Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Klif w Blackpool
AutorWiadomość
Klif w Blackpool [odnośnik]09.10.17 18:11
First topic message reminder :

Blackpool

Blackpool to niewielka miejscowość na południu Anglii w hrabstwie Devon, położona nieopodal jednej z najpiękniejszych plaż w Wielkiej Brytanii - Blackpool Sands. Większość mieszkańców to mugole, jednakże na obrzeżach miasteczka mieszka również kilka czarodziejskich rodzin. Wokół Blackpool rozciągają się piękne, zielone tereny o żyznej glebie, doskonałej pod uprawę, nie brakuje więc także gospodarstw rolnych.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Klif w Blackpool - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Klif w Blackpool [odnośnik]16.07.21 10:41
19 października 1957
Czekała cierpliwie na brzegu, spoglądając jak chmury co rusz zasnuwają księżyc na niebie – chociaż srebrna tarcza i tak nie dawała aż tyle światła, aby spokojnie móc oświetlić okolicę. Mimo to, pragnęła aby nikt nie przeszkadzał dzisiejszej nocy, a zbłąkane spojrzenie nie witało na plaże. Musieli korzystać z chwili końca odpływu – wybrzeże zaś było idealnym miejscem do osadzenia łódki tylko po to, aby później same zabrały ją porywiste prądy. Oczywiście nie chodziło też o same prądy morskie i wysłanie pustej łodzi – chodziło o to, co łódź miała zawierać.
Gdy kończyła Hogwart, myśl o takich przedsięwzięciach wydawała się jej absurdalna, bo przecież nie dałaby rady ze swoim charakterem. Zbyt głośna, zbyt impulsywna, niechętna do usiedzenia w miejscu chociaż przez chwilę, bo gdzieś tam coś czekało, czego nawet nie widziała, ale przecież można było się przekonać co było tuż za rogiem…
…lata na morzu musiały ją zmienić, chociaż odrobinę. Znalazła coś, na czym mogła się skupiać i na czym mogła utylizować swoje talenty. Podobało jej się przyjmowanie innych imion, aliasów, innego wyglądu, tak aby nigdy nie było wiadome, pod jaką postacią wypłynie w następnej chwili. Zdobywała kontakty, sięgając po to, co do tej pory było dla niej tak wielką zagadką, teraz swobodnie przemierzając ciche uliczki, spotykając się z kontaktami w niespodziewanych miejscach czy kredą kreśląc odpowiednie znaki na murach w ramach informacji dla innych.
Czy było dla niej miejsce w przemycie jeszcze przez wiele lat? Możliwe, przynajmniej dopóki inne jej działania nie ugryzą jej w tyłek mocniej niż to robiły dotychczas. W końcu zaangażowała się również w wojnę, która miejsce miała na ziemiach, które tak bardzo chciała opuścić…tylko okazywało się, że jednak do końca nie umiała. Dawne przyjaźnie, nowe znajomości, odnaleziona po części rodzina – wszystko to wydawało się jasnymi liniami, błyszczącymi pośród morskich fal, które wydawały się ciągnąć ją do domu.
Ale nie na wzruszające aczkolwiek zbędne rozmyślania przyszła tutaj w tym momencie – chociaż układając czarne, wyprostowane włosy dbała o to, aby jak najmniej budzić w sobie skojarzenia swoim nowym wyglądem, nawet jeżeli przed oczyma stały jej te irytujące pannice z „dobrych domów”. Ostatecznie pozostawiła tęczówki, skupiając się raczej na zmianach rysów twarzy by jednak nie skupiać na sobie uwagi bliznami, które też musiała usunąć. Spokojnie stanęła w wyznaczonym miejscu, paręnaście minut przed wyznaczoną godziną – wcześniej obeszła ostrożnie okolice, tak aby upewnić się, że nic z tego nie jest pułapką, ani też nie przypałętał się żaden z niespodziewanych gości. Chyba powinna zapytać swoich przyjaciół i znajomych o jakieś magiczne pułapki albo przedmioty do wykrywania magii – nie była wybitnie bogata, ale wypadało jakoś zainwestować we własne niebezpieczeństwo.
- Panna z wybrzeża? – Głos niemal dziecka przeciął ciszę, a Thalia wychynęła z ciemności aby spotkać się ze swoim informatorem. Nie, zdecydowanie miała do czynienia z kimś, kto chociaż był dorosły, wzrostem i wyglądem upodobniony był do nastolatka. Czy to kwestia przebrania? Goblińskiej krwi? A może jakaś klątwa? Nie miała czasu to roztrząsać, skupiając się na tym co tu i teraz. Drewno różdżki czuła przez materiał rękawa, nóż przyjemnie ciążył przy pasie -  w razie czego zamierzała ich użyć do obrony własnej, ale miała nadzieję, że nie było potrzeby.
- Szczur, jak mniemam – stwierdziła spokojnie, ostrożnie schodząc z wyższego miejsca, a kamienie chrzęściły pod jej stopami. – Ile było pierścieni wykutych dla elfów?
- Trzy. – Odpowiedź była jak najbardziej poprawna, chociaż pannę Wellers dalej niesamowicie bawiło, że postanowili hasła zaczerpnąć akurat z Tolkiena. Przecież mógł przeczytać to każdy i również poprawnie by odpowiedział! Chyba musiała porozmawiać z Hansem na ten temat, bo spalenie prostej operacji przez czyjąś znajomość literatury byłoby idiotyczne i to nad wyraz.
- Co dzisiaj macie? – Ciekawość o to, jakie towary miały trafić do jej rąk zawsze wygrywała. Chociaż „jej rąk” było słowami nieco nad wyraz – była w tym momencie jedynie kurierem, a materiały potem miały trafić do kapitana, który na pewno później zajmie się ich dystrybucją. Czy i tym procesem będzie się zajmować, tego jeszcze nie wiedziała, dlatego póki co nie zajmowała sobie głowy wybieganiem w przyszłość, spojrzeniem uciekając na drewniane skrzynie które ustawione były na brzegu. Nie zamierzała otwierać ich pierwsza, wiedząc, że czasem łatwo było aktywować w ten sposób pułapkę z różnymi usypiającymi świństwami, a jedna klątwa wydawała się już wystarczająca do radzenia z tym sobie.
- Parę płacht materiałów, nieco leków, bandaże…raczej użytkowe niż jedzenie… -Wieko skrzyni odskoczyło nieco, a Thalia bezpardonowo, wiedząc, iż nic na widoku już ją nie czeka, włożyła rękę do środka przekopując się na dno. Zadowolona, że rzeczywiście wyczuwała materiały i opisane przedmioty, nie zaś piasek czy puste opakowania podrzucone dla dociążenia, podniosła się z miejsca i wskazała na swoje skrzynie, samej też unosząc nieco drewna.
- Od nas nieco ubrań i składników na eliksiry. Wszystko spisane pod wiekami, tak jak się umawialiśmy. – Spisane oznaczało porysowane tak, aby przeciętne oko uznało to za bazgroły, a jednak wtajemniczony w ten język zrozumiał. – No i jeszcze oni. – Wellers dała znać gestem, a z ciemności wychynęły dwie sylwetki. Nieco starsza kobieta garbiła się już, za to młodzieniec spoglądał niepewnie na wszystkich tu zebranych. Widać było, że mimo wcześniejszych zapewnień o swoim bezpieczeństwie wcale nie spodziewał się, aby sytuacja poszła prosto i Thalia nie mogła go dziwić. Mugole mieli teraz tak wiele problemów, że ciężko było zaufać komukolwiek.
- Pasażerowie nie byli w umow- Szczur zaczął, ale zamilkł od razu, kiedy w powietrzu mignęła rzucona w jego stronę sakiewka. Uniósł brwi, przez chwilę warząc jej ciężar, po czym rozsupłując aby ostrożnie zerknąć na ilość monet.
- Teraz doszli do umowy. Wiem, że szukacie ludzi do rejsów, nie kłam, macie ogłoszenia po porcie jeszcze z wczoraj. Mają przy sobie odpowiednie papiery, nikt nie zwróci na nich uwagi, ale lepiej, aby też nikt specjalnie nie interesował się nimi przy wsiadaniu. Macie paskudny nawyk zwracania na siebie uwagi, powinniście pilnować się lepiej. – Błękitne oczy mignęły w ciemnościach, a spojrzenie panny Wellers stało się nad wyraz surowe. Wiedziała bardzo dobrze, że kapitan Grannoh powinien poćwiczyć jeszcze nad swoim charakterem i długim językiem. Pewnie dlatego nie wprowadzała ich oficjalnie – był dobrym człowiekiem, ale parę kropel alkoholu i jego długi język rozpowiadał wszystko na lewo i prawo.
- To pierwsza połowa – zastrzegła jeszcze, tym razem pozwalając, aby uśmiech sięgnął jej ust ale nie oczu. Wiedziała bardzo dobrze, co chciała przekazać i była świadoma, że Szczur również o tym wiedział. „Niech im tylko coś się stanie, a znajdę cię i wypatroszę na pożywkę dla mew. Nie zawiedź mnie, a w twoje i tylko twoje ręce trafi więcej gotówki”. Przez chwilę rozważał, co powiedzieć, ostatecznie jednak wzruszył ramionami i głową skinął w stronę łódki. Kapitan ledwie zauważał dodatkowe skrzynie, dwójkę pasażerów też da się jakoś upchnąć po kątach. Co prawda kobiety na łodziach…ale babcia i tak ledwie się trzymała, więc wątpliwe, aby ktoś ją zaczepiał. Chłopak…jeżeli nie będzie pyskować, będzie dobrze.
- Jak chcesz, Panno. Zabieram ich tam, gdzie towar? – Chodziło oczywiście o kraj, nie o miejsce docelowe, ale chłopak i tak przez chwilę się przestraszył. Wellers uspokoiła go gestem, posyłając mu jeszcze ciepły uśmiech i poklepując po ramieniu. Będzie dobrze, musiało być. W jej dłoń trafiła jeszcze mała karteczka – parę informacji od ludzi zza granicy, parę ciekawostek i plotek z portów i od przemytników. Sama wymieniła się za podobną, oddając im parę informacji odnośnie wydarzeń z Wielkiej Brytanii – świat chciał wiedzieć, jak wojna się rozgrywa, nawet jeżeli niekoniecznie równie mocno chciał się w nią angażować.
- Tak, właśnie tam. Pomyślnych wiatrów i spokojnych fal. – Pożegnała całą trójkę, obserwując jak wsiadają na łódkę. Sama zajęła swoje miejsce, dopiero teraz wysyłając Kymopoleię wraz z wiadomością, towary przenosząc do cienia, aby tam z nimi zaczekać na wsparcie ze statku. Miała czas by spoglądać na łódź, która oddala się od niej coraz bardziej.
Powodzenia wam.

1246 słów, zt



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Klif w Blackpool [odnośnik]29.07.22 1:18
05.05 ?

Przechodząc przez uliczki Blackpool, nie podnosiła zbyt chętnie wzroku, woląc tonąć w myślach i cieszyć się chwilą. Była tu na prośbę, którą zdążyła wypełnić przed godziną, lecz nie ciągnęło jej z powrotem do domu. Dzień był jeszcze młody, słońce wisiało wysoko na niebie, czyniąc ten czas tylko przyjemniejszym. W Dolinie pozostawiła za sobą pusty dom, gdy wszyscy Doe znaleźli sobie zajęcia gdzieś poza czterema ścianami. Tutaj byli chociaż ludzie, przemykający szybko i zajęci swoimi sprawami, ale byli. Zaczynała się od tego odzwyczajać będąc w Dolinie, a co jeszcze dziwniejsze zaczynało brakować jej stolicy, w której zawsze coś się działo. Doki chociaż nie zachęcające, tętniły życiem za sprawą ludzi z marginesu, ale nie przeszkadzało jej to. Jako cyganka nie zajmowała w społeczeństwie o wiele wyższego miejsca, a może nawet znajdowała się w oczach innych jeszcze niżej. Przez czas, kiedy była sama, przywykła do obecności największych szumowin i niewielu lepszych osób, które kryły się w takim towarzystwie. Tutaj było inaczej, spokojniej i bezpieczniej, a jednak nadal lepiej niż w znajomych już ulicach Doliny.
Niechętnie przystanęła w pół kroku, szepcząc pod nosem przeprosiny, które wcale nie miały trafić do potrąconej przypadkiem osoby. Skłonił ją odruch oraz chęć uniknięcia kłopotów, jakie czasami lubiły ją dopaść. Nie spojrzała w kierunku przechodnia, zamiast tego unosząc wzrok na plażę i dominującym nad nią klifem. Początek maja nie zachęcał do kąpieli zbyt wielu, a ledwie parę osób, które mogła zliczyć na palcach jednej ręki, odważyło się wejść do wody. Jeszcze niedawno pewnie dołączyłaby do nich z czystego kaprysu, lecz dziś odpuściła. Brakowało jej towarzystwa, tego jednego z którym bez zastanowienia potrafiłaby wbiec do jeziora nawet w środku zimy, gdyby mieli akurat ochotę. Prychnęła cicho pod nosem na samą myśl, by zaraz odwrócić głowę zwabiona czyimś nerwowym parsknięciem. Co zaskakujące znajomym, lecz skrytym we wspomnieniach sprzed paru lat. Nie przypuszczała, że spotka tu kogoś, kto nie będzie jej obcy. Ciemne tęczówki spoczęły na męskiej sylwetce, ciekawsko prześlizgnęły się mierząc go od góry do dołu. Nie zmienił się wiele, lecz nic zaskakującego, gdy nie minęło tak wiele czasu, odkąd widziała go ostatni raz w murach szkoły. Powstrzymała się przed podejściem bliżej, póki miał towarzystwo. Nie chciała się wtrącać, wyczekując cierpliwie momentu, aż pozostał sam. Zastanowiła się przez ten czas, rozważając możliwości i przypominając sobie, jak paradoksalnie z czystej sympatii dokuczała mu w szkole, ganiąc za roztrzepanie.
W końcu niespiesznie ruszyła w jego stronę, a spojrzenie raz jeszcze przesunęło się po sylwetce chłopaka, szukając czegoś, co łatwo będzie mu zwinąć. Nie zamierzała zrobić tego tak, aby się nie zorientował. Chciała, by zwrócił uwagę na swą zgubę, by podążył za nią spojrzeniem. Zdławiła w sobie kolejne prychnięcie, dostrzegając różdżkę najpewniej zbyt pospiesznie wciśniętą w tylną kieszeń spodni. Głupota, ale jakże kusiło. Z gracją, którą jeszcze mogła się poszczycić, trąciła Go tylko troszkę za mocno, by cofnąć się zaraz o krok.
- Przepraszam.- rzuciła pospiesznie. Dłoń powędrowała ku swemu celowi, zamykając smukłe palce na różdżce. Bez paniki i nerwowości odeszła kawałek, zanim obejrzała się przez ramię i puściła mu oczko. Przyjrzała się trzymanemu teraz w dłoniach drewnie.- 10 cali... Palisander? Dobrze pamiętam? – spytała, słysząc za sobą szybsze kroki. Minimalnie nacisnęła na różdżkę. Sztywna.- Jaki rdzeń? – dopytała, chociaż wcale jej to nie ciekawiło. Płynnie odwróciła się przodem do chłopaka, chowając za sobą ręce. Uśmiechnęła się nieco szerzej.- Nadal tak samo nieuważny, pewne rzeczy się nie zmieniają? – przechyliła delikatnie głowę.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Klif w Blackpool - Page 5 89145bba4c57f02203074fc256742436
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Klif w Blackpool [odnośnik]02.08.22 9:44
Do Blackpool nie zawitałby sam z siebie. Nie ma tu znajomych, a przynajmniej nic mu o tym nie wiadomo. Pojawia się tu na zlecenie Sheridanów, by dopilnować jednej z dostaw. Czas po równo dzieli już między teren a pracownię i co starszy czarodziej narzekałby na brak oddechu, tak Smith w swej młodości ma energii oraz werwy za trzech. Także teraz, gdy po skończonym zleceniu powinien tylko ziewnąć przeciągle i znaleźć jakiś kąt na drzemkę, śmieje się z rzuconego na odchodne dowcipu i żegna zaraz ze zleceniodawcą, odprowadzając go chwilę wzrokiem. Nie chce mu się wracać do Irlandii. Przyjemnie prażące na wysokości słońce namawia do pozostania, ruszenia w kierunku klifów i rozłożenia się na wysokości w otoczeniu szumu fal. Jeszcze ciekawsze byłoby rzucenie się w morską toń, która choć lodowata, kusi swym niezwykłym śpiewem, jakiemu nie sposób się oprzeć. Pracy ma więcej, niż wolnego czasu, a i tak stara się uszczknąć coś z zabawy każdego dnia, tak dla poprawy nastroju, zagrzebania smutku czy stresu. Dlaczego by nie pozwolić sobie na spontaniczność właśnie teraz?
Zwykle nie wsuwa różdżki do tylnej kieszeni spodni - jest za długa, wystaje, zahacza o brzeg kurtki, wysuwając się przed nią i świeci wtedy niczym morska latarnia, dając o sobie znać potencjalnym złodziejom. O tym, by tak nie robić uczy się za każdym razem, przypadkiem na niej siadając i podpalając tyłek iskrami. Także i teraz ma dostać nauczkę, za to że w roztargnieniu, po tym jak pomaga przenieść ostatni z mebli do lokalu właściciela, zostawia różdżkę w spodniach, bo tak bliżej i tak łatwiej, gdy znów musi zająć ręce do złożenia podpisu na dokumencie.
- Ej! - woła od razu w ramach pierwszej reakcji i wyciąga rękę, by chwycić delikwenta za nadgarstek. Zwiewność materiału prześlizguje się tylko między palcami, gdy widzi, że dziewczyna wcale nie zamierza daleko uciekać, tylko zatrzymuje się w miejscu, by zerknąć nań przez ramię. - Eve? - dziwi się, pokonując dzielącą ich odległość w zaledwie kilku susach, a utrata różdżki nagle przestaje być tak wielkim problemem. - Eve Vause, nie mogę uwierzyć - kręci głową z niedowierzaniem, jakby same słowa nie mogły wystarczyć do podkreślenia zdumienia. Nie spodziewał się jej tutaj, zresztą podobnie jak większości spotykanych w ostatnich dniach znajomych ze szkolnych lat. Takie momenty radują go ze zdwojoną siłą, bo ma nagle poczucie, że życie, choć obecnie w świecie ogarniętym wojną, nie kończy się po opuszczeniu hogwarckich murów. Tkwiąc w Irlandii z dala był od samego serca wydarzeń, tracąc świadomość tego, co działo się wokół w samej Anglii. Zaledwie od dwóch miesięcy uczy się wszystkiego, radzenia sobie w dorosłości, przed którą matka tak bardzo chce go uchronić. Niechętnie zgadza się na kolejne wyprawy syna, choć wszelkie obowiązki z kontrahentami realizuje bezproblemowo. No, prawie bezproblemowo. - I kto to mówi? Ja nie musiałbym przejmować się różdżką, jakbyś ty przestała bawić się w kradzieże - stwierdza, wspierając dłonie na biodrach i spogląda na nią z góry. Nie złości się, nie potrafi, widząc szeroki uśmiech dziewczyny, dla której kilka lat temu stracił głowę. Wodził wtedy za nią wzrokiem, nierzadko z gapiostwa wpadając na innych uczniów, potykając się czy gubiąc akurat niesione przedmioty. Do dziś pamiętał też dzień, w którym zdobył się na odwagę, by zaprosić ją do Hogsmeade. Wtedy też nie mógł uwierzyć, słysząc twierdzącą odpowiedź, ani wtedy gdy szli razem do miasteczka, by napić się kremowego. Tamtego dnia nie wszystko szło zgodnie z planem i gdyby dostał możliwość, chciałby wiele rzeczy zrobić inaczej - tylko jak?! Teraz nie jest już tym samym chłopakiem, choć wciąż wiele w nim buty i roztargnienia, co Eve zmyślnie wykorzystuje.
Ian Smith
Zawód : stolarz, lotnik w oddziale łączności "Sowa"
Wiek : 18
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10 +2
UROKI : 4 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 16
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11168-ian-smith#343705 https://www.morsmordre.net/t11207-oisin#344724 https://www.morsmordre.net/t11210-ian-smith#344728 https://www.morsmordre.net/f422-irlandia-cork-maryborough-woods https://www.morsmordre.net/t11208-skrytka-bankowa-nr-2441#344725 https://www.morsmordre.net/t11209-ian-smith#344726
Re: Klif w Blackpool [odnośnik]02.08.22 9:44
The member 'Ian Smith' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Klif w Blackpool - Page 5 DkueKwD
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Klif w Blackpool - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Klif w Blackpool [odnośnik]02.08.22 19:21
Wiedziała, że podobne zaczepki w miejscach publicznych, mogą mieć konsekwencje. Przypadkowa uwaga kogoś z boku wystarczyła, aby powstało zamieszanie, podniósł się raban. Dziś jednak miała szczęście, bo poza Ianem nikt nie zwrócił na nią uwagi. Oglądając się przez ramię, miała ochotę parsknąć śmiechem, dostrzegając wyciągniętą w swoim kierunku dłoń chłopaka oraz jego minę. Gdyby ktoś inny połasił się na różdżkę, najpewniej nie złapałby złodzieja. Za wolno i zbyt niecelnie zareagował na jej ruch. Może w czasach szkoły poczułaby rozczarowaniem nim, ale teraz bardziej bawiło ją to, co się działo. Słysząc swoje imię, skinęła głową, chcąc mu potwierdzić, że to naprawdę ona, nawet jeśli on zdawał się już tego pewny. Uśmiechnęła się tylko szerzej, kiedy najwyraźniej z zaskoczenia nawet nie odpowiedział na jej pytanie. W sumie dobrze, bo nie potrzebowała podobnej wiedzy.
- Właściwie to już nie Vause.- odparła z delikatnym wzruszeniem ramionami.- Prawie trzy lata temu wyszłam za mąż.- dodała zaraz. Nadal posługiwała się panieńskim nazwiskiem, czasami woląc nie być powiązana z Doe, dla własnego bezpieczeństwa lub ich.
Podeszła do niego o parę kroków, stając tuż obok. Prychnęła pod nosem, a ciemne spojrzenie jaśniało przez rozbawieniem.- Dobrze cię widzieć, Ian.- przyznała cicho i przytuliła go krótko, przyjacielsko, jak za szkolnych lat. Nadal jednak nie zdecydowała się oddać mu różdżki, chociaż nie chowała już dłoni za sobą, by utrudniać mu odebranie swojej własności.
- Oj no, nie rób takiej miny. Sam sobie jesteś winny, mój drogi.- oparła dłonie na biodrach w podobnym geście.- Myślałam, że w szkole odebranie ci czegoś było to banalne, ale teraz...- pokręciła głową z udawanym niezadowoleniem, ale usta cały czas gięły się w uśmieszku.
Obejrzała się na klif, który przyciągał jej uwagę od kilku minut.
- Spieszysz się gdzieś? – spytała, by zaraz skinąć głową w kierunku, w którym zamierzała się udać. W międzyczasie podała mu różdżkę, aby nie czuł się pozbawiony jej zbyt długo.- Przejdziemy się? – spytała jeszcze. Dotąd taką propozycję w takich słowach składała jedynie Jamesowi, czasami chcąc pospacerować, gdzieś dalej. Nigdy jej nie odmawiał i była ciekawa czy tak samo będzie w przypadku Iana. Chłopak był jej w jakiś sposób bliższy, poza przyjaźnią w czasach szkoły, był jedynym, który w tamtym czasie zaprosił ją gdziekolwiek. Pamiętała początkową nieufność i zdezorientowanie, a później zwyczajne poczucie, że musiała być ładna, skoro wybrał ją spośród innych dziewczyn. Ją, romską pannę, obcą na tle koleżanek, które miały typową angielską urodę.
- Nie sądziłam, że Blackpool będzie tak szczęśliwym miejscem, by trafić tu na kogoś znajomego. A już zwłaszcza na Ciebie – przyznała po chwili ciszy. Nie wiedziała, co się z nim działo przez ten czas, chociaż słyszała o śmierci brata. Znała ten ból, poczucie straty, ale nie chciała w tym momencie myśleć o kwestiach ponurych.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Klif w Blackpool - Page 5 89145bba4c57f02203074fc256742436
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Klif w Blackpool
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach