Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Korytarz zachodni

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Korytarz zachodni Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Korytarz zachodni Empty
PisanieTemat: Korytarz zachodni   Korytarz zachodni I_icon_minitime23.09.20 15:52

Korytarz zachodni

Jeden z krętych, kamiennych korytarzy w którym dokładnie widoczne jest, że został on porzucony, zanim został przez gobliny właściwie wykończony, brak tutaj wygładzeń, czy zdobień, wydaje się prosty, zwyczajny, roboczy, jakby pozostawiony w połowie prac. Tumany kurzu osiadają na skalnych pólkach, a niektóre ze schodków są ukruszone. Ścieżki rozchodzą się czasem na kilka stron i tylko osoby zaznajomione z terenem są w stanie wybrać właściwą ścieżkę.


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Korytarz zachodni Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Korytarz zachodni Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz zachodni   Korytarz zachodni I_icon_minitime23.09.20 20:52

Alphard • Cillian • Claude • Deidre • Drew • Mathieu
Przejście do Locus Nihil stało otworem – klątwy oraz pułapki na nim ciążące zostały sukcesywnie przełamane przez tych, którzy posiadali w tym kierunku odpowiednie umiejętności. Śmierciożercy, Rycerze oraz ich Sojusznicy przekroczyli wrota razem z myślą, że wspólnie dotrą do źródła i ujarzmią moc pradawnego artefaktu skrytego głęboko, naprawdę głęboko pod Bankiem Gringotta. Zdołali jednak postawić kilka, kilkanaście kroków za bramą, nim fale potężnej czarnomagicznej energii zaczęły oplatać każdą kończynę z osobną, przebijając przez ubrania, powoli, ale bezboleśnie wdzierając pod skórę, sięgając wreszcie ich najgłębszej istoty.
Ich własna magia splotła się z nieznaną im mocą. Deirdre oraz Drew, zgłębiający tajniki czarnoksięskich sztuk, nie potrzebowali zbyt wiele czasu, aby rozpoznać, że pochłaniała ich czysta czarna magia, łatwo rezonując z tym, czego oboje potrafili dokonać w tej dziedzinie. Uczucie wzajemnego przenikania towarzyszyło im przez kilka chwil do momentu, w którym fala mocy zniknęła, a wraz z nią inni prócz Alpharda, Cilliana, Claude’a oraz Mathieu. W szóstkę pozostali sami w korytarzu, który przed momentem wypełniała obecność pozostałych. Nie został po nich nawet ślad. Nie dostrzegli żadnej formy teleportacji. Nikt nie zapadł się pod ziemię w ruchome piaski. Fala magii zabrała pozostałych, a może to właśnie ich przeniosła w zupełnie inne, łudząco podobne miejsce. Nie mogli mieć co do tego pewności. Korytarz za bramą był wyjątkowo ciemny i ponury. Nawet wprawne oczy Drew miały problem z dostrzeżeniem czegoś więcej niż sylwetki towarzyszy oraz ostre kształty, dopiero co mijanych, surowych ścian. Światło Lumos było koniecznością, lecz nie dawało ono pełnej widoczności, pozwalając jedynie rozświetlić najbliższe otoczenie, wzmagając jeszcze większą ostrożność. Bez względu na to, co stało się z innymi, musieli ruszyć dalej. Rozkaz Czarnego Pana musiał być wypełniony, nawet jeśli mieli zapłacić za to najwyższą cenę.
Musieli iść dalej. Niestrudzenie pokonywali niezmierzoną długość korytarza; wpierw prostego, miejscami nazbyt obszernego nawet jak na to, że zgodnie z udzielonymi im informacjami, w miejscu tym pracowały olbrzymy. Później korytarz ulegał przesadnemu zwężeniu, zmuszając ich do marszu jedno za drugim. Wprawdzie krótkiego, jednak wymagającego sporej gimnastyki, nim w komplecie znaleźli się na nieco bardziej otwartej przestrzeni przypominającej jeden z korytarzy wypełnionego drzwiami, przypominającymi te, które prowadziły do ich własnych skrytek. Całą swą podróż wciąż pokonywali w dół, nie wiedząc ani nie mając pewności, jak głęboko zeszli. Jedynie przez ich szaty powoli przedzierało się coraz większe zimno, zmuszając do szczelniejszego otulenia, jeśli żadne z nich nie chciało złapać magicznego przeziębienia. Wciąż jednak nie dotarli ani do Locus Nihil. Nie natrafili także na żaden z sześciu kamieni, które potrzebne były do okiełznania mocy tajemniczego artefaktu.
W pewnym momencie swojej wędrówki byli już tak głęboko, iż kolejny z pokonywanych korytarzy stanowił jedynie połowę swojej konstrukcji. Wypełniały go dziury, niestabilne fragmenty skał. Jedynym znakiem niosącym nadzieję na sukces były symbole wyciosane w litej skale, bowiem znacznie przerażający był wodospad gorącej magmy po prawej stronie. Ogrzewający, jednocześnie wyjątkowo niebezpieczny oraz odseparowany, toteż grupa mogła łatwo wyminąć go, uważając na to, by nie wpaść w kruszące się podłoże, spod którego pobłyskiwała pomarańczowoczerwona łuna. Ktokolwiek postawił płynne skały, metale i minerały w tym miejscu, musiał w przeszłości mieć z nich użytek. Teraz była to zaledwie ozdoba, o której prędko zapomnieli, gdy dotarli na podejrzanie gładki, prostokątny plac pełen kamiennych rzeźb. W pierwszej chwili przypominały one bezładną masę stalaktytów, stalagmitów i stalagnatów. Dopiero po znacznym zbliżeniu się, w wyciosanych figurach dało się dostrzec niewielkie sylwetki goblinów oraz znacznie większe należące do olbrzymów, z równie wielkimi maczugami, które najwyraźniej podtrzymywały sklepienie. Zastanawiające były jedynie postaci wymiarami proporcjonalnymi dla człowieka. Stało ich zaledwie kilka, w jednej zwartej grupie, a uformowanymi rękoma wskazywały na przejście pod nogami jednego z kamiennych olbrzymów i czymkolwiek owo miejsce było, z całą pewnością nosiło znamiona walki, być może prawdziwej. Nie potrafili stwierdzić, czy cokolwiek tutaj mogło zdarzyć się naprawdę. Ba, nie mieli na to czasu.
Podłoże zatrzęsło się gwałtownie; z sufitu posypały wielkie skały, uderzając w podłogę, niszcząc kolejne figury, odcinając drogę powrotną, zmuszając do pośpiesznego przebiegnięcia pod wyciosanymi nogami olbrzyma. Bieg wymagał sporego, fizycznego wysiłku. Nie mieli możliwości skorzystania z zaklęć, wymijając kolejne posągi walące się tuż za nimi. Na drugą stronę komnaty dotarli prawie w komplecie, lecz to właśnie wtedy Claude potknął się i nieomal wpadł w przepaść. Przed śmiercią uratował go Cillian, z pomocą Alpharda wciągając na względnie stabilny grunt, będący zaledwie skalnym występem. Za nimi kształtowała się niezmierzona otchłań przez którą nie przebijało się żadne światło. Miniona wcześniej rzeka magmy musiała płynąć w innym kierunku, pozostawiając ich w ciemności; chłodnej i dziwnie wilgotnej. Przed nimi natomiast stał kamienny portal prowadzący do kolejnego korytarza, równie ciemny i mroczny, absolutnie przepełniony mocą, która wskazywałaby na to, że szli w dobrym kierunku, choć przez cały ten czas nie robili niczego innego poza schodzeniem coraz to niżej. Dokładnie wyrzeźbiony łuk zdobił szereg run, które tylko Macnair był w stanie odczytać, lecz nie zdążył poznać pełnego znaczenia inskrypcji. Symbole zalśniły gwałtownie, a koniec korytarza za przejściem zwieńczyło światło, które stawało się coraz większe i coraz silniejsze zdecydowanie za szybko, by mogli zareagować. Oślepiający blask stowarzyszony był z równie potężną falą magii, odbierając im zmysły, myśli oraz jakąkolwiek szansę na podjęcie obrony. Otumaniająca jasność była ostatnią rzeczą nim zapadła ciemność.

Alphard • Claude • Deirdre
Potężny wir magii targał czarodziejami i czarownicą, uniemożliwiając im zrobienie czegokolwiek. W tym, co wyczyniał, przypominał teleportację połączoną z przenosinami za pomocą świstoklika, o czym świadczyło stałe przyciąganie w okolicach pępka. Choć nic nie byli w stanie nic dostrzec, to koniec tego splotu wydarzeń potrafili wyczuć. Podeszwami butów tąpnęli w podłoże, lekko się nim zapadając. Alphard i Claude pod wpływem gwałtownego starcia z rzeczywistością upadli na kolana, nie mogąc wytrzymać siły nacisku. Wspierając się dłońmi, czuli na skórze drobiny piasku przesypującego się przez palce Jedynie Deirdre, wyjątkowo gibka była w stanie utrzymać się na własnych nogach i jako pierwsza mogła podziwiać to, co wokół nich się działo.
Niezmierzone ilości piasku, błota i drobnych kamieni poruszały się niczym żywa masa, ulegając nieznanej, niedostrzegalnej sile. Masę tę zdobiły fioletowo-różowe żyłki. Pulsowały, jakby faktycznie pompowały w sobie jakąś substancję. Najbliższe niej reagowały na oddech Śmierciożerczyni i z wolna zbliżały się do niej oraz do obu czarodziejów. Pełzły leniwie, ciągnąc za sobą piasek i kamienie, zmuszając ich, aby stanęli w kręgu, plecami do siebie; za sobą formowały coraz wyższą ścianę, osłaniając to, co znajdowało się za nimi. Żyłki wreszcie sięgnęły drobin znajdujących się na ich butach, delikatnie, niemal czule, zetknęły z materiałem, po czym szybko wycofały i razem z sypkim materiałem zaczęły formować ku górze niczym garncarz pracujący nad gliną. Niewidzialne ręce powoli kształtowały sylwetki – ludzkie. Z każdą sekundą przyjmowały coraz bardziej konkretny kształt osoby. Nim proces dobiegł końca, a zdawał się trwać wieczność, wokół nich jawiły się, jak żywe, postaci Tristana, Melisande, pozostałych Śmierciożerców i Rycerzy. Dziesiątki postaci powstawały w kolejnych rzędach, przybierając formę przyjaciół, bliższych i dalszych krewnych, znajomych czy wrogów. Zdawało się ich być niemożebnie wiele; zliczenie, rozpoznanie każdej z osobna było niemożliwe. Każda postać, choć różniła się, przyjmowała ten sam wyraz. Oczy lśniły przejmującym, fioletowym blaskiem, a każdy skrawek piaskowo-kamiennego ciała zdobiły takie same żyłki. Miny układały się w przekrój emocji od nienawiści po miłość. Zmieniały, wzbudzając w Alphardzie, Claudzie oraz Deirdre emocje, których trzymanie na wodzy stało się nagle wyjątkowo trudne.
Pragnienia wzbudziły się w nich, przywołując wyjątkowo silne emocje, pobudzając żyłki do znacznie silniejszego pulsowania, teraz już złowieszczego, zwiastującego nadciągające niebezpieczeństwo. Wtem usta postaci rozwarły się i dziesiątkami różnych głosów, słyszalnych tylko dla każdego z osobna poczęły wypowiadać swe uczucia: Nie kocham cię. Nie zasługujesz na mnie. Jesteś niepotrzebny. Głosy mówiły powoli, niemal boleśnie akcentując każdą emocję, chcąc wyrwać z otoczonej trójki, zniszczyć ich maski obojętności. Zdawały się karmić tym, co odczuwali, a wraz z tym głośniej i donośniej powtarzając wszystkie te słowa, które miały moc ranienia dużo bardziej destrukcyjną niż najpotężniejsze zaklęcia. Wtedy też masa ruszyła na nich, wyciągając ku nim ręce, prąc tłumem, który zaraz miał ich pochłonąć żywcem.

Cillian • Drew • Mathieu
Zderzenie z rzeczywistością okazało się być wyjątkowo bolesne dla dwójki Macnairów oraz lorda Rosiera, jednakowo zwalając czarodziejów z nóg, obijając ręce, nogi oraz plecy. Czymkolwiek było jasne światło oraz następująca po nim bezkresna ciemność, przywiodła ich w miejsce całkowicie obce, a jednocześnie przypominające jedno z tych, które minęli na swej drodze w głąb ziemi. Trzej czarodzieje znajdowali się na końcu pomostu, wyjątkowo zadbanego i czystego jak na to, z czym spotkali się wcześniej. Koniec ścieżki wieńczył kolejny portal, którego ściany formowały doskonale widoczny okrąg. Cokolwiek znajdowało się dalej, było na tyle dobrze przygotowane, iż sprawiało wrażenie, że poszukiwany przez nich jeden z kamieni mógł być na wyciągnięcie ręki. Wpierw jednak musieli dotrzeć do środka.
Obie strony portalu zdobiły płaskorzeźby, w których Cillian oraz Mathieu byli w stanie zinterpretować zwierzęce kształty. Obaj posiadali wiedzę dostatecznie rozległą, by wspólnie ustalić, jakie naziemne istoty reprezentowały. Nie potrafili niestety rozpoznać trzeciego wizerunku, znajdującego się na górze. Choć ktoś włożył wyjątkowo dużo czasu i umiejętności w stworzenie rzeźb, czas oraz potencjalnie inne wydarzenia nadwyrężyły kamień. Ten, który pozostawał nienaruszony należał wyłącznie do samego portalu, przez który płynęła fala spokojnej wody; wyjątkowo jasnej, jakby oświetlało ją dodatkowe światło, czystej, lecz niepozwalającej ujrzeć tego, co znajdowało się za nią. Kamiennej konstrukcji nie zdobiły żadne wskazówki i nawet doświadczony Drew nie mógł mieć pewności, czy wodna kurtyna była klątwą czy pułapką. A może stanowiła zwykłą podpuchę i test odwagi? Nawet, gdy znajdowali się w bezpiecznej odległości od niej, odczuwali przejmującej zimno, wzbudzające niespokojny dreszcz, wywołujące gęsią skórkę bez względu na to, jak ciepłe ubrania mieli na sobie.
Nagle w wodnej ścianie pojawiło się zaburzenie; najpierw jedno, później drugiej, na końcu trzecie. Wpierw falowały spokojnie, pozostając ledwie widocznymi dla spostrzegawczych. Po dłuższej chwili zaczęły przyjmować nieco ciemniejsze odcienie niebieskiego, kształtem przypominające maleńki żyłki, które z wolna zbiegały się ku centralnemu punktowi po środku oraz krawędziom portalu. Formowały kształt, niby runę, niby symbol znany wytrawnym historykom, który Macnair rozpoznał w postaci trzech znaczeń: czas, zagrożenie, koniec. Osobno zdawały się znaczyć wszystko, lecz i razem nie miały większego sensu. Ukształtowane znaki mogły dotyczyć każdej myśli, o której pomyślałby, jednak nie mieli zbyt wiele czasu. Kurtyna zaczęła falować coraz mocniej, jednoznacznie zwiastując nieznane mężczyznom niebezpieczeństwo. Czas na podjęcie decyzji mijał bezpowrotnie, jeśli nie chcieli utknąć w tym miejscu, lecz wykonać zadanie powierzone przez Czarnego Pana.

Mistrz Gry wita serdecznie! Rozgrywkę dla waszej grupy prowadzi Zachary.
Czas na odpis wynosi zawsze 48h, chyba że zostanie zapisane inaczej.
W tej turze nie rzucacie dodatkową kością kamienie.
W tym poście możecie jeszcze poprawić swoje ekwipunki, jeśli nie są one zgodne z nową mechaniką (albo możecie dobrać coś więcej): postać może posiadać przy sobie 4 przedmioty (eliksiry, przedmioty ze sklepiku) + max 2 kryształy, nakładka na pas i torba wyznaczają łączną liczbę przedmiotów, które można ze sobą zabrać. W limit tych przedmiotów nie wlicza się biżuteria dopisana na stałe do statystyk, ubranie ani różdżka.

Ekwipunek i Żywotność:
 


Powrót do góry Go down
Claude Cunningham
Claude Cunningham

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8368-budowa#243098 https://www.morsmordre.net/t8512-do-rak-wlasnych#248065 https://www.morsmordre.net/t8510-i-m-on-duty-sir#248046 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8595-claude-cunningham#252888
Zawód : lokaj
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 25
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Korytarz zachodni Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz zachodni   Korytarz zachodni I_icon_minitime24.09.20 20:33

Ciemność przerzedziła ich szeregi. Momentalnie, bez ostrzeżenia. Claude poczuł się nieswojo z dziwną prezencją mocy opierającą się o jego sylwetkę. Gdy wrażenie to umknęło rozejrzał się gwałtownie dookoła, jak gdyby chciał je pochwycić - bezskutecznie. Tym też była próba odnalezienia spojrzeniem ubyłych czarodziei. Z niepokojem zaczął przemieszczać się mimo wszystko wraz z pozostałymi mu towarzyszami. Nie pozostało im nic innego. Nie miało to być jednak proste.
Czuł w uszach łomoczące w piersi serce. Dopiero co zaczęli swoją przeprawę, a on już otarł się o się o śmierć. Starał się nie pozwalać poddenerwowaniu iskrzyć przy każdym ruchu, lecz to było wyjątkowo trudne, kiedy to zmuszeni byli nieustannie ocierać się o niebezpieczeństwo. Klaustrofobiczne, ciasne korytarze zmuszały do przemieszczania się gęsiego, grząski grunt wymuszał rozważne stawianie kroków, żarliwa łuna lawy zachęcała do bliższego obcowania z przeciwległą do niej ścianą. Żarzące się runiczne inskrypcje nie przemawiały do niego w żaden sposób, a jednak to ich trop zdawał się ich prowadzić na dziwnie stabilny w tym wszystkim plac pełen specyficznych figur. Oślepiający blask znad krawędzi oślepił i powalił go na kolana - dosłownie.
Oszołomiony, zdezorientowany podniósł się z nich zdając sobie sprawę, że grupa w której się znajdował po raz kolejny uległa zawężeniu. Sypkie drobinki piasku(?) wirowały w powietrzu poddając się na jego oczach mrocznemu kształtowaniu się w sylwetki - mniej lub bardziej mu znane, kochane, jak i nienawidzone. Rozpoznawał wśród nich najbliższą rodzinę, Rosierów którym podlegał, wąskie grono przyjaciół z Wren na czele które szeptliwym spokojem zatapiali w jego duszy sztylety zdrady, wątpliwości, burzliwych emocji. Nie miał w zwyczaju dusić swych emocji więc te rezonowały w jego ciele i twarzy wykrzywiając ją w wątpliwość, niedowierzanie. Zacisnął dłoń na różdżce czując paranormalność całego zjawiska, tego, że nie było, nie mogło być prawdą. Chcąc obronić się przed przeżerającą myśli rozpaczał sięgną po myśli, które zdawały się być w naturalnej opozycji. Sięgnął po wspomnienie szczere, szczęśliwe, silne. Poruszył różdżką chcąc przywołać patronusa, by ten zatoczył się wokół. Zdawało się to być intuicyjne, naturalne dlań rozwiązanie jako biegłego właśnie w tej dziedzinie - Expecto Patronum


Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Korytarz zachodni Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Korytarz zachodni Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz zachodni   Korytarz zachodni I_icon_minitime24.09.20 20:33

The member 'Claude Cunningham' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 19


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
One more time for my taste

I'll lick your wounds
I'll lay you down
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues

Korytarz zachodni Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz zachodni   Korytarz zachodni I_icon_minitime25.09.20 11:52

Gdy tylko przekroczyli próg nieznanego, zatopili się w mroku. W bezkresnej czerni, wibrującej tak potężną i nieodkrytą siłą, że Deirdre poczuła drżenie aż w kręgosłupie. Pochłaniała ich podła moc, czuła to każdym zmysłem, wyostrzonym, gotowym na najgorsze. Wkrótce, nim zdążyłaby w jakikolwiek sposób zareagować, otaczający ich ściśle gęsty mrok rozdzielił ich na dobre z resztą towarzyszy. Czy przeżyli? Gdzie się znajdowali? Czego właściwie byli świadkiem? Na usta Mericourt cisnęło się tysiąc pytań, ale ich zadawanie było więcej niż bezsensowne: nikt nie znał na nie odpowiedzi. Mogli tylko iść przed siebie, dalej, by wykonać powierzone im zadanie. Krocząc w dół jaskiń rozpostartych pod Bankiem Gringotta – a może znajdowali się już daleko poza granicami Londynu? – Deirdre nie czuła lęku, a raczej nie pozwalała sobie na jego istnienie, skupiona wyłącznie na celu. I na każdym kolejnym kroku. Przez wąskie korytarze, pomiędzy filarami, przez brud, kamienie i nierówności, lśniące łuną lawy, opadającej kaskadami wprost w nieprzeniknioną czeluść. Pierwszy raz była świadkiem tak niesamowitej siły ziemi, lecz nie zatrzymała się, by podziwiać spektakl. Szła dalej, uparcie, razem z grupą towarzyszy, mijając kolejne cuda podziemnego świata, świadczące o tym, że pod uporządkowaną powierzchnią czaiło się coś więcej. Zło zaklęte w figurach, miejsca walki, może składania ofiar, wibrujące kolejną, na wskroś złą, energią. Dosłownie i w przenośni, komnata, przez którą przechodzili, zaczęła się rozpadać. Donośny trzask i głuche grzmoty niszczonych posągów dzwoniły w uszach Deirdre jeszcze po tym, gdy uciekli przez kamienny portal. Tam musiała na moment się zatrzymać, zbierając oddech i powstrzymując się od udzielenia niektórym reprymendy. Powinni patrzeć pod nogi; groźne zachwianie Claude’a nie umknęło jej wadze, ale nie skomentowała go. Szli w dobrym kierunku, chyba każdy zdawał sobie z tego sprawę, powietrze stawało się gorętsze, gęstsze od wirujących w nim drobin magii. Spojrzała pytająco na stojącego nieopodal Drew, stanęli przed kolejnym przejściem i…I coś było nie tak, bardziej niż wcześniej. Sekundę później oślepił ją blask, a po nim ponownie wchłonęła ciemność. Tym razem nieco bardziej znajoma, przypominająca podróż świstoklikiem – znacznie mniej przyjemna.
Kończąca się równie nagle i zaskakująco. Deirdre ustała na nogach, odruchowo wyciągając przed siebie różdżkę, czujna, gotowa do walki pomimo skołowania. Kątem oka dostrzegła, że ich grupa znów została poszatkowana; na ziemi obok niej klęczał tylko Alphard i Claude, ale to nie oni – i irytujący brak Drew, który mógłby zdradzić, co głosiły runy wokół tego przeklętego portalu – przyciągali całą uwagę czarownicy. Wokół nich kłębiło cię coś obrzydliwego, prymitywnego.
- Czy to żyje? – spytała zadziwiająco opanowanym tonem, mając nadzieję, że może Claude lub oczytany Black kiedykolwiek zetknęli się z tą..siłą? Stworzeniem? Jeśli żyła, mogli ją zabić. Deirdre z wstrętem strąciła z nogi dziwne bure żyłki, a potem, z mieszaniną odrazy i fascynacji śledziła formujące się postaci. Znajome. Bliskie. Przerażające. W tle mignęła twarz Cassandry, sylwetka Wren, pochmurna twarz ojca, dumne spojrzenie dawnego narzeczonego, wykrzywione bólem usta ofiar, szyderczo uśmiechnięte podobizny szlamu i terrorystów, lecz wzrok Deirdre przykuwała pulsująca pogardą postać Tristana. Zdeformowanego fioletowymi żyłami, spoglądającego na nią z lodowatą obojętnością i obrzydzeniem; nie kochał jej, nie chciał jej, brzydził się nią, znudziła mu się, zawiodła, była już nieistotna. Bolało, każde słowo – myśl? – wślizgiwała się pod jej skórę setką maleńkich ostrzy, Mericourt pobladła, ale ciągle mocno trzymała różdżkę. Która nie drgnęła nawet o cal, gdy potworna masa ruszyła na nich z całą dziwaczną furią.
- Protego maxima – wypowiedziała bez zawahania, chcąc wyczarować przed sobą i stojącym najbliżej czarodziejem tarczę, która mogłaby ich ochronić przed tym czymś, rzucającym się na nich z niepohamowaną agresją.

| nie wiem, obok kogo stoję bliżej, więc jeśli się uda, chronię siebie + Alpharda/Claude’a





there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Korytarz zachodni Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Korytarz zachodni Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz zachodni   Korytarz zachodni I_icon_minitime25.09.20 11:52

The member 'Deirdre Mericourt' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 71


Powrót do góry Go down
Mathieu Rosier
Mathieu Rosier

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Zawód : Igram ze smokami
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 24
UROKI : 5
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.

Korytarz zachodni Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz zachodni   Korytarz zachodni I_icon_minitime25.09.20 18:30

Przyszło im kroczyć nieznaną, niebezpieczną drogą, która miała zaprowadzić do chwały Czarnego Pana. Powierzył im zadanie niebywale trudne, skomplikowane i wymagające poświęcenia, nawet jeśli przyjdzie im zapłacić za to najwyższą cenę. Zabezpieczenia i klątwy ciążące na bramie zostały zdjęte, wędrówka w głąb podziemi Gringotta właśnie miała swój początek. Nie mogli wiedzieć co ich czeka, z czym przyjdzie im się zmierzyć i jakie bariery będą musieli przełamać. Przejście stało otworem i już po chwili rozległ się dźwięk pierwszych kroków. Mathieu podążył za resztą, choć nie wiedział jaki spotka go tam los. Dziwne uczucie dotknęło jego organizmu, przeniknęło go do cna i pozostawiło po sobie dziwne, nieodparte wrażenie. Zanim zdążył się obejrzeć została ich szóstka. Wśród kompanów nie widział swojego kuzyna, ani innych znanych mu twarzy. Obecność Deirdre oraz Drew była przyjemną nutą świadomości. Zaufane osoby parające się magią w sposób bardzo dobry zawsze były otuchą dla duszy. Korytarze prowadziły ich coraz niżej, temperatura spadała, a odzienie coraz ciaśniej przylegało do ciała. Otulił się materiałem szczelniej, nie zamierzał zamarznąć na tej nieznanej ziemi. Przewidział to, wszak Locus Nihil miało znajdywać się podziemiach Gringotta, a te sięgały niewiadomo jak głęboko. Ciekawe jak wiele osób wiedziało o tym miejscu. Nie wiedział jak długo szli i kiedy dotrą do czegokolwiek innego niż ciasne korytarze, każdy był początkiem kolejnego i tak w kółko. Nie działo się nic dziwnego, zaskakującego i to zdawało się niepokojące. Wodospad gorącej magmy i zamykająca się za nimi droga... teraz nie było już odwrotu.
Zwaliło ich z nóg, dosłownie. Bolesny upadek, ale szybko wrócił na nogi. Nie przyszedł tu wylegiwać się na chłodnej, kamiennej i zapewne zawilgoconej posadzce. Nadal było tu cicho, słychać było ich oddechy i dźwięki wydawane poruszaniem się. Spojrzenie padło najpierw na pomost, który mógł być pułapką, zbyt prostym byłoby dostanie się do miejsca docelowego. Pomost nad czymś musiał się znajdować, więc Rosier próbował zgadnąć co im grozi, jeśli tak po prostu ruszą i przyjdzie im spaść na dół. Oczywiście na końcu przyjrzał się samemu portalowi, który był niezwykły i okazały. Dwie płaskorzeźby przekuły jego uwagę, najwyraźniej Cilliana również... obaj znali się na rzeczy. Zwierzęta były... zwykłe. O ile wzrok go nie mylił były to zwyczajnie dwie sylwetki zwierząt roślinożernych. Szkoda, że nie był w stanie rozpoznać tej trzeciej. A może dokładnie o to chodziło i nie miał jej rozpoznać, żaden z nich.
Nagle coś się zmieniło. Spojrzenie Mathieu skupiło się na falującej wodzie i dziwnym niepokoju, który zaczął w nim narastać. Przeszywający chłód. Kurtyna falowała coraz mocniej, nie mogli czekać na specjalne zaproszenie. Zanim jednak postąpił dalej, musiał spróbować choć odrobinę poprawić swoje szanse. - Mico - wypowiedział wyraźnie, akcentując w odpowiedni sposób. Zaklęcie mogło wydawać się wyjątkowo pomocne, oby jedynie zadziałało. Spojrzał na swoich towarzyszy. - Ruszamy? - spytał, wypuszczając parę z ust. Kiedy byli gotowi i zdecydowali się iść dalej ruszył wraz z pozostałymi.




Mathieu Rosier

Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Korytarz zachodni Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Korytarz zachodni Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz zachodni   Korytarz zachodni I_icon_minitime25.09.20 18:30

The member 'Mathieu Rosier' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 60


Powrót do góry Go down
Cillian Macnair
Cillian Macnair

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, behawiorysta, szmugler
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Korytarz zachodni Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz zachodni   Korytarz zachodni I_icon_minitime25.09.20 19:06

Otwarte złote wrota były wystarczającym zaproszeniem, aby przekroczyć próg i zobaczyć co dokładnie znajdowało się za nimi, a czego nie można było dostrzec z zewnątrz. Dlatego nie wahał się, pokonując kolejne metry na pozór pewnie, mimo świadomości, że spodziewać może się wszystkiego. Nie był pesymistom, jednak fakt wszystkich pułapek, jakie zostały rozbrojone na wejściu oraz tego, jak brzmiała legenda, nie napawał przesadnym optymizmem. Dotarcie do kamieni będzie ciężkie i nie miał względem tego żadnych wątpliwości, jak również, że stanie się to pewnym sprawdzianem wszelakich umiejętności, jakie posiadał każdy. Sam zamierzał temu podołać, wiedząc, że porażka nie wchodzi w grę. Czarodzieja pokroju Czarnego Pana nie zawodziło się i wiedział to już, dedukując z przeczucia oraz powagi, z jaką wszyscy podchodzili do powierzonego zadania. Nagłe zmniejszenie grupy do sześciu osób pozostawił bez komentarza, przemieszczając się nadal korytarzami z pozostałymi czarodziejami, jakby nie zauważył zmiany. Nie zastanawiał się co z tymi, których brakowało, nie pozwalając sobie na rozproszenie, gdy ciągnące się nadal korytarze mogły skrywać więcej podobnych niespodzianek. Zaciskając nerwowo palce na judaszowcu, nie przestawał być ostrożny, starając się mieć w zasięgu wzroku wszystko, co mogło stwarzać zagrożenie. Wodospad magmy był jedną z wielu takich rzeczy, które przyciągnęły na moment jego spojrzenie, dając również podpowiedź, że najpewniej zeszli już dość głęboko. Korytarz schodzący ciągle w dół nie dawał realnego poczucia, ile już przeszli, ale rzeki magmy to co innego. Kiedy dotarli na plac z rzeźbami, nie zdążył na długo zawiesić na nich spojrzenia, ruszając biegiem w kierunku bezpiecznego miejsca, równie zdradliwego jak wszystko, co spotykali po drodze. Ledwo zwrócił uwagę na towarzysza, którego złapał nim ten spadł, działając zbyt odruchowo, aby skupić się na tym chociaż chwilę. Uspokajając nieco przyspieszony oddech, uniósł spojrzenie na runy zdobiące kamienny portal, lecz brak wiedzy z tego zakresu, sprawiał, że pozostawały jedynie niezrozumiałymi symbolami, które znikły, gdy oślepiające światło oraz późniejsza ciemność pochłonęła go, nie bacząc na nic.
Skrzywił się lekko w reakcji na zderzenie z twardym podłożem, które nastąpiło niespodziewanie. Zmysły znów działały, odbierając wszelakie bodźce. Dźwignął się na nogi, nie zważając na ból będący konsekwencją upadku. Spojrzał na ponownie uszczuplone grono; Drew i Rosier, nie było najgorzej.
- Cali? – mruknął lakonicznie, wędrując już wzrokiem po otoczeniu. Portal znajdujący się na końcu pomostu budził nieufność zwłaszcza po tym, co chwilę wcześniej stało się po zbliżeniu do poprzedniego. Nie wyglądało jednak, jakby istniało inne wyjście stąd i wypadało zaryzykować.
Nim zdecydował się ruszyć z miejsca, przyjrzał się płaskorzeźbom, na których uwieczniono zwierzęta. Nie prezentowały drapieżników, a roślinożerców i był tego całkowicie pewny. Paradoksalnie nie odejmowało to pewnej grozy, otoczeniu, pobudzonej emocjami. Trzeci wizerunek pozostał tajemnicą, której nie był wstanie rozwikłać ani On ani Mathieu.
Widząc, że coś dzieje się z portalem, domyślał się, że kończył im się czas na zastanowienie. Chłód bijący od przejścia, nieznośnie przechodził przez materiał płaszcza, potęgując obawę przed tym, co czeka po drugiej stronie. Nie mieli wyboru, musieli iść. Zamykając palce na różdżce, postanowił również wypowiedzieć inkantację, która padła ze strony Rosiera.
- Mico.- poprawnie rzucone, mogło okazać się zbawienne i dać przewagę, obojętnie co miało wydarzyć się zaraz. Spojrzał na kuzyna i Mathieu, nie odpowiadając na pytanie tego drugiego, a jedynie podążając wraz z nimi, ku przejściu.




W głębokich dolinach zbiera się cień
Ma barwę nocy lecz pachnie jak krew

Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Korytarz zachodni Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Korytarz zachodni Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz zachodni   Korytarz zachodni I_icon_minitime25.09.20 19:06

The member 'Cillian Macnair' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 11


Powrót do góry Go down
Alphard Black
Alphard Black

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Jużem tak głęboko w krwi zagrzązł, że wstecz iść niepodobieństwo
OPCM : 27
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Korytarz zachodni Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz zachodni   Korytarz zachodni I_icon_minitime25.09.20 20:30

Poczuł ogromny zryw mrocznej magii, ale nie był w stanie pojąć tej potęgi, mógł jedynie poddać się tajemniczej sile, która wypełniła otoczenie i jego samego. Całe ciało ogarnęło coś na wzór fali, pod powiekami zapanowała całkowita ciemność. Gdy ponownie otworzył oczy, odniósł wrażenie, że miejsce wcale się nie zmieniło, brakowało za to większości osób, z którymi ruszył na początku drogi w nieznane. Zostali rozdzieleni, być może rozrzuceni przez moc po różnych korytarzach. Black spojrzał po twarzach pozostałych, próbując zachować trzeźwy osąd, wątpliwości pozostawiając dla siebie, aby nie wprowadzać nerwowej atmosfery. Ruszył do przodu z przekonaniem, że tak trzeba postąpić, pozostanie w miejscu nie zmieni ich sytuacji, zaś próba wycofania się okryłaby ich wstydem. Oświetlał sobie drogę jarzącym się jasnym światłem krańcem różdżki, choć to nie pomagało aż tak bardzo, gęsty mrok wciąż ograniczał mu pole widzenia. Kroczyli ostrożnie, musząc walczyć także z chłodem. Czy schodzili coraz głębiej? Ile metrów dzieliło ich od powierzchni?
Chłód stopniowo malał, a po jakimś czasie Black odczuł ciepło i duchotę, kiedy zbliżali się do jasnego prześwitu, gdzie mogli dostrzec lawę. Grunt nie był do końca stabilny, musieli poruszać się ostrożnie. Otaczały ich kamienne rzeźby przedstawiające olbrzymy i gobliny, były tez ludzkie sylwetki. Alphard skory były analizować co tu się właściwie wydarzyło, ale nie było na to czasu. Ziemia pod nimi zatrzęsła się, wówczas jeden fałszywy krok mógł kosztować życie. Trzymali się w wystarczająco zwartej grupie, aby się wspierać. Black pochwycił lokaja za drugie ramię zaraz po interwencji Cilliana i pociągnął mocno znad krawędzi przepaści, potem całe zdarzenie zbywając milczeniem, ponieważ wciąż nie dotarli do wskazanego im celu. Szlachcic bez słowa skargi zmierzał dalej, trafiając na kolejne niecodzienne zjawisko. Łuk, w którym zamknięty był portal, pozostawał jedyną drogą, jaką mogli obrać, jeśli chcieli podążać na przód. Nim podjęli jakąkolwiek decyzję, wpierw otoczyła ich jasność, a potem zapadła ciemność.
Silny wir wciągnął ich gdzie indziej, wówczas Black upadł na kolana, a gdy zaparł się dłońmi o miękkie podłoże, było mu dane poznać, że jest ono piaszczyste. Spróbował rozejrzeć się dookoła, lecz zauważył rosnącą coraz wyżej barierę, która pulsowała fioletowymi żyłkami. - Rośnie, jakby czymś się karmiło - podzielił się swoim spostrzeżeniem. Może ich strachem albo po prostu magią? Coś dziwnego zaczęło się formować, nabierać kształtów, powstawały kolejne ludzkie sylwetki, ale to te stojące najbliżej budziły największy niepokój. Gdy jednak zaczęły spoglądać ostrzej i wypowiadać nienawistne słowa, atmosfera zaczęła gęstnieć w zastraszającym tempie. W Alphardzie buzowała wściekłość i gorycz, gdy oszpecona pulsującymi żyłkami postać Melisande uparcie mu powtarzała, że nie jest jej wart i nigdy jej nie zdobędzie. Nie potrafił zachować spokoju, choć starał się pamiętać, iż nie ma do czynienia z prawdziwą osobą. Choć chciał odkrzyknąć, zaprzeczyć jej słowom i udowodnić swoje racje, musiał działać rozsądnie. Surowe spojrzenie ojca, grymasy na twarzach matki, siostry i braci, musiał to przezwyciężyć. Zaraz poruszył różdżką, wykonując tuz przed sobą pionowy ruch. – Protego! – wypowiedział inkantację, przeczuwając, że przed sięgającymi ku niemu łapskami musi się bronić, to było instynktowne.





Dojrzałem,
moje ciało jest czułą kołyską
dla mocy,
w których płaczu
zawiera się wszystko,
leżą w pięknym posłaniu
i miłość i głód
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Korytarz zachodni Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Korytarz zachodni Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz zachodni   Korytarz zachodni I_icon_minitime25.09.20 20:30

The member 'Alphard Black' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 70


Powrót do góry Go down
Drew Macnair
Drew Macnair

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

Korytarz zachodni Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz zachodni   Korytarz zachodni I_icon_minitime25.09.20 20:45

Przekroczenie progu wrót, a zaraz bezkresnej ciemności wzbudziło w nim nie tylko adrenalinę, ale i nietypowe przeczucie, iż właśnie miało miejsce coś, czego nikt wcześniej nie mógł przewidzieć. Czarnomagiczna moc, która nie była mu obca, zdawała się pulsować, wołać o kolejne ofiary oplatając swe macki o jego ciało – wpierw nogi, później ręce i finalnie głowę. Nie czuł niczego podobnego nigdy wcześniej, nie dało się tego do niczego przyrównać, bowiem zwykle obnażała ona swą potęgę dźwiękami odbijającymi się echem w umyśle tudzież mieszaniem w nim na skutek błędnie skoncentrowanej magii. Czy tak miało być? Czy wszystko szło zgodnie z planem? Nie mógł tego wiedzieć, choć wyjątkowo mocno pragnął odpowiedzi.
Momentalnie ocknął się z chwilowego oderwania od rzeczywistości, a jego oczom nie ukazała się już cała grupa śmiałków, a zaledwie ich garstka. Wpierw spojrzał na Deirdre i posłał jej dość wymowne spojrzenie, po czym skupił się na kuzynie. Gdzieś z tyłu głowy cieszył się, że miał go na oku; nie wątpił w jego umiejętności, jednakże nie chciałby, aby po pierwszej misji musiał oglądać jego truchło.
Pokonywanie kolejnych korytarzy przychodziło mu z niemałym trudem. Mrok, liczne zakręty i przeszkody zmuszały go do znacznie wolniejszych ruchów niżeli zazwyczaj. Pamiętał swą pierwszą poważną misję w szeregach Rycerzy Walpurgii i bez większych złudzeń mógł stwierdzić, iż początek zapowiadał się o wiele bardziej skomplikowanie – wcześniej chociaż mogli mieć plan, mieli okazje się przygotować.
Łuk złożony z run skupił jego uwagę, jednakże nie miał okazji przyjrzeć mu się dłużej i odczytać znaczenia, gdyż momentalny błysk światła otumanił jego zmysły ponownie… odcinając od rzeczywistości.
-Kurwa mać!- warknął doniośle, czego nie miał w zwyczaju, po czym wygiął rękę starając się rozmasować obolałe plecy. Czy to jakieś żarty? Nie miał nawet chwili na reakcję, na przemyślenia, bowiem co rusz wpakowali się w jeszcze większe łajno. Chłód nie odpuszczał, wiedział że byli coraz niżej i wcale nie budziło to większego optymizmu. -Ta- odparł na znajomy głos i dźwignął się na nogi wyraźnie poirytowany.
Otoczenie, po którym miał w końcu okazję się rozejrzeć, znacznie odbiegało od wcześniejszych obrazów. Było znacznie bardziej zadbane, jakoby ktoś włożył w nie sporo pracy, a także niemałego kunsztu. Czy oni dalej byli w Banku Gringotta? Mógł nad tym się jedynie zastanawiać, odpowiedzi i tak by nie uzyskał.
Następnie jego uwagę przykuła płaskorzeźba, falująca przestrzeń mogąca być dosłownie wszystkim – pułapką, próbą lub klątwą – a on nie miał zielonego pojęcia odnośnie czyhającego niebezpieczeństwa. Nie dostrzegł żadnych ostrzegawczych run i starożytnych symboli. Byli w kropce. Kształtujący się obraz symbolizujący właściwie wszystko, a zarazem nic nie ułatwił sprawy, gdyż pozostało mu zgadywać, a to było ostatnim czego wówczas im było potrzeba. -Czas, zagrożenie, koniec- zaśmiał się pod nosem na własną niemoc, po czym nim zdążył powiedzieć coś więcej zobaczył jak jego towarzysze lecą wprost w otchłań. Nawet gdyby chciał zareagować było już za późno. -Bąblogłowa- wypowiedział zaciskając w dłoni wężowe drewno i ruszył za kompanami wprost w nieznane.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Korytarz zachodni Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Korytarz zachodni Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz zachodni   Korytarz zachodni I_icon_minitime25.09.20 20:45

The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 88


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Korytarz zachodni Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Korytarz zachodni Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz zachodni   Korytarz zachodni I_icon_minitime26.09.20 23:13

Alphard • Claude • Deirdre
Dziesiątki głosów wyrażających wszelkie negatywne emocje wobec trójki ścierającej się z atakiem piaskowych stworów nie zamilkły ani na moment po przepuszczeniu zmasowanego ataku, wręcz nasiliły się, jakby wyczuły potężną walkę, którą każdy z nich toczył sam ze sobą. Gniewne rysy twarzy były wyjątkowo blisko, kiedy podjęli instynktowne próby ochronienia się przed nieznanym źródłem agresji. Claude zdecydował się skorzystać z potężnej białej magii. Zaklęcie Patronusa, choć szczególnie skuteczne przeciwko dementorom, mogło także i tutaj zadziałać. Niestety nie miał szansy dowiedzieć się tego. Z jego różdżki wydobyła się ledwie biała smuga, która wnet rozpłynęła się w powietrzu gęstniejącym od targających nim emocji. Natłok wszystkiego był zbyt silny, aby sobie z nim poradził i już widział potężną dłoń utkaną z piasku oraz fioletowych żyłek zmierzającą w kierunku jego gardła, gdy właśnie wtedy tuż przed nim powstała bariera oddzielająca od targnięcia na jego życie. Wystarczyło mu spojrzeć w bok, aby dostrzegł Deirdre z wyciągniętą różdżką – to jej zawdzięczał ratunek. Tarcza postawiona przez Śmierciożerczynię okazała się też na tyle silna, iż piaskowe stwory zaczęły tracić kończyny, rozpadać się, w momencie natarcia na nią. Także Alphardowi udało się skutecznie obronić przed atakiem. Ręce, tak łudząco podobnego do jego ojca, zatrzymały się na niewidzialnej ścianie i przez krótką chwilę trwały w bezruchu, po czym odpuściły, akceptując porażkę.
Bezpieczeństwo, które sobie zapewnili udanymi zaklęciami, sprawiło, że piaskowe istoty przypominające bliskich zaczęły znikać. Powoli traciły swoje kształty, figury. Twarze stały się sypkie jak masa, z której zostały stworzone. Wraz z nimi sieć pulsujących żyłek zaczęła odsuwać się, choć piasek wokół nich nadal falował. Ponownie wzbił się w górę, lecz tym razem nie z zamiarem zaatakowania ich – w pewien dziwny sposób poczuli akceptację tego czegoś. Przestrzeń dookoła powoli przypominała miejsce. W górę wzbijały się zdobione kolumny, powstawały ściany z pustymi uchwytami na pochodnie, zbroje ustawione w rzędy. W niedużej odległości od nich powstały także sporych rozmiarów wrota, lekko uchylone. W szczelinie pojawiał się dokładnie ten sam fioletowy blask, który zdobił żyłki, i stanowił jedyne stałe źródło światła. Było ono dość słabe, blade, a prowadził do nich rząd wcześniej utkanych zbroi, w których Alphard widział coś znajomego. W pierwszej chwili przypomniały Hogwart, jednak różniły się od zamkowych dzieł. Te tutaj miały znacznie inne kształty, mniejsze wymiary, jakby zostały stworzone nie dla człowieka, a dla goblinów biorących udział w jednej ze słynnych rebelii.
Deirdre, po ustąpieniu ataku, doświadczyła jeszcze jednej rzeczy. Gdy fioletowe żyłki znikły, a przed nią pojawiła się blada poświata tej samej barwy, jej różdżka zadrżała. Biegłość czarownicy w czarnej magii pozwalała wyczuć delikatne pulsowanie, falowanie mocy, które przyciągało i mamiło jeszcze większą potęgą niż ta, którą znała. Jednocześnie była to jedyna droga, którą mogła poprowadzić grupę. Inna droga naprzód nie pojawiła się przed nimi.

Cillian • Drew • Mathieu
Wejście w kurtynę wody było ryzykownym posunięciem bez uprzedniego zbadania, czy nie ciążyły na nim żadne klątwy lub pułapki. Choć tafla pokryta żyłkami falowała wyjątkowo mocno, nie objawiła skrywanego zagrożenia ani przez chwilę. Zachowywała się zupełnie tak, jakby była najzwyklejszym strumieniem tworzącym wyjątkowo osobliwe drzwi. Nim je pokonali, wszyscy trzej podjęli skuteczne próby rzucenia zaklęć. Mathie doznał charakterystycznego uczucia prędkości i mógł dokonać więcej w krótkim czasie, podczas gdy Cillian, skorzystawszy z tej samej inkantacji, nie poczuł nic. Z kolei głowę Drew otoczyła wielka bańka wypełniona czystym powietrzem, dzięki któremu mógł swobodnie oddychać pod wodą. Przechodząc przez kurtynę, jeden za drugim, odczuwali dokładnie to samo. Woda była wyjątkowo zimna i – mimo krótkiego pobytu w niej – szybko wsiąkała w noszone ubrania, stykając się z rozgrzaną pod nimi skórą. Uczucie to, choć trwało ledwie sekundy, towarzyszyło im także później. Przemoczone szaty mogły szybko pogorszyć stan zdrowia i utrudnić wykonanie powierzonego zadania.
Bezpiecznie, przynajmniej na pierwszy rzut oka, przekroczyli wejście i znaleźli się w okrągłej komnacie, a pierwszym, co w nich uderzyło, było przerażające poczucie pustki, jakby dotarli do ślepego zaułka i cała ich wędrówka tak głęboko pod ziemię nie miała sensu. Nie mogli jednak zawrócić. Z chwilą postawienia pierwszych kroków w wyjątkowo jasnym pomieszczeniu, przejście za nimi zastygło. Woda przestała płynąć, lecz nie zamarzła, za to spływała z sufitu każdym fragmentem ściany prosto na płaskorzeźbę, na której stali. Przedstawiała ona trzy spirale, ozdobione runicznymi inskrypcjami i wypełnionymi wodą, zbiegające w równych pierścieniach ku środkowi, gdzie znajdował się otwór, przez który ciecz leniwie spadała jeszcze gdzieś niżej. Nie szumiała w żaden charakterystyczny sposób, także pod nimi nie wydawała żadnego dźwięku – cisza w tym miejscu niemal bolała. Nad nimi, również w centralnym punkcie sufitu, znajdowało się źródło wody. Spokojnie płynęło płaskimi powierzchniami, mimo tego, iż wszelkie prawa i doświadczenia przeczyły takiemu zachowaniu. Otwór u góry był w całości wypełniony wodą, którą mogła na nich w każdej chwili runąć. Prócz tego szczególnego aspektu, w komnacie nie było wiele. Poza ściennymi malowidłami, podzielonymi na sześć równych części, skrytymi za cienką warstewką płynu.
Drew, posiadający wyjątkową wiedzę o runach, jak i mający pewne oko, po raz pierwszy od momentu przekroczeniu głównych wrót, poznał wskazówki, które miały – go oraz jego współtowarzyszy – doprowadzić do Locus Nihil, a przynajmniej takie towarzyszyły mu myśli. To, co spostrzegł jako pierwsze, to trzy postaci czające się w każdym z wydzielonych malowideł, stojące na środkach trzech spirali identycznych jak ta, na której znajdowali się właśnie teraz. Pierwsza sekcja przedstawiała sylwetki klęczące, z dłońmi przytkniętymi do środków wzoru. Spomiędzy palców wypływały czerwone nitki; wędrowały całym systemem kanalików aż do otworu po środku. Także tutaj widniały runiczne inskrypcje, wspominające złożenie osłabiającej ofiary. Na drugiej postaci unosiły ręce w górę, a runy wokół nich mieniły się bladym światłem. Przy każdej z nich widniały inne zapisy, oznaczające kolejno: płomień, wiatr i ziemię. Jednocześnie stanowiły część dłuższego tekstu ostrzegającego o strażnikach strzegących losu oraz ich możliwości wykorzystania nadanego przymiotu natury. Trzecie malowidło przedstawiało trzy postaci oraz trzy obce istoty, które ich atakowały. Niestety Drew nie był w stanie ich poprawnie zidentyfikować, nie mając w tym zakresie odpowiedniej wiedzy. Czwarte przedstawiało postaci trzymające na wyciągniętych rękach runy symbolizujące wcześniej wspomniane żywioły. Na piątym sylwetki znajdowały się wokół otworu w podłodze, a symbole ognia, wiatru i ziemi były dziwnie rozmazane; były namalowane jednocześnie na dłoniach postaci jak i w czerni zdobionego otworu. Na ostatnim z przedstawień otwór zdawał się eksplodować, ujawniając kolejną postać dzierżącą w dłoniach granatową poświatę, podczas gdy postaci przelewały własną magię ku środkowi. Przy nich znajdowała się także wyjątkowo wyraźna inskrypcja: Jestem temu potrzebny i mogła oznaczać właściwie wszystko.
Cillian oraz Mathieu nie byli w stanie tak dokładnie przyjrzeć się temu, co znajdowało się na okrągłej ścianie. Tafla wody miejscami tworzyła zakrzywienia uniemożliwiające rozpoznanie części, które wydawały się ważne, istotne. Widzieli trzy sylwetki znajdujące się w przeróżnych sytuacjach, mających najwyraźniej jakiś głębszy sens, którego bez odpowiedniej wiedzy o runach nie potrafili pojąć. Obaj jednak z łatwością rozpoznali wizerunki magicznych stworzeń: trójgłowego psa, gromoptaka oraz gargulca.
Komnata istotnie okazała się skarbnicą wiedzy, informacji oraz wskazówek, które mogły naprowadzić czarodziejów na Locus Nihil, to nie wyglądała na tę wspomnianą na malowidłach mimo wyraźnej identyczności. Żadna z run widocznych w tym miejscu nie wskazywały, by znajdowała się tu jakakolwiek klątwa, choć w wielu miejscach widniały te oznaczające zagrożenie. Pomieszczenie w zasadzie było wyjątkowo czyste, jakby ktoś specjalnie przygotował je na wizytę, lecz nigdzie nie dało się spostrzec jego właściciela bądź gospodarza. Mogli, a nawet musieli, poszukać wyjścia z komnaty, wszak zawrócić nie byli w stanie. Stali się więźniami tego obcego miejsca.


Czas na odpis wynosi zawsze 48h.
Wzmocnienie Tristana przestało działać w trakcie długiej wędrówki.
Mathieu w tej turze może dokonać dwóch akcji.
Alphard, Claude i Deirdre od tej pory rzucają dodatkową kością Gringott (nazwa została zmieniona w celu uniknięcia pomyłek z kością Kryształy).

Ekwipunek i Żywotność:
 


Powrót do góry Go down
 

Korytarz zachodni

Powrót do góry 
Strona 1 z 6Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna :: Bank Gringotta-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20