Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Park Exmoor
AutorWiadomość
Park Exmoor [odnośnik]17.07.17 1:40
First topic message reminder :

Park Exmoor

Utworzony niedawno, bo zaledwie w 1954 roku Park Narodowy Exmoor rozciąga się w głównej mierze na terenach Somerset, zaś jego najbardziej wysunięta na zachód część położona jest w Devon. Park słynie z najwyższych w Anglii klifów, Hangman oraz Cubonehill, wysokich na ponad trzysta metrów - w niezbyt wietrzne dni stają się one jednymi z ulubionych miejsc piknikowych zarówno mugoli jak i czarodziejów, kusząc zapierającymi dech w piersi widokami oraz niezwykłymi okazami miejscowej fauny i flory.
Niektóre strefy parku zostały wydzielone tylko dla społeczności magicznej. Somerset jest bowiem siedzibą Abbottów, którzy roztaczają honorową opiekę nad rzadkim gatunkiem dzikiego kuca aetonana; małymi skrzydlatymi konikami żyjącymi wyłącznie na terenach Parku Exmoor. Zwierzęta są z reguły łagodne, tylko młodociane okazy wykazują niezwykłą energię brykając radośnie na polanach. Na dorosłych kucach mogą jeździć dzieci oraz lekkie, drobne osoby dorosłe.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Park Exmoor - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Park Exmoor [odnośnik]26.07.22 19:47
Ciemność rozpościerała się przed nimi, falowała, zmniejszała i zwiększała, w końcu formując kształt podobny do człowieka, pozbawiony jednak twarzy i ostrych kątów; zupełnie jak czarny odlew sylwetki, wciąż kołyszący się w przestrzeni, zupełnie jak gdyby miał zaraz runąć. Nie miała pojęcia czym jest czarna maź, nie wiedziała skąd się wzięła i jakie są jej intencje – serce dudniło coraz donośniej, zimny strach przebiegał po paciorkach kręgosłupa, kiedy lustrowała to stworzenie, to Marię, chcąc znaleźć jakiekolwiek wytłumaczenie w koleżance. Ale ona również zdawała się być tak samo poruszona, przestraszona i zadziwiona jak Beddow; zupełnie nie tak miało wyglądać ich wspólne popołudnie. Książki porzucone na kocu zdążył otulić chłodny wiatr, stronnice wierzgały się na kolejnych podmuchach, krańce koca podwinęły się odrobinę pod leżący na środku koszyk. Słońce, choć wciąż wisiało na niebie, zdawało się jakby przygasnąć, pogrążone nie tyle co w czystym źle, co...smutku.
Bo z tym kojarzyła jej się mroczna masa, która znikąd znalazła się w parku i zdawała się zbliżać w ich kierunku, by w końcu stanąć. Nie mógł to być dementor, nie był to też bogin żadnej z nich; nie zwierzę i nie roślina – czym była postać rozsypująca się i formująca na nowo, zawodząca żałosnym krzykiem, który niósł się po okolicy?
Spojrzenie, które pomknęło za panną Multon było niepewne; Anne spojrzała na swoją towarzyszkę z nutą lęku, kiedy ta wyszła przed szereg, a różdżka w jej dłoni zniżyła się. Sama Beddow wciąż trzymała swoją w gotowości, wędrując znów spojrzeniem do istoty, która... o dziwo nie zmierzała w ich stronę, a w kierunku dumnych krzewów, na których niedługo miały rozkwitnąć kwiaty. Zbliżała się i oddalała, wyciągała kończyny na kształt ramion, które nie były w stanie objąć ani łodyg, ani niedokońca rozwiniętych kwiatów, a o płatki tych, które już rozkwitły, rozsypywała się z okropnym zawodem, który niósł się płaczliwym krzykiem po okolicy.
Dopiero po którymś z kolei, po prawie przyzwyczajeniu się do tego dziwnego dźwięku, Beddow udało się pokonać uczucie zimnego dreszczu oplatającego ciało. Wraz ze słowami Marii zaczęła baczniej obserwować istotę, pierw dziwiąc się na spostrzeżenie koleżanki, później jednak widząc, że miała ona rację... Zjawa naprawdę starała się sięgnąć kwiatów.
– Myślisz, że właśnie to powinnyśmy zrobić? – rzuciła niepewnie, wciąż szeptem, przeskakując spojrzeniem do dziewczyny, a później ponownie na zjawę – W porządku... – wymamrotała cicho, zgadzając się na propozycję; nie odpowiedziała Multon na pytanie o umiejętności, ale założyła, że właśnie o to może chodzić koleżance. Zaraz później przeszła dalej, na miejsce które wskazała Maria, a potem kucnęła, by powoli i ostrożnie zacząć sięgać po wyższe stokrotki i żółte kwiaty mleczów.
Może faktycznie należało podarować temu...czemuś, kwiaty.


czekam na wiatr co rozgoni ciemne skłębione zasłony;
stanę wtedy na raz ze słońcem
twarzą w twarz
Anne Beddow
Zawód : powsinoga
Wiek : 18
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
świat dziwny jest jak sen
a sen jak świat
OPCM : 9 +5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9261-anne-beddow#281746 https://www.morsmordre.net/t9589-listy-do-ani#291635 https://www.morsmordre.net/t9276-anne-with-an-e#282533 https://www.morsmordre.net/t9277-annie-beddow#282540
Re: Park Exmoor [odnośnik]04.08.22 18:55
Nie sądziła, żeby miały inne wyjście. Plecenie wianku dla... czymkolwiek była ta istota, nie było drogą, którą odruchowo wybraliby ludzie bardziej od nich dorośli. Dziewczęta miały jednak istotną przewagę nad doświadczeniem, które kazałoby im zaatakować tę masę. Po ich stronie bowiem stała wyobraźnia, przyjaciółka tracąca mocno na uznaniu w środku wojennej zawieruchy, skromnym zdaniem Marii zupełnie niezrozumiale. Ileż to przeczytały z Anne książek przez swe krótkie życia? Ile zasłyszały historii, czy to przypadkiem, czy zatrzymując na moment bieg wszystkich swoich spraw, by poświęcić swą uwagę słowom? Czy to na kartach ksiąg, czy to w ludowych podaniach szeptanych ściszonymi głosami, skrywały się mądrości, które uciekały mędrcom oceniającym świat przez swe szkiełko i oko. Może to niespotykane towarzystwo wywodziło się właśnie stamtąd? Z czasów, o których wszyscy dawno zapomnieli i tylko prawdziwie wrażliwe dusze mogły przejrzeć przez zasłonę strachu, smutku, żalu — stać wytrwale w miejscu, pomimo nagłych, chłodnych porywów wiatru — i dostrzec to, czym masa była naprawdę?
W końcu nie atakowała ich, pragnęła tylko dotyku kwiecia, liści, łodyg, gałęzi i wszelakiej roślinności. Nie mogła więc być mocą zupełnie złą. Te, na przykładzie dementora, nie pytały się nigdy o zgodę, z zatrważającą pewnością siebie biorąc to, czego najbardziej chciały. Anne i Maria miały wiele szczęścia, ze wszystkich możliwych opcji napotykając się właśnie na to, choć spotkały się przecież po to, by zapomnieć o trudach codzienności, zanurzyć się w obcych historiach, widzianych przez zwierciadła oczu bohaterek romantycznych powieści. Ale i na to — kiedyś — przyjdzie czas.
— Nie mam innego pomysłu... — przyznała z rozbrajającą szczerością, chociaż jej głos dalej drżał w przestrachu i nie mówiła tego z olbrzymim przekonaniem. Ale innym wyjściem była tylko ucieczka. Na to zawsze znajdował się czas, jeżeli zrobiłoby się naprawdę niebezpiecznie, miała przecież miotłę, mogła odlecieć gdzieś wysoko z Anne, tak jak latała już z Celine. Jeżeli miała przeczucie, że mogła w jakiś sposób pomóc temu czemuś, czemu by nie spróbować?
Zaczęła się cofać w kierunku, w którym skierowała się Anne, jednak cały czas starała się nie spuszczać masy z oczu. Dopiero kiedy delikatnie otarła się łydką o koleżankę, odstąpiła krok w bok, później kilka następnych, lekkich w tył tak, aby nie podeptać kwiatów i znaleźć się naprzeciw Beddow, wciąż z widokiem na to niespodziewane coś.
— Przepraszam, Annie... to nie miało tak wyglądać... — szepnęła, ostrożnie urywając kolejne łodygi kwiatów przy samej ziemi, na moment krzyżując spojrzenie z blondynką. W szarozielonych oczach Marii pojawiły się pierwsze kryształki łez, to naprawdę nie było w planie... — Słyszałam, że w Somerset jest bezpiecznie... — na pewno było bezpieczniej niż w Gloucestershire, chociaż tej myśli nie zwerbalizowała, ledwo powstrzymując dreszcz, który przeszedł przez jej ciało. Odkładała zerwane kwiaty po swojej lewej stronie, aż wreszcie, gdy uznała, że zebrała ich wystarczająco, rozpoczęła splatać łodygi ze sobą, tworząc powoli kolorowy wianek. Nie ruszyła się jednak z miejsca do czasu, aż koleżanka nie dała znać, że jest już na to gotowa. — Jeżeli się boisz to... To ja mogę mu dać te kwiatki, wiesz? — zaproponowała nieśmiało. Nie, żeby uważała, że Anne nie była odważna, ale... W jakiś sposób chciała jej wynagrodzić tę nieprzyjemność.


you will be waiting, child, for spring — and spring will
FOOL YOU.
Maria Multon
Zawód : stażystka w rezerwacie jednorożców
Wiek : 18 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
there's always been a little sadness
inside my happiness
i've never been able to
separate the two
OPCM : 9 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11098-maria-multon#342086 https://www.morsmordre.net/t11145-gwiazdka#342865 https://www.morsmordre.net/t11146-maria-multon#342866 https://www.morsmordre.net/f417-gloucestershire-tewkesbury-okruszek https://www.morsmordre.net/t11142-skrytka-bankowa-nr-2427#342857 https://www.morsmordre.net/t11143-maria-multon#342861
Re: Park Exmoor [odnośnik]06.08.22 13:47
Nieduże pole okraszone wielobarwnymi kwiatami znajdowało się na małym wzniesieniu; dzieliło je od niego kilkanaście kroków, które pokonała krokiem w tył, wciąż zwrócona w kierunku zjawy, obserwując jej ruchy, zamiary – nadal nachylała się nad krzewem z kwitnącymi kwiatami, a jej ręce – przypominające bardziej macki niż faktyczne kończyny – rozlewały się o łodygi i liście wraz z przeraźliwym zawodzeniem roznoszącym się po okolicy. Anne schyliła się w końcu przy większym skupisku kolorowej roślinności, sięgając po kwiaty stokrotek, te z dłuższymi łodygami, odpowiednie do zaplecenia wianka. Wybierała też wyższe mlecze w intensywnym, żółtym kolorze, skupiona na swoim zadaniu, choć na usta wciąż cisnęło się jej mnóstwo pytań. Czy to coś na pewno nie zamierzało ich atakować? Czy ktoś jeszcze widział ciemną istotę? Czy kwiaty mogły pomóc?
– To nie twoja wina, Mario, naprawdę... – odpowiedziała towarzyszce równie cicho; nie mogły się tego spodziewać, nie kiedy na ustach malował się uśmiech, a serce radowało na myśl o wspólnym pikniku wśród prozy i poezji. Miały nawet przygotowany mały poczęstunek, to miało być popołudnie pełne wzniosłych idei i wspólnie wymienianych poglądów na temat fikcyjnych bohaterów, którzy w ich głowach praktycznie ożywali, stawali się prawdziwi i pasjonujący.
Ale to widocznie nie było im pisane – i nie było w tym winy ani Anne, ani Marii.
– Somerset jest bezpieczne, chyba... – wymamrotała cicho, bardziej do samej siebie niż dziewczyny, jak gdyby chciała dodać sobie otuchy i się pocieszyć, przekonać że to wcale nie była oznaka, by zastanawiać się nad opuszczeniem tego miejsca na dobre.
Odetchnęła ciężko, kiedy w dłoni było już dość dużo kwiatów; pęczki łodyg niemalże wypadały jej spomiędzy palców, więc zaczęła pleść wianek, dość duży, o obszernym rondzie, gdyby... to stworzenie chciało włożyć go na miejsce, w którym powinna być głowa. To chyba nie było możliwe, ale w tamtej chwili wydawało się jej logiczne.
– Nie boję się – zaprzeczyła od razu, nie tyle co urażona jej propozycją, co czując potrzebę powiedzenia tego samej sobie – udowodnienia, że nie czuje strachu, nawet jeśli powoli piętrzył się w ciele. Nie mogła się wycofać, nie mogła schować, uciec, udawać że nie widzi. W tym świecie były gorsze rzeczy.
Powoli podniosła się z pozycji klęczącej, zerkając jeszcze asekuracyjnie na pannę Multon.
– Chodźmy razem – zaproponowała, obejmując w dłoniach delikatny wianek z mleczy i stokrotek.


czekam na wiatr co rozgoni ciemne skłębione zasłony;
stanę wtedy na raz ze słońcem
twarzą w twarz
Anne Beddow
Zawód : powsinoga
Wiek : 18
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
świat dziwny jest jak sen
a sen jak świat
OPCM : 9 +5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9261-anne-beddow#281746 https://www.morsmordre.net/t9589-listy-do-ani#291635 https://www.morsmordre.net/t9276-anne-with-an-e#282533 https://www.morsmordre.net/t9277-annie-beddow#282540
Re: Park Exmoor [odnośnik]12.08.22 16:05
Serce ścisnęło się z przejęcia — ze strachu, to oczywiste, przecież ponawiające się raz za razem krzyki zjawy, masy, stworzenia odbijały się od bladych ścian czaszki dziewczęcia, które niekoniecznie wiedziało, co powinno zrobić w tej sytuacji, jak się zachować, co może zirytować to coś, a co ułaskawić. W szkole przykładała się szczególnie do nauki opieki nad magicznymi stworzeniami, lecz to, co obie dziewczęta miały przed oczami, wymykało się chyba definicji stworzenia. Nie posiadając pełnego kształtu, pewnych cech gatunkowych przydatnych do przypisania do którejś z istniejących już grup stanowiło według Marii coś pośredniego, zakotwiczonego... Pomiędzy. Pomiędzy światem, z którym kojarzył jej się Park Exmoor — z soczystą zielenią kwitnących traw i słońcem, które przecież nie tak dawno temu grzało policzki, jakby pragnęło tysiącem pocałunków stworzyć na jej policzkach gwiazdozbiory piegów, a tym, który poznała kilka tygodni wcześniej — grozą nocy, nagłego rozbrojenia, niechybnością śmierci, bycia pod niespodziewanym atakiem. Tak długo, jak mogły uniknąć starcia, powinny trzymać się tegoż sposobu, rwać dalej długie łodygi kwiatów i plątać je w wianki przepełnione bielą, ostrą, słoneczną żółcią i zróżowione od kolejnej odmiany stokrotek. Co do tego była pewna.
Pewien ciężar spadł jej z barków w chwili, gdy Anne zapewniła ją, że to nie jej wina. Wzniosła na moment spojrzenie na koleżankę, spojrzenie przeszklone ze wzruszenia, przepełnione niemym podziękowaniem. Nie było w świecie wiele osób podobnie wyrozumiałych, bała się, że to spotkanie, okazujące się straszliwym fiaskiem, doprowadzi do tego, że w pewnym momencie Anne nie odpowie na list, Gwiazdka zawróci z nim do domu, że w ten sposób — plecąc wianki w niespodziewanym strachu — przyjdzie im się ze sobą pożegnać.
Ale tak nie było, na szczęście tak nie było.
Jeszcze nigdy nie plotła wianków z równym zacięciem. Tak szybko i starannie jednocześnie. Wykonując tę czynność, myślała o splotach, których używała w szyciu, chcąc osiągnąć odpowiedni efekt. Gdy wzniosła oczy na Anne, ta miała już przy sobie swój wianek, wonny i delikatny, a jednak tak piękny... Maria zdecydowanie bardziej wolałaby, by kwietna korona trafiła na głowę Beddow, byłoby jej w niej z pewnością cudownie, ale nie dająca się zepchnąć do podświadomości obecność kazała im podejmować wybory nieoczywiste. Odnajdą jeszcze czas na powrót w te rejony, na prawdziwy piknik z kwiatami i czytaniem.
Pociągnęła lekko nosem, chcąc jednocześnie połknąć łzy strachu, które naleciały jej do oczu. Anne była taka odważna, mądra i ładna. Nie znały swych historii, a mimo to Maria bardzo szybko uznała koleżankę za kogoś niezwykle wartościowego, stawiając ją na równi bohaterkom z pochłanianych raz za razem książek. W oczach Multon potrafiła być równie idealna; one też przezwyciężały własne słabości, potrafiły odnaleźć siłę i odwagę w nawet najgorszych okolicznościach.
Skinęła głową, zgadzając się, by poszły z wiankami razem. Podeszła bliżej Anne, swój wianek trzymając w lewej ręce, a prawą chwytając ją za dłoń.
— To chyba nie ma głowy... — szepnęła, korzystając z bliskości koleżanki, spoglądając na nią wciąż z rosnącym niepokojem. Zbliżały się do stworzenia powoli, krok za krokiem, nie chcąc go przepłoszyć, a tym bardziej zirytować. — Spróbujmy nałożyć mu te wianki na... Ręce? — zaproponowała, gdy znalazły się już na tyle blisko, że wyciągnięte ręce z wiankami mogły sięgnąć tych utkanych z czerni.


you will be waiting, child, for spring — and spring will
FOOL YOU.
Maria Multon
Zawód : stażystka w rezerwacie jednorożców
Wiek : 18 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
there's always been a little sadness
inside my happiness
i've never been able to
separate the two
OPCM : 9 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11098-maria-multon#342086 https://www.morsmordre.net/t11145-gwiazdka#342865 https://www.morsmordre.net/t11146-maria-multon#342866 https://www.morsmordre.net/f417-gloucestershire-tewkesbury-okruszek https://www.morsmordre.net/t11142-skrytka-bankowa-nr-2427#342857 https://www.morsmordre.net/t11143-maria-multon#342861

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Park Exmoor
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach