Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Między kamienicami
AutorWiadomość
Między kamienicami [odnośnik]12.01.21 21:31
First topic message reminder :

Między kamienicami

O szyby deszcz dzwoni, między szybami twarze, a na balkonach ciekawskie stopy młodzieży poszukujące kryjówek, kątów, spokojnych zakamarków i sprytnej drogi ucieczki - byleby jak najdalej od dorosłych. W szczelinach, między dachami powtykane młodzieńcze marzenia i dowody niepoprawnego odurzenia, tajemne bazgroły i listy miłosne. Tutaj sprytnie wymakają się cwaniaki, tutaj prowadzi się dziewczynę na randkę, tutaj niedojrzałe oczy rozmyślają o tym, jak podbić świat i dokąd wypłynąć na pierwszą morską wyprawę. Tutaj też chowa się chłop, by mieć spokój od baby i dopić wreszcie flaszkę i tutaj też wyłazi baba z koszem prania i zbyt ciekawskimi oczami. Między kawałkami firany da się podejrzeć największe sekrety sąsiadów, przez popękane szyby wymyka się małżeńska złośliwość i dziecięcy grymas.

Popatrz uważnie, może w którejś z porzuconych butelek odnajdziesz skarb. Rzuć kością k6:
1 – znajdujesz pękniętą butelkę, brudną i pustą w środku, ostra krawędź rani twój palec;
2 – znajdujesz rozpoczęty, nigdy nieskończony list, spisany dziewczęcą ręką, krótka historia o miłości; wetknięty do butelki, najpewniej miał dryfować po falach Tamizy, dotrzeć do morza, do marynarza, który nigdy już nie przeczyta tych słów;
3 – znajdujesz zamorskie cygaro, najpewniej dotarło do portu na pokładzie któregoś z handlowych statków, może ukradły je ręce podrzędnego majtka, który chciał posmakować egzotyki; postaci z biegłością hiszpańskiego co najmniej na pierwszym poziomie są w stanie domyślić się po napisach, że to kubańskie cygaro;
4 – znajdujesz roztrzaskaną butelkę, a na dnie spoczywa mały kompas;
5 – jeśli przyjrzysz się tej butelce bliżej, zauważysz, że wewnątrz znajduje się coś niewielkiego. Czy to zwykły pet, czy to diable ziele? Niezły traf! Ciesz się słodkim odurzeniem, młody odkrywco!
6 – znajdujesz oryginalnie zamkniętą butelkę rumu; masz dzisiaj szczęście! Pechowy tylko ten, kto ją tutaj pozostawił. Po kilku łykach rumu czujesz nieodpartą potrzebę zaśpiewania szanty. Jeśli opróżnisz całą zawartość, do końca dnia będziesz odczuwał pokusę porzucenia obecnego życia i wypłynięcia w morze.
Lokacja zawiera kości.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Między kamienicami - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Między kamienicami [odnośnik]21.05.21 12:24
The member 'James Doe' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 3
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Między kamienicami - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Między kamienicami [odnośnik]09.06.21 19:57
– Nie dam – odpowiedziała natychmiast, zbyt pewnie. Jakby odtwarzała nagraną sto lat temu odpowiedź. A jednak kłamała. Już to zrobiła. Już kilka miesięcy temu weszła bosymi stopami na rozżarzone węgle. Pociągana przez słabość, przeklęte uczucie. Sama miała to robić. Kusić, mamić, nęcić, oszukiwać i owijać wokół palca. Gnojków z Parszywego, a potem całego portu i jeszcze dalej. Jej odpowiedź przesycona była odwagą, zbyt totalną i ostateczną, ale tak musiało być. Nie chciała zawieść siebie, nie chciała dać się złapać w pułapki, które sama budowała. Na to jednak już za późno. Ostatnie tygodnie obfitowały w zbyt głębokie myśli. Uczyła się siebie od nowa. W gęstej pewności pojawiały się przebłyski czegoś zupełnie nowego. – Bo sama jestem taka jak oni. Buduję sobie jakiś lepszy świat, w tym wszystkim – wymówiła jakoś lżej, a dłonie uniosły się i charakterystycznie pofalowały, wskazując na ich bure otoczenie. – Od królewiczów wolę po prostu prawdziwe twarze, tych żebraków i oszustów – wyjawiła coś, czego mógł się domyślać. Chociaż była ambitna i na taką się kreowała, jej energia nie chciała wychodzić daleko poza to, co już miała. Nie próbowała grać jakiejś lady, naukowca czy innego wielkiego polityka. Tylko czasem chciała być bohaterką. Na razie jednak była tutaj. Pokaleczona przez te ostatnie tygodnie, nieświadoma tego, co jeszcze ją czeka.
Ale szła, zawsze szła dalej. Teraz też. Wspierana jego dłońmi, pociągana za obietnice czegoś, co kryło się bliżej chmur, na piętrze z dachów i resztek pozostawionych przez tych poprzednich. A może nawet jeszcze po ich ostatnim razie? Za sobą zostawiali sznury prania i wiązanki paskudnych oszczerstw. Przecież nic się nie stało, przecież nigdy ich tam nie było. Przecież nie dawali się złapać. Zwinięte w poszewkę krety chętnie zgarnęły podarek. Przez chwilę kwiliły podniecone skarbem, a potem stopniowo wyciszały się. Philippa popatrzyła w chłopięce oczy. – Spisałeś się. Ale nie wierzyłabym, że te monety do ciebie wrócą. Może kiedyś… - zasugerowała przeciągle, z uśmiechem. Nawet nie próbowała ufać, że finał będzie zgody z jego wolą. Nie z taką cwaną bandą. Zaraz. Podpisywał monety? Odruchowo zerknęła tam do środka, ale nie było teraz okazji do rozdłubywania tego wątku. Chciała pójść dalej. Wejść w głąb. W końcu dotarli już na sam szczyt. A wokół nich wiele wyższych budowli. Kominy doków przecież nigdy nie dorównają pięknym wieżom w Westminister. Albo tej wyjątkowej, lewitującej. Nie próbowała dociekać, jak to się właściwie stało. Już lato przyniosło masę dziwnych zdarzeń, dość przykrych, dziurawiących ich miejskie krajobrazy. Tylko że akurat w porcie były one mniej widoczne. Popatrzyła w bok. Mówił o pięknych widokach, wyśnionych, niemożliwych. Gdzieś w tym samym czasie prosto do jej piersi wspięły się dwie kudłate bestie. Objęła je bezpiecznie, dając tym samym wygodne miejsce. Przecież one tez chciały popatrzeć.
– Nigdy nie byłam w górach. Chciałabym kiedyś na nie popatrzeć. Wspiąć się wyżej niż na te dachy –
przyznała, dając się uwodzić wietrznym tańcom. I jego czarującej mowie. Raj. – Tutaj próbuję zrobić swój raj. Chociaż idzie marnie. Ale możesz mi opowiedzieć o swoim, o Anglii, którą widziałeś – stwierdziła zainteresowana. Naprawdę chciałaby posłuchać o czymś więcej, ujrzeć coś innego. Szczególnie teraz, kiedy widmo dziwnego kryzysu plątało się wokół jej kostek. – Czuję, że zaraz zechcę się tam znaleźć. Nie masz pod ręką jakiegoś świstoklika? – dopełniła nieco ciszej i znów spoglądała przed siebie. Na dach, na krawędzie, na kominy i próbujące się odnaleźć w tym bałaganie słońce. Na górze powietrze wcale nie było przyjemniejsze. – Co robisz? – zapytała zwabiona jego wędrówkami. Przechyliła lekko głowę w bok, kiedy strzelił szelkami. Odeszła kawałek od krawędzi i wyruszyła w jego stronę. Niuchacz oderwał głowę od dekoltu i też zerknął ciekawsko.
Dokąd mknął?
Philippa Moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 11
UROKI : 26
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Re: Między kamienicami [odnośnik]06.07.21 1:19
Jej odpowiedź nie zdziwiła go specjalnie. Uniósł tylko brwi i skinął jej głową w wyrazie "ach, tak?", ale zamiast powiedzieć to głośno i skomentować, nie powiedział nic, a uśmiech zatańczył mu na wargach. Krnąbrny, łobuzerski. Każda tak mówiła. Kobiety dzieliły się na dwa typy — te, które o tym marzyły i te, które się zarzekały, że nigdy nie. I większość z nich i tak kończyła w ten sam sposób. Przynajmniej z tego, co zdołał zaobserwować, a znał ich dużo, choć większość (znaczną) tylko powierzchownie. Pomyślałby, że takie rzeczy należało robić z głową, ale z głową te w zamierzeniu szczęśliwe nie miały absolutnie nic wspólnego. Twarzą, dupą, sercem może. Ale nie z głową.
— Nie widzisz w tym zgrzytu? — spytał z rozbawieniem. Chyba nie była taka naiwna?— Wierzysz, że ci żebracy i oszuści tobie jednej pokażą prawdę o sobie, bo jesteś jedną z nich? Znasz życie, wiesz dobrze, jak się kręci. Prawda nikogo nie obchodzi. Prawdy nikt nie kupi, nikt o niej nie napisze piosenki, nie poruszy.— Wiedział o tym za dobrze. Prawda była gówno warta, każda, nawet jego własna. Zbliżył się do niej nieco, popatrzył jej w oczy czujnie. Wiatr mierzwił mu ciemne, gęste włosy, które otrzymał w genach po matce.— Chyba, że ci zależy. A jeśli tak, to znaczy, że... — Podszedł jeszcze bliżej, stanął tuż przy niej i nachylił się do niej, nie odrywając od niej spojrzenia, jakby opowiadał jedną z tych strasznych historii. — Może już dałaś się zwieść.— zakończył konspiracyjnym szeptem i uśmiechnął się znów, by przejść się po dachu, jak po własnych włościach. Ten dach był jego i jej. Niczyj i ich zarazem. Mogli sobie rościć do niego pełne prawo na ten wieczór.
Gdy znalazł cygaro, obejrzał je uważnie. Było nietknięte. Przystawił do nosa, by powąchać. Widział na papierku jakieś napisy w obcym języku, ale nie potrafił ich odczytać, a nawet domyślić się, skąd pochodziło. — Jesteś taka jak oni, czy to twoja wersja, która ma cię wpasować w świat, do którego nie należałaś. Na siłę, bo nie pasujesz nigdzie indziej. Pasujesz tu? — Zdziwił się. Według niego, nie. Nie była taka jak oni. Ludzie z portu. To, co nabyła, ta maniera, sposób zachowania, mówienia, krętactwo — nabyła to tutaj, ale była obca, jakby przyjezdna. Tak jak i on. Niby tu pasował, a jednak nie. Jej historia była znacznie głębsza. Ona była głęboka, spłycała się maksymalnie, aby jak najwięcej samej siebie ukryć przed każdym w obawie, że jeśli przyuważy cień czegoś więcej, postanowi babrać się w tym, a tego nie chciała. Pragnęła spokoju. Pragnęła by każdy kupował jej wersję zdarzeń. Rozumiał to doskonale, ale nie wierzył w to, że była jedną z nich. Chciała być. Na taką się kreowała. Ale nie taka była naprawdę.
Kwestię monet pominął — podejrzewał, że tak mogło się to skończyć. Podszedł do niej bliżej, usiadł na gzymsie, plecami do widoku. Wolał patrzeć na nią. Z kieszeni wyciągnął nożyk, położył cygaro na murku i zabrał się za cięcie końcówki. Nie wiedział po co się to robiło, ale widział to u lordów w mieście. Ale oni mieli do tego jakieś specjalne narzędzie.
— Widzisz sama. Marzysz o czymś innym. O górach. O swoim raju. Zadowalasz się tym tutaj i wmawiasz sobie, że to co cię otacza to maksimum twoich możliwości i oczekiwań od życia, ale to nieprawda — pokręcił głową. — Ludzie boją się marzyć, bo marzenia zdradzają prawdę o nas samych. Tę kiczowatą, niechcianą. Miałką — mruknął, w końcu radząc sobie z końcówką cygara. Wyglądało koszmarnie, zrobił to nierówno, ale scyzoryk nie był za ostry. I kiedy miał go już schować, zakręcił mu się w palcach i runął w dół. — Psia mąć — zaklął, odchylając się do tyłu, patrząc na ulicę. Było już po wszystkim. Wyciągnął rękę i podał jej cygaro. Gdzieś miał zapalniczkę. Zmacał się, szukając jej, a może przy okazji szukając czegoś wiecej w samym sobie. Też wiele ukrywał. Prawdę o sobie. Każdy to robił.
— Byłaś kiedyś w Devon?— spytał, spoglądając przez ramię na Londyn. — Właściwie dopiero co stamtąd wróciłem. Lynmouth. Ale wcześniej byłem w Blackpool. I widziałem tam klify porośnięte trawą tak zieloną, jak możesz sobie tylko wyobrazić. Strome, jak cholera, a pod nimi piaszczyste plaże, najpiękniejsze jakie widziałem. Ziarnka były drobne jak mąka i złote jak galeony. A to wszystko otaczała woda. Granatowa, bezkresna. I cisza. Spokój. Cichy szum. Brzmi jak tandetna zachęta, ale tak tam jest. — Uśmiechnął się, na samo wspomnienie. Miasta nie były piękne. Były zimne, surowe. Nieważne, czy Londyn, czy Birmingham, czy Luton. To takie miejsca, jak tamte klify zapadły w pamięci.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Między kamienicami
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach