Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Portowa ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Portowa ulica    02.05.15 13:33

First topic message reminder :

Portowa ulica

Doki nie należą do najbezpieczniejszych ani najprzyjemniejszych miejsc w Londynie; są ciemne, brudne, a powietrze wypełnia zapach nieświeżych ryb. Główne ulice, na których słychać śpiew marynarzy, którzy zeszli na ląd, podpitych grogiem, nie wydają się bezpieczne. W tej mniej zadbanej dzielnicy znajduje się mniej latarni, a wąskie przejścia otoczone wysokimi budynkami sprawiają, że nigdy nie można się spodziewać, co czeka za zakrętem...


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : kochanica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna


I've tasted blood and I want more


OPCM : 31
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 42
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
maybe I have always been more comfortable in chaos

PisanieTemat: Re: Portowa ulica    15.07.18 13:00

Powstrzymała się od wywrócenia oczami na krytyczne przypomnienie o istocie pytania. Mulciber stał od niej wyżej w hierarchii i nawet jeśli bywały momenty, że irytował ją niepomiernie, nigdy nie okazałaby mu braku szacunku. Rozumiała też przewagę, jaką nad nią uzyskał: zasłużył na nią, był potężnym, mądrym czarodziejem, zgłębiającym tajemnice Departamentu Tajemnic, korzystając ze swych czarnomagicznych talentów. Powróciła do niego jedynie spokojnym spojrzeniem, łącząc obydwa pytania w jedno. - Moje siostry mają sześć lat, mój brat jedenaście. Wątpię, by przydali się Rycerzom w jakikolwiek sposób - wyznała beznamiętnie, tak, jakby przyznawała się do liczby książek zdobiących półki biblioteczki albo mówiła o dawno zapomnianym zwierzęciu, do którego nie miała żadnego sentymentu. Odsłaniała przed Ramseyem dyskretną prawdę, ale nie sądziła, by ta mogła w jakikolwiek sposób jej zaszkodzić. Niedawno oddała swą godność i szanse na normalne życie, by ochronić rodzinę, ale w ciągu ostatniego roku wiele się zmieniło. Czarnoksięskie praktyki wypaliły duszę - posiadała teraz nowy dom i niekoniecznie rozumiała przez to Białą Willę. To Rycerze Walpurgii stali się braćmi i siostrami, ludźmi cennymi dla sprawy. Troska, jaką otaczała rodzeństwo, została przeniesiona na służących tej samej sprawie czarodziei; pomagała im, uczyła, prowadziła; od innych uczyła się sama, z ciekawością oczekując rozpoczęcia badań nad obskurusami.
Dlatego nie chciała, by jakiekolwiek przeszkody stanęły na ich drodze. Używanie czarnej magii dalej prowokowało do podejrzeń i nawet przećpany umysł Dalii mógł połączyć zbyt wiele nieistotnych faktów w jedno. Przezorny zawsze ubezpieczony; wyznawała tę zasadę od lat, odrobinę dziwiąc się retorycznym wątpliwościom Ramseya. Wytrzymała zdumione - zawiedzione? - spojrzenie, zaplatając ręce na piersi. W dłoni ciągle trzymała różdżkę, obracała ją między palcami prawej dłoni. - Dlaczego miałabym? - odpowiedziała pytaniem na pytanie; śmierć Dalii nie była im na rękę, nic im nie dawała. Kochała śmierć, kochała krew, kochała tortury - ale w tym przypadku zgon kobiety nie dałby jej żadnej satysfakcji. Im mniej zostawiali za sobą brutalnych śladów, tym mniej ewentualnych problemów z aurorami. Nie miała problemu w atakowaniu ich wprost, nie obawiała się konfrontacji, ale rozdawanie śmierci beznamiętnie, wręcz chirurgicznie, mijało się nie tyle z celem, co z charakterem Deirdre. Przekroczenie granicy życia budziło w niej namiętność i radość - Dalia była nikim, jej zgon nie dałby jej żadnej satysfakcji. Lepiej było wyczyścić pamięć i pozwolić jej na dalszą nędzną egzystencję, nie wzbudzając wątpliwości służb, mogących mocniej przyglądać się trupowi prostytutki. Pod rzeczowością tych poglądów kryła się także druga warstwa; warstwa, do której Tsagairt nigdy by się nie przyznała. Mimo wszystko czuła z Dalią pewną więź. W jej wychudzonym, zaćpanym, posiniaczonym ciele widziała siebie z przyszłości; wizję zamazanych dni, których dożyłaby, gdyby nie zaryzykowałaby innej ścieżki. Może też popadłaby w bagno nałogu, może też rodziłaby dzieci przypadkowym mężczyznom, może też stałaby się widmem samej siebie, echem świetności; kimś, kto pragnął zapomnienia, złagodzenia bólu. Miała dla niej wiele litości, uczucia obcego Deirdre, niewygodnego, zadziwiającego - miała w sobie wciąż cząstkę człowieczeństwa. Nie przyznawała się do tych emocji przed samą samą, dlatego nie miała problemu z odpowiedzeniem obojętnie na następne pytanie Mulcibera. - Nie, nie miałyśmy gorącego romansu ku czci Safony - mówiła z drobną ironią, ukrywając pod nią prawdziwe pożałowanie. Zerknęła na poczynania Ramseya, nie zdradzając się też z żadną słabością, którą faktycznie pielęgnowała ku czci boginki wyspy Lesbos - wraz z Cassandrą.
Udane zaklęcie kasujące pamięć ucieszyło Tsagairt; puściła komentarz Mulcibera mimo uszu, uśmiechając się do zdezorientowanej kobiety, która właśnie zatrzasnęła wieko kufra, skrywającego nieprzytomne dzieci. Nie pamiętała ostatnich chwil, wiedziała jednak, że zamierzała oddać dzieci, więc nie powinna rozpocząć poszukiwań zaginionych pociech. - Wspaniale - podsumowała delikatnie i dość ogólnikowo. - Zabieramy skrzynię, kochana. A w razie jakichkolwiek wątpliwości i problemów - nie wahaj się do mnie napisać - powiedziała ponownie zaaferowanym tonem, składając na zapadniętych policzkach kobiety dwa przyjacielskie pocałunki. Zaklęcie Ramseya minęło celu, wyciągnęła więc swoją różdżkę, kierując ją na kufer zawierający ciała dwóch wychudzonych dzieci. - Wingardium Leviosa - zawtórowała Mulciberowi, mając nadzieję, że uda się jej unieść kufer w górę i przenieść go do Gwiezdnego Proroka.




there was an orchid

as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Portowa ulica    15.07.18 13:00

The member 'Deirdre Tsagairt' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 19

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl dorgi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 30
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Portowa ulica    19.07.18 19:12

Deirdre miała przewagę — nad większością kobiet, nad niektórymi mężczyznami; przewagę, która budziła w innych rozmaite uczucia, od podziwu poprzez bezwzględną pogardę. Potrafiła zjednać sobie każdego i każdego do siebie zniechęcić, grała w każdą grę, potrafiła podjąć się każdej roli — nawet tej, w której czułość grała pierwsze skrzypce; może przede wszystkim tej. Latami zwodziła przecież kochanków, mamiła ich kłamstwami, których uwielbiali słuchać. Była tym i tamtym, wypracowywała sobie cichą, milczącą przewagę, mając prawdę w garści, prawdę, którą udało jej się któregoś dnia — nie samodzielnie — przewrócić, jak kartę figurą do góry, kończąc rozdanie, a może zaczynając zupełnie nową grę, przy całkowicie innym stole? Przewaga potrafiła rodzić się w bólach, kształcić latami — nigdy nie była jednakowa, równomierna i tożsama z każdym, który ją posiadał. Przecież najwięksi zwycięzcy miewali swe słabsze strony, które mogły ją zburzyć w ułamku chwili. Miała nad nim drobną przewagę — była kobietą, zaufanie zdobywała znacznie szybciej niż on.
Uśmiechnął się lekko, ledwie zauważalnie. Kąciki ust drgnęły mu nieznacznie, póki nie pozwolił im wyciągnąć się w szerokim wyrazie. Brata i siostry, małe, wciąż bardzo małe. Sześcioletnie dzieci wydawały mu się idealne na obiekty badań.
— Dziś nie — były za młode, nieporadne. — Ale kiedyś z pewnością. Nie warto zaniedbywać tych kontaktów — ocenił; nie było w tym ani rozkazu, ani nawet sugestii. On sam by o to zadbał, zrobił wszystko, by w przyszłości bliscy, krewni, wsparli Czarnego Pana, by oddali mu to, co mają najlepsze, najcenniejsze — siebie w pełni, tak jak uczynił to on sam. W jej obojętnym spojrzeniu, beznamiętnym tonie głosu nie usłyszał nic, co wskazywałoby na jakąkolwiek więź łączącą Deirdre z rodzeństwem — lecz była dobrym kłamcą, lepszym od niego, latami manipulowała mężczyznami, imitowała miłość, oddanie. Obojętność wydawała się jej bliska, wątpił, by była tak wyrachowana, by ją udawać dla ochrony najbliższych. Przyglądał jej się przez chwilę, oceniając ją w sposób dla siebie typowy; odnotowując pamięci nic nieznaczące spojrzenia, drgania kącików warg — dziś nie było w jej uśmiechu uroczych, szczerych dołeczków, nie było błysku w oku świadczącego o tym, że szarpnął właściwą strunę.
– A dlaczego nie?— odpowiedział w ten sam sposób, na tyle cicho, by Dalia, która powoli powracała do siebie nie spojrzała w ich kierunku, nie wyczuła dziwnej atmosfery i niezgodności, która pomiędzy nich się wkradła. Dalia była bezużyteczna od teraz, była niepotrzebna, niczego atrakcyjnego i przydatnego nie wnosiła do ich planu, do badań, do czarodziejskiego życia. Jej śmierć nie obeszłaby go ani trochę, nie przyniosła, by mu satysfakcji — lecz nie dla satysfakcji i uciechy ją zadawał, choć wzbudzała w nim pożądanie, choć podniecała go i wyzwalała najprawdziwsze upiory. gdyby zamierzał postawić na swoim, zabiłby ją. Gdyby próbował okazać przewagę, zabiłby ją. Gdyby chciał Deirdre  ukarać — zabiłby Dalię. Ale nie zrobił tego. To wszystko było bez większego znaczenia. Tsagairt mogła ją sobie zachować przy życiu, jeśli tego chciała. — Nie obchodzą mnie twoje romanse— a jej uczucia nie sprowadzały się wyłącznie do nich. Nie mylił się, był tego pewien. Nie oczekiwał więc od niej odpowiedzi. Przytrzymał leniwie jej spojrzenie, na słodką ironię odpowiedział uprzejmym i zadziwiająco sympatycznym uśmiechem. Deirdre potrafiła nienawidzić, potrafiła darzyć szczerą sympatią, z pewnością potrafiła też kochać — choć kogo i jak, nie miał pojęcia. Nie interesowało go to dziś, nie próbował się tego dowiedzieć. Było w niej to wszystko, czego on nie posiadał wedle własnego mniemania, a jeśli jednak był w błędzie i cokolwiek ludzkiego w nim pozostało — nie potrafił tego nazwać, chociaż uważał się za człowieka inteligentnego i nad wyraz oczytanego. Był pusty — nie próżny, nie pyszny — plastyczny, pewny i zobojętniały. Chciał być płaski jak wyheblowana deska, blat najznakomitszego stołu, pozbawiony skaz drzazg i wyraźnych wgnieceń. Chciał być jednoznaczny, prosty w odbiorze, komunikacji — taki, jak powinien być w danej chwili; zabawny, gniewny, szarmancki, nienawistny. Nie chciał za to, by ktokolwiek doszukiwał się w nim czegoś więcej.
Tak sądził. W to głęboko wierzył.
Nie zapominał o anomaliach, mierzył się z nimi nieustannie, nie rezygnując z magii na co dzień. Kolejne doświadczenie przypomniało mu jedynie o cenie, jaką zgodził się za to płacić; jak żądany przez los bezprawny haracz. Zamierzał się go pozbyć, zrobić wszystko, by nadać temu kres — samodzielnie lub z pomocą innych, poznać tajemnicę i zakończyć tą magiczną farsę. Wraz z próbą rzucenia zaklęcia, przez lewą rękę przepłynął dotkliwy, nieprzyjemny prąd, magia, moc, pomknęła w jego żyłach aż do głowy, gdzie skumulowała się, osłabiając jego widzenie. Pochylił głowę i zacisnął powieki, przecierając je palcami, lecz to nie pomogło, dolegliwości nie ustąpiły, a cienka błonka rozmazywała mu widok. Czuł się źle ostatnimi dniami, łamało go w kościach, dusiło w płucach — a teraz dopadły go problemy ze wzrokiem.
Cofnął się, ustępując Deirdre miejsca; pocierał oczy jakby żar z ogniska wpadł mu pod powieki. Zaniechał bezskutecznych prób, widział źle. Nie odzywał się, gdy Deirdre żegnała się ze znajoma, bez słowa ruszył za nią, a raczej za skrzynią, którą udało jej się wznieść. W ten sposób mogli bez przeszkód dotrzeć do Gwiezdnego Proroka i umieścić w nim pierwsze dzieci.

| zt :pwease:





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : żeglarz
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Gdy życie daje ci cytryny, zrób sobie cytrynówkę.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 17
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Portowa ulica    09.08.18 19:49

12.08

Ale się porobiło! Fortuna kołem się toczy, raz na wozie, raz pod wozem i tym razem to ja miałem na niego wskoczyć, bo kiedy już całkowicie straciłem nadzieję, życie nagle się do mnie uśmiechnęło i rzuciło mi pod nogi trop. Trop, który doprowadził mnie prosto do tego lemoniadowego skurwiela, co się nazywa Joe. Wiedziałem jednak, że nie mogę dać się ponieść chwili - potrzebowałem planu. I może jakiegoś rosłego towarzysza, bo moich pięści niestety nikt się nie przestraszy. Znałem za to kogoś, kogo bał się cały magiczny Londyn, albo i Wyspy Brytyjskie! Potężnego i dzikiego Oliego Ogdena, co to ludzkie kości łamał jak zapałki! Oj, widziałem go już w akcji i na samą myśl ciarki przechodziły mi po plecach... Miałem naprawdę sporo szczęścia, że kiedyś, w przeszłości, udało mi się go do siebie przekonać, bo szczerze powiedziawszy wcale bym nie chciał stać po przeciwnej stronie barykady. Więc wysłałem do starego druha Majtka, może nie do końca tłumacząc o co mi właściwie chodzi, ale prosząc o rychłe spotkanie.
W tej chwili siedziałem przy stoliku w jednej z wielu portowych, niewielkich spelun. Oprócz mnie było tam kilku innych mętów - marynarze, włóczędzy i ochlejmordy, raczej nic ciekawego, każdy zajęty sobą, ale to nawet lepiej, przynajmniej nikt nam się będzie truł dupy, kiedy wyjaśnię Oliemu co jest głównym celem naszego dzisiejszego spotkania. Dopalałem skręconego własnoręcznie papierosa i powoli sączyłem ognistą whiskey starego Ogdena, nawet się dobrze złożyło. Przesunąłem wzrokiem po zgromadzonych w sali - stary barman z jednym zębem leniwie polerował szklany kufel, zostawiając na nim ogrom matowych smug, przy kontuarze trzech żeglarzy nieco już wstawionych, przekrzykiwało się, snując kolejne wymyślone historie, jeden młody włóczęga przysypiający w kącie i ktoś, kto wcale tu nie pasował - wysoka, krótko obcięta kobieta pochylająca się nad spienionym browarem. To w nią wlepiłem ślepia, przesuwając jednym palcem po krawędzi szklanki. Nasze spojrzenia spotkały się, więc uniosłem lekko kąciki ust.


Powrót do góry Go down
 

Portowa ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska
» Główna ulica
» Ulica czerwonych latarni
» Główna ulica
» Ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Doki-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18