Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pokój dzienny
AutorWiadomość
Pokój dzienny [odnośnik]03.05.15 1:58
First topic message reminder :

Pokój dzienny

W centralnej części salonu znajdują się miękkie, obite aksamitem kanapy, fotele oraz krzesła, w większości przyozdobione narzutami wykonanymi z futer białych lisów oraz eleganckimi poduszeczkami haftowanymi we francuskie wzory. Salon połączony jest z niewielką biblioteczką, piętrzące się regały zawierają perły światowej literatury, z naciskiem na poezję, jak również wiele ksiąg z zakresu różnych sztuk magicznych, od uroków, przez transmutację, na traktatach alchemicznych skończywszy. Pośród nich na półkach znajduje się wiele pamiątek po przodkach, w tym popiersie Alarica Rosiera, wyjątkowo uzdolnionego czarnoksiężnika. Nad kominkiem, w którym poza cieplejszymi dniami nieustannie żarzy się ogień, wisi portret pięknej hrabiny Mahaut, protoplastki rodu oraz trucicielki francuskich królów. Za dnia pokój rozświetla obszerne okno, delikatnie przysłonięte ciężkimi kotarami, barwy krwistego szkarłatu, zza których tańczą eteryczne białe firanki, a nocą - rozłożysty kryształowy żyrandol o zdobieniach w kształcie róż. Pokój jest jasny, przestronny, najwięcej światła wpuszczają dwuskrzydłowe drzwi prowadzące do różanych ogrodów. Jasną posadzkę zdobią obszerne donice z roślinami dekoracyjnymi, a kremowe ściany wymalowano w zdobienia francuskiej korony.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pokój dzienny [odnośnik]23.04.19 12:53
Nie stwierdziłby, że wiadomość od Amodeusa przyszła niespodziewanie, jednak ostatni aspekt nowej roli, którą objął - władza nad ręką kobiet i polityczne aspekty ich przyszłości - wciąż był mu obcy i nowy. Nim opuścił swoje komnaty krótki moment przyglądał się nestorskiemu sygnetowi - do dziś pamiętał błysk jego szkarłatu, gdy prosił wuja o pozwolenie na zaaranżowanie małżeństwa z jego najdroższą Evandrą. Przekonanie go do tej myśli nie było wcale trudne, po rozpadzie małżeństwa Marianne Rosierowie i Lestrange'owie potrzebowali potwierdzenia swojej przyjaźni - dziś to on objął pierścień nestora. I dziś to on i brzemienna Evandra stanowili gwarant ich sojuszu. Być może dlatego nieco zdziwił go adresat listu, nie sądził jednak, by sprawa tyczyła się którejś z jego sióstr - musiało chodzić o Darcy. Młodziutka kuzynka nie mała obowiązku odegrać w tej grze wielkiej roli, a bywało przecież i tak, że serce chodziło własnymi ścieżkami. Poprawiwszy kołnierz szaty, pod którym błyszczała brosza złotej róży, powziąwszy wiadomość o przybyciu zapowiedzianego gościa, skinął służbie głową bez słowa - skierował się do pokoju, w którym nakazał go wcześniej ugościć. Przywdziewał elegantsze ubrania niż dotąd, zdając sobie sprawę z wagi prezencji: czarna czarodziejska szata przeszyta szarfą w barwie ciemnego krwistego szkarłatu odznaczała się doskonałym krojem.
- Lordzie Lestrange - powitał go od progu płytkim skinięcie głowy, nieśpiesznie podchodząc bliżej, by zasiąść naprzeciw, w miękkim, jasnym fotelu. Na moment odwrócił wzrok w bok, lecz nie musiał artykułować swojej myśli, by na stoliku wnet pojawiły się dwie szklaneczki wypełnione Toujurs Pour, Prymulka działała niemal niedostrzegalne - dokładnie tak, jak powinna. - Przyjaciół rodziny zawsze z radością powitam w Kencie - oznajmił, choć na jego twarzy nie pojawił się choć cień owej radości mówił szczerze - pozostawał pewien szacunku do rodziny swojej żony. Gestem wskazał szklaneczkę, zachęcając do poczęstunku - samemu unosząc swoją w powitalnym geście i upił łyk, oddając głos Amodeusowi - zamierzając wysłuchać propozycji, którą zapowiedział.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 40
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 6 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Pokój dzienny [odnośnik]22.01.21 15:16
20 września 1957, późny wieczór
Przedostał się - wraz z Francisem - do szpitala świętego Munga; jego szwagier nie odzyskał jeszcze przytomności, ale upewnił się, że trafi tam do najlepszych rąk; Lestrange go zawiódł, Tristan nie miał pewności, po której stronie właściwie stał dzisiejszego dnia - a nie bez powodu zależało mu na tym, by przyjął dziedzictwo swojego rodu i poniósł je z dumą. Każdego innego skreśliłby już dawno temu, ale on, on był bratem Evandry. Nie mógł zawieźć - nie tylko ze względu na siebie, przede wszystkim ze względu na nią. Nie chciał, by została zmuszona nieść konsekwencje za czyny swojego brata, gdyby tylko ktokolwiek poczuł odwagę zwrócić się o nie do jego żony. Nie chciał, żeby Francis zawiódł; wzięcie go pod zaklęcie imperiusa było ostatecznością, która miała powstrzymać go przed upadkiem. Ostatecznością - kiedy nie widział już innego wyjścia. Gotów był wykraść im kamienie, po które przebyli całą drogą: w jakim celu i dla kogo chciał to właściwie zrobić? Mdłe tłumaczenia go nie przekonywały, Francis przecież nie był idiotą. Nie kompletnym w każdym razie, choć najwyraźniej za takiego miał samego Tristana. Oddając w ręce uzdrowicieli jego nieprzytomne ciało skorzystał z pomocy medyków, którzy opatrzyli jego plecy - każdy krok sprawiał mu niewyobrażalny ból; zwykle dumnie wyprostowany, dziś, gdy przekroczył próg Chateau Rose, garbił się jak plebejusz. Rany sprawiały ból przy każdym kroku, przeszywały całe ciało tysiącem igieł, jakie rozorały jego skórę. Bandaże pod szatą były niewygodne, ale ran przynajmniej nie podrażniał już materiał szaty.
Został poinformowany, że Mathieu i Claude nie wrócili jeszcze na miejsce. Wydawało się to zrozumiałe, czarodzieje z Grimmuald Place zasługiwali na wyjaśnienia od bezpośrednich świadków tych zdarzeń. Podobnie jak zasługiwała na nie Melisande, a Evandra - na informacje o swoim bracie. Nie przeciągając tej chwili, nakazał przekazać zaproszenie do pokoju dziennego siostrom i żonie, samemu zmierzając prosto na miejsce. Nie usiadł, nie wyobrażając sobie opierać pleców o oparcie krzeseł; szedł wzdłuż wysokich ścian, szukając spojrzeniem surowego spojrzenia przodkini, w myśląc ważąc słowa, których powinien dzisiaj użyć. Dobrze się stało, że Alphard odszedł przed ślubem, źle, że zdążył ofiarować jej pierścionek i obiecać ślub; wiedział, że nie byli sobie obojętni, że Melisande zdążyła się omotać tak łatwo rozpierzchniętą nadzieją. Panowała wojna, w trakcie wojny nic nie mogło być trwałe, zwłaszcza życie mężczyzn. Alphard odszedł tak, jak mogła od niego oczekiwać tego jego rodzina, bez tchórzostwa, bez niemądrych roszad, jakimi ku zgrozie Tristana kierował się ktoś krwią im bliższy.
Zatrzymawszy się przy obitych kanapach, splótł dłonie z tyłu, poniżej linii ran, obserwując gesty służby, która rozkładała na kawkowym stoliku karafki z sokami i owocami, w pokorze nie unosząc głowy. W końcu z jednej z przyniesionych tac odebrał papierosa, zamierzając zaciągnąć się tytoniem, wkrótce otulając się jego gryzącym dymem.
- Zamknij drzwi. Upewnij się, że nikt nie będzie nam przeszkadzał - nakazał służbie bez zwłoki, kiedy w pomieszczeniu pojawiły się już wyczekiwane sylwetki. Słowa, które miał do powiedzenia, nie były odpowiednie dla uszu wszystkich - o ile śmierć Alpharda prędzej czy później obiegnie czarodziejską socjetę, o tyle samo kwestia Francisa pozostawała... newralgiczna i rozsądniej byłoby w tej sprawie jak najwięcej zachować dla siebie.

rzucam kostką na nastrój...



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 40
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 6 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Pokój dzienny [odnośnik]22.01.21 15:21
The member 'Tristan Rosier' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pokój dzienny [odnośnik]22.01.21 19:53
Nie można było stwierdzić, że ten dzień różnił się jakoś od innych. Wszystko właściwie działo się, według własnego, ustalonego rytmu. Spędziła dzień w Rezerwacie, zajmując się badaniami nad którymi pochylała się teraz. Kiedy utknęła, rozprostowała nogi wybierając się na spacer po Rezerwacie, zaszła do sir Malcolma, by porozmawiać z nim na temat ostatnich kontaktów z rezerwatem we Francji. Złapała Dianę i poprosiła by odwiedziła alchemików dając im listę rzeczy, których pozostało już niewiele - to nimi powinni zająć się najpierw. Weszła do obserwatorium, a później przez krótki okres czasu obserwowała pracę smokologów, jednocześnie sprawdzając czy respektując wszystkie ustalone plany. Wszystko działało poprawnie i sprawnie - ale po prawdzie nie spodziewała się niczego innego. Tristan prowadził Rezerwat sprawnie, a ich ludzie byli lojalni. Przyjmowali założenia i polecenia wykonując je najlepiej jak potrafią. Trochę dłuższą chwilę spędziła niedaleko ogniomiota katalońskiego. Przywołując do siebie swoje pergaminy i atrament. Dzień upłynął jej szybciej, niż za machnięciem różdżki. Popołudnie spędziła z matką - choć to akurat nie należało do czegoś, co uważała za przyjemność. Niezmiennie, mimo upływu lat, nie potrafiły dojść ze sobą całkowicie do porozumienia. I pod odpowiednim zachowaniem, właściwymi słowami, Melisande skrywała irytację, której nie potrafiła się wyzbyć. Kiedy matka zdawała się by usatysfakcjonowała i znalazła dla siebie zajęcie do którego nie potrzebowała jej zamknęła się we własnych komnatach z dolnej szuflady wyciągając jedną ze skór. Wygładziła ją - choć zupełnie niepotrzebnie - bardziej w kwestii odruchu, niźli prawdziwej potrzeby, by pozwolić sobie na chwilę przygląda się jej bez podejmowania działania. Nie chwaliła się swoim wieczornym zajęciem - chyba wolała by ta informacja nie dotarła do uszu rodzicielki. Westchnęła krótko odsuwając od siebie myśli, skupiając się na zajęciu.
Jednak jej samotność nie trwała długo. Uniosła głowę spoglądając na służkę, która przyniosła jej informacje. Jedynie skinęła krótko głową odprowadzając kobietę wzrokiem. Nie miała pewności, co było powodem dla którego Tristan chciał ją widzieć ale była pewna tego, że nie wzywałby jej bez powodu. Odłożyła do dolnej szuflady smoczą skórę i podniosła się ze zdobionego fotela wygładzając spódnicę sukni. Ruszyła w kierunku pokoju dziennego ze spokojem. Rozmyślać nad tym, co mogło się zdarzyć, czy też nad tym, co miała usłyszeć mijało się celem. Hazard rzadko szedł z nią w parze. Do pokoju weszła jako pierwsza zastając tam już brata. Jasne tęczówki - tak podobne do tych należących do niego - zlustrowały jego sylwetkę nie wypowiadając nawet słowa. Nie zapytała, zakładając, że kiedy znajdą się wszyscy, na których czekał wszystko wyjdzie na światło dzienne. Zajęła miejsce, splatając dłonie na własnych kolanach. Przyjęła sok unosząc szklankę, żeby upić odrobinę napoju. Czekała.



the whole new world just behind
one breath.

Melisande Rosier
Zawód : badacz-behawiorysta smoków, przyszły dyplomata rezerwatu Kent
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : n/d
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Pokój dzienny [odnośnik]23.01.21 23:24
Fantine nie spała jeszcze, mimo wyjątkowo późnej pory, sama niedawno powróciła z odwiedzin u jednej z przyjaciółek. Wieczór upłynął czarownicom niezwykle przyjemnie - w towarzystwie wina, plotek i najnowszych projektów sukien prosto z Francji. Wydawała się mieć humor naprawdę wyśmienity i wcale nie czuła się senna. Chwilę gawędziła z matką w jednym z saloników, a kiedy została sama, zajęła się czytaniem ostatniego wydania Czarownicy. Zwabiona jednak poruszeniem służek, których rozmowy prowadzone ściszonym tonem, dobiegły doń z korytarza, odrzuciła gazetę i zbliżyła do drzwi; Tristan ponoć powrócił do Chateau Rose i szukał siostry. A może sióstr? Nie była pewna co usłyszała, może coś pokręciła. Wydawało jej się, że może chodzić także i o nią, dlatego dowiedziawszy się, że odnajdzie go w pokoju dziennym tam właśnie poszła - uprzednio zatrzymując się przed jednym z luster, by poprawić upięcie ciemnych włosów wysoko nad karkiem. Usta wciąż miała podkreślone szminką, a na sobie kremową suknię zdobioną złotymi nićmi. Była ciekawa tego, co Tristan może im mieć do powiedzenia, nawet bardzo - zazwyczaj nie wzywał ich do siebie o tak późnej porze. Fantine wydawało się, że musi to być coś ważnego, skoro nie mogło zaczekać do rana, lecz jednocześnie była dziwnie przekonana, że to mogą być kolejne dobre wieści - wszystko wszak podążało w dobrym kierunku.
- Dobry wieczór, moi mili - wyrzekła entuzjastycznym, śpiewnym tonem przekraczając próg pokoju dziennego, w którym odnalazła spojrzeniem sylwetki Tristana i Melisande. Nestor ich rodu wyglądał na wyjątkowo zmęczonego. Pomyślała, że może miał za sobą bardzo ciężki dzień w rezerwacie - lecz czy aby na pewno? Ostatnio wszystko podążało w dobrym kierunku, tak jej się zdawało, smoków nie dręczyła już choroba, a poza albionami czarnookami mogli poszczycić się trzema innymi gatunkami. Posłała mu zmartwione spojrzenie. - Wszystko w porządku, Tristanie? - spytała troskliwie, zaniepokojona jego miną. Fantine wciąż jednak nie przypuszczała nawet co naprawdę mogło się stać. Zajęła miejsce na wygodnej sofie obok Melisande, a kiedy oczekiwali na pojawienie się małżonki starszego brata, pochyliła się ku siostrze. - Dzisiaj przysłano mi najnowsze przegląd sukien ślubnych prosto z Paryża. Koniecznie muszę ci je pokazać. Będziesz zachwycona, Mellie, zapewniam - powiedziała ściszonym tonem, nie kryjąc przy tym ekscytacji, takiej, jakby to ona sama miała wybierać kreację na zbliżające się zaślubiny.


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : 5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 22
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Pokój dzienny [odnośnik]24.01.21 9:31
Środkiem nocy cichcem odstawiona do Château Rose skierowała kroki wprost do swoich komnat, by spać do południa, ignorując zasadę o wspólnie spożywanych posiłkach. Poruszanie się o własnych siłach jawiło się jako wyczyn heroiczny i niemożliwy do zrealizowania. Czy tak będzie już zawsze? Nawet dramatyczne myśli nie tworzyły dziś pokręconych scenariuszy, ból głowy rozsadzał od środka, co w połączeniu z resztą objawów mogło dać tylko jedną odpowiedź - syndrom dnia następnego.
Zimna kąpiel przyniosła chwilowe ukojenie, przygotowując do kolejnego kamienia milowego - włączenia się w życie rodzinne. Podczas obiadu ledwie ruszyła kaczkę, każdy kęs kończył się małą, żołądkową rewolucją, próba sprawienia pozorów, że wszystko jest w należytym porządku nie szła jej dziś zbyt dobrze. Szczęk sztućców i talerzy odbijał się echem w blond głowie, definitywnie skreślając plan na zaszycie się w pokoju muzycznym pod pretekstem ćwiczeń. Z pomocą przyszedł jej Evan, który okazał się być nad wyraz spokojny. Usadzony w samym centrum bawialni chłopiec unosił się na rękach i z zaciekawieniem raczkował na miękkim dywanie, odkrywając kolejne zakamarki pokoju. Półwila spędziła nim większość popołudnia, obserwując jak bawi się klockami, kilka razy reagując, gdy drewniany element miał wylądować w jego buzi. Skąd w główkach dzieci tak irracjonalne pomysły? Każdy przecież wie, że zabawki nie służą do jedzenia…
Informacja o spotkaniu złapała ją podczas wieczornej toalety, gdy czuła się już względnie lepiej. Plan polegał na pospiesznym położeniu się do łóżka, by następny dzień rozpocząć w pełni sił, nadrabiając stracony dziś na bezczynności czas. Miała wobec siebie wysokie oczekiwania, wiedziała że bez ich osiągnięcia z trudem przyjdzie jej patrzenie na własne odbicie. Sen musiał jednak poczekać. Delikatny, pastelowy peniuar przewiązała w pasie jedwabną tasiemką, pospiesznie przeczesała też włosy szczotką i ruszyła korytarzem na do pokoju dziennego, licząc na to, że tak nagle zwoływane spotkanie nie odbędzie się z udziałem osób trzecich. Tylko tego brakowało, by oglądano ją w wieczornym stroju i to w dniu, w którym jej stan mocno odbiegał od ideału.
Przekroczyła próg salonu, zerkając na nachylającą się w kierunku siostry Fantine, nie słysząc przekazywanych ściszonym tonem nowinek modowych. Co było na tyle ważne, by nie mogło zaczekać do śniadania? Evandra zajęła miejsce na skraju obitego aksamitem fotela, łącząc ze sobą dłonie. W ciągu dnia udało jej się pokonać mdłości, ale soki ani owoce nie przyciągały teraz jej uwagi. Skupiła ją na mężu, którego wyraz twarzy nie napawał radością ani nadzieją. Dym palonego papierosa dotarł i do jej nozdrzy, drażniąc i irytując. Nie odezwała się jednak ani słowem, tylko utkwiła w nim pytające spojrzenie.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Pokój dzienny [odnośnik]24.01.21 16:06
Nie czuł się dobrze. Na chwilę zamknął oczy, odurzając się gryzącym dymem, gdy jego ja toczyło ze sobą wewnętrzną walkę; znał to uczucie, doświadczył go już wcześniej, poznał też istotę, która próbowała przejąć nad nim kontrolę. Nie dotrzymała umowy, została z nim, walcząc o oddech, sprawczość i kontrolę. Sądził, że to przedziwne uczucie zaniknie, kiedy oddali się od ołtarza, od tamtych podziemi, że złe moce zostaną uśpione lub wyzwolone i nie będą już potrzebowały żywiciela - zaczynał rozumieć, że się mylił. Że w pośpiechu uchwycony kamień został dotknięty zbyt lekkomyślnie, a tę lekkomyślność miał przypłacić bezpieczeństwem nie tyle swoim, co swoich bliskich. Odejdź, maszkaro. Jestem silniejszy, powtarzał jak mantrę, zatracając się w rozpaczliwej walce o dominację nad własnym ciałem i umysłem - wysiłek był odmalowany teraz, wraz z bólem, na jego zacienionej troską twarzy. Cofnął się, lekko zataczając kroku, sięgając lewą dłonią skroni, którą przetarł zbyt mocno; czy potrafił nad tym zapanować? Z dala od ołtarza, czy ta siła nie będzie słabsza? Łaknęła... łaknęła krwi. Nie tutaj, nie przy nich, musiał stąd wyjść. To zajmie tylko chwilę - do pomieszczenia weszły jego siostry, weszła też Evandra, Tristan umknął przed nią spojrzeniem, nie zamierzając podarować tej istocie tak przedniej zabawy. Nie powinien nosić przy sobie różdżki. Nie powinien mieć przy sobie niczego, co rozdrażni ten byt.
- Przywdziejesz czerń, Melisande - zwrócił się w końcu do siostry, przedzierając swój głos ponad cudzy, gnieżdżący się wciąż w jego ciele. Każda wypowiadana głoska sprawiała mu nie lada wysiłek, o każdą musiał walczyć, nie dając przejąć nad sobą kontroli.  - Wkrótce napłyną kondolencje, przygotuj się - dodał, koncentrując się na chaotycznie rozbitych myślach. Wciąż walcząc, w końcu zmuszając się, by ukierunkować spojrzenie na twarz Melisande. Wierzył, że zdoła się temu oprzeć, ale gdyby coś poszło nie tak - to ona była starszą siostrą Fantine. Musiał jej tylko przekazać to, co niezbędne - i odejść, jak najdalej. - Twój ślub się nie odbędzie, Alphard Black jest martwy - wypowiedział te słowa głucho, zbyt chyba bezdusznie, nie myśląc wcale o ich znaczeniu. Powinien być zapewne delikatniejszy, ale teraz - myślał tylko o tym, by powiedzieć jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. - Zginął tak, jak tego od niego oczekiwano - I jego pamięć, ona też tego wymagała. - Po wezwaniu Czarnego Pana i stanąwszy wobec niewyobrażalnych mocy, oddał za niego to, co miał najcenniejszego. Zapamiętamy go jako bohatera. Mathieu jest w Londynie, zwraca ciało rodzinie. - Tak stać się musiało i taki był jego obowiązek. Wojna niosła ofiary, czas najwyższy to zrozumieć. Alphard Black zginął jak bohater - bo wiedział, co stanowiło teraz najwyższy priorytet. Chciał lepszego świata, również dla Melisande. Łączyła ich umowa, ale wiedział, nie był ślepy, że jego siostra nie była mu obojętna.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 40
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 6 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Pokój dzienny [odnośnik]25.01.21 1:35
Nie była niewrażliwa na zmiany w swoim bracie. Znała go na tyle długo i na tyle dobrze, żeby być w stanie wychwycić niewielkie niuanse. Mimo to, jednak wchodząc do pokoju dziennego milczała nie zadając ponaglającego pytania. Głównie dlatego, że Tristan wydawał się być zmęczony. A zmęczenie zazwyczaj powodowało drażliwość. Cokolwiek nie miał im dziś do przekazania, mogło poczekać na zebranie się wszystkich których wezwał. Jak sądziła, nie miała być sama - gdyby tak miało być zacząłby przekazywać swoje informacje po tym, jak zajęła jedno z miejsc. Tęczówki przesunęły się przez niego. Brwi na ułamek sekundy, minimalnie zeszły się ze sobą. Coś nie dawało jej spokoju. Wydawał się… inny. Ale tą myśl zachowała dla siebie, uwagę lokując na siostrze, która pojawiła się w pomieszczeniu po niej. W widocznie dobrym humorze zajęła miejsce obok niej. Z jej ust wydobyło się pytanie, które nawiedziło i jej myśli. Tęczówki znów przesunęły się na Tristana, ale zaraz odpuściła sięgając po szklankę z sokiem. Odjęła szkło od ust, kiedy siostra nachyliła się bliżej niej. Zlustrowała jej twarz wypełnioną ekscytacją. Mimowolnie uniosła odrobinę jedną z brwi. Zachwycona? Spoglądaniem na niewiele różniące się od siebie kreacje? Z pewnością. Powstrzymała westchnienie, tak naprawdę nie robiło jej różnicy którą z sukni na siebie założy, lata baletowej praktyki zapewniły jej smukłą figurę. Właściwie każdy krój leżał na niej odpowiednio. Aby zadowolić swoją matkę - i jak podejrzała matkę Alpharda. Zamierzała po prostu zgodzić się na jedną z propozycji, które przypadną im do gustu. Suknia tak naprawdę nie miała żadnego znaczenia. Odstawiła na chwilę szklankę, spoglądając na pierścień noszony na palcu. Przesunęła nim obserwując rubinowy blask. Znaczenie miał sojusz i fakt pozycji którą wypracowała jeszcze zanim ten w ogóle stał się oficjalnym. Chroniła ją przysięga, którą złożył Alphard, ale i uczucie które dostrzegła w jego spojrzeniu. Ostrzegła go już na początku - nie zainwestowała emocji w coś, co mogło się nie ziścić, jak zrobił on. Ale skłamałaby, gdyby powiedziała że nudziło ją jego towarzystwo. Jej rozmyślania przerwało wejście Evandry, uniosła na nią jasne spojrzenie odprowadzając do obranego miejsca, zaraz potem przenosząc je na Tristana. Czy czekali na kogoś jeszcze?
Kiedy zaczął mówić, zrozumiała, że nie. W pomieszczeniu znajdowali się wszyscy, którzy powinni, świadczyło tym polecenie wydane służbie. Obserwowała zamykające drzwi, unosząc znów szkło do malinowych warg. Przechyliła je, jednak zatrzymała gest, ledwie gdy znajdujący się wewnątrz napój dotarł do jej dolnej wargi. Zastygła unosząc obie brwi ku górze w zdziwieniu, które wymalowało się na jej twarzy. Odsunęła szklankę odkładając ją stół.
Przywdziejesz czerń, Melisande.
Stalowo niebieskie tęczówki przesunęły się na twarz brata szukając w niej potwierdzenia wypowiedzianych słów. Żałoba. Tylko tyle znaczyły. Nosili już jedną po ojcu, jednak w tym momencie zwracał się tylko do niej. A jeśli chodziło tylko o nią…
...Alphard Black jest martwy.
Zacisnęła dłoń w pięść, a usta rozciągnęły się w wąską linię kiedy ścisnęła je ze sobą. Na policzku drgnął mięsień. Tyle czasu, kolejno podejmowanych kroków i działań. Energii, którą niejako poświęciła. I wszystko to… na marne. Zaczynała być zła. Wpatrywała się w Tristana na razie milcząc. Próbując znaleźć odpowiednie słowa, ustosunkować swoje własne odczucia do tego, co właśnie mówił w jej kierunku. Brwi z zaskoczenia, zeszły się ze sobą, kiedy milcząc rozmyślała. Znalazła się w niewygodnej sytuacji, szczęśliwie jeszcze nie zaślubiona, ale już przyrzeczona. Kłębiła wszystko w sobie, starając się, by niewiele wydostało się na zewnątrz. Mimo to, jej plecy wyprostowały się bardziej, a podbródek uniósł się ku górze, jakby szykowała się do potyczki.
Zginął tak, jak tego od niego oczekiwano.
Te słowa sprawiły że drgnęła, nadal nie odsuwając wzroku od starszego brata. Ona oczekiwała od niego, że będzie żył. Miała plany do których potrzebowała go żywego. Zacisnęła zęby, mięsień na policzku drgnął. Była zła. Rozumiała jego poświęcenie, gdyby nie potrafiła go zrozumieć Tristan nigdy nie powiedziałby jej o Rycerzach. Dlatego milczała, swoje egoistyczne myśli zostawiając tylko dla siebie, nie pozwalając im wypłynąć na przestrzeń pokoju dziennego. Ale mimo to, nie potrafiła na wściec się na Blacka, który finalnie mimo wszystkich obietnic i zapewnień zostawiał ją samą. Wtedy, kiedy zaczynała naprawdę się do niego przekonywać. Wierzyć, że życie z nim może być… znośne. Rozprostowała palce zaciskanej w pięść dłoni powoli, dokładnie. Czując jak onyksowy pierścień prawie pali jej skórę. Wzięła wdech w płuca, dopiero teraz pozwalając sobie na oddech. Opuściła głowę pierwszy raz od podjęcia głosu przez Tristana odwracając spojrzenie, skupiając je na swojej ręce. Jej brwi zmarszczyły się.
To nie była dobra informacja. Nie tylko dla niej. Prawie sfinalizowany sojusz zawisł właśnie na włosku. Jeden z fundamentów tej ugody właśnie legł w gruzach. A bez niego nie była w stanie sama kontynuować.
- Wieść o jego śmierci napawa mnie smutkiem i niepokojem. - przyznała na początku odzywając się dopiero, kiedy Tristan przestał mówić. Trochę sztywno, nie była pewna, czy nie bardziej z powinności niż potrzeby wypowiedzenia tych słów.- Cieszy mnie, że Alphard do końca pozostawał wierny łączącym nas ideałom. - z malinowych warg wypadły kolejne słowa. Była przygotowana na kondolencje, które miały nadejść. Wiedziała jak odpowiednio na nie odpowiedzieć i jak też sie zachować. Co innego nie dawało jej spokoju. - Przez wiążącą go przysięgę i uczucie którym mnie darzył był bezpieczną opcją. - zauważyła sucho, cichym głosem. Był, ta myśl nie dawała jej spokoju. Niedobrze, że ginął ktoś taki jak on. Co dalej? - chciała wiedzieć, ale to pytanie na razie nie opuściło jej ust. Zdąży jeszcze wykląć Alpharda - później we własnych komnatach, może nawet za nim zatęsknić. Ale pewne sprawy trzeba było rozwiązać od razu. Jej dłoń zadrżała, dlatego zakryła ją drugą. Przeklęty Alphard Black, swoją śmiercią pokazał jej dosadnie na jak niewiele rzeczy miała wpływ. Złość była w tym momencie najbezpieczniejsza i skupienie się na formalności łączących ich relacji. Nie chciała myśleć o rozmowach, które odbyli, słowach które wypowiedział, czy obietnicach które złożył. Uparcie odpychała od siebie myśl o tym, że był jednym z niewielu przy których rzeczywiście się nie nudziła.
Uniosła znów spojrzenie na brata. Jasne tęczówki miały nieść zapewnienie, że nie musi się o nią martwić. Najważniejsze - niezmiennie - było dobro ich rodu. Nie dało odmówić Alphardowi umiejętności - był w stanie sprawnie załatwić wszystkie zgody, by otrzymali ogniomiota katalońskiego. Z tego co widziała niegdyś w Klubie Pojedynków, posiadał też wysokie umiejętności magiczne. Wspierał czynnie działania Czarnego Pana i miał kształtować nowy świat. Więc w jej głowie niezmiennie pojawiało się jedno i to samo pytanie. Co dalej? Czy powinni próbować podtrzymać sojusz z Blackami? Jednocześnie, jeśli tak - który z nich powinien otrzymać jej rękę. Mieli czas, to prawda, żałoba miała potrwać, ale pewne decyzje powinny zostać podjęte… możliwie jak najszybciej. Była siostrą nestora, oboje zdawali też sobie sprawę z zalet, które posiadała. Powinna też już wyjść za mąż i spłodzić potomków. Wszystko to, ponownie, miało odwlec się w czasie.



the whole new world just behind
one breath.

Melisande Rosier
Zawód : badacz-behawiorysta smoków, przyszły dyplomata rezerwatu Kent
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : n/d
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Pokój dzienny [odnośnik]01.02.21 14:15
Właściwie powinna spodziewać się podobnej reakcji po Melisande, która zawsze o wiele większe zainteresowanie okazywała smokom, niż dworskim życiem i nigdy nie było w niej choćby części entuzjazmu jaki miała w sobie jej młodsza siostra jeśli chodziło o modę, prezencję, przyjęcia, ale... Chodziło przecież o dzień ślubu, jeden z najważniejszych dni w życiu każdej kobiety, musiała wyglądać wyjątkowo. Fantine sądziła, że kreacja na tę ceremonię będzie dla Melisande nieco ważniejsza - przy pomocy stroju można było przecież tak wiele przekazać bez używania słów. Starsza siostra uniosła jednak brew w zdziwieniu, zrobiła taką minę, jakby Fantine powiedziała coś nieodpowiedniego - i ta poczuła się wręcz urażona. Nikt nie odpowiedział ani na jej przywitanie, ani na kolejne słowa, zupełnie tak jakby była niewidzialna i rzucono na nią Silencio. Zmarszczyła nos w zagniewanym wyrazie, usta wygięła w podkówkę, gotowa uświadomić wszystkim, że czuje się naprawdę obrażona, lecz słowa Tristana zmazały fochy z twarzy Fantine.
Tego po prostu się nie spodziewała.
Nie od razu pojęła prawdziwy sens słów przywdziejesz czerń, Melisande. W czerni było siostrze nie do twarzy. Czerń postarzała i optycznie wyszczuplała, lecz Mellie i tak mogła poszczycić się zachwycającą sylwetką dzięki latom ćwiczeń baletu. Dopiero po chwili do Fantine dotarło co miała oznaczać ta czerń - zamiast ślubnej bieli.
Zdusiła pełen zdziwienia okrzyk, zasłaniając usta dłońmi, gdy głośno wciągała powietrze. Zielone oczy zrobiły się okrągłe jak dwa talerzyki. Lord Black zginął? Dlaczego, jak, kiedy? Odpowiedzi płynęły z ust Tristana, surowego i poważnego, niemal bezdusznego, gdy przekazywał te wieści.
Owszem, nie radowało jej, że Melisande spędzi resztę życia na Grimmauld Place 12, lecz w żadnym wypadku nie życzyła tej dwójce zerwania zaręczyn... Tym bardziej w taki sposób. Lord Alphard Black nie zasłużył na śmierć. Był czarodziejem utalentowanym i musiał mieć w sobie potencjał, skoro Tristan zdecydował się oddać mu rękę ukochanej siostry. A jeśli tak było, to ponieśli wielką stratę. Nie tylko rodzina Blacków, ale i oni również - szansę na zażegnanie rodzinnych waśni, silny sojusz, pozycję Melisande, którą... Coś łączyło z tym mężczyzną. Więcej, niż się spodziewano.
Fantine w milczeniu wyciągnęła rękę, by ująć dłoń siostry i ścisnąć ją lekko, gdy ta przemówiła wreszcie - jak zawsze zachowując godność i rozsądek. Zimną krew. Zazdrościła jej tej umiejętności.
- Bardzo mi przykro, Mellie - wyszeptała, nie wiedząc, co mogłaby powiedzieć w tej chwili więcej - czy cokolwiek mogłoby przynieść pociechę? Powstrzymała się, by nie objąć Melisande ramieniem. Na to przyjdzie pora później, jeśli tylko będzie tego potrzebowała - drzwi komnat Fanny zawsze były dla siostry otwarte.


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : 5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 22
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Pokój dzienny [odnośnik]02.02.21 21:27
Spodziewała się, że kwestia, jaką Tristan chciał z nimi poruszyć o tak późnej porze będzie ważna, ale słów, jakie właśnie padły, nie mogła przewidzieć. Naraz zalał ją zimny pot, wzdłuż pleców przebiegł dreszcz, paraliżujący każdy, najmniejszy nawet nerw. ”Zginął tak, jak od niego oczekiwano.” Jaka moc była na tyle okrutna, by żądać czyjegoś istnienia i czy była ona na tyle istotna, by rzeczywiście warto było płacić za nią najwyższą cenę? Lojalność wobec Czarnego Pana jawiła się jako świętość, jakiej nie sposób złamać. Poświęcenie dla sprawy, żarliwość w wypełnianiu obowiązków, gotowość do obrony wyznawanych ideałów - bohater - postawa godna pochwały. Czy jeśli jej przyjdzie kiedyś stanąć twarzą w twarz z tak trudną powinnością znajdzie w sobie siłę, by pójść w ślady tych najbardziej walecznych?
Wyważone słowa Melisande brzmiały tak, jakby przygotowała je już wcześniej, nie chcąc zdradzać wstydliwych emocji, a przecież smutek i żal do nich nie należały. Evandra chciała zerwać się z miejsca i otoczyć ją ramieniem, wesprzeć dobrym słowem, lecz bijącą od niej oschłość i pustka wybrzmiewająca w wypowiadanych przez nią słowach zatrzymały ją w miejscu na szkarłatnych poduszkach. Przez jedną krótką chwilę zdążyła zapomnieć, że wszyscy tu mają wyznaczoną sobie rolę i nawet wewnątrz najbliższej rodziny nie dzielą się prawdziwymi uczuciami. ”Przez uczucie którym mnie darzył był bezpieczną opcją.” Dlaczego akceptacja tych słów przychodziła jej z tak wielką trudnością? Ledwie kilka lat temu lordowie Thorness Manor starali się wpoić jej ten tok myślenia, przekonać do słuszności podejmowanych kroków, do wykorzystania uczuć, dystansu, odgrywania swojej roli, z czym bardzo nie chciała się zgodzić. Jak to - żyć w wiecznym kłamstwie? Czy już lepiej nie żyć już w ogóle? Jedynie Fantine przywracała wiarę w to, że Rosierowie nie są tak bezduszni, na jakich czasem wychodzą. Przed rokiem była jedną z tych, które czuwały przy niej całymi dniami, kojąc nerwy i podnosząc na duchu, także i dziś jako pierwsza wyciągnęła rękę ku najbliższej siostrze.
Nabrała powietrza w płuca, starając się zebrać kotłujące w głowie myśli, kiedy zaczęły do niej dochodzić kolejne następstwa tego nieszczęśliwego wydarzenia. Ich rodzina nie była jedyną, których powinna obejść śmierć Alpharda; przed oczami Evandry pojawiły się dobrze znane sylwetki Blacków. Jej oczy powiększyły się do rozmiarów złotych galeonów, gdy zrozumiała co oznaczają słowa o wizycie Mathieu w Londynie. W tym samym momencie serca Aquili i Rigela roztrzaskały się na miliony drobnych kawałków, Evandra poczuła przerażający ścisk; mrok, w jakim spowity był teraz dom rodu Blacków pochłonął i ją, jakoby była z tą dwójką połączona nierozerwalną więzią.
- Jego bohaterstwo nie zostanie zapomniane. - Mimo suchych słów w jej głosie wybrzmiewał smutek. Zdecydowała się na wzięcie udziału w odgrywanym przez wszystkich spektaklu, choć trzymane na wodzy emocje wyrywały się z przemożną siłą, nie chcąc dać się tłamsić ani chwilę dłużej. - Czy nikt więcej nie ucierpiał w wydarzeniach dzisiejszego wieczoru? - Szczerze liczyła na uspokajającą odpowiedź, po której pospieszy spisać kondolencje i zacznie zastanawiać się nad rozwiązaniem wynikłych problemów. Pragmatyzm nie był jej najmocniejszą z postaw, ale jeśli tego wymagała od niej pozycja, to nie zamierzała przed nią uciekać.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Pokój dzienny [odnośnik]03.02.21 14:51
Wpatrywał się w Melisande, kiedy wypowiadała słowa pozbawione emocji - mechaniczne, puste i dobrze wiedział, że w środku czuła znacznie więcej. Nigdy nie lubiła się obnażać, nawet przed najbliższymi. Znał ją jednak dość dobrze, by wiedzieć, jak potworna rozpacz kryła się za radością, o której zapewniała. Alphard nie odszedł w hańbie, choć pewnie tak byłoby prościej - wykreślić go i zapomnieć. Nie, strata była większa i nie miała jej odczuć tylko Melisande, Czarny Pan stracił wiernego sługę. Siła Alpharda rosła, dobrze rokował, mógł osiągnąć wiele.
A teraz już nie żył i nic nie dało się z tym zrobić.
Odpowiadał za nią, za jej przyszłość. Za to, że znajdzie się u boku mężczyzny, który zapewni jej bezpieczne jutro. I nie chciał jej zawieźć. Sojusz z Blackami nie zniknął z widoku, mieli jeszcze dwóch synów, statecznego Cygnusa i Rigela, o którym słyszał zbyt mało, choć mówiono, że był bardzo inteligentnym młodym człowiekiem. Czy któryś z nich miał w ogóle szansę na to, by osiągnąć tyle co Alphard? Mieli czas, okres żałoby wystarczy, by uporządkować pewne kwestie. Winien pomówić z Polluxem osobiście, za jakiś czas. Na razie rodzina musiała przełknąć jego odejście, to oni utracili najwięcej.
- Z rana bez zwłoki prześlesz na Grimmuald Place list kondolencyjny - zwrócił się do siostry, przypominając jej o jej obowiązku. Powinna przesłać oddzielne, od siebie. Miała stać się częścią ich rodziny i powić dla nich dzieci. - Odeślesz Blackom swój pierścień - zadecydował, niewątpliwie był rodzajem rodzinnej pamiątki, choć nie wnikał w jego historię. A miejsce rodzinnej pamiątki znajdowało się przy jej rodzinie. Narzeczeństwo Melisande i Alpharda zostało zakończone nagle i niespodziewanie, ale zamierzał doprowadzić tę sprawę do końca tak, jak należało. Pamięć jej narzeczonego na to zasługiwała. Mimo siły w spojrzeniu Melisande - martwił się o nią. Mniej o nią dzisiaj, wiedział, że da sobie radę, a bardziej o nią jutro. Wciąż cieszyła się jednak niezachwianą pozycją jego najstarszej siostry, a żałoba nie odbierze jej urody. Tylko czas mógł objawić przyszłość - i kompetencje ewentualnych kontynuatorów myśli Alpharda. - Cokolwiek ma przynieść jutro, zadbam o twoją przyszłość - zapewnił ją, w odpowiedzi na wspomnienie bezpiecznej opcji. Był nią z więcej niż jednego powodu, część z nich mogła pewnie uświadomić dopiero jego śmierć. Czułość okazana przez Fantine miała podnieść ją na duchu, ale tego ducha mogły ożywić dopiero długie noce pełne łez i smutku. Przez chwilę błądził spojrzeniem po twarzach dwóch sióstr, przeciągając je ku Evandrze, gdy podjęła głos. Suchy i pusty, wiedział, jak wiele ją to kosztowało, ale Melisande nie pragnęła dzisiaj niczego więcej. Wiedział też, że ona nie tego pragnęła, kiedy usłyszy dalsze wieści. Chyba dlatego nie odpowiedział od razu, wpatrując się w jej źrenice i okalający je błękit, a jeśli odwzajemniła to spojrzenie mogła dostrzec  w jego - coś obcego, niewłaściwego, skrzącego rubinowym poblaskiem, którego być nie powinno. Czuł ją. Słyszał jej podszepty, dzikie i nieokiełznane łaknienie krwi, którego nie chciał. Cofnął się pół kroku, a jego spojrzenie skupione wciąż na Evandrze nabrało błagalnej nuty, wysunął z kieszeni różdżkę i odrzucił ją od siebie na bok, pozwalając drewnu przeturlać się pod kanapę, na której siedziały jego siostry. Złożył dłoń na kredensie, wbijając palce w jego drewno, kątem oka wychwytując własne odbicie w lustrze; na moment przymknął oczy, tocząc tę wewnętrzną walkę. Jeszcze tylko chwila, dasz sobie radę. Evandra zasługiwała na prawdę, której prędzej czy później i tak musiałaby się dowiedzieć.
- Twój brat  - odpowiedział na jej pytanie, Francisa rozpruło jego własne zaklęcie, zaklęcie prowadzone mocą, której nie potrafił powstrzymać i mocą, która z wolna przejmowała nad nim kontrolę teraz. Wierzył, że z dala od ołtarza będzie słabsza, ale zaczynał pojmować, w jak wielkim pozostawał błędzie. - Leży w Mungu, jego stan jest stabilny. Na razie. Nie wiem, co z nim będzie Evandro - wyznał, szczerze w tym momencie wierząc, że Francisem nie kierowała głupota, a zdrada. Że ułożył się z demonami tamtego miejsca w sposób, który miał pokrzyżować im plany. Że kierowało nim coś więcej, niż nuda lub pragnienie zatańczenia na krawędzi. - Próbował wykraść artefakt należący do Czarnego Pana - mówił dalej, jego palce mocniej zacisnęły się na drewnianym blacie kredensu; gniew kłębił się w jego głowie coraz potężniej, zbijając w potężną falę, którą co sił próbował zatrzymać. Wypowiadane przez niego słowa mogły brzmieć równie bezdusznie, co słowa Melisande, ale nie sposób było nie dostrzec wysiłku, jaki wkładał w każdą głoskę i każdą kolejną chwilą, którą stał przy nich. - I zmusił mnie, bym zabrał go przed nim, dotykając bezmyślnie jego powierzchni, choć niewątpliwie był przeklęty. - To też była jego wina. Nie zdążył go obejrzeć, zastanowić się, w jakiś sposób osłabić jego mocy przed zetknięciem się z nią. To przez niego - wystawił się Morrigan na pożarcie. Wyjścia nie miał, Mroczny Znak wijący się wzdłuż jego przedramienia czynił z niego nie tylko czempiona straszliwego czarnoksiężnika - ale też jego sługę i niewolnika.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 40
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 6 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Pokój dzienny [odnośnik]07.02.21 23:59
Buzujące wewnątrz niej emocje, chaos który nastał i którego tak bardzo nie lubiła, nie wychodziła na zewnątrz niej. Nie pozwalała na to, zachowując niezmiennie postawę. Zdenerwowanie, złość, objawiało się tylko w jasnych stalowych tęczówkach, czy drganie mięśni na policzku, kiedy zacisnęła mocniej zęby. Była skałą, stałą, niepodatną na pojedyncze fale uderzające w nią. Choć zdawał sobie sprawę, że żmudne i cierpliwe żłobienie wody, było w stanie zrobić włam w solidnym murze. Udało się to Alphardowi, zmiękczył ją, przekonał i miał czelność umrzeć, zanim dopełnił choć jednej z obietnic którą jej złożył.
Nie chciała już tego.
Felernego pierścionka, który nadal znajdował się na jej palcu. Miała okrutne wrażenie, że może zwyczajnie była przeklęta. Że los mścił się na niej, za to, że lata temu odrzuciła zaręczyny bez konsultacji tego kroku z rodziną na oczach wszystkich. Tamten raz uszedł jej płazem, była jeszcze młoda, jednak teraz, kiedy sama popierała podjętą przez brata decyzję ten sam los postanowił cofnąć ją do punktu wyjścia.
- Oczywiście. - potwierdziła krótko, kontrolując drganie głosu. Nie sprzeciwiała się, bo nie było czemu. Wręcz przeciwnie, właśnie tak jak mówił należało. Przeniosła spojrzenie z brata na pierścień, który miała na dłonie biorąc wdech w płuca. Ciepła dłoń siostry sprawiła, że drgnęła. Uniosła na nią wzrok przez krótką chwilę. - Dziękuję, Fantine. - wypowiedziała posyłając jej krótki wdzięczny uśmiech, zaczynała być zmęczona, wewnętrznie niezadowolona tym, co właśnie do niej docierało. Przesunęła wzrok na Evandrę, kiedy i ta zabrała głos. Krótkie stwierdzenie wypłynęło z jej ust na nowo skupiając się na Tristanie. Serce zabiło mocniej w krótkim oczekiwaniu. Potrzebowała tych słów. Mimo wszystko znała też swoje słabości. Potrzebowała obok siebie siły - a tą zawsze był Tristan. Była tylko człowiekiem, czasem musiała usłyszeć słowa zapewnienia. - Powierzam ci ją. - wypowiedziała tylko krótko. Skinęła mu głową, ciesząc się, że niejako wziął od niej ciężar, którego nie chciała dźwigać sama. Może tak właśnie powinno być? Może nie powinna była próbować pociągnąć za sznurki, doprowadzić do sytuacji w której właśnie się znalazła. Może gdyby Tristan postanowił sam, a ona nigdy nie rozpoczęła rozmów z Blackiem dziś nie musiałaby ponownie przywdziewać czerni. Nie była jednak w stanie się przekonać tego, mogła jedynie domniemywać. Odetchnęła, krótko mimo złych wiadomości z ulgą przyjmując zmianę tematu. Skupiła się na nim, łatwiej było wtedy nie myśleć o tym, co uderzyło w nią samą. W milczeniu przyjęła informacje o tym, że brat Evandry trafił do Munga. Ale kolejne rewelacje sprawiły, że jej oczy rozszerzyły się w zdumieniu. Gdyby nie mówił tego Tristan, stwierdziłaby, że ktoś pokusił się o naprawdę nieśmieszny żart. Ale on nie miał powód, by próbować je okłamać. Widziała też, że coś jest nie tak - od samego początku. Słowa zdawały się przynosić mu wysiłek, jakby walczył z samym sobą.
- Wiesz, dlaczego? - zapytała najpierw nie potrafiąc zrozumieć, co mogło kierować mężczyzną. Trudno jej było wyobrazić by ktoś kto nie był szaleńcem bądź głupcem próbował przeciwstawić się Czarnemu Panu. Widziała jego potęgę, podczas Stonhenge. -  Czy ktoś zbadał już twój stan? Mogę coś dla ciebie zrobić? - chciała wiedzieć i to najmocniej. Zrobić, pomóc, być. Wolała skupić się na działaniu niż wyklinaniu w myślach Blacka. Właściwie dałoby jej to chwilę wytchnienia.



the whole new world just behind
one breath.

Melisande Rosier
Zawód : badacz-behawiorysta smoków, przyszły dyplomata rezerwatu Kent
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : n/d
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Pokój dzienny [odnośnik]08.02.21 20:51
Z troską przypatrywała się twarzy Melisande, z której trudno było tego późnego wieczoru odczytać prawdziwe emocje. Ją i Alpharda coś łączyło. Coś niezrozumiałego, czego Fantine nie pojmowała, lecz nawet to nienazwane uczucie wyraźnie przyniosło ból. Melisande, choć miała w sobie wielką siłę i godność, która pozwalała jej teraz zachować pozorny spokój, z pewnością nie była na to obojętna. Fantine martwiła się teraz o nią - zbyt wiele zniosła już bólu i ponownie poniosła ogromną stratę. Marianne, pan ojciec, teraz mężczyzna, któremu obiecano jej rękę. Kiedy to wreszcie się skończy? Niczym nie zasłużyła sobie na taki los.
Fantine odwzajemniła blady uśmiech, nie przestając trzymać dłoni siostry w pocieszającym geście. Tylko tyle w tej chwili mogła dla niej zrobić. Dopóki ta trudna rozmowa nie dobiegnie końca, dopóki nie zatrzasną się drzwi i Melisande nie będzie musiała się pilnować.
Skinęła głową, na potwierdzenie słów Evandry, która stwierdziła, że bohaterstwo Alpharda Blacka nie zostanie zapamiętane. Ze słów Tristana wynikało, że naprawdę zginął tak jak tego od niego oczekiwano - w imię większego dobra, na wojnie o lepszy świat dla ich społeczności. To chwalebne. Pomimo rodowych waśni - tym czynem zasłużył na pamięć o nim i szacunek. Fantine obiecała sobie w duchu, że sama także złoży kondolencje, od siebie samej, członkom rodu Black, którzy ponieśli wielką stratę. Miała zamiar napisać do lady Aquili, którą ostatni raz widziała podczas wieczoru zaręczyn - rozumiała jak mało kto stratę rodzeństwa.
Uniosła spojrzenie to na Tristana, a później z niepokojem na jego żonę, gdy wyjawił, że ucierpiał ktoś jeszcze - Francis Lestrange. Nie spodziewała się, że on też brał w tym wszystkim udział. Jak dotąd wydawał się dość... Niefrasobliwy. Nieszczególnie zainteresowany tym, co działo się wokół. A po zaręczynach, gdy pili wino na tarasie, wygadywał jakieś głupoty. Fantine zmrużyła gniewnie oczy na wieść o tym, co Lestrange spróbował uczynić.
- Jak śmiał - prychnęła oburzona, rozjuszona jak kotka, nie potrafiąc pojąć co kierowało bratem Evandry. - Mogłeś zginąć - jęknęła, kręcąc głową, przerażona myślą o tym, do czego mogło się stać, jeśli ów artefakt naprawdę obłożony był potężną klątwą. Może konsekwencje dopiero miały nastąpić? Bratowa z pewnością niepokoiła się o Francisa i współczuła jej zmartwień, lecz... W tej chwili czuła wyłącznie złość na Francisa za to, że swoją głupotą naraził Tristana.
- Czy mam posłać po łamacza klątw, znawcę run? - spytała brata, zaraz po Melisande; zaczęła się martwić.


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : 5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 22
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Pokój dzienny [odnośnik]10.02.21 11:33
Udźwignęła przedłużające niepewność spojrzenie, jednocześnie czując jego niepokojący ciężar, zupełnie jakby chciał wniknąć do jej duszy, wedrzeć się tam siłą, której pochodzenia nie znała ani nie rozumiała. Nie zignorowała toczącej się po podłodze różdżki, zerknęła na nią przelotnie, gdy znikała pod kanapą. Czy z tak wielkim trudem przychodziło mu zachowanie przy nich spokoju? Czy to śmierć Alpharda tak mocno nim wstrząsnęła, że nie był w stanie utrzymać własnych nerwów na wodzy? Serce w przyspieszonym kołataniu wyrywało się z piersi, mający swe źródło w skroni pulsujący ból przenikał całe ciało, przypominając, że wciąż żyje, a koszmar w jakim się znaleźli wcale nie leżał na planie sennych mar.
Zasłoniła dłonią usta, kiedy wyrwało się z nich zduszone zaprzeczenie.
- Niemożliwe. - Wyparcie. Francis nie mógł zareagować tak nierozsądnie! Ledwie miesiąc wcześniej przestrzegał ją przed oszustami i zdrajcami, zalecał rozwagę i najwyższą ostrożność. Skąd ta nagła zmiana, decyzja o złożeniu na szali więcej, niż własne życie? Niczym fatum wisiała nad nim tendencja do podejmowania złych wyborów. Nie, żeby sama była wolna od pomyłek, ale on swym brakiem wyczucia zawsze przechodził w skrajność, jakiej nie sposób zatrzymać. Kusząc los wsuwał palce między drzwi, a te za każdym razem zatrzaskiwały się gwałtownie, przyłapując go na gorącym uczynku.
- Francis nie jest złodziejem, ani zdrajcą! - Determinacja. Przekonanie o niewinności brata było w niej głęboko zakorzenione. Była świadoma jego skaz, ale nie przekreślały one dobroci serca szlachcica. Przekonana że zna swego brata lepiej, niż wszyscy tu zebrani w pokoju dziennym wierzyła, że nie był zdolny do takiej zdrady i zamierzała bronić go do końca, odbijając wszystkie fałszywe oskarżenia.
Ze ściągniętymi brwiami zerwała się z miejsca, nie mogąc ot tak odpuścić tematu brata. Przy tak gwałtownym ruchu mdłości wezbrały na sile, ale zamiast zachwiać się stanęła na równych nogach z pełnym niezrozumienia spojrzeniem utkwionym w skrzących się nieodgadnionym szkarłatem oczach męża. Silił się na spokój, ale przegrywał tę toczoną wewnątrz własnego umysłu walkę. Nie był niczemu winien, stawał przed nimi gotowy do szczerości, chcąc rozwiać wszelkie nasuwające się wątpliwości, ale Evandra nie zwracała już uwagi na zaciskające się na blacie kredensu pobielałe knykcie. Nieświadoma możliwych konsekwencji to na nim skupiła swoją złość, gdy odezwała się podniesionym głosem. - Rozmawiałeś z nim? Co mówił, co miał na swoje usprawiedliwienie? - Drążyła dalej, musiała to wiedzieć, poznać prawdę, choćby miała być okrutna i bolesna. Skoro tej nocy miała już więcej nie zmrużyć oka, potrzebowała więcej informacji, jakie mogłaby analizować do samego świtu.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Pokój dzienny [odnośnik]10.02.21 20:38
Szept przemykał po jego umyśle, syczał do ucha zaklęcia, szept płynął z coraz silniej wrzącą krwią w jego żyłach; czuł ją, ten byt, szarpiący się o władzę nad jego ciałem, który z figlarnym uśmiechem, czule pieszcząc słowem, usypiał czujność i atakował; knykcie pobielały, kiedy zaciskał dłoń na zdobionym drewnie - z wolna przegrywając tę samotną walkę. Czuł się bezsilny - i bezsilny był, gdy pradawny starożytnych duch przepędzał jego duszę, owijając się wokół jego czarnego serca. Źle było mieć ją przy sobie, niosła gniew, grozę i krew, a mimo uwodzicielskiej powłoki nie było w niej nic zupełnie pociągającego. Ale chyba przeceniał nieco swoje siły - bo niosła tez potęgę, o jakiej on wciąż nawet nie śnił. I której nie mógł się dłużej opierać. Krew - pragnęła krwi, rozlanej strugi, obfitej wstęgi, pragnęła by deski parkietu zrosiły się gęstą posoką; krew miała być widoczna, karmazynowa, miała spływać po kontrastującej z nią bladej skórze i wywoływać grymas bólu, pani wojny pragnęła ofiary. A on nie zamierzał składać jej z żadnej z towarzyszących mu kobiet; upuszczona różdżka nie mogła przywołać mocy - odwinął się, by co sił uderzyć obiema pięściami w zwierciadło wiszącego przy nim lustra. Tafla pękła, rozsypała się na drobne fragmenty, które pobłyskującą kaskadą rozprysnęły się prosto na niego, tnąc jego skórę, fragmentarycznie również szatę; strużki krwi spłynęły wzdłuż ramion, zalały pięści, wyciszając ból po ranach na plecach, skapywały na kredens, przy którym wciąż stał, na drewnianą posadzkę, nie odsunął się od ostrych fragmentów - jak wiele musisz dostać krwi, by zaspokoić niekończące się pragnienie? - błyszczące fragmenty wypływały wraz z krwią, wbiły się pod skórę, szczypały jak tysiąc wetkniętych w dłonie igieł, ale mimo bólu nadszedł spokój - spokój wyciszający tętnienie żył, irytujący pisk w skroniach, szept pradawnej. Pozostał zwrócony w kierunku pustej już zdobionej ramy lustra, z dłońmi wspartymi o mebel pod nim, na którym wcześniej zaciskał dłonie, z głową nachyloną w przód, tak, że nie widać było gniewnego grymasu bólu przemykającego przez jego twarz i toczonej wewnętrznej walki. Pytania sióstr i rozpaczliwa obrona brata przez Evandrę dobiegły go wcześniej jak z oddali, mniej istotne od tego, co działo się w nim: bo to pragnęło ich śmierci. Moc drzemiąca w Tristanie mogłaby odebrać im życie zbyt łatwo.
- Zachowacie to dla siebie - zwrócił się wpierw do sióstr, w odpowiedzi na wspomnienie zaklinacza i innej pomocy, na miejscu byli przecież uzdolnieni runiści - gdyby dało się zrobić cokolwiek, już by to zrobili. Nie - moce, które tam napotkali, były znacznie potężniejsze od tego, co potrafił człowiek. Nie powinien zresztą nikogo dzisiaj widywać. To mogło się przebudzić w każdej chwili. Nie uniósł spojrzenia na Evandrę, kiedy zwrócił się ku niej - z gniewem wybrzmiewającym w każdym słowie. Gniewem wywołanym bezsilnością i podszeptami strasznego bytu, a przede wszystkim chyba gniewem wywołanym jej złością, gdy nie znała stawki, o którą toczył teraz swój wewnętrzny boj. Gdyby nie wypuścił wcześniej różdżki z rąk - czy zdołałby ją ocalić?
- W takim razie jest głupcem! - odwarknął na jej słowa, bo jeśli nie zdrajcą i nie złodziejem, mógł być już tylko idiotą. - Nie odzyskał przytomności, leży w Mungu. Kiedy tylko otworzy oczy, będzie musiał to wyjaśnić - dodał gorzko, akcentując każdą sylabę wypowiadanego słowa, jeszcze z nim nie rozmawiał, ale nie wątpił, że w ten czy inny sposób do tej rozmowy dojdzie. Oschłość jego słów nie została przetknięta ni jednym życzliwszym gestem, sztywność szczęki i napięcie mięśni miały pomóc wytrzymać ból, zdawały się na niewiele, chwiejnym krokiem odsunął się od szafki, strącając na parkiet pojedyncze odłamki szkła.
Ponoć zbicie lustra oznacza siedem lat nieszczęścia, ale dostrzegając swoje odbicie w połamanych zakrwawionych fragmentach - przez jego policzek przeszła krwawa szrama pozostawiona przez jeden z odłamków - mógł myśleć tylko o tym, jak i czy dotrwa do jutra.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 40
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 6 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier

Strona 6 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Pokój dzienny
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach