Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Rzeka Lyn
AutorWiadomość
Rzeka Lyn [odnośnik]06.04.21 23:10
First topic message reminder :

Rzeka Lyn

Rzeka w hrabstwie Devon, która swój początek bierze z połączenia dwóch rzek: West Lyn i East Lyn, które łączą się kilkaset metrów przed ujściem do Kanału Bristolskiego w niewielkiej czarodziejskiej mieścinie - Lynmouth. Wędrując jej brzegiem w ciągu godziny można dotrzeć do miasteczka Barbrook, dalej na południe rzeka rozwidla się ku Furzehill i Shallowford tam kończąc swój bieg. Jednym z najbardziej znanych miejsc na rzece jest wąwozów Geln Lyn. Nagły uskok ziemi w lesie znajdującym się pomiędzy dwoma wioskami tworzy na rzece dość urokliwą kaskadę wodną otoczoną kamieniami i rosnącą wokół roślinnością. W odpowiednim okresie w rzece można natknąć się na jeżanki i pstrągi. Okoliczne lasy zamieszkuje sporo jeleni i łosi, na drzewach dostrzec można przemykające wiewiórki.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rzeka Lyn - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Rzeka Lyn [odnośnik]02.04.22 18:36
Zawtórowała śmiechem, kiedy poczuła ponownie objęcia dziewczyny zamykające się wokół niej kurczowo. Nie przeszkadzało jej to, nawet jeśli prawie zapomniała o otwartości Petry i o tym, jak swobodnie czuła się w towarzystwie przyjaciółki. Tak bardzo tego potrzebowała, zwłaszcza teraz, gdy własne emocje często nie znajdowały ujścia, zbyt mocno tłumione przez to, jak wyglądała codzienność. Potrzebowała opanowania, aby temperament nie wyrywał się i trzymała się rozsądku, bo inaczej nie dało się przechodzić przez kolejne dni. Teraz zapominała o tym całkiem, ciesząc się tą chwilą. Patrzyła, jak dziewczyna ociera policzki z łez, sama starła z jej skóry zabłąkaną łzę, która pozostała torując sobie drogę w dół.- Ciesz się tym, ale bez płaczów.- odparła jej z uśmiechem. Zaraz pokiwała głową, zgadzając się, kiedy i od niej zostało to wymagane. Nie chciała płakać ani ze szczęścia ani ze smutku, wystarczyło już. Ostatnie tygodnie wyciągnęły z niej więcej łez, niż powinny, nie chciała tego kontynuować.- Obiecuję.- szepnęła, gdyby sam gest nie wystarczył dla potwierdzenia.
Spoglądała na nią ze zdziwieniem, a ciemne oczy otworzyły się mocniej.
- Jasne, że pamiętam. Mówiłam ci, że to szaleństwo, ale bez wątpienia potrzebne.- plan, jaki przedstawiła Petronica był ryzykowny, ale nie potrafiła zniechęci przyjaciółki. Nie mogłaby zrobić jej tego, dostrzegając wtedy pewność, z jaką Fenwick mówiła o wszystkim. Wiedziała, że ta musiała zrobić coś, uwolnić się od swojej rodziny, nawet jeśli brzmiało to okropnie. Chciała wtedy oferować jej schronienie wśród swoich, będąc gotowa prosić rodziców oraz starszyznę, aby na trochę przyjęli obcych. Na całe szczęście Petra miała wujka, który mógł się nimi opiekować. Za to tabor zdążył przestać istnieć do tego czasu.
Skinęła głową i ruszyła się z miejsca, idąc z nią ramie w ramie we wskazanym kierunku. Ciemne tęczówki co chwila spoczywały na twarzy Petry, gdy ta zaczęła opowiadać więcej.
- Strasznie się cieszę, że wam się udało. Jesteś bardzo odważna, że zdecydowałaś się na to i szczerze podziwiam.- przyznała z uśmiechem.- Jak ma się Aria po tym? – spytała, drugą z dziewczyn znała trochę, nigdy nie trzymała się z nią bardziej, zdecydowanie woląc Petronicę z tego duetu.- W Devon... więc dlatego tutaj.- mruknęła z lekkim zastanowieniem w głosie. Okolica była ładna, hrabstwo w jakiś sposób urzekało, ale jak większość miejsc.- Chcesz się w przyszłości tym zająć? Świstoklikami? – spytała z ciekawości, bo skoro uczyła się tego fachu.- To najważniejsze, że jesteś bezpieczna.- kąciki jej ust drgnęły lekko, ale nie wygięły się w uśmiechu.
Zachichotała cicho, słysząc reakcję na własne wieści.
- Wysyłałam do ciebie Ravena z listem i to dwukrotnie, ale zawsze wracał. Jakby wcale do Ciebie nie trafiał.- wyjaśniła, dlaczego tak naprawdę Fenwick nie wiedziała wcześniej o ślubie.- A później... stało się sporo rzeczy, przez które nie mogłam więcej próbować.- dodała niemrawo. Musiała dbać o siebie i siostrę, szukać realnej pomocy wśród innych. Nie miała czasu ani powodu, aby chwalić się wieściami, które mogły być już nieaktualne, gdy zamiast żoną, mogła być już wdową.- I dziękuję.- pogodność wróciła chwilę później, gdy usłyszała gratulacje. Trochę minęło odkąd padły ostatnie z tego powodu.- Hm, nie wiem, czy On tak do końca czuje się tym szczęściarzem.- przyznała z rozbawieniem, które odczuwała trochę mniej, niż to brzmiało. Ostatnie miesiące nie były łatwe, obracały się wokół kłótni, ale o tym nie chciała mówić.- Ale pamiętasz Jamesa Doe? Trzymałam się z nim w szkole, podobnie jak z Marcelem. Był z tego samego cygańskiego taboru, co ja. Znamy się od dziecka, praktycznie całe życie.- podjęła, by Petty mogła przypomnieć sobie Jamesa, jeśli z jakichś powodów zepchnęła go w odmęty wspomnień.- Kiedy wróciliśmy do domu na wakacje przed ostatnim rokiem w szkole, spytał się czy zostanę jego żoną.- uśmiechnęła się, czując, jak emocje słabną. To nadal było cudowne wspomnienie, ale dziwnie było wracać do tego.- Tak, więc od ponad dwóch lat nazywam się Eve Doe.- dodała z lekkim wzruszeniem ramionami. Przywykła już do tego, traktując nazwisko męża, jak swoje od zawsze, chociaż nadal zdarzało jej się wracać do panieńskiego.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Im bardziej chcesz,
tym mniej dostajesz
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18/55
SPRAWNOŚĆ : 7/0
Genetyka : Czarownica
Rzeka Lyn - Page 6 VwFYDiA
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Rzeka Lyn [odnośnik]03.04.22 20:30
Musiała nacieszyć oczy jej widokiem po tylu latach, po tych zmianach, jakie zaszły w jej wyglądzie, w jej usposobieniu, w jej sposobie poruszania się i w głosie. To wszystko zostało przemalowane przez czas, zahartowane w ogniu doświadczeń. Zdawać by się mogło, że nie minęło wcale tak wiele czasu, przecież to zaledwie dwa lata, przecież to nic, tchnienie wiatru. A jednak Petrze odrobinę zdawało się, że nie poznawała przyjaciółki. Nie widziała w niej tamtej Eve, tej nieco złodziejaszkowatej, nieco hardej, ale ogromnie uczuciowej dziewczyny, która przez mijające dni, tygodnie i miesiące prowadziła ją za dłoń. Ceniła sobie ją ogromnie jako człowieka, jako bliską sobie czarownice, nie zważając na to, co mówili ludzie dookoła. Przetrwały największą z prób, jakie rzucił im pod nogi los i od tej pory ich przyjaźń była silniejsza, w tej sile miały wzrastać.
- Było potrzebne, tak! - potrzebowała takich zapewnień, wskazywania palcem, że zrobiła dobrze, choć ogromnie ryzykownie. Wciąż nie czuła się w tym na tyle pewnie, żeby nie wspominać o domu. Czasem żałowała, że to zrobiła. Chwilowe ugięcia wartości tej decyzji zdarzały się często, ale potrafiła je przegonić. - Aria... znalazła bezpieczny kąt, to najważniejsze, tak. Dobrze się tam czuje, wiesz... jest w ramionach ukochanego - uśmiechnęła się lekko, jakby współczująco. Zapewne w stosunku do siebie.
Ich kolejne tematy zmuszały ją do skupienia uwagi nie na sobie, a na Eve - nic zresztą dziwnego. Zacisnęła usta, gdy wspomniała o swoim kruku, dokładnie wiedząc, dlaczego pocztowy posłannik nie odnalazł adresata. Ojciec. Pewnie odesłał ptaka tam, skąd przybył, zupełnie nie informując o tym swojej córki. Wiedział, że łączyła ją jakaś więź z tą dziewczyną - nawet, jeśli nie kojarzył personaliów, nie wyobrażał sobie, by „zaproszenie na ślub” mogło dotyczyć kogokolwiek z wyższych sfer. Westchnęła ostatecznie. Obojętnie, czy koperta została otwarta, czy też nie - o niczym się nie dowiedziała.
- Tak mi przykro, Eve, że mnie tam z tobą nie było - spojrzała na nią ze smutkiem, zaraz ściskając za dłoń. - Jak się czułaś? Jak to wyglądało? - sądziła, że wyszła za kogoś ze swojej cygańskiej rodziny, ale nie przyszło jej do głowy, że to mógł być James Doe. Zmarszczyła brwi w zamyśleniu. Nie była przez niego traktowana dobrze, zawsze miał do niej jakieś pretensje i prowokował swady. - James... nawet bym nie pomyślała... - ale szczęście przyjaciółki było dla niej najważniejsze, więc nie miała najmniejszego zamiaru narzekać. - Ależ ten świat się szybko kręci - szepnęła do siebie. - Ale Eve, na gacie Helgi - zaśmiała się cicho i znów ją uścisnęła, ale tym razem tak, jakby ściskała ją na ślubie, zaraz po złożonej przysiędze. - Życzę ci szczęścia na tej nowej drodze. Już nie jest taka nowa, ale to nieważne! Więc szczęścia, tak - kolejny chichot wydobył się zza jej rozchylonych warg. - Niech miłość was zalewa tak, żebyście się nią dusili, a galeony niech wam spod poduszek wylatują! I cieszcie się sobą. I najważniejsze, Eve, niech on cię wspaniale traktuje. Chcę, żebyś była dla niego najważniejsza, najwspanialsza i jedyna na świecie. - odsunęła się od niej, wciąż się pogodnie uśmiechając.
Nie mogła pozwolić, żeby cokolwiek je rozdzieliło - zwłaszcza jej nic nieznacząca teraz opinia o jej mężu. Będą musieli się w końcu polubić, ot co.
- A, Eve... - odchrząknęła gładko, gdy znów podjęli krok. - Trzymasz się nadal z tym Marcelem? To znaczy... wszystko u niego dobrze?
Pamiętała go. Odbił się w jej pamięci jak gładki rysunek żurawia wzlatującego ku chmurom. Był dla niej jak ptak, tak lekki, tak wielce zdolny do podporządkowywania sobie grawitacji i wszystkich sił natury. Lubiła o nim myśleć, rozpamiętywać te chwile na pokazie cyrkowym, w kółko odtwarzać te pełne barw, ciepłe obrazy.


it feels like falling
it feels like rain. like losing my balance again and again. it once was so easy — breathe in, breathe out
Petronica Fenwick
Zawód : geomantka, początkująca twórczyni świstoklików
Wiek : 19
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

when does it get
quiet?

OPCM : 5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10973-petronica-fenwick https://www.morsmordre.net/t11018-przybleda#336834 https://www.morsmordre.net/t10989-dam-ci-cos-cennego#335487 https://www.morsmordre.net/f414-devon-tiverton-dziupla https://www.morsmordre.net/t11095-szuflada-petry#341869 https://www.morsmordre.net/t11023-p-fenwick
Re: Rzeka Lyn [odnośnik]03.04.22 21:59
Czas nie był dla niej łaskawy, kiedy była zdana na samą siebie, a teraz to zaczynało wracać, naruszając wszystko, co udało jej się zbudować. Wiedziała, że to widać, że ktoś taki jak Petra zauważy przygaszone spojrzenie, mimo że uśmiech rozciągał usta, a śmiech rozbrzmiewał raz za razem. Potrafiła udawać i kłamać, ale istniało wąskie grono osób, których nigdy nie potrafiła oszukać skutecznie. Nie była jednak jedyną w której zaszły zmiany, przyglądając się Fenwick dostrzegała, jak ostatnie dwa lata zmieniły ją. Ucieczka od rodziców i zamieszkanie w Devon wpływały dobrze na przyjaciółkę i cieszyła się z tego powodu. Petty zasługiwała na najlepsze, była cudowną osobą, która powinna brać z życia garściami, czerpać tak dużo, ile tylko mogła bez wzbudzania krytyki otoczenia.
Uśmiechnęła się, gdy dziewczyna przytaknęła, że naprawdę tego potrzebowała. To dobrze, najważniejsze było, nabrać pewności co do swoich decyzji. Czuć, że to właśnie to, co powinno mieć miejsce, aby wszystko okazało się lepsze. Miała przecież tak samo, znała to uczucie, gdy codzienność stawała się lepsza, kiedy tylko znikały wątpliwości i wahanie.
- To dobrze.- stwierdziła pogodnie. Siostra Petry nie była dla niej tak ważna, ale mimo to było równie istotne, że czuła się dobrze, tam gdzie teraz była.- Nie ma lepszego miejsca niż ramiona ukochanego i na pewno jej to pomoże zapomnieć o wszystkim, co przeszłyście.- dodała, wiedząc z własnego doświadczenia. Wszystko, co złe znikało, gdy można było zniknąć w objęciach tego, którego się kochało. Czuła jedynie cień żalu, że sama rzadziej mogła na to liczyć i tego szukała. Starała się za to, podtrzymać cień nadziei, że dawne czasy wrócą, a wszystko stanie się na powrót tak samo barwne.
Zamknęła na moment dłoń na ręce przyjaciółki poruszona jej słowami.
- Nie myśl o tym tak. Wiem, że bardzo byś chciała i to wystarczy, wtedy też wystarczyło.- zapewniła ją. Śląc listy, wiedziała, że dziewczyna nie pojawi się na ślubie, nie była aż tak naiwna, by sądzić, że rodzina puści ją na wesele cyganów.- Strasznie się denerwowałam, stresowałam się tak wieloma rzeczami i oczywiście, wszystkim wmawiałam, że wcale tak nie jest.- prychnęła i przewróciła oczami. Taka już była, niepotrafiąca przyznać się wtedy, że nerwy ją pokonują.- Ale później było cudownie, przecież wiedziałam, że jestem szczęściarą, że wybrał akurat mnie.- starała się ukryć echo smutku, załamujących się emocji, gdy wspominała o tym, jak było wcześniej. Dlaczego teraz to wszystko, tak bardzo się skomplikowało, rozpadło.- To był typowy cygański ślub, chyba opowiadałam ci kiedyś, jak one wyglądają. – zamyśliła się na moment, chociaż wydawało jej się, że kiedyś to przerabiały. Chyba na kilka tygodni przed ślubem jednej z kuzynek.- Mówiłam ci, że po przysiędze pozostaje blizna, że przysięga się krwią i miesza ją, by nadać temu nierozerwalności.- odwróciła prawą dłoń wierzchem do góry, odsłaniając bliznę po cięciu. Wtedy mogła jedynie opowiadać, teraz również pokazać, jak to wyglądało po czasie.
Dała się przytulić, odwzajemniając nieco uścisk i czując, jak na moment pęka maska pogodności. Słowa przyjaciółki naruszyły czułą strunę, ale nie chciała się przyznawać do tego. Nie chciała mówić, jak trudna okazywała się teraz miłość. To nie był najlepszy moment, aby wylać z siebie cały żal, jaki piętrzył się od kilku tygodni, a co ważniejsze miała wrażenie, że byłoby to niesprawiedliwe wobec Jamesa. Dlatego milczała dłuższą chwilę, a kiedy cofnęła się o krok, uśmiech znów powrócił na usta.
- Dziękuję i przekażę jemu też życzenia.- odparła od razu.
Cieszyła się tymi paroma minutami ciszy, kiedy podjęły dalszy spacer w konkretnym kierunku. Spojrzała na nią, kiedy niepewnie zadała pytanie. Zawahała się na moment, ledwie mrugnięcie okiem.
- W pewnym sensie tak. Marcel to nadal najlepszy przyjaciel Jamesa, trzymają się na tyle blisko, że czekam na dzień, gdy Marcel zmieni nazwisko na Doe.- prychnęła z rozbawieniem. Zaraz jednak spoważniała.- Chyba tak, teraz już tak. Ostatnie tygodnie nie były dla niego najłatwiejsze, ale chyba wychodzi już na prostą.- zaczęła ostrożnie, nie bardzo wiedząc, ile może powiedzieć, ile powinna mówić.- Wpakował się w trochę kłopotów, ale wiesz, trzyma się z cyganami, a to zawsze kończy się problemami.- nie było, co ukrywać, że byli jak magnes na kłopoty. Każdy bez wyjątku pakował się w coś, a Marcel niestety szedł z Doe ramię w ramie. Nieraz zastanawiała się, jak często tego żałował.- Najlepiej sama spytaj Jego, powie ci sam, tyle ile będzie chciał.- tak było lepiej i bezpieczniej, nie chciała się mieszać, a poza tym też nie wiedziała najwięcej.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Im bardziej chcesz,
tym mniej dostajesz
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18/55
SPRAWNOŚĆ : 7/0
Genetyka : Czarownica
Rzeka Lyn - Page 6 VwFYDiA
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Rzeka Lyn [odnośnik]05.04.22 17:17
Głos Eve, jego brzmienie, nie działało na nią strofująco - wręcz przeciwnie, choć brzmiał w nich pewien nakaz, Petronica zawsze odbierała go raczej jak siostrzaną prośbę, rodzinny kuksaniec z przymrużeniem oka. Nie czuła się przy niej źle, nie czuła dyskomfortu, który przy kolejnej okazji mógł zamknąć jej usta, gdy zachciałaby powiedzieć coś, o co niedawno zwrócono jej uwagę. Takich relacji nie spotykało się na świecie wiele, takie miała wrażenie - wolnych, ale przy tym otwartych na opinię, otwartych na wpływ drugiej osoby. Choć może było zupełnie odwrotnie. Nie była magipsychiatrą, mogła tylko snuć opowieści o swoim własnym światopoglądzie.
Pokiwała głową, zgadzając się ze słowami Eve, ale robiąc to w geście cichego żalu. Nie wiedziała, czy to zazdrość, czy tęsknota, ale czasem myślała sobie, że też chciałaby podzielić los siostry. Lubiła się uczyć, lubiła słuchać wujka i chłonąć to, co mówił jej o świstoklikach, ale... no właśnie - ale.
- Pytałaś mnie o świstokliki, prawda? - spojrzała na nią unosząc brwi. Pochłonęły ją myśli o ślubie Eve, o jego okolicznościach, o wybranku. - Przepraszam. No więc... odrobinę nie miałam wyboru, ale w gruncie rzeczy naprawdę się cieszę, że akurat tego uczy mnie stryjek. To naprawdę ciekawe! Te wszystkie pyły, wyliczenia pól magicznych i... no wiesz, tego wszystkiego. Dobrze się w tym czuje. - uśmiechnęła się. Pod trzewikiem poczuła lekki dyskomfort; nie zatrzymując się, przesunęła nogę i kopnęła lekko kamyk, który jej zawadzał. Później słuchała już uważnie historii przyjaciółki. Wciąż nie chciała dzielić się przemyśleniami dotyczącymi Jamesa. Ani to nie czas, ani miejsce. Może kiedyś zbierze w sobie na tyle odwagi, by mruknąć parę słów. - Nie do końca pamiętam... ale chyba... - przymrużyła powieki, chcąc przypomnieć sobie jak najwięcej z czasów szkolnych, z ich rozmów, ze wspomnień. - Barwne suknie, muzyka i taniec do białego rana? A James? Ubrałaś go w odświętną szatę czy wolał złożyć ci przysięgę miłości w kraciastej koszuli? - zachichotała, ale za chwilę odchrząknęła. - Przepraszam, ale sama wiesz, że on... no... no wiesz, Evie! - gdy pokazała jej bliznę, humor prysł. Nie, o tym nie pamiętała. - Och... bolało? To znaczy... zupełnie o tym zapomniałam... - mruknęła. - To trochę mroczne... ale faktycznie to tak na całe życie, bo blizna...
Miała wrażenie, że stała się cięższa. Nie fizycznie, ale na duszy. Jakby niewidzialny ciężar objął jej smukłe, kruche ramiona i postanowił, że nie odstąpi, dopóki świat nie stanie się lepszym miejscem. Poczuła to. Tę naruszoną integralność jej ciała. Spojrzała na Eve, ale gdy się uśmiechnęła, wrażenie jakby odrobinę pękło. Postanowiła jednak nie pytać. Chciała, żeby to spotkanie było dobre, lekkie, pełne podarowanego przez los szczęścia. Nie powinna się tak zachowywać, ale pragnienie było silniejsze.
- Trzyma się z wami? - rzuciła, jakby nie mogła uwierzyć. Tak blisko. Sylwetka żurawia. Tak bliska, a tak nieuchwytna. - Nie, nie będę go o nic pytać. My się nawet nie znamy. To znaczy poznaliśmy się w Hogwarcie, ale dałabym sobie różdżkę zabrać, że mnie nie pamięta. - wzruszyła ramionami. - O-oo, Eve, poczekaj, to ten dom. Muszę coś załatwić. Poczekaj chwilę.
Zostawiła przyjaciółkę na głównym szlaku prowadzącym między kilkoma domami i truchtem podbiegła do jednego z nich - fioletowy dach i czarny płotek obrośnięty przez uschnięte krzaki. Zapukała do drzwi kilka razy i zaraz stanęła w nich stara kobieta, zmęczona, choć bystrym wzrokiem obserwująca świat. Petronica przedstawiła się, powiedziała skąd jest i wyjęła z torby kamyk z narysownym na nim zielonym liściem - świstoklik. Kobieta wyraźnie się rozpromieniła i zniknęła na chwilę, by powrócić z malutkim mieszkiem, w którym zmieściłoby się zaledwie kilka momet. Petronica odebrała zapłatę, dygnęła grzecznie, pożegnała się i wróciła do Eve, mieszek chowając po torby.
- Obiecałam stryjkowi, że załatwię to zamiast niego, miał dzisiaj sporo klientów w pracowni. Swoją drogą, mamy tam tak przytulnie! Następnym razem wpadasz do nas na herbatę, czy tego chcesz czy nie - kuksnęła ją lekko w łokieć, śmiejąc się cicho.


it feels like falling
it feels like rain. like losing my balance again and again. it once was so easy — breathe in, breathe out
Petronica Fenwick
Zawód : geomantka, początkująca twórczyni świstoklików
Wiek : 19
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

when does it get
quiet?

OPCM : 5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10973-petronica-fenwick https://www.morsmordre.net/t11018-przybleda#336834 https://www.morsmordre.net/t10989-dam-ci-cos-cennego#335487 https://www.morsmordre.net/f414-devon-tiverton-dziupla https://www.morsmordre.net/t11095-szuflada-petry#341869 https://www.morsmordre.net/t11023-p-fenwick
Re: Rzeka Lyn [odnośnik]05.04.22 20:50
Czasami nie panowała nad brzmieniem własnego głosu, czasami pewne emocje wybrzmiewały wbrew jej woli. Nigdy jednak nie próbowała strofować Petry, dziewczyna była jedną z niewielu osób, wąskiego grona, jakie nie słyszały z jej ust krytyki. Była za to ostrożność i niepokój, aby wszystkie plany Fenwick udały się tak, jak tego chciała, jak sobie wymarzyła. Teraz mogła się tylko cieszyć, że naprawdę się udało i przyjaciółka była bezpieczna w lepszym miejscu niż rodzinny dom.
- Teraz twoja kolej, by znaleźć sobie jakiegoś kawalera, Petty.- stwierdziła, widząc, jak zachowanie dziewczyny na moment się zmienia. Domyśliła się powodu, znała ją za dobrze i wobec niej nie miała ani grama wątpliwości. Nadal najwyraźniej czytały z siebie, jak z otwartych ksiąg... poniekąd.- Bierz przykład z siostry i ze mnie.- dodała i puściła oczko do niej, uśmiechając się. Chciała ją wspierać w każdych decyzjach, zamierzając surowo ocenić, każdego, kto zakręci się obok Petronicii. Żaden cieć nie miał prawa jej skrzywdzić czy chociaż sprawić, aby była smutna.
Pokiwała powoli głową, mimo wszystkich tematów poruszanych po drodze, nadal ciekawiła ją kwestia świstoklików. Dlatego słuchała z uwagą, wyłapując każdy szczegół, którego mogła się złapać zaraz w rozmowie.- Cudownie, że jednak się w tym odnalazłaś. Jesteś bardzo mądra, Petro, nic dziwnego, że dobrze się przy tym bawisz.- sam wstęp do tego, czego uczyła się dziewczyna, zdawał się trudny. Nie wątpiła jednak, że jej nie sprawiało to kłopotu. Przecież słyszała ten entuzjazm w głosie, ożywienie, z jakim mówiła.- Niechętnie to mówię, ale chyba prawdą jest, że starsi zawsze wiedzą lepiej... i twój stryj jest tego dowodem, skoro zaczął cię uczyć.- kiedy istniał tabor, nie raz denerwowała się na starszyznę i ich decyzje. Oczywiście nie mogła tego robić otwarcie, sposób w jaki została wychowana, dławił większe bunty, wymuszając posłuszeństwo. Jednak czasami, a z perspektywy czasu, najczęściej zdanie podyktowane doświadczeniem życiowym okazywało się nie do podważenia i jedynym poprawnym, by uniknąć problemów po drodze.
Uśmiechnęła się zaraz nieco mocniej, kiedy usłyszała skrócony opis tego, jak wyglądały ów wesela.
- Właśnie tak.- przytaknęła od razu i zaraz prychnęła pod nosem, dławiąc śmiech.- Oj nie bądź dla niego, aż tak krytyczna. Bywa trudny, ale wtedy postarał się sam.- odparła, mimowolnie przypominając sobie, jak wtedy wyglądał Jimmy i jak bardzo wmurowało ją na jego widok. Lekki kuksaniec w bok otrzeźwił ją wtenczas w akompaniamencie śmiechów rodziny.- Wiem, wiem.- domyślała się, co na myśli miała Petra, dlatego nie zmuszała ją, by ubrała myśl w bardziej konkretne słowa.
- Nie chmurz się, to nie bolało. Nadmiar wrażeń i adrenalina, sprawiają, że prawie tego nie czuć. Uwierz mi, że jest masa innych rzeczy na które wtedy zwraca się uwagę, a raczej próbuje.- trudno było się skupić, a myślenie o bólu, gdy ostrze liznęło skórę to ostatnie, co mogła zrobić. Średnio pamiętała sam moment, nawet, teraz kiedy próbowała sobie przypomnieć jakiekolwiek szczegóły.- Może dla kogoś spoza romskiej społeczności jest to mroczne, ale dla Nas to coś całkiem innego. Wiesz, różnica w wychowaniu i kultura.- wzruszyła lekko ramionami. Osoby spoza zawsze reagowały inaczej, często nie rozumiejąc i nie miała o to pretensji. Sama czasami z nieufnością przysłuchiwała się pewnym rzeczą, które dla cyganów były dziwne, nieraz niedopuszczalne. Oczywiście, lubiła łamać wpojone zasady, mając do tego dobrego kompana, odnajdywała w sobie dość odwagi, aby robić to z prawie szczeniacką ciekawością.
Posłała jej łagodny uśmiech, kiedy ich spojrzenia spotkały się na moment. Doceniała, że nie padło żadne pytanie po tym delikatnym tąpnięciu. Ostatnie tygodnie nie były łatwe i przyjemne, napięcie sięgało zbyt wysokiego poziomu, ale nie chciała o tym mówić. Nie dziś, nie kiedy widziały się pierwszy raz po takim czasie. Może kiedy indziej, gdy będzie już bardziej normalnie.
- A jednak o niego pytasz.- uniosła lekko brew.- Sprawdź, bo może cię zaskoczy i pamięta.- dodała, bo skoro z jakiegoś powodu było to ważne dla Fenwick, powinna próbować, nawet dla zamienienia paru słów.
Poczekała na zewnątrz, kiedy Petronica poszła sfinalizować zlecenie swego stryja. Błądziła wzrokiem po otoczeniu, bez większej ciekawości, a jedynie szukając, czegoś na czym mogła zawiesić spojrzenie na te parę minut.
- Wpadnę z wielką chęcią.- obiecała, słysząc o herbatce. Jedno spotkanie nie wystarczyło, aby mogły nadrobić wszystko. Opowiedzieć o tym, co się działo. Miała jeszcze masę pytań do dziewczyny, czując się nieco nieswojo, że dziś temat kręcił się wokół niej zbyt długo. Kiedy poszły dalej, poruszyła parę z nurtujących ją kwestii, chcąc się trochę dowiedzieć.

| zt x2 :pwease:



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Im bardziej chcesz,
tym mniej dostajesz
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18/55
SPRAWNOŚĆ : 7/0
Genetyka : Czarownica
Rzeka Lyn - Page 6 VwFYDiA
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Rzeka Lyn
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach