Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pokój dzienny
AutorWiadomość
Pokój dzienny [odnośnik]22.05.21 14:25
First topic message reminder :

Pokój dzienny

Poddasze jest przestronnym miejscem, często zagraconym przez braci Doe pomimo usilnych starań żeńskiej części rodziny. W jego największej części znajduje się dość obszerna przestrzeń do życia, w której też ułożone są czy fotele, czy już zużyta rozkładana kanapa, która służy za posłanie, nadgryziony już czasem i wojną stolik, pierdolety w postaci wieszaków i stojaków, czy drewnianych skrzyń znalezionych gdzieś jako niczyje, albo zbite nieporadnie, materiałów i części odzieży, a może i jakiś suszonych dla ozdoby - lub do zastosowań zielarskich - kwiatów polnych. Niewiele jest tutaj drogocennych przedmiotów, bo i mieszkańcy nie posiadają wiele. Przedmioty codziennego użytku, pudełka i schowki, czasem bardziej, a czasem mniej, ale zawsze już dobrze wysłużone. Z tej części można znaleźć się jeszcze w otwartej części kuchni, lub przejść do drugiego, znacznie mniejszego pokoiku robiącego za sypialnię.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 3 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Re: Pokój dzienny [odnośnik]02.09.21 18:51
Zagryzł wargę, słysząc pytanie o tower, i o egzekucje. Odwrócił też na moment spojrzenie. Już wiedział, że doniósł, więc… chyba go nie powinno zdziwić, że o dziwo dostał celę z oknem? Tak, aby mógł dokładnie zapamiętać to, co robili z ludźmi, którzy im się nie przydają lub działają przeciwko nim…
- Po przesłuchaniu nawet zawołali uzdrowiciela do mnie i zadbali, żebym miał dobry widok na te egzekucje. Trwały cały dzień - odpowiedział cicho, chociaż zazwyczaj próbowałby to obrócić w żart - bo tak sobie radził z tym wszystkim. W żartach. Ale teraz było mu ciężko obracać to wszystko w kawały, uśmiechać się i zapewniać, że nic złego nie miało miejsca. Nie mógł.
- Nie okłamałem. Okradłem - wyznał cicho, wciąż nie podnosząc wzroku na Steffena. Nie potrafił. Oczywiście, że było mu wstyd opowiadać o takich rzeczach, bo wiedział doskonale, że sam zjebał! Nie potrzebował, żeby teraz jeszcze Steffen zaczął mu wypominać, że powinien tam w tym taborze zdechnąć. Wystarczyło mu, że Marcel o tym mówił - wystarczyło mu, że sam zdawał sobie sprawę z tego, że byłoby lepiej dla wszystkich, gdyby po prostu tam zdechł.
- Przyszli i zamordowali wszystkich jak leci w taborze. Dlatego się zgubiliśmy. Zresztą, może to nawet lepiej, że stało się to wtedy, a nie… - zawahał się, kiedy Steffen zaczął mówić o rzezi mugoli. Zamordowaliby ich tak czy siak - wszystkich jak leci. Bo w końcu w taborze żyli również mugole, nawet często w większości. Starsi byli czarodziejami - tak jak ich dziadek i babcia, tak jak rodzina Eve. Ale stanowczo więcej było wśród nich charłaków i mugoli. Gdyby nie zginęli wtedy przez tych ludzi… A może to byli dokładnie ci sami ludzie? Ci sami ludzie wymordowali zarówno jego tabor, jak i mugoli w Londynie?
Przyjdą i zabiją. A jeśli przegrają to nic to nie zmieni, bo to ci którzy wygrają i tak przyjdą po nas i zaczną nas przepędzać. Jesteśmy na przegranej pozycji Steff, jako Cyganie…
Chciał mu to powiedzieć, wyjaśnić… Ale przecież Steffen był gadziem. Nie rozumiał. Mógł przyjść i cieszyć się podczas wesela, ale nic ponad to. Nie rozumiał i nie widział tego, co działo się kiedy pojawiały się ich wozy gdzieś - o co byli oskarżani i jak traktowani. Co za różnica czy Tomek coś ukradł, czy nie, jeśli za wszelką cenę by mu się wmawiano winę? Równie dobrze mógł kraść.
- Mama Marcela nie… - urwał, nie chciało mu to przejść przez gardło. Spojrzał zaskoczony i może nieco wystraszony na przyjaciela. Oczywiście, że o tym nie wiedział. Jedyny kontakt jaki miał z Marcelem do tej pory to bójka i wypluwanie na siebie zarzutów! Nie miał pojęcia, co się działo w jego życiu przez ostatnie dwa lata. - Nie, nie wiedziałem. Marcel… ze mną nie rozmawia. Bo James mu powiedział prawdę o taborze, że ci ludzie wtedy… przyszli przeze mnie. Prawdę mówiąc to albo słyszę od niego wyzwiska, albo mnie próbuje pobić. Albo oba - przyznał, znów odwracając wzrok. Wiedział, że Steffen nie wiedział o tym co miało miejsce - bo gdyby wiedział to reagowały inaczej. Może podobnie do Marcela? Prawdopodobnie tak. Byłby zły na niego tak jak teraz. Ale co miał innego zrobić? To już się stało. Nie mógł zrobić niczego innego poza kłamaniem - a te kłamstwa właśnie mu pękały przed nim.
- Myślisz, że dlaczego chciałem to rugatio..? Nie chciałem na ciebie ściągać uwagi! Już i tak nie wiem czy nie mogliby chcieć mnie skontrolować… Nie chciałem, żeby cię widzieli przy mnie. Steff, masz dobrą pracę i narzeczoną, nie chcę cię wciągać w bagno jeśli możesz tego uniknąć. I tak już dużo ryzykowałeś z tymi ulotkami… - rzucił, a po tym pokiwał głową. Ale unikał cały czas kontaktu wzrokowego z Cattermolem. Zawsze tak robił, kiedy ktoś go przyłapał na kłamaniu - kiedy musiał się przyznać do czegoś, do czego nie chciał, bo nie lubił być szczery. Powinien być po prostu wesoły i poprawiać innym humor, a nie przyznawać się do tego, że zjebał.
- Tak. Wie o tym. Będę się martwił o Tower w styczniu. Przynajmniej jeśli tam pójdę to będziecie wiedzieli co ze mną jest, jeśli nie wrócę - stwierdził jakby to miało być pocieszające - wiedza, że przynajmniej nie uciekł czy nie zaginął gdzieś, a po prostu nie żyje.
Nie podniósł wzroku wciąż na przyjaciela. Mimo, że ten… nie miał mu za złe? Nie wiedział sam co miał o tym myśleć. Lepiej radził sobie z reakcjami gwałtownymi - z tym, że kiedy trafili do taboru to biedna Sheila tylko potrafiła krzyczeć, więc na zmianę z Jamesem ją uspokajali i nie opuszczali na krok. Albo z tym jak James zaatakował go na Fleet Street, kiedy pierwszy raz po dwóch latach się spotkali. Nawet wolał, kiedy Marcel na niego fuczał i rzucał się z pięściami od tego… uśmiechu i spokoju Steffena w tym momencie?
Może dlatego, ze sam wiedział, że to co zrobił nie było w porządku. Ale co miał innego zrobić? Oni chcieli od niego tych informacji. Nie był tak odważny jak Marcel, ani nie był tak porywczy jak James, brakowało mu wiedzy w tym jak działa cały świat i jak toczy się wojna, którą posiadał Steffen. Więc zmyślał tak jak mógł i plątał.
- Mówiłem… wtedy w tower mówiłem o Carterach, o tym że szkolą młodych do walki i uczą jak się bronić, o tym że będą wypływać do Irlandii i o kilku innych sprawach… Po prostu wszystko zmyślałem. Co miałem innego zrobić? Jakbym powiedział, że nie mam niczego wspólnego z nimi to zabiliby mnie tam jeszcze na przesłuchaniu, albo na tej egzekucji. Albo wypuściliby mnie ślepego i patrzyli jak się przewracam, albo nie wiem co jeszcze… trzymali po prostu aż nie zdechnę w tej celi - rzucił w końcu, zaraz jednak odwracając się do Steffena tyłem, żeby iść wpuścić do pokoju Marsa, który wyraźnie chciał się zainteresować, kto narobił takiego hałasu.
- Powoli daj mu się powąchać. Mars, to jest Steffen - rzucił cicho, łapiąc już wyrośniętego szczeniaka za obrożę i podprowadzające go do przyjaciela, ale nie potrafił na niego w tym momencie spoglądać. Jego wzrok cały czas wędrował na podłogę czy na ściany.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 3 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Pokój dzienny [odnośnik]14.09.21 18:23
Nie chciał tego słuchać. Uzdrowiciel, Tower, donoszący Tomek, śmierć.
Musiał tego słuchać. Informacje były na wagę złota - nie tylko dla tych potworów z Ministerstwa. Dla Zakonu też. Dla Steffena. Dla jego własnego bezpieczeństwa, bo - choć czuł przedziwną mieszankę strachu, goryczy i współczucia - to pomimo szczerej sympatii wiedział już, że powinien przy Tomku pilnować każdego słowa i ostrzec Marcela.
-Kogo... kogo zabijali? Widziałaś, słyszałeś? - zapytał, z pozoru tylko z emocji. Informacje.
Temat szybko stał się jeszcze posępniejszy, o ile to było możliwe. Tabor.
-Okradłeś kogoś, a on... się zemścił? - upewnił się Steffen ostrożnie, składając opowieść z kawałków, a Tomek mówił dalej i wreszcie uzupełnił brakujące kawałki tej upiornej układanki. Przyszli i zamordowali wszystkich. Cattermole wzdrygnął się, to przecież tak jak podczas Bezksiężycowej Nocy, ale jeszcze wcześniej...
-Czarodzieje? - upewnił się słabo i ostrożnie położył dłoń na ramieniu przyjaciela.
-Tak mi przykro, Tomek... - szepnął, patrząc mu w oczy. Było tyle rzeczy, których nie mógł mu powiedzieć, ale które skłaniały go do pocieszenia - nie potępienia. Nie rozumiem, jak to jest stracić całą rodzinę, ale moja narzeczona ją straciła. A przez moją bezmyślność sporo ludzi mogło stracić życie - ewakuowałem ich w pośpiechu i na czas, ale gdybym nie zdążył to żyłbym z podobnym samym ciężarem jak ty.
Przygryzł lekko wargę, słysząc jak reaguje Marcel. Młodszy przyjaciel zawsze widział świat w czerni i bieli.
-To dlatego mi nie mówiłeś. - usprawiedliwił samego Tomka przed sobą, jego milczenie, dwa lata nieszczerości. Spoglądał na Doe dzielnie i łagodnie i smutno, dopóki tamten nie zaczął mówić o narażaniu się, o Rugatio.
Nie, nie, Tomek. To ja chciałem cię wtedy chronić, to ja... pakuję się w tarapaty.
Tak bardzo chciałby mu o tym opowiedzieć.
Ale nie teraz.
Nie po Tower, gdy miał na ogonie policjantów i ofertę bycia szpiclem. Nie wierzył, że Thomas wydałby jego, ale...
...gdyby cokolwiek mu powiedział, znowu wciągnąłby go w kłopoty. Ich wszystkich. Marcelowi zabito mamę, chciał walczyć w Zakonie, wciągnął go zresztą ktoś inny. James dopiero co odzyskał rodzinę, Thomas dopiero co ją znalazł. Bezpieczniej będzie zostawić ich w spokoju.
Kolejni przyjaciele, których musi w pewien sposób zostawić. Nie całkiem, nie zostawi ich fizycznie, zawsze im pomoże - ale milcząc o czymś tak ważnym jak wojna, w jakiś sposób zostawiał za sobą część siebie.
-Dziękuję, że... się martwisz. - przyznał z wysiłkiem. -I Rugatio pomogło, tak myślę. Ale... nie idź do żadnego Tower, nie idź na zatracenie, przecież jak oni się zorientują, że zmyślałeś to już nie wyjdziesz, co wtedy z Twoją rodziną? Nie ufaj im, Tomek! - przestrzegł przyjaciela, starając się brzmieć na bardziej zatroskanego niż wrogo nastawionego wobec władzy. Tak zresztą było, szczerze się o niego zmartwił. -D...dobrze, że wyszedłeś. N...niedobrze, że ściągnąłeś to na głowę Carterów, ale... rozumiem. Skoro oni ci uwierzyli to... może tacy ludzie istnieją, może da się ich jakoś ostrzec? A co do Ciebie to przecież coś wymyślimy, razem. Nie jesteś już sam, Tomek. - powtórzył z naciskiem, łapiąc go za ramiona. Masz z powrotem rodzinę. Mnie. Nawet Marcela, choć bywa porywczy.
Mars przerwał ten ciężki moment, a Steff uśmiechnął się blado.
-Cześć, Mars. - pozwolił obwąchać się psu, z roztargnienia nie pytając nawet, skąd Tomek go ma. -Słuchaj, muszę się już zbierać - ale do zobaczenia? - westchnął, ocierając oczy rękawem. Trochę się zasiedzieli.



zt? :pwease:


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 30 +4
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 35 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Pokój dzienny [odnośnik]17.10.21 0:13
2 stycznia 1958

Ostatnie dni…nie były łatwe. Nic nie było łatwe, zwłaszcza, kiedy z zamkniętej, nieco sztywnej w swych zasadach (nie żeby Sheili to przeszkadzało) nagle było się wyrzuconym gdzieś w świat. Nie było dnia, kiedy by nie tęskniła za swoimi bliskimi, ale gdy tylko się odnaleźli…czuła, że ta rozłąka odcisnęła na nich jeszcze większe piętno, niż mogłaby się spodziewać. Wiedziała, że każde z nich przeżywało różne rzeczy, ale…miała wrażenie, że nie do końca potrafili się odnaleźć. Byli tuż obok, śpiąc niedaleko, niemal na wyciągnięcie ręki, ale jakby wciąż gdzieś znikali, umysłem i ciałem. Postanowiła, że nie może mieć tylko pretensji i potrzebowała postarać się, aby dla siebie i innych był tutaj dobry dom.
Mogła zacząć od prostych rzeczy, od próby nadrobienia dawnych dni, tego, co stracone. A przede wszystkim o zadbania o Eve, bo ta zupełnie nie wydawała się radzić na powrót w świecie, gdzie to mężczyźni wiedli prym. Nie wydawała się albo nie chciała, chociaż tej drugiej z możliwości Sheila nie bardzo chciała rozważać, bo z tyłu głowy po prostu kłębiły się jej zmartwienia, że w tym momencie wolała tego nie rozważać. Teraz wolała skupiać się na pozytywach, na tym, że pozwoliła sobie skorzystać z męskiej nieobecności, zabierając się do roboty, część miejsca zmieniając tak, aby po środku móc zrobić miejsce zrobione z koców.
Przygotowała im mały fort, mając nadzieję, że w tym momencie też nie będzie miała nic przeciwko aby poleżeć tam z nią i Marsem, który wydawał się dziś wyjątkowo wymęczony, nie ciesząc się spacerem tak jak wcześniej. Sheila martwiła się trochę, zastanawiając się, czy nie uszkodził się jakoś wczoraj, bo być może wpadnięcie na Gabriela podziałało w obydwie strony, teraz jednak pozwalając sobie na odpoczynek. Cóż, zobaczy się, póki co mogła mieć jedynie nadzieję, że wszystko jest w porządku.
- Eve, jesteś tutaj? Mam nadzieję, że spodoba ci się niespodzianka. Nie jest to wiele, ale akurat może się przydać, niby nowy rok, ale jednak…ćwiczyłam z Adelą i teraz użyłam wszystkiego i mam nadzieję, żę ci się podobają, bo zrobiłam je sama. – Ostrożnie wyciągnęła w stronę starszej Doe rękawiczki, uszyte ze średniej jakości skórki, ale z małym futerkiem w środku, tak aby było jej cieplej. – Przydadzą się na zimno. Uważasz na swoje ręce, prawda? Bardzo łatwo się odparzyć w razie czego.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Pokój dzienny [odnośnik]05.11.21 0:40
Dziwnie było wrócić do zwykłej codzienności i nie polegać jedynie na sobie, a otaczać się osobami bliskimi. Początkowe trudności zniechęcały, czego wcale nie ukrywała, a z czasem denerwując się na samą siebie, że tak bardzo nie mogła odnaleźć dla siebie miejsca. Na całe szczęście koniec grudnia zmienił dużo, sprawił, że coraz łatwiej pozostawała w domu. Przestała być gościem w mieszkaniu, a zaczęła być obecna w całym tego słowa znaczeniu. Mimo to czuła na sobie spojrzenie Sheili, błądzące za nią, czasami wręcz drażniąco i przytłaczająco, ale to rozumiała. Była świadoma troski młodej Doe, dlatego łapała jej wzrok i uśmiechała się delikatnie w niewypowiedzianym zapewnieniu, że było dobrze. Faktem było, że nie potrafiła wrócić do świata w którym to mężczyźni mieli ostanie słowo, gdzie to ich zdanie miało być decyzyjne. Pełne zaufanie do Thomasa i Jamesa, było czymś, czego nie potrafiła nadal. Nawet jeśli ufała bezgranicznie i naiwnie temu drugiemu, tak pierwszy wciąż mimo okazywanej tolerancji i sympatii, nie odzyskał w jej oczach. Starała się zapomnieć, puścić w niepamięć przeszłość, lecz straciła zbyt wiele. Mijające tygodnie, okazywały się niewystarczające, aby wybaczyć całkiem. Ale próbowała, naprawdę próbowała.
Dziś wyjątkowo nigdzie nie wychodziła na dłużej, woląc pozostać w ciepłych murach mieszkania na poddaszu i nie wystawiać się bardziej na zimno, którym raczyła obecna pora roku. Przyjemna cisza, jaka panowała w środku, tym bardziej zachęcała, aby tu być. Domknęła okno w pokoju, które często przepuszczało trochę lodowatego powietrza, akurat kiedy usłyszała głos Paprotki. Obejrzała się w kierunku drzwi, by wyjść zaraz do części, bardziej wspólnej niż mniejszy pokój, jaki zajmowała z Jamesem.
- Jestem, jestem.- odparła z uśmiechem. Zgarnęła gęste loki na ramię, aby nie rozsypywały się tak niekontrolowanie, wpadając kosmykami do oczu. Spojrzała na rękawiczki, które podała jej dziewczyna, nieco zaskoczona z prezentu.- Dziękuję, Paprotko, są śliczne – zapewniła ją i jedną z rękawiczek wsunęła na smukłą dłoń, by zgiąć i rozprostować palce.- Idealne.- dodała, zdejmując, by moment później delikatnie przytulić dziewczynę.- Jesteś bardzo zdolna, Sheila.- wierzyła, że szwagierka będzie kiedyś wybitna w swym fachu. Miała potencjał, którego nie mogła zmarnować.- Oczywiście, że uważam.- rzuciła, wypuszczając dziewczynę z objęć. Ciemne tęczówki ześlizgnęły się z Paprotki na fort stworzone z koców i poduszek, zaśmiała się cicho. Ten widok tak bardzo kojarzył się z dzieciństwem, czasem, kiedy nie miały nawet dziesięciu lat. Wóz łatwo było przerobić na fort nie do zdobycia, strefę zakazaną dla chłopców, bo przecież nie mogli włazić wszędzie, gdzie tylko chcieli.- Mam nadzieję, że twoi bracia będą mieli tam zakaz wstępu.- zerknęła na nią z udawana powagą.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Pokój dzienny - Page 3 W05eVlm
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Pokój dzienny [odnośnik]14.11.21 17:25
Powiedzieć, że w końcu byłby wokół Doe jakiś spokój to było powiedzenie zdecydowanie zbyt wiele – w końcu dookoła nich był Thomas, który zamiast iść przez życie to raczej przebijał się przez nie, potykając się o każdą rzecz i przez przypadek wciskając komuś łokieć w żebra, następując komuś na odcisk bo był zupełnym kretynem w takich sprawach. Tak bardzo chciała, aby w końcu zrozumiał, że swoich zachowaniem robi krzywdę im wszystkim i Sheili ciężko było nadrabiać całe jego życie, tym bardziej że tak bardzo chętnie biegał do obcych. A to właśnie obcy wpakowali go do więzienia. James sam też nie umiał usiedzieć na miejscu, tak jakby komary się zleciały i postanowiły zjeść go żywcem, a on musiał się podrapać po wszystkim. Eve zaś….w sumie to Sheila do końca nie wiedziała, co u niej i chciała to zmienić, bo tęskniła za jej towarzystwem. Wiedziała, jak się zachowała, kiedy Eve miała wyjść za Jamesa i nie była z tego dumna…
- Cieszę się, że ci się podobają, powinny być na tyle wytrzymałe, aby nie było problemów i na przykład nic się nie zniszczyło, ale jeżeli miałabyś problem to bez problemu je zaszyję. Nie wiem, czy się chwaliłaś, ale ostatnio nawet przygotowała już dwa stroje całkowicie samodzielnie i Adela nie poprawiła już niemal niczego, dlatego mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. – Naprawdę była dumna z tego, że przygotowała już coś całkowicie samodzielnie. W końcu to oznaczyło, że przez dwa lata robiła się coraz lepsza w fachu i rzeczywiście nie było z tym problemu by teraz zaczęła być pełnoprawną krawcową. Może było czas zacząć interesować się materiałami magicznymi?
Zaraz też złapała dłoń Eve, kierując się wraz z nią do fortu, gdzie teraz odsłonić mogła koc będący ich wejściem. Siedzący w środku Mars uniósł głowę, ogonem uderzając o boki fortu i podnosząc się, pyskiem szturchając dłonie dziewcząt. Sheila poświęciła mu czas aby nauczyć go, aby nie skakał na ludzi – robił się co raz cięższy i było tylko kwestią czasu aż zrobi komuś krzywdę, jak na kogoś skoczy. Usadziła Eve na siedzeniu obok siebie zanim nie przyciągnęła do siebie przygotowanych dla nich herbat. Nie miały zbyt wiele, ale starała się robić coś, co tylko była w stanie, ale było im dobrze, nawet zrobiła im trochę bekonu pieczonego z powidłami do przekąszenia.
- Fort jest tylko dla pań i dla Marsa, ponieważ Mars to absolutny gentleman, nie sądzisz? – Podrapała za uchem psa, tarmosząc go jeszcze po pysku, absolutnie nie mogąc powstrzymać czułości w kierunku zwierzaka. – Myślisz, że powinnam spróbować odstraszyć Thomasa mówiąc mu, że trzymam swoje damskie kosmetyki w miejscu, gdzie ich nie trzymam? Może nie będzie mi szperał po rzeczach?


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Pokój dzienny [odnośnik]25.12.21 23:30
Życie nie było dla nich proste, kłopoty ukochały sobie każdego z Doe. Chociaż zdecydowanie to dwaj bracia wiedli prym w pakowaniu się w największe problemy, bez wahania i z rozpędu. Czasami zastanawiała się, kiedy skończy się to szczęście. Los nie mógł być aż tak łaskawy, żeby sprzyjać bez końca. Pozostawiała jednak te ponure myśli dla samej siebie, niechęć ukrywała za uśmiechem i pogodnym tonem, bo nie chciała o tym rozmawiać. Często milczała, obserwując otoczenie, ale już bez tego smutku i nieufności. Nie zależało jej na dystansowaniu się od bliskich osób, ale odruchowo nie szukała też ich towarzystwa. Może dlatego nieco się zdziwiła, kiedy Sheila chciała naruszyć ten dziwny porządek dnia, nową i całkiem wygodną rutynę. Znały się od dawna, lubiły bardziej lub mniej w zależności od okresu w życiu, ale czasami zapominała, że najmłodsza z trójki, potrzebowała uwagi i rozmowy. Takie momenty, jak teraz skutecznie jej o tym przypominały, wzbudzając lekkie poczucie winy.
- Jestem pewna, że nie będzie z nimi żadnych kłopotów.- odparła z uśmiechem. Doceniała takie prezenty, całkowicie praktyczne zwłaszcza o tej porze roku. Zawsze chroniła smukła dłonie przed zimnem, zwykle wciskając je w kieszeni kurtek czy płaszcza, ale teraz nie będzie musiała.- Oh, nie chwaliłaś się. Bardzo się cieszę, że tak dobrze ci idzie.- dodała całkowicie szczerze.- Adela musiała być z ciebie dumna, gdy zrobiłaś takie postępy.- uśmiech pogłębił się, stając jeszcze cieplejszy i sięgając ciemnych oczu.
Dała pociągnąć się w kierunku zbudowanego fortu. Przyjemnie było na powrót poczuć się tak beztrosko, ten gest budził przyjemne wspomnienia, które coraz częściej potrafiła znów przywoływać bez tęsknoty i poczucia straty. Pogodziła się z tym, co miało miejsce, chcąc iść już dalej przez życie.
Widząc Marsa, wyciągnęła drugą dłoń do niego.- Cześć, przystojniaku.- rzuciła pogodnie, głaszcząc psiaka po łbie i zaraz przygarniając go nieco mocniej do siebie. Nigdy nie była typem osoby, która jakąś większą sympatią darzyła psy, zwykle były jej obojętne. Jednak w tym przypadku było inaczej, szczeniak, będący już sporym psiakiem wkradł się w łaski o wiele bardziej niż jakikolwiek inny.
W końcu opadła wygodnie na poduszki, podkulając nieco nogi, aby nie zająć za dużo miejsca... one dwie i zwierzak to było już całkiem sporo dla prowizorycznej konstrukcji z koców.
- Oczywiście, Mars to największy gentelman, jakiego znam. Jimmy i Tommy mogliby się od niego uczyć i każdemu wyszłoby to na dobre.- nie kryła rozbawienia, które pobrzmiewało w głosie.
Przechyliła nieco głowę, kiedy padło kolejne pytanie.
- Mam wrażenie, że jego nic nie powstrzyma przed grzebaniem w cudzych rzeczach.- przyznała, będąc prawie pewną, że zniechęcenie najstarszego brata Sheili, było z góry przegraną sprawą.- Ewentualnie naucz Marsa, żeby szczerzył kły, kiedy Thomas zbliży się do czegoś, co jest twoje. Wydaje mi się, że odwaga twojego brata zniknie w takiej konfrontacji.- dodała z lekkim wzruszeniem ramion.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Pokój dzienny - Page 3 W05eVlm
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Pokój dzienny [odnośnik]07.01.22 21:45
Czasem przy chłopcach miała wrażenie, że byli jak koty – z niezadowoleniem odwracali się w kierunku człowieka, aby pokazać swoje zranienie na życie i samotność, ale kiedy próbowało się o nich zadbać czy ich pogłaskać, to narzekali dalej, pokazując jak zranieni boleśnie byli. Czasem naprawdę nie dziwiła się, że babcia dawała upust swoim emocjom przekładając to jednego to drugiego przez kolano i po prostu trzepiąc ich po tyłkach. Co prawda potem atmosfera przez chwilę była dość niespokojna, a przynajmniej do momentu kiedy ostrożnie nie przytulali się wszyscy, w milczeniu siedząc przez chwilę zanim na nowo któreś z nich nie rozrabiało. Eve potem w jakiś sposób wpłynęła na Jamsea, chociaż Sheila nie wiedziała, czy zdawała sobie z tego sprawę. Ale to dzięki jej obecności wszystko wydawało się układać inaczej.
- Gdyby jednak, uważaj na szew z boku, da się go łatwo załatać. Ewentualnie trzeba będzie pomyśleć nad podbiciem ich jeszcze jakimś materiałem dla wytrzymałości. – Nie powstrzymała tej nieśmiałej radości, kiedy Eve wyraziła swoją z jej działań. Wysunęła ostrożnie dłoń, łapiąc Eve za jej własną i oddychając cicho, kiedy pokiwała głową potwierdzająco. – Mialam tez pewien pomysł dla ciebie. Nie wiem, czy by ci się podobał, ale jeżeli tak, to pomyślałam, że mogłabym ci zrobić taką czerwoną chustę do tańca z pobłyskiem. Ale może wolisz inny kolor? Albo coś innego? – Mówiła to spokojnie, nie martwiąc się nawet co miałaby jeszcze zrobić dla Eve, ale cokolwiek ta sobie zażyczy, ona była gotowa to zrobić.
Mars ostrożnie podszedł do Eve, unosząc łeb wyżej i pozwalając sobie na przymknięcie powiek kiedy tylko dostał porcję czułości. Chociaż nie mieszkał z Doe tak długo, przyzwyczaił się do nich szybko i uważał ich teraz za swoją rodzinę, przejawiając wobec nich niezwykłą czułość. Jego rasa była bardzo delikatna wobec tych, których kochał, dlatego też w momencie kiedy starsza Doe poświęcała mu czas, ostrożnie przysunął się bliżej, delikatnie przesuwając językiem po jej twarzy. Za to Sheila ostrożnie wsunęła się do środka fortu, prowadząc za sobą Eve i kładąc się tak, że wtulona była w starszą dziewczynę.
- Wyjątkowo miły, prawda? – zapytała o psa, który przyszedł za nimi, kładąc się tuż obok i łeb ostrożnie przesuwając na ramię Eve, tak że cygana była wtulona pomiędzy psa a szwagierkę jak w ciepły koc. Deliatnie westchnęła na to wspomnienie o rzeczach osobistych, kręcąc głową – nawet warczący Mars nie byłby w stanie powstrzymać Thomasa, bo ten na pewno kazałby jej powstrzymać psa, nawet płacząc aby mu pomagała.
- Wiem, że ostatnio było to ciężkie, dlatego chciałam powiedzieć, że cieszę się, że tu jesteś.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Pokój dzienny [odnośnik]22.01.22 23:32
Słysząc porównanie ich do kotów, nie mogłaby się nie zgodzić. Byli toporni pod tym względem, ale ciężko było denerwować się na nich dłużej. Za mocno szukali uwagi, by nawet zignorować do czasu, az emocje opadną. Czasami dziwiła się, ile tolerancji miała Sheila i ona sama, skąd tyle pokładów cierpliwości. To się wręcz nie mieściło w głowie, ale tak już po prostu było. Wiedziała, że wpływała na Jamesa, ale niestety była to broń obosieczna, bo w tym samym stopniu on oddziaływał na nią. Na szczęście teraz nie musiała za bardzo o nich... o nim myśleć, ciesząc się towarzystwem najmłodszej Doe.
- Spokojnie, na pewno nic się nie stanie. Są idealnie zrobione.- uśmiechnęła się szeroko, po części, by uspokoić dziewczynę, a po części ze zwykłego rozbawienia. Paprotka zawsze martwiła się na zapas, co w pokrętny sposób ją rozczulało. Potrzeba przewidywania, wszystkich możliwych sytuacji. Sama straciła już tą cechę, ostatnie dni odebrały jej to; próbę działania z wyprzedzeniem. Wiedziała, że to się nie uda i już. Czując ciepłą dłoń na swojej, delikatnie zamknęła mocniej palce, przesuwając kciukiem po grzbiecie dłoni szwagierki.- Podoba mi się ten pomysł i czerwony jest idealny.- zapewniła ją. Kiedyś miała dużo takich chust, ale podczas ucieczki, były ostatnim o czym myślała. Poza tym i tak musiałaby je wtedy sprzedać, opchnąć nawet za grosze, byle mieć pieniądze na wszystko, co wtedy było niezbędne.
Przyglądała się reakcji psa. Był słodziakiem, coraz większym i pozornie groźnie wyglądającym, ale często zachowywał się, jak ciapa, co ją urzekało. Dlatego może tak chętnie poświęcała mu wolne chwilę na głaskanie lub zabawę. Zaśmiała się cicho, czując ciepły psi język na policzku. Kiedy jednak została pociągnięta do środka, poszła za Sheilą bez sprzeciwu. Chętnie wyłożyła się na miękkich poduszkach, zerkając na dziewczynę, kiedy ta przytuliła się do niej. Objęła ją poświęcając więcej uwagi niż Marsowi, który uwalił się obok. Względem ważności, Paprotka jednak była nieporównywalnie wyżej od wszystkich innych.- Bardzo i strasznie się to gryzie z jego wyglądem.- odparła, unosząc lekko kącik ust.
Skupiła na dziewczynie spojrzenie, słuchając jej.
- Też się cieszę.- szepnęła, na chwilę unosząc wzrok na sufit fortu.- She, pamiętaj, że obojętnie, co będzie się działo... zawsze możesz na mnie liczyć. Nie ważne, jak wszystko jeszcze wywróci się do góry nogami i cokolwiek się stanie, będę obok, jeśli tylko będziesz tego potrzebowała.- sama nie wiedziała skąd ta posępność u niej, ale tendencje braci Doe do pakowania się w kłopoty, były zbyt duże, aby wierzyła, że najbliższe tygodnie czy miesiące będą dla nich spokojne.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Pokój dzienny - Page 3 W05eVlm
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Pokój dzienny [odnośnik]13.02.22 12:33
Byli dokładnie tacy – uparcie wczepiający się w rzeczywistość, w której lubili trwać, nie dający się odciągnąć od swoich przekonań, tylko dlatego jeżeli mogli liczyć na coś ciekawego, co się wydarzy. Albo ze swojej głupoty nagle pakowali się w sytuację, potem jęcząc, że to wcale nie jest ich wina, nawet jeżeli to oni zapoczątkowali lawinę zdarzeń. Sheila próbowała czasem o tym rozmawiać, ale miała wrażenie, że albo nie umieją się ze sobą porozumieć, albo po prostu byli zbyt uparci, aby cokolwiek z tym zrobić.
- A masz szalik, albo coś do owinięcia szyi? A jak tam czapka? Nie mogę pozwolić, abyście wszyscy nagle nie mieli niczego, bo przecież wszystkie materiały są dostępne, dlatego jeżeli byś potrzebowała czegokolwiek, powiedz, dobrze? – Rękawiczki już miała, mogła sprawić w końcu coś innego, co tylko by im było potrzebne. A Eve była śliczna, zasługując to, co najładniejsze, dlatego nie zamierzała nikomu odmawiać jej tego, w czym wyglądałaby pięknie.
Uśmiechnęła się lekko, pozwalając sobie na puszczenie jej na chwile, aby ostrożnie otworzyć miejsce do wejścia do fortu, tak aby było to dobrze, jednocześnie obserwując jak Mars od razu wykorzystał sytuację, domagając się odrobiny głaskania i uwagi. Nawet nie odrobiny, bo gdy tylko Eve się nim zajęła, unosząc głowę i przymykając oczy, tak aby potem jeszcze szturchnąć ją pyskiem, kiedy nagle udała się do fortu, podążając do fortu za nimi aby jednak położyć się obok nich, zadowolony, że siedzi w towarzystwie dwóch dziewcząt i właśnie otrzyma też głaskanie.
- W takim razie czerwony. Jak tylko dam radę uszyć, pomyślę też nad jakimś ciekawym wzorek na krańce. – Uśmiechnęła się, klepiąc jeszcze psa po boku zanim nie wróciła dłonią do włosów Eve, delikatnie bawiąc się końcówkami zanim nie owijała jej palce dookoła kosmyków. Cisza, spokój, wspólne spędzanie czasu, nic, co by im przeszkodziło. Czemu nie można było mieć więcej takich momentów?
- Tak samo, Eve. Gdybyś tylko potrzebowała się z czegoś zwierzyć, gdybyś tylko potrzebowała jakiegoś spokoju, albo posiedzieć jako sroka i nie odzywać się cały dzień, gdybyś potrzebowała przestrzeni gdzieś tutaj, powiedz dobrze? Nie jesteś mi obojętna i chcę, abyś mogła dobrze się czuć tutaj, póki to jest dla nas dom. – Kto wiedział, gdzie wylądują w przyszłości, to jednak nie zmieniało tego, że chciała, aby ta przestrzeń była dla niej komfortowa i bezpieczna.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Pokój dzienny [odnośnik]23.02.22 21:00
Miała braci, dlatego wiedziała, jak trudno jest dotrzeć do tych starszych i pozornie tylko mądrzejszych. Z tego powodu skrycie współczuła Sheili za każdym razem, kiedy ta starała się porozmawiać z jednym czy drugim. Dla niej było to już przeszłością, załamywanie rąk lub denerwowanie się na rodzeństwo, ale wcale nie czuła się lepiej. Troska za tamtych, przeszła na kolejnych. Zamiast braci, miała męża i szwagra, co sprawiało, że byli tylko bardziej upierdliwi. Może dlatego odpuszczała powoli, gotowała się wewnętrznie zbyt często, ale od sylwestra miała dość. Zwyczajnie chciała odpuścić, naiwnie wierzyła, że potrafi dać za wygraną. Tak naprawdę nie mogła, zbyt uparta z natury.
Dziś jednak nie chciała o tym rozmyślać dłużej, chciała przez kilka minut zapomnieć o ich istnieniu, póki nie kręcili się po mieszkaniu i nie przeszkadzali pod każdym względem, tak jak tylko oni potrafili.
- Mam szalik i czapkę też. Spokojnie, Paprotko, umiem sobie poradzić na mrozie.- uśmiechnęła się do niej rozbawiona tym nadmiarem troski.- Dobrze, powiem od razu, gdyby tylko coś się zmieniło.- obiecała bez wahania. Przełamywała się powoli, by przyjmować pomoc, żeby przestać trzymać się z boku. Pomagał w tym James, przypominając jej jak przyjemna była codzienność z rodziną i pomagał Thomas, nie wchodząc jej w drogę, kiedy była zirytowała czymkolwiek. Finalnie pomagała też Sheila, będąc po prostu sobą, co najczęściej wywoływało uśmiech na pełnych ustach.
Smukłe palce przesuwały się powoli po ciemnej sierści psa, kiedy słuchała szwagierki. Zerknęła krótko na Marsa, kiedy ten bezceremonialnie rozwalił się bardziej, rozpychając na boki. Nie był małym psiakiem, ale nie przeszkadzało jej to.- Nie mogę się doczekać efektu, będzie na pewno najpiękniejsza ze wszystkich, które widziałam.- nie miała co do tego wątpliwości. Wierzyła w umiejętności Sheili, czego nigdy nie kryła. Spojrzała na dłoń szwagierki, kiedy ta złapała delikatnie za kosmyki jej włosów. Te, jak zawsze rozsypywały się wokół ramion, jakby żyły własnym życiem.
- Powiem, jasne, że powiem.- wiedziała, że mogła powiedzieć jej wiele, może nawet wszystko.- Ale coraz mniej tego potrzebuje. Z każdym dniem coraz mniej ciągnie mnie do ucieczki, do ukrywania się w ciele sroki, by wszyscy zostawili mnie w spokoju.- przyznała po chwili. Od wigilii było zdecydowanie lepiej, chwila w pokoju z Jamesem, zadziałała lepiej niż cokolwiek innego. Przypomniała, gdzie tak naprawdę było jej miejsce i gdzie było lepiej.- Mam nadzieję, że to jeszcze długo będzie nasz dom.- musieli osiąść na trochę, wszyscy. Znaleźć swoje miejsce, odetchnąć po dwóch latach, nie wątpiła, że tego właśnie potrzebowali.
Teraz jednak potrzebna była pilnie zmiana tematu, coś, co przestanie wprowadzać taki markotny nastrój. Wiedziała, co ją interesowało, dlatego podniosła się po dłuższej chwili, by usiąść i podkulić nieco nogi pod siebie. Oparła się nieco plecami o psa, któremu najwyraźniej wcale to nie przeszkadzało, bo nawet nie drgnął z miejsca. Skupiła ciemne spojrzenie na Paprotce, a na usta wkradł się powoli uśmiech.- Ale skoro mamy już nasz fort, wolny od chłopców... nic nie stoi na przeszkodzie, aby o Nich poplotkować.- zadziorna nuta zagrała w głosie, akcentując każde słowo.- Na sylwestrze widziałam, że bardzo kręcił się koło Ciebie Marcel i ten mały... młody... Aidan? – zawahała się na moment, przypominając sobie imię chłopaka. Uniosła lekko brew, wyraźnie oczekując nieco szczegółów i zwierzeń.- Zrobiłaś chyba na kimś spore wrażenie, co wcale mnie nie dziwi, ale jednak poproszę o jakieś szczegóły. Mi już nie wypada mówić o chłopcach, którym zawróciłam w głowie i mogę już tylko posłuchać innych.- dodała nieco żartobliwie, chcąc rozładować atmosferę z wcześniejszego tematu.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Pokój dzienny - Page 3 W05eVlm
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Pokój dzienny [odnośnik]21.03.22 8:54
Nie mogła odpuścić, nie umiała najzwyczajniej w świecie powiedzie sobie „dość”. Nie kiedy chodziło o Thomasa czy Jamesa, nie kiedy świat dookoła stanął na głowie. To już nie były czasy, że za jakieś przewinienie wtrąciliby ich do więzienia, potrzymali chwilę i wypuścili i po tym, jak Thomas trafił do Tower za próbę oszustwa przy zarejestrowaniu różdżki, powinien bardzo dobrze o tym wiedzieć. Wszyscy powinni, bo jasno dano im wtedy do zrozumienia, że ich życie nie liczy się teraz o wiele bardziej, a obecna władza chętnie złamie ich, zrobi im problemy, wszystko, aby cierpieli jak najmocniej i jak najdłużej. Teraz czasy groziły o wiele większymi konsekwencjami, za każdym razem więc, kiedy znikali, musiała zastanawiać się, czy umierają, czy po prostu wypili zbyt wiele i zwinęli się na spanie w wagonie Marcela.
- Po prostu nie chcę, abyś się przeziębiła albo żeby coś ci się stało, ok? Teraz zaczynają się dość zimne dni, a nie po to macie w domu prawie dorosłą krawcową aby chodzić bez dobrej ochrony na mrozie. – Uśmiechnęła się, delikatnie przeczesując włosy Eve, z fascynacją badając ich fakturę. Najpewniej postarałaby się, aby zrobić z tego jakąś ciekawą fryzurę, może na jakieś wspólne wyjście? Tylko we dwie jeszcze najlepiej, tak w ramach odpoczynku. Chętnie zostawiłaby gotowanie chłopcom, musiałaby tylko liczyć się z utratą kuchni, bo najpewniej by ją spalili.
Mars, zachwycony uwagą i obecnością, nawet nie do końca zdając sobie sprawę ze swoich sporych rozmiarów po prostu rozwalił się pomiędzy nimi, z chęcią przyjmując wielką dozę pieszczot, przymykając oczy kiedy mógł liczyć na uwagę zarówno ze strony Sheili jak i Eve. Mimo, że był psem aktywnym, czasem właśnie takie ciche chwile sprawiały, że mógł wypocząć i nie musiał siedzieć i warować, obszczekując wszystkich przy okazji.
- Mam już taki koncept, w którym musisz po prostu wybrać, czy chcesz coś ze wzorami czy nie, a ze wzorów czy wolisz bardziej te związane ze zwierzętami czy jednak kwiatowe? – Wiedziała, że lubiła sroki, to nie było wielką zagadką, ale rozumiała, że nie każdy chciał się obnosić z własnym sukcesem w kategorii animagii, nawet jeżeli umieszczenie tego w elemencie stroju nie było niemożliwe jaką podpowiedzią. Teraz po prostu Sheilą kierowała troska o to, aby wszystko było jak najlepsze. I Eve była zadowolona.
- Cieszę się. Przyznam, że w wielu wypadkach po prostu się martwię, bo wszyscy nagle znikają, a jeżeli nie pracujemy na to, aby rodzina była cała, to możemy się mijać i udawać, że nie istniejemy, ale chyba nie o to chodzi. Zresztą, wolałabym, abyście mówili szczerze jak wam coś nie pasuje, nie lubię trzymania sekretów. – Nie sądziła, aby to oznaczało, że teraz Eve jej zaufa i nagle opowie o wszystkich znanych sekretach, ale niech przynajmniej wie, że to mało swobodne kiedy wiadomo było, że ktoś z czegoś się nie zwierza, a zamiast tego znika z mieszkania. I nie miała tutaj na myśli tylko Eve, ale wszystkich domowników. – Wiesz jak to jest, dopóki nikt nie wyrzuci nas stąd, to możemy tutaj siedzieć ile chcemy. – Pewien plus tej całej wojny był taki, że można było znaleźć mieszkanie, do którego nikt już nie wróci, ale oni będą mogli tu siedzieć.
Niemal westchnęła, kiedy Eve zaczęła podpytywać o szczegóły, przekręcając głowę tak, aby jednak móc spojrzeć na nią w pełni. Wydawało się po jej spojrzeniu, że wiązała się z tym irytacja, niepewność, ale nie na nią, ale jednak na całą tę sytuację. Potrząsnęła lekko głową, przykrywając się jeszcze kocem i spoglądając na Marsa.
- Wiesz, ja naprawdę nie wiem, co się tam porobiło. Z Aidanem znamy się od…w zasadzie od jego pierwszego roku w Hogwarcie, a jest tylko rok młodszy, więc w sumie już całkiem długo, ale nigdy nie spodziewałam się, że zawsze był tak…nastawiony do mnie. Romantycznie, rozumiesz, bo zawsze był też trochę nieśmiały, ale to w nim mocno urocze, zwłaszcza, że zawsze dbał o to, abym w jego towarzystwie czuła się swobodnie. Jednocześnie wiesz, ma braci, a podejrzewam, że oni mocno by naciskali, aby ten związek był według ich wizji, nie naszej. A ja nas nie zostawię. – W końcu nie było mowy o tym, aby zostawiła rodzinę i teraz wyprowadziła się gdziekolwiek tam Aidan nie mieszkał. – A z drugiej strony jest Marcel. Kochałam się w nim jak byłam młodsza, to chyba wszyscy wiedzieli i widzieli. I widzę, jak bardzo się stara jeżeli chodzi o pomoc Jimmowi, to naprawdę wzruszające. Ale mam wrażenie, że ciągle zwraca uwagę na inne dziewczęta, że woli takie z innym charakterem, a ostatecznie, że o wiele bardziej zajmie go rewolucja niż cokolwiek innego.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Pokój dzienny [odnośnik]22.03.22 19:34
Nie chciała gdybać nad tym, jak ciężkie były czasy i jak bardzo chłopacy uwielbiali pakować się w kłopoty. Byli trudni, obaj, ale to najwyraźniej już ich urok, który w przypadku jednego tolerowała, a u drugiego otwarcie tępiła. Mimo to nie chciała właśnie o tym, rozmawiać z Sheilą. To był czas dla nich dwóch, a nie znów skupianie się na jednym i drugim. Wystarczyło, że kilka minut poświęciły im.
- Wiem, wiem.- zapewniła ją z uśmiechem. Była świadoma, że Sheila czasami była nadopiekuńcza w stosunku do rodziny i bliskich jej osób. Podziwiała ją za to ciepło, za umiejętność wybaczania każdej przewiny. Sama nie potrafiła podobnie, nie miała w sobie dość empatii i wyrozumiałości dla cudzych potknięć. Starała się zapomnieć wiele, ale czasami zwyczajnie nie dało się, pewne gest pozostawiały zbyt głębokie zadry.- Mamy najzdolniejszą, prawie dorosłą krawcową.- skontrowała z rozbawieniem, podłapując, jak sama Sheila określiła siebie.- Obiecuję, że powiem ci, gdy tylko czegokolwiek z ciepłych rzeczy mi zabraknie.- dodała odrobinę poważniej.
Zerknęła na psa, cały czas głaszcząc go po boku, kiedy ten coraz mocniej rozwalał się między nimi. Był z niego kawał kundla, ale mimo wszystko wydawał się, póki co bardziej kochany niż groźny. Zastanowiła się przez dłuższą chwilę, kiedy miała wybrać wzór na materiale. To nie było wcale takie proste, dlatego milczenie przeciągnęło się, zanim pokiwała głową.
- Zdecydowanie kwiatowy.- brakowało jej takiego, bardzo cygańskiego wzoru na ubraniu czy chustach. Brak zamkniętej grupy w której czułaby się, jak wśród swoich ograniczał ją trochę. Nauczyła się niknąć w tłumie, a nie podkreślać, jak bardzo nie pasowała do innych. Teraz chciała, chociaż akcentem to wyciągnąć znów na wierzch. Dlatego, jeśli tylko Sheila dawała jej taką możliwość, proponując coś pięknego i własnoręcznie robionego, nie mogłaby nie skorzystać.
Spoważniała, słuchając Paprotki. Rozumiała ją, wiedziała, gdzie leży problem i chociaż zdążyła naciskać na Thomasa, aby zaczął być szczery w co się pakuje... miała świadomość, ze to nie takie proste. Spuściła na moment wzrok na swoje dłonie, smukłe palce, które teraz zacisnęły się delikatnie na materiale spódnicy. Zastanawiała się chwilę nad odpowiedzią, jakimkolwiek skontrowaniem słów dziewczyny.
- Wiem, że się martwisz. Musisz trochę poczekać, dać czas każdemu z Nas. Głupio to brzmi po tych kilku miesiącach, ale musisz zrozumieć, She.- szepnęła, chociaż przecież najmłodsza z Doe wcale nie musiała rozumieć. Westchnęła cicho, zanim odezwała się znów.- Trudno jest się pozbyć przyzwyczajenia do działania w pojedynkę, nawet jeśli nie jest się już samemu. Też się denerwuję na Jamesa i Thomasa, bo obaj są irytująco bezmyślni i impulsywni w podejmowanych decyzji. Jednak z drugiej strony ich rozumiem, łatwiej jest zatrzasnąć za sobą drzwi i zniknąć na parę godzin albo dzień lub dwa. Szukać rozrywki gdziekolwiek w świecie, żeby tylko zająć czymś myśli.- mięła materiał w palcach, dzięki temu łatwiej skupiając myśli. Prosta czynność, zdradzająca nerwowość.- To nie rodzina jest kłopotem, a naleciałości z czasu, który pewnie każdy z nas chce mieć za sobą.- wzruszyła lekko ramionami, unosząc wzrok na szwagierkę. Miała nadzieję, że wyjaśniła to jakkolwiek sensownie.
Szybka zmiana tematu, pozwoliła zepchnąć w niepamięć emocja, jakie skotłowały się chwilę wcześniej. Czekała na jej reakcję, zdradzenie czegoś więcej w związku z imprezą sprzed paru dni. Była ciekawa, jak postrzegała to sama Sheila i nie bardzo chciała odpuścić. Słuchała z uwagą, kiedy opowiadała o Aidanie i Marcelu. Zdziwiła się nieco z nikłej, ledwie rocznej różnicy między She, a pierwszym z chłopaków. W sumie nie zastanawiała się za bardzo ile mógł mieć, nie próbowała wstrzelić się z wiekiem.
- Mówisz, że jest uroczy i dbał o twoje samopoczucie... ale czy podoba Ci się Aidan? – spytała. Cóż wiedziała, że kiedyś będą musiały przebrnąć przez podobną rozmowę. Młodsza nie miała babci, ciotek, kuzynek czy jakichkolwiek innych kobiet w rodzinie, które mogły pociągnąć ją za język.- Nie wiesz tego na pewno, nie skreślaj chłopaka przez to, że ma braci.- przechyliła nieco głowę, a w kącikach ust zaczął formować się zadziorny uśmieszek.- Chociaż jak pomyślę, że miałabym jeszcze raz rozglądać się za jakimś chłopakiem to zdecydowanie stawiałabym na takiego, który jest jedynakiem albo ma świetną siostrę. Jednak zdecydowanie żadnego brata.- dodała żartem, uśmiechając się szeroko. Chciała ją trochę rozluźnić, pozbyć się tej specyficznej atmosfery. Pominęła fakt, że te ponad dwa lata temu nie miała tak dużego komfortu znajdowania sobie kogokolwiek; chłopaka czy męża. Mogła skończyć z takim, który był wybrany przez rodziny albo w sposób, który zadziałał w przypadku jej i Jamiego.- Będziesz musiała w końcu. Przecież wiesz, jak to wygląda.- Paprotka nie mogła całe życie być obok, tak się nie dało. Sama musiała w pewnym sensie zostawić rodzinę, wtedy to nie dokuczało aż tak bardzo, kiedy tabor istniał. Kiedy Sheila podjęła temat Marcela, słuchała jej z nieco większą uwagą.- Kochałaś się w nim, a jak jest teraz? To nadal to samo? – uczucia potrafiły być zgubne, zakochiwanie w przyjaciołach, było wręcz jak proszenie się o kłopoty i tym samym sprowadzane ich na siebie z własnej woli.- Chłopcy tacy są, zawsze będą zwracać uwagę na inne, nawet jeśli mówią, że tak nie robią. James jest taki sam, ale to nie znaczy, że jest zły. Poza tym to działa też w drugą stronę.- kącik jej ust drgnął przy ostatnich słowach. Związek czy małżeństwo nie sprawiało, że nagle przeciwna płeć, poza tym jedynym, stawała się nieatrakcyjna. Wypadało znać tylko granice.- Krótko przed ślubem, ktoś mi powiedział, że mężczyźni lubią towarzystwo kobiet, ale na partnerkę czy żonę wybierają tą najlepszą dla siebie. Więc nie sugerowałabym się kategorycznie tym, że Marcel lubi inne charaktery u dziewczyn.- poradziła dość ostrożnie. Zmartwiło ją nieco to, co padło na końcu. Miała nadzieję, że tak nie jest, że Marcel był dość odpowiedzialny, by nie kręcić się przy jakiejkolwiek dziewczynie, a mimo wszystko kochać się bardziej w rewolucjach. Unieszczęśliwianie siebie to jedno, a drugie było ciągnięcie w ten stan kolejnej osoby.- Poświęć im trochę czasu, jeśli ci się podobają. Upewnij się, którego tak naprawdę wolisz i któremu chcesz dać więcej uwagi.- poradziła, chociaż nie miała pewności czy Sheila zastanawiała się nad poważniejszą relacją z którymkolwiek.- Ah, i zdecydowanie trzymaj ich na dystans, gdy rozmawiasz z jednym. Chłopacy są uciążliwi pod tym względem... trochę jak koguty, pokazują który rządzi. Zresztą widziałaś, co zrobił twój brat na sylwestrze.- przewróciła oczami, prychając cicho na wspomnienie tamtej sytuacji.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Pokój dzienny - Page 3 W05eVlm
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Pokój dzienny [odnośnik]05.04.22 10:18
Jakkolwiek nie unikała rozmyślań nad swoim rodzeństwem, zwłaszcza jeżeli trzeba było pomyśleć o ich bezpieczeństwie. Sami nie do końca zdawali sobie sprawę co robili nie tak, jeżeli chodziło o ich zachowanie, nawet nie do końca zdając sobie sprawę, co jest nie tak. Spoglądała jeszcze na Eve, bo mimo wszystko wolała skupić się na tym, na czym starsza z Doe również chciała się zastanowić czy też może raczej pochylić – na tym, że miały teraz wspólny czas ze sobą, gdzie nie musiały się o nic martwić. Eve nie uciekała, Sheila nie gnała do pracy, wszystko było w porządku, o nic nie trzeba było się martwić.
- Halo halo, jak to prawie dorosłą! – Uniosła dłoń do klatki piersiowej, jakby było to największa obraza którą usłyszała, ale dość szybko jej mimika przełamała się w tę rozbawioną. Nie miała jakiegoś parcia na to, aby niezwykle mocno postrzegać ją jako dorosłą i dojrzałą, wiedząc, że w oczach Jamesa i Thomasa i tak najpewniej miała jakieś pięć lat jak nie więcej.
Sama też poklepała Marsa, który mruknął cicho, podnosząc pysk i przysuwając się bliżej do obydwu cyganek, wciskając się na nowo pomiędzy nie, potrzebując przeszturchiwać to jedną to drugą, głównie po to aby jednak wyżebrać więcej głaskania od obydwu pań. Spoglądał jeszcze na nie ze spokojem, wzdychając lekko kiedy na nowo położył łeb przy nich.
- W takim razie będzie kwiatowy. – Nie zamierzała na nic naciskać, bo w końcu przecież specjalnie po to dała wybór. Na następne słowa Eve musiała jednak westchnąć, zastanawiając się jeszcze jak powinna odpowiedzieć, aby nie urazić kogoś, na kim jej zależało. – Staram się zrozumieć, naprawdę. Ale tak jak wy potrzebujecie przestrzeni, każdy z was, tak ja potrzebuję obecności, a w tym momencie jestem odpychana przez każdego, bo oni potrzebują przestrzeni. Mam dać wam zrozumienie, ale ja sama nie jestem rozumiana. Chcecie wychodzić i bawić się, tutaj wracając do czegoś, co jest dla was już ustawione, przygotowane i znajome, nie patrząc na to, że dla mnie wszystko jest to obce, że ja się tam samo nie bawię, bo przygotowuję coś dla was. Każdy chce mieć gdzie wracać, ale mało kto rozumie, co oznacza przygotowywać takie miejsce.
Podrapała jeszcze psa za uchem, nie spoglądając w tym momencie na Eve i ostrożnie ciesząc się miękką sierścią Marsa pod dłonią. Dopiero kiedy temat zszedł ponownie na „jej” chłopców, pokręciła lekko głową. Za dużo problemów nagle się z tym robiło.
- Cóż…chyba mi się podoba, bo nawet udało mi się go..wiesz, tak na chwilę pocałować. – Nie powstrzymała lekko czerwieni na policzkach, zaraz też chowając gdzieś głowę w ramieniu Eve. – To nie tak, oni po prostu nie pozwolą mu aby zamieszkał z nami, więc tutaj jest problem już na wstępie. A Marcel…wiesz, że to nie ma znaczenia co ja czuję, jeżeli on woli inne i przede wszystkim, woli zajmować się tymi wszystkimi zadaniami. Z nas wszystkich najbardziej kocha Jamesa i pewnie to na nim najbardziej mu zależy. – Nie ujmowała nic, co Marcel dla niej robił, ale jednak prawda była taka, że najbliższy sercu Marcela ze wszystkich Doe był właśnie James.
- Na to już za późno, bo zdążyli się pobić…eh, z chłopcami, same kłopoty. – Miały jeszcze sporo do omówienia, ale przed nimi było jeszcze dużo dnia.

ztx2


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Pokój dzienny
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach