Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Tarasy

Go down 
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Tarasy Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Tarasy Empty
PisanieTemat: Tarasy [odnośnikTarasy I_icon_minitime16.10.20 23:14

Tarasy

Rozległe tarasy wychodzące na wschód, na klify i pobliskie morze, wzniesione ponad ogrodem, odchodzą od przestronnych korytarzy reprezentacyjnych części budynku na piętrze. Otoczone przez lekkie, wymyślne balustrady z żeliwa, okwiecone różami, pomimo przestrzeni mogą dawać ułudę prywatności, latem - gdy biegnąca po ścianach dworku winorośl kwitnie - również przyjemnego i odprężającego chłodu, wzmaganego przez niesioną wiatrem bryzę. Niekiedy na tarasy wynoszone są stoliki i krzesła, gotowe przyjąć gości lub służyć panom tego miejsca komfortem wypoczynku. Kiedy pogoda dopisuje widoczny staje się francuski brzeg Calais naprzeciw. Wieczorami światło dają kandelabry rozpalone wewnątrz.


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
Tristan Rosier

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Nie ma nic piękniejszego niż śmierć pięknej kobiety.
E. A. Poe
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Tarasy E63803b007b647f59bccfeee588c116c

Tarasy Empty
PisanieTemat: Re: Tarasy [odnośnikTarasy I_icon_minitime17.10.20 1:27

20 sierpnia 1957
Plac opuścił w pośpiechu, lecz dopiero po tym, jak upewnił się, że Tonks została złapana, a pozostali śmierciożercy zajęli się sprawą; jego obecność na miejscu była zbędna, należało się upewnić, że gwardzistka powie wszystko to, co zamierzali od niej usłyszeć - a nie pozostawiało wątpliwości, że trzymała w sercu wiele sekretów. Zagadką było, co zamierzała na placu osiągnąć. Była sama, nie nadeszły go żadne słuchy co do wydarzeń na terenie Londynu w tym samym czasie - nie odwracała zatem też uwagi od niczego, o czym by na ten moment wiedzieli. Jej zamiary były albo głupie albo ukryte, a zdawało się, że znacznie bliżej była tego pierwszego.
A jeśli, to mogła zamierzać zrobić wszystko - nawet zaatakować lożę, w której przebywała razem z nim Evandra. Musiała tam być, jako lady doyenne, jako dama, jako jego żona i jako matka jego syna, świat tego od niej wymagał. Nie spodziewał się, że honorowy Zakon Feniksa zacznie dopuszczać się tak barbarzyńskich zachowań i zdolny będzie narazić życie niewinnych, wyglądało jednak na to, że działania Rycerzy zapędziły ich w kozi róg, z którego mogli już tylko atakować na oślep. Dotąd nie bał się Zakonu Feniksa. Nie bał się zaplanowanych, rozważnych ataków prowadzonych przez doświadczonych czarodziejów, wierząc, że jest w stanie je odeprzeć. Dziś bać się zaczął: bo miał przed sobą kobietę, która oszalała, a wiedzione chaosem szaleństwo było przede wszystkim nieprzewidywalne. Najbardziej śmiała myśl nie była już nieprawdopodobna, Tonks rzuciła się dziś na śmierć, choć nie miała prawa zwyciężyć boju. Co zamierzała osiągnąć? Bał się, bał się, że jej celem naprawdę mogła być tego dnia Evandra. Teraz już jednak wiedział, że jego małżonka przedostała się do Dover pod opieką Clauda bezpiecznie i cało, w skuteczność swojego lokaja nie wątpił zresztą nigdy. Pozostał w nim jednak niepokój przed tym, co przynieść miała przyszłość. Prowadzony przez służbę znalazł się przy tarasach, dostrzegając gładki profil Evandry; przystanął u progu, wspierając się bokiem ścianę i krótką chwilę przyglądał się w jej ciszy, ze strapieniem wyrysowanym na twarzy, nim postawił pierwsze kroki na balkonie. Nie był pewien, czy usłyszała go wcześniej, spokojnym krokiem przeszedł bliżej balustrady, utkwiwszy wzrok gdzieś w złotych przebłyskach słońca na bliskim krajobrazie kanału La Manche. Obiecał jej wrócić - i wrócił, choć nie wymagało to od niego wielkiego heroizmu. Sytuacja wróciła do normy znacznie szybciej, niż sądził, że się to stanie.
- Dziękuję - zwrócił się do niej w końcu, przerywając ciszę; dziękował za to, że była, że zgodziła się przyjść, że dumnie reprezentowała jego rodzinę pełniąc w niej własną rolę. To wiele znaczyło, podkreślenie, że najważniejsze angielskie rody stoją murem za aktualną władzą. To wiele znaczyło, że trwała u jego boku, ni jeden wyrzut sumienia nie nabiegł do jego myśli, gdy w tym samym czasie uchwycił spojrzenie przemawiającej Deirdre. Nie widział w tym znaczenia. - Sytuacja została opanowana, tej dziewczyny raczej już nigdy nie zobaczymy. Była poszukiwana. Pewnie ukrywała się zbyt długo... i straciła rozum. - Jakże inaczej można było nazwać tę lekkomyślność? Jego słowa zdać się mogły bezduszne, pozbawione choć krztyny współczucia. Dobrze wiedział, że na Tonks czekała teraz agonia, tortury i długie, mozolne przesłuchania, ale nic nie działo się bez przyczyny. Zdążyła sobie na to zapracować. - Tego dnia dokonało się więcej, niż ktokolwiek zakładał - Ścięcie zdrajców to jedno, przechwycenie jednej z głównych rebeliantek to sukces całkiem innej miary. Odwrócił się w jej stronę, niedbale opierając się o balustradę, błąkając się wzrokiem po jasnej skórze jej twarzy i błękitnych tęczówkach, tak wiele oddałby teraz za jej myśli. - A wydarzenia te odbiją się piętnem w całym kraju. Cieszę się, że tam byłaś - dodał szczerze, szukając na jej twarzy emocji. Był z niej dumny, jak dumnym mężczyzna mógł być z żony, nie odwróciła wzroku, nie skrzywiła się nawet, choć krew i brutalność chwili były jej dotąd tak obce.




the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns

o u t g r o w n

Powrót do góry Go down
Evandra Rosier
Evandra Rosier

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Your hands are scarred from murder, and yet I trust them completely.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Tarasy Empty
PisanieTemat: Re: Tarasy [odnośnikTarasy I_icon_minitime20.10.20 11:59

Powrót do Kent odbył się bez żadnych emocjonujących wydarzeń, profesjonalna eskorta odstawiła ją całą i zdrową. Nawet półbuty na nieco zbyt miękkiej jak na brukowany plac podeszwie nie przyniosły jej zadrapań, choć zaraz po dotarciu do swojej komnaty zmieniła je na lekkie pantofle. W milczeniu zdjęła kapelusz z woalką, starając się nie patrzeć w swoje odbicie w lustrze, jakby bała się dostrzec w nim zwątpienie, które zakiełkowało w niej na Connaught Square. Bała się, że gdy tylko je znajdzie choćby w kącikach oczu czy w lekkim drżeniu warg, tak misternie odbudowywana pewność siebie błyskawicznie runie, zostawiając ją skuloną w stercie niewypełnionych obietnic, jakie złożyła samej sobie przed kilkoma dniami. Powtarzała sobie, że nadszedł ten czas - na powstanie, dumne uniesienie głowy, odważne spojrzenie, pewną postawę - tyle że nie przewidziała nagłych wydarzeń, które zaburzyły dzisiejszą uroczystość. Pomimo iż już przed samym opuszczeniem placu dostała zapewnienie o opanowaniu sytuacji, nie potrafiła przestać się zamartwiać. Nie wątpiła w siłę Tristana, a w kompetencje otaczających go czarodziei. Co, jeśli to któryś z nich zawiedzie?
Potrzeba oczyszczenia myśli zmusiła ją do opuszczenia sypialni, przez dłuższy czas krążyła bez celu po korytarzach, aż poczuła na policzku smagnięcie chłodnego powietrza. Szczupłe palce zacisnęły się na żeliwnej balustradzie, a przepełnione wątpliwościami spojrzenie przesuwało się po okolicznych terenach w poszukiwaniu choć chwilowego ukojenia. Uspokój się. Nie myśl o tym, powtarzała coraz wolniej, pozwalając by jej zapchany czarnymi scenariuszami umysł uświadomił sobie, że jest już bezpieczna. Krok w tył, dystans, obiektywność. To nie śmierć była przerażająca, nie płynąca po katowskim podejście krew i nie ryzyko oberwania zaklęciem z rąk Tonks.
Zamknięta we własnej głowie w pierwszej chwili nie zauważyła jego obecności. Drgnęła dopiero na dźwięk wypowiadanych słów, momentalnie ogarnęło ją poczucie ulgi. Wrócił. Krótko walczyła z chęcią zamknięcia go w swych ramionach, ale szybko przypomniała sobie, że to nie czas na słabostki. Liczył się tylko panujący konflikt i utrzymanie wysokiej pozycji rodów w walce o ich wspólną przyszłość. Cieszę się, że tam byłaś. Czy i ona cieszyła się z uczestnictwa w egzekucji? Funkcja reprezentacyjna była bardzo ważna, to prawda, ale Evandra nie sądziła, że ta przedłużająca się chwila spędzona na placu tak bardzo się na niej odbije.
- Dlaczego oni to robią? - westchnęła wreszcie, pozwalając sobie na zdradzenie własnych emocji. Posągowa maska ustąpiła, odsłaniając kryjące się na twarzy Evandry niezrozumienie. Uniosła wzrok, szukając w jego spojrzeniu odpowiedzi. Przystojna twarz Tristana dawała świadectwo dumie i wdzięczności, o której mówił. Na ułamek sekundy jeszcze zawahała się czy na pewno ciągnąć myśl, czy na pewno chce go zasmucać swoimi wątpliwościami. Jego spojrzenie skutecznie ją rozpraszało, ale skoro już zaczęła, nie mogła się wycofać. - Skąd w nich tyle złości? Czy nie widzą krzywdy, jaką wyrządzają nam i swoim bliskim? - Spuściła wzrok i pokręciła głową z niedowierzaniem. Odepchnęła się od barierki i zaczęła krążyć po tarasie, jakby chciała w ten sposób pozbyć się nagromadzonych emocji. - Staram się ich zrozumieć, ale nie potrafię dostrzec sensu w przelewaniu krwi. - Próba współczucia mogła się odbić na niej negatywnie, ale jak zaciskać zęby i wciąż tkwić w milczeniu, gdy otaczający ją świat nie miał wiele wspólnego z logiką. Ciało lady Rosier zaczęło trząść się z mieszaniny chłodu i złości, jakiej nie potrafiła nazwać. - Czy wszyscy są tak szaleni? Co chcą osiągnąć? Czy nie widzą, że chaos przynosi wyłącznie ból? Nie ma w nich wrażliwości ani zrozumienia? - Zadawane pospiesznie pytania nie niosły za sobą ukojenia, jakie chciała odnaleźć. Gdyby tylko mogła spotkałaby się z Justine Tonks i wyrzuciła z siebie te wszystkie wątpliwości! Mówi się, że ze zdrajcami się nie dyskutuje, ale jak inaczej zrozumieć?





How long are you going to wait...
... before you demand the best for yourself?


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
Tristan Rosier

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Nie ma nic piękniejszego niż śmierć pięknej kobiety.
E. A. Poe
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Tarasy E63803b007b647f59bccfeee588c116c

Tarasy Empty
PisanieTemat: Re: Tarasy [odnośnikTarasy I_icon_minitime24.10.20 21:55

Od momentu, w którym się do niej zwrócił, błądził spojrzeniem po jej twarzy, szukając emocji, które zdradziłby choć część jej myśli; przyszło im żyć w trudnych czasach, a on sam nie sądził, że ich trudy sięgną samą Evandrę tak szybko. I zaczynało go to martwić, wydawało mu się, że chronił ją dostatecznie, ale gdyby na placu tego dnia Tonks nie była sama, gdyby Zakonników jakimś cudem znalazło się tam więcej, dzisiejsze popołudnie mogło skończyć się zupełnie inaczej. Bardziej problematycznie. Czy boleśnie dla niego, chciał wątpić, ale pewności mieć nie mógł.  Rebeliantka zachowała się jak szalona, prawdopodobnie była szalona, a po szaleńcu można się było spodziewać dosłownie wszystkiego. Wreszcie zdecydowała się te emocje obnażyć, zdradzając zagubienie, które spostrzegł, gdy ich spojrzenia zdołały się skrzyżować. Nie odpowiedział jej od razu, dając wybrzmieć ciszy i pozwalając jej kontynuować powziętą myśl, opierając się o balustradę łokciami, zwracając się naprzeciw niej: i obserwując, jak jej eteryczna sylwetka krąży po balkonie, ciągnąc za sobą ciężki materiał sukni. - Nie potrafią zaakceptować zmian - odpowiedział, z cichym westchnieniem. Poczuł dziwną odrazę na myśl, że pozbawiony rozumu szlam mógłby chcieć ją skrzywdzić. Nie powinni mieć na to odwagi, przepaść między nią a nimi była zbyt wielka. - Nie rozumieją, że one już się wydarzyły, że są jedynie powrotem do naszych korzeni, zatrzymaniem trawiącego nas zepsucia. Pozwoliliśmy rozwinąć się mugolskiej cywilizacji - i do czego to doprowadziło? Do Londynu skąpanego w zbyt gęstej mgle, do krajobrazu zniszczonego ich odrapanymi budynkami, do ginącej fauny i świata, w którym Ministerstwem Magii rządzą demokratycznie wybrani nieudacznicy. - Nie mówił bynajmniej o Cronosie, ale rządy ministra, którego usunął lord Voldemort kandydaturą Malfoya, odbiły się również na ich rodzinie - podważał legalność interesów w należącym do nich smoczym rezerwacie, niesłusznie zresztą. Był synem wielowiekowego rodu, jednego z ostatnich najczystszych, ona była córką takiego. Nieśli schedę dawnego porządku. Bezczynność byłaby sprzeniewierzeniem się wszystkiemu, o co walczyli ich przodkowie. - Czas naprawić popełnione dawniej błędy. Dla dobra nas wszystkich. W końcu pojmą, że tak należało zrobić - W jego głosie ni przez chwilę nie wybrzmiało wahanie. Był pewien swoich słów równie mocno, co pewien był drżenia Mrocznego Znaku na jego lewym przedramieniu.
- Jeszcze są ślepi, a na oślep nie potrafią odnaleźć właściwej drogi - odpowiedział, odnosząc się do niewidzenia krzywd. - Kąsają i szczekają jak zapędzony w róg bezdomny pies, ale przecież i taki potrzebuje pana. - Tym tylko byli, niczym więcej. Ich rodzina dzierżyła władzę, czasem bardziej otwartą, czasem bardziej zakulisową, od setek lat. I nadszedł czas, by pociągnąć za właściwe sznurki, rozstawiając role marionetek w ich właściwych pozycjach - bo po drodze coś wypadło z normy. Współczucie, jakie im okazała, było cechą słabszej płci, nie winił jej za to. - Całe życie pogrążali się w chaosie. W rozpadzie i zniszczeniu, zmierzając donikąd. Przyzwyczaili się do bałaganu. Próba uporządkowania go spotyka się ze sprzeciwem, jak u dziecka, które wciąż nie rozumie, że niewygoda czasem jest konieczna. Stąd te zrywy. Tak samo pozbawione ładu. Tak samo ślepe. - Czymże był dzisiejszy ruch - jeśli nie szaleństwem? Nagłym impulsem, emocją, która kazała Tonks wystąpić przed szereg i oddać się w ręce wroga. - Chaotyczne i dokonane bez udziału rozumu. - Wyciągnął ku niej dłoń, dostrzegłszy dreszcz na jej ciele, wnętrzem ku górze.




the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns

o u t g r o w n

Powrót do góry Go down
Evandra Rosier
Evandra Rosier

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Your hands are scarred from murder, and yet I trust them completely.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Tarasy Empty
PisanieTemat: Re: Tarasy [odnośnikTarasy I_icon_minitime04.11.20 11:23

Chaos i zniszczenie ją przerażały, a z powagi zagrożenia zaczęła sobie zdawać sprawę dopiero dzisiejszego dnia. Czy zło dotrze do ich drzwi, czy będą musieli uciekać, tak jak na Connaught Square? Na placu wystarczyła jedna szalona rebeliantka, by zmącić ich spokój i zmusić do wycofania, kiedy podczas egzekucji byli licznie otoczeni służbami porządkowymi. Co w przypadku, w którym szlam dostanie się do Kent? Czy powinna zarzucić swoje plany powrotu do towarzystwa w obawie przed niespodziewanym atakiem? Nie po to przecież toczyły się walki, by bała się teraz opuszczać bezpieczne komnaty.
Czy tych szaleńców można jeszcze uzdrowić? Naiwne myślenie płynące z niewinnej krwi. Nieustająca nadzieja i pragnienie dobra dla wszystkich - jeszcze nie raz miało się to na niej odbić. Niechęć do mugoli była jej wtłaczana od najmłodszych lat, nie miała wtedy żadnych powodów, by nie wierzyć w przekazywane jej prawdy. W czasach hogwarckich, gdy o jej dobre prowadzenie się dbały rówieśniczki, coś zaczęło się psuć i nie pasować. Aquila oraz Primrose nie miały takich oporów przed głośnym wyrażaniem swoich poglądów, czy wobec tego cecha słabej płci przypadła Evandrze z potrojoną siłą?
Przystanęła widząc wyciągniętą rękę. Porzuciła irracjonalne pomysły, w milczeniu godząc się z jego słowami. Miał rację. Zaakceptowanie zmian przychodziło z trudem, zwłaszcza gdy nie było się przygotowanym na ich nadejście. Można się było oszukiwać do samego końca, lecz z każdą chwilą było coraz gorzej. Evandra zdążyła tego doświadczyć na własnej skórze, kiedy uparcie negowała wszelkie logiczne argumenty i próby wyjaśnienia słuszności podejmowanych decyzji. Nie lubiła się z nim zgadzać, zwłaszcza gdy docierało do niej o jakich oczywistościach rozmawiają. Przestąpiła krok, pozwalając by spokój Tristana zaczął jej się udzielać, złączyła ich wyciągnięte dłonie.
- Bezdomny, ujadający pies jest przepełniony strachem. Dopuszcza się skrajnie nierozważnych działań w obawie przed zranieniem i choć atakuje na oślep, to można zdobyć jego zaufanie, przekonać. - Głupia, myślisz, że nie próbowano? Pragnieniem Evandry było rychłe zakończenie wszystkich walk, lecz niechęć do podejmowania radykalnych kroków i uporczywe tkwienie w przeświadczeniu, że dobro istnieje w każdej istocie nie szły w parze. Według niej nikt nie rodził zły i zawistny, a odpowiednie traktowanie procentowało. - Chcę, byś wiedział, że ufam twej ocenie, tak jak i wierzę w słuszność podejmowanych kroków. - Ciche westchnienie wyrażało rezygnację z wysuwania dalszych wątpliwości, albo próbę ich zakopania w odmętach podświadomości.
Tristan miał na swoich barkach zbyt wiele trosk, nie chciała być jedną z nich. Przez zdecydowaną większość swojego życia była zdana na czyjąś pomoc i choć można było wnioskować, że do tak naturalnej dla arystokracji kolei rzeczy można się przyzwyczaić, to poczucie bezsilności nie wprawiało w dobry nastrój. Zwłaszcza kiedy miało się świadomość swej pozycji na szachownicy wpływów, widząc cień krążącej nad planszą dłoni. Jak wyrwać się z tego schematu, jak zmienić własną sytuację, jak zawalczyć o dobro rodziny?
Podniosła na niego wzrok, wyłapując pewne spojrzenie. Chciała dotknąć jego twarzy, opuszkami palców zarysować kształt nosa i brwi. Oddać mu dobro, którym ją przez ten cały czas obdarowywał, a w które uparcie wątpiła. Odwzajemnić, wynagrodzić trud, okazać wdzięczność, podziękować za zaangażowanie i dotrzymane słowo. Zacisnęła mocniej palce na jego dłoni.
- Jak mogę pomóc? - Przemawiała przez nią szczera chęć zaangażowania się w bieżące sprawy. Jak inaczej wrócić do codzienności zamkniętej w murach pałacu, gdy losy ich świata ważyły się poza nimi?





How long are you going to wait...
... before you demand the best for yourself?


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
Tristan Rosier

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Nie ma nic piękniejszego niż śmierć pięknej kobiety.
E. A. Poe
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Tarasy E63803b007b647f59bccfeee588c116c

Tarasy Empty
PisanieTemat: Re: Tarasy [odnośnikTarasy I_icon_minitime09.11.20 0:09

Kącik jego ust drgnął, gdy zdecydowała się połączyć ich dłonie, pochwycił je we własne, unosząc lekko w górę, wyczuwając silniejszy uścisk i przygładzając ich delikatny, aksamitny wierzch kciukiem, choć wyraz jego twarzy - w zamyśleniu - pozostał niewzruszony, zadarł lekko brodę swoim zwyczajem, zawieszając ją nad czołem Evandry, pozwalając się uderzyć zapachowi jej kwiatowych perfum. Przenikały znajomą, słodką wonią, drażniąc zmysły znęcone chłodnym wiatrem, jaki zwykle wokół siebie roztaczała. Dziś wydawała się bliższa ogniu - lecz to nie emocje, których pragnął, zdołały go rozbudzić. Jej wzburzenie było oczywiste i naturalne.
- To piękna myśl, Evandro - odpowiedział powoli, odnajdując spojrzeniem iskry jej źrenic; błękitne tęczówki były dla nich pięknym tłem. - Lecz równie, co piękna, jest też naiwna. Jeśli spróbujesz łagodnym dotykiem oswoić psa, który w zajadłej złości będzie chciał ci odgryźć dłoń, najpewniej ją stracisz. Czy warto? - Nie mogli uszczęśliwić tych ludzi na siłę, nie, kiedy bronili się przed tym tak mocno. Woleli zginąć niż żyć w nowym porządku - więc zginą. - Czasem zwierzę można wychować tylko kijem. Dla jego dobra, bo lepiej jest je odstraszyć od ognia, niż pozwolić włożyć w niego pysk. Bo gdy serce zbyt mocno zaślepia żal i nienawiść, nie zostaje już nic, co pozwala rozjaśnić rozum. Nie przekonasz nigdy kogoś, kto nie chce cię wysłuchać. - Przełożył jej dłonie do lewej, prawą unosząc do jej policzka - muskając alabaster jej cery opuszkami. Dopiero teraz kąciki jego ust wygięły się mocniej w uśmiechu, który nie sięgał jednak oczu. - Cieszę się - odparł na jej wyznanie, zatrzymując błądzące palce na kości jej policzka, w pół ruchu, jak zmrożone. - Naprawdę się cieszę - dodał, rad z zaufania, którym postanowiła go obdarzyć - chyba po raz pierwszy, lecz z pewnością szczery. Nie odpowiedział od razu, słowa jego żony niosły determinację, jaka stanowiła o wielkich tego świata. Lśniła jak klejnot, lecz wciąż nieoszlifowany - mogła rozjaśnieć mocniej. Czy mógł jej pomóc, przeprowadzić przez to? Być może. Oczywistym było, że nie weźmie udziału w walkach, ale przecież nie o to pytała. Jako najmłodsza pośród skostniałej starszyzny Dwudziestu Ośmiu miała pozycję, która zapewniała jej wiele przywilejów - lecz wpierw musiała tę pozycję oznaczyć. Sprawić, by znacznie starsze czarownice spojrzały na nią jak na równą sobie. Wiedział, że to niełatwe. Tak jak wiedział, że sobie poradzi.
- Oczy wielu młodych dziewcząt są skupione na tobie. - Chciałyby być piękne jak ty, wieść życie, jakie wiedziesz ty, nawet jeśli nic o nim nie wiedzą. Iluzja znaczyła więcej od prawdy, w ich świecie była to prawda, której przeważnie uczono się bardzo szybko. - Bądź im wzorem, jakiego potrzebują. Głoś swoje poparcie tam, gdzie mogą cię usłyszeć. Może dzięki tobie - będą stąpać właściwą ścieżką. Inaczej, niż dziewczyna Selwynów, którą zwiodły błędne ognie. - Czy nie było jej żal Isabelli? Straciła rodzinę, pieniądze, wpływy, życie, w imię czego? Heroicznej obrony szlamu? Cóż dla nich zrobi - rozedrze sukienkę i rozda swój jedwab? Sądził, że najdalej trzy księżyce po swojej decyzji ta dziewczyna pojęła, jak wielki poczyniła błąd, w biedzie odnajdując koszmar czarownicy chowanej przecież na wytworną damę. - Obiecałem dzisiaj pieniądze wdowom zamordowanym przez ściętych bandytów, ale w Londynie zginęło znacznie więcej chłopców. Urządź kwestę dla kobiet, które pozostawili po sobie oni. Okaż im serce, by ich morale pozostały wysokie. Niech wiedzą, że doceniamy ich wysiłki i ich poświęcenie. Że nie zostaną bez pomocy. Że to, co robią dla kraju, przynosi im zaszczyt. - Byli tylko środkiem do celu, ich śmierć nie obejdzie nikogo. Ale ich życie i ich oddanie świadczyło o sile Ministerstwa Magii, które wkrótce musiało rozszerzyć swoją ekspansję. Będą ich potrzebować.




the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns

o u t g r o w n

Powrót do góry Go down
Evandra Rosier
Evandra Rosier

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Your hands are scarred from murder, and yet I trust them completely.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Tarasy Empty
PisanieTemat: Re: Tarasy [odnośnikTarasy I_icon_minitime23.11.20 13:11

Chłód Evandry nie był jej naturalnym stanem. Broniła się zacięcie, utrzymywała bariery, nie dostrzegając sponad murów, że jest jedyną, która jeszcze toczy tę walkę. Choć mogło się zdawać, że emocje, których oczekuje od niej Tristan nie istnieją, w rzeczywistości tylko czekały tęsknie na odpowiedni moment. Zastygły na jej policzku dotyk koił przyjemnym ciepłem muśniętą wiatrem skórę. Nienawykła do tak długiej oziębłości coraz bardziej odczuwała negatywne skutki izolacji. Niezaspokojona potrzeba bliskości napawała ją smutkiem, ale i pogłębiającym się przerażeniem, że tak będzie już zawsze. Nie chciała stać się jedną z tych, których zaślepił żal.
Na wspomnienie Isabelli zamarła na krótką chwilę; nie potrafiła ukryć przed nim sympatii, jaką wciąż gdzieś w głębi duszy ją darzyła. Choć zupełnie nie rozumiała podjętych przez nią decyzji, nie życzyła jej źle. Nie chciała wierzyć, że świat może być tak bardzo czarno-biały, z niektórymi wciąż można było porozmawiać. Wesprzeć wątpiących, umocnić nadzieję, zachęcić do zjednoczenia. Ile dowodów jeszcze potrzebowała, by zmienić swoje nastawienie, przejrzeć na oczy i zobaczyć świat taki, jaki jest naprawdę, bez zbędnego idealizowania?
Zbieranie datków było sporym przedsięwzięciem, a efektów nie będzie widać od razu. Najpierw należało znaleźć tych, dla kogo będzie zbiórka - poznać ich nie tylko z imienia i nazwiska, ale także ich historie. Jak do nich dotrzeć, gdzie zacząć szukać? Do kogo się zwrócić? Wysunięta propozycja była ambitna, ale przecież do takiej roli była przygotowywana. To że nie chciała angażować się w towarzyskie przedsięwzięcia nie znaczyło, że już nigdy do nich nie wróci.
Motywowana podejrzliwością obserwowała go w milczeniu, uważnie przenosząc wzrok z jednego oka na drugie. Pospieszna analiza, próba interpretacji, wyłapania znaków, które mogłyby zdradzić jego intencje. Przedłużająca się cisza zaowocowała uśmiechem, który momentalnie rozświetlił jej zachmurzoną twarz.
- Naprawdę wierzysz, że mnie wysłuchają - zauważyła mile zaskoczona, próbując przedrzeć się przez powściągliwy uśmiech Tristana. W sprawianiu pozorów byli do siebie podobni, choć trzeba było przyznać, że lord miał w tym większe doświadczenie. - Wybacz, nie sądziłam, że chcesz, bym się tak udzielała. Muszę przyznać, że moje rozmyślania krążyły w ostatnich dniach wokół pewnego problemu, z jakim się mierzę. - Zbierała się w sobie, z trudem dokładając jedno słowo do drugiego, niechętnie przyznając się do słabości. Choć uśmiech nieco zbladł, w jej głosie próżno było szukać wahania czy załamania, wiara była w niej silniejsza od strachu. - Dość mam już własnej bezczynności, usycham, bo trudno mi z myślą, że tyle mnie omija. Zwłaszcza gdy mam świadomość zaniedbania swoich obowiązków względem ciebie. Byłeś obok przez cały ten czas, najwyższa pora, bym i ja stała się dla ciebie wsparciem. - Nie mogła już dłużej milczeć, toczyć z góry przegranej walki. Dawne demony nie stanowiły już zagrożenia, musiała to przyznać otwarcie. Miała w ciągu ostatnich miesięcy wiele okazji do przemyśleń i wyciągnięcia wniosków, do których z początku nie chciała się przekonać, ale chłodna kalkulacja kazała jej przywrócić się do porządku i pogrzebać własną nieudolność raz na zawsze.
Pamiętając, że wcześniej sama siebie zganiła za tę chęć do czułości, już chciała ostrożnie wysunąć dłonie z jego uścisku, ale łaknienie bliskości było silniejsze od postawionych sobie zasad, zwłaszcza w dniu, który obfitował w niecodzienne wydarzenia. Sama potrzebowała ciepła, lecz i chciała mu się odwdzięczyć. Tatiana Dolohov, niesamowita młoda czarownica, której obecność w życiu Evandry była w pewnym momencie kluczowa, mówiła jej o nie wyprowadzaniu z błędu swojego małżonka. Tyle że ona nie chciała wciąż tkwić w ramionach niepewności. Jej marzenie o posiadaniu szczęśliwej rodziny nie będzie mogło się ziścić, póki sama nie wyciągnie ręki. - Dlatego chętnie zadbam o spokój zagubionych dusz. - Czy dopuścisz mnie do swojej? - Roztoczę pokrzepiający blask, przypomnę przyświecający nam cel. Niech wiedzą, że nie są nam obojętni. - W tej walce potrzebowali wszystkich, lecz nie każdemu będzie dane oglądać ich odbudowany, pełen świetności świat. Całe czarodziejskie społeczeństwo powinno czuć dumę, że to za ich czasów przywracana jest należyta im władza i szacunek.





How long are you going to wait...
... before you demand the best for yourself?


Powrót do góry Go down
 

Tarasy

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Kent, Dover, Château Rose-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20