Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Pokój 6
AutorWiadomość
Pokój 6 [odnośnik]05.04.15 22:16
First topic message reminder :

Pokój 6

★★
Pokoje w Parszywym Pasażerze wynajmowane są przez osoby, którym nie przeszkadza brak luksusu, chcą oszczędzić ostatnie srebrne monety w sakiewce, czy też schować się przed światem. Najczęściej trafiają tutaj lokalni rybacy po męczącym dniu pracy i podróżni marynarze, którzy przycumowali na jedną noc w pobliskim porcie, a odpoczynek na stałym lądzie jest miłą odmianą od kołyszącego się statku... A może po prostu upojeni ognistą whiskey nie są wstanie trafić z powrotem? Na szczęście lokal oferuje lepsze warunki noclegowe, niż można by się spodziewać po widoku głównej sali. Jeżeli nie przeszkadza ci twardy materac, cienka kołdra, z której wylatują, nawet przy najmniejszym ruchu, pozostałości gęsiego pierza, a także doskonale słyszalne marynarskie pieśni i awantury, bez problemu się tutaj odnajdziesz. Pomimo że pokój nie ujmuje za serce swoim urokiem, właściciel gwarantuje, że na łóżku można wypocząć bez obaw o złapanie wszy.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:27, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pokój 6 - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pokój 6 [odnośnik]23.08.20 22:42
W okresie przejściowym pomiędzy sprzedażą starego domu a finalnym osiedleniem się w nowym Lyannie miało przyjść spędzić noc w Parszywym Pasażerze. Jej rzeczy zostały już przeniesione do nowego lokum, a stare skrupulatnie oczyściła ze swoich rzeczy, zwłaszcza tych podejrzanych lub czarnomagicznych. Niestety okazało się konieczne rozpylenie w kilku pomieszczeniach eliksiru na bahanki, które rozpleniły się w okresie kiedy upatrzony przez nią dom stał pusty, dlatego też postanowiła spędzić noc gdzie indziej. Nie przeszkadzało jej to, w końcu w okresie ponad dwuletniej podróży nocowała w różnych miejscach, zdarzało jej się to też podczas dłuższych wypraw i później.
Ten pobyt w Parszywym mogła wykorzystać do swoich celów. Pojawiła się tam po południu tego ciepłego dnia w połowie lipca, starając się nie rzucać w oczy, w tym celu ubrała się w sposób nie podkreślający urody, choć z ulubionej czerni nie zrezygnowała. Była jedną z wielu klientów i nie była tu pierwszy raz, więc wiedziała, gdzie najlepiej siadać i jak się zachowywać. Posiedziała trochę przy stoliku, popijając zamówiony trunek i niby od niechcenia rozglądając się po sali, choć jej uszy starały się wychwycić strzępy rozmów. Wątpiła, by rebelianci byli tak głupi, aby rozprawiać o swoich sprawach w takim miejscu, niemniej jednak wypatrywała podejrzanych twarzy.
Bliżej wieczora jeden mężczyzna stał się wyjątkowo nachalny mimo prób Lyanny nie przyciągania uwagi. Dlatego, żeby pozbyć się jego towarzystwa, postanowiła wcześniej udać się do pokoju, który wynajęła na jedną noc, niestety pijany marynarz najwyraźniej nie rozumiał, co znaczyło słowo „nie”. Nim Lyanna zamknęła za sobą drzwi wsunął stopę w szparę i zablokował je, by następnie z całej siły je odepchnąć. Był od Lyanny znacznie wyższy i dwukrotnie szerszy, więc swą wątłą fizycznością nie miała szans go zatrzymać ani wypchnąć. Złapał ją za prawe ramię i pchnął na ścianę, nic sobie nie robiąc z jej szamotania. Rechotał głupkowato i komentował jej wygląd oraz gładkość jej skóry, a jego oddech cuchnął alkoholem. On cały cuchnął i był odrażający.
Na swoje szczęście Lyanna była leworęczna, więc wolną wiodącą dłonią od razu sięgnęła do kieszeni, podczas gdy pijany mężczyzna był zajęty przypieraniem jej do ściany i próbą rozdarcia jej sukni, z czym jego trzęsące się ręce miały poważny problem. Nie przewidział jednak, że śliczna panna którą napadł wcale nie była bezbronna i już po chwili mógł bardzo pożałować tego, co zrobił. Mimo sytuacji w jakiej się znalazła zachowała trzeźwy umysł i nie wpadła w panikę, a potrafiła działać. Różdżka z zaskoczenia wbiła się pod jego żebra, a rzucone Bucco odrzuciło jego głowę do tyłu, sprawiając że się zachwiał i odskoczył, nie wiedząc skąd spadł na niego cios znacznie silniejszy niż wskazywałyby niepozorne rozmiary Zabini. Jego reakcje były spowolnione przez alkohol, z którym z pewnością dziś przesadził. Następnie ugodziła go Plumosą, napełniając jego płuca czarnym dymem. Nie miała skrupułów wobec kogoś, kto próbował ją skrzywdzić, przekraczając granice których nikt bez jej zgody przekraczać nie powinien. Jej serce dudniło w piersi, szybko pompując krew, kiedy patrzyła, jak mężczyzna, cierpiąc, miota się po ziemi. Nie należała do tych którzy zadają ból dla samej przyjemności, dziś zadała go w obronie własnej, ale i w akcie zemsty za to, co próbował z nią zrobić mężczyzna i co by zrobił, gdyby była słaba i bezbronna. Nie mogła zapominać o tym, że miejsca takie jak to nie były przyjazne dla samotnych kobiet, zwłaszcza tych atrakcyjnych, ale potrafiła się przed wieloma zagrożeniami bronić. Ale teraz to ona miała władzę, to ona trzymała go pod zaklęciem i mogła rzucić kolejne, gdyby znowu wykonał jakiś niewłaściwy ruch. Nie było jej go żal, zasłużył sobie na to, że teraz cierpiał, krztusząc się i rzężąc na podłodze. Z każdą minutą słabł, a Lyanna zamierzała osłabić go na tyle, by nie był już w stanie napaść ani jej, ani żadnej innej kobiety.
Przerwała działanie zaklęcia dopiero wtedy, kiedy usłyszała skrzypnięcie drzwi. A może to była deska w podłodze? W każdym razie to wystarczyło, by wpatrująca się w podrygującego na ziemi mężczyznę Lyanna uniosła wzrok i dostrzegła znajomą twarz barmanki. Natychmiast przerwała czar, ale mężczyzna nie wydawał się już tak odważny nawet po tym, jak został uwolniony od zaklęcia. Leżał na ziemi w półprzytomnym stanie, mimo swoich rozmiarów wyglądając dość żałośnie, choć nie było po nim widać śladów, nie miał na ciele krwi ani otwartych ran. Było jednak jasne, że coś się stało.
- Wygląda na to, że źle wybrał sobie ofiarę i teraz tego żałuje – powiedziała, spoglądając na niego z góry i przygładzając suknię. Dobrze, że mężczyzna nie zdążył jej popsuć, ale brzydko wymiął materiał. Jej błękitne oczy przywodziły na myśl lód, nie zdradzały strachu, a złość, choć twarz pozostawała opanowana, mimo że właśnie została napadnięta przez pijaka. – Prawda? – zwróciła się do niego, przydeptując obcasem jego dłoń, co wyrwało z jego ust okrzyk bólu. Potem znowu spojrzała na Philippę, zastanawiając się, co myślała o całej tej sytuacji. – Trzeba się go jakoś stąd pozbyć, psuje wystrój wnętrza. I okropnie cuchnie.
Ciekawe, czy Philippa pomoże jej wytaszczyć jego cielsko? Liczyła na to, że tak, tym bardziej że pewnie znała jakieś przejścia, którymi można wylewitować go na zewnątrz bez zwracania uwagi wszystkich siedzących w głównej sali.
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Pokój 6 [odnośnik]28.08.20 22:08
Dziewczyny z portu musiały sobie radzić. Szczególnie te młode, wyposażone w pełne uzębienie i całkiem powabną buzię. Philippa zdołała się o tym przekonać już w pierwszych dniach pracy w Parszywym. Mężczyźni nie mieli litości, nie mieli zahamowań. Posiadali za to pragnienia, których nawet nie próbowali utrzymać na smyczy. Wygodnie im było traktować kobietę jak obiecaną im rzecz, jak przedmiot stworzony do spełniania ich ohydnej woli. O nie, na to nigdy się nie godziła. Z czasem zdołała zapanować nad marynarzami, z czasem zaczęli uważać na słowa i nie gnali z łapami tam, gdzie nie powinni. Nie wszyscy, nie zawsze, ale jednak sytuacja na terenie tawerny, może i nawet w dokach, wydawała się dość opanowana. Moss czuła się w swojej dzielnicy pewnie, ale dojście do takiej pozycji zajęło jej lata, lata szczekania na chamów, lata kopania i uderzania zaklęciami w tyłek każdego, kto podskoczył za bardzo. Niegrzeczni znali smak wody z kibla zamiast dobrego rumu, niegrzeczni dostawali stare kawałki kiełbasy i spalone tosty. A z czasem nabrali pokory i przestali widzieć w niej lichawą kobietkę, którą można było tak łatwo sobie przyporządkować. Role się odwracały. Zawsze wspierała dziewczyny z okolicy. Były jednością, przynajmniej te bardziej gramotne posiadały nieco rozumu i nie latały jak głupie za chłopem. Świat chciał ustawiać je w roli, wciąż tej samej, wciąż pod mężczyzną, wciąż jako te słabsze, gorsze, niezdolne do życia bez partnera, kruche tak jak ich drobne kończyny. Poniekąd kryła się w tym prawda, ale istniały takie przypadki, które nijak nie chciały zmieścić się w tych ramach, które wcale nie czuły się tak nieudolne. Rola służącej raczej nie dostarczała satysfakcji. Te, które chciały przetrwać w portowej dzielnicy, dawno zrzuciły z siebie płaszcz delikatności. Przynajmniej tej wewnętrznej.
Młoda kobieta z tuneli, która rozłożyła ją tamtego dnia na łopatki, z pewnością ustawiłaby każdego dzielnego pirata w okolicy. Lubiła takie przypadki. Towarzystwo kobiet, które wiedziały, jak nie dać się zgnoić, jak nie dać się złapać, zawsze jej imponowało. Widok rozbrojonego chłopiska wcale nie wydał się Moss czymś nadzwyczajnym, kiedy tylko dostrzegła, kto go tak załatwił. Samą scenkę przyjęła jednak z zadowoleniem.– I właśnie tak należy robić – mruknęła, podchodząc do zdychającego pijaczyny. – Następnym razem dwa razy się zastanowi, zanim się do którejś zbliży – dorzuciła, zakładając dłonie na ramionach. Kiwnęła głową z uznaniem. No proszę, nawet znała typa. Ważył chyba z tonę i cuchnął gorzej niż londyńskie ścieki. – Nie zrobiłaś tego pierwszy raz. Co to za urok go tak załatwił? Nie przypomina obrażeń żadnego ze znanych mi zaklęć – zauważyła, pochylając się nieco nad biedaczkiem. Serce chyba jeszcze biło. A może nie? To już nie było ważne. Dziewczyna była bezpieczna. Rzucali się na spódniczkę nawet w prywatnych pokojach. Co za banda tępych zwyroli. Jego krzyk, choć potwierdził resztki drzemiącego w nim życia, skrzywił usta Filipy. Jęczał jak dzieciak. Bardzo dobrze, choć do pijanej świadomości nie dochodziło wszystko tak dosadnie, jak obydwie mogłyby tego oczekiwać. Oby zapamiętał ten ból jeszcze długo po wytrzeźwieniu. Wyprostowała plecy i popatrzyła przez chwilę zamyślona na dziewczynę. – Słusznie. Wezwę chłopców. Wywalą go stąd na zbity pysk. Otworzymy okna, przewietrzymy pokój. Jak zniknie, to wnętrze wcale nie stanie się piękniejsze, ale może chociaż będzie… przyjemniej. Nie chcemy, byś czuła się źle w naszych progach – oświadczyła, dbając o dobre imię właścicieli lokalu. To zostało przez tego awanturnika naruszone.
Po chwili Moss zniknęła za drzwiami. Dwie chwile później do pokoju wkroczyło dwóch rosłych oprychów, którzy wynieśli nieprzytomnego typa. Philippa powróciła razem z nimi. Zamierzała zadbać o to, by gość jednak poczuł się tu choć trochę lepiej. – Pozamiatane. Gnój więcej tu nie wróci – skwitowała, gdy tylko zatrzasnęły się drzwi za typami. – Potrzebujesz czegoś? Szklanka rumu? Herbata? Przekąska? Kuchnia i bar ci służą – oznajmiała, spodziewając się, że po tak feralnej przygodzie dziewczyna zechce się przynajmniej czegoś napić. – Mam nadzieję, że nie zdołał cię skrzywdzić.
Philippa Moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Re: Pokój 6 [odnośnik]30.08.20 12:35
Lyanna nie chciała być sprowadzona do takiej roli. Nie chciała być ofiarą męskich żądz, ani być tylko słabą i bezbronną kobietą. Od lat żyła samotnie i tak radziła sobie z życiem, bez pieczy żadnego mężczyzny. Sama dbała o swój byt, nie była zależna ani od rodziny, która ją niegdyś odrzuciła, ani od męża, którego nie miała i nie chciała mieć. Upatrywała swoich ambicji na innych polach niż bycie żoną i matką. Sięgała po to, czego pragnęła nie musząc czekać, aż poda jej to mężczyzna. Powodziło jej się nieźle, zarobki miała coraz lepsze. A obracając się w środowisku Nokturnu czy dzielnicy portowej musiała stać się silna, musiała umieć nie tylko się bronić, ale i atakować. Nie wyglądała ani trochę groźnie czy przerażająco, przerażenie mogły budzić za to jej umiejętności, czarna magia nie była dziedziną powszechną, sięgali po nią tylko ci, którzy byli dość silni, zdolni i zdeterminowani, a także na tyle bezwzględni, by potrafić użyć tych zaklęć wobec innej żywej istoty.
Nie musiała jej dziś użyć, ale mężczyzna, który wdarł się do jej sypialni w wiadomym celu i ośmielił się ją napaść nie zasłużył na łagodniejsze środki. Zwykłe czary zresztą pewnie nie przestraszyłyby go wystarczająco mocno. Żeby dostać nauczkę i trzymać się z dala od Lyanny musiał posmakować faktycznego cierpienia, którego nie dałoby zwykłe spetryfikowanie czy rozbrojenie, ani nawet odrzucenie do tyłu jakimś urokiem. Chciała, by się jej bał, żeby wijąc się na ziemi i nie mogąc złapać tchu wiedział, że role się odwróciły i to Lyanna stała się oprawcą, a on ofiarą, choć przyszedł tutaj z zupełnie innym zamierzeniem. Nie zawahała się przy tym. Gdyby zechciała, mogłaby potrzymać zaklęcie do samego końca i go zabić, nie byłaby to wielka strata, raczej nie był czarodziejem czystej krwi, której żal byłoby przelewać. Ale pojawienie się Philippy zmusiło ją do tego, by przerwać czar i pozwolić mężczyźnie na zaczerpnięcie chrapliwego oddechu powietrzem już wolnym od dymu kłębiącego się w płucach. Może następnym razem zastanowi się nim choćby spojrzy w kierunku Zabini.
- Niektórzy muszą sami się sparzyć by przekonać się, że pewnych rzeczy nie należy robić – rzekła. Dawniej w sytuacji nakrycia na używaniu czarnej magii pewnie czułaby strach przed konsekwencjami, ale te czasy sprzyjały takim jak ona, więc nie musiała lękać się kary. Gdyby mężczyzna na nią doniósł, to raczej on odpowiedziałby za atak na Zabini. – Kobiety bywające w takich miejscach muszą mieć swoje sposoby na radzenie sobie z zagrożeniem, sama też na pewno doskonale o tym wiesz. – Philippa, pracując tu każdego dnia, nie mogła pozwolić sobie na bezbronność, bo inaczej już dawno marnie by skończyła. Wszystkie kobiety bywające w szemranych miejscach musiały mieć sposoby na radzenie sobie z tymi, którzy mogliby chcieć je w jakikolwiek sposób wykorzystać. A mężczyźni mieli takie zapędy, choć czasem przekonywali się, że nie każda kobieta była bezbronna. A Nokturn był jeszcze groźniejszy niż doki, słabe jednostki z łatwością ginęły tam bez śladu. – Ale masz rację, nie robię tego pierwszy raz – dodała, choć nie powiedziała, co to za zaklęcie. Choć w nowym ładzie mogła czuć się pewnie, nie chwaliła się wszem i wobec tym, że władała mrocznymi mocami. Tym bardziej że nie mogła być pewna, po której stronie pozostaje lojalność Philippy. Do tej pory nie słyszała nic o tym, jakoby Moss wspierała Zakon Feniksa, ale nigdy nie wiadomo. W porcie prawdopodobnie silniej niż w innych miejscach Londynu ścierały się wpływy, gdyż był to rejon o szczególnym znaczeniu dla obu stron konfliktu, szlamolubi z pewnością chętnie zyskaliby dostęp do sprowadzanych drogą morską towarów, a także sposób na wywożenie z kraju szlam i mugoli. Miała jednak nadzieję, że poglądy Moss pozostają słuszne. A w każdym razie – oddalone od spraw szlamolubów. Nie chciałaby musieć pewnego dnia to na niej używać takich zaklęć ani dowiedzieć się, że zrobił to ktoś inny, w pewien sposób szanowała jej siłę i zaradność.
Skinęła głową na jej propozycję, brzmiącą nawet lepiej niż samodzielne lewitowanie mężczyzny przez lokal.
- Dobrze – zgodziła się. – Bez niego na pewno będzie lepiej i przyjemniej. A ten incydent nie odstraszy mnie od bywania w Parszywym Pasażerze. – Lubiła wygodę, to prawda, ale potrafiła bez niej przetrwać, podczas wypraw nocowała w różnych miejscach, nieraz gorszych od tego. Dostosowywała się do różnych warunków. A w Parszywym będzie pojawiać się nadal, to miejsce było przydatne i jeden pijak pchający się z łapami tam gdzie nie potrzeba jej stąd nie odstraszy.
Patrzyła jak dwóch rosłych pracowników obsługi (jak jej się wydawało) wynosi jego osłabłe zaklęciem ciało z kwatery, którą wynajęła na nadchodzącą noc.
- Nie zdążył nic zrobić, szybko sobie poradziłam. Nie docenił mnie – odezwała się. Gdyby mężczyzna nie zlekceważył Lyanny, gdyby użył magii lub przynajmniej odebrał jej różdżkę to mogłoby się skończyć gorzej, ale zlekceważył ją przez jej wygląd i płeć, i za to zapłacił. Lyanna, zachowując trzeźwy umysł, od razu sięgnęła po różdżkę i zrobiła z niej użytek, do czego mężczyzna nie był przyzwyczajony. Może wcześniejsze ofiary były tak przerażone, że nawet nie potrafiły się obronić ani tym bardziej odpowiedzieć atakiem na atak? Zabini wiedziała jednak, że czasem tylko szybka reakcja może ocalić skórę. Nie tylko w starciu z ludźmi; obcowanie z klątwami nauczyły ją tego, że trzeba reagować szybko i myśleć trzeźwo, żeby nie wpaść w przykrą pułapkę. – Chętnie napiję się herbaty. Odrobina czegoś mocniejszego też może się przydać. – Skoro już Philippa proponowała jej napitek, to czemu nie skorzystać?
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Pokój 6 [odnośnik]06.09.20 19:24
Z uznaniem pokiwała głową. Zawsze jej się podobały silne postacie kobiet. Szczególnie te niepozorne w piękny sposób zmazywały kpiące uśmieszki, odrywały drwiące języki przemądrzałym samcom, dla których jedyny rodzaj siły manifestowali mężczyźni. Czasy się odmieniały, rosła rola damska. Umysły kobiet zaskakiwały, a Moss była pewna, że większość nie mogła się podzielić z dziwną wariacją w charakterach płci. Oczywiście faceci wciąż górowali, wciąż to dla nich otwierały się wszelkie drogi, zyskiwali dostęp do wielu stanowisk i niebanalnych zawodów, podczas gdy kobietę upychano między miotłę a garnek, ale gasł wstyd chodzący za starymi pannami. Siedzące głęboko pod zakutymi łbami przekonania nie wylezą prędko i nie przetransformują się w żadne rewolucyjne poglądy, ale faceci musieli przyjąć pewne racje czy tego chcieli czy nie. Istniały na tym świecie damskie jednostki stworzone do czegoś więcej, a kobieta bez opieki męża mogła z powodzeniem przetrwać. Moss nigdy nie chciała stawać na ślubnym kobiercu. Pewnie zabiłaby potencjalnego kandydata lub oszalałaby przez upierdliwy małżeński kaganiec. Nie lubiła, kiedy ktokolwiek ograniczał jej słowa i stawiał bramy na drogach. Jeśli gdzieś chciała się dostać, to tam szła. Jeśli któremuś chciała wleźć do łóżka, robiła to bez cholernej obawy, bez widma twarzy ukochanego. Brak zobowiązań dodawał jej pewności, kroki stały się lżejsze i mogła pozwolić sobie na gesty oraz słowa, które normalnie nie mogłyby wymknąć się z zasznurowanych warg mężatki. Praca w tawernie była jedynie dla panien, żadna świętoszka nie przetrwałaby choćby tygodnia między stadem przelewającego się przez ławy testosteronu. W dodatku w tak prymitywnej, portowej formule. Widywała tu świętoszki, ale te nie zabawiły długo. Wychowana przez bidul i ulicę Moss świetnie odnalazła się w tawernie. Z zadowoleniem podporządkowywała sobie piracką rzeczywistość. Tu, w tym jedynym miejscu na świecie miała władzę. Przynajmniej tak lubiła sobie myśleć.
– Jak się porządnie sparzy, to zostaną paskudne blizny. Będą upominać. A jak spróbuje znów, to dostanie kolejne. Niezła metoda. I na niektórych nawet działa – oświadczyła, przywołując garść własnych doświadczeń. Kobieta nie potrzebowała pomocy, świetnie sobie poradziła i to nie podlegało dyskusji. – Biedaczek miał pecha, że trafił na ciebie – mruknęła i zacmokała charakterystycznie, spoglądając jednocześnie na rozwalone na podłodze zdychające zwłoki. O tak, Moss coś o tym wiedziała. Uśmiech rozciągnął jej usta, lekki i dość znaczący. Myślenie o nim jako o zagrożeniu wydało się takie ironiczne, biorąc pod uwagę fakt, jak skończyły się jego niezdarne próby, ale przecież na miejscu dziewczyny mogła być inna, mniej obeznana w urokach, krucha i niezdolna do wyciągnięcia różdżki przed oblicze masywnego, obślinionego wroga.
Nieco inaczej spoglądała Moss na rolę portu w tej wojnie. Widziała coś innego. Widziała opór i bunt, który wiązał się z gniewnym temperamentem portowej ekipy. Związani z morzem mieszkańcy Londynu byli dość zbitą, zjednoczoną społecznością, ich ognisty temperament sprawiał, że wszystkie starcia były głośniejsze, bardziej brutalne, że jeszcze więcej krwi spływało wzdłuż uliczek. Oczywiście, dwa poglądy podzieliły ludzi w dokach, ale oliwy do ognia dolewały te kłótliwe charaktery i odwaga. Zawsze doceniała właśnie odwagę do walki o swoje, do włażenia tam, gdzie niekoniecznie ich chciano. Potrafili wyjść z cienia i pokazać, że nie są bierni i że można się ich bać. Bywały w Parszywym wieczory, kiedy dwie sprzeczne w poglądach załogi zasiadały w dwóch różnych kątach. Od samego wejścia Philippa wiedziała, że noc najpewniej skończy się wielką zadymą. Cały port usłyszy wycie, a ściany tawerny zatrzęsą się pod mocą twardych pięści i niepokornych różdżek. Philippa nie godziła się na dewastowanie domu i ukochanego portu. To jej najbardziej w tym wszystkim przeszkadzało. Interpretowała dzielnicę jako całość, społeczność jako jedność i nie chciała niczyjej krzywdy. W miarę upływających tygodni kończyła się jednak neutralność.
– Miło mi to słyszeć – oznajmiła zadowolona z wyjawionego braku niechęci. Wielu po czymś takim spoglądałoby na tawernę ze wstrętem. Filipa chciała, by to miejsce było przyjazne dla wszystkich, którzy szanowali port. – To właśnie nasza tajemna broń. Nie doceniają nas. Dają się czarować spódnicy i jednocześnie ją lekceważą. To bardzo, bardzo nierozsądne… – mruknęła, spoglądając, jak typy wynoszą niegrzecznego jegomościa. Rozumiała ją Może była jedną z tych, które potrafiłyby stanąć za ladą w Parszywym i zapanować nad tłumem spragnionych pijaków. Podejrzewała jednak, że kobieta nie potrzebowała takiej roboty. Wyglądała na zorganizowaną, może nawet trafiło jej się całkiem niezłe zajęcie. W tych przeklętych czasach dobra robota była jak cenny skarb. Zaglądasz do kufra i wyciągasz kolejne monety, kiedy inni mogą jedynie marzyć o galeonowym źródle. Pozamykane zakłady, pomordowane interesy i wojna, która zmuszała do ostrych oszczędności. – Zadbam o ciebie. Zejdźmy w takim razie na dół. Będzie wygodniej usiąść i porozmawiać. Jak ci właściwie na imię? Przypomnij mi… – rzuciła, niespecjalnie zorientowana. Wokół niej przewijało się wielu ludzi. Może podała jej personalia wtedy przed pojedynkiem, a może nigdy nie dane jej było poznać tajemniczego imienia. Na pewno jednak jakieś istniało, zapewne fałszywe jak wszystko w tych ciemnych kartach londyńskiej historii.  
Zeszła na dół, licząc, że dziewczyna podąży za nią.
Philippa Moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Re: Pokój 6 [odnośnik]07.09.20 22:05
Lyanna liczyła na to, że kiedyś coś zmieni się na lepsze w kwestii pozycji kobiet, bo mimo swych konserwatywnych poglądów na sprawę krwi i czarodziejskich tradycji, nie widziała swojego miejsca w cieniu mężczyzny, w roli podległej mężowi – którego i tak nie zamierzała nigdy mieć. Jedyny, którego kiedyś mogła w takiej roli widzieć, odrzucił ją. W kwestii roli kobiet miała dość postępowe poglądy, uważała że czarownice mogą osiągnąć wiele i magicznie wcale nie muszą ustępować mężczyznom, jednak te jej poglądy nie obejmowały szlachcianek, one w jej mniemaniu powinny przede wszystkim dobrze służyć swoim rodom, bo większość z nich nie nadawała się do niczego innego niż rodzenie czystokrwistych potomków. Te, które odbiegały od schematów, w większości przypadków były wypaczeniem tradycji i często zbaczały w stronę uwłaczającą godności czystej krwi. Ostatnimi czasy wcale nierzadko słyszało się o zdrajcach krwi, którzy napawali Lyannę obrzydzeniem nawet większym niż szlamy, bo nie wyobrażała sobie, jak można odrzucić dar czystej krwi, którego ona pożądała przez całe życie bardziej niż czegokolwiek innego. W końcu to dostała, ale nadal darzyła ogromną niechęcią tych, którzy mieli ten dar od urodzenia, a go nie szanowali i bratali się z brudem.
Lyanna, wzgardzona i odrzucona przez rodzinę, miała dość sporą swobodę, bo nikogo z krewnych tak naprawdę nie obchodził jej los. Gdyby w trakcie swojej postępowej pracy łamaczki klątw zginęła, wyświadczyłaby Zabinim przysługę, ale na złość krewnym uparcie trzymała się życia i nieźle sobie w nim radziła. Dobrze żyło się bez zobowiązań, bez nikogo, kto mógłby próbować jej czegoś zabronić. Po co byłby jej mąż? Tylko by zawadzał i ograniczał, bo niewielu z pewnością było takich, którzy byliby gotowi iść obok niej jak równy z równym, i patrzeć w tym samym kierunku co i ona. Wydawało jej się kiedyś, że Theo taki był, że razem mogliby zawojować cały świat, ale pomyliła się i od tamtego czasu egzystowała samotnie. Również udawała się dokładnie tam, gdzie chciała – a dzięki przynależności do rycerzy Walpurgii mogła udać się praktycznie wszędzie, gdzie tylko zechciała, nie musząc pytać nikogo o zdanie. Mogła też robić co chciała i uchodziło jej to płazem, co dodawało jej jeszcze więcej pewności siebie. Mogłaby nawet zabić mężczyznę który ją napadł, gdyby tylko tego zechciała – ale nie zrobiła tego, by nie narazić się portowej braci, w końcu zależało jej na możliwości bywania tutaj i wiedziała, że lepiej nie robić sobie wrogów w bywalcach Parszywego i okolic, choć kara za postępek mężczyzny musiała być i otrzymał ją. Podobnie jak i Nokturn, port był osobliwym środowiskiem, ale był istotny z punktu widzenia organizacji, do której przynależała i zdawała sobie sprawę z tego, że rycerze mieli względem niego swoje plany, że chcieli mieć nad tym miejscem pewną władzę, by utrudnić życie szlamom i mącicielom, którzy mogliby tędy próbować uciec lub sprowadzać rozmaite towary. Musieli wygrać tę wojnę i zdławić resztki oporu szlamolubów, by móc zacząć budować nowy, lepszy świat oparty na dominacji czystej krwi.
Mężczyzna został wyniesiony, a Zabini została sama z Philippą.
- Miejmy nadzieję, że następny raz dwa razy pomyśli zanim choćby się do mnie zbliży – rzekła. Myślał pewnie że w jej osobie znajdzie łatwą ofiarę, w końcu jej wygląd był bardzo mylący, ale się sparzył, bo Lyanna nie była tylko śliczną lalką, a zdolną czarownicą znającą także najczarniejszą z magicznych sztuk. – Wielu mężczyzn widzi w nas tylko ładne twarze. Tylko atrakcyjne ciała, po które mogą sięgać kiedy tylko zechcą. Lubię patrzeć na nich w chwili, kiedy przekonują się, że popełnili błąd. Zawsze są wtedy zdziwieni, ten też był, kiedy wyciągnęłam różdżkę i ugodziłam go zaklęciem.
To zawsze było satysfakcjonujące, widzieć silnego samca sprowadzonego do parteru przez istotę, którą niesłusznie uważał za słabszą. Z jednej strony nie znosiła tego samczego lekceważenia jej osoby, ale z drugiej czasem potrafiła to wykorzystać do swoich celów. Mogła udawać zagubioną, potrzebującą pomocy ślicznotkę, by w odpowiednim momencie niepostrzeżenie obrócić sytuację na swoją korzyść. Bo kto podejrzewałby ją o coś złego, widząc tę porcelanową twarzyczkę otoczoną bujnymi lokami, te wielkie, błękitne oczy i pełne, różane usta? Problem zaczynał się wtedy, kiedy chciała, by zobaczono w niej silną i uzdolnioną czarownicę, musiała się wtedy postarać, bo wielu klientów oceniało ją miarą wyglądu i wątpiło w jej możliwości. Może teraz, dzięki współpracy z Burke’ami, takich przypadków lekceważenia będzie coraz mniej, w końcu pewną renomę w środowisku zdążyła już sobie wyrobić i ci, którzy wracali do niej po raz drugi i kolejny, wiedzieli już, że mogli na nią liczyć. Dlatego na brak galeonów nie mogła narzekać i mogła za swoje usługi żądać wyższych stawek.
- Lyanna – odpowiedziała lakonicznie, podążając za Philippą na dół. Teraz mogła wcielić się w rolę normalnej kobiety, która potrzebowała odpocząć po problematycznej sytuacji. Pora była jeszcze na tyle młoda, że nie musiała spieszyć się do łóżka. – Podejrzewam, że pracujesz tu już na tyle długo, że podobne sceny dawno przestały cię zaskakiwać? – zapytała. Odkąd zaczęła regularniej się tu pojawiać to miała wrażenie, że Philippa już tu była. Ze swoją śliczną twarzyczką dziwnie niepasująca, ale jednak dobrze odnajdująca się w tym miejscu. Pozory myliły, sama dobrze o tym wiedziała. Panna Moss również mogła skrywać wiele sekretów i atutów, których nie było widać na pierwszy rzut oka. Pytanie tylko, dlaczego z tylu miejsc w Londynie i w kraju wybrała właśnie to? Zabini nie znała w końcu jej historii.
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Pokój 6 [odnośnik]11.09.20 20:01
Uwielbiali zgniatać, podziwiać, zagrabiać sobie kobiety. Lyanna miała stać się jedną z nich. Chcieli zrobić z nią to, co próbowano uczynić setki razy wcześniej z Filipą. Przywłaszczyć sobie, wykorzystać, trwać w aplauzie samczego triumfu. Tylko że dokonali złych wyborów, za które przyszło im płacić. Ten, którego ślina i krew brudziły podłogę wynajętego pokoiku nad barem, zapamięta na długo swój chamski występek. Żadnej litości nie miała dla nich. Byli jak dzikie, uparte zwierzęta. Wyraźnie potrzebowali tresury i taką właśnie otrzymywali od wszystkich tutejszych, hardych dziewcząt. Niektórzy może nawet nie traktowali tego jak próby zagarnięcia przynależnej im kiecki, a jak wyzwanie, wstęp do swoistej damsko-męskiej gierki mogącej umilić czas między śpiewem i rumem. Ten wariat podobał się Philippie o wiele bardziej, w to mogła grać, w to się mogła bawić. Tylko niestety każda zabawa się kiedyś nudzi – szczególnie gdy współgracze to banda durnych półgłówków, w dodatku pijanych i niezgrabnych. Ona lubiła wojować, ona lubiła tańczyć, włazić na stoły i zabawiać swoich portowych braci. Zbyt monotonnie przebiegały jej godziny, kiedy jedyną misją było polewanie w kółko rumu i zbieranie potrzaskanego szkła. To jednak robiła, to była swoista część profesji, z którą mimo udręki była mocno związana. Nie wyobrażała sobie bycia gdzieś indziej. Kustoszem w muzeum? Uzdrowicielką? Człowiekiem nauki? Nie, tylko bycie barmanką dawało jej spełnienie. Czuła to, mówiła o tym pewnie i nie było wcale istotne to, że innej pracy w życiu nie poznała. Trwała w tym świętym, nieco aż zbyt bojowym przekonaniu, że ma rację, że jest to jedyne je przeznaczenie. Czy faktycznie tak było? Tego nie wiadomo.  
– Nie chciałabym być w skórze tych, którzy się do ciebie zbliżają. Pamiętam siłę twojej magii – odparła trochę z podziwem, trochę z domieszką pozytywnego żartu. Wycisk, który jej zafundowała, pamiętała jeszcze długo. – Wiem, o czym mówisz. Wyjątkowo dobrze mi z tym widokiem: kiedy z wściekłego wilczka przemieniają się w spłoszonego szczeniaka. Nagle okazuje się, że ta męskość wcale nie jest taka wojownicza, że nie ma tyle siły – stwierdziła wciąż zadowolona. Po to właśnie doskonaliła swoje magiczne ciosy, po to spędzała długie godziny w piwnicach i pustostanach, doskonaląc swoje uroki. Chciała godzić mocno, uwierać, łamać buczącą groźnie istotę bycia mężczyzną. W porcie kobiety nie mogły być biernymi trzpiotkami. Te, które jednak nimi pozostawały, dawały sobą pomiatać. Ani Lyanna ani Philippa nie należały do grona takich kobiet. Co do tego nie było wątpliwości.  – Zatem Lyanno, usiądź wygodniej. Wyrzuć z myśli kogoś, kto nie zasługuje na twoje rozważania – oznajmiła, pozwalając jej usiąść za barem. Wysokie krzesła dawały poczucie bycia ponad rozsianą między drewnianymi ławami klientelą – brudną, pijaną, głośną. – Choć ta zgraja nie wygląda na zbyt pomysłową, to jednak wciąż potrafi zaskoczyć. Nawet gdy myślisz, że widziałaś już każdą najbardziej absurdalną burdę i bardzo dużo skrajnie obrzydliwych rzeczy… Nie, zawsze będzie coś, co wpędzi cię w osłupienie. Prymitywność dodaje im skrzydeł, skręcają poza granice rozsądku. Nietrzeźwi i spychani jak płatki na wietrze do absurdalnych odmętów wyobraźni.
– Zdradź mi, naprawdę chciałabyś zacząć od tej herbaty? Czy jednak wolisz coś mocniejszego… - zanuciła prawie, wygodnie rozkładając się na swoim barowym, królewskim stanowisku. Butelki za plecami Philippy zdawały się błyszczeć i kusić. Kolorowe szkła, kolorowe smaki przywiezione przez zaprzyjaźnione załogi z dalekich mórz. Tu można było odnaleźć jeszcze więcej trunków niż w niejednym ekskluzywnym sklepie z alkoholami. Tylko że typowi klienci rzadko wyciągali łapska po wymyślność. Kochali spływającą po brodzie chmielową pianę, moczyli usta w rumie i nie pogardzili wódką. Wino nigdy nie było tu modne. Tak jak… herbata. Lyanna jednak otrzymała prawo wyboru. Philippa zamierzała podać jej to, o co poprosi. Ostatecznie bywały i bardzo niecodzienne gusta. – Na długo u nas zabawisz? Zastanawiające, że wybrałaś akurat tak ponure miejsce. Zwykle samotne kobiety na nocleg w tawernie spycha wyjątkowo parszywy los. Nie mają wyboru. Ale ty nie wyglądasz jednak najgorzej. Nie jak ofiara, którą niektórzy z chęcią by w tobie ujrzeli – podzieliła się wrażeniami, chwytając już w dłoń szklankę.
Philippa Moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Re: Pokój 6 [odnośnik]15.09.20 13:18
Lyanna zdawała sobie sprawę, że społeczeństwo jest zróżnicowane i że nie wszyscy ludzie są wartościowi. Niektórzy, jak mężczyzna który ją napadł, byli jak prymitywne bydło kierowane niskimi instynktami, nie wznoszące się ponad poziom rynsztoka. Byli uciążliwi, ale nie prawdziwie niebezpieczni, z takimi jak on potrafiła sobie radzić. Najbardziej groźni nie byli bowiem ludzie głupi, zapijaczeni i prymitywni, bo na tych zawsze istniał jakiś sposób, a ci zadbani i inteligentni, dokonujący złych uczynków w białych rękawiczkach. Tacy, którzy nie wyglądali podejrzanie na pierwszy rzut oka. Rycerze Walpurgii skrywali wiele takich inteligentnych i niezwykle groźnych, biegłych w czarnej magii jednostek – a Lyanna na swoje szczęście stała po tej samej stronie, aspirując do tego, by stać się jedną z nich. Jedną z tych, których się bano i do których żywiono respekt. Niektórzy już go okazywali, gdy dowiadywali się, z kim mieli do czynienia, a Lyannie bardzo się to podobało. Ze szkolnej outsiderki ze skalaną krwią urosła do rangi utalentowanej czarownicy budzącej respekt i szacunek, będącej częścią nowego, lepszego ładu.
Nie wyobrażała sobie jednak, że mogła trudnić się czymś innym niż łamanie i nakładanie klątw. Życie kury domowej byłoby nudne i miałkie, posadka w ministerstwie, pod zwierzchnictwem spasionych, szowinistycznych urzędników – również. Nie widziałaby się również w roli uzdrowicielki, alchemiczki ani nikogo podobnego. Za to jej fach dostarczał wielu wrażeń, dreszczyku emocji, a także umożliwiał nieustanny i wszechstronny rozwój. I był dobrą sposobnością, by odwiedzać różne miejsca.
Na słowa Philippy kącik jej ust uniósł się do góry. Była zadowolona z komplementu pod adresem swoich umiejętności.
- Ich prymitywna męska siła jest niczym w starciu z magią, a magia nie zależy od płci – rzekła. Czarownice mogły umiejętnościami wyprzedzać mężczyzn, magia nie pytała o płeć. To, że wiele czarownic marnowało swój potencjał i kończyło w pułapce stereotypowych ról, było już kwestią uwarunkowań kulturowych, nie braku magicznego talentu. Mężczyźni również mogli talent mieć lub nie mieć. Fizycznie większość z nich mogła być silniejsza, ale w parze z tężyzną nie zawsze szły umiejętności magiczne. Ten, który ją dziś napadł, ewidentnie polegał na swoich pokaźnych rozmiarach i sile, ale zmięknął w starciu z magią. Drobna, wątła fizycznie Lyanna wygrała, bo użyła magii, a magia zawsze pokonywała nawet największe mięśnie. Philippa też musiała o tym wiedzieć, skoro była równie drobna i wątła. Jej siła nie mogła zatem tkwić w ciele, a w różdżce. I w charakterze, on też był istotny.
Usiadła wygodnie, przygładzając materiał czarnej sukni, z ciekawością słuchając jej słów. Ludzie prymitywni niby byli prości, ale jednak czasem wymykali się poza granice przewidywalności, nigdy nie było wiadomo, co nagle im odbije. Każda okazja była dla nich dobra do zamieszania i bitki. Na Nokturnie również można było się spodziewać wszystkiego. Może nawet więcej niż tutaj, bo tam mnóstwo było prawdziwych typów spod ciemnej gwiazdy, znających czarną magię, przy których portowi podskakiwacze wydawali się niewiniątkami.
- To może na początek coś mocniejszego, herbata dobra będzie przed snem. Masz coś zasługującego na szczególną uwagę, niespotykanego w pubach poza portem? – zgodziła się, spoglądając z zainteresowaniem na butelki za ladą. Przynajmniej część z nich wyglądała na zagraniczne, a Lyanna miała ochotę spróbować któregoś z nich, jakiegoś nowego smaku ciekawszego niż zwykłe piwo czy rum. Na co dzień z alkoholi najczęściej piła czerwone wino, rzadko coś innego, bo też zwykle dbała o trzeźwość i ostrość swego umysłu, co nie znaczyło, że nie miała ochoty na eksperymenty. – W każdym razie, swego czasu zastanawiałam się, jak to się stało, że z tylu miejsc w Londynie wybrałaś właśnie to. Z pozoru tak bardzo niepasujące, a jednak wydajesz się tu dobrze odnajdywać.
Musiały istnieć ku temu jakieś powody, coś głębszego niż fanaberia szukającej przygód młódki.
- Tylko ta jedna noc – powiedziała. – To miejsce akurat było pod ręką, przebywałam w tej okolicy i nie miałam głowy do szukania po całym Londynie pokoju na jedną noc, zresztą jako samotna kobieta bez rodziny nie mogę wybrzydzać. Tu przynajmniej nikt nie pytał, czemu jestem sama, a pewne hmm… nieprzyjemne sytuacje, były czymś, z czym musiałam się liczyć. – Nie zamierzała się przyznawać do tego, że poniekąd trochę tu węszyła. Nie tylko za potencjalnymi rebeliantami, ale i za zleceniami czy choćby strzępkami historii mogących doprowadzić ją do jakiegoś fascynującego przedmiotu. Mało to razy pijani marynarze potrafili niechcący chlapnąć coś ciekawego, zarysować jakiś trop, za którym można było podążyć i zdobyć jakiś skarb możliwy do sprzedania lub przygarnięcia do swojej kolekcji? Mogłaby na pewno wybrać lepsze miejsce na nocleg, ale nie każde byłoby ciekawe. W zwyczajnych miejscach zwykle nie rozmawiano o ciekawych rzeczach, z kolei na drogie szkoda jej było galeonów, skoro właśnie kupowała nowy dom, musiała też przeznaczyć pewną sumkę dla Chang na potrzeby planowanej kąpieli dla urody, którą będą musiały poprzedzić upolowaniem odpowiednich ofiar. W jakimś elegantszym miejscu jej samotność pewnie wywoływałaby pytania, bo ludzie z „lepszych” środowisk często nie pojmowali, że jak to kobieta może podróżować i nocować sama, a nie z mężem lub z rodziną, nie mieściło im się w głowie pojęcie kobiecej niezależności i samodzielności. No i uznała za wygodne zarysowanie siebie jako samotnej kobiety bez bliskich, co nie było kłamstwem, więc tym lepiej pozwalało tkać wiarygodną historię i uzasadnić pobyt tutaj tak, by nie wzbudzić w Philippie podejrzeń - dlatego też nie mogła jej zupełnie zbyć, a musiała udzielić jakiegos wyjaśnienia, pozbawionego jednak drażliwych detali. Zresztą kobieta o udanym życiu rodzinnym nie musiałaby tu bywać. Samotna kobieta nie budziła takich podejrzeń, bo pewnie niejedna już tu nocowała.
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Pokój 6 [odnośnik]17.09.20 19:59
Charakter, który potrafił udźwignąć większą moc, większą odwagę i siłę wzmacniającą własną magię. To miała, to jej duma. Pewnie władała czarodziejskim atrybutem, nie lękając się potężnych inkantacji, pozwalając olbrzymiej energii śmiało wypływać z serca, przez rękę, aż wreszcie prosto w stronę podłych wrogów. Tak to załatwiały rezolutne dziewczyny, tak się gnoiło zawszoną męską wielkość. Lubiła, kiedy potrafili faktycznie ją zaskoczyć i naprawdę mieli się czym pochwalić. Tutaj jednak to rzadkość i do tej myśli właściwie przywykła. Dwie kobiety przy barze przyciągały spojrzenia. Choć Moss nie robiła już większego wrażenia na stałych bywalcach, to jednak widok tej drugiej sprawiał, ze niektórzy zaczynali spoglądać naprawdę śmiało. Za plecami Lyanny zastygło w połowie drogi do pyska parę obślinionych kufli. Filipa widziała to wszystko dokładnie. Nie zamierzała jednak dawać im tej satysfakcji. Miała przed sobą kobietę nieporuszoną tym, co mogło się dziać z otoczeniem. Ich rozmowy nie powinny nikogo interesować. Mieli pełne szkła, a jeśli jednak ktoś się zbliżył, otrzymał od barmanki solidną dolewkę. – Mam wiele cennych flaszek przybyłych z wielkich miejsc, na specjalne zamówienie – oznajmiła z nieco bajkową gadką. Legenda smakuje lepiej, prawda? – Nasi zaprzyjaźnieni kapitanowie hojnie wspierają ulubioną tawernę. Zza oceanu przypływają wyjątkowe trunki… - mówiła dalej, wyciągając spod lady butelkę obklejoną piękną, złotozieloną etykietą. Odkorkowała ją i przelała dobrą porcję do szklanki. Posunęła naczynie w stronę kobiety, licząc na pozytywną recenzję. – Postawi cię na nogi i pozwoli zapomnieć o niedogodnościach wieczoru – oświadczyła, na koniec stukając lekko w szkiełko paznokciem. Na zdrowie, Lyanno.
Pytanie wcale jej nie zdziwiło. Zachęciło usta do cwanego uśmiechu, takiego, który zdawał się oznajmiać, że istniała pewna tajemnica, że czeka ją właśnie wyjątkowa opowieść. Moss nauczyła się pisać bajki, mając wokół siebie przez te lata wielu takich cwaniaków. Wpływali do portu i zaraz rozpoczynali głośne opowiastki o morskich potworach, krągłych syrenach i zatopionych galeonach. – Nie ja je wybrałam. To ono odnalazło mnie. Było jak ta spadająca gwiazda, wiesz? Biadolisz nad swym losem, wydaje ci się, że już nic dobrego się nie zdarzy, a tu pomyślność spada z nieba, zjawia się znikąd i wyciąga cię z bagna. Ze mną tak właśnie było. To miejsce pozwoliło mi rozkwitnąć. Postawiło na nogi, a teraz ja robię porządek z nim. Role się odwróciły – odpowiedziała, nie uciekając do kłamstwa. Właśnie tak to wyglądało. Pani Boyle zgarnęła młodą nędzarkę z zasyfionej ulicy, dała jej dom, dała pracę i nauki niezbędne do odnalezienia się w tak charakterystycznym otoczeniu.  – Samotna kobieta właśnie woli tu nie bywać, ale ty sobie poradzisz z każdym chamstwem, które się napatoczy – stwierdziła, kiwając lekko głową, w zrozumieniu, w podziwie. Moss nachyliła się ku niej: - Pytać dopiero zaczną, kiedy tylko poczują, że się rozluźniasz. Ale nie uczynią już niczego, co niewłaściwie zakłóci twój spokój. Nie, kiedy wiedzą, że mam ich na oku. – oznajmiła w konspiracji. Być może po paru drinkach Lyanna skusi się na rozmowę z którymś z nich, choć Philippa raczej nie widziała wielkiej na to szansy. Nie było oczywiste, jak wielu podejrzewało, co się zdarzyło na piętrze, sprawę próbowano załatwić po cichu, więc i chłopcy niekoniecznie widzieli w niej tą, która zgromiła wielkiego byka. Mogli się wciąż… odważyć.
Niejedna nocowała, niejedna kryła brzuch pod szatą i rany pod płaszczem. Niejedna uciekała od wszystkiego, niejedna bała się wstąpić. Wszystkie mogły liczyć na opiekę barmanek. Pani Boyle dawała jasne instrukcje. Ktoś, kto przypałętał się do Parszywego, niosąc bolesny dramat lub cichą tajemnicę, musiał otrzymać taką samą opiekę jak inni. Choć może nie, nie taką sama. Nawet wyjątkową. Niektórzy goście potrzebowali cierpliwego, empatycznego rozmówcy, który nie zada zbyt wielu pytań i nie oceni zbyt pochopnie. – Pij do dnia, moja droga. Ten wieczór spłynie pod znakiem nietypowego rumu i niespodziewanej błogości – oznajmiła jeszcze, nim przeszły do zupełnie innej rozmowy. Towarzyszyła im pieśń żeglarzy, głośny śmiech zderzającej się ze sobą radości. Tutaj tak często zapominało się o wojnie.

zt
Philippa Moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Re: Pokój 6 [odnośnik]18.09.20 0:12
Lyanna napotykała na swej drodze wielu mężczyzn, jednak naprawdę rzadko który potrafił wywrzeć na niej pozytywne wrażenie. Większość wywierała neutralne lub negatywne. Dystansowała się, nie pozwalając sobie angażować się w żadne relacje damsko-męskie bliżej. Przyjmowała układy i transakcje, z których mogła mieć korzyść, ale nie chciała przyjaźni ani związków. Wystarczyło jej tego, co było z Theo. Po porzuceniu przez niego zamknęła swoje serce, a klucz do niego wyrzuciła. Jego jednego w swoim życiu wpuściła tak głęboko za swoje mury, by potem tego srogo pożałować. Ale on był inny niż większość mężczyzn. Nie był jak ci pijani, prymitywni samce z portu, ani jak łachmyci z Nokturnu. Nie przypominał też jej ojca ani mężczyzn jego pokroju. Niestety jej (już nieaktualny) status krwi przekreślił ich związek. Theo nie chciał wiązać się z brudnym, niegodnym mieszańcem. Odszedł, a ona została, odtąd samotnie mierząc się ze światem.
Nie oglądała się przez ramię, nie poświęcała uwagi mężczyznom, którzy zerkali w jej kierunku, żaden nie byłby jej godny i mogłaby zaoferować im swoje towarzystwo na ten wieczór (ale na pewno nie na noc) tylko w przypadku, gdyby czegoś od nich chciała. Informacji na przykład. Dla informacji mogłaby nawet poudawać zainteresowaną. Teraz jednak skupiała się na towarzystwie Philippy. Dobry układ z barmanką mógł się przydać, warto było go więc podtrzymać.
Spojrzała z zainteresowaniem na butelkę w jej dłoni i przyjęła trunek, po chwili upijając łyk. Alkohol smakował dobrze, z pewnością dużo lepiej niż szczyny, które chłeptali pijani marynarze, często nie mogący sobie pozwolić na coś lepszego.
- Dobre – rzekła z aprobatą, z pewną tęsknotą myśląc o podróżach poza Anglię. Służba Czarnemu Panu uwiązała ją jednak w kraju, uniemożliwiła dłuższe, kilkumiesięczne wyjazdy. Może kiedyś, kiedy już sytuacja uspokoi się na tyle, by mogła znów zacząć podróżować?
Nie znała historii Philippy; kobieta i teraz nie zdradziła dokładnych szczegółów, ale zarysowała ogół, który kazał Lyannie przypuszczać, że kiedyś nie układało jej się dobrze. Może była jedną z tych kobiet bez rodziny i perspektyw, które desperacko chwytały się każdej możliwości wyjścia na prostą. Może znalazła spełnienie właśnie w zawodzie portowej barmanki, który dla niej stanowił furtkę do nowego życia. Ostatecznie nie każdy rodził się w szanowanej, dobrze sytuowanej rodzinie czystej krwi. Lyanna urodziła się w takiej, ale i tak była wyrzutkiem, więc koniec końców pisała swą historię sama, nie osiągnęła niczego wspinając się po plecach ojca czy męża, a było to tylko jej zasługą. Była samotna, ale potrafiła sobie radzić w wielu sytuacjach i miejscach. Nie dawała się łatwo przestraszyć, nie skoro na co dzień obcowała z czarodziejami dużo groźniejszymi niż portowi podskakiwacze. Sama była groźniejsza od większości z nich.
- Grunt, że jesteś zadowolona ze swego życia. – Upiła kolejny łyk dobrego alkoholu. Wiedziała jednak, że na jednej szklanicy musi się skończyć, jeśli chciała zachować jasny umysł, a ten będzie niezbędny, gdyby znowu musiała się przed kimś bronić, czy to słownie, czy magią. – Wobec tego muszę zapamiętać, by nie rozluźnić się zbyt mocno.
Kącik jej ust lekko uniósł się do góry. Nigdy nie zdarzyło jej się pić tyle, by całkowicie utracić kontrolę i pozbawić się jasności myślenia oraz magicznych sił. A w tym miejscu musiała je mieć, zwłaszcza po wcześniejszym incydencie. To była dla niej przestroga, by nie przekraczać pewnej granicy i zachowywać ostrożność.
Lyanna nie skrywała dziś ani brzucha, ani ran. Nie była też w stanie nędzy ani desperackiej potrzeby, pojawienie się tu było fanaberią. Ale jutro rano już miało jej tu nie być. Od jutra będzie mogła spokojnie zamieszkać w nowym domu gotowym na jej przyjęcie.
Jeszcze jakiś czas kontynuowały niezobowiązującą rozmowę. Gdy Lyanna wypiła swój alkohol, pożegnała się i udała się do pokoju, tym razem zaraz po wejściu starannie zamykając drzwi. Nie od razu zasnęła, a gdy się to udało, jej sen był dość płytki. Jak przystało na pierwszą noc w obcym miejscu była czujna, rozbudzała się na każdy głośniejszy dźwięk, ale dotrwała do rana i wtedy, po upewnieniu się, że uiściła już odpowiednią opłatę za nocleg, opuściła Parszywego Pasażera i zajęła się swoimi sprawami.

| zt.
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Pokój 6 [odnośnik]09.12.20 3:24
23 lipca 1957

Pierwsze dni w Parszywym Pasażerze mijały Hagridowi więcej niż dobrze. Dumny sam z siebie jaką to dobrą fuchę udało mu się dorwać, oczywiście z pomocą tej miłej Frances, niemal mógł zapomnieć o wszechobecnej na ulicach krwi i smrodzie zepsutych ryb. Przewalające się z miejsca na miejsce trupy wyglądały dla półolbrzyma dokładnie tak samo, a jednak za każdym razem miał wrażenie, że te konkretną koszulę widział na innym umarlaku. Wtedy drapał się po brodzie zastanawiając czy martwi mogą się teleportować, ale wydawało się to równie głupie co zakładanie, że któremukolwiek z nich zależałoby na tym fakcie. Co zresztą taki umarlak mógł? Oprócz leżenia. Przecież nie byłby w stanie magicznie powstać i pójść w inne miejsce. Prawda?
Zabawa w knajpie kończyła się tak późno, że wręcz wcześnie. W czasie gdy w lepszych domach Londynu i w dalszych zakątkach kraju na farmach, porządni czarodzieje i mugole wstawali do pracy, w Parszywym w najlepsze trwały śpiewy. Co prawda jako starszy drwal pod Keswick Hagrid żył w nieco innych godzinach, ale to nie miało znaczenia. Był w pracy, a skoro jego obowiązkiem była ochrona tego miejsca przed bijatykami, których przecież pani Boyle bardzo nie chciała, to zamierzał strzec go niczym oka w głowie. Warunki były dobre. Pokój trochę za niski, piwo trochę zbyt rozcieńczone, ale za to wszy były tak duże, że złapanie ich było znacznie łatwiejsze. Dodatkowo mógł korzystać z kuchni, a tam zawsze szło się załapać na jakiś gulasz albo jajecznice, w zależności od pory.
Zmianę skończył wypraszając ze środka ostatnich gości. Ci tak naprawdę od około dwóch godzin spali z łbami opartymi o stoły, śniąc o dalekich podróżach, jędrnych ciałach kobiet i zakopanych pod ziemią skarbach. Właściwie można by rzec, że Hagrid spełniał ich marzenia. Do domu i własnego wyra podróż na pewno była daleka, jędrna pięść mogła jednak wskazać drogę, a zakopany pod ziemią skarb to... Po prostu pięść Hagrida mogła wskazać drogę.
- Branoc - ukłonił się do barmanki która akurat pluła do jednego z kufli, by zaraz potem własną śliną go przemyć.
Cztery schody w górę, ten skrzypi, dwa schody i już był. Droga z pracy do łóżka była zdecydowanie krótsza niż ta w Keswick, tam kilka dobrych mil musiał przejść. Oczy nieco opadały w dół, a na dworze było, choć dalej szaro, to niemal jasno. Idąc niemal na paluszkach by nie obudzić tych wszystkich kobiet o których wspominała Pani Boyle, dotarł w końcu pod drzwi własnego pokoju. Hagrid właściwie nigdy ich nie widział jak wychodziły ze swoich komnat w Parszywym Pasażerze. Domyślał się, że musiało chodzić o alchemiczki, które to warzyły w nocy eliksiry, ze względu na fazy księżyca. Ani myślał też żeby im przeszkadzać, jeszcze by czym dostał... Pani Boyle jednak powiedziała jasno, jak któraś będzie potrzebować to miał je ratować. W tawernie pracował zaledwie trzeci dzień, ale w pokojów obok nie słyszał wiele okrzyków pomocy, chociaż tych nasłuchiwał bardzo uważnie, nawet przez sen. Czasem wydobywało się jakieś stukanie jakby ktoś żywo ruszał łóżkiem albo stołem na którym stał kociołek. Potem zwykle krótki jęk i stukanie ustawało. Rubeus nie żałował wtedy, że nie przykładał się do eliksirów w Hogwarcie. Te wszystkie chochle i kociołki i tak były dla niego za małe.
Noce były spokojne, a bójek właściwie nie tak dużo, więc gdy z jednego z pokojów na piętrze rozległy się głośne przekleństwa i okrzyki ten zatrzymał się. Dokładnie o takiej sytuacji mówiła jego szefowa, ale przez chwilę miał opory by wyraźnie zareagować, bo przecież mógł się mylić. Hagrid przyłożył ucho do drzwi pokoju numer 6, ale przekleństwa nie ustawały.
- Pani skacze na łóżko, to ten eliksir stóp nie popali - wypuszczając głośno powietrze niemal wyważył drzwi do pokoju, przerażony myślą, że biedna alchemiczka potłukła jakiś eliksir i potrzebuje ratunku.
Co prawda nie wiedział czy podłogi taki środek nie przepali, ale butów mu nie było szkoda, a biedną kobietę należało ratować przed potworną substancją. Gdy więc nie dostrzegł żadnego kociołka ani chochli stanął jak głupi wgapiając się w alchemiczkę.



No i idę z tym brzemieniem ku Golgocie
Co ja pieprzę idę przecież w
jasną dal
Rubeus Hagrid
Zawód : robol w porcie
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I should NOT have said that...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półolbrzym

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t8954-rubeus-hagrid https://www.morsmordre.net/t8983-gog https://www.morsmordre.net/t8964-chlop-jak-dab#267986 https://www.morsmordre.net/t8982-skrytka-bankowa-nr-2106 https://www.morsmordre.net/t8963-rubeus-hagrid
Re: Pokój 6 [odnośnik]16.12.20 23:36
Jakieś pozory normalności trzeba było zachować. I w jakiś sposób nadal zarabiać, bo z niczego Huxley jedzenia nie kupi, a ile można żywić się w Parszywym? Jeszcze się stary Boyle doczepi i będzie robił awantury, że zamiast klientów zabawiać, to żeruje w jego spiżarni. Jego, oczywiście, bo przecież i tak wszystkim Pani Boyle tu dowodziła, ale nikt staremu pyrkowi wchodzić pod nogi nie chciał. Rain już parę razy miała z nim na pieńku, nie raz i nie dwa czmychała przez okno w pubie gdy ją gonił, gdy jeszcze miał na to siły, jak był na nią za coś wściekły. I od jakiegoś czasu z chęcią schodziła mu z drogi. Pijany i naburmuszony, a jeszcze ostatnio wściekły na słabe obroty, nie był zbytnio towarzyski. Hux radziła sobie z wieloma osobami, ale ze wściekłym pracodawcą wolała nie zadzierać. Zresztą sama stara Boyle mówiła, żeby mu przypadkiem pod nogi nie wchodzić. I powtarzała to każdemu ze swoich nowych pracowników. I miała rację, bo z nim nie było co zadzierać i po co marnować czas na kłótnie i niepotrzebną szarpaninę. Jeszcze by coś wziął i stłukł, a i tak im kufli jakoś ostatnio brakowało.
Także gdy tylko mogła znikała na piętrze. Robiła co do niej należało, przy tym sobie zarabiała, nie wielkie sumy co prawda. Nie było to Wenus, które jeszcze niedawno tak mocno ją zainteresowało i obiecała sobie, że po nowym roku tam zajrzy. Ale starczyło by jako tako sobie funkcjonować. O ile dobrze trafiła.
Nie spodziewała się, że dzisiejszy klient będzie robić problemy. Zazwyczaj pijani marynarze nie byli zbytnio wymagający, alkohol bardziej ich usypiał i już dawno nie miała takiego, co by się zaczął awanturować. A ten tak i to jak. Z ust leciały mu takie przekleństwa, co Rain, chociaż szczycić się delikatnym językiem nie mogła, nigdy nie słyszała. I śmiała twierdzić, że większa część z nich nawet nie była po angielsku. Zrobił się agresywny, bardzo nieprzyjemny, a Huxley poczuła się co najmniej zagrożona. I normalnie sięgnęłaby po różdżkę, w końcu zazwyczaj gdy obsługiwała drugiego czarodzieja, to leżała ona niedaleko, ale w momencie gdy ją rosły mężczyzna odseparował od reszty pokoju swoim ciałem i przyciskał do ściany jedną rękę wyginając, a drugą próbując zacisnąć na jej szyi – przestało być przyjemne. Na szczęście musieli chyba narobić dużo hałasu, bo drzwi się nagle otworzyły z hukiem.
W drzwiach stanął drugi, jeszcze większy mężczyzna niż ten, który przed chwilą przyciskał Huxley do ściany. Klient chyba w pierwszym momencie wystraszył się mocno, bo odskoczył od Huxley, ale słysząc coś o eliksirach tylko zaśmiał się pijacko i już szedł w stronę drzwi chcąc wygonić nieproszonego gościa. Eh, ci mężczyźni, zawsze im się wydawało po alkoholu, że są tacy silni i odważni.
- Nie pierdol, Hagrid, tylko wywlecz go za pysk za drzwi i żeby się łajdak tu więcej nie pokazywał! Kurwa jego mać, co za chuj! Wynoś się palancie jeden! I żebym ja cię tu więcej nie widziała, mordę mu obij, na co czekasz! Wyrzuć go, wynocha! – krzyczała podskakując szybko do różdżki, chwytając ją mocno i kierując w stronę swojego klienta.
I stała tak jeszcze przez chwilę w progu drzwi, naga i niewesoła, i drżącą ręką odprowadzała ich po schodach, aż nie usłyszała jak drzwi do Pubu zamykają się z hukiem. Gdy Hagrid wracał na górę, czekała już na niego na korytarzu zapinając guziki od bluzki.
- Całe szczęście, że tu byłeś. Myślałam, że mnie, kurwa, udusi – warknęła wchodząc z powrotem do pokoju. – Hagrid, tak? O co ci z tym eliksirem chodziło?
Spojrzała na niego z zainteresowaniem. Jeszcze nie mieli okazji w sumie, aby się poznać.


|| Przepraszam za słownictwo. Ale to Rain.


There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Rain Huxley
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 9 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Re: Pokój 6 [odnośnik]23.12.20 14:33
Te kilka dni w Parszywym to mijały nudno, w porównaniu do tego co właśnie działo się na jego oczach. Alchemiczka bez kociołka odganiała i krzyczała na jakiegoś jegomościa. Hagrid co prawda na eliksirach to znał się tak samo jak na szlacheckiej etykiecie, ale nawet z Hogwartu pamiętał, że w takim procesie wytwarzania jakiś płynów to rzadko kiedy obleśny typ uczestniczył. Właściwie to chyba nigdy, bo profesor Slughorn taki najgorszy nie był, jeśli by go liczyć. Kobieta krzyczała, a ten stał jak wryty i gapił się jakby ducha zobaczył. Dopiero krótki rozkaz by typa wyrzucić zadziałał jak jakiś automat i Hagrid bez słowa złapał go za kark po czym wywlókł pod schodach w dół. Ostatni klienci wytaczający się z knajpy patrzyli spode łba na tę scenę. Komicznie to musiało wyglądać i Hagrid nawet by i może pożałował, że widzem nie jest gdyby nie to, że został gwiazdą przedstawienia. Zawsze wytykany palcami i ośmieszany to dopiero wśród mugoli poczuł jak go jeden z drugim doceniają. Miłe to uczucie było, a co. Tu Pani Boyle doceniała go tak samo mocno jak szef na tartaku i jasnym było, że to przez siłę, a nie przez ładne oczy, ale i z tego był dumny jak cholera.
- ZOSTAW MNIE TY... - krzyczał jeszcze facet, ale półolbrzym nawet go nie słuchał gdy ten dostał potężnego kopa wylatując za drzwi, tak, że spadł kilka metrów dalej.
Parszwego zamknęły się dla czarodzieja z Hagridem w środku a ten wrócił na górę szybkim krokiem co by upewnić się, że pani z pokoju numer 6 nic nie jest. Z pokojów obok wystawały głowy czarodziejów wpatrując się w kobietę, więc Rubeus zamknął za sobą drzwi, co by w spokoju pogadać.
- Co tu się zadziało, bo ja nie ten... Nie rozumim - kręcił głową w takim szoku, że był w stanie przyjąć każdą historię za wiarygodną. - Ja żem myślał, że pani to kiś eliksir kręci, ale tu wchodzę, a ani kociołka ani chochli ani nic w sumie, to ja nie rozumiem...
Za co tak właściwie tego typa właśnie z knajpy wywalił? Powód musiał jakiś być, inaczej po co pani by się darła by to zrobić?
- Hagrid, ano ta. Pani Rain jest, ta? Mi mówili, słyszał. Pani nic nie jest? Wszystko w porządeczku? - dopytał jeszcze odwracając wzrok na bok gdy kobieta zapinała guziczki od bluzki.
Patrzeć tam nie chciał, bo i po co? Każdy potrzebował chwili dla siebie, a jemu i tak głupio było, że tak wdarł się do pokoju gdy pani w pracy była. Kobieta nie wydawała się jednak zła na niego, a bardziej na kolesia którego właśnie wyrzucił.



No i idę z tym brzemieniem ku Golgocie
Co ja pieprzę idę przecież w
jasną dal
Rubeus Hagrid
Zawód : robol w porcie
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I should NOT have said that...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półolbrzym

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t8954-rubeus-hagrid https://www.morsmordre.net/t8983-gog https://www.morsmordre.net/t8964-chlop-jak-dab#267986 https://www.morsmordre.net/t8982-skrytka-bankowa-nr-2106 https://www.morsmordre.net/t8963-rubeus-hagrid
Re: Pokój 6 [odnośnik]02.01.21 19:25
Może zareagowała trochę zbyt agresywnie, ale nie na co dzień jest się duszonym przez własnego klienta. Dobrze, że zostawił tu kamizelkę, koszulę, może którejś znajdują się kieszenie, a w nich sakiewki z pieniędzmi. Oprócz kopa w dupę powinien jeszcze zapłacić więcej, podwójnie… albo nawet potrójnie! Jeśli będzie miał tupet by tu jeszcze postawić swoją stopę, to razem z Hagridem zadbają o to, aby należycie zapłacił. Chociaż po takim wyrzuceniu z lokalu, bo cały Parszywy aż się zatrząsł, to wątpiła, aby tu jeszcze wrócił. Chociaż może to i lepiej, nie chciała widzieć go ponownie. I odetchnęła z ulgą, że stara Boyle akurat w tym momencie zatrudniła nowego ochroniarza. Może przeczuwała, że jej panny mogą potrzebować pomocy? Na pewno szepnie jej słówko, albo i dwa, że Hagrid był bardzo dobrym wyborem. Spojrzała na niego gdy zamykał za sobą drzwi. Wpatrywał się w nią jakby nie do końca wiedział co się dzieje. Trochę ją to zaniepokoiło, może był jakiś chory na umyśle? Chociaż wątpiła, aby ciotka była zdolna do takiej dobroci, wobec obcej sobie osobie, aby zatrudnić kogoś takiego. W każdym razi Huxley miała wrażenie, gdy go obserwowała, że nie spodziewał się zastać w pokoju nagiej kobiety z półnagim mężczyzną.
- No właśnie widzę, że nie rozumiesz – mruknęła pod nosem z pełną szczerością.
Słuchała o eliksirach, kociołku, chochelce i nawet nie wiedziała kiedy jak najpierw parsknęła śmiechem, a potem roześmiała się na całego. Naprawdę ją ten Hagrid rozbawił. Ona i eliksiry, dobre sobie. Kociołki i chochelki w Parszywym to może i w kuchni, ale nie na piętrze. Co to, to nie.
- Na Merlina, Hagrid, ale żeś mnie rozbawił – powiedziała uspokajając się w końcu. – Siadaj lepiej, bo głupoty pleciesz. Nikt ci nic nie wyjaśnił? Siadaj, napijesz się.
Wciągnęła na siebie spódnicę, widziała, że mężczyzna był niezbyt przekonany do oglądania jej bez ubrań, więc żeby go nie peszyć, założyła coś na siebie. Następnie sięgnęła po szklanki, które leżały w rogu pokoju na stoliczku, następnie alkohol, chyba jakieś tanie wino i nalała sobie i jemu. Upiła łyk.
- Rain. Nic mi nie jest. Mój klient chciał się za bardzo zabawić i chyba nie zwrócił uwagi na to, że za bardzo mnie, kurwa, przydusza – westchnęła siadając na łóżku. – Hagrid. Czy Pani Boyle powiedziała Ci, że nie wszystkie pokoje na piętrze są pod wynajem?
Patrzyła na niego uważnie, to byłoby dużym niedomówieniem, gdyby okazało się, że przez ostatnie dni Hagrid o niczym nie wiedział. Rain miała ogromną nadzieję, że do żadnej innej z kobiet nie podszedł i nie zapytał jak im idzie warzenie eliksirów, bo wezmą go za idiotę, a nie osobę, która ma ich chronić. Chociaż, patrząc teraz na niego była w stanie to sobie wyobrazić i, mimowolnie, parsknęła śmiechem. Zaraz spojrzała na mężczyznę przepraszająco, nie chciała go urazić.
- Ja cię kojarzę z Hogwartu, Hagrid. To Ciebie wywalono za zabicie tamtej dziewczyny, no nie? – zapytała z zainteresowaniem.
To była bardzo ciekawa sprawa. Cały Slytherin o tym huczał, wszyscy o tym rozmawiali i śmiali się, że półolbrzyma z Griffindoru wywalają z Hogwartu. I ona o tym słyszała, bo nie dało się przejść obok tego obojętnie.


There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Rain Huxley
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 9 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Re: Pokój 6 [odnośnik]07.01.21 0:20
Dziwnie się jakoś zrobiło jak tego kolesia wyrzucił i wrócił na górę. Hagrid przywykł do tego, że nie rozumie części rzeczy z mugolskiego świata. Jak pierwszy raz zobaczył, że mugole lampek używają zamiast różdżek, że na prąd wszystko jest, wtedy go tak pierwszy raz trafiło. Wolał milczeć niż się głupio wydać, bo czarodziejów przecież nie znali. Teraz to już zresztą i tak po ptokach było, skoro Londyn pod panowaniem ciemnych typków był, a sąsiady z Keswick to nie wiadomo czy w ogóle żyją jeszcze. Wieści nie dostawał, bo i skąd? Teraz jednak ani myślał o sąsiadach, a bardziej o tej scence co przed chwilą przed jego oczami miała miejsce. Jakiś chłop dusił kobietę, którą wcześniej uważał za alchemiczkę i Hagridowi nic się nie układało w całość. Rad chociaż był, że rozbawił babeczkę, bo się raczej taka smutna albo wkurzona wydawała. Kolesia zresztą wywalił na zbity pysk i pewnie mu też głowę po drodze rozwalił, ale to tam machnąć ręką. Bez znaczenia było.
- No dobra jes - usiadł tak jak mu powiedziała, niepewny czy się łóżko pod dupskiem nie złamie. - Napić chętno, spać szłem, ale nie odmówię - nie złamało.
Słuchał co mu miała do powiedzenia, ale słowa nie zrozumiał. Bez sensu to brzmiało. Jak za bardzo? To da się nie za bardzo? Komu to frajdę dawać miało w ogóle? No i jak zabawić? Z kociołkiem?
- No dobra, Pani Rain - pokręcił głową. - Ale w sensie, że jak? Jaki klient i czemu zaczął Panią podduszać? Ja go złapać jeszcze mogę, kopa w dupsko zasadziłem, ale jak coś to zaraz go tu przyprowadzę - co prawda to ona kazała go na ulicę wywalić, ale jak sobie życzyła to przecież mógł się wrócić. - Pani Boyle cosik tam mówiła, ale to ja żem nie dopytywał - wzruszył ramionami.
Wpatrywał się tak w nią dalej nie mając pojęcia co właściwie się wokół niego działo. Jak tu jakieś tajemne rzeczy odchodziły to jasne, że chciał wiedzieć, ale to co mógł usłyszeć to pewnie by mu łeb rozwaliło i nigdy nie poskładało.
Jak powiedziała, że kojarzy co mu się w Hogwarcie trafiło to Hagrida aż coś niemiło w żołądku zakuło. Nie za bardzo lubił o tym gadać, ale czasem trzeba było. Perfidne kłamstwa tamtego chłopaka ze Slytherinu, te śmiechy dookoła jak aurorzy przyszli i mu różdżkę złamali i jedynie psor Dumbledore się wstawił za nim. Teraz psora już nie było i Hagrid sam został w tym Londynie. Radził sobie, bo zresztą innej opcji nie miał, krótko zresztą był. Frances obiecała zresztą, że jakby co to pomoże.
- Ta... Ale to nie moja wina była, że tam ten... - wzruszył ramionami. - Aragog nic by nikomu nie zrobił nigdy, to dobry pajączek był - świeć Merlinie nad jego duszą jak mu przyszło żywota dokonać. - Ja sem nie pamiętął, że tam pańcia była... A w jakim domu? My się spotkali wcześniej?
Hagrid spojrzał w ziemię, a tam jak paniczek jakiś żuk sobie chodził i szukał czegoś tak jakby koleżkę zgubił. Hagrid żuczki lubił, choć wolał smoczki. Smoczka raczej ciężko było w takim Londynie, a już zwłaszcza Parszywym spotkać.
- Patrzy jaki słodziak - wskazał paluchem.



No i idę z tym brzemieniem ku Golgocie
Co ja pieprzę idę przecież w
jasną dal
Rubeus Hagrid
Zawód : robol w porcie
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I should NOT have said that...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półolbrzym

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t8954-rubeus-hagrid https://www.morsmordre.net/t8983-gog https://www.morsmordre.net/t8964-chlop-jak-dab#267986 https://www.morsmordre.net/t8982-skrytka-bankowa-nr-2106 https://www.morsmordre.net/t8963-rubeus-hagrid
Re: Pokój 6 [odnośnik]13.01.21 15:57
Hagrid wydawał się jej bardzo prostym człowiekiem. Nie chciała mu umniejszać, w końcu przed chwilą dzielnie ją ratował, ale w jego umiejętność szerszego myślenia to odrobinkę wątpiła. Chyba ważne dla niego było co tu i teraz i nie do końca znał się na świecie. Był przy tym jakby trochę bezbronny, nieskalany brudami tych czasów i ostatnich wydarzeń. Skąd to się tu wziął to nie wiedziała, nigdy nie interesowało ją co się z nim stało po opuszczeniu Hogwartu. Ale skoro żył i tu stał przed nią, a właściwie po chwili siedział, to najwyraźniej poradził sobie doskonale. Może niezbyt mądry, ale zaradny. Na takiego jej wyglądał. Kiwnęła głową i z chęcią nalała alkoholu. Tak sobie jak i jemu i wręczyła mu szklankę do dużej dłoni. Naprawdę był ogromny, Rain nie pamiętała, że aż tak. Ale to dobrze, takiego rosłego mężczyznę, który sprawiał pozory groźnego, potrzebowali. Coraz częściej ludzie pili tu i próbowali wyładować swoją frustrację na wszystkich dookoła. A takich tolerować nie mogliśmy.
- Zdrowie, Hagrid – uniosła szklankę lekko ku górze i upiła z niej spory łyk alkoholu.
Przyjemnie drażniło jej gardło. Gdzieś w piwnicach Parszywego stały beczki z tym lepszym alkoholem. Przeznaczone dla ważniejszych gości a często podpijane było przez obsługę. Przecież ani ona, ani Philippa, ani teraz Hagrid nie będą pić szczyn. Co to, to nie.
- O nie, nie, ten to już tu wstępu nie ma. Któraś nie będzie miała tyle szczęścia i będziemy mieli tylko same problemy – fuknęła przykładając szklankę do policzka. – Cosik mówiła? Stara Boyle, specjalnie to zrobiła, co by zwalić obowiązek na moje ramiona. Eh…
Westchnęła, no bo co jej pozostało. Musiała więc Hagrida uświadomić, że tu nie żadne kociołki i żadne eliksiry się robią. Miała jednak wrażenie, że to będzie dość trudne zadanie, ale ciotka dobrze wiedziała co robi, może w kartach to zobaczyła? W każdym razie gdyby trafiło na Moss to by mu opowiadała o kwiatkach i pszczółkach, ale Rain do takich nie należała. Prosto z mostu i na temat. Ale najpierw trzeba wlać trochę więcej alkoholu w ciało mężczyzny, aby się rozluźnił i nie uciekł ze strachem. Chociaż w przypadku Hagrida, to przynajmniej cała beczka by poczuł jakikolwiek efekt.
Słuchała jak mówił o wydarzeniach z Hogwartu, głośno było o tym, że trzymał dziwne magiczne zwierzęta i jedno z nich właśnie zabiło tamtą dziewczynę. Rain obserwowała to z boku, nie śmiała się z tego jak inni Ślizgoni, bo i po co? Bardziej się wtedy bała, że zamkną Hogwart i już więcej tam nie wróci. I wtedy nawet odetchnęła z ulgą gdy znaleźli winnego i ataki ustały, chociaż Hagrida było jej trochę żal. Osobiście uważała, że było to zbyt surowe potraktowanie.
- W Slytherinie – odpowiedziała krzywiąc się lekko. – Nie specjalnie mi tam pasowało, ale obawiam się, że w każdym innym domu też bym nie czuła się dobrze – dodała wyjaśniając swoje skrzywienie na twarzy. – Nie, chyba nigdy żeśmy nie rozmawiali, ty się za to rzucałeś w oczy. Trudno nie zauważyć cię na korytarzach czy błoniach, stąd cię kojarzę.
Chciała coś tam jeszcze dopowiedzieć. Wrócić na chwilę do tematu zabitej Marty, ale Hagrid zmienił temat pokazując jej żuczka po podłodze. Popatrzyła przez chwilę na niego.
- No żuk. Słuchaj Hagrid, napij się jeszcze zanim ci coś powiem – zaczęła i sama wypiła pozostałą zawartość w szklance. – Pani Boyle na piętrze prowadzi dodatkowo burdel. Przyjmujemy klientów, zarabiamy, a jak się trafi jak ten typek, to od ochrony nas jesteś ty… Czy ty wiesz czym jest burdel? – zapytała niepewnie, sądząc po minie Hagrida to nie do końca chyba wiedział o co chodzi.


There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Rain Huxley
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 9 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774

Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Pokój 6
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach