Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Mokradło
AutorWiadomość
Mokradło [odnośnik]08.01.19 20:16
First topic message reminder :

Mokradło

Znajdujące się w pobliżu moczary są jednym z głównych elementów dworku. Na swój sposób ozdabiają posiadłość. Większość gości stwierdza jednak, że są wyraźnie przerażające.
Istnieją legendy mówiące o tym, że mokradło jest nawiedzane przez tajemniczego ducha czarodzieja, który tragicznie zmarł podczas polowania. Inni mówią, że nieszczęśliwiec zgubił się we mgle i z tego powodu wprowadza w błąd każdego, kogo spotka na drodze.
Zaleca się aby na tym terenie korzystać z wodoodpornego, wysokiego obuwia.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Mokradło - Page 16 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Mokradło [odnośnik]15.05.20 14:26
Bez problemu dostrzegła testrale i latające pomiędzy nimi pudełeczko, a zaraz po tym leżące nieopodal miotły. I o ile wcześniej chciała się zaktywizować, wziąć udział w zdobywaniu następnych skarbów, tak ponownie z niechęcią uznała, że lepiej będzie, jeśli to Ernie spróbuje przechwycić zwierzęcą zabawkę. Mówiąc otwarcie o tym, że nie umie latać i wolałaby nie robić przyśpieszonego kursu pomiędzy drzewami, gdzieś w środku mokradeł, gdzie droga była niepewna, długa i zawiła z niespodziankami, ponownie dopadła do liska. Mierzwiąc pachnące specyficznym smrodkiem futerko, uważnie spoglądała w stronę Pranga, który zdawał się czuć po raz kolejny jak ryba w wodzie. Nie było więc nic dziwnego w tym, że z łatwością przechwycił testralową zabawkę, wyraźnie denerwując stworzenia, choć tylko ona to mogła dostrzec i napomknąć, by lepiej szybko wrócił na ziemię. Pożałowała, że nie mogła nic im dać w zamian, odbierając najwidoczniej radość z zabijania czasu, ale rudy syneczek niewiele czekając, pokierował ich dalej.


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Mokradło - Page 16 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Re: Mokradło [odnośnik]15.05.20 14:26
The member 'Solene Baudelaire' has done the following action : Rzut kością


#1 'k15' : 9

--------------------------------

#2 'k20' : 17
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Mokradło - Page 16 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Mokradło [odnośnik]15.05.20 17:41
- Nie ma znaczenia, ale byłem ciekawy - wzruszył tylko ramionami. - Dobrze chociaż całuje? - to była tak jakby istotna kwestia! Z całym szacunkiem dla zalet intelektualnych tego... typa Vincenta. - No dobra, czyli nie zaprosił cię na ślub, przyszedł z kimś innym i ma do ciebie pretensje, że nie zaprosiłaś się w jego imieniu sama? - to było zachowanie szczeniackie na maksa, nawet ona musi to przyznać.
- Co? - wybałuszył oczy, zastanawiając się, kiedy doszła do takich wniosków. I w ogóle... jakim cudem tak zinterpretowała jego wypowiedź. - Co ty sugerujesz? Że niby poznałem cię i przez to lubię cię mniej? No przecież w ogóle nie o to mi chodziło, Just, w sensie... tak jakby... - no kurwa, rozmowy z kobietami zawsze się tak musiały skończyć. Zawsze. Za-wsze. - Nie chodzi o znajomych... tak do końca, w sensie, to w ogóle nie jest tak, że lubię cię mniej, ale teraz traktuję cię po prostu jak bardzo dobrą znajomą? - na przyjaźń chyba było jeszcze za wcześnie - i przecież wtedy też cię znałem, tylko w inny sposób - nie miał pojęcia, jak z tego wybrnąć. Najmniejszego. Ani co on tak właściwie miał jej powiedzieć. Co czuł? A co czuł? Przydałaby się jakaś wykładnia. Ktoś mógłby mu najpierw wytłumaczyć, o co chodzi w relacjach, żeby potem przeprowadzanie tego typu rozmów jakoś mu szło. - Bardziej chodzi o to, że nie chcę teraz do tego wracać, bo jesteś... gwardzistką? - na pewno o to chodziło? - Merlinie, nie umiem tego wyjaśnić, ale no lubię cię, tylko że... - nic więcej? - Tonks, nie prowokuj mnie, bo dobrze wiesz, że jestem w stanie pokazać ci trochę tego, co skrywa ten kilt tylko po to, żeby udowodnić ci, że nic nie jest tak na sto procent pewne - parsknął śmiechem, z ulgą odnotowując, że ona chyba też nie miała względem niego jakichś większych planów. Prawdę mówiąc, nawet mu to przez głowę nie przeszło. - Ponoć warto rozmawiać... - wymamrotał, niby zaprzeczając, ale chyba nie obraziłby się, gdyby ta rozmowa faktycznie nie miała miejsca. - W sensie, jeśli miałabyś myśleć, że liczę na coś więcej, to może jednak dobrze, że zaczęłaś ten temat, ale nie musisz się martwić, że mnie... - laski powiedziałyby 'zranisz', on 'zrobisz w...', więc zamilknął raptownie. - Jest dobrze - no, serio, teraz to już chyba wszystkie aspekty poruszyli. - Ale do tańca chyba wciąż mogę cię poprosić, co nie? Poza tym... nie to, żebym coś sugerował, ale możemy zatańczyć przed nosem mojego nowego ulubionego typa, już i tak jest - kurewsko - zazdrosny - czemu nie miałby być jeszcze bardziej?
- Skąd te wrzosy? Tak pachniał twój dom? - a może miejsce, które domem - choć na chwilę - się stało? Nie był może ostatnim romantykiem, ale podejrzewał, że w tym zapachu musiało być zaszczepione jakieś wspomnienie, skoro wywoływał uśmiech na jej twarzy. I coś na kształt rozrzewnienia?


- Z którego to roku? - zerknął na Czarownicę, zastanawiając się, kiedy Steff tak właściwie dołączył do redakcji. - Wcześniej też były porady Wilhelminy? To jakiś uniwersalny pseudonim? - z ciekawości zgarnął ze sobą jeden numer, kartkując go, kiedy przeciskał się zgięty w pół. - Nie wiedziałem, że gobliny też są takimi fanami... Steff będzie miał o czym z nimi rozmawiać w pracy... - wyszczerzył się bezczelnie, nie mogąc się powstrzymać przed drobnymi złośliwościami. Takimi mikroskopijnymi.
- To magia, księżniczko... królewno? - odparł z powagą, ale już po chwili na jego twarzy pojawiło się bezbrzeżne zadumanie. - Czy to się czymś od siebie różni? Księżniczka od królewny? - na ostatniej prostej z chatki przepuścił ją przodem, bardzo starając się nie patrzeć na to, jak układa się na niej sukienka, ale był tylko mężczyzną, pyłem marnym, i tak dalej. W wolnym tłumaczeniu - jednak popatrzył. Mowa był tylko o jego wdziękach. W tej całej umowie. - A co ty masz wspólnego z... jabłkiem? - o ile powiązanie ze zniczem ogarnął, diadem... powiedzmy, że też, to z jabłkiem miał problem. - Też lubisz jabłecznik?
No i dotarli w końcu na polanę, gdzie trzeba było pochylić się nad... eliksirami. - Panie przodem - wycofał się niemal natychmiast, nie zamierzając nawet próbować, to zdecydowanie nie była jego bajka, przekonał się o tym, kiedy ostatnio z Fils próbowali uwarzyć naprawdę najprostsze mikstury. Trochę zerkał jej przez ramię, starając się nie przeszkadzać, gdzieś w międzyczasie zaczął się też bawić z liskiem. - Ta gwiazda, o której nam mówiłaś w trakcie... misji w Zakazanym Lesie, to była polarna, co nie? - albo północna? Pamiętał, że dziwił się, że widać ją nad Wielką Brytanią. - On ma takie ciemniejsze plamki na pyszczku, które wyglądają trochę jak ta gwiazda - no i to tyle, jeśli chodzi o jego 'nieprzeszkadzanie'. Ale chyba dała radę? Cofnął się tylko trochę, wciąż zezował pomiędzy tym, co tam Tonks tworzyła a tym, co wyczyniał lisek.
Trzymał w ręce przed nosem zwierzaka srebrne jabłko, obserwując, jak zareaguje na to futrzak. Chyba ta błyskotka wyjątkowo mu się podobała.
- Te skarby są dla nas? Jeśli będziemy mogli wziąć ze sobą chociaż jeden, to weźmy to jabłko i dajmy go Kicie - zasłużył.

(przepraszamnajmocniejżetaknaostatniąchwilę)



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Mokradło [odnośnik]15.05.20 17:41
The member 'Keat Burroughs' has done the following action : Rzut kością


#1 'k20' : 11

--------------------------------

#2 'k15' : 1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Mokradło - Page 16 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Mokradło [odnośnik]15.05.20 17:45
Bearnard obszedł się bez jej pomocy. Złapanie niebezpiecznych gałęzi nie sprawiło mu żadnego problemu, mógł utrzymać je na tyle długo, aby mogła pośpiesznie przemknąć obok niego i wyłowić ich skarb. Kątem oka dostrzegła jak ich gniewny towarzysz, próbuję na własną rękę spacyfikować bijącą wierzbę. Przez chwilę bała się, że być może Figg nie da rady utrzymać gałęzi i się jej oberwie. Nic takiego się jednak nie stało. Udało im się odnaleźć pudełeczko, a w jego wnętrzu znajdowało się srebrne, elegancko zdobione lusterko - Tylko ty możesz pokonać swoje słabości - przeczytała na głos, unosząc wysoko brew. Czy była to zapowiedź kolejnego zadania czy może najzwyklejszy aforyzm? Chyba wolała tą drugą opcję, bo na pewno nie za bardzo chciała dzisiaj pokonywać swoje lęki i słabości.
Pozostało im tylko to sprawdzić. Podążyli dalej, nie oglądając się za siebie.  Czekało ich kolejne zadanie do wykonania. Podążali ścieżką wyznaczoną przez ich lisa. Ziemia nie była już tak grząska jednak raz za razem musiała ostrożnie odsuwać gałęzie, aby nie zniszczyć sukienki. Po kilku minutach spacery w końcu lis się zatrzymał.
Początkowo ciężko było opisać jej to co wyrosło między nimi. Podwieczorny światłocień i blask magicznych lampionów deformowały kształty drzew, jednak to jedno wyróżniało się na tle inne. Dopiero z bliska mogła dostrzec, że powodem dziwnej ułudy było wielkie stado sów, które obsiadło drzewo. Wolałaby się do nich nie zbliżać, ale jedna z nich - ta największa zdawała się trzymać w dziobie kolejną zagadkę. Niestety pozostawienie ich samych sobie również nie wydawało się być odpowiedzią. Z pewnością nie chciała ich krzywdy.
Cóż. Miała nadzieje, że zwierzęta te są tylko straszne z wyglądu. Musiała wyglądać nieco komicznie, tupiąc w grząski grunt i klaszcząc w dłonie, aby przestraszyć ptaki. W końcu to tylko sowy, prawda? Mogły bać się jej bardziej, niż ona ich. Taką przynajmniej miała nadzieję.

1. Zastraszanie (brak biegłości, +5 od gniewnego liska)
2. Skarb
3. Zadanie



what we have become but a mess of flesh and emotion - naked on all counts

my dearest friend




Ostatnio zmieniony przez Roselyn Wright dnia 19.08.20 22:41, w całości zmieniany 1 raz
Roselyn Wright
Zawód : Uzdrowiciel w leśnej lecznicy
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the healer has the
b l o o d i e s t
hands.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
when will enough be enough?
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f415-szkocja-highlands-knieja https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#282514
Re: Mokradło [odnośnik]15.05.20 17:45
The member 'Roselyn Wright' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 51

--------------------------------

#2 'k15' : 2

--------------------------------

#3 'k20' : 5
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Mokradło - Page 16 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Mokradło [odnośnik]15.05.20 17:48
Z pewną czcią podniosłem pudełeczko ze skarbem i nie mogłem się powstrzymać przed zajrzeniem do środka. Wydobyłem z siebie krótkie ach, bo moim oczom ukazał się przepiękny kompas. - Zobacz jakie to piękne, jak misternie wykonane - zacząłem się zachwycać, podstawiając Marcy kompas pod nos. Już nie schowałem go z powrotem do pudełka tylko spoglądałem na to co pokazują złote strzałki, kiedy tak ślepo podążaliśmy za naszym liskiem. - Cały czas prowadzi nas na północ... - zauważyłem po chwili, kiedy znowu szliśmy gdzieś przez jakieś chaszcze. - No idziemy, idziemy - odparłem, kiedy tak lis co i rusz się za nami oglądał. To prawda, że trzeba było iść dość szybko, żeby dotrzymać mu kroku, ale jakoś dawaliśmy mu radę. Chociaż raz musiałem się zatrzymać, bo zobaczyłem krzaczek pełen pysznie wyglądających jagód i po prostu musiałem parę zerwać. Wsadziłem kompas do kieszeni, a ręce szybko wypełniłem owocami. - Masz ochotę? - Zaproponowałem Marcy, samemu wrzucając sobie jagodę do ust. Pyszne, świeże, soczyste, mniam.
Kolejna zagadka. Lubiłem zagadki, byłem jak przyczajony Puchon, ale ukryty Krukon. Jeszcze jak zobaczyłem tę ilość pergaminów, to w ogóle oczy mi się zaświeciły radośnie. Taki ze mnie był trochę nudziarz, ale co poradzić. - Hmm... Tu chyba chodzi o jakieś baśnie... - stwierdziłem, przyglądając się dokładnie rysunkom. Co jak co, ale ta zagadka musiała mi wyjść, przecież tak dużo czasu spędzałem z nosem w książkach! Chociaż literatura dziecięca to nie był mój konik, więc istniało spore prawdopodobieństwo, że jednak coś pomieszam. - Kojarzysz coś? - W końcu co dwie głowy to nie jedna. Ja już nie za dobrze pamiętałem baśnie z dzieciństwa, w końcu od tamtych czasów minęło już trochę lat, ale może Marcy uzupełni moje ewentualne braki w wiedzy.

literatura I


not a perfect soldier
but a good man

Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 34 +2
UROKI : 6 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Mokradło - Page 16 E89bda95c5344104e5639bbb0172ffa8
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Re: Mokradło [odnośnik]15.05.20 17:48
The member 'Florean Fortescue' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 93

--------------------------------

#2 'k20' : 3

--------------------------------

#3 'k15' : 11
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Mokradło - Page 16 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Mokradło [odnośnik]15.05.20 18:34
Mogła się spodziewać, że Florean zachwyci się pięknym przedmiotem. Lubił rzeczy, które miały za sobą jakąś historię. Ale nic dziwnego, kompas wydawał się przedziwny, pewnie był zaczarowany... Był tylko jeden problem. - Eeee, Florean... - powiedziała w końcu, idąc za nim. Nie była specjalnie spięta, w końcu to jednak była tylko gra i nie chciała psuć im zabawy. - Kompasy chyba służą do tego, żeby wskazywać północ, nie? - spytała, trochę nieprzekonana do tego, że kompas gdzieś ich prowadzi. Po prostu był kompasem. Wskazywał kierunek północy.
Na widok jagód az się wystraszyła. - Co Ty wyprawiasz, nie jedz tego. - Złapała go za dłoń i wytrąciła mu kilka owoców z ręki. - Przecież tu mogą rosnąć wilcze jagody. Mało Ci zatruć?- Ba, zatrucie to właściwie najjaśniejszy scenariusz po zjedzeniu takiej jagódki. Po kilku można było paść trupem. Szybciej niż po ognistej. I to nie takim typem trupa nawet. - I jeszcze są brudne. - Pokręciła głową. Wytrzepała dokładnie jego dłonie, ale ciemne plamy z soku były czymś co szybko już nie zejdzie. Przecież mieli cały katering do dyspozycji, naprawdę nie bylo potrzeby, żeby zbierać dzikie owoce z lasu jak jakieś wile albo inne enty. Poza tym, lekko się martwiła. Ale to chyba było zupełnie oczywiste, prawda?
Na pergaminach było dużo informacji, ale nie musiała się nawet specjalnie wysilać, ledwie na nie zerknęła i rozwiązanie przyszło do jej towarzysza. Bardzo szybko, nie spodziewała się nawet że pójdzie tak łatwo. Nawet dobrze, bo sama nie była najlepsza również w dziecięcej literaturze, raczej lubiła tą... dla pań. Romansidła. W końcu która czarownica w jej wieku nie lubiłaby romansideł? Trzeba było ją zrozumieć. Pamiętała też, że Florean bardziej pewnie skupiał się na literaturze związanej z paleniem czarownic... Lub inne historyczne. Ona raczej nie interesowała się tym aż tak bardzo. Chyba, że była to historia Quidditcha. - Dobrze Ci poszło. - powiedziała rozbawiona. - Dobrze się czujesz, prawda? - Spytała, tak na wszelki wypadek, jakby naprawdę najadł się jakichś nie takich jagód.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Mokradło [odnośnik]15.05.20 18:34
The member 'Marcella Figg' has done the following action : Rzut kością


'k15' : 14
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Mokradło - Page 16 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Mokradło [odnośnik]15.05.20 20:17
Testosteron buzował w jego żyłach, kiedy siłą własnych rąk powstrzymywał gałęzie od ruchu, tym samym oczyszczając drogę dla Roselyn, która bez obawy o swoje życie - i pozbawioną siniaków cerę - mogła przedostać się do ukrytego skarbu.
Spojrzał na Rose, kiedy ta zaczęła coś mówić o jakichś słabościach, dopiero po chwili zorientował się, że czytała to ze skarbu, który udało im się wynieść. I serio? Po to stoczył batalię z bijącą wierzbą? No nic, nie pozostało im nic innego jak iść do przodu. - Ta figurka mi się lepiej podobała - mruknął jedynie, podbierając jej jedną ze skrzynek co by ją trochę odciążyć. Bearnard musiał przyznać, że był dumny z ich lisiego przewodnika, bo trzeba mu oddać wolę walki. Aż serce Figgowi rosło, kiedy widział jak mały skacze do jednej z gałęzi. Na szczęście młody i gniewny lis nie zrobił sobie krzywdy.
Nigdy nie sądził, że przyjdzie mu stanąć w lesie pełnym sów. Nie miał nic do tych ptaków i uznawał je za fantastyczne, jak każde stworzenie nie będące człowiekiem (do tych mógł mieć kilka zastrzeżeń), ale musiał przyznać, że trochę ciarki mogły przejść kiedy wszystkie te ślepia były wlepione tylko i wyłącznie w nich.
Trochę, aby nie stać jak słup soli, a trochę, żeby wspomóc Rose, Bear także przyłączył się do komicznie wyglądających prób wystraszenia ptaszyska. Naprawdę, szkoda, że nikt z boku ich nie oglądał bo mógł mieć naprawdę niezły ubaw. Może to by zmusiło sowę do upuszczenia pakunku, w którym zapewne znajdował się kolejny skarb.

1. rzucam jeszcze raz na zastraszanie (poziom I)
2. wartość skarbu
Gość
Anonymous
Gość
Re: Mokradło [odnośnik]15.05.20 20:17
The member 'Bearnard Figg' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 78

--------------------------------

#2 'k15' : 11
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Mokradło - Page 16 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Mokradło [odnośnik]15.05.20 22:31
Panna Macmillan potrafiła wykazać się iście ognistym temperamentem nie tylko w słowach, ale również gdy w grę wchodziło rzucanie zaklęć. Prędki urok pierwszorzędnie przypiekł cebulę, a Kostkowi nawet zrobiło się tej skaczącej, przerośniętej rośliny trochę żal. Pewnie to oni wkroczyli na jej terytorium i tylko próbowała się przed nimi – jakby nie patrzeć intruzami – bronić. Mimo tego uśmiechnął się do Virginii, a oczy zalśniły mu w rozbawieniu.
Milady! Milady w srebrnej zbroi, po wsze czasy będę chwalił twą odwagę wspominając dzień, gdy uratowałaś bezbronnego mnie przed zabójczą cebulą z bagien! – powiedział, w międzyczasie zdejmując z głowy kapelusz i skłaniając się nisko przed czarownicą.
Drzewa mu świadkiem, że miał dziś aż za dobry humor.
Kiedy założył znów nakrycie głowy i złapał spojrzenie Gin widać było, że nie naigrywa się z niej, a po prostu w ten dziwny sposób daje upust swojej radości. Zaraz jednak ich uwagę od żartów oderwało pudełeczko, w którym znajdował się piękny naszyjnik. Uśmiechnął się na słowa Gin, pozwalając jej chwilę nacieszyć się wisiorkiem, nim razem z nią nie spojrzał się wymownie na liska. Rude zwierzę zdecydowanie bardziej wolałoby chyba uciąć sobie drzemkę niż włóczyć się z nimi po bagnach, lecz nie do końca miał wybór – tudzież jeszcze jakieś ostatki szczątkowego poczucia obowiązku odzywały się w ich przewodniku. Gdy ten w końcu się poruszył, poprowadził ich w miejsce, w którym lord i lady zobaczyli aż nazbyt znane Ollivanderowi twarze. Poza towarzyszką Steffena reszta towarzystwa była mu doskonale znana, toteż posłał im wszystkim szerokie uśmiechy. Wyraz twarzy mu jednak zblednął, gdy podążył spojrzeniem w kierunku, w którym zerkała Virginia. Mentalnie westchnął, wręcz wyczuwając od ptaka jego aurę. Musiał przyznać, że samo pomyślenie o wszelkich możliwych odcieniach błękitu w jego głosie wprawiały go w melancholijną stagnację. Już otwierał usta, żeby podzielić się tą myślą z Gin, kiedy jednak ona odezwała się, zadając mu pytanie.
Nie wiem, mogę czegoś poszukać – zaoferował, po czym następne kilka, jak nie kilkanaście minut poświęcili na próby wypędzenia ptaka z gniazda. Jedynym co osiągnęli było jednak tylko poirytowanie stworzenia, które z niecierpliwością kłapnęło na nich dziobem, wpierw raz, a później drugi. Constantine dobywał już różdżki, jednak zamarł w jednej chwili, kiedy Virginia zaczęła śpiewać. Patrzył się na nią, jakby właśnie poraził go piorun, wmurowując w wilgotną ziemię pod butami. Na pamięć znał barwy jej głosu, miłego mu jak dotyk wypolerowanych morskimi falami kamieni: śliwka, wstęgi lapis-lazuli, modre ogniki i ametystowe pomruki. Teraz jednak doświadczał ich wszystkich na raz, a każda z barw wydawała się jeszcze jaśnieć niezrozumiałą aureolą, lśniącym gradientem który sprawiał, że kręciło mu się w głowie. Stał więc, zasłuchany, ni chcąc przegapić choćby najmniejszego drgnięcia głosek, tych prawie że niesłyszalnych, niezwykle subtelnych zmian w tonach barw: jego własnym, prywatnym spektaklu, na którym całkowicie tracił poczucie czasu i przestrzeni.



speak to me in colours
Constantine Ollivander
Zawód : malarz, ilustrator, projektant różdżek
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

biegł zanosząc się łkaniem
uszy bolały go z zimna
biegł boso w piżamie
zając ścigany przez wilka

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8143-constantine-z-ollivander https://www.morsmordre.net/t8189-frida#235750 https://www.morsmordre.net/t8195-gdzie-drzewa-zdobi-srebrny-plaszcz#236026 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-lancaster-castle https://www.morsmordre.net/t8198-skrytka-nr-1970#236050 https://www.morsmordre.net/t8196-c-z-ollivander#236045
Re: Mokradło [odnośnik]15.05.20 22:31
The member 'Constantine Ollivander' has done the following action : Rzut kością


'k15' : 12
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Mokradło - Page 16 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Mokradło [odnośnik]15.05.20 22:53
👉 Post z zasadami
(nie rzucacie już kością k20, przed wami ostatnie zadanie. Tak, dokonaliście tego! :pwease:)


Virginia i Constantine stanęli przed wyzwaniem zaśpiewania lelkowi - i czarownicy dało się to perfekcyjnie. Nie tylko lelek czy lord Ollivander byli pod wrażeniem, wasz lis również uspokoił się od nut melodii. Ziewnął przeciągle i zamknął oczy wpędzając się w czasową hibernację. Tymczasem ptak przestał wypinać groźnie pierś; nawet umożliwił wam zabranie drewnianego pudełeczka. To skrywało w sobie nieco mniejszą szkatułkę - mahoniową, ręcznie rzeźbioną; po otwarciu wieka stworzone na niej płaskorzeźby słowików nuciły cichą, przyjemną melodię, dostosowując jej tempo do nastroju otwierającego.
Wreszcie, po obejrzeniu przedmiotu oraz niecierpliwym oczekiwaniu, lisek ospale poprowadził was na kolejną z polan.

zadanie nr 4:

Choć Just podeszła mocno niepewnie do zadania z wytwórstwem eliksiru, obawy okazały się wyłącznie obawami. Poradziła sobie bardzo dobrze - mikstura nie wybuchła ani nie rozlała się po polanie. Pachniała przyjemnie, miała barwę jasnożółtą. Wylana na ziemię uformowała się w strzałki, które zaprowadziły ją oraz Keata do miejsca schowania skarbu. Znajdował się za jednym z większych kamieni w zaroślach, dość skrzętnie ukryty. We wnętrzu drewnianej skrzynki znaleźliście srebrny sygnet - zamiast herbu znajdowało się na nim niewielkie, otwierane srebrne pudełeczko mogące pomieścić… proszek? Sproszkowane ingrediencje bądź narkotyk? Tak mogliście stwierdzić na pierwszy rzut oka.
Wasz lis z kolei zapalił się zarówno do śledzenia strzałek na ziemi jak i wydobywania z krzewów szkatułki. Obwąchał jeszcze raz srebrne jabłko, po czym po krótkiej rozmowie z motylem, który usiadł mu na nosie, zabrał was w kolejne miejsce.

zadanie nr 11:

Charlie i Steffen ponownie nie podołali zadaniu. Zarówno śpiew czarownicy jak i czarodzieja nie przypodobał się nachmurzonemu lelkowi. Ten nastroszył piórka oraz gniewnie poruszył pyszczkiem, jakby chciał was dziobnąć - ostatecznie wydobywając z siebie serię przygnębiających dźwięków. Na pewno chciał was poinformować, że zanosi się na deszcz… Tymczasem wasz lis wycofał się, przez co minęło kilka minut nim ptak postanowił udostępnić wam upragnione pudełeczko - niestety, w środku odnaleźliście zwykły, drewniany guzik. Wyglądał na mocno sfatygowany przez życie. Wasz podopieczny po raz kolejny spojrzał na was z niedowierzaniem - gdyby mógł westchnąć, pewnie dokładnie to właśnie uczyniłby. Zamiast tego sprawnie poprowadził was do kolejnego zadania.

zadanie nr 12:

Ernie pomimo tego, że nie widział testrali, sprawnie dosiadł miotły i bez większego problemu odebrał stworzeniom drewnianą skrzyneczkę. Zwierzęta tym samym straciły zainteresowanie przedmiotem - popatrzyły chwilę to na mężczyznę, to na Solene, po czym odleciały w inne miejsce. Lisek wyglądał na wniebowziętego, gdy kobieta całkowicie poświęciła uwagę właśnie jemu. Łasił się do niej, a potem do zwycięskiego Erniego; jeżeli otworzyłeś pudełko, dostrzegliście w środku srebrne kolczyki w kształcie mioteł. Poruszały się lekko same z siebie.
Wreszcie, po zdobyciu łupu oraz odpowiedniego stężenia miłości, lisek zaprowadził was do kolejnego zadania.

zadanie nr 17:

Marcella i Florean podeszli do drzew przyglądając się ilustracjom. Florean pomimo niepewności zdołał odnaleźć w głowie informacje na temat prawidłowego obrazka oraz połączył je z poznanymi wiadomościami na temat samej baśni. Dzięki temu bardzo szybko dotarli pod właściwe drzewo; wasz list od razu zabrał się za kopanie w ziemi. Kiedy skończył, łapki miał ubrudzone, tak samo jak pyszczek, za to wyglądał na prawdziwie zadowolonego! Merdając ogonem przyniósł wam drewniane pudełko, w którym krył się prawdziwy skarb - różdżka wykonana ze złota, przypominająca Czarną Różdżkę z opowieści; wypustki miała ozdobione ciemnymi kamieniami. Dobrze leżała w dłoni pomimo mniejszych gabarytów - nie miała też magicznych właściwości.
W czasie, gdy wy oglądaliście zdobycz, ruda kita schowała się w krzakach, żeby po chwili wyjść z nich z polną myszą w pyszczku, którą upuściła pod wasze nogi. Wyraźnie zadowolona ze swojego łupu widocznie chciała pogratulować wam sprawnego rozwiązania zagadki. Zresztą, powinniście się posilić przed przejściem do kolejnego zadania!

zadanie nr 3:

Duch napotkany przez Bena i Percivala spojrzał na nich z wyraźną dezaprobatą, choć zdegustowany wzrok zatrzymał na dłużej na bawidamku. Już, już miał rzucić się na niego z floretem, ale wtedy szyki pokrzyżował mu Wright. Nieważne, na pewno byli w zmowie i razem skrzywdzili jego piękną Candice! Napędzany wściekłością sparował cios z przeciwnikiem, pewny, że za moment wygra, acz nic z tego. Jego oponent okazał się zaskakująco dobry w tej materii, dlatego poltergeist musiał przyznać się do porażki. - Wybacz mi, ukochana, nie zdołałem cię pomścić! - zawołał rzewnie, równie melodramatycznie tarzając się chwilę po ziemi. Zapłakany, bez większych słów, zniknął wkrótce pomiędzy drzewami.
Wy natomiast mogliście dobyć drewnianego pudełeczka - skrywającego w sobie złoty naszyjnik z dwoma ruchomymi szermierzami toczącymi nigdy niekończący się pojedynek.
Z kolei wasz lis połasił się do waszych nóg w ramach gratulacji nim poprowadził was w zarośla.

zadanie nr 16:

Bertie nie zachwycił lelka swoim śpiewem, wręcz jeszcze mocniej go rozjuszył - na szczęście na pomoc przybyła Susanne, której zanucona piosenka zrobiła na ptaku piorunujące wrażenie. Aż przysiadł na jej ramieniu kołysząc się w takt muzyki i musnął skrzydłem jej włosy. Przez chwilę nawet próbował dziobnąć ruszający się kolczyk czarownicy, ale na szczęście zrezygnował z tego pomysłu. Ostatecznie odleciał gdzieś w górę zostawiając was z drewnianym pudełeczkiem. W jego środku znalazła się niewielka, srebrna figurka niemego lelka machającego skrzydłami.
Tymczasem piękny śpiew widocznie uśpił też waszego liska, który zwinął się w kłębek pod krzewem i zasnął. Dopiero ponaglenia sprawiły, że wstał na równe łapy i leniwym krokiem zaprowadził was w zadrzewione miejsce.

zadanie nr 6:

Kerstin, Gwen i Michael ruszyli bezpiecznie dalej aż napotkali na drodze ducha dziecka. Ono spojrzało na nich najpierw naburmuszone, dopiero później zaciekawiając się odgrywaną scenką. - Ropuchą? To byłoby zabawne! - zaśmiał się szczerze. - Albo nie… wtedy musiałaby go pocałować księżniczka, fuj - dodał zniesmaczony, jak to chłopiec w jego wieku… czy raczej w wieku, w którym zmarł. Przyjrzał się później Gwen z nieskrywaną ciekawością… prawdziwa wiedźma! Aż zaklaskał w dłonie. - Znasz jakieś magiczne sztuczki, czarownico? - spytał, nim zastanowił się nad poruszoną przez trójkę kwestią. - W porządku, pokażę wam! - zadecydował, udostępniając wam tym samym drewniane pudełko. Skrywało ono szalik zmieniający kolor zgodnie z życzeniem noszącego.
Tymczasem wasz lis schował się na nogą Michaela, prawdopodobnie nie lubił duchów - i ruszył z miejsca dopiero, gdy chłopiec oddalił się od was. Pokierował waszą trójkę na rozległą polanę; na jej drugim końcu mogliście dostrzec Roselyn i Bearnarda.

zadanie nr 5:

Roselyn i Bearnard znaleźli się wśród nieprzyjaźnie nastawionych sów - przewodnik grupki nie dał się wystraszyć próbom kobiety, zahukał jedynie groźnie; dopiero interwencja czarodzieja okazała się skuteczna - zresztą lis pomógł mu w przeganianiu niemiłego ptaszyska. To w końcu dało za wygraną, z niechęcią upuszczając pod stopy dwójki czarodziejów drewnianą szkatułkę. W jej wnętrzu znaleźliście srebrny naszyjnik z sowimi, ozdobnymi piórami. Po ich muśnięciu przyjemnie szeleścił.
Z kolei zadowolony z siebie lis, choć nadal pozostający wobec was nieufny, pognał w kolejne krzaki - tym razem wyprowadzając was na rozłożystą polanę. Na jej drugim końcu mogliście dostrzec Kerstin, Gwen i Michaela.

zadanie nr 5:

Cora i Vincent napotkali na swojej drodze rozjuszonego hipogryfa; na szczęście zdolności Cory w zakradaniu się pozwoliły wam na bezpieczne przemknięcie obok zwierzęcia. Ono z kolei ze złością podłubało kopytem w ziemi, aż pobiegło w kierunku linii drzew. Dzięki temu bez problemu chwyciliście niestrzeżonego pudełeczka - w środku odnaleźliście srebrny i elegancki zegarek kieszonkowy. Z tyłu wygrawerowano czas jest po waszej stronie.
Waszemu lisowi bardzo podobało się w ramionach Vincenta; co chwilę próbował lizać jego ręce, także wiercił się chcąc dostąpić kolejnych czułości. Nie do końca rozumiejąc, że to nie był odpowiedni czas na pieszczoty. Otarł się jeszcze o wasze nogi, gdy został postawiony na ziemię - i wkrótce wystrzelił na jedną z polan nieopodal.

zadanie nr 10:


Mokradło - Page 16 DoWVJwq Gniewny lisek Roselyn i Bearnarda znów chapnął uciekającego przed nim lisa Cory i Vincenta. Co za złośnik.



Termin odpisówCzas na odpis macie do 18.05.20 godziny 22:00.



Punktacja
L.p.GrupaIIIIIIIVSuma
1.Roselyn i Bearnard510028117
2.Cora i Vincent010-323115
3.Marcella i Florean010035112
4.Ben i Percival010030100
5.Just i Keat51002399
6.Virginia i Constantine01003095
7.Susanne i Bertie01002294
8.Kerstin, Gwen i Michael-51001369
9.Solene i Ernie01002267
10.Charlie i Steffen-5-50053

LEGENDA:
I - wartość bonusu lub kary w bieżącej rundzie za rodzaj lisa. Może przybrać wartość +5, 0 lub -5.
II - czy zadanie zostało wykonane? +10 jeśli tak, -5 jeśli nie.
III - czy lis został ugryziony w tej rundzie przez lisa pary/drużyny niżej w rankingu? -3 jeśli tak, 0 jeśli nie.
IV - łączna suma wartości skarbu zdobytego w bieżącej rundzie. Wliczając wszelkie bonusy i kary.
SUMA - łączna suma wartości zdobytych skarbów we wszystkich dotychczasowych rundach.



Widzisz błąd? Napisz do mnie!


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Mokradło - Page 16 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 16 z 30 Previous  1 ... 9 ... 15, 16, 17 ... 23 ... 30  Next

Mokradło
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach