Wydarzenia


Ekipa forum
Wybrzeże
AutorWiadomość
Wybrzeże [odnośnik]27.11.16 15:11
First topic message reminder :

Wybrzeże

Pokryte zaczarowanym drobnym, białym piaskiem wybrzeże, zejście do którego prowadzi od sali balowej; szerokie, o miękkiej, przyjemnej dla bosych stóp powierzchni jest doskonałym miejscem do dalekich spacerów bez towarzystwa zbędnych gapiów. Przyjemna bryza stanowi rześkie orzeźwienie w trakcie dusznych przyjęć, a na co dzień - pozwala na zaznanie odpoczynku. Od tej strony wybrzeża można obserwować imponujące wschody słońca.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 17 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Wybrzeże [odnośnik]25.04.22 22:16
Z pewnością zdążyła przywyknąć do niedopowiedzeń i niedomówień, to wiązało się z działaniami Rycerzy Walpurgii, którzy byli również częścią jej rodziny. Chciałby powiedzieć jej wszystko, od samego początku do końca, od swojego zatracenia i niechęci wobec mroku w życiu, aż do momentu, w którym zaakceptował, że jest on jego nieodzowną częścią. Jak długą drogę przeszedł, aby zrozumieć tak ważne dla niego kwestie, które prowadziły go w jedynym i słusznym kierunku. Otwarcie oczu, nowe spojrzenie na świat, jasne i klarowne myślenie były mu potrzebne, każdy w pewnym momencie własnego życia docierał do takiego momentu, stawał na rozstaju dróg i obierał własną drogę.
Ponownie się uśmiechnął, kiedy uparcie tkwiła przy swoim i twierdziła, że spojrzenia w jej kierunku zawdzięczali jedynie faktem, iż na ceremonii zjawili się razem. Wątpiła we własną urodę i kryła się w cieniu, a była niewątpliwie bardzo wartościową młodą kobietą, której brakowało jedynie impulsu, aby wkroczyć w nowe, nieznane wody. W każdej kwestii kierowała się rozsądkiem, nawet teraz kryjąc się za rumieńcem…
- Jestem innego zdania. – dodał z lekkim śmiechem. Miał wrażenie, że jest niezwykle spięta. Nie powinna tak czuć się w jego towarzystwie. Chciał widzieć jej swobodę, aby rozluźniła się i bawiła tym, co oferowała im ta chwila. Nie tak powinno to wyglądać? Mieli okazję do wspólnego spędzenia czasu, do kilku chwil razem, bez całkowitej kontroli.
- Masz rację, nie wiem tego, bo bardzo dobrze to ukrywałaś. Nawet teraz zawahałem się… nie wiedziałem czy tego chcesz. – powiedział spokojnym tonem, zaciskając nieco mocniej jej dłoń. Nie rozszyfrował jej sygnałów, ukrywała je bardzo skrzętnie, jakby nie chciała, aby kiedykolwiek dowiedział się o jej zainteresowaniu jego osobom. Stąd wtedy nakreślił, że powinni zostać przyjaciółmi… Miał wrażenie, że wytyczenie granicy będzie tym, czego oczekiwała. Najwyraźniej oboje niepoprawnie do tego podeszli… Nie wspominając o idiotycznym zainteresowaniu Rosiera inną kobietą. Zakazany owoc kusił najbardziej, cóż po nim, jeśli nie był tym, czego naprawdę oczekiwał.
- Wiele nieoczekiwanych rzeczy wydarzyło się od zeszłego lata, mniej lub bardziej spodziewanych. – powiedział cicho. Locus Nihil, mętlik w głowie, spotkania z Calypso, które nie przyniosły mu nic dobrego. Jego umysł od początku sugerował mu, że to niewłaściwa droga, prezentując krwawe sceny w jego umyśle, kiedy podążał za… no właśnie. Nie był w stanie przypomnieć sobie rozmytych obrazków, które kreowały się w pełne brutalności i mroku sny. Od pewnego czasu spał jednak spokojniej, szczególnie od kiedy skierował myśli w zupełnie innym kierunku. – Musiałem opuścić Anglię, aby nabrać dystansu i przemyśleć wiele kwestii. Żałowałem, że rozstaliśmy się wtedy w niezgodzie. – powiedział spokojnie i spojrzał na nią przez krótką chwilę. – Dotarło też do mnie, że to czego właściwie szukam od miesięcy mam tuż obok… Wybacz, że nie dostrzegałem tego wcześniej i niemal złamałem Ci serce. – dodał przystając na moment, aby ponownie stanąć przed nią i delikatnie ułożyć dłonie na jej bokach. – Teraz Ty mi powiedz, czego oczekujesz ode mnie, Primrose? – spytał, wbijając spojrzenie ciemnych tęczówek w jej oczy.




Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Mathieu Rosier
Zawód : Arystokrata, opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Here’s the misery that knows no end
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Wybrzeże [odnośnik]25.04.22 22:50
Nadal niepewna tego wszystkiego co się działo kroczyła obok Mathieu czując jak stopy zapadają się w miękkim piasku wybrzeża. Ruch sprawił, że mogła zebrać myśli, skupić się na krokach słuchając jednocześnie brzmienia głosu mężczyzny. Budziły się w niej pragnienia, których do tej pory nie była świadoma, że istnieją. Starała się wszystko uporządkować skatalogować, tak aby było jej łatwiej, ale emocji nie dało się okiełznać w taki sposób. Nie miała jednak odwagi całkowicie się im poddać, ponieważ nie wiedziała co pod ich wpływem zrobi. Nie znała takiej siebie. Obawiała się swoich reakcji tak całkowicie nowych.
Jakiś czas temu wytypowała swoją ścieżkę, w której chciała poświęcić się nauce, pogłębiać wiedzę z zakresu run, eliksirów, czarnej magii oraz obrony, która była niezbędna do zdejmowania klątw i zabezpieczeń na miejscach, które chcieli przejąć Rycerze. Teraz ten plan został naruszony przez Mathieu, który właśnie zrobił w nim wyłom. Z jednej strony bała się, a z drugiej pewien dreszcz podniecenia podsycany nieznanym i niepewnością kusił ją aby się mu całkowicie poddała.
-Mathieu…- Zaczęła powoli by podnieść na niego spojrzenie. -Nie potrafię mówić pięknie o emocjach. Nie potrafię wyrażać się poetycko o tym co teraz czuję. Jestem typową przedstawicielką swojego rodu. Jestem Burke. - Zaśmiała się z samej siebie, poddenerwowanie ją opuściło. -Najzwyczajniej uznałam, że jednym jest pisane poznać kogoś na kim mu zależy i złączyć ze sobą swoje losy, a innym nie. Żyjemy w świecie, gdzie dobry układ i interes jest głównym czynnikiem łączenia się rodów. - Wzięła głębszy oddech, bo nie była to dla niej nadal łatwa rozmowa, choć zdecydowanie prostsza niż myślała gdy dopiero postawiła swoje kroki w Kent. Dobrze, że ją odbywali teraz, bo zakładała, że lord Rosier nie rozmawiał jeszcze z jej bratem, a więc była przed nim całkiem spora droga do zrealizowania swojego planu, który zdradził jej na samym początku. Jakże podobną rozmowę miała z Aresem Carrow, który również zapytał ją czego oczekuje od niego. Powiedziała wtedy swoje, wyraziła obawy i pragnienia, które następnie szlachcic podeptał i śmiał jeszcze rzucić jej w twarz, oszczerstwa, które zabolały mocniej niż prawdziwa rana. Uderzyły poczucie dumy lady Burke, która nigdy nie schańbiłaby się czynami, o które została oskarżona. -Uznajmy, że obydwoje nie dostrzegliśmy pewnych rzeczy. Nie ma sensu roztrząsać tego w nieskończoność. - Uważała, że co zostało raz powiedziane i wybrzmiało powinno zostać pozostawione w spokoju. Rozminęli się, nie zrozumieli, bo w końcu prezentowali całkiem odmienne charaktery, a mimo wszystko jakoś udawało im się zawsze dojść do porozumienia. Gdy przystanęli uniosła głowę w górę aby móc spojrzeć na mężczyznę. Roztropność lady Burke znów zaczęła dochodzić do głosu, ale czy pozwoli aby całkowicie przemówiła, czy może da się ponieść chwili, pozwoli aby morska bryza zdusiła rozsądek na tę jedną chwilę? -Wsparcia. - Odpowiedziała bez wahania. -Jeżeli chcesz sprawić abym stała się kiedyś lady… Rosier. - Dziwnie brzmiało jej nazwisko, które kiedyś mogłoby stać się jej własnym. -Musisz mieć świadomość, że nie będą idealną, która siedzi w domu i pielęgnuje ognisko domowe. Jestem członkiem Rycerzy Walpurgii, aktywnie działam, mam dalsze plany, których nie chcę porzucać. -Szarozielone spojrzenie ponownie spotkało się z tym ciemnym. Poczuła jak nogi zaczynają być niczym z waty. Czy to naturalny stan? Będzie towarzyszył jej cały czas. -Tak, Mathieu. Jeżeli zadasz mi pytanie, odpowiem na nie pozytywnie. Oczekuję wsparcia. - Na ten moment tyle mogła powiedzieć. Złożyła deklarację chociaż Mathieu jeszcze nie udał się do Edgara aby poprosić o jej rękę. I dziwnym trafem, nie stanowiło to dla niej problemu, na twarzy lady Burke pojawił się delikatny uśmiech.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, Dama
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 29 +2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Wybrzeże - Page 17 6676d8394b45cf2e9a26ee757b7eaa37
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Wybrzeże [odnośnik]26.04.22 22:14
Nie musiała mówić o uczuciach w piękny sposób, on też nie potrafił tego robić. Nawet nie oczekiwał tego od niej. Nie miał takich oczekiwań wobec samego siebie, dlaczego miałby oczekiwać tego od kogoś innego? Miała rację odnośnie aranżowanych małżeństw, ubijania interesów i szukania najlepszych korzyści. Taki właśnie był układ w przypadku jego narzeczeństwa i planowanego małżeństwa z Isabellą Selwyn, podobnie było z Callistą Avery. Nie były jednak mu pisane, a drogi rozeszły się w odpowiednim momencie. Może nawet lepiej, skoro teraz mógł kroczyć piaszczystym wybrzeżem z kobietą, która zasługiwała na wszelką uwagę.
- Nie wymagam od Ciebie poezji i pięknego doboru słów, ani tym bardziej robienia czegokolwiek przeciw sobie. – powiedział spokojnie, z lekkim uśmiechem. Primrose powinna zawsze być sobą, nie udawać kogoś, kim nie jest. Pasjonatką talizmanów, zaangażowaną w kwestie, do których daleko było innym damom. Nie była mimozą wyuczoną sztuczek na zawołanie, trzepotania rzęsami, słodkich uśmieszków, której jedynym zadaniem było bycie ozdobą u boku mężczyzny. Nieoszlifowany diament, nieidealny, ale kto był idealnym? Istniała choć jedna taka osoba? On sam był pełen wad, negatywów, które skrzętnie ukrywał.
Oboje potrzebowali szczerej rozmowy i wyjaśnienia sobie wielu kwestii. Primrose nie była pewna czego może się po nim spodziewać, ale to i tak niewiele zmieni, bo Mathieu był nieprzewidywalnym. Składane obietnice i wypowiadane słowa traktował jednak bardzo poważnie i nigdy nie łamał danego słowa. Primrose wiedziała o tym doskonale i nie powinna w to wątpić. Już przy marcowym spotkaniu obiecał, że zaoferuje jej więcej, dzisiaj oczekiwała wyjaśnienia tego słowa i otrzymała odpowiedź. Nie zamierzał więc spocząć na laurach, a zrealizować swój plan. Najpierw wybada teren u Edgara, później rozmowa z Tristanem i machina ruszy, miał nadzieję, że zgodnie z jego planem, bo nie chciał dłużej czekać. Z zaangażowaniem Primrose i jej ogromnym zapałem…. Wspólnie mogli osiągnąć bardzo wiele.
Teraz jednak rozmawiali o oczekiwaniach i chciał poznać również jej stanowisko. Wsparcie jej działań nie będzie problematyczne, kierowały nimi podobne pobudki, mieli wspólne cele. Wsparcie było czymś bardzo logicznym i sensownym, w ich przypadku. Nie chciała zostać uwięziona w domu, trzymana pod kluczem, bez możliwości rozwoju. Rozumiał i wiedział o co dokładnie jej chodziło. Nie stanie się nigdy damą, która skupi się na zajmowaniu się typowo kobiecymi sprawami, porzuciwszy wszystko, o co tak wiele lat walczyła. Nie do końca jednak wiedział czy była możliwość w pełni. A co z powiększeniem rodziny? Nigdy nie pozwoliłby jej się narażać, wiedząc, że pod sercem nosi jego potomka.
- Nie chcę, abyś porzucała swoje plany z tego powodu. – odrzekł spokojnie, akceptując jej warunki. W pewnym sensie rzecz jasna, ale był pewien, że reszta Burków poparłaby jego opinię, choćby w kwestii macierzyństwa. Z drugiej strony, mogło jej się wtedy odmienić, wszak ryzykowanie nie należało w charakterze matki, zastępowało je raczej coś innego. Niemniej jednak, czas z pewnością pokaże jak bardzo mogłoby wpłynąć to na jej życie. – Będę Cię wspierał, tak jak Ty wspierasz mnie. – dodał, gładząc delikatnie jej policzek kciukiem. – Powinniśmy powoli wracać, zanim ktoś nabierze podejrzeń i uznają, że Cię porwałem. – zaśmiał się lekko, ale nadal stał i wpatrywał się w jej oczy. Tylko po to, aby na moment nachylić się i skraść jej delikatny pocałunek, zapewne ostatni na pewien czas. Wziął głęboki oddech i wziął ją pod rękę, ruszając powoli i bez pośpiechu w powrotną drogę.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Mathieu Rosier
Zawód : Arystokrata, opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Here’s the misery that knows no end
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Wybrzeże [odnośnik]27.04.22 0:37
Nie była przygotowana na tego typu rozmowy. Nie wiedziała, że tak się to spotkanie potoczy, że mężczyzna zaskoczy ją wyznaniem wprost i zdradzeniem swoich planów. Chciała ulec magicznej chwili całkowicie, chciała się jej poddać, ale rozum choć zagłuszany przez serce, wciąż stał na straży zdrowego rozsądku. I gdy pierwsze emocje uniesienia opadły, to on znów dochodził do głosu kierując postępowaniem lady Burke.
Zrywy i spontaniczność była kusząca, ale na dłuższą metę przynosiła często niespodziewane konsekwencje, z którymi trudno było się zmierzyć nie wiedząc skąd nadejdzie cios.
Nie miała powodów aby wątpić w słowa czarodzieja. Wielokrotnie udowodnił jej, że raz złożoną obietnicę dotrzymywał, ale mimo wszystko cichy głos niepewności podpowiadł Primrose by nie ulegała chwili.
Czyny świadczą o człowieku, a że Mathieu należał do ludzi czynu musiał uczynić jeszcze parę kroków.
-Zaufam ci. - Odezwała się w końcu. -Jednak musisz zdobyć zgodę mojego brata. Wystąpić do Tristana o możliwość ubiegania się o moją rękę. - Niezależnie co do niej czuł Mathieu, to nadal był układ. Sojusz rodowy, na który musiały zgodzić się obydwie strony. Mogli walczyć razem, stawiać czoła rebeliantom i buntownikom, ale to nie to samo co związanie rodów ze sobą. Jeżeli zrobi to niezwłocznie, bez zbędnego ociągania się, będzie widziała, że nie kierują nim wyłącznie słowa, ale również zamiary.
Nie sądziła, że zamknie ją w wieży niczym księżniczkę z baśnie, nie pozwalając wyjść, ale wiedziała też w jakim świecie żyła. W pewnym momencie może spotkać się z oprem ze strony rodu Rosier, a Mathieu będzie musiał wybierać między żoną, a rodziną. Czy był na to gotów? Czy zdawał sobie sprawę, że zaangażowanie lady Burke polityczne i społeczne nie było chwilowym kaprysem młodej panny, a planem na dłuższy okres czasu, na całe życie. Chciała mieć realny wkład w życie społeczności magicznej, chciała je ulepszą, sprawiać, że ludziom pod jej opieką będzie się żyło dostatnio i bezpiecznie. To była praca na długie lata. To była jednak rozmowa na inny czas, na ten kiedy rody zgodzą się na stałe związanie ich ze sobą. -Żadnych kłamstw. Jeżeli jest coś o czym powinnam wiedzieć to oczekuję, że prędzej niż później powiesz mi o wszystkim. Jeżeli nasze rodziny zgodzą się na związanie swoich losów, nie chcę być zaskoczoną jakimś echem przeszłości. Chcę być na nie przygotowana. - Każdy miał swoje troski, lęki i tajemnice. Musiała o nich wiedzieć jeżeli lord Rosier miał wobec niej szczere zamiary. -Z mojej strony możesz być pewien dokładnie tego samego. - Rozsądek jej podpowiadł, że niezależnie jak bardzo serce się unosi, porywa umysł i duszę, to cząstka człowieka musi stąpać twardo po ziemi.
Drgnęła na kolejny dotyk, delikatny, niespieszny ale jednak wciąż niespodziewany. Mathieu przekraczał tego dnia wiele granic. Zaczynało ją to peszyć. Skradł kolejny pocałunek, który sprawił, że opuściła wzrok zmieszana.
-Wracajmy. - Zgodziła się wiedząc, że tego dnia w Durham będzie rozkojarzona, a przecież miała przygotować się do spotkania z bratem i omówienia z nim planów kopalni w Durham. Nie mogła pozwolić aby całkowicie zatracić się we wspomnieniach z tego dnia, ale wiedziała, że nie będzie to łatwe.

|zt x 2



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, Dama
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 29 +2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Wybrzeże - Page 17 6676d8394b45cf2e9a26ee757b7eaa37
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Wybrzeże [odnośnik]26.03.23 11:46
10 lipca 1958
Przywyknięcie do nowych realiów nie przychodziło tak łatwo jak zakładał. Wierzył głęboko w łaskawość losu, która kierowała ich życiem, jednak mnogość nakładających się na siebie czynników wcale nie ułatwiała wielu aspektów jego życia. Znalazł się w zupełnie nowym położeniu, Corinne stanęła u jego boku w niesamowicie trudnym dla niego momencie. Początkiem roku chciał odnaleźć własną drogę i oczyścić umysł, aby móc podjąć racjonalne decyzje. Przez kolejne problemy zamotał się sam, stracił drogę i jedyną stałą, która trwała przy nim od miesięcy była ciemność, mrok i walka o lepsze jutro dla każdego z nich. Widmo wojny wdarło się w jego życie, a gdy nie wiedział co powinien ze sobą zrobić – rzucał się w wir walk, kolejnych działań i pracy. Teraz i ta przyjemność została mu odebrana. Corinne nie miała z nim łatwo, przez utracony „sens” nie był najbardziej rozmowny i towarzyski. Wolny czas sprzyjał głębszym rozmyślaniom, to i częściej w jego głowie pojawiał się obraz Primrose i uczuć, które do niej żywił – razem ze słowami Rigela, który twierdził, że już jedną przyjaciółkę mu odebrano, oszukując ją od samego początku. Nie był w najlepszej kondycji, musiał się ogarnąć i znaleźć sobie zajęcie. Szczególnie, że Diane w ostatnim czasie poczuła się gorzej, zachorowała, a jej jedyne dziecko ignorowało ją kompletnie. Sprawa z matką wcale nie ułatwiała mu życia, wręcz przeciwnie.
Stanął przed lustrem i poprawił rękaw jasnej, lnianej koszuli. Nadmorska bryza z pewnością ich ochłodzi, a i spotkanie nie należało do nadmiernie oficjalnych. Przez wzgląd na ślub i ostatnie wydarzenia odkładał w czasie zaproszenie Corneliusa na ziemie Rosierów, ale zgodnie ze złożoną obietnicą, mieli w końcu wziąć się za trenowanie – tego nie broniono. Musieli się rozwijać, stanie w miejscu i marnowanie czasu na hulaszcze imprezy było bezsensownym pomysłem. Podczas jego nieobecności Ester miała mieć na oku Corinne. Razem z nią zszedł do głównego holu, gdzie czekał na niego Cornelius.
- Nie spuszczaj lady Corinne z zasięgu wzroku. – rzucił jeszcze na odchodne, kierując ostatnie słowa do służki, a później przerzucił spojrzenie na Corneliusa podchodząc do niego. – Witaj. – uścisnął jego dłoń przywołując na twarz przyjemny uśmiech. – Miło mi gościć Cię wśród róż, przyjacielu. Wybacz, że musiałeś czekać. – dodał, na moment odbiegając wzrokiem w stronę Ester, która szybkim tempem wchodziła po schodach i zniknęła za zakrętem korytarza. – Gotów pobrudzić ręce? – spytał, sprawdzając czy różdżka znajduje się w odpowiednim miejscu. Skoro mieli trenować, nie będą przecież rozmawiać i patrzyć się na siebie.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Mathieu Rosier
Zawód : Arystokrata, opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Here’s the misery that knows no end
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Wybrzeże [odnośnik]25.04.23 19:44
10.07

Zaproszenie od lorda Mathieu Rosier do Château Rose było miłą niespodzianką - bywał już tutaj w sprawach wojennych, kiedyś odbierał stąd eliksiry, ale jeszcze nie jako gość. Doskonale wiedział, że i dzisiaj powodem wizyty są sprawy wojenne - zawieszenie broni uśpiło nieco Anglię, ale Rycerze Walpurgii nie mogli przecież stracić czujności, a krótki pokój był doskonałą okazją na wymianę doświadczeniami i podszlifowanie niektórych umiejętności. Mimo wszystko, popołudnie z lordem Mathieu zdawało się czymś innym niż wspólna walka lub spotkania w Białej Wywernie. Rosierowie imponowali mu od dawna, z uwagą obserwował ich polityczne i wojenne sukcesy, a goszczenie w ich progach i bycie nazywanym przyjacielem przez lorda Mathieu (nawet jeśli kurtuazyjnie) miło łechtało jego ambicję i przypominało o tym, ile sam osiągnął w ciągu ostatniego roku. W Bezksiężycową Noc trzymał się jeszcze w cieniu, w jej rocznicę - odbierał wojenne medale. Działalność w szeregach Rycerzy przyniosła mu upragniony prestiż, choć zastanawiał się, czy za dzisiejszych zaproszeniem nie kryło się też dobre słowo od Corinne. Był szczerze ciekaw, jak młoda dama kwitnie w różanym ogrodzie, choć dziś postanowił skupić uwagę na jej mężu. Rodzina Sallowów od wieków służyła Averym, samemu od lat dbał o pozytywne relacje z rodziną żony Mathieu, a ją samą pamiętał od dziecka. Niezależnie od osobistego szczęścia Corinne i Mathieu, samemu ogromnie cieszył się z sojuszu pomiędzy ich rodami - mariaż z Rosierami był dla Averych pewną nobilitacją (sami tak by tego nie nazwali, ale to nestor Rosier miał Order Merlina, a lord Mathieu - inne ordery), a na powodzeniu Averych i Shropshire korzystał sam Cornelius.
Czekał w hallu cierpliwie, świadom etykiety obowiązującej gości - zwłaszcza takich jak on, którzy nie mieli błękitnej krwi (może i był zaproszony na Sabat lady Nott, ale cały czas pamiętał o niewidzialnej granicy pomiędzy nim i arystokracją). Lorda Mathieu powitał ukłonem i uprzejmym uśmiechem.
-Nie czekałem długo. Dziękuję za zaproszenie. - odpowiedział kurtuazyjnie. Byli sami, więc z pewnym wahaniem przyjął formę "ty", z którą wyszedł lord Mathieu. Faktycznie, walczyli ramię w ramię w kanałach Londynu, po takich przejściach nieco trudno wrócić do formy grzecznościowej. -Jeszcze raz gratuluję małżeństwa i dziękuję za znalezienie dla mnie czasu. - zatrzymał na Mathieu uważne spojrzenie, przygotowując grunt do rozmowy o jego młodej żonie - ale zarazem stwarzając lordowi możliwość zbycia lub uniknięcia tematu, jeśli nie miał ochoty na poruszanie spraw osobistych. -Gotów. - potwierdził bez zająknięcia, choć prawdę mówiąc nie miał pojęcia jak ćwiczenia i sparing definiują Rosierowie. Samemu był gotów pobrudzić sobie ręce, ale nie pobrudzić siebiel, dbając o zdrowie i nie znosząc bólu - ale to ustalą, gdy przejdą na wybrzeże. -Przy okazji - zniżył głos, by nie usłyszała ich służba. -Od dawna chciałem lorda... cię spytać, o tamten pojedynek w londyńskim porcie. - w grudniu, gdy wraz z lordem Perseusem Black rozgromili pod kanałami rebeliantów. -Tamte imponujące zaklęcia - nie nazywał ich wprost, ale Mathieu chyba doskonale wiedział, co miał na myśli. Czarną magię, która zapewniła im przewagę w tamtej walce. -jak długo zajęło lordowi ich opanowanie? Muszę przyznać, że choć znam wszystkie zaklęcia ofensywne z dziedziny uroków, to w innych... dziedzinach coraz mocniej odczuwam pewne braki. I chciałbym je uzupełnić. - nigdy nie miał dostępu do nauki czarnej magii, lub raczej nigdy nie zechciał mieć tego dostępu - wszak tuż po szkole dotarł przecież do nauczyciela nielegalnej legilimencji. Czarnej magii chyba podświadomie się bał, przejęty historiami o tym, jak niszczyła tych, którzy jej używali. Uroki bywały zresztą równie śmiertelne, nigdy nie czuł więc potrzeby nauki - nigdy, dopóki nie zaczął walczyć u boku Rycerzy, nie zobaczył potęgi, jaką władali Deirdre, Mathieu i inni. Wtedy zaczął czuć, że odstaje - a dzisiejsze spotkanie wydawało się doskonałą okazją na ostrożne zbadanie tematu.


Słowa palą,

więc pali się słowa. Nikt o treści popiołów nie pyta.

Cornelius Sallow
Cornelius Sallow
Zawód : Szef Biura Informacji, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda

OPCM : 8 +3
UROKI : 38 +8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1 +3
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 17 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Wybrzeże [odnośnik]03.05.23 13:08
Cornelius Sallow był znaną osobistością niezwykle zaangażowaną we wszelkie walki i działalność dla Czarnego Pana. Reprezentował swoje przekonania godnie, niesamowicie przywiązując uwagę do każdego frontu działań, które były podejmowane. W Londynie miał możliwość obserwować jego poczynania, miał okazję stanąć z nim wspólnie do walki przeciwko wrogom, a współpracę można było uznać za całkiem udaną. Dlatego zgodnie ze złożoną kiedyś obietnicą zaprosił go do Chateau Rose, aby wspólnie oddać się treningowi. Nie miał pojęcia, że Cornelius dobrze zna się z jego szanowną małżonką, ani tym bardziej, że tak wspaniale zareklamował go przed Corinne. Nie pochwaliła się swoją znajomością z rodziną Sallow, a i Rosier nieszczególnie naciskał na wyciąganie od niej informacji. Byli małżeństwem dwanaście dni, nie zamierzał przecież przeprowadzać przesłuchania, aby zaspokoić własną ciekawość i mieć ewentualne możliwości reagowania. Najważniejsze, że Ester znajdowała się blisko jego żony, nie tylko po to, aby pilnować jej bezpieczeństwa, ale również po to, aby reagować za niego lub ewentualnie informować go o nietypowym zachowaniu młodej Lady Rosier.
- Zostawmy kurtuazję na oficjalne spotkania, Corneliusie. – powiedział, a kącik jest ust drgnął ku górze. Nie przepadał za formalnością rozmów nieformalnych, skoro znajdowali się tutaj na spotkaniu towarzyskim, nie musieli składać sobie pokłonów czy dochowywać wszelkich zasad etykiety, która niejednokrotnie mierziły go przez wzgląd na restrykcyjne podejście do licznych kwestii zachowania. Narzucanie tego typu zabiegów mijało się z celem, kiedy efektem dzisiejszego spotkania miało być poszerzenie wiedzy, a nie polityczne rozważania. Tą właśnie politykę powinni zostawić za progiem, a skupić się na zgoła innych kwestiach. – Dziękuję i nie ma za co. – odparł na jego szczere gratulacje i powiódł spojrzeniem w kierunku wyjścia. To właśnie na wybrzeże powinni się skierować już lada moment, a po drodze będzie czas na rozmowę.
- Czarna Magia? – spytał, stawiając kolejne kroki ścieżką prowadzącą na wybrzeże. Lubił nazywać rzeczy po imieniu, imponującymi zaklęciami były na pewno, szczególnie Vulnerario, które zawsze go fascynowało, a jednocześnie tamtej nocy obrócone zostało przeciwko niemu. Z takim biegiem rzeczy również musieli się liczyć, przeciwnikowi czasem zdarzy się przekierować wiązkę zaklęcia i ugodzić nim samego rzucającego. – Tej dziedzinie poświęciłem długi czas, wiele lat… Zaniedbując przy okazji umiejętność władania Urokami i Zaklęciami, które bywają równie brutalne i bolesne. Niemniej jednak, nauka Czarnej Magii wymagała poświęcenia, zrozumienia i zaakceptowania, że akurat ten rodzaj czarów ma swoją cenę. – odpowiedział spokojnie. Z podobnymi słowami zwrócił się do Primrose Burke, kiedy poprosiła go, aby podjął się nauczenia jej tego rodzaju magii. Często musiał płacić wysoką cenę za jej stosowanie, jednak im bardziej poświęcał się jej nauce, tym mniej odczuwalne stawały się efekty, które odczuwał.
- Oczywiście, rozumiem i doceniam chęć rozwoju własnych zdolności. Zaczniemy od czegoś prostego. Anathema zaklęcie wywołujące słabość i zniechęcenie. Flammare po dotknięciu różdżką wywołuje ból przypominające przypalanie płomieniem świecy. Scindet, zaklęcie powodujące wybuch niewielkiego stworzenia. Musisz jednak wiedzieć, że początki nauki są bardzo trudne, żmudne i bywają niesamowicie bolesne. – wyjaśnił mu spokojnie, kiedy zaczęli kierować się drogą w dół, aż do piaszczystego wybrzeża. Wziął lekki wdech i przeniósł wzrok na Corneliusa. – Miałeś do czynienia z Czarną Magią czy jedynie obserwowałeś, jak władają nią inni?



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Mathieu Rosier
Zawód : Arystokrata, opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Here’s the misery that knows no end
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Wybrzeże [odnośnik]07.06.23 0:35
Odwzajemnił cień uśmiechu, zadowolony z chwilowego porzucenia formalności i skrócenia dystansu. Mathieu Rosier zawsze będzie lordem, kimś czyim lennikiem byłaby jego rodzina gdyby urodził się w Kent (wywodząc się ze Shropshire, był za to poddany Averym), kimś z trochę innego świata, ale wojna pozwoliła im zasiąść przy jednym stole w Białej Wywernie i walczyć ramię w ramię. Był wdzięczny losowi - a może raczej Czarnemu Panu, nie losowi - za tą okazję, za możliwość zaistnienia.
Były rzeczy, których nie mógł zmienić: jak własne nazwisko.
Były rzeczy, które już osiągnął, ciężką pracą i obrotnością: jak niedawne zasługi wojenne.
Były też rzeczy, w których wciąż odstawał od Rycerzy Walpurgii. Czarna magia, po którą nie sięgnął dotychczas raczej z lęku i braku okazji niż z powodu prawdziwego przekonania. Nie stykał się z nią w rodzinie, napawała go instynktownym lękiem, ale nie wszystko co wiązało się z władzą i potęgą było przecież przyjemne. Nauka legilimencji też była długa i mozolna i ryzykowna, a choć nie sądził by czarna magia mogła równać się jego prawdziwej pasji (być może zmieni zdanie, a być może pozostanie przy nauce z pragmatyzmu) to nie miał w zwyczaju spoczywać na laurach i nie sięgać po rzeczy, które dawały potęgę i pozostawały w zasięgu jego możliwości. Widział, jak kiepsko wykształceni szmalcownicy na usługach Ministerstwa posługiwali się ze swobodą podstawami czarnej magii, nie mógł być przecież od nich gorszy.
-Niestety, nie miałem nigdy okazji się jej nauczyć. - przyznał, kiwając głową. Nie lubił przyznawać się do niewiedzy, ale tutaj miał przynajmniej wymówkę - nie uczęszczał do Durmstrangu, nie miał w rodzinie czarnoksiężników. Nie pytał, gdzie nauczył się jej lord Rosier, nie wypadało - ale ciekawiły go efekty jego starań, które widział już w walce u jego boku. -Uroki zawsze były moją ulubioną dziedziną magii - wtrącił, gdy ku jego zaskoczeniu lord Mathieu przyznał, że zaniedbał je na rzecz czarnej magii. Być może mogli pomóc sobie nawzajem? -Fascynuje mnie jak są wszechstronne - w życiu codziennym - w legilimencji -i w odbieraniu życia - być może Avada Kedavra była niezawodna i elegancka, ale opanowane w mistrzowskim stopniu Lamino potrafiło być w jego rękach równie śmiertelne. To mu jednak nie wystarczało. - Jeśli kiedykolwiek będzie lord zainteresowany tą dziedziną, chętnie doradzę. - zaoferował, możliwie nienachalnie. -Możemy też poćwiczyć dzisiaj. A co do czarnej magii... Teraz, gdy nie musimy już ukrywać się przed mugolami ani przejmować opresyjnymi prawami Międzynarodowego Kodeksu Tajności, boli mnie jednak fakt, że istnieje dziedzina magii, o której wiem tak niewiele i szukam sposobu na uzupełnienie braków. - zwierzył się. -Jaką cenę? - zapytał, jakby nigdy nic. Słyszał o tej cenie, rzecz jasna, czytał o negatywnym wpływie na czarodzieja, słyszał przestrogi i mity, ale chciał o tym wszystkim usłyszeć bezpośrednio od czarodzieja, który posługiwał się skutecznie czarną magią i nie wydawał się (trwale) cierpieć z tego powodu. Chciał odsiać plotki od faktów i usłyszeć te drugie od kogoś, kogo szanował i znał.
Spojrzał na arystokratę z wdzięcznością, słuchając o trzech zaklęciach - liczył się wszak z tym, że ten nie podejmie tematu lub będzie chciał spędzić sparing w inny sposób niż na wyłuszczaniu laikowi podstawowych zaklęć.
-Dziękuję. - przyznał, szczerze, wdzięczny za wsparcie. Za wsparcie i szczerość. Próbował nie okazać lęku i nie spytał, jak bolesne są te początki. Nie znosił bólu, ale był ambitny. -Jak powinny wyglądać początki nauki? - dopytał za to. -Pod kątem... teorii i praktyki. Czy uczył się lord z ksiąg, czy były one pomocne? - zapytał, krukońskim nawykiem zakładając, że te zawsze mogą być pomocne - nie wiedział jednak, jakich konkretnie szukać, choć z łatwością mógłby uruchomić wpływy wśród swoich kontaktów i je znaleźć.
-Samemu nigdy nią nie władałem, ale odkąd dołączyłem do Rycerzy Walpurgii, obserwuję wasze sukcesy. Twoje, innych Rycerzy, Śmierciożerców. Wiem, że do takiej potęgi mi daleko, ale zafascynowały mnie możliwości tej magii, kreatywność i potęga z jaką jej używacie. - odpowiedział szczerze, zatajając jedynie informację, że już raz padł ofiarą czarnej magii. O tym Mathieu nie musiał wiedzieć.


Słowa palą,

więc pali się słowa. Nikt o treści popiołów nie pyta.

Cornelius Sallow
Cornelius Sallow
Zawód : Szef Biura Informacji, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda

OPCM : 8 +3
UROKI : 38 +8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1 +3
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 17 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Wybrzeże [odnośnik]02.07.23 13:54
Czasem zastanawiał się czy „zwykłe życie” nie byłoby lepsze. Gdy pozostawiał to dłuższym rozważaniom nie zamieniłby swoich tytułów na nic innego na świecie, wszak nadal miał dużo lepiej niż przykładowo Tristan czy jego siostry. Mathieu był tylko tym mniej znaczącym członkiem rodu, świat nie zawaliłby się gdyby go na tym świecie nie było, a w opinii wielu był też problemem. Przywykł do tej myśli na przestrzeni ostatnich miesięcy, starając sobie wypracować swój własny system życia i stworzyć coś własnego, bez potrzeby patrzenia na kogoś w czyim cieniu żył przez wiele lat. Zazdrościł takim ludziom jak Cornelius. Miał prawo decydowania o własnym losie w pełni i kompletnie. Zakochał się, poślubił piękną kobietę i tworzyli wspólnie coś wspaniałego. Mathieu poślubił Corinne, bo tak wymyśliły osoby mające władzę nad jego życiem. Nie mógł poukładać własnego losu dowolnie, tak jak chciał, z kobietą, której pragnął, bo nie mieściła się ona w standardach tych, którzy decydowali. Zupełnie tak, jakby to oni brali ją za żonę, a nie on. Niemniej jednak, nie potrafił sprzeciwić się ich wyborowi, bo… no właśnie. Bo lojalność wobec nich zawsze była na pierwszym miejscu. Czy mógł liczyć na to samo z ich strony? Czasem w to wątpił… coraz częściej. Nie miał jednak zamiaru się tym obarczać, wszak i tak najmniej liczyło się to, czego chciał sam.
Biała Magia była powszechnie stosowana, poza praktyką zdolności bywała „wadliwa” w niewielu przypadkach, które wynikały z reguły z braku zdolności czarodzieja próbującego rzucić dane zaklęcie. Czarna Magia była zupełnie inna, jej wiązki pozostawiały trwały ślad na ciele, na duszy, gdzieś tam zostając już na zawsze z osobą, która zaczyna jej używać. Naukę zaczynał od tego, od przekazania podstaw i uświadomienia, że każdy czarodziej, który decyduje się wpuszczać mrok do swojej duszy jest świadom konsekwencji, które będą temu procesowi towarzyszyć.
- Początek jest niezwykle trudny, Corneliusie. Pojawia się tępy ból głowy, krwawienie z nosa. Czasem widzisz wszystko w odcieniach czerni i bieli, czujesz, jak wysysa z ciebie energię życiową, jak słabniesz. Czarna Magia musi się nakarmić, z czasem te skutki zaczniesz odczuwać coraz słabiej, aż w końcu wcale lub będą pojawiać się sporadycznie… Z czasem przyzwyczaisz się do tego bólu, widząc to, co udało się osiągnąć tą piękną magią. – wyjaśnił mu spokojnym tonem. On przywykł już, negatywne skutki stosowania Czarnej Magii odczuwał coraz rzadziej, w zasadzie prawie wcale i musiał głęboko sięgnąć pamięcią, kiedy po raz ostatni czuł na ustach stróżkę własnej krwi lub gorzej. Niemniej jednak, przez te wszystkie lata czuł ten ból, własną krew, widział ciemniejące żyły na własnych rękach… teraz było to miłe wspomnienie, od kiedy wpuścił do serca mrok było jakoś lżej.
- Odszukam dla Ciebie odpowiednią księgę, dla początkujących oczywiście. Wolałbym jednak, abyś nie praktykował tego w samotności, wystarczy, że zapoznasz się z treścią, choćby nie wiadomo jak było kuszące. Po przeczytaniu treści na pewno będzie łatwiej, wybierzemy coś na początek i będziemy decydować w którym chcesz iść kierunku. - powiedział spokojnym tonem, krzyżując ręce za swoimi plecami. – Potęga Corneliusie to nie tylko umiejętności, wiesz o tym doskonale. – dodał. Na pewno Cornelius widział dziwne rzeczy, Mathieu napatrzył się na Tristana, który bez różdżki wytłukł wszystkich, którzy znajdywali się w promieniu kilkudziesięciu metrów. Nie przypominał sobie, aby w jakiejkolwiek księdze była opisania w ten sposób jakakolwiek Czarna Magia, nawet ta najpotężniejsza. A może czytał nieodpowiednie woluminy.
- Czy chcesz zacząć już dzisiaj? - spytał, przesuwając ciemne tęczówki na Corneliusa.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Mathieu Rosier
Zawód : Arystokrata, opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Here’s the misery that knows no end
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Wybrzeże [odnośnik]13.07.23 21:27
Ponoć trawa sąsiada zawsze wydaje się bardziej zielona (tak uznała niegdyś matka Corneliusa, prosząc ojca o podkupienie ogrodnika sąsiadów), a najbardziej pragnie się tego, co nieosiągalne. Obydwoje sądzili, że drugi może więcej - lord Rosier ze swoją pozycją, Sallow ze swoją swobodą. W istocie obydwaj przedstawili temu drugiemu starannie wyreżyserowany spektakl: oddany rodzinie Mathieu zdawał się lordem idealnym, a propagandzista Cornelius dopilnował, by na ślubie tworzyli z żoną idealną parę. Miał szczęście, niewyobrażalne szczęście, bo w istocie czuł wiele (nie nazywał tego uczucia, poza nielicznymi chwilami, w których żona potrzebowała to usłyszeć - bał się go nazywać, bo uczucia to słabość) do własnej żony, ale gdyby ich ścieżki się nie skrzyżowały, musiałby się liczyć z małżeństwem z rozsądku, podobnie jak młody szlachcic. Był starszy od lorda Rosier - a jego straszy brat martwy, a matka chora, co zawężało grono osób mających głos odnośnie życia prywatnego Corneliusa - ale podobnie jak on kierował się dobrem rodziny. Obydwoje mieli czystą krew, choć jeden szlachetną, a drugi ze skazą. Obydwoje musieli spełnić obowiązek względem tej krwi, a Cornelius do dziś musiał ze wstydem myśleć i martwić się ukrywaniem konsekwencji błędów młodości.
Dziś nie myślał jednak o życiu prywatnym, a o postanowieniu podjęciem nauki czarnej magii. Doceniał otwartość z jaką lord Rosier opowiedział mu o konsekwencjach. Długo zmagał się z tą decyzją - rozważając za i przeciw, zarówno ryzyko związane z używaniem tego rodzaju magii, jak i własne możliwości czasowe i zwykły wstyd. Nie lubił nie być najlepszy, nie sądził, że mając czterdziestkę na karku jeszcze raz znajdzie się w pozycji ucznia. Ostatecznie wygrała świadomość tego, co już widział - potęgi, której nie sposób było osiągnąć białą magią. Poziomu, od którego nie chciał odstawać równie wyraźnie jak teraz. Pewnie nigdy nie osiągnie w czarnej magii podobnego mistrzostwa jak Deirdre czy Mathieu, ale nie chciał być przy nich zupełnym ignorantem i musiał poznać podstawy.
-Jak długo utrzymują się te skutki? Minuty, godziny, dni? - dopytał. Minuty, a nawet sekundy w pojedynku potrafiły kosztować kogoś wygraną albo życie. Godziny bywały dokuczliwe, ale dało się z nimi żyć. Kwestia dni lub tygodni go jednak trochę przerażała - pełnił funkcję publiczną, mógł leczyć się doraźnie u uzdrowiciela po każdych ćwiczeniach, ale nie mógł sobie pozwolić na regularne napady osłabienia w pracy. Kłamał dobrze, na tyle dobrze, by ukryć okazjonalne złe samopoczucie, ale nie na tyle by ryzykować zanadto.
-Dobrze. Dziękuję za księgę... i za przestrogę. - odpowiedział z lekkim zaskoczeniem. Spodziewał się - jako pilny Krukon - że lord Rosier zaleci ćwiczyć jak najwięcej. Poza ambicją, Corneliusem zawsze kierowała jednak troska o samego siebie, więc z wdzięcznością i pokorą przyjął zalecenie o tym, by nie praktykować samotnie.
Skinął lekko głową, odwzajemniając poważne spojrzenie szlachcica. Potęga nie wiązała się tylko z umiejętnościami, ale dobrze było sobie tymi umiejętnościami pomóc.
-Chcę. - zdecydował. -Od czegoś prostego, jeśli ryzyko da się kontrolować. Kolejne kilka dni mam względnie spokojnych, ale za tydzień spotykam francuską delegację. - wyjaśnił, próbując dostosować ryzykowne treningi do kalendarza spotkań towarzyskich. -Chyba nie muszę wspominać, że na moje umiejętności zawsze może lord liczyć. W każdej sprawie. - podkreślił, czując się zobowiązany wobec nauczyciela. Już na spotkaniu w Białej Wywernie obwieścił Rycerzom, w tym Mathieu, że włada legilimencją i jest gotów wspomóc organizację tą umiejętnością. Bez wahania wspomógłby również samego lorda, również w celach prywatnych i mniej szlachetnych niż walka o dobro kraju - w takich kwestiach nie zadawał zbędnych pytań.


Słowa palą,

więc pali się słowa. Nikt o treści popiołów nie pyta.

Cornelius Sallow
Cornelius Sallow
Zawód : Szef Biura Informacji, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda

OPCM : 8 +3
UROKI : 38 +8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1 +3
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 17 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Wybrzeże [odnośnik]19.08.23 22:25
Nikt nie przepadał za byciem gorszym od innych. Rosier zdawał sobie sprawę, że jego nierównomierne decyzje odnośnie do nauki danych dziedzin miały swoje konsekwencje. Prosto zaklęcia i uroki sprawiały mu niejednokrotnie problem, a to utrudniało funkcjonowanie. W myślach na moment pojawiło się starcie z pożal się Rigelem Blackiem, który wyzwał go na pojedynek. Jak już Mathieu udało się rzucić z trudem jakieś zaklęcie z dziedziny białej magii, ten się bronił. Nie wybaczyłby sobie przegranej z Rigelem – Tristan chyba by go wydziedziczył, a Rycerze śmialiby mu się prosto w twarz. Musiał posiłkować się tym, co doskonale znał i co pulsowało w jego żyłach, jakby się z tym urodził – Czarna Magia. Ciemność zjednoczyła się z nim, a raczej on zjednoczył się z ciemnością. Przestał obawiać się podążania tą drogą, walczyć z ostatkiem pragnienia sprawiedliwości i uczciwości. Taki już był, siebie nie zmieni, ale może zmienić świat ramię w ramię z innymi. Chętnie wspierał każdego, kto zechciał nauczyć się dziedziny Czarnej Magii, która dla wielu była odrażająca, bo kompletnie nie potrafili jej zrozumieć. Ignorancja tych, którym wydawało się, że to plugawa magia, której celem jest krzywda ludzka. Zaklęcia i uroki potrafiły zrobić dokładnie to samo, a jeśli ktoś nie wierzył… mógł zdjąć koszulę i pokazać przyjemne dla oka efekty Lamino.
- To zależy… Czarna Magia jest nieprzewidywalna, pamiętaj o tym. – stwierdził. Czasem trwało to dłużej, czasem krócej. Jedne efekty przechodziły po kilku chwilach, a inne pulsowały jeszcze kilka godzin. – Nie zdarzyło mi się chyba, aby trwało to dłużej niż kilka godzin. – stwierdził po chwili namysłu. Cornelius powinien być gotowy na wszystko, ale jeśli chciał studiować, uczyć się Czarnej Magii, powinien wiedzieć o wszystkich jej aspektach.
- Corneliusie. Czarna Magia jest związana z negatywnymi emocjami, które są jej napędem. Na początku łatwiej byłoby Ci potrenować na kimś, wobec kogo żywisz negatywne emocje. Tak jest… zwyczajowo prościej. Wydaje mi się, że nie będziesz chciał mojej krzywdy, a co za tym idzie będzie Ci trudno wytworzyć wystarczającą ilość negatywnych emocji, aby móc zadziałać. – powiedział spokojnym głosem i spojrzał gdzieś dalej, w stronę morza. – Gdyby nie aktualny stan rzeczy… i całe to zawieszenie broni, z pewnością nie mielibyśmy problemu, aby znaleźć kogoś, na kim mógłbyś potrenować. – stwierdził przesuwając spojrzenie na przyjaciela. W takiej sytuacji musieli się trochę bardziej wysilić. Może Cornelius nie lubi pająków, jaszczurek czy innych zwierząt? Rosier był daleki od krzywdzenia jakichkolwiek stworzeń, tym bardziej zupełnie niewinnych, ale jeśli sytuacja przymusi ich do tego… - Chyba, że… masz dostęp do kogoś, kto wzbudza w Tobie negatywne emocje…. – mruknął, patrząc na niego z lekkim uśmiechem. Na pewno miał dojścia, był urzędnikiem, a dla dobra ich obu lepiej byłoby, gdyby nie naruszali zasad zawieszenia broni. – Wiem, że mogę na Ciebie liczyć. – dodał, przekręcając lekko głowę w bok. Nadal był ciekaw, czy Cornelius znalazłby kogoś, kto „będzie mógł” stać się jego pierwszą ofiarą. Rosier wiedział kogo wybrałby do tej roli, tylko po to, żeby popatrzeć jak łka i jęczy, bo Czarna Magia była mu zupełnie nieznana.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Mathieu Rosier
Zawód : Arystokrata, opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Here’s the misery that knows no end
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Wybrzeże [odnośnik]30.08.23 22:27
Z ciekawością obserwował rozwój i zmianę podejścia społeczeństwa do czarnej magii. Niegdyś wydawała się w Anglii plugawym sekretem, teraz używano jej coraz bardziej otwarcie. Tak, jakby wraz z Kodeksem Tajności zniknęły uprzedzenia czarodziejów, choć przecież społeczeństwo nie mogło się zmienić z dnia na dzień. Musiał zrozumieć tą zmianę jako propagandzista, ale chciał zrozumieć też z innych względów. Co akceptacja dla czarnej magii mogłaby oznaczać dla legilimencji, talentu, który musiał ukrywać tak starannie? Czy chciał by coś się zmieniło, by naukowcy swobodnie mogli badać ludzkie umysły, czy egocentrycznie wolał pozostać anonimowy? Jeszcze nie wiedział, ale odpowiedzi znajdzie sięgając po kolejny zakazany owoc. Coś, co przed laty bałby się ukrywać, a co obecnie mogło mu przynieść jedynie prestiż. Był wdzięczny za to, że Mathieu mówi o nieprzewidywalności tej dziedziny magii tak szczerze, że nie owija niczego w bawełnę. Podobne słowa zdołałyby go przestraszyć kilka lat temu, wzbudzały niepokój również teraz, ale zobaczył już zbyt wiele potęgi i możliwości. Jego ambicja, rozpalona wojennymi sukcesami i medalami, sięgała zbyt daleko. Może i już za późno, by dorównał czarnoksiężnikom pokroju Mathieu czy Deirdre – może będzie mu brakować praktyki, czasu, czy talentu — ale nie mógł pozostać całkowicie na poboczu.
-Rozumiem. – przytaknął, biorąc pod uwagę ryzyko. -Ostatnio magia w ogóle bywa nieprzewidywalna, nie tylko przez anomalie. – westchnął. -W Norfolku, podczas walki z rebeliantami, w wirze naszych zaklęć pojawiła się istota utkana z Cienia. – zerknął na Rosiera, ciekaw, czy i on już je widział.
Tak czy siak, kilka godzin efektów ubocznych nie brzmiało tragicznie.
-Ani nie wykrzesałbym takich emocji ani nie chciałbym na tobie trenować. – zapewnił pośpiesznie, bo pomimo tego, że stali się sobie bliżsi w boju – zwyczajnie mu nie wypadało, jego zdaniem. Może gdyby był to obopólny sparing, ale Mathieu nie potrzebował już treningu na tym samym poziomie – a Cornelius nie lubił się narażać. Był wdzięczny za sugestię z osobą trzecią. -Mam zaufanego człowieka, który po zawieszeniu broni może mi dostarczyć… obiekt treningowy. – mruknął, Dirk Doge skołował już martwego mugola na sekcję zwłok Elviry. Żywego też znajdzie. Wcześniej znajdował mu worki treningowe to legilimencji. -Do kogoś, czy czegoś? – upewnił się, nie wychwytując, że trening na zwierzętach był możliwością.
-Jak silne powinny być to emocje? Trudno ćwiczyć magię na znajomych – choć może po prostu nie zabrnął w ciemność tak daleko, by móc to sobie wyobrazić. -a nieznajomi budzą raczej irytację, choć… – zamyślił się nagle, w jego oczach błysnął jakiś głód. -W sumie, znajdę sposób. – obiecał. Na to, by ich poznać. Ich wspomnienia, ich sekrety, coś, co wzbudzi w nim zazdrość. Legilimencja męczyła, ale nie aż tak, by nie mógł ćwiczyć potem czarnej magii – poprosi Dirka o kogoś silnego, kogoś, komu najpierw spenetruje umysł, aby potem zająć się treningiem krzywdzenia ciała. -Przez najbliższy miesiąc zajmę się zatem wiedzą teoretyczną. Chyba, że powinienem ćwiczyć… choćby bez celu, w przestrzeń? Czy to możliwe? – mógł cisnąć Lamino w drzewo, ale może czarna magia potrzebowała żywego obiektu?




Słowa palą,

więc pali się słowa. Nikt o treści popiołów nie pyta.

Cornelius Sallow
Cornelius Sallow
Zawód : Szef Biura Informacji, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda

OPCM : 8 +3
UROKI : 38 +8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1 +3
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 17 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Wybrzeże [odnośnik]19.09.23 20:42
Czarna Magia wzbudzała strach w tych, którzy jej nie znali i nie potrafili zrozumieć. Przez wiele lat była tematem tabu, uznawana za najbardziej plugawy rodzaj magii. Zadecydowali tak ci, którzy nie chcieli jej zaakceptować i przerażały ich możliwości, dostęp do potęgi, którą oferowała. Tylko Ci odważni, którzy gotowi byli poświęcić się, zapłacić odpowiednią cenę za poznawanie jej tajników, za możliwość zrozumienia, mieli szansę na poznanie czegoś zupełnie nowego i wyjątkowego. Tchórze obawiający się konsekwencji, których dawien czasów było więcej niżeli można zliczyć, zrobili z Czarnej Magii coś, czego winien obawiać się każdy. Zakazany owoc smakował najlepiej. Pamiętał doskonale swoje początki, kiedy zerkał na swoje odbicie w lustrze, a z nosa spływała stróżka krwi. Wtedy miewał momenty zwątpienia, lecz teraz wiedział, że wytrwałość i poświęcenie przynosiło wymierne skutki. Piękno tej magii było mu wyjątkowo bliskie, szczególnie od chwili, kiedy pozwolił by mrok wdarł się do jego życia i splótł z nim swój los, aż do samego końca.
- Słyszałem plotki… – powiedział unosząc lekko brew ku górze, nie ukrywając zaskoczenia. Do tej pory słyszał jedynie pogłoski, kiedy znajdował się w barze… wydawało mu się, że to wyjątkowo naciągana teoria, która nie przekłada się nijak na rzeczywistość. – Naprawdę pojawiła się istota utkana z Cienia? Jaka była? Co zrobiła? – spytał zafascynowany. Cienie, widział je wcześniej, wzbudzały strach, ale miały w sobie coś wyjątkowego, coś co chciałby w najmniejszym stopniu pojąć. Zawsze ciągnęło go w stronę tego, czego inni unikali jak ognia. Zapomniał już jak ten zapał potrafić pobudzać jej umysł i ciało do działania.
- Niech Twój człowiek załatwi więcej… obiektów treningowych. W krypcie mam wspaniałe miejsce dla wyjątkowych gości, a… sam chętnie rozwinąłbym niektóre ze swoich zdolności. – odpowiedział na słowa Corneliusa. Brakowało mu adrenaliny związanej z walką, jak tylko zawieszenie broni zostanie wycofane, z ogromną przyjemnością przejdzie do działania i zrobi coś, co przyniesie jego mrocznej stronie duszy ukojenie.
- Czegoś… Kogoś… Jak wolisz, Corneliusie. – mruknął, przesuwając wzrok na linię horyzontu. Wziął lekki wdech. – Jak najsilniejsze, im bardziej negatywne tym łatwiej będzie Ci działać. – dodał po chwili namysłu. Najlepszy byłby ktoś kogo obdarza czystą nienawiścią. – Poćwicz ruchy nadgarstka, zagłęb się w treść księgi. Jak zabraknie Ci lektury, daj znać, dostarczę Ci coś nowego. – powiedział spokojnie. To powinno na początek wystarczyć, musieli powoli przechodzić przez trening, tak będzie łatwiej dla Corneliusa.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Mathieu Rosier
Zawód : Arystokrata, opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Here’s the misery that knows no end
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Wybrzeże [odnośnik]01.10.23 0:12
Jako zawodowy propagandzista musiał i chciał odróżniać rzeczywistość od wykreowanych przez społeczeństwo narracji. Zdawał sobie sprawę, że o plugastwie czarnej magii od lat trąbiła zarówno Międzynarodowa Komisja Czarodziejów, jak i Biuro Aurorów, że prawdziwi czarnoksiężnicy musieli milczeć i trzymać się w cieniu, podczas gdy przeciwnicy magii mogli jazgotać i niemalże dowolnie kreować społeczną narrację. Podejrzewał, że część jego własnego strachu i obrzydzenia to efekt dyskursu, jakiego słuchał latami i własnego konformizmu. Gdy zależało mu na czymś wyjątkowo mocno, jak na legilimencji, potrafił po to sięgać bezkompromisowo - ale zarazem unikał nadmiernego ryzyka, a z uwagi na własną karierę polityczną starał się trzymać z daleka od kontrowersji. Teraz, gdy czarna magia nie była już zakazana ani aż tak kontrowersyjna, w teorii mógł sięgnąć po nią bez obaw, ale i tak zdążył się zarazić strachem. Może słusznie.
Był wdzięczny Mathieu za szczerość, z jaką opowiedział mu o czarnej magii - bez upiększania, bez zatajania ryzyka. Dzięki temu podejmował świadomą decyzję.
-Naprawdę, w trakcie pojedynku. Zdawało się, że całkowicie losowo, ale być może zwabiła ją magia albo krew? - hipotetyzował, rad z zaciekawienia Mathieu i z tego, że może mu się odwdzięczyć choćby informacjami. -Wyglądała jak zwierzę, bestia utkana z samego mroku - i rzuciła się do ataku. Najpierw na rebeliantów, ale potem na mojego ochroniarza. Gdy stało się jasne, że może zagrozić obydwu stronom pojedynku... lord Shafiq wystąpił do przodu i jakimś cudem nakazał jej odejść. Nie wiem jak. Nie wierzę, że to mówię, ale to wyglądało bardziej na intuicję niż na wykalkulowane działanie. - wyznał, wciąż zafascynowany tym, że Zachary Shafiq był w stanie odegnać tą istotę i wciąż nie rozumiejąc jak.
Uniósł lekko brwi i uśmiechnął się nieco szerzej niż zwykle, w odpowiedzi na zaproszenie do krypty. Był pewien, że Dirk załatwiłby mu również dyskretne miejsce, ale nie codziennie dostawało się ofertę treningu ze zdolnym czarnoksiężnikiem w lordowskiej posiadłości.
-Byłbym zobowiązany i odwdzięczę się... gorliwością mojego człowieka. Niegdyś pracował w policji, a teraz jest wierny mnie i mojej rodzinie: wie, gdzie można znaleźć ludzi, za którymi nikt nie tęskni i gdzie można zrobić to dyskretnie. - obiecał, sugerując między wierszami, że Dirk mógłby pomóc Mathieu również dodatkowo: może lord Rosier potrzebował większej ilości obiektów treningowych niż Cornelius?
-Rozumiem... - mruknął, zastanawiając się kogo darzy czystą nienawiścią. O dziwo, wojna naprawiła jego relacje zarówno z ojcem, jak i z byłą narzeczoną; ale nawet wcześniej nie czułby do nich aż takiej urazy. Większość osób, których naprawdę nienawidził była już daleko albo cieniami przeszłości, ale może mógłby znaleźć mugoli do nich podobnych. Kilka miesięcy temu upokorzył go niejaki Beckett, a choć nie wiedział jak wyśledzić tego mugolaka, to mógłby znaleźć podobnego, przysadzistego mężczyznę w średnim wieku. -Dziękuję i dam znać. - podziękowania w sytuacji prywatnej nie były aż tak wylewne, jak komplementy, którymi raczył innych w pracy, ale za to bardziej szczere. Konsultując się z Mathieu, nie spodziewał się aż takiego zaangażowania i żyłki pedagogicznej lorda i był mu naprawdę wdzięczny. Zdawało się, że wyczerpali na dziś temat czarnej magii, nie chciał też zajmować mu zbyt wiele czasu - ale pogoda nadal dopisywała, a spacer w ogrodach był malowniczy - zanim się pożegnał, spytał więc Mathieu o jego oczekiwania względem Festiwalu i poplotkował o kilku kwestiach politycznych.

/zt x 2? :pwease:


Słowa palą,

więc pali się słowa. Nikt o treści popiołów nie pyta.

Cornelius Sallow
Cornelius Sallow
Zawód : Szef Biura Informacji, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda

OPCM : 8 +3
UROKI : 38 +8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1 +3
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 17 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Wybrzeże [odnośnik]09.10.23 0:52
| 30.07?

Niebawem miał rozpocząć się Festiwal Lata, w odmiennej niż zwykle lokalizacji, co sprawiało, że Corinne była niezwykle ciekawa atrakcji, a także niezwykle rada z tego, że nie będzie musiała dzielić przestrzeni ze szlamami i zdrajcami. Ale musiała poczekać jeszcze dwa dni, by zaspokoić swą ciekawość, więc w ostatnich dniach lipca spędzała czas na zwykłych rozrywkach damy. Niezmiernie cieszyło ją to, że Evandra wraz z małżonkiem powrócili już do posiadłości i przejęli swoje obowiązki, dzięki czemu znów mogła oddać się beztroskiemu nicnierobieniu. Czas między posiłkami spędzała więc w swoich komnatach albo w pokoju muzycznym, w rosarium bądź spacerując po przyległościach dworu. Jednym z miejsc, które polubiła już w pierwszych dniach po zamieszkaniu tutaj, było wybrzeże. W bezpośrednich okolicach Ludlow, gdzie się wychowała, nie było morza ani plaży, więc była to dla niej pewna nowość i atrakcja, zwłaszcza że morska bryza przynosiła przyjemne wytchnienie w tegorocznym wyjątkowo gorącym lipcu.
Nic więc dziwnego, że to właśnie to miejsce wybrała na spotkanie z Cordelią, uznając, że lady Malfoy też może się spodobać urokliwa plaża położona w sąsiedztwie dworu, gdzie nie pałętał się nikt obcy i gdzie można było cieszyć oczy przyjemnymi krajobrazami. W razie jeśli dobór miejsca nie przypadnie jej krewnej do gustu, zawsze mogły przenieść się gdzie indziej, ładnych zakątków było pod dostatkiem. Ale poprosiła już służkę, by czekała w gotowości z miłym w dotyku dużym kocem oraz staroświeckim parasolem, który ochroni ich delikatną, jasną skórę przed słońcem gdyby po spacerze postanowiły usiąść i odpocząć. Na czas spaceru Corinne zamierzała skorzystać z niewielkiej ręcznej parasoleczki zdobionej koronką. Przecież nie wypadało jej nabrać plebejskiej opalenizny, więc w słoneczne letnie dni nie wyobrażała sobie wyjścia na zewnątrz bez parasoleczki. Suknia którą założyła była jak zwykle długa do ziemi i w barwach rodu, ale wykonano ją z cienkiego, powłóczystego materiału, dzięki czemu nie było jej tak gorąco. Był to dobry strój na spotkanie z inną damą czy na spacer.
Gdy nadeszła pora, w której miała się zjawić lady Malfoy, Corinne wyszła jej na spotkanie i później już razem udały się na wybrzeże, które zaproponowała od razu po wszystkich formułkach powitalnych.
- Och, jestem pewna, że ci się spodoba. Jest naprawdę uroczo, a później zawsze możemy wrócić do ogrodów albo do dworku, jak będziesz wolała – mówiła, kiedy już szły w stronę pokrytej jaśniutkim piaskiem plaży. – Co u ciebie słychać, moja droga? Czy twój pan ojciec rozgląda się już za jakimś dobrym kandydatem na męża? – dopytywała; była przekonana, że Cordelia, jako córka samego ministra magii, mogła się cieszyć dużym zainteresowaniem i raczej nie pozostanie długo w stanie wolnym, tym bardziej, że była młoda i urodziwa. Staropanieństwo z pewnością nie mogło jej grozić!
W przypadku Corinne minął już miesiąc odkąd została żoną Mathieu. Spodziewała się, że Cordelia na pewno będzie łasa na ploteczki. Gdyby sytuacja była odwrotna, Corinne także wychodziłaby z siebie, żeby dowiedzieć się jak najwięcej na temat małżeńskiego życia. W końcu małżeństwo samo w sobie było ogromną zmianą w życiu każdej kobiety, która nagle trafiała w zupełnie nowe środowisko i spadały na nią nowe obowiązki, wcześniej nieznane. A Corinne nawet nie było dane nacieszyć się długo narzeczeństwem, bo Rosierom zależało na pośpiechu, i dlatego prawie od razu wskoczyła z roli panny w rolę żony i dlatego wielu rzeczy na temat życia Rosierów uczyła się dopiero po zamieszkaniu wśród nich i pierwsze parę tygodni w nowym miejscu było bardzo intensywne jeśli chodzi o poznawanie członków nowej rodziny, tutejszych obyczajów oraz samego dworu i jego okolic. Dlatego też dopiero teraz, końcem lipca, miała więcej czasu na spotkania towarzyskie i ploteczki.
Corinne Rosier
Corinne Rosier
Zawód : dama
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To nie miłość jest najważniejsza, lecz obowiązek wobec rodu.
OPCM : 4 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 8 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11795-corinne-rosier-avery https://www.morsmordre.net/t11797-listy-do-corinne https://www.morsmordre.net/t12113-corinne-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t11798-corinne-rosier

Strona 17 z 19 Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18, 19  Next

Wybrzeże
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach