Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Nadbrzeżna łąka

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Nadbrzeżna łąka - Page 9 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Nadbrzeżna łąka - Page 9 Empty
PisanieTemat: Nadbrzeżna łąka [odnośnikNadbrzeżna łąka - Page 9 I_icon_minitime17.07.17 2:06

First topic message reminder :

Nadbrzeżna łąka

To bardzo urokliwe miejsce gdzieś na południowym wybrzeżu Anglii, położone z dala od większych skupisk mugoli, dzięki czemu panuje spokój. To wprost idealny zakątek do rodzinnego spędzania czasu, pikników czy aktywności na świeżym powietrzu, zwłaszcza latem, kiedy słonecznych dni jest znacznie więcej. Prawdopodobieństwo napotkania mugola jest bardzo nikłe, ci z jakiegoś powodu nie potrafią znaleźć tego miejsca.
Łąka z pięknym widokiem na plażę i morze jest także lubianym miejscem dla ludzi poszukujących samotności lub natchnienia. Sama plaża jest piaszczysta, a wybrzeże łagodne i bezpieczne, pozbawione zdradliwych miejsc. W wodzie często można spotkać małe, kolorowe rybki i muszelki. Przy odrobinie szczęścia i dobrym oku można wypatrzeć okazy magicznych roślin wodnych, jak skrzeloziele; żeby je rozpoznać należy posiadać biegłość zielarstwa na poziomie co najmniej I. Zwykle rośnie nieco głębiej; żeby wydobyć kawałek należy zanurkować.

ST wydobycia fragmentu skrzeloziela wynosi 80. Do rzutu dodaje się biegłość pływania.
Lokacja zawiera kości.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Maeve Clearwater
Maeve Clearwater

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/f267-cockerell-road-3-14 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Zawód : Włóczykij
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

rage, rage
against the dying of the light

OPCM : 20
UROKI : 35
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Nadbrzeżna łąka - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Nadbrzeżna łąka [odnośnikNadbrzeżna łąka - Page 9 I_icon_minitime21.03.21 20:22

| rzut na skutki po Tower, nic się nie dzieje

Bywały chwile, że traciła pewność, czy przypadkiem nie zleci ze Świetlistej Smugi, nie runie w dół, ruszając na spotkanie z ziemią. Na tej wysokości wiatr był porywisty, silny, zaś lewa ręka wciąż nie wróciła do pełni sił, nie mogła się więc na niej opierać czy kurczowo zaciskać wszystkich palców na trzonku wysłużonej miotły. Mimo to nie wołała na pomoc – bo przecierający szlak Dearborn, w którego sylwetkę uparcie się wpatrywała, by przypadkiem nie stracić go z oczu, zapewne i tak by jej nie usłyszał. Krzyki utonęłyby w wyciu szarpiącej ubraniami wichury. Kiedy więc w końcu zaczęli kierować się ku majaczącej na horyzoncie wiosce, obniżać lot, odetchnęła z ulgą. Zmarzła, nie była przyzwyczajona do tak dalekich podróży na miotle, nie zamierzała jednak narzekać. Pamiętał o niej, gdy otrzymał szansę na zarobek, tak jak to obiecał, za co była mu wdzięczna. Czasy robiły się coraz trudniejsze, wiązanie końca z końcem urosło do rangi wyzwania, odkąd ceny poszybowały w górę, a herbata czy kawa stały się rarytasami, o których mogła jedynie pomarzyć. Nie to jednak było najważniejsze – choć niewątpliwie czuła się bezpieczniej, mogąc odłożyć cokolwiek do kasetki, w której trzymała wszystkie oszczędności, odkąd wybrała swe pieniądze z Gringotta – a fakt, że mogli powiązać zdobycie choćby kilku sykli z pomocą potrzebującym. Kornwalia stanowiła jedno z bezpieczniejszych miejsc w kraju, odkąd lordowie, którym obce była ślepa nienawiść, nawiązali sojusz, próbując ochronić swe ziemie przed nowym porządkiem, mimo to nie brakowało takich, którzy chcieliby stąd uciec. Byle dalej, nawet i do odległej Ameryki.
Sapnęła cicho, gdy stopy spotkały się z zadziwiająco twardym podłożem, odzwyczajona od kontaktu z ziemią. Poprawiła materiał płaszcza, wodząc dookoła uważnym, czujnym wzrokiem – bała się, że znów ujrzy lub usłyszy , zmarłą więźniarkę – i użyła zaklęcia, by zmniejszyć miotłę do rozmiarów, które pozwalały schować ją do przewieszonej przez ramię torby. Była blada, przed ruszeniem w drogę zmieniła też rysy twarzy, a dłuższe niż zwykle włosy zebrała w warkocz. – Dopiero ósma? – powtórzyła po nim, wciskając dłonie do kieszeni, by je choć trochę ogrzać; były zgrabiałe od listopadowego chłodu. – Zdążymy bez problemu – dodała, przelotnie przyglądając się twarzy towarzysza. Ostatnim razem, gdy widzieli się tylko we dwoje, okoliczności były dość powiedzieć, że niesprzyjające. Dolina Godryka, cmentarz, dzień rocznicy śmierci jego bliskich. Jak czuł się teraz? Czy tamto przypadkowe spotkanie miało odbić się na ich współpracy? Nie, to wątpliwe. Bardziej martwiła się o to, w jakim stanie auror wrócił z Azkabanu – wciąż nie czuła się przy nim całkiem swobodnie, nie po tej informacji, jaką usłyszała w szpitalu polowym, o nim i o Pomonie. Nie powinna jednak teraz o tym myśleć. – Bywało lepiej. Ale bywało też gorzej – mruknęła, kiedy już ruszyli żwawym krokiem w kierunku rysujących się przy drodze budynków. – A co z tobą? – odbiła piłeczkę, nie chcąc ani spowiadać mu się ze swoich halucynacji, bólów głowy, ani też pozostać całkiem obojętną na jego los. Nie byli sobie szczególnie bliscy, lecz byli sojusznikami, współpracownikami, i chciała wiedzieć, że może na nim polegać. – To tutaj? – dopytała po chwili, gdy zaczęli już mijać pierwsze domostwa; pokrótce opisał jej ten, który mieli pomóc zabezpieczyć, nim wzbili się w przestworza, nie była jednak pewna, czy czegoś nie pomieszała. Wyglądał jednak podobnie, zielony płot, czerwona dachówka, niewielka huśtawka z boku. Poczekała, aż Cedric odpowie, a później – porozumie się z panem Daviesem, który musiał zauważyć ich przez okno, ruszył im na spotkanie. Złożyła usta w niemrawym uśmiechu, przedstawiła zmyślonym nazwiskiem i podążyła za mężczyznami w stronę drzwi wejściowych. Właściciel, zachęcony do przedstawienia im rozkładu lokum i opisania swych potrzeb, zaczął oprowadzać ich po wszystkich pokojach. Kuchnia, salon, pokój gościnny, sypialnia, jeszcze jedna sypialnia, a do tego strych. Pozostali członkowie rodziny zajęci byli zmniejszaniem swego dobytku i upychaniem go w poręczniejszych walizkach, musieli wiedzieć, że nie zabiorą ze sobą wszystkiego, że powinni ograniczyć się do minimum – tylko jak zdecydować, z czym rozpocząć nowe życie? – Od czego zaczynamy? – zapytała Dearborna, kiedy zostali już sami w holu na piętrze. – Dzielimy się pomieszczeniami, żeby przyśpieszyć?




We will no longer fear
Sirens and despair
Powrót do góry Go down
Cedric Dearborn
Cedric Dearborn

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Zawód : ex-auror, rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec

chcesz zabić i zniszczyć,
zniewolić nienawiść


ja też
OPCM : 29
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Nadbrzeżna łąka - Page 9 True-Detective-image-true-detective-36674016-245-150

Nadbrzeżna łąka - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Nadbrzeżna łąka [odnośnikNadbrzeżna łąka - Page 9 I_icon_minitime22.03.21 4:35

Nasze ostatnie spotkanie, sam na sam, pamiętałem jak przez mgłę. To było na kilka dni przed wyruszeniem do Londynu, by wydostać Justine Tonks z mrocznego podziemia Tower, gdzie zbudowano nowy Azkaban - może jeszcze bardziej przerażający niż jego pierwowzór. Pamiętałem i na myśl o nim było mi wstyd. Nie przez to, że Clearwater dowiedziała się o tragedii jaka mnie dotknęła - nie była to zresztą wielka tajemnica, trudna do zdobycia dla kogoś, kto zajmował się zbieraniem i zdobywaniem informacji o innych - a przez mój stan. Nigdy nie powinienem był tak pijany stawać przy grobie mojej żony i córki, to kalanie ich pamięci, nieposzanowanie rocznicy, Maeve zaś stałą się świadkiem kolejnego upadku. Słyszała jak bełkotem, widziała jak się potykam, nie potrafiłem ukryć ani swojej rozpaczy, ani złości. Pamiętałem, że byłem dla niej opryskliwy, niepotrzebnie i bez powodu, za to też było mi wstyd. Byłem jej wdzięczny za to, że nie zostawiła mnie tak na tym cmentarzu. Pijanego w sztok, niemal nieświadomego tego, co się dzieje, wystawionego jak najłatwiejszy cel. Czułem, że powinienem był czarownicy za to podziękować, jednak głos grzązł mi w gardle za każdym razem, kiedy w czasie lotu otwierałem usta, by poruszyć ten temat. Z drugiej strony - wolałbym do tego nigdy już nie wracać. Zapomnieć o tym i najlepiej, gdyby Maeve o tym zapomniała.
- Mhm - mruknąłem, chowając zegarek do kieszeni, gdzie był bezpieczny. Pamiątka po ojcu miała dla mnie dużą wartość. - Lepiej wyruszyć wcześniej. Nie jestem pewien ile będą mieć bagażu. Pogoda nie sprzyja - odparłem, spoglądając w niebo i zastanawiając się, czy z tych ciemnych chmur jakie zbierały się nad Kornwalią runie też deszcz. Nie tylko wiatr i deszcz mogły popsuć nam plany i uniemożliwić dotarcie Daviesów do przystani na czas. Musieliśmy brać pod uwagę i czarniejsze scenariusze. Wolałem być przygotowany także i takie ewentualności, dać nam bezpieczny margines błędu, by niepotrzebnie nie ryzykować. Odpowiadała też za to moja punktualność - zawsze wolałem przyjść wcześniej, niż się spóźnić.
- Powiedzmy, że nie jest kolorowo, lecz radzę sobie, dziękuję. Nie musisz się martwić, różdżka nie odmawia mi posłuszeństwa - odpowiedziałem zdawkowo, wyczuwając co najbardziej chciała wiedzieć, a czemu wcale się nie dziwiłem - w takich chwilach jak ta oboje powinniśmy być pewni, czy możemy na sobie wzajemnie polegać, czego się spodziewać, by zminimalizować ryzyko niepowodzenia. - Tylko źle sypiam - westchnąłem ciężko, uprzedzając ewentualne uwagi i pytanie o cienie pod oczyma, zmęczony wygląd jakie padały z ust innych w ostatnich tygodniach nadzwyczaj często.
- Tak. To ten dom. Numer piętnaście - potwierdziłem, zerkając na skrzynkę na listy, mugolską - zapewne na pocztę przesyłaną przez niemagiczną część ich rodziny. W oknie poruszyła się firanka, dostrzegłem w nich męską sylwetkę, która zaraz pojawiła się na progu. Podał mi ustalone hasło, to samo uczyniłem ja - dopiero wtedy przestaliśmy mierzyć w siebie różdżkami i Davies, niski, drobny mężczyzna w średnim wieku z bujnym wąsem pod haczykowatym nosem, wpuścił nas do środka. W środku krzątała się jego żona, która podeszła do nas tylko po to, by się przywitać i zaraz po tym zniknęła, by zapełnić ostatnie wolne miejsce w walizkach. Na kanapie w salonie, gdzie zajrzałem ukradkiem, dostrzegłem dwoje dzieci - chłopca i dziewczynkę, mających na oko nie więcej niż dziesięć i siedem lat. Jako ojciec rozumiałem decyzję Daviesa o wyjeździe.
- Chodźcie, chodźcie - zaprosił nas gestem na piętro, pokazując gdzie co jest, po czym uraczył nas (po raz wtóry) historią o motywacji swojej decyzji, jakby usprawiedliwiając się dlaczego zostawia kraj w potrzebie - nie musiał. Rodzina była na pierwszym miejscu. Przez okno wskazał nam także sąsiadujący z domem budynek. Chciał, aby jego warsztat także został zabezpieczony.
- Niech tak będzie. Nierusz na wszystkie klamki. Strach na gremliny nałożymy w holu. Później nie będzie już zaskoczeniem, tak jak Widzimisię. Oczobłysk, stary szewc - wyliczałem - To samo z warsztatem. Im więcej, tym lepiej. Na cały ogród nałożymy Zawieruchę. Weźmy się do roboty, to trochę nam zajmie - zadecydowałem, przypominając jedynie wcześniej ustalony plan, którego mieliśmy oboje się trzymać. Nałożenie najprostszego zabezpieczenia trwało kwadrans - obłożenie domu i całej posesji tyloma zabezpieczeniami potrwa bez mała kilka godzin. Skinąłem Maeve głową i przeszedłem do sypialni, aby wdrożyć w ten plan w życie.





when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Powrót do góry Go down
Maeve Clearwater
Maeve Clearwater

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/f267-cockerell-road-3-14 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Zawód : Włóczykij
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

rage, rage
against the dying of the light

OPCM : 20
UROKI : 35
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Nadbrzeżna łąka - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Nadbrzeżna łąka [odnośnikNadbrzeżna łąka - Page 9 I_icon_minitime01.04.21 15:19

Nie zamierzała kwestionować słów aurora. Widziała zasnuwające niebo chmury, ciemne i gęste, z których w każdej chwili mógł lunąć rzęsisty deszcz. Zdawała sobie też sprawę z faktu, że lot w grupie zwiększał ryzyko wypadku – czy zwrócenia na siebie niechcianej uwagi szmalcowników lub ich donosicieli. Mimo to starała się myśleć pozytywnie, na przekór swej naturze i na przekór odczuwanemu od dłuższego czasu przygnębieniu. Obrazy Tower odcisnęły piętno na jej i tak nadwątlonej już psychice, sprowadzając ze sobą bezsenność i halucynacje, rozgaszczając pod skórą nieustępliwym niepokojem. – Rozumiem – przyznała krótko, cicho, gdy zapewnił ją o stabilności swego stanu. Zachowywał się i wyglądał względnie normalnie. Był może trochę bledszy, o wyraźnych cieniach pod oczami, może trochę bardziej spięty – dostrzegała oznaki napięcia w jego ramionach, lecz to tyle. Lata treningów wyczuliły ją na najmniejsze detale, zmiany, które innym mogły umykać, będąc zbyt subtelnymi czy naturalnymi, by móc zostać uznanymi za objawy czegoś poważniejszego. Czy naprawdę dawał sobie radę? Chciała w to wierzyć. – Próbowałeś eliksiru słodkiego snu? Słyszałam, że pomaga w takich przypadkach – podsunęła, ogniskując spojrzenie na profilu towarzysza. Odkąd wysłuchała Roselyn, biorąc do serca rady uzdolnionej uzdrowicielki, przetestowała na sobie działanie i wspomnianego specyfiku, i kwaśnego, smakującego cytrusami wywaru przeciwbólowego. Nie chciała jednak odkrywać się ze wszystkimi kartami, uznając, że dobra rada była cenniejsza od wspólnego utyskiwania na odzywające się bólem kończyny – czy koszmary, które najpewniej spędzały Dearbornowi sen z powiek.
Miała się na baczności, gdy mężczyźni mierzyli w siebie różdżkami, wymieniając ustalone wcześniej hasło. Zaraz jednak podejrzliwość rozedrganego gospodarza gdzieś wyparowała, zastąpiona przez ulgę, pewnie też wdzięczność. W jego gwałtownych, urwanych ruchach stale widać było nerwowość, lecz czy ktokolwiek mógłby się temu dziwić? Podjęli niełatwą decyzję, by zostawić za sobą wszystko, na co zapewne ciężko pracowali wiele długich lat – byle tylko odnaleźć namiastkę spokoju, zapewnić go swym dzieciom. Małym, może nie do końca rozumiejącym, co się dzieje, że to, o czym słyszą i co dzieje się za oknem, to prawdziwa wojna, bezbłędnie rozpoznającym jednak emocje rodziców. Wpierw musieli wszystko obłożyć wybranymi pułapkami, później dostać się na pokład odpływającego w kierunku lepszego świata statku, by móc w ogóle myśleć o bezpieczeństwie.
Wodziła dookoła badawczym wzrokiem, nie tyle podziwiając wnętrza domu Daviesów, co szukając jego słabych punktów. Plan Cedrica brzmiał sensownie; niektóre z zaklęć ochronnych nie byłyby aż tak przydatne w pomieszczeniach innych niż te, które pozwalały na dostanie się do wnętrza budynku. Z drugiej jednak strony, ktoś mógł próbować włamać się nie tyle drzwiami wejściowymi, co oknem na piętrze. – Nie dam rady z niektórymi z wymienionych przez ciebie zabezpieczeń – przyznała niechętnie, przelotnie wykrzywiając usta w grymasie. Choć od pewnego czasu brała udział w regularnych treningach, większy nacisk kładła na praktykę uroków niż białej magii. Coraz częściej czuła, że powinna wyćwiczyć się również w obronie. – Wymyślę coś innego – dodała tylko, nie pozwalając sobie na zawahanie. Nie mieli czasu do stracenia. Kiedy Cedric zniknął za drzwiami sypialni Daviesów, ona ruszyła ku drabinie, która miała prowadzić na strych – zagracony, pokryty grubą warstwą kurzu, zapewne skrywający jednak wiele przedmiotów, których ich pracodawcy nie chcieliby utracić. Pomieszczeniu brakowało okien, po krótkich oględzinach zdecydowała się więc na obłożenie klapy, przez którą wchodziło się na górę, Błyskotkiem, a drabiny – Nierusz. Jak zwykle, gdy zajmowała się tkaniem pułapek, straciła rachubę czasu. Sztuka ta wymagała dokładności i precyzji, nawet jeśli nie porywała się na nie wiadomo jak skomplikowane mechanizmu.
Kiedy skończyła, wróciła na piętro, by poszukać Dearborna. Czy przeszedł już do kolejnego pokoju?




We will no longer fear
Sirens and despair
Powrót do góry Go down
Cedric Dearborn
Cedric Dearborn

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Zawód : ex-auror, rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec

chcesz zabić i zniszczyć,
zniewolić nienawiść


ja też
OPCM : 29
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Nadbrzeżna łąka - Page 9 True-Detective-image-true-detective-36674016-245-150

Nadbrzeżna łąka - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Nadbrzeżna łąka [odnośnikNadbrzeżna łąka - Page 9 I_icon_minitime07.04.21 22:40

Nawet gdyby Maeve zwątpiła w moje słowa, którym - nie oszukujmy się - nieco przeczyło moje odbicie w lustrze, to upierałbym się przy swoim. Przez ostatnie tygodnie nie czułem się najlepiej - źle sypiałem, przeszkadzała mi cisza, niekiedy miewałem dziwne myśli, które później mnie zastanawiały i dziwiły. Niekiedy czułem naglą, niewytłumaczalną potrzebę odnalezienia pukla włosów Pomony Vane. Chodziłem w kółko i szukałem go, dopóki ktoś nie odciągnął od niego moich myśli. Inne przerażały mnie tak, że wolałem do nich nie wracać. Nie było dobrze, lecz fizycznie nic mi nie dolegało, bywało ze mną znacznie gorzej - dlatego miałem pewność, że sobie poradzę. Musiałem sobie poradzić. Za wiele osób na mnie liczyło. Zwłaszcza trójka najbliższych, które beze mnie sobie nie poradzą - Debbie, mama, siostra. Moim obowiązkiem było zapewnienie im bezpieczeństwa i bytu - i to zamierzałem uczynić bez względu na wszystko.
- Tak, ale nie chcę go nadużywać - odpowiedziałem krótko.
Przez długie lata zamiast fiolki eliksiru słodkiego snu wystarczała mi szklanka ognistej whisky, bourbonu, czy butelka ciemnego ale, papieros i książka. Eliksiry wolałem pozostawić jako ostateczność, aby nie przyzwyczaić do nich organizmu. Przynajmniej takie nosiłem w sobie przekonanie, że mogą przestać działać jak należy. Albo tak tłumaczyłem się przed sobą i próbowałem sobie sam udowodnić, że poradzę sobie bez nich. - Mamy ograniczone zasoby - dodałem jeszcze. Niektórzy mieli większe potrzeby i mogli potrzebować tego eliksiru znacznie bardziej niż ja. Wciąż rozważałem, czy nie powinienem wynieść się z Oazy, gdzie brakowało miejsca, jedzenia... właściwie wszystkiego.
Aby to jednak zrobić, potrzebne mi były galeony - a ich trochę oferował Davies w zamian za zabezpieczenie swojego dobytku na czas nieobecności, wyjazdu z kraju. Oczywiście było to bardzo... optymistyczne założenie, skoro wierzył, że będzie do czego wracać. Też chciałem w to wierzyć, niekiedy jednak dopadało mnie zwątpienie. Zwłaszcza po tamtych kilku godzinach spędzonych w Azkabanie. Mimo starań widmo pokoju oddalało się coraz bardziej, ukrywało za nieprzejrzaną mgłą.
Czy to były ostatnie chwile Daviesów na angielskiej ziemi? Może. Wydawało mi się, że odszedł pożegnać się z miejscem, które go wychowało, dało chleb i rodzinę. Lepiej dla nas, że nie plątał nam się pod nogami i nie przeszkadzał w czarach, które wymagały skupienia i koncentracji.
- Których? - spytałem zdawkowo.
Nie było w moim głosie pretensji, żalu, czy wyrzutu. Clearwater zajmowała się dotąd czymś zupełnie innym, mogłem to przewidzieć, że niektóre czary wymagające znajomości naprawdę zaawansowanej białej magii mogą być - póki co - poza jej zasięgiem. Wszystko było jednak do wypracowania, jeśli tylko chciała, wydawała mi się naprawdę utalentowaną czarownicą. Talent należało zaś szlifować ciężką pracą niczym klejnot.
Uzyskawszy odpowiedź skinąłem głową.
- Zajmę się zatem nimi, a ty coś wymyśl. Później poinformujemy Daviesów co, gdzie i jak. Muszą wiedzieć - powiedziałem, kierując swoje kroki do sypialni i znikając za drzwiami. Wydawało mi się, że słyszę skrzypienie drabiny, Clearwater musiała wchodzić na strych. Od razu przystąpiłem do działania, aby nie tracić czasu. Czarów ochronnych nie było wiele, każde z nich jednak zajmowało więcej niż kwadrans. Wokoło panowała cisza, co wyjątkowo mnie... dekoncentrowało. Tak było od kilku tygodni. Szeptałem pod nosem odpowiednie inkantacje, aby objąć zasięgiem działania zaklęć całą sypialnię - później przeszedłem do innych pokoi, by powtórzyć ten proces, mijając się niekiedy z Clearwater. Nie odzywałem się wtedy do niej, aby nie zakłócić jej pracy - i nie przerywać własnej.
Niemalże trzy godziny później czekałem na nią w holu, gdzie właśnie skończyłem nakładać Strach na gremliny.
- Pójdę zająć się warsztatem. Pomożesz im przygotować się do podróży? Jeszcze tylko Zawierucha na całą posesję i możemy wylatywać. Czas nagli - poinformowałem ją rzeczowo, spoglądając na kieszonkowy zegarek.





when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Powrót do góry Go down
Maeve Clearwater
Maeve Clearwater

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/f267-cockerell-road-3-14 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Zawód : Włóczykij
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

rage, rage
against the dying of the light

OPCM : 20
UROKI : 35
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Nadbrzeżna łąka - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Nadbrzeżna łąka [odnośnikNadbrzeżna łąka - Page 9 I_icon_minitime09.04.21 15:50

Odpuściła – po części z powodu tego, że nie chciała zagęszczać i tak dziwnej, podszytej niezręcznością atmosfery, nie potrafiła zapomnieć ani o cmentarzu w Dolinie Godryka, ani o tym, co usłyszała w Oazie, po części dlatego, że tak było po prostu łatwiej. Zignorować dostrzeżone kątem oka napięcie, uwierzyć mu na słowo, uspokoić powtarzaną w kółko myślą, że każde z nich jest teraz nieswoje, rozedrgane, inne i potrzebują czasu, by wrócić do pełni sił. Zapomnieć o tym, co ujrzeli w więzieniu. – W porządku – uraczyła go kolejnym lakonicznym komentarzem, po czym umilkła na dłuższą chwilę, szeleszcząc jedynie materiałem płaszcza i chrzęszcząc podeszwami spotykającymi się z kamienną drogą; rozumiała, co nim kierowało, kiedy rezygnował ze wspomnianego medykamentu. Sama nie chciała przyjąć od Roselyn eliksirów uwarzonych na potrzeby lecznicy. Gdyby nie to, że zarekomendowane przez uzdrowicielkę specyfiki były dość proste w przygotowaniu, musiała więc jedynie wejść w posiadanie odpowiednich ingrediencji, by móc uśmierzyć ból czy zasnąć bez lęku o to, co przyniosą koszmary, zapewne również odmawiałaby sobie tej formy ratunku. Kiedyś szukała ukojenia w alkoholu, tak jak i on, ostatnio jednak – może i na jej szczęście – kupienie butelki Ognistej zaczęło graniczyć z cudem.
Nie chciała zastanawiać się nad tym, czy działania Daviesów mają sens. Czy będą mieli do czego wrócić, czy wojna nie zrówna wszystkiego – również tej przycupniętej na skraju Kornwalii miejscowości – z ziemią. Dom po domu, drzewo po drzewie, aż nie zostanie nic więcej jak tylko ruina, dymiąca kupa gruzów, a nad nią szpecąca niebo, narysowana zielenią czaszka, z której wyglądać będzie łeb węża. Nie chciała, a mimo to nie mogła powstrzymać się przed przelotnym poddaniem się tym obrazom. Co ich czeka? Co przyniosą kolejne miesiące…? Bała się, o siebie i o innych, o to, że zabraknie im czasu, sił. Że umrą, nim uda im się zaznać spokoju. Że już nigdy nie będzie po prostu dobrze. Z zamyślenia wyrwały ją słowa mężczyzn, bliskie, wypowiadane tuż obok, a jednocześnie tak odległe. Machinalnie wygięła usta w uśmiechu, pozbawionym prawdziwej wesołości, jednak uprzejmym, mającym uspokoić obcych czarodziejów, odgonić podejrzliwość i lęk.
Na krótką chwilę zamarła w bezruchu, uważnie lustrując przy tym twarz Dearborna, gdy już zostali sami, napomknęła o tym, że niektóre z wymienionych przez niego zabezpieczeń są dla niej zbyt skomplikowane, zbyt trudne. Zwilżyła spierzchnięte wargi, wahając się między bezwzględną szczerością a wygodną półprawdą, która pozwoliłaby na zachowanie twarzy. Wszystko co osiągnęła, osiągnęła ciężką pracą i niewątpliwie nie lubiła przyznawać się do słabości czy niewiedzy – potrafiła jednak przełknąć dumę, jeśli wymagała tego sytuacja. Zaś udawanie, że jest w stanie sprostać tym pułapkom, okłamywanie i aurora, i ufających ich umiejętnościom Daviesów, byłoby skończoną głupotą. – Oczobłysk, Stary szewc, Zawierucha – wymieniła szybko, cierpko, nim zaproponowała, że w ich miejsce nałoży coś innego, skinęła mu głową i zniknęła na strychu.
Nie była pewna, ile minęło czasu, nim spotkali się w holu – Cedric zdawał się trzymać rękę na pulsie, stale kontrolując godzinę i poczynania wciąż przygotowujących się do wylotu czarodziejów. Zmęczyło ją formowanie kolejnych barier, sideł, starała się jednak nie dać tego po sobie poznać. Nie ufała mu na tyle, by pozwalać sobie na okazywanie przy nim słabości. – Dobrze, będę na parterze, upewnię się, czy są już gotowi, czy potrzebują z czymś pomocy – mruknęła w odpowiedzi, zanim ruszyli w dół, po skrzypiących cicho schodach, by wpaść na biegającego z pokoju do pokoju gospodarza. Im bliżej byli wylotu, tym bardziej nerwowy się stawał. – Idź – dodała jeszcze cicho, w ten sposób podkreślając, że się tym zajmie, samej kierując się ku panu Daviesowi; ujęła go za łokieć, poprowadziła do salonu. Krytycznym okiem zerknęła w kierunku licznych walizek, niektóre z nich wciąż nie były domknięte, a czas uciekał im przez palce. – Musimy się śpieszyć, mój partner zaraz skończy z ostatnimi zabezpieczeniami. Czego jeszcze brakuje? Możemy zamykać? – zwróciła się i do czarodzieja, i do jego żony. Mimowolnie zerknęła na dzieci, musiały być przestraszone, skołowane, spięte. – Im mniej, tym lepiej. Każdą walizkę musimy jeszcze pomniejszyć, żeby nie przeszkadzały przy locie na statek – podsumowała stanowczo, chcąc dać im poczucie pewności i kontroli, podchodząc do pierwszego bagażu z brzegu, krótkim ruchem różdżki sprawiając, że zaczął się kurczyć.
Poczekała na Dearborna, nim wyjaśniła, jakimi zaklęciami obłożyła strych, a także sypialnię dla gości. W końcu byli gotowi, żeby wyruszyć w drogę.




We will no longer fear
Sirens and despair
Powrót do góry Go down
Cedric Dearborn
Cedric Dearborn

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Zawód : ex-auror, rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec

chcesz zabić i zniszczyć,
zniewolić nienawiść


ja też
OPCM : 29
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Nadbrzeżna łąka - Page 9 True-Detective-image-true-detective-36674016-245-150

Nadbrzeżna łąka - Page 9 Empty
PisanieTemat: Re: Nadbrzeżna łąka [odnośnikNadbrzeżna łąka - Page 9 I_icon_minitime11.04.21 19:10

Kobiety niekiedy chciały aż za dobrze, bywały nadopiekuńcze; drążyły temat, nieustępliwe jak auror ścigający czarnoksiężnika, wypytywały i zasypywały garściami złotych rad - nie było w tym nawet wścibskości, a zwyczajna troska, nierzadko jednak wręcz męcząca, kiedy człowiek chciał zachować pewne rzeczy dla siebie. Maeve wydawała się jednak inna i poczułem w jej towarzystwie ulgę - nie narzucała się ze swoją obecnością, nie naciskała, po prostu była obok. Może przeczucie mnie myliło i po prostu pytała z grzeczności, może wcale jej to nie interesowało. Wydawało mi się jednak, że jest inaczej. Zacisnąłem usta, zastanawiając się jak jest naprawdę, co się dzieje w jej głowie. Czy wciąż miała mi za złe tamto spotkanie na cmentarzu w Dolinie Godryka? Nie zdziwiłbym się, gdyby tak było. Nie prosiłem wtedy, aby się mną zajęła, a jednak to zrobiła i poniekąd byłem jej za to wdzięczny - a jednocześnie najchętniej wymazałbym to i sobie, a przede wszystkim Clearwater z pamięci. Nigdy nie miałem zamiaru zgrywać bohatera, lecz nie chciałem też, aby tamto zdarzenie miało wpływ na to, co myśli o mnie jako aurorze - tylko by wiedziała, że może na mnie polegać, skoro coraz częściej zdarzało nam się pracować i działać ramię w ramię. Zbudowanie zaufania było kluczowe.
- Przećwiczymy to, jeśli będziesz chciała - zaproponowałem Maeve, zanim jeszcze zniknęła na strychu, a ja w sypialni.
Nie posądzałem czarownicy o lenistwo, czy niekompetencję - raczej byłem świadom tego, czym zajmowała się wcześniej, nakładanie i łamanie czarów ochronnych raczej nie leżało w kompetencjach i zakresie obowiązków Wiedźmich Strażników. To było jednak już za nią, tak jak za mną praca aurorów, oboje musieliśmy uczyć się nowych rzeczy, szlifować umiejętności, które zdążyliśmy już posiąść - wróg był potężny, przebiegły i sprytny. Spoczęcie na laurach byłoby kluczem do trumny.
Mnie także zmęczyło psychicznie nakładanie czarów ochronnych. Był to długi, wymagający proces, każde z nas musiało pozostać skupione i dbać o to, aby magia w odpowiedni sposób ukształtowała się w pożądanych miejscach. Ja chyba zdążyłem do tego przywyknąć jednak bardziej, a na mojej twarzy i tak od tygodni malowało się zmęczenie - teraz nie było widać różnicy. Zanim zeszliśmy na dół, położyłem dłoń na ramieniu Maeve, obdarzając jej twarz badawczym spojrzeniem - inną niż zazwyczaj, zmienioną, ładną, lecz nie tak bardzo jak ta prawdziwa, naznaczona piegami.
- Dobrze się z tobą współpracuje, Maeve. Cieszę się, że się zgodziłaś - powiedziałem tylko i nie czekając na jej odpowiedź zszedłem po schodach, a zaraz po tym jak obiecała, że zajmie się przygotowaniem Daviesów do podróży, wyszedłem na zewnątrz, aby zabezpieczyć warsztat. Nie wiem ile dokładnie czasu upłynęło, kiedy nakładałem nań czary ochronne, a później, stojąc na jesiennym mrozie, starałem się rzucić na całą posesję Zawieruchę, lecz wyglądająca przez okno nieustannie pani Davies sugerowała, że czas naglił - procesu nie dało się jednak przyśpieszyć. Musieli mi zaufać.
Nie wchodziłem już do domu, zaczekałem, aż wyjdą wszyscy na zewnątrz z pomniejszonymi walizkami. Wyjaśniliśmy z Maeve gdzie i jakie czary zdążyliśmy nałożyć, na wypadek, gdyby zdecydowali się wrócić wcześniej i bez uprzedzenia, bądź poprosić kogoś, by tu zajrzał i sprawdził, czy wszystko jest w porządku. Wysłuchali nas w milczeniu, a później Davies poprosił, byśmy dali im kilka minut - chcieli się chyba pożegnać. Uczyniłem to raczej niechętnie, wolałem od razu ruszyć w drogę, zostawiłem ich jednak samych, przechodząc przez furtkę na polną drogę z miotłą w ręku, gestem sugerując, aby Clearwater uczyniła to samo.
- Ciężko zostawić cały dobytek swojego życia - mruknąłem, byśmy nie stali w niezręcznej ciszy, patrzyłem jednak na obejmujących się Daviesów i ich dzieci stojące obok. - Trudno się jednak temu dziwić. Rodzic zrobi wszystko, by ocalić dziecko - powiedziałem, chyba bardziej do siebie, niż Maeve, jakbym usprawiedliwiał Daviesa za to, że ucieka, a nie staje do walki. Widząc jak odwracają się, aby do nas dołączyć sam przełożyłem nogę przez miotłę, dosiadając jej i odpychając się lekko od ziemi. - Maeve poleci z przodu. Wy za nią obok siebie. Ja za wami. Powinniśmy dotrzeć do portu za niecałą godzinę biorąc pod uwagę wiatr, a zostanie nam jeszcze trochę czasu na sprawdzenie przystani i odprowadzenie was na pokład - poinformowałem wszystkich, czemu towarzyszyło kilka oszczędnych gestów lewej ręki; zerknąłem raz jeszcze na kieszonkowy zegarek, by mieć pewność, że się nie mylę. Wzniosłem się na miotle wyżej, gotów, aby ruszyć na południe.





when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Powrót do góry Go down
 

Nadbrzeżna łąka

Powrót do góry 
Strona 9 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Kornwalia-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21