Wydarzenia


Ekipa forum
Tarasy
AutorWiadomość
Tarasy [odnośnik]16.10.20 23:14

Tarasy

Rozległe tarasy wychodzące na wschód, na klify i pobliskie morze, wzniesione ponad ogrodem, odchodzą od przestronnych korytarzy reprezentacyjnych części budynku na piętrze. Otoczone przez lekkie, wymyślne balustrady z żeliwa, okwiecone różami, pomimo przestrzeni mogą dawać ułudę prywatności, latem - gdy biegnąca po ścianach dworku winorośl kwitnie - również przyjemnego i odprężającego chłodu, wzmaganego przez niesioną wiatrem bryzę. Niekiedy na tarasy wynoszone są stoliki i krzesła, gotowe przyjąć gości lub służyć panom tego miejsca komfortem wypoczynku. Kiedy pogoda dopisuje widoczny staje się francuski brzeg Calais naprzeciw. Wieczorami światło dają kandelabry rozpalone wewnątrz.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Tarasy Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Tarasy [odnośnik]17.10.20 1:27
20 sierpnia 1957
Plac opuścił w pośpiechu, lecz dopiero po tym, jak upewnił się, że Tonks została złapana, a pozostali śmierciożercy zajęli się sprawą; jego obecność na miejscu była zbędna, należało się upewnić, że gwardzistka powie wszystko to, co zamierzali od niej usłyszeć - a nie pozostawiało wątpliwości, że trzymała w sercu wiele sekretów. Zagadką było, co zamierzała na placu osiągnąć. Była sama, nie nadeszły go żadne słuchy co do wydarzeń na terenie Londynu w tym samym czasie - nie odwracała zatem też uwagi od niczego, o czym by na ten moment wiedzieli. Jej zamiary były albo głupie albo ukryte, a zdawało się, że znacznie bliżej była tego pierwszego.
A jeśli, to mogła zamierzać zrobić wszystko - nawet zaatakować lożę, w której przebywała razem z nim Evandra. Musiała tam być, jako lady doyenne, jako dama, jako jego żona i jako matka jego syna, świat tego od niej wymagał. Nie spodziewał się, że honorowy Zakon Feniksa zacznie dopuszczać się tak barbarzyńskich zachowań i zdolny będzie narazić życie niewinnych, wyglądało jednak na to, że działania Rycerzy zapędziły ich w kozi róg, z którego mogli już tylko atakować na oślep. Dotąd nie bał się Zakonu Feniksa. Nie bał się zaplanowanych, rozważnych ataków prowadzonych przez doświadczonych czarodziejów, wierząc, że jest w stanie je odeprzeć. Dziś bać się zaczął: bo miał przed sobą kobietę, która oszalała, a wiedzione chaosem szaleństwo było przede wszystkim nieprzewidywalne. Najbardziej śmiała myśl nie była już nieprawdopodobna, Tonks rzuciła się dziś na śmierć, choć nie miała prawa zwyciężyć boju. Co zamierzała osiągnąć? Bał się, bał się, że jej celem naprawdę mogła być tego dnia Evandra. Teraz już jednak wiedział, że jego małżonka przedostała się do Dover pod opieką Clauda bezpiecznie i cało, w skuteczność swojego lokaja nie wątpił zresztą nigdy. Pozostał w nim jednak niepokój przed tym, co przynieść miała przyszłość. Prowadzony przez służbę znalazł się przy tarasach, dostrzegając gładki profil Evandry; przystanął u progu, wspierając się bokiem ścianę i krótką chwilę przyglądał się w jej ciszy, ze strapieniem wyrysowanym na twarzy, nim postawił pierwsze kroki na balkonie. Nie był pewien, czy usłyszała go wcześniej, spokojnym krokiem przeszedł bliżej balustrady, utkwiwszy wzrok gdzieś w złotych przebłyskach słońca na bliskim krajobrazie kanału La Manche. Obiecał jej wrócić - i wrócił, choć nie wymagało to od niego wielkiego heroizmu. Sytuacja wróciła do normy znacznie szybciej, niż sądził, że się to stanie.
- Dziękuję - zwrócił się do niej w końcu, przerywając ciszę; dziękował za to, że była, że zgodziła się przyjść, że dumnie reprezentowała jego rodzinę pełniąc w niej własną rolę. To wiele znaczyło, podkreślenie, że najważniejsze angielskie rody stoją murem za aktualną władzą. To wiele znaczyło, że trwała u jego boku, ni jeden wyrzut sumienia nie nabiegł do jego myśli, gdy w tym samym czasie uchwycił spojrzenie przemawiającej Deirdre. Nie widział w tym znaczenia. - Sytuacja została opanowana, tej dziewczyny raczej już nigdy nie zobaczymy. Była poszukiwana. Pewnie ukrywała się zbyt długo... i straciła rozum. - Jakże inaczej można było nazwać tę lekkomyślność? Jego słowa zdać się mogły bezduszne, pozbawione choć krztyny współczucia. Dobrze wiedział, że na Tonks czekała teraz agonia, tortury i długie, mozolne przesłuchania, ale nic nie działo się bez przyczyny. Zdążyła sobie na to zapracować. - Tego dnia dokonało się więcej, niż ktokolwiek zakładał - Ścięcie zdrajców to jedno, przechwycenie jednej z głównych rebeliantek to sukces całkiem innej miary. Odwrócił się w jej stronę, niedbale opierając się o balustradę, błąkając się wzrokiem po jasnej skórze jej twarzy i błękitnych tęczówkach, tak wiele oddałby teraz za jej myśli. - A wydarzenia te odbiją się piętnem w całym kraju. Cieszę się, że tam byłaś - dodał szczerze, szukając na jej twarzy emocji. Był z niej dumny, jak dumnym mężczyzna mógł być z żony, nie odwróciła wzroku, nie skrzywiła się nawet, choć krew i brutalność chwili były jej dotąd tak obce.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Tarasy 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Tarasy [odnośnik]20.10.20 11:59
Powrót do Kent odbył się bez żadnych emocjonujących wydarzeń, profesjonalna eskorta odstawiła ją całą i zdrową. Nawet półbuty na nieco zbyt miękkiej jak na brukowany plac podeszwie nie przyniosły jej zadrapań, choć zaraz po dotarciu do swojej komnaty zmieniła je na lekkie pantofle. W milczeniu zdjęła kapelusz z woalką, starając się nie patrzeć w swoje odbicie w lustrze, jakby bała się dostrzec w nim zwątpienie, które zakiełkowało w niej na Connaught Square. Bała się, że gdy tylko je znajdzie choćby w kącikach oczu czy w lekkim drżeniu warg, tak misternie odbudowywana pewność siebie błyskawicznie runie, zostawiając ją skuloną w stercie niewypełnionych obietnic, jakie złożyła samej sobie przed kilkoma dniami. Powtarzała sobie, że nadszedł ten czas - na powstanie, dumne uniesienie głowy, odważne spojrzenie, pewną postawę - tyle że nie przewidziała nagłych wydarzeń, które zaburzyły dzisiejszą uroczystość. Pomimo iż już przed samym opuszczeniem placu dostała zapewnienie o opanowaniu sytuacji, nie potrafiła przestać się zamartwiać. Nie wątpiła w siłę Tristana, a w kompetencje otaczających go czarodziei. Co, jeśli to któryś z nich zawiedzie?
Potrzeba oczyszczenia myśli zmusiła ją do opuszczenia sypialni, przez dłuższy czas krążyła bez celu po korytarzach, aż poczuła na policzku smagnięcie chłodnego powietrza. Szczupłe palce zacisnęły się na żeliwnej balustradzie, a przepełnione wątpliwościami spojrzenie przesuwało się po okolicznych terenach w poszukiwaniu choć chwilowego ukojenia. Uspokój się. Nie myśl o tym, powtarzała coraz wolniej, pozwalając by jej zapchany czarnymi scenariuszami umysł uświadomił sobie, że jest już bezpieczna. Krok w tył, dystans, obiektywność. To nie śmierć była przerażająca, nie płynąca po katowskim podejście krew i nie ryzyko oberwania zaklęciem z rąk Tonks.
Zamknięta we własnej głowie w pierwszej chwili nie zauważyła jego obecności. Drgnęła dopiero na dźwięk wypowiadanych słów, momentalnie ogarnęło ją poczucie ulgi. Wrócił. Krótko walczyła z chęcią zamknięcia go w swych ramionach, ale szybko przypomniała sobie, że to nie czas na słabostki. Liczył się tylko panujący konflikt i utrzymanie wysokiej pozycji rodów w walce o ich wspólną przyszłość. Cieszę się, że tam byłaś. Czy i ona cieszyła się z uczestnictwa w egzekucji? Funkcja reprezentacyjna była bardzo ważna, to prawda, ale Evandra nie sądziła, że ta przedłużająca się chwila spędzona na placu tak bardzo się na niej odbije.
- Dlaczego oni to robią? - westchnęła wreszcie, pozwalając sobie na zdradzenie własnych emocji. Posągowa maska ustąpiła, odsłaniając kryjące się na twarzy Evandry niezrozumienie. Uniosła wzrok, szukając w jego spojrzeniu odpowiedzi. Przystojna twarz Tristana dawała świadectwo dumie i wdzięczności, o której mówił. Na ułamek sekundy jeszcze zawahała się czy na pewno ciągnąć myśl, czy na pewno chce go zasmucać swoimi wątpliwościami. Jego spojrzenie skutecznie ją rozpraszało, ale skoro już zaczęła, nie mogła się wycofać. - Skąd w nich tyle złości? Czy nie widzą krzywdy, jaką wyrządzają nam i swoim bliskim? - Spuściła wzrok i pokręciła głową z niedowierzaniem. Odepchnęła się od barierki i zaczęła krążyć po tarasie, jakby chciała w ten sposób pozbyć się nagromadzonych emocji. - Staram się ich zrozumieć, ale nie potrafię dostrzec sensu w przelewaniu krwi. - Próba współczucia mogła się odbić na niej negatywnie, ale jak zaciskać zęby i wciąż tkwić w milczeniu, gdy otaczający ją świat nie miał wiele wspólnego z logiką. Ciało lady Rosier zaczęło trząść się z mieszaniny chłodu i złości, jakiej nie potrafiła nazwać. - Czy wszyscy są tak szaleni? Co chcą osiągnąć? Czy nie widzą, że chaos przynosi wyłącznie ból? Nie ma w nich wrażliwości ani zrozumienia? - Zadawane pospiesznie pytania nie niosły za sobą ukojenia, jakie chciała odnaleźć. Gdyby tylko mogła spotkałaby się z Justine Tonks i wyrzuciła z siebie te wszystkie wątpliwości! Mówi się, że ze zdrajcami się nie dyskutuje, ale jak inaczej zrozumieć?



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Tarasy [odnośnik]24.10.20 21:55
Od momentu, w którym się do niej zwrócił, błądził spojrzeniem po jej twarzy, szukając emocji, które zdradziłby choć część jej myśli; przyszło im żyć w trudnych czasach, a on sam nie sądził, że ich trudy sięgną samą Evandrę tak szybko. I zaczynało go to martwić, wydawało mu się, że chronił ją dostatecznie, ale gdyby na placu tego dnia Tonks nie była sama, gdyby Zakonników jakimś cudem znalazło się tam więcej, dzisiejsze popołudnie mogło skończyć się zupełnie inaczej. Bardziej problematycznie. Czy boleśnie dla niego, chciał wątpić, ale pewności mieć nie mógł.  Rebeliantka zachowała się jak szalona, prawdopodobnie była szalona, a po szaleńcu można się było spodziewać dosłownie wszystkiego. Wreszcie zdecydowała się te emocje obnażyć, zdradzając zagubienie, które spostrzegł, gdy ich spojrzenia zdołały się skrzyżować. Nie odpowiedział jej od razu, dając wybrzmieć ciszy i pozwalając jej kontynuować powziętą myśl, opierając się o balustradę łokciami, zwracając się naprzeciw niej: i obserwując, jak jej eteryczna sylwetka krąży po balkonie, ciągnąc za sobą ciężki materiał sukni. - Nie potrafią zaakceptować zmian - odpowiedział, z cichym westchnieniem. Poczuł dziwną odrazę na myśl, że pozbawiony rozumu szlam mógłby chcieć ją skrzywdzić. Nie powinni mieć na to odwagi, przepaść między nią a nimi była zbyt wielka. - Nie rozumieją, że one już się wydarzyły, że są jedynie powrotem do naszych korzeni, zatrzymaniem trawiącego nas zepsucia. Pozwoliliśmy rozwinąć się mugolskiej cywilizacji - i do czego to doprowadziło? Do Londynu skąpanego w zbyt gęstej mgle, do krajobrazu zniszczonego ich odrapanymi budynkami, do ginącej fauny i świata, w którym Ministerstwem Magii rządzą demokratycznie wybrani nieudacznicy. - Nie mówił bynajmniej o Cronosie, ale rządy ministra, którego usunął lord Voldemort kandydaturą Malfoya, odbiły się również na ich rodzinie - podważał legalność interesów w należącym do nich smoczym rezerwacie, niesłusznie zresztą. Był synem wielowiekowego rodu, jednego z ostatnich najczystszych, ona była córką takiego. Nieśli schedę dawnego porządku. Bezczynność byłaby sprzeniewierzeniem się wszystkiemu, o co walczyli ich przodkowie. - Czas naprawić popełnione dawniej błędy. Dla dobra nas wszystkich. W końcu pojmą, że tak należało zrobić - W jego głosie ni przez chwilę nie wybrzmiało wahanie. Był pewien swoich słów równie mocno, co pewien był drżenia Mrocznego Znaku na jego lewym przedramieniu.
- Jeszcze są ślepi, a na oślep nie potrafią odnaleźć właściwej drogi - odpowiedział, odnosząc się do niewidzenia krzywd. - Kąsają i szczekają jak zapędzony w róg bezdomny pies, ale przecież i taki potrzebuje pana. - Tym tylko byli, niczym więcej. Ich rodzina dzierżyła władzę, czasem bardziej otwartą, czasem bardziej zakulisową, od setek lat. I nadszedł czas, by pociągnąć za właściwe sznurki, rozstawiając role marionetek w ich właściwych pozycjach - bo po drodze coś wypadło z normy. Współczucie, jakie im okazała, było cechą słabszej płci, nie winił jej za to. - Całe życie pogrążali się w chaosie. W rozpadzie i zniszczeniu, zmierzając donikąd. Przyzwyczaili się do bałaganu. Próba uporządkowania go spotyka się ze sprzeciwem, jak u dziecka, które wciąż nie rozumie, że niewygoda czasem jest konieczna. Stąd te zrywy. Tak samo pozbawione ładu. Tak samo ślepe. - Czymże był dzisiejszy ruch - jeśli nie szaleństwem? Nagłym impulsem, emocją, która kazała Tonks wystąpić przed szereg i oddać się w ręce wroga. - Chaotyczne i dokonane bez udziału rozumu. - Wyciągnął ku niej dłoń, dostrzegłszy dreszcz na jej ciele, wnętrzem ku górze.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Tarasy 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Tarasy [odnośnik]04.11.20 11:23
Chaos i zniszczenie ją przerażały, a z powagi zagrożenia zaczęła sobie zdawać sprawę dopiero dzisiejszego dnia. Czy zło dotrze do ich drzwi, czy będą musieli uciekać, tak jak na Connaught Square? Na placu wystarczyła jedna szalona rebeliantka, by zmącić ich spokój i zmusić do wycofania, kiedy podczas egzekucji byli licznie otoczeni służbami porządkowymi. Co w przypadku, w którym szlam dostanie się do Kent? Czy powinna zarzucić swoje plany powrotu do towarzystwa w obawie przed niespodziewanym atakiem? Nie po to przecież toczyły się walki, by bała się teraz opuszczać bezpieczne komnaty.
Czy tych szaleńców można jeszcze uzdrowić? Naiwne myślenie płynące z niewinnej krwi. Nieustająca nadzieja i pragnienie dobra dla wszystkich - jeszcze nie raz miało się to na niej odbić. Niechęć do mugoli była jej wtłaczana od najmłodszych lat, nie miała wtedy żadnych powodów, by nie wierzyć w przekazywane jej prawdy. W czasach hogwarckich, gdy o jej dobre prowadzenie się dbały rówieśniczki, coś zaczęło się psuć i nie pasować. Aquila oraz Primrose nie miały takich oporów przed głośnym wyrażaniem swoich poglądów, czy wobec tego cecha słabej płci przypadła Evandrze z potrojoną siłą?
Przystanęła widząc wyciągniętą rękę. Porzuciła irracjonalne pomysły, w milczeniu godząc się z jego słowami. Miał rację. Zaakceptowanie zmian przychodziło z trudem, zwłaszcza gdy nie było się przygotowanym na ich nadejście. Można się było oszukiwać do samego końca, lecz z każdą chwilą było coraz gorzej. Evandra zdążyła tego doświadczyć na własnej skórze, kiedy uparcie negowała wszelkie logiczne argumenty i próby wyjaśnienia słuszności podejmowanych decyzji. Nie lubiła się z nim zgadzać, zwłaszcza gdy docierało do niej o jakich oczywistościach rozmawiają. Przestąpiła krok, pozwalając by spokój Tristana zaczął jej się udzielać, złączyła ich wyciągnięte dłonie.
- Bezdomny, ujadający pies jest przepełniony strachem. Dopuszcza się skrajnie nierozważnych działań w obawie przed zranieniem i choć atakuje na oślep, to można zdobyć jego zaufanie, przekonać. - Głupia, myślisz, że nie próbowano? Pragnieniem Evandry było rychłe zakończenie wszystkich walk, lecz niechęć do podejmowania radykalnych kroków i uporczywe tkwienie w przeświadczeniu, że dobro istnieje w każdej istocie nie szły w parze. Według niej nikt nie rodził zły i zawistny, a odpowiednie traktowanie procentowało. - Chcę, byś wiedział, że ufam twej ocenie, tak jak i wierzę w słuszność podejmowanych kroków. - Ciche westchnienie wyrażało rezygnację z wysuwania dalszych wątpliwości, albo próbę ich zakopania w odmętach podświadomości.
Tristan miał na swoich barkach zbyt wiele trosk, nie chciała być jedną z nich. Przez zdecydowaną większość swojego życia była zdana na czyjąś pomoc i choć można było wnioskować, że do tak naturalnej dla arystokracji kolei rzeczy można się przyzwyczaić, to poczucie bezsilności nie wprawiało w dobry nastrój. Zwłaszcza kiedy miało się świadomość swej pozycji na szachownicy wpływów, widząc cień krążącej nad planszą dłoni. Jak wyrwać się z tego schematu, jak zmienić własną sytuację, jak zawalczyć o dobro rodziny?
Podniosła na niego wzrok, wyłapując pewne spojrzenie. Chciała dotknąć jego twarzy, opuszkami palców zarysować kształt nosa i brwi. Oddać mu dobro, którym ją przez ten cały czas obdarowywał, a w które uparcie wątpiła. Odwzajemnić, wynagrodzić trud, okazać wdzięczność, podziękować za zaangażowanie i dotrzymane słowo. Zacisnęła mocniej palce na jego dłoni.
- Jak mogę pomóc? - Przemawiała przez nią szczera chęć zaangażowania się w bieżące sprawy. Jak inaczej wrócić do codzienności zamkniętej w murach pałacu, gdy losy ich świata ważyły się poza nimi?



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Tarasy [odnośnik]09.11.20 0:09
Kącik jego ust drgnął, gdy zdecydowała się połączyć ich dłonie, pochwycił je we własne, unosząc lekko w górę, wyczuwając silniejszy uścisk i przygładzając ich delikatny, aksamitny wierzch kciukiem, choć wyraz jego twarzy - w zamyśleniu - pozostał niewzruszony, zadarł lekko brodę swoim zwyczajem, zawieszając ją nad czołem Evandry, pozwalając się uderzyć zapachowi jej kwiatowych perfum. Przenikały znajomą, słodką wonią, drażniąc zmysły znęcone chłodnym wiatrem, jaki zwykle wokół siebie roztaczała. Dziś wydawała się bliższa ogniu - lecz to nie emocje, których pragnął, zdołały go rozbudzić. Jej wzburzenie było oczywiste i naturalne.
- To piękna myśl, Evandro - odpowiedział powoli, odnajdując spojrzeniem iskry jej źrenic; błękitne tęczówki były dla nich pięknym tłem. - Lecz równie, co piękna, jest też naiwna. Jeśli spróbujesz łagodnym dotykiem oswoić psa, który w zajadłej złości będzie chciał ci odgryźć dłoń, najpewniej ją stracisz. Czy warto? - Nie mogli uszczęśliwić tych ludzi na siłę, nie, kiedy bronili się przed tym tak mocno. Woleli zginąć niż żyć w nowym porządku - więc zginą. - Czasem zwierzę można wychować tylko kijem. Dla jego dobra, bo lepiej jest je odstraszyć od ognia, niż pozwolić włożyć w niego pysk. Bo gdy serce zbyt mocno zaślepia żal i nienawiść, nie zostaje już nic, co pozwala rozjaśnić rozum. Nie przekonasz nigdy kogoś, kto nie chce cię wysłuchać. - Przełożył jej dłonie do lewej, prawą unosząc do jej policzka - muskając alabaster jej cery opuszkami. Dopiero teraz kąciki jego ust wygięły się mocniej w uśmiechu, który nie sięgał jednak oczu. - Cieszę się - odparł na jej wyznanie, zatrzymując błądzące palce na kości jej policzka, w pół ruchu, jak zmrożone. - Naprawdę się cieszę - dodał, rad z zaufania, którym postanowiła go obdarzyć - chyba po raz pierwszy, lecz z pewnością szczery. Nie odpowiedział od razu, słowa jego żony niosły determinację, jaka stanowiła o wielkich tego świata. Lśniła jak klejnot, lecz wciąż nieoszlifowany - mogła rozjaśnieć mocniej. Czy mógł jej pomóc, przeprowadzić przez to? Być może. Oczywistym było, że nie weźmie udziału w walkach, ale przecież nie o to pytała. Jako najmłodsza pośród skostniałej starszyzny Dwudziestu Ośmiu miała pozycję, która zapewniała jej wiele przywilejów - lecz wpierw musiała tę pozycję oznaczyć. Sprawić, by znacznie starsze czarownice spojrzały na nią jak na równą sobie. Wiedział, że to niełatwe. Tak jak wiedział, że sobie poradzi.
- Oczy wielu młodych dziewcząt są skupione na tobie. - Chciałyby być piękne jak ty, wieść życie, jakie wiedziesz ty, nawet jeśli nic o nim nie wiedzą. Iluzja znaczyła więcej od prawdy, w ich świecie była to prawda, której przeważnie uczono się bardzo szybko. - Bądź im wzorem, jakiego potrzebują. Głoś swoje poparcie tam, gdzie mogą cię usłyszeć. Może dzięki tobie - będą stąpać właściwą ścieżką. Inaczej, niż dziewczyna Selwynów, którą zwiodły błędne ognie. - Czy nie było jej żal Isabelli? Straciła rodzinę, pieniądze, wpływy, życie, w imię czego? Heroicznej obrony szlamu? Cóż dla nich zrobi - rozedrze sukienkę i rozda swój jedwab? Sądził, że najdalej trzy księżyce po swojej decyzji ta dziewczyna pojęła, jak wielki poczyniła błąd, w biedzie odnajdując koszmar czarownicy chowanej przecież na wytworną damę. - Obiecałem dzisiaj pieniądze wdowom zamordowanym przez ściętych bandytów, ale w Londynie zginęło znacznie więcej chłopców. Urządź kwestę dla kobiet, które pozostawili po sobie oni. Okaż im serce, by ich morale pozostały wysokie. Niech wiedzą, że doceniamy ich wysiłki i ich poświęcenie. Że nie zostaną bez pomocy. Że to, co robią dla kraju, przynosi im zaszczyt. - Byli tylko środkiem do celu, ich śmierć nie obejdzie nikogo. Ale ich życie i ich oddanie świadczyło o sile Ministerstwa Magii, które wkrótce musiało rozszerzyć swoją ekspansję. Będą ich potrzebować.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Tarasy 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Tarasy [odnośnik]23.11.20 13:11
Chłód Evandry nie był jej naturalnym stanem. Broniła się zacięcie, utrzymywała bariery, nie dostrzegając sponad murów, że jest jedyną, która jeszcze toczy tę walkę. Choć mogło się zdawać, że emocje, których oczekuje od niej Tristan nie istnieją, w rzeczywistości tylko czekały tęsknie na odpowiedni moment. Zastygły na jej policzku dotyk koił przyjemnym ciepłem muśniętą wiatrem skórę. Nienawykła do tak długiej oziębłości coraz bardziej odczuwała negatywne skutki izolacji. Niezaspokojona potrzeba bliskości napawała ją smutkiem, ale i pogłębiającym się przerażeniem, że tak będzie już zawsze. Nie chciała stać się jedną z tych, których zaślepił żal.
Na wspomnienie Isabelli zamarła na krótką chwilę; nie potrafiła ukryć przed nim sympatii, jaką wciąż gdzieś w głębi duszy ją darzyła. Choć zupełnie nie rozumiała podjętych przez nią decyzji, nie życzyła jej źle. Nie chciała wierzyć, że świat może być tak bardzo czarno-biały, z niektórymi wciąż można było porozmawiać. Wesprzeć wątpiących, umocnić nadzieję, zachęcić do zjednoczenia. Ile dowodów jeszcze potrzebowała, by zmienić swoje nastawienie, przejrzeć na oczy i zobaczyć świat taki, jaki jest naprawdę, bez zbędnego idealizowania?
Zbieranie datków było sporym przedsięwzięciem, a efektów nie będzie widać od razu. Najpierw należało znaleźć tych, dla kogo będzie zbiórka - poznać ich nie tylko z imienia i nazwiska, ale także ich historie. Jak do nich dotrzeć, gdzie zacząć szukać? Do kogo się zwrócić? Wysunięta propozycja była ambitna, ale przecież do takiej roli była przygotowywana. To że nie chciała angażować się w towarzyskie przedsięwzięcia nie znaczyło, że już nigdy do nich nie wróci.
Motywowana podejrzliwością obserwowała go w milczeniu, uważnie przenosząc wzrok z jednego oka na drugie. Pospieszna analiza, próba interpretacji, wyłapania znaków, które mogłyby zdradzić jego intencje. Przedłużająca się cisza zaowocowała uśmiechem, który momentalnie rozświetlił jej zachmurzoną twarz.
- Naprawdę wierzysz, że mnie wysłuchają - zauważyła mile zaskoczona, próbując przedrzeć się przez powściągliwy uśmiech Tristana. W sprawianiu pozorów byli do siebie podobni, choć trzeba było przyznać, że lord miał w tym większe doświadczenie. - Wybacz, nie sądziłam, że chcesz, bym się tak udzielała. Muszę przyznać, że moje rozmyślania krążyły w ostatnich dniach wokół pewnego problemu, z jakim się mierzę. - Zbierała się w sobie, z trudem dokładając jedno słowo do drugiego, niechętnie przyznając się do słabości. Choć uśmiech nieco zbladł, w jej głosie próżno było szukać wahania czy załamania, wiara była w niej silniejsza od strachu. - Dość mam już własnej bezczynności, usycham, bo trudno mi z myślą, że tyle mnie omija. Zwłaszcza gdy mam świadomość zaniedbania swoich obowiązków względem ciebie. Byłeś obok przez cały ten czas, najwyższa pora, bym i ja stała się dla ciebie wsparciem. - Nie mogła już dłużej milczeć, toczyć z góry przegranej walki. Dawne demony nie stanowiły już zagrożenia, musiała to przyznać otwarcie. Miała w ciągu ostatnich miesięcy wiele okazji do przemyśleń i wyciągnięcia wniosków, do których z początku nie chciała się przekonać, ale chłodna kalkulacja kazała jej przywrócić się do porządku i pogrzebać własną nieudolność raz na zawsze.
Pamiętając, że wcześniej sama siebie zganiła za tę chęć do czułości, już chciała ostrożnie wysunąć dłonie z jego uścisku, ale łaknienie bliskości było silniejsze od postawionych sobie zasad, zwłaszcza w dniu, który obfitował w niecodzienne wydarzenia. Sama potrzebowała ciepła, lecz i chciała mu się odwdzięczyć. Tatiana Dolohov, niesamowita młoda czarownica, której obecność w życiu Evandry była w pewnym momencie kluczowa, mówiła jej o nie wyprowadzaniu z błędu swojego małżonka. Tyle że ona nie chciała wciąż tkwić w ramionach niepewności. Jej marzenie o posiadaniu szczęśliwej rodziny nie będzie mogło się ziścić, póki sama nie wyciągnie ręki. - Dlatego chętnie zadbam o spokój zagubionych dusz. - Czy dopuścisz mnie do swojej? - Roztoczę pokrzepiający blask, przypomnę przyświecający nam cel. Niech wiedzą, że nie są nam obojętni. - W tej walce potrzebowali wszystkich, lecz nie każdemu będzie dane oglądać ich odbudowany, pełen świetności świat. Całe czarodziejskie społeczeństwo powinno czuć dumę, że to za ich czasów przywracana jest należyta im władza i szacunek.



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Tarasy [odnośnik]10.12.20 0:32
Trudno było nie dostrzec tego zawahania - i trudno mu się było temu dziwić, Evandra znała Isabellę do dziecka i jeśli choć połowa słów, które usłyszał na jej temat od Morgany była prawdą, nikt nie spodziewał się po niej tak przedziwnej decyzji. I na nim robiła dobre wrażenie - zatem co się stało? Czy zwiodło ją kłamstwo, ułuda... czego? cóż czarownicy jej stanu mogli zaoferować mugole? Zwieść ją mogła tylko głupota, głupota, za którą po prawdzie trudno było ją winić, była tylko młodą kobietą, a jednocześnie głupota, której konsekwencje musiała ponieść. W tym przypadku - ostateczne, stając się martwą dla ich świata. Nigdy nieistniejącą. Czy istniało coś straszniejszego od wizji zostania zapomnianym - dla nich, chowanych na przyszłość swojego pokolenia, nadzieję czarodziejskiego świata?
Otóż to - nadzieję, kąciki ust Tristana uniosły się nieco wyżej, gdy usłyszał jej zaskoczone słowa.
- To, gdzie się znaleźliśmy, Evandro, rola, która na nas spadła, była dla nas zaskoczeniem. - Dla obojga, Tristan miał ambicje, chciał sięgnąć po pierścień nestora, ale nie sądził, że uczyni to tak wcześnie. W trakcie wojny życie toczyło się szybciej, niektóre decyzje czekać nie mogły. A on - on był śmierciożercą o władzy znacznie rozleglejszej. - Nigdy cię nie zapytałem, jak się z tym czujesz. - I choć nie pytał, tak cisza i spojrzenie zdradzały, że oczekiwał odpowiedzi. Poprowadzenie rodu w tak trudnych czasach wydawało się nie lada wyzwaniem dla niego, a co dopiero dla niej - tak młodej, gdy odpowiedzialność, jaka pojawiła się tak nagle, wydawać się musiała tak ciężka. Jeszcze nawet do końca nie znała tej rodziny, a już stała się jej pierwszą damą. - Tacy jak ty - I tacy jak ja - nie rodzą się po to, żeby czekać. Wypełnimy rolę, którą nam powierzono najlepiej, jak jesteśmy w stanie, bo tego się od nas dzisiaj wymaga. Bo ją nam przeznaczono. Bo tak opiszą nas w kronikach. - Nie uczono ich przecież nigdy prawa wyboru, choć i on miał okres, w którym zrodził się w nim przeciwko temu bunt; do pewnych decyzji należy dojrzeć, do wejścia w swoją rolę zwłaszcza. - Bo właśnie po to przyszliśmy na świat - I to było sensem ich kruchej egzystencji, przyjąć ofiarowaną im schedę i wypełnić ją zgodnie z wolą przodków. - Dlaczego miałbym bronić ci zwrócić na siebie większą uwagę? Jesteś moją żoną, a twoja mądrość i twoje zaangażowanie przysporzyć mi mogą jedynie dumy. Każdy głos w przestrzeni publicznej jest ważny, twój ma szansę trafić na zupełnie odmienny grunt, niż mój. - Ujmie czarownice, młode dziewczęta, które w rozdarciu odnajdą wreszcie sens i zapragną przypominać ciebie. Być piękne, bystre, elokwentne, otoczone zaszczytami. Ujmie tych, którzy wciąż wątpią w szczerość ich słusznych intencji. Zostając nestorem stał się w pewien sposób politykiem, poniekąd, nawet jeśli mimowolnie, na tę scenę została wciągnięta również ona. Ale Tristan wiedział, że w tym świetle mogła tylko rozbłysnąć. - Zbudujemy nowy wspaniały świat, dla przyszłych pokoleń, dla naszego syna, a ty pomożesz ten świat budować - raczej stwierdził, niż pytał, nie odejmując dłoni od jej gładkiej twarzy. Nie musiał wątpić w to, czy zdoła zachwycić, zachwyci innych tak jak zachwycała jego. Jej wyznanie sprawiło, że na krótką chwilę umilkł; zaniedbanie obowiązków w żadnym razie nie było chlubą, lecz nawet róża zasypia zimą, by przebudzić się na wiosnę większa, silniejsza i piękniejsza. Przesunął dłoń, zakładając za jej ucho zbłąkany kosmyk jasnych włosów. - Uschniętym różom odpadają i kwiaty i kolce, chcę, byś pozostała przy mnie silna. Chcę, byś zachwycała i pozostała zachwyconą - wyznał, jej więdnięcie było przykre również jemu, a słowa, które właśnie słyszał - jak miód płynęły z jej ust. Wiedział, że sobie poradzi. Zawsze dawała całą siebie. - Sprawiasz mi tymi słowy wielką radość, tak jak wielką otuchę i nadzieję możesz przynieść czarodziejom, którzy dzielą nasze idee. Musisz jednak pamiętać, by zawsze mieć baczenie na swoje bezpieczeństwo. Znaczysz wiele w ogóle i znaczysz wiele dla mnie. Wielu z tych szaleńców pragnęłoby twojej krzywdy, jedni dla sadystycznej radości i wyimaginowanej zemsty, inni tylko po to, by zranić w ten sposób mnie. Nigdy im nie ufaj, a ja nigdy nie pozwolę im cię skrzywdzić. - Wciąż nie był pewien, kto był celem dziewczyny na placu. Miał nadzieję, że uda się rozstrzygnąć tę wątpliwość w toku jej, oby bezlitosnego, przesłuchania. Każdy, kto zechce podnieść na Evandrę rękę, mógł być pewien, że tę rękę straci. - Czy to tylko ta bezczynność była winną twych ostatnich zmartwień? Niech ich koniec stanie się początkiem, powiedz, od czego zechcesz zacząć? - zapytał, splatając dłonie w silniejszym uścisku, chcąc dodać jej otuchy, choć przeszło mu przez myśl, czy w pełni zdawała sobie sprawę z własnych słów - i z tego, że wśród jej małżeńskich obowiązków było ich więcej, niżeli tylko reprezentacja, ale te słowa zostawił na później.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Tarasy 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Tarasy [odnośnik]25.12.20 0:03
Musiała przyznać, że początkowo wcale nie czuła zaistniałych zmian. Pierścień, tytuł, obowiązek. Wszystko zdawało się być tak odległe i nierealne, że przyjęła je ze spokojem, nie zdając sobie przecież sprawy z tego jak będzie wyglądać wprowadzenie ich w życie. Fakt, że nie była na to gotowa wtedy, pozostawał bezdyskusyjny, ale czy była na to gotowa teraz? Jak się z tym czuję? Wcale! Cóż miała mu powiedzieć prócz pustych frazesów? Jak bardzo czuje się zagubiona i nie na miejscu? Że za każdym razem, gdy próbuje się skupić, gdy zdaje jej się, że ma pewność i słuszność podejmowanych kroków, to coś jej umyka, wysuwa się spod palców, pozostawiając niedosyt i rozczarowanie?
- Dbałeś o to, bym nie czuła się przytłoczona. - Zaczęło się od delikatnego ogólniku, bo przecież nie od razu Rzym zbudowano, a małe kroki są lepsze od żadnych. - Wiem też, że mieliśmy nieco... rozbieżne oczekiwania względem tego jak będzie wyglądać nasze małżeństwo. - Skąd wzięło się przyspieszone bicie serca, to zwykłe zdenerwowanie czy atak paniki? - Nie potrafiłam cię wesprzeć wtedy, gdy mnie potrzebowałeś, co także było stresujące i nie wpływało pozytywnie na nasze stosunki. Przepraszam, nie tak to sobie wymarzyliśmy. - Przed momentem wyznała mu, że mu ufa. Nie mogła znów się wycofać, zrobić kroku w tył, przekreślając swoje deklaracje - tylko czy było one wystarczające, by zmienić swoje nastawienie? Odpowiedziała mu uśmiechem, by choć trochę złagodzić narastającą powagę. - Chciałabym, abyśmy zapisali się w kronikach w sposób nadzwyczajny. Stojący na straży tradycji i ideałów, otaczający protekcją pogrążający się w chaosie świat. Wiem, że ci, którzy nie podejmują działań, nie zapisują się w historii.
Przepełnione niemal wszelkimi możliwymi uczuciami Evandrowe serce kruszało z każdym wypowiadanym przez niego słowem. Chciał jej zachwytu, czy można usłyszeć milsze pragnienie? Jak mogła się tyle na niego gniewać, kiedy on tak się troszczył?
Skinęła głową, biorąc sobie do serca wszystkie uwagi. Do tej pory żyła w przekonaniu, że nic złego nie może jej się stać, wszak nie było w świecie tylu szalonych osób, by ktoś chciał targnąć się na jej życie, a bynajmniej nie w jej najbliższym otoczeniu. Dopiero dziś miała okazję, by prawdziwie się zaniepokoić i poczuć wiszące nad nimi zagrożenie. Wiedziała przecież, że Tristan zrobi wszystko, co w jego mocy, by zapewnić jej bezpieczeństwo, lecz skoro sam zalecił rozwagę, może powinna ponownie zastanowić się nad wyznaczonymi sobie celami? Czy któryś z nich był na tyle ryzykowny, że złamałaby dane mu słowo?
- Mam wiele przemyśleń i postanowień! -  Zupełnie zignorowała powtarzane przez guwernantkę słowa o wstrzemięźliwości co do dzielenia się własnymi przekonaniami. Zasady nakazywały milczenie i zachowywanie uwag dla siebie, wskazując powściągliwość jako najwyższą z cnót. Zamiast się do nich stosować w jej oczach błysnęły radosne ogniki, świadczące o młodzieńczej, żywiołowej pasji. - Jako że rodzina jest najważniejsza, chcę pomówić z twoją matką i zebrać wszelkie, nieznane mi dotąd informacje odnośnie rodu, a także pomóc przy przygotowaniach do ślubu Mathieu i Callisty. Okres ich narzeczeństwa nie powinien być dłuższy od Melisande i Alpharda, ale w pośpiechu łatwo o niedociągnięcia. Obiecałam też swojej matce, że będziemy się częściej widywać. Już teraz z trudem ukrywa w listach tęsknotę, nie chcę, by przepełniał ją do cna i wepchnęła w ramiona zgryzoty. - Potok słów wylewał się z jej ust, zupełnie tak, jakby długo czekała, by się nimi podzielić. - Nie chcę też dłużej odsuwać od siebie muzyki, ale sama gra też pozostawia niedosyt. Dlatego też pomyślałam, że mogę częściej pojawiać się w La Fantasmagorie, by aktywniej włączyć się w jej życie. - A to miał być dopiero początek! Zaczęła nabierać pewności w powodzenie planu, który niejako odsuwał ją od wizji posiadania wielkiej rodziny. Czasem zastanawiała się nad tym kiedy będzie na to gotowa; wiedziała, że jej ciało jest słabe, czy naprawdę chciała aż tak ryzykować? Niekiedy wracały do niej obawy, że znów stanie się coś strasznego - nawet jeśli nie jej, to dziecku. Wciąż nie do końca była też przekonana, że macierzyństwo to jej prawdziwe powołanie. Teoretycznie nie wymagały od niej wiele opieki, ale rzekomo cudowny stan, który wychwalają wszystkie matki daleki był od ideału. - Poza tym, zrobię, co będzie konieczne. - Czy będzie jeszcze żałować tych słów?



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Tarasy [odnośnik]07.01.21 2:45
Lustrował spojrzeniem jej delikatną twarz z uwagą, badał fakturę czerwieni jej ust, głębie barwy jej oczu, wsłuchując się w melodię jej głosu. Pierwsze słowa wybrzmiały słodko, kolejne splotły się z goryczą, która jednak dawała nadzieję. Bywała obca, niedostępna, trzymała dystans, otulała się aurą chłodu i niedostępności. Czy chciała ją wreszcie porzucić? On, on ją do wyjścia za niego za mąż przymusił, nie czekając, aż poczuje się być gotową -  czy popełnił błąd, czy uchronił się przed czymś, co miało nie nadejść nigdy? Adorował ją jeszcze jako młodą panienkę w Hogwarcie - czy nie zdobył przez lata jej względów? On ją zdradzał, ale czy mógł nie szukać czułości, gdy jego własna żona nie chciała obdarzyć go przychylnym gestem? Na własne potknięcia szukał uzasadnień, które były w rzeczywistości konsekwencjami, zapętlając się w błędnym kole hipokryzji. Jedno pozostawało w tym niezmienne, jego oddanie wobec Evandry pozostawało szczere - choć nie zawsze potrafił je wyrazić i choć nie była w jego życiu jedyną. Montaigne zwykł mawiać, że dobre małżeństwo trwa tylko wtedy, kiedy kobieta jest ślepa, a mężczyzna głuchy. Nie zaczęli chyba najlepiej.
- Czy mówiąc o przyszłości, należy patrzeć w przeszłość? - zapytał, zatrzymując spojrzenie na jej niepewnym uśmiechu. - Zawsze mi mówiono, że należy o niej pamiętać, by czuć dumę z tego, co słuszne i ustrzec się błędów, które już raz popełniono. Ale czy warto mieć je w myślach na tyle mocno, by lękać się wykonać kolejny krok? W tańcu nie popełnisz błędu wtedy, kiedy uniesiesz głowę wysoko i spojrzysz wprost przed siebie. - Przypuszczał, że też mógł jej udzielić większego wsparcia po narodzinach ich syna. Że mógł mieć w sobie więcej cierpliwości i powstrzymać złość, kiedy stawał naprzeciw zamkniętych drzwi. Że mógł uszanować jej wolę. Z jej ust padły piękne słowa, wizjonerskie i idealistyczne. - Nasze dzieci, a później nasi wnukowie, pewnego dnia zapytają o wojnę, która się dzisiaj toczy. Niech pytają o nią z dumą, nie wstydem. Zwyczajność ci się nie przysłuży, bo nigdy nie byłaś zwyczajną - zawahał się chwilę nad wyimaginowanym echem własnych słów. - Lecz po nadzwyczajność należy sięgać wiedząc, co chce się uchwycić - Ale ona - dziś wydawała się na to gotowa jak nigdy. Nie tylko przez jej słowa wybrzmiewała pewność, ich sens zdawał się przemyślany. Nie miał wątpliwości co do tego, że zdołają zapisać się w annałach historii, ale wiedział też, że walka o pozycję nie kończyła się nigdy. Słowa Evandry zdradzały, że zdążyła się do niej przygotować, a zapał, z jakim przystąpiła do późniejszej wyliczanki, tylko to potwierdził. Zdawało mu się, że dawno już nie widział w jej oczach podobnych iskier - podobnych do tych, które dostrzegł - czy się oszukiwał? - podczas ich pierwszych spotkań, mimowolnie jego usta wygięły się w uśmiechu, kiedy z uwagą wsłuchiwał się w potok jej słów, bokiem wspierając się o balustradę malowniczego tarasu.
- Powinniśmy też zacząć częściej bywać - podjął, na fali jej entuzjazmu i korzystając z tego, że wciąż ściskał jej dłonie, nieśpiesznie okręcił ją wokół jej osi - jak w tańcu. - W Londynie, który oto należy do nas. Nie tylko wtedy, kiedy to konieczne, nasze wsparcie powinno być bardziej niewymuszone. - Podczas gdy jej chowanie się po kątach lada moment mogło rozbudzić nieprzyjemne plotki, których w zasadzie nikt nie potrzebował. Nie miał wiele czasu, rozdarty pomiędzy - głównie - obowiązkami, ale to był przecież jeden z nich. - Jesteś panią tego dworu, powinnaś wiedzieć o nim wszystko i jestem pewien, że moja matka z radością cię przyuczy - uznał, Cedrina była trudna w obejściu i mało otwarta, a od śmierci męża jeszcze bardziej zgorzkniała, niż wcześniej - jego rodzice byli tym rzadkim przypadkiem małżeństwa, które mimo zdrad ojca potrafiło darzyć się wzajemnym szacunkiem i uczuciem. I choć jej przychylność z reguły trudno zdobyć, Evandra musiała przecież zyskać w jej oczach od narodzin wnuka. - Ceremonia pod twoim okiem przebiegnie bezbłędnie, nie pozwolisz wyprowadzić się w pole pośpiechowi. - Talent Evandry, choć wiele ludzi miało perfekcjonizm za ludzką przywarę, z pewnością uczyni z tego ślubu wydarzenie towarzyskie roku. - Musimy też przygotować podarki ślubne dla obojga - przypomniał. - Udało ci się już poznać bliżej Callistę? - Skinął też głową, gdy wspomniała o własnej matce, rozważając, czy wzruszyć się rodzinną troską czy odwodzić ją od tej myśli, gdy w końcu wspomniała o Fantasmagorii. Przywykł do myśli, że nie odwiedzała jej często, choć była darem dla niej. Pewnie dlatego odczuł dyskomfort na myśl spotkania jej z Deirdre, większy niż czuł wtedy, kiedy pozwalał madame Mericourt w ogóle powstać. - Doskonale - skwitował jednak ostatecznie jej słowa. - Ambitne plany wyjątkowej czarownicy, jeśli podobnym tempem podejdziesz do ich realizacji, kronikarze już mogą zacząć o tobie pisać. Tylko częściowo martwią mnie twoje słowa, chciałbym móc jeszcze raz usłyszeć ją kiedyś spod twoich dłoni. Sądzisz, że to możliwe? - zapytał, jakby nie był świadom, że jeszcze kilka chwil temu każda z wymienionych przez nią aktywności zdawała się kamieniem milowym niemożliwym do pokonania. Względem takich jak oni wymagania zawsze były wysokie, niezależnie od tego, kto akurat stawiał ocenę. A skoro o tym mowa...
- Minęło już dużo czasu, Evandro - podjął, pewien, że ta radosna chwila była właśnie odpowiednią. Była gotowa na wszystko, co konieczne. Nie przerwał kontaktu wzrokowego ni na chwilę, nie był podlotkiem, który przy podobnych słowach mógłby poczuć wstyd. - Zostaw uchylone drzwi swoich komnat, przyjdę pod wieczór - uznał, nie zapytał, nie powinna dłużej uchylać się od żadnego z małżeńskich obowiązków. Evan wciąż był tylko niemowlęciem, a po niemowlęta śmierć lubiła przychodzić nieoczekiwanie. Tolerował jej zachowanie, choć pobudzało frustrację, tłumacząc je słabością po narodzinach dziecka, ale kolejne mijające miesiące musiały wreszcie przynieść wystarczający odpoczynek. Dało się to po niej zauważyć - że była inna, odmieniona.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Tarasy 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Tarasy [odnośnik]10.01.21 11:36
Jedno z chińskich przysłów głosi, że przeszłe zdarzenie, jeśli nie zostanie zapomniane, staje się drogowskazem przyszłości. Nakazuje odnaleźć balans i harmonię, by żyć w zgodzie z samym sobą. Problem w tym, że aby prawdziwie skupić się na przyszłej drodze, należy wyzbyć się balastu, silnych emocji, jakie nami targają i trzymają w miejscu, nie pozwalając ruszyć dalej.
- Trzymając się kurczowo przeszłości, można przegapić własne pas de deux. Uniesiona głowa może nie wystarczyć, gdy nieustannie poszukuje się równowagi. Wymaga idealnej synchronizacji. - Scala dwa ciała w jedno, wymaga poświęcenia. Potrzebowała jego wsparcia, jak i oferowała własne. Twierdziła, że jest w stanie odłożyć przeszłość na półkę, ale czy naprawdę potrafiła kontrolować własne odczucia? Po narodzinach Evana wycofała się, odmawiając wszelkiej pomocy; zagrzebana w strachu i mylnych wyobrażeniach, odcięta od rzeczywistości, chciała żyć marzeniami i wizjami. Miało być inaczej… Zbyt późno zorientowała się jak wielki popełniła błąd, pogłębione poczucie winy, napędzane strachem przed porażką. Gdyby dała mu szansę i uchyliła drzwi do własnego serca, czy powstrzymałoby to jego złość? Oczekiwała, że ją uratuje, wyzwoli od cierpienia, prawdziwie pokocha i zapragnie, będzie na każde zawołanie, odczyta myśli, że zrozumieją się bez słów. Postawiona wysoko poprzeczka nie dawała szans, by do niej sięgnąć, lecz zaślepiona własnymi wyobrażeniami popadała w melancholię, nic nie było wystarczające, ani nie zadowalało. Jak w sposób nagły, acz skuteczny zmienić nastawienie? Zmęczenie i znużenie dawały się we znaki, marzenia nie przynosiły satysfakcji; musiała zepchnąć je w zapomnienie, by nie wylądować na stosie bezużyteczności wraz z nimi.
”Niech pytają z dumą”, trafił w samo sedno, bo choć część niej wciąż łudziła się, że trwający konflikt szybko się zakończy, to dzisiejsze wydarzenie pokazało jej, że ci szaleńcy nie cofną się przed niczym. Zrozumiała, że nie może tak bezczynnie stać, gdy wokół zmieniała się historia.
Tylko na moment wybił ją z rytmu, zaskoczona obrotem zaśmiała się, dając poprowadzić prostej figurze. - Do tego nie musisz mnie namawiać! Zorientuję się w nadchodzących wydarzeniach. - Miał naprawdę wiele pracy, obowiązków nie ubywało, choć część z nich mogła od niego przejąć. Już zastanawiała się czy zyskany w ten sposób cenny czas mogliby poświęcić sobie. - Niestety nie, jej także nie powinnam zaniedbywać. - Wybranka Mathieu zdawała się mieć lepszy kontakt z Fantine, z którą miały okazję poznać się w Beauxbatons. Rzucone przed miesiącem propozycje wspólnego spędzania czasu nie doczekały się spełnienia. - Znajdę sposób, by do niej dotrzeć. Mam przeczucie, że uda nam się zaprzyjaźnić. - Ogrom przygotowań wcale jej nie przytłaczał, a dodawał energii kolejnymi wyzwaniami. Lista zadań związanych ze ślubem wydłużała się z każdą chwilą, nadchodząca wielkimi krokami uroczystość stawała się coraz bardziej realna, znajomość z Callistą wciąż potrzebowała szlifów, bez których wyprawienie idealnego przyjęcia było wręcz niemożliwe.
- Niemożliwym jest pozbyć się tak ważnego w życiu elementu. - Wyswobodziła dłoń z uścisku, unosząc ją do policzka mężczyzny w delikatnym, czułym geście. - Chcę bez pośpiechu odnaleźć swoją melodię. Wierzę, że nadchodzące zmiany będą ku temu idealną inspiracją. Gdy tylko ją odnajdę, dowiesz się jako pierwszy. - Nie traktowała jego słów za nazbyt wymagające, była mu wdzięczna za traktowanie z powagą, za to, że ją wysłuchał i służył radą. Pokazał że trzymające jej obawy były bezpodstawne, że nie był jej wrogiem, a wsparciem.
Do przepełniającej ją ekscytacji wniknął nagle strach. Musiało to wreszcie nastąpić, sama podjęła decyzję, że to koniec absencji, należało przyjąć ją ze wszelkimi konsekwencjami. W głębi serca nadal pragnęła jego bliskości, jakiej do tej pory nie udało się jej poczuć. Pozostawiona niewiadoma zawisła w powietrzu tylko na krótką chwilę.
- Tak, naturalnie - zdołała z siebie wydusić przy skinieniu głową. Uśmiech nieco pobladł, zdradzając słabość. Jeśli miał to być test, nie mogła go teraz zawieść.

| zt x2



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Tarasy [odnośnik]19.01.21 20:38
23 lipca, po kolacji zaręczynowej

Stukot obcasów złotych pantofelków odbijał się echem po korytarzach Chateau Rose, gdy Fantine przemierzała je żwawym krokiem, odprowadzana spojrzeniami postaci z licznych portretów, które zdobiły ściany. Była już niemal w połowie drogi do własnych komnat, gdzie zamierzała zaszyć się z butelką dobrego, francuskiego wina, kiedy zatrzymała ją jedna z ulubionych kuzynek, Laurine, chwytając za nadgarstek. Jakże mogła jej odmówić? Laurine przed dwoma laty wyszła za mąż, miała za sobą niełatwą ciążę i połóg, które wykluczyły ją z życia towarzyskiego na długo. Fantine rzadko ją wtedy widziała, a tęskniła za towarzystwem starszej z Róż, dlatego zgodziła się zmienić plany i razem z nią udała się do jednego z saloników na parterze, a służąca zadbała, by nie zabrakło im skrzaciego wina. Długo nie zagrzały tam jednak miejsca. Noc była tak ciepła i piękna, że aż szkoda było spędzać ją w środku - choć pałacowe wnętrza Chateau Rose zachwycały każdego gościa.
Czarownice przeniosły się na taras, gdzie pogrążył się w rozmowie o zaręczynach Melisande z lordem Blackiem, o małżeństwie i maleństwie samej Laurine, o sezonie towarzyskim, który trwał. Poczuła się niemal jak dawniej, lecz miłe spotkanie zostało przerwane przez sługę pana męża kuzynki - wzywał ją do siebie, by powrócić do rodowej siedziby.
- Idź, zostanę tu jeszcze - pożegnała ją z żalem Fantine, zamykając czarownicę w serdecznym uścisku, zanim zniknęła za drzwiami balkonowymi, pozostawiając młodszą krewną na tarasach sama.
Złoty kielich znów z pomocą czarów napełnił się winem, którego nie żałowała sobie dzisiejszego wieczoru i czuła, że zaczyna jej lekko szumieć w głowie - tak jak szumiało morze nieopodal, gdzie morskie fale rozbijały się o białe klify Dover. Wstała z wygodnego krzesła, by podejść do balustrady, oprzeć się o nią szeroko rozłożonymi dłońmi i przymrużyć oczy. Lubiła to robić. Napawać się morskim, przesyconym solą powietrzem. Ciszą wokół Chateau Rose, mąconą jedynie przez morskie fale, niekiedy pohukiwania sów z sowiarni. Fantine nie była pewna jak długo tak trwała, alkohol zaburzał jej wyczucie czasu i postrzeganie, w pewnym momencie jednak poczuła, że nie jest na tarasach sama. Odwróciła się nieśpiesznie, dostrzegając w półmroku, rozpraszanym przez blask świec z zewnątrz, męską sylwetkę. Na początku nie była pewna kto to. Zmrużyła oczy, wytężając wzrok, aż wreszcie rozpoznała w nim Francisa.
- Lordzie Lestrange, nie spodziewałam się tu pana o tak późnej porze - powiedziała powoli, sięgając po kielich i dopijając wino. Kolacja zaręczynowa Melisande i lorda Alpharda Blacka zakończyła się już jakiś czas temu. Zaproszeni goście zapewne zdążyli powrócić już do siebie. Poza Francisem. Pomyślała, że może Tristan zaprosił go do palarni, gdzie zwykł relaksować się z innymi lordami przy dobrym cygarze i rozmowach o polityce. - Jeszcze jeden toast za zdrowie przyszłych państwa młodych? - zaproponowała Fantine, unosząc kielich, lecz jej głos nie zabrzmiał szczególnie entuzjastycznie.


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.
Fantine Rosier
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Tarasy [odnośnik]21.01.21 23:40
Zaplątałem się, choć jako żywo życzyłem sobie uciec z posiadłości Rosierów. Na korytarzu natykam się jednak na Claude'a i przypomina mi się ta nieszczęsna zupa, więc pytam go poważnie, czy jeszcze zostało i czy ma coś przeciwko, jeśli bym ją dojadł. Przy stole sam być nie mogę, więc biedny lokaj musi tak stróżować przy mym krześle; pewnie mnie w tej chwili nienawidzi. Późno już, więc, jak przypuszczam, marzy o łóżku - albo wcale i nie? Służba kładzie się spać później niż państwo, a wstaje z kurami, może jest do tego przyzwyczajony. I do wstawania o dziwnych porach? Idę o zakład, że jak Tristan obudzi się w nocy z zaschniętym gardłem, to pociąga za dzwonek, a Claude materializuje się przy nim w trzy sekundy z tacą z wodą i cytrynką na osobnym talerzyku, kieliszkiem domowej, owocowej nalewki oraz trzecią opcją, mleka z miodem na sen. Słodkie, to poświęcenie. Idea służby i służalczej postawy zajmuje mnie na dłuższą chwilę poświęconą konsumpcji, gdy kończę i wycieram usta serwetą, rozmywa się w dalszym polu egzystencjalnych bolączek. Tych mam mnóstwo, rozłażą się, jak pryszcze, kiedy tylko zjem coś ostrego. Gdybym tyle samo czasu, ile myśleniu, poświęcał na przykład ćwiczeniom fizycznym, moje ciało wyglądałoby lepiej. Krytycznie patrzę na to, jak marynarka się na mnie układa - kilkudaniowy posiłek i brak tańców, to robi swoje. Rozpinam guziki, już po imprezie, tylko proszę mnie nie oceniać. Zalegam w tej jadalni i odpalam papierosa od papierosa, próbując przeliczyć, ile czasu Wandzia potrzebuje sam na sam z mężem. Chciałbym ją odbić, ale niestety, nawet w tańcu to już się nie godzi. Wobec tego, próbuję zgłębić cnotę cierpliwości; idzie to opornie, bo finalnie ląduję na tarasach Chateau Rose, gdzie planuję nawdychać się słonego powietrza i przez inhalacje solankowe poczuć się bardziej swojsko. Wolę, gdy z Evandrą spotykamy się w naszym domu - tam oboje zachowujemy się swobodniej. Nie spytałem jej o to jeszcze nigdy, teraz o tym myślę, czy Kent już stało się dla niej domem?
Dziwne; ale podczas mojej wędrówki, natykam się tylko na służbę. Zamek po pewnej godzinie zamiera, czy wszyscy na noc obżerają się tak, że jedyne, do czego dążą, to sen pod letnią kołdrą? Na tarasie za to napotykam drobną (wstawioną?) Fantine, której nie doświadczyłem od kiedy wysłałem swoją stopę na ekspedycję pod jej suknię. Uśmiecham się.
-Zabłądziłem - wyznaję jej, podchodząc bliżej i opierając się łokciami o balustradę, w przeciwną stronę do niej, przodem zwrócony nie do nadmorskiego krajobrazu, a do masywnych drzwi, w ten sposób mam lepsze światło na jej profilu - Fantine, błagam - karcę ją - oni dostali dostatecznie dużo uwagi dzisiejszego wieczora. Może by tak dla odmiany wznieść kielich za tych, którzy wciąż jeszcze czekają? - co prawda, swojego jeszcze mi brakuje, jednak ten wyimaginowany widzę równie wyraźnie, a i smak ma przedni.
-Słyszałem, że teraz, kiedy Melisande została obiecana Alphardowi, panowie w klubie czynią zakłady, kto pierwszy wyjdzie za mąż, ty, czy Aquila. Obrzydliwe - zdradzam jej, bo nie dość, że córki i siostry sprzedają, jak zwierzęta, to jeszcze stawiają na nie złoto. Tak, jak na zwierzęta - wy też macie takie zwyczaje, czy tylko mężczyźni to prosiaki? - celowo wybieram to określenie - niezbyt wulgarne, aczkolwiek w kontekście dolegliwości trapiącej część szlachty, to... aua.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Tarasy 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Tarasy [odnośnik]23.01.21 22:26
- Och, doprawdy? - spytała rozbawiona, a ciemna brew uniosła się lekko. Miała taką minę, jakby nie do końca dawała wiarę w jego słowa. Taką minę robią zwykle guwernantki, kiedy ich podopieczny popełni jakąś rozczulającą psotę, teraz zabawnie się tłumaczy i nie bardzo wiedzą, czy powinny się gniewać, czy śmiać. Nie miała pojęcia, czy skłamał, czy naprawdę zabłądził. Chateau Rose było duże, ktoś obcy mógłby zagubić się w labiryncie korytarzy, licznych saloników, komnat gościnnych, pokoi muzycznych... Lord Lestrange był u nich jednak nie tak rzadkim gościem odkąd jego młodsza siostra poślubiła Tristana. Jeśli jednak zgubił drogę, mógł po prostu wezwać służbę. Ostatecznie jednak - czy to w ogóle było ważne? Nie drążyła tematu, nie dopytywała, uśmiechnęła się jedynie figlarnie, obserwując się do niej zbliża i staje obok, by wesprzeć łokciami o balustradę. Wyglądało na to, że to jeszcze nie pora, by pójść spać. Noc była jeszcze taka młoda.
Zaśmiała się, kiedy to Francis skarcił ja, a nie ona jego.
- Czyżbyś był zazdrosny, Francisie? O uwagę skupioną na kim innym, niż ty sam? Może sam powinieneś poczynić ten odważny krok. Oświadczyć się. Panien, czekających tylko aż przed nimi uklękniesz, wcale nie brakuje - rzuciła wyzywająco, spoglądając na jego profil. Miał już ponad trzydzieści lat i zaczęto o nim szeptać stary kawaler, lecz dla Fantine wcale nim nie był. Wydawał się o wiele młodszy duchem od innych arystokratów w podobnym wieku. Choćby od Tristana, który był od niego kilka lat młodszy. Bardziej widziała w nim swego rówieśnika. Nie zmieniało to jednak faktu, że zapewne oczekiwano od niego, że dopełni szlacheckiego obowiązku i założy rodzinę, by przedłużyć linię swego rodu... Tylko, że Francisowi chyba wcale nie było to tego śpieszno.
Nieprzewrotny uśmiech Fanny zbladł, kiedy opowiedział jej o obrzydliwych zakładach czynionych w klubie dżentelmenów. Prychnęła na tę myśl. Mężczyźni, którzy dopuszczali się tak niskich i właściwych klasie niższej rozrywek nie zasługiwali na miano dżentelmena. Prychnęła z pogardą jak rozjuszona kotka.
- Naturalnie, że nie. Nic mi o tym nie wiadomo. Nie obracam się w towarzystwie dam pozbawionych klasy - powiedziała wyniośle, unosząc kielich do ust, by napić się wina. Nie była pewna, czy to wyłącznie czary, czy może Prymulka stała na straży, lecz koło Francisa zmaterializował się lewitujący kielich pełen słodkiego, skrzaciego wina. - I cóż takiego przewidują ci panowie? - spytała Fantine, pozwalając by w jej głosie rozbrzmiała pogarda, lecz wkradła się tam nuta ciekawości. Naturalnie, że była wścibska. Chciała wiedzieć co o niej mówiono, co o niej myśleli, lecz jednocześnie chciała wybadać to delikatnie i nie pytać wprost...


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.
Fantine Rosier
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Tarasy [odnośnik]24.01.21 14:46
Wzniesiona w górę brew Fantine wskazuje na to, że nie daje wiary mojemu wytłumaczeniu. Rozsądnie, z prawdą nie ma one nic wspólnego, ale i tak brzmi lepiej, niż mówienie o zamarudzeniu i czajeniu się na zamężną siostrę. Evandra mojej opieki już nie potrzebuję, a me zachowanie - gdyby wyszło na jaw - byłoby w złym guście. Trzymajmy się więc proszę wersji pierwotnej, nawet, jeśli zgrzyta w zębach, jak grubo mielona sól.
-Nie jestem zazdrosny - zaprzeczam łagodnie, decydując się usadowić na szerokiej balustradzie. Beztrosko macham nogami, przez chwilę znów czując się, jak dzieciak, który zerwawszy się z rodzicielskiej smyczy robi wszystko to, czego nie może. Buja się na krześle, zjeżdża po poręczy schodów i balansuje na balkonowym ogrodzeniu - zdaje mi się po prostu, że szczęśliwe narzeczeństwo też wolałoby zejść z naszych języków. Możesz podpytać o to siostry - sugeruję młodziutkiej Róży, wymijając slalomem wątek moich własnych swatów. List od nestora płonący w kominku tymczasowo rozwiązał problem, lecz w kościach czuję, że jeśli nie drzwiami, to w końcu wtarabani mi się oknem, a ja ani się obejrzę, a obrączkę będę mieć na palcu, a w domu obcą kobietę.
-Jeśli więc pozwolisz - za rozsądne wybory. Tym sposobem wypijemy również za Melisande oraz Alpharda - stwierdzam, sięgając po kieliszek z lewitującej tacy. Podejrzewam, że gdzieś przy moich kolanach plącze się czuwający domowy skrzat - czuwający naturalnie nad czcią lady Rosier. Unoszę szkło w górę i upijam łyk, chociaż korci mnie wyzerowanie na hejnał. Może jednak lepiej nie. Przeproszenie Fantine za ewentualne zarzyganie jej sukni zapewne by się nie powiodło, a później musiałbym znosić jej spojrzenie na każdym rodzinnym obiadku. I jak znam życie, przypadałyby nam miejsca dokładnie na przeciwko siebie.
Jak dotąd - nie żałuję, nogą zadzieram nogawkę swych spodni, niby przypadkowo odsłaniając łydkę obleczoną w ciemną skarpetę. Wiem, że patrzy i że chce igrać ze mną tak długo, aż któreś z nas się nie złamie.
W jej pobożnym życzeniu, jestem to ja, lecz chyba dość już widziałem i nie ruszają mnie naprawdę nogi panien, nawet tych z wyższych sfer. W większości są podobne, tylko bledsze.
-Prymitywy, nieprawdaż? - podchwytuję jej ton i oburzone spojrzenie, ciekaw jestem, czy powie o tym Tristanowi, czy postara się zdusić ten gniew i żyć dalej z tym, że dla znakomitej części brytyjskiej szlachty, stanowi raczej przedmiot użytkowy, aniżeli człowieka - och, doskonale, lady Rosier. Brzmi to jak w istocie znakomite towarzystwo. Niestety, mężczyźni przeważnie jedynie udają, że ją mają, co rodzi pewne, cóż, rozczarowania - podchwytuję. Wśród młodych żon, chcących romantycznej miłości oraz wśród takich, jak ja, mieniących się później wyrzutkami. Powolutku nuży mnie udawanie, choć był taki moment, gdy właściwie nie potrafiłem odseparować swych akcji, od działań ułożonych mi jeszcze przed narodzeniem.
Cóż, wyrosłem.
I zmądrzałem.
-Stawiają na lady Black. Twój ślub musi wszakże przeczekać zamążpójście Melisande, Aquili nie wiążą podobne standardy. Za ciebie jednak można więcej zarobić - jako że wygrana jest niepewna - zakładają się też, że Tristan odda twą rękę któremuś z Selwynów. Byłabyś wówczas synową samej lady doyenne - dorzucam do pieca, spoglądając na Fantine - ja tam wolę obstawiać konie - dorzucam, wymieniając pusty kieliszek na pełny i uśmiechając się do dziewczyny szeroko - większa adrenalina - wyjaśniam ścierając kciukiem kroplę wina z kącika ust.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Tarasy 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Tarasy
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach