się tego co sobie postanowiła. Czasami przyłapywała się nad tym, że po prostu nie potrafiła odpuścić. Brakowało jej go. Nawet jeśli czasami bywał zbyt trudny. Zbyt uparty. Zbyt podobny. Jego sylwetka rysowała się w umyśle, tęsknota jaką czuła nabierała niemalże namacalnych kształtów. Pojawiał się coraz częściej, odkąd prześladowała ich wojna domowa, odkąd życie nabrało innej wartości, odkąd na jednym ze wzgórz Killarney spoczęło ciało Pomony Vane. Prześladując myślą, że to mogła być Rose. To mógłby być jej ojciec. Myśli przybrały kształty decyzji, pierwszego dnia badań zamiast powrócić z Jaydenem do Upper Cottage, odwiedziła ojca po raz pierwszy od kilku miesięcy. Potem kolejny raz i kolejny, aż do czasu gdy Jayden przestał towarzyszyć jej w drodze do Szkocji.
Ciężko było zorganizować sobie odpowiednio czas. Przez kilka dni obserwacja Thomasa i Jaydena przeplatały ssię.  Oprócz badań, zobowiązana była także do opiekowania się domem i dziećmi.
Grząska ziemia czyniła dotarcie do chaty Thomasa wyjątkowo wymagającym zadaniem. Mieszkał na uboczu terenu zajmowanego przez schronisko dla magicznych stworzeń. Kiedyś  je jego rodzina, a więc Tom mógł pozwolić sobie na zamieszkanie w okolicy.
Wracała tu każdego, aż w końcu nadszedł koniec zaplanowanych przez nich obserwacji.
Jayden wykazywał podobne zachowania co Thomas na początku badań. Mężczyzna również był pobudzony, wykazywał podwyższoną aktywność. Chociaż do tej pory zdawał się być nieco przytłoczony wszystkim procedurami, działanie meteorytu przyczyniło się do zmiany postawy. Był podekscytowany, rozmowny, chętnie dzielił się swoimi przemyśleniami i nowymi doświadczeniami. To właśnie te tworzyły istotę ich odkrycia.
Meteoryt zdawał się wpłynąć nie tylko na jego zachowanie, ale również na potencjał magiczny. Dom Thomasa przeżywał pierwsze wybuchy nieokrzesanej magii. Nie była silna, ani skoncentrowana. Zdawała się kierować emocjami odczuwanymi przez mężczyznę. Świadoma własnych doświadczeń z Melanie, najłatwiej było porównać jej to do tego co obserwowała, gdy jej zdarzało się zaprezentować swoje umiejętności. Zarówno Rose jak i Jayden od jedenastego roku życia uczyli się kontrolować swoją magię oraz mieli z nią do czynienia już wcześniej - obudziła się w nich, a oni byli świadomi swoich talentów. W magii Thomasa odbijała się jej nieświadomość, niemożność jej kontrolowania. Nie był jednak niebezpieczny. Przynajmniej Rose nie zanotowała żadnych zachowań, które mogłyby sprawić, aby wyciągnęła takie wnioski. Był podekscytowany, ciekawy nowych możliwości. Mimo starań nie był jednak w stanie skupić swojej magii.
Prowadził swój dziennik z równym zacięciem co Jayden. Przed rozpoczęciem badań, dokładnie przedyskutowali jak ma wyglądać cały proces, na jakie rzeczy musi zwracać uwagę, nauczyła go badania pulsu, a także wykonała szablon, który miał wypełniać kilka razy dziennie.
Zmiany jakie zaszły zaczęły stopniowo ustępować. Magia wybudzona meteorytem zaczęła słabnąć.
Dzisiejszego dnia Thomas nie był już w stanie niczego wyczarować, nadal był pobudzony, chociaż nie tak bardzo jak wcześniej. Wydawał się być bardziej zawiedziony tym, że stracił swoje umiejętności. Jego organizm chociaż przez kilka dni działał na zwiększonych obrotach, zdawał się powoli dostosowywać do powrotu do dawnej codzienności. Było w tym coś smutnego. Przez całe życie żył ze świadomością, że czegoś mu brakowało, przez kilka dni mógł poczuć się jakby tak wcale nie było, ale tylko po to, żeby to znów stracić.
Miała tu wrócić jeszcze za kilka dni, by sprawdzić stan zdrowia Thomasa, ale dzisiejszego dnia zrobiła wszystko co miała do zrobienia. Przeprowadziła ten sam wywiad, składający się na te same pytania, zabrała dziennik Thomasa, który miała opracować zanim obserwacja Jaydena zostanie ukończona. Nie mogła doczekać się kiedy przekaże je profesorowi, wiedziała jednak że z tym musiała czekać do ostatniego dnia obserwacji astronoma, by nie zaburzać przebiegu badań wiedzą o tym jak zakończyły się w wypadku charłaka.

rzut

|zt



I'm out on the edge and I’m screaming my name Like a fool at the top of my lungs. Sometimes when I close my eyes I pretend I'm all right but

it's never enough.


Roselyn Wright
Roselyn Wright
Zawód : Uzdrowiciel w leśnej lecznicy
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the angry, the empty, the lonely, the tricked.

we are all museums of fear.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 35
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
when will enough be enough?
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#282514

Powrót do góry Go down

15.02.1958r.

Odkąd tylko wybyła z domu na grzbiecie skrzydlatego aetonana, gderała zwierzęciu o tym, jak to wybrały sobie z Thalią jeden z najmroźniejszych dni tej zimy na czcze wycieczki po schronisku. Nawet ciężki, gruby płaszcz nie chronił jej w pełni przed zimnem, a zapowiadało się co najmniej kilka godzin słusznej, pieszej wycieczki po – wydawałoby się – bezkresnej głuszy. Robiła jednak dobrą minę do złej gry starając się dostrzec również plusy dzisiejszej wyprawy, w końcu mogła wreszcie spędzić czas poza swoją ziemię, a to wszystko w dodatku z towarzystwem kobiety, co samo w sobie było zaskakujące, bowiem Evelyn miała taki charakter iż z kobietami się, zwyczajnie mówiąc, nie dogadywała. Tym razem miała jednak wrażenie, że trafił swój na swego, a ta znajomość będzie mogła trwać dużo dłużej niżeli wszystkie inne relacje z kobietami do tej pory.
Przybyła na ustalone miejsce zapewne mniej więcej o czasie, drapiąc w ramach pochwały szyję karego ogiera, dzięki któremu się tu znalazła. Zsiadła zwinnie z grzbietu, miękko opadając dwiema stopami na twardą, zziębniętą ziemię. Mając kilka chwil w zapasie przyjrzała się dokładnie zwierzęciu, próbując doszukać się niewidzialnych konsekwencji podróży, jednak niczego ostatecznie nie znalazła. Uśmiechnęła się swoim najprawdziwszym uśmiechem, który można było u niej dostrzec jedynie, gdy przebywała przy własnych stworzeniach. Gładziła uspokajająco skrzydło karego ogiera, czerpiąc z niego uspokajającą energię. Zaraz też dostrzegła rudą czuprynę, zapewne należącą właśnie do Thalii. Cmoknęła na zwierzę u swojego boku i nakazała mu powrót do domu, a aetonan od razu skierował się na właściwą ścieżkę, rozwinął swe skrzydła i pogalopował, wzbijając się wreszcie w powietrze, obierając kurs na ziemie należące do niebieskookiej kobiety. Despenser była spokojna, u celu czekał ktoś, kto wiedział aż nazbyt dobrze co zrobić, gdy zwierzę wróci, co zapewniało jedynie dodatkowy komfort.
Odwróciła się w kierunku nadciągającej kobiety, stojąc u brzegu jeziora, w jednym z najbardziej charakterystycznych punktów dla tego miejsca. – Witaj Thalio, gotowa na przygodę? – przywitała się z błyskiem w oku, opierając dziarsko dłonie o swe boki. Zlustrowała kobietę z nieodgadnionym wyrazem twarzy, miała bowiem niespodziankę, swego rodzaju informację, a zarazem propozycję i liczyła na to, że jej nowa znajoma lubiła niezobowiązujące wyzwania, które mogły dać ostatecznie dużo więcej dobrego, nie wyrządzając nikomu ani krzty krzywdy, a działając ze zwykłej dobroci serca.


You can be sorry about something
and not regret it



Evelyn Despenser
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
People don't find it very sympathetic or endearing, a woman who puts herself first.
OPCM : 13
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Schronisko dla magicznych stworzeń - Page 4 B9b9f9bab75a02ed48a11db4719e8a58
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691

Powrót do góry Go down

Miło było przyjść na miejsce z myślą że oto nie wędrowała sama, szukając miejsca swojego spotkania. W końcu miała spotkać się z kimś, a zapoznanie tej osoby…Thalia mogła powiedzieć, że się do końca tego nie spodziewała. Na pewno nie było nic wyjątkowego z tym, że ich spotkanie nie było takim typowym, ale miło było wypić, ponarzekać…ponarzekać nieco bardziej i umówić się na spotkanie. Miała szczerą nadzieję, że dzisiejsze spotkanie będzie obfitować w mniej uderzeń w twarz, a może w więcej rozmowy. Nie każdy chciał teraz porozmawiać tak samo o swoim życiu, emocjach i uczuciach i po prostu szanowała to, bo nic innego nie zostało. Ciekawa jednak była, czy Evelyn mogła pochwalić się ciekawymi losami, czy raczej tymi ze smutną nutą. Może się kiedyś dowie.
Wolała podróżować pod inną postacią, zarówno dla bezpieczeństwa własnego (samotna osoba wciąż stanowiła dość łakomy kąsek jeżeli chciał zaczepić ją ktoś o reputacji bardziej niż wątpliwej, ale mało kto nie zgodziłby się, że kobieta stanowiła łatwiejszy w oczach wielu przestępców cel), jak i przez fakt, że łatwiej było jej w ten sposób gubić ewentualnych ciekawskich, którzy mogliby postanowić, że przechadzanie się za jej osobą to szczyt zainteresowań. Thalia jednak wolała już z punktu wyjścia przechadzać się jako mężczyzna, dzięki ubraniom od Tessy i pomysłowym systemie rzemieni rozłożonych po całości.
Rozejrzała się za znajomą sylwetką kiedy była już bliżej, uśmiechając się kiedy jej włosy z krótkich i ciemnych przekształciły się w jej rudą czuprynę, tęczówki z ciemnego orzecha powróciły do naturalnego błękitu, blizny na nowo pojawiły się na twarzy, a sylwetka z wysokiej, męskiej postury zmieniła się w damską, również wyższą niż większość kobiet, ale jednak jej własną. Teraz mogła na nowo ściągnąć rzemienie aby strój dopasowany był do niej o wiele bardziej, podchodząc do Evelyn bliżej i wyciągając dłoń na powitanie.
- Miło cię również widzieć, Evelyn. Powiedziałabym, że to raczej przygoda powinna być gotowa na nas, a nie my na nią. – Uśmiechnęła się, rozglądając się po otoczeniu. Pierwszy raz była w tym miejscu i jeszcze nie wiedziała, czy czasem tu nie wróci…może przy okazji rozmowy mogłaby podpytać, czy nie potrzebowaliby teraz jakiejś pomocy. W pełni nie mogłaby się tu poświęcić, ale jeżeli coś im brakowało…mogą dać sobie radę.
- Często tu bywasz? Pierwszy raz odwiedzam to miejsce i zastanawiam się, jakie można tu spotkać zwierzęta. Chętnie przygarnęłabym takie już doświadczone przez los, bo często wiele osób omija je przez to, że nie wyglądają pięknie. – Wybrakowane. Była trochę jak jedna z nich, chociaż bez poważniejszych defektów poza bliznami. Ale wiedziała, jak to jest być niechcianym.

[size=10]Przemiana w mężczyznę (ST 91, 79+40 (bonus z genetyki) = 119)



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Schronisko dla magicznych stworzeń

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach