Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Minął fabularny rok...
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Minął fabularny rok...

Temat umożliwia uzupełnienie kart postaci poprzez dodanie fragmentu opisującego to, co działo się przez cały fabularny rok pełen tragedii, zmian i niespodzianek. Każdy gracz, którego postać ukończy rok fabularnej aktywności (będzie to sprawdzane na podstawie wsiąkiewek - miesiąc, w którym postać posiada pierwszy ukończony wątek opisany we wsiąkiewce, będzie uznany za pierwszy miesiąc jej fabularnej aktywności), może w 600-1000 słowach opisać jej dotychczasowe perypetie z uwzględnieniem wydarzeń dla niej najważniejszych i takich, które mogą się przydać przy ustalaniu relacji. Nie istnieją inne wymagania, aktywność postaci nie musi być ciągła ani obecna w każdym miesiącu, jeśli tylko jesteście w stanie opisać jej roczne perypetie na przynajmniej 600 słów, możecie to zrobić.

W momencie, w którym postać ukończy fabularny rok (dla przykładu: postać będąca na forum od początku, a więc od lipca 1955 r. może dodać swoje uzupełnienie w chwili rozliczenia majowo-czerwcowej wsiąkiewki), może skorzystać z poniższego kodu i wkleić w tym temacie opis swoich losów; następnie zostaną one sprawdzone i zaakceptowane, a potem wklejone do Waszych kart postaci. Nagrodą za utworzenie zaakceptowanego uzupełnienia karty jest 1 punkt biegłości.

Fabularny miesiąc końcowy musi zgadzać się z aktualnie trwającym miesiącem fabularnym lub miesiącem trwającym w okresie ubiegłym. W przypadku nieumieszczenia aktualizacji karty w terminie, okres ten wydłuża się o kolejne minione miesiące, musi je uwzględniać, a aktualizacja postaci wymaga rozliczenia aktualnych wsiąkiewek.

Przy rozpisywaniu podsumowania fabularnego roku postaci możliwe jest przesunięcie do 5 punktów statystyk do innych dziedzin lub do reszty (za fabularnym uzasadnieniem bazującym na tym, co zostało rozpisane w podsumowaniu).

Podsumowanie można umieścić za każdy rok fabularnej aktywności, jednak w przypadku, kiedy poprzednie podsumowanie z powodu spóźnienia obejmuje okres dłuższy niż rok, kolejny rok liczony jest od zakończenia tego podsumowania.


Kody:
Obowiązkowo:
Kod:
<div id="up"><div id="up2">
<h6>Sierpień '55 - Wrzesień '56</h6>
<div id="kp"><div class="m2">[b]Orientacja polityczna[/b]: aktualne poglądy polityczne postaci, ich zmiana, powody, wsparcie organizacji
[b]Ścieżka kariery[/b]: awanse, zmiany stanowiska, zakończenie nauki
[b]Rozwój[/b]: fabularny opis rozwiniętych statystyk i biegłości
[b]Więzy krwi[/b]: zmiany w obrębie rodziny, stanu cywilnego, uśmierconych bliskich
[b]Zyskane znamiona[/b]: blizny, znamiona zyskane w trakcie rocznej fabuły</div>
<img src="LINK DO OBRAZKA" class="obr">
<p>Tekst

</p></div></div></div>

Nieobowiązkowo - do wyboru, poniższy kwestionariusz nie wlicza się w limit słów i można go nie uzupełniać wcale, uzupełnić wybiórczo lub uzupełnić cały w zależności od potrzeb i rzeczywistych zmian, jakie zaszły w postaci.
Kod:
[b]Miejsce zamieszkania[/b]:
[b]Znaki szczególne[/b]:

[b]Patronus[/b]:
[b]Patronus - dokładniejszy opis[/b]:

[b]Bogin[/b]:
[b]Amortencja[/b]:
[b]Ain Eingarp[/b]:
[b]Pasja[/b]:
[b]Quidditch[/b]:
[b]Aktywność[/b]:
[b]Muzyka[/b]:

[b]Statystyki[/b]: możliwość zmiany do 5 punktów - za fabularnym uzasadnieniem zarówno zapomnienia jak i rozłożenia (chyba, że punkty zostaną dodane do reszty)




Sierpień '55 - Wrzesień '56

Orientacja polityczna: Zdradziła rycerzy, dostrzegając ich zło i teraz staje na straży mugolaków, sprzeciwiając się niesprawiedliwościom.
Ścieżka kariery: Została szefową biura aurorów, a potem ministrą.
Rozwój: Porzuciła czarną magię, zgłębiając się w sztukę obrony przed nią, ponadto poświęciła się sztuce malunku, osiągając w tej dziedzinie mistrzostwo.
Więzy krwi: Wyszła za mąż i urodziła trojaczki.
Zyskane znamiona: Zyskała szramę po czarnomagicznej klątwie nad lewym okiem w starciu z dawnymi sprzymierzeńcami.


Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Nunc lacinia ipsum sed lorem ultrices tincidunt. Suspendisse fringilla, mauris at posuere sodales, odio turpis hendrerit justo, eget maximus libero massa congue mauris. Donec at sodales quam. Curabitur rutrum dolor ante, malesuada malesuada tortor egestas vitae. Donec vulputate consectetur leo, eu porta sem porttitor et. Proin gravida magna ex, vitae malesuada elit interdum ac. Aliquam at viverra nunc. Nullam imperdiet justo mi, placerat finibus est vehicula nec. Curabitur porta ante quis tempus pharetra. Nullam a turpis quis dui imperdiet pulvinar. Vestibulum ante sapien, euismod at augue ac, bibendum hendrerit eros. Cras ligula augue, euismod et nisi non, sodales faucibus ligula. Morbi eget tortor tristique, suscipit nibh eu, luctus dolor. Cras aliquet varius viverra.

Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Minął fabularny rok... - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


akcept:

Październik '55 - Grudzień '57

Orientacja polityczna: od listopada 1955 roku pozostaje czynnym członkiem Zakonu Feniksa; otwarcie przeciwstawia się obecnemu rządowi - za jego głowę wyznaczono nagrodę
Ścieżka kariery: po rozwiązaniu biura aurorów działa jako rebeliant dla podziemnego rządu Longbottoma
Rozwój: nieustanna walka w szeregach Zakonu Feniksa uczyniła go wybitnym w magii defensywnej; coraz częściej sięga także po magię ofensywną, wybierając potężne, bezwzględne inkantacje. Jako auror dba o rozwój fizyczny i refleks.
Więzy krwi: w maju 1956 roku dowiedział się, że jest ojcem czternastoletniego już Oscara
Zyskane znamiona: kontuzja kolana, która daje o sobie znać na zmianę pogody; na skutek nieudanego zaklęcia Horatio jego wiek biologiczny postarzał się o trzy lata


Listopad 1955 roku był miesiącem zmian. Tamta noc ognisk naznaczyła mnie już na zawsze, a melodia, która przychodziła wraz ze snem, miała utorować nową ścieżkę. Nie tylko dla mnie - dla całej Anglii. Powołany do życia kilka miesięcy wcześniej Zakon Feniksa, będący spuścizną Albusa Dumbledore’a, wydawał się jedyną szansą w walce z Grindewaldem. Już wtedy pojawiły się głosy, że czarnoksiężnik nie jest jedynym, który ukrywa się w ciemnościach. Że poza nim jest ktoś jeszcze. Być może potężniejszy, jeszcze bardziej bezwzględny. Przez długi czas poruszaliśmy się jak pijane dzieci we mgle, aż do pojawienia się profesor Bagshot. Wraz z nią nadzieja na pokonanie czarnoksiężnika w końcu ożyła, nabierając realnych kształtów. Próba Gwardzisty, do której przystąpiłem w kwietniu, związała mnie z Zakonem Feniksa na zawsze, choć w gruncie rzeczy nie potrzeba było krwawej pieczęci, aby zyskać moje oddanie. Dla mnie od dłuższego czasu walka była jedyną słuszną drogą - choć w tamtej chwili nie byłem jeszcze świadomy, ile poświęceń i zła w najczystszej postaci przyjdzie mi dźwigać na własnych barkach.


Paradoksalnie, byłem wtedy szczęśliwy - jakiś czas. Wówczas jeszcze pełen nadziei na lepsze jutro, z wiecznym uśmiechem i żartem na ustach, zawadiacki, nieco nonszalancki, bez pamięci zakochany w kobiecie, która w końcu pozwoliła mi być częścią swojego życia. Tylko po to, by po chwili wyrzucić mnie z niego z impetem i zniknąć z moich radarów. Gorzki smak odrzucenia towarzyszył mi jeszcze przez wiele miesięcy, silnie tłumiony wydarzeniami, które odmieniły Anglię wraz z majem. Pokonanie Grindewalda miało swoją cenę. Sprowadzenie na wyspy kataklizmu pod postacią anomalii przyczyniło się do śmierci wielu niewinnych osób - i choć była to konieczna ofiara, trudno było zapomnieć o lejącej się krwi. W tamtym czasie źle sypiałem, jeszcze gorzej radząc sobie z konfrontowaniem własnego odbicia w lustrze. A przecież musiałem kroczyć z dumnie uniesioną głową - bo poza anomaliami, maj przywrócił do życia zapomniane historie.

Do tamtego czasu nie wiedziałem, że jestem ojcem. Że przelotny romans z mugolaczką doprowadził do poczęcia nowego życia. Czułem wstyd - za swoje szczeniackie zachowanie, za porzucenie kobiety bez słowa, za nieobecność - ale jednocześnie ogromną radość, że w moim życiu pojawił się Oscar. Nie miałem wątpliwości, że jest moim synem. Choć nie wyrastał przy mnie, był zbyt podobny; nie tylko z fizjonomii, ale i w temperamencie. W obronie przed jego własną, mugolską rodziną, zabrałem go do siebie na wakacje. Nie był to najprostszy czas, wychowanie nastolatka było nowym i trudnym wyzwaniem - tym trudniejszym, że rozpoczynałem je z zapisaną kartą ojca, którego nigdy nie było. A przecież nie zamierzałem popełniać błędów własnego.

Skoro już o ojcach mowa - we wrześniu mój własny został ogłoszony Ministrem Magii. Wskazany przez Lorda Voldemorta miał wyznaczyć nowy ład, strącając z piedestału Longbottoma. Zakon Feniksa odpowiedział błyskawicznie - wraz z dwójką innych członków zaoferowaliśmy prawowitemu Ministrowi swoje wsparcie, schodząc do podziemia. Trzecia siła wypełzała z ciemności, podczas gdy my walczyliśmy o odzyskanie dawnego życia. Wyprawę do Azkabanu traktowałem osobiście, gotów oddać życie za przywrócenie świata do normalności. Kiedy misja zakończyła się sukcesem - choć nie bez ofiar - stało się jasne, że teraz już nic nie stało na przeszkodzie nowej władzy. Władzy, która otwarcie wyrażała pogardę wobec mugoli, a nawet półkrwi czarodziejów, mieszańców i wszystkich tych, którzy nie wydawali się wystarczający. Siły Zakonu były w mniejszości, dlatego wraz z nastaniem nowego roku Longbottom podjął decyzję, bym udał się za ocean, próbując znaleźć sojusz w Magicznym Kongresie USA.
Popłynąłem tam pod przykrywką pracy - miałem poznać nowe metody, by później wprowadzić je w życie w Anglii. Nawiązywałem znajomości, obserwowałem - i uczyłem się. Ameryka mnie zmieniła. W przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii, tam walka do ostatniej kropli krwi była na porządku dziennym. Przyzwyczajony do łapania czarnoksiężników żywcem, tam po raz pierwszy zasmakowałem śmierci. Nie była przyjemna, nie leżała dobrze na mojej lisiej fizjonomii - często okazywała się jednak konieczna. Co jakiś czas docierały do mnie wiadomości z kraju; wiedziałem, że było coraz gorzej. Zamordowano moją szefową, rozwiązano biuro aurorów. Z każdą nową nowiną chciałem wracać, nie mogłem jednak zmarnować budowanego przez miesiące wizerunku. Ostatecznie udało mi się uzyskać jedynie wsparcie w zakresie pomocy dla uchodźców - wówczas wydawało mi się to zmarnowaną szansą, z czasem jednak zacząłem doceniać to, czego dokonałem.

Nie były to wakacje - a jednak powrót do Anglii sprawił, że zatęskniłem za zadymionymi pubami jazzowymi i przypadkowymi kobietami, które przesypiały noce w moich ramionach. Nic nie było takie jak przed moim wyjazdem. Wojna rozprzestrzeniła się po kraju niczym chwasty, a Zakon Feniksa stał się wrogiem publiczym numer jeden. Czy sprawiło to, że uciekłem do lisiej nory? Nie. Byłem potrzebny bardziej niż kiedykolwiek. Obowiązek walki o dyskryminowanych spoczywał na moich barkach. Ze znamieniem gwardzisty czy nie, nadal zamierzałem robić to, w czym byłem najlepszy.




Miejsce zamieszkania: Kurnik, Dolina Godryka
Ain Eingarp: siebie w towarzystwie nieco starszego Oscara trzymającego Orloka, z kobiecą sylwetką u boku i dwójką małych dzieci; szczęśliwych
Pasja: w lepszych czasach - quidditchem, mugolskim kinem i muzyką
Quidditch: w lepszych czasach nadal kibicowałbym Harpiom
Aktywność: medytuję, trenuję innych w pojedynkach i wymierzam sprawiedliwość

Statystyki: Proszę o przełożenie 1 punktu CM do OPCM, która to dziedzina jest chlebem powszednim Lisa. Fox fabularnie nigdy nie użył zaklęcia czarnomagicznego, a punkt ten znalazł się tam ze względu na zawód aurora - dopiero z czasem doprecyzowano, że aurorzy nie muszą posiadać statystyk w tym zakresie, by rozpoznawać zaklęcia.

+


Kundle, odmieńcy, śmieci, wariaci,
obywatele degeneraci,
ej, duszy podpalacze,
Róbmy dym


Ostatnio zmieniony przez Frederick Fox dnia 29.08.21 10:29, w całości zmieniany 2 razy
Frederick Fox
Frederick Fox
Zawód : Rebeliant
Wiek : 33 (36)
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
fire is catching
and if we burn
you burn with us
OPCM : 49
UROKI : 35
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag
Minął fabularny rok... - Page 4 Giphy
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856

Powrót do góry Go down


Wrzesień '57 - Wrzesień '58

Orientacja polityczna: Wraz z początkiem września 1957 zawiązała swoje losy z Zakonem Feniksa. Początkowo niepewnie kroczyła wśród tajemnic organizacji, nie będąc w całości pewną podjętej decyzji. Wpłynęła na to zarówno przestroga z ust byłego partnera jak i wydarzenia które nastąpiły potem - Szczyt w Stonehenge pozostawił po sobie szereg wątpliwości, rozterek moralnych, kolejne zdarzenia budziły skonfliktowanie - poglądy o pacyficznej naturze wciąż nie mogły pogodzić się z reperkusjami zaogniającego się konfliktu. Tkwiła w próżni, nie odwracając się jednak plecami przed tymi, którzy zdecydowali się jej zaufać. Eskalacja przemocy, począwszy od wydarzeń z końca marca po walki w Londynie i wojnę, która rozgrzała na terenie Anglii utwierdziły ją jednak w podjętej decyzji. Terror i śmierć wszechobecne na ulicach Wielkiej Brytanii rozbudziły bunt. Zmotywowały do podjęcia środków i zmusiły do odrzucenia rozważań tyczących się odrealnionych przekonań o pacyficznym przebiegu konfliktu czy moralności wojny. Sytuacja, z którą musiała się zmierzyć zmusiła do obrania jasnego kierunku - działania. Bezczynność względem rozgrywających się wydarzeń stała się w jej oczach przyzwoleniem, a z tym nie mogła się pogodzić.  Zgodnie z poglądem dotyczącymi czystości krwi, roli arystokracji w życiu politycznym i współegzystowania z niemagiczną częścią brytyjskiego społeczeństwa. Jako uzdrowiciel lata temu zdecydowała się służyć życiu i to właśnie te chciała chronić za pomocą narzędzi, które udostępniała współpraca z organizacją. Pewna tego, że w świecie, w którym rządzili ludzie pokroju Cronosa Malfoya nigdy nie będzie miejsca na sprawiedliwość czy tolerancję. Nie będzie miejsca dla nikogo kto pragnął żyć w inny sposób niż ten narzucony przez nową władzę.
Ścieżka kariery: W wyniku wydarzeń Bezksiężycowej Nocy zbiegła z Londynu, jednocześnie porzucając swoje stanowisko w Szpitalu Świętego Munga. Wraz z początkiem maja 1957 rozpoczęła pracę w Leśnej Lecznicy, coraz częściej również udziela prywatnych wizyt.
Rozwój: Roselyn dedykowała swoją karierę zawodową pracy uzdrowiciela i to rozwijanie tych umiejętności od zawsze było jej priorytetem. Praca w Leśnej Lecznicy rzuciła przed nią szereg zupełnie nowych wyzwań, którym musiała stawić czoła. Rozszerzała spektrum swojej wiedzy o wiadomości z dziedzin magii leczniczej będących do tej pory poza zakresem jej zainteresowania. Sojusznicza działalność jako uzdrowiciel Zakonu Feniksa wyostrzyła umiejętność szybkiego działania w sytuacjach kryzysowych oraz zarządzania niewielkimi środkami, czyniąc umiejętności uzdrowicielskie jej największym atutem. Wraz z postępem rozgorzałej na terenach Wielkiej Brytanii wojny zaczęła również sięgać po arkana magii obronnej, świadoma zagrożeń i własnych niedociągnięć zmusiła się do ćwiczeń i poszerzania wiedzy w zakresie jak dotąd zaniedbanej dziedziny.* W ciągu roku zaangażowała się również w działania naukowe - najpierw wspomagając ministerialny projekt odnowienia działania sieci Fiuu - służąc różdżką jako uzdrowiciel nadzorujący bezpieczeństwo przeprowadzonych prób. Ostatecznie jednak jej wkład ograniczył się do asysty przy wytyczeniu koordynat miejsc, które miały stać się szkieletem nowej sieci. Ze względu na poglądy zrezygnowała ze współpracy na rzecz ministerstwa. Swój anonimowy wkład pozostawiła w książce "O pochodzeniu magii" pióra profesora Vane'a, dzieląc się z astronomem swoją ekspertyzą z dziedziny anatomii. By móc zrealizować swój cel powróciła do nauk z czasów Hogwartu oraz rozszerzyła swoje wiadomości z zakresu astronomii.
Pogarszająca się sytuacja finansowa wpłynęła na zmianę warunków życia oraz sprawiła, że Rose po wielu latach powróciła do starych matczynych nauk i zainteresowała się krawiectwem.
Więzy krwi: W przeciągu minionego sytuacja rodzinna Rose nie zmieniła się diametralnie. Wraz z dołączeniem z dołączeniem do szeregów sojuszników Zakonu Feniksa, musiała wziąć na siebie odpowiedzialność za dyskrecję, do której się zobowiązała. Świadomość tajemnicy skrywanej przed niewtajemniczoną częścią rodziny samorzutnie wpłynęła na oddalenie się od ojca i brata. Za głowy jej kuzynostwa wyznaczono nagrodę, dlatego też w swojej pracy dla bezpieczeństwa posługuje się panieńskim nazwiskiem matki. Została matką chrzestną Cassiana Vane'a.
Zyskane znamiona: brak


Jesień przyniosła widmo zmian, które kładły się cieniem na wydarzeniach minionego roku. Wtedy też pierwszy raz wkroczyła do Starej Chaty, by spotkać się z członkami Zakonu Feniksa. Jej jak dotąd uporządkowany, miotany niewiadomą rozgrywających się wokół wydarzeń świat uległ przemianie. Była odrętwiała, zatopiona w rutynie własnej zgorzkniałości i żalu. Bieg codzienności  wyznaczał rytm szpitalnych dyżurów i tętno bijącego w piersiach córki serca. Sytuacja, w której ją postawiono wymagała od niej zaradności, wyznaczenia sobie własnej drogi jako samotnej matki wychowującej nieślubne dziecko. Ciężar ten opadł na barki już dawno temu, jednak wciąż mierzyła się z jego masą. Samotność dominowała w pejzażu malowanym barwami szaroburej codzienności, aż w końcu przerwana kilkoma uderzeniami zwiastującymi niespodziewanego gościa - sylwetka przyjaciela z lat młodości zawitała u jej progu i gościła w jej mieszkaniu przez kilka kolejnych tygodni. Odmieniła ponury jesienny krajobraz obecnością kogoś kto na przestrzeni lat stał się bliski jak brat. Przypomniała jak bardzo brakło jej w życiu bliskości, zażyłości z tymi, których traktowała jak najbliższą rodzinę.
Tajemnice stały się częścią jej codzienności. Pod koniec września pierwszy raz ruszyła w misję, by zatrzymać działanie anomalii na Fair Isle. Potem stanęły przed nią kolejne wyzwania, kolejne zadania przydzielone jako uzdrowicielce. Pod koniec grudnia towarzyszyła Zakonnikom w drodze do Azkabanu, gdzie dojść miało do ostatecznego pokonania anomalii. Wtedy też powstała Oaza, której tajemnica miała zapewnić bezpieczeństwo tej części społeczeństwa, która cierpiała prześladowania.
Polityczny kocioł wrzał pod wpływem kolejnych wydarzeń - Szczytu na Stonehenge, ataków na domostwa czarodziejów opowiadających się za sprawą muglską, aż w końcu zabójstwo nestora rodu Yaxley i jednego z synów rodu Averych.
Zima zmroziła serce. Utwardziła wątpliwości, rzuciła w wir pracy i samotnej walki z coraz to cięższą codziennością.
Wiosna przyniosła odwilż.
Tamiza spłynęła krwią.
Brutalne czystki, zamieszki, które wybuchły tamtej nocy skutecznie wykurzyły ją z Londynu. Zabrała wszystko co mogła ze sobą zabrać i uciekła. Porzuciła mieszkanie, które uczyniła domem swojej córki. Posadę w szpitalu Świętego Munga. Wszystko na co pracowała całe swoje dorosłe życie zostało jej odebrane. Stojąc na zgliszczach tego co utraciła, pozwoliła się temu złamać. Na chwilę straciła grunt pod nogami, nie wiedziała co przyniesie przyszłość. Przez chwilę nie miała sił o nią walczyć.
Z amoku wyrwała ją opieka jaką roztoczyła nad nią rodzina Vane'ów. Stary przyjaciel ze swoją świeżo poślubioną małżonką. Konflikt grudniowej nocy postawił między nimi mury. Milczenie zapanowało na kilka długich miesięcy. Te jednak zostało przerwane jego ponownym pojawieniem się w jego życiu. W Killarney zaleczyła rany, wyciszała zdruzgotany umysł. Wieść o listach gończych, samobójczej próbie kuzynki, aż w końcu zasłyszane historie przyniesione z samego serca Anglii rozjuszyły tlącą się w sercu gorycz, przekuły ją w gniew.
Lato zahartowało umysł. Świadoma odpowiedzialności za losy córki. Tego, że chociaż pomoc napływała od tych, których uważała za swoich najbliższych, wiedziała że nie miała luksusu bycia słabą i podatną.
Znalazła pracę w Leśnej Lecznicy wspieranej przez członków Zakonu Feniksa, zaczęła składać do kupy swój rozsypany świat. Nigdy już nie miał być taki sam jak przedtem, ale robiła wszystko co w swojej mocy, aby zapewnić byt sobie i Melanie. Służyła swoją różdżką dla tych, którzy cierpieli w skutek prześladowań wojennych, leczyła bojowników, którzy stawiali opór nowemu systemowi. Przestała żyć rozpamiętując bolesne zawody, przestała pozwalać mamić się własnej melancholii. Ważnym stało się tu i teraz. Każdy kolejny dzień. Ulotny uśmiech na twarzy jej dziecka i świadomość, że musi stać na tyle silna, by móc ją chronić. Strach był jej codziennym towarzyszem, niepokój zaś rozbijał się o ściany umysłu - nauczyła się z nim żyć, czerpać z niego toksyczną siłę. By każdego kolejnego dnia wstać z łóżka i z oddaniem pełnić swoją uzdrowicielską służbę, być matką, której potrzebowało jej dziecko. Nadzieja na to, że jeszcze kiedyś odnajdą spokój, że jeszcze kiedyś będą wolni wciąż tliła się we wnętrzu. Silniejsza niż strach. Pozwalała wierzyć, że to co robi ma sens. Że to co robi ma wartość. Nie potrafiła odwrócić głowy, udawać że nie widzi wszechobecnego cierpienia, biedy i nadchodzącej nędzy. Nie potrafiła stać bezczynnie, jedynie obserwując postęp trawiącej Anglię wojny.


* Mimo, że jeszcze nie zgłosiłam się po rozwój statystyk, zdecydowałam zamieścić informację dotyczącą nauki OPCM w minionym roku, gdyż wszelkie doświadczenia, którymi argumentować będę rozwój Rose pochodzą właśnie z tego okresu.


Patronus: jaskółka (tutaj zgłaszam przywołanie jego materialnej formy)
Patronus - dokładniejszy opis:
Wczesnowiosenny lot jaskółki przez wielu interpretowany jest jako pierwszy zwiastun wiosny. Symbol nadziei, powrotu do domu. Wierności. Tęsknoty za wolnością zaklętej w wartkim rytmie ptasich skrzydeł. Jaskółka chociaż jest niewielkim zwierzęciem, cechuje się dużym sprytem i wytrzymałością.
Aby przywołać strażnika, Rose sięga do wspomnień związanych ze swoją rodziną - rozpamiętuje dzień narodzin córki, jej pierwszy krok, pierwsze wypowiadane słowo, tworzy pejzaż wspomnień związanych z ich wspólnym życiem. Wraca do dnia sprzed wielu, wielu lat, gdy jej matka jeszcze żyła, a jej rodzina była kompletna - widzi ich uśmiechy, wspomina pozytywne emocje kotłujące się w dziecięcym sercu - rozpamiętuję krótką chwilę triumfu nad bratem, śmiech ojca. Dzień, który zapracowani rodzice dedykowali tylko im.
Ain Eingarp: jej najbliższa rodzina, przyjaciele i Melanie - lata starsza, niemalże dorosła Ich twarze są spokojne, a usta rozciągają się w uśmiechach. Są bezpieczni, zdrowi, szczęśliwi.
Pasja: poproszę o dodanie do listy krawiectwa

Prosimy o skrócenie i zredagowanie całości do maksymalnie 1000 słów.


jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Nie przetnie białej ciszy pod chmurą ołowianą. Lotu swego nie zniży nad łąki złotą plamą. Przeraża mnie ta chwila, która jej wolność skradła — Jaskółka czarny brylant, wrzucony tu przez diabła.
Roselyn Wright
Roselyn Wright
Zawód : Uzdrowiciel w leśnej lecznicy
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the angry, the empty, the lonely, the tricked.

we are all museums of fear.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 35
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
when will enough be enough?
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#282514

Powrót do góry Go down

akcept:

grudzień '56 - grudzień '57

Orientacja polityczna: nie bywa już na spotkaniach bojówkarzy Longbottoma; odkąd Justine wcieliła go w styczniu do Zakonu, podporządkował walce w szeregach Feniksa całe swoje życie
Ścieżka kariery: nie potrafił pogodzić nauki w Peak District z działalnością prozakonną; zrezygnował ze swoich marzeń
Rozwój: wrzucony w wojenną zawieruchę skupił się na szlifowaniu swych umiejętności bojowych - przez cały rok ćwiczył tak obronę, jak i uroki; poprzez treningi wykształcił w sobie także odporność magiczną; okoliczności zmusiły go do nauki podstaw anatomii oraz, co przyszło mu   z wyjątkowym trudem, numerologii (niezbędnych, by podać komuś w potrzebie eliksir leczniczy, czy też, by pomóc uciec świstoklikiem); stał się lepszy w maskowaniu swej obecności, w pozostawaniu niezauważonym
Więzy krwi: tkwi w skomplikowanej relacji zarówno z matką, jak i siostrą; niemalże nie ma kontaktu z drugą siostrą i bratem; jego wuj po nalocie na Parszywego Pasażera całkiem przepadł; wciąż dryfują wokół siebie z Phil - choć odlegli, to jakby bliżsi sobie emocjonalnie niż kiedykolwiek; Szanta pomieszkuje w Jamie, psidwak jest już oficjalnie członkiem rodziny
Zyskane znamiona: żadne na trwałe; z każdym poradziła sobie uzdrowicielska różdżka



skóra nie zapomina bo pod nią są jeszcze żyły
naczynia   n i e z m y w a l n e



Błądził w londyńskiej mgle, szukając sposobów na to, by wyrazić swoje niezadowolenie - krzewiący się w sercu bunt zapalił iskrę gniewu, gdy skonfrontował się z Tonks, zarzucającą mu bezmyślność i bezcelowość jego dotychczasowych poczynań; zaproponowała mu alternatywę, opowiedziała o Zakonie, a on zadeklarował gotowość do działania, tak naprawdę jeszcze nie wiedząc, jak meandrować zacznie nurt dotychczasowego życia.

Stał się jednym z nich, tych, o których czytał w kolportowanym przez siebie Proroku. I nadszedł dla niego czas wyborów, mniejszych tudzież większych moralnych dylematów, priorytetyzacji codziennych wyzwań; czas uczenia się odpowiedzialności za wagę ludzkiego życia; czas próby.

Choć buńczuczny uśmiech pozostawał zarysowany na jego twarzy, gdyby spojrzał na siebie uczciwie, wcale nie znalazłby tam pewności co do tego, że podoła wszystkiemu, z czym musiał się zmagać. Gotowe do wymierzenia celnego ciosu pięści na niewiele zdawały się w trakcie konfrontacji z poplecznikami samozwańczego Lorda; palce z łatwością sięgające do czyjejś kieszeni równie sprawnie nie radziły sobie z prowadzeniem różdżki, choć te same ruchy nadgarstków powtarzał do znudzenia, w każdej wolnej chwili.

Po raz pierwszy rytm wojny usłyszał w Zakazanym Lesie; dudniący niepokojem, wygrywany przez bębny olbrzymów, które zeszły z gór, poruszając ziemię, jeszcze nie niebo. Na niebo przyszła kolej później, wraz z Bezksiężycową Nocą i krwią, którą spłynęły londyńskie ulice.
Jego ulice.

Latem skrywał się w czerniach nocnych mar, wraz z kilkoma osobami przeczesując stolicę w poszukiwaniu ostałych się w niej mugoli, którzy utknęli w pułapce, nie mogąc samodzielnie wydostać się poza granice odcinające się linią terroru. Jak w trakcie swych dziecięcych zabaw przeistaczał się w smugę cienia, który musiał rozpłynąć się w powietrzu, nim dojrzy go czyjekolwiek oko; w śmiertelnego chowanego grali niemal do samego końca. Przedzierał się kanałami, krył po zatęchłych piwnicach, pozostał aż do połowy sierpnia w oderwaniu od własnego życia. To jednak w końcu się o niego upomniało; nie było wcale tak łatwo o nim zapomnieć, jak sądził.

Oaza stała się dla niego ważna; pomagał przy jej budowie, obserwował, jak zapełnia się ludzkimi sylwetkami, w końcu też przyszło mu się zmierzyć z wiadomością, że niewiele brakło, by wdarł się do niej wróg. Rzeź centaurów nim wstrząsnęła; tak jak każda z krwawych łaźni, w których zanurzali się ci po drugiej stronie barykady.

Nie potrafi już stąpać po ziemi niczyjej; coraz mniej w nim szarości, a więcej kategorycznej bieli i czerni. Przynajmniej w tych zasadniczych kwestiach. Łańcuch owijający się wokół szyi zbrodniarza docisnął mocniej do rozedrganej w bezdechu tkanki, czując przy tym gorzki posmak satysfakcji. Różdżka skierowana w stronę niewybaczalnie bezkarnej Śmierciożerczyni bez zawahania smagnęła powietrze, chcąc przeciąć je ostrzami lamino; pragnął jej śmierci. Oczami wyobraźni w formacjach skalnych na Wyspie Sztormów widzi twarze ich wszystkich - przeciw nim unosi broń, sięga po kolejne uroki. W końcu też zdradzieckie krople veritaserum wlał w usta kogoś z portowej braci, bliskiej sobie osoby, znajdując w sobie siłę, by zdusić sentymenty.
Tych jednak wciąż w nim sporo. Zbyt wiele.

Nikt już nie śpiewa rubasznych szant w Parszywym Pasażerze, port zmienił się nie do poznania; Londyn, wrogo obcy, przepoczwarza się na jego oczach w koszmarną karykaturę minionego życia. Coraz mniej w nim ludzi, którzy są dla niego ważni. Rozpierzchli się po całej Anglii, ruszyli swoimi drogami, on został na rozdrożu. Choć obrał już kierunek, to wciąż waha się, jak dotrzeć do celu.

Samotność przyszła z niego samego, ze środka, wyłoniła się z tych wszystkich lęków, które ciążą mu coraz bardziej - łatwiej mu odcinać się od ludzi, ten proces jest o wiele prostszy niż kolejne pożegnania - z duchami, martwymi ciałami, z nieodwzajemnionym uczuciem.

Pieśń feniksa wraca do niego w snach, słyszy ją tak wyraźnie, jak pamiętnej nocy w Oazie. Nie przynosi jednak ukojenia, ni uzdrowienia, pod zaciśniętymi kurczowo powiekami czerni się ciężar niepokoju; boi się tego, co jeszcze zarysuje przyszłość. Z jakich popiołów przyjdzie się narodzić na nowo. Jak szybko spopieli go ogień wojny.

{już nawet nie wspominając o tym skąd wypływa to niezapomnienie}



Znaki szczególne: proszę o usunięcie kurtka ze smoczej skóry (sztucznej, acz do złudzenia przypomina prawdziwą) - drażniło go to, że ulubione odzienie wierzchnie przesiąkło zapachem Peak District, za bardzo kojarzyła mu się ona z rezerwatem, tym, czego już nie może mieć;
natomiast będę wdzięczna za dopisanie: schowany pod ubraniem surowy pierścień przypominający obrączkę, zawieszony na łańcuszku, na szyi  


Ain Eingarp: własny cień włóczący się po portowych zaułkach, na powrót wolnych od wojennych zniszczeń i ludzkiego cierpienia
Pasja: przeżyciem
Quidditch: Płazom z Oazy
Muzyka: tego, co może okazać się cenną informacją - acz ich wartość przestałem wyceniać w ciężarze monet, które trafią do mojej kieszeni

jeśli można także prosić, byłabym bardzo wdzięczna za zmianę zdjęcia w akcepcie (na to); a także za małe litery w rozpoznawalności oraz skradaniu, oraz za usunięcie '-->' z reszty punktów biegłości<3

+



oddałem wszystko
żeby wszystko mieć
Keat Burroughs
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
szarość tak dumnie brzmi,
warta każdego dnia
by stanąć obok nich,
ratować ulic gwar
OPCM : 25
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189

Powrót do góry Go down

akcept:

listopad '56 - październik '57
 
Orientacja polityczna: Długi czas Philippa pozostawała neutralna. Chaos i ciąg wydarzeń, jakie od wiosny zaczęły mieć miejsce w Londynie, pozwoliły jej zauważyć niesprawiedliwość. Związana z portową społecznością nie chciała godzić się na krzywdę braci i sióstr. Oficjalnie nie poparła jednak żadnej ze stron, choć pozostaje przeciwniczką działań ministra. We wrześniu odwiedziła Tower po starciu z magiczną policją. Tam została zmuszona do rejestracji różdżki.
Ścieżka kariery: bez zmian
Rozwój: Rozwinęła swoje zdolności w urokach. Znacznie lepiej wojuje różdżką. Odkryła w sobie także serce do magicznych stworzeń. Perfekcyjnie opanowała sztukę zaskarbiania sobie przychylności innych, kuszenia i zdobywania upragnionego dzięki atutom ciała i właściwemu podkreślaniu wdzięków.
Więzy krwi: Wciąż próbuje przywołać do porządku znikającego Keatona, wciąż gubi więź z Frances, wciąż pozostaje sierotą. Latem zaszła w ciążę, ale przerwała ją wraz z początkiem jesieni.
Zyskane znamiona: -



Ballada ta, ballada o stu uderzeniach ciężkiej płetwy, o piracie, który pożarł bestię i o pełnej piersi ni to ryby, ni dziewczyny, tejże właśnie, która rozkołysała melodią szorstkie gardła, kamienne serca. Ballada ta, ballada o rytmach fal i cmentarzysku połamanych masztów gdzieś w zaklętych skałach i wiecznych głębinach. Jestem tu. Niosą się pieśni, legendy porastają ciężkie buciory marynarzy topiących się w mulastych płyciznach. Jestem tu, szczerzą się dwa szkła, cztery fikające po stole monety i zachlapana rumem karta o złotych brzegach i odgniecionych historiach. Wyskakuje spomiędzy zgrabnych, wyraźnych palców, spomiędzy złotych bransolet i ciemnych spojrzeń. Ona im wróży, a ja im polewam. Nic się nie zmienia. Pory roku, pory przypływów i odpływów. Zjawiają się twarze, zaciemnione kapturami, kuszące brzęczącym dobrem. Biorę to wszystko, zgarniam, obiecuję, czaruję i tworzę tak lepszy świat. Tu jestem panią, partnerką, tu łączę w ponurym biznesie dwie bezimienne dusze. Tu przechadzam się, hacząc miłym palcem o siwiejące brody i mokre spojrzenia. Tu ścieram z kątów zupę wytryskającą z zepsutych żołądków i nierozsądnych warg. Jestem tu i tu będę. Z nimi i dla nich.

Kiedy jednak nadejdzie wiosna, zachwieje się portowy zegar, przekrzywią wskazówki i zaśpiewają rdzawe maszty. Obce głosy wybiją się ponad stan, a ja zacznę kląć bardziej niż kiedykolwiek. Przepadnę, czy dopiero się narodzę? Nadeszła. Obserwowałam mnożące się patrole, które łaziły jak chłopcy po ulicy córek, kiedy rozniosła się wieść o nowej, egzotycznej dziwce na stanie. Widziałam walące się mury i krzyk małych gardeł. Tak rodzą się sieroty, powiadają, tak rodzą się bezimienni kalecy. Tak czyści się zachwaszczone tyły domu, bo bez tego nie można mówić o pięknych ogrodach. Nowe warunki, nowe zasady. Oto bijący dzwon, gdzie każde uderzenie oznaczało kolejnego uwikłanego w niewybaczalnych rubryczkach. Albo jeszcze jednego szlamowatego trupa. Pustoszał Londyn, czarne cienie manifestowały władzę. Pośrodku tego jestem ja, pośrodku tego jest nasz port. Nabite na pal twarze, powołani królowie i odwołane żagle. Biedniały ulice, po języku rozlewały się gorzkie smaki. W Parszywym Pasażerze pito dalej, a ja chodziłam za jednymi oczami, które surowo oceniały każdy mój ruch, które chciały mnie stąd wyrwać, kiedy obiecałam sobie, że zostanę tutaj już na zawsze. Oczy z porwanych pergaminów, ze świstków groźnie spoglądających z miejskich słupów. Oczy wojownika. Ośmielałam się myśleć o nim coraz więcej. Coraz bardziej. Jakie to było głupie. Może powinnam wtedy polać i siebie. Uwolnić duszę i przestać wierzyć w historie pozamykane dla takich jak ja.

W tamtym czasie wędrowała ze mną zgraja małych łap. Drzemały w kieszeniach wiosennego płaszcza, i brzęczały w oczach. Coś się stało, że porzuciłam ciepłe futra i pogardliwe spojrzenia kierowane do wszelkich czarodziejskich stworzeń. Coś się stało, bo w kącie nędznego saloniku rosła klatka, budowała się coraz większa nora z miedziaków i tanich pierścionków. Sprawiły, że zaczęłam się nawet uczyć. Uwielbiałam te ich kwiczące pieśni. Zawsze na mnie czekały. A potem zaczął czekać jeszcze Johnatan. Wyciągnęłam go z rynsztoka, wytargałam za szmaty i zmusiłam, by wziął się w garść. Zamieszkaliśmy razem. Pohańbiony malarzyna, kilka kretów, psidwak czekający na zagubionego brata. Londyn śmierdział. Śmierdział rozkładającym się w letnim skwarze trupem i potem cholernych służbistów, którzy tracili oddech, by dogonić tego pyskatego dzieciaka z doków. Byli obrzydliwi. Patrzyłam, jak świętują urodziny ministra. Patrzyłam, kiedy wdzierali się do naszej portowej speluny i wskazywali palcami. Wszyscy mieliśmy być dla nich, wszyscy potracić mieliśmy głos, wolność, pragnienie jedności. Przemianom w mieście nie dało się przeciwstawić. Byłam tam, ale moje myśli pochłaniało pogubione rodzeństwo i zawiedzione nadzieje. Zostałam sama, ale przecież to był los sierot. Żaden dom nie był dany na zawsze. Znalazła się jednak siostra, znalazł brat wytargany przez psie zębiska z podmokłych piwnic. Coś mogłam świętować, o czymś mogłam wreszcie zapomnieć. Nie wiedziałam wtedy, że wewnątrz mnie zaczęło rozwijać się życie. Owoc któregoś ponurego romansu. Niewinne, niezasługujące na samotne dnie i noce. Nie mogło podzielić mojego losu. Przyszła jesień. Zapomniałam o aurorskich głosach prawiących chore morały. Zatrułam się, by dziecko mogło odejść, nim przyjdzie. Nie miałam wyboru. Te ulice przestawały być moje. Rozrastało się bezprawie, własne ściany stawały się obce. Coraz mniej gęb wołających za mną w tawernie. Trzymaliśmy się razem, my, portowe duchy. Dzieliliśmy się chlebem i ostatnim knutem. Czy to wystarczyło?

Październik był smutny, październik przerażał. Coś się ze mną stało, gdzieś się zgubiłam. Bladły ślady po wstrętnym pojedynku. Zacierało się wspomnienie więziennej celi. Dopisali mnie do hańbiącej listy, ale ja wewnątrz gdzieś zaczynałam umierać. Czy to była ta wojna? Czy to było to dziecko? Mało spałam, marniałam, ignorowałam ból, pamiątki po chaosie. Gdzieś zniknął ten błysk w oczach, gdzieś rozmył się czarujący głos. Pod stopami niebezpiecznie zadrżała ziemia. Mogłam jeszcze na niej zatańczyć? Nigdy się nie poddawałam, byłam wojowniczką. Zawsze gdzieś szłam. Tamtego dnia dotarłam na balkon, między okna jakiegoś portowego kmiotka, jednego z wielu. Ale pierwszego takiego. Tamtego dnia ktoś mnie przejrzał. Ktoś zauważył. Nie podejrzewałam, że tak bardzo potrzebuję tych cytryn, ale on wiedział. Był jak ostatnia załatana szalupa, jak ostatni dobry podmuch wiatru. Listopadowy sztorm miał wkrótce pogrążyć nas wszystkich.








Amortencja: cynamon, cytryny i mokra sierść
Ain Eingarp: wolny port, szczęśliwy port i piegowatą dłoń wysuwającą się w moją stronę
Pasja: tańcem, sekretami magicznych stworzeń, grami towarzyskimi i sztuką uwodzenia
Aktywność: tresuję stado niuchaczy, przeklinam ministra i tańczę na stole


Statystyki: Poproszę o przeniesienie 5 punktów z eliksirów do reszty. Philippa nie korzysta z tej wiedzy. Umiejętności pozostałe po szkolnych praktykach wyparowały, a jeśli tylko dziś potrzebuje mikstury, zwraca się do znajomego alchemika. Eliksiry przestały być czymś, na co zwraca większą uwagę. O wiele bardziej skupia się na innych magicznych dziedzinach i nie zamierza w przyszłości rozwijać się w alchemii.

Prosimy o skrócenie i zredagowanie całości do maksymalnie 1000 słów.


Poprawione, 999 słów według licznika Morsa (opis + rubryczki).

+
Philippa Moss
Philippa Moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 11
UROKI : 26
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Minął fabularny rok...

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach