Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Nadbrzeżna łąka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Nadbrzeżna łąka   17.07.17 2:06

Nadbrzeżna łąka

To bardzo urokliwe miejsce gdzieś na południowym wybrzeżu Anglii, położone z dala od większych skupisk mugoli, dzięki czemu panuje spokój. To wprost idealny zakątek do rodzinnego spędzania czasu, pikników czy aktywności na świeżym powietrzu, zwłaszcza latem, kiedy słonecznych dni jest znacznie więcej. Prawdopodobieństwo napotkania mugola jest bardzo nikłe, ci z jakiegoś powodu nie potrafią znaleźć tego miejsca.
Łąka z pięknym widokiem na plażę i morze jest także lubianym miejscem dla ludzi poszukujących samotności lub natchnienia. Sama plaża jest piaszczysta, a wybrzeże łagodne i bezpieczne, pozbawione zdradliwych miejsc. W wodzie często można spotkać małe, kolorowe rybki i muszelki. Przy odrobinie szczęścia i dobrym oku można wypatrzeć okazy magicznych roślin wodnych, jak skrzeloziele; żeby je rozpoznać należy posiadać biegłość zielarstwa na poziomie co najmniej I. Zwykle rośnie nieco głębiej; żeby wydobyć kawałek należy zanurkować.

ST wydobycia fragmentu skrzeloziela wynosi 60. Do rzutu dodaje się biegłość pływania.
60-70 – porcja skrzeloziela wystarczająca na 10 minut
71-80 – porcja skrzeloziela wystarczająca na 20 minut
81-90 – porcja skrzeloziela wystarczająca na pół godziny
91+ – porcja skrzeloziela wystarczająca na godzinę

Lokacja zawiera kości.


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Szeptucha
27
Czysta
Panna
methinks i see... where? - in my
mind's eyes
0
0
5
30
5
1
5/15
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Nadbrzeżna łąka   02.03.18 2:08

Krążyła nad łąką, jak czarny sztylet błądzący wśród obłoków; czekała na ten moment, dobrze wiedząc, z czym wiązała się dzisiejsza data: czekała na ten moment, wzywając moce, by dopomogły jej przyjaciołom wykonać trudne zadanie. Miejsce wydawało się dziwne, czy bliskie Azkabanowi? Więzienie znajdowało się gdzieś na wyspie - gdzieś za morzem - wypatrywała wśród traw sylwetek Mulciberów lub Deirdre, spodziewając się śmierciożerców - ale jej wronie oko odnalazło kogoś zgoła innego. To nie było proste, dołączyła do Rycerzy Walpurgii nie tak dawno temu i wciąż nie miała okazji spotkać więcej niż połowy zrzeszonych czarodziejów. Ten tutaj - nijak nie wyglądał znajomo, na pierwszy rzut oka zgadzał się jednak z opisem obrażeń, który otrzymała: więc musiał być nim. A co z resztą - gdzie się podziewali? Wiatr kołysał ją w locie, niespokojnie, dziko, z obawą, której nie potrafiła nazwać. Źle śniła tej nocy, czy to zwiastun gorszego? Zapikowała w dół, ku mężczyźnie, przez moment szaleńczo trzepocząc skrzydłami, z których oderwało się czarne piór, leniwie opadające na źdźbła traw. W innych okolicznościach szum pobliskiej wody mógłby się wydać kojący, w tych - był hipnotyczny i jedynie bardziej niepokojący.
Zapikowała w dół, odmieniając się już pół metra nad ziemią, na którą opadła w pośpiechu, natychmiast doskakując ciała rannego - uważnie przyglądając się jego ranom, od czaszki, przez pierś, po brzuch, na kończynach skończywszy. Przysiadła na nogach, podwijając czarne poły spódnicy, luźny rękaw białej koszuli zsunął się z wątłego, bladego ramienia.
- Nie ruszaj się - przestrzegła go wpierw, tonem nieuprzejmym i zdecydowanym, tonem przywykłym przez lata doświadczenia do niesfornych pacjentów. - Przysyła mnie Czarny Pan - Oczywista informacja winna go uspokoić na tyle, by przynajmniej nie przeszkadzał w wykonywanej pracy - nie wiedziała, czego mogła się po nim spodziewać, ale  z natury po czarodziejach spodziewała się wszystkiego, co najgorsze. Na zapoznanie się czas przyjdzie później, teraz - musiała zacząć czym prędzej działać. Zdecydowanie, w najgorszym stanie znajdowała się jego noga.
- Jestem tu, żeby ci pomóc - mówiła dalej, nieco spokojniej, zamierzając aurę spokoju przywołać również ku niemu - wiele wskazywało na to, że adrenalina nie była mu wcale potrzebna. Walczył o nogę, ale nie o życie: wydawało się stabilne. Odsunęła warstwy materiału spodni, odsłaniając przed sobą ognisko rany na łydce  - z wolna wypowiadając formułę zaklęcia: - Fractura Texta - płynnie, z przekonaniem i bez zawahania, robiła to wiele razy, choć rzadko w plenerze. - Słyszysz mnie? - na krótko uniosła ku niemu spojrzenie, prędko powracając nim ku ranom, nie mogła się dekoncentrować. - Muszę wiedzieć, czy jesteś tutaj sam? - Instrukcje były niejasne, zawierały liczbę mnogą, tymczasem: poza tym mężczyzną nie była w stanie dostrzec nikogo więcej. Nie mogła go tutaj zostawić i ruszyć dalej na zwiady, przynajmniej nie w tym momencie i nie w takim stanie. Najpierw - musiała się nim zająć.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Nadbrzeżna łąka   02.03.18 2:08

The member 'Cassandra Vablatsky' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 83

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
organizator smoczych wypraw badawczych
32
Szlachetna
Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

6
35
0
0
0
11
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Nadbrzeżna łąka   02.03.18 14:26

Pierwszym bodźcem, który do niego wrócił, był szum wody.
Tak właściwie nie był nawet pewien, czy kiedykolwiek przestał go słyszeć – był, gdy krążył w nieskończoność po kamiennych korytarzach manufaktury, odbijał się echem od ścian czaszki podczas usilnych prób rozsupłania kolejnych, zagmatwanych zagadek; słyszał go, wypowiadając ostatnią formułę zaklęcia, mającego spętać szalejące zielenią płomienie anomalii, wreszcie: miarowe chlupotanie docierało do niego również i teraz, kiedy leżał bezwładnie na czymś twardym i miękkim jednocześnie, otoczony ciemnością, tak różną od wdzierającego się prosto w umysł, jaskrawozielonego światła.
Wiedział, że coś było nie w porządku; uporczywa świadomość szturchała go niestrudzenie, próbując zmusić do myślenia, ale jego umysł wydawał się mętny i ciemny, jakby szczelnie wypełniony watą. Coś zdawało się też sklejać jego powieki, powstrzymując go przed uniesieniem ich w górę. Był niemalże pewien, że jeżeli to zrobi, zobaczy nad sobą osmalony sufit podziemnej komnaty oraz zlewającą się z niego wodę, która lada moment zacznie gromadzić się na podłodze. Musiał się podnieść, uświadomił sobie; nie może utonąć, musi wstać.
Próba poruszenia stopami przyniosła ze sobą falę obezwładniającego bólu, który – co dotarło do niego z opóźnieniem, tak, jak i wszystko inne – musiał być obecny cały czas, przytłumiony jedynie przez dopiero co powracający do funkcjonowania mózg. Chciał krzyknąć, ale uświadomił sobie, że wstrzymywał oddech; otworzył usta, spodziewając się, że jego płuca natychmiast wypełnią się pyłem z zawalonej manufaktury, jednak zamiast tego poczuł jedynie chłodne, nocne powietrze. Uchylił powieki, dostrzegając granatowe, usiane gwiazdami niebo, które – czy mogło mu się przywidzieć? – przeciął czarny kształt, niosący ze sobą szelest skrzydeł.
Niemal nieobecny, nieuchwytny szmer kroków zmieszał się z szumem wody, sprawiając, że nie był pewien, czy rzeczywiście go usłyszał. Nie mógł jednak nie zauważyć ciemnej, pochylającej się nad nim sylwetki, która zdawała się pojawić tam znikąd. Zerwał się odruchowo, czy może – spróbował to zrobić, chcąc podnieść się do pozycji siedzącej, a prawą ręką automatycznie szukając różdżki, ale jego plany zakłóciły nagłe zawroty głowy, za którymi podążyły mdłości; opadł więc z powrotem na ziemię, pozwalając zmęczonemu umysłowi wychwycić kilka kluczowych słów. Wiedział, kim była Cassandra, choć nigdy wcześniej nie miał okazji spotkać jej osobiście. Chyba, tak sądził – myślom ciężko było przebić się przez nachodzące na siebie fale cierpienia, coś działo się z jego nogami; nie miał jednak odwagi, żeby spojrzeć w tamtym kierunku, dopiero teraz przypominając sobie zbijającą się na środku pomieszczenia magię oraz siłę, która odrzuciła go do tyłu, prosto na kamienne kominki.
Nie zaprotestował, gdy skierowała różdżkę na jego łydkę, głównie dlatego, że nie miał siły tego zrobić; formuła zaklęcia była nieznajoma, wywołała za to kolejną porcję obezwładniającego bólu, tym razem bardziej skoncentrowanego i przeszywającego na wskroś; wrzasnął, jego własny, zachrypnięty głos rozniósł się echem po wodzie.
Słyszysz mnie?
Słyszał; zacisnął zęby, ale nie odszukał jej spojrzeniem, wbijając je uparcie w niebo nad sobą. Jeszcze do niedawna zrobiłby wszystko, żeby je zobaczyć; obecnie zatęchłe podziemia fabryki kominków wydawały mu się bardziej gościnne. – Tak – wychrypiał, starając się zrozumieć, o co pytała. Czy był tutaj sam? Oczywiście, że nie, przecież znajdowała się tuż obok; kilka długich sekund zajęło mu zrozumienie, że to nie siebie miała na myśli. – Nie wiem – odpowiedział szczerze, nie mając pojęcia, ani gdzie było owo tutaj, ani co stało się z Marianną, Rhysandem, Cassiusem i Yvette. – Rozdzielono nas jakiś czas temu. – Nie wiedział, jaki; stracił poczucie upływających godzin zupełnie, niepewny, czy minęło kilkanaście minut, czy kilka dni. Jego własny stan był kiepskim drogowskazem.
Opuścił wzrok, po raz pierwszy ośmielając spojrzeć wprost na czarownicę. Pytanie, które musiał zadać, a którego zadać nie chciał, zatańczyło przez chwilę na jego wargach, zanim rozbrzmiało w nocnym powietrzu. – Co się stało?Ktoś przecież na pewno wiedział.




and to a place I come
where nothing shines


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Szeptucha
27
Czysta
Panna
methinks i see... where? - in my
mind's eyes
0
0
5
30
5
1
5/15
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Nadbrzeżna łąka   03.03.18 21:35

[Obrażenia: oparzenia (25), cięte (30), obtłuczenia (96, zmiażdżenie prawej łydki i lewego śródstopia), Fractura texta wyleczyło: 10+29+5=44]

Obserwowała bladą mgiełkę wynurzającą się z krańca różdżki, która leniwie otulała łydkę czarodzieja, obserwowała uważnie taniec kości pod wybrzuszeniami naciągniętej, zakrwawionej skóry, kładąc lewą dłoń na biodrze mężczyzny w uspokajającym geście - wiedziała, że to zaklęcie jedynie potęgowało ból. Ale musiał przez to przejść, jeśli chciał zostać ocalony. A nawet, jeśli nie chciał - Czarny Pan zamierzał zachować go żywego. Wrzask spłoszył ptaki z okolicznych drzew, ale czarownica nie drgnęła - była przyzwyczajona do naturalnych reakcji pacjentów, a ten mężczyzna wiele dzisiaj przecierpiał. Kim był? Strój szyty na miarę, szlachetne rysy, porządne buty - przypominał jednego z potomków najdawniejszych rodzin - wielu z nich stało po słusznej stronie, przepełniając ją pewnością, że nie mogli tej wojny przegrać.
Nie dotknęła jego nogi, pewna, że zaklęcie zadziałało poprawnie, kość wciąż otaczała masa sińców i krwiaków, których poruszenie wywołałoby u czarodzieja kolejne spazmy bólu. Przeniosła spojrzenie dalej, na wyraźnie zniszczone obuwie, ze strzępów których wypływały strużki krwi, ostrożnie przesunęła się niżej, by móc swobodnie ściągnąć but z jego stopy. A stopa - wyglądała dramatycznie, nie lepiej niż noga. Miał szczęście, że go znalazła  - mógł by stracić tę nogę na zawsze. Ale teraz - był już pod dobrą opieką. Najlepszą, powtarzała w myślach, może dodając sobie sił, a może zaklinając rzeczywistość wiedząc, że nie może sobie pozwolić na popełnienie błędu. To pierwszy taki dzień - dzień, w którym naprawdę oczekiwano od niej działania. Nie zamierzała nikogo zawieźć, postanowiła sobie, że zdoła udowodnić swoją wartość - którą niewątpliwie sobą prezentowała. Od pewnego czasu zaczęła pojmować już potęgę tego, którego imienia nie wypowiadano, jeśli tylko miała szansę zyskać jego protekcję, zrobi wszystko, by tak się stało.
Odpowiadał - odpowiadał trzeźwo - nie tylko był z nim kontakt, ale i najwyraźniej nie zaznał większych obrażeń głowy. Jak na jego stan wypowiadane przezeń słowa wydawały się niezwykle jasne. Miał świadomość siebie - nie wpadał w panikę, nie wydawał się agresywny, rozumiał, kim była ona. Psychika bez zmian. Prawdopodobnie - nie wiedział, gdzie byli jego kompani. Skrzywiła się lekko, miało to sens, zważywszy na to, że znajdował się daleko od każdego z docelowych miejsc rycerskich wypraw. Kiedy tylko przywróci go do stabilności, winna się upewnić, że nikogo nie pominęła. Rozdzielono ich: niedobrze, jednak to pytanie Notta sprawiło, że czarownica zmarszczyła brew, nie rozumiejąc zagadki.
- Miałam nadzieję, że dowiem się od ciebie - wyznała zgodnie z prawdą, ostrożnie, wolnym ruchem dłoni odkładając na bok strzępy skórzanego buta domniemanego arystokraty. - Nie jesteśmy ani w Londynie, ani w Albury, ani w pobliżu wyspy Azkabanu - wyjaśniła cierpliwie, powoli układając głoski w słowa, tak, by mógł każde z nich rozszyfrować - zmęczenie, przejmujący ból i upływ krwi z pewnością nie ułatwiały mu koncentracji, nawet na zwykłej rozmowie. Nie miała pojęcia, w które z tych miejsc tak naprawdę zmierzał on - dopiero odnajdywała się w zadaniach i celach organizacji, a także wśród personaliów i nazwisk tych, którzy jemu służyli. - Z kim cię rozdzielono? - Był z tobą Mulciber? Pytanie nie wybrzmiało na głos, choć cisnęło się na język - nie miała żadnych wiadomości od Rasmeya. Ani o nim. Samobójcza misja nie mogła skończyć się dobrze, ale ostatecznie nie widziała we śnie jego śmierci. Innych też nie. Uchwyciła jego spojrzenie, wzrok zmęczonych, nieobecnych oczu, które zniosły dziś więcej, niż powinny.
- Miałam nadzieję, że ty mi powiesz - odparła zgodnie z prawdą, nie zaprzestając jednak swojej pracy - nie musiała przyglądać się stopie długo, by dostrzec jej mankamenty, została zmiażdżona - być może tym samym, co łydka. Skierowała ku niej różdżkę, ponawiając formułę zaklęcia:
- Fractura texta - dokładnie, ostrożnie, ale tonem, który nie pozostawiał miejsca na zawahanie. - Nazywam się Cassandra - kontynuowała, bardziej chcąc zachować kontakt i upewnić się, czy czarodziej na pewno nie miał problemów z psychiką, niż czując faktyczną chęć przedstawienia się. - Wybacz, to może znowu nieco zaboleć - przestrzegła, dostrzegając krystalizującą się mgiełkę. Miała nadzieję, ze wystarczająco mocną, by ponowić zyskany wcześniej efekt.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Nadbrzeżna łąka   03.03.18 21:35

The member 'Cassandra Vablatsky' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 14

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
organizator smoczych wypraw badawczych
32
Szlachetna
Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

6
35
0
0
0
11
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Nadbrzeżna łąka   11.03.18 22:09

Jego świadomość wymykała się i powracała ponownie, jak ciemne, obmywające niedaleki brzeg fale. Miał wrażenie, że to samo działo się z przytomnością umysłu, z poszarpanymi, rozdrobnionymi strzępkami myśli; choć próbował, nie potrafił skupić się nawet na najprostszych kwestiach, bez najmniejszego trudu rozsypywanych w puch uderzeniami wszechobecnego bólu. Z którym walczył i przegrywał; chociaż w głębi ducha wiedział doskonale, że nachylająca się nad nim czarownica była tutaj, żeby mu pomóc, choć mgliście rozpoznawał już wypełniający powietrze, krystalizujący się zapach leczniczej magii, nie potrafił całkowicie odepchnąć pojawiających się od czasu do czasu, irracjonalnych impulsów, które namawiały go do ataku, do odskoczenia, to zniwelowania czyhającego w cieniu zagrożenia. Rozpoznawał te instynkty, mimo że do tej pory nie dotykały go personalnie; widział jednak w życiu wystarczająco dużo zranionych i przestraszonych zwierząt, żeby wiedzieć, że w obliczu cierpienia i stresu były w stanie dotkliwie pogryźć ręce, próbujące je uratować. Nie chciał zachowywać się w ten sposób, przez dłuższy moment znów więc milczał, skupiając swoją uwagę jedynie na bezruchu, kurczowo zaciskając palce na wilgotnych źdźbłach ostrej trawy.
Spokojne sylaby, składające się na słowo Albury, były tym, co ponownie przywróciło go do zdrowych zmysłów, ściągając dryfujący gdzieś umysł na ziemię. Przez moment nie odpowiadał, nie potrafiąc oderwać uwagi od tego, co działo się na wysokości jego stopy, zaciskając zęby tak mocno, że miał wrażenie, że się skruszą; jednocześnie bez skutku próbował odzyskać resztę zdania, wypowiedzianego przez Cassandrę, ale wyrazy składały się w całość nieznośnie wolno. Wreszcie zadowolił się jedynie słabo zarysowanym sensem, który dołożył do niekompletnej układanki kolejny element, ale w żaden sposób nie przyczynił się do wyjaśnienia znaczenia całości. – Byliśmy w Albury – powiedział cicho, głosem zbyt głuchym, by mógł przebić się ponad najniższe tony. Z nienaturalnie spotęgowanym wysiłkiem uniósł dłoń do twarzy, żeby przetrzeć nieokreśloną warstwę czegoś, co powlekało pole jego widzenia białawą mgiełką, ale ta okazała się nienamacalna, niemożliwa do usunięcia. – Z Blythe i Nottem jeszcze na początku, przysypał ich walący się dom – mówił dalej, mając wrażenie, że opowiada historię kogoś innego, nie swoją własną; tak, jakby wspomnienia ostatniego wieczoru nie należały wcale do niego, nie dotykały go osobiście, a on był jedynie gościem, oglądającym je poprzez ciecz, wirującą mgliście w myślodsiewni. Chyba nie żyją, chciał dodać, ale słowa zagubiły się gdzieś po drodze, nie przeciskając się przez tkwiącą w jego gardle gulę. Zamiast tego pociągnął własne myśli dalej, przez porwany krajobraz cierpienia i kłębiącej się w brudnej wodzie porażki, połyskujący zielonkawo pod na wpół przymkniętymi powiekami. – Później z Goshawk i Crouchem, zaraz po wejściu do manufaktury. Żadne z nich nie dotarło do komnaty z anomalią. – Miał wrażenie, że jego własna mowa go zawodziła, brzmiąc krystalicznie czysto we wnętrzu czaszki, ale na zewnątrz wydostając się w postaci urywanych sylab, stłumionych dźwięków; zupełnie, jakby był pijany, albo jakby jego usta wypełniała ta sama wata, która utrudniała formowanie spójnych myśli. – Nie wiem, ile czasu minęło – dodał, nieświadomie wstawiając znak zapytania na końcu zdania; nie wiedział też, co właściwie miało miejsce w samym pomieszczeniu, przekonany, że jego wspomnieniom brakowało kluczowego fragmentu, być może wypalonego stamtąd przez niespodziewany wybuch. Sięganie pamięcią do tego momentu przypominało frustrującą próbę podrapania się po miejscu, którego nie było się w stanie dosięgnąć, a które przypominało o sobie uporczywym swędzeniem. Nadal nie miał pojęcia, jaka siła wyciągnęła go z walących się podziemi i rzuciła tutaj – gdziekolwiek owo tutaj było.
Tym razem formuła zaklęcia zabrzmiała już w jego uszach znajomo, odruchowo przygotowując go na kolejną falę bólu, która jednak nie nadeszła; wypuścił ze świstem powietrze z płuc, niepewny, czy powinien się z tego cieszyć, czy niepokoić, i decydując nie robić żadnej z tych rzeczy. – Percival – odpowiedział; okoliczności wydawały się dziwne i niesprzyjające wymianie uprzejmości, ale tym również nie miał siły się przejmować.
Podjął kolejną próbę dźwignięcia się do pozycji siedzącej, tym razem spodziewając się przytłaczającej fali zawrotów głowy i tym mocniej wspierając się na opartych o ziemię rękach. Coś mu mówiło, że nie mógł pozwolić sobie na bezczynne leżenie; przekonanie, które przyćmiewało zdrowy rozsądek i sensowną ocenę własnej sytuacji. – Muszę tam wrócić – powiedział, kompletnie nieświadomy, że brzmi jak mamroczący szaleniec. – Muszę sprawdzić... – Zdanie nie miało kontynuacji; urwało się w połowie, zupełnie tak samo, jak urwała się tworząca je myśl, zatopiona kolejnym przypływem nagłego osłabienia. Nienawidził być bezsilny.




and to a place I come
where nothing shines


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Szeptucha
27
Czysta
Panna
methinks i see... where? - in my
mind's eyes
0
0
5
30
5
1
5/15
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Nadbrzeżna łąka   12.03.18 21:08

[Obrażenia: oparzenia (25), cięte (30), obtłuczenia (96, zmiażdżenie prawej łydki i lewego śródstopia), Fractura texta wyleczyło: 10+29+5=44]

- Zaraza - zaklęła cicho, kiedy zaklęcie nie odniosło oczekiwanego skutku; czarownica ujęła mocniej różdżkę, ze ściągniętą brwią przyglądając się zmiażdżonej stopie - nie miała wątpliwości, że została złamana i to złamana poważnie, nie miała czasu na pomyłki. Być może to nerwy rozpraszały jej koncentrację, nie tylko wywoływane pierwszym zadaniem wykonywanym pod protekcją złego pana, który nie wybaczał błędów - ale może przede wszystkim dlatego, że poruszała się po omacku, bez informacji, bez wieści, bez pewności: czy uczestnicy samobójczej wyprawy wciąż żyją. Percival - jak się przedstawił - nie tylko był sam, jego ciało wyglądało dramatycznie. Ale brał udział w szturmie na Albury, nie na Azkaban, nie dowie się od niego niczego o Mulciberze - może to źle, a może dobrze, a może mieli jeszcze mniej czasu, niż jej się wydawało. Zawiedli, była tego pewna - żadne z nich nie dotarł do celu, żadne oprócz Percivala. Ilu ich było - czwórka? A to dopiero początek, od pozostałych dwóch grup wciąż nie mieli żadnych wieści. Niemrawo poprawiła czarną chustę na włosach, szczelne upięcie włosów zawsze zapobiegało dostaniu się ich do ran pacjentów, czuła bicie serca, coraz szybciej pulsujące żyły na skroniach, ale musiała zachować zimną krew: i doprowadzić powierzone jej sprawy do porządku. Najlepiej, jak potrafi.
- Spokojnie - szepnęła, bo choć w słowach Percivala nie czaiło się nic, co mogłoby świadczyć o niepokoju, to zmęczony ton jego głosu zdradzał, że jego ciało powoli opuszczała adrenalina. Martwi kompani nie mogli poprawić jego stanu, a Nott musiał przynajmniej trochę stanąć na nogi zanim załamie się także psychicznie. A może wypowiadała te słowa bardziej do siebie, zaklinając sprzeciwiającą się jej rzeczywistość i swoje umiejętności. - Znajdziemy ich - dodała, choć nie mogła wiedzieć, czy w ogóle był sens szukać - wątpiła w to. Jeśli zgubili się w trakcie podróży, mogli być dosłownie wszędzie, a ona nie wiedziała nawet, co wydarzyło się w Albury. Czarny Pan odnalazł Percivala - kawał drogi od miasteczka, swoją drogą - jeśli istnieje szansa, że pozostali żyją, odnajdzie również ich. - Jak się tu dostałeś? - zwróciła się do niego, na krótko obrzucając jego pobladłą twarz niepewnym spojrzeniem. To było ważne - mogło mieć wpływ na rany. - Jesteśmy w Kornwalii - dodała tonem wyjaśnienia, a może podpowiedzi, zbyt daleko; musiał się teleportować, jeśli o własnych siłach, to istniała możliwość, że w którymś miejscu był jeszcze rozszczepiony - musiała to sprawdzić, kiedy tylko skonczy z tym, co na ten moment wydawało się najbardziej priorytetowe. Krew dawno przesiąkłaby przez jego ubranie, gdyby miał pod nim poważniejsze rany.
- Niedużo - nie mogła wiedzieć, o której wyruszyli, nie była zaznajomiona z planami, nie mogła wiedzieć, która dokładnie godzina była w tym momencie - wiedziała tylko tyle, że było już późno. Ale wystarczająco wcześnie, by zdążyć. - Jesteście pierwsi - musieli zdążyć przed śmierciożercami i to było najważniejsze - ten plan z pewnością się powiódł. Oby skutecznie. - Co z anomalią? - Powinna dać mu odpocząć, nie bombardować gradem pytań, profesjonalnie zachować milczenie i pozwolić mu zebrać siły, powinna, bynajmniej nie robiła tego dlatego, ze profesjonalistką w rzeczy samej nie była - z niezrozumiałych dla siebie samej powodów chciała wiedzieć wszystko, co wiedzieć mogła, o bezpieczeństwie wyprawy do Azkabanu. Dostrzegając jego ruch, próbę uniesienia się, natychmiast położyła dłoń na jego piersi, przecząco kręcąc głową. Był rosłym mężczyzną, zapewne w żadnej innej sytuacji nie zdołałaby tego uczynić, a i teraz nie mogła mieć pewności, czy zdoła go zatrzymać z powodzeniem, ale Percival był bardzo osłabiony.
- Wstrzymaj się z tym - właściwie nie prosiła, uzdrowiciele nie byli przyzwyczajeni do wydawania próśb, tylko poleceń - jej głos brzmiał, jakby nie miała zamiaru napotkać się ze sprzeciwem. - Musisz oszczędzać siły - dodała, wbrew sobie, bo przecież sama zmuszała go do wysilania umysłu - musisz też ozdrowieć i to jedyne, co musisz w tym momencie. Na nic się tam teraz nie przydasz, chyba, że szukają przynęty - wyjątkowo wolnej, bo nie jesteś w stanie nawet chodzić. - Gorzka prawda, nawet gdyby dotarł do kompanów, był zwyczajnie zbyt słaby, żeby im pomóc. Mężczyźni z pewnych rzeczy bardzo często nie zdawali sobie sprawy. - Uważaj, muszę to zrobić jeszcze raz - dodała, przerywając rozmowę i koncentrując się na krążącej w żyłach magii: formuła zaklęcia nie była trudna, nawet w polowych warunkach mogła po nią sięgnąć bez trudu. Wierzyła w to. - Fractura texta - mruknęła, ponawiając zaklęcie i kierując kraniec różdżki ku stopie czarodzieja.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Nadbrzeżna łąka   12.03.18 21:08

The member 'Cassandra Vablatsky' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 29

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
organizator smoczych wypraw badawczych
32
Szlachetna
Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

6
35
0
0
0
11
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Nadbrzeżna łąka   18.03.18 12:29

W miarę, jak opuszczało go poczucie zagrożenia – dziwne, przywykł do niego już tak bardzo, że wydawało mu się stanem niemal naturalnym – jego umysł zaczął dopuszczać do siebie nowe myśli, niekoniecznie związane z utrzymaniem organizmu przy życiu, choć wciąż krążące wokół przeklętego wieczoru. Wspomnienia wracały do niego w odwróconej kolejności, zielone płomienie na środku komnaty, lodowata woda, kąsająca jego klatkę piersiową, drżąca w posadach manufaktura, czujne portrety na ścianach, kominkowy pył w gardle, Bryat, wiszący do góry nogami przed metalową bramą; ściana ognia, bahanki, oszalały mugol, krzyczący coś o wiatrawce. A może to była wiatrówka?
Popatrzył na Cassandrę nieprzytomnie, spojrzeniem kompletnie bez wyrazu, jakby nie do końca rozumiał, co do niego mówiła, ani dlaczego nakazywała mu spokój w sytuacji, w której należało działać; nienawidził niewiedzy, nie znosił nie pamiętać, puste miejsca w obrazie, który powinien znajdować się w nienaruszalnej całości, sprawiały mu ból niemal namacalny. Nie tak intensywny co prawda, jak ten, który szarpał jego stopą, ale bardziej trwały, przytępiony, odczuwany na jakimś fantomowym, podświadomym poziomie. – Czy ktoś ich szuka? – zapytał przez zaciśnięte zęby, dręczony świadomością, której istnienie nie miało żadnego związku ze sprawą, ale i tak wywoływało nieprzyjemne wrażenie deja vu. Czy nie tak właśnie umarł Julius, pozostawiony na śmierć przez Lestrange’a? Nienawidził go za to tak długo, że stracił już rachubę, a teraz podążał dokładnie jego śladami, ba – zrobił to już przy domu szefa manufaktury, nie podejmując nawet próby wydostania Yvette i Cassiusa spod gruzów, zagłuszając wyrzuty sumienia koniecznością wykonania rozkazu.
Kolejne pytania zaczynały go drażnić, choć zdawał sobie sprawę, że winą nie należało obarczać Cassandry; ona również chciała zrozumieć, nie wiedząc jeszcze, że Percival nie był w stanie jej w tym pomóc. – Nie wiem – powtórzył po raz kolejny, podejrzewał, że się teleportował, ale nie pamiętał podejmowania takiej próby; być może przeniosła go anomalia, może zadziałała magia kominków, może osoby trzecie – nie miał pojęcia i nie wiedział, dlaczego w ogóle miało to znaczenie. Jeżeli chodziło o niego, to mógłby przylecieć tutaj na skrzydłach rogogona węgierskiego i raczej nie sprawiłoby mu to większej różnicy.
Coś tknęło go w tył głowy, myśl, którą szybko uchwycił. Jak Cassandrze udało jej się go odnaleźć, skoro znajdował się całe kilometry od Albury? – On powiedział ci, gdzie mnie szukać? – zapytał, tak naprawdę znając odpowiedź na to pytanie, zanim jeszcze opuściło jego usta. Musiało tak być, nie było innego wyjaśnienia; a jeżeli tak, to zlokalizowanie reszty również musiało być możliwe.
Przymknął na moment powieki, unosząc wolną dłoń i pocierając je powoli, starając się posegregować w jakiś sposób wszystko, co wiedział i czego tylko się domyślał. Jeżeli byli pierwsi, to albo musiało minąć mniej czasu, niż się spodziewał, albo innym poszło jeszcze gorzej niż im; ta perspektywa sprawiła, że wzdrygnął się odruchowo. Czarny Pan nie wybaczyłby im takiego zawodu.
Opuścił rękę, znów przenosząc na nią wzrok. – Nie wiem – odpowiedział, brzmiąc już trochę jak zdarta, popsuta płyta. – Coś się stało, gdy spróbowałem ujarzmić anomalię, przez chwilę zdawała się mnie słuchać, ale zaraz potem odrzuciło mnie do tyłu i obudziłem się tutaj – wyjaśnił, tak naprawdę nie wyjaśniając niczego.
Lekki dotyk kobiecej dłoni nie powinien był go zatrzymać, ale z jakiegoś powodu znieruchomiał odruchowo, po chwili posłusznie opadając z powrotem na ziemię. Być może chodziło o dziwną stanowczość, którą podszyty był ton Cassandry, być może zwyczajnie nie miał sił na prowadzenie z nią sporów; wypuścił więc tylko ze zniecierpliwieniem powietrze z płuc, tylko połowicznie świadomy, że zachowuje się odrobinę jak kapryszące dziecko. Jedyną rzeczą, której nie znosił bardziej od własnej bezużyteczności, było słuchanie, jak ktoś mu tę bezużyteczność wypomina, nawet jeżeli kobieta tylko wykładała przed nim suche, oczywiste fakty. – W porządku – odpowiedział, nie tyle zgadzając się z tym, co powiedziała, co przyjmując do wiadomości nadejście kolejnej fali bólu. Zacisnął dłonie w pięści i po raz kolejny zagryzł z całej siły zęby, próbując nie krzyczeć, gdy kości w jego śródstopiu rozgrzały się do czerwoności, zamieniając się na chwilę w płynny, spalający nerwy ogień.




and to a place I come
where nothing shines


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Szeptucha
27
Czysta
Panna
methinks i see... where? - in my
mind's eyes
0
0
5
30
5
1
5/15
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Nadbrzeżna łąka   18.03.18 13:03

[Obrażenia: oparzenia (25), cięte (30), obtłuczenia (57, zmiażdżenie prawej łydki i lewego śródstopia), Fractura texta wyleczyło: 10+29=39]

Wyczuwalne w mięśniach napięcie mogło ją przygotować na sprzeciw mężczyzny, zryw, zgodny z wiarą, że siła sprawcza leży jeszcze w jego rękach - ale nie leżała. Póki nie opatrzy w pełni jego ran nie był w stanie dostać się do swoich towarzyszy, choć po prawdzie mogłoby to być niemożliwe nawet wtedy, gdyby był w pełni zdrowia. Wziął się tutaj znikąd, zapewne na skutek działania nieokiełznanej anomalii, ale co z pozostałymi? Nie doszli do komnaty - więc wciąż mogli być gdzieś w Albury, mogli, ale nie musieli. Czarny Pan zatroszczył się o ratunek dla Percivala, nie wiedziała, czy wysłał kogoś również do pozostałych, czy zdecydował się ich ukarać za źle wykonane zadanie, ale ona - miała zamiar skoncentrować się na własnym i doprowadzić Notta do porządku i stanu, w którym będzie w stanie przedstawić ich przywódcy swoją opowieść. Ciche nie wiem, które padło z jego ust, było dość wymowne, by wycofała się od kolejnych pytań, na które w większości on i tak albo nie znał odpowiedzi albo nie potrafił odnaleźć ich w pamięci. Jego stan był już stabilny, nie potrzebowała go trzeźwego.
- Na pewno - odparła machinalnie, nieco go zbywając, nie poświęcając tej kwestii większej uwagi. Robiła tylko to, co do niej należało, nie wychylała się, nie znając ani nie potrafiąc przewidzieć woli wielkiego czarnoksiężnika, którego dopiero poznawała. Jego zamiary wydawały się nieoczywiste, a wymagania wysokie, mógł mieć wobec tych czarodziejów różne plany. A ona - musiała uwinąć się ze wszystkim szybko, pozostałe grupy powinny dać o sobie znać lada moment, musiała być gotowa. Żałowała, że nie miała pod ręką maści ani eliksirów, mogła je wziąć, nim opuściła lecznicę - za drugim razem przygotuje się lepiej. - Tak - dodała równie szybko, nie umknęło jej uwadze, że Percival także unikał wypowiedzenia jego imienia, choć z pewnością służył mu znacznie dłużej niż ona - nie wiedziała, czy dłużej niż Mulciberowie. Szacunek, jakim darzyli go bliscy mu czarodzieje budował respekt również u niej. - Przeniósł mnie tutaj, ale znalazłam tylko ciebie - Nie powiedział jej, kogo miała tutaj szukać, ani ilu czarodziejów spotkać - udało jej się dostać tylko do Notta. Spatroluje okolicę jeszcze raz, kiedy z nim skończy - dlatego tak ważne było dla niej, czy istniała szansa na to, by towarzyszył mu tutaj ktoś jeszcze.
Ale opowieść brzmiała przerażająco: przerażająco o tyle, że Percival najprawdopodobniej nie zdołał ujarzmić siły, po którą się tam udali. Nic dziwnego, jeśli stanął z nią twarzą w twarz - sam. Niedobrze, to od nich zależało powodzenie misji w Azkabanie - i życie czarodzieja, którego miała nadzieję zaraz zobaczyć. Widziała przecież działanie anomalii, również próbowała ją ujarzmić, mniejszą, zwykłą, w prosektorium świętego Munga, ale widziała jej zachowanie. Wybuch oznaczał porażkę  - czy zawsze? Tego już wiedzieć nie mogła.
Zaklęcie zadziałało, przyglądała się uważnie wiązce światła i ruszających się pod skórą kości; dopiero kiedy ruch ustał, przytknęła do nich dłoń, mimo otaczających je krwiaków i potłuczeń, próbując wyczuć stabilność budowy nogi. Wyglądało na to, że była uratowana - Percival ją zachowa. - Najgorsze za nami - powiadomiła go i choć wydała się nie zwrócić uwagi na jego zrezygnowany powrót do pozycji leżącej, to rada była, że to uczynił - siłowanie się z nim, choćby na słowa, nie doprowadziłyby ich do niczego dobrego. - Nie będzie więcej bólu - pozostałe zaklęcia, jakimi miała go uraczyć, mogły już tylko przynieść ulgę. - Twoja noga jest poskładana - mruknęła, chwytając różdżkę w zęby by rozłożyć mocniej materiał podartej nogawki, musiała dostać się do potłuczeń - wydawały się poważne. Szczątki zmiażdżonej nogi wciąż mogły się w niej pałętać.
- Episkey Maxima - wyartykułowała ostrożnie, przytknąwszy kraniec różdżki do najbardziej sinej części nogi.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Nadbrzeżna łąka   18.03.18 13:03

The member 'Cassandra Vablatsky' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 70

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
organizator smoczych wypraw badawczych
32
Szlachetna
Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

6
35
0
0
0
11
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Nadbrzeżna łąka   18.03.18 17:52

Nienawidził znajdować się w pozycji ofiary, nie znosił być tym, który potrzebuje pomocy – przyznawanie, nawet samemu przed sobą, że był zbyt słaby, żeby poradzić sobie samodzielnie, budziło w nim odruchową złość i bunt, miał jednak na tyle instynktu samozachowawczego, żeby nie odrzucać medycznych umiejętności Cassandry. Nie to, żeby miał jakiś wybór, jeżeli jej zadaniem było przywrócenie go do stanu używalności, to podejrzewał, że zrobiłaby to bez zwracania uwagi na jego protesty, nawet jeżeli musiałaby go w tym celu obezwładnić. Zapewne udałoby jej się to bez problemu, naprawdę był w złym stanie – dostrzegał to coraz wyraźniej; ilość wysiłku, jakiej wymagała prosta zmiana pozycji czy uniesienie dłoni, wydawała się na tyle irracjonalna, by wnioskować, że i magia odmówiłaby mu posłuszeństwa. To odkrycie wcale nie poprawiło mu nastroju.
Nie zrobiła tego również odpowiedź Cassandry. Na pewno zamiast zwyczajnego tak oznaczało, że nie wiedziała – chciała jedynie, żeby przestał drążyć temat i pozwolił jej pracować. Usłuchał, milcząc i skupiając się na własnym myślowym kołowrotku, spychającym go coraz niżej i niżej w objęcia palącego przerażenia. Jeżeli rzeczywiście zawiedli i nie udało im się spowolnić pościgu za śmierciożercami i rycerzami w Azkabanie, jeżeli ze względu na ich opieszałość i tamten plan spali na panewce… Pokręcił głową, jakby chcąc odpędzić od siebie natrętne myśli i płacąc za ten gwałtowny ruch obezwładniającą falą zawrotów głowy. Zaklął pod nosem, mrucząc do siebie słowa wulgarne i nieprzystające jego pozycji, których z oczywistych względów nie nauczył się na salonach.
Kątem oka obserwował jej twarz, gdy pracowała, ze skupieniem przyglądając się czemuś, czego ze względu na pozycję leżącą, nie mógł zobaczyć; fala bólu, spowodowana zaklęciem, powoli się rozpływała, przywracając mu jasność myślenia, ale i tak nie udało mu się powstrzymać cichego parsknięcia, wyrywającego się spomiędzy jego warg w odpowiedzi na jej słowa zapewnienia. Nie wierzył, że najgorsze było już za nimi – może i tak, jeżeli chodziło o nogę, choć na swoje własne szczęście nie wiedział, jak blisko jej utraty znalazł się ledwie przed momentem. Ale jeżeli miał ufać swojemu przeczuciu, a zazwyczaj mu ufał (czasami ku zgubie, częściej z powodzeniem), to najgorsze miało dopiero nadejść.
Milczał jeszcze przez chwilę, zanim zdecydował się odezwać ponownie. – Dziękuję – powiedział cicho, ale pewnie, trzeźwiej niż wcześniej; chociaż jego psychika wciąż znajdowała się w miejscu dalekim od równowagi, to nawet szaro-brunatna mieszanina obaw i emocji nie była w stanie przyćmić wyraźnej oczywistości: gdyby go nie znalazła, gdyby nie zareagowała tak szybko, ta noc skończyłaby się dla niego wyjątkowo tragicznie.




and to a place I come
where nothing shines


Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Szeptucha
27
Czysta
Panna
methinks i see... where? - in my
mind's eyes
0
0
5
30
5
1
5/15
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Nadbrzeżna łąka   18.03.18 19:34

[Obrażenia: oparzenia (25), cięte (30), obtłuczenia (18); Episkey maxima wyleczyło: 10+29=39]

Wiązanka przekleństw, która wymknęła się z ust Percivala, nie uczyniła na niej większego wrażenia - była niecodzienna jak na syna Nottów, z pewnością, ale jak na standardy jej świata wydawała się jednak całkiem codzienna, nawet, jeśli słyszała tylko co drugie lub co trzecie wypowiadane słowo. Spiorunowała go spojrzeniem, słysząc parsknięcie, lecz nie dała oderwać się od pracy na długo - jedynie skinąwszy głową na krótkie podziękowania. Nie były jej potrzebne, każdy prędzej czy później uświadamiał sobie, komu zawdzięczał życie - a bycie panią losu nawet jej się podobało. Nie podjęła już dalszej rozmowy, zostawiając nogę - wydawała się doprowadzona do względnego porządku, choć później jeszcze będzie musiała do niej wrócić; krwiaki nie wydawały się już groźne, ale zamierzała je jeszcze podleczyć. Jej zaklęcie wydało się działać dobrze, może nie perfekcyjnie, zawsze wymagała od siebie najwięcej, ile jest w stanie dać, ale z całą pewnością ulżyło mu w bólu. Błękitno-zielone przebarwienia zbladły, w większości znikając ze skóry. Noga jak nowa - była z siebie dumna, nie zajęło jej to wcale tak długo, jakby mogło.  
Uniosła wzrok wyżej - ku jego twarzy, wypalona brew na twarzy z całą pewnością wywoływała dokuczliwy ból. Poderwała się z miejsca, obchodząc jego leżące ciało i przysiadła przy jego głowie, od góry, zaczesując w tył opadające na czoło włosy. Położyła lewą dłoń na jego - również lewym - policzku, przytknąwszy kraniec różdżki do największego ogniska poparzenia, na skroni obok wypalonej brwi.
- Cauma Sanavi Maxima - szepnęła inkantację kolejnego zaklęcia, doskonale znanego, przypominając sobie noc, w trakcie której spłonęła Wywerna; przerażeni i poparzeni czarodzieje wypełnili wówczas jej lecznicę bardziej tłoczno, niż kiedykolwiek wcześniej. Z jego powodu, z powodu Czarnego Pana: ten człowiek naprawdę musiał być wart tego wszystkiego, w innym wypadku nie podążałoby za nim tak wiele uzdolnionych i mądrych czarodziejów. Odegnała te myśli, na ten moment nie były istotne, koncentrując się na zadaniu: blada mgiełka wynurzyła się z różdżki i lada moment winna ukoić pieczenie skóry, całkowicie.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Nadbrzeżna łąka   18.03.18 19:34

The member 'Cassandra Vablatsky' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 13

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
 

Nadbrzeżna łąka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Kornwalia, Puddlemere-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18