Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pokój dzienny
AutorWiadomość
Pokój dzienny [odnośnik]03.05.15 1:58
First topic message reminder :

Pokój dzienny

W centralnej części salonu znajdują się miękkie, obite aksamitem kanapy, fotele oraz krzesła, w większości przyozdobione narzutami wykonanymi z futer białych lisów oraz eleganckimi poduszeczkami haftowanymi we francuskie wzory. Salon połączony jest z niewielką biblioteczką, piętrzące się regały zawierają perły światowej literatury, z naciskiem na poezję, jak również wiele ksiąg z zakresu różnych sztuk magicznych, od uroków, przez transmutację, na traktatach alchemicznych skończywszy. Pośród nich na półkach znajduje się wiele pamiątek po przodkach, w tym popiersie Alarica Rosiera, wyjątkowo uzdolnionego czarnoksiężnika. Nad kominkiem, w którym poza cieplejszymi dniami nieustannie żarzy się ogień, wisi portret pięknej hrabiny Mahaut, protoplastki rodu oraz trucicielki francuskich królów. Za dnia pokój rozświetla obszerne okno, delikatnie przysłonięte ciężkimi kotarami, barwy krwistego szkarłatu, zza których tańczą eteryczne białe firanki, a nocą - rozłożysty kryształowy żyrandol o zdobieniach w kształcie róż. Pokój jest jasny, przestronny, najwięcej światła wpuszczają dwuskrzydłowe drzwi prowadzące do różanych ogrodów. Jasną posadzkę zdobią obszerne donice z roślinami dekoracyjnymi, a kremowe ściany wymalowano w zdobienia francuskiej korony.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pokój dzienny [odnośnik]14.12.18 22:47
Przeczuwał, bowiem i ona była takim głupcem, sprzeniewierzającym się przeciwko niemu. Gdyby nie stało się to teraz, stałoby się z jego różdżki, gdy prędzej niż później stanęliby przeciw sobie. Ścigając czarnoksiężników u boku rudego Brendana Weasleya, dumnego aurorzyny o wybujałych marzeniach i naiwnych ideologiach. Padłaby ofiarą jednego z nich, Rycerzy Walpurgii, nie zdążywszy nawet wypowiedzieć pierwszych głosek inkantacji rozbrajającej. Była młoda, pełna werwy, ale jej charakter buntowniczy. Była jak zouwu, którego nikt nie potrafił poskromić. Potrzebowała opanowania, by posiąść wiedzę i umiejętności, które pozwoliłyby jej przetrwać. Nie zdążyła. Był pewien, że w jej działaniu nie było żadnej logiki. Z pewnością on sam znalazłby inne możliwości, aby się ocalić. Ocaliła pozostałych? I nie pozostawiła po sobie nic. Ani dobrych wspomnień, ani łzy wzruszenia. Nie zapisze się na kartach historii, nikt nie będzie snuł o niej żadnych opowieści. Nie dostrzegał jej u Fantine, ale znał ją na tyle długo, by wiedzieć, co myślała. Że cieszyła się, że wyszła z tego cało, a jej przerażenie wynikało z samego faktu znalezienia się w tak koszmarnym miejscu. Czy była zdana na innych, czy wykrzesała z siebie choć trochę, nieważne. Ona przeżyła i powinna się cieszyć, zamiast użalać nad sobą. Nie powiedział na ten temat jednak nic, to było domeną kobiet podobnych do niej; wychowanych na dworach, wśród luksusów, kilometrów atłasu i satyn, srebrnych tac i złotych imbryków. Bo jej miejsce było tu, wśród białego płótna i farb, muzyki klasycznej i doskonałych róż odpornych przetrwać najbardziej srogą zimę. Taką zimę miałaś już za sobą, Fantine, nadeszła wiosna, a po niej było już lato.
— Brawura to jej drugie imię — odparł wymijająco; na trzecie było głupota. — Ale z tego, co mówisz, dzięki niej żyjesz. I jesteś cała i zdrowa. Jak to zdarzenie przyjął twój brat? Melisande?— Tristan z pewnością nie był zachwycony. Odchylił głowę na bok i odkaszlnął, kiedy ciężar w płucach stał się nie do wytrzymania. Nie zażywał tego, co powinien, odkąd opuścił lecznicę, specyfik podany mu przez małą uzdrowicielkę musiał być nieszkodliwym eliksirem, którego skutków może nawet i nie odczuł. Jeśli cokolwiek mu pomagało, działało bardzo powoli. Sięgnął po kielich winem, znów, lecz tym razem upił kilka drobnych łyków i odstawił go na bok.
Nie miał pojęcia o tym, czego uczył ją Tristan, co przed nią odsłaniał, co okazywał. Dlatego sam był ostrożny w swoich słowach i gestach, nie chcąc zdradzać jej niczego, czego nie chciałby jej zdradzić własny brat. Czując na sobie jej uważne spojrzenie, powoli  zwrócił się w jej kierunku. Uśmiechnął się lekko, pogodnie. To nie wymagało od niego zbyt wiele siły.
— Byłem — przyznał enigmatycznie, powstrzymał się jednak przed wypowiedzeniem czegoś więcej. — I uwierz mi na słowo, nie tego dla siebie byś chciała. A już na pewno nie tego chcieliby twoi bliscy — był pewien, co do swych słów. Pochylił się w jej kierunku lekko i konspiracyjnym szeptem, zdradził jej tajemnicę: — i widok jest niezwykły— ale nie odczuwanie. Już sam widok mroził krew w żyłach, a każdy kto doświadczył tego potwornego gwałtu na swym umyśle, czym prędzej chciał o tym zapomnieć.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 40
UROKI : 25
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz
Pokój dzienny - Page 5 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Pokój dzienny [odnośnik]04.01.19 18:52
- Tak. Zawsze będę jej za to wdzięczna. Gdy ją pochowacie, poinformuj mnie proszę, gdzie to się stanie. Chciałabym złożyć kwiaty na jej grobie - powiedziała gładko, bez zająknięcia, bo to własnie powiedzieć należało; tego wymagała uprzejmość. - Zmartwili się, oczywiście - odparła Fantine od razu, odpowiedź była wszak oczywista; pomimo zadry, która pomiędzy pojawiła się pomiędzy nią, a starszym bratem, nie osłabła przecież miłość pomiędzy nimi. - Tristan wpadł w gniew, ale nie wini mnie. To ja siebie winię, że dałam wplątać się w taką pułapkę jak zaproszenie na wernisaż. To więcej się już nie powtórzy. Nakazał sprawdzać wszystkie przychodzące do Chateau Rose zaproszenia - westchnęła Różyczka, bo choć rozmawiali ze sobą coraz mniej, to działania te świadczyły, że mimo wszystko - wciąż mu na niej zależy.
- Dobrze, już, dobrze, wierzę ci na słowo. Nigdy o to nie poproszę, nawet jeśli na mej drodze los zechce postawić legilimentę - powiedziała potulnym tonem, składając obietnicę, o którą nawet nie prosił i najpewniej nie potrzebował, ale Fantine lubiła wierzyć, że jest ważna, że wszyscy wokół dbają o jej dobro i spokój. Dla samej siebie była wszak centrum wszechświata, a jej problemy - problemami rangi światowej. Dlatego, choć nie powinna była użalać się nad sobą, to robiła to. W jej oczach tamta noc była największym koszmarem jaki może spotkać młodą damę. Dramatyzowała i przeżywała to aż zbyt intensywnie; nigdy jednak nie spotkało jej w życiu nic bardziej przerażającego - i oby już nie spotkało.
Gdy nachylił się ku niej, uczyniła to płytko także i ona, nawet nieco rozbawiona faktem, że zniżył głos do konspiracyjnego szeptu. Nie była pewna, czy to co padło z jego ust bardziej fascynowało, czy wzbudzało gdzieś w sercu niepokój - mimo wszystko chyba to pierwsze, bo zdecydowała się chociaż podjąć próbę pociągnięcia go za język. Nie spodziewała się spektakularnego sukcesu, Mulciber był zbyt bystrym, inteligentnym czarodziejem, by dać się zmanipulować tak zielonej młódce jak ona - musiała nabrać doświadczenia. - Zdefiniuj niezwykły w tym kontekście - poprosiła gładkim tonem, cichym, ocierającym się o granicę słyszalności. Cóż było w tym niezwykłego, Ramsey? Twarz wykrzywiona bólem, krzyki pełne cierpienia? Chciała wiedzieć. Bo w zaciszu własnej pracowni alchemicznej, gdy zachodziło słońce, a ona miała w dłoniach księgę z alchemicznymi recepturami, nierzadko także tymi zakazanymi, zastanawiała się nie raz i nie dwa jak to naprawdę wygląda w praktyce - co dzieje się z ofiarą Agonii, gdy ból rozprzestrzeni się już po całym ciele? Eliksir Żywego Ognia sprawia ponoć, że człowiek czuje się wypalany od środka, a skóra nabiera ciemnego, fioletowego zabarwienia. Skutki te znała jedynie z opowieści. Potrafiła uwarzyć te trucizny, wszystko, czego jednak sama się dopuściła kończyło się na dolewaniu fiolki Eliksiru Dyńka, czy Grzybiej Japy do herbaty nielubianej szkolnej koleżanki - zawsze obserwowała efekty z niezwykłym rozbawieniem, nie czując przy tym ni żalu, ni wyrzutów sumienia. Wszystko to było jednak niemal szkolnymi psikusami.


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : 5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 22
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Pokój dzienny [odnośnik]09.01.19 21:23
Zapach tego miejsca szczególnie głęboko tkwił w pamięci. To zapachy czasów i chwil, które wydawały się tak intensywne i silne pozostawały w człowieku na długo. Czasem wystarczył lekki powiew z wiatrem, gdzieś daleko, lub tuż obok, by przywieść na myśl konkretne wspomnienia lub złudzenie, że ta sytuacja się już miała miejsce w przeszłości. W rzeczywistości była całkiem inna, tylko zapach pozostawał ten sam. Fantine należała do świata budującego ten zapach. Kiedy na nią patrzył, choć była już dorosłą kobietą, miał przed oczami małą dziewczynkę, która siadała na wysokich krzesłach niczym na tronie i z gracją poprawiała wystawne sukienki, które marszczyły się nad jej kolanami.
— Fantine, kogo ty chcesz oszukać — spytał w końcu i uśmiechnął się, opuszczając wzrok tak, jakby coś konkretnego przykuło jego uwagę, choć nie patrzył na nic szczególnego, błądząc spojrzeniem po przestrzeni pomiędzy nimi — podłogą, obiciami foteli, szatami, nogami, strojami. Nie oczekiwał odpowiedzi, więc kontynuował:— Oboje dobrze wiemy, że twoja stopa nigdy nie stanie na tym cmentarzu, a ty nigdy nie złożysz choćby chwastu na tym grobie. — Nie miał pretensji. I sam nie zamierzał tego robić. Znał ją na tyle, by wiedzieć, że jej kapryśna i wygodna natura nie powiodłaby ją w tamte strony tylko po to, by złożyć cześć komuś kto był dla niej bez znaczenia. A Mia właśnie taka była — niezależnie od tego, co mu przez grzeczność próbowała dziś wmówić, była nikim, nawet jeśli poświęciła swoje życie by ją uratować.
Tristan był przezorny, dobrze. Potrafił zadbać o bliskich. Zajął się pilnowaniem, by jego młodsza siostra nie popełniała więcej podobnych głupot. Nie był zdziwiony — ani jej naiwnością, ani środkami zaradczymi podjętymi przez Rosiera.
— To mogło być zaproszenie od kogokolwiek, ale nie powiedziałaś o tym nikomu, zanim się tam wybrałaś — to było kwestią godną rozważenia; nie powinna była postępować pochopnie, wybierając się samotnie i bez konsultacji z członkami rodziny, kiedy wokół nich anomalie zbierały krwawe żniwo. Wszędzie było niebezpiecznie. Szczególnie dla tak delikatnego kwiatka, jak ona. Była jak świeża, ledwie rozkwitająca róża, którą mogły łatwo zniszczyć nieodpowiednie warunki atmosferyczne.
— Czegoś takiego jeszcze nigdy nie widziałaś — odparł jej, utrzymując ten sam ton, by ostatecznie odsunąć się, pogrążony w milczeniu. Jego wyraz twarzy zmienił się na nieco pobłażliwy kiedy to robił, ale nie odejmował od niej spojrzenia. Był rozbawiony jej zainteresowaniem, lekką fascynacją, ciekawością. Nie chciał, nie mógł zdradzić jej niczego, co chciałaby wiedzieć — a może nie chciała, bo jej wrażliwość nigdy nie zniosłaby prawdy, którą ukrywali przed nią najbliżsi. Gdyby nie była sobą, gdyby nie była Fantine Rosier zachowałby się inaczej. Ale przez wzgląd na Tristana — nie mógł. Jeżeli ktokolwiek miał uchylić rąbka tajemnicy to on. To była jego decyzja.
Ujął jej dłoń lekko, przelotnie ściskając ją na pożegnanie. Podniósł się powoli, jednym, przeciągłym spojrzeniem omiatając jeszcze pomieszczenie, na samym końcu spoglądając na damę tego dworu. Wyglądała lepiej, niż kiedy go witała, choć po jej dumie i wyniosłości wciąż nie było ani śladu.
— Uważaj na siebie, Fantine. Nie popełniaj po raz drugi tych samych błędów — poradził jej, a na jego twarz powrócił bezbarwny i bezosobowy wyraz. Szare oczy spowił chłód i obojętność. — Cieszę się, że mi powiedziałaś. Doceniam to — że czuła się w obowiązku mu przekazać złe wieści, wyjaśnić jako naoczny świadek zdarzeń przyczynę śmierci Mii. Ale ona i to, co się z nią stało nie miało już żadnego znaczenia. Jej ciało było pogrzebane gdzieś w ruinach. A jej osoba zapomniana. Tak Śmierć zabrała ostatniego z Mulciberów, którzy odwrócili twarz od hołdowanych przez wieki przekonań.
Zabrał ze sobą swój płaszcz i opuścił pokój dzienny, a następnie Chateau Rose, ostatecznie pozostawiając za sobą ciążącą dotąd nad jego karkiem kwestię.

| zt :pwease:



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 40
UROKI : 25
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz
Pokój dzienny - Page 5 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Pokój dzienny [odnośnik]12.01.19 15:18
18 października: poprzedzając perypetie z anomaliami

Amadeus powściągliwie cieszył się z nadchodzącej wizyty w Kent. Rozmowy z wujem i Deirdre wyraźnie przekształciły jego pierwotne zamiary, nadając im formę zgoła bardziej dostosowaną do obecnych nastrojów politycznych w Wielkiej Brytanii. Na dobrą sprawę tylko kwestia narzeczeństwa pozostała w dużej mierze "jego własną": choć Blaise nie był do sprawy w pełni przekonany (a przynajmniej do kobiety, której sprawa dotyczyła), to nie zablokował jej w sposób podobny do tego, który pokazał wobec powrotu bratanka do Departamentu Współpracy. Nie ma co się oszukiwać, Wizengamot nie był dla Amadeusa szczytem marzeń i oddalał go od ukochanych zawiłości dyplomatycznych. Co jednak ważniejsze, siedzenie w Wizengamocie pozostawiało Departament Współpracy w rękach lorda Croucha. Lestrange był w stu procentach przekonany, że wizerunek Zjednoczonego Królestwa zagranicą zostanie całkowicie zrujnowany i po części winił za to samego siebie. Mimo wszystko, zniknięcie było niezbędne. Teraz pozostało czerpać z niego korzyści.
Lot na miejsce przebiegł bez komplikacji i nie pozostawiał Amadeusowi nic do życzenia, poza tym, że wolałby go w ogóle nie odbywać. Niedziałająca teleportacja wymuszała na nim o wiele częstsze niż dotychczas używanie miotły i choć jej rekreacyjny charakter niezmiennie zachwycał lorda Lestrange, to podnoszenie miotły do rangi głównego środka transportu sprawiało, że sam czuł się nieco poniżany. Gdy wylądował przed rezydencją Rosierów, momentalnie uwolnił od tego uczucia swoje myśli, skupiając się na zrobieniu dobrego wrażenia. Nawet jeśli wmaszerował do środka z miotłą w dłoni.
Przy wejściu powitał go służący skrzat i po wymianie kilku krótkich zdań odebrał od Lestrange'a miotłę oraz wierzchnie ubrania, uprzednio prowadząc go do pokoju dziennego, gdzie zapewnił go, że lady Rosier  zostanie jak najprędzej poinformowana o jego przybyciu. Amadeus kiwnął na to uprzejmie głową i splótł dłonie za plecami, wybierając się na krótki spacer po pomieszczeniu. Większość jego uwagi przykuły oczywiście księgi, którymi zainteresował się na dłużej. Reszta pokoju i tak wydawała się nieco oślepiająca, a grzbiety różnorakich woluminów charakteryzowały się przynajmniej zróżnicowanymi kolorami.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Amadeus Lestrange dnia 19.02.19 13:11, w całości zmieniany 1 raz
Amadeus Lestrange
Zawód : osoba publiczna / filozof
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
There is a thin line between pride and hatred.
OPCM : 5
UROKI : 23
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4420-amadeus-lestrange https://www.morsmordre.net/t4467-immanuel#95389 https://www.morsmordre.net/t4468-zycze-milego-dnia-drodzy-panstwo#95393 https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t6968-skrytka-bankowa-nr-1152#183112 https://www.morsmordre.net/t4469-a-lestrange#95395
Re: Pokój dzienny [odnośnik]12.01.19 15:50
Darcy powinna być poinformowana o przybyciu lorda Lestrange’a jeszcze przed tym, jak pojawił się przy drzwiach. Dobre skrzaty to takie, które przewidują oczekiwania swoich domowników. Wydawała się zażenowana czasem, w którym została poinformowana o obecności Amadeusa w Chateau Rose. Okolicznością łagodzącą okazały się przypadkowe, szybsze przygotowania Darcy do przyjęcia gościa. Ubrana już w mniej skromną suknię niż zwyczajowy, codzienny strój, odebrała informację o przybyłym lordzie. Nie zdążyła oprószyć się odrobiną perfum, nie chcąc kazać Amadeusowi czekać, ale zapach porannej kąpieli z olejkami, jeszcze rozsiewał nieznaczną, aromatyczną mgiełkę od jej skóry. Tyle musiało wystarczyć.
Zeszła na dół, wbrew zapewnieniom lorda nie odczuwając ekscytacji, a  jedynie nutę nielubianej niepewności. Nie zdradził jej powodu, dla którego chciał się dzisiaj spojrzeć, a rozmowa o interesach kojarzyła jej się iście nieatrakcyjnie. Właśnie z tego względu chciała, żeby to popołudnie zostało przygotowane nienagannie, jak najbardziej możliwie w miłej atmosferze. Herbata była już zagrzewana od pierwszego dźwięku pukania w dwuskrzydłowe drzwi frontowe do posiadłości. Służba wniosła je do saloniku prawie zaraz po wejściu lady Rosier. Kobieta przystanęła w progu, póki co jeszcze niezauważona. Nie zdążyła zrobić jeszcze żadnego hałasu, choć pantofle na nogach mogły ją zdradzić już przy pierwszym kroku. Dlatego stała w miejscu, opierając się lekko dłonią o framugę drzwi do salonu. Wpatrywała się w plecy mężczyzny, przeglądającego z koncentracją grzbiety książek. Szanowała go za scentralizowanie uwagi właśnie na nich. Sama również uważała to jedno pomieszczenie w rodzinnym domu za zbyt jasne, odbierające blask jego mieszkańcom. W końcu poruszyła się. Cisza przebita była przez dźwięk uderzeń podeszw butów o posadzkę, a Darcy z niewypowiedzianą satysfakcją śledziła przeniesienie skupienia mężczyzny z półek na jej osobę. Skrzaty przewinęły się gdzieś w tle z zastawą i opuściły salonik dokładnie tak, jak powinny. Niezauważone. Lady Rosier w tym czasie podeszła do mężczyzny żeby wspiąć się na palce i złożyć na jego policzku powitalne muśnięcie warg. Przekroczyli już granicę wstępnym konwenansów, kiedy Amadeus zdecydował się na sesję hipnozy, sponsorowaną przez uprzejmość młodej róży Rosierów.
Witaj, Amédée.
Jego imię wypowiedziała miękko, na francuską nutę. Brzmiało przez to lżej, być może bardziej spoufale, ale Darcy lubiła wyróżniać się od innych. Nadawać nawet powitaniom indywidualny charakter. Opadła na stopy, nie odrywając od niego spojrzenia. Nie w celu sprowokowania go. Jej wzrok spoczywał na jego włosach, które bez stosownego wytłumaczenia zaraz potem przygładziła ręką. Dopiero po krótkim czasie milczenia, w którym pozwoliła mu wysunąć jego własne wnioski, w jakim celu to zrobiła, rozwiała wszelkie wątpliwości swoimi słowami:
Rozwiany włos i zapach świeżego powietrza. Posłałabym po ciebie magiczną bryczkę gdybym wiedziała, że zdecydujesz się na dyskomfortowy lot miotłą.
Dopiero teraz wycofała się kilka kroków, uważając, żeby nie potknąć się o materiał sukni, co w przeszłości zdarzało jej się stosunkowo często. Profilaktycznie uniosła krawędź tkaniny w górę, odsłaniając jednak zaledwie połowę obuwia i przystanęła o odległość dwóch łokci przed mężczyzną.
Usiądziemy?
Tak byłoby wszystkim wygodniej. Tak byłoby wygodniej jej. Nie musiałaby aż tak zadzierać głowy, żeby na niego spojrzeć.


Persuasion is often more effectual than force.


Darcy Rosier
Zawód : hipnotyzerka w rodowym rezerwacie w Kent
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Jeśli ktoś uprawia ze znawstwem sztukę perswazji, powinien wpierw wzbudzić ciekawość, później połechtać próżność, by wreszcie odwołać się do sumienia lub dobroci.
OPCM : 8
UROKI : 17
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Re: Pokój dzienny [odnośnik]12.01.19 20:54
Gdyby spytać Amadeusa o sprawę skrzatów domowych, próbowałby uprzejmie wymijać temat do czasu, aż musiałby wprost powiedzieć, że nie ma zamiaru o tym rozmawiać. Był mimo wszystko czuły na losy innych istot, niezależnie czy to czarodzieje czy skrzaty i widział wyraźne podobieństwa między trendem na masowe niewolnictwo przy odkrywaniu Nowego Świata, a tym na posłuszne stworzenia, których los nie obchodził właściwie nikogo. Kiedy jeszcze przejmował się takimi sprawami, był zbyt bierny. Teraz, gdy bierności wyzbywał się w ogromnych ilościach, miał na głowie o wiele istotniejsze sprawy. Nie pozostawało mu nic innego, jak siedzieć cicho i tam, gdzie miał na to wpływ, traktować skrzaty najuprzejmiej, jak się dało. Nie spodziewał się, żeby Rosierowie myśleli w podobny sposób, zwłaszcza że pośród wielu powszechnie znanych tytułów w obserwowanej obecnie biblioteczce nie pojawiły się żadne traktujące o relacjach szkrzato-czarodziejskich. Interesujące, co ktoś mądry miałby do powiedzenia na ten temat, pomyślał. Może wojna domowa rozpętałaby się bez kłótni o czystość krwi?
Miał wrażenie, że jest obserwowany, ale początkowo na to nie reagował. Znał Darcy na tyle, żeby wiedzieć o jej uwielbieniu do swoistego rozgrywania spotkań towarzyskich i nie uważał, aby należało jej przerywać. Oczywiście słyszał zbliżające się kroki: choć mogły należeć do wielu innych domowników, posiadłość lordów Kent zdawała się podobnie zbyt duża na liczbę domowników, jak i domostwo, w którym zamieszkiwał on sam. Z pewnością była to tylko iluzja odosobnionego od innych umysłu, ale wrażenie pozostawało nieodparte i sprawiało, że Amadeus, choć lubił w nich gościć, to zawsze czuł się w podobnie wielkich domostwach jak w ogromnym labiryncie. Nie spodziewał się, aby ktokolwiek poza Darcy miał się pojawić w okolicy przez najbliższy czas. Pomijając oczywiście służbę, która potem uświadomiła go w błędzie.
Choć lady Rosier pewnie spodziewała się o wiele więcej, na ponowny dźwięk zbliżających się kroków Lestrange zareagował tylko lekkim obróceniem głowy w odpowiednią stronę. Bez komentarza przyjął powitalny pocałunek, pozwalając sobie jedynie na uprzejmy uśmiech.
Bonjour, mademoiselle – powiedział, dodając do tego jeszcze skinięcie głową i obrócenie się w stronę Rosierówny całym sobą. Podjął francuską rękawicę, choć nie był przyzwyczajony do tej wersji swojego imienia i chyba wolałby usłyszeć tę właściwą. W listach już przyznali się do swojego przywiązania wobec Anglii, tę zabawę traktował więc tylko i wyłącznie jako potwierdzenie, że pamiętali o swoich rodowych korzeniach. Dorównał spojrzeniu dziewczęcia, nie broniąc godności własnych włosów i orientując się w procesie, jakiego był świadkiem. Uśmiechnął się nieco szerzej w odpowiedzi na jej komentarz.
– Przynajmniej odświeżyłem myśli. To o wiele przyjemniejsze, niż się wydaje.
Mówił jedno, myślał drugie, ale był już do tego nad wyraz przyzwyczajony. Niejeden dygnitarz z zagranicy został obdarzony podobnym nagięciem rzeczywistości, byleby tylko nie poczuł się urażony. Darcy mogła figurować w tym towarzystwie, skoro miała zostać najnowszym partnerem od interesów dla lorda Lestrange.
– Oczywiście – odpowiedział na subtelną propozycję, całkowicie zdając sobie sprawę z kwestii komfortu. Nie zwlekał ze spoczęciem nieopodal gospodyni, dając jej wybrać stosowne miejsce. Nastał moment, w którym należało obrać właściwy kierunek. Od tego zależał przebieg całego spotkania.
– Mówisz: "rutyna"? – zagaił, odwołując się do nieco smutnej treści otrzymanego niedawno listu – Nie sądziłem, że tak prędko zostaniesz przez nią popchnięta w objęcia wina – prowokował, samemu nie będąc w tej kwestii przykładem cnoty. Paleta alkoholi, w jakich po powrocie do ojczyzny zaczął się smakować, nie była wcale mała. W tym momencie nie ruszał też podanej herbaty, ledwo poświęcając jej jakąkolwiek uwagę. Wmawiał sam sobie, że nie pożądał whisky ani jej podobnych. Tłumaczył się zbyt wysoką temperaturą, ale kto wie, czy po prostu nie przywykł zbyt mocno do omawiania ważnych spraw przy nieco rozluźnionych umysłach. Deirdre już przekonała się, jak Rosjanie zahartowali jej wspólnika – Darcy miała to najwyraźniej dopiero przed sobą.
Amadeus Lestrange
Zawód : osoba publiczna / filozof
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
There is a thin line between pride and hatred.
OPCM : 5
UROKI : 23
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4420-amadeus-lestrange https://www.morsmordre.net/t4467-immanuel#95389 https://www.morsmordre.net/t4468-zycze-milego-dnia-drodzy-panstwo#95393 https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t6968-skrytka-bankowa-nr-1152#183112 https://www.morsmordre.net/t4469-a-lestrange#95395
Re: Pokój dzienny [odnośnik]13.01.19 1:43
W chwili, w której mężczyzna udzielił jej odpowiedzi na poruszoną kwestię transportu, ciężko było powiedzieć czy spodziewała się właśnie takich słów. Milczała, wpatrując się w jego twarz. Z tej odległości precyzyjne poprawienie kilku włosów, które dalej zaburzały idealnie wyważoną fryzurę, nie kusiło już tak bardzo. Albo nie kusiło wcale już od samego początku, ale próbowała coś udowodnić jemu, a może uzmysłowić sobie. Cokolwiek to nie było, teraz spuściła wzrok i uśmiechnęła się do swoich myśli, ważąc w pamięci bardzo dokładnie każde wypowiedziane przez niego słowo.
Nie musiałeś. Odebrałeś mi przyjemność pomocy w uporządkowaniu ich razem z tobą.
Zanim usiadła, wygładziła materiał sukni i poprawiła go z przodu na kolanach, kiedy już zajęła swoje miejsce. Obróciła się lekko w jego stronę, opierając dłonie bezpiecznie, luźno na udach. Milczała chwilę. Zwykle można było doszukiwać się w jej ciszy celowości, ale dziś postawiła na nieskomplikowany tor dzisiejszego spotkania. Jego list zawierał zbyt wiele enigmatycznych kwestii, które chciała rozwikłać, żeby mogła chcieć przeciągać ten dyskurs w nieskończoność. Do treści tej samej wymiany korespondencyjnej, właśnie w tym momencie nawiązał Amadeus, dlatego w pierwszym instynkcie wyprostowała się lekko, odnosząc wrażenie, jakby przyłapano ją na jej myślach. Świadoma była jednak faktu, jak mało możliwe mogło to założenie być.
Czy to troska, Amadeus? — uśmiechnęła się kątem ust na jego słowa, odpowiadając w ten sam prowokacyjny sposób, skoro jako pierwszy zdecydował się podążać tą drogą. Zdefiniował tą dyskusję tym jednym posunięciem, narażajac się na lekką uszczypliwość lady Rosier — Gdybyś nie napisał swojego listu jako pierwszy, zapowiadając wspólne interesy, założyłabym, że pędziłeś tu na miotle w celu rozwiązania mojego problemu, który w pierwszej kolejności sam wymyśliłeś.
Wpatrywała się w jego oczy przez chwilę, ale zaraz leniwie przeniosła to spojrzenie na zastawę ulokowaną na stoliku, przy którym siedzieli. Błękitem oczu objęła parujący dzióbek czajnika, kontynuując wypowiedź w tym tonie.
Poprosiłabym wtedy służbę o wino, w zastępstwie herbaty, ciekawa jak planowałeś sobie z tym problemem poradzić.
W zastępstwie sięgnęła po porcelanową filiżankę, przykładając ją do ust. Pociągnęła nieduży łyk z naczynia, przymykając oczy nieco dłużej niż przy zwykłym mrugnięciu. jednocześnie zastanwiała się bowiem nad jedną kwestią.
Ale oboje wiemy, że nie przyszedłeś tu rozmawiać o wyimaginowanym uzależnieniu.
Więc o czym? Odłożyła filiżankę na talerzyk, nie wywołując tym prawie żadnego dźwięku i wróciła z całą swoją uwagą do jego twarzy. Był zainteresowany pogłębieniem grzecznościowych rozmówek przed częścią właściwą konwersacji, czy wolał porozmawiać o konkretach od razu.  
Obiecywałeś mi ekscytujący wieczór. Wiedz, że mam na tą obietnicę pisemny dowód, chociaż wolałabym go nie musieć wykorzystywać.
Ona obiecała mu oprowadzenie po Kent, a zamiast tego serwowała mu herbatę importowaną z Arabii na specjalne zamówienie. Miała jednak nadzieję, że mężczyzna nie zaplanował sobie nic na wczesny wieczór i nie będzie musiała pośpieszać żadnych czynności dzisiejszego popołudnia.


Persuasion is often more effectual than force.


Darcy Rosier
Zawód : hipnotyzerka w rodowym rezerwacie w Kent
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Jeśli ktoś uprawia ze znawstwem sztukę perswazji, powinien wpierw wzbudzić ciekawość, później połechtać próżność, by wreszcie odwołać się do sumienia lub dobroci.
OPCM : 8
UROKI : 17
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Re: Pokój dzienny [odnośnik]14.01.19 11:35
Jej słowa na parę chwil sprawiły, że czuł się jak pacjent opisywany w rozległej książce wspinającego się po szczeblach kariery psychologa. Mówiła o przyjemności z pracy, równie dobrze mogąc się uciekać do zwykłej uprzejmości, ale gdzieś z tyłu głowy Amadeus walczył z nieco irytującym przekonaniem. Bycie obiektem doświadczalnym, zwłaszcza świadome, z reguły nie sprawiało nikomu wielkiej radości. Lestrange starał się nie karmić podobnych myśli, zrzucając winę za nie na nieuzasadnioną paranoję. Zdążył się z nią spotkać już kilka razy wcześniej, ale ignorował ją zawsze z całych sił, nie dając sobie szans na strach związany z rodowym "dziedzictwem". Wiedział zresztą, że jeśli naprawdę będzie ku temu potrzeba, Darcy na pewno mu pomoże. Nie musiał się martwić, ani w myślach uporczywie uspokajać.
Rosierówna podjęła jego drobną grę, choć zdawała się nie być nią wybitnie zachwycona. Nic nowego: tak jak Amadeus potrafił niemal z każdym rozmawiać na milion sposobów, tak z nią często potykał się w tych samych biegach słownych, w których normalnie przodował bez najmniejszego wysiłku. Nie zamierzał się tym wybitnie przejmować – gdyby to robił, już dawno straciłby sympatię, którą młoda lady niezmiennie go obdarzała.
– Dużo sobie dopowiadasz, moja droga – stwierdził bez większego wyrazu, choć jego twarz zdradzała delikatne rozbawienie – Nie sugerowałem problemu, a tylko dziwiłem się, że nie skorzystałaś z wielu innych sposobów na zabicie rutyny. Niechybnie macie ich tu wiele, ot, chociażby, na tych półkach widzę co najmniej... trzydzieści? – na moment obrócił się z powrotem w stronę biblioteczki, nieco niegrzecznie wyciągając do niej wskazujący palec i przymykając jedno oko, jak gdyby miało mu to pomóc w liczeniu. Gdy wrócił spojrzeniem na swoją rozmówczynię, słuchając jej wzmianek o winie, złapał się o włos od  zaproponowania czegoś mocniejszego. Musiał pamiętać, że choć przybył na miejsce w interesach, to nie mógł tego spojrzenia na sprawę wymuszać na samej Darcy. Mniej lub bardziej czuł, jak takie rzeczy odbierają jej całą przyjemność z towarzyskich spotkań i nie chciał swojej propozycji przedstawiać w złym świetle: zresztą sama dobitnie napisała mu, że nie lubi nawet słowa "interesy".
Ekscytujący wieczór był wnioskiem niesłusznie wyciągniętym z wymienionej korespondencji, na co Amadeus momentalnie zwrócił uwagę. Po zachodzie słońca lord Lestrange miał wraz z panią Avery odkrywać tajemnice najpoważniejszego problemu magicznej Brytanii i nie sądził, aby anulowanie tych planów w ogóle wchodziło w grę. Przez kilka chwil zastanawiał się, czy warto informować o tym Darcy od razu, czy poczekać na rozwój wydarzeń. Postanowił, że jeśli naprawdę zamierza pannę Rosier traktować jak człowieka i jeśli chce pokazać jej, że wybór należy cały czas do niej, nie może sobie pozwalać na nieszczerość.
– Wieczorem jestem niestety potrzebny gdzie indziej i mam nadzieję, że mi to wybaczysz. To sprawa związana z magicznymi anomaliami, która niestety nie pozwoli się przełożyć na inny termin. Jeśli zaś chodzi o to, po co tu jestem... – urwał na moment, zbierając myśli w jedno i nadając im przejrzysty, logiczny kształt – Cóż, nie skłamię, gdy powiem, że chciałbym cię prosić o ogromną przysługę. Wróciłem do kraju jako odmieniony człowiek, po części zresztą dzięki tobie i postawiłem przed sobą zgoła inną przyszłość, niż wcześniej. Aby móc pójść w nią z podniesioną głową, będę potrzebował pozbyć się wielu problemów, które zgotowałem sobie własnoręcznie już wiele lat temu. Jednym z nich jest mój stan cywilny.
Ucichł, dając słowom znaleźć właściwe miejsce w umyśle Darcy i bez pośpiechu pozwalając jej zrozumieć, co powie za chwilę. Jego mimika w dużej mierze zanikła, pozostawiając nieco poważną, ale nadal spokojną aurę. Już głosem i wymową próbował przekazać informację o tym, że głównym prawem dalszej rozmowy jest wolny wybór.
– Chciałbym, abyś została moją żoną – rozwiał wszelkie wątpliwości – Ale ponad wszystko chciałbym, abyś zrozumiała, że wybór jest całkowicie w twoich rękach. Nie rozmawiałem na ten temat z nikim, pomijając mojego wuja. Nikt cię do niczego nie zmusi. Nie zamierzam więzić cię w związku, w którym możesz nie czuć się swobodnie. Nie musisz też podejmować decyzji od razu. Blaise Lestrange to godny zaufania czarodziej i tak długo, jak sami niczego nie ogłosimy, nikt się o niczym nie dowie.
Choć jego słowa były dobrane jak należy, wahał się nad zaznaczeniem, że uczucia nie będą w tę umowę wpisane nawet w najmniejszym stopniu. Ostatecznie nie wspomniał o tym szczególe, mając nieśmiałą pewność, że sprawa jest mimo wszystko jasna. Czekał więc na reakcję drugiej strony, walcząc z chęcią chwycenia za filiżankę i odwrócenia swojej uwagi w ten dość prosty sposób.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Amadeus Lestrange dnia 16.01.19 12:29, w całości zmieniany 1 raz
Amadeus Lestrange
Zawód : osoba publiczna / filozof
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
There is a thin line between pride and hatred.
OPCM : 5
UROKI : 23
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4420-amadeus-lestrange https://www.morsmordre.net/t4467-immanuel#95389 https://www.morsmordre.net/t4468-zycze-milego-dnia-drodzy-panstwo#95393 https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t6968-skrytka-bankowa-nr-1152#183112 https://www.morsmordre.net/t4469-a-lestrange#95395
Re: Pokój dzienny [odnośnik]14.01.19 23:02
Amadeus widział na półkach co najmniej trzydzieści sposobów na zabicie rutyny, a ona potrafiła mu podać co najmniej dwukrotnie razy większą ilość powodów, dla których powinien zamiast patrzeć teraz w tamtym kierunku, skierować wzrok na nią. Obserwowała ruch jego ramienia i wyciągniętą rękę. Śledziłą rysy jego twarzy, ale przede wszystkim podążała spojrzeniem za jego dłonią i palcami, wskazującymi biblioteczkę. Nie patrzyła w jej kierunku. Znała wszystkie zawarte na niej tytuły książek. Część z nich czytała, znacznej większości nie. Jego argumentacja była mało przekonująca, żeby móc to zmienić. Leniwie przymrużyła powieki, reagując spokojnie na jego chwilowe rozproszenie. Tak, bezpiecznie, nazwała jego uwagę skierowaną ku torom, które oczywiście mogły go teraz interesować i nie miała mu wcale za złe, że interesowały, ale jej zadaniem było sprawienie, żeby to zainteresowanie zaraz zgasło, zastąpione innym. Znacznie lepiej punktowanym w jej oczach. Idealnie wyważyła moment, w którym cofał rękę, odwracając się znów w jej stronę i korzystając z okazji, że musiał dopiero odnaleźć na nowo jej ułożenie ciała i jej spojrzenie, pochyliła się w przód, sięgając z powrotem smukłymi palcami po porcelanę. Zbyt wyważenie i precyzyjnie, ocierając się opuszkami, oficjalnie całkowicie przypadkowo o jego dłoń, co zresztą wynagrodziła mu następnymi słowami.
Przepraszam.
Wysublimowane przeprosiny i lekkie drgnienie jej palców wskazywało na to, że nie miał żadnych dowodów na to, że mogła to zrobić specjalnie. Zaraz potem właściwie oparła dwa palce na uszku filiżanki, ponownie ujmując ją w dłonie, jednocześnie opierając obrys naczynia na palcach drugiej dłoni.
Dostrzegasz w tym pomieszczeniu coś jeszcze na co powinnam zwrócić uwagę, Amadeusie? — na przekór, ona nie odrywała swojej uwagi od niego. Nie podążyła ani wcześniej, ani teraz wzrokiem w kierunku biblioteczki. Patrzyła w jego tęczówki oczu. Spuszczała wzrok tylko kiedy to było konieczne, podczas sięgnięcia po herbatę, czy wówczas, kiedy nie obserwowała jego mimiki twarzy, ale dalej skupiona była na jego figurze. Sylwetce, postawie, drgnieniu każdego mięśnia. Choć tym wnikliwym spojrzeniem traktowała go zawsze, więc mógł być do niego przyzwyczajony. Nie lubiła jak coś umknęło jej uwadze, kiedy wyraźnie nic innego jej nie interesowało. Trzeba było przyznać, że Amadeus potrafił skupiać na sobie czyjeś zainteresowanie. Niewinnie gwarantując sobie jej koncentrację listem zwiastującym to spotkanie. Była zbyt ciekawa spraw, jakie go tu przyciągnęły, żeby mogła sobie pozwolić na jakiekolwiek niedopatrzenie.
Choć z prośby o wybaczenie korzystał wyłącznie kurtuazyjnie, bo przecież nie był jej winny ani tego spotkania, ani pełni swojego czasu, lekkim skinieniem głowy wyraziła aprobatę na jego słowa, której wcale od niej nie potrzebował. Zaraz potem wykorzystując sytuację do lekkiej sugestii.
W takim razie jesteś mi winny dowolny inny termin, którego również dla nikogo nie będzie się dało przełożyć — bardziej niż wymaganie, chociaż tak mogło zabrzmieć, była to prośba, zresztą właśnie w takim wydźwięku poprowadziła wypowiedź. Dalej, skupiła się na jego własnych słowach. W końcu docierając do konkretów, miała zamiar dokładnie wysłuchać każdego jego zdania. Choć z początku poruszana przez niego kwestia wydawała jej się niejasna, bo nigdy nie rozpatrywała go, jako potencjalnego amanta, każde następne słowo zdradzało, na razie, jeszcze mglisty cel tej wizyty. Stan cywilny zdawał się rozwiać wszelkie dotychczasowe wątpliwości lady Rosier. Odłożyła nienadpitą w tym konkretnie ruchu, filiżankę herbaty na talerzyk, prostując się w miejscu, póki co jeszcze nie zdradzając, że jej bystry umysł nadążył z interpretacją jego słów, jeszcze zanim wprost zdradził jej, w jaki sposób mogła mu oddać przysługę. Na twarzy wypisane miała niezaprzeczalne zainteresowanie i dociekliwość, choć już wiedziała, co chce powiedzieć. Nie wiedziała jednak w jaki sposób będzie chciał to zrobić. Słowa dobierał wyjątkowo składnie. Przemyślanie. Pauza, jaką zapewniał jej czas na oswojenie się z jego intencjami, wywołała w niej nie tyle spokój, co chwilę na stłumienie własnych emocji.
Prawie każda kobieta szukała romantycznych gestów. Nawet jeśli większość szlachcianek dostawała tylko ułudne jej wrażenie. Mimo wszystko, do tej ułudy były przyzwyczajone. Potrafiłaby zareagować, gdyby Amadeus porwał się o fałszywe okazanie słabości i manifestację niemającego prawa istnieć uczucia. Mogła z łatwością przystąc na ustalenia między rodami i postawienie jej przed faktem dokonanym, ale na to, że ktoś spyta ją o zdanie, traktując narzeczeństwo jako wiązaną umowę pomiędzy nią, a nim bezpośrednio, nie była przygotowana. Wpatrywała się w ciszy w obrys jego ust, spodziewając się, że może chce jeszcze dodać, że wszystko jest już załatwione, że potrzebuje tylko jej oficjalnej zgody. Dostała jednak całkowite zaprzeczenie temu założeniu, zapewniając jej, że wiedzą o tym wyłącznie osoby zaufane i że ostateczna decyzja spoczywa na niej. Wstała z miejsca, wiedząc zbyt dobrze, że powinna się zgodzić. Amadeus w socjecie, mimo pewnych zawirowań, cieszył się dobrą opinią. Nosił odpowiednie nazwisko i posiadał wystarczająco galeonów w banku i rozumu w głowie, żeby jej rodzina mogła go zaakceptować, a ją zachęcać do tego narzeczeństwa.
Darcy nie była jedną z tych kobiet, które pragnęły w życiu tej romantyczności. Nie czekała na romantyczne gesty. Potrzebowała ich, dla dopieszczenia własnego ego i doceniała, kiedy już miały miejsce, ale nie wydawała się zawiedziona, kiedy ich nie otrzymywała. W tym momencie jednak musiała przyznać, że wolałaby zostać poddana złudnej, odegranej scenie miłosnej, niż szczerze odpowiadać, jaka byłaby jej swobodna odpowiedź. Był z nią szczery, tylko dlatego nie odpowiedziała mu fałszem. Stąd ta trwająca cisza, którą przerwała dopiero po dłuższym czasie. Patrzyła na niego z góry, z rozwagą ubierając zdanie w słowa.
Chciałabym, żebyś powiedział to tak, jakbyś miał to na myśli. Skłam, że to nie umowa. Inaczej nie mam dla ciebie żadnej odpowiedzi.
Była zbyt spokojna. Opanowana. Nie powinna być. Powinna się wzruszać. Utwierdzać swoje oddanie i zadowolenie z jego propozycji. Problem w tym, że on nie przedstawił jej prośby narzeczeństwa. Złożył jej oficjalną ofertę partnerskiej współpracy.
Zrozumiała znaczenie zapowiadanych interesów.
W tych okolicznościach powinnam zaoferować ci coś silniejszego niż filiżankę herbaty. — dodała zbyt dobrze kryjąc swoje emocje, bo nie dało się domyślić co teraz mogła czuć.


Persuasion is often more effectual than force.


Darcy Rosier
Zawód : hipnotyzerka w rodowym rezerwacie w Kent
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Jeśli ktoś uprawia ze znawstwem sztukę perswazji, powinien wpierw wzbudzić ciekawość, później połechtać próżność, by wreszcie odwołać się do sumienia lub dobroci.
OPCM : 8
UROKI : 17
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Re: Pokój dzienny [odnośnik]17.01.19 10:04
Jej batalia o niepodzielną uwagę Amadeusa nie mogła mu umknąć, ale postanowił nie dotykać tego tematu nawet na chwilę. Zdawał sobie sprawę, że to bardzo istotny element jej osobowości, ale wiedział też, jak wielkie niebezpieczeństwo z niego wynika. On sam również bardzo lubił kontrolę: nad sobą, nad sytuacją i nad własnym życiem. Przejmując się niemożliwymi do przegapienia zagrywkami Darcy, nie tylko oddałby jej wszystkie możliwe skrawki kontroli (i choć zależało mu, aby miała wolny wybór, to nie zamierzał popadać ze skrajności w skrajność), ale również straciłby z oczu właściwy cel swojej wizyty. Na to nie mógł sobie pozwolić. Miał wyjść z domostwa Rosierów z żoną lub bez niej, nie zaś z domysłami, zagadkami, może po prostu pytaniami pozostawionymi bez odpowiedzi. Nie wolno mu było się poddać.
Skinął głową na przeprosiny, przyjmując je bez większego drążenia sprawy. Rzeczywiście, brakowało dowodów na to, żeby Darcy działała z premedytacją, ale Lestrange nie byłby sobą, gdyby tak czy siak nie postanowił trzymać się tego założenia. Już tego dnia Rosierówna wystarczająco przypomniała mu o swoim charakterze – nie musiał go sobie dopowiadać i postanowił, że traktowanie go głodówką to jedyne wyjście, w którym sam nie straci godności.
– Myślę, że jesteś wystarczająco samodzielna i nie potrzebujesz mojej dalszej pomocy.
Czuł pułapkę na kilometr, momentalnie zmieniając kurs. Jej spojrzenie ciążyło na w większości nieruchomej sylwetce i gdy tylko na parę chwil skupiało się na czymś innym, Amadeus czuł pewną ulgę. Tak na dobrą sprawę, sam ustawił się w tym położeniu i nie mógł za to winić nikogo poza samym sobą. Poprawił się na miejscu, pozwalając sobie na szybkie, choć nieco głębsze westchnięcie. Z niepewnością podszedł do postawionego mu wymagania, ale doskonale wiedział, jak bardzo monotematyczne ma w tym momencie opcje.
– Oczywiście.
Jego przemowa zdawała się być tym dłuższa, im dłużej Darcy stała w prawie kompletnym bezruchu, zupełnie zmieniając zaistniałą dynamikę ról. Choć w tradycyjnych okolicznościach to Amadeus miałby całkowitą kontrolę, tak tu jeszcze przed tym, jak Rosierówna podniosła się z miejsca, oddał jej całe prawo do podejmowania decyzji. To, że teraz dziewczę górowało nad nim po raz pierwszy od dawna, tylko akcentowało swoistą groteskę, którą z pewnością zauważyłby Blaise, ale nie sam Deus. Może to prawda, co mówili mu niektórzy przyjaciele: może rzeczywiście miał o wiele bardziej otwarty umysł, niż reszta jego rodu?
Przedstawiona prośba była wybitnie trudna do spełnienia, choć oznaczała pewną zmianę podejścia ze strony Darcy. Wyraźna różnica pomiędzy dotychczasowymi wymogami a tym niby niewinnym ujawnieniem własnych chęci zwróciła uwagę lorda i sprawiła, że na nowo uwierzył w słuszność swojego podejścia. Był mimo wszystko postawiony pod ścianą i musiał wybrać między trzymaniem się ustalonej wcześniej szczerości, a spełnieniem otrzymanej prośby. Posmutniał nieco, choć starał się ograniczyć zdradzającą to mimikę.
– Na co liczysz, Darcy? – spytał, pozwalając wzmiance o "czymś silniejszym" zniknąć w eterze – Wiesz, dlaczego zwróciłem się do ciebie o pomoc. Czy kłamstwo naprawdę tak bardzo pomoże?
Mógł przecież skłamać: robił to nieraz jako dyplomata, ale nigdy nie był z okłamywanymi przez siebie ludźmi powiązany tak, jak z Rosierówną. Do niej czuł sympatię, do zagranicznych oficjeli co najmniej pobłażliwą pogardę, choć też nie do wszystkich.
Amadeus Lestrange
Zawód : osoba publiczna / filozof
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
There is a thin line between pride and hatred.
OPCM : 5
UROKI : 23
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4420-amadeus-lestrange https://www.morsmordre.net/t4467-immanuel#95389 https://www.morsmordre.net/t4468-zycze-milego-dnia-drodzy-panstwo#95393 https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t6968-skrytka-bankowa-nr-1152#183112 https://www.morsmordre.net/t4469-a-lestrange#95395
Re: Pokój dzienny [odnośnik]06.02.19 21:38
Przysiadła na nowo na sofie. Z każdą sekundą jego pytanie przestawało być problematycznie, a zdawało się jedynie frustrujące. Nie było rzeczy, z jakimi Darcy nie potrafiłaby się skonfrontować. Zwykle intuicja podpowiadała jej odpowiednie rozwiązania do każdej sytuacji. W tej, z upływem kolejnej minuty, zdała sobie sprawę, że nie jest postawiona pod ścianą, a właśnie przytłoczona ogromem własnych możliwości. Przechylając głowę na bok, uśmiechnęła się kątem ust, choć nie rozbawiona, ani ucieszona tą wizją. Raczej kryjąc za tym drobnym uśmiechem swoje rozdrażnienie.
Jeszcze nie jestem pewna.
Po krótkim zastanowieniu zdecydowała się na szczerą odpowiedź na pierwsze jego pytanie, drugie na razie ignorując. Odwróciła się przodem do niego, tyle, na ile pozwoliła jej na to jej pozycja, na chwilę nie spoglądając tak uporczywie w jego tęczówki oczu. Wzrok ulokowała za jego ramieniem, wyraźnie filtrując część słów, które właśnie opuszczały jej usta.
Kim dla ciebie jestem? Dobrą znajomą, przyjaciółką? — były to tak naprawdę pytania niewymagające odpowiedzi, ponieważ kontynuowała wypowiedź bez jego udziału. — Kandydatką na narzeczoną byłam już we Francji? Jak się dokładnie na to zdecydowałeś, lordzie Lestrange? — nagły oficjalny ton jej wypowiedzi zdradził jej stosunek do tej rozmowy. Jeśli chciał rozmawiać o interesach, nie powinien zwracać się do niej jak do dobrej znajomej, ani powoływać się na jej szczerość. Jeśli przyszedł tu po umowne, słowne deklaracje, niepotrzebna była mu szczerość. Dopiero teraz przeniosła uwagę na niego. Stąd można było podejrzewać, że na ostatnie pytanie oczekiwała odpowiedzi — Drogą wyszukanych statystyk? Co się dla ciebie liczyło – nazwisko, reputacja, inteligencja, wygląd, wielkość posagu, zdolność do wyzbycia się romantyczności? Co wygrało? Jeśli rozpatrywałeś wcześniej chociaż jeden z tych aspektów, nie potrzebujesz mojej szczerości, bo sam nie byłeś ze mną szczery. Nie jestem twoim ratunkiem, lordzie, a twoją kalkulacją. Co wykalkulowałeś?
Wbrew pozorom nie była na niego zła, nie ugodził jej dumy. NIe uraził w żaden sposób zakładając, że będzie zdolna podtrzymać ten rodzaj rozmowy i ostatecznie jednak udzielić mu odpowiedzi, chociaż nie zamierzała tego zrobić od razu. Była ciekawa jego podejścia. Wniosków jakie wysunął i wyboru jakiego dokonał, kierując się z tym pytaniem do niej. Mimo wszystko westchnęła.
Ale jeśli chciałbyś mojej szczerej odpowiedzi, będzie krótka. Zostań moim mężem. Pomimo mocno zawodzących zaręczyn. Wystarczy ci moje słowo, czy potrzebujesz gdzieś jeszcze mojego podpisu?
Nie była pewna dlaczego, ale ostatecznie chowała do niego złość w tym momencie. Ten przepływ nagłej frustracji dało się z łatwością odczytać w jej słowach. Czuła niechęć nie do samej idei zamążpójścia za Lestrange’a, a co do tej transakcji. Ta uwłaszczyła jej bardziej niż ustalenie tego między rodami i zachowanie pozorów szansy na jakiekolwiek uczucia. Amadeus, chociaż nie powiedział tego głośno, wyrzekł się ich w tej umowie. Nie wierzyła, by chciał ją znieważyć. Raczej próbował okazać tym pytaniem szacunek, którego w tej formie nie chciała przyjąć.
Lubię cię, Amadeus, ale obawiam się, że w tym momencie nie tak bardzo jak zwykle.


Persuasion is often more effectual than force.


Darcy Rosier
Zawód : hipnotyzerka w rodowym rezerwacie w Kent
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Jeśli ktoś uprawia ze znawstwem sztukę perswazji, powinien wpierw wzbudzić ciekawość, później połechtać próżność, by wreszcie odwołać się do sumienia lub dobroci.
OPCM : 8
UROKI : 17
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Re: Pokój dzienny [odnośnik]17.02.19 11:13
"No to jest nas dwoje".
Odpowiedź rozbrzmiała w jego myślach, ale nigdy nie miała rozbrzmieć w chrapliwym głosie. Zielone oczy powędrowały machinalnie w ślad za powracającą na sofę Darcy, nie opuszczając jej nawet na chwilę. Atmosfera zagęściła się wyraźnie, zaś Amadeus czuł coraz szybciej narastający dyskomfort. Może rzeczywiście powinien najpierw dogłębnie przemyśleć całą tę sprawę, zamiast rzucać się na głęboką wodę i liczyć na to, że nie zginie od skoku ze zbyt dużej wysokości. Spojrzenia napotkały się na dłuższy czas, oba równie nieustępliwe i równie mocno oczekujące ustępstw z drugiej strony. "Lordzie Lestrange" przełamało na moment wyraźny impas, sprawiając, że wspomniany lord Lestrange przeniósł spojrzenie gdzieś na bok. Doskonale odczytał ukryte pod tymi dwoma słowami uczucia, niepewny, czy to na pewno dobre wieści. Sam zresztą nie do końca rozumiał własne zamiary: chciał wziąć sobie żonę, ale ponad piętnaście lat ułomności w sprawach sercowych dawał tu o sobie wyraźnie znać. Przeklęta niech będzie ta dawno zapomniana kobieta, która ukradła mu serce i zamknęła je pod kluczem.
– Nie uwierzysz mi, ale to nie była do końca przemyślana decyzja – stwierdził spokojnie, doskonale zdając sobie sprawę, że tylko spokój pomoże mu wybrnąć z tej sytuacji w charakterze zwycięzcy – Te wszystkie czynniki, które wymieniłaś, to rzeczy drugorzędne. Ufam ci – urwał, podkreślając w ten sposób wagę dwóch ostatnich słów – Ufam ci i to zaufanie jest najważniejsze. Istnieje tylko jedna kobieta, która zna mnie lepiej niż ty: moja matka. Nie byłbym w stanie z czystym sumieniem złożyć tej propozycji komukolwiek innemu. Myśl co chcesz, ale jesteś moim ratunkiem. I do niczego cię nie zmuszę.
Trudno było zgadnąć, czy te słowa miały dać zamierzony efekt. Darcy była niechybnie miotana mieszanymi odczuciami i w tym stanie stanowiła największą możliwą niewiadomą, nie tylko w obecnej sytuacji, ale też w ambitnych planach związanych z przyszłością Amadeusa. Mogło dojść do wielu niespodziewanych zmian, jeśli jej kolejna wypowiedź byłaby nieco inna.
Zgodziła się. W sposób zupełnie dla Lestrange'a niewygodny, nieco wręcz martwiący, ale zgodziła się. Pokiwał głową, powoli, początkowo nie pozwalając sobie na żadne słowa. Powoli rozumiał, na co tak naprawdę liczył, choć nie chciał się do tego przed samym sobą przyznać. Gdzie były uśmiech i radość z wystosowanej propozycji?
– Twoje słowo w zupełności wystarczy.
Po raz pierwszy od dawna złapał się na tym, że nie miał pojęcia, co powiedzieć. Przez to trwał w milczeniu aż do kolejnego komentarza ze strony Rosierówny, który zresztą utwierdził go we wcześniejszym przekonaniu, że lepiej byłoby dokładnie przemyśleć całą sprawę, zanim rzucił się do pisania listów. Można było od razu skłamać, porozmawiać z nestorami za plecami Darcy i postawić ją pod murem z pierścionkiem i pustymi słowami o szczeniackiej wręcz miłości. Tłumił w sobie z całych sił narastającą powoli złość. Szczerość od zawsze była dla niego najważniejszym fundamentem liczących się znajomości. Nie znosił, gdy druga strona nie podzielała tego przekonania.
– Przykro mi – stwierdził, choć nie zabarwił głosu jakimikolwiek wyrzutami, tak typowymi w podobnych sytuacjach. Amadeus był ponad takie banały. Choć nie zgadzał się z tym w pełni, wiedział, że to on popełnił tu błąd.
– Mam nadzieję, że zdołamy to naprawić. Na ten moment... muszę już iść. Będę cię informował o wszystkim.
Nie chciał kończyć tego spotkania w taki sposób, ale miał całkowitą pewność, że im dłużej by z Darcy teraz rozmawiał, tym bardziej by się pogrążał. Powoli zaczął wstawać, mając zamiar opuścić rezydencję, ale był też przygotowany na kilka innych możliwości.
Amadeus Lestrange
Zawód : osoba publiczna / filozof
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
There is a thin line between pride and hatred.
OPCM : 5
UROKI : 23
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4420-amadeus-lestrange https://www.morsmordre.net/t4467-immanuel#95389 https://www.morsmordre.net/t4468-zycze-milego-dnia-drodzy-panstwo#95393 https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t6968-skrytka-bankowa-nr-1152#183112 https://www.morsmordre.net/t4469-a-lestrange#95395
Re: Pokój dzienny [odnośnik]17.02.19 16:46
Potrafiła przybierać wiele masek i dostosowywać się do wielu okoliczności. Prosił ją o otwartość. Nie wiedząc dlaczego, przystała na tę prośbę, albo jedynie zwykłą sugestię. Teraz zaczynała się zastanawiać czy nie powinna postąpić inaczej. Odegrać odpowiedź. Wyuczoną i odpowiednią. NIe podobał mu się przebieg sytuacji. Chociaż był spokojny, treścią swoich słów i powolnym poderwaniem się do wyjścia wyraźnie zdradził, że nie takiego przebiegu rozmowy pragnął. W wielu okolicznościach potrafiła odpowiedzieć dokładnie tak, jak oczekiwał. Może tak właśnie powinna zrobić, zamiast zdawać się na coś tak niepewnego i ryzykownego jak szczerość. Nie była przecież przyzwyczajona do konfrontowania się ze swoimi emocjami i uzewnętrzniania z nimi. Od początku nie powinna próbować tego zmieniać. Ani mówić co naprawdę myśli, czy chociaż to sugerować. Był na tyle inteligentny, że i tak by wiedział…
Poczekaj…
Chwyciła go za dłoń, na razie nie dodając nic więcej. Ciepłem swojej skóry, dotykiem, chciała ściągnąć jego uwagę, a kiedy już ją uzyskała, milczała. Świadomie i kontrolowanie. Nie dlatego, że nie wiedziała, co powiedzieć. Wstając splotła palce z jego dłonią, patrząc na niego z dołu, w dalszej ciszy, ale postawą wyraźnie dała mu do zrozumienia, że nie chciała, żeby teraz wychodził. Jeszcze chwilę nic nie mówiła, jedynie szukając odpowiedzi w jego spojrzeniu na pytania, których głośno jeszcze nie zadała.
Daj mi minutę i zapomnę, że jestem zła.
Mówiła całkiem poważnie. Tylko tyle czasu potrzebowała, żeby ochłonąć, podejść do sprawy z wyłączeniem ewentualnych emocji i uporządkować sobie tą sytuację w głowie. Minutę ciszy. Przecież póki co nie znała jeszcze nawet źródła swojej złości, więc mogła ją przecież zignorować.
Nie wychodź — nie użyła: “proszę”, ale i “dziękuję”, czy “przepraszam” rzadko kiedy spływało z jej ust. Wyłapała jego spojrzenie. Jej słowa nie miały ani intonacji prośby ani rozkazu. Były raczej zdecydowanym komunikatem, na który mógł zareagować dowolnie.
Mi wcale nie jest przykro, ale jeśli teraz wyjdziesz… wtedy już nigdy więcej nie wrócimy do tej rozmowy. Jesteś pewien, że musisz iść właśnie w tej chwili, Amadeusie?
Czy chwila za pięć minut, za dziesięć nie będzie odpowiedniejsza?


Persuasion is often more effectual than force.


Darcy Rosier
Zawód : hipnotyzerka w rodowym rezerwacie w Kent
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Jeśli ktoś uprawia ze znawstwem sztukę perswazji, powinien wpierw wzbudzić ciekawość, później połechtać próżność, by wreszcie odwołać się do sumienia lub dobroci.
OPCM : 8
UROKI : 17
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Re: Pokój dzienny [odnośnik]19.02.19 13:09
Byli kalekami – wyuczonymi standardów jednostkami, przystosowanymi do właściwych interakcji w bardzo starannie wyselekcjonowanym przez los gronie. Nikt nie przyzwyczaił ich do otwartości, w przypadku Amadeusa było to coś, co wykształcił samodzielnie, ciężką pracą i znajomościami z nieco luźniej wychowanymi rówieśnikami. Mógł w pełni zrozumieć, dlaczego sytuacja, w której postawił Darcy sprawiała jej taki kłopot, ale zdrowy rozsądek został nieco przyćmiony przez osobiste dążenia. Osiągnął swój cel, nie do końca w sposób, w jaki chciałby to poprowadzić: musiał się oddalić, zanim własne emocje wzięłyby górę nad dbaniem o drugą stronę barykady. Niedobrze, że druga strona miała własne, zgoła inne plany.
Udało jej się. Dotyk zbił go z pantałyku, zmusił do obrócenia głowy z powrotem w stronę Rosierówny, zresztą z pewnym zaskoczeniem wyrysowanym na twarzy. Ukrył je najprędzej jak potrafił, zwłaszcza że milczenie Darcy momentalnie poprowadziło jego umysł do schowanej w tym manewrze prawdy. Czekał cierpliwie, tak jak go poproszono, przybierając zdecydowanie bierną postawę wobec jej następnych poczynań. Pozwalała sobie na całkiem dużo, nawet jeśli z zewnętrznej perspektywy splecione dłonie nie musiały stanowić poważnego wykroczenia. Słuchał wszystkiego spokojnie, choć nie odzywał się przez długi czas. Wolał pozostać przy swoim, złapać nieco dystansu i pozwolić sobie na trzeźwe spojrzenie po paru dniach. Jeśli Darcy miała zostać jego żoną, dobrze byłoby pokazać nieco dobrej woli i spełnić jej prośbę, ale ów pokaz uczynił już przy wyłożeniu wszystkiego od razu na stół, bez oszukiwania i bez pozostawiania irytujących niedopowiedzeń. Uśmiechnął się delikatnie, jak gdyby pocieszająco.
– Chyba wciąż umyka ci sens całej tej sprawy – stwierdził – Nie będę mężem-dyktatorem. Jeśli będziesz chciała wrócić, wrócimy. Chyba że zamierzasz zmienić zdanie, ale to do ciebie niepodobne – spojrzał na nią znacząco, acz jego wzrok był wtedy wyraźnie lżejszy niż wcześniej – Ostrzegałem cię, że będę potrzebny gdzieś indziej. Moja dawna przyjaciółka mnie potrzebuje. Nigdy jej nie zawiodłem i nie będę w stanie zrobić tego teraz. Będziemy mieli dla siebie jeszcze dużo czasu, Darcy, zresztą zobaczymy się pewnie całkiem prędko. Muszę przecież porozmawiać z nowym nestorem twojej rodziny. Dobrego dnia – zakończył, skłonił się nieco i, uwolniwszy się zwinnym ruchem z symbolicznej niewoli, ruszył do wyjścia. Krótka pogawędka ze skrzatem poprzedziła jego ostateczny wylot z powrotem na wyspę Wight.

zt x2
[bylobrzydkobedzieladnie]
Amadeus Lestrange
Zawód : osoba publiczna / filozof
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
There is a thin line between pride and hatred.
OPCM : 5
UROKI : 23
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4420-amadeus-lestrange https://www.morsmordre.net/t4467-immanuel#95389 https://www.morsmordre.net/t4468-zycze-milego-dnia-drodzy-panstwo#95393 https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t6968-skrytka-bankowa-nr-1152#183112 https://www.morsmordre.net/t4469-a-lestrange#95395
Re: Pokój dzienny [odnośnik]29.03.19 8:14
10 listopada

Oto nadszedł sądny dzień, którego Amadeus Lestrange nigdy nie miał się doczekać. Oto on, najbardziej krnąbrny ze wszystkich podobnych sobie lordów, miał stanąć przed nestorem innej rodziny i prosić o rękę kobiety, która nie była jego jedyną, dawno zapomnianą miłością. Nie był pewien, jak się czuć z takim obrotem spraw, ale doskonale wiedział, co z nim zrobić: tędy prowadziła ścieżka do władzy, poważania i stabilności. To na jej końcu majaczył stołek Ministra i ostateczne rozwiązanie problemów Zjednoczonego Królestwa. I choć sam Amadeus mógł czuć się z tym wszystkim co najmniej nieswojo, to teraz i tak nie było już odwrotu. Wielkie oczekiwania miały pozostać przyklejone do jego osoby na dobre.
Tym razem nie pozwolił sobie na pojawienie się w Château Rose na miotle, uznając to za wybitnie niewłaściwy środek transportu na obecne okoliczności. Przylatując w odwiedziny do Darcy grał tym jak dodatkowym urokiem osobistym, skromnością, może po prostu ciekawostką, o której jego wybranka mogłaby przez chwilę z nim porozmawiać, aby tylko nie przechodzić od razu do sedna. Teraz podróżował nie tylko w swoich, ale też rodowych interesach, a więc cokolwiek innego niż teleportacja czy jeden z rodowych powozów nie wchodziło w grę.
Wylądowali przed posiadłością wedle wskazań nestora, w godzinach już niechybnie uznawanych za popołudniowe, nawet jeśli szalejąca wciąż burza utrudniała determinację tego faktu. Lord Lestrange przez chwilę tkwił wewnątrz pojazdu, niechętny względem deszczu, ale też nadchodzącego spotkania. Umysł ciągle męczył cień wątpliwości, całkiem spodziewany zresztą, biorąc pod uwagę to, jak postępowała relacja między niedoszłymi narzeczonymi. Choćby Amadeus robił wszystko, co tylko Darcy od niego chciała, i tak nie mogli się porozumieć. Mimo to, lord wysiadł wreszcie i podbiegł do wejściowych drzwi, chowając się na ganku przed ulewą. Marzł przez kilka krótkich chwil, zanim jego pukanie zostało usłyszane, a wrota do majestatycznego gniazda Rosierów otwarte. W progu ukazał się ten sam skrzat co ostatnim razem, pamiętający z pewnością miotłę, ale zbyt dobrze wychowany, aby o tym wspomnieć. Skłonił się, wprowadził gościa do środka, odebrał jego ubrania i został zwolniony z obowiązku prowadzenia Amadeusa na miejsce: mężczyzna znał już drogę i chciał mieć chwilę na zebranie myśli, na wypadek gdyby lord nestor, wbrew listownym zapowiedziom, czekał jednak na niego.
Pokój stał pusty – w niemal identycznym stanie jak wtedy, gdy Lestrange po raz ostatni go opuszczał. Wywołało to drobne déjà vu, którym Amadeus postanowił się kierować: podszedł do biblioteczki, mając zamiar sprawdzić, czy chociaż układ ksiąg został w niej zmieniony i czy może któraś jakkolwiek by go zainteresowała. Według tego toku myślenia, to spotkanie miało zakończyć się takim sukcesem, jak poprzednie.
Amadeus Lestrange
Zawód : osoba publiczna / filozof
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
There is a thin line between pride and hatred.
OPCM : 5
UROKI : 23
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4420-amadeus-lestrange https://www.morsmordre.net/t4467-immanuel#95389 https://www.morsmordre.net/t4468-zycze-milego-dnia-drodzy-panstwo#95393 https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t6968-skrytka-bankowa-nr-1152#183112 https://www.morsmordre.net/t4469-a-lestrange#95395

Strona 5 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Pokój dzienny
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach