Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Stara kuźnia
AutorWiadomość
Stara kuźnia [odnośnik]17.07.17 1:53
First topic message reminder :

Stara kuźnia

Nie od dziś wiadomo, że najstarsza część doków kryje wiele tajemnic. Podobnie rzecz się ma ze starą, oczywiście nieużywaną już kuźnią.
Budynek znajdował się na skraju portowej ulicy, jako jeden z niewielu wciąż będąc w stanie niezrujnowanym. Wielokrotnie można spotkać na jego terenie bezpańskie koty, czy panoszące się psy i szczury, a także... ludzi. Najczęściej w okolicach kryją się postaci o mniej lub bardziej marginesowych poglądach. Okazjonalnie pojawiają się tu patrolowe służby, ale ograniczają się raczej do mniej oficjalnych akcji.
Sama kuźnia, o dziwo, wciąż mieści w sobie większość starych, pordzewiałych narzędzi, które wyglądają, jakby ktoś jeszcze przed chwilą ich używał: jakby czeladnik przed momentem zajmował się kuciem tarcz czy podsycaniem ognia wielką dmuchawą. Jednak osmolone palenisko tętni chłodem, a czarne smugi w wielu miejscach pozostawiają drobiny popiołu.
Tajemnicą tak zachowanej przestrzeni, niemal wyrwanej z przeszłości, są duchy. Nikt nigdy nie widział kto i co zajmuje dawną kuźnię, ale niejednokrotnie słyszano świszczące wycie, dostrzegano lewitujące przedmioty, a nocą odgłosy, które sugerowały użytek narzędzi. Jaka jest prawda? Tego prawdopodobnie nie dane będzie się dowiedzieć, przynajmniej dopóki duchy same nie zechcą zdradzić tajemnicy.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stara kuźnia - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Stara kuźnia [odnośnik]29.06.20 4:41
Lamino godne pożałowania, raczej nie zasługujące na żaden punkt. Choć jej duma wyrywała się z piersi, obnażała kły na miarę rozeźlonego dobermana, nie sposób było nie zgodzić się z uwagą. Nagłe rzucenie się do ucieczki poobijanego chłopaczka na tyle wytrąciło czarownicę z równowagi, że z krańca różdżki wystrzelił zaledwie jeden sztylet, który, jeszcze przed dotknięciem celu, w jakiego kierunku szybował, rozpadł się w drobny pył. A to sprawiło, że w oczach nieznajomego rozbłysł kolejny blask nadziei. Krótkiej, płonnej, niemalże dziecinnej i szybko ukróconej kolejnym zaklęciem, które uderzyło wprost w jego plecy. Nie był wówczas daleko od wyjścia, przeleciał przez nie ze zduszonym krzykiem, jednocześnie uderzając ją łokciem w bok. Szlag by to trafił. Czarownica skrzywiła się z bólu, przycisnęła rękę do pulsującego miejsca, lekko pochylona, chwilowo zdezorientowana. Fala energii posłała nieszczęśnika poza obszar budynku, jednak zanim udało mu się na dobre uciec z pola ich widzenia, doberman dopadł jego łydki i wgryzł się w nią w brutalnym odwecie za poturbowanie jego pani. Krzyki przybrały na sile. Poszarpane ubranie wkrótce pokryło się czerwienią, podczas gdy mężczyzna wijący się na ziemi próbował odgonić od siebie zwierzę.
- Yuan! Dosyć, do nogi - warknęła Wren, skrzywiona, w donośnej komendzie. Czworonożny towarzysz odpuścił; rozluźnił uścisk szczęk, kłapnął nimi kilka razy nieopodal twarzy mężczyzny i w końcu ruszył z powrotem ku niej, pozwalając nowemu kąskowi uciec. Odpełznąć niczym robakowi.
Gdy moment później pies znów znalazł się u jej boku czarownica sięgnęła po smycz i wyprostowała się, nieustannie celując różdżką w nieznanego jej lorda o wizerunku zmodyfikowanym metamorfomagicznymi zdolnościami. Jego prezencja była na tyle przekonująca, że nawet nie podejrzewałaby fałszerstwa.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła - podjęła niebawem, marszcząc brwi, - ale nie wypada mi już nie zapytać. Za co oberwał? Skoro los chciał, bym przyłożyła do tego rękę, albo raczej mój pies jego zęby, dobrze byłoby przynajmniej znać powód tej chryi.
Tylko dlatego, że ów szemrany typ póki co nie wykazywał agresji w jej własnym kierunku, zdecydowała się jeszcze przez moment podtrzymać konwersację. Mimo tego, że, Merlinie, tak bardzo nie powinna. Zamiast obrócić się na pięcie i ruszyć w dalszą drogę do bezpieczniejszego miejsca, do domu, gdziekolwiek byle jak najdalej od gniazda spelun i ich amatorów - zacisnęła tylko zęby, ignorując powoli malejący ból w okolicy żeber, który towarzyszył kilku ostrożnym krokom wgłąb kuźni. Pozycja w wejściu pozwalała na rychłą ucieczkę, to fakt, ale Chang nie zamierzała powtórzyć ostatniego doświadczenia. Być może mężczyzna skrywał w ciemnościach zatęchłego miejsca jeszcze kilka ofiar gotowych do podjęcia próby dezercji.
- Sprawnie rzucone saggitia - zauważyła. - Dziwię się tylko, że uderzenie nie było silniejsze. Nie praktykujesz uroków za często? - przemawiała przez nią ciekawość, głód rozprawek na temat zaklęć, ich działania, z kimś, z kimkolwiek - nawet narwanym, dokowym bokserem. Gdyby próbował potraktować ją jak swojego ostatniego kompana, potrafiła się obronić, zaserwować kontratak. Raczej nie zaskoczyłby jej na tyle, by koncentracja znów uległa nagłemu rozproszeniu: Wren obserwowała mężczyznę uważnie, taksowała jego ruchy, by chwilę później dodać z przekąsem, - Cóż, silne czy nie, na pewno było bardziej skuteczne od mojego lamino.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Stara kuźnia [odnośnik]30.06.20 15:33
Haverlock Travers w postaci Vernona Ravens z zadowoleniem wypisanym w ciemnych oczach przyglądał się, jak doberman dobiega do ofiary; rozrywa ubranie by chwilę później dopaść do mięsa i pomniejszych naczyń krwionośnych uwalniając piękny szkarłat krwi. Ach, co za wspaniały wieczór! Wilczy uśmiech zamajaczył na męskich ustach, gdy oczy napawały się widokiem rozrywanego ciała, a ciche westchnienie niezadowolenia wyrwało się z jego ust, gdy właścicielka psa przywołała go do siebie przerywając przedstawienie. Krótkie spojrzenie na nią wystarczyło aby stwierdzić, że to proste dziewczę, nie rozumiało jego rozrywek. Nic z resztą dziwnego, mężczyzna od dawna był przekonany o niższości kobiet w społeczeństwie. Kto wie, może jak jej pies zerwała się komuś ze smyczy? A może była niczym błąkająca się przybłęda, nie wiedząca co począć z życiem bez męskiego przewodnictwa? Z zamyśleń wyrwało go głos kobiety. Mężczyzna uniósł brew ku górze, przez chwilę uważnie przyglądając się jej postaci, przez chwilę zastanawiając się, czy nadawała się na słuchacza wymyślonej historii życia Vernona Ravens.
- Ta ciekawość  z pewnością mogłaby zaprowadzić Cię do piekła. - Zaczął, robiąc krok w kierunku kobiety. Ostrożnie, nie chcąc przypadkiem sprowokować dobermana nadal kręcącego się wokół właścicielki. Mięśnie mężczyzny w napięciu przygotowane były do nagłego ruchu, gdyby któreś postanowiło przekroczyć cienką granicę spokoju. - Twój pies przyłożył jednak do sprawy zęby, więc dziś jedynie opowiem Ci o piekle. - Ach, jakże cudownie udało mu się dobrać słowa! Lord Travers słynął na salonach nie tylko z ekscentryczności ale i barwnych, piekielnie długich opowieści których nie potrafił sobie odmówić. Teraz jednak miał opowiadać o zmyślonym życiu Vernona Ravens. - Jeszcze kilka miesięcy temu byłem zwykłym rzemieślnikiem, w zakładzie prowadzonym przez mojego ojca. Nie byliśmy bogaci, żyło nam się jednak całkiem dobrze, znalazłem sobie żonę…Och, gdybyś ją widziała! Czarownicą była piękną niczym najsłodsze sny! - Mężczyzna przywołał na usta wyćwiczony, rozmarzony uśmiech. - Mieliśmy trzy piękne córki, najstarsza w tym roku miała obchodzić piąte urodziny… - Uśmiech zniknął z jego twarzy a spojrzenie na jedną chwilę zdawało się przybrać nieobecny wyraz. - Przyszli w nocy, jacyś fanatycy Ministerstwa. Na Merlina moja rodzina od wieków pozostawała czystokrwista! Wymyślili sobie, że skoro nie powodzi nam się finansowo na pewno jesteśmy mugolakami… - Ach, historia w jego oczach z każdym słowem stawała się coraz lepsza! Obecna sytuacja polityczna jedynie pozwalała puścić wodzę fantazji! Haverlock przez chwilę miał wrażenie, że minął się z powołaniem. - Przyszli w nocy… Mnie torturowali Cruciatusem, moich rodziców, żonę oraz dzieci zarżnęli niczym zwierzęta… Chłopak, z którym rozmawiałem zarżnął moją najmłodszą córkę… Annie miała ledwie roczek… - Gniew wybrzmiał w basowym, męskim głosie a ciemne spojrzenie powiodło gdzieś na bok, unikając tęczówek stojącej przy nim dziewczyny. Co prawda mógłby rozwinąć historię o szczegóły, krwawe opisy oraz inne ozdobniki Vernon Ravens z pewnością jednak by ich oszczędził, nie chcąc rozdrapywać świeżych ran.
Zamilkł na dłuższą chwilę, pozwalając sobie jak i kobiecie przyswoić historię. Był pewien, że martwe dzieci ruszą kobietę, one zawsze poruszały kobiecymi sercami.
Słysząc jej kolejne pytanie kiwnął jedynie głową, nadal zdawając się być pogrążonym w melancholii, mimo iż cała sytuacja bawiła lorda Travers skrytego za metamorfomagiczną maską.
- Nie, nie praktykuję ich. Rozwijałem się głównie w transmutacji, gdyż potrzebowałem jej w pracy. Urokami zainteresowałem się dopiero po tamtej nocy. Chcę ich pomścić. - Oczy mężczyzny błysnęły, jasnym było, że Vernon szuka zemsty po paskudnej śmierci rodziców, żony oraz trzech, małych córek. - Skąd to pytanie? - Spytał, unosząc z zaciekawieniem brew ku górze. I mimo iż rozmowa zdawała powoli się rozluźniać, mężczyzna nadal trzymał różdżkę w pogotowiu, a jego mięśnie nie rozluźniły się chociażby o odrobinę. Nie wyglądała na kogoś, kto posiadałby szersze pojęcie w jakiejkolwiek dziedzinie magii, za to dekoracją salonu byłaby ładną.


I have sea foam in my veins
I understand the language of waves

Haverlock Travers
Zawód : Król portu w Cromer i siedmiu mórz
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Nie da się bowiem konkurować z morzem o serce mężczyzny. Morze jest dla niego matką i kochanką, a kiedy nadejdzie czas, obmyje jego zwłoki i ukryje wśród koralu, kości i pereł.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8259-haverlock-travers#238681 https://www.morsmordre.net/t8313-skrzynka-odbiorcza-lorda-travers#240601 https://www.morsmordre.net/t8314-lord-haverlock-travers#240602 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t8315-skrytka-bankowa-nr-1988#240603 https://www.morsmordre.net/t8316-haverlock-travers#240604
Re: Stara kuźnia [odnośnik]30.06.20 23:04
Dekoracją salonu byłaby żadną. Nie należała bowiem do kobiet, których rolą była śliczna prezencja wokół gustownych tapet, nienagannie wyprasowanych gobelinów, złotych waz wyściełanych kwiatami roztaczającymi wokół magicznie słodką woń; ona babrała się we krwi. W fałszerstwach, w kontraktach, w polowaniu, w kłamstwach. Wszystkim, co dekoracjom było zbędne. Czasem gubiła się we własnych opowieściach; zapominała gdzie zaciera się granica między jej prawdziwym ja a tym wykreowanym na potrzeby kolejnej przyjaźni. Gdzie kończy się jedna bajka a zaczyna druga. Wojna zmuszała jej umysł do pracy na podwojonych, potrojonych obrotach: oprócz pielęgnacji relacji ze swymi owieczkami i zapewniania ich o jej oddaniu, musiała teraz poświęcać uwagę na dokładnym zacieraniu śladów własnych kroków. Martwić się o odpowiednią liczbę zaklęć rzuconych po ostatnim obliviate. O upewnianie się, że nikt z obecnie rządzących nie mógłby powiązać jej ze wsparciem oferowanym wyselekcjonowanym niemagicznym kobietom, na które spoglądała przez pryzmat galeonów wypełniających bankową skrytkę. Zamówień przybywało, tak samo logistyki - w objęciach płonącego Londynu, sadzy, pyłu i strachu. Przynajmniej jako bohaterka ich nędznych, mało znaczących żyć zyskiwała jeszcze bardziej w oczach owieczek. Gdyby poprosiła, skoczyłyby za nią w ogień.
- Piękne kobiety i szczęśliwe życie rzadko kiedy idą w parze - mruknęła beznamiętnie, jeszcze zanim nieznajomy przeszedł do sedna swojego kręgu w piekle. Trzy córki, wymarzona małżonka, ojciec dający pracę, los niczym z sielanki wyparował w jedną noc. Zbiry z Ministerstwa - samego urzędu? czy zwykli pochlebcy pragnący przypodobać się nowemu reżimowi? - naszli jego rodzinę mimo czystej krwi? Torturowali, zarzynali niczym rolne zwierzęta, niczym mugolskie ścierwo?
Czarownica wysłuchała jego opowieści w ciszy, w skupieniu. Yuan usiadł w tym czasie przy jej nodze, oblizując się sowicie po wgryzieniu się w nogę uciekającego, dysząc później po wysiłku i emocjach, z jakimi przyszło mu się zmierzyć w tak niepozornie wyglądającej kuźni. Swoją drogą, jak odpowiednio ponurym miejscem była na podobne historie; czy Wren nie miała okazji słyszeć od jednego z marynarzy, że zapomniane przez czas pomieszczenia, przedmioty, zamieszkiwał duch? Wyraz jej twarzy nie zmienił się przesadnie gdy mężczyzna przeszedł do tematu zaszlachtowanych dzieci, pozostawał względnie ten sam od momentu rozpoczęcia opowieści - dziwnie bez wyrazu. Jedynie oczy błysnęły zdumieniem, płomieniem pewnego oburzenia. Przekalkulowywała to jednak na swój rachunek; jeżeli po Londynie kręcili się fanatycy w głębokim poważaniu mający udokumentowaną czystość krwi, czy i ona powinna się obawiać? W mimowolnym odruchu mocniej zacisnęła rękę na uchwycie smyczy psa, pozwalając słowom i ich ciężarowi osadzić się w ciszy pomieszczenia, nim podjęła się odpowiedzi.
- Nie wyglądał na mordercę - Wyglądał na tchórza, na panikarza, na ledwie podrośniętego chłystka, nie na pozbawionego sumienia zabijakę. Mimo to Wren nie zamierzała poddawać w wątpliwość opowieści mężczyzny; jeżeli kierowała nim żądza tak potężna jak chęć zemsty, mogłaby rozpętać preludium kolejnego pierścienia piekielnego choćby nieodpowiednim słowem. Ale nie mogła się powstrzymać, fakt, że pozwolił mu odejść nie współgrał w jej mniemaniu z bestialstwem, jakiego dopuścił się rzekomy winowajca. - Nie ruszysz za nim? Z poranioną nogą i rozbitą głową łatwo będzie go dogonić, wymierzyć sprawiedliwość. Gdybym nie przeszkodziła, zakładam, że pewnie już byłby martwy.
Nie znała wszystkich szczegółów, mogła jedynie zakładać, że rozbójnicy działali z ramienia - lub z cichą aprobatą - Ministerstwa, a to oznaczało, że na wyrok Wizengamotu nie było co czekać. Szczególnie teraz, gdy prawo przechodziło swą modyfikację a jego stróże srogie weryfikacje. Skąd to pytanie? No właśnie - skąd? Czy zamierzała, niczym nierozważna młódka, pozwolić ponieść się chwili i wypowiedzieć to, co już od dłuższego momentu paliło ją w gardle? Przecież nie znała nawet jego imienia; wiedziała o nim tyle, ile skory był powiedzieć, prawdziwie czy wręcz przeciwnie... Czarownica odetchnęła ciężko, powoli, z koncentracją kierując różdżkę w stronę bezpiecznie oddalonego od nich stołu ze starymi przyrządami wszelkiej maści.
- Lancea - wyszeptała. Z krańca różdżki wystrzeliło światło, magia przybrała postać włóczni, jaka następnie uderzyła we wskazany cel i roztrzaskała go w mak, jeszcze przez chwilę pozostawiając po sobie unoszące się w powietrzu drobinki przypominające ledwo dostrzegalne świetliki, zanim i one rozmyły się w nicość. - Lamino - powtórzyła wcześniej spartaczoną inkantację. Tym razem poprawnie uformowane zaklęciem sztylety wbiły się w pozostałości po drewnianym kantorku, szybko, głęboko, na tyle, by zgodnie mogli pożałować jej wcześniejszego rozkojarzenia. W innym wypadku winowajca cierpienia rodziny nieznajomego mógłby przynajmniej po części poczuć ból tamtego dziecka. Annie, o ile zapamiętała bez błędu. -Reparo - zakończyła Wren, gdy oba zaklęcia powiodły się, a punkt został zaprezentowany. Stół powrócił do swojej wcześniejszej kondycji, choć w dwóch z jego nóg wciąż tkwiły wyczarowane noże. Odwróciła się ponownie w kierunku mężczyzny. - Jeżeli potrzebujesz praktyki, mogłabym raz czy dwa ci pomóc, poćwiczyć z tobą. Potraktuj to jako zadośćuczynienie za umożliwienie ucieczki tamtemu popaprańcowi - zaoferowała, delikatnie wzruszyła jednym ramieniem. Co za szlachetność. Nie musiał znać przecież prawdziwego powodu: jej własnego głodu praktyki, zgłębiania nowych tajników dawno poznanych zaklęć, może z czasem sparingów. Rozruszania nie tylko umysłu - czego obecnie miała pod dostatek -, ale i mięśni, instynktów, taktyki walki. Tego potrzebowała.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Stara kuźnia [odnośnik]01.07.20 21:50
Nie zareagował na słowa, jakie padły z jej ust. Vernon Ravens nie był w stanie zgodzić się z tymi słowami, jednak Haverlock Travers… Ekscentryczny lord z pewnością by im przytaknął. Będąc przedstawicielem szlacheckiego rodu musiał posiąść za żonę odpowiednio urodzoną kobietę. A te w jego oczach były niezmiernie nudne, głupiutkie i nadające się jedynie do ozdoby… Zaś kobieta, która przykuła jego uwagę swoim charakterem nie mogła być jego ze względu na wcześniejszy rozwód. Wydziedziczenie nie wchodziło w grę - ród był dla niego ważniejszy od personalnych preferencji, serce lorda przyklasnęłoby więc wysnutej teorii.
Teraz jednak nie był lordem a zwykłym, prostym rzemieślnikiem ze smutną przyszłością, poszukującym zemsty za doznane krzywdy. I Haverlock był niemal pewien, że ta rola przyda mu się jeszcze kilka razy, nawet jeśli nie zobaczy jej już nigdy więcej - obecna skóra zdążyła dostarczyć mu odpowiednią ilość rozrywki, by rozważył ponowne jej użycie.
Pytanie, jakie padło z jej ust sprawiło, że na jego twarzy pojawił się podejrzany, wilczy uśmiech, godny najpodlejszego z morskich wilków, jakim był w innym wcieleniu. Uśmiech, ujawniający podłe intencje jakie miał względem młodzianina.
- Wiem gdzie go szukać, po za tym jak sama stwierdziłaś, daleko nie ucieknie. Niech zachłyśnie się złudną nadzieją na szczęśliwy koniec, wtedy bardziej go zaboli to, co dla niego zaplanowałem. - Błysk pojawił się w ciemnych oczach. Niezależnie czy historia została zmyślona czy też nie, lord Travers miał ochotę dokończyć to, co zaczął. Zobaczyć jak chłopak zamienia się w żabę a później ginie rozerwany na strzępy przez czarnomagiczne zaklęcie. Tak, to z pewnością będzie pięknym zwieńczeniem dzisiejszego wieczoru.
Palce mężczyzny mocniej zacisnęły się na drewnie różdżki gdy zauważył, że nieznajoma unosi swoje drewno. Nawet jeśli nie celowała w niego, w każdej chwili mogłaby obrócić się w drugą stronę by posłać zaklęcie w jego kierunku. Przygotowany do wyczarowania tarczy (bo akurat z obroną radził sobie świetnie, przez wysokie zdolności działania ludziom na nerwy) obserwował, jak nieznajoma wyczarowuje kolejne zaklęcia, tym razem będące zaklęciami udanymi, należącymi raczej do bardziej zaawansowanych inkantacji… A przynajmniej tyle zapamiętał z jednej lekcji uroków jakie odbył w Durmstrangu. Nieprzyjemny nauczyciel mówił o tym na chwilę przed tym, gdy magiczne fajerwerki wybuchły wprost w jego twarz - i tylko to sprawiło, że lord Travers zapamiętał tamtą lekcję.
- Gdzie się tego nauczyłaś? - Spytał, a jego oczy błysnęły ciekawością. Och, uwielbiał kobiety z charakterem! A ta pannica wyglądała na taką, która nie daje sobie w kaszę dmuchać! Na Merlina, zaczynał żałować, że sprzedał jej bajeczkę o zemście po ukochanej żonie chociaż… Może nie wszystko stracone? Jego lordowski urok urzekł już wiele dziewcząt i był niemal pewien, że ona nie będzie wyjątkiem od reguły! Wystarczyło jedynie zbliżyć się do niej niczym Veronon, poznać jej słabe punkty a później wykorzystać je pod inną postacią… A może i tą samą? Jeszcze nie zadecydował, doskonale wiedział jednak, że ta dziewczyna będzie jego! Zadowolony ze swojego planu podkręcił bujny wąs, znajdujący się na jego twarzy. Przez chwilę udawał, że zastanawia się nad złożoną przez nią propozycją, rozkładając ją na czynniki pierwsze. Haverlock Travers zapewne uznałby za śmieszne lekcje ze strony kobiety, ten sam mężczyzna chciał jednak zdobyć jej serce chociaż na jedną, słodką noc. Chociaż… Może faktycznie, przyjdzie mu przyswoić jakąś wiedzę? Ach, najbliższe tygodnie zapowiadały się wspaniale!
- Brzmi całkiem uczciwie. Czy są jakieś miejsca, w których starasz się nie bywać? - Zapytał, uznając tę kwestię za istotną. Słyszał, że wiele osób starało się nie przyjeżdżać do Londynu. On zaś, znał na tyle bezludnych miejsc, że z pewnością mógł znaleźć odpowiednie na praktykę… Oraz wcielenie swojego planu w życie. W jego głowie pojawiło się co najmniej kilka miejsc, które mogliby odwiedzić, o odpowiednim nastroju.
- A tak w ogóle… - Zaczął, chowając różdżkę do kieszeni, by zrobić krok w jej kierunku i ostrożnie wyciągnąć ku kobiecie dłoń. - Vernon Ravens. - Przedstawił się wiedząc, że ludzie wolą wiedzieć z kim mają do czynienia oraz z kim przyjdzie im się spotkać. Przy okazji chciał poznać jej imię, aby móc sprawdzić z kim on będzie miał do czynienia - odpowiedni research z pewnością mu nie zaszkodzi. A może dowie się czegoś, co mogłoby go zaciekawić? Kto wie, kto wie…


I have sea foam in my veins
I understand the language of waves

Haverlock Travers
Zawód : Król portu w Cromer i siedmiu mórz
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Nie da się bowiem konkurować z morzem o serce mężczyzny. Morze jest dla niego matką i kochanką, a kiedy nadejdzie czas, obmyje jego zwłoki i ukryje wśród koralu, kości i pereł.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8259-haverlock-travers#238681 https://www.morsmordre.net/t8313-skrzynka-odbiorcza-lorda-travers#240601 https://www.morsmordre.net/t8314-lord-haverlock-travers#240602 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t8315-skrytka-bankowa-nr-1988#240603 https://www.morsmordre.net/t8316-haverlock-travers#240604
Re: Stara kuźnia [odnośnik]01.07.20 23:24
Bestialstwo płynące ze złudnych nadziei było dość interesujące - na tyle, by Wren z uwagą wysłuchała jego słów, by jej ciało instynktownie zareagowało dreszczem wspinającym się po tyle szyi do potylicy. W tym mężczyźnie był ogień: dziwny, pierwotny, krwiożerczy, budzący ciekawość. Jak potoczy się dalsza część jego historii? Jakimi słowami wypełni się następny rozdział? Czy zemsta przyniesie mu upragnioną słodycz zadośćuczynienia, poczucia sprawiedliwości? Czy wytropi każdego ze zgrai bandytów i zaserwuje mu los podobny temu, jaki spotkał jego rodzinę? Dużo bardziej niż pełne fantazji baśnie do jej zmysłów trafiały właśnie tego typu historie: prawdziwe, dogłębnie ludzkie. O winie i karze. Bazujące na emocjach jeszcze do niedawna uśpionych w społeczeństwie, teraz natomiast brylujących wśród czarodziejskiego świata, który pragnął położyć kres mugolom.
Azjatka delikatnie przechyliła głowę w bok, przyglądała mu się uważnie. Czuła mobilizację czarodzieja gdy rzucała zaklęcia, jego niepewność czy za chwilę nie obróci się w jego kierunku, nie rozpocznie pojedynku - czekał na niego? Ciężko było stwierdzić, czy przemoc wobec poprzedniego winowajcy była wystarczająca, by zaspokoić głód tego wieczora. Czy miał już dość, czy pragnął więcej. Czy zaklęcia nie miały jeszcze raz przeciąć powietrza, błysnąć w ciemności późnej pory, cieni kuźni. Mimo to w ciszy pochłonął jej popis, gdy odwróciła się ponownie w stronę nieznajomego, z głową znów przechyloną w tym samym stylu, jej usta wykrzywił niemal drwiący uśmiech.
- Uważaj bo ci powiem - parsknęła w odpowiedzi. Gdyby poznał prawdę tak prozaiczną jak żmudne treningi w Hogwarcie, jak bijatyki na bolesne inkantacje zakończone wizytami w Skrzydle Szpitalnym i zagmatwanymi wymówkami, jak prowokacje i pojedynki w podobnych spelunach... Czy byłby wtedy pod wrażeniem? Zapewne nie, a tajemnica przestałaby być intrygująca. Wren od zawsze była pilną uczennicą jeśli chodziło o - i w zasadzie tylko o - zaklęcia. Nawet gdy pot zalewał czoło a mięśnie odmawiały posłuszeństwa - nie poddawała się, wciąż i wciąż próbując rzucić ten jeden czar idealnie, podręcznikowo, zaniedbując resztę szkolnych obowiązków. Piętrzących się prac domowych. Dzisiaj musiała ograniczyć się do pojedynków sparingowych i potyczek z mało interesującymi typami spod ciemnej gwiazdy.
Kąciki ust rozsunęły się w szerszym uśmiechu, gdy czarodziej zgodził się na jej propozycję. A jednak dzień nie był do końca stracony. Poczuła, jak jej żyły wypełniają się znajomą słodyczą: na horyzoncie raił się widok upragnionego, widok teorii i praktyki, widok wspólnego zgłębiania magii ofensywnej. Pal licho z kim, pal licho powód, pal licho jego motywację - ważne, że oczyma wyobraźni już widziała jak zamiatają podłogę sobą nawzajem, ba, może nawet przysporzy mu kolejną bliznę?
- To nie ma znaczenia. Zwykle i tak kończę w miejscach, do których nie chcę, nie zamierzam trafić. Za przykład weź tę kuźnię - odparła, ruchem dłoni wciąż ujmującej różdżkę wskazała na wszechogarniające ich wnętrze. Jeżeli były w nim duchy, wciąż się nie ujawniły. Dopiero wówczas zorientowała się, że mężczyzna schował swoją broń - i zrobiła to samo. - Możemy spotykać się w dokach. I tak nie wzbudzimy większych podejrzeń niż ktokolwiek inny - dodała czarownica, wzruszając ramionami.
Spoczywający przy jej nodze doberman ziewnął znudzony, po czym obniżył się powoli i wyłożył na ziemi. Nie podzielał nagłego przypływu entuzjazmu swojej pani; w jego oczach uciekły wszelkie atrakcje, konszachty z narwańcem nie były tak zajmujące jak gonienie za kugucharem czy rozrywanie komuś łydki.
- Wren - przedstawiła się krótko, samym imieniem, uścisnęła jego dłoń. Była szorstka w dotyku, zapewne taka, jak mogłaby sobie wyobrazić dłoń rzemieślnika. - Przygotuj czas, różdżkę i chęci, Vernonie, na, powiedzmy... Dwudziestego piątego? Za dwa dni? Mam nadzieję, że nie stchórzysz. - Jej oczy błysnęły.
Nie było na co czekać: dla niej mogliby zacząć tu i teraz, jednak goniła ją praca. Słońce zaszło za swoją kurtynę kilka godzin temu, ona natomiast wciąż do sporządzenia miała kilka listów, do zabezpieczenia kilka fiolek krwi mających trafić do nowych właścicieli następnego poranka.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Stara kuźnia [odnośnik]02.07.20 11:15
Dalsze dzieje Vernona zależały jedynie od wyobraźni ekscentrycznego lorda, będącego autorem postaci. A ta wyobraźnia zdawała się być nieograniczona, zwłaszcza w kwestii poszukiwania nowych wrażeń oraz adrenaliny napędzającego jego żyły. Nie dla niego było siedzenie za biurkiem, mimo iż rodzina uparcie próbowała wcisnąć go w te buty. Takie wieczory jak ten pozwalały mu nie zwariować oraz trochę uspokoić zrozpaczone brakiem odpowiednich przygód serce. Zapowiadało się, że ten wieczór zapewni mu odpowiednią porcję rozrywki przez kilka kolejnych tygodni - a to mogło go jedynie cieszyć. Kto wie, może dziewczę da się namówić na coś ciekawszego od pojedynku? Jedyną opcją, aby tego się dowiedzieć pozostawało mu podjąć najróżniejsze próby.
Uśmiech zagościł na twarzy mężczyzny, gdy usłyszał kolejną odpowiedź, wzmagającą jego ciekawość względem niepozornej dziewczyny. Tymi słowami Wren podpisała wyrok, sprawiający że Haverlock z pewnością szybko się od niej nie odczepi.
Mężczyzna przez chwilę zastanowił się nad jej słowami. Nie, doki z pewnością nie były odpowiednim miejscem do potyczek, jakie przed chwilą zaplanowali. Vernon Ravens co prawda nie posiadał takiej wiedzy, jak Haverlock Travers (który, z racji zawodu, wiedział o wiele więcej o portach, niż można byłoby się spodziewać) miał jednak odpowiednie powody, aby nie przystać na propozycję.
-Nie, doki nie są odpowiednim miejscem. Znajduje się tu zbyt wiele osób, które chcę dorwać. - A jeśli chciał ich dorwać, nie powinien ściągać na siebie jakiejkolwiek uwagi, to wydawało mu się jasne niczym argentyńskie słońce. - Na obrzeżach miasta jest wierzbowa aleja, prowadzi ona do malinowego lasu. O tej porze roku mało kto się tam zapuszcza i tam właśnie się spotkamy. - Ton głosu mężczyzny zapowiadał, że nie przyjmie żadnej formy odmowy bądź sprzeciwu od jego decyzji. I on czuł się na pozycji, pozwalającej stawiać mu pewne warunki… Chociaż był niemal pewien, że na pojedynek w samej bieliźnie dziewczę raczej się nie zgodzi. A szkoda, wielka szkoda.
Myśli mężczyzny szybko wróciły na odpowiedni tor, gdy dziewczyna wypowiedziała swoje imię. Co prawda nazwisko usprawniłoby mu jego małe dochodzenie, był jednak pewien, że i w ten sposób jego ludzie sobie poradzą.
Wilczy uśmiech ponownie zagościł na jego twarzy.
- Dwudziesty piąty, za dwa dni. - Przytaknął uważnie się jej przyglądając. - To ja mam nadzieję, że nie stchórzysz. - W końcu to przez nią tracił pierwszą zabawkę, której tropem zapewne zaraz pójdzie. Spokojnym krokiem, cały czas pamiętając o istnieniu dobermana, który mógł chcieć posmakować i w jego mięsie, przeszedł obok dziewczyny, podążając w kierunku wyjścia.
- Do zobaczenia, Wren. - Rzucił przez ramię, by chwilę później zniknąć za rozpadającymi się drzwiami. Nie zamierzał jeszcze znikać z doków, o nie. Zabawa w poszukiwacza zemsty za bardzo przypadła mógł teraz przerwać. Pogwizdując pod nosem ruszył śladami młodzieńca, który wyrwał się z jego łap, aby i z nim odpowiednio się pożegnać.

/zt. x2


I have sea foam in my veins
I understand the language of waves

Haverlock Travers
Zawód : Król portu w Cromer i siedmiu mórz
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Nie da się bowiem konkurować z morzem o serce mężczyzny. Morze jest dla niego matką i kochanką, a kiedy nadejdzie czas, obmyje jego zwłoki i ukryje wśród koralu, kości i pereł.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8259-haverlock-travers#238681 https://www.morsmordre.net/t8313-skrzynka-odbiorcza-lorda-travers#240601 https://www.morsmordre.net/t8314-lord-haverlock-travers#240602 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t8315-skrytka-bankowa-nr-1988#240603 https://www.morsmordre.net/t8316-haverlock-travers#240604
Re: Stara kuźnia [odnośnik]20.08.20 8:01
| 25 czerwca

Podobno mieszkały tu duchy.
Theodore oparł się wygodniej o chropowatą ścianę pokrytego osypującym się tynkiem budynku, z kieszeni spodni wyciągając paczkę papierosów i przyglądając się stojącej po drugiej stronie ulicy kuźni, jednak jedynymi duchami, których ślad był w stanie dostrzec, były te należące do przeszłości: odrzucone w połowie pracy przedmioty i niedokończone wytwory ludzkich rąk, których przeznaczenia nie potrafił odgadnąć, wyzierały zza otwartych na oścież drzwi, właściwie idealnie wpisując się w aktualną atmosferę Londynu. To była pierwsza rzecz, która rzuciła mu się w oczy, gdy kilka tygodni temu wrócił z dobrowolnego wygnania: całe miasto wydawało się porzucone – opuszczone, zawieszone w czasie i przestrzeni, jak pusty dom, w którym jednak wciąż wisiały pozostawione w pośpiechu płaszcze gospodarzy, a na palenisku powoli stygła ciepła jeszcze zupa. Nieliczni mieszkańcy, którzy zdecydowali się tu pozostać, rzadko kiedy poruszali się gęsto patrolowanymi ulicami; snujący się w zaułkach dementorzy i spoglądający na ręce magiczni policjanci potrafili budzić niepokój nawet wtedy, gdy nie miało się nic do ukrycia. Sam Theodore za nimi nie przepadał, przemieszczając się właściwie wyłącznie pomiędzy mieszkaniem a portem, gdzie – jak zwykle, jak gdyby nad dzielnicą rozciągnął się ochronny płaszcz – wciąż jakimś cudem tętniło życie. Inne niż zapamiętał, bardziej nerwowe – ale przypominał sobie, że przecież był to stan przejściowy; mogli przywrócić stolicę do dawnej świetności, musieli tylko najpierw zdusić resztki tlącego się w rebeliantach oporu.
Odwrócił czujnie spojrzenie, gdy cichy szelest gdzieś po jego lewej wyrwał go z zamyślenia; spojrzał na zegarek – już czas – po czym powoli wsunął paczkę papierosów z powrotem do kieszeni, wcześniej odpaliwszy jednego z nich różdżką. Szara smużka dymu prawie całkowicie zniknęła w snujących się pomiędzy ścianami oparach, tym razem szczęśliwie niezwiastujących pojawienia się dawnych strażników Azkabanu; brudno-biała mgła wędrowała znad Tamizy, duszącej się w coraz cieplejszym i wilgotniejszym powietrzu. – Nikt za tobą nie szedł? – cichy głos, chropowaty jak ściana za jego plecami, dobiegł do niego z oblepiających uliczkę oparów – a zaraz za nim wyłoniła się z nich niska postać szczupłego, siwiejącego mężczyzny, który na widok Theodore’a uniósł spojrzenie, wlepiając parę wodnistych oczu w jego twarz – a raczej w twarz Marcusa, zmienioną starannie przed udaniem się do dzielnicy portowej, należącą nie do wiedźmiego strażnika na usługach nowej władzy, a żeglarza i przemytnika, próbującego jakoś przetrwać w trudnej rzeczywistości. – Nie, jest czysto – odpowiedział, razem z tymi słowami wydmuchując porcję dymu, a przy okazji mierząc czarodzieja wzrokiem, jakby próbował odgadnąć, co naprawdę kotłowało się za cienką warstwą pomarszczonej skóry powlekającej twardą czaszkę.
Mężczyzna przystanął, wyglądając co najmniej niepewnie, z dłońmi nerwowo mnącymi ściśniętą w palcach czapkę, Theodore wyciągnął więc rękę, milczącym gestem przywołując go, by podszedł bliżej – pilnując, by w jego zachowaniu nie było podejrzliwości. Nie chciał spłoszyć swojego rozmówcy, mimo że przychodząc na umówione wcześniej spotkanie wiedział już, że staruszek na pewno nie był tym, za kogo się podawał. Co z jednej strony nie było takie dziwne, prowadzenie nielegalnych interesów często odbywało się za zasłoną fałszywych nazwisk i przydomków – ale z drugiej, dane osobowe nie były jedyną podaną przez niego informacją, która rozwarstwiała się okrutnie, gdy tylko przyjrzało się jej dokładniej. Thomas Everett, bo takim nazwiskiem przedstawiał się stojący przed nim czarodziej, skontaktował się z nim kilka dni wcześniej, korzystając ze standardowej, portowej siatki kontaktów, i początkowo jego zlecenie wcale nie wyglądało w żaden sposób ponadprzeciętnie: miał do wywiezienia za granicę kilka skrzyń cennego towaru, który mógłby wzbudzić konsternację wśród przygranicznej straży i narobić właścicielowi kłopotów. Nic nadzwyczajnego, nielegalne substancje i niebezpieczne artefakty przemycano pod podkładami statków na porządku dziennym – ale przy ustalaniu szczegółów rzeczonego przerzutu, w umyśle Wilkesa zaczęły się rodzić wątpliwości. Po pierwsze: mężczyzna nalegał uparcie, żeby skrzynie znalazły się w pomieszczeniu ze stałym dostępem do świeżego powietrza, a przyciśnięty przyznał wreszcie, że w środku znajdować się będą magiczne stworzenia. Obawiając się zaplątania w jakieś mało przyjemne zamieszanie w chimerami lub akromantulami w roli głównej, Theodore zaczął naciskać na dokładniejsze określenie charakteru owych stworzeń, czarodziej nie podał jednak nazwy żadnego gatunku, zapewniając jedynie, że nie były groźne i nie będą sprawiać kłopotu. Co powoli przestawało trzymać się kupy; bo skoro nie były niebezpieczne, to po co ta cała dyskrecja? Nie naciskał jednak mocniej, obawiając się spłoszenia handlarza, i zwyczajnie umawiając się z nim na spotkanie za kilka dni, a samemu wykorzystując ten czas na zadanie odpowiednich pytań odpowiednim osobom. Zebrane informacje zgrabnie złożyły się w całość, sprawiając, że gdy tydzień później pojawił się przy budynku starej kuźni, był niemal pewien, że ma do czynienia z członkiem którejś z bojówek Longbottoma – oraz że rzekomy transport magicznych stworzeń ma być w rzeczywistości transportem ludzi.
Pozostawało dobić targu i czekać, aż uciekający z kraju mugolacy zostaną sami dostarczeni w jego ręce.
– Udało się wszystko załatwić? – zapytał po przedłużającej się chwili milczenia, raz jeszcze wyciągając z kieszeni przygniecione opakowanie papierosów i wysuwając je w stronę mężczyzny, ale ten tylko pokręcił głową; Theodore wzruszył ramionami i schował papierosy.
– Tak, tak. Tak, jak ustalaliśmy – odpowiedział czarodziej. Wydawał się bardziej nerwowy niż kiedy spotkali się po raz pierwszy; być może nie wytrzymywał związanego z nadchodzącą akcją napięcia – a może zwyczajnie zaczęło docierać do niego, że to, co postanowił zrobić, miało wydarzyć się naprawdę. – Statek będzie czekał w porcie?
Theodore wydmuchał z ust porcję dymu i kiwnął głową. – Od późnego wieczora. Planowo ma wypłynąć o dziewiątej, do szóstej wszystko powinno być już załadowane, ale lepiej zrobić to wcześniej. Ile ma być tych skrzyń? – Pozwolił, by pytanie zawisło w dusznym powietrzu, mimo że znał już na nie odpowiedź; wszystko, co związane było z nadchodzącym przemytem, zapisał starannie na kartach skrytego w ochronnym woreczku dziennika, ale Marcusa nikt nie powinien podejrzewać o taką skrupulatność; był zwyczajnym żeglarzem, który lubił dorobić sobie na boku.
– Osiem – odpowiedział mężczyzna, zgodnie z oczekiwaniami. – Dopilnujesz tego osobiście?..
– Tak, wyjdę po ciebie. Spotkajmy się o pierwszej – większość załogi będzie jeszcze wtedy pić w Parszywym, a ci, którzy już nie będą, będą leżeć pod stołami i trzeźwieć. Pod pokładem zostawię miejsce, takie, żeby dostęp był łatwy – musimy uwinąć się ze wszystkim sprawnie. Przygotuję papiery na ten transport, zgodnie z nimi przewozimy osiem skrzyń suszonego smoczego łajna. Suszonego, żeby nikogo nie zdziwił brak smrodu, ale wciąż łajna, żeby nikt nie nabrał ochoty osobiście tego sprawdzić. Portowym strażnikom aż tyle nie płacą – podzielił się z Everettem szczegółami, przez cały czas śledząc zachodzące na jego twarzy zmiany; wciąż był nerwowy, ale wydawał się też coraz bardziej przekonany. Prawie go to bawiło; to obserwowanie kiełkującej nadziei, że mimo wszystko się uda – ze świadomością, że w rzeczywistości jego rozmówca stał już nad wykopanym własnoręcznie grobem, do którego wystarczyło go jedynie lekko popchnąć. – Jakieś pytania? – rzucił po chwili milczenia, strzepując na ziemię resztkę popiołu, a później strzelając bezgłośnie palcami; niedopałek upadł na wilgotną uliczkę półtora metra dalej i zgasł.
Mężczyzna zawahał się, ale wreszcie pokręcił głową.
– Pozostaje w takim razie kwestia płatności – podjął dalej Theodore; ostatnim, czego potrzebował, były brudne pieniądze od obrońcy szlam i mugoli, ale musiał zachować pozory – Marcus, w przeciwieństwie do niego, nie obierał stron. – Połowa teraz, połowa w dzień wypłynięcia. Tak, jak ustalaliśmy – przypomniał, spoglądając na czarodzieja wyczekująco. Ten spojrzał na niego, otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale finalnie je zamknął – i tylko przytaknął. Sięgnął za pazuchę, pogrzebał chwilę, po czym wyciągnął zza niej wyświechtaną sakiewkę. Podał ją Theodore’owi, który zważył ją w dłoniach, a później otworzył, odciągając spinające ją sznurki; wysypał monety na otwartą dłoń i z wprawą je przeliczył, przesuwając je palcami drugiej ręki. Na koniec wrzucił je z powrotem do mieszka. – Wszystko się zgadza – zawyrokował, ściągając ponownie sznurki i chowając pieniądze do kieszeni. – Widzimy się w przyszłą niedzielę. Nie kontaktuj się ze mną, chyba że w sprawach niecierpiących zwłoki – dodał, po czym raz jeszcze skinął w kierunku mężczyzny głową, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku przeciwnym do tego, z którego nadszedł czarodziej, ani razu nie oglądając się za siebie. Przedstawienie należało zacząć.

| zt


it's a small crime
and i've got no excuse
Theodore Wilkes
Zawód : wiedźmi strażnik; podróżnik; przemytnik
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

count my cards
watch them fall
blood on a marble wall

OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Metamorfomag

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t8204-theodore-wilkes https://www.morsmordre.net/t8449-aurora https://www.morsmordre.net/t8384-zapiski-z-bezsennych-nocy https://www.morsmordre.net/f164-old-woolwich-road-55 https://www.morsmordre.net/t8383-skrytka-bankowa-nr-1979#243577 https://www.morsmordre.net/t8450-theodore-wilkes
Re: Stara kuźnia [odnośnik]26.11.20 18:29
14.08

Wciąż nie doszedł do siebie po porażce, którą odniósł miesiąc temu w Surrey, a krew mugolskiej rodziny nadal śniła mu się po nocach - i to (co naprawdę przerażało) nie tylko w koszmarach. Przeraził się wtedy własną wilczą naturą, ale postanowił odstawić rozterki na bok. Nie miał czasu na roztrząsanie istoty własnej klątwy, ani pourazowego stresu, czy jakkolwiek nazwała to Kerstin. Miał w końcu wiele zadań do wykonania.
Rubeus był jego oczyma w porcie, listy od Alexa potwierdziły, że powinien podtrzymać tę znajomość i mieć na półolbrzyma oko. Port był niebezpieczny, Tonks chciał przekonać się na własne oczy, czy i jak Hagrid umie się tu poruszać, czy żadni Rycerze się nim nie interesują, jak radzi sobie z obecnością olbrzymów w mieście.
Dotarł do Londynu swoją stałą, trasą przez las. W mieście narzucił już kaptur i zaczął stąpać powoli, ostrożniej, wtapiając się w tłum. Umówił się z półolbrzymem przy starej kuźni, w której podobno straszyło. Po drodze nie widział żadnych olbrzymów, być może były zajęte patrolowaniem centrum. Zbliżając się do celu, wypatrywał za to potężnej sylwetki Hagrida - i wszelkich innych zagrożeń. Znał to miejsce, często je patrolował, wiedział, że kręciły się tu różne typy spod ciemnej gwiazdy. Teraz bardziej obawiał się jednak policji, a pustka na ulicach była niepokojąca. Jeśli Ministerstwo przerzedziło nawet szeregi handlarzy używkami, to jest źle - to ich kontrola nad portem tylko się zacieśnia.
W obliczu pozyskania wsparcia olbrzymów przez Rycerzy, kwestia odbicia mariny zeszła na dalszy plan, najpierw musieli zadbać o sprawę wilkołaków - ale Michael tym bardziej potrzebował informacji. Rubeus nie mógł mu przekazać wszystkiego w liście, to nieroztropne, Tonks uczulił go na to. Musieli spotkać się osobiście. Przy okazji, Michael był ciekawy, jak na... barwną osobowość Hagrida wpłynął posępny nastrój w stolicy. Alexander uświadomił mu, że półolbrzymem należy się należycie zająć przed zdradzeniem mu czegokolwiek konkretnego o Zakonie Feniksa i misji profesora Dumbledore'a. Hagrid miał imponującą pięść, ale czy jest wystarczająco sprytny, aby nie wpadać w kłopoty?
Dziś Tonks miał się przekonać.


jesteśmy przed kuźnią, więc rzucam kostką ulic Londynu


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him



Ostatnio zmieniony przez Michael Tonks dnia 26.11.20 18:32, w całości zmieniany 1 raz
Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Stara kuźnia - Page 3 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Stara kuźnia [odnośnik]26.11.20 18:29
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'Londyn' :
Stara kuźnia - Page 3 4DOERmh
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stara kuźnia - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Stara kuźnia [odnośnik]27.11.20 0:33
Odpis Tonksa na list był wyczekiwany przez Hagrida, który nawet nie do końca był pewien czy sowa pani Boyle dotarła. Takie te ptaszki zmyślne, że wiedzą gdzie lecieć. Zwierzaczki od zawsze były jakieś sprytniejsze od ludzi, nawet takich czarodziejów. Zwierzaczki nie oceniały po wyglądzie, co by tylko je dobrze traktować i były wdzięczne. Mądre stworzenia, takim też pewno łatwiej było się schować w Londynie niż półolbrzymowi. Rubeus w stolicy był zaledwie kilka tygodni, ale swoje już widział. Zgodnie z tym co mówił mu Tonks, czasem widać było olbrzymy, a krew biednych mugoli spływa rynsztokiem i mieszała się z wodami brudnej Tamizy. Taki port na przykład, to w krwi był cały ubabrany. Aż dziw, że nikt tego nie sprzątał. Czyściej już było na wsi jak krowy zostawiały placki na polu, a dzieciaki wkładały w nie patyki i ganiały się po ulicy. Hagrid nie był zbyt wymagający co do warunków, mogło śmierdzieć, mogło być brzydko, co by tylko jakoś to było. Pani Boyle dała mu dużo łaski pozwalając zatrudnić się w Parszywym Pasażerze, praca zdawała się spełniać marzenia, ale nie po nią przybył do Londynu półolbrzym. Chciał iść na front, walczyć i zabrać z tego świata szumowiny które śmiały różdżki podnosić na kogoś, bo ten miał krew inną. Jakby ich tak rozpruć to taka sama jucha by była, ot co. Frontu w stolicy jednak nie znalazł, a zaledwie pozostałości po pewnie jakiejś wielkiej bitwie co pewno miejsce miała niedawno, bo krew i świeża. Nie pytał o to w Parszywym, bo i kogo miałby pytać i po co? Było wystarczająco niebezpiecznie, niepotrzebnie by tylko na siebie kolejne nieszczęście sprowadzał.
Hagridowi przemykanie bocznymi uliczkami nie szło szczególnie wybitnie. Jego potężny wzrost nie pozwalał na ukrycie się w tłumie, stąd też rzadko łeb wynurzał z pracy i czekał jedynie na list Tonksa. Spotkanie z aurorem, długo wyczekiwane, mogło zresztą na stałe Hagrida z Parszywego Pasażera wywiać, byleby tylko się przydać w walce. W tej drodze na umówione miejsce omijał więc patrole na tyle na ile mógł, poruszając się mniej uczęszczanymi ścieżkami. Widział już nawet towarzysza na końcu dróżki do Starej kuźni, niczym takie światełko w tunelu, gdy w jego oczy rzuciło się coś znacznie gorszego niż lekko zmarszczona twarz Tonksa. Do jednej ze ścian budynku przybite było ciało martwej kobiety, a Rubeus niczym poparzony przyspieszył kroku nie wpatrując się nawet dokładnie w to co właśnie zobaczył.
- Tonksie, cho no - wypalił tylko i odwrócił się by wrócić do makabrycznego odkrycia. - Pa - wskazał paluchem wprost na truchło. - Pa co oni robią Tonks, pa! Jak ja mam spać spokojnie, jak takie rzeczy robią?! - wzdrygnął się. - Mówiłeś mi, że frontu nie ma, mówiłeś, ta... Ale co żem ja w tym porcie widział, panie... To krew ulicami płynie, a tera jeszcze takie rzeczy... Mów mnie co robić bo już mnie ręka świerzbi co by komuś przy...przypieprzyć.



No i idę z tym brzemieniem ku Golgocie
Co ja pieprzę idę przecież w
jasną dal
Rubeus Hagrid
Zawód : robol w porcie
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I should NOT have said that...
OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 41
Genetyka : Półolbrzym

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t8954-rubeus-hagrid https://www.morsmordre.net/t8983-gog https://www.morsmordre.net/t8964-chlop-jak-dab#267986 https://www.morsmordre.net/t8982-skrytka-bankowa-nr-2106 https://www.morsmordre.net/t8963-rubeus-hagrid
Re: Stara kuźnia [odnośnik]01.12.20 3:56
Mile zaskoczyło go, że Hagrid wkręcił się do "Parszywego Pasażera",  niegdyś centrum portowego życia, miejsce spotkań szumowin z półświatka i spragnionych taniej whiskey mniej lub bardziej uczciwych marynarzy. Niegdyś. Teraz port zmieniał się, pustoszał, a na ulicach częściej widać czuć krew niż zapach nielegalnych używek. Nozdrza Michaela zadrżały jeszcze zanim Rubeus do niego dobiegł (a raczej doszedł, ale jego długie nogi niosły go niczym biegacza), a potem zawrócił aby pokazać mu makabryczne odkrycie. Świeża krew, ten zapach poznałby wszędzie. Kobieca. Ale mężczyzną też tu pachnie, między jej nogami. - podszepnął mu usłużnie przyczajony wilk, a Mike wzdrygnął się lekko.
-Też kiepsko sypiam. - wybąkał w odpowiedzi na oskarżenia Hagrida, nie mogąc zdobyć się na nic bardziej elokwentnego. Westchnął, odwracając wzrok od nagiego ciała. W tym widoku było coś strasznego, obelżywego, nieprzyzwoitego. Szczególnie, gdy miało się nos wrażliwy na zapachy.
-Czasem trzeba... odczekać. Zaplanować. Nie narażać się na próżno, a walczyć tak, by coś osiągnąć. - wykrztusił wreszcie, może do siebie, a może do Hagrida. Nie wiedział jeszcze, że za kilka tygodni sam będzie rwał się do działania i przetrwa próbę cierpliwości. Zwłoki były jeszcze świeże, ale zapach śmierci wwiercał mu się w nozdrza. Za kilka godzin zacznie tu śmierdzieć, nie tylko dla wilkołaków.
-Co jeszcze widziałeś...? - wyrwało mu się, zanim zdążył ugryźć się w język. Może lepiej było nie drażnić Hagrida? Tyle, że przyszedł tu właśnie po to, by się dowiedzieć. Westchnął cicho. Co robić?
-Możemy ją stąd zdjąć. Nie narażać jej na wstyd. Dasz radę ją ściągnąć? Możesz ją owinąć w to... - zadecydował, zdejmując własny płaszcz aby owinąć weń zwłoki. Lubił ten płaszcz, ale może Kerstin skombinuje dla niego nowy. I tak było ciepło, miał okrycie wierzchnie tylko po to, aby w razie potrzeby zasłonić twarz. Zanim zbliżył się do ciała, skierował jeszcze różdżkę na napis.
-I zmazać te ohydne słowa. Profesor Dumbledore by się w swoim grobie przewrócił. - mruknął pod nosem. -Chłoszczyść.

zaklęcie bez ST, ale rzucam na wypadek k1


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Stara kuźnia - Page 3 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Stara kuźnia [odnośnik]01.12.20 3:56
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 4
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stara kuźnia - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Stara kuźnia [odnośnik]05.12.20 15:37
Widok trupa kobiety, i to zostawionego w taki sposób, smucił, nawet nie przerażał. Świeża krew jeszcze kapała, a Hagrid obwiniał się, że gdyby tak był tam kilkanaście minut wcześniej, może godzinkę, to może i udało by mu się pomóc i jakoś biedaczkę odratować. Tymczasem teraz wisiała na ścianie i nic już z niej nie zostało. Nie kojarzył twarzy, nawet jeśli kiedyś ją już widział, nie rozpoznał jej. Długie czarne włosy, prawie takie same jak u Tang... Oh, gdyby tak Tangie złapali i coś jej zrobić chcieli, Rubeus nie powstrzymałby się przed niczym, byleby tylko kruszynę ratować.
- Siedzę w tym porcie cicho, nic nie robie, pare gęb żem widział co mi się bardziej podejrzane niż inne wydały, ale wiesz jak to... W takim porcie to już wszystko podejrzane się zdaje, nie? - nawet szczury. - Jakbyś mnie powiedział co mam patrzeć...? I na kogo...? - zaczął jeszcze, ale ponowne spojrzenie na martwe ciało kobiety rozwiało jego myśli.
Przytaknął na kolejne słowa Tonksa, miał racje. Zostawianie tak ciała, jak domyślał się Hagrid, kogoś kto nie za bardzo z tą całą polityką się zgadzał, nie przystało. Trzeba było zrobić godny pochówek, przynajmniej na tyle godny na ile da się dało. Poinformować rodziny nie było jak, bo i skąd miał wiedzieć czyja to właściwie twarz? Młoda dziewuszka całe życie przed sobą miała, a teraz jej krew kapała na ulice. Ta sama krew za którą ją tu ukrzyżowali. Że też im nie wstyd było... Najdelikatniej jak umiał ściągnął ze ściany ciało kobiety, była dość lekka, po czym owinął je w płaszcz który przed chwilą auror ściągnął z własnego grzbietu. Z zadumą spojrzał ostatni raz na jej twarz. Całe życie przed sobą...
- Eh, Tonksie - pokręcił tylko głową. - Nie tak żem to sobie wyobrażał. Hart we mnie silny, duch też, ale na te okropności to patrzeć tak po prostu nie mogę już - zasmucił się. - Ja wiem, żem świeżaki i pewno wielu takich jak ja już próbowało, ale ręczę Ci... - położył dłoń w miejscu serca, lecz nie dokończył zdania.
Smętny nastrój pogłębiał się z każdym dniem spędzonym w Londynie i ze starego roześmianego chłopa zostawało coraz mniej. Dalej jednak pamiętał swój cel i co go właściwie do tej stolicy przywiało, a za taki cel to mógł się dać nawet pochlastać.
- Mówią, że coś na placu się dziać będzie gdzieś w centrum dziać, że podobno olbrzymy to byle kogo bez powodu nie atakują i, że podobno wojny to już nie ma, bo Ministerstwo to sobie radzi, że tak lepij... - bzdury mówią. - I pa Tonksie jak lepij - uniósł ciało kobiety trochę wyżej. - Słuchaj mnie, ja Ci mogę się dowiedzieć co tam chcesz, ale ja nie wiem co ty chcesz i co mnie robić trzeba. W tym Parszywym to fajno, pani Boyle miła kobita, bardzo porządna, ale... Ale ja tam wiecznie siedzieć nie mogę, bo w końcu mnie z ulicy zgarną. Tacy jak ja nielubiani tu. Podobno żem mieszańcem jest i to plugawym - ha! - Ale co ja Ci mówić będę. Ty to auror porządny, dobre życie pewnie miałeś zanim to wszystko się tu... Eh...
Ręce nie bolały go od trzymania trupa, lekki był, ale coś z nim zrobić należało. Jakby go tak policja z tym złapała to dopiero by było, a podobno więzienie do najlżejszych nie należało. Ostatnie czego Hagrid chciał to się o tym przekonać.
- Psor Dumbledore by nie pozwolił na to... - łezka zakręciła się oku półolbrzyma. - On to dobry czarodziej był, porządny chłop, mądry bardzo. Nawet nie wiem czy żem mu wtedy podziękował, że mnie tak uratował, ale żałuje żem się nie pożegnał i nie powiedział jaki szacunek u mnie miał - na to już szans nie było. - Szpieg ze mnie żaden. Tatko mówił, że kłamać to nie wolno to też się nigdy nie uczyłem, ale... Ale mów mi, jak Wam się tu przydać mogę?



No i idę z tym brzemieniem ku Golgocie
Co ja pieprzę idę przecież w
jasną dal
Rubeus Hagrid
Zawód : robol w porcie
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I should NOT have said that...
OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 41
Genetyka : Półolbrzym

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t8954-rubeus-hagrid https://www.morsmordre.net/t8983-gog https://www.morsmordre.net/t8964-chlop-jak-dab#267986 https://www.morsmordre.net/t8982-skrytka-bankowa-nr-2106 https://www.morsmordre.net/t8963-rubeus-hagrid
Re: Stara kuźnia [odnośnik]20.12.20 22:08
Tonks starannie omijał twarz kobiety wzrokiem. Doświadczenie nauczyło go, że ich twarzy się nie zapomina. Wracają w snach, nawet jeśli są nieznajomymi, nawet jeśli nic nie można było zrobić, nawet jeśli byli jedynie częścią śledztwa. Czasem wywoływał retrospekcje ostatnich zaklęć z ich różdżek, czasem omijał zwłoki szerokim łukiem, puszczając się w pogoń za czarnoksiężnikami, czasem po prostu sprzątał aby przekazać ciała łamaczom klątw i specjalistom z zakresu anatomii. Ale nigdy nie zapominał pustych oczu. Najgorsze były oczy.
-Ja też już nie mogę. - przyznał cicho, choć przy Hagridzie chciał zachować profesjonalizm, demonstrować ducha walki i tak dalej... Miał być dla Rubeusa kontaktem z Zakonu, wzorem, miał bacznie obserwować potencjalnego sojusznika, ale prawda wyglądała tak, że sam rozpadał się w środku. Kawałek po kawałku. Kobieta na murze nie była pierwszą ofiarą tej wojny, przypomniała mu o wszystkich, którym nie potrafił pomóc. O trupach na ulicach podczas Bezksiężycowej Nocy. O martwych dzieciach, zabitych w Surrey przez czarnowłosą zwolenniczkę Czarnego Pana. O własnej mamie.
-Zabili mi matkę. Moja... moja siostra znalazła jej ciało, ale pewnie zostawili by ją... właśnie tak. - szepnął nagle, choć wcale nie planował zwierzać się brodaczowi. Zamrugał, odwrócił głowę. Zaklęcie z jego różdżki zmyło już krew i ohydny napis.
Hagrid trzymał już na rękach ciało, a Tonks nie musiał już patrzeć na jej twarz, zasłoniętą peleryną. Spojrzał na Rubeusa z nagłą wdzięcznością.
-Nie zostawię tak tego, to nie będzie ich miejsce triumfu. - teraz było puste, zniknęła krew, zniknął napis, wyniosą stąd trupa, ale... -Salvio Hexia. - mruknął, odgradzając ślepy zaułek, w którym stali, od reszty ulicy. Nich ich tu teraz nie dostrzeże, więc mogą sobie pozwolić na... -Flagrate. - z różdżki Michaela wydobył się zimny ogień, który zawisł w powietrzu i uformował się w tekst: "NIE POKONACIE NAS TAK ŁATWO. NA POHYBEL MALFOYOWI." Michael chętnie ująłby polityczny manifest w subtelniejsze słowa, ale nie chciał wprost sygnalizować obecności Zakonu. Wolał nadać tekstowi pozory portowego sloganu, wzbudzić w przechodniach nadzieję, że opiekują się nimi nie tylko okazjonalny wysłannicy z Zakonu i Biura Aurorów, co promugolskie dusze w samym porcie. Taki Hagrid chociażby.
-Co ty na to, ujdzie? - zagaił do Hagrida, podziwiając swoje dzieło. -A ją... musimy chyba wrzucić do morza. - dodał cicho, przygryzając wargę. Nie podobał mu się taki pogrzeb, ale jak wydostaną stąd ciało? Musiał przecież wychodzić z Londynu po kryjomu, nie zwracając na siebie podejrzeń.
-Mieszańce nie są plugawe. Równy z ciebie chłopak, panie Hagrid. - uśmiechnął się blado. -Życie miałem... trochę lepsze, kiedyś... - przed śmiercią mamy, przed likantropią -...ale teraz została mi tylko ta wojna. Tylko, rozumiesz? A ty... wszystko przed tobą, a jeśli zaangażujesz się w otwartą walkę to może ci nie zostać nic. Przemyśl to, poobserwuj ile możesz, a jeśli nadal będziesz chciał walczyć - skontaktuję cię z ludźmi, którzy organizują nasze działania. Walczyć trzeba mądrze, skutecznie. - zaproponował. -Co do szpiegowania, potrzebuję informacji o zwolennikach Czarnego Pana i działaniach policji. Jak patrolują port? Gdzie wysłali olbrzymów i dementorów? Ogólne informacje o dzielnicy. A co do konkretów, to najniebezpieczniejsi z nich nazywają się Rycerzami Walpurgii. Jeśli kiedyś zobaczysz na ulicy kogoś w dziwnej masce, to może być ktoś z nich, ktoś ważny. Zaklęcie jednego unieruchomiło mnie kiedyś na tydzień, więc lepiej na nich uważaj. W samym porcie z Czarnym Panem powiązana jest rodzina Goyle, Caelan Goyle to na pewno jego zwolennik. - podzielił się tym, co mógł, bez zdradzania potencjalnie niebezpiecznej wiedzy o Zakonie, a mówiąc Hagridowi o tym, na kogo patrzeć i na co uważać. -Taki postawny, z wąsem, jest tu chyba kapitanem. Spotkałem go kiedyś na patrolu zanim jeszcze się dowiedziałem kogo popiera. - skrzywił się lekko. Nazwisko Goyle'a powiązał z Czarnym Panem dopiero dzięki tablicy w Starej Chacie. -Poza tym wspiera ich sporo arystokratów, ale oni raczej się tu nie kręcą. W każdym razie, przydadzą się nam wszelkie informacje. - zakończył, nieco nerwowo przestępując z nogi na nogę. Opowiadanie Hagridowi o szpiegowaniu było nieco upiorne, gdy ten trzymał na rękach trupa.
-Dumbledore jest pochowany w Dolinie Godryka, zawsze możesz mu podziękować nad grobem, jeśli wierzysz w takie rzeczy. - spróbował uśmiechnąć się blado. -A potem wpaść do mnie, mieszkam niedaleko... tyle że musiałbym cię tam zaprowadzić z opaską na oczach, skoro na stałe jesteś w Londynie to nie mogę zdradzić ci pełnego adresu. Jestem odpowiedzialny za moje siostry. - zaproponował spontanicznie. Dobrze, gdyby Hagrid poznał Justine i Alexandra, a tą pierwszą mógł zastać właśnie u niego. I pokazałby Kerstin prawdziwego półolbrzyma! Nie, żeby Hagrid był jakimś okazem z zoo, ale siostra, jako pielęgniarka, na pewno byłaby zafascynowana jego posturą i wytrzymałością...

rzuty


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Stara kuźnia - Page 3 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Stara kuźnia [odnośnik]24.12.20 21:17
To co mówił auror było smutne, bardzo nawet. Hagridowi w oczach pojawiła się łza na myśl o takim zdarzeniu. Co prawda matula to odeszła sama, a tata w spokoju umarł, nikt go mordować nie chciał, to jednak wczuć i wyobrazić sobie potrafił. Nawet nie wiedział co powiedzieć, wiec mówił prosto z serca to co myślał.
- Ja tak se myślę, Tonksie, że położono Ci na barki wielki ciężar, powiedziano Ci pewno, że żyjesz raz i jedyne masz zadanie w takiej podróży, to je znaczy... jak najdalij zanieść ten przeklęty głaz, cholibka. Mi też kiedyś gadali, że są dla mnie złote góry tylko wcześniej będzie trochu chmur, a co by przebić chmury to wiadoma nasza, metod wiele, ale najprościej to bić głową przecie. Ale to je właśnie świat i trochę piachu w oczy nie szkodzi - wzruszył ramionami.
To co Tonks magią swoją zrobił żeby napis zamazał na chwile rozchmurzył półolbrzyma, dopóki nie przypomniał sobie, że na rękach trzyma trupa kobiety co ją jakieś szumowiny zabiły dla... Właśnie dlaczego? Czy to jakiś pokaz sił miał być, kto tu ważniejszy w tym mieście? Czy im coś złego zrobiła? Źle wyglądała? A może krew nie taka? Każdy powód durny był jak but śmierdzącego menela. Jeszcze im Hagrid kiedyś pokaże, wiedział, że jeszcze się uda...
Nie chciał tej kobiety do wody wrzucać, nie zasłużyła sobie na to żeby tak po prostu już zawsze na dnie bagna spoczywać. Ale Tonks miał rację i to on tu rządził, skoro auror porządny to kim taki Rubeus był by mu coś powiedzieć? Mądrzejszy pewno od niego za sto razy był, taka prawda.
- Nie wiem, Tonksie... No jak chcesz tak będzie, ale może by ją chociaż, nie wiem... - myśli kłębiły się w łepetynie. - O czekaj tu! - wcisnął w ramiona aurora ciało kobiety, nawet nie patrząc czy ten je utrzyma i pobiegł gdzieś za róg.
Przechodząc widział skrzynki, poustawiane równo na śmietniku jednej z okolicznych knajpek, pewno po piwie albo po szynce. Tak na oko to były akurat. Zabrał jedną rozglądając się jeszcze czy nikt go nie widzi, bo niby to śmieć, a czort wiedział czy go o kradzież nie oskarżą zaraz, i wrócił do Tonksa dumny z siebie.
- Chociaż ją w tym schowajmy - otworzył skrzynię. - Nic jej nie zje... - posmutniał uświadamiając sobie, że to faktycznie się może zadziać.
Sam nie będzie działał na własną rękę, Tonks więcej do powiedzenia ma, bo się lepiej zna, co znów udowadniał mówiąc Hagridowi co właściwie w tym Londynie ma robić. Rubeus słuchał uważnie i przytakiwał głową zapamiętując wszystko.
Jak patrolują port, gdzie dementory i olbrzymy, zwolennicy tego całego ciemnego typa, na maski uważać. Pojedyncze hasła powoli układały się w głowie robiąc zgraną całość. Tego Goyla całego nie poznał, widać w Parszywym się wielki pan i władca portu nie pokazywał, a szkoda, bo to knajpa najlepsza na wybrzeżu rzecznym była. Tylko trochę brudna. Postawny i z wąsem to opisywało wielu facetów, ale nazwisko wystarczyło co by rozróżnić jakiegoś.
- Kich arystokratów znowu? Tych co wymyślają, że lepsi od innych są bo wincyj złota mają i krew niby lepszą? Dupy wołowe takie - machnął tylko ręką. - Znałem kiedyś arystokratę, ale to dobry chłopina był. Macmillan, żeśmy razem do szkoły chodzili, potem go jeszcze raz spotkałem czy dwa i tyle, się drogi rozeszły - wzruszył ramionami. - Co się dowiem to Ci listem dam znać czy coś, bo ciężko z Londynu wyjść i wleźć.
O grobie Dumbledore'a nie wiedział, bo i skąd zresztą? W sumie mógł pomyśleć, bo gdzieś przecież chłopina musiał być pochowany... Nie to co ta biedna pani, żeby na dnie wody leżała do końca świata albo zanim ta nie wyparuje albo ją rybki nie zjedzą. Psor Dumbledore na pewno lepszy pochówek miał.
- Pójdę - powiedział krótko. - I to jak najszybciej tam muszę zaleźć, bo kto wie co mnie czeka dalej. Potem mogę podejść jak mnie powiesz gdzie iść.
Gdyby miał kalendarzyk jak te lalusie z Ministerstwa to teraz by go pewnie wyjął i zapisał sobie w nim datę na wycieczkę, ale nie miał ani notesu ani pióra ani nawet za dużych umiejętności w pisaniu, bo i po co?
- Za dwa tygodnie bym poszedł tak od dzisiaj, w Parszywym na koniec miesiąca spokojniej zawsze, jak Ci co im raz w miesiącu płacą, na mamonę czekają. We wtorek za dwa tygodnie bym wpadł.
Gdzieś z chaty przed którą stali dobiegło huczenie i buczenie jakby ktoś jakimiś garnkami w ścianę rzucał, a Hagrid od razu wyprostował plecy i pięści zacisnął jakby bić się trzeba było. Stukanie było miarowe, ktoś albo w środku żelazo kuł albo broń szykował.
- Uciekaj Tonksie, ja to wezmę na siebie, Ty się chowaj, większe zadania masz! - powiedział i powoli zaczął zmierzać w stronę drzwi dalej nasłuchując stukania.



No i idę z tym brzemieniem ku Golgocie
Co ja pieprzę idę przecież w
jasną dal
Rubeus Hagrid
Zawód : robol w porcie
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I should NOT have said that...
OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 41
Genetyka : Półolbrzym

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t8954-rubeus-hagrid https://www.morsmordre.net/t8983-gog https://www.morsmordre.net/t8964-chlop-jak-dab#267986 https://www.morsmordre.net/t8982-skrytka-bankowa-nr-2106 https://www.morsmordre.net/t8963-rubeus-hagrid

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Stara kuźnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach