Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Słodka Eea
AutorWiadomość
Słodka Eea [odnośnik]03.08.16 1:58
First topic message reminder :

Słodka Eea

★★★
Znajdująca się na pierwszym piętrze budynku, jasna sala z przeszklonym dachem zaaranżowała została na potrzeby bardziej kameralnych spotkań. Znajdują się tu eleganckie i wygodne sofy oraz fotele i pojedyncze kawowe stoliki. Mimo swojego codziennego przeznaczenia, to również świetne miejsce dla przygotowania imprezy tanecznej. Ciągnąca się przez prawie całą długość pomieszczenia galeria daje wtedy świetną okazję do obserwacji tańczących.


[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:39, w całości zmieniany 3 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Słodka Eea - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Słodka Eea [odnośnik]19.12.20 16:58
Klient nasz pan – jak mawiało pewne przysłowie. Jeżeli chciała mieć zadowolonych klientów musiała umieć ich słuchać oraz starać się sprostać wszystkim oczekiwaniom, albo przynajmniej większości. Upiła kolejny łyk niezwykle łagodnej herbaty z zaciekawieniem zerkając co jakiś czas na kwiat, który rozkwitł w filiżance Wren. Uzmysłowiła sobie, że to pasowało do Azjatki. Kiedy zobaczyła jak pod wpływem wrzątku roślina rozkwita od razu uznała, że to w jakiś sposób idealnie łączy się z fizys towarzyszki.
Gdyby Prim wiedziała jak Wren potrafi przybierać odpowiednie maski na pewno wróżyłaby jej sukces na salonach. Arystokracja wciąż bawiła się w grę pozorów i choć panna Primrose się w nie wychowała to nie raz jej samej nastręczała trudności. Wynikało to jednak z jej, nie raz, oślego uporu, ostrego języka i zbyt swobodnego wyrażania własnych myśli. A to nie było mile widziane aby kobieta i do tego jeszcze panna konstruowała w formę zdań własne przekonania. W ogóle, żeby mieć swoje przekonania! Oburzające. Kiedy jest pod opieką ojca lub brata to oni jej mówią co ma myśleć, a później robi to mąż. Tak przynajmniej było w większości rodzin szlacheckich o konserwatywnych poglądach. Cóż, zasady były kreowane przez mężczyzn i to jeszcze wieki temu. Panna Burke miała cel to zmienić, choć zdawała sobie sprawę, że to droga przez mękę.
Teraz jednak jej wzrok padł na próbne sygnety. Kiwnęła delikatnie dłonią.
-Mam słabość do większych sygnetów u mężczyzn. Antagonistyczna cecha świadcząca o męskości i sile. - Odpowiedziała spokojnie, a potem wskazała na grawer ze zrywającą się do lotu czaplą. - Choć mnie osobiście bardziej porwał ten grawer. Wszystko jednak rzecz gustu i to pani wie najlepiej co pasuje do jubilata.
Prim nie znała osoby, której przyjdzie nosić ten sygnet, ale niezależnie od tego będzie dumna ze swojej pracy i miała nadzieję, że za nią przyjdą kolejni klienci. Pod stołem zaś ostrożnie przyjęła fiolkę z krwią i od razu schowała do torebki. Przekazanie przedmiotu odbyło się sprawnie i bez tworzenia wokół siebie niepewnej atmosfery.
-Myślę, że tyle spokojnie wystarczy. To tylko pieczętowanie, a nie zawiły rytuał – kolejny łyk herbaty, a wzrok powędrował na ilustracje bażantów kiedy panna Chang opowiadała jak je znalazła. Cieszyła się trochę, ze ich rozmowa zainspirowała Azjatkę do przeszukania rodzinnych pamiątek. Często takie wyprawy w przeszłość uświadamiają czym się staliśmy albo dlaczego nasi przodkowie byli tacy a nie inni, co miało wpływ na ich życie. Nie raz takie podróże czynili z Edgarem, odkrywające kolejne sekrety poprzednich pokoleń. Jeden wuj nawet zniknął na miesiąc ze swojej ramy w Durham kiedy słyszał jak Prim czyta jego listy miłosne. Nawet Edgar nie krył zdumienia kiedy okazało się, ze jeden z surowszych członków rodu, uznawany wręcz za okrutnika miał gołębie serce dla swej małżonki.  Zerknęła na wypukłość w kartce, na którą zwrócono jej uwagę i pokiwała głową, że widzi.
-Z takimi talizmanami to szczęście raczej długo będzie mi sprzyjać. - Zaśmiała się cicho i delikatnie. - Dziękuję jeszcze raz.
Odstawiła filiżankę wraz ze spodeczkiem na stół. Pozostała im do omówienia ostatnia sprawa. Panna Chang podejrzewała, ze Primrose zaśpiewa jej cenę ogromna, która być może powaliłaby na kolana nie jedną osobę. Jednak panna Burke nie potrzebowała złota ani kosztowności. Ceniła sobie inną walutę.
-Pozostała jeszcze kwestia ceny – zaczęła łagodnie i spokojnie. Szarozielone oczy spoczęły na twarzy panny Chang, a na ustach pojawił się delikatny uśmiech. Teoretycznie mogła uznać ilustracje za zapłatę ale to był prezent i obraziła by Azjatkę uważając je za zapłatę.  - Wykonanie talizmanu to usługa, za którą być może pewnego dnia będę potrzebowała czegoś co tylko pani może dać mi w zamian.
Przysługi, to była waluta, którą operowała panna Burke.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Słodka Eea - Page 5 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Słodka Eea [odnośnik]20.12.20 21:18
Nie bez powodu Wren dopatrywała się kapryśności losu w okoliczności swego urodzenia; brylowałaby na salonach, w dostojnym towarzystwie, odziana w drogą sukienkę jedynego takiego kroju, w kreację zdobioną czaplimi piórami, która wszystkie spojrzenia skazałaby na blask uwielbienia. Pasowała tam. Do newralgicznego świata pełnego subtelnych niuansów i podszytych konspiracją gier, do przystojnych dżentelmenów i ślicznych panien, każdego z nich naginając wedle własnej potrzeby, swego małego misterium. Zleconego przez ojca, przez męża, nieistotne, ważne natomiast, by szachownicę dwóch przeciwników podszyć trzecim graczem osłonionym woalką absolutnej niewidzialności. Bladej, białej dłoni przesuwającej piony, ust szepczących do ucha. Okłamałaby cały świat, byle tylko żyć niczym pączek w maśle. Tymczasem - była tutaj. W Słodkiej Eei, nieważna w świetle wielkiej gry, okrutnej wojny, szara i nijaka; jeśli odejdzie, nikt nie zauważy jej braku. Świat nie zapłacze w żałobie, szlachetny ród nie przybierze kruczej czerni.
- Prawda? Odbieram je tak samo - zgodziła się, oceniając to jako symbol chęci kontynuowania dyskusji; projekty były wybrane, to jednak nie znaczyło, że nie mogły podzielić się wzajemnymi spostrzeżeniami na ich temat. Wręcz przeciwnie. Wren ciekawił gust towarzyszki, tym bardziej, że ten zdawał się ewoluować. Wyglądała tak inaczej niż jeszcze jakiś czas temu w Ptasim Trelu, mniej niewinnie, mniej dziewczęco - stała się dumą w rodzinnej koronie, przynajmniej wizualnie. - Na chudym palcu małej dłoni mogą wyglądać karykaturalnie, ale na tej większej, niemal niedźwiedziej - do niej pasują jak ulał - stwierdziła z leniwym uśmiechem. Niemal niedźwiedziej, ach, jak blisko było temu porównaniu do samego Friedricha, górującego nad nią niczym wierzchołek lodowego wierchu, silnego jak dąb, jak bijąca wierzba. Spojrzała potem na grawerowane ptaki i zamruczała w zamyśleniu, nim odezwała się ponownie - za krótką, spokojną chwilę.
- Wznosi się w powietrze bardzo dumnie, ale odlatuje. A mi zależy na czapli, która zostaje. Nawet jeśli za moment wyłowi ze strumienia żabę i połknie ją w całości - rozumiała urok wyboru Primrose, lecz dostrzeżona metafora wygrała z walorem estetycznym. Uśmiech czarownicy rozszerzył się nieznacznie, ledwo dostrzegalnie, ale nie trwał na licu zbyt długo: raptem oczy rozszerzyły się mocniej, a ona zerknęła na projekty, jakby czegoś w nich poszukując. - Myśli lady, że wybór ręki ma tu znaczenie? - spytała wreszcie, zaintrygowana nagle napływającą do umysłu myślą, pewna również, że nie poruszały wcześniej tego tematu. A wydawał się dość istotny. - Powinien nosić talizman na ręce dominującej, dzierżącej różdżkę? Czy to nieistotne? - Artefakt mógłby zostać wzmocniony magią przepływającą przez wiodącą prym kończynę, nawet jeśli w założeniu miał wzmacniać wyłącznie fizyczną tężyznę i wytrzymałość organizmu. Był przecież przedmiotem magicznym, czyż nie współgrałby zatem lepiej w bliskości wybranego drewna? Azjatka zmarszczyła lekko brwi, zadumana, zanim powróciła spojrzeniem do siedzącej nieopodal Primrose, poszukując odpowiedzi choćby w jej mimice. Prowadziła na ten temat badania? Musiała, jeśli cieszyła się tak nieposzlakowaną opinią i pochwalnymi komentarzami względem swych wyrobów.
Wspomnienie zapłaty sprawiło, że Wren powoli wyprostowała plecy, gotowa podjąć rzeczową, finansową dysputę - ba, zgodzić się po prostu na postawione przez pannę Burke warunki, jednak ta znów zadziwiła. Czarne oczy błysnęły niebezpiecznie. Enigmatycznie, zaledwie przez sekundę, do następnego mrugnięcia. Jednak w tym niebezpieczeństwie czaiło się pewne zadowolenie: w pięknych, niejednoznacznych słowach szlachcianka wkraczała na grząski grunt, taki, który w wielu miałkich umysłach mógłby wzbudzić obrzydzenie. Doskonale. Była tak zajmująca.
- Tylko ja - powtórzyła po niej z dozą słodyczy odbijającej się cichą nutą w melodii głosu. Tylko ona - to znaczyć mogło jedno. - Widzę, że rozszyfrowała lady moją małą tajemnicę - orzekła więc z uśmiechem, innym niż wcześniej, mniej niewinnym, mniej kurtuazyjnym, a szczerze ukontentowanym. Wciąż trzymając w dłoniach gorącą filiżankę Azjatka pochyliła się w fotelu, ni to konspiracyjnie, ni wyzywająco, zniżyła też głos, - Jestem na lady żądanie - zapewniła półszeptem, zdecydowanym, lecz przy tym tak miękkim. Czy tego chciała? Tego oczekiwała? Zajrzeć pod kurtynę wyuczonego na pamięć przedstawienia, odkryć kryjącą się za grubym materiałem prawdę czarownicy krwią zapewniającej piękno? - Kiedy tylko lady zechce. Zapewniam, że to niezapomniane doznanie - skwitowała i odchyliła się znowu, opierając plecy o oparcie fotela. Herbatę uniosła zaś do ust i upiła długi łyk, obmywając gardło z gorąca wypowiadanych chwilę wcześniej obietnic.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Słodka Eea [odnośnik]21.12.20 11:29
Nie wypadało spotkania kończyć gwałtownie,  poza tym nadal miały herbatę do wypicia. Mogła spokojnie porozmawiać z panną Chang i wymienić się paroma uwagami. Uwagi o dłoniach oraz wznoszącej się czapli przyjęła z uprzejmym uśmiechem. Dla niej był to symbol ciągłego ruchu, działania, jednak każdy wybierał według własnego gustu i upodobania. Zawahała się chwilę słysząc pytanie Azjatki, po czym odpowiedziała.
-Spotkałam się z teorią, że talizman winien być trzymany blisko serca, więc logicznym wydaje się, że powinien nosić sygnet na dłoni od serca. – Upiła łyk herbaty. – Jednak jak do tej pory nie znalazłam potwierdzenia tego założenia.
Podobnie jak wiele innych teorii, które miała zamiar zbadać i przetestować ale to wymagało czasu i cierpliwości oraz olbrzymich nakładów pracy z jej strony. Wkraczała powoli w niebezpieczny świat, ale się nie bała jednak musiała zachować stosowne środki ostrożności. Ostatnie rozmowy z bratem sprawiły, że zrozumiała iż czas bycia beztroską Primrose właśnie się zakończył. Miała podjąć ostateczną decyzję kim chce być i jak chce kierować swoim życiem. Zrozumiała, że jeżeli teraz nie podejmie odpowiednich kroków to za chwilę będzie za późno, a pretensje będzie mogła mieć jedynie do siebie. Zdecydowanie zmiana stylu ubierania się z panny na pensji w damę pełnego kalibru pomagało w zachowaniu równowagi i dążeniu do celu. Jednocześnie budowała tym swój wizerunek, który chciała aby był rozpoznawalny. Panna Burke nie jest już niewiniątkiem, które interesuje się czarną magią. Lady Burke była kobietą, która maczała w niej swoje palce. Jeszcze nie dłonie. Ledwo dotykała powierzchni lustra, ale to tylko kwestia czasu kiedy przez nie przejdzie na drugą stronę.
Obserwowała uważnie zachowanie Wren kiedy wspominała o cenie. Miała pełne prawo odmówi, gdyż przysługi były zwodnicze. Nigdy nic nie wiadomo o co poprosi druga osoba i w jakie sytuacji naszego życia. Wiedziała o czym myślała Azjatka, ale panna Burke nie miała najmniejszej ochoty kąpać się w mugolskiej krwi, co to to nie. Jednak umiejętność zdobywania krwi przez Wren była umiejętnością, której Primrose potrzebowała do swojej pracy. Widząc zadowolenie towarzyszki uśmiechnęła się jedynie, ale uśmiech ten pierwszy raz nie objął jej oczu. Te pozostały uważne i zdystansowane, biznesy nie obejmowały emocji, emocje w większości wypadków przeszkadzały. Były zbyteczne. Po raz kolejny sprawdzała jak inni reagują na przysługi, w końcu pochodziła z rodu Burke. Większość spodziewała się, że jeżeli o przysługę się zwróci to nie będzie to dogodny moment dla tego, kto ją będzie spłacać. Ku jej zaskoczeniu kolejna osoba, była raczej tym zadowolona, oddychała z ulgą i z pewnością w głosie zapewniała o swojej dyspozycji. Bardzo często nie znali swojego potencjału patrząc tylko na to czym się zajmowali na co dzień, myśląc, że to ich jedyny atut. Panna Chang na pewno przyda się Prim inaczej niż krwawe kąpiele.
-W to nie wątpię – odparła jedynie. – Realizacja zajmie około dwa tygodnie. Jak tylko skończę pracę wyślę od razu sowę z informacją, że jest gotowy do odebrania.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Słodka Eea - Page 5 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Słodka Eea [odnośnik]21.12.20 20:50
Wren kiwnęła głową znad porcelanowej filiżanki herbaty, analizując uważnie powierzone jej przemyślenia. Bliskość serca wydawała się mniej przekonująca niż ślad magii przepływającej przez dominującą rękę, jednak jej wiedza w zakresie talizmanów właściwie raczkowała, wykluwała się z młodego jaja niczym podlotek bazujący na cierpliwych naukach autorytetu danej dziedziny. Nim była Primrose, zaprawiona w boju i doświadczona, mająca na swym koncie kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt naprawdę intrygujących projektów tychże artefaktów, a, jak widać, niektóre zagadnienia i dla niej wciąż wydawały się być zagadką. To nic. Z pewnością zgłębi je w czasie; mimo upływających lat krew dla Azjatki również posiadała swe misteria, owoce okryte enigmatyczną skórką, w które pragnęła pewnego dnia wgryźć się zachłannie, spić ich sok, doznać dzięki niemu pełnego objawienia. Wbrew wątpliwościom podsycanym przez wspomnienie gorących słów Deirdre wierzyła, że pozostanie przy wybranym fachu, jedynie modyfikując zasady jego działania: dzisiejszy pobyt w Zaciszu podsunął zresztą konkretny ku temu pomysł.
- Doskonale - skwitowała zapewnienie szlachcianki i uśmiechnęła się wdzięcznie; nawet mimo potencjalnego zamiaru, panna Burke nie byłaby w stanie odgadnąć czy prezentowane przez czarownicę emocje były prawdziwe, czy może graniczyły z wymyślną iluzją. Grała nimi niczym strunami pięknej harfy, dostosowywała melodię dźwięków wydawanych przez instrument i pisała nowe gamy, jeśli było to potrzebne. Dziś - bazowała na wyuczonej kurtuazji. Niemal idealnie szczerej, ciepłej, bezpiecznej; dbała o to, by błękitnokrwiste damy nigdy nie czuły się w jej towarzystwie jakkolwiek zagrożone. - W takim razie będę wyczekiwać listu. I dnia, w którym będę mogła spłacić swój dług - dodała spokojnie, po czym dopiła herbatę. Pożegnały się potem uprzejmie, ze wzajemnym szacunkiem lub przynajmniej jego pomyślnie rokującym zalążkiem, oddalając się od stolika w sobie znanych kierunkach.
Zanim Wren zdecydowała się powrócić do mieszkania na Pokątnej, odwiedziła gabinet tutejszego zarządcy, by przedyskutować pewną kwestię. Świeżą, nieprzemyślaną, ale dostatecznie pociągającą, by przynajmniej wybadać grunt możliwości; później skorzystała też z tutejszych łaźni, ciesząc się samotnością niewielkiego akwenu. Te większe przyjmowały dziś gości, ona natomiast lgnęła do prywatnego relaksu, do fantazyjnego wyobrażenia, że ta przesycona zapachem cytrusów woda była tu tylko dla niej - jak dla księżniczki przybywającej pod bramy Zacisza w złotej karecie. W myślach uwijała natomiast nowy plan. Odpowiedź kierownika przybytku wydawała się satysfakcjonująca, zaproponowane wstępnie warunki do przyjęcia, ona zaś, w ramionach gorącej wody, jęła niezwłocznie rozpatrywać wszelkie za i przeciw. Zanim podejmie jakąkolwiek decyzje, musiała być jej absolutnie pewną. Ale jak brzmiało changowskie przysłowie? Pamiętała je ledwie z dziadusiowych kazań; bój się nie rozwijać wcale.

zt :pwease:



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Słodka Eea [odnośnik]21.12.20 21:53
Życie jest snem, straszliwym snem – powiedział jeden filozof, a ileż było prawdy w tym stwierdzeniu chyba sam nie wiedział, albo wiedział i nie sądził, że przez pokolenia to zdanie będzie analizowane i rozkładane na czynniki pierwsze. A w tym śnie każdy gra swoją rolę. Tak to w tej chwili robiły dwie kobiety, które związały się nicią interesów. Kto wie, gdzie ta nić je zaprowadzi. Jedno było pewne już zostały połączone, a takie połączenie pozostaje na zawsze, zwłaszcza w ich świecie. W świecie, w który myśleli, że opanowali magię, ale to było to złudne i jednocześnie wygodne.
-Dziękuję za spotkanie – Primrose pożegnała się z Wren i odbierając od obsługi pelerynkę oraz rękawiczki wyszła na Pokątną kierując się ponownie w stronę sklepu skąd za pomocą sieci proszku Fiuu miała powrócić do Durham i zająć się produkcją talizmanu. Takie zamówienia jak panny Chang realizowała wyłącznie w bezpiecznych, domowych murach gdzie nikt jej nie przeszkadzał i nie zakłócał spokoju. Do sklepu w każdej chwili ktoś mógł wejść by złożyć u niej zamówienie. Nie mogła pozwolić sobie na rozpraszanie. Wiedziała, że pewnego dnia umiejętności Wren bardzo się jej przydadzą. Nie miała obaw, że Wren się nie wywiąże z danego słowa. Czarodziej, który godził się na taką cenę znał konsekwencje odmowy jej zapłaty.
„Stąpasz po niebezpiecznej drodze, panno Burke. Obyś się nie przeliczyła.” - Mówił cichy głosik w jej głowie, który zwany bywał zdrowym rozsądkiem lub też strachem. W każdym razie miał ostrzegać, ale tym razem nie chciała go słuchać. Gdyby miała całe życie słuchać tylko jego, pewnie teraz by siedziała w Durham i czekała w przedsionku życia, aż przedstawią jej męża i resztę życia spędzi jako bezwolna kukła jak w większości postrzegano arystokratki. Już jako dziecko powiedziała, że to nie dla niej. Została wyśmiana przez rodzeństwo, a matka zaczęła kłaść jej odpowiednie nauki do głowy. Jednak pod grzecznie złożonymi rączkami na kolanach, pod ułożoną fryzurą czaiła się prawdziwa natura czarownicy gotowa do działania. I tym razem postanowiła pozwolić aby płaszcz narzuconych zasad został rozpięty. Drobnymi, małymi krokami zmierzała do swojego celu, choć wielu może uznać to za zbyt niebezpieczne. Jednak tym razem była zdeterminowana. Naciągając długie czarne rękawiczki na smukłe dłonie pewnym krokiem szła przed siebie zmuszając, żeby to inni ustępowali jej miejsca na ulicy.

zt x 2:pwease:



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Słodka Eea - Page 5 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Słodka Eea [odnośnik]30.04.21 16:16
3 grudnia

Zgodnie ze wspomnianymi w liście planami zjawiła się na miejscu chwilę wcześniej, nie tyle by uniknąć spóźnienia, na które nigdy sobie przecież nie pozwalała poza celowymi momentami okazania braku szacunku, ale dla potwierdzenia ustaleń dokonanych z przedstawicielem lokalu. Korespondencja służąca za gwarant odpowiedniego umiejscowienia ich dwójki wymieniona została już wcześniej, przywołanie zaś "rezerwacji" stanowiło czystą formalność przed ruszeniem w stronę jednego ze stolików. Nie zerkała nawet w stronę innych z gości, pozwalając im na tę odrobinę prywatności. Być może przyszli tutaj dla nacieszenia uszu mającym odbyć się wieczorną porą koncertem, może zaś, podobnie jak one, wykorzystywały go raczej dla scenerii właściwej bardziej interesownemu spotkaniu.
Może zerkali ku niej, zwłaszcza mężczyźni, gdy dopiero stukając obcasami przekraczała dystans od wejścia do sali ku wyznaczonemu miejscu. Wiedli wzrokiem za kobiecą sylwetką, otoczoną złotem kosmyków twarzą o wyraźnie podkreślonych oczach, polikach zarysowanych rumieńcem i lekko wygiętych w uśmiechu ustach. Włosy wydawały się nieco dłuższe, niż prezentowała na sobie na co dzień - zasługa zręcznie rzuconego zaklęcia czy, co bardziej prawdopodobne, uważonego dla tej kosmetycznej zmiany eliksiru. Miała prezentować się elegancko i kobieco, zgodnie z oczekiwaniami zbierających się w ścianach Kirke społecznych elit, o twardo ustrukturyzowanych poglądach na damską prezencję. Z fryzurą, makijażem oraz dopełnieniem w postaci nieco dłuższej nawet, niż wymagana była, sukienki z granatowego materiału o obszytych srebrną nitką rąbkach, przywodzących na myśl połyskujące na niebie gwiazdozbiory.
- Gimlet, lekko schłodzony - rzuciła zasiadając przy stoliku, gdy z pomocą magii odsunięto dla niej krzesło a kelner pochylił się dopytując o zamówienie.
Nie czekała z nim głównie przez fakt, że chociaż nie spodziewała się dłuższego oczekiwania na pannę Black, to nie zamierzała w tym czasie jedynie patrzeć z tęsknotą ku innym, cieszących się smakiem bąbelków na języku. Potrzebowała zajęcia dla rąk, choćby w postaci nóżki kieliszka ujętej między palce dłoni, by ta pozostała spokojniejszą od wypełniających głowę myśli.
Ten jeden raz łatwiej było wykluczyć opcje tyczące potencjalnego rozwoju spotkania, szczególnie zaś jego fragmentu poświęconego potencjalnym interesom. Prośba panny Black, biorąc pod uwagę ich dotychczasowe interakcje, nie miała raczej wybiegać ku granicom obszernej strefy komfortu Eris, prezentując wyzwanie raczej z rodzaju tych mniej krwawych czy niemoralnych. Możliwe, że nawet nie dałoby się tego określić jako coś jednoznacznie nielegalnego a bardziej balansującego na granicy szarości, zmuszając do wykorzystania kontaktów niedostępnych szlachciankom chowanym pod złotą klatką i wykraczających poza ich zdolności do unikania kłopotów w ramach konwersacji z przedstawicielami motłochu. Od tego była Rookwood, by pomagać swoim drogim znajomym, wcale nie poczuwając się do żalu przez instrumentalne ocenianie więzi z nimi - ot, odwdzięczała się pięknym za nadobne, samemu będąc postrzeganą przede wszystkim w kategorii kogoś użytecznego.
Kiedyś tak nie była, przynajmniej w podobnym złudzeniu żyła, wspominając czasy szkolne. Wydawało jej się, że w murach Hogwartu rzeczywiście zdolnymi pozostawali nawiązywać bezinteresowne relacje, ciesząc się choćby rozmowami na temat historycznych smaczków czy przygotowując do debat szkolnych, wcale nie znaczących o "być albo nie być". Dziecięcy świat był o niebo prostszym, nawet jeśli tak bardzo wyrywali się wtedy ku dorosłości, sprawiającej wrażenie czasów swobody i uciech. W praktyce zaś pozostało im topienie zmartwień w zawartości kieliszka oraz nadzieje, że odgłosy mające wybrzmieć w ramach wieczornego koncertu, zagłuszą tętent myśli.



And that world about to be a witness


To the limitlessness of how I kill business


Eris Rookwood
Zawód : Przestępca
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Show me how you move
Cause when you break
I'll get a new one
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Półwila

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9762-eris-rookwood#296235 https://www.morsmordre.net/t9788-ludio#296929 https://www.morsmordre.net/t9772-watch-me-play-the-devil#296437 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9795-skrytka-bankowa-nr-1337#297089 https://www.morsmordre.net/t9816-e-rookwood#297747
Re: Słodka Eea [odnośnik]07.01.22 3:15
luty?

Nie miał jeszcze okazji odwiedzić stosunkowo nowej restauracji na Pokątnej, choć przechodził obok lokalu wielokrotnie. Słyszał, że płaskorzeźba Kirke przy wejściu osądza każdego, kto ośmieli się przekroczyć próg lokalu - zmieniając mugolaków w świnie i wyzywając klientów za błędy ich przodków. Nie widział nigdy w okolicy żadnej świni, pewnie dlatego, że mugole zniknęli z Londynu. W teorii nie miał się czego obawiać, prowadził dość nudne życie, a Vale'owie nie zasłynęli z żadnych skandali, ale perspektywa poniżającego przejścia obok zaklętej głowy i tak budziła w nim pewną dezaprobatę. W końcu uległ jednak nie tyle ciekawości, co głodowi - cały dzień załatwiał w Londynie sprawunki, zdążył też odbyć wizytę kontrolną u jednej z pacjentek, już nadeszła pora obiadowa. Chciał zostać w stolicy do wieczora, wykorzystać w pełni dzień i noc, które Deimos spędzał u dziadków. Odwiedzić Wenus, zrelaksować się. Zjeść coś dobrego, jakieś rarytasy, których trudno było uświadczyć w Walii. Może kawę z mlekiem?
Do Zacisza Kirke akurat wchodziła grupka czarodziejów, dwóch postawnych mężczyzn z partnerkami, więc Hector spróbował przemknąć obok nich i wyminąć rzeźbę.
Trudno przemykać gdziekolwiek, gdy się utyka.
-Drogo zapłaciłeś za błędy swojego ojca! - skrzeknęło z ust Kirke, gdy hebanowe drewno laski stuknęło o posadzkę. Zacisnął mocno dłoń na rzeźbionej główce sowy, ale na szczęście płaskorzeźba prędko wykrzyczała coś o utraconym majątku do kolejnego czarodzieja.
Hector z ulgą rozejrzał się po sali, która okazała się pełna. Kelnerka z uśmiechem wskazała mu schody, mówiąc, że tam jest więcej stolików i sporo wolnych miejsc. Mina wyraźnie mu zrzedła, ale w powietrzu unosił się już zapach pieczeni i świeżej kawy. Zagryzł zęby i ruszył w kierunku schodów - stopnie były szerokie i to tylko jedno piętro.
Wreszcie, zniechęcony i zmęczony, stanął w drzwiach bardziej kameralnej sali i poszukał wzrokiem wolnego stolika. Spojrzenie prześlizgnęło się po kilku parach, małżeństwie z dziećmi i wreszcie samotnie siedzącej kobiecie, eleganckiej i...
...znajomej?
Laska drgnęła lekko w dłoni, ten profil rozpoznałby przecież wszędzie. Niegdyś ubierała się inaczej, czesała się inaczej, ale przecież to...
-...Cassandra? - musiała podnieść wzrok jeszcze zanim stanął nad jej stolikiem, na pewno zdradził go stukot laski. Spoglądał na nią z bezbrzeżnym zdziwieniem, myśląc o tym, jak nagle stracili kontakt gdy dosłownie zniknęła z kursu uzdrowicielskiego, jak kilka listów pozostało bez odpowiedzi, a potem matka umierała, Beatrice narzekała, a on powoli przestał pisać.
Zawsze tego żałował i chyba teraz - widząc ją w lokalu na Pokątnej, po tym jak nie potrafił odnaleźć jej nigdzie (rozglądał się przecież w Mungu, w sklepach zielarskich i aptekach, nieświadom, że Cassandra zaopatruje się w składniki w dzielnicy, do której nigdy w życiu by się nie zapuścił) - powinien poczuć wstyd.
Zanim sobie o tym przypomniał (czasem musiał przypominać sobie o trudniejszych emocjach, wprawnie obserwując i odwzorowując gesty własnych pacjentów, smętnie spuszczoną głowę nad grobem, ręce drżące przy składaniu żałobnej wiązanki), jego twarz rozświetlił ciepły, szczery uśmiech.
Nie mogła wiedzieć, że już do nikogo poza synem się tak nie uśmiechał.
-To naprawdę ty. - wspomnienia odbiły się w jego głosie ciepłem, na które też rzadko sobie pozwalał. Hogwart, wspólne marzenia o kursie uzdrowicielskim, jej szczupłe, ale służące za pewną podporę ramię na tych cholernych schodach, jego dłoń wpleciona w jej włosy gdy dostała przy nim napadu (unieruchomić głowę, pilnować języka), ciche rozmowy i bezpieczne milczenie w murach biblioteki.
-Ja...ty... wróciłaś do Londynu? - nie wiedział od czego zacząć, emocje (radość, żal, nostalgia, próbowałby je nazwał, ale chyba nie miał siły) kłębiły się z intensywnością jaką rzadko przeżywał. Do zeszłego roku miał w centrum stolicy gabinet z mosiężną tabliczką ze swoim imieniem i nazwiskiem - nie sądził, by zdolna była przejść obok obojętnie, nigdy nie nawiązać kontaktu. Wolał wierzyć w bardziej oczywisty i mniej bolesny wniosek, że po prostu wyjechała, zniknęła. Podobno nieruchomości w stolicy były teraz tańsze, może to logiczne, że wróciła akurat teraz.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Słodka Eea [odnośnik]26.01.22 20:05
Londyn był teraz cichy. Spokojny. Przygnębiający. Zniknął gwar ulic, nawet na Pokątnej wydawało się, że ludzi było jakoś mniej, zagłodzone twarze, przerażone twarze, czy to był smak zwycięstwa? Nigdy nie kwestionowała na głos metod obranych przez Rycerzy Walpurgii, tak samo jak nigdy im się nie sprzeciwiała. Ale to, co widziała, napawało ją zwątpieniem, a zwątpienie - lękiem. Ten, któremu służyli nie był wyrozumiały wobec podobnych myśli, odkąd zaprzedała dusze diabłu straciła prawo do własnej oceny. To, co się zmieniło, to jej pozycja. Nie miała w oczach lęku czarodziejów, których mijała, nie musiała chylić własnej głowy, bo jej zasługi były oczywiste. Niewielu znało jej twarz lub nazwisko, lecz Rycerze darzyli ją szacunkiem, który pozwalał jej poczuć się bezpiecznie mimo niebezpiecznych okoliczności. Calchas został pod opieką Lysandry, wyszła na zakupy, po drodze zatrzymując się u Kirke; ściągnęła gniewnie brew, gdy płaskorzeźba potrząsnęła głową z dezaprobatą, zapewne komentując jej nieślubne dziecko, do środka weszła jednak pewnie i z dumą, której zdążyła nabrać przez lata od tamtych zdarzeń. Zajęła jedno z miejsc na uboczu, przy oknie, zamawiając lampkę wina; rozłożyła świeży egzemplarz Horyzontów Zaklęć, przeglądając artykuły. W lecznicy trudniej było jej znaleźć na to czas - czas, który umykał zdecydowanie zbyt szybko. Płaszcz odebrano jej przy wejściu, czarne włosy spięte w luźny warkocz spływały ramieniem, karminowa pomadka podkreślała usta, węgielek kreślił oczy i przyciemniał powieki, biała koszula wpuszczona w ciemnogranatową spódnicę o wysokim stanie nie wyróżniała się nadto pośród kreacji pozostałych gości. Ramiona okrywała haftowana purpurowa chusta. Stukot laski gościa, który wszedł do przybytku początkowo nie zwrócił jej uwagi. Spojrzenie uniosła dopiero, kiedy usłyszała swoje imię. Profil wyostrzył się z biegiem lat, a chłodne jasne tęczówki nie straciły nie straciły nic z dawnej przenikliwości. Wciąż wydawały przybite, a przez to prawdziwe. Ile czasu minęło?
W pół otwarte usta zastygły w bezruchu, gdy badała jego twarz wzrokiem, bladość skóry wywołana była zmęczeniem, ale w tej chwili mogła pogłębić się bardziej. Trochę jak zobaczyć ducha - zaginionego przed laty, pozostawionego w przeszłości. Tam, gdzie było jego miejsce. Uciekała przed tym, co było dawniej, uciekała niezmiennie i uparcie, ale cienie doganiały ją nieustannie. Czasem niosły ulgę, czasem wręcz przeciwnie. Jak było dzisiaj? Zniknęła z jego życia jak sen, blednący wraz ze świtem, wciąż ją pamiętał? Uśmiech na jego twarzy, czym był? Tęsknotą za tym, co minęło, czy nadzieją na to, co wydarzyć się mogło? Los chyba był dla niego łaskawy, zdawał się mieć w sobie większą pogodę ducha niż wtedy - a może to było tylko mylne wrażenie, niefrasobliwa ocena pierwszego spotkania?
- Hector - szepnęła, ledwie poruszając ustami, nie odejmując od niego spojrzenia; naturalnie, że i ona go poznała, czas to za mało, by zmyl niektóre obrazy. Słyszała, że prowadził w mieście swój gabinet, może minęła szyld raz albo dwa, przysłaniając twarz kapturem, który miał na zawsze pozostawić ją już anonimową. Choć minęło już tak dużo czasu, tamte lata nieprzerwanie budziły u niej wstyd. Pogrzebane marzenia, stracone nadzieje, w końcu nieślubne dziecko i ostateczne wyklęcie. A jak tobie minął ten czas, przyjacielu? Wymieniłeś mosiądz na złoto? - Niezwykły zbieg okoliczności - przyznała po chwili, nigdy w nie nie wierzyła. Wierzyła, że los każdego zapisany był w gwiazdach, a nieszczęśliwe przypadki były tylko tych gwiazd winą. - Jestem... przejazdem, tak myślę - odpowiedziała, po krótkiej chwili zawahania; skłamała, nie chcesz widzieć tamtego miejsca, brudnych desek otoczonej ponurymi kamienicami mrocznego Nokturnu. Trudno tam żyć. Jeszcze trudniej wychowywać dziecko. Powinna go zbyć. Pozbyć się ciężaru przeszłości, skryć za woalem dawnego wstydu i znowu uciec. Ale chyba znalazła się już pod ścianą. a może - uciekać wcale nie chciała? Zdarzało się jej w ostatnim czasie tęsknić za bliskością drugiego człowieka. Zapomnienie nigdy nie było jej druhem.
- Jesteś sam? - Nie widziała przy nim kobiety. Ani rodziny. Mogli zostać na parterze. Gestem wskazała na krzesło przy stoliku, zapraszając go do zajęcia miejsca przy niej. - Dzisiejszej nocy Saturn świeci pełną tarczą. Jego poświata niesie przeważnie dobre wróżby, ale układ Koziorożca komplikuje sprawy i nakazuje czujność. Powiedz, jesteś złym, czy dobrym omenem? - Utkwiła w jego twarzy szmaragdowe spojrzenie, rozchylone usta zastygły w zamyśleniu w pół słowa.




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wdarły się znowu upiory w twój sen
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 26
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 5/5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Re: Słodka Eea [odnośnik]27.01.22 8:58
W pierwszej chwili skupił się na błysku rozpoznania, na rysach nigdy niezapomnianej twarzy, na szczerej radości z odnalezienia dawnej przyjaciółki. Na własnych słowach, cisnących się na usta prędko i spontanicznie, choć brak namysłu był u niego tak rzadki. Dopiero gdy wstrzymał wreszcie oddech i powściągnął język, przyjrzał się jej uważniej - tym razem skupiając się nie na młodzieńczych wspomnieniach, a na piętnie minionych lat. Wyglądała inaczej, choć warkocz miała taki sam, jak zwykle. Mogło się wydawać, że czas jej służył. Rysy twarzy wyostrzyły się, była teraz elegancką kobietą, a nie dziewczęciem, choć usta miała tak samo łagodne, a oczy równie przenikliwe, jak przed laty. Nie odrywała od niego wzroku, on od niej też, to przy niej nauczył się jak to jest naprawdę na kogoś patrzeć, a potem przekonał, że innych podobne spojrzenie onieśmiela.
Jedynym niepasującym do niej detalem, dziwnie drażniącym Hectora, był karmin pomadki. Beatrice malowała usta podobnym kolorem, który idealnie współgrał z płomiennymi włosami i przykuwał uwagę do promiennych uśmiechów, które posyłała artystom, aktorom, przedsiębiorcom, własnemu kuzynowi, a kiedyś (ku bezbrzeżnej zgrozie Hectora) nawet mijanemu w hallu pacjentowi (nie przychodź do mojej gabinetu, wszyscy są tutaj anonimowo, mam gdzieś to, że akurat byłaś na Pokątnej, ktoś tutaj akurat może mieć kryzys psychiczny! - podniósł wtedy głos, rzadko podnosił głos). Nigdy jemu. Na szczęście, Cassandra nie uśmiechała się w podobnie ekspresyjny sposób, nie mogłaby (miał nadzieję), byłoby w tym coś boleśnie wulgarnego, nieczystego, karmin szminki Beatrice kojarzył się w jakiś sposób z burgundowymi kurtynami w Wenus, z karmazynową krwią w wannie. Przy pierwszym podaniu Rue trzymał Beatrice za rękę, przy drugim przypadku nie mógł się na to zdobyć. Wybaczał pomyłki, nie uporczywe błędy.
Ile może się zmienić w ciągu dekady? Mogłaś przewidzieć, Cassandro, że Hector Vale znienawidzi kolor karminowy?
-Nie wierzysz w zbiegi okoliczności. - przypomniał jej z rozbawieniem, bo niektóre rzeczy się nie zmieniają, nie powinny. Uśmiech zbladł nieco, gdy przyznała, że jest w stolicy tylko przejazdem - delikatność kazała nie drążyć, gdzie jest na stałe, więc spróbował sobie wyobrazić, co doradziłby w podobnej sytuacji własnemu pacjentowi.
Pewnie, by spróbował wykorzystać ten czas jak najlepiej. Już otwierał usta, by spytać, czy może się przysiąść, ale sama wskazała mu miejsce. -Zamówimy deser? Zapraszam. - zaproponował, widząc tylko kieliszek wina. -Tak, jestem sam. - odpowiedział miękko, podchwytując jej wzrok. O co pytała? Przyszedł tu sam, ale w słowach zabrzmiało coś ostatecznego. Był sam, choć miał syna. W relacji z nim też stąpał po cienkim lodzie, jak zwykle. Nie trafił jeszcze na taflę tak stabilną, jak przyjaźń z Cassandrą. Gdy się poznali, gdy pomogła mu na schodach z dobroci serca, zdławił wstyd i zaufał jej prostolinijnie i dziecięco. Byli dziećmi. Już tak nie umiał, dowiedział się zbyt wiele o życiu, o sekretach szeptanych w gabinecie, o brudzie, o sobie.
Oparł laskę o ścianę, położył dłonie na stole. Na palcu lewej dłoni wciąż widać było blady ślad po noszonej do sierpnia zeszłego roku obrączce, Cassandra mogła go dostrzec, jeśli przypatrywała się Hectorowi wystarczająco uważnie.
Uniósł z lekkim niedowierzaniem brwi, nie wiedząc, czy poszukiwała w ich spotkaniu omenów jedynie z typowej dla siebie dociekliwości, czy też jej zaufanie faktycznie stopniało w ciągu minionych lat.
-Podobno jestem Koziorożcem. - przypomniał jej, kiedyś wpatrywali się w gwiazdy na błoniach Hogwartu i rozmawiali o różnych systemach zodiaku, nawet tych obcych ich kulturze. Dla angielskich czarodziejów był przecież Nundu.
-A jakiego omenu wyczekujesz? - podjął grę, przechylając lekko głowę. Błękitne oczy śmiało odwzajemniły szmaragdowe spojrzenie, nigdy nie uciekał od kontaktu wzrokowego. -Cieszę się, że cię widzę. Tyle lat... - urwał, zdając sobie sprawę, jakie to bezsensowne frazesy. Zaraz padnie zgubne pytanie, czemu nie odpisywałaś, albo przepraszam, że przestałem pisać, już wolał rozmowę o wróżbach, planetach i gwiazdach.




We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Słodka Eea [odnośnik]09.05.22 2:32
Nieprzerwanie przyglądała mu się tym samym nie mniej przenikliwym spojrzeniem, szmaragdowe tęczówki uporczywie sięgały jego źrenic, jakby chciały z nich wyczytać otchłań i ciężar przeżyć ostatniej dekady, naturalnie, nie była w stanie. Pamiętała go jeszcze jako chłopca, nie mężczyznę, bardzo bystrego i utalentowanego, a to ceniła w ludziach tak wtedy jak dzisiaj. Ona zmieniła się bardzo, z dziewczynki zagubionej we własnym świecie stając się kobietą samodzielną, samoświadomą i silną, która po drodze zrobiła zbyt wiele rzeczy, które budziły w niej wstręt i wstyd. Ile w nim zostało dawnego Hectora? Ile przeszedł przez ostatnie lata?
- Nie - przyznała, kiedy przypomniał jej o jej braku wiary w zbiegu okoliczności, wywołując mimowolne drgnienie kącika ust, zupełnie jak dawniej, nawet rozbawiona wydawała się smutna. - Znasz to miejsce? Polecisz coś? - Na deser, który proponował. Nie błąkała się po miejscach tego typu zbyt często, dopiero od niedawna znajdując czas na oddech i godząc się na pozostawienie syna w rękach córki na dłużej niż krótką chwilę. Dopiero od niedawna tez zaczynała czuć się w tym mieście prawdziwie bezpiecznie; całkowicie opanowany przez Rycerzy Londyn nie budził już wielu zmartwień, choć coraz częściej stawiała sobie pytanie - czy wciąż to właśnie tutaj była jeszcze potrzebna. Wyjętym spod prawa pomagała coraz mniej chętnie, a bliżej frontu uzdrowicieli potrzebowali najbardziej. Sama nie była pewna, czy mówiła prawdę, mówiąc, że była tędy przejazdem. Nie odjęła od niego spojrzenia, lecz też nie drgnęła, by pomóc mu usiąść bez laski, wierząc, że podobny gest wywołałby u niego tylko zawstydzenie. Dostrzegła ślad po obrączce, zastanawiając się, co mógł oznaczać w zestawieniu z jego słowami. Życie i na nim odbiło swoje piętno, był wdowcem?
- Połowa stycznia, pamiętam. Wszystkiego najlepszego - odpowiedziała, a na ustach znów zatańczył uśmiech; był już luty, od jego urodzin minęły może dwa, może trzy tygodnie. Nie przywiązywała dużej wagi do rocznic, symboliki upatrując się bardziej w przyszłości niż w przeszłości. - A zatem przestroga kierowana jest do ciebie. Jakie miałeś na dzisiaj plany? Nie powinieneś podejmować dzisiaj ryzyka. - Czy to spotkanie mogło nim być? Szczerze w to wątpiła, lecz wyroki gwiazd bywały niezwykle zawiłe, a w dniu otrzymania wieści równie mocno trudne do pełnego zrozumienia. - Każdy woli napotkać dobry omen. Zwłaszcza w tak trudnych czasach. Chciałabym, by dawny przyjaciel pozostał tym, kim był, lecz trudno byłoby mi uwierzyć, że przez ostatnią dekadę nie zmieniło się nic. - Spoglądała na niego, nie zamierzając jednak przymuszać go do odpowiedzi. Była go ciekawa, nawet jeśli wstydziła się siebie. - Minęło jak jeden dzień - dokończyła jego słowa, starając się przekierować rozmowę na bardziej neutralne tory. Uciekając od tłumaczeń i przeprosin, nigdy nie była w tym dobra. Uciekając od prawdy, z tym za to zawsze radziła sobie świetnie. - Też się cieszę. Dobrze wyglądasz, Hectorze - dodała po chwili, spokojnie opierając się na krześle.




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wdarły się znowu upiory w twój sen
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 26
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 5/5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Re: Słodka Eea [odnośnik]18.05.22 8:48
Przyglądali się sobie nawzajem i żadne nie cofało spojrzenia - mimo, że Hector już po sekundzie zorientował się, jak przenikliwie jest obserwowany. Jej pewnie też nie umknęła jego uwaga. Nie czuł się komfortowo pod ostrzałem niczyich tęczówek, to jego rola i z biegiem lat coraz mocniej odczuwał ciężar codziennych kłamstw... ale teraz znosił jej wzrok spokojnie. Właściwie, prawie miał ochotę się roześmiać, a nie śmiał się szczerze od dawna - nie licząc zabaw z synem. Minęło tyle lat, ale było jak dawniej. Dwójka szkolnych dziwaków o niewygodnie przenikliwych spojrzeniach. Być może Cassandra radziła sobie ze swoją ciekawością lepiej, ale Hector długo był irytującym chłopcem, który musiał przypominać sobie, że od kilkudziesięciu sekund patrzy na kogoś prawie nie mrugając i że wypadałoby spojrzeć na coś innego. Niejednokrotnie musieli mu o tym przypomnieć inni chłopcy, ale wychował się w Shropshire, był przyzwyczajony do przemocy i zawsze szybko się uczył. Okiełznał w Hogwarcie zgubny nawyk, a na specjalizacji przekuł go we własny atut. W szkole patrzył bezpardonowo tylko na nią (bo mógł) i na Archibalda gdy przestał być przy nim paraliżująco onieśmielony (bo przeważnie tego nie zauważał albo sprawiał to lordowskie wrażenie, że nie zauważa), a swobodnie mógł milczeć tylko z nią - spojrzenia utkwione w książkach lub w sobie, stale obecne i nigdy niezadane pytanie czemu jesteś smutna, świadomość, że na niektóre pytania nigdy pozna się odpowiedzi.
Może powinni dzisiaj po prostu milczeć...? Za chwilę uzna, że tak, że powinni, ale karta dań była bezpiecznym tematem, a zaskoczenie i radość z przypadkowego spotkania uśpiły jego czujność. Powinien pamiętać, że ilekroć cieszył się szczerze, to słodycz zawsze splatała się z goryczą - takie już było życie. Od zawsze, odkąd wesoły wyścig z bratem zakończył się przedwcześnie na dole schodów.
-Jestem tu pierwszy raz. - przyznał. -Otworzyli je stosunkowo niedawno - wyjaśnił, zakładając prostolinijnie, że Cassandra faktycznie zniknęła z Londynu i nie pamiętała stojącej w tym miejscu... lodziarni? Albo chyba cukierni? Właściwie też już nie pamiętał. -a plotki o syczącej przy wejściu rzeźbie jakoś mnie nie zachęcały. - pozwolił sobie przewrócić oczyma. Wiedziała, że nie znosił podobnej teatralności i niepotrzebnej adrenaliny w życiu codziennym - choć dawną niechęć podsyciło jeszcze przez lata upodobanie żony do egzaltowanych zachowań, durnych bibelotów i kiczowatych pozytywek. Po co komu dreszcz adrenaliny, gdy idzie się zjeść ciastko? Hector tolerował takie tylko na scenie, w operze albo w teatrze albo może w cyrku. Jego synowi bardzo podobało się w cyrku, milczał tam jakoś weselej niż zwykle. Potem Beatrice uśmiechnęła się zbyt sugestywnie do przystojnego biletera, Hector zwrócił jej uwagę (nie publicznie, taka była umowa, a on pilnował umów, ktoś musiał) i resztę dnia była już okropna. Przynajmniej w tym roku pójdą na arenę sami, jeśli zdecyduje się wreszcie wziąć dziecko do Londynu.
-Może strudel na ciepło? - zaproponował, zerkając w menu. -Albo, wybierzmy coś oryginalnego. Nie wiem, kiedy - zabraknie w tym kraju cukru -znowu tu wrócę. - rzucił pogodnie. -Wezmę jeszcze kawę. - dodał, zachęcając, by zrobiła to samo. Kawy nigdzie w Walii nie dało się dostać.
-Dziękuję, Cass. - odpowiedział na życzenia, odwzajemniając uśmiech i mimowolnie zdrabniając jej imię, aż...
Jakie miał na dzisiaj plany?
Dzięki latom doświadczenia w zawodzie, który wymagał dobrego panowania nad mimiką, przypomniał sobie, że powinien utrzymać uśmiech na twarzy jeszcze chociaż kilka sekund i opuścić kąciki ust powoli, by nie wzbudzać podejrzeń - choć świadomość tego jakie miał plany podziałała na niego jak kubeł zimnej wody.
Plany, których się wstydzę i o których nigdy ci nie powiem, Cass - i będę prosił Apolla byś nigdy nie ujrzała ich w wizjach. Albo chociaż nie dowiedziała się, że nie chodzę tam by kupować miłość i chuć, jak wszyscy, a po to, by kupować przemoc.
-Zatem zmienię plany. - zadecydował, próbując nadać słowom pozór żartu. Byłoby prościej, gdyby pamiętała go jako człowieka, który lubi i potrafi żartować. Zwykle robił to inaczej, bez uśmiechu (do którego teraz się zmusił) - a z idealnie pokerową twarzą. Iskry rozbawienia tańczyły tylko w jego oczach - na przykład wtedy, gdy z pozoru spokojnie recytował jakieś (zmyślone na poczekaniu) korelacje między kolorem włosów i skłonnością do histerii tamtej niemiłej, jasnowłosej dziewczynie, która niewybrednie śmiała się z Cassandry. Zerknął potem z rozbawieniem na przyjaciółkę, ale dopiero wtedy, gdy zobaczył na twarzy blondynki cień autentycznego strachu. Znał doskonale ten rodzaj lęku, przeżywanego w samotności odkąd dowiedział się o (niezmyślonych) korelacjach między Klątwą Pierwszego Oka i chorobami psychicznymi. Niechciane wizje napawały pewnie Cassandrę podobnym lękiem, ale nigdy o to nie pytał Po prostu podszkolił się z pierwszej pomocy na wypadek gdyby dostała napadu przy nim i nauczył się szybkiej szermierki złośliwościami. Pewnie nikomu nie powinien życzyć takiego rodzaju strachu, ale autentycznie ucieszyło go, że nastraszył tamtą dziewuchę. Może zawsze był okrutniejszy od Cassandry, i chyba na pewno był bardziej pamiętliwy. Ilekroć przyjmował zlecenie od jakiegoś zniecierpliwionego męża na kurację rozhisteryzowanej żony, miał przewrotną nadzieję (dopóki nie spytał o imię pacjentki), że ujrzy znajomą twarz.
Jedne przepowiednie są w końcu prawdziwe, a inne to tylko demony zastraszonego umysłu, które spełniają się same.
-Plany nie były ciekawe i wolę posiedzieć tu z tobą. - dodał przytomniej, choć nie wiedział, czemu się jej tłumaczy. Przecież nigdy nie pytała. Teraz też nie. A jednak powinien powiedzieć coś o sobie.
Co...?
Nic o żonie, na pewno nie. Mógł przekonująco udawać żałobę przed własnymi teściami, ale przed Cassandrą nie będzie w stanie.
Mógłby opowiedzieć coś o Orestesie, ale wspomnienie syna pociągnie za sobą temat żony, jak lawina. Poza tym, choć zwykle lubił się nim chwalić, to od sierpnia się o niego martwił. Był jeszcze cichszy niż zwykle.
Najlepszym tematem była praca, ale jak cierń bolała go świadomość, że on skończył kurs, a Cassandra nie. To niesprawiedliwe. Powinienem był nalegać, powinienem był cię znaleźć, powinienem był namówić Prewetta aby przestał dąsać się o magipsychiatrię i użył swoich koneksji albo nawet wykorzystać naszą znajomość póki jeszcze istniała i iść prosto do jego ojca, wtedy jeszcze rozmawialiśmy i nawet nie wiedziałem ile mogę, powinienem raz w życiu tupnąć nogą i cię obronić, ale zniknęłaś.
-Podobno liczy się to, w co wierzymy, a ja dziś chciałbym wierzyć, że nic się nie zmieniło. A przynajmniej ty - to ty wyglądasz zjawiskowo. - uśmiechnął się łagodnie, w jej włosach nie dostrzegał pasm siwizny, których nie sposób było nie zauważyć u niego. Komplement zabrzmiał ciepło, choć bez śladu pożądania - jak każdy, który mówił jej w szkole.
Może gdyby widział w niej kogoś więcej niż przyjaciółkę, zdołałby być mężczyzną i tupnąć nogą i namówić ojca na małżeństwo, które wciąż byłoby aranżowane ale nie nieznośne - czasem to rozważał, czasem tego żałował, miała czystą krew i czuł się przy niej bezpiecznie i ojciec nigdy by nie pozwolił, miała nieodpowiednie nazwisko i nieodpowiednią rodzinę, ale można czasem żyć złudzeniami.
Miał nadzieję, że przynajmniej jej wyszło to na dobre - że znalazła albo znajdzie miłość, tą prawdziwą, o której czytał w książkach i której nigdy nie czuł samemu. Nie widział jednak jej obrączki i minęło zbyt wiele lat, by mógł spytać. Była trochę inna, bardziej pewna siebie, chyba świadoma tego, że wedle gustu niektórych wyładniała. Dla niego zawsze była piękna, bo zwracał uwagę głównie na jej intelekt i oczy.
-Zostałem magipsychiatrą, ale to cię nie zaskoczy. - wyznał wreszcie, decydując się na najbezpieczniejszy z tematów. -To, że uwielbiam moją pracę też cię nie zaskoczy. - dodał, starając się brzmieć skromnie, dla niej - ale choć panował nad własnym głosem, to nie nad dumą, żywo lśniącą w niebieskich oczach. -A - u ciebie wszystko w porządku? - zapytał od razu, z mieszanką troski i ciekawości. O sekundę za późno zorientował się, że lekceważy wszystko, co było podstawą jego pracy - pacjentom nie zadawało się takich pytań, stwarzających przestrzeń do wymijającej odpowiedzi. Ale Cassandra nigdy nie była jego pacjentką, kiedyś była za to jego przyjaciółką.






We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Słodka Eea
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach