Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Latarnia morska, Little Skellig
AutorWiadomość
Latarnia morska, Little Skellig [odnośnik]04.04.15 19:22
First topic message reminder :

Latarnia morska, Little Skellig

Strzelista, wzniesiona na wysokich skałach latarnia morska umiejscowiona na wyspie Little Skellig, u południowo-zachodnich wybrzeży Irlandii. Little Skellig jest opustoszałą, bezludną wyspą służącą za rezerwat ptaków. Pomiędzy ostrymi i śliskimi skałami, o które nietrudno się rozbić, znajduje się niewielka piaszczysta plaża pełna muszli i krabów. Niegdyś Little Skellig służyło za terenowy ośrodek badawczy Wydziału Zwierząt Ministerstwa Magii. W 1952 r. oddział został przeniesiony do Walii.
Istnieje legenda, według której latarnię zamieszkiwał niegdyś wujaszek Cezar - przebrzydły czarnoksiężnik, który zwabiał do latarni strudzonych marynarzy, a następnie więził ich w środku i torturował. Dziś jednak trudno tu kogokolwiek spotkać.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Latarnia morska, Little Skellig - Page 8 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Latarnia morska, Little Skellig [odnośnik]29.12.20 14:46
The member 'Cillian Macnair' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 9

--------------------------------

#2 'k8' : 5
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Latarnia morska, Little Skellig - Page 8 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Latarnia morska, Little Skellig [odnośnik]29.12.20 15:57
Była spostrzegawcza, lecz nie miała zmysłów wyczulonych tak silnie jak Cillian, czy - tym bardziej - wilkołak, choćby i wyczerpany po pełni. Poranek był młody, pojedyncze smugi bladego światła dopiero zaczynały pokrywać wyspę, a do podziemi nie docierało niemal nic. Byli zdani wyłącznie na własne Lumos, na rozmowę w ciemnościach - a chociaż korciło, by sięgnąć po coś intensywnego i skąpać całe pomieszczenie w blasku, przed którym Runcorn nie miałby się możliwości schronić, instynkt podpowiadał, że taka otoczka anonimowości, ta niematerialna zasłona, jaka wciąż ich oddziela, okaże się korzystnie wpływać na zaufanie.
Cóż, najwyraźniej instynkt też wypadł chujowo. A przynajmniej dzisiaj.
Nie zauważyła dokładnego momentu, w którym facet pomknął w kierunku wyjścia, ale odczuła drżenie powietrza, sekundę fantomowej obecności i tyle wystarczyło - liczyła, że Cillian, jak na tropiciela przystało, okaże się bardziej czujny, ale wyszło na to, że zdolnemu zawsze wiatr w oczy i musiała na szybko wymyślić coś innego. Nie mogli pozwolić Runcornowi uciec, litości - jeszcze w zmarniałej, ludzkiej postaci. Co to by było za upokorzenie? Usłyszała, że Cillian sięgnął po znany jej czar, jednak problem w używaniu zaklęć w ciemnych norach polegał na tym, że wraz z inkantacją gasło światełko wzbudzone przez Lumos.
Pewna była, że nie trafił, bo nie usłyszeli charakterystycznego uderzenia ani trzeszczenia ciała na sypkich kamykach, więc bez zastanowienia - chociaż miała się, kurwa, trzymać z tyłu, ale koniec końców zawsze wychodzi na to samo, baba zawsze musi sobie radzić na własną rękę - wbiegła w tunel, po to tylko, żeby potknąć się spektakularnie i uderzyć łokciem w ścianę. Akurat w momencie, w którym spróbowała zaklęcia:
- Squamacrus! - Nic z tego nie będzie, wiązka poszła krzywo i nadszarpnęła jedynie kamiennym sufitem. Błyskawicznie zebrała się z kolan, podbiegła wyżej, spróbowała jeszcze raz. On się dopiero przemienił, nie może odbiec daleko, nie ma sił. - Squamacrus! - Zacisnęła zęby, światło pomknęło prosto, a oni wspinali się po skosie. Musiała się skupić, musiała pamiętać, po co to robi. - Squamacrus - Zniżyła głos i wreszcie pewna była, że wycelowała właściwie. Pytanie, czy Runcorn zdążył się uchylić? Może nawet opuścić tunel?
Byli już blisko jamy osłoniętej bluszczem, a tam odniosła wrażenie, że słyszy szamotanie, lepki dźwięk nieprzyjemny dla ucha, ale kojący podrażnione nerwy. No wreszcie.
- Cillian, przytrzymaj go, zabierz różdżkę jeśli ma - powiedziała cicho, trzymając się jeszcze na niewielką odległość. Może i się rządziła, ale miała prawo, w końcu jak dotąd zrobiła dużo więcej.
- Ty dziwko patroszona... To jest ten, tfu, pokojowy zamiar?
Nie przywiązywała wagi do obelg, dużo większy problem stanowiło dla niej zebrać myśli raz jeszcze, by zaplanować rozmowę. Warunki były znacznie mniej korzystne, niż wyobrażała to sobie na początku.
- Trzeba było nie uciekać. Runcorn, na litość, znasz mnie, wiesz, że nie szukałabym cię na jakimś wypizdowie, jeżeli nie miałabym dla ciebie poważnej oferty. Wysłuchaj jej, podyskutujmy, jak alchemik z uzdrowicielem. Nie masz niczego do stracenia. - Nie dokładnie takiego języka miała w zamiarze używać, ale uprzejmość nie popłaciła, więc kto wie; może brutalna szczerość okaże się pewniejsza?


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Latarnia morska, Little Skellig [odnośnik]29.12.20 16:57
Wiedział, że zaklęcie okazało się cholerną porażką, gdy tylko wiązka poleciała gdzieś w bok i zniknęła. Patrząc na odległość, nawet nie sięgnęłaby tego pieprzonego wilkołaka. Ofensywa w białej magii pozostawiała wiele do życzenia, nigdy mocno nie skupiał się na niej, bo to defensywa przydawała się za każdym razem, kiedy polował, a czego nie dało się załatwić w ten sposób, nadrabiał z wykorzystaniem eliksirów. Dziś jednak coś go podkusiło, że z drugiego zrezygnował. Teraz miał tego skutki, kiedy dwukrotnie zabrakło precyzji. Spojrzał na dziewczynę, kiedy ta rzuciła się w pogoń za ich nowym kolegą, by zaraz samemu to zrobić. Słyszał rozbrzmiewające w mroku inkantacje, wiedząc dobrze jak ciężko trafić w poruszający się cel, gdy robiło się to na ślepo. Lepiej jednak złapać go tutaj niż na otwartej przestrzeni, bo pogoń w lesie mogła okazać się o wiele trudniejsza. Zwolnił krok, kiedy dobiegł go dźwięk upadku i coś jeszcze, dziwnie obślizgłego, jakby coś mokrego rzucało się po ziemi. Nie miał pojęcia, co dziewczyna zrobiła Runcornowi, ale brzmiało to ohydnie nawet dla niego.
Rzucił Multon krótkie spojrzenie, gdy ta nabrała takiej pewności siebie, aby zdobyć się na poczucie, że może mu dyktować kolejny ruch. Mimo wszystko zrobił, co powiedziała, bo było to logiczne i nawet bez jej podpowiedzi, zrobiłby dokładnie to samo. Przykucnął przy szamoczącym się mężczyźnie, odtrącając jego ręce i tym samym upewniając się, że faktycznie był osłabiony. Nie miał przy sobie nic, co stanowiłoby dla nich zagrożenie. Idiota powinien zabrać chociaż różdżkę, a zamiast tego postanowił uciekać polegając tylko na słabym ciele. Złapał go za ubranie i dźwignął do pionu, by stając za nim objąć go ramieniem za szyję i poddusić lekko, kiedy zaczął się stawiać.- Przestań.- syknął.- Zamknij się i słuchaj. Pokojowa opcja skończyła się dla Ciebie, gdy postanowiłeś spieprzać.- warknął, poprawiając chwyt, aby wilkołak za nic nie mógł się wyrwać. Miał zdecydowaną przewagę fizyczną, gdy Runcorn okazał się niższy i drobniejszy, a do tego wycieńczony pełnią.
Przeniósł spojrzenie na Multon.- Zdejmij z niego zaklęcie.- mruknął spokojniej niż chwilę wcześniej. Chociaż mężczyzna pogrzebał możliwość rozmowy bez przymusu, to jednak mogli sięgnąć po lekko psychologiczne zagranie, poczucie, że jednak nie jest tak źle. Oczywiście sam nie zamierzał go puszczać, brak zaufania działał już w obie strony.
- Nie uciekać? Wpadasz tu ze swoim gachem po pełni. Czego się spodziewałaś, idiotko? – szarpał się, ale osłabienie dawało mu we znaki, nie miał siły się wyrwać.- To nie będzie długa dyskusja, ale mów. Czego chcecie? Co uroiłaś sobie w głowie?


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair
Re: Latarnia morska, Little Skellig [odnośnik]29.12.20 21:08
Pozwoliła Cillianowi się wykazać i oczekiwała parę kroków wgłąb tunelu, co prawda dość blisko, by dosięgnęło ją zaklęcie, ale nie na tyle, by Runcorn mógł łatwo złapać ją znienacka za kostkę albo wycelować niepozorną fiolką. Ustalili już wcześniej listownie - jakkolwiek absurdalnym nie było sobie wyobrażać, że ten rozumny, elokwentny jegomość okazał się zwykłym awanturnikiem z ulicy - że Runcorn może, a nawet na pewno będzie posiadał jakieś eliksiry. Gdyby mieli więcej czasu, chętnie cofnęłaby się teraz z powrotem do podziemi, przekonana, że znajdzie tam prowizoryczny składzik, może nawet laboratorium. Czy zostawiłby to wszystko na ich pastwę, czy może miał jeszcze jakiegoś asa w rękawie, którym zamierzał pochwalić się po ucieczce na powietrze? Od pełni nie minęło dużo czasu, a wilkołaki podobno potrafiły zmieniać się również poza ścisłą porą nocy. Nie podobało jej się to, nie powinni zwlekać i czekać aż nabierze sił.
Cillian poradził sobie dobrze z wątłym ciałem, a na jej krótki gest podeszli bliżej przejścia, by stanąć przy samej roślinnej zasłonie; dzięki temu nie musiała ponawiać Lumos, by dojrzeć pojedyncze szczegóły woskowej, zapadniętej twarzy. Zdziwiło ją, że nie miał przy sobie różdżki - a może miał, tylko dokładnie schowaną? Gdyby to Cillian jej rozkazał przeszukać Runcorna, pewnie zdjęłaby mu spodnie; zaklęcie wytwarzające płetwę między nogami i tak je rozerwało, żadna strata. Jako sojusznicy budzący sympatię, będą musieli je pewnie naprawić. Ona będzie musiała. No chyba, że Cillian okaże się jeszcze szczątkiem dżentelmena.
- Nie szarp się - powtórzyła cicho za znacznie bardziej oschłymi słowami swojego towarzysza, a potem machnięciem różdżki i niewerbalnym Finite przywróciła Runcornowi stopy, na których mógł się minimalnie podeprzeć. Z silnego uścisku i tak nie dałby rady się wyrwać. Powiodła po wilkołaku spojrzeniem, przyglądając znanej sylwetce po raz pierwszy od długich miesięcy. Na dłużej zatrzymała wzrok na górnej partii spodni, trzymających się jeszcze słabo na pasku. Hmmm, długie. Ale na pewno nie różdżka. - Paxo - Skorzystała z okazji, podchodząc bliżej i przytykając mu na moment drewno do skroni; szarpał się jeszcze, ale kiedy spłynęła po nim kojąca, uzdrowicielska aura wyjątkowo silnie rzuconego czaru, zdał się od razu uspokoić, choć wciąż łypał na nią wrogo, klął pod nosem i gadał głupoty.
- To nie jest mój gach, tylko mój pomocnik - zaznaczyła cicho na wstępie, właściwie bez powodu, dopiero po czasie gryząc się w język za bezczelność tego stwierdzenia. Merlinie, miała nadzieję, że Cillian nie jest tak impulsywny, żeby się z nią tu i teraz zacząć wykłócać. - Przyszliśmy z ofertą - podjęła wreszcie, dochodząc do wniosku, że stan w jakim się znaleźli, w jakim znalazł się Runcorn, nie sprzyja długim dyskusjom. - Z ofertą w imieniu Rycerzy Walpurgii. Czy ta nazwa coś ci mówi?
Alchemik nie zdecydował się odpowiedzieć, lecz odniosła wrażenie, że dostrzega w jego oczach zmianę, niewielkie poszerzenie źrenic. Nie wiedziała, co to może oznaczać.
- Chcemy zaoferować ci pomoc uzdrowicielską i dostęp do materiałów, które wcześniej służyły ci za gwarant kariery. Chcemy ci zaoferować powrót do żywych oraz godność, z której obdarła cię klątwa.
- W zamian za? - Runcorn wtrącił jej się w pół słowa, ale powstrzymała skrzywienie ust.
- W zamian za lojalność. Lojalność i umiejętności, jakimi dysponujesz, a które teraz bardziej niż kiedykolwiek są cenione na wagę złota.
Im dłużej słuchała własnego głosu, tym pewniej się czuła - i liczyła na to, że wreszcie dokądś zmierzają.
[bylobrzydkobedzieladnie]


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed


Ostatnio zmieniony przez Elvira Multon dnia 30.12.20 12:35, w całości zmieniany 1 raz
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Latarnia morska, Little Skellig [odnośnik]30.12.20 0:01
Nie zastanawiał się, dlaczego mężczyzna nie miał przy sobie niczego, co dałoby mu szansę obrony, nie wnikał, co nim kierowało, kiedy jako bezbronny rzucał się do ucieczki. Mimo że ustalając pewne informacje w listach, zakładali raczej czarny scenariusz, który zakładał, że przynajmniej kilka eliksirów bojowych pójdzie w ruch, stało się coś całkiem innego. Może to i lepiej, obejdzie się bez doprowadzania mężczyzny na skraj życia, co tym bardziej podkopałoby wersję pokojowych zamiarów, która już i tak została naruszona. Przyciągnął go bliżej wyjścia, zerkając krótko na zasłonę z roślin, przez którą poza światłem przedzierało się również świeże powietrze, pozwalające zaczerpnąć oddech bez wilgoci i woni ingrediencji znajdujących się na dole. Runcorn bez wątpienia miał tu swoje małe królestwo, gdzie przygotowywał eliksiry, ale brakowało czasu, aby rozejrzeć się, a osobiście nie chciał złazić tam znów, nawet jeśli znał osobę, która zainteresowałyby zdobyczne składniki. Nie tym razem.
Czuł, jak wilkołak nieruchomieje po rzuconym przez uzdrowicielkę zaklęciu, a później zauważalnie rozluźnia się, dlatego sam nieco poluzował uścisk, aby go nie dusić. Odrobinę bawiło go, że pomimo przegranej sytuacji ten nadal był dość hardy i udowadniał to każdym słowem wypowiedzianym w ich kierunku, chociaż ofiarą stawała się głównie Elvira. Nic jednak dziwnego, drobna blondynka o niewyparzonym języku sama się prosiła, mimo że teraz sama była nieco potulniejsza, mając inny cel niż wkurzenie ich nowego znajomego. Skrzywił się nieznacznie, kiedy został nazwany gachem, a chwilę później pomocnikiem. Kogoś tu chyba ponosiła wyobraźnia, ale ugryzł się w język, chociaż zagotowało się w nim. Jeszcze sobie o tym porozmawiają, nie wątpił i nie zamierzał odpuszczać.
Nie wiedział, jak mężczyzna reaguje wraz z kolejnymi słowami Multon, nie widział go, mógł się jednak domyślić, że stopniowo przedstawiana oferta spotyka się z taką reakcją, jakiej potrzebowali. Nie walczył, nie wyrywał się, słuchał. Może robił głupio, ale rozluźnił chwyt w pewnym momencie, puścił Runcorna, by cofnąć się od niego. Drobny dowód na to, że nie byli jego wrogami, że chcieli mu pomóc, jeśli tylko wykaże odrobinę chęci współpracy.
- Masz szanse w jakimś stopniu wrócić do życia, które prowadziłeś. Bez wytykania palcami przez ludzi, bez spychania na margines społeczeństwa. Żadnych łowców wilkołaków, którzy będą deptać ci po piętach.- podjął, dołączając do rozmowy, podając mu argumenty, które mogły trafić równie celnie.- Będziesz robił to, co robiłeś i będziesz bezpieczny. Zastanów się nad tym.- dodał ciszej, co i tak rozbrzmiało wystarczająco głośno.


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair
Re: Latarnia morska, Little Skellig [odnośnik]30.12.20 12:59
Miała jeszcze cień obawy, że Runcorn czymś ich zaskoczy - że w rękawach potarganej koszuli skrywa dodatkową broń, że zdoła wyrwać się z uścisku Cilliana. Może i wilkołak po pełni nijak nie dorównywał siłą rosłemu mężczyźnie, nie oznaczało to jednak, że nie mógł wykazać się sprytem, kopnąć go celnie w stopę, uderzyć w ścięgno, które samo sprowokowałoby odruch. Dopiero po chwili nabrała pewności, że po całej serii wpadek sytuacja naprawdę zdała się być nareszcie pod kontrolą. Runcorn nie miał na sobie nawet butów, zapewne nie zdążył włożyć ich po przemianie. Im dłużej patrzyła w te złośliwe oczy, tym większą pewność czuła, że miał wcześniej zamiar spróbować ponownej przemiany - nie miała tylko pewności, czego to wymagało ani na ile było obecnie możliwe. Cóż, jeżeli coś się wydarzy, Cillian stał bliżej i raczej sobie poradzi.
Najważniejsze, że wilkołak wreszcie zamilkł i słuchał - jeżeli nawet uda, że się zgadza, że coś do niego dotarło, nikt nie będzie im mógł potem zarzucić, że nie próbowali. Ich zadaniem było jedynie przedstawić ofertę w taki sposób, aby wydała się alchemikowi jak najbardziej korzystna. Ostateczna decyzja i tak należała do niego, choć postawiłoby ich w znacznie lepszym świetle, gdyby była twierdząca.
Posłała Cillianowi sceptyczne spojrzenie, kiedy zdecydował się zupełnie puścić mężczyznę; owszem, teraz, gdy otoczyli go z dwóch stron i nie tkwili w zupełnych ciemnościach, ich szanse były o wiele większe, co nie oznaczało, że Runcorn jeszcze ich nie zaskoczy.
- Dostaniesz czas do namysłu, lecz nie przeciągaj decyzji w nieskończoność; wiesz dobrze, że w czasie wojny nie ma na to szansy. - Wcisnęła ręce do kieszeni, chowając różdżkę. Był to wyraz pokoju, choć wewnątrz płaszcza nadal nie wypuszczała drewienka z palców. - Opowiedz się po właściwej stronie, a nie zostanie ci to zapomniane. - Przechyliła głowę, nabierając miększego tonu. - Nikt poza nami nie wyciągnął do ciebie ręki, prawda? Nikt poza nami nie docenił cię dość, by udać się za tobą tak daleko, mimo oczywistego niebezpieczeństwa.
I Cillian dorzucił od siebie trzy grosze; a chociaż wyraźnie mówiła mu, że ma siedzieć cicho i nie rozdrażniać Runcorna swoją niewyparzoną gębą, okazało się, że nawet on potrafi czasem powiedzieć coś z sensem. Taka jednomyślność również dodawała wiarygodności, a alchemik z każdą chwilą stawał się widocznie bardziej zaintrygowany.
- Same piękne słówka, żadnych konkretów - burknął wreszcie. - Gdzie się mam udać po pomoc, jak choroba znowu zaatakuje? Do Munga? Nie rozśmieszaj mnie!
Odetchnęła powoli, pozwalając ustom wygiąć się w subtelny uśmiech. No i z takim podejściem rozmawiało się po stokroć przyjemniej.
- Już nie pracuję w Mungu, odeszłam od pracy zmianowej - brzmiało to o wiele bardziej wiarygodnie niż informacja o dyscyplinarnym zwolnieniu, a przy tym nie było kłamstwem, jeżeli facet kiedyś się do tej informacji dokopie. - Nadal jestem specjalistą chorób genetycznych, mam twoją historię choroby. Wszystkie informacje o tym, gdzie i kiedy się udać, otrzymasz, gdy zdecydujesz, czy zamierasz przystać na naszą ofertę - Powoli oblizała usta. To było lepsze niż wyciąganie całej ręki i podawanie istotnych szczegółów zanim było jasne, czy Runcorn sobie z nimi nie pogrywa. - Wystarczy list. Potem wraz z odpowiedzią otrzymasz kolejne instrukcje. - Uniosła wzrok, by spojrzeć na towarzysza. - Zaadresujesz go na Cranham, Gloucestershire. Sowa ma znaleźć Cilliana... - urwała, zdając sobie sprawę, że w trakcie całej wymiany listów posługiwali się wyłącznie swoimi imionami.
A Runcorn czekał, wymownie unosząc brew.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Latarnia morska, Little Skellig [odnośnik]30.12.20 23:19
Na ogół nie ufał ludziom, obojętnie kto stałby naprzeciwko niego, budził ten sam cień nieufności, podyktowany latami współpracy z przeróżnymi jednostkami i tym samym zebranym doświadczeniem. Zdarzało się, że nawet osoby noszące to samo nazwisko co on, czuły na sobie podejrzliwe spojrzenie błękitnych tęczówek, bo więzy krwi mogły okazać się nic niewarte. Jednak teraz paradoksalnie nabrał dziwnej pewności, że Runcorn nic już nie wymyśli, że skończyły mu się asy w rękawie albo sama chęć walki, gdy znajdował się na przegranej pozycji. Nie wiedział czemu, nie wiedział skąd, ale zwyczajnie miał pewność, że mieli kontrolę nad sytuacją. Wystarczyło tylko to wykorzystać, nie zmarnować szansy jaka zaistniała. Zignorował spojrzenie Multon, zauważając, iż była bardziej sceptyczna, ale naprawdę miał to gdzieś. Miała przekonywać, a nie osądzać jego decyzje, które jeśli okażą się błędne ściągną konsekwencje, którym tylko on będzie winny. Najwyraźniej jednak wszystko naprawdę szło już po ich myśli. Wilkołak słuchał, podejmował rozmowę, a im więcej dopytywał, tym zdradzał zainteresowanie, a czy nie o to chodziło? Skupić jego uwagę i przekonać? Ze spokojem obracał w palcach judaszowiec, jak zawsze musząc czymś zająć dłonie, gdy Elvira nadal mówiła sięgając po kolejne argumenty. Na ile działała już spontanicznie, a na ile według tylko sobie znanego planu, nie miał pojęcia, ale póki wyraźnie trafiało to do mężczyzny, był cicho. Co prawda nie byłby sobą, gdyby nie wtrącił paru słów, co też zrobił podtrzymując wersję, którą dziewczyna cały czas przedstawiała Runcornowi. Nie zamierzał podkopywać tego co umiejętnie tworzyła, do czego zachęcała, ale skoro Elphias niekoniecznie pałał sympatią do Multon, tak on był mu neutralny, więc może w pokrętny sposób wpłynie to na wiarygodność.
Milczał, gdy uzdrowicielka spojrzała na niego, a później bez wahania podała jego adres. Świetnie, nie umawiali się na to, a pełnie dezaprobaty najpewniej mogła dostrzec w błękitnych tęczówkach. Zdławił w sobie nieco kpiące parsknięcie, kiedy nagle zabrakło jej informacji, ale nic dziwnego ani razu nie padło jego nazwisko. Żadne spotkanie, żaden list nie pozwolił poznać ów szczegółu.
- Macnair.- mruknął, przenosząc spojrzenie na Runcorna.- Im szybciej się zdecydujesz tym lepiej dla Ciebie. Mniejsza szansa, przykrego wyczekiwania na informację zwrotną, gdy choroba da ci w kość.- dodał neutralnie.- Jak mówiłem; Zastanów się, Runcorn. Masz szansę na powrót do swojej zwykłej codzienności, bez obaw co przyniesie kolejna pełnia.- skinął lekko na Multon. To był dobry moment, aby zostawić wilkołaka w spokoju, musiał odpocząć i pomyśleć... a miał nad czym, jeśli zależało mu, aby chociaż część jego życia znów wyglądała tak samo. Przeciętnie, bez piętnowania przez otoczenia, bez poczucia bycia marginalizowanym.

| zt x2


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair
Re: Latarnia morska, Little Skellig [odnośnik]21.02.21 1:17
Para nr 14

Po ugryzieniu zaklętego ciastka padliście ofiarą niechcianej teleportacji – a po krótkiej chwili wylądowaliście tutaj: postać A na szczycie latarni, jej zewnętrznym balkonie i postać B u jej podstawy. Gdy minie początkowa dezorientacja, odnajdziecie wzrokiem siebie nawzajem.

Gdy tylko wasze spojrzenia się spotkają, ogarną was silne emocje, do złudzenia przypominające miłość: będziecie mieć wrażenie, że dla drugiej osoby zrobicie absolutnie wszystko, poczujecie oddanie, szczęście i tęsknotę do czegoś, czego nie będziecie potrafili określić; wyda wam się najpiękniejsza na świecie; będziecie gotowi poświęcić wiele, by spędzić z nią resztę życia.

Postać B zmuszona będzie pokonać wiele schodów, by przedostać się do swojej prawdziwej miłości, lecz podobne przeszkody nie zdołają jej zatrzymać - w zależności od jej kondycji, mniej lub bardziej zasapana prędzej czy później znajdzie się na szczycie, gdzie płomień latarni płonie tak jasno, jak zapłonąć mógł ogień waszej miłości. Nad paleniskiem zarechocze poltergeist, który w momencie, w którym odnaleźliście siebie nawzajem, uderzy w przejście do latarni i zatrzaśnie je za sobą, pozostawiając was uwięzionych w środku. Oswobodzi was dopiero latarnik nad ranem. Na podłodze leży trochę rozrzuconej różowej bibuły, a na kolumnach podtrzymujących dach ktoś przykleił krzywo wycięte tekturowe serduszka z waszymi inicjałami opisanymi jako WNM.


Rzut kością
W dowolnym momencie trwania wątku możecie wykonać rzut na dodatkowe zdarzenie kością podpisaną jako Kupidynek.

Konsekwencje
Efekty zjedzenia zaklętego ciastka ustąpią następnego dnia, wraz ze wschodem słońca; po romantycznej schadzce pozostaną wam wspomnienia i potężny ból głowy, który ustąpi dopiero po 24 godzinach.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Latarnia morska, Little Skellig - Page 8 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Latarnia morska, Little Skellig [odnośnik]21.02.21 13:58
wieczór 31 X 1957

Słodka, korzenna woń przemykająca między ścianami pomieszczenia, lepkie nadzienie rozpływające się w ustach, bolesne szarpnięcie w pasie; powietrze zmieniło się, z tego znajomego, odrobinę dusznego i otulonego ciepłem, w chłodne, wieczorne, obce. Gwałtownie nabrany haust oddechu był pierwszą reakcją, niedługo później nieprzyzwyczajone do mroku i nowego otoczenia oczy zaczęły mrugać, kilkukrotnie, szybko, chcąc w paru szybkich spojrzeniach zarejestrować nową rzeczywistość.
Nie było dyniowej tartaletki ani granic znajomego pokoju; przywitał ją zimny podmuch ciemnego nieba, które zdążyło już pożegnać się z popołudniowym słońcem, zmieniając barwę z purpury na zgaszoną szarość błękitu. Z dawnej chwili, siłą wyrwanej i zmienionej za sprawą pomarańczowego smakołyku, została tylko niedopięta koszula niedbale wsunięta w ciemną spódnicę i nieład ciemnych pasm włosów.
Zamrugała kilkukrotnie po raz kolejny, rozglądając po okolicy z przyspieszonym oddechem, niezrozumieniem wymalowanym w tęczówkach i znaczącym rozchylone usta. Zdążyła przejść kilka kroków naznaczonych stukotem obcasów, wokół, nim zrozumiała, że miejsce, w którym się znalazła, jest morską latarnią; wzniesionym na wysokim klifie szczytem ludzkich rąk, otulonym zewsząd ciemnością granatowego morza. Teraz między tlącym się paleniskiem, a metalową barierką; kroki Dolohov skierowały się w stronę żeliwnego odgrodzenia szczytu latarni od przepaści w dół. Wzburzone fale rozbijały się o skały u podnóża, wieczór zaciemnił ścieżki i ograniczył pole widzenia.
Dyniowy posmak wciąż drażnił język, kiedy próbowała zrozumieć – to miejsce, słodkość, zapach, który unosił się wtedy, i który wciąż czuła; zbyt wyraźnie, zbyt dobitnie. Drażnił nozdrza, krążył w głowie, jednocześnie tulił i działał kojąco. Otumaniał, zabierał niepokój, który powinien zagościć w każdym zakątku ciała.
Szum nocnych fal docierał do tego miejsca, zagłuszał bicie jej własnego serca i ciężki oddech, który uspokajała z każdą kolejną chwilą oplatania smukłych palców wokół balustrady. Odchyliła się od niej by raz jeszcze przespacerować się po ograniczonym terenie; dopiero wtedy wzrok napotkał różowe płatki znaczące podłogę, brwi zmarszczyły się wyraźnie.
Była tu sama, pozornie sama, za towarzysza mając trzaskające palenisko, w kierunku którego wyciągnęła dłonie, jak gdyby chciała sprawdzić, czy ogień faktycznie daje ciepło.
Czy jest prawdziwy, czy to miejsce jest prawdziwe; czy ona sama jest prawdziwa i czy zapach, który zamieniał codzienną nerwowość i natychmiastowy odruch sięgnięcia po różdżkę w dziwaczny, wręcz abstrakcyjny spokój, nie jest tylko wymysłem jej wyobraźni.



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Latarnia morska, Little Skellig [odnośnik]21.02.21 16:19
Raptem kilka stóp nad podłogą unosił się latający dywan; na nim Zachary, z nogami splecionymi przed sobą, napiętymi mięśniami, w pełnym skupieniu i pozbawiony widoku na otoczenie gabinetu. Wezyr, miano, które z wolna przywierało doń coraz mocniej, medytował. Merkaba, starożytna sztuka przodków stała się w ostatnich tygodniach czymś, co miało pomóc mu rozwinąć się, sięgnąć po głębię mocy skrywanej w samym sobie – długa, wykańczającą, wymagającą skupienia wspomaganego odpowiednio palonymi ziołami, kadzidłami. Atmosferę tego wieczora przeciął jednak słodki, prawdziwie korzenny zapach. Wytrącony z równowagi uchylił powieki, rozchylił usta, wzrokiem odnalazł źródło inwazji, nieświadomie naciskając dłońmi na dywan, by pokierować nim i znaleźć się jak najbliżej przedziwnej słodkości.
W pierwszym odruchu zignorował sycący zmysł zapach pergaminu oraz gorącego, pustynnego piasku palącego stopy. Na kilka chwil znów znalazł się w Egipcie, a ciepło przeszywało go na wskroś w wyobrażeniu dziecka, którym był lata temu. Delikatna woń kwiatu zmusiła go. Sięgnął po dyniową tartaletkę i w bezbrzeżnej przyjemności zatopił w niej zęby, łapczywie – niczym wody odnalezionej na pustyni – smakując nadzienia. Zapomniał o wszystkim, o celach, które przywodziły go do gabinetu każdego wieczora, każdej nocy. Słodycz smakołyku zawładnęła nim; próbował wchłonąć całą jej rozkosz, lecz nie podołał nawet pierwszemu kęsowi. Silne przyciąganie wokół pępka wyrwało go ze spokojnych murów Wyspy Man.
Zaskoczony upadł na zimną ziemię, nie mając pojęcia, gdzie się znalazł. Zdezorientowany usiadł, opierając się na piętach, w chaotycznych ruchach próbując otulić się koszulą, przez którą przedzierały się powiewy zimnego, wilgotnego powietrza. Głęboko oddychając, podniósł się, wstał, wyprostował, spojrzeniem odnajdując ogromny słup wyrastający z ziemi, świecący na swym szczycie. Latarnia morska. Nie wiedział, która z angielskich latarni ani kto w jej pobliże go tutaj ściągnął. Spojrzał zatem w górę, w stronę światła, próbując wychwycić jakąkolwiek obecność, kogokolwiek, kto mógłby mu pomóc zrozumieć, odnaleźć się. I chyba nie pomylił się. Chyba ktoś na balkonie latarni spoglądał na niego – był prawie pewien, że ktoś tam był. Czuł gdzieś to w środku samego siebie i nie potrafił zrozumieć, dlaczego tak się działo.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Latarnia morska, Little Skellig [odnośnik]21.02.21 17:43
Nie potrafiła zrozumieć, ale w tamtej chwili nie potrzebowała zrozumienia. Nie wiedziała gdzie jest, ale to wydawało się nieistotne – absurdalnie nie obchodziło ją nic, choć powinno wszystko. Niepokój powinien już dawno podyktować sięgnięcie po różdżkę, wrodzona nerwowość powinna znaleźć w tej dziwacznej chwili coś dziwnego, podejrzliwość skazać na jedyną słuszną drogę – teleportację z powrotem do domu.
Ale nie zrobiła tego, nawet nie pomyślała.
Wśród szumu fal i zapadającej nocy, która raz po raz zaczynała przesuwać ciężkie, kłębiaste zasłony, ukazując drobniutkie punkty srebra na wielkim nieboskłonie, wybrzmiewało tylko jedno – zapach. Był niemal namacalny, wyczuwalny węchem, dosięgający kubków smakowych, otulający dotykiem i mieszający myśli.
Orzeźwiająca nuta iglastych drzew przeplatana okruchem świeżej, jeszcze ciepłej juchy; później wybiła się mięta, następnie zadrgała ostra woń alkoholu i podmuch ropy naftowej – miała czuć tylko sól morskiej bryzy i świszczący powiew wiatru; zamiast tego czuła wszystko to, co w jednej, drobnej chwili podziałało niemal jak narkotyk.
Wzrok omiótł różową bibułę, by niedługo później zatańczyć w wysokich językach pomarańczowego płomienia. Wydawał się wieczny, hipnotyzujący, niemalże należący do niej – zupełnie jak gdyby to tutaj, w tym momencie miała się znaleźć.
Nie znała powodu. Nie wiedziała nawet dlaczego jedyne, co czuje, to dziwaczne odrętwienie; przyjemne, choć obce i trudne do wyjaśnienia, wypełnione słodyczą dyniowego ciasteczka, które zdążyła tylko delikatnie nadgryźć.
Wysoki ogień niósł przyjemne ciepło, nie ślepił jasnego spojrzenia, choć wokół tańczyła głęboka ciemność, kontrastując z żywym żarem; patrzyła na palenisko przez dłuższą chwilę, dopiero po jakimś czasie czując dziwaczny zryw – pęd, przeczucie, drgnięcie gdzieś w środku samej siebie, a jednocześnie jakby nienależące do niej – który podyktował kolejne kroki.
Obeszła okrąg balkonu na samym szczycie latarni po raz kolejny, zatrzymując się dopiero przy łuku drzwi; otwartych, za którymi dostrzegła kilka stopni schodów prowadzących w dół, za nimi mrok – gęsty, taki, który być może wyczułaby pod opuszkami palców.
Obcy, ale nie czuła strachu. Nawet odrobiny.
Nawet wtedy, gdy trzaskające ognisko i szum wzniosłych fal u podnóża wieży nie był w stanie zagłuszyć echa kroków.
Zastygła w bezruchu, przystając kilka kroków od otwartego przejścia, wyjścia na powierzchnię najwyższego balkonu latarni; zupełnie wbrew sobie, zupełnie tak, jak gdyby była pewna, że właśnie tam ma się znaleźć.
Nieważne były rozpięte guziki lnianej koszuli i ciemne kosmyki w nieładzie, nieważna obcość miejsca i brak ostrożności; jasne tęczówki spoglądały śmiele w ciemność, tak, jakby wiedziały, że to ona przyniesie to, czego jej brakowało.



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Latarnia morska, Little Skellig [odnośnik]17.03.21 22:22
Nie potrafił zrozumieć. Usilnie starał się, choć czynił to resztkami świadomości, którą z wolna zastępowało uczucie oraz chęć irracjonalnego postępowania. To właśnie to ciągnęło go do szczytu latarni, do celu przeciskającego się przez myśli coraz mocniej. Ktoś tam jest. Latarnie nie płonęły bez celu. Nigdy. Tak mawiał dziadek i temu przeczuciu zawierzył, obierając pierwsze kroki w stronę schodów.
Stawiał je sumiennie, jeden za drugim; najpierw powoli, nieco ociężale, wprawił mięśnie w miarowy ruch. Z każdym kolejnym nieco przyspieszał. Nabierał tempa, wspierając się ścianę, odpychając nieco od niej, by jak najmniej wysiłku włożyć w kolejny ruch. Wspinaczka była trudna. Wielki Wezyr nie szczycił się ogromną kondycją, a umiarkowaną jak na angielskiego lorda i egipskiego szajcha, syna króla Egiptu przystało. W opinii innych zapewne było to ponad to, co powinien mieć, lecz nie żałował. Dzięki temu miał w sobie choć odrobinę sił, które pozwalały mu miarowo wspinać się po, zdawałoby się nieskończonych schodach, aż kierowany nieswoimi pragnieniami począł biec. Przeskakiwał stopnie, chcąc skrócić drogę, pragnąc jak najszybciej znaleźć się na oświetlonym szczycie. Dowiedzieć się, co pchało go do celu, a przede wszystkim doznać światłości i zrozumienia dlaczego. Dlaczego pędził na złamanie karku w nieznane, nie wiedząc co na niego czekało. Czy była to pułapka, czy zaplanowane zdarzenie przygotowane przez kogoś z rodu, czy cokolwiek innego, co wymagało jakiegokolwiek starania się, by być gotowym na wszystko. Zachary nie dbał o ani jedną z tych rzeczy. Biegł. Biegł. Biegł. Dyszał ze zmęczenia. Potykał się o własne nogi tak długo, aż znalazł się na ostatnim podeście. Wpadł do środka latarni, lecz wcześniej drżącymi z wysiłku dłońmi próbował otworzyć drzwi. Pchnął je resztkami posiadanego ze wspinaczki impetu. Upadł na kolana, instynktownie wsparł obiema rękami o podłogę latarni, przez krótką chwilę dość tępo patrząc w podłogę.
Podnosząc wzrok, czuł wyjątkowo silne napięcie w karku. Czuł właściwie każdy mięsień i każdy potrafił nazwać, lecz wszystko to wyparowało w ciągu jednego spojrzenia. Spotkanie dwu paru oczu nastąpiło w tak dziwny sposób, iż Zachary stracił jakiekolwiek poczucie czasu i tego, w jakiej sytuacji się znalazł. Począł wstawać, nieustannie nie odrywając spojrzenia od kobiety, którą spotkał. Patrzył na nią intensywnie przez cały czas, gdy prostował dumną sylwetkę, a ręce wycierał w materiał spodni, jednocześnie zmniejszając dystans, aż stanął tak, by móc poczuć jej oddech i posmakować go nosem, ustami, nie dotykając jej.
Jamal — odezwał się zachrypniętym, nieco dyszącym wciąż głosem, unosząc lewą ręką ku niej. Spojrzeniem, całym wyrazem twarzy wyrażał oczarowaniem tym, kogo ujrzał i jak wielkim uwielbieniem ją darzył, choć nie znał. Nie znał, prawda? Nie przypominał sobie. Wszystkie znajomości uleciały w powietrze. Została tylko ona i jego własne pragnienie przychylenia jej świata; wierzchem dłoni, knykciami lekko dotknął jej policzka. — Jak ci na imię? — Zapytał szeptem, uśmiechając się łagodnie, nie odsuwając ręki. Liczył na reakcję, na aprobatę, bez której nie chciał iść dalej. Pragnienie akceptacji obudziło się w nim gwałtownie i nie zamierzał ustępować w jego uzyskaniu.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Latarnia morska, Little Skellig [odnośnik]18.03.21 17:14
Ekscytacja pęczniała w dole żołądka. Ciemność spijała jej wzrok – uważny, wyczekujący, naznaczony iskrami, które raz po raz poza zaintrygowaniem odbijały także żywy ogień trzaskający w wysokim palenisku. Obserwowała mrok przez sekundy, minuty, może całą wieczność – to nie było ważne. Nie było już czegoś tak przyziemnego jak czas; nie interesował jej szum fal roztrzaskujących się o wysuniętą w morską toń część latarni. Nie myślała o chłodnym wietrze, który przemykał między ubraniami, otulał odkryte części jasnej skóry i nawoływał za gęsią skórką. Od płomieni biło ciepło, ale jakże nieporównywalne było z tym, które niosło odrętwienie od palców u stóp, po czubek głowy; zawierzenie się kojącemu uczuciu niosło ulgę, rozgrzewało, pozwalało zapomnieć o świecie wokół.
Liczyło się tylko to.
Tylko on.
Nie odważyła się wypuścić spomiędzy warg nawet krótkiego westchnienia, kiedy wzrok w końcu napotkał to, za czym tak bardzo tęskniło serce; jego. Tego, którego nie znała, nie widziała, nie słyszała i nie czuła, aż do tej pory.
Miała wrażenie, że serce na zaledwie ułamek sekundy zatrzymało swoją pracę w drżącej piersi; napełniła płuca powietrzem dopiero po chwili, kiedy jego kolana spotkały się z posadzką na szczycie latarni, mięśnie drgały pod materiałem i wysiłkiem, niemalże aż prosząc o to, by dała im wytchnienie; troska, zwyczajna, pospolita, ta, której Tatiana niemalże nigdy nie odczuwała, teraz niemal pulsowała pod opuszkami palców, które aż błagały, by spotkać się z fakturą jego skóry. Nieważne, jak bardzo był jej obcy.
Spojrzenie spotkało spojrzenie, a ona zamarła po raz kolejny. Uniósł się, a wraz z momentem, w którym stanął na proste nogi, ona czuła, jakby jej własne miękły. Wyglądał jak nie z tego świata, wyrwany z baśni, narysowany idealnym pociągnięciem pędzla, z jasnymi oczyma wybijającymi się z gęstych odmętów nocy jak gwiazdy.
Może to wszystko było tylko snem?
Marą, naznaczoną ogniem latarni i jego obecnością; rzeczywistość przecięło zachrypnięte słowo, a ona niekontrolowanie wykonała krok na przód, spojrzeniem błądząc po zarysach tworzących jego twarz – tak obcą i tak piękną jednocześnie, utęsknioną, idealną.
Rzeczywistość skurczyła się do minimum, zostali tylko oni, ciało dotknęło ciało, kiedy przysunęła się bliżej, rozchylając usta ledwo zauważalnie. Jego dotyk parzył, ale ciepło było tak uzależniające, że wolałaby spłonąć, niźli pozwolić, by przestał.
– Tatiana – wypowiedziane szeptem, niemal na bezdechu, jakby sama nie była pewna swojego miana – Ale to nie jest ważne, mój królu – słowa płynęły same, instynktownie, gdzieś obok niej samej a równocześnie stanowiąc sanktuarium tego, co w tamtej chwili tworzyło właśnie to, kim była.
Miłość? Pożądanie? Fascynacja?
Spektrum dziwnych, tak odległych od zwykłego uniesienia odczuć; mimowolnie wtuliła nieco policzek w jego palce, tęsknie, leniwie, nader prędko sama unosząc dłoń. Pierw spoczęła na jego torsie, później rozpoczęła wędrówkę w górę; łagodną, subtelną, muskającą góry i doliny jego ciała. Blade opuszki palców kontrastowały z jego karnacją, kiedy dłoń sięgała skóry pod obojczykiem, później tej oplatającej kark; w końcu palce wkradły się wyżej, przemierzały czarne kosmyki włosów z tak obcą jej czułością.
– Czekałam na ciebie – kolejny szept wpłynął w minimalny dystans między nimi, druga dłoń odnalazła tę należącą do niego, i zsunąwszy ją z własnego policzka, splotła wspólnie ich palce – Nie każ mi dłużej – czekać, powstrzymywać się, drżeć z niepewności?
Był tutaj, zaraz obok, blisko, równocześnie wciąż niewystarczająco blisko. Nachylając się bliżej czuła jego zapach, uspokajający, odurzający, melodyjny. I choć była pewna – siebie, jego, momentu, który abstrakcyjnością przeczył realizmowi – pocałunek, jaki złożyły miękkie wargi na męskim policzku, później niżej, finalnie docierając do szczęki, nie miał w sobie niczego z pewności.



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Latarnia morska, Little Skellig [odnośnik]03.04.21 19:37
Wierzchem dłoni delikatnie sięgał jej policzka. Niemal miękkim spojrzeniem spoglądał na ukochaną, która najwyraźniej odwzajemniała gorąc uczuć. Nie rozumiał ich źródła. Ba, nie przejmował się takim głupstwem. Niemożliwa do opisania zwykłymi słowami ulga, radość wypełniały go bez mała, kiedy następował kontakt fizyczny, tak elektryzujący w tym wszystkim, szczególnie w drobnych, prawie nic nie znaczących gestach, którymi się porozumiewali. Czy aby na pewno? Nie sądził. Możliwość dotknięcia jej była mu całym światem, najdroższym, najbardziej pożądanym skarbem.
Tatiana — powtórzył cicho, lecz dźwięcznie, własnym językiem smakując każdej zgłoski tworzącej imię jego wyśnionej miłości. Później jeszcze szeptał je, chcąc jedynie zyskać pewność, że w każdym tonie smakowało niezmiennie dobrze i upojnie. — Uczynię cię moją królową, Tatiano — odparł, w zasadzie zaprzeczając jej słowom. Imię było naprawdę ważne; palec wskazujący spoczął na jej ustach: — Nasi poddani muszą znać twoje imię. Wiedzieć, komu winni oddawać cześć i dziękować za naszą dobroć. Nigdy nie wstydź się, moja królowo, swojego imienia. Dla mnie zawsze będzie ważne. — Mówił lekko, dumnie. Roztaczał przed nią wizję wspólnej przyszłości – obietnicę bogactwa, dostatku, oddania i zrozumienia. Niczego innego nie pragnął niż obsypać ją skarbami; poznać, kim była, czego pragnęła.
Jestem... już jestem — odpowiedział, uśmiechając się. — I zawsze będziemy razem, moja królowo. — Brzmiał szczerze. Nie potrzebował niczego. Jej obecność była w zupełności wystarczająco.
Nie chciał jej kazać czekać. Czuł potrzebę dotknięcia jej i to właśnie w jej takt objął ją lekko w talii, przysunął do ciebie. Z ust wybrzmiał cichy pomruk zadowolenia, gdy miękkie wargi dotknęły skóry pokrytej krótkim zarostem. Rozbudzony, zaskoczony tym doznaniem, wypchnął gorące powietrze przez usta prosto na jej bark oraz szyję, gdy obejmował ją i zastanawiał się, czy miała w sobie poczucie romantyczności w towarzystwie płomieni w palenisku. — Zechcesz ofiarować mi choć jeden taniec? — Zapytał, sięgając dłonią za jej nadgarstek, by przybrać odpowiednią, zaobserwowaną u innych pozę. Nie umiał tańczyć, a mimo to zaczął nucić pod nosem jakąś melodię. Własnym ciałem próbując nadać nieco ruchów tej przedziwnej scenerii, jednocześnie niwelując resztki dystansu między nimi, a policzkiem potrzeć jej własny, podrażnić delikatną, gładką skórę zarostem. Chwilę później dotknął go ustami, zostawiając za sobą kolejny oddech, którym chciał ją uwieść.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Latarnia morska, Little Skellig [odnośnik]03.04.21 19:37
The member 'Zachary Shafiq' has done the following action : Rzut kością


'Kupidynek' :
Latarnia morska, Little Skellig - Page 8 CmFxQql
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Latarnia morska, Little Skellig - Page 8 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 8 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Latarnia morska, Little Skellig
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach