Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Tarasy
AutorWiadomość
Tarasy [odnośnik]Pią 16 Paź 2020 - 23:14
First topic message reminder :

Tarasy

Rozległe tarasy wychodzące na wschód, na klify i pobliskie morze, wzniesione ponad ogrodem, odchodzą od przestronnych korytarzy reprezentacyjnych części budynku na piętrze. Otoczone przez lekkie, wymyślne balustrady z żeliwa, okwiecone różami, pomimo przestrzeni mogą dawać ułudę prywatności, latem - gdy biegnąca po ścianach dworku winorośl kwitnie - również przyjemnego i odprężającego chłodu, wzmaganego przez niesioną wiatrem bryzę. Niekiedy na tarasy wynoszone są stoliki i krzesła, gotowe przyjąć gości lub służyć panom tego miejsca komfortem wypoczynku. Kiedy pogoda dopisuje widoczny staje się francuski brzeg Calais naprzeciw. Wieczorami światło dają kandelabry rozpalone wewnątrz.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Tarasy - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Tarasy [odnośnik]Pon 25 Sty 2021 - 21:09
- Wcale. Ani troszkę, ani odrobinkę - powiedziała z przekąsem. Niby nie pytała, ale wciąż brzmiała troszeczkę prowokująco. Fantine nie wierzyła w to, że Lestrange nie jest ani troszkę zazdrosny. Była święcie przekonana, że uwielbiał być w centrum uwagi. Gdyby było inaczej, to nie nosiłby się tak ekstrawagancko, dbałby o swój wizerunek, zachowanie i nie dawałby innym powodów do plotek. Tymczasem prezentował ich angielskiej socjecie tysiące. Choćby tak beztroskim zachowaniem jak teraz, gdy usiadł na balustradzie niczym dziecko, machając nogami w powietrzu. Chyba przywykła już do takiego jego zachowania, więc nie zrobiło to nań wrażenia. Nie uniosła brwi, nie skrzywiła ust. Po twarzy przemknął raczej cień irytacji. - Och, a więc sugerujesz, że znasz Melisande lepiej ode mnie? Co jeszcze interesującego chciałbyś mi o niej zdradzić, Francisie? Czego życzy sobie moja siostra? - Fantine nie ukrywała nawet, że nie ironizuje. Sączyła kpinę w swe słowa z pełną premedytacją. Oczywiście, że wiedziała jaką naturę miała Melisande. Starsza siostra nie miała tak silnej potrzeby by zawsze i wszędzie znajdować się w centrum zainteresowania, blasku świec, być obiektem wszystkich spojrzeń. Nie była jednak nieśmiała i wycofana. Była Rosierem i znała swoją wartość, a nadeszła teraz jej chwila - chwila, by mówili o niej wszyscy.
- Tak. Za rozsądne wybory - wniosła toast zamyślonym tonem.
Decyzja o oddaniu ręki Melisande lordowi Black musiała być podyktowana zimną kalkulacją i rozsądkiem. Rody tak stare, jak ich, powinny zawrzeć wspólny sojusz przeciwko zdrajcom własnej krwi. Rozumiała to. Była pewna, że Tristanowi bynajmniej nie było lekko oddawać ukochaną siostrę komuś z tak znienawidzonej rodziny, lecz jako nestor musiał podejmować decyzje trudne. Patrzeć w przyszłość. Chciała myśleć o tym w ten sposób, lecz i tak bolała nad tym, że Melisande spędzi życie w ponurej kamienicy na Grimmauld Place.
Kątem oka dostrzegła jak zadziera materiał spodni, by odsłonić skarpetkę i łydkę. Chyba nie sądził, że zrobi to na niej wrażenie? Fantine zdążyła przywyknąć do jego wybryków. Pomysły miał zaś coraz dziwniejsze. Uniosła znów lekko brew, jakby niewerbalnie pytała co znowu wyrabia.
- Tak, to prymitywne - odparła bojowo, chwilowo tak rozjuszona, że nie zorientowała się w oszustwie Francisa, który musiał umyślnie udawać podobne do Rosierówny oburzenie. - Wielka szkoda, że prawdziwy dżentelmen w dzisiejszych czasach to rzadkość. Większość z nich powinna wziąć przykład z mojego brata - powiedziała Fantine, znów prychając gniewnie, a swoje oburzenie kojąc kolejnymi łyczkami skrzaciego wina. Wypiła go już tyle, że szumiało jej w głowie. Zawiesiła na Francisie pytające spojrzenie, ale odpowiedź bynajmniej nie poprawiła Fanny humoru.
Stawiano, że Blackówna wyjdzie za mąż pierwsza?
Dopiero po chwili dotarło do niej, że przyczyna tkwi w Melisande. Oczywiście. Ślub siostry i lorda Alpharda musiał odbyć się pierwszy. Młodsza nie powinna stawać na ślubnym kobiercu. W tym czasie Blackówna mogła zostać komuś oddana. To niemożliwe, by uznawano ją za lepszą partię - po prostu nie. To ona, Fantine, nosiła nazwisko Rosier i była siostrą nestora, jednego z najpotężniejszych czarodziejów w tym kraju. Może i w całej Europie.
- Cóż za niedorzeczność - żachnęła się Fanny. Gdyby piła wino, najpewniej by się nim zakrztusiła. Ona jako żona Selwyna? Bzdura. Wierutna bzdura. Niemożliwe. - Selwynowie mają zdradę we krwi. To niemożliwe - wysyczała jak żmija.


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : 5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 22
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Tarasy [odnośnik]Sro 27 Sty 2021 - 1:14
-Ktoś ci kiedyś powiedział, Fantine - urywam, żeby dać jej do myślenia. Jak zechcę dokończyć to zdanie? Że jesteś piękna? Zachwycająca? Przenikliwa? Niesamowita? - że jesteś złośliwa? - kończę, nie dbając o to, że wyartykułowanie oczywistości może mieć swoje konsekwencje. Zsuwam się z poręczy, choć tak wygodnie mi się siedziało i podchodzę do dziewczyny, która w bojowym nastroju stroszy pióra.
-Bardzo jestem rad ze szczęścia twej siostry oraz lorda Blacka - tego, owszem, mógłbym im zazdrościć. Porozumienia, między innymi. Miałem jednak również wrażenie, popraw mnie proszę, jeżeli było one błędne - urywam, skłoniwszy przed nią głowę, ach, te słodkie pozory, które doprowadzają mnie do szału - że tobie te zaręczyny nie są wybitnie w smak. I, to, także jest mi znane. Myślisz, że skakałem z radości, gdy Twój brat żenił się z moją siostrą? - przywołuję prostą analogię, tłumaczącą nieudaną zmianę tematu - Tristan, Alphard, to mogą być najporządniejsi mężczyźni na świecie, ale my, jako rodzeństwo, nigdy nie będziemy pozbawieni pewnych trosk i obiekcji - wykładam dalej swoje racje, mimo że pewne epitety już do siebie nie pasują. Od dawna - chciałem dać ci przestrzeń do oddechu, jak widać niezbyt wprawnie. Może ominąłem tę lekcję prowadzenia konwersacji - dodaję kwaśno, raz jeszcze skłoniwszy przed nią głowę. Już - inaczej, jakby sztywniej.
-Przypuszczam, że wsparcia. Także tego nieogranego - ironię Fantine biorę w pełni poważnie, bo choć sarkazm aż dzwoni w uszach, to ona prosi się o zagranie najuczciwszą z kart. Więc takowa leci, na zdrowie. Na oszukiwaniu tym razem mnie nie złapie, więc swobodnie sięgam za kieliszek i maltretuję wino, podawane przez usłużną, niewidzialną skrzatkę.
-I może jeszcze... Za rodzeństwo - dopełniam toastu. Mi pasuje tak uczcić obecność Wandzi w mym życiu, czy ona to samo by o mnie rzec mogła, nie sądzę. To trudne, lecz, ponownie: znam się na akceptacji, także tych trudnych odczuć. Ponad dwie dekady praktyki i ścierania się z własnymi emocjami dają owoce, naprawdę. I tak potrzebowałem na to dużo czasu. Fantine za to go brakuje albo po prostu jest ponad moje tanie prowokacje. Szkoda, nogawka opada, a ja rozpamiętuję swoją stopę, która zahaczyła o jej pończochę pod wspólnym stołem i dachem Tristana. Gdyby wiedział, byłbym już co najmniej nieźle zakonserwowanym trupem i nawet wstawiennictwo Evandry na nic by mi się zdało. Siostry, tak? Przez nie głupiejemy, bo myślimy, że tylko my mamy moc, aby je ochronić. Ja to już wiem - że częściej je tak tylko krzywdzimy.
Udaje mi się przynajmniej zachować kamienny wyraz twarzy, słuchając lady Rosier, prawiącej o Tristanie-dżentelmenie, choć trudno utrzymać mi w porządku szarpiącą się mimikę. Walczę, by się nie skrzywić, co ewentualnie zwaliłbym na bolący ząb - lub wcześniej, przy Matheiu, narzekając na brzuch.
-Powinni przede wszystkim zrozumieć, że panienki nie są towarami - prostuję łagodnie, zręcznie wymijając punkt Tristana. Może, może dla swoich sióstr był dobry. Może dla mojej - był rycerzem. Mnie zaś wywoływał do zabijania charłaków i oczekiwał wyrachowanych deklaracji, których nie potrafiłem złożyć ani wtedy, ani teraz.
-Zdrady nie można mieć we krwi, lady Rosier. Jak wszyscy inni, mają w niej osocze, mocznik, hormony i całą tę resztę - próbuję dowcipkować - zresztą, dopóki Melisande nie wyjdzie za mąż, nie masz się czego obawiać, lady - elegancko staram się załagodzić sytuację. Przesadziłem odrobinę - tak z winem, jak i z tym wyznaniem. Było dalej zachwycać się zupą albo jej suknią.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Duch
Tarasy - Page 2 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Tarasy [odnośnik]Sro 27 Sty 2021 - 22:33
Czy ktoś kiedyś powiedział Fantine, że jest złośliwa? Na początku uśmiechnęła się drwiąco, jakby krzywo, a zaraz potem zrobiła oburzoną minę, która równie szybko przeszła w doskonale wystudiowany wyraz smutku.
- Jestem? Nie chciałam cię urazić, lordzie Lestrange - powiedziała, niby przepraszającym tonem, lecz bynajmniej nie było jej przykro i nie miała zamiaru odpowiadać wprost na jego pytanie.
Oczywiste, że nikt tego nigdy Fanny nie powiedział. Nikt nie śmiał. Gdy była maleńka, powtarzano jej same kompletny, rozpieszczając dziewczynkę do granic - mówiono, że jest wspaniała, piękna, mądra i utalentowana. Przymykali oko na wszelkie przejawy złośliwości. Służba zaś nie śmiała wytykać tego swojej pani. Zatrudniani w Chateau Rose służący znali swoje miejsce. Rzadko pozwalała sobie na jawną złosliwość. Zazwyczaj ukrywała to w aluzjach, między wierszami, tak, aby nie można było Rosierównie niczego zarzucić - Lestrange jednak miał w nosie konwenanse. To już udowodnił nie raz.
- Czyżbyś nauczył się panować nad trudną sztuką legilimencji, Francisie? - spytała beznamiętnie. Poczuła złość na samą siebie. Lestrange może znał ją ciut lepiej niż inni, lecz wciąż nie na tyle dobrze, by mogła pozwolić sobie na okazywanie prawdziwych emocji. - Black wciąż pozostaje Blackiem. Trudno zapomnieć o przeszłości - dodała wyjaśniająco i wymijająco jednocześnie. Nie zaprzeczała temu, że nie w smak były jej zaręczyny Melisande - ale wyłącznie z powodu nazwiska wybranka.
- Moje rodzeństwo wie, że może liczyć na moje bezgraniczne wsparcie w każdej sytuacji - odparła śmiertelnie poważnym tonem i całkowicie szczerze. Bez cienia ironii, kpiny, czy rozbawienia - a rzadko się to Fantine zdarzało.
Stanie za nimi murem. W każdej sytuacji, jeśli tylko będzie trzeba. Francis był w błędzie, myśląc, że nie zna rzekomych występków swojego brata. Wiedziała o nich. O kobiecie w Białej Willi. To natomiast nie zmieniało jej postawy ani odrobinę. Co więcej - skrzywiła się, gdy mówił o swoich zmartwieniach w chwili zaślubin Tristana i Evandry.
- A powinieneś był. Mój brat to najlepsze co mogło przytrafić się twojej siostrze. Nie znalazłaby męża, który mógłby dać jej więcej - oświadczyła Fantine z pełnym przekonaniem. Tristan był jednym z najważniejszych ludzi w kraju. Nestorem, potężnym czarownikiem, zarządcą smoczego rezerwatu. Gdyby tylko nie był jej bratem, sama dałaby się pokroić, by to właśnie on wsunął jej pierścionek na palec. Tymczasem musiała denerwować się wizja jakiegoś Selwyna czekającego na nią przy ślubnym kobiercu.
- Jakiż ty liberalny, lordzie Lestrange, jeszcze pomyślę, że pragniesz ożenić się wyłącznie z wybranką własnego serca - zakpiła. Naprawę tak uważał? To nawet zabawne, zwłaszcza, że był właścicielem domu publicznego. Ekskluzywnego, co prawda, ale wciąż. Wiedziała o tym, oczywiście, od Tristana. Fantine pogodziła się z myślą, że świat arystokracji tak właśnie był skonstruowany - małżeństwo było sojuszem i umową biznesową, a nie świętą instytucją. Miłości szukało się poza małżeństwem. Sądziła, że Lestrange jest na tyle dorosły, by to wiedzieć.
- istnieją też geny, Francisie - przypomniała mu przemądrzałym tonem, skoro zaczął się wymądrzać pierwszy o zawartości krwi. - Może przekazują sobie gen zdrady? - spytała retorycznie. Napiła się więcej wina. - Chwila bez zmartwień pewnie nie potrwa tak długo. Szlachetne rodziny powinny się jednoczyć w obliczu tego co się dzieje. Nie sądzisz?


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : 5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 22
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Tarasy [odnośnik]Czw 28 Sty 2021 - 21:38
Na jej zaróżowionym obliczu emocje zmieniają się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a ja, mogę wybrać sobie swoje ulubione. Stop-klatka, ta ironiczna podoba mi się, nawet, jeżeli jest taka przez słabo rozwiniętą zdolność przyjmowania odmów bądź zwyczajnej krytyki. Żyleta, zbliżę się do niej o krok, a mnie pokaleczy, może zadrapie, postrzępi ubranie.
-Absolutnie nie czuję się urażony - odpowiadam jej, nie wyjaśniając jednak niczego więcej. Mnie, mnie ciężko chyba obrazić. Skłonności do dramatyzowania posiadam za matką-półwilą, męskiego focha strzelić mi też zdarza, lecz naburmuszone panienki nie nadepną mi na odcisk. Przynajmniej, nie w ten sposób, bo nie raz i nie dwa natrafiałem na dziewczęta, których zwyczajnie nie nauczono tańczyć.
-Umiem się domyślać i to całkiem nieźle - konfrontuję i uśmiecham się do niej, szczerze. Plecy zsuwam po szerokim parapecie, właściwie, dość się nasiedziałem. Wiatr wieje ze wschodu, prosto w moje oczy.
-Trudno o lepszą okazję, aby stworzyć przyszłość - ripostuję zaraz, ale tak, potrafię okazać empatię - mówisz o Tristanie, jak o najlepszym bracie na świecie. Jeśli tak jest, to musisz wiedzieć, że nie oddałby ręki Melisande komuś, z kim byłaby ona nieszczęśliwa - namyślam się na głos. Ja bym tak nie zrobił. On? Hm, wydymam usta, Fantine ma w to wierzyć, bo ona tak patrzy na Rosiera. Sam wiem swoje, ale jestem na tyle bystry, by uwagi zachować dla siebie. O gospodarzach nie wypada źle mówić. Tym bardziej, przy ich własnych siostrach.
-To im wyszło, nieprawdaż? Myślisz, że to faktycznie tylko kwestia naszego wychowania? Wśród plebsu takie zachowanie też jest normalne? - pytam, co sądzi, bo dla mnie to jest ludzkie. I my, i oni jesteśmy skurwysynami, i my i oni potrafimy okazać innym dobro. I im, i nam zależy na naszych rodzinach. Teraz, po tamtej stronie, widać to wyraźnie, kiedy mugolaki robią wszystko, by przerzucić swoje dzieci, by zapewnić rodzinom bezpieczeństwo. Chciałbym wiedzieć, czy sam byłbym zdolny do czegoś takiego, a równocześnie, wcale mi się nie śpieszy, aby się w tym sprawdzić.
-Zabiegał o nią i temu nie mogę zaprzeczyć - godzę się z panienką, kręcąc kieliszkiem wina. Czerwone, wiruje na samym dnie, hop, i trzeba dobrać kolejny, na drugą nogę. Tyle wystarcza, właściwie, to chuja wiem o małżeństwie i za prędko małolata mogłaby mnie zgasić i przydeptać o podłogę, jak zwykłego peta. A przecież tych aspektów siedzi tam więcej. I choć tak, godzę się z tym, że Tristan może dać Wandzi wiele, to widzę, czego jej dać nie potrafi.
-A co w tym takiego śmiesznego, Fantine? - pytam, opierając się łokciem o parapet. W tej pozycji pozostaję od niej znacząco niższy, ale to nie szkodzi, niech napawa się swoją przewagą. Nie będę jej budować na fizycznych uwarunkowaniach, które nie od nas są zależne - albo przynajmniej z kimś, kogo polubię - dodaję z namysłem. Mnie starzy nie nauczyli miłości, więc szukałem jej wszędzie, a jak ma się trzynaście lat, to staje się to wyzwaniem wielce problematycznym. Złe wzorce zdążyły już swoje zrobić.
-Czy taki konstrukt, jak zdrada, może przechodzić z pokolenia na pokolenie?  I dlaczego wobec tego dopiero teraz... - urywam, bo zdaję sobie sprawę, że wcale odpowiadać na to nie miałem. Rzecz o genach recesywnych pozostaje więc ze mną, kiedy spoglądam na jej usta, jak pije. Ładnie. Musiano ją tego uczyć, ale to chyba była część przeznaczona dla panienek.
-Owszem. Niedobrze patrzeć na to, co się dzieje - podsumowuję krótko, ratując się, a jakże, kieliszkiem wina. Musiałbym być pieprzoną akromantulą, gdybym znów tłumaczył, że to na nogę, więc nie tłumaczę, tylko ciągnę do dna.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Duch
Tarasy - Page 2 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Tarasy [odnośnik]Czw 28 Sty 2021 - 22:17
Z trudem znosiła krytykę, to fakt. Zbyt długo wmawiano jej, że jest wzorem wspaniałości i cnót wszelakich, utwierdzano w przekonaniu, że powinno się ją podziwiać i szanować po prostu za to kim była - Rosierem. Nie lubiła, kiedy wytykano jej wady. Miało kto miał śmiałość, by to robić. Bardziej pokornie przyjmowąła podobne słowa od matki, brata, siostry - na ich opinii jej zależało, ich oczekiwaniom pragnęła sprostać. Lestrange jednak nie należał do tak bliskiego kręgu, dlatego piekliła się w środku i jednocześnie starała do ukryć, by nie wiedział, że mogło ją to dotknąć.
- Kamień spadł mi z serca - westchnęła z udawaną ulgą, nie szczędząc przy tym teatralnego gestu dłoni w okolicach serca, kiedy przyznał, że nie czuł się urażony. Jakby naprawdę kiedykolwiek ten kamień tam był. Żal i smutek prędko zastąpiło rozbawienie. Nieprzewrotny uśmiech doprawiony wspomnianą złośliwością.
- Cóż za rzadko spotykana umiejętność pośród mężczyzn. Prawdziwy dar! Twoja przyszła małżonka z czystym sumieniem będzie mogła powiedzieć: domyśl się, a kłopoty znikną jak za dotknięciem różdżki - wyrzekła Fantine, a by lepiej zobrazować własne słowa sięgnęła po swoją różdżkę i machnęła nią krótko. Nic, poza kilkoma wielobarwnymi iskrami nie prysnęło z jej krańca.
- Mówię tak, bo nim jest. A Melisande na pewno będzie szczęśliwa - odpowiedziała Fantine.
Dla niej samej to wszystko miało sens. Może po prostu inaczej definiowali szczęście. W jej mniemaniu do nie miłość w małżeństwie mogła dać je arystokratce - a silna pozycja jej męża, prestiż z niej płynący, szacunek jakim darzyli jego, a zarazem i ją, dobra reputacja, siła i wpływy rodziny. Jeśli lord Alphard Black wyniesie Melisande na szczyt - będzie szczęśliwa. Tristan nie oddałby siostry komuś małkiemu i pozbawionego potencjału. Alphard Black musiał mieć coś w sobie. Coś, co dobrze rokowało na przyszłość. Sama tego jeszcze nie widziała, lecz ufała w przeczucie Tristana - na polityce znał się po stokroć lepiej niż ona sama.
- Takie... osoby mnie nie interesują. Nie zastanawiam się nad tym - odparła zimno, nie udzielając pełnej odpowiedzi, bo uraziło ją nawiązanie w tej rozmowie do plebsu, skoro dyskutowali o członkach jej rodziny, o Blackach, o arystokracji. Pomimo rodowej niechęci nie postawiłaby ani lorda Alpharda, ani lady Aquili obok kogoś z klasy niższej - mieli w swych żyłach szlachetnie czysta krew i należał im się z tego powodu szacunek. To oczywiste.
- Któż by nie zabiegał? To królowa warta swego króla - wyrzekła, z lekkim wzruszeniem ramion, bo co tu było kryć - taka była prawda. Nie czuła zazdrości, bo i tak nie mogłaby poślubić własnego brata. Lady Evandra robiła oszałamiające wrażenie, nie tylko za sprawą wilego uroku, który wszystko potęgował - miała liczne talenty i uroczą osobowość. Nawet pozbawiona magicznego genu wzbudzałaby ogromne zainteresowanie.
Ku Francisowi odwróciła się bardzo powoli, wspierając o balustradę łokciem, zupełnie tak jak on. Nonszalancko, leniwie, patrząc mu prosto w oczy - może ze zbyt bliskiej odległości. Oprócz nich na tym tarasie powinna znaleźć się także przyzwoitka.
- Co jest w tym zabawnego? - powtórzyła za nim, jakby dziwiło ją to pytanie. - Zabawna jest twoja naiwność, Francisie, wybacz mi, jeśli tym razem cię urażę. Muszę jednak powiedzieć, że nawet ja byłam mniej naiwna mając osiemnaście lat i debiutując na salonach - powiedziała cicho. Uśmiechała się, lecz mówiła poważnie. Nie liczyła na to, że jej mąż ją pokocha. Matka powiedziała jej kiedyś - będzie kochać swoje dzieci, a nie męża.
A może po prostu już teraz bardziej niż drugiego człowieka Fantine kochała władzę i pieniądze? Niewykluczone.
- Dlaczegóż się tego tak uczepił, skoro tylu zdrajców z ich krwi dało ci dowód, że to prawda?
Znużona drążeniem Francisa i poszukiwaniem w jej słowach biologicznej prawdy naukowej przewróciła oczyma. Otwierała już usta, by powiedzieć coś więcej, nagle jednak odskoczyła od Francisa jak oparzona. W drzwiach balkonowych stała lady Cedrina z wyjątkowo surową miną, a zimnym spojrzeniem obdarzyła lorda Lestrange, po czym skupiła je na córce.
- Pora na odpoczynek, Fantine - wyrzekła zimno, a jej córka nie śmiałaby z tym dyskutować.
- Oczywiście, pani matko - powiedziała pokornie, odkładając kielich wina, który po prostu rozmył się w powietrzu i spojrzała na Francisa. - Dobranoc, lordzie Lestrange. Dziękuję za dotrzymanie mi towarzystwa - pożegnała się z nim - tym sztywnym, uprzejmym tonem zarezerwowanym na oficjalne spotkania.
Musiała odejść wraz z matką, która równie prędko zniknęła w pałacowych wnętrzach.

| zt


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : 5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 22
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Tarasy [odnośnik]Pon 8 Lut 2021 - 22:21
Gdzie nasze lato, kiedy siedzieliśmy na poduszkach na londyńskim dachu i oglądaliśmy płonące niebo, co? Zjarani, klejący, nawet ciutkę spoceni, bo wystawieni na ciepło, a spryskani drogimi perfumami. Tęskno mi za nią lipcową, czy sierpniową, w kapeluszu z rondem była jakaś milsza. Może robi się zgryźliwa za własną siostrę, cofam się, jej święte prawo.
Jaki ja byłem, gdy Evandrę wydawano za Tristana? Wtedy jeszcze robił za mego druha, choć oddalaliśmy się, ale... Och, błagam, z kim ja gram w te podchody, ktokolwiek by to był i tak, ja - nie reagowałbym dobrze ani wzorowo. Miałem ochotę pobić ojca, że zrobił to za jej plecami, za moimi. No tak, stary nie jest w ciemię bity, wiedział, że poleciałbym na skargę. Zepsułbym niespodziankę, dobrą nowinę, jak to określił. Kurwa, całe szczęście, że nie obwieścił tym samym ciąży i niepokalanego poczęcia.
-Szczerze mówiąc, wolałbym ze swoją przyszłą małżonką prowadzić prawdziwy dialog, Fantine - odpowiadam ciepło, nie pozwalając, by dziewczę mnie sprowokowało. Nie gram miłego, jestem taki - obyś również zebrała podobne doświadczenia i nie musiała nigdy kazać mężczyźnie się domyślać. Nie twierdzę, że jestem wyjątkowy, ja tylko... życzę ci jak najlepiej - dodaję, wzruszając ramionami, tyle z naszego porozumienia, które zmyło się, jak wyprane w Vizirze. Zyguś Chajzer zaciera ręce, a ja wracam do wyjściowej pozycji, czyli opierania się plecami o balustradę. Wygrzebuję ostatnią fajkę - znaczy, mojego kolorowego papieroska Jarella i staram cieszyć się jego smakiem.
-Oczywiście, lady Rosier - odparłem, kłaniając się lekko. Żyj, jak chcesz, różana księżniczko. Udawaj, że ich nie ma, może uda ci się nie potknąć o żadnego mugola. Jeśli twój brat dalej będzie robił to, co robi - nie zobaczysz żadnego z nich na własne oczy. Ani ich potomstwa.
-Pochlebia mi, że tak mówisz o mej siostrze - równie grzecznie jej odpowiadam, choć sam, kurwa, mierzę ją trochę wyżej, podług miary męża. To jest: osobno. Ona i on, osobne byty, ale rozumuję, że tutaj już tego nie zaznaczę. Szkoda. Już na tym etapie potężnie współczuję Evanowi i tak myślę, że mi jednak nie zafundowano prania mózgu. Wysechł na sznurku, na powietrzu, podczas gdy tutejszych dziedziców pewnie kręcono w suszarce.
-Każdy szuka w życiu czegoś innego, Fantine - stwierdzam, nie biorąc do siebie jej słów. Naiwny? Nie, raczej nie. Bardziej pasuje: idealistyczny. Tylko, że z drugiej strony kompasu - dobrze mieć cel - tak to podsumowuję, przeczesując palcami opadające włosy.
-Paru w ciągu ostatni lat, to żaden dowód, wobec całej historii rodziny - stwierdzam, nadal grzecznie, choć stanowczo - to zwykła dociekliwość - rzecz właściwa mężczyznom, mam przekorną ochotę rzec, przecząc niejako tym wartościom, którymi dzielę się z nią przed chwilą. Tracę jednak swą szansę, bo na tarasie pojawia się jej matka, której składam głęboki ukłon, głębszy, niż przed chwilą jej córce.
-Lady Rosier - przerywam, wyprostowuję się, jak struna, niechby przypadkiem Cedrina nie odbiła sobie mnie, na biednej Wandzi - dziękuję bardzo, madame. Życzę paniom spokojnego wieczora - dodaję, na balkonie zostając sam. Za mną - czai się lokaj, który najwyraźniej czeka, aż skończę palić, żeby odprowadzić mnie do wyjścia. Niedopałek gaszę o balustradę i rzucam na ziemię. Niech to później pozbiera, do wyjścia trafię kurwa sam.

zt :x


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Duch
Tarasy - Page 2 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Tarasy
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach