Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Nadbrzeżna łąka
AutorWiadomość
Nadbrzeżna łąka [odnośnik]17.07.17 2:06
First topic message reminder :

Nadbrzeżna łąka

To bardzo urokliwe miejsce gdzieś na południowym wybrzeżu Anglii, położone z dala od większych skupisk mugoli, dzięki czemu panuje spokój. To wprost idealny zakątek do rodzinnego spędzania czasu, pikników czy aktywności na świeżym powietrzu, zwłaszcza latem, kiedy słonecznych dni jest znacznie więcej. Prawdopodobieństwo napotkania mugola jest bardzo nikłe, ci z jakiegoś powodu nie potrafią znaleźć tego miejsca.
Łąka z pięknym widokiem na plażę i morze jest także lubianym miejscem dla ludzi poszukujących samotności lub natchnienia. Sama plaża jest piaszczysta, a wybrzeże łagodne i bezpieczne, pozbawione zdradliwych miejsc. W wodzie często można spotkać małe, kolorowe rybki i muszelki. Przy odrobinie szczęścia i dobrym oku można wypatrzeć okazy magicznych roślin wodnych, jak skrzeloziele; żeby je rozpoznać należy posiadać biegłość zielarstwa na poziomie co najmniej I. Zwykle rośnie nieco głębiej; żeby wydobyć kawałek należy zanurkować.

ST wydobycia fragmentu skrzeloziela wynosi 80. Do rzutu dodaje się biegłość pływania.
Lokacja zawiera kości.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Nadbrzeżna łąka - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Nadbrzeżna łąka [odnośnik]08.06.21 14:52
Prudence tak naprawdę nigdy nie spodziewała się, że kiedyś umiejętności potrzebne do walki będą jej tak bardzo przydatne. Była przyzwyczajona raczej do życia w bezpiecznym świecie, gdzie mogła sobie na wiele pozwolić. Ogromnie brakowało jej zagranicznych podróży. Zresztą teraz nie mogła nawet odwiedzić Londynu. Nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Musiała się przygotować na każdą ewentualność, powinna trochę popracować nad swoimi zdolnościami. Nie miała innego wyjścia, wiedziała jednak, że jeśli tylko poprosi to Anthony znajdzie jej nauczyciela. Czasami pochodzenie z odpowiedniego rodu było całkiem przydatne.
- Każdy ma jakieś ukryte talenty. Pan na pewno również. - posłała mężczyźnie uśmiech. Miło było porozmawiać z kimś obcym, kto nie zamierzał rzucać w ciebie zaklęciami. Ostatnio nie pozwała zbyt wielu osób, raczej trzymała się tych starych znajomości dlatego była to miła odmiana.
- Szczerze mówiąc, dla mnie to również pozytywne zaskoczenie. Staram się wybierać ostrożnie miejsca swoich wizyt, wszak czasy są bardzo niebezpieczne, jednak ileż można włóczyć się w samotności. Przyjemnie czasem spotkać kogoś, z kim można zamienić chociaż kilka słów. Dzięki temu pozostaje jakaś resztka normalności, nawet pozorna. - Prue wyciągnęła rękę z kieszeni, w której miała różdżkę. Czuła, że nie będzie jej ona teraz potrzebna. Oby intuicja jej nie myliła.
Schowała za ucho kosmyk włosa, który przez wiatr uwolnił się z warkocza. Nie lubiła, kiedy włosy fruwały jej na wszystkie strony. Lewą ręką ciągle opierała się na miotle. - Szkoda mi dnia na takie nieistotne rzeczy, jak sen. - rzekła z uśmiechem. Widoki o tej porze są wspaniałe i nie ma tłumów w miejscach, jak te. Co również ważne, dzięki temu ma się wrażenie, jakby doba trwała dłużej. Widzę same zalety, i potwierdzam jestem rannym ptaszkiem, chociaż nocą również szkoda mi czasu na spanie. - Powoli gdzieś przepadło jej zawstydzenie, jakby ta sytuacja sprzed chwili wcale nie miała miejsca. Widać było po niej, że jest pełna entuzjazmu i chętnie jej się gawędzi z obcym mężczyzną. -- Prudence M.. - odruchowo niemalże wyśpiewała swoje nazwisko, w porę jednak zrozumiała, że nie byłoby to do końca rozsądne. Także wyjątkowo udało jej się zapanować nad swoim językiem. - Miło mi Pana poznać, w takich pięknych okolicznościach przyrody. - wyciągnęła w jego kierunku prawą dłoń, coby oficjalnie się przedstawić.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Nadbrzeżna łąka - Page 10 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Nadbrzeżna łąka [odnośnik]08.06.21 22:09
Gabriel nigdy nie miał żadnych przywilejów. I choć nie narzekał na swoje dzieciństwo, a wręcz wspominał je ze wzruszeniem czasami, to jednak w szkole był tym mieszańcem. Matka czarownica, ojciec mugol...według niektórych był abominacją i gorszym sortem człowieka. Co prawda nigdy nie pozwalał by słowa innych uczniów, tych szlachetnie urodzonych, w jakikolwiek sposób na niego negatywnie wpłynęły. Wręcz przeciwnie, napędzały go do pracy, nauki i rozwoju. To poniekąd między innymi dzięki nim odnalazł swoje powołanie, tzn. chciał bronić słabszych. Już w szkole zaczął to robić, co przeważnie kończyło się szlabanem za napuszczenie upiorogacków na tych "czystych" uczniów kiedy znęcali się nad słabszym uczniem. Szlabany go wcale nie zniechęcały i dalej twardo stał przy swoim, nadal broniąc tych potrzebujących jego pomocy.
- No cóż, myślę, że kilka by się na pewno znalazło. - pokiwał głową uśmiechając się łagodnie.
Miał kilka talentów, którymi mógł się śmiało pochwalić. Był mechanikiem, a ta profesja wśród czarodziejów była...no cóż, zdecydowanie niespotykana. Był naprawdę dobrym aktorem, umiał grać, tego w końcu wymagała od niego jego poprzednia praca, no i przede wszystkim zawsze szczycił się tym, że całkiem nieźle potrafi kojarzyć fakty i łączyć ze sobą wiele informacji by wyciągnąć z nich tą najbardziej istotną. Był naprawdę niezłym Wiedźmim Strażnikiem kiedy jeszcze czynnie pracował...ale to było kilka lat temu. Teraz zbierał się do kupy, pracował jako szpieg do wynajęcia, jeśli ktoś potrzebował jego usług. W końcu jakoś trzeba było zarobić na tą przysłowiową miskę ryżu.
- Zgadzam się z Panią. Czasy mamy zdecydowanie niepewne, ale taka miła rozmowa, w tak pięknym otoczeniu sprawia, że czasami możemy zapomnieć o tym co dzieje się dookoła nas. - odpowiedział na jej słowa, w pełni się z nią zgadzając.
Brakowało mu normalność. Choć czasami wydawało mu się, że on może nie do końca jest całkiem normalny, jednocześnie obawiając się, że aktualnie panująca sytuacje zostanie już na zawsze i będzie nazywana "normlanym stanem rzeczy". Nie chciał tego, dlatego postanowił znowu walczyć. Chciał dołożyć swoją cegiełkę do przywrócenia porządku w tym pokręconym kraju.
- Coś w tym jest... - pokiwał lekko głową - Czasami lepiej wstać wcześniej aby móc się cieszyć pełnią dnia, nawet jeśli nie zawsze musi być on dla nas dobry. Podoba mi się Pani podejście, takie pozytywne nastawienie. - uśmiechnął się do niej, nawet na moment nie odrywając wzroku od jej oczu.
- Prudence. - powtórzył po niej - Mi również miło cię poznać. Masz niespotykane, a zarazem piękne imię. - oj nie mógł się powstrzymać od tego komplementu i nawet na moment nie pożałował, że wypowiedział go na głos.


Between life and death
you will find your true self, you will know what you are and what you never expected to be
Gabriel Tonks
Zawód : Szpieg
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony - no nie powiedziałbym.
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 Ten co martwy chodzi wśród żywych
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9947-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t9987-pimpek#301926 https://www.morsmordre.net/t9990-zombie-zbiera-znajomych#301965 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10857-skrytka-nr-2261#330979 https://www.morsmordre.net/t9988-gabriel-tonks#301946
Re: Nadbrzeżna łąka [odnośnik]08.06.21 22:54
Prue niby miała lepiej. Pochodziła z arystokracji. Jednak jej rodzina uczyła ją tolerancji. Nigdy nie uważała się za kogoś lepszego, ważniejszego, tylko dlatego, że urodziła się w szlacheckim rodzie. Dużo bardziej ceniła sobie inne cechy drugiej osoby. Sama zresztą zawsze chciała być kimś więcej, niż tylko córką wpływowych rodziców. Od dziecka podążała za wiedzą, chciała zostać cenionym badaczem. Nie miała lekko, mało kto bowiem brał kobiet jak ona na poważnie. Często musiała udowadniać, że to nie są tylko głupie zachcianki, a prawdziwa pasja. Nie bała się głośno mówić, co myśli na dany temat, nawet gdy widziała, że mężczyźni patrzą na nią spode łba. Udało jej się nawet kilka razy pokazać, że faktycznie zna się na rzeczy. Ostatnio jednak nie miała zbytnio możliwości, aby rozwijać swoich pasji. Musiała radzić sobie z tym, co było dostępne na wyciągnięcie ręki, dlatego też niemal każdy dzień spędzała na świeżym powietrzu, w okolicach wody, którą tak bardzo kochała.
- Czasem trzeba trochę czasu, aby dowiedzieć się, co jest tym talentem, jednak każdy jest w pewien sposób wyjątkowy. - uważała, że każda osoba miała do zaoferowania coś zupełnie innego. Każdy był dobry w czymś innym, nie było ludzi, którzy nie posiadali by jakichś swoich unikalnych umiejętności. Próbowała każdą napotkaną osobę spostrzegać, jako kogoś niepowtarzalnego. Sama za swój talent uważała wszystko, co było związane z wodą, kochała ten żywioł od dziecka. Uwielbiała pływać, odkrywać tajemnice głębin. Nie potrafiła już nawet sobie przypomnieć od czego się to zaczęło. Jednak od zawsze wiedziała, że to będzie to, czym się będzie zajmować w dorosłym życiu, jej priorytet.
- Wszystkim brakuje normalności. Chciałoby się wrócić do momentu, kiedy wszystko wydawało się być zwyczajne, albo przesunąć w czasie do przyszłości, mieć to wszystko za sobą. Jak na razie nie widać światła w tunelu, pewnie jeszcze dużo przed nami. Dobrze jest się od czasu do czasu poczuć jak dawniej, jakby wszystko było normalne. Akurat dzisiaj miałam szczęście Pana spotkać, a nawet zareagował Pan na mój nieszczęsny upadek. Nie wiem, czy każdy byłby skóry do pomocy. Szczególnie, że nie wiadomo, komu można ufać, choć na pewno wywijając orła nie wydawałam się szczególnym zagrożeniem. - Prue zaczynała głośno myśleć. Nie do końca panowała już nad tym, jakie słowa padają jej z ust. Czuła jednak, że mężczyzna nie zrobi jej krzywdy. Czasem pojawia się taka pewność, gdzieś tam głęboko, świadomość, że nie może być inaczej.
- Po prostu nie chciałbym nic przegapić, nie muszą być to jedynie dobre chwilę, nie chciałabym się jednak obudzić pewnego dnia, ze świadomością, że przespałam swoje życie, a ono się zbliża ku końcowi. - taką miała filozofię, żyć pełnią życia, jak najwięcej zobaczyć i doświadczyć, oraz niczego nie żałować.
Uśmiech nie schodził jej z twarzy, oczy błyszczały. Widać było, że ta pogawędka sprawia jej przyjemność. Słysząc kolejne słowa, które padły z jego ust na moment próbowała uciec wzrokiem. Nie przywykła do komplementów. Dziękuję, kiedyś go nie lubiłam, z czasem zaczęłam doceniać jego wyjątkowość. - głos nieco jej zadrżał, widać było po niej, że nieco straciła pewność siebie.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Nadbrzeżna łąka - Page 10 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Nadbrzeżna łąka [odnośnik]09.06.21 21:31
Gabriel jeszcze kilka temu był chodzącym pozytywnym nastawieniem. Wszystko zmieniło się kiedy zginął Mark. Śmierć przyjaciela miała na niego bardzo duży wpływ. Kiedyś we wszystkim widział dobro, chodził zawsze w wyśmienitym humorze, uśmiech nie znikał z jego twarzy. Po tamtej nieszczęsnej nocy wszystko się zmieniło. Przez bardzo długi okres czasu nie był w stanie wykrzesać z siebie nawet najmniejszego uśmiechu, stracił również swoje pozytywne nastawienie do wszystkiego. Dotarło wtedy do niego, że świat nie jest dobry i miły, chociaż przecież niektórzy mogliby stwierdzić, że to oczywiste. Ale Gabriel, w tamtych czasach naprawdę chciał wierzyć, że w każdym i we wszystkim jest dobro. Teraz wiedział, że tak nie jest. Od tamtej pory wydarzyło się dużo i niestety nie odzyskał swojego młodzieńczego błysku w oku, pomimo, że teraz znów się uśmiechał i udawało mu się myśleć pozytywnie.
- Niektórzy dość szybko odkrywają w sobie swoje talenty. - odparł spokojnie kiwając przy tym głową - Ale zgadzam się, każdy ma w sobie coś co go wyróżnia, nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sam sprawy, to z pewnością inni to w nim dostrzegają. - uśmiechnął się łagodnie, po czym wsunął lekko dłonie w kieszenie spodni.
Może i poranek był ładny jak na październik, ale nadal było troszkę chłodno. A przecież miał na sobie skórzaną kurtkę. Przez moment zastanawiał się czy jej nie zaproponować swojej kurtki, ona miała na sobie koszulę przecież.
Słysząc jej słowa mimowolnie zaśmiał się cicho pod nosem.
- No cóż, pozwolę sobie stwierdzić, że Pani orzeł był bardzo widowiskowy. Jednak nie ukrywam, że doświadczenie nauczyło mnie, że nie wolno nikogo nie doceniać, nawet jeśli tak efektywnie i zgrabnie upada jak Pani. - powiedział rozbawiony puszczając jej oczko - Ale ma Pani rację. Powrót do normalności byłby bardzo pożądany. Mam szczerą nadzieję, że niedługo może posmakujemy normalności, a ta koszmarna wojna w końcu się skończy, a my wszyscy będziemy mogli patrzeć w przyszłość z nowymi nadziejami na lepsze jutro. - dodał po chwili i na moment się aż zamyślił nad własnymi słowami.
Tak, zdecydowanie chciał by to wszystko się skończyło. By nikt na nich nie polował przez to z jakiej rodziny pochodzą czy jakie znajomości zawierają. Naprawdę chciał żyć normalnie bez potrzeby ukrywania się, móc robić to co kocha bez obawy przed szpiegami czy innymi podejrzanymi i niebezpiecznymi typami.
- Podoba mi się. - skomentował jej słowa na temat niechęci do przespania życia. - To bardzo dobre podejście do życia. - pokiwał lekko głową.
Sam w końcu dostał drugą szansę i po kilku miesiącach użalania się nad sobą, w końcu doszedł do wniosku, że tak nie może być. Że nie po to znów poczuł w sobie życie, by zmarnować je na siedzeniu i nic nie robieniu. Należało działać!
- Chyba każdy tak ma ze swoim imieniem. Ja za swoim w młodości również nie koniecznie przepadałem, ale z czasem je doceniłem i doszedłem do wniosku, że w jakimś stopniu jest ono wyjątkowe. - uśmiechnął się delikatnie, lekko jednocześnie rozbawiony kiedy zauważył, że jego komplement definitywnie wprowadził młodą damę przed nim w lekkie zakłopotanie.


Between life and death
you will find your true self, you will know what you are and what you never expected to be
Gabriel Tonks
Zawód : Szpieg
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony - no nie powiedziałbym.
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 Ten co martwy chodzi wśród żywych
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9947-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t9987-pimpek#301926 https://www.morsmordre.net/t9990-zombie-zbiera-znajomych#301965 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10857-skrytka-nr-2261#330979 https://www.morsmordre.net/t9988-gabriel-tonks#301946
Re: Nadbrzeżna łąka [odnośnik]09.06.21 22:27
Prue nadal raczej podchodziła do życia z optymistycznym nastawieniem. Nieco ostatnio zgasła, bo nie miała możliwości poszerzać swoich horyzontów. Czuła, że się cofa, że nie ma jak się rozwijać, co okropnie ją irytowało. To było najgorsze w tej sytuacji. No, nie można ignorować również tego, że jej ukochany kuzyn był poszukiwany listem gończym, a jej rodzina została skreślona przez wiele ze szlacheckich rodów. To zdecydowanie ograniczało jej możliwości. Powodowało, że panna Macmillan musiała nieco zmienić podejście do życia. Przestała pozwalać sobie na taką swobodę, jaką miała do tej pory. Nie chciała sprawiać rodzinie dodatkowych kłopotów, mimo, że wewnątrz się dusiła, to wiedziała, że nic nie może z tym zrobić. Może właśnie to było w tym wszystkim najgorsze?
- Ma Pan rację! Szkoda tylko, że niektórzy muszą poświęcić więcej czasu, aby dowiedzieć się w czym są dobrzy. Wydaje mi się, że przez to są nieszczęśliwi. - zamyśliła się przez moment. - Tak, dużo łatwiej jest komuś z zewnątrz dostrzec zalety drugiej osoby, mam wrażenie, że przywykliśmy do tego, aby być w stosunku do siebie bardzo krytycznymi. - ona sama starała się widzieć jedyne dobre cechy drugiej osoby, nawet ignorowała te złe z nadzieją, że dobro zwycięży. Może nie było to specjalnie zdrowe podejście, bo mogła się na tym sparzyć, jednak jak do tej pory działało.
Stopy, które miała bose powoli zaczynały jej marznąć. Czas najwyższy za chwilę ubrać buty, bo jeszcze się przeziębi i zostanie uziemiona w domu, a tego by przecież nie zniosła. Ruszyła się nieco do przodu, na piasek, aby ograniczyć kontakt z wodą, na dzisiaj wystarczy.
Zaśmiała się cicho słysząc jego kolejne słowa, rozmowa przebiegała w nadzwyczaj przyjemnej atmosferze. - To bardzo rozsądne podejście, ważna zasada nie można lekceważyć przeciwnika, bez względu na wszystko! Muszę jednak przyznać, że tak Panu dobrze z oczu patrzyło, że nieco lekkomyślnie podeszłam do sprawy. Jak widać jednak, nie było powodu do strachu, prawda?- wolała się upewnić, że nie ma wobec niej złych zamiarów, jednak przypuszczała, że gdyby chciał zrobić jej krzywdę, to mięliby to już za sobą. - Przykre, że ta sytuacja wykańcza wszystkich, a nie widać nada jej końca. Może jeszcze kiedyś będzie normalnie, będzie przepięknie, przynajmniej taką mam nadzieję. - często zastanawiała się nad tym, kiedy to wszystko się skończy. Nie było widać, jak na razie światełka w tunelu, a szkoda. - Nie wszyscy uważają podejście, jak to za słuszne, aczkolwiek nie specjalnie się tym przejmuję, każdy ma w życiu inne priorytety. - postanowiła wsunąć buty na stopy, bo nawet piasek zaczynał wydawać się być chłodny. Zrobiła to całkiem zwinnie, tym razem bez zbędnych atrakcji. - Po raz kolejny się z Panem zgadzam. Każdy musi dorosnąć do swego imienia, tak mi się przynajmniej wydaje.- rumieńce nie chciały opuścić jej policzków, liczyła jednak na to, że za nadto nie rzucają się w oczy. Spojrzała jeszcze raz na mężczyznę i posłała mu uśmiech. Na mnie już czas Gabrielu, mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy, miło mi się z Tobą gawędziło. - Postanowiła tym razem zignorować konwenanse i być bardziej bezpośrednią, odwróciła się na pięcie, przerzuciła nogę przez miotłę i po chwili jej nie było.

// zt x2


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Nadbrzeżna łąka - Page 10 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Nadbrzeżna łąka [odnośnik]21.09.21 21:19
- 11 I 1958 -
Ronja&Leon
Ostatnimi czasy natykała się, na co raz więcej swoich dawnych wspomnień z czasów pracy w Ministerstwie. Tak przynajmniej można było w gładkich słowach ująć fakt, iż zbuntowani eks — aurorzy wydawali się stałą częścią kolejnych konwersacji, jakie Ronja przeprowadzała na porządku dziennym. I tym razem nie było w tej dziwnej regule wyjątku, gdy zdecydowała się zaprosić do Kornwalii Leona, którego kiełkujące odbicie widziała w Michaelu. Oboje dotknięci przez los zdecydowanie za mrocznie niż na to zasłużyli, oddani sprawie, która z wielu perspektyw wydaje się całkowicie stracona. Wracała akurat ze spotkania z Prudence, pogrążona w rozmowie na temat etyki szlacheckiej, ostatnio nowym i intensywniejszym zainteresowaniu, jakie Ronja nabyła, zdążała na zaplanowane spotkanie w większym pośpiechu niż zazwyczaj, dłonie odziany w długie rękawiczki co jakiś czas zaciskając dla rozgrzania w lodowatym, styczniowym powietrzu. Ciężko jednak było nienawidzić pogody, która jak na złość malowała się niezwykle malowniczo, szczególnie na nadbrzeżnej łące, teraz całkowicie pokrytej puszystą warstwą śniegu o nieskalanej powierzchni. Musiał minąć jakiś czas od ostatniego pobytu tu innych ludzi, bowiem ślady wysokich butów kobiety zostawiały lekkie wciśnięcia w mlecznej skorupie, a brzeg spódnicy sukni zamiatała pod siebie kolejne płatki śniegu. W torbie przewieszonej przez ramię, prócz książki Jaydena, jaką czytała w przerwach od pracy, niosła również skromny prowiant gotowy do spożycia, w postaci dwóch gruszek i prostych kanapek z powidłami owocowymi. Kornwalię odwiedzała ostatniej częściej dzięki wizytom u przyjaciółki, ale jej dopiero teraz w pełni poznawała mniej znajome jej zakamarki oddalone od dworu Macmillanów. Od granicy łąki z piaskiem dzielił czarownicę jeszcze spory dystans, a ponieważ na horyzoncie nie dostrzegała swojego kompana, zadowoliła się wyjęciem zielonego owocu z papierowego opakowania. Przypomniał on jej niedawną rozmowę z Kieranem i ślub, na który udali się, również i w tym przypadku, byłego aurora oraz jego ukochanej. Chociaż bawiła się dobrze, nie mogła oddalić od siebie dziwnego przeczucia powrotu do przeszłości i wspomnień działania jako uzdrowiciel eskapad podróżniczych. To właśnie na jednej z takich komisji poznała Longbottoma, wciąż jeszcze tak bardzo młodego i pełnego determinacji. Wprawdzie minął już jakiś czas od ich prawdziwych sesji terapii, ale pewnego rodzaju niepokój, być może irracjonalnie związany z wydarzeniami w Staffordshire, sprawił, iż zapragnęła upewnić się o dobrej bytności świeżego umysłu czarodzieja. Wydawał się tak pełny potencjału i nadziei na to, czego oczekiwali od przepisowego pokolenia walki z niesprawiedliwością, że Ronję napawał strach na myśl, o jego zderzeniu się z brutalną rzeczywistością. Każdy prędzej, czy później doświadczał jej dotkliwiej, a uzdrowicielka pragnęła rozmową upewnić się, że dla Leona ten czas jeszcze nie nadszedł, albo całkowicie już minął za sprawą ich konsultacji.
| 2 gruszki, chleb razowy, powidła owocowe


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Nadbrzeżna łąka [odnośnik]21.09.21 23:19
Minął nieco ponad tydzień, od kiedy w ramach kontrolnej sesji kończącej cykl rehabilitacyjny, widział się z Panną Fancourt. Od tego czasu, ku jego poważnemu niezadowoleniu, niewiele udało się zrobić. Zatroskani - jego zdaniem po prostu nieufni - członkowie rodziny czy znajomi z pracy nie dopuszczali go jeszcze do czynnego udziału w pomocy potrzebującym. Spędził więc ten czas zmuszając wszystkich do informowania go o sprawach, dotąd przed nim ukrywanych, przekonywaniu każdego niepewnego, że czuje się już naprawdę dobrze i ćwiczeniu zaklęć w ogrodzie, kiedy ostatecznie dopadało go zmęczenie tymiż zajęciami. Chociaż starał się nie ukazywać tego przed innymi – wykluczając ojca, z którym to niestety przeprowadził parę kłótni niegodnych dorosłego Lorda – był zwyczajnie wściekły. Czuł się traktowany jak małe dziecko lub gorzej – ptaszek w klatce, którego złamane skrzydło zdążyło zaleczyć się już dawno temu, a nikt nie chce pozwolić mu nawet raz przelecieć dookoła pokoju. Bo to na Northumberlandzie zależało mu w tym momencie najbardziej. Przecież nie jest tam aż tak niebezpiecznie, by nie mógł w niczym pomóc! To jego rodzinny dom... Nie trzeba się o mnie martwić, nie jestem dzieckiem – powtarzał co chwila, świadomie dreptając tym samym w jakiejś okropnej psychicznej pułapce, za co zawsze się karcił – Przecież tylko dzieci tak mówią...
Kiedy przyszła do niego wieść o prośbie Panny Fancourt dotyczącej spotkania w Kornwalii, wzdrygnął się – bardzo nie chciał przeprowadzać kolejnej rozmowy na temat jego samopoczucia. Niegrzecznym byłoby jednak nie odpowiedzieć na taką prośbę w sensie pozytywnym. Obiecał więc, że się zjawi, w duchu wierząc, iż będzie to spotkanie towarzyskie. Zresztą, potrzebował takich. Nie chciał się do tego przyznać, zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń i ogarniającego go poczucia winy oraz obowiązku, ale czuł się samotny, znudzony... Brakowało mu rozrywki. Spędził wprawdzie przeszły rok zamknięty we własnym domu.
Jeszcze nie spóźniony, maszerował szybkim krokiem na miejsce spotkania. Było zimno, ale ładnie – tolerował zimę tylko w dni szczególnie śnieżne, mógł sobie wtedy ścierpieć mrozy dla pięknych widoków. Obie dłonie trzymał w kieszeni grubego płaszcza, z tym że prawą trzymał jeszcze ucha torby, do której to włożył termos z herbatą i dwie szklanki z grubego szkła. Nie mógł przecież przyjść z pustymi rękoma.
Dotarł na miejsce na czas, nie minęła bowiem chwila, a ujrzał śpieszącą w jego kierunku Ronję Fancourt. Wyszedł jej naprzeciw, a kiedy znajdowali się już wystarczająco blisko, ukłonił się lekko:
- Panno Fancourt – na jego twarzy pojawił się mimowolnie lekki uśmiech, jak u kogoś, kto niezdarnie posługuje się ironią, zbyt bardzo chcąc zaznaczyć żartobliwy sens swoich słów – Odnoszę wrażenie, że nie uwierzyła mi Pani ostatnim razem, kiedy wyraziłem niechęć do rychłego ponownego spotkania. To, lub świadomie pogrywa sobie Pani ze mną.


    herbata 5g


Ostatnio zmieniony przez Leon Longbottom dnia 25.01.22 15:40, w całości zmieniany 1 raz
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom
Re: Nadbrzeżna łąka [odnośnik]22.09.21 14:14
Wreszcie dostrzegając swojego kompana, oddała mu w powitanie krótki ukłon, zaraz orientując się, że w dłoni trzyma na wpół zjedzoną gruszkę. — Możesz spać spokojnie lordzie Longbottom, gry żadnego rodzaju mnie nie interesują. Chyba że gra na quginie, to istotnie wspaniały instrument. — Obdarzyła rozmówcę grzecznym uśmiechem, jednocześnie celowo poddając się rytmu jego słów. Nie chciała, by poczuł się obserwowany, a tym bardziej nagabywany przez byłą terapeutkę, ale sam fakt, iż zgodził się na spotkanie świadczył dla Fancourt o tym, że nie mogło ono Leonowi przeszkadzać aż tak bardzo.
Od dawna pogodziła się z faktem, iż nie nadawała się na nauczyciela, mentorstwo traktując nad wyraz poważnie i odpowiedzialnie. Nie mogła decydować o wsparciu kogoś bez absolutnej pewności, że ze swych obietnic będzie w stanie się wywiązać, jednak tajemnica uzdrowiciela i wyczulona empatia skłaniały Ronję do uważnego spojrzenia na swojego towarzysza. Wydawał się być w znacznie lepszym stanie fizycznym i psychicznym, żywo ruszającym się podczas marszu, a ubranym ciepło. Zganiła się w myślach za wchodzenie zbytnio w szczegóły, które bardziej przypadały na myślenie starszej siostry niż ledwo znajomej osoby. Nie mogła jednak nic poradzić na fakt, że bycie starszą siostrą miała we krwi od dawna, a szczególnie wydłużająca się z każdym dniem nieobecność brata bliźniaka wyczulała w kobiecie zmysły rodzinnej troski. — Dziękuję, że zgodził się lord na spotkanie w Kornwalii, mam nadzieję, że podróż z Northumberland odbyła się bezproblemowo? Sytuacja tam wydaje się być spokojna z postronnych opowieści, czego niestety nie można powiedzieć o Derbyshire i Staffordshire. — Kornwalia szczęśliwie, pod czujnym okiem Macmillanów nie cierpiała na tak nagłe ataki jak tereny Greengrassów, ale temat konfliktu Fancourt przywołała celowo. Pragnęła wybadać reakcję młodego czarodzieja i sposób, w jaki odpowie na kwestię ewidentnie dla niego ważną i emocjonalną. Leon nigdy nie krył się, idąc w ślad rodowych tradycji, ze swojego wsparcia dla mugolskiej krwi mieszkańców Brytanii, zatem tragiczna egzekucja w hrabstwie sprzymierzonego rodu musiała odbić się od niego echem. Jeśli miał zamiar wrócić do czynnego udziału w konflikcie, musiał nie tylko przygotować się na takie wieści, ale też przywyknąć do ich częstotliwości. Tonks przez miesiące ciągłej walki zdążył znieczulić tę część wrażliwości, w pełni oddając się potrzebie podążania do celu, ale dla Leona wciąż jeszcze istniała szansa, że nie wyzbędzie się własnego sumienia na poczet “dobrej sprawy”. Jeśli mogła dołożyć do kształtowania opinii młodszego rebelianta chociaż jedną cegiełkę swoich własnych propozycji, była gotowa zaryzykować odważny temat rozmowy. Uważne spojrzenie bursztynowych oczu mierzyło twarz swojego towarzysza, gdy wyciągała z torby drugą gruszkę i kanapkę, kierując następnie podarunki w jego stronę. — Mam nadzieję, że lord wybaczy mi taką skromną przekąskę, ale sama nie jadłam nic od rana. — Zachęciła go do przyjęcia od siebie pożywnego zawiniątka, umyślnie wspominając własny głód, aby nie czuł się niekomfortowo. Powszechne spostrzeżenia magipsychiatryczne potwierdzały, iż jeśli w trakcie rozmowy wplecie się niepowiązane aspekty, rosną szansę na zgłębienie realnej więzi z rozmówcą, sytuacja nabiera na autentyczności… Otrząsnęła się z badawczych rozmyśleń, przeklinając własną skłonność do nadinterpretacji dostrzeżonych znaków. Zamiast tego, kontynuowała ich spacer, co jakiś czas rozglądając się na boki. — Pogoda wydaje się idealna na spacer, chociaż naukowcy prognozują wyjątkowo ciężkie miesiące zimy w nadchodzącym czasie. Z pewnością utrudni to przebieg dalszych działań zwolenników nowej władzy na terenach im mniej znanych.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Nadbrzeżna łąka [odnośnik]23.09.21 0:50
- Nigdy nie było mi dane usłyszeć gry na... guqinie? Czy tak? – starał się jak najdokładniej powtórzyć nazwę instrumentu wypowiedzianą przez magipsychiatrkę – Może kiedyś dla miłej odmiany zamiast rozmowy o mojej psychice, zechciałaby pani dla mnie zagrać? Ja gram na fortepianie, ale to brzmi całkiem nudno i banalnie, mało jest takich jak jaszlachetnie urodzonych sprecyzował jedynie w myślach - którzy nigdy nie brali lekcji... – dostrzegł właśnie zaczętą dopiero co gruszkę w ręce kobiety, co spowodowało cichą, nie dosłyszalną pośród skrzypienia śniegu pod ich stopami, reakcję żołądka. Mała sprzeczka z ojcem na temat opuszczenia przez niego Northumberlandu po raz pierwszy od dawna, w którą wdał się dziś rano, zadbała o to, by zapomniał o podstawowych potrzebach. Nawet herbatę zaparzył nie ze względu na pragnienie, a etykę i powinność. Dopiero teraz zaczął dopuszczać do siebie informacje organizmu – jestem głodny...
W chwilę po tym, jak przypomniał sobie o powodzie głodu, został właściwie o niego zapytany. Zbieg okoliczności... Jak podróż z Northumberlandu? Jak się tam mają sprawy? Co odpowiedzieć? Sytuacja na pewno nie była spokojna, jednak czy gdziekolwiek była? To co aktualnie ma miejsce w Wielkiej Brytanii można by właściwie nazwać wojną. Ludzie są podzieleni, zastraszeni, odcięci od stolicy. O większych i mniejszych problemach słyszy się codziennie i chociaż ojciec wciąż stara się uspokajać Leona, mówiąc iż robią wszystko co w ich mocy, ten twierdzi, że to za mało. Gdyby robili wszystko, nie siedziałby w domu. Nie przechadzałby się teraz po plaży. Wiedziałby więcej niż do tej pory mu powiedziano. O Derbyshire czy Staffordshire dowiedział się od swojego lokaja! Jak ma się cokolwiek zmienić, skoro powstrzymuje się w tym domu młodych, gotowych do walki czarodziejów? Spokojnie?!
- Spokojnie jak na wojnie. – bąknął niechcący – To znaczy... Przepraszam. – zmieszał się lekko - Bardzo proszę jeść, ze swojej strony proponuję herbatę! – przyjął od rozmówczyni podarowany prowiant i skinął na swoją torbę – Proszę dać znać, zatrzymamy się gdzieś i rozleję.
Zamilknął na chwilę, po tym jak włożył gruszkę do torby i wgryzł się w kanapkę. Łatwo można było zgadnąć, że przekąska mu smakowała oraz że nie jadł śniadania. Będąc już w połowie zjadania kanapki, zorientował się jak wygląda i że nerwowym pałaszowaniem przemilczał jakby zadawane mu pytanie. Spojrzał więc na Ronję, przełknął kęs, po czym westchnął – I tak nie ma sensu się z tym kryć, to przecież psychiatra...Poróżniłem się z ojcem. Znowu. Muszę przyznać, że to miłe uczucie, znaleźć się choć na chwilę poza domem, zwłaszcza w taką piękną pogodę... Ale nigdzie nie jest bezpiecznie. U nas również. I nic nie da udawanie, że wszystko jest pod kontrolą... – popełnił krok, którego może zaraz będzie żałował, krok zbliżający ich rozmowę do sesji, na jakie jeszcze niedawno się spotykali, i ze świadomością swojego błędu powrócił do jedzenia.
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom
Re: Nadbrzeżna łąka [odnośnik]25.09.21 18:57
Leon przypominał jej o młodości, której nigdy nie doświadczyła, o nastawieniu, które nigdy nie pozyskała, a jednak tak często zazdrościła. Wciąż jeszcze nieprzytłoczony zapał w oczach, nadzieja w głosie, która sprawiała, że Ronja pragnęła wierzyć w dobro kolejnego pokolenia. — Rzadko kiedy coś faktycznie okazuje się łatwe i banalne mimo naszych myśli, a już szczególnie muzyka zaskakuje prawie zawsze. — Odparła zastanawiając się na ile dokładnie wychowanie Longbottoma oparte było na zasadach, które obowiązywały arystokratów. Sama nie orientowała się w nich idealnie, ale regularne przebywanie pośród wysoko urodzonych sprawiło, że pewne konwenanse podłapywała wręcz nieświadomie, powoli kształtując język oraz mowę ciała w zależności od swojego rozmówcy.
W każdym razie, jeśli lord będzie miał kiedykolwiek zagrać wspólnie, z miłą chęcią na to przystanę. — Dodała, rzucając przyjazną prośbę, we wspomnieniach mając noworoczne świętowanie w gronie przyjaciół. W prawdzie wiekiem czarodziejowi bliżej było do młodocianego towarzystwa, Fancourt nie miała żadnych wątpliwości, że odnalazłby się on pośród zaufanych znajomych z otoczenia kobiety. Dostrzegając, iż towarzysz pogrążył się we własnych myślach, Ronja odstawiła na moment dalsze komentarza, zamiast tego skupiając wzrok na uspokajającym krajobrazie brzegu wody. Szumienie spowolnił lód zamarzły w niektórych miejscach, ale wciąż co mocniejsze fale przebijały się przez lodowate strumienie. — Nie ma lord, za co przepraszać, porównanie jest trafne. Jak spokojnie może być w dzisiejszych czasach. — Przyznała mu rację, zachęcając do kontynuowania rozmowy. Tak niepewne okoliczności nie stanowiły łatwego wyzwania dla nawet najbardziej wprawionych osób, a co dopiero tych, które musiały się zmierzyć jeszcze z własnymi demonami przeszłości.
Przystanęli przy większej skale i towarzyszącemu jej pagórkowi, gdzie chociaż przez chwilę mogli oprzeć noszone torby i odpowiednio pilnie rozlać ciepłą herbatę. Gdy tylko ciepły napój rozlał się po wnętrzu Fancourt, wydała z siebie ciche westchnienie, jednocześnie wzrokiem ogarniając niepewność swojego towarzysza. Jadł chwilę nerwowo, wyczekując odpowiedniego momentu i kiedy stało się jasne, że Ronja nie zamierzała mu przerywać, wreszcie wyrzucił z siebie to, co pragnął powiedzieć. Wprawdzie kobieta zawsze ostrożnie podchodziła do dyskusji około terapii odbywających się poza strefą gabinetu, ale też wystarczająco szybko dostrzegła, iż moment życia, w którym znajdowała się zarówno ona, jak i wielu z rozmówców, wymagała dostosowania się do różnorakich sytuacji.
Strach to potężna emocja. — Zaczęła wolno, smakując słów na języku, zanim te przybrał formy pełnych zdań. — W pewien sposób jest nam niezbędna do przeżycia w “dziczy” otaczającego się świata. Pilnuje czy jest bezpiecznie, czy możemy sobie pozwolić na odprężenie, ale im ciaśniej pętla zagrożenia zatacza koła przy naszym schronieniu, tym mniej pewni możemy się czuć. To wpływa na wiele czynników, między innymi relacje z innymi osobami, także lorda ojca. — Pleciona pajęczyna wytłumaczeń nie wydawała się straszna ani zagmatwana, tak jak bywało z wieloma innymi osobami zdolnych w zakresie umiejętności perswazji. Fancourt działała subtelniej, łagodnie, zamiast przymusu i wymagań, oferując raczej wnioski do rozpatrzenia niż oczywiste rozwiązania. — To może się wydawać przytłaczające. Dla wielu takie jest. Dla mnie na pewno. — Ostrożnie skubnęła kolejny kawałek kanapki, pocierając wolną częścią dłoni o siebie, by chociaż odrobinę dodać sobie ciepła. — Ale ciągła obawa łatwo wprowadza nas w objęcia paranoi i chociaż nikt nie oszukuje się, że wszystko jest pod kontrolą, jesteśmy tylko ludźmi. Należy nam się chwila wytchnienia od zła tego świata.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Nadbrzeżna łąka [odnośnik]29.09.21 20:37
Gdyby można było ukoić wszelkie nerwy i bóle filiżanką ciepłej herbaty... Stopić wojenne zaspy, przepchać zapory nieporozumień, zaleczyć cielesne rany, usunąć duchowe blizny i wymazać z pamięci bolesne obrazy... Ale nie można. Cóż, nie jest to ostatecznie żadna mikstura, a parę ziół zalanych wrzącą wodą, należy się więc cieszyć, że napój ten posiada pewne pozytywne właściwości. Nie spełni wprawdzie nawet ułamka wyżej wymienionych marzeń, ale tymczasowo uspokoi i na pewno ogrzeje pijącego. A do tego jest pyszna. Idealny napój na spacer zimową porą, zwłaszcza gdy chwilę wcześniej spałaszowało się słodką kanapkę.
Powoli, ostrożnie, uważając by czasem nie sparzyć sobie języka, popijał gorący napar, słuchając odpowiedzi Ronji na jego zwierzenie. Mimochodem wyobraził sobie sytuację, w której on i Panna Fancourt razem pogrywają na instrumentach i zastanawiał się nad przyzwoitością takiego zdarzenia. Szybko doszedł do wniosku, że jego propozycja w świetle zasad kultury kontaktów damsko-męskich była niestosowna, mając na uwadze stan cywilny tej dwójki, różnicę wieku oraz łączącą ich relację magipsychiatra-pacjent. Na ten efekt swoich rozmyślań wzruszył jednak tylko ramionami – nigdy bowiem tak bardzo nie stosował się do tych sztywnych reguł, podważał często ich sens, wskazując przy tym na fakt, iż wiele z nich ma swoje źródło w spekulacjach i uprzedzeniach. Nijak nie mają się do indywidualnych relacji i ich zazwyczaj skomplikowanej struktury – w tym przypadku również, bo przecież w propozycji Longbottoma nie tkwił żaden podtekst romantyczny i wydawało się, że wiedziały o tym obie strony. Co innego mogły jednak rzec o tym wszystkie ciocie Leona, a było ich zgoła wiele, wywołując wir plotek i pomówień. Tylko dlatego warto jest znać zasady savoir vivre'u.
Zdawać by się mogło, że brunet słucha swojej rozmówczyni niezbyt dokładnie, zajęty już bardziej przygotowywaniem odpowiedzi na jej wypowiedź, niźli próbą zrozumienia każdego wymówionego przez nią zdania. Ale przecież znał większość jej zawodowych opinii, wiedział, że będzie go próbowała uspokajać. Nie na tym mu zależało.
- Nasz strach tylko napędza potwory, próbujące przejąć władzę nad światem. Jest ich pożywką i naszą zgubą. Odbieramy sobie siłę, próbując dusić w sobie nawzajem ogień walki dla jakiegoś złudnego, chwilowego poczucia bezpieczeństwa rodziny i bliskich. Pożeramy własny ogon, Panno Fancourt. – powiedział, dosłownie oddech po tym, jak Ronja skończyła ostatnie zdanie – Nie możemy wiecznie liczyć na to, że kilku śmiałków ściganych listami gończymi załatwi sprawę, podczas gdy my będziemy siedzieć zabarykadowani bezpiecznie w swoich obrzydliwie bogatych rezydencjach czy względnie niepozornych domostwach, z nadzieją, że nas mrok nie dosięgnie. Musimy działać. Rok przechorowałem zamknięty w willi z ojcem. Rok pracowałem na to, żeby móc w końcu odwdzięczyć się za wyrządzone nam krzywdy. To nie potrwa wiele dłużej. Ojciec nie ma prawa nadal mnie powstrzymywać. Jestem dorosłym, świadomym mężczyzną. W wyniku zamachu stanu nie tylko podupadłem na zdrowiu, ale także straciłem pracę. Na pewno nie będę zajmował się teraz szukaniem żony czy inwestycjami rodowymi, podczas gdy w sąsiedztwie dzieją się niegodziwości. Już dość wypoczywałem. – na twarzy wyskoczyły mu rumieńce, po których łatwo wydedukować można było, że nie są skutkiem wypicia paru łyków ciepłej herbaty – Ronjo. – po raz pierwszy zwróciwszy się do kobiety po imieniu, zdjął „szlachecką” zasłonę konwenansów i dalej mówił niezwykle szczerze i prosto z serca - Znasz mnie. Wiesz, że nie jestem lekkomyślny. Nie zależy mi na rzuceniu się w pożogę, wiesz jak wysoko cenię sobie dobry plan działania, nie jestem samobójcą. Nie zamierzam robić niczego głupiego, a już na pewno nie zamierzam robić tego sam. Chcę tylko pomóc. To wszystko... Bo to wszystko co... Co... Co siedzi we mnie... Albo przekuję to w coś pożytecznego, albo wybuchnę, oszaleję czy - czy sam Merlin wie co! Uwierz mi. To już czas, nie trzeba się o mnie martwić.
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom
Re: Nadbrzeżna łąka [odnośnik]05.10.21 20:51
Południowe wybrzeże Anglii przywodziło na myśl letnie lenistwo przy akompaniamencie cykad i wesołego piknikowania na piaszczystej plaży. Gdyby zamknęła oczy, próbując zignorować dolegliwe uparcie zimno, może nawet potrafiłaby wyobrazić sobie, że faktycznie panuje pod stopami czerwcowy rozkwit ziół, a nie chropowata nawierzchnia lodu ze śniegiem. Tak jak niewiele sytuacji potrafiło wyprowadzić kobietę z równowagi, naiwność i zapalczywość młodego chłopaka wywoływała mieszane emocje w uzdrowicielce, z których łatwo wyróżnić było swego rodzaju złość, a nawet podirytowanie. W gruncie rzeczy nie chodziło nawet konkretnie o niego. Ledwo mężczyznę wrzuconego w odpowiedzialność, pod której ciężarem uginają się nawet najbardziej doświadczeni z wojowników. Wydawało się im, że są gotowi, ale kobieta dobrze wiedziała, że rzeczywistość była inna. Z tak postawionej sytuacji wynikały dwa wyjścia, jedno gorsze od drugiego. W pierwszej ewentualności zamknięci w potrzasku misji dojrzewający zbyt szybko i na siłę ginęli pod naciskiem wroga w kolejnej tragicznej śmierci przysypanej lawiną łez, a zaraz potem rosnącej znów goryczy. Nie wierzyła w bohaterską śmierć, a w bohaterskie życie, bowiem każdy byłby w stanie rzucić ostateczne zaklęcie i próbować zapomnieć o swym sumieniu. Konsekwencje tego pozostawały do wglądu dla nielicznych, w tym właśnie ściskającej kurczowo kubek Azjatki. Druga opcja jawiła się w przeżyciu traum i kontynuacją rosnących frustracji, traktowaniem własnego gniewu niczym pielęgnacji, która ostatecznie mogła doprowadzić do nieopanowanych skutków. Agresja, brak kontroli, pochopność.
Rozumiem lorda frustrację. Wyobrażam sobie, że okres choroby i powrót do dalszej działalności, gdy w trakcie czasu tego wydarzyło się tak wiele, może być przytłaczający, ale martwy lord nie przyda się nikomu. — Stanowcze słowa wybrzmiały nad wyraz wręcz chłodno, nagle wyczuć dało się rosnący dystans relacji uzdrowiciela ze swym pacjentem. Nie mogła go pouczać, nie przystawało to ani ich powiązaniu, ani zaufaniu, jakie wypracowali podczas poprzednich spotkań, jednak fakt, iż młodzieniec zdawał się nie do końca pojmować zasady, jakimi kierowała się brutalna rzeczywistość, skłonił ją do kontynuowania wątku.
Pomoc jest dobra. Pomoc jest potrzebna, ale w lordowskiej gestii leży cały wachlarz możliwości. - Potwierdziła potrzebę Longbottoma, ignorując skrzętnie użycie zaledwie jej imienia. Sama nie zamierzała zrezygnować z odpowiednich tytułów, chociaż rozumiała potrzebę zbliżenia się w rozmowie o rzeczach ważnych dla ich obu, a szczególnie potencjalnego stanu zdrowotnego czarodzieja.
Dla lorda rodowe inwestycje mogą się wydawać teraz nieistotne, ale dla czarodziejów mugolskiego pochodzenia zwolnionych z dotychczasowych prac, stanowisko na dworze dałoby źródło utrzymania często dla całych rodzin. Im silniejsze są zasoby skarbca, tym lepiej zaopatrzyć można ewentualne wsparcie dla Zakonu, czy też mieszkańców Northumberland. Poszukiwanie żony, chociaż w bliskiej perspektywie trywialne i nie na miejscu, wiąże się też z rodowymi sojuszami, które z kolei umacniają zgody zawarte między rodami wielkich czarodziejów. — Przerwała dłuższą wypowiedź ugryzieniem kanapki, przez chwilę wpatrując się w krajobraz roztaczający się przed miejscem ich spoczynku. Rozumiała potrzeby jego serca i naprawdę nie czerpała radości z wyciągania swych kontrargumentów, formułując je ledwo w sugestie, które mógł wziąć pod rozwagę. — Oczywiście to tylko moja opinia, zaledwie jedno zdanie w morzu pozostałych, spośród których najważniejsze jest to, co chcesz zrobić ty Leonie. — Zakończyła w końcu personalnie, tak jak zwracali się do siebie podczas sesji terapeutycznych, gdzie nalegała na używanie imion do zachowania płynności konwersacji. — Jestem też pewna, że twój ojciec nie pragnie niczego złego w twym interesie, a jeśli już, pragnie jedynie ostrzec cię przed potencjalnymi konsekwencjami. Bowiem każde działania takowe mają. Szczególnie te zbrojne. — Ma jeszcze wiele czasu, by poznać mdlący zapach krwi i swąd palących się ciał. By na ciele poczuć gęsią skórkę, gdy w gardle zastyga niemy krzyk, a na skraju ramienia czai się strach większy niż najgłębsza emocja, jaką zdążył odczuć w całym swoim dotychczasowych życiu.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Nadbrzeżna łąka [odnośnik]17.10.21 17:32
- Ale ja to wszystko wiem! - podniósł w końcu głos, za co szybko się skarcił w myślach, bo przecież ludzie trzymający tę samą stronę w konflikcie, nie powinni się kłócić między sobą – Przepraszam. – zreflektował się i uspokoił głos - Wszystko to co mówisz jest prawdą, to wszystko wpaja się nam od dziecka. Nestorom nie zależy na niczym bardziej niż na rodowych sojuszach i inwestycjach – to mnie nie ominie. Lecz nie jest to teraz najważniejsze. Nie chcę zakładać rodziny w samym środku wojny, a potem pluć sobie w brodę, wychowując dzieci w okrutnym świecie, którego nie pomogłem ratować na czas. Muszę się jeszcze wiele nauczyć, żeby być bardziej przydatnym. Czas zacząć. Jestem zdrowy, sprawny i gotowy do czynnej pomocy w terenie. I tam powinienem się teraz znajdować. I tam też się znajdę, nieważne ilu apeli i ostrzeżeń będę jeszcze musiał wysłuchać.
Spoglądał w stronę morza, a na jego twarzy rysowała się powaga i duma. Był stanowczy. Wiedział że tylko w taki sposób zdoła wymusić na innych traktowanie go jak dorosłego, świadomego lorda.
Miewał jeszcze co prawda dziecinne zrywy i wybuchy, jak ten przed chwilą, lecz wynikały one bezpośrednio z jego młodzieńczego temperamentu i zapału, który zderzać się musi co chwila z zimnymi jak stal zasadami i zwyczajami rzeczywistego świata. To oraz jego chłopięce ciało były jedynymi pozostałościami po Leonie sprzed wypadku, co ułatwiało innym postrzeganie go przez pryzmat dziecka, żółtodzioba, kogoś nieporadnego... Niełatwo jest wyjść ponad pozory, pokazać że nie jest się kruchym, kiedy ma się ciało chude jak patyk - lub że jest się już mężczyzną, gdy nie ma się zarostu, który by za to poświadczył.
- Proszę, nie zrozum mnie źle. Doceniam twoją troskę. To bardzo miłe, potrzebne uczucie... Wiedzieć, że jest ktoś, komu zależy na twoim zdrowiu, życiu. Fakt, iż chciałaś spotkać się nieformalnie, poza ścianami gabinetu, świadczy o tym, że nie jestem dla ciebie tylko pacjentem. I ty nie jesteś dla mnie jedynie psychiatrą. Dobrze jest mieć wokół ludzi życzliwych, zwłaszcza teraz. Chcę jednak prosić, panno Fancourt – proszę nie brać na swoje barki odpowiedzialności za nasze czyny i ich konsekwencje. Wykończysz się, to poświęcenie równie wielkie, jeśli nie większe od tego, od którego próbujesz mnie odwieść.
Lekkie uderzenie mroźnego wiatru zmusiło Leona do skurczenia się nieco we wnętrzu jego płaszcza i schowaniu rąk do kieszeni. Ciężka zima. Żeby ją przetrwać, promugolscy czarodzieje muszą na sobie polegać.
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom
Re: Nadbrzeżna łąka [odnośnik]02.11.21 10:06
Usta zacisnęły się w cienką kreskę, a plecy wyprostowały znacząco. Czy przekroczyła granicę? Najwyraźniej, tak, fakt ten rozpływający się w lodowatej realizacji po plecach. Wypowiedziała słowa, których pewności nie zamierzała zaprzeczać, ale nie na miejscu było oczekiwanie od młodego lorda czegokolwiek więcej poza zdawkowym wysłuchaniem ich. Był taki młody. Gdy mrugnęła ponownie, przed oczami widziała swoją młodszą siostrę, wciąż jeszcze niewinnie dojrzewającą pod burzowymi chmurami zła, które trawiło każdego z nich. Bynajmniej nie kierowała swych słów w sposób karcący, czy pouczający. Nie traktowała też czarodzieja jak dziecko, czy kogoś nieodpowiedzialnego, sam jednak fakt gniewu, jaki w nim widziała, przemierzał niebezpiecznie skórę na jej dłoniach, wywołując ciarki. On to wszystko wie. Dlaczego zatem po głowie kołatała się oczywista odpowiedź frustracji, a usta rozchyliły się na moment, by zaraz zmienić kierunek swej wypowiedzi. Nie wie wszystkiego. Nikt z nich nie wie. Rozprostowała smukłe dłonie, sztywno odpychając się od skały, na której opierała swój ciężar i wróciła do pozycji stojącej.
Nie, to ja muszę przeprosić lordzie Longbottom. Zachowałam się niestosownie, a moje uwagi nie powinny mieć miejsca. Nie cofnę ich jednak i mimo ewidentnego braku zgody, nie chciałabym nawet tego robić. — Dużo słyszała o tym jak słabo pokazuje na swej twarzy emocje, zbyt dobrze zna ich znaczenia, by pozwolić na niesubordynację naturalnych odruchów ludzkiego ciała. Kontrola stanowiła naukę znajomą i wygodną, gdy wpadała w rytm chłodnego spokoju, nawet tutaj, na cichej plaży.
Masz jeszcze dużo czasu lordzie. — Stwierdziła cicho, zbierając swoje rzeczy do torby powolnymi ruchami. — Możesz go mieć dużo, o ile zdołasz go przy sobie zatrzymać. Śpiesz się powoli Leonie, siebie nawzajem potrzebujemy w tych czasach najbardziej. — Uniosła głowę, mierząc mężczyznę wzrokiem i nagle poczuła się bardzo daleka. Od niego, od miejsca, w którym odbyli swój spontaniczny piknik i od wszystkich ludzi, których znała. Niektórych los obdarzył odpowiedzialnością, którą mieli nieść w samotności do końca swojego życia. Ronja nie patrzyła na innych z wyższością, nie czuła tego rodzaju zazdrości, ani nie uważała się za lepszą. Może wskazywało to na brak jakiegoś rodzaju przeczuć naturalnych dla wszystkich, ale nie mogła zmienić tego kim była bardziej niż teraz, w czasach wojny. Te kilka lat temu nigdy nie pomyślałaby, w jaką drogę zabierze ją los i gdzie skończy. Otwarcie wspierając krwawy konflikt, jedna strona gorsza od drugiej, a za mordami stali prawdziwi ludzie. Chorzy, zimni. Gdzie leżała granica głodu ich władzy, tego nie była w stanie określić, ale nie zdziwiłaby się gdyby wąż zaczął zjadać własny ogon, gdy nie spotka więcej oporu na swej drodze. Wtedy nastanie prawdziwy chaos, a oni mogą nie dożyć możliwości zobaczenia go na własne oczy.
Prawdopodobnie lepiej będzie dla nas powtarzać spotkania jedynie w profesjonalnym otoczeniu, nie chciałabym, by lord czuł więcej niepotrzebnej frustracji. — Skłoniła się lekko, odchodząc parę kroków. Wiatr unosił delikatnie warstwy ubrań, jakimi była okryta i zrzucał kosmyki ciemnych włosów zza uszu na czoło. — Do zobaczenia lordzie Longbottom, mam nadzieję, że znajdzie lord własną wartość, którą nie trzeba będzie określić litrami przelanej krwi wrogów. — To mówiąc, uśmiechnęła się znikomie, ale nie musiał się przyglądać jej uważnie by dostrzec cień smutku przebiegający przez blade oblicze.
| zt. dla ronji


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Nadbrzeżna łąka [odnośnik]24.11.21 19:19
W ciszy słuchał Ronji i obserwował jak zbiera się do opuszczenia jego towarzystwa. Chociaż mówił szczerze i prosto z serca, starając się przy tym nie obrazić swojej rozmówczyni i nie zepsuć ich relacji, czuł dziwne poczucie winy. Zbyt wiele słów zostało wypowiedzianych, przekroczona została jakaś granica. Roztrząsanie tego w tym momencie, na świeżo, wydawało się pomysłem ryzykownym, prowadzącym prawdopodobnie do eskalacji niepotrzebnych emocji. Dlatego właśnie milczał. Dopiero w odpowiedzi na pożegnalne zdanie rzucił:
- Rozumiem. Może jednak uda się kiedyś jeszcze spotkać w przyjemnej atmosferze. Naprawdę liczyłem na ten qugin. Do zobaczenia! – nie śpieszno mu było do gabinetu magipsychiatrycznego, więc wizja kolejnego ich spotkania, jaką kreśliła panna Fancourt, była mu nieprzyjemną.
Patrzył jak odchodzi, zagłębia się coraz dalej i dalej w kornwalijski krajobraz, z drugiego, na trzeci plan, by w końcu rozmyć się w malowniczym tle. Sam zaś został nad brzegiem jeszcze jakiś czas, zanim nie udał się także w drogę powrotną. Chciał skorzystać z tej chwili samotności w przepięknej scenerii, pomimo gryzącego mrozem wiatru. Potrzebował też przetrawić i przemyśleć kilka spraw. Rozważyć parę argumentów, które padły w trakcie tego krótkiego, ale z pewnością intensywnego spaceru.
Bo przecież nieprawdziwym byłoby stwierdzenie, że młody czarodziej całkowicie nie zgadzał się ze zdaniem Ronji. Rozumiał jej obawy, wynikające z nich wątpliwości i usilne próby zmuszenia go do szerszego spojrzenia na aktualną sytuację polityczną. Mówiła mądrze, jej rady były bardzo dobre, racjonalne. A zdawać by się mogło, że nie natrafiła z nimi na dobry grunt.
Czy raczej na złą porę. W głębi serca Leon przecież nie chciał prowadzić swojego życia prywatnego w taki sposób, jak dotychczas. Brakowało mu bliskości, a kiedy już został zwolniony z „aresztu domowego” i ma możliwość powrotu do ludzi, prędzej czy później przyjdzie mu zmierzyć się z tą jakże ważną potrzebą. I jedna z propozycji wyłożonych przez Fancourt będzie mimowolnie materializować się przed jego oczami. Zacznie ją zgłębiać, puszczając w ruch całą machinę zdarzeń bardziej lub może i mniej przyjemnych, ale mających niewiele wspólnego z przelewaniem krwi politycznych przeciwników.

zt
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom

Strona 10 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Nadbrzeżna łąka
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach