Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Dom Pogrzebowy Macnair

Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Dom Pogrzebowy Macnair Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Dom Pogrzebowy Macnair Empty
PisanieTemat: Dom Pogrzebowy Macnair   Dom Pogrzebowy Macnair I_icon_minitime04.10.20 19:41

Dom Pogrzebowy Macnair

Macnairowie stoją na straży śmierci. Ulokowany w kamienicy na końcu uliczki lokal, przyjmuje zatroskane dusze, obiecując godny pochówek ich bliskich. Szeroki wybór wyściełanych atłasami trumien, znakomici rzeźbiarze, klimatyczna oprawa muzyczna, doskonale ponure płaczki, malowane ręcznie urny, kwiaty sprowadzane z najsłynniejszych angielskich cieplarni i silne ramię gotowe być podporą w chwili przykrego pożegnania. Dom oferuje solidne usługi, dopełnia formalności i wychodzi naprzeciw wszelkim potrzebom, pozwalając krewnym przeżyć smutek bez troski o organizację ceremonii. W chłodnych piwniczkach oczekują zwłoki, którymi opiekują się mistrzowie fachu. Na parterze znajduje się duża sala, pozwalająca żałobnikom pożegnać się ze zmarłym przed dniem pochówku. Dom posiada również salę z ekspozycją imponujących cmentarnych rzeźb i najnowszych modeli trumien. Cichy, mroczny lokal szanuje każde wspomnienie, oswaja ze śmiercią i wspiera żywych w chwili tak bolesnej straty.


Powrót do góry Go down
Irina Macnair
Irina Macnair

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8709-irina-macnair-dluga-budowa https://www.morsmordre.net/t8832-pani-macnair#263265 https://www.morsmordre.net/t8773-ciocia-macnair https://www.morsmordre.net/f301-smiertelny-nokturn-13-16
Zawód : matka Igora, naczelny grabarz
Wiek : 43
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Dom Pogrzebowy Macnair Empty
PisanieTemat: Re: Dom Pogrzebowy Macnair   Dom Pogrzebowy Macnair I_icon_minitime05.10.20 1:33

11 lipca 1957 r.

Blady jak ściana, nienaturalnie wysoki człowieczek z bardzo nieodgadnionym wyrazem twarzy przywitał panienkę. Zgodnie z zapowiedziami. Jedenastego lipca o godzinie szóstej, w jasności wieczoru, w ponurości ogarniętej oddechem wojny ulicy Pokątnej.  Kamienica była wąska, długa, od samego wejścia wabiła nieskończonym sznurem schodków. Metalowy szyld powiewał nad ciężkimi wrotami, w korytarzu stała niezbyt radosna roślina o wyjątkowo ciemnych liściach. Ciemne dywany, ciężkie, czarne kotary przysłaniające okna. I świece. Mnóstwo świec, zapach dusznego wosku unosił się w powietrzu, choć w lecie o tej godzinie słońce wciąż spoglądało na  Londyn. Irina nie znosiła jednak jasności. Ze wstrętem spoglądała w uroczo błękitne niebo. Brzydziły ją widoki rześkich poranków i sennych obłoczków. Ohyda. Dom pogrzebowy izolował się. Smutków nigdy nie wystawiano na pokaz. Wszystko osłonięte, wszystko spowite mrokiem i chłodem. Nie chciano tutaj zielonych atłasów i krwistoczerowych poduch. Czerń i szarości dominowały, ale panna Multon nie miała okazji ujrzeć czegoś więcej.
Poprowadzono ją w dół. Schody nie skrzypiały jak w fantazjach pisarzy, którzy umiłowali sobie najbardziej przerażające gatunki. Na pewno nie te schody, które dzień po dniu wciągały żywych lub martwych do piwnicy. Posępny pracownik szedł pierwszy. Milczał. Poważne spojrzenie rozciąć mogło jej najdrobniejszą myśl. Za ich plecami załomotał przeciąg. Mężczyzna mruknął coś nieco strapiony. W basenie wszechobecnej ciszy nawet szept irytował. Korytarz był długi. Mnóstwo pomieszczeń, migające płomyki świec i echo kroków. On chodził niemal bezgłośnie, wyuczony, ale gość niekoniecznie mógł zorientować się w tutejszych nawykach. Gość mógł nie wiedzieć, że w salach ponad nimi głaskano ten ostatni raz martwe serca, wylewano niesłyszalne łzy, czuwano aż do późnych godzin. Nawet długo po tym, jak zamknęły się od środka drzwi zakładu.
Przystanął. Koścista dłoń otoczyła metalową gałkę. Obrót. Drzwi ustąpiły, a gest człowieczka nakazywał wejście. Nie mogła się wycofać. Za jej plecami zatrzasnęły się drzwi. Kostnica. Lodowata, wabiąca śmiertelnym oddechem. A między rzędami zwłok ona. Głaszcząca czule jakąś dziewczęcą główkę. Białe policzki, zaszyte powieki, sine usta i ciało, które przeszło piekło. Irina nie podniosła głowy, by zerknąć na gościa. – Jak myślisz, panno Multon? – zaczęła, odsuwając się wreszcie lekko od stołu. Wciąż jednak spoglądała na zwłoki. – Napadli ją i zgwałcili, a potem zabili, czy może kolejność była odwrotna i mamy do czynienia z paskudnym uwielbieniem dla zwłok? Dziewica, błękitna krew. Szlachetny ród. Zgubiła się, rodowy pierścień przyciągnął uwagę. A może ta ładna buzia? – zastanawiała się głośno. – O tym pogrzebie usłyszy cały kraj – oznajmiła bez cienia skromności. Wciągnęła mocno powietrze. Przez kilka chwil każdy trup jest bogiem. A potem znika w głębi własnego prochu. Albo zduszony ziemią. Ta mała na pewno miała ze dwa tuziny portretów w swoim pałacu. Jakże szkoda, że padło na prawdziwą czarownicę. Potomkinie tych pierwszych, tych świętych. Pomnik będzie wspaniały. Olbrzymia komnata w rodzinnym grobowcu, rzeźby, misterne zdobienia. I równie wspaniały rachunek. Nie o tym jednak powinna teraz myśleć. Przecież miała gościa. Gościa, który już w liście zdradził podejrzaną wiedzę. Czyżby sława zaczynała ją wyprzedzać? A może któryś z nich miał za długi język?  – Elvira Multon – powiedziała głośno. – Uzdrowicielka, pasjonatka anatomii. Ma ofertę. Marzy ci się dłubanie w moich zwłokach czy potrzebujesz organów? – zapytała wprost, wyciągając z kieszeni spodni papierosy. Kieszeń była długa, fajki również. I cholernie cienkie. Jak igły. Iskra sprowokowała dym. Elviry nikt nie poczęstował. Wiele tu było takich jak ona. Blondyneczka, chudziutka, smutnawa buzia i oferty nie do odrzucenia. Tu nie będzie żadnego zaskoczenia.


Powrót do góry Go down
Elvira Multon
Elvira Multon

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
You like me best

when I'm off my rocker
OPCM : 0
UROKI : 1
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 22
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica
watch your back

Dom Pogrzebowy Macnair Empty
PisanieTemat: Re: Dom Pogrzebowy Macnair   Dom Pogrzebowy Macnair I_icon_minitime05.10.20 18:27

Elvira Multon była zafascynowana śmiercią, lecz jedynie cudzą. Dla uzdrowiciela od lat aktywnego w zawodzie, osoby, która niejednego trupa zakrywała prześcieradłem i niejedną krew smakowała na wargach, gdy puls serca wyrzucił szkarłat daleko poza rozerwaną tętnicę, śmierć stanowiła swoistą formę towarzystwa. Nie tego trzymanego pod ramię, doskonale poznanego, przyjaciela. Nie, Elvira znała śmierć jako ostatniego wroga, przeciwnika w wyścigu, w którym czas liczyło się ułamkami sekund, tego złośliwego mordercę, obcinającego sznurki tam, gdzie uzdrowiciel starał się je na nowo powiązać. W życiu Elviry śmierć bytowała stale od lat - nigdy za nią, nigdy przed nią, zawsze obok. Nie wyobrażała sobie, by mogła znaleźć się gdziekolwiek indziej niż obok. Ludzie umierali, owszem, lecz nie ona. Jak każdy egoistyczny człowiek, Multon nie umiała wyobrazić sobie, że te bezdenne, czarne ślepia pewnego dnia zatrzymają się i na niej.
I być może z tego powodu tak wiele spokoju przynosiło jej pracowanie w prosektorium, z narządami. Ponieważ w zimnych piwnicach to ona miała kontrolę nad śmiercią, nie na odwrót - bezwymiarowe słowo przybierało namacalną formę. Kiedy pracowała ze zwłokami, śmierć była ciągle tylko obok. Rozcinając sztywne ciała, bardziej niż zwykle czuła, że żyje.
Nie przypominała sobie, aby do tej pory zdawała sobie sprawę z istnienia domu pogrzebowego na Pokątnej - więcej, była bardziej niż pewna, że budynek, przed którym stała, wcześniej był wyłącznie nieciekawym pustostanem. Nie była może ekspertem w sprawie Nokturnu, czy dalszego Londynu, ale na tej ulicy mieszkała od lat, wiedziałaby, gdyby mieściła się tutaj kostnica. Dlatego też zareagowała szybko, gdy owa informacja do niej dotarła. Była zafascynowana, zadowolona, zapowiedziała się w pierwszym dogodnym terminie. Ostatnimi czasy nawinęła sobie kilku stałych uczniów anatomii, a gdyby tego nawet nie zrobiła, chciała tu zajrzeć dla siebie.
Miejsce robiło wrażenie minimalistyczną elegancją wystroju, klimatem oraz - przede wszystkim - zapachem. Elvira nieomal zmrużyła oczy z przyjemności, gdy jej płuca wypełniło pierwsze tchnienie chłodnego powietrza przesiąkniętego jedyną w swym rodzaju wonią śmierci. Nie była to w pełni formalina ani polerowane drewno trumien ani, rzecz jasna, rozkład. W czarodziejskich kostnicach nie pozwalano na gnicie zwłok przed pogrzebem, to nie przystawało. A szkoda, bo na pewien pokraczny sposób tęskniła również i za tym - za swądem kończyn nie do odratowania, starych ran i łez.
Pozwoliła sprowadzić się na dół w milczeniu. Jej towarzysz nie należał do rozmownych, ceniła to, bo nie zamierzała marnować języka na kogoś innego niż właścicielka. A gdyby nawet zechciała, zapewne przygryzłaby usta. Podejrzanie wysoki jegomość i jego potępieńcze spojrzenie wprawiały ją w nieznane uczucie osaczenia.
Nieprzyjemne wrażenie minęło, gdy tylko zatrzasnęły się za nią z hukiem drzwi kostnicy. Nie lękała się, nie pochylała ramion, nie wodziła spojrzeniem po bladych kafelkach. Ten zapach, ten widok, to wszystko było Elvirze znane - znalazła się w swoim żywiole i nie próbowała nawet udawać przykrości, gdy zbliżyła się do stołu i obejrzała młode zwłoki z dłońmi splecionymi za plecami. Nie nawykła do rozpoczynania rozmowy od rzucanych wyzwań, ale skoro takowe padło, podejmie rękawicę.
- To zależy - uznała rzeczowo. - Jak rozumiem, ciało jest po sekcji? Należałoby porównać domniemaną godzinę zgonu z obrażeniami wynikającymi z gwałtu. Siniaki, otarcia, rozerwana skóra, nasienie. Dobre zaklęcia diagnostyczne sobie z tym poradzą. A jeszcze lepiej przyda się wprawne oko - Przesunęła dłońmi po nodze zmarłej, zatrzymując ją nieco ponad kolanem. - Pytanie: czy ma to znaczenie? Rodzinie zależy, by wiedzieć, ile córeczka wycierpiała przed zgonem? Jej to już przecież wszystko jedno. - Uśmiechnęła się niewesoło i zabrała rękę. - Poza tym, czy ich to boli, czy nie, nie pochowają jej jako dziewicy. - dodała ciszej, ostrożniej, na krótki moment odwracając głowę i wzdychając lekko, niechętnie.
Odsunęła się następnie, rozglądając po pomieszczeniu, po kamiennych półkach, stołach z narzędziami, po długich kawałkach tkanin złożonych w schludne prostokąty. Była ciekawa wszystkiego, nie dlatego, że było jej nieznane - przeciwnie, miała wrażenie, że po długim czasie znalazła się znów tam, gdzie jej miejsce.
- Irina Macnair - odpowiedziała w podobnym tonie, co i kobieta, nie mając zamiaru pozwolić się zdominować. Trzymała się prosto i bezczelnie patrzyła starszej w oczy. Położyła nacisk na jej nazwisko, ciekawa, czy łączyło ją coś z tym Macnairem, którego znała. Nie zapytała go o to, w ostatnim czasie w ogóle nie chciała z nim rozmawiać. - Wiele rzeczy mi się marzy. Tu jednak jestem z ofertą, którą starannie rozszyfrowałaś. Potrzebuję organów. - Nie owijała w bawełnę, nie kryła swoich intencji, były czyste jak leżące pomiędzy nimi dziewczę; przynajmniej dawniej, bo raczej nie w tej chwili. - Zaintrygowało mnie jednak to twoje dłubanie w zwłokach. Potrzebujesz eksperta do sekcji? - Uniosła brew, przechylając głowę na jedną stronę i wbijając w kobietę niemal nieprzytomne spojrzenie. - Mogłabym ci w ten sposób płacić. Za organy. Powiedzmy, że mam doświadczenie. - Podczas pracy na internie więcej dłubała w żywych, niż w martwych, ale reguła była ta sama; jako uzdrowiciel bezbłędnie odróżniała rany zadane fizycznie od tych wywołanych zaklęciami, przy odrobinie wysiłku i niezbędnej w tym zawodzie wyobraźni potrafiłaby nakreślić ciąg zdarzeń prowadzących do śmierci.
Po prawdzie, pragnęła zostać tu dłużej niż chwilę. Ostatnio wiele ryzykowała i tęskniła za śmiercią, która byłaby tylko obok.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Elvira E. Multon
I've been silent
for so long


Powrót do góry Go down
Irina Macnair
Irina Macnair

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8709-irina-macnair-dluga-budowa https://www.morsmordre.net/t8832-pani-macnair#263265 https://www.morsmordre.net/t8773-ciocia-macnair https://www.morsmordre.net/f301-smiertelny-nokturn-13-16
Zawód : matka Igora, naczelny grabarz
Wiek : 43
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Dom Pogrzebowy Macnair Empty
PisanieTemat: Re: Dom Pogrzebowy Macnair   Dom Pogrzebowy Macnair I_icon_minitime17.10.20 21:52

Słusznie. Śmiercią należało się interesować – szczególnie dziś, w godzinie wojny, w chwili kiedy żałosne szlamoluby rzucały się na samobójcze misje i tym samym wręcz wpychały w ramiona kostuchy. Nie było jej ich żal, ani przez chwilę. Mogła jednak zacmokać nad nędznymi resztkami żywota, a potem wypisać rachunek. Szlama czy nie – ktoś płacił za zakopanie zwłok, ktoś błagał o odprawienie rytuału, wygrzebując nierzadko z pomiętych kieszeni ostatnie knuty. Musiał ich mieć jednak wiele, by Irina zechciała kiwnąć palcem. Chciała służyć czarodziejom, a nie nędznym pomiotom. Ostatecznie to jednak oni przybywali służyć jej – żywi i martwi. To niesamowite, jak jedno morderstwo sprzed kilku miesięcy otworzyło przed nią wrota nieskończonej wręcz pomyślności. Spijała więc zanurzone w krwistych pucharach pieniądze, czarowała melodią upiornych organów i zadrapywała ciemne sprawki tych, którzy jej się przysłużyli. Interes rodził interes. Rzeźbiła własną potęgę, wykorzystując do tego kości obcych. Zaklinała dusze w kamieniu, przez trupy pomnażała święte dziedzictwo czystokrwistych. Ze śmierci wyrastało życie. Jedni robili miejsce drugim, żywy wyciskał wiec z martwego, pozwalając, by rosła jego chwała. Niektórym sprawom należało pomóc, ale inne dziwnym trafem działy się pod mocą czystych przypadków. A może jednak nie? W losach jawił się jakiś plan. Może chory, może szalony i piekielnie niesprawiedliwy. Akcję należało jednak inicjować, w mętnej rzeczywistości tonęło się zbyt łatwo i zbyt żałośnie. Irina nie zamierzała być kolejnym lichym pionkiem. Chciała być graczem. Powrót do Londynu i objęcie ciepłymi skrzydłami wszystkich zimnych podopiecznych okazały się strzałem w dziesiątkę. Potrzebowali jej, więc była. I miała do zaoferowania bardzo wiele.
Ale ta dziewucha o niczym nie mogła wiedzieć. Odczytywała jej słowa jak wyzwanie, ale myliła się. Nie czyniła z własnego wywodu wstępu do testu – wyjątkowo nieuprzejmego powitania. Nie badała jej zdolności, nie próbowała złapać na braku wiedzy. Snuła opowieść, celowo wchodząc w rolę kiepskiego żałobnika. Dywagowała, zadając śmierci pytania. Rozwiązania jednak powstać mogły jedynie dla zaleczenia smutków krewnych – te jednak wyparują niezależnie od tego, co Multon mogła jej powiedzieć. Jakże gorzki i ponury widok, jakże marne zakończenie młodziutkiego życia. Posłużyła zwyrodnialcowi. Przed ostatnim spojrzeniem czy już po? Nieoczywiste odpowiedzi potrzebowały nieoczywistych badań. No tak. – Rodzinie już na niczym nie zależy. Stracili swój produkt. Cokolwiek im powiemy, ona i tak zostanie pochowana jako dziewica. By ratować dumę żyjących. Umarła, bo trafiła na głodnego bydlaka, bo znalazła się w jego spojrzeniu w złej godzinie. Umarła nie dlatego, że umknęła z domu i złamała obietnicę złożoną ojcu. Historię jednak można stworzyć tak, by pokrzepić tych nawet zupełnie nieczułych. Nikt z jej krewnych tego nie potrzebuje. Jeszcze. Pojmujesz moc opowieści o śmierci, Elviro Multon? – zapytała na koniec, ślizgając się po niej lodowatym spojrzeniem. – Śmierć jest tyle warta, ile tylko zdołamy z niej wycisnąć. Możemy ją wykreować. Dopełnić łzami wysuszone korytarze, zawyć nad martwą powieką. Wyczarować emocje tam, gdzie nigdy jej nie było. Stworzyć rany, których nigdy nie zadano.
Faktycznie bezczelne spojrzenie, zbyt dumne. Ale czy imponujące? Za wcześnie na osądy, za późno na pierwsze wrażenia. Już wiedziała dużo, może aż nadto. Pozwalała jej oswajać się z grozą tego miejsca, domyślając się jednocześnie, że złotowłosa medyczka czuła się w tym miejscu jak ryba w wodzie. Bardzo przyjemny zapach, łaskoczące ciepło, miękkie ściany, podłogi, zasłony. Niewidzialne bzdury, które zwykli wyobrażać sobie jej pracownicy – wariaci. Powiadają, że nikt normalny nie pieścił się ze śmiercią. Kim ona więc była, wsuwając się tak chętnie do cuchnącej paszczy mroku?
– Co z nimi robisz? –
zapytała od razu, nie bawiąc się w słodziutkie podstępy. – Eksperymentujesz w ponurej piwnicy? Rozdłubujesz do najmniejszego kawałeczka? Musiałabym być podła, by wkładać do trumny córki pozbawione serca. Biedne matki łkające nad grobem. Czy to nie wydaje ci się wstrętną praktyką? – zapytała, wypuszczając znów kolejny mglisty okrąg. Wetknięty między dwa palce papieros kurczył się nieznośnie szybko. Na szczęście stać ją było na niekończące się zapasy. – Lubisz trupy? Intrygują cię? Poruszają? – pytała więc dalej. Możliwe, że właśnie rozważała jej propozycję.  Z pewnością jednak wodospady pytań potrzebowały pewnej łodzi. Jeśli ją miała, mogły współpracować. – Londyn gnije zasypany trupami. Dobry ekspert jest jak klejnot. Chciałabym wiedzieć, czy nim jesteś – zakomunikowała wreszcie, tym razem bez owijania rzeczywistości w śmiertelne metafory. To miejsce potrzebowało odpowiednich twarzy, odpowiednich dłoni i odpowiednio odpornych dusz, które przyczynią się do potęgi. Potęgi Iriny i potęgi całej rodziny Macnairów. – Ale ja potrzebuję pracownika, strażnika ciał. Opiekuna, badacza. Nie gościa, Elviro. Jak dużo czasu jesteś gotowa poświęcić moim… - przerwała, by zaszczycić spojrzeniem rzędy trupów. – Podopiecznym? – dokończyła zgrabniej, lokując finalnie spojrzenie na kobiecej buzi. Wydawała się taka młoda. Była dziewczęciem czy kobietą? W takim zawodzie raczej nie przetrwałaby żadna wiotka pannica.


Powrót do góry Go down
 

Dom Pogrzebowy Macnair

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20